Czy zmarli mowia do nas? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ja takze stracilam niedawno Tate, mojego najwiekszego przyjaciela.
    Zdazylam powiedziec mu wszystko, ale nie moge sie pogodzic z tym, ze
    zostalam sama. Opiekowalam sie nim cale zycie. On byl prawdziwym
    sensem mojego zycia. Teraz nie umiem juz zyc. Patrze na swiat jak
    przez szybke. W dodatku przechodze ogromny kryzys wiary. Szukam
    wciaz dowodu na to, ze moj Tata zyje i ma sie dobrze. Sama wiara mi
    nie wystarcza. Jednak po smierci Taty zdarzylo sie w moim zyciu
    kilka dziwnych rzeczy. Mialam wrazenie, jakby Tata wysylal mi pewne
    znaki zawsze o jednej porze, podczas modlitwy w godzinie jego
    smierci. Byc moze to tylko moja wyobraznia, a moze... Czy ktos z Was
    tez ma podobne doswiadczenie, jakby zmarli byli obok nas, mowili do
    nas? Napiszcie o tym. Pozdrawiam.
    • Gość: kika IP: *.chelmno.mm.pl 29.03.08, 20:28
      Mój kochany Tato umarł w nocy i chociaż byłam z nim bardzo związana
      emocjonalnie,zupełnie nic nie czułam,że odchodzi.Spałam twardo.Później po jego
      odejściu miałam momenty,jakby ktoś stał koło mnie.To nie tak,żebym sobie to
      wmawiała,ale czułam jakby obecność innego bytu.Jak to się odczuwa?Zupełnie tak
      samo jak ktoś z domowników stanie ci po cichu za plecami i nie widzisz go,ale
      czujesz czyjąś obecność.Mojej bardzo bliskiej osobie ,dzień przed jego pogrzebem
      Taty ukazała się bliżej nieokreślona postać(było to wieczorem,gdy już położyła
      się spać).Pocałowała ją w czoło ,a po jej ciele przeszła niesamowita energia.Sen
      czy jawa?Każdy niech uważa po swojemu.Do tej pory płaczę po moim Tacie.Też
      przeżywałam i zwątpienie i powrót do Boga.W końcu wpadłam na myśl,że ja tu po
      nim rozpaczam,a może on tam tez płacze za nami,może też szuka z nami
      kontaktu,może jest blisko,ale niemożliwe jest żeby sie spotkać.Dlaczego
      niemożliwe?Bo my uwięzieni w swoim ciele innymi zmysłami odbieramy
      świat.Wzrok,słuch,dotyk,węch,zapach...pewnie to za mało,żeby móc złapać kontakt
      z tymi co odeszli.Oni też pewnie posiadają zmysły.Tylko inne , o których "nawet
      filozofom się nie śniło".
      • Straszne jest zycie po stracie najukochanszej osoby. Mam wrazenie,
        ze moje zycie skonczylo sie razem z jego zyciem. Nic mnie juz nie
        cieszy. W sercu pozostal wielki smutek. Wiem, ze nic gorszego juz
        mnie nie spotka. No i przestalam sie bac wlasnej smierci. Wiem, ze
        Tata juz czeka na mnie po tej drugiej stronie.

        W mojej rodzinie bylo kilka takich trudnych do wytlumaczenia
        zdarzen. Zazwyczaj chodzilo o przewidywanie przyszlych wydarzen.

        Kiedy moj Tata umieral w szpitalu, ja nie spalam, czuwalam w domu. I
        choc wieczorem byla znaczna poprawa, ktora mnie uspokoila, to nagle
        w nocy przeszlo mi przez mysl, ze Tata umarl. Moze zbieg
        okolicznosci, ale pozniej okazalo sie, ze akurat o tej godzinie
        odszedl.

        Ja nie chcialabym ani zobaczyc ducha, ani tez go uslyszec. Chyba bym
        dostala zawalu. Nie szukam tez kontaktu na sile. Ale caly czas
        czekam na te znaki.

        Z jednej strony bardzo bym chciala, zeby Tata zyl, zeby gdzies byl.
        Z drugiej strony nie moge sie pogodzic z tym, ze nawet, jesli tak
        jest, to juz nie jest soba, ze jest jakims blizej nie okreslonym
        bytem. Zastanawiam sie, czy jest soba, czy taki byt mysli, czy
        pamieta... To wszystko takie skomplikowane! Pozdrawiam!
    • Juz siedem miesiecy jak Tatko odszedl za teczowy most. Ciagle czekam na znak
      jakikolwiek ze mu tam lepiej ze nie jest mu zimno. I nic. Moze nie moze moze ja
      tych znakow nie rozumiem. A przeciez tak bardzo mnie kochal wiec gdyby bylo to
      tam na pewno by przyszedl. Nie moge zyc z mysla ze to koniec ze nie ma nieba jak
      bysmy tego nie rozumieli.
      --
      Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
      nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
      ludziom i Bogom...
      • Czesc

        Mi sie jednak wydaje, ze tam cos jednak jest po tej drugiej stronie.
        Staram sie przynajmniej w to wierzyc, bo to mnie trzyma przy zyciu.

        Z jednej strony chcialabym, zeby mu bylo tam lepiej, z drugiej
        strony chcialabym, zeby tesknil za mna, zeby chcial i zeby mogl do
        mnie wrocic... To takie egoistyczne i niechrzescijanskie podejscie.

        Pozdrawiam.
        • Gość: anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 15:41
          Mówią o mnie ,że czuję trochę inaczej. Miewam sny ,które są ostatnim pożegnaniem
          , odsłaniają trochę przyszłości. Potrafię rozpoznawać znaki.Moi zmarli ci co
          świeżo odeszli oddziałują energią obecności, którą rozumie i wyczuwam.Zadawałam
          pytania a jak tam ,a co tam.
          odpowiadają przypadkowo usłyszani ludzie np. podsłuchani mimo woli. Słyszę swoje
          pytanie i krótką wyrwaną z kontekstu odpowiedź.Trzymam się mocno ziemi,nie
          przeginam ale dla siebie wiem więcej.Wydaje mi się ,że te kontakt jest zawsze
          możliwy, ale nie ja o nim decyduje.Ważna jest ranga spraw, natężenie uczuć i
          ocena czy sama dam sobie radę czy potrzebna jest Ich pomoc- na nią mogę liczyć
          Dziwne- ale nie zwariowałam
          • Czesc

            To ciekawe, co napisalas. Mam do Ciebie kilka pytan:

            1. Czy odczuwasz kontakt tylko ze zmarlymi, ktorzy niedawno odeszli,
            czy ze wszystkimi?

            2. Nie bardzo zrozumialam, kto odpowiada na Twoje pytania - ci
            zmarli, czy zyjacy, bo tak czasem tez bywa.

            3. Jak zadajesz swoje pytania - w myslach, czy na glos?

            4. Czy mozesz powiedziec cos blizej, jakie otrzymujesz odpowiedzi,
            czy oni sa szczesliwi, czy nas pamietaja?

            5. Czy Ty wobec tego mozesz powiedziec, ze masz 100% pewnosc, ze
            zycie ludzkie nie konczy sie w momencie smierci?

            Pozdrawiam.
        • Gość: Ana IP: *.olsztyn.mm.pl 28.06.08, 20:16
          Moj tata zmarł już ponad dwa lata temu lecz mimo to nadal boleśnie odczuwam jego
          strate . Wierze gleboko ze gdzies tam jest i w jais sposob czuwa nade mna i moja
          rodzina. Po jego pogrzebie przysnil mi sie kilka razy i jakie to byly sny...
          Rozmawial ze mna o swojej smierci, zapewnial ze jest szczesliwy i ze zawsze
          bedzie blisko nas. To byly tak realne sny ze w srodku nocy budziam sie nagle
          jakbym wyrwala sie z innego swiata. dlatego wierze ze tato jest przy mnie caly
          czas i kiedys zobaczymy sie po tamtej stronie. ta swiadomosc daje mi sile by
          dalej zyc
          • Gość: marbuj IP: *.centertel.pl 24.08.11, 20:39
            mam coś takiego ze czuje czasami obecnosc innej osoby wrecz go czuje miewam sny dosc dziwne kturych czasami nie rozumiem lub nie pamientam a tak wogule unikam kontaktu ze zmarłymi strasznie sie boie mam nauczke.z czystm sumieniem mówie istnieje drugi swiat ale nie taki jak kazdy zwas se wyobraza,nikt nikomu jeszcze nie powiedział jak tam naprawde jest to jest tajemnica ktura otwera sie przed nami wras z zamknienciem powiek radził bym nie przesadzac w tym zyciu bo przez cała wiecznos puzniej morzna tego załowac.
        • Gość: Basia IP: *.mikolow.net 21.03.09, 17:08
          Zal mi ciebie ,takiego prostego czlowieczka , troche mnie smieszy twoja glupota
          ,tata odszedl wiec nie ma sensu zyc? Zyj ,boisz sie smierci i to jest powod
          gdzie zadajesz pytania!bog jest dobry ,? za co karze ludziom starym robic z
          siebie blaznow ,choruja na alzchaimery ,parkinsony,zapominaja ,sraja pod siebie
          ,pluja ,itd.czy dalej wierzysz w dobroc boga ? Nawet tych bardzo wierzacych
          karze chorobami starczymi i poniza godnosc tych ludzi?Nic mnie nigdy nie
          straszylo ,balam sie ludzi zywych !
          • Gość: Irsa IP: 78.110.208.* 05.04.09, 23:38
            Te wszystkie pytania i pretensje, zadasz sobie przy śmierci w strachu ale może
            być za późno, nie jest nam dane wszystko zrozumieć, ale w to wierzyć. Jeśli Bóg
            zechce to będę cierpieć, może ma ku temu jakiś cel? bynajmniej dowiem się po
            śmierci. Dla przykładu obejrzyj "Egzorcyzmy Emili Rose".
          • Gość: ola IP: *.adsl.inetia.pl 15.06.09, 18:19
            Witajcie,
            przeczytałam całe Wasze forum i cieszę się, że Wy też macie takie doświadczenia,
            jak ja.

            Moja Babcia zmarła w styczniu 2007r. Kilka razy mi się przyśniła, raz dała znać
            bardziej fizycznie.
            Kiedyś na fizyce, na jakimś normalnym temacie, wcale nie myśląc o Babci poczułam
            jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu i mówi "jestem tutaj". Odwróciłam się, ale
            nikt za mnie nie stał.
            Ostatnio, w 7. rocznicę śmierci Dziadka (męża Babci, z którym była prawie 60 lat
            i wychowała 6 dzieci), przysniła mi się Babcia z "odpowiedzi" na moją prośbę.
            Zawsze kiedy dzieje się u mnie sytuacja, z którą sama nie umiem sobie poradzić i
            wszyscy święci "zawodzą", proszę Ją, żeby mi pomogła. Po prostu "pomogła". I dwa
            dni po mojej błagalnej prośbie babcia przyszła we śnie- przywołała mnie do
            jakiegoś pokoju, stała w drzwiach po mojej lewej stronie i usłyszałam w swojej
            głowie słowa "ty się nie martw, ja się tobą opiekuję".
            Kiedyś też Babcia przyśniła mi się tak po prostu. Siedziałyśmy wtedy w domu
            mojej cioci i Babcia "odpowiadała" na moje pytania (po smierci żałowałam, że nie
            zadałam Babci tylu waznych pytań, że tak mało wiem). W tym śnie słyszałam swoje
            pytania, a na odpowiedź Babci jakby ktoś wyłączył dźwięk, ale czułam we snie
            zadowolenie, że Ona udziela mi odpowiedzi na moje pytania, chociaż ich nie
            słyszałam.

            I to są moje takie "przejścia". Czekam na dalsze znaki, bo wiem, że Babcia jest
            przy mnie i czuwa.
          • Gość: asia IP: *.kalisz.mm.pl 07.10.11, 12:35
            glupia jestes i to bardzoooo !
          • Gość: monika IP: 83.1.81.* 07.07.12, 17:17
            ty nie masz wiary rozumu ani serca rozważasz słowa ewangelii z wiarą i z sercem z zrozumieniem bóg jest dobry i sprawiedliwy bóg posyła próbę na ludzi sprawdzić ich wiarę bóg czyni tak że jest obecny nie tylko dając ludziom szczęście ale gdy też dając cierpienie i ból ty chyba kpisz sobie nawet nie umiesz czytać słowa ewangelii z zrozumieniem to ty tak twierdzisz ale bóg wszystko wie co po co dlaczego nie obwinaj go bo dał kiedyś innym ludziom ostrzeżenie że będą choroby i wypadki tragedie ty nie wiesz do końca dlaczego tylko on wie jakim prawem sądzisz boga ty jesteś tylko człowiekiem nawet dzieckiem boga wstydz się nie kiedy śmierć czy cierpienie przychodzi z winy człowieka bóg to wszystko widzi i słyszy to co ty mówisz to coś ci w głowie tej zle podpowiada bo nie kiedy sumienie i myśli może to być szatan bóg nie obiecał pięknego życia i losu wam .Bóg tylko wie dlaczego pozwala i dopuszcza bóg jest dobry i nie chce on cierpienia waszego ale i daje znać przez cierpienie też że jest on żeby inni ludzie zobaczyli w chorym czy w pokrzywdzonym człowieku jego samego .
        • Gość: Olka IP: 94.141.133.* 05.02.10, 17:02
          Do tych którzy mają wątpliwości


          W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się
          drugiego:
          - Wierzysz w życie po porodzie?
          - Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu
          jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
          - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
          - No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a
          jeść buzią....
          - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby
          jeść ustami!
          Przecież żywi nas pępowina.
          - No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas
          troszczyć.
          - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
          - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez
          niej by nas nie było.
          - Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma...
          - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak
          śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że
          prawdziwe życie zaczyna się później.

      • Gość: lodzia;) IP: *.lubin.dialog.net.pl 24.08.12, 11:02
        witam, mója kochany tatuś odszedł tak nagle....nie chorował...lekarz nie rozpoznał ZAWAŁU...a ja sie non stop obwiniam, ze nie wezmałam pogotowia ale on ciagle powtarzał nie teraz....miałam cudowna rodzine...niczego nam nie brakowało-mieliśmy siebie...myślałam, ze skontaktuje sie ze mna po smierci ....a nasza wież była taka silna....miałam jedynie dziwne odczucie, przyjechałam do mamy i w nocy słyszałam, ze sie non stop otwieraja drzwi i słyszałam kaszel taty...ale nie mam pojecia co to było czy ta wielka tesknota płata mi figla-czy on poprostu z nami jest...moje dzieci tesknia a ja czuje jak by mi serce pekło...non stop płacz...30 lipca minie m-c...chciała bym by przyszedł i powiedział: córeczko nie płacz jest mi dobrze...jestem z wami- a tutaj nic echo....
    • Gość: anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 19:14
      Obecność czuje silnie bezpośrednio po śmierci bliskich. Te sygnały nie
      ograniczały się do wyczuwania bliskości drugiej osoby Gdy zginęła moja siostra (
      była w ciąży) Jej energia był wyjątkowo silna . Ktoś zapalał i gasił światło
      ,przestawiał rzeczy w nocy. Takie zdarzenia Kończyły się wymianą spojrzeń z moim
      tatą.Trudno było mówić głośno że nam się zdawało.
      Był moment kiedy paliłam zadumana nad grobem pączek róży (wcześniej leżał w
      trumnie). Wtedy ktoś mnie ogarnął ramieniem, fizycznie nikogo nie było nawet w
      zasięgu wzroku - to wrażenie było tak silne ,że uciekłam i od tej pory nie
      prowokowałam myślami . Pytania zadawałam długo w myślach uparcie czekałam na
      odpowiedź otrzymywałam ją wielokrotnie poprzez przypadkowych ludzi -nawet nie
      widziałam ich twarzy. Padały słowa . Ale te ostatnie - brzmiały jest mi dobrze -
      nie pytaj.Rozumiałam podświadomie że mi nie wolno przekraczać pewnej granicy.
      Obecne zdarzenia ograniczają się do przekazów w śnie lub zjawiania się nagle
      ludzi ,którzy coś mi tłumaczą, w czymś pomagają i odchodzą - takie twarze jak
      z pociągu. Gdy odchodzili przyjaciele było podobnie szok w godzinę śmieci.
      Szereg znaków poprzedzających ,które czytam od dzieciństwa np. ptaki sny po
      których siadam na łóżku i nie mogę ochłonąć z emocji , w śnie pożegnanie,
      trochę zdarzeń do przodu . Pożegnania to ostatecznie przekaz energii- Do tej
      pory myślałam,że tylko w śnie, parę dni temu energię snu dopełnił przeskok
      naelektryzowanej iskry przy zamykaniu oczu.Mam wiele rzeczy po moich bliskich
      niczego nie noszę , mogę dotknąć i wtedy kontakt nawiązuje wyjątkowo szybko,
      czasami się boję czasami opowiadam o dobrych i trudnych sprawach odpowiedź się
      zaraz znajdzie- bo ktoś przez pomyłkę zapuka zadzwoni itp.Ja ze swoimi dobrymi
      duchami żyję na codzień to jest do wyczucia to się dzieje. Dzięki ,że się
      odezwałaś
      • Czesc

        Ja tez dziekuje, ze odpisalas. Poszukuje takich osob, ktore tez
        odczytuja pewne znaki. Ja od dziecinstwa mam takie przygody, ze
        zdarza mi sie cos wysnic.

        Ze zmarlymi nigdy zadnych kontaktow nie mialam. Czasem babcia
        pojawiala sie tylko we snie. Niedawno zmarl moj Tata - osoba, ktora
        byla mi najblizsza. Bardzo to przezywam. Tata odszedl w nocy. Po
        smierci Taty zdarzylo sie w moim zyciu kilka dziwnych rzeczy. Mam
        wrazenie, jakby Tata wysylal mi pewne znaki. Bylo ich bardzo duzo.
        Kazdej nocy modle sie za niego w godzinie jego smierci. Za kazdym
        razem podczas tej modlitwy zaczyna mrugac lampka w jednym z domowych
        pomieszczen. W dodatku, kiedy jest mi bardzo zle i zaczynam plakac
        za Tata, nagle przygasa swiatlo. Nie dzieje sie to w innych
        momentach. Zupelnie, jakby Tata chcialby mi powiedziec "nie placz,
        jestem przy tobie".

        Jednak mam wrazenie, ze sam Tata dawal mi znaki. Ja wiem, ze wyda
        sie to wszystkim smieszne, ale jak sie zorientowalam, ze to
        swiatelko ciagle mruga podczas modlitwy w godzine smierci Taty,
        stwierdzilam, ze moze Tata chce mi cos powiedziec. Jedyne, co
        przyszlo mi wtedy do glowy, to... alfabet Morse'a. Zapisywalam
        krotkie i dlugie mrugniecia. Na poczatku nic nie wychodzilo. Same
        literki, nie majace ze soba specjalnego zwiazku. Ale to mruganie
        nastepowalo tak szybko, ze nie moglam tez wlasciwie zanotowac
        sygnalow. W pewnym momencie odczytalam moje imie, a nastepnie
        przezwisko, ktore nosze (tak, jak mnie Tata nazywal). Nastepnego
        dnia
        powtorzylam zapisywanie i znowu na poczatku wydawalo sie, ze nic, a
        potem, jak popatrzylam na kartke, okazalo sie, ze zrobilam blad w
        tlumaczeniu. Po naprawieniu bledow wyszlo "Nie martw sie". To bardzo
        mnie ucieszylo i dodalo sily do zycia. Wiecej juz tego nie
        powtarzalam, bo moja siostra wpadla w panike, ze to moze byc zly
        duch i ze tego nie wolno mi robic.

        Byly tez sny. W snach rozmawialam z Tata. W pierwszym snie na moje
        pytanie co sie z nim teraz dzieje odpowiedzial, ze zmartwychwstal.
        Byl taki silny, zdrowy, radosny.

        Dlugo nie moglam zrozumiec, o co chodzi z tym zmartwychwstaniem.
        Przeciez religia uczy nas, ze zmartwchwstaniemy na koncu czasow, a
        Tata mi mowi, ze juz zmartwychwstal. A potem przeczytalam wywiad z
        Ksiedzem Malinskim, w ktorym Ksiadz Malinski twierdzil, ze
        zmartwychwstajemy w momencie smierci.

        Ale byl i drugi sen, ktory mnie bardzo zasmucil i odebral sily do
        zycia i dzialania. W tym drugim snie, podczas kolejnej rozmowy na
        moje pytanie, czy
        jest w Niebie, odpowiedzial, ze prawie w Niebie. Odebralam to tak,
        jakby troche przeze mnie, ze ja go tu za bardzo trzymam, bo tak
        bardzo czekam na kontakt z nim. A na koniec powiedzial, ze nie moze
        tak mnie ciagle odwiedzac. Powiedzial, zebym wiecej nie czekala na
        niego. Ja to tez odczytalam tak, jakby Pan Bog mu tego zabranial.

        Byl jeszcze jeden sen. Kiedy go ujrzalam, przypomnialam sobie, ze on
        przeciez nie zyje i ze musze z nim porozmawiac. I wtedy... sie
        obudzilam. Tak, jakby rzeczywiscie nie wolno mi juz bylo z nim
        rozmawiac.

        No i tez dzieje sie tak, ze ja ciagle mam jakies poytania,
        watpliwosci. Jak tylko mnie dreczy jakies pytanie, natychmiast
        dostaje odpowiedz w sposob podobny, jak u Ciebie. Albo ja
        przypadkowo pojawiam sie w miejscu, w ktorym nie planowalam byc,
        albo w moim zyciu pojawiaja sie ludzie, ktorych nie planowalam
        spotkac i oni odpowiadaja na moje pytania, czasem mowia jezykiem
        mojego Taty...

        Sama nie wiem, co mam o tym myslec. Czy uwazasz, ze to moga byc
        znaki od niego? Pozdrawiam

        • Gość: Anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 21:28
          Boże jak dobrze ,że inni czują podobnie . Nazywasz słowami to o czym nie
          mówiłam. Powiem ci tylko tyle ,że to trwa przez wiele lat nauczyłam się z tym
          żyć. Szanuje spokój potrzebny drugiej stronie ale jestem czujna i czasami o
          czymś z nimi gadam.Zyskałam spokój wewnętrzny , moi kochani nigdy by mnie nie
          skrzywdzili, więc nie ma mowy o straszeniu. ,pewnie sen jest tą formą do
          przyjęcia, czy czytane znaki ,słowa ludzi. Teraz muszę sobie uładzić ostatnie
          sprawy. Dlaczego zacięła się płyta na Jego ulubionej piosence. Ktoś mi kiedyś
          powiedział ,że takie wyczuwanie jest dane nielicznym ( coś tam w mózgu odbiera
          inne fale ) Pielęgnuj to w sobie ,chroń przed niedowiarkami ,by nie narazić się
          na śmieszność ,póki nauka się na tym nie pozna.Wydawało mi się ,że moi pojawiają
          się ,gdy ich pytam i proszę - nie przychodzą także gdy coś ważnego dzieje się w
          moim życiu przyszedłem zobaczyć... Myślę ,że przez Ciebie będzie mówił Tato
          ,gdy zechce pomóc siostrze Ale rzeczywiście przerasta to nasze pojmowanie ,
          myślę,że ten wyższy byt wie lepiej jak i kiedy. Jak silne jest nasze
          przyciąganie o tym decyduje siła miłości,która też musi dojrzewać, dla nas to
          już intuicyjne wyczuwanie- jak- by to wszystko pogodzić. wspominałaś o migającym
          świetle ,rzeczywiście było migające nie próbowałam przełożyć na język ludzki,
          rozumiałam ,że moi też chcą dać znać o sobie,nie godzą się z odchodzeniem,ale to
          chyba i ich transformacja.Masz w sobie Jego cząstkę energii fizycznie jego geny
          a jakie ma to powiązanie z myślą - filozofia nie z tej ziemi.Pomagasz mi bardzo
          swoją rozmową . Ale nie biczuj tak mocno siebie . tęsknota nie może zabijać,
          uwierz ,że to wszystko trwa i jest blisko
          • Ja rozmawiam codziennie z Tata. To znaczy ja gadam, a on mam
            nadzieje slucha ;-)

            To moje swiatelko czasem mruga jeszcze po modlitwie. Kiedy mowie,
            ono nie mruga. Glupio to zabrzmi, ale "jakby sluchalo". Kiedy
            przestaje mowic, ono zaczyna mrugac. To tez glupio zabrzmi, ale ja
            nawet wyczuwam emocje. Jak wpadam w rozpacz, to zaczyna wielokrotnie
            bardzo przygasac, jakby chcialo mnie uspokoic i... uspokaja albo
            jak powiem cos glupiego (typu, ze pewnie Tata juz mnie nie kocha),
            to zaczyna mrugac tak bardzo szybko, jakby chcialo zaprotestowac.

            Opowiedz o swoim migajacym swiatelku. Ja juz gdzies na internetowym
            forum przeczytalam kiedys, ze ktos tez mial podobne przygody z
            migajacym swiatelkiem po smierci bliskich, ale byl to wpis sprzed 3
            lat, wiec nie moglam sie skontaktowac z ta osoba.

            Ta zacieta plyta, to fajny znak. Tez bym taki chciala, ale Tata nie
            mial zadnych ulubionych piosenek :-(

            Ty tez mi bardzo pomagasz. Jesli sa osoby, ktore odbieraja podobne
            sygnaly, to dodaje mi to wiary w to, ze moj Tata jednak gdzies jest.

            Ja siebie nie drecze. Po prostu nie umiem juz zyc bez Taty. Zycie
            juz nie to samo. To taka wegetacja i oczekiwanie na spotkanie z nim.

            Opowiedz mi o tym kontakcie ze zmarlymi przy dotykaniu ich rzeczy.
            Kontakt, to znaczy dokladnie co?

            No i ta iskra przy zamykaniu oczu. Jak to bylo, jesli to nie
            tajemnica? To bardzo ciekawe.

            Pozdrawiam.
            • Gość: anika IP: 212.160.111.* 03.04.08, 12:33
              Swiatło które zapalało się i gasło dotyczyło zdarzeń bezpośrednio związanych ze
              śmiercią i krótkiego czasu po. Znam ten znak i znajduje go w podobnych
              okolicznościach. Zadziwiające jest twoje gadające światełko, ktoś z boku kazałby
              ci wymienić żarówkę lub sprawdzić kontakt. Jeśli jest to twój sposób komunikacji
              to go dobrze rozszyfruj. pamiętaj ,że jesteś stworzona do życia tu nie możesz
              być zawieszona między dwoma światami,pewnie i twój Tato by na to nie
              pozwolił.Rzeczy moich bliskich( pierścionek, zegarek) szybko mi ich przywołują
              Zostawiam je sobie na szczególne chwile( dotykam, słucham to rodzaj
              talizmanów.Iskra to dopełnienie snu gdzie przez dotknięcie palca przelała się
              energia (biała poświata umierającego)- iskra- ktoś by powiedział ,że się trafia
              jak się naelektryzujemy. Wiesz kiedy zginęła moja siostra moja mama w wielkim
              bólu powiedziała ,że nic jej już nie zostało. Cierpiałam .. a ja? . Nie było
              wigilii nie było świąt a ja..? Innym razem (wcześniej ) gdy mojej przyjaciółce
              odeszli rodzice -koleżanka powiedziała -Co ty możesz zrozumieć jak nie
              przeżyłaś takiego cierpienia . Chciałam ją pocieszyć a okazało się ,że nie mam
              takiego prawa bo..Zobacz czy ktoś nie cierpi bo nie potrafi tobie pomóc ,zobacz
              czy śmierć nie zabrała żywych( Ciebie)Nic nie są winni ci co zostali ,że czują
              inaczej . Pogódź te dwa światy ale dla siebie, pojmowanie istnienia bliskich
              wymaga wytworzenia własnych dróg, nie szukaj na siłę. Idę porządkować rzeczy-
              dla mnie mogłyby stać ale innym dodają bólu-nie o rzeczy przecież chodzi
              • Nie wiem, moze ja juz zariowalam. Dla mnie to swiatelko nie byloby
                niczym nadzwyczajnym, gdyby nie pora i gdyby nie ten przekaz "nie
                martw sie". Na upartego nawet to da sie wytlumaczyc, ze to zwykly
                zbieg okolicznosci.

                Tak bardzo czekam na taki 100% znak.

                Ja tez mam takie talizmany. Koszula Taty jeszcze nim pachnie. Mam
                tez zegarek i rozaniec, z ktorym sie nie rozstawal.

                Otworzylas mi oczy na to, co czuje ktos obok, kiedy my jestesmy
                pograzeni we wlasnym smutku. Ja nie mam dzieci, ale kiedy przychodza
                coreczki mojej siostry nie okazuje im mojego smutku. W dzien
                zakladam "maske", a ta maska opada w nocy, kazdej nocy przezywam to
                od nowa. Z dziecmi sie bawie, wyglupiam, smieje, nie chce ich
                pozbawiac radosci z zycia. Ale na ostatnie swieta po prostu ucieklam
                w gory. Nie chcialam miec swiat bez Taty. Wolalam ich w ogole nie
                miec. I zrobilam to, co Twoja mama. Odebralam dzieciakom siebie.

                Kiedy zmarla Twoja siostra?
                A te rzeczy przesuwaly sie na Waszych oczach, czy wieczorem bylo
                inaczej, a rano inaczej?

                Pozdrawiam.
                • Gość: anika IP: 212.160.111.* 04.04.08, 12:58
                  Sama wiesz ,że te zdarzania to zdarzenia traumatyczne.Siedzą w naszej pamięci
                  jakby to było wczoraj ze szczegółami odtwarzam każdą chwilę Dla mnie czas nie ma
                  znaczenia. Nic nie leczy,żyję z moimi zmarłymi
                  na codzień Siostra odeszła pierwsza dlatego o niej potrafię pisać. Znalazłam
                  niedawno list ,który nie wysłała,pisany do męża , zostawiony w
                  zeszycie.pasowała data dnia i miesiąca ( jakby dziś -tylko rok się nie zgadzał
                  Miałam dylemat czytać nie czytać oddać nie oddać - przecież sama zadecydowała
                  ,że go nie wyśle.,jej mąż ,żyje teraz w separacji- miałby parę słów otuchy nie
                  wiem-sugerują nie ruszać.Otacza się jej zdjęciami. Ostatnią kliszę przenika w
                  poprzek biała smuga.Zamierzam też znaleźć jeszcze dziewczynkę która urodziła
                  się tego samego dnia( niechciane dziecko znajomych( owoc zdrady z czasem jak się
                  okazało bezpodstawnej ale w skutkach brzemiennej, W którym zginęła siostra
                  otrzymałam list z tą informacją. Wracając do tematu czy żyją- moja babcia przed
                  śmiercią często wołała mnie do pokoju rozradowana zapewniając ,że przed chwilą
                  była Ona . Mówiono halucynacje starcze.Ja tam wierzyłam i nie zabierałam babci
                  nadziei, zawsze raźniej.Tak mi się wydaje ,że może przez ciebie będą załatwiane
                  jakieś sprawy, to chyba nie pozostało na zasadzie tylko trwania.Ty i Tata.
                  Pewnie potrafisz opowiedzieć o dziadku dzieciom swojej siostry. Brakuje im
                  dziadka Może my sensu nie rozumiemy ale ktoś się nami w jakimś celu posłuży, coś
                  im powiesz może, to co co On chce. Zgarniesz te myśli ze swojego światełka.
                  Zwykli dziadkowie nie tylko chodzą z wnukami na spacer ale pokazują im cały
                  świat . Przepraszam łzy...
                  • Jedyna recepta na zycie bez Taty jest dla mnie to moje poszukiwanie
                    znakow i rozmowy z Tata, czy tez moje monologi. Wieczorami zawsze
                    znajduje czas dla "niego". Zawsze razem pilismy herbatke, teraz tez
                    pije, opowiadam o moim dniu i placze. A swiatelko jak mrugalo, tak
                    mruga i pociesza.

                    Uszkodzony kontakt odpada, bo wszystkie lampki sa polaczone
                    szeregowo, a mruga tylko jedna. Zepsuta zarowka chtyba tez odpada,
                    bo to za dlugo trwa. Juz by dawno sie przepalila. Obciazenie na
                    sieci - tez badalam. Nie ma zadnego. Moze byc tylko problem ze
                    stykami. Pytanie tylko dlaczego zaczyna sie to tylko wtedy, kiedy
                    jestem sama, dlaczego podczas modlitwy, w godzinie smierci Taty?

                    W piatek pojechalam do Czestochowy pomodlic sie za Tate. Wieczorem,
                    wyrywajac kartke z kalendarza z ciekawosci zaczelam liczyc, jak
                    dlugo jestem juz bez niego. Okazalo sie, ze w tym dniu mijalo
                    dokladnie 100 dni. Dostalam we snie maly prezent na te 100 dni. Co
                    prawda tego nie powiedzial Tata, ale przekaz ladny, dajacy mi
                    nadzieje: "zycie, to smierc, a smierc, to zycie"

                    Czy z kims, sposrod swoich zmarlych bylas wyjatkowo silnie zwiazana?
                    Kogo Twoja umierajaca babcia zobaczyla, bo nie zrozumialam? No i co
                    zamierzasz zrobic z tym listem? Kto sugeruje, zeby nie wracac do
                    sprawy?

                    Pozdrawiam.
                    • Gość: anika IP: 212.160.111.* 07.04.08, 19:23
                      To zwyczajny czas żałoby, musisz się wypłakać, wyśnić, wymyślić żeby nie
                      zwariować, mózg szuka możliwych do przyjęcia rozwiązań. Nie wiem na ile tym
                      sterujemy stąd wizje i wyobrażenia .Rzeczy pozaziemskie i poznawanie intuicyjne
                      są mało poznane, więc nikt nie zakwestionuje ,że pozostajesz w nieprzerwanej
                      więzi emocjonalnej z Tatą. Nie trać poczucia rzeczywistości i nie zawieszaj się
                      w niebycie. Jeśli wszystko ma jakiś sens to jaki odnajdujesz w odniesieniu do
                      siebie?Pozdrawiam ciepło
                      • Sek w tym, ze tym sensem mojego zycia byl wlasnie Tata. Oprocz wiezi
                        emocjonalnej, jaka nas laczyla, byla tez nieustanna opieka nad nim.
                        Moj Tata dlugo chorowal. Mozna powiedziec, ze cale nasze zycie bylo
                        zwiazane ze szpitalami, chorobami, opieka nad nim. Czulam, ze to
                        jest tym sensem mojego zycia. Po smierci Taty postanowilam zostac
                        wolontariuszem w hospicjum i w strone innych chorych przelac ta
                        energie. Ale wyobraz sobie, ze nawet tam mnie nie chcieli. Do
                        hospicjum przyjmuja, ale po specjalnym kursie, ktory odbedzie sie w
                        pazdzierniku...

                        Pozdrawiam
                      • Gość: Marta IP: *.31.47.99.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.04.13, 13:35
                        Popros Boga aby Tatę wskrzesił.Po prostu .On może wszystko!
                    • Gość: ania IP: *.aster.pl 19.11.08, 10:13
                      opowiem ci dużo cennych prawd, może miałam to właśnie zrobić na
                      temat życia po śmierci. mśj adres: hieronim@supermedia.pl
        • Witajcie Dziewczyny. Jest Was już dwie - mam mnóstwo pytań... Nie wiem o co
          właściwie chcę zapytać,ale jestem cholernie zagubiona... Na pewno czekam na
          jakiś kontakt... Na pewno wiele "sygnałów" odebrałam... Na pewno nic nie
          rozumiem... i potrzebuję - potrzebuję ich,żeby żyć...
          Opowiem krótko swoją historię:jestem młoda{kalendarz nie ma tu żadnych szans)
          Kilkanaście lat byłam w związku z facetem,który trzy lata temu zginął w wypadku
          samochodowym. Mieliśmy masę problemów,czasem grożących niemal rozwodem,ale
          ostatecznie zawsze zostawaliśmy razem,bo życie osobno było zupełnie
          niemożliwe... Czasem rozmawialiśmy o śmierci i jakkolwiek to niemożliwe -
          zrobimy wszystko,żeby to drugie miało świadomość,że śmierć wcale nas nie
          rozdzieliła. Opowiadam to w wielkim skrócie,ale mniej więcej o to chodziło.
          Niestety - zdarzył się wypadek i nagle moje życie się złamało... Wszystko o czym
          marzyłam,co planowałam,wszystko straciło sens... Znajomi i rodzina nie
          opuszczali mnie na krok przez rok,bo mieliśmy córeczkę,która potrzebowała
          chociaż jednego z rodziców...
          Minęły trzy lata. Zyję,ale nie ukrywam,że jestem warzywem... Przez ten czas
          zdarzyło się wiele dziwnych,nie wytłumaczalnych rzeczy,ale nic dosłownego...
          Ciągle czekam.Wiem,że kontakt z naszym światem może nie być łatwy... może być
          niemożliwy,ale wiem,że jeśli On jest - w jakiejkolwiek formie energii - zrobi
          wszystko,zebym wiedziała,ze jest przy mnie... Powiedzcie mi,że nie zwariowałam...
          Ze warto czekać,nawet całe życie,bo człowiek nie może tak po prostu
          zniknąć...zgasnąć...
          Mieliśmy się razem zestarzeć...
          • Czesc

            Dziekuje za Twoj post. Ja tez chce w to wierzyc, ze czlowiek nie
            moze tak po prostu zgasnac...

            To bardzo wazne, co napisalas. Twierdzisz, ze otrzymalas "wiele
            sygnalow" od swojego partnera. Czy moglabys napisac cos wiecej na
            temat tych sygnalow? Nie tylko ja, ale tez wiele osob na tym forum
            czeka na takie osoby, jak Ty, by dzieliy sie swoimi historiami,
            ktore i nam dodadza wiary w to, ze tamten swiat istnieje, ze nasi
            bliscy gdzies sa i ze czekaja tam na nas. Nie boj sie opowiadac.

            Czytalam o takich "umowach" miedzy partnerami. Wiele
            niewytlumaczalnych zjawisk dzieje sie po tym, jak za zycia partnerzy
            obiecaja sobie, ze po smierci dadza sobie taki znak. Jesli masz
            pewnosc, ze Twoj partner zyje i ze jest przy Tobie, powinno Ci to
            dodac sily do zycia i walki z przeciwnosciami, czego z calego serca
            Ci zycze.

            Pozdrawiam.
            • Gość: ingridcold IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.08, 02:09
              Bardzo dziękuję za odpowiedz:) Mam napisać o tych sygnałach... to nie będzie
              łatwe,ale spróbuję. Na początku,zaraz po Jego śmierci - kiedy czułam się jakby
              mój mózg był częścią wirówki dla kosmonautów i odbijał się od czaszki jak
              piłka,a jedynym uczuciem jakie koduję to paniczny strach - jako żona musiałam
              przejść przez szereg urzędowych bzdur,których do dziś nie pamiętam i urządzić i
              zaplanować pogrzeb. Ku mojemu zdziwieniu,w domu pogrzebowym załatwiłam wszystko
              bardzo konkretnie,jednoznacznie odpowiadałam na wszystkie pytania związane z
              ceremonią i szczegółami pogrzebu,wszystko czego mogłam w tym momencie nie
              wiedzieć,lub nie być pewna było dla mnie jasne i oczywiste.W drodze do domu
              pomyślałam - skąd ja to wiem?Dlaczego jestem tego pewna,przecież nigdy nie
              miałam z czymś takim do czynienia...i nagle pojawiła się równie błyskotliwa
              odpowiedz - jak to skąd? Od Niego. Kilka miesięcy później znalazłam w Jego
              notatkach adres domu pogrzebowego i szczegóły dotyczące kremacji - wszystko było
              tak,jak zaplanowałam (muszę dodać,że mąż po wypadku leżał w śpiączce i nie mógł
              zaplanować swojego pogrzebu.Był zdrowy i miał 35 lat) Wiele razy potem musiałam
              podejmować różne decyzje zbyt trudne dla mnie samej - odpowiedź zawsze
              zaskakująco konkretnie pojawiała się w mojej głowie i zawsze okazywała się
              słuszna.Czasem aż uśmiechałam się do Niego kącikiem ust w geście "dziękuję",bo
              byłam już pewna,że nie jestem na tym świecie sama.Zawsze się o mnie
              bał,troszczył i uwierzcie mi - robi to nadal.Nie wiem skąd,ale wiem to! Poza
              takimi sygnałami miałam wiele snów,ale snom nie ufam do końca,bo być może tworzy
              je moja podświadomość. Konkretny i niepodważalny sygnał odebrałam rok po Jego
              śmierci,kiedy pierwszy raz bez eskorty najbliższych mogłam oddalić się z
              domu.Uciekłam nad morze,w miejsce,gdzie jeździliśmy razem z moim ukochanym i
              gdzie mieliśmy pojechać zaraz po jego powrocie z...ostatniej podróży.Ukradkiem
              pojechał za mną kolega,w obawie że coś sobie zrobię.Ujawnił się już w
              podróży.Cały dzień spędziliśmy na szukaniu noclegu,tak że na plażę,na "nasze
              miejsce" dotarliśmy dopiero w środku nocy.Plaża była ponura,ciemna i kiedy już
              dotarliśmy do miejsca,w którym zniknęły wszystkie ludzkie odgłosy - mając przy
              sobie 3 zegarki - zapytałam kolegę która godzina.Odpowiedział 13:13. Miał źle
              ustawioną porę dnia i zamiast 1:13 jego zegarek pokazał 13:13. Nogi odmówiły mi
              posłuszeństwa,usiadłam,rozpłakałam się i wiedziałam,że właśnie mój mąż się ze
              mną przywitał. Poznaliśmy się 13 kwietnia.Zginął tuż przed naszą trzynastą
              rocznicą.Mieszkaliśmy w dwunastu wynajętych mieszkaniach i w końcu w trzynastym
              docelowym.Imię i nazwisko naszej córki to zupełnie przypadkiem 13 liter... Nie
              mam najmniejszej wątpliwości,że to nie był zbieg okoliczności. Pozdrawiam
              wszystkich.odezwę się jeszcze...
            • Gość: madziorek IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 16:28
              czesc kochana ,mój maz zamrł 1,5 roku temu miał wylew do mózgu nic sie nie dało zrobic,, byłam tak wsciekła na boga nie chciała mi sie zyc, zostawił mnie z dwójka dzieci 12 lat i 9 ,zmarł tydzien po komuni naszej curki, corka jest niepełnosprawna. na niczym mi nie zalezało mogłam umrzec razem z nim ,teraz troszke mniej boli ,ale najgorzej jest jak mi sie przysni znow mi sie nie chce zyc wtedy , ale do zeczy kolezanka dały mi fajna ksiazke do przeczytania i naprawde warto ja przeczytac człowiek sie czuje duzo lepiej pozdrawiam. tytu łtajemnice zycia pozagrobowego.
        • Gość: chyza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.09, 09:20
          miesiąc temu w wypadku samochodowym w Kunowie zginął mój 12-letni
          kolega.
          bardzo to przezylam, nie moglam dojsc do siebie
          minął juz miesiąc i on mi sie zaczął snic, mi i moim kolegą, którzy
          chodzili z nim do klasy.
          sniło mi sie ze przyszedl jako duch i ja sie go zapytałam jak jest w
          niebie. odpowiedział ze to spełnienie i ze jego przeznaczeniem bylo
          tam iść.
          to byl dziwny sen
          wielu osobom sie sni i moja babcia rozmawiala z ludźmi o tym ze on
          nas tak odwiedza i wg nich on coś chce. modlę się za niego, chodzę
          na cmentarz, myśle o nim.
          wydaje mi sie ze Ptryk chce nas przed czyms ostrzec.
          moze cos sie ma stac, albo chce zebysmy sie modlili.
          nie wiem, to troche dziwne, on naprawde cos chce.
          napiszcie do mnie na maila emi547@wp.pl co o tym myslicie, czy Paryk
          cos chce nam przekazac, czy przed czyms ostrzec.
          czekam
    • Gość: Monika IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.04.08, 13:45
      Witaj,

      Pytasz, czy to możliwe, że po odeściu kochanych osób dzieja sięlub dziać się
      mogą dziwne rzeczy, czy obecnośc tych osób jest czasami tak wyczuwalna i bliska.
      Otóż podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami. $ lata temu zginął nagle mój
      brat. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym 2 dni przd urodzinami mojej
      córki, na których mieliśmy się fajnie bawić!!!!! Czwarte urodziny mojego dziecka
      się nie odbyły, był pogrzeb i straszna żałoba tragedia nie do opisania. A
      dzisiaj mija 2 miesiąc jak odszedł mój tata, zmarł 3 lutego na nowotwór płuc!!!!!
      Nie ma takich słów, by opisać co czuję, ale wiem, że tata przychodzi do mnie w
      snach w noc przed tym jak ma się coś wydarzyć. Jego odwiedziny to swego rodzaju
      ostrzeżenie. Wiem, że nie jestem sama, a on czuwa i jest przy mnie w ważnych
      momentach mojego życia. Tak samo było po śmierci mojego brata. Nowa praca, a
      budzik nie dzwoni, ryzyko, że zaśpię i spóżnię się odwieźć dziecko do szkoły, a
      zpracy mnie wywalą. Co się działo wtedy, budził mnie mój brat, to było tak
      jakgdyby mnie dotykał i znikał. Może to nierealne, ale ja wiem, że tak właśnie
      jest. Czymkolwiek lub gdziekolwiek jest niebo, oni czekają tam na nas.
      pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo miłości i siły, choć wiem jak jest ciężko
      Monika
      bira30@interia.pl
      • Dziekuje za slowa otuchy. Kazda taka wiadomosc jest dla mnie
        ogromnym pocieszeniem. Przechodze kryzys wiary po smierci Taty. Nie
        zaden bunt przeciwko Bogu, lecz zwatpienie w zycie wieczne. To
        straszne, wstyd mi, bo przeciez uwazam sie za prawdziwego katolika.
        Wczesniej nie watpilam. W przypadku Taty, ktorego tak bardzo kocham
        szukam wciaz dowodow. Wydaje mi sie, ze sama po smierci Taty
        dostalam duzo znakow, ktore wydaja sie dziwnymi zbiegami
        okolicznosci, a jednak kazdy z nich da sie wytlumaczyc w inny
        sposob. To poszukiwanie dowodu stalo sie moim jedynym sposobem na
        zycie. Bo bez tego za bardzo boli...
      • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 14.04.08, 15:48
        Mój Tatus,po zawale i udarze leżał nieprzytomny na OIOM-ie.W
        pierwszą noc po wypadku,przysnił mi się.Powiedział do
        mnie:"Martynko,tak bardzo sie przestraszyłem.Juz nigdy nie zapalę
        papierosa".Zajadał przy tym z ogromnym smakiem kanapki zrobione
        przez moja Mame.Uwierzyłam,że bedzie dobrze.Że walczy i wie,jaka
        jest powazna sytuacja.Niestety,trzy dni pozniej zmarł.I nigdy nie
        poczułam Taty obecności,choc tak bardzo tego pragnę.Wiem,że jest
        gdzieś obok mnie,tylko gdzie?Śni mi sie bardzo często,smutny,za
        szybą.A ja zawsze padam mu w ramiona.Tato,gdzie jesteś?Czy to jest
        ten kontakt?
        • Witaj

          Nie wiem, czy to jest rodzaj kontaktu, czy tylko zwykly sen, ale
          zazdroszcze Ci tych snow. Chcialabym tak czesto widywac mojego
          Tatusia. Ja - podobnie, jak wiekszosc tu osob - marze o kazdym
          spotkaniu z Tata we snie, a tu ciagle nic, a co dopiero przytulic
          sie do niego. Dwa razy rozmawialam z nim we snie. Za pierwszym razem
          powiedzial, ze zyje, ze zmartwychwstal. W drugim snie powiedzial, ze
          nie moze tak ciagle do mnie przychodzic. I rzeczywiscie od tamtego
          czasu juz nie moge we snie nawiazac z nim kontaktu. Ile razy
          probuje, jak go tylko zobacze, tyle razy sie budze.

          Szkoda, ze Twoj Tatus jest smutny, ale ten sen moze odzwierciedlac
          Twoj smutek. Czesto Ci sie sni Tata? Zawsze ta sama sytuacja?

          Tata na pewno jest gdzies obok Ciebie, trzeba dobrze obserwowac
          swoje zycie. Bardzo czesto zdarza sie tak, ze mamy jakies pytanie,
          na ktore dostajemy odpowiedz, ale nie w ten sposob w jaki bysmy
          sobie zyczyli. My sie spodziewamy zobaczyc zmarlego i od niego
          uslyszec odpowiedz, a oni nie moga nam sie tak pokazywac. Uzywaja
          wiec roznych metod. Czasem jest to przypadkowo spotkana na ulicy
          osoba, czasem ksiadz w kosciele, a czasem ksiazka, ktora przypadkowo
          wpadnie w rece.

          Sa tez ludzie bardziej i mniej receptywni. Tysiace ludzi twierdzi,
          ze widzialo zmarlych, tysiace, ze slyszalo, tysiace twierdzi, ze
          czuli ich obecnosc. Ale tez sa tysiace, ktorzy tylko o tym moga
          pomarzyc.

          Ja Ci zycze radosnych spotkan z Tata i wiary w to, ze jest tuz obok
          i nadal Cie kocha.

          Pozdrawiam.
          • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 14.04.08, 18:27
            Nawiązując do Twojej wypowiedzi...Dzis na przystanku dosiadl sie do
            mnie pan,ktory po cudownym weekendzie u kochanki,chcial sie
            wygadac.Akurat chwile wczesniej rozmyslalam o czyms dla mnie bardzo
            waznym.Mniejsza z tym co mi opowiadal,ale kiedy wsiadalam do
            autobusu,ni z tego ni z owego,powiedzial"niech Bóg pania
            prowadzi...".Tak jakby wiedzial,ze potrzebuje pomocy,ze jestem
            dobrym czlowiekiem,ze zasluguję na Bożą pomoc.I zamiast siedziec w
            pracy i skupic sie na niej,rozmyslam i rozmyślam.Dla mnie to
            zagadka...to dzisiejsze spotkanie.Chociaz moze dopatruje sie we
            wszystkim magii:?
            • O tym wlasnie mowie. Mam wrazenie, ze pewne rzeczy nie sa
              przypadkiem. Muszisz bacznie obserwowac to, co sie dzieje. Szukaj w
              swoim zyciu tego typu "znakow".

              Na pogrzebie mojego Taty ksiadz mowil dokladnie jego jezykiem. Nie
              wiem, jak to opisac. Moj tata mial wyjatkowy dar tlumaczenia
              trudnych rzeczy. Zawsze potrafil do mnie dotrzec nawiazujac do moich
              zainteresowan. I to kazanie o smierci Taty tez bylo takim jednym
              wielkim, obrazowym opowiadaniem, ktore nawiazywalo do mojego dosyc
              rzadkiego hobby.

              Ja w ogole przechodzilam wtedy ogromny kryzys wiary. Przeciez prawie
              cale zycie opiekowalam sie nim. Byl bardzo schorowany. Widzialam
              tyle cierpienia... Po smierci Taty wysiadlam psychicznie. Kiedy go
              stracilam wydawalo mi sie, ze Tata zostal bez opieki, ze choruje i
              cierpi gdzies sam, a ja nie moge mu pomoc. I na jednej z mszy sw.
              tez zdarzylo sie cos dziwnego. Ksiadz przez cala msze sw. powtarzal
              slowa "Pamietajcie, w Niebie nie ma chorob i nie ma cierpienia".
              Powtarzal te slowa co jakis czas, mimo tego, ze kazanie dawno juz
              sie skonczylo. Potem wychodzilam z kosciola, byly spiewy, a ksiadz
              powtorzyl to jeszcze raz na koniec.

              Powiem Ci jedno. Byc moze to przypadek, ale w moim zyciu bylo juz za
              duzo tych przypadkow. My po tej stronie nie jestesmy w stanie wiele
              zrobic, nawiazac taki kontakt. Jednak nasi zmarli sa na pewno obok
              nas. Trzeba tylko byc czujnym i kojarzyc fakty.

              Pozdrawiam.
              • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 15.04.08, 13:46
                Ja w ogóle pogrzebu nie pamietam.Chociaz bylam dzielna,to
                zwyczajnie,nie wiem co sie dzialo.Zreszta,dla mnie to nie ma
                znaczenia.Ja kryzysu wiary nie mam,bo zwyczajnie ja stracilam.Z
                wielu powodów.Ale to malo wazne.Chcialabym,zeby Tatus czesciej mi
                sie snil.Po swojej smierci,snił mi sie bardzo czesto.Teraz...bardzo
                rzadko.A czesto Go wzywam do siebie,rozmawiam,tyle mam klopotow i
                potrzebuje Jego madrej i rozsadnej podpowiedzi.Jego parasola
                ochronnego.W koncu Tatus teraz wie wiecej niz ja:)Bardzo mi Go
                brakuje,i kiedy widze zdjecia Tatulka,czuje jego zapach,pamietam
                doskonale dotyk skóry,wszystko.Przeczytałam ostatnio,że
                rzeczywistośc to suka.Nic lepiej tego nie określi.A za Tata oglądam
                się zawsze:)Alternatywny świat jakos bardziej mi teraz odpowiada...
                • Mój Ukochany Tatuś zmarł 30 marca. Nie wiem co będzie dalej. Teraz
                  nie czuję nic. Czarna dziura. Chętnie bym zniknęła. Mam męża i
                  nastoletniego syna, a nie funkcjonuję, nie umiem. Ne mogę płakać.
                  Boję się, że gdy zacznę to już nigdy nie skończę. Codziennie jestem
                  na cmentarzu, codziennie błagam o jakiś kontakt,cokolwiek. I nic.
                  Błagam Go o wybaczenie. Pozwoliłam wygonić się wieczorem z sali
                  szpitalnej wiedząc, że bardzo cierpi, że potrzebuje naszej
                  obecności. Powinnam być bardziej stanowcza. Boże, jak dalej żyć.
                  Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zazdroszczę Wam tych emocji,
                  świadomości, że Wasi bliscy są obok. Ja tego nie czuję. Tylko mój
                  syn raz miał z Tatą kontakt. Opowiada,że będąc zupełnie świadomym
                  (to nie stało się we śnie)"uniósł" się jakby do góry, gdzieś między
                  ziemią a niebem i rozmawiał z Dziadzią - jak Go zawsze nazywa, mimo
                  że ma 15 lat. Ale jemu też nic nie powiedział. Kiwał tylko głową.
                  Mam Taty wszystkie rzeczy. Nigdy nie pozwolę ich usunąć, ale nie
                  czuję tej obecności. Czuję tylko zapach, ale to chyba jego ubrania,
                  pościel na łóżku. Minęły tylko dwa tygodnie. Może te wszystkie słowa
                  o życiu wiecznym, zmartwychwstaniu to brednie? Może jak inne
                  zwierzęta po prostu znikamy, a reszta żyje dalej, czekając na swoją
                  kolej? Nic już nie wiem. Jedynym moim marzeniem jest poczuć obecność
                  Tatusia. Bez Niego nie ma nic.
                  • Czesc

                    Jak tak opowiadasz o sobie i swoim Tatusiu, to przypomina mi sie
                    nasz ostatni dzien w szpitalu tyle, ze u nas bylo to prawie 4
                    miesiace temu. Mozesz jednak byc pewna, ze bol jest ten sam. Jak
                    czytam Twoj post, mam przed oczami siebie. Ja tez najchetniej
                    rozplynelabym sie, zasnelabym i juz sie nie obudzila. Ja tez mam
                    meza. Dzieci co prawda nie mam, ale tez zupelnie nie potrafie juz
                    funkcjonowac, nie mowiac juz o pracy. W dzien nie placze, mam na
                    twarzy "maske." Ale kazdej nocy przezywam wszystko od nowa... Widze
                    go, jak dusi sie na tej sali. Mam do siebie tyle pretensji, ze
                    wyszlam, ze sie nie pozegnalam, ze lezal rozebrany na zimnej sali,
                    ze dawali mu kroplowke, a ja nie przypomnialam, zeby pomogli mu sie
                    wysikac...

                    Czuje, ze moje zycie stalo sie jedna, wielka gra. Teraz zyje juz
                    tylko dla innych, bo moje zycie juz sie skonczylo wraz z odejsciem
                    Taty. Teraz gram, usmiecham sie, ale tylko po to, zeby nie odbierac
                    radosci innym. Czekam juz tylko na spotkanie z Tata.

                    Ja tez przechodzilam i przechodze te same rozterki, co Ty. Jednak w
                    pewnym momencie jedynym mozliwym sposobem na moje zycie stalo sie...
                    poszukiwanie mojego Taty. Niektorym to sie wyda chore, ale tak jest.
                    Wciaz poszukuje Taty, poszukuje dowodow na to, ze on gdzies jednak
                    jest, ze zyje. To sie stalo teraz moim celem w zyciu.

                    Po smierci Taty chodzilam na rozmowy z osobami duchownymi i
                    nazamawialam mnostwo mszy sw. w intencji Taty. W Czestochowie mozna
                    zamowic msze sw. ktore sa odprawiane przy Cudownym Obrazie
                    codziennie przez 25 lat. Rozmawialam z wirtualnymi ksiezmi,
                    zamawialam modlitwy przez Internet. No i spisuje kazdy taki "dziwny"
                    przypadek, obserwuje moje zycie i powiem Ci, ze jak sie na te
                    zapiski spojrzy z perspektywy czasu, to czasami dreszcze mnie
                    przechodza, bo troche tego jest. Nie pozwole tez na to, zeby
                    ktokolwiek zapomnial o Tacie. Jego zdjecia sa na honorowym miejscu.
                    Bliskim tez podarowalam jego fotografie. Spisuje tez wszystko, co mi
                    przychodzi do glowy tak, aby dobrze go pamietac po latach. Wszystkie
                    zwyczaje, wszystkie powiedzenia tak, zeby nic nie ucieklo z glowy.
                    Takze na tym forum wciaz poszukuje dowodow na to, ze zmarli sie
                    kontaktuja z nami. Kazda taka relacja bardzo mnie cieszy. Byc moze w
                    ten sposob my, ktorzy pozostalismy zobaczymy, ze nie jestesmy sami,
                    ze inni tez cos dziwnego przezyli, ze cos w tym jest. Moze
                    znajdziemy pocieszenie, moze bedziemy potrafili uwierzyc, ze jednak
                    cos jest po tej drugiej stronie.

                    Oprocz tego zabralam sie za pomaganie innym. Juz nie boje sie
                    smierci, skoro Bog nie chce mnie stad zabrac i uwaza, ze to jeszcze
                    nie moj czas, widocznie mam cos do zrobienia na tym swiecie. Chce
                    wiec Mu to ulatwic i szybciej spelnic swa powinnosc. Zaczynam
                    pomagac innym. Dzis po raz pierwszy oddalam pol litra krwi!
                    Przynajmniej mam poczucie, ze moje zycie jeszcze sie komus przydaje.
                    Planuje tez prace jako wolontariusz przy hospicjum. Za zycia Taty
                    unikalam tego tematu, zeby "nie zapeszac". Teraz czuje, ze moje
                    miejsce jest przy umierajacych i przy tych, ktorzy cierpia tak, jak
                    ja.

                    Ja rzeczy Taty oddalam do schroniska dla mezczyzn. Meble usunelam.
                    Moj Tatus przed smiercia bardzo cierpial. Wydawalo mi sie, ze ten
                    pokoj byl po prostu przesiakniety jego cierpieniem. Zaraz po smierci
                    zrobilam generalny remont. Dla siebie, zebym w ogole mogla tam wejsc
                    (wczesniej, ile razy wchodzilam, tyle razy mialam przed oczami jego
                    cierpienie. Po prostu "wyrzucilam" to cierpienie z domu) i dla
                    niego. Zeby mial (nadal) jasny i kolorowy pokoik. Szare, brudne
                    tapety wymienilam na jasne i kolorowe. Ciezkie, ciemne meble
                    zamienilam na jasne i lekkie. Zostawilam tez sobie na pamiatke
                    rzeczy, z ktorymi najbardziej byl zwiazany i kilka ubran, ktorych
                    nie pralam, a ktore jeszcze nim pachna.

                    Uwazam, ze nie powinnas watpic w kontakt Twojego Taty z synem.
                    Polecam ksiazke, w ktorej opisane sa przypadki ADC (komunikacji
                    posmiertnej) "Pozdrowienia z niebios". Sa to zgromadzone liczne
                    relacje ludzi, ktorzy twierdza, ze zmarli skontaktowali sie z nimi.
                    Ksiazka ciekawa, pisana przez naukowcow, ktorzy przeprowadzali takie
                    badania. I choc wiele opisow mozna podwazyc, to mozna tam znalezc
                    cos dla siebie i pewne pocieszenie. Mnie dopiero teraz otwieraja sie
                    oczy na to, ze takie rzeczy, o ktorych pisaly niektore osoby tu na
                    forum rzeczywiscie sie zdarzaja (odczuwalna obecnosc zmarlego, glos,
                    dotyk) No i czesto jest wlasnie tak, ze zmarli, aby dac nam znak,
                    komunikuja sie z kims innym, bo nie kazdy potrafi takie sygnaly
                    odbierac. Dlatego nie lekcewaz relacji Twojego syna.

                    Pozdrawiam.
                  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 16.04.08, 13:49
                    Proszę się trzymać i dac sobie tyle czau,ile Pani potrzebuje.Powiem
                    Pani,że ból nigdy nie mija,mało tego,z każdą chwilą jest
                    gorzej.Dlaczego?Bo na każdym kroku doznajemy straty-potrzebny jest
                    bliski,którego juz nie ma...Widac to każdego dnia.Chciałoby sie
                    powiedzieć(w naszym wypadku Tatusiowi),że zdarzyło sie to czy
                    tamto.Ze zrobilismy to,że ten to bee,a tamten to
                    cacy.Pogadać,zapytac o radę,razem spędzać czas.Ale to juz nie
                    możliwe.Dlatego często rozmawiam z Tatulkiem w myślach.Nawet nie
                    wiem,czy mnie słyszy.Ale rozmawiam,prowadzę monolog,kiedy idę do
                    pracy,wracam z niej,zasypiam.Nie przyjelam jeszcze do wiadomości,ze
                    mojego Ukochanego Tatusia nie ma.Boje sie tego strasznie.Że mi serce
                    peknie,że rzeczywistość to jednak straszna tortura.Prosze robic
                    wszystko dla Niego,tak żeby wiedział,że Jego nauki nie poszły w
                    las.Ja żyje według nauk mojego Tatusia.Nigdy mnie nie zawiodły.W ten
                    sposób odkryłam,ze jestem blisko Tatusia,najbliżej jak się da.Bo
                    przeciez kontynuuje Jego dzieło,jego filozofię,dzielę sie jego
                    światem,spojrzeniem na otoczenie...
                    W niedziele skończyłby 62 lata...Będzie spotkanie Rodzinne.Będą
                    wspomnienia.Dla Tatusia to wszystko.Dla Ukochanego,Jedynego
                    Mężczyzny,którego kocham nad życie bezmiennie...
                    • Witam.

                      Dziekuje za slowa otuchy. Tak bardzo sie ciesze, ze spotykam tu
                      osoby, ktore czuja dokladnie to samo, co ja. Wiem, ze w moim wielkim
                      cierpieniu nie jestem sama.

                      Ja tez rozmawiam z Tata zarowno w myslach, jak i na glos, wieczorem
                      przy tradycyjnej wieczornej herbatce, ktora zwyklismy pijac we
                      dwoje. Opowiadam o tym, jak minal dzien, co mnie cieszy, a co boli.

                      Duzo spie. Szczegolnie w dzien. We snie szukam mojego Tatusia. Teraz
                      juz tylko tam go spotykam...

                      Ja wiem, ze Tata umarl, przyjelam to do wiadomosci, ale nie chce
                      zaakceptowac tego faktu. To jakis moj wewnetrzny bunt tak, jakbym
                      miala na to wszystko jakis wplyw...

                      Ja podobnie, jak Pani staram sie kontynuowac zwyczaje Taty,
                      pielegnuje wspomnienia zwiazane z nim, zyje wedlug jego nauk.

                      Dzis ja obchodzilam jego urodziny. Dzis skonczylby 70 lat. Byla
                      msza. Byly wspomnienia. I po raz pierwszy bylam sama...

                      Pozdrawiam.
                      • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 21.04.08, 15:00
                        Ja tez obchodzilam Tatusia Urodzinki.Tylko ze wczoraj Skonczylby 62 lata.Taki
                        mlody,taki zdolny,taki cudny...Puscilam sobie glosno Franka Sinatre,którego
                        ubostwial i wyobrazalam sobie,jakbysmy szaleli...Tak go kocham i tesknie i nie
                        wierze i nie pogodzilam sie z ta myślą,że Jego,Miłości Mojej, nie ma...
                        Musimy byc dzielne,i spac duzo :),by wtedy Tatusiowie nam sie czesto
                        snili...Serdecznie pozdrawiam,i w chwilach smutku,prosze pisac.Na pewno odpisze!!!
        • Gość: modlishak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.08, 18:30
          Jak ci się śni smutny to się módl w intencji jego duszy, chyba że nie jesteś
          chrześcijanką co komplikuje sprawę. Pochodzę z rodziny `jasnowidzów` dziadkowie
          od strony mamy i moja mama umieli przepowiadać przyszłość i kontaktować się ze
          zmarłymi. U mnie(NA SZCZĘŚCIE) nie wystąpiły objawy, tego że mam taki dar i
          szczerze mówiąc nie chcę go mieć, bo jest on prawdziwym przekleństwem dla tego
          kto go posiada. Moja mama potrafiła spojrzeć na człowieka i powiedzieć kiedy
          umrze...dziękuję Bogu że mnie tym nie obarczył...
    • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.08, 23:24
      Dają nam znaki, albo bezpośrednio, albo poprzez ludzi.Przychodzą do
      nas w snach, ze swoimi prośbami.
      • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 00:08
        Chciałam, jeszcze dodać, że po zmarłym, nie można za dużo płakać i
        myśleć, ponieważ utrudniamy w przejściu jego duszy, do wyższego
        wymiaru. Po śmierci, swojej znajomej, co przychodziłam do niej na
        cmentarz, to za każdym razem, nad grobem, bardzo płakałam, bo tak za
        nią tęskniłam i było mi bardzo jej brak.Znałyśmy się 35 lat. Pewnej
        nocy przyśniła mi się i powiedziała, że "tonie". To znaczy, że moje
        łzy, to spowodowały. W dzień, kiedy była w kościele msza św.za jej
        duszę, nie mogłam być, bo zachorowałam. W tym samym czasie-jak
        odbywała się msza, leżąc chora w łożku-zasnęłam i.....przyśniła mi
        się moja zmarła znajoma, ubrana cała w czerni z zapytaniem, czy Ją
        kocham-odpowiedziałam, że TAK i obie w tym śnie-się objęłyśmy i
        pożegnałyśmy"takie to było ostatnie pożegnanie". Dodam jeszcze, że
        kiedy skonała w szpitalu, to w moim pokoju w tym samym czasie-dała
        znak - następujący: usłyszałam silne uderzenie ręką o obudowę
        telewizora. Napiszę, jeszcze więcej, że moja znajoma, przed pójściem
        do szpitala tj.przed śmiercią, w jednym kącie swojego pokoju
        słyszała-tykanie zegara.
        Tak się składa i oto muszę zapytać księdza, że kto umiera z moich
        bliskich czy znajomych - daje mi znaki słyszalne.
        Po śmierci moich bliskich, były na przykład-słyszalne kroki po
        schodach i dzwonki do drzwi.
        Uważam, że tamten ŚWIAT ISTNIEJE i jest na pewno Pan Bóg.
        Dlatego, możemy pomóc tylko modlitwą, a jeszcze lepiej mszą św. i
        pamiętajmy, żeby się modlić, za "dusze w czyścu cierpiące".

        Ze stratą bliskich trzeba sie pogodzić-wiem, że ciężko-moja MAMA
        zmarła 1,5 roku temu.Jest mi trudno, bo nie mam nikogo-zostałam
        całkowicie sama, na tym świecie.Są znajomi, ale oni mają swoje
        rodziny i tak na prawdę-to wcale mi łatwo nie jest, ale jakoś żyć
        trzeba. Czas ucieka...wieczność czeka-amen.
        • Czesc

          Dziekuje za Twoja relacje. Zazdroszcze Ci tak wielkiej wiary w
          TAMTEN SWIAT. Ja ciagle szukam dowodu nie do podwazenia. Teraz
          czytam ksiazke o komunikacji posmiertnej. Okazuje sie, ze istnieje
          bardzo wiele sposobow takiej komunikacji. Odczuwanie obecnosci,
          odczuwanie zapachu, odczuwanie dotyku, glos, wizje na jawie i we
          snie. Zanim jednak siegnelam do tej lektury juz kilka osob
          opowiadalo na tym forum, ze odczuwali obecnosc, czy energie
          zmarlych, dotyk, kroki, a nawet slyszeli glos.

          Ja osobiscie nie mialam takich doswiadczen, zreszta chyba za bardzo
          bym sie bala, ale mialam dwa zastanawiajace sny, w ktorych
          rozmawialam z Tata. Dokladnie miesiac po smierci przysnil mi sie
          Tata zdrowiutenki i powiedzial, ze Pan Bog go wskrzesil. W drugim
          snie powiedzial, zebym na niego tak nie czekala, ze nie moze do mnie
          przychodzic kiedy chce. I od tamtej pory prawie mi sie nie sni. Dwa
          razy jeszcze mialam taki przypadek, ze gdy go zobaczylam we snie i
          uswiadomilam sobie, ze przeciez Tata nie zyje, ze musze z nim
          porozmawiac, natychmiast sie obudzilam.

          Migalo rowniez swiatelko zawsze o jednej porze, zawsze w czasie
          modlitwy za Tate, zawsze w godzinie jego smierci.

          Inne znaki, to zwykle zbiegi okolicznosci. Bylam gdzies, gdzie nie
          powinno mnie byc i na rozne dziwne sposoby dostawalam odpowiedzi na
          nurtujace mnie pytania.

          Z relacji wielu osob mozna wywnioskowac, ze po smierci zmarlych
          zaczyna "siadac" elektronika. Przypadek?

          Jestem ciekawa, co na to wszystko Kosciol. Ja nie mam takiego
          znajomego ksiedza, ktoremu moglabym zaufac. Jak juz zapytasz swojego
          ksiedza, daj znac, co Ci powiedzial.

          Pozdrawiam.
          • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.08, 02:41
            Osimiorniczko-możesz sama, zapytać się księdza, przez meila.
            Rozmawiałam z księdzem, przez internet.
            Mam problemy z odnalezieniem Twojego forum-napisz do mnie na:
            basia22610@wp.pl podam Tobie, adres meilowy do księdza.
            Osimirniczko, a może to nie przypadek, że bedąc tutaj, pirwszy raz-
            zauważyłam Twój post i na niego odpowiedziałam. To opiszę Tobie ,
            jeszcze coś, co zdarzyło się w mojej rodzinie.
            Mój dziadek, odszedł pierwszy. W 12 lat, po odejściu dziadka,
            umierała moja ciocia.Była wierząca, często chodziła do spowiedzi i
            komunii.Nie każdy, człowiek umiera nagle i już, jego nie ma.
            Przeważnie, odchodzenie jest etapami-następują kolejne zapaście-
            podczas jednej takiej zapaści-moja Ciocia,powiedziała głoŚNO: "jaka
            jest piękna zielona łąka-Tatusiu poczekaj, nie odchodź". Tatuś-to
            mój dziadek, a cioci Ojciec.
            Przed śmiercią mojej -Mamy, tez miałam znaki w swoim mieszkaniu, ale
            o tym, to juz nie będe pisać.
            Opiszę Tobie inne zdarzenie. Kiedyś myślałam, żeby zapisać się do
            chóru kościelnego.Odkładałam swoję decyzję z dnia na dzień, żeby
            podejść do pobliskich parafii i się popytać, ale...pewnego dnia,
            poszłam na pocztę, coś wysłać i w kolejce przede mną, stał Pan.Nie
            znałam Pana. Jak to w kolejce, nie rozmawialiasmy za dużo, a na
            pewno, nie na temtat- chóru. Pan z poczty wyszedł pierwszy, a Ja za
            parę minut, po nim. Szliśmy obydwoje, w tym samym kierunku, przez
            około, trzy minuty, w pewnym momencie Pan sie zatrzymał i zapytał
            mnie, czy może zachciałbym, przyjść na próbę chóru do kościoła -
            "szczęka mi opadła z wrażenia". Opowiedziałam, to mojej kuzynce-
            osoba bardzo oczytana i religijna. Odpowiedziała, że to są dusze
            czyścowe, które przybywają, do nas pod ludzką postacią, Żeby nam
            pomóc. Na potwierdzenie swoich słów, opowiedziała mi, o pewnym
            zdarzeniu, ale juz nie bedę o tym pisać, żeby KTOS, przypadkiem, nie
            powiedział, że zmyślam. To wszystko, co napisałam, na tym forum do
            Ciebie-JEST ABSOLUTNĄ PRAWDĄ.
            Twój TATA, na pewno jest szczęśliwy, tam gdzie jest. Nie myśl o nim,
            tak dużo, nie ściągaj jego, swoimi myślami - daj jemu przejść do
            wyższego wymiaru, bo tam jest teraz, jego droga. Jak trzeba, będzie
            Tobie pomóc - to na pewno pomoże, ale teraz, bez potrzeby"nie
            zamęczaj jego-swoimi myślami i nie płacz.Zmarli nie lubią łez, tylko
            modlitwę. Oni tam, już nie mogą się modlić, ale my za nich -TAK.
            I przy każdej modlitwie, trzeba się modlić, za dusze czyścowe -
            trzeba im pomóc, żeby przeszły dalej. To wszystko - trzymaj się i na
            razie nie myśl o śmierci, bo ŻYCIE I RADOŚĆ PRZED TOBĄ - pozdrawiam
            Basia
            • Gość: ree IP: *.cdma.centertel.pl 18.09.11, 19:52
              witam 2tygodnie temu umarł mi tata.DZisiaj miałam sen .Tata rozmawiał ze mna we snie powiedzial zadoWOlonym glosem cyt./''jestem tylko w opakowaniu, ale ja dalej zyje''.to znaczy ze Moj tata jest juz w drugim swiecie u Boga.Trzeba pozwolic IM Odejsc .....
        • Gość: Bożena IP: 212.14.54.* 25.10.08, 21:36
          Cześć! Ja 8 października też straciłam ojca. 5 lat temu mamę.
          Nie założyłam rodziny i też czuję się teraz strasznie.
          Tata zmarł tak nagle i niespodziewanie, że nie mogę się pozbierać.
          W styczniu tego roku skończył dopiero 70 lat.
          Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie było mnie w domu. A
          siostra, która usłyszała huk pomyślała, że coś spadło i nie poszła
          sprawdzić co sie stało. Jak wróciłam do domu to nie zajrzałam do
          pokoju taty co zawsze czynię a tym razem nie i dopiero po jakimś
          czasie siostrzenica znalazła Go na podłodze. Niestety było już za
          późno. Nie mogę sobie darować, że nikt mu nie pomógł. Jestem
          przekonana żeby żył. Nigdy ale to nigdy sobie tego nie wybaczę.
          Skarżył się na bóle w plecach a my myślałyśmy, że to od kręgosłupa.
          On też tak zresztą mówił.
          Nikt nie zauważył, że to serce bo nigdy na serce nie chorował. Mama
          chorowała na serce a umarła na raka a tata chorował kiedyś na raka i
          wyszedł z tego a umarł na serce.
          Jest mi tak strasznie pusto i smutno. Tak to jest jak się nie ma
          swojej rodziny. Sistra żyje swoim życiem. Koleżanki mają swoje
          rodziny i mają czas tylko kiedy mogą. Nie dziwię im się zresztą.
          Mam ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić! Ale nie to jest osiągalne.
          Do każdej pracy się zmuszam. Wiara moja też oklapła. Mam ogromny żal
          do Boga, że mi zabiera kochane osoby a osób, które sprawiają mi w
          życiu wiele problemów ode mnie zabrać nie chce.
          Tato proszę przebacz mi, że Ci nie pomogłam. Że nie było mnie
          wtedy w domu i że jak przyszłam nie zajrzałam do Ciebie od razu.
          Przebacz mi wszystko proszę Cię!!!
          Chcę tylko jeszcze powiedzieć, że tata zmarł w środę, a przyśnił
          mi się w pierwszą niedzielę. Śniło mi się, że siedziałam w kuchni w
          niedzielę przy śniadaniu i że tata przyszedł z kościoła (zawsze
          chodził na 8 a o 9 wracał) wszedł do kuchni uśmiechnięty i coś mówił
          a ja zdziwiona niepomiernie patrzyłam i myślałam: przecież on nie
          żyje. Poszłam za nim do jego pokoju i zobaczyłam jak stoi przy
          segmencie w niebieskiej koszuli. A w drugiej części pokoju
          zobaczyłam drugą postać taty bez koszuli.
          Od razu w tym śnie pomyślałam, że ta na wpół rozebrana postać to
          duch taty i że jednak nie żyje. Obudziłam się i nie wiem co mogłoby
          być w tym śnie dalej. Byłam nieszczęśliwa, że jednak to prawda że on
          nie żyje. Cały czas marzę, żeby jego śmierć była nieprawdą. Żeby
          okazało się to tylko złym snem.
          Natomiast moja mama jak mi się śni to mam zawsze jakieś kłopoty.
          To już sprawdzone. Zawsze mi się śni, że jest chora albo że nie
          umarła na raka tylko gdzieś zaginęła i nikt nie wie gdzie.
          Cały czas męczę się w tych snach bo nie wiem gdzie ona może być.
          Dzisiaj mi się przyśnił też tata, że wręczał mojej płaczącej siostrze
          zapakowana ładnie dośc duże pudełko. Powiedział tylko, żeby go dała
          mojej siostrzenicy, że jest to zegar-budzik jak nie będzie chciała
          wstawać do szkoły. Coś tak to brzmiało. Dokładnie nie pamiętam.
          Dziwne dla mnie jest to, że ludzie urywają jakoś kontakt z
          osobami, które kogoś straciły jakby same bojąc się, że "się śmiercią
          mogą zarazić". Czy też to tak odczuliście? Czy może ja jestem za
          bardzo przewrażliwiona?
          Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!

    • Gość: Lurven IP: *.adsl.inetia.pl 27.04.08, 14:02
      Mój Tato zmarł 7 lat temu, miałam wtedy 14 lat. Bardzo przeżyłam Jego śmierć choć nie pokazywałam tego po sobie. Musiałam być "tą" silniejszą i pomóc zarówno mamie jak i bratu. Moja żałoba przyszła później, a wraz z nią nieuniknione pytania. Dlaczego? Gdzie on teraz jest? Jak mu jest? Czy za mną tęskni? Zastanawiałam się tez nad kwestiami religijnymi - dlaczego Bóg mógł na to pozwolić? Przecież Tato był taki młody... Doszło do mnie, że Tato nie zobaczy wielu rzeczy związanych ze mną, mojej studniówki, mojego wesela, nie będzie brał udziału w moim życiu... Ale trzeba było sie z tym pogodzić...
      Jak? Dziwne ale mi bardzo pomogła mi moja wyobraźnia i sygnały, które głęboko wierzę, dostałam od Taty. Wielokrotnie zabawki, które dostałam od niego były przeniesione na moje łózko, choć wszyscy z domowników zarzekali się, iż tego nie zrobili. Kilka razy czułam Jego obecność, a nawet śniłam bardzo realistyczne sny, w których rozmawialiśmy o nim i o tym, że nie żyje. Te krótkie "spotkania" i znaki podnosiły mnie na duchu, wiedziałam, że Tato "gdzieś tam" jest i pamięta o mnie. Co prawda odeszłam od tamtej pory od Boga, bo ta wiara nie daje mi oparcia w czasie smutku i żałoby, ale to nie wyklucza istnienia życia pozagrobowego. Nie warto też zastanawiać się czy zmarli o nas pamiętają, bo na pewno tak jest. Kochali nas, więc ta miłość tak prędko nie wygaśnie.
      Przez te wszystkie lata tłumaczę sobie, że Tato był tak dobrym człowiekiem, iż zasłużył na wieczny spokój i szczęście, nawet bez nas, bo w końcu kiedyś do niego dołączę, zarówno ja jak i moja mama i brat...
      Jest szczęśliwy i ta myśl uspokaja moje serce. Nie ważne kiedy go zobaczę. Za rok, 10 lat czy 50... Ale spotkam go, w tym lepszym i szczęśliwszym świecie.
      A teraz, warto żyć, bo mimo takich rozstań, życie jest naprawdę piękne...
      • Czesc

        Dziekuje Ci bardzo za Twoja relacje. To dla mnie bardzo wazne.
        Ludzie zazwyczaj nie chca o takich rzeczach mowic. Boja się, ze
        zostana wysmiani. A ja uwazam, ze takie znaki w tych niezwykle
        ciezkich momentach dodaja nadziei i sily do zycia. Tym wiekszej,
        jeśli slyszymy o nich nie z telewizji, ale od zwyklych ludzi. Stad
        wlasnie mój watek na tym forum.

        Ja przechodze teraz dokladnie to samo, co Ty przechodzilas jakis
        czas temu. Wciąż zadaje sobie pytanie dlaczego. Wiem, ze to się
        stalo, ale nie umiem tego faktu zaakceptowac. Tym bardziej jest mi
        wstyd, bo uwazam się za katolika. Nie buntuje się przeciwko Bogu.
        Wiem, ze zrobil dla mnie i mojego Tatusia bardzo duzo. Wiem, ze Bog
        jest. A to przeciez powinno być takie proste. Wierze w Boga, to
        przyjmuje jego nauke. A on mowi, ze nasze zycie nie konczy się w
        chwili smierci, ale się zaczyna. Takie to proste, a ja ciagle zadaje
        sobie pytanie gdzie jest mój Tatus i czy w ogole gdzies jest. Poza
        tym boje się, żeby nie przestal mnie kochac.

        Musze Ci powiedziec, ze zazdroszcze Ci tak wyraznych sygnalow od
        Taty. Jeśli rzeczywiscie nikt z domownikow nie przeniosl tych
        zabawek żeby Cie pociesazyc, mysle, ze na pewno zrobil to Twój Tata.
        Takie rzeczy naprawde sie zdarzaja. Masz wyjatkowo silny kontakt z
        Tata. Jak dlugo po smierci Tatusia odbieralas swoje sygnaly?


        Pozdrawiam.
        • Gość: Lurven IP: *.adsl.inetia.pl 29.04.08, 09:54
          Cześć,
          miło mi, że odpisałaś na mój post... Nie spodziewałam się tego szczerze mówiąc.
          Cieszę się, jeśli pomogłam Ci w jakikolwiek sposób. Uważam, że nie należy się
          takich rzeczy wstydzić. Są one częścią naszego życia.
          Śmierć kogoś bliskiego to wielka strata, wielki ból i cierpienie. Wiem z
          doświadczenia jak ważne jest wsparcie innych, nawet wirtualnych i nieznajomych
          osób... Pozwala to na pogodzenie się i zrozumienie dlaczego stało się tak, a nie
          inaczej...

          Mówisz o swoim strachu, o bojaźni, o zadawaniu sobie pytań dlaczego i gdzie.
          Szczerze mówiąc nie ma jednej recepty na odpowiedź, każdy musi znaleźć swój
          sposób myślenia. Ja odeszłam od Boga, może nie tak dosłownie ale jednak. Ty nie,
          skoro tak to spróbuj uwierzyć, że coś później jest. Zrób to co ja
          niejednokrotnie robiłam. Wyjdź na spacer, popatrz na niebo, poczuj dotyk słońca
          na Twojej twarzy, pozwól powiewowi wiatru rozczesać Twoje włosy, zamknij oczy i
          pomyśl, że to Twój Tatuś, że to on głaszcze Cię po włosach, całuje w policzek.
          Twoje serce napełni się spokojem, poczujesz ciepło i łzy wdzięczności. To
          przepiękne uczucie, może pozwoli Ci się uspokoić, uwierzyć, że Tato jest i nadal
          Cię kocha...

          Załączam Ci wiersz mojego autorstwa, adekwatny do tej sytuacji, może Ci pomoże...

          "Miłość jak..."

          Wyobraź sobie, że miłość
          jest jak promienie słońca
          Czujesz ich ciepło na policzku, ustach,
          raz lżej, raz mocniej
          -to jego pocałunki

          Wyobraź sobie, że miłość
          jest jak lekkie tchnienie powietrza
          Owiewa Cię całą,
          muska Twoją suknię,
          bawi się Twoimi włosami
          -to jego dłonie

          Wyobraź sobie, że miłość
          jest jak szelest liści
          Słyszysz je dobrze,
          raz przed Tobą, raz za Tobą,
          raz ciszej, raz głośniej
          -to jego kroki

          Wyobraź sobie, że miłość
          jest jak echo
          Przenika Cię całą,
          słuchasz go i nie chcesz przestać
          -to jego słowa

          Wyobraź sobie, że miłość
          jest jak wiatr
          Wszechobecny i wszechogarniający
          Nie widzisz go, ale czujesz
          -to jego uczucie


          Pozdrawiam Cię ciepło....
        • Gość: G IP: *.atmitv.pl 12.12.11, 16:12
          troszkę czasu minęło od początku wątku i Twojego postu. Ja chciałąm Ci powiedziec, zebys się nie martwiła, ze nie dostajesz znaków. Najprawdoipodobniej Twój Tata już jest szczęśłiwy oglądając Jasne Oblicze Pana Boga i cieszy się Szczęsciem Wiecznym. Podobno, jak się zmarli snią, powinno się za nich pomodlić, tego oczekują. W ogóle oczekują modlitwy. Ja mojego Ukochanego straciłam 1,5 miesiąca temu. Od tamtego czasu duzo się za niego modlę, zamawiam msze, msze gregorianskie. Wiem, ze to mu pomaga, mnie tez. Po jego odejsciu spotkałąm przypadkowo bardzo wielu ludzi i wiele sytuacji, które upewniły mnie w przekonaniu, ze na ziemskim zyciu się nasze posłannicwto nie kończy. A naszym ziemskim zadaniem jest wsparcie tych, którzy odeszli. Przez modlitwę - inaczej się nie da. Oni mogą wstawiać się za nas. Stąd wiele przypadków poczucia opieki ukochanych, którzy odeszli.
          I nie wolno płakac. To ich obciąza, sprawia im ból. Tamta rzeczywistość jest inna- niezrozumiała dla nas, tak jak i tamte emocje, odczucia, umiejętność pojmowania. Od wielu osób słyszałam, ze zmarli snili się i prosili, zeby nie płakac za nimi, bo ich to boli. Musimy sami poradzic sobie z naszym egoistycznym ziemskim bólem, poczuciem straty. Egoistycznym, bo w gruncie rzeczy osoby, które "przechodzą" są szczęsliwe, to my je zatrzymujemy naszymi emocjami i łzami. Potrzebujemy znaków, poczucia, że są koło nas. Oni zawsze będą się nami opiekować, ale ni etrzymajmy ich na ziemi. Pewnego wieczoru mojej kolezanki mama, wiele lat po stracie syna, zaczęłą głaskac, całowac zdjęcie syna i płakac. Przysnił jej się tej noc prosząc, żeby nie głaskała i nie całowała jego zdjęcia, bo go to boli. Ja mojemu Skarbowi obiecałam (mówiąc do jego zdjecia), ze postaram się go nie obarczac moimi łzami, ze bardzo go kocham i dlatego postaram się byc silna, zdjęcie drgneło. Nie wiem, cvzy to był znak, czy drgnęło pod wpływem mojego oddechu, ale mówiłam b.cicho i stałam w pewnej odległości. W kazdym razie wiem, ze Pan Bóg wszystko co robi nie robi dla karania nas, to nie jest złe, ale trzeba wiele refleksji i wiary, zeby zrozumieć o co może Mu chodzic. Czuję, że Mój mi pomaga, wiuem, ze mam jakąs misję do spełnienia, której jeszcze nie rozumiem.
          Na marginesie, słyszałam, ze tzw. "gregorianki" są najskuteczniejszym narzędziem do wyproszenia u Pana Boga wyzwolenia z win dusz pokutujących. Ważna też jest każda modlitwa, każda Eucharystia, każda msza (dwa ostatnie punkty przede wszystkim).
          Tez czekam az mi Skarb da znac, że już jest sczzesliwy i może odpocząc...
    • Gość: Liselle IP: *.chello.pl 27.04.08, 14:14
      Kochane moje, jak tak czytam te wasze zwierzenie to aż łzy mi się cisną do oczu.
      Bardzo wam współczuję utraty tych najbliższych osób.

      Moi dziadkowie ze strony mamy zmarli już kilkanaście lat temu (babunia urodziła
      mamę bardzo późno bo w wieku 40 lat) Strasznie to przeżyłam. Wtedy
      rozchorowałam się na tarczycę - od stresu i histerii w jaką wpadłam.

      Już po pogrzebie, któregoś wieczoru, nie pamiętam czemu zostałam sama w domu.
      Siedziałam w łóżku i oglądałam wspólne zdjęcia z babunią. Chyba już nawet
      płakałam "suchymi" łzami- łapały mnie już suche spazmy. W pewnym momencie nad
      głową usłyszałam pukanie - trzy razy. A była to godzina koło 23. Podniosłam
      głowę znad albumu ale pukanie ustało więc wróciłam do oglądania. I ponownie
      pukanie i głos babuni - wyraźny, mocny: nie płacz Oksaniu, ja jestem. Od tego
      momentu ogarnął mnie spokój. Wiem że jest.

      Po śmieci dziadzia (który bez babci po prostu zaczął więdnąć) rodzice pojechali
      do szpitala. Ja znowu zostałam sama. Latalam po całym domu jak zwierze w klatce
      ze swetrem dziadka przyciśniętym do nosa (pachniał nim). Nie mogłam sobie
      miejsca znaleźć.

      Dziadzio, jak przyjeżdżał do nas miał swój pokoik. W pewnym momencie drzwi do
      tego pokoju sie otworzyły z klamki!!!! na taką szerokość aby człowiek mógł
      przejść, usłyszałam kroki dziadka- chodził specyficznie- nie dałoby się go
      pomylić, szedł w moim kierunku. Ucichły przy mnie ja poczułam niesamowite ciepło
      i kroki zaczeły się oddalać w kierunku pokoju. Drzwi znowu sie otworzyły i
      zamkneły. Dostałam szaleju pognałam do tego pokoiku z wrzaskiem "dziadziu"
      Wpadłam tam jak burza, ale nikogo nie było.
      W przypływie racjonalnego myślenia, obeszłam całe mieszkanie by sprawdzić czy
      nie było przeciągu. Nie było, nie miało prawa być, bo wszystkie okna były
      zamknięte na mur!!!
      Dwa lata temu zmarł mój cioteczny brat- 27 lat, z którym byłam bardzo blisko.
      Nagle, znienacka, położył się spać i już się nie obudził.

      Którejś nocy, poczułam, że ktoś mnie dotyka po włosach. Obudziłam sie . Na
      krawędzi łóżka siedział mój brat. Nawet pamiętam jak był ubrany. Znowu miał
      swoje długie włosy zebrane czarną frotką (ściął jakiś czas przed śmiercią,
      prawnikowi nie wypadało chodzić w lokach ). Niebieską koszulkę polo i jeansy.
      Uśmiechał się. Po chwili wstał i ....jakbym obudziła sie znowu. Mama opowiadała
      potem, że miała takie samo przeżycie.

      Zresztą miała też po śmierci babci swojej. W nocy obudziło ją zimno. Otworzyła
      oczy i zobaczyła swoją babcię. Spódnica buty, postura. Nie widac było twarzy bo
      obraz im wyżej tym bardziej się rozmywał, ale mam babcię poznałaby wszędzie.
      Patrzyły chwilę na siebie, po czym mama znowu usneła. Rano, oprócz kołdry,
      nakryta była czerwonym, ulubionym sweterkiem babci...

      Znajomej mojej mamy odeszła mama. Którejś nocy znajoma miała sen: przyszła do
      niej jej mama z takimi słowami: No tak, ty sobie tu słodko śpisz w ciepełku a
      mnie sie na głowę leje".
      Przy nastepnej, dość szybkiej zresztą, wizycie na cmentarzu okazało się, że
      płyta była rozwalona na wysokości głowy zmarłej i rzeczywiście w czasie deszczu
      lało sie na trumnę.

      To tyle. Myślę, że takie zdarzenia to nie przypadek, nie wymysł.

      Zresztą przyśniła się również babcia (ze strony taty). Stała na pięknej łące,
      razem z moim bratem i powiedziała: "Teraz to już wy wszyscy będziecie do mnie
      przychodzić"
      • Czesc

        Nawet nie wiesz, jak bardzo dziekuje Ci za Twoje relacje! Nie dosc,
        ze jest ich tak wiele, w dodatku sa naprawde bardzo wartosciowe.
        Potwierdzaja one po pierwsze, ze takie "dziwne zjawiska" jednak sie
        zdarzaja. Po drugie, z tego co widze, podobne doswiadczenia po
        smierci bliskich, miewa wiele osob wokol nas. Szkoda tylko, ze nie
        kazdy potrafi o tym glosno mowic. Po trzecie, co najwazniejsze,
        Twoje relacje dodaja wiary w zycie wieczne i nadziei na to, ze nasi
        bliscy sa obok nas. Radosc tym wieksza, ze o tych doswiadczeniach
        nie dowiadujemy sie tylko z telewizji, czy ksiazek, ale rowniez od
        zwyklych ludzi. Jeszcze raz bardzo Ci dziekuje. Mnie osobiscie Twoje
        slowa dodaja takze pewnosci, ze nie zwariowalam.

        Choc osobiscie stracilam wiele bliskich osob, ktore kochalam, to
        nigdy wczesniej nie mialam zadnych kontaktow z "tamtym swiatem".
        Dopiero po smierci najblizszej mi osoby zaczelam odczytywac pewne
        sygnaly. Dwa razy uslyszalam glos. Jeden raz glos Taty obudzil mnie
        w srodku nocy mowiac "halo!" Zupelnie, jakby mowil mi do ucha. Wtedy
        jeszcze nie wiedzialam, ze to moze byc zjawisko tzw. ADC (After
        death communication). Za drugim razem znowu uslyszalam czyjs glos.
        Uslyszalam, jak ktos mowi, ze "Zmarli maja juz zycie ulozone". Nie
        wiem, czyj to byl glos, ale ten glos mnie obudzil.

        Glos Taty slyszalam rowniez w podwojnym snie (snie we snie). Jednak
        chcialabym aby zdarzylo sie to na jawie. Zebym dostala taki znak,
        ktorego nikt nie moglby podwazyc. Tobie sie to udalo. Naprawde Ci
        zazdroszcze.

        Doswiadczenie z Twoim dziadkiem wyglada mi troche na ADC przed
        nadejsciem informacji o smierci. Mowilas, ze kroki dziadka
        uslyszalas, gdy rodzice pojechali do niego do szpitala. Mam pytanie.
        Czy wtedy, gdy slyszalas te kroki, wiedzialas juz, iz dziadek nie
        zyje? Ja tez raz odnioslam wrazenie, ze slysze kroki Taty. On mial
        taki charakterystyczny chod.

        Bardzo duzo czytam teraz na temat ADC. Okazuje sie, ze zdecydowana
        wiekszosc kontaktow odczuwalnych (cieplo, o ktorym pisalas) oraz
        wizualnych, odbywa sie na lozku lub przy lozku odbiorcy. Czesto
        zmarli siadaja na lozku lub - jak opisujesz - glaszcza bliskich po
        wlosach.

        Relacja Twojej mamy o spotkaniu z babcia potwierdza wizje, o ktorych
        takze czytalam, ze czesto obraz zmarlego jest rozmyty. A sprawa ze
        sweterkiem... az przyprawia o dreszcze. Poza tym zmarli podczas
        kontaktow z nami przybieraja taka postac, jaka chca. Stad niektorzy
        zmarli pojawiaja sie dokladnie tacy, jacy byli w momencie smierci,
        inni sa duzo mlodsi, a dzieci potrafia sie pojawiac jako duzo
        starsze osoby. Najczesciej zmarli podczas takich kontaktow ubrani sa
        w swoje ulubione za zycia rzeczy.

        Bardzo Ci zazdroszcze tych kontaktow i tego, ze mozesz miec pewnosc,
        iz Twoi bliscy zmarli wciaz Cie kochaja i sa tuz obok.

        Wyglada na to, ze zarowno Ty, jak i Twoja rodzina jestescie osobami
        wyjatkowo receptywnymi i otwartymi na takie kontakty. Pisz, jesli
        znowu wydarzy sie cos niezwyklego!

        Pozdrawiam.

    • Czesc

      Bardzo sie ciesze, ze coraz wiecej osob ma odwage mowic o swoich
      doswiadczeniach, znakach, wizjach, sygnalach. Nie bojcie sie pisac.
      Kazda relacja jest bardzo cenna. Kazda taka relacja dodaje wiary w
      zycie wieczne i nadziei, ze wczesniej, czy pozniej spotkamy sie z
      naszymi ukochanymi zmalymi.

      Opowiem Wam jeszcze cos. Wiecie juz o moim swiatelku, ktore mrugalo
      zawsze podczas modlitwy za Tate, zawsze w godzinie jego smierci,
      zawsze, gdy bylam sama. Skonczylo sie to po okolo 3 miesiacach. Bylo
      mi bardzo smutno, ze to sie skonczylo. Minal jeden tydzien, drugi,
      trzeci i nic. I wyobrazcie sobie, ze znowu sie odezwalo. Kiedy?
      Dokladnie w dzien urodzin, a nastepnie w dzien imienin Taty. To
      takze zaden dowod, ale ja zaczelam bardziej zwracac uwage na daty.
      Wam radze to samo. Odkrylam rowniez, ze takie wazne sny,
      z "przeslaniem" zdarzaja sie zazwyczaj w okreslone dni miesiaca.

      Moja kolezanka opowiadala mi na przyklad, ze po smierci Taty w
      rocznice slubu jej rodzicow - w godzinie slubu zadzwonil budzik,
      ktory zepsuty byl od lat.

      Wy tez zwroccie na to uwage, czy przypadkiem nie dzieje sie nic
      dziwnego w konkretne dni miesiaca, w rocznice, w urodziny, itd.

      Pozdrawiam.
    • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 17:06
      Tak ja tez mam takie wrazenie!!!!pozatym doswiadczylam juz pare razy
      dziwnych zdarzen(ze zmarłymi),a nawet ostrzezen ze strony
      zmarłych!!!!!
      • Czesc

        Czy moglabys nam o tym opowiedziec?

        Pozdrawiam.
        • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.08, 12:37
          Zawsze kiedy ma sie zdarzyc cos niedobrego sni mi sie moja babcia-to
          taki pierwszy prosty przyklad.
          ostatnio kiedy ssiedzialam w domu sama rozkrecil mi sie sam kurek od
          gazu(buzowalo sie ostro)w calym mieszkaniu juz bylo czuc gaz,potem
          powtorzylo sie to mojemu ojcu(bylismy we dwoje w domu wtedy)i gaz
          terz byl rozkrecony na maxa i ani on ani ja nic niewstawiwlismy na
          gaz.wydaje mi sie ze to bylo jakies ostrzezenie bo w tym samym
          czasie u mojego brata zaczelo sie zle dziac(chodzi o sprawy rodzinne)
          mysle ze to ostrzezenie zeby temu zapopiedz bo polączyłam to z moimi
          snami z babcia i z tego wynika jednoznacznie ze to
          ostrzezenie.pozatym moja babcia czesto zreszta czuje jej obecnosc
          przychodzi puka w dzrwi .lapie za klamke(nie tylko ja to widze i
          slysze)wiec niemam halucynacji.a wam zdarzylo sie cos podobnego????
          • Czesc

            Rzeczywiscie duzo osob twierdzi, ze zmarli ostrzegaja w snach przed
            smiercia lub grozacym niebezpieczenstwem. Malo tego. Zdarza sie, ze
            ratuja komus zycie. Ja osobiscie takich przezyc nie mialam. Za to
            czytalam w ksiazkach relacje ludzi. Wiele osob tu na forum wypowiada
            sie w podobny sposob.

            Wczesniej wydawalo mi sie, ze to zwykly zbieg okolicznosci. Teraz
            zupelnie zmienilam o tym zdanie. Zwlaszcza, kiedy moja siostra
            opowiedziala mi o tym, ze w Swieto Zmarlych przysnila sie jej nasza
            zmarla babcia, ktora powiedziala, ze w jeszcze tym roku umrze nasz
            Tatus (Tata byl wtedy jeszcze w dobrej formie). I rzeczywiscie
            umarl... kilka dni przed koncem roku.

            Napisz cos o tej klamce. Az dreszcz mnie przeszedl... Slyszycie
            pukanie i klamka sie rusza? Widzi to wiecej osob? Napisz tez, jesli
            potrafisz, jak wyczuwa sie obecnosc zmarlej osoby? Bardzo mnie to
            zastanawia, wszedzie o tym czytam, wiele osob to mowi, a ja nie mam
            podobnych doswiadczen i nie wiem, jak to sie odczuwa.

            Pozdrawiam.
            • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.08, 18:23
              Wiesz polecam Ci ksiazke wandy pratnickiej
              "opetani przez duchy w xx1 wieku oraz ksiege duchow-przeczytalamm
              ted dwie i naprawde wiele sytuacji mnie w nich zadziwilo!!! a jesli
              chodzi o pukanie do dzwi słyszalam ja i moj kolega na schodach bylo
              ciemno a za drzwiami nikogo niebylo (posprawdzalam nawet pietra)to
              bylo przerazajace!!!!!!!!klamke z kolei widzaialysmy z koleznkami
              (oczywiscie nikt nam niewierzy)wogole zamarlysmy wszystkie ja to sie
              balam oddychac!!!!bo ogolnie boje sie duchow!chodz bardzo mnie
              ciekawi ich temat!!!
              • Gość: Bartas IP: *.stusta.mhn.de 11.06.08, 22:09
                ja rowniez wierze ze oni istnieja. bylem przy smierci mojego taty i
                wiem ze cos jest po 2 stronie.tata czul ze zbliza sie smierc, zlozyl
                rece i zaczal sie modlic i w takiej pozycji usnal. w momencie
                smierci podniosl oczy do gory i rozlozyl rece ku gorze i umarl. nie
                moglem pogodzic sie z jego smiercia pewnego wieczoru rozmyslalem i
                plakalem ze nie pozegnalem sie z nim tak jak chcialem. i tej samej
                nocy we snie tata przyszedl do mnie powiedzial mi ze mnie mocno
                kocha i mnie przytulil. to bylo piekne spotkanie. rankiem mama
                powiedziala ze tata tez u niej byl. wogole po jego smierci mama
                slyszala zewnetrzny glos jakby zadawala w mysli pytania i on na nie
                odpowiadal... to bylo piekne
                • Czesc

                  To bardzo pocieszajace, co piszesz. Ja jestem katoliczka. Duzo
                  czytalam na ten temat rowniez ksiazek i artykulow katolickich.
                  Podobno niektóre umierajace osoby widza w momencie smierci Matke
                  Boza lub Chrystusa. Moze zobaczyl ich takze Twoj tata?

                  Wiele osob takze twierdzi, ze slyszy glos zmarlych dochodzacy albo z
                  zewnatrz albo wewnatrz, cos w rodzaju telepatii. Ja tego nie
                  doswiadczylam, ale moge powiedziec, ze ile razy mam jakies pytanie,
                  czy watpliwosc, to zaraz dostaje odpowiedz bardzo czesto w nietypowy
                  sposob.

                  Ostatnio ciagle zastanawialam sie, czy moj Tata nadal mnie kocha.
                  Cos mnie ciagnelo, zeby wlaczyc jego telefon komorkowy, ktorego nie
                  uzywal juz od dawna. Nie wiem czemu, ale bylam pewna, ze tam bedzie
                  jakas wiadomosc od Taty. Przeszukalam caly telefon i nic nie
                  znalazlam. Zrezygnowana odlozylam na bok telefon i odeszlam. Chwile
                  pozniej znowu na niego spojrzalam i... ujrzalam na wyswietlaczu
                  wielkie serce. Taki wygaszacz ekranu. Wiadomo, ze ten wygaszacz
                  ustawil na pewno moj Tata (choc ja sobie tego nie przypominam),
                  jednak to taki mily znak, ktory byl odpowiedzia na moje pytanie. No
                  i po prostu to czulam, ze w telefonie jest jakas wiadomosc od Taty.
                  To tez bylo takie piekne...

                  Pozdrawiam.
                  • tez mi sie tak wydaje. powiem Ci szczerze ze tata byl bardzo
                    wierzacy. po jego smierci mama mi powiedziala ze jak chorowal
                    przysnila mu sie matka boska i powiedziala ze niedlugo wezmie go do
                    siebie. to bylo 2 raz w jego zyciu gdy snila mu sie matka boska.
                    pierwszy raz nastapil przed moim urodzeniem, tata zapadl wtedy na
                    straszna chorobe wszyscy mysleli ze juz z tego nie wyjdzie, jednak
                    we snie matka boska powiedziala mu ze to nie jest jeszce jego czas
                    ze wychowa jeszce 2 synow. i faktycznie rok pozniej urodzily sie 2
                    blizniaki ja i moj brat:)
                    • Czesc

                      Wyglada na to, ze Twoj tata mial specjalne chody u Matki Bozej :-)
                      Powiem Ci, ze az mnie dreszcz przeszedl, kiedy czytalam Twoj post.
                      Takie relacje dodaja mi otuchy i wiary. Czasem mi jej brakuje. To
                      wszystko wydaje sie takim Matrixem. Ciezko jest wierzyc, ze jest
                      cos, czego nie widac. Sobie samej tez nie wierze. Wydaje sie, ze
                      dostalam dowod, ktorego szukalam. Powinnam sie cieszyc, a ja sobie
                      samej nie dowierzam. Dlatego im wiecej takich relacji, jak Twoja,
                      tym wieksza moja pewnosc i radosc.

                      Pozdrawiam.
                • Hej

                  I jeszcze jedno. Zeby bylo jasne - piszac, ze szukalam "wiadomosci
                  od Taty" - mialam na mysli jakiegos starego SMSa, zachowanego w
                  skrzynce wiadomosci wyslanych.

                  Pozdrawiam.
                  • i powiem jeszce ze od jego smierci mienely prawie 3 lata i od
                    tamtego czasu nie przysnil mi sie juz... czasem zastanawiam sie czy
                    jak juz przeszedl na druga strone kurtyny smierci czy moze miec
                    jeszce z nami kontakt. czy on slyszy co sie do niego mowi np stojac
                    nad grobem czy w innym miejscu. tyle razy modle sie by przyszedl do
                    mnie we wsnie i nic::(czy jest jeszce mozliwe bym spotkal sie z nim
                    we snie??

                    • Oczywiscie, ze spotkanie we snie jest mozliwe. Problem w tym, ze
                      zmarli nie przychodza na zawolanie. A jesli sie pojawiaja w naszym
                      zyciu, to nie zawsze tak, jak my bysmy sobie tego zyczyli. Dlaczego
                      tak jest dowiemy sie dopiero po tamtej stronie.

                      Kiedy ja stracilam mojego Tate bylam przekonana, ze zaraz mi sie
                      przysni i uspokoi mnie, ze jest mu dobrze tam, gdzie jest. Myslalam
                      o nim calymi dniami. A przeciez mowi sie, ze jesli o czyms ciagle
                      myslisz, to wtedy sie to sni, a tu figa. Ciezko mi bylo
                      go "naklonic" na rozmowe we snie. Az w koncu mi sie przysnil.
                      Powiedzial, ze nadal zyje i ze Pan Bog go wskrzesil. Potem okazalo
                      sie, ze bylo to dokladnie miesiac po smierci Taty. Za drugim razem
                      powiedzial, ze nie moze do mnie tak czesto przychodzic. A w
                      kolejnych snach, kiedy chcialam z nim porozmawiac o tym, jak mu
                      teraz jest, od razu sie budzilam.

                      Wydaje mi sie, ze zmarli czasem kaza nam czekac. Czesto chca pojawic
                      w jakims wyjatkowym momencie. Tak, abysmy wiedzieli, ze to oni.
                      Niestety my nie zawsze mamy mozliwosc odbierania sygnalow od
                      zmarlych. Nie zawsze tez umiemy rozszyfrowac te sygnaly. Kiedy
                      jestesmy zrelaksowani latwiej jest je odbierac i odczytywac. Kiedy
                      jestesmy przemeczeni, powstaje jakis mur. Sama tego doswiadczam. Sa
                      momenty, ze Tata sni mi sie czesto lub ze ja dostaje moje "znaki", a
                      sa takie momenty, ze tygodniami nic sie nie dzieje.

                      Raz bylo tak, ze moje swiatelko przestalo mrugac. I nie mrugalo
                      przez kilka tygodni. Nagle znow zamrugalo, a potem znowu nic. I za
                      kilka dni znow zaczelo mrugac. Kiedy spojrzalam do kalendarza
                      okazalo sie, ze zaczelo mrugac dokladnie w urodziny i imieniny
                      mojego Taty.

                      Na Twoim miejscu prosilabym tate o takie spotkanie we snie i Pana
                      Boga o zgode na to spotkanie.
                      Czy Tata Cie slyszy? Na pewno. I widze to znowu po moich
                      doswiadczeniach. Mam pytanie i zaraz dostaje odpowiedz. Czesto w
                      dziwny sposob. Tak jest zmarlym o wiele prosciej kontaktowac sie z
                      nami. Obserwuj uwaznie swoje zycie. Zadawaj tacie pytania i szukaj w
                      swoim zyciu na nie odpowiedzi. Na pewno je znajdziesz.

                      Pozdrawiam.
              • Czesc

                Wiesz, gdybym sama nie przezyla podobnych historii, nigdy bym w cos
                takiego nie uwierzyla. Zawsze probuje wszystko wytlumaczyc w inny
                sposob, ale czesto sie po prostu nie da. Ostatnio mialam dwie
                ciekawe sytuacje, jedna podobna do Twojej:

                Wyjechalam na dlugi weekend do domku tesciow. Bylam tam sama z
                mezem. Maz juz spal, ja czytalam ksiazke o relacjach ludzi z "pobytu
                poza cialem", bo podobno sa takie przypadki, ze dusza na chwile
                opuszcza cialo. Ja jestem obecnie na etapie proby poznania, jak
                wyglada teraz to nowe zycie mojego Taty - czy jest mu dobrze i czy
                to nadal jest on, czy jest soba. I gdy czytalam fragment jednej z
                relacji, to na slowach "Bylem zadowolony i to naprawde bylem ja"
                zaczelo mrugac swiatlo (przypominam, ze to bylo zupelnie w innym
                miejscu, niz zwykle). Poniewaz jak wiesz, ja mrugajace swiatlo
                traktuje, jako znak od Taty, to postanowilam to zapisac. Ja notuje
                wszelkie "sygnaly", bo czasem z perspektywy czasu ukladaja sie w
                logiczna calosc. I kiedy zapisywalam, co mi sie przydarzylo, to
                ponownie na slowach "Bylem zadowolony i to na pewno bylem ja"
                zaczelo mrugac swiatlo.

                Drugie takie ciekawe zdarzenie sprzed kilku dni, to podczas tego
                samego pobytu w domku rodzicow mojego meza uslyszalam, jak nagle
                ktos puszcza wode (wyrazny szum w rurach jak wtedy, gdy slychac
                lejaca sie wode u sasiada). Trwalo to kilka sekund. Jednak co
                ciekawe - tam nie ma sasiadow, bo to domek jednorodzinny, moj maz
                juz spal, a ja akurat modlilam sie o niepodwazalny znak od Taty...
                Doslownie zamarlam z wrazenia.

                Pozdrawiam.
      • Gość portalu: EwKa napisał(a):

        > Tak ja tez mam takie wrazenie!!!!pozatym doswiadczylam juz pare razy
        > dziwnych zdarzen(ze zmarłymi),a nawet ostrzezen ze strony
        > zmarłych!!!!!

        www.youtube.com/watch?v=MPT8l0xO6Ic
    • Moj tata umarl nagle i niespodziewanie n rozlegly wylew krwi do
      mózgu.Bylam Jego tzw córeczka tatusia. Odszedl od nas o godzinie 2 w
      nocy i w tym momencie obudzilam sie bo mi się przyśnil.śnilo mi się
      ze idzie do mnie i wyciaga rece, ale chociaż poruszal nogami nie
      mogl do mnie dojść.Obudzilam się wystraszona i spojrzałam na zegar,
      która jest godzina. Zasnełam praiwe natychmiast a rano przyjechał
      mój brat z wiadomoscią, że tata nie żyje i ze zmarl o 2 w nocy.
      Tydzień temu zmarl moj maz i dwa dni przed smiercia powiedzial mi
      zupelnie przytomnie, że snilo mu się że kolo niego jest dużo ludzi i
      że wszyscy ludzie przyszli do niego z kwiatamiWierzę, że cos w tym
      jest. pozdrawiam wszyskich.
      • Czesc

        Ja takze uwazam, ze musi cos w tym wszystkim byc, tylko co? Wciaz
        szukam odpowiedzi.

        Podobnie, jak Ty bylam "coreczka Tatusia" i rowniez odczulam cos
        podobnego w godzinie jego smierci. Ja tej nocy w ogole nie zmruzylam
        oka. Wszyscy juz spali, a ja blakalam sie po domu i robilam porzadek
        w pokoju Taty. I byl taki moment, kiedy "uderzyla mnie" mysl, ze moj
        Tata wlasnie umarl. Pol godziny pozniej przyszla wiadomosc, ze to
        sie stalo przed 30 minutami.

        Moja mama miala tez niby zwykly sen. Przyszla do mnie zdziwiona, ze
        nagle przysnil jej sie nasz znajomy, ktory nigdy wczesniej jej sie
        nie snil. I tak sobie nieladnie pomyslalam, ze moze umarl, bo byl w
        podeszlym wieku. Kilka dni pozniej dowiedzielismy sie, ze zmarl
        wlasnie tego dnia, kiedy przysnil sie mamie.

        Pozdrawiam.

        • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.08, 20:38
          jak umieral moj sasiad z dołu snilo mi sie ze bylam w kostnicy gdzie
          bylo pelno umarlakow i w pewnym momencie jeden z nich otworzył oczy
          i spojrzal na mnie po przebudzeniu slyszalam placz mojej sasiadki a
          potem dowiedzialam sie ze moj sasiad niezyje!!a jeszcze wczesniej
          snilo mi sie ich mieszkanie (sasiadow z dolu)ze bylo cale czarne!to
          tez juz zwiastowalo smierc.
          z kolei mojej kolezanki ojciec jak umieral tez mi sie snil!!o czym
          dowiedzialam sie na drugo dzien!
    • Gość: Anka IP: *.bredband.comhem.se 30.06.08, 17:55
      5 lat temu zaginal moj maz to nie podobne do niego by tak sobie zniknal nie ten
      typ czlowieka kiedys stawialm karty i powiedzialy mi ze on zaginie ze slad
      przepadnie i tak sie stalo szukalam i szukam ciagle chociaz juz coraz slabiej i
      cos wam powiem to jest dziwne ale ciezko mi samej gdy poznaje jakiegos mezczyzne
      to gdy z gory jest wiadomo ze nic z tego nie bedzie to jest spokoj ale gdy cos
      swita ze moze sie uda przychodzi do mnie we snie moj maz i roznie albo krzyczy
      moze nie na mnie ale tak jakos jest zdenerwowany albo inaczej daje mi do
      zrozumienia ze nie bedzie nic z tego zwiazku no i nie ma tylko ze mi naprawde
      jest ciezko samej jestem zadbana ciekawa osoba nie moge narzekac na brak
      zainteresowania ze str plci przeciwnej ale jakos ktos mi nie pozwala z nikim sie
      zwiazac nawet kolezanki mi wybiera
      czasami mysle ze zwarjowalam moze ktos chce mi pomoc zapraszam na moje gg 1110606
      • Gość: anonim55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.08, 19:58
        Niedawno zmarła mama mojej przyjaciółki. Dla mnie ta osoba była
        bardzo daleka. Nawet nie miałam okazji powiedzieć Jej "dzień dobry"
        bo widziałam Ja raczej z dalekiej odległości może 5 razy. Mama
        przjaciółki umarła jakoś w maju. Kilka miesięcy przed Jej śmiercią
        jak leżałam na łózku przedstawiło mi się jak Jej mama szła była
        przed sklepem ja tez tam byłam. Nagle kobieta upadła a ja byłam
        lekarzem i Ja uratowałam. Zadzwoniłam po pogotowie i odwieźli Ją do
        domu. Ja przepisałam leki i powiedziałam aby nigdzie nie wyjeżdzała,
        bo może Jej cos się stać (a często wyjeżdżała, bo miała taką prace).
        Uznałam, że to nic ważne poprostu mi sie cos przedstawilo i tyle.
        Kiedyś gdy byłam w szkole pokłóciłam się z moją obecną przyajciółką.
        I obiecałam sobie, że już się nigdy do Niej odezwe (a obrazałayśmy
        się czesto) to mial byc ostatni raz. Dzien lub dwa po tej kłótni gdy
        miałam rano wstawać do szkoły nie chciało mi się za bardzo i
        troszeczke przysnelam i snilo mi sie ze jestem w zakladzie
        pogrzeboym i robia tam czarną trumne. Potem wstałam i poszłam do
        szkoły. Tam na lekcji dziewczyna powiedziała, że Jej mama nie zyje.
        Zginęła w wypadku. I ja czułam się winna, ze to musiało się stać
        abym zrozumiała, że po co te wszytskie kótnie. Oczywiście pogodizłam
        się z Nią. Pewnego dnia znowu mi się przedstawiło, że jesteśmy w
        szkole z Jej tata moja pryjaciolka i ja. Oglądamy film z wypadku.
        Kilka dni po tym przyjaciółka wysłała mi przez e-maila filik z
        wypadku. I już od śmierci minęło troche czasu, a ja już wtedy
        widziałam jakąs postać przedstawiała mi się była ubrana na czarni
        odwrócona pelcami daleko to była Jej mama. I kiedyś tak jakby
        rozmawiałam z Nia i ona powiedziała abym zaprzyjaźniła się z Ania że
        to jest mój cel zeby Jej pomagala. I to byl mójc el. Penwego dnia
        zapytalam Anie kim dla siebie ejstesmy bo nasze stostunki byly
        bardzo dobre. T postac byla kolo mnie ubrana na czarno. Ania
        zaproponowala mi abysmy byly przyajciolkami. Ja wtedy rowniez
        czyalam jgazete i zastanawialam sie co zrobic czy sie zgodzic.
        Czułam, że ktos jest koło mnie i z calego tekstu w gazecie ukazala
        mi sie tylko slowa "tzreba spróbować" i od tej poey jestesmy
        przyjaciolkami i nie tylko. Gdy wyslalam Jej te slowa przez gg to
        rowniez postac któr była ubrana na czarno od tej pory jest na biało.
        Kiedyś równiez przedstawilo mi sie ze zanosze jakies papiery
        dotyczace smierci mamy Ani Jej tacie. Poniewaz moja mama pracuje w
        urzedzie gminy podala mi kilka dni temu papiery aby Jej tata
        podpisal odnosnie smierci Jej mamy. Sa to trzy czy cztery dziwne
        zbiegi okolicznosci nie wiem co o tym sądzic. I zawsze ta postac
        widzialam tylem dlatego, ze nie widzialam nigdy y\twarzy Jej mamy
        lub z daleka. Gdy byłam keidyś w domu u Ani siedzialam na fotelu
        byla z nami jeszcze jedna kolezanka. Ania poszla do kuchni. Ja
        siedizalam a koelzanka powiedziala do mnie ze kupila ta ramke Ani na
        urodziny a za mna byly polki a na nich rozne rzeczy. Ja sie
        odwrocilam aby ta ramke zoaczyc ale zamiast tego zobaczylam zdjecie
        mamy Ani. Od tamtej pory postać która mi sie ukazuje widze odróconą
        do mnie twarza. Prawie codziennie się budze w nocy i czuje jakby ta
        postać była koło mnie. A najdziwniejsze jest to, że to jest dla mnie
        obca osoba nikt bliski. Co Wy o tym myślicie ? Ja chyba zwariowałam
    • Gość: modlishka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.08, 18:22
      Mój tata umarł w 2005 roku. Bardzo go kochałam, byłam pogrążona w rozpaczy. W
      tym roku w Dzień Zaduszny, napisałam do niego list. Może się wam to wydawać
      głupkowate i dziecinne ale czasami chciałoby się symulować, że oni nie odeszli
      na tamten swiat. Pisałam. Pisałam o wszystkim co się wydarzyło od chwili gdy
      umarł. List zakończyłam słowami: ``Ależ ja jestem dziecinna. Ty przecież i tak
      tego nie przeczytasz. Nie możesz przeczytać... Ale jeżeli przeczytasz, to
      proszę, zagnij róg. Nocą zostawiła list na parapecie okna. Mieszkam sama. Rano
      znalazłam ku mojej radości zagięty róg listu. Tata go przeczytał...
      • Czesc

        Super znak od taty! Zauwazylam, ze ze zmarlym mozna sie "umowic" na
        znak. Sama mam wrazenie, ze tak sie stalo rowniez w moim przypadku,
        ale nie chce jeszcze o tym mowic. Opowiem za to o inna historie.
        Duzo czytalam o tym, ze zmarli czesto w snach mowia nam o rzeczach,
        o ktorych nie mielismy nigdy przedtem pojecia. I czesto sprawdzenie
        tych snow - odszukanie czegos we wskazanym miejscu, czy rozmowa z
        kims potwierdzaja, ze to naprawde byl nasz zmarly.

        W moim przypadku bylo podobnie - byc moze zbieg okolicznosci, ale
        jaki mily... Otoz przysnilo mi sie (po wielokrotnych prosbach o
        znak), ze moj Tatus powiedzial, iz pozyczyl grzebien od naszych
        znajomych. Postanowilam to sprawdzic. Kiedy ich spytalam, czy
        przypadkowo ktos nie zgubil u nich grzebienia, okazalo sie, ze
        dokladnie w tym czasie jeden z domownikow przez kilka dni szukal
        swojego grzebienia!

        Aha. Ja tez pisze listy do Taty. Jestem przekonana, ze je
        przeczytal, bo dal mi to, o co w tych listach go prosilam.

        Pozdrawiam.
        • Gość: Ania IP: *.adsl.inetia.pl 10.09.08, 10:41
          31 sierpnia zginął na motorze mój jedyny brat, mial 25 lat, czytam o
          znakach jakie Wam daja najbliższsi, a moja rodzina nie dostała od
          niego żadnego, minęło 4 dni od jego pogrzebu, on mi sie tylko raz
          przysnił jak mu mówiłam że zginie na motorze, ale po namowie kogoś z
          rodziny zaprzeczyłam, powiedziałam że żartowałam, na co mój brat
          odetchnął z ulgą że nie umrze, zawsze cieszył sie życiem, pełen
          energii i pomysłów, wszyscy go lubili i wszystkim pomagał. Tak
          bardzo mi go brakuje, codziennie chodze do jego pokoju, rozmawiam z
          nim, modle się z mamą która przechodzi katusze, raz powiedziała że
          widocznie jej nie kochał skoro do niej nie przychodzi.chcemy zeby
          do nas przyszedł i powiedział że tam gdzie jest jet mu dobrze, czy
          przyjdzie do nas?
          • Gość: lola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.08, 21:11
            A moze twoj brat poprostu poszedł do nieba i patrzy(obserwuje was z
            gory)czuwa nad wami,ale bardzo mozliwe ze kiedys was odwiedzi-
            dostanie ta przepustke.
            • Gość: Mateusz IP: 88.156.219.* 16.09.08, 20:14
              Mój dziadziu zmarł 2 lata temu na wakacjach.Bardzo przezylem jego smierc i do dzisiaj przezywam, byl moim kumplem i bardzo bliska mi osoba.Pewnej nocy po jego smierci mialem sen.Otóż snilo mi sie ze przychodze do mojej babci a tu razem z nia w drzwiach domu stoi moj dziadziu po czym mowie "przeciez Ty umarles" a moj dziadziu na to"przezylem tylko smierc kliniczna" pamietam jak dzis ten obraz w snie ,czy to moze cos znaczyc?
              • Gość: Katarzyna G, Dania IP: *.esnqu1.dynamic.dsl.tele.dk 17.09.08, 15:42
                Mateusz, myślę, iż twój dziadziu chciał Ci powiedzieć, że życie nie
                kończy się wraz ze śmiercią.

                Pozdrawiam
          • Gość: angelika.3 IP: *.subscribers.sferia.net 10.12.08, 16:21
            10 listopada 2008r zmarł mój brat,po długiej i ciężkiej chorobie
            nowotworowej.Miał 31 lat.Bardzo bałam się być w domu sama po jego śmierci.Spałam
            przy zapalonym świetle,i powiedziałam sobie,że jeśli mi się przyśni i powie mi
            że jest mu tam dobrze przestane się bać.Kilka dni po jego śmierci tak tez się
            stało.Był zadowolony powiedział ze jest mu dobrze i już nie cierpi.Póżniej znów
            mi się śnił.Mówiłam do niego że się go boję a on mi na to:nie bój się mnie
            przecież ja Cię kocham ,znowu zapytałam jak tam jest?Odpowiedział:cudownie.Nie
            wiem tylko dlaczego nie śni się mojej mamie.Ale wiem że gdy jestem na Arka
            grobie i poproszę go zeby przyszedł do mnie we śnie to tak będzie bo tak jest
            zawsze.
    • Gość: Kati IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.08, 12:56
      Witam. Kilka lat temu na zginął w wypadku mój kolega z podstawówki
      to było jakieś 2lata po jej ukończeniu.To był taki klasowy łobuz
      który często robił różne psikusy a ja za nim nigdy nie przepadałam.W
      ten dzień w którym zginął ja byłam na wakacjach. Poszłam się przejść
      w pewnym momencie podjechał samochód za kierownicą siedział młody
      chłopak pytał się o drogę co było dziwne w pewnym momencie jego oczy
      stały się strasznie błękitne takie jak miał ten kolega wtedy nie
      skojarzyłam. Jak wróciłam do domu dowiedziałam się o pogrzebie. Nie
      chciałam iść ale w końcu poszłam. Po pogrzebie śnił mi się prawie co
      noc. W tej chwili nie pamiętam tych snów został mi się w pamięci
      jeden jak uciekam lasem nawet samanie wiem przed czym a on biegnie i
      łapie mnie za rękę jakby chciał mi pomóc.KOleżanka poradziła mi
      żebym pojechała na cmentarz i zapaliła znicz. Sny się skończyły ale
      pzrzez jakiś czas czułam w sobie dziwną energię. Może ktośmi
      wytłumaczy dlaczego on przychodził do mnie jeżeli nie byliśmy ze
      sobą jakoś zżyci. Może szukał jakiegoś przebaczenia? Oprócz tego
      śnią mi się często moi nieżyjący dziadkowie. Dziadek zawsze jak ma
      się stać coś złego. Ostatnio abcia mojego Męża opowiedziała mi jak
      po śmierci pszyszedł do niej jej mąż położył się obok niej ona go
      pzrytuiła powiedziała mu tylko że jest bardzo zimny ale niestety nie
      odpowiedział. Więcej nie przyszedł. Mam nadzieje że was nie
      zanudziłam.
      • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.08, 21:07
        Mnie napewno niezanudzilas!!!!!uwielbiam takie historie!!!!!i jak
        jeszcze cos przezyjesz z duchami to pisz!!!!!!!!!!!!mnie babcia tez
        zawsze ostrzega przewaznie w snach jak cos zllego ma sie zdarzyc.
    • witaj kilka lat temu zmarła mi ciocia mieszkajaca w niemczech, byłam u jej córki
      (mojej kuzynki)w tych trudnych dla niej chwilach ,ona ma syna z ADHD ma takze
      bardzo duze mieszkanie ,mieszka na 5 pietrze ja nie wierzyłam nigdy wcześniej że
      można zobaczyc dusze ,teraz wierze .to bylo 5 dni po smierci cioci ja u kuzynki
      mialam manie zamykania wszystkich drzwi, bo draznily mnie otwarte tego wlasnie
      dnia o 7:45 rano poszlam do kuchni zrobic sobie kawe i jak zwykle zamknelam
      wszystkie drzwi ,zeby nikogo nie pobudzic w drzwiach kuchennych jest szyba pijąc
      kawe była wtedy 8 ma rano nagle za drzwiami kuchni zobaczylam postac najpierw
      myslalam ze moja kuzynka sie obudzila ,ale po chwili zobaczylam cala sylwetke
      cioci ktora pokazywala mi na drzwi zebym je otworzyla niewiem co sie wtedy ze
      mna dziala niepamietam nawet czy odddychalam doznalam ogromnego szoku strach
      mnie sparalizowal nipotrafilam zrozumiec co sie stalo jak ktos kto nie zyje moze
      stac i pokazywac mi na drzwi zrozumialam to wieczorem .kiedy kladlismy sie spac
      juz zadnych drzwi nie zamknelam ze strachu, w nocy obudzil mnie smrod spalenizny
      w domu bylo czarno z dymu wynioslam z kuzynka jej syna na balkon okazala sie ze
      jej syn wlozyl wieczorem pizze do piekarnika i zasnal a obok piekarnika w duzej
      szafie byl ogromny zbiornik z gazem niechce myslec co by sie stalo gdybym
      zamknela drzwi ,zbyt pozno doszedl by do mnie ten zapach i wole niemyslec co by
      sie stalo caly blo poszedl by z dymem wiem ze mnie uratowala ale ja przez 2 lata
      niemoglam dojsc do siebie jak wrocilam do polski moj ojciec niewierzyl wogule w
      to stwierdzil ze mialam przewidzenia mowil ze takie zeczy nie maja prawa sie
      zdarzyc kiedys tez tak myslalam dwa miesiace temu zmarl moj ojciec bardzo sie
      balam ale nie dal mi zadnych znakow raz mi sie przysnil powiedzial ze wie jak
      bardzo sie boje duszy i ze jest mu tam dobrze tylko teskni powiedzial mi jedno
      wazne zdanie ze kazda moja łza bije w niego siła kamienia a to boli dzis sie juz
      nieboje czasami przechodzi mnie strach ale najdziwniejsze ze nie o tate tylko
      nadal mam lek przed ciocia to byl koszmar niedoopisania to co przezywalam
      • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.08, 16:28
        Bardzo ciekawa historia!!!czytałam z zatrworzeniem;>
      • Czesc

        Dziekuje Ci za Twoja relacje. To bardzo wazny sygnal. Nie dosc, ze
        twierdzisz, iz widzialas ducha zmarlej osoby, to jeszcze ta osoba
        uchronila Wasz dom od nieszczescia.

        Twoja relacja dodaje nam nadziei na to, ze "tamten swiat"
        rzeczywiscie istnieje.

        Wyobrazam sobie, co przezywalas i przezywasz do dzis. I tak sobie
        mysle, byc moze wlasnie dlatego zmarli nam sie nie chca ukazywac, bo
        tak wielki jest to szok dla zyjacych.

        Pozdrawiam.

        • nigdy wcześniej niewierzyłam aż tak jak teraz że tam jest życie teraz to wiem
          na 100% najgorsze jest to że np.tak jak mój tato za życia nie zrobił mi nic
          złego wręcz przeciwnie uratował wiele życ.bylam z nim bardzo blisko i jak to
          możliwe że teraz gdy odszedł do lepszego świata ja sie go boje przeciez to chore
          bac sie najblizszej osoby wiem ze gdyby pokazal mi sie to drugi raz bym tego
          nieprzezyla chyba bym zwariowała czy to normalne?
          pozdrawiam
          • Czesc

            Ja mysle, ze Ty sie nie boisz taty, lecz obawiasz sie ponownego
            spotkania z duchem.

            Powiem Ci, ze ja duzo "zalatwiam" z moim Tata. Mam na mysli to, ze
            prosze go o rozne rzeczy, zadaje pytania, dostaje odpowiedzi. On
            wie, ze nawet, jesli prosze go o znak, on ma mi go dac tak, by mnie
            nie przestraszyc.

            Wiem, ze latwo jest mi mowic, jesli nie doswiadczylam tego, co Ty,
            ale mi zawsze mowiono, ze to zywych nalezy sie bac, a nie zmarlych.
            Jestem pewna, ze moj Tata mnie kochal i nigdy by mnie nie skrzywdzil.

            Tak samo jest w Twoim przypadku. Mowisz, ze bylas blisko z tata, ze
            Cie kochal. A kto kocha, na pewno nie skrzywdzi. Powiedz swojemu
            tacie o swoich obawach. On na pewno Cie wyslucha, a Ty bedziesz
            spokojniejsza.

            Pozdrawiam.
przejdź do: 1-100 101-173
(101-173)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.