Dodaj do ulubionych

Czy zmarli mowia do nas?

29.03.08, 01:59
Ja takze stracilam niedawno Tate, mojego najwiekszego przyjaciela.
Zdazylam powiedziec mu wszystko, ale nie moge sie pogodzic z tym, ze
zostalam sama. Opiekowalam sie nim cale zycie. On byl prawdziwym
sensem mojego zycia. Teraz nie umiem juz zyc. Patrze na swiat jak
przez szybke. W dodatku przechodze ogromny kryzys wiary. Szukam
wciaz dowodu na to, ze moj Tata zyje i ma sie dobrze. Sama wiara mi
nie wystarcza. Jednak po smierci Taty zdarzylo sie w moim zyciu
kilka dziwnych rzeczy. Mialam wrazenie, jakby Tata wysylal mi pewne
znaki zawsze o jednej porze, podczas modlitwy w godzinie jego
smierci. Byc moze to tylko moja wyobraznia, a moze... Czy ktos z Was
tez ma podobne doswiadczenie, jakby zmarli byli obok nas, mowili do
nas? Napiszcie o tym. Pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • Gość: kika IP: *.chelmno.mm.pl 29.03.08, 20:28
    Mój kochany Tato umarł w nocy i chociaż byłam z nim bardzo związana
    emocjonalnie,zupełnie nic nie czułam,że odchodzi.Spałam twardo.Później po jego
    odejściu miałam momenty,jakby ktoś stał koło mnie.To nie tak,żebym sobie to
    wmawiała,ale czułam jakby obecność innego bytu.Jak to się odczuwa?Zupełnie tak
    samo jak ktoś z domowników stanie ci po cichu za plecami i nie widzisz go,ale
    czujesz czyjąś obecność.Mojej bardzo bliskiej osobie ,dzień przed jego pogrzebem
    Taty ukazała się bliżej nieokreślona postać(było to wieczorem,gdy już położyła
    się spać).Pocałowała ją w czoło ,a po jej ciele przeszła niesamowita energia.Sen
    czy jawa?Każdy niech uważa po swojemu.Do tej pory płaczę po moim Tacie.Też
    przeżywałam i zwątpienie i powrót do Boga.W końcu wpadłam na myśl,że ja tu po
    nim rozpaczam,a może on tam tez płacze za nami,może też szuka z nami
    kontaktu,może jest blisko,ale niemożliwe jest żeby sie spotkać.Dlaczego
    niemożliwe?Bo my uwięzieni w swoim ciele innymi zmysłami odbieramy
    świat.Wzrok,słuch,dotyk,węch,zapach...pewnie to za mało,żeby móc złapać kontakt
    z tymi co odeszli.Oni też pewnie posiadają zmysły.Tylko inne , o których "nawet
    filozofom się nie śniło".
  • 01.04.08, 23:03
    Straszne jest zycie po stracie najukochanszej osoby. Mam wrazenie,
    ze moje zycie skonczylo sie razem z jego zyciem. Nic mnie juz nie
    cieszy. W sercu pozostal wielki smutek. Wiem, ze nic gorszego juz
    mnie nie spotka. No i przestalam sie bac wlasnej smierci. Wiem, ze
    Tata juz czeka na mnie po tej drugiej stronie.

    W mojej rodzinie bylo kilka takich trudnych do wytlumaczenia
    zdarzen. Zazwyczaj chodzilo o przewidywanie przyszlych wydarzen.

    Kiedy moj Tata umieral w szpitalu, ja nie spalam, czuwalam w domu. I
    choc wieczorem byla znaczna poprawa, ktora mnie uspokoila, to nagle
    w nocy przeszlo mi przez mysl, ze Tata umarl. Moze zbieg
    okolicznosci, ale pozniej okazalo sie, ze akurat o tej godzinie
    odszedl.

    Ja nie chcialabym ani zobaczyc ducha, ani tez go uslyszec. Chyba bym
    dostala zawalu. Nie szukam tez kontaktu na sile. Ale caly czas
    czekam na te znaki.

    Z jednej strony bardzo bym chciala, zeby Tata zyl, zeby gdzies byl.
    Z drugiej strony nie moge sie pogodzic z tym, ze nawet, jesli tak
    jest, to juz nie jest soba, ze jest jakims blizej nie okreslonym
    bytem. Zastanawiam sie, czy jest soba, czy taki byt mysli, czy
    pamieta... To wszystko takie skomplikowane! Pozdrawiam!
  • Gość: Grześ IP: *.dip0.t-ipconnect.de 15.05.15, 02:13
    To się mylisz bo ja bym chciał go usłyszeć albo ujrzeć ale niestety to jest niemożliwe i dlatego mam żal do Boga że tak bardzo w niego wierzyłem a on mnie zawiódł
  • 08.08.15, 23:50
    Mój tata powiesił się dlaczego niewiem parę dni po jego pogrzebie przysnil mi sie ze wchodzi na klatkę a ja jego pytam dlaczego mi to zrobiłeś?przytulil mnie i z placzacym jakby glosem odpowiedział NIE PŁACZ. PROSZĘ.. To byly jego słowa i mimo że może chciałby tego ja niepotrafie mija prawie rok a ja nie moge zrozumiec dlaczego?nie szukal pomocy a zrorobił coś takiego,wiele razy słyszał,rrozmawiał ze mną dlaczego ludzie to robią a sam w taki sposób odszedł kochalam go szkoda że nigdy nieuslyszy ode mnie tych slow
  • Gość: Grześ IP: *.dip0.t-ipconnect.de 15.05.15, 03:27
    To się mylisz bo ja bym chciał go usłyszeć albo ujrzeć ale niestety to jest niemożliwe i dlatego mam żal do Boga że tak bardzo w niego wierzyłem a on mnie zawiódł
  • 30.03.08, 19:09
    Juz siedem miesiecy jak Tatko odszedl za teczowy most. Ciagle czekam na znak
    jakikolwiek ze mu tam lepiej ze nie jest mu zimno. I nic. Moze nie moze moze ja
    tych znakow nie rozumiem. A przeciez tak bardzo mnie kochal wiec gdyby bylo to
    tam na pewno by przyszedl. Nie moge zyc z mysla ze to koniec ze nie ma nieba jak
    bysmy tego nie rozumieli.
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • 01.04.08, 23:11
    Czesc

    Mi sie jednak wydaje, ze tam cos jednak jest po tej drugiej stronie.
    Staram sie przynajmniej w to wierzyc, bo to mnie trzyma przy zyciu.

    Z jednej strony chcialabym, zeby mu bylo tam lepiej, z drugiej
    strony chcialabym, zeby tesknil za mna, zeby chcial i zeby mogl do
    mnie wrocic... To takie egoistyczne i niechrzescijanskie podejscie.

    Pozdrawiam.
  • Gość: anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 15:41
    Mówią o mnie ,że czuję trochę inaczej. Miewam sny ,które są ostatnim pożegnaniem
    , odsłaniają trochę przyszłości. Potrafię rozpoznawać znaki.Moi zmarli ci co
    świeżo odeszli oddziałują energią obecności, którą rozumie i wyczuwam.Zadawałam
    pytania a jak tam ,a co tam.
    odpowiadają przypadkowo usłyszani ludzie np. podsłuchani mimo woli. Słyszę swoje
    pytanie i krótką wyrwaną z kontekstu odpowiedź.Trzymam się mocno ziemi,nie
    przeginam ale dla siebie wiem więcej.Wydaje mi się ,że te kontakt jest zawsze
    możliwy, ale nie ja o nim decyduje.Ważna jest ranga spraw, natężenie uczuć i
    ocena czy sama dam sobie radę czy potrzebna jest Ich pomoc- na nią mogę liczyć
    Dziwne- ale nie zwariowałam
  • 02.04.08, 17:15
    Czesc

    To ciekawe, co napisalas. Mam do Ciebie kilka pytan:

    1. Czy odczuwasz kontakt tylko ze zmarlymi, ktorzy niedawno odeszli,
    czy ze wszystkimi?

    2. Nie bardzo zrozumialam, kto odpowiada na Twoje pytania - ci
    zmarli, czy zyjacy, bo tak czasem tez bywa.

    3. Jak zadajesz swoje pytania - w myslach, czy na glos?

    4. Czy mozesz powiedziec cos blizej, jakie otrzymujesz odpowiedzi,
    czy oni sa szczesliwi, czy nas pamietaja?

    5. Czy Ty wobec tego mozesz powiedziec, ze masz 100% pewnosc, ze
    zycie ludzkie nie konczy sie w momencie smierci?

    Pozdrawiam.
  • Gość: Ana IP: *.olsztyn.mm.pl 28.06.08, 20:16
    Moj tata zmarł już ponad dwa lata temu lecz mimo to nadal boleśnie odczuwam jego
    strate . Wierze gleboko ze gdzies tam jest i w jais sposob czuwa nade mna i moja
    rodzina. Po jego pogrzebie przysnil mi sie kilka razy i jakie to byly sny...
    Rozmawial ze mna o swojej smierci, zapewnial ze jest szczesliwy i ze zawsze
    bedzie blisko nas. To byly tak realne sny ze w srodku nocy budziam sie nagle
    jakbym wyrwala sie z innego swiata. dlatego wierze ze tato jest przy mnie caly
    czas i kiedys zobaczymy sie po tamtej stronie. ta swiadomosc daje mi sile by
    dalej zyc
  • Gość: marbuj IP: *.centertel.pl 24.08.11, 20:39
    mam coś takiego ze czuje czasami obecnosc innej osoby wrecz go czuje miewam sny dosc dziwne kturych czasami nie rozumiem lub nie pamientam a tak wogule unikam kontaktu ze zmarłymi strasznie sie boie mam nauczke.z czystm sumieniem mówie istnieje drugi swiat ale nie taki jak kazdy zwas se wyobraza,nikt nikomu jeszcze nie powiedział jak tam naprawde jest to jest tajemnica ktura otwera sie przed nami wras z zamknienciem powiek radził bym nie przesadzac w tym zyciu bo przez cała wiecznos puzniej morzna tego załowac.
  • Gość: Basia IP: *.mikolow.net 21.03.09, 17:08
    Zal mi ciebie ,takiego prostego czlowieczka , troche mnie smieszy twoja glupota
    ,tata odszedl wiec nie ma sensu zyc? Zyj ,boisz sie smierci i to jest powod
    gdzie zadajesz pytania!bog jest dobry ,? za co karze ludziom starym robic z
    siebie blaznow ,choruja na alzchaimery ,parkinsony,zapominaja ,sraja pod siebie
    ,pluja ,itd.czy dalej wierzysz w dobroc boga ? Nawet tych bardzo wierzacych
    karze chorobami starczymi i poniza godnosc tych ludzi?Nic mnie nigdy nie
    straszylo ,balam sie ludzi zywych !
  • Gość: Irsa IP: 78.110.208.* 05.04.09, 23:38
    Te wszystkie pytania i pretensje, zadasz sobie przy śmierci w strachu ale może
    być za późno, nie jest nam dane wszystko zrozumieć, ale w to wierzyć. Jeśli Bóg
    zechce to będę cierpieć, może ma ku temu jakiś cel? bynajmniej dowiem się po
    śmierci. Dla przykładu obejrzyj "Egzorcyzmy Emili Rose".
  • Gość: ola IP: *.adsl.inetia.pl 15.06.09, 18:19
    Witajcie,
    przeczytałam całe Wasze forum i cieszę się, że Wy też macie takie doświadczenia,
    jak ja.

    Moja Babcia zmarła w styczniu 2007r. Kilka razy mi się przyśniła, raz dała znać
    bardziej fizycznie.
    Kiedyś na fizyce, na jakimś normalnym temacie, wcale nie myśląc o Babci poczułam
    jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu i mówi "jestem tutaj". Odwróciłam się, ale
    nikt za mnie nie stał.
    Ostatnio, w 7. rocznicę śmierci Dziadka (męża Babci, z którym była prawie 60 lat
    i wychowała 6 dzieci), przysniła mi się Babcia z "odpowiedzi" na moją prośbę.
    Zawsze kiedy dzieje się u mnie sytuacja, z którą sama nie umiem sobie poradzić i
    wszyscy święci "zawodzą", proszę Ją, żeby mi pomogła. Po prostu "pomogła". I dwa
    dni po mojej błagalnej prośbie babcia przyszła we śnie- przywołała mnie do
    jakiegoś pokoju, stała w drzwiach po mojej lewej stronie i usłyszałam w swojej
    głowie słowa "ty się nie martw, ja się tobą opiekuję".
    Kiedyś też Babcia przyśniła mi się tak po prostu. Siedziałyśmy wtedy w domu
    mojej cioci i Babcia "odpowiadała" na moje pytania (po smierci żałowałam, że nie
    zadałam Babci tylu waznych pytań, że tak mało wiem). W tym śnie słyszałam swoje
    pytania, a na odpowiedź Babci jakby ktoś wyłączył dźwięk, ale czułam we snie
    zadowolenie, że Ona udziela mi odpowiedzi na moje pytania, chociaż ich nie
    słyszałam.

    I to są moje takie "przejścia". Czekam na dalsze znaki, bo wiem, że Babcia jest
    przy mnie i czuwa.
  • Gość: asia IP: *.kalisz.mm.pl 07.10.11, 12:35
    glupia jestes i to bardzoooo !
  • Gość: monika IP: 83.1.81.* 07.07.12, 17:17
    ty nie masz wiary rozumu ani serca rozważasz słowa ewangelii z wiarą i z sercem z zrozumieniem bóg jest dobry i sprawiedliwy bóg posyła próbę na ludzi sprawdzić ich wiarę bóg czyni tak że jest obecny nie tylko dając ludziom szczęście ale gdy też dając cierpienie i ból ty chyba kpisz sobie nawet nie umiesz czytać słowa ewangelii z zrozumieniem to ty tak twierdzisz ale bóg wszystko wie co po co dlaczego nie obwinaj go bo dał kiedyś innym ludziom ostrzeżenie że będą choroby i wypadki tragedie ty nie wiesz do końca dlaczego tylko on wie jakim prawem sądzisz boga ty jesteś tylko człowiekiem nawet dzieckiem boga wstydz się nie kiedy śmierć czy cierpienie przychodzi z winy człowieka bóg to wszystko widzi i słyszy to co ty mówisz to coś ci w głowie tej zle podpowiada bo nie kiedy sumienie i myśli może to być szatan bóg nie obiecał pięknego życia i losu wam .Bóg tylko wie dlaczego pozwala i dopuszcza bóg jest dobry i nie chce on cierpienia waszego ale i daje znać przez cierpienie też że jest on żeby inni ludzie zobaczyli w chorym czy w pokrzywdzonym człowieku jego samego .
  • Gość: Olka IP: 94.141.133.* 05.02.10, 17:02
    Do tych którzy mają wątpliwości


    W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się
    drugiego:
    - Wierzysz w życie po porodzie?
    - Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu
    jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
    - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
    - No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a
    jeść buzią....
    - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby
    jeść ustami!
    Przecież żywi nas pępowina.
    - No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas
    troszczyć.
    - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
    - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez
    niej by nas nie było.
    - Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma...
    - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak
    śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że
    prawdziwe życie zaczyna się później.

  • Gość: lodzia;) IP: *.lubin.dialog.net.pl 24.08.12, 11:02
    witam, mója kochany tatuś odszedł tak nagle....nie chorował...lekarz nie rozpoznał ZAWAŁU...a ja sie non stop obwiniam, ze nie wezmałam pogotowia ale on ciagle powtarzał nie teraz....miałam cudowna rodzine...niczego nam nie brakowało-mieliśmy siebie...myślałam, ze skontaktuje sie ze mna po smierci ....a nasza wież była taka silna....miałam jedynie dziwne odczucie, przyjechałam do mamy i w nocy słyszałam, ze sie non stop otwieraja drzwi i słyszałam kaszel taty...ale nie mam pojecia co to było czy ta wielka tesknota płata mi figla-czy on poprostu z nami jest...moje dzieci tesknia a ja czuje jak by mi serce pekło...non stop płacz...30 lipca minie m-c...chciała bym by przyszedł i powiedział: córeczko nie płacz jest mi dobrze...jestem z wami- a tutaj nic echo....
  • Gość: anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 19:14
    Obecność czuje silnie bezpośrednio po śmierci bliskich. Te sygnały nie
    ograniczały się do wyczuwania bliskości drugiej osoby Gdy zginęła moja siostra (
    była w ciąży) Jej energia był wyjątkowo silna . Ktoś zapalał i gasił światło
    ,przestawiał rzeczy w nocy. Takie zdarzenia Kończyły się wymianą spojrzeń z moim
    tatą.Trudno było mówić głośno że nam się zdawało.
    Był moment kiedy paliłam zadumana nad grobem pączek róży (wcześniej leżał w
    trumnie). Wtedy ktoś mnie ogarnął ramieniem, fizycznie nikogo nie było nawet w
    zasięgu wzroku - to wrażenie było tak silne ,że uciekłam i od tej pory nie
    prowokowałam myślami . Pytania zadawałam długo w myślach uparcie czekałam na
    odpowiedź otrzymywałam ją wielokrotnie poprzez przypadkowych ludzi -nawet nie
    widziałam ich twarzy. Padały słowa . Ale te ostatnie - brzmiały jest mi dobrze -
    nie pytaj.Rozumiałam podświadomie że mi nie wolno przekraczać pewnej granicy.
    Obecne zdarzenia ograniczają się do przekazów w śnie lub zjawiania się nagle
    ludzi ,którzy coś mi tłumaczą, w czymś pomagają i odchodzą - takie twarze jak
    z pociągu. Gdy odchodzili przyjaciele było podobnie szok w godzinę śmieci.
    Szereg znaków poprzedzających ,które czytam od dzieciństwa np. ptaki sny po
    których siadam na łóżku i nie mogę ochłonąć z emocji , w śnie pożegnanie,
    trochę zdarzeń do przodu . Pożegnania to ostatecznie przekaz energii- Do tej
    pory myślałam,że tylko w śnie, parę dni temu energię snu dopełnił przeskok
    naelektryzowanej iskry przy zamykaniu oczu.Mam wiele rzeczy po moich bliskich
    niczego nie noszę , mogę dotknąć i wtedy kontakt nawiązuje wyjątkowo szybko,
    czasami się boję czasami opowiadam o dobrych i trudnych sprawach odpowiedź się
    zaraz znajdzie- bo ktoś przez pomyłkę zapuka zadzwoni itp.Ja ze swoimi dobrymi
    duchami żyję na codzień to jest do wyczucia to się dzieje. Dzięki ,że się
    odezwałaś
  • 02.04.08, 20:44
    Czesc

    Ja tez dziekuje, ze odpisalas. Poszukuje takich osob, ktore tez
    odczytuja pewne znaki. Ja od dziecinstwa mam takie przygody, ze
    zdarza mi sie cos wysnic.

    Ze zmarlymi nigdy zadnych kontaktow nie mialam. Czasem babcia
    pojawiala sie tylko we snie. Niedawno zmarl moj Tata - osoba, ktora
    byla mi najblizsza. Bardzo to przezywam. Tata odszedl w nocy. Po
    smierci Taty zdarzylo sie w moim zyciu kilka dziwnych rzeczy. Mam
    wrazenie, jakby Tata wysylal mi pewne znaki. Bylo ich bardzo duzo.
    Kazdej nocy modle sie za niego w godzinie jego smierci. Za kazdym
    razem podczas tej modlitwy zaczyna mrugac lampka w jednym z domowych
    pomieszczen. W dodatku, kiedy jest mi bardzo zle i zaczynam plakac
    za Tata, nagle przygasa swiatlo. Nie dzieje sie to w innych
    momentach. Zupelnie, jakby Tata chcialby mi powiedziec "nie placz,
    jestem przy tobie".

    Jednak mam wrazenie, ze sam Tata dawal mi znaki. Ja wiem, ze wyda
    sie to wszystkim smieszne, ale jak sie zorientowalam, ze to
    swiatelko ciagle mruga podczas modlitwy w godzine smierci Taty,
    stwierdzilam, ze moze Tata chce mi cos powiedziec. Jedyne, co
    przyszlo mi wtedy do glowy, to... alfabet Morse'a. Zapisywalam
    krotkie i dlugie mrugniecia. Na poczatku nic nie wychodzilo. Same
    literki, nie majace ze soba specjalnego zwiazku. Ale to mruganie
    nastepowalo tak szybko, ze nie moglam tez wlasciwie zanotowac
    sygnalow. W pewnym momencie odczytalam moje imie, a nastepnie
    przezwisko, ktore nosze (tak, jak mnie Tata nazywal). Nastepnego
    dnia
    powtorzylam zapisywanie i znowu na poczatku wydawalo sie, ze nic, a
    potem, jak popatrzylam na kartke, okazalo sie, ze zrobilam blad w
    tlumaczeniu. Po naprawieniu bledow wyszlo "Nie martw sie". To bardzo
    mnie ucieszylo i dodalo sily do zycia. Wiecej juz tego nie
    powtarzalam, bo moja siostra wpadla w panike, ze to moze byc zly
    duch i ze tego nie wolno mi robic.

    Byly tez sny. W snach rozmawialam z Tata. W pierwszym snie na moje
    pytanie co sie z nim teraz dzieje odpowiedzial, ze zmartwychwstal.
    Byl taki silny, zdrowy, radosny.

    Dlugo nie moglam zrozumiec, o co chodzi z tym zmartwychwstaniem.
    Przeciez religia uczy nas, ze zmartwchwstaniemy na koncu czasow, a
    Tata mi mowi, ze juz zmartwychwstal. A potem przeczytalam wywiad z
    Ksiedzem Malinskim, w ktorym Ksiadz Malinski twierdzil, ze
    zmartwychwstajemy w momencie smierci.

    Ale byl i drugi sen, ktory mnie bardzo zasmucil i odebral sily do
    zycia i dzialania. W tym drugim snie, podczas kolejnej rozmowy na
    moje pytanie, czy
    jest w Niebie, odpowiedzial, ze prawie w Niebie. Odebralam to tak,
    jakby troche przeze mnie, ze ja go tu za bardzo trzymam, bo tak
    bardzo czekam na kontakt z nim. A na koniec powiedzial, ze nie moze
    tak mnie ciagle odwiedzac. Powiedzial, zebym wiecej nie czekala na
    niego. Ja to tez odczytalam tak, jakby Pan Bog mu tego zabranial.

    Byl jeszcze jeden sen. Kiedy go ujrzalam, przypomnialam sobie, ze on
    przeciez nie zyje i ze musze z nim porozmawiac. I wtedy... sie
    obudzilam. Tak, jakby rzeczywiscie nie wolno mi juz bylo z nim
    rozmawiac.

    No i tez dzieje sie tak, ze ja ciagle mam jakies poytania,
    watpliwosci. Jak tylko mnie dreczy jakies pytanie, natychmiast
    dostaje odpowiedz w sposob podobny, jak u Ciebie. Albo ja
    przypadkowo pojawiam sie w miejscu, w ktorym nie planowalam byc,
    albo w moim zyciu pojawiaja sie ludzie, ktorych nie planowalam
    spotkac i oni odpowiadaja na moje pytania, czasem mowia jezykiem
    mojego Taty...

    Sama nie wiem, co mam o tym myslec. Czy uwazasz, ze to moga byc
    znaki od niego? Pozdrawiam

  • Gość: Anika IP: 212.160.111.* 02.04.08, 21:28
    Boże jak dobrze ,że inni czują podobnie . Nazywasz słowami to o czym nie
    mówiłam. Powiem ci tylko tyle ,że to trwa przez wiele lat nauczyłam się z tym
    żyć. Szanuje spokój potrzebny drugiej stronie ale jestem czujna i czasami o
    czymś z nimi gadam.Zyskałam spokój wewnętrzny , moi kochani nigdy by mnie nie
    skrzywdzili, więc nie ma mowy o straszeniu. ,pewnie sen jest tą formą do
    przyjęcia, czy czytane znaki ,słowa ludzi. Teraz muszę sobie uładzić ostatnie
    sprawy. Dlaczego zacięła się płyta na Jego ulubionej piosence. Ktoś mi kiedyś
    powiedział ,że takie wyczuwanie jest dane nielicznym ( coś tam w mózgu odbiera
    inne fale ) Pielęgnuj to w sobie ,chroń przed niedowiarkami ,by nie narazić się
    na śmieszność ,póki nauka się na tym nie pozna.Wydawało mi się ,że moi pojawiają
    się ,gdy ich pytam i proszę - nie przychodzą także gdy coś ważnego dzieje się w
    moim życiu przyszedłem zobaczyć... Myślę ,że przez Ciebie będzie mówił Tato
    ,gdy zechce pomóc siostrze Ale rzeczywiście przerasta to nasze pojmowanie ,
    myślę,że ten wyższy byt wie lepiej jak i kiedy. Jak silne jest nasze
    przyciąganie o tym decyduje siła miłości,która też musi dojrzewać, dla nas to
    już intuicyjne wyczuwanie- jak- by to wszystko pogodzić. wspominałaś o migającym
    świetle ,rzeczywiście było migające nie próbowałam przełożyć na język ludzki,
    rozumiałam ,że moi też chcą dać znać o sobie,nie godzą się z odchodzeniem,ale to
    chyba i ich transformacja.Masz w sobie Jego cząstkę energii fizycznie jego geny
    a jakie ma to powiązanie z myślą - filozofia nie z tej ziemi.Pomagasz mi bardzo
    swoją rozmową . Ale nie biczuj tak mocno siebie . tęsknota nie może zabijać,
    uwierz ,że to wszystko trwa i jest blisko
  • 03.04.08, 01:33
    Ja rozmawiam codziennie z Tata. To znaczy ja gadam, a on mam
    nadzieje slucha ;-)

    To moje swiatelko czasem mruga jeszcze po modlitwie. Kiedy mowie,
    ono nie mruga. Glupio to zabrzmi, ale "jakby sluchalo". Kiedy
    przestaje mowic, ono zaczyna mrugac. To tez glupio zabrzmi, ale ja
    nawet wyczuwam emocje. Jak wpadam w rozpacz, to zaczyna wielokrotnie
    bardzo przygasac, jakby chcialo mnie uspokoic i... uspokaja albo
    jak powiem cos glupiego (typu, ze pewnie Tata juz mnie nie kocha),
    to zaczyna mrugac tak bardzo szybko, jakby chcialo zaprotestowac.

    Opowiedz o swoim migajacym swiatelku. Ja juz gdzies na internetowym
    forum przeczytalam kiedys, ze ktos tez mial podobne przygody z
    migajacym swiatelkiem po smierci bliskich, ale byl to wpis sprzed 3
    lat, wiec nie moglam sie skontaktowac z ta osoba.

    Ta zacieta plyta, to fajny znak. Tez bym taki chciala, ale Tata nie
    mial zadnych ulubionych piosenek :-(

    Ty tez mi bardzo pomagasz. Jesli sa osoby, ktore odbieraja podobne
    sygnaly, to dodaje mi to wiary w to, ze moj Tata jednak gdzies jest.

    Ja siebie nie drecze. Po prostu nie umiem juz zyc bez Taty. Zycie
    juz nie to samo. To taka wegetacja i oczekiwanie na spotkanie z nim.

    Opowiedz mi o tym kontakcie ze zmarlymi przy dotykaniu ich rzeczy.
    Kontakt, to znaczy dokladnie co?

    No i ta iskra przy zamykaniu oczu. Jak to bylo, jesli to nie
    tajemnica? To bardzo ciekawe.

    Pozdrawiam.
  • Gość: anika IP: 212.160.111.* 03.04.08, 12:33
    Swiatło które zapalało się i gasło dotyczyło zdarzeń bezpośrednio związanych ze
    śmiercią i krótkiego czasu po. Znam ten znak i znajduje go w podobnych
    okolicznościach. Zadziwiające jest twoje gadające światełko, ktoś z boku kazałby
    ci wymienić żarówkę lub sprawdzić kontakt. Jeśli jest to twój sposób komunikacji
    to go dobrze rozszyfruj. pamiętaj ,że jesteś stworzona do życia tu nie możesz
    być zawieszona między dwoma światami,pewnie i twój Tato by na to nie
    pozwolił.Rzeczy moich bliskich( pierścionek, zegarek) szybko mi ich przywołują
    Zostawiam je sobie na szczególne chwile( dotykam, słucham to rodzaj
    talizmanów.Iskra to dopełnienie snu gdzie przez dotknięcie palca przelała się
    energia (biała poświata umierającego)- iskra- ktoś by powiedział ,że się trafia
    jak się naelektryzujemy. Wiesz kiedy zginęła moja siostra moja mama w wielkim
    bólu powiedziała ,że nic jej już nie zostało. Cierpiałam .. a ja? . Nie było
    wigilii nie było świąt a ja..? Innym razem (wcześniej ) gdy mojej przyjaciółce
    odeszli rodzice -koleżanka powiedziała -Co ty możesz zrozumieć jak nie
    przeżyłaś takiego cierpienia . Chciałam ją pocieszyć a okazało się ,że nie mam
    takiego prawa bo..Zobacz czy ktoś nie cierpi bo nie potrafi tobie pomóc ,zobacz
    czy śmierć nie zabrała żywych( Ciebie)Nic nie są winni ci co zostali ,że czują
    inaczej . Pogódź te dwa światy ale dla siebie, pojmowanie istnienia bliskich
    wymaga wytworzenia własnych dróg, nie szukaj na siłę. Idę porządkować rzeczy-
    dla mnie mogłyby stać ale innym dodają bólu-nie o rzeczy przecież chodzi
  • 04.04.08, 02:13
    Nie wiem, moze ja juz zariowalam. Dla mnie to swiatelko nie byloby
    niczym nadzwyczajnym, gdyby nie pora i gdyby nie ten przekaz "nie
    martw sie". Na upartego nawet to da sie wytlumaczyc, ze to zwykly
    zbieg okolicznosci.

    Tak bardzo czekam na taki 100% znak.

    Ja tez mam takie talizmany. Koszula Taty jeszcze nim pachnie. Mam
    tez zegarek i rozaniec, z ktorym sie nie rozstawal.

    Otworzylas mi oczy na to, co czuje ktos obok, kiedy my jestesmy
    pograzeni we wlasnym smutku. Ja nie mam dzieci, ale kiedy przychodza
    coreczki mojej siostry nie okazuje im mojego smutku. W dzien
    zakladam "maske", a ta maska opada w nocy, kazdej nocy przezywam to
    od nowa. Z dziecmi sie bawie, wyglupiam, smieje, nie chce ich
    pozbawiac radosci z zycia. Ale na ostatnie swieta po prostu ucieklam
    w gory. Nie chcialam miec swiat bez Taty. Wolalam ich w ogole nie
    miec. I zrobilam to, co Twoja mama. Odebralam dzieciakom siebie.

    Kiedy zmarla Twoja siostra?
    A te rzeczy przesuwaly sie na Waszych oczach, czy wieczorem bylo
    inaczej, a rano inaczej?

    Pozdrawiam.
  • Gość: anika IP: 212.160.111.* 04.04.08, 12:58
    Sama wiesz ,że te zdarzania to zdarzenia traumatyczne.Siedzą w naszej pamięci
    jakby to było wczoraj ze szczegółami odtwarzam każdą chwilę Dla mnie czas nie ma
    znaczenia. Nic nie leczy,żyję z moimi zmarłymi
    na codzień Siostra odeszła pierwsza dlatego o niej potrafię pisać. Znalazłam
    niedawno list ,który nie wysłała,pisany do męża , zostawiony w
    zeszycie.pasowała data dnia i miesiąca ( jakby dziś -tylko rok się nie zgadzał
    Miałam dylemat czytać nie czytać oddać nie oddać - przecież sama zadecydowała
    ,że go nie wyśle.,jej mąż ,żyje teraz w separacji- miałby parę słów otuchy nie
    wiem-sugerują nie ruszać.Otacza się jej zdjęciami. Ostatnią kliszę przenika w
    poprzek biała smuga.Zamierzam też znaleźć jeszcze dziewczynkę która urodziła
    się tego samego dnia( niechciane dziecko znajomych( owoc zdrady z czasem jak się
    okazało bezpodstawnej ale w skutkach brzemiennej, W którym zginęła siostra
    otrzymałam list z tą informacją. Wracając do tematu czy żyją- moja babcia przed
    śmiercią często wołała mnie do pokoju rozradowana zapewniając ,że przed chwilą
    była Ona . Mówiono halucynacje starcze.Ja tam wierzyłam i nie zabierałam babci
    nadziei, zawsze raźniej.Tak mi się wydaje ,że może przez ciebie będą załatwiane
    jakieś sprawy, to chyba nie pozostało na zasadzie tylko trwania.Ty i Tata.
    Pewnie potrafisz opowiedzieć o dziadku dzieciom swojej siostry. Brakuje im
    dziadka Może my sensu nie rozumiemy ale ktoś się nami w jakimś celu posłuży, coś
    im powiesz może, to co co On chce. Zgarniesz te myśli ze swojego światełka.
    Zwykli dziadkowie nie tylko chodzą z wnukami na spacer ale pokazują im cały
    świat . Przepraszam łzy...
  • 06.04.08, 20:13
    Jedyna recepta na zycie bez Taty jest dla mnie to moje poszukiwanie
    znakow i rozmowy z Tata, czy tez moje monologi. Wieczorami zawsze
    znajduje czas dla "niego". Zawsze razem pilismy herbatke, teraz tez
    pije, opowiadam o moim dniu i placze. A swiatelko jak mrugalo, tak
    mruga i pociesza.

    Uszkodzony kontakt odpada, bo wszystkie lampki sa polaczone
    szeregowo, a mruga tylko jedna. Zepsuta zarowka chtyba tez odpada,
    bo to za dlugo trwa. Juz by dawno sie przepalila. Obciazenie na
    sieci - tez badalam. Nie ma zadnego. Moze byc tylko problem ze
    stykami. Pytanie tylko dlaczego zaczyna sie to tylko wtedy, kiedy
    jestem sama, dlaczego podczas modlitwy, w godzinie smierci Taty?

    W piatek pojechalam do Czestochowy pomodlic sie za Tate. Wieczorem,
    wyrywajac kartke z kalendarza z ciekawosci zaczelam liczyc, jak
    dlugo jestem juz bez niego. Okazalo sie, ze w tym dniu mijalo
    dokladnie 100 dni. Dostalam we snie maly prezent na te 100 dni. Co
    prawda tego nie powiedzial Tata, ale przekaz ladny, dajacy mi
    nadzieje: "zycie, to smierc, a smierc, to zycie"

    Czy z kims, sposrod swoich zmarlych bylas wyjatkowo silnie zwiazana?
    Kogo Twoja umierajaca babcia zobaczyla, bo nie zrozumialam? No i co
    zamierzasz zrobic z tym listem? Kto sugeruje, zeby nie wracac do
    sprawy?

    Pozdrawiam.
  • Gość: anika IP: 212.160.111.* 07.04.08, 19:23
    To zwyczajny czas żałoby, musisz się wypłakać, wyśnić, wymyślić żeby nie
    zwariować, mózg szuka możliwych do przyjęcia rozwiązań. Nie wiem na ile tym
    sterujemy stąd wizje i wyobrażenia .Rzeczy pozaziemskie i poznawanie intuicyjne
    są mało poznane, więc nikt nie zakwestionuje ,że pozostajesz w nieprzerwanej
    więzi emocjonalnej z Tatą. Nie trać poczucia rzeczywistości i nie zawieszaj się
    w niebycie. Jeśli wszystko ma jakiś sens to jaki odnajdujesz w odniesieniu do
    siebie?Pozdrawiam ciepło
  • 09.04.08, 00:34
    Sek w tym, ze tym sensem mojego zycia byl wlasnie Tata. Oprocz wiezi
    emocjonalnej, jaka nas laczyla, byla tez nieustanna opieka nad nim.
    Moj Tata dlugo chorowal. Mozna powiedziec, ze cale nasze zycie bylo
    zwiazane ze szpitalami, chorobami, opieka nad nim. Czulam, ze to
    jest tym sensem mojego zycia. Po smierci Taty postanowilam zostac
    wolontariuszem w hospicjum i w strone innych chorych przelac ta
    energie. Ale wyobraz sobie, ze nawet tam mnie nie chcieli. Do
    hospicjum przyjmuja, ale po specjalnym kursie, ktory odbedzie sie w
    pazdzierniku...

    Pozdrawiam
  • Gość: Marta IP: *.31.47.99.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.04.13, 13:35
    Popros Boga aby Tatę wskrzesił.Po prostu .On może wszystko!
  • Gość: ania IP: *.aster.pl 19.11.08, 10:13
    opowiem ci dużo cennych prawd, może miałam to właśnie zrobić na
    temat życia po śmierci. mśj adres: hieronim@supermedia.pl
  • 23.10.08, 05:19
    Witajcie Dziewczyny. Jest Was już dwie - mam mnóstwo pytań... Nie wiem o co
    właściwie chcę zapytać,ale jestem cholernie zagubiona... Na pewno czekam na
    jakiś kontakt... Na pewno wiele "sygnałów" odebrałam... Na pewno nic nie
    rozumiem... i potrzebuję - potrzebuję ich,żeby żyć...
    Opowiem krótko swoją historię:jestem młoda{kalendarz nie ma tu żadnych szans)
    Kilkanaście lat byłam w związku z facetem,który trzy lata temu zginął w wypadku
    samochodowym. Mieliśmy masę problemów,czasem grożących niemal rozwodem,ale
    ostatecznie zawsze zostawaliśmy razem,bo życie osobno było zupełnie
    niemożliwe... Czasem rozmawialiśmy o śmierci i jakkolwiek to niemożliwe -
    zrobimy wszystko,żeby to drugie miało świadomość,że śmierć wcale nas nie
    rozdzieliła. Opowiadam to w wielkim skrócie,ale mniej więcej o to chodziło.
    Niestety - zdarzył się wypadek i nagle moje życie się złamało... Wszystko o czym
    marzyłam,co planowałam,wszystko straciło sens... Znajomi i rodzina nie
    opuszczali mnie na krok przez rok,bo mieliśmy córeczkę,która potrzebowała
    chociaż jednego z rodziców...
    Minęły trzy lata. Zyję,ale nie ukrywam,że jestem warzywem... Przez ten czas
    zdarzyło się wiele dziwnych,nie wytłumaczalnych rzeczy,ale nic dosłownego...
    Ciągle czekam.Wiem,że kontakt z naszym światem może nie być łatwy... może być
    niemożliwy,ale wiem,że jeśli On jest - w jakiejkolwiek formie energii - zrobi
    wszystko,zebym wiedziała,ze jest przy mnie... Powiedzcie mi,że nie zwariowałam...
    Ze warto czekać,nawet całe życie,bo człowiek nie może tak po prostu
    zniknąć...zgasnąć...
    Mieliśmy się razem zestarzeć...
  • 26.10.08, 01:43
    Czesc

    Dziekuje za Twoj post. Ja tez chce w to wierzyc, ze czlowiek nie
    moze tak po prostu zgasnac...

    To bardzo wazne, co napisalas. Twierdzisz, ze otrzymalas "wiele
    sygnalow" od swojego partnera. Czy moglabys napisac cos wiecej na
    temat tych sygnalow? Nie tylko ja, ale tez wiele osob na tym forum
    czeka na takie osoby, jak Ty, by dzieliy sie swoimi historiami,
    ktore i nam dodadza wiary w to, ze tamten swiat istnieje, ze nasi
    bliscy gdzies sa i ze czekaja tam na nas. Nie boj sie opowiadac.

    Czytalam o takich "umowach" miedzy partnerami. Wiele
    niewytlumaczalnych zjawisk dzieje sie po tym, jak za zycia partnerzy
    obiecaja sobie, ze po smierci dadza sobie taki znak. Jesli masz
    pewnosc, ze Twoj partner zyje i ze jest przy Tobie, powinno Ci to
    dodac sily do zycia i walki z przeciwnosciami, czego z calego serca
    Ci zycze.

    Pozdrawiam.
  • Gość: ingridcold IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.08, 02:09
    Bardzo dziękuję za odpowiedz:) Mam napisać o tych sygnałach... to nie będzie
    łatwe,ale spróbuję. Na początku,zaraz po Jego śmierci - kiedy czułam się jakby
    mój mózg był częścią wirówki dla kosmonautów i odbijał się od czaszki jak
    piłka,a jedynym uczuciem jakie koduję to paniczny strach - jako żona musiałam
    przejść przez szereg urzędowych bzdur,których do dziś nie pamiętam i urządzić i
    zaplanować pogrzeb. Ku mojemu zdziwieniu,w domu pogrzebowym załatwiłam wszystko
    bardzo konkretnie,jednoznacznie odpowiadałam na wszystkie pytania związane z
    ceremonią i szczegółami pogrzebu,wszystko czego mogłam w tym momencie nie
    wiedzieć,lub nie być pewna było dla mnie jasne i oczywiste.W drodze do domu
    pomyślałam - skąd ja to wiem?Dlaczego jestem tego pewna,przecież nigdy nie
    miałam z czymś takim do czynienia...i nagle pojawiła się równie błyskotliwa
    odpowiedz - jak to skąd? Od Niego. Kilka miesięcy później znalazłam w Jego
    notatkach adres domu pogrzebowego i szczegóły dotyczące kremacji - wszystko było
    tak,jak zaplanowałam (muszę dodać,że mąż po wypadku leżał w śpiączce i nie mógł
    zaplanować swojego pogrzebu.Był zdrowy i miał 35 lat) Wiele razy potem musiałam
    podejmować różne decyzje zbyt trudne dla mnie samej - odpowiedź zawsze
    zaskakująco konkretnie pojawiała się w mojej głowie i zawsze okazywała się
    słuszna.Czasem aż uśmiechałam się do Niego kącikiem ust w geście "dziękuję",bo
    byłam już pewna,że nie jestem na tym świecie sama.Zawsze się o mnie
    bał,troszczył i uwierzcie mi - robi to nadal.Nie wiem skąd,ale wiem to! Poza
    takimi sygnałami miałam wiele snów,ale snom nie ufam do końca,bo być może tworzy
    je moja podświadomość. Konkretny i niepodważalny sygnał odebrałam rok po Jego
    śmierci,kiedy pierwszy raz bez eskorty najbliższych mogłam oddalić się z
    domu.Uciekłam nad morze,w miejsce,gdzie jeździliśmy razem z moim ukochanym i
    gdzie mieliśmy pojechać zaraz po jego powrocie z...ostatniej podróży.Ukradkiem
    pojechał za mną kolega,w obawie że coś sobie zrobię.Ujawnił się już w
    podróży.Cały dzień spędziliśmy na szukaniu noclegu,tak że na plażę,na "nasze
    miejsce" dotarliśmy dopiero w środku nocy.Plaża była ponura,ciemna i kiedy już
    dotarliśmy do miejsca,w którym zniknęły wszystkie ludzkie odgłosy - mając przy
    sobie 3 zegarki - zapytałam kolegę która godzina.Odpowiedział 13:13. Miał źle
    ustawioną porę dnia i zamiast 1:13 jego zegarek pokazał 13:13. Nogi odmówiły mi
    posłuszeństwa,usiadłam,rozpłakałam się i wiedziałam,że właśnie mój mąż się ze
    mną przywitał. Poznaliśmy się 13 kwietnia.Zginął tuż przed naszą trzynastą
    rocznicą.Mieszkaliśmy w dwunastu wynajętych mieszkaniach i w końcu w trzynastym
    docelowym.Imię i nazwisko naszej córki to zupełnie przypadkiem 13 liter... Nie
    mam najmniejszej wątpliwości,że to nie był zbieg okoliczności. Pozdrawiam
    wszystkich.odezwę się jeszcze...
  • Gość: madziorek IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 16:28
    czesc kochana ,mój maz zamrł 1,5 roku temu miał wylew do mózgu nic sie nie dało zrobic,, byłam tak wsciekła na boga nie chciała mi sie zyc, zostawił mnie z dwójka dzieci 12 lat i 9 ,zmarł tydzien po komuni naszej curki, corka jest niepełnosprawna. na niczym mi nie zalezało mogłam umrzec razem z nim ,teraz troszke mniej boli ,ale najgorzej jest jak mi sie przysni znow mi sie nie chce zyc wtedy , ale do zeczy kolezanka dały mi fajna ksiazke do przeczytania i naprawde warto ja przeczytac człowiek sie czuje duzo lepiej pozdrawiam. tytu łtajemnice zycia pozagrobowego.
  • Gość: chyza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.09, 09:20
    miesiąc temu w wypadku samochodowym w Kunowie zginął mój 12-letni
    kolega.
    bardzo to przezylam, nie moglam dojsc do siebie
    minął juz miesiąc i on mi sie zaczął snic, mi i moim kolegą, którzy
    chodzili z nim do klasy.
    sniło mi sie ze przyszedl jako duch i ja sie go zapytałam jak jest w
    niebie. odpowiedział ze to spełnienie i ze jego przeznaczeniem bylo
    tam iść.
    to byl dziwny sen
    wielu osobom sie sni i moja babcia rozmawiala z ludźmi o tym ze on
    nas tak odwiedza i wg nich on coś chce. modlę się za niego, chodzę
    na cmentarz, myśle o nim.
    wydaje mi sie ze Ptryk chce nas przed czyms ostrzec.
    moze cos sie ma stac, albo chce zebysmy sie modlili.
    nie wiem, to troche dziwne, on naprawde cos chce.
    napiszcie do mnie na maila emi547@wp.pl co o tym myslicie, czy Paryk
    cos chce nam przekazac, czy przed czyms ostrzec.
    czekam
  • Gość: artur199827 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.15, 20:04
    Mój dziadziuś chorował długo i prosiłem Pana Boga o znaki gdyby dziadziuś umierał. Nie wierzyłem w znaki od Boga. Ale gdy przychodził dzień w którym dziadziuś miał umierać czułem się źle. Byłem rano u dziadziusia i pod koniec spotkania zapytałem się kiedy porozmawiamy jeszcze. A on odpowiedział że spokojnie, porozmawiamy jeszcze dużo razy. W ten sam dzień, ale wieczorem czułem się jeszcze bardziej gorzej. I wieczorem tata zadzwonił do mojej siostry że dziadziuś umiera. Jak siostra przyszła i powiedziała wtedy poczułem się lepiej. Więc Bóg wysłuchuje nasze prośby.
  • Gość: Monika IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.04.08, 13:45
    Witaj,

    Pytasz, czy to możliwe, że po odeściu kochanych osób dzieja sięlub dziać się
    mogą dziwne rzeczy, czy obecnośc tych osób jest czasami tak wyczuwalna i bliska.
    Otóż podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami. $ lata temu zginął nagle mój
    brat. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym 2 dni przd urodzinami mojej
    córki, na których mieliśmy się fajnie bawić!!!!! Czwarte urodziny mojego dziecka
    się nie odbyły, był pogrzeb i straszna żałoba tragedia nie do opisania. A
    dzisiaj mija 2 miesiąc jak odszedł mój tata, zmarł 3 lutego na nowotwór płuc!!!!!
    Nie ma takich słów, by opisać co czuję, ale wiem, że tata przychodzi do mnie w
    snach w noc przed tym jak ma się coś wydarzyć. Jego odwiedziny to swego rodzaju
    ostrzeżenie. Wiem, że nie jestem sama, a on czuwa i jest przy mnie w ważnych
    momentach mojego życia. Tak samo było po śmierci mojego brata. Nowa praca, a
    budzik nie dzwoni, ryzyko, że zaśpię i spóżnię się odwieźć dziecko do szkoły, a
    zpracy mnie wywalą. Co się działo wtedy, budził mnie mój brat, to było tak
    jakgdyby mnie dotykał i znikał. Może to nierealne, ale ja wiem, że tak właśnie
    jest. Czymkolwiek lub gdziekolwiek jest niebo, oni czekają tam na nas.
    pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo miłości i siły, choć wiem jak jest ciężko
    Monika
    bira30@interia.pl
  • 09.04.08, 00:26
    Dziekuje za slowa otuchy. Kazda taka wiadomosc jest dla mnie
    ogromnym pocieszeniem. Przechodze kryzys wiary po smierci Taty. Nie
    zaden bunt przeciwko Bogu, lecz zwatpienie w zycie wieczne. To
    straszne, wstyd mi, bo przeciez uwazam sie za prawdziwego katolika.
    Wczesniej nie watpilam. W przypadku Taty, ktorego tak bardzo kocham
    szukam wciaz dowodow. Wydaje mi sie, ze sama po smierci Taty
    dostalam duzo znakow, ktore wydaja sie dziwnymi zbiegami
    okolicznosci, a jednak kazdy z nich da sie wytlumaczyc w inny
    sposob. To poszukiwanie dowodu stalo sie moim jedynym sposobem na
    zycie. Bo bez tego za bardzo boli...
  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 14.04.08, 15:48
    Mój Tatus,po zawale i udarze leżał nieprzytomny na OIOM-ie.W
    pierwszą noc po wypadku,przysnił mi się.Powiedział do
    mnie:"Martynko,tak bardzo sie przestraszyłem.Juz nigdy nie zapalę
    papierosa".Zajadał przy tym z ogromnym smakiem kanapki zrobione
    przez moja Mame.Uwierzyłam,że bedzie dobrze.Że walczy i wie,jaka
    jest powazna sytuacja.Niestety,trzy dni pozniej zmarł.I nigdy nie
    poczułam Taty obecności,choc tak bardzo tego pragnę.Wiem,że jest
    gdzieś obok mnie,tylko gdzie?Śni mi sie bardzo często,smutny,za
    szybą.A ja zawsze padam mu w ramiona.Tato,gdzie jesteś?Czy to jest
    ten kontakt?
  • 14.04.08, 17:54
    Witaj

    Nie wiem, czy to jest rodzaj kontaktu, czy tylko zwykly sen, ale
    zazdroszcze Ci tych snow. Chcialabym tak czesto widywac mojego
    Tatusia. Ja - podobnie, jak wiekszosc tu osob - marze o kazdym
    spotkaniu z Tata we snie, a tu ciagle nic, a co dopiero przytulic
    sie do niego. Dwa razy rozmawialam z nim we snie. Za pierwszym razem
    powiedzial, ze zyje, ze zmartwychwstal. W drugim snie powiedzial, ze
    nie moze tak ciagle do mnie przychodzic. I rzeczywiscie od tamtego
    czasu juz nie moge we snie nawiazac z nim kontaktu. Ile razy
    probuje, jak go tylko zobacze, tyle razy sie budze.

    Szkoda, ze Twoj Tatus jest smutny, ale ten sen moze odzwierciedlac
    Twoj smutek. Czesto Ci sie sni Tata? Zawsze ta sama sytuacja?

    Tata na pewno jest gdzies obok Ciebie, trzeba dobrze obserwowac
    swoje zycie. Bardzo czesto zdarza sie tak, ze mamy jakies pytanie,
    na ktore dostajemy odpowiedz, ale nie w ten sposob w jaki bysmy
    sobie zyczyli. My sie spodziewamy zobaczyc zmarlego i od niego
    uslyszec odpowiedz, a oni nie moga nam sie tak pokazywac. Uzywaja
    wiec roznych metod. Czasem jest to przypadkowo spotkana na ulicy
    osoba, czasem ksiadz w kosciele, a czasem ksiazka, ktora przypadkowo
    wpadnie w rece.

    Sa tez ludzie bardziej i mniej receptywni. Tysiace ludzi twierdzi,
    ze widzialo zmarlych, tysiace, ze slyszalo, tysiace twierdzi, ze
    czuli ich obecnosc. Ale tez sa tysiace, ktorzy tylko o tym moga
    pomarzyc.

    Ja Ci zycze radosnych spotkan z Tata i wiary w to, ze jest tuz obok
    i nadal Cie kocha.

    Pozdrawiam.
  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 14.04.08, 18:27
    Nawiązując do Twojej wypowiedzi...Dzis na przystanku dosiadl sie do
    mnie pan,ktory po cudownym weekendzie u kochanki,chcial sie
    wygadac.Akurat chwile wczesniej rozmyslalam o czyms dla mnie bardzo
    waznym.Mniejsza z tym co mi opowiadal,ale kiedy wsiadalam do
    autobusu,ni z tego ni z owego,powiedzial"niech Bóg pania
    prowadzi...".Tak jakby wiedzial,ze potrzebuje pomocy,ze jestem
    dobrym czlowiekiem,ze zasluguję na Bożą pomoc.I zamiast siedziec w
    pracy i skupic sie na niej,rozmyslam i rozmyślam.Dla mnie to
    zagadka...to dzisiejsze spotkanie.Chociaz moze dopatruje sie we
    wszystkim magii:?
  • 15.04.08, 00:22
    O tym wlasnie mowie. Mam wrazenie, ze pewne rzeczy nie sa
    przypadkiem. Muszisz bacznie obserwowac to, co sie dzieje. Szukaj w
    swoim zyciu tego typu "znakow".

    Na pogrzebie mojego Taty ksiadz mowil dokladnie jego jezykiem. Nie
    wiem, jak to opisac. Moj tata mial wyjatkowy dar tlumaczenia
    trudnych rzeczy. Zawsze potrafil do mnie dotrzec nawiazujac do moich
    zainteresowan. I to kazanie o smierci Taty tez bylo takim jednym
    wielkim, obrazowym opowiadaniem, ktore nawiazywalo do mojego dosyc
    rzadkiego hobby.

    Ja w ogole przechodzilam wtedy ogromny kryzys wiary. Przeciez prawie
    cale zycie opiekowalam sie nim. Byl bardzo schorowany. Widzialam
    tyle cierpienia... Po smierci Taty wysiadlam psychicznie. Kiedy go
    stracilam wydawalo mi sie, ze Tata zostal bez opieki, ze choruje i
    cierpi gdzies sam, a ja nie moge mu pomoc. I na jednej z mszy sw.
    tez zdarzylo sie cos dziwnego. Ksiadz przez cala msze sw. powtarzal
    slowa "Pamietajcie, w Niebie nie ma chorob i nie ma cierpienia".
    Powtarzal te slowa co jakis czas, mimo tego, ze kazanie dawno juz
    sie skonczylo. Potem wychodzilam z kosciola, byly spiewy, a ksiadz
    powtorzyl to jeszcze raz na koniec.

    Powiem Ci jedno. Byc moze to przypadek, ale w moim zyciu bylo juz za
    duzo tych przypadkow. My po tej stronie nie jestesmy w stanie wiele
    zrobic, nawiazac taki kontakt. Jednak nasi zmarli sa na pewno obok
    nas. Trzeba tylko byc czujnym i kojarzyc fakty.

    Pozdrawiam.
  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 15.04.08, 13:46
    Ja w ogóle pogrzebu nie pamietam.Chociaz bylam dzielna,to
    zwyczajnie,nie wiem co sie dzialo.Zreszta,dla mnie to nie ma
    znaczenia.Ja kryzysu wiary nie mam,bo zwyczajnie ja stracilam.Z
    wielu powodów.Ale to malo wazne.Chcialabym,zeby Tatus czesciej mi
    sie snil.Po swojej smierci,snił mi sie bardzo czesto.Teraz...bardzo
    rzadko.A czesto Go wzywam do siebie,rozmawiam,tyle mam klopotow i
    potrzebuje Jego madrej i rozsadnej podpowiedzi.Jego parasola
    ochronnego.W koncu Tatus teraz wie wiecej niz ja:)Bardzo mi Go
    brakuje,i kiedy widze zdjecia Tatulka,czuje jego zapach,pamietam
    doskonale dotyk skóry,wszystko.Przeczytałam ostatnio,że
    rzeczywistośc to suka.Nic lepiej tego nie określi.A za Tata oglądam
    się zawsze:)Alternatywny świat jakos bardziej mi teraz odpowiada...
  • 15.04.08, 15:27
    Mój Ukochany Tatuś zmarł 30 marca. Nie wiem co będzie dalej. Teraz
    nie czuję nic. Czarna dziura. Chętnie bym zniknęła. Mam męża i
    nastoletniego syna, a nie funkcjonuję, nie umiem. Ne mogę płakać.
    Boję się, że gdy zacznę to już nigdy nie skończę. Codziennie jestem
    na cmentarzu, codziennie błagam o jakiś kontakt,cokolwiek. I nic.
    Błagam Go o wybaczenie. Pozwoliłam wygonić się wieczorem z sali
    szpitalnej wiedząc, że bardzo cierpi, że potrzebuje naszej
    obecności. Powinnam być bardziej stanowcza. Boże, jak dalej żyć.
    Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zazdroszczę Wam tych emocji,
    świadomości, że Wasi bliscy są obok. Ja tego nie czuję. Tylko mój
    syn raz miał z Tatą kontakt. Opowiada,że będąc zupełnie świadomym
    (to nie stało się we śnie)"uniósł" się jakby do góry, gdzieś między
    ziemią a niebem i rozmawiał z Dziadzią - jak Go zawsze nazywa, mimo
    że ma 15 lat. Ale jemu też nic nie powiedział. Kiwał tylko głową.
    Mam Taty wszystkie rzeczy. Nigdy nie pozwolę ich usunąć, ale nie
    czuję tej obecności. Czuję tylko zapach, ale to chyba jego ubrania,
    pościel na łóżku. Minęły tylko dwa tygodnie. Może te wszystkie słowa
    o życiu wiecznym, zmartwychwstaniu to brednie? Może jak inne
    zwierzęta po prostu znikamy, a reszta żyje dalej, czekając na swoją
    kolej? Nic już nie wiem. Jedynym moim marzeniem jest poczuć obecność
    Tatusia. Bez Niego nie ma nic.
  • 15.04.08, 23:34
    Czesc

    Jak tak opowiadasz o sobie i swoim Tatusiu, to przypomina mi sie
    nasz ostatni dzien w szpitalu tyle, ze u nas bylo to prawie 4
    miesiace temu. Mozesz jednak byc pewna, ze bol jest ten sam. Jak
    czytam Twoj post, mam przed oczami siebie. Ja tez najchetniej
    rozplynelabym sie, zasnelabym i juz sie nie obudzila. Ja tez mam
    meza. Dzieci co prawda nie mam, ale tez zupelnie nie potrafie juz
    funkcjonowac, nie mowiac juz o pracy. W dzien nie placze, mam na
    twarzy "maske." Ale kazdej nocy przezywam wszystko od nowa... Widze
    go, jak dusi sie na tej sali. Mam do siebie tyle pretensji, ze
    wyszlam, ze sie nie pozegnalam, ze lezal rozebrany na zimnej sali,
    ze dawali mu kroplowke, a ja nie przypomnialam, zeby pomogli mu sie
    wysikac...

    Czuje, ze moje zycie stalo sie jedna, wielka gra. Teraz zyje juz
    tylko dla innych, bo moje zycie juz sie skonczylo wraz z odejsciem
    Taty. Teraz gram, usmiecham sie, ale tylko po to, zeby nie odbierac
    radosci innym. Czekam juz tylko na spotkanie z Tata.

    Ja tez przechodzilam i przechodze te same rozterki, co Ty. Jednak w
    pewnym momencie jedynym mozliwym sposobem na moje zycie stalo sie...
    poszukiwanie mojego Taty. Niektorym to sie wyda chore, ale tak jest.
    Wciaz poszukuje Taty, poszukuje dowodow na to, ze on gdzies jednak
    jest, ze zyje. To sie stalo teraz moim celem w zyciu.

    Po smierci Taty chodzilam na rozmowy z osobami duchownymi i
    nazamawialam mnostwo mszy sw. w intencji Taty. W Czestochowie mozna
    zamowic msze sw. ktore sa odprawiane przy Cudownym Obrazie
    codziennie przez 25 lat. Rozmawialam z wirtualnymi ksiezmi,
    zamawialam modlitwy przez Internet. No i spisuje kazdy taki "dziwny"
    przypadek, obserwuje moje zycie i powiem Ci, ze jak sie na te
    zapiski spojrzy z perspektywy czasu, to czasami dreszcze mnie
    przechodza, bo troche tego jest. Nie pozwole tez na to, zeby
    ktokolwiek zapomnial o Tacie. Jego zdjecia sa na honorowym miejscu.
    Bliskim tez podarowalam jego fotografie. Spisuje tez wszystko, co mi
    przychodzi do glowy tak, aby dobrze go pamietac po latach. Wszystkie
    zwyczaje, wszystkie powiedzenia tak, zeby nic nie ucieklo z glowy.
    Takze na tym forum wciaz poszukuje dowodow na to, ze zmarli sie
    kontaktuja z nami. Kazda taka relacja bardzo mnie cieszy. Byc moze w
    ten sposob my, ktorzy pozostalismy zobaczymy, ze nie jestesmy sami,
    ze inni tez cos dziwnego przezyli, ze cos w tym jest. Moze
    znajdziemy pocieszenie, moze bedziemy potrafili uwierzyc, ze jednak
    cos jest po tej drugiej stronie.

    Oprocz tego zabralam sie za pomaganie innym. Juz nie boje sie
    smierci, skoro Bog nie chce mnie stad zabrac i uwaza, ze to jeszcze
    nie moj czas, widocznie mam cos do zrobienia na tym swiecie. Chce
    wiec Mu to ulatwic i szybciej spelnic swa powinnosc. Zaczynam
    pomagac innym. Dzis po raz pierwszy oddalam pol litra krwi!
    Przynajmniej mam poczucie, ze moje zycie jeszcze sie komus przydaje.
    Planuje tez prace jako wolontariusz przy hospicjum. Za zycia Taty
    unikalam tego tematu, zeby "nie zapeszac". Teraz czuje, ze moje
    miejsce jest przy umierajacych i przy tych, ktorzy cierpia tak, jak
    ja.

    Ja rzeczy Taty oddalam do schroniska dla mezczyzn. Meble usunelam.
    Moj Tatus przed smiercia bardzo cierpial. Wydawalo mi sie, ze ten
    pokoj byl po prostu przesiakniety jego cierpieniem. Zaraz po smierci
    zrobilam generalny remont. Dla siebie, zebym w ogole mogla tam wejsc
    (wczesniej, ile razy wchodzilam, tyle razy mialam przed oczami jego
    cierpienie. Po prostu "wyrzucilam" to cierpienie z domu) i dla
    niego. Zeby mial (nadal) jasny i kolorowy pokoik. Szare, brudne
    tapety wymienilam na jasne i kolorowe. Ciezkie, ciemne meble
    zamienilam na jasne i lekkie. Zostawilam tez sobie na pamiatke
    rzeczy, z ktorymi najbardziej byl zwiazany i kilka ubran, ktorych
    nie pralam, a ktore jeszcze nim pachna.

    Uwazam, ze nie powinnas watpic w kontakt Twojego Taty z synem.
    Polecam ksiazke, w ktorej opisane sa przypadki ADC (komunikacji
    posmiertnej) "Pozdrowienia z niebios". Sa to zgromadzone liczne
    relacje ludzi, ktorzy twierdza, ze zmarli skontaktowali sie z nimi.
    Ksiazka ciekawa, pisana przez naukowcow, ktorzy przeprowadzali takie
    badania. I choc wiele opisow mozna podwazyc, to mozna tam znalezc
    cos dla siebie i pewne pocieszenie. Mnie dopiero teraz otwieraja sie
    oczy na to, ze takie rzeczy, o ktorych pisaly niektore osoby tu na
    forum rzeczywiscie sie zdarzaja (odczuwalna obecnosc zmarlego, glos,
    dotyk) No i czesto jest wlasnie tak, ze zmarli, aby dac nam znak,
    komunikuja sie z kims innym, bo nie kazdy potrafi takie sygnaly
    odbierac. Dlatego nie lekcewaz relacji Twojego syna.

    Pozdrawiam.
  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 16.04.08, 13:49
    Proszę się trzymać i dac sobie tyle czau,ile Pani potrzebuje.Powiem
    Pani,że ból nigdy nie mija,mało tego,z każdą chwilą jest
    gorzej.Dlaczego?Bo na każdym kroku doznajemy straty-potrzebny jest
    bliski,którego juz nie ma...Widac to każdego dnia.Chciałoby sie
    powiedzieć(w naszym wypadku Tatusiowi),że zdarzyło sie to czy
    tamto.Ze zrobilismy to,że ten to bee,a tamten to
    cacy.Pogadać,zapytac o radę,razem spędzać czas.Ale to juz nie
    możliwe.Dlatego często rozmawiam z Tatulkiem w myślach.Nawet nie
    wiem,czy mnie słyszy.Ale rozmawiam,prowadzę monolog,kiedy idę do
    pracy,wracam z niej,zasypiam.Nie przyjelam jeszcze do wiadomości,ze
    mojego Ukochanego Tatusia nie ma.Boje sie tego strasznie.Że mi serce
    peknie,że rzeczywistość to jednak straszna tortura.Prosze robic
    wszystko dla Niego,tak żeby wiedział,że Jego nauki nie poszły w
    las.Ja żyje według nauk mojego Tatusia.Nigdy mnie nie zawiodły.W ten
    sposób odkryłam,ze jestem blisko Tatusia,najbliżej jak się da.Bo
    przeciez kontynuuje Jego dzieło,jego filozofię,dzielę sie jego
    światem,spojrzeniem na otoczenie...
    W niedziele skończyłby 62 lata...Będzie spotkanie Rodzinne.Będą
    wspomnienia.Dla Tatusia to wszystko.Dla Ukochanego,Jedynego
    Mężczyzny,którego kocham nad życie bezmiennie...
  • 19.04.08, 01:13
    Witam.

    Dziekuje za slowa otuchy. Tak bardzo sie ciesze, ze spotykam tu
    osoby, ktore czuja dokladnie to samo, co ja. Wiem, ze w moim wielkim
    cierpieniu nie jestem sama.

    Ja tez rozmawiam z Tata zarowno w myslach, jak i na glos, wieczorem
    przy tradycyjnej wieczornej herbatce, ktora zwyklismy pijac we
    dwoje. Opowiadam o tym, jak minal dzien, co mnie cieszy, a co boli.

    Duzo spie. Szczegolnie w dzien. We snie szukam mojego Tatusia. Teraz
    juz tylko tam go spotykam...

    Ja wiem, ze Tata umarl, przyjelam to do wiadomosci, ale nie chce
    zaakceptowac tego faktu. To jakis moj wewnetrzny bunt tak, jakbym
    miala na to wszystko jakis wplyw...

    Ja podobnie, jak Pani staram sie kontynuowac zwyczaje Taty,
    pielegnuje wspomnienia zwiazane z nim, zyje wedlug jego nauk.

    Dzis ja obchodzilam jego urodziny. Dzis skonczylby 70 lat. Byla
    msza. Byly wspomnienia. I po raz pierwszy bylam sama...

    Pozdrawiam.
  • Gość: gierelka@interia.p IP: *.uml.lodz.pl 21.04.08, 15:00
    Ja tez obchodzilam Tatusia Urodzinki.Tylko ze wczoraj Skonczylby 62 lata.Taki
    mlody,taki zdolny,taki cudny...Puscilam sobie glosno Franka Sinatre,którego
    ubostwial i wyobrazalam sobie,jakbysmy szaleli...Tak go kocham i tesknie i nie
    wierze i nie pogodzilam sie z ta myślą,że Jego,Miłości Mojej, nie ma...
    Musimy byc dzielne,i spac duzo :),by wtedy Tatusiowie nam sie czesto
    snili...Serdecznie pozdrawiam,i w chwilach smutku,prosze pisac.Na pewno odpisze!!!
  • Gość: modlishak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.08, 18:30
    Jak ci się śni smutny to się módl w intencji jego duszy, chyba że nie jesteś
    chrześcijanką co komplikuje sprawę. Pochodzę z rodziny `jasnowidzów` dziadkowie
    od strony mamy i moja mama umieli przepowiadać przyszłość i kontaktować się ze
    zmarłymi. U mnie(NA SZCZĘŚCIE) nie wystąpiły objawy, tego że mam taki dar i
    szczerze mówiąc nie chcę go mieć, bo jest on prawdziwym przekleństwem dla tego
    kto go posiada. Moja mama potrafiła spojrzeć na człowieka i powiedzieć kiedy
    umrze...dziękuję Bogu że mnie tym nie obarczył...
  • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.08, 23:24
    Dają nam znaki, albo bezpośrednio, albo poprzez ludzi.Przychodzą do
    nas w snach, ze swoimi prośbami.
  • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 00:08
    Chciałam, jeszcze dodać, że po zmarłym, nie można za dużo płakać i
    myśleć, ponieważ utrudniamy w przejściu jego duszy, do wyższego
    wymiaru. Po śmierci, swojej znajomej, co przychodziłam do niej na
    cmentarz, to za każdym razem, nad grobem, bardzo płakałam, bo tak za
    nią tęskniłam i było mi bardzo jej brak.Znałyśmy się 35 lat. Pewnej
    nocy przyśniła mi się i powiedziała, że "tonie". To znaczy, że moje
    łzy, to spowodowały. W dzień, kiedy była w kościele msza św.za jej
    duszę, nie mogłam być, bo zachorowałam. W tym samym czasie-jak
    odbywała się msza, leżąc chora w łożku-zasnęłam i.....przyśniła mi
    się moja zmarła znajoma, ubrana cała w czerni z zapytaniem, czy Ją
    kocham-odpowiedziałam, że TAK i obie w tym śnie-się objęłyśmy i
    pożegnałyśmy"takie to było ostatnie pożegnanie". Dodam jeszcze, że
    kiedy skonała w szpitalu, to w moim pokoju w tym samym czasie-dała
    znak - następujący: usłyszałam silne uderzenie ręką o obudowę
    telewizora. Napiszę, jeszcze więcej, że moja znajoma, przed pójściem
    do szpitala tj.przed śmiercią, w jednym kącie swojego pokoju
    słyszała-tykanie zegara.
    Tak się składa i oto muszę zapytać księdza, że kto umiera z moich
    bliskich czy znajomych - daje mi znaki słyszalne.
    Po śmierci moich bliskich, były na przykład-słyszalne kroki po
    schodach i dzwonki do drzwi.
    Uważam, że tamten ŚWIAT ISTNIEJE i jest na pewno Pan Bóg.
    Dlatego, możemy pomóc tylko modlitwą, a jeszcze lepiej mszą św. i
    pamiętajmy, żeby się modlić, za "dusze w czyścu cierpiące".

    Ze stratą bliskich trzeba sie pogodzić-wiem, że ciężko-moja MAMA
    zmarła 1,5 roku temu.Jest mi trudno, bo nie mam nikogo-zostałam
    całkowicie sama, na tym świecie.Są znajomi, ale oni mają swoje
    rodziny i tak na prawdę-to wcale mi łatwo nie jest, ale jakoś żyć
    trzeba. Czas ucieka...wieczność czeka-amen.
  • 19.04.08, 01:35
    Czesc

    Dziekuje za Twoja relacje. Zazdroszcze Ci tak wielkiej wiary w
    TAMTEN SWIAT. Ja ciagle szukam dowodu nie do podwazenia. Teraz
    czytam ksiazke o komunikacji posmiertnej. Okazuje sie, ze istnieje
    bardzo wiele sposobow takiej komunikacji. Odczuwanie obecnosci,
    odczuwanie zapachu, odczuwanie dotyku, glos, wizje na jawie i we
    snie. Zanim jednak siegnelam do tej lektury juz kilka osob
    opowiadalo na tym forum, ze odczuwali obecnosc, czy energie
    zmarlych, dotyk, kroki, a nawet slyszeli glos.

    Ja osobiscie nie mialam takich doswiadczen, zreszta chyba za bardzo
    bym sie bala, ale mialam dwa zastanawiajace sny, w ktorych
    rozmawialam z Tata. Dokladnie miesiac po smierci przysnil mi sie
    Tata zdrowiutenki i powiedzial, ze Pan Bog go wskrzesil. W drugim
    snie powiedzial, zebym na niego tak nie czekala, ze nie moze do mnie
    przychodzic kiedy chce. I od tamtej pory prawie mi sie nie sni. Dwa
    razy jeszcze mialam taki przypadek, ze gdy go zobaczylam we snie i
    uswiadomilam sobie, ze przeciez Tata nie zyje, ze musze z nim
    porozmawiac, natychmiast sie obudzilam.

    Migalo rowniez swiatelko zawsze o jednej porze, zawsze w czasie
    modlitwy za Tate, zawsze w godzinie jego smierci.

    Inne znaki, to zwykle zbiegi okolicznosci. Bylam gdzies, gdzie nie
    powinno mnie byc i na rozne dziwne sposoby dostawalam odpowiedzi na
    nurtujace mnie pytania.

    Z relacji wielu osob mozna wywnioskowac, ze po smierci zmarlych
    zaczyna "siadac" elektronika. Przypadek?

    Jestem ciekawa, co na to wszystko Kosciol. Ja nie mam takiego
    znajomego ksiedza, ktoremu moglabym zaufac. Jak juz zapytasz swojego
    ksiedza, daj znac, co Ci powiedzial.

    Pozdrawiam.
  • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.08, 02:41
    Osimiorniczko-możesz sama, zapytać się księdza, przez meila.
    Rozmawiałam z księdzem, przez internet.
    Mam problemy z odnalezieniem Twojego forum-napisz do mnie na:
    basia22610@wp.pl podam Tobie, adres meilowy do księdza.
    Osimirniczko, a może to nie przypadek, że bedąc tutaj, pirwszy raz-
    zauważyłam Twój post i na niego odpowiedziałam. To opiszę Tobie ,
    jeszcze coś, co zdarzyło się w mojej rodzinie.
    Mój dziadek, odszedł pierwszy. W 12 lat, po odejściu dziadka,
    umierała moja ciocia.Była wierząca, często chodziła do spowiedzi i
    komunii.Nie każdy, człowiek umiera nagle i już, jego nie ma.
    Przeważnie, odchodzenie jest etapami-następują kolejne zapaście-
    podczas jednej takiej zapaści-moja Ciocia,powiedziała głoŚNO: "jaka
    jest piękna zielona łąka-Tatusiu poczekaj, nie odchodź". Tatuś-to
    mój dziadek, a cioci Ojciec.
    Przed śmiercią mojej -Mamy, tez miałam znaki w swoim mieszkaniu, ale
    o tym, to juz nie będe pisać.
    Opiszę Tobie inne zdarzenie. Kiedyś myślałam, żeby zapisać się do
    chóru kościelnego.Odkładałam swoję decyzję z dnia na dzień, żeby
    podejść do pobliskich parafii i się popytać, ale...pewnego dnia,
    poszłam na pocztę, coś wysłać i w kolejce przede mną, stał Pan.Nie
    znałam Pana. Jak to w kolejce, nie rozmawialiasmy za dużo, a na
    pewno, nie na temtat- chóru. Pan z poczty wyszedł pierwszy, a Ja za
    parę minut, po nim. Szliśmy obydwoje, w tym samym kierunku, przez
    około, trzy minuty, w pewnym momencie Pan sie zatrzymał i zapytał
    mnie, czy może zachciałbym, przyjść na próbę chóru do kościoła -
    "szczęka mi opadła z wrażenia". Opowiedziałam, to mojej kuzynce-
    osoba bardzo oczytana i religijna. Odpowiedziała, że to są dusze
    czyścowe, które przybywają, do nas pod ludzką postacią, Żeby nam
    pomóc. Na potwierdzenie swoich słów, opowiedziała mi, o pewnym
    zdarzeniu, ale juz nie bedę o tym pisać, żeby KTOS, przypadkiem, nie
    powiedział, że zmyślam. To wszystko, co napisałam, na tym forum do
    Ciebie-JEST ABSOLUTNĄ PRAWDĄ.
    Twój TATA, na pewno jest szczęśliwy, tam gdzie jest. Nie myśl o nim,
    tak dużo, nie ściągaj jego, swoimi myślami - daj jemu przejść do
    wyższego wymiaru, bo tam jest teraz, jego droga. Jak trzeba, będzie
    Tobie pomóc - to na pewno pomoże, ale teraz, bez potrzeby"nie
    zamęczaj jego-swoimi myślami i nie płacz.Zmarli nie lubią łez, tylko
    modlitwę. Oni tam, już nie mogą się modlić, ale my za nich -TAK.
    I przy każdej modlitwie, trzeba się modlić, za dusze czyścowe -
    trzeba im pomóc, żeby przeszły dalej. To wszystko - trzymaj się i na
    razie nie myśl o śmierci, bo ŻYCIE I RADOŚĆ PRZED TOBĄ - pozdrawiam
    Basia
  • Gość: ree IP: *.cdma.centertel.pl 18.09.11, 19:52
    witam 2tygodnie temu umarł mi tata.DZisiaj miałam sen .Tata rozmawiał ze mna we snie powiedzial zadoWOlonym glosem cyt./''jestem tylko w opakowaniu, ale ja dalej zyje''.to znaczy ze Moj tata jest juz w drugim swiecie u Boga.Trzeba pozwolic IM Odejsc .....
  • Gość: Bożena IP: 212.14.54.* 25.10.08, 21:36
    Cześć! Ja 8 października też straciłam ojca. 5 lat temu mamę.
    Nie założyłam rodziny i też czuję się teraz strasznie.
    Tata zmarł tak nagle i niespodziewanie, że nie mogę się pozbierać.
    W styczniu tego roku skończył dopiero 70 lat.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie było mnie w domu. A
    siostra, która usłyszała huk pomyślała, że coś spadło i nie poszła
    sprawdzić co sie stało. Jak wróciłam do domu to nie zajrzałam do
    pokoju taty co zawsze czynię a tym razem nie i dopiero po jakimś
    czasie siostrzenica znalazła Go na podłodze. Niestety było już za
    późno. Nie mogę sobie darować, że nikt mu nie pomógł. Jestem
    przekonana żeby żył. Nigdy ale to nigdy sobie tego nie wybaczę.
    Skarżył się na bóle w plecach a my myślałyśmy, że to od kręgosłupa.
    On też tak zresztą mówił.
    Nikt nie zauważył, że to serce bo nigdy na serce nie chorował. Mama
    chorowała na serce a umarła na raka a tata chorował kiedyś na raka i
    wyszedł z tego a umarł na serce.
    Jest mi tak strasznie pusto i smutno. Tak to jest jak się nie ma
    swojej rodziny. Sistra żyje swoim życiem. Koleżanki mają swoje
    rodziny i mają czas tylko kiedy mogą. Nie dziwię im się zresztą.
    Mam ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić! Ale nie to jest osiągalne.
    Do każdej pracy się zmuszam. Wiara moja też oklapła. Mam ogromny żal
    do Boga, że mi zabiera kochane osoby a osób, które sprawiają mi w
    życiu wiele problemów ode mnie zabrać nie chce.
    Tato proszę przebacz mi, że Ci nie pomogłam. Że nie było mnie
    wtedy w domu i że jak przyszłam nie zajrzałam do Ciebie od razu.
    Przebacz mi wszystko proszę Cię!!!
    Chcę tylko jeszcze powiedzieć, że tata zmarł w środę, a przyśnił
    mi się w pierwszą niedzielę. Śniło mi się, że siedziałam w kuchni w
    niedzielę przy śniadaniu i że tata przyszedł z kościoła (zawsze
    chodził na 8 a o 9 wracał) wszedł do kuchni uśmiechnięty i coś mówił
    a ja zdziwiona niepomiernie patrzyłam i myślałam: przecież on nie
    żyje. Poszłam za nim do jego pokoju i zobaczyłam jak stoi przy
    segmencie w niebieskiej koszuli. A w drugiej części pokoju
    zobaczyłam drugą postać taty bez koszuli.
    Od razu w tym śnie pomyślałam, że ta na wpół rozebrana postać to
    duch taty i że jednak nie żyje. Obudziłam się i nie wiem co mogłoby
    być w tym śnie dalej. Byłam nieszczęśliwa, że jednak to prawda że on
    nie żyje. Cały czas marzę, żeby jego śmierć była nieprawdą. Żeby
    okazało się to tylko złym snem.
    Natomiast moja mama jak mi się śni to mam zawsze jakieś kłopoty.
    To już sprawdzone. Zawsze mi się śni, że jest chora albo że nie
    umarła na raka tylko gdzieś zaginęła i nikt nie wie gdzie.
    Cały czas męczę się w tych snach bo nie wiem gdzie ona może być.
    Dzisiaj mi się przyśnił też tata, że wręczał mojej płaczącej siostrze
    zapakowana ładnie dośc duże pudełko. Powiedział tylko, żeby go dała
    mojej siostrzenicy, że jest to zegar-budzik jak nie będzie chciała
    wstawać do szkoły. Coś tak to brzmiało. Dokładnie nie pamiętam.
    Dziwne dla mnie jest to, że ludzie urywają jakoś kontakt z
    osobami, które kogoś straciły jakby same bojąc się, że "się śmiercią
    mogą zarazić". Czy też to tak odczuliście? Czy może ja jestem za
    bardzo przewrażliwiona?
    Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!

  • Gość: Lurven IP: *.adsl.inetia.pl 27.04.08, 14:02
    Mój Tato zmarł 7 lat temu, miałam wtedy 14 lat. Bardzo przeżyłam Jego śmierć choć nie pokazywałam tego po sobie. Musiałam być "tą" silniejszą i pomóc zarówno mamie jak i bratu. Moja żałoba przyszła później, a wraz z nią nieuniknione pytania. Dlaczego? Gdzie on teraz jest? Jak mu jest? Czy za mną tęskni? Zastanawiałam się tez nad kwestiami religijnymi - dlaczego Bóg mógł na to pozwolić? Przecież Tato był taki młody... Doszło do mnie, że Tato nie zobaczy wielu rzeczy związanych ze mną, mojej studniówki, mojego wesela, nie będzie brał udziału w moim życiu... Ale trzeba było sie z tym pogodzić...
    Jak? Dziwne ale mi bardzo pomogła mi moja wyobraźnia i sygnały, które głęboko wierzę, dostałam od Taty. Wielokrotnie zabawki, które dostałam od niego były przeniesione na moje łózko, choć wszyscy z domowników zarzekali się, iż tego nie zrobili. Kilka razy czułam Jego obecność, a nawet śniłam bardzo realistyczne sny, w których rozmawialiśmy o nim i o tym, że nie żyje. Te krótkie "spotkania" i znaki podnosiły mnie na duchu, wiedziałam, że Tato "gdzieś tam" jest i pamięta o mnie. Co prawda odeszłam od tamtej pory od Boga, bo ta wiara nie daje mi oparcia w czasie smutku i żałoby, ale to nie wyklucza istnienia życia pozagrobowego. Nie warto też zastanawiać się czy zmarli o nas pamiętają, bo na pewno tak jest. Kochali nas, więc ta miłość tak prędko nie wygaśnie.
    Przez te wszystkie lata tłumaczę sobie, że Tato był tak dobrym człowiekiem, iż zasłużył na wieczny spokój i szczęście, nawet bez nas, bo w końcu kiedyś do niego dołączę, zarówno ja jak i moja mama i brat...
    Jest szczęśliwy i ta myśl uspokaja moje serce. Nie ważne kiedy go zobaczę. Za rok, 10 lat czy 50... Ale spotkam go, w tym lepszym i szczęśliwszym świecie.
    A teraz, warto żyć, bo mimo takich rozstań, życie jest naprawdę piękne...
  • 28.04.08, 13:10
    Czesc

    Dziekuje Ci bardzo za Twoja relacje. To dla mnie bardzo wazne.
    Ludzie zazwyczaj nie chca o takich rzeczach mowic. Boja się, ze
    zostana wysmiani. A ja uwazam, ze takie znaki w tych niezwykle
    ciezkich momentach dodaja nadziei i sily do zycia. Tym wiekszej,
    jeśli slyszymy o nich nie z telewizji, ale od zwyklych ludzi. Stad
    wlasnie mój watek na tym forum.

    Ja przechodze teraz dokladnie to samo, co Ty przechodzilas jakis
    czas temu. Wciąż zadaje sobie pytanie dlaczego. Wiem, ze to się
    stalo, ale nie umiem tego faktu zaakceptowac. Tym bardziej jest mi
    wstyd, bo uwazam się za katolika. Nie buntuje się przeciwko Bogu.
    Wiem, ze zrobil dla mnie i mojego Tatusia bardzo duzo. Wiem, ze Bog
    jest. A to przeciez powinno być takie proste. Wierze w Boga, to
    przyjmuje jego nauke. A on mowi, ze nasze zycie nie konczy się w
    chwili smierci, ale się zaczyna. Takie to proste, a ja ciagle zadaje
    sobie pytanie gdzie jest mój Tatus i czy w ogole gdzies jest. Poza
    tym boje się, żeby nie przestal mnie kochac.

    Musze Ci powiedziec, ze zazdroszcze Ci tak wyraznych sygnalow od
    Taty. Jeśli rzeczywiscie nikt z domownikow nie przeniosl tych
    zabawek żeby Cie pociesazyc, mysle, ze na pewno zrobil to Twój Tata.
    Takie rzeczy naprawde sie zdarzaja. Masz wyjatkowo silny kontakt z
    Tata. Jak dlugo po smierci Tatusia odbieralas swoje sygnaly?


    Pozdrawiam.
  • Gość: Lurven IP: *.adsl.inetia.pl 29.04.08, 09:54
    Cześć,
    miło mi, że odpisałaś na mój post... Nie spodziewałam się tego szczerze mówiąc.
    Cieszę się, jeśli pomogłam Ci w jakikolwiek sposób. Uważam, że nie należy się
    takich rzeczy wstydzić. Są one częścią naszego życia.
    Śmierć kogoś bliskiego to wielka strata, wielki ból i cierpienie. Wiem z
    doświadczenia jak ważne jest wsparcie innych, nawet wirtualnych i nieznajomych
    osób... Pozwala to na pogodzenie się i zrozumienie dlaczego stało się tak, a nie
    inaczej...

    Mówisz o swoim strachu, o bojaźni, o zadawaniu sobie pytań dlaczego i gdzie.
    Szczerze mówiąc nie ma jednej recepty na odpowiedź, każdy musi znaleźć swój
    sposób myślenia. Ja odeszłam od Boga, może nie tak dosłownie ale jednak. Ty nie,
    skoro tak to spróbuj uwierzyć, że coś później jest. Zrób to co ja
    niejednokrotnie robiłam. Wyjdź na spacer, popatrz na niebo, poczuj dotyk słońca
    na Twojej twarzy, pozwól powiewowi wiatru rozczesać Twoje włosy, zamknij oczy i
    pomyśl, że to Twój Tatuś, że to on głaszcze Cię po włosach, całuje w policzek.
    Twoje serce napełni się spokojem, poczujesz ciepło i łzy wdzięczności. To
    przepiękne uczucie, może pozwoli Ci się uspokoić, uwierzyć, że Tato jest i nadal
    Cię kocha...

    Załączam Ci wiersz mojego autorstwa, adekwatny do tej sytuacji, może Ci pomoże...

    "Miłość jak..."

    Wyobraź sobie, że miłość
    jest jak promienie słońca
    Czujesz ich ciepło na policzku, ustach,
    raz lżej, raz mocniej
    -to jego pocałunki

    Wyobraź sobie, że miłość
    jest jak lekkie tchnienie powietrza
    Owiewa Cię całą,
    muska Twoją suknię,
    bawi się Twoimi włosami
    -to jego dłonie

    Wyobraź sobie, że miłość
    jest jak szelest liści
    Słyszysz je dobrze,
    raz przed Tobą, raz za Tobą,
    raz ciszej, raz głośniej
    -to jego kroki

    Wyobraź sobie, że miłość
    jest jak echo
    Przenika Cię całą,
    słuchasz go i nie chcesz przestać
    -to jego słowa

    Wyobraź sobie, że miłość
    jest jak wiatr
    Wszechobecny i wszechogarniający
    Nie widzisz go, ale czujesz
    -to jego uczucie


    Pozdrawiam Cię ciepło....
  • Gość: G IP: *.atmitv.pl 12.12.11, 16:12
    troszkę czasu minęło od początku wątku i Twojego postu. Ja chciałąm Ci powiedziec, zebys się nie martwiła, ze nie dostajesz znaków. Najprawdoipodobniej Twój Tata już jest szczęśłiwy oglądając Jasne Oblicze Pana Boga i cieszy się Szczęsciem Wiecznym. Podobno, jak się zmarli snią, powinno się za nich pomodlić, tego oczekują. W ogóle oczekują modlitwy. Ja mojego Ukochanego straciłam 1,5 miesiąca temu. Od tamtego czasu duzo się za niego modlę, zamawiam msze, msze gregorianskie. Wiem, ze to mu pomaga, mnie tez. Po jego odejsciu spotkałąm przypadkowo bardzo wielu ludzi i wiele sytuacji, które upewniły mnie w przekonaniu, ze na ziemskim zyciu się nasze posłannicwto nie kończy. A naszym ziemskim zadaniem jest wsparcie tych, którzy odeszli. Przez modlitwę - inaczej się nie da. Oni mogą wstawiać się za nas. Stąd wiele przypadków poczucia opieki ukochanych, którzy odeszli.
    I nie wolno płakac. To ich obciąza, sprawia im ból. Tamta rzeczywistość jest inna- niezrozumiała dla nas, tak jak i tamte emocje, odczucia, umiejętność pojmowania. Od wielu osób słyszałam, ze zmarli snili się i prosili, zeby nie płakac za nimi, bo ich to boli. Musimy sami poradzic sobie z naszym egoistycznym ziemskim bólem, poczuciem straty. Egoistycznym, bo w gruncie rzeczy osoby, które "przechodzą" są szczęsliwe, to my je zatrzymujemy naszymi emocjami i łzami. Potrzebujemy znaków, poczucia, że są koło nas. Oni zawsze będą się nami opiekować, ale ni etrzymajmy ich na ziemi. Pewnego wieczoru mojej kolezanki mama, wiele lat po stracie syna, zaczęłą głaskac, całowac zdjęcie syna i płakac. Przysnił jej się tej noc prosząc, żeby nie głaskała i nie całowała jego zdjęcia, bo go to boli. Ja mojemu Skarbowi obiecałam (mówiąc do jego zdjecia), ze postaram się go nie obarczac moimi łzami, ze bardzo go kocham i dlatego postaram się byc silna, zdjęcie drgneło. Nie wiem, cvzy to był znak, czy drgnęło pod wpływem mojego oddechu, ale mówiłam b.cicho i stałam w pewnej odległości. W kazdym razie wiem, ze Pan Bóg wszystko co robi nie robi dla karania nas, to nie jest złe, ale trzeba wiele refleksji i wiary, zeby zrozumieć o co może Mu chodzic. Czuję, że Mój mi pomaga, wiuem, ze mam jakąs misję do spełnienia, której jeszcze nie rozumiem.
    Na marginesie, słyszałam, ze tzw. "gregorianki" są najskuteczniejszym narzędziem do wyproszenia u Pana Boga wyzwolenia z win dusz pokutujących. Ważna też jest każda modlitwa, każda Eucharystia, każda msza (dwa ostatnie punkty przede wszystkim).
    Tez czekam az mi Skarb da znac, że już jest sczzesliwy i może odpocząc...
  • Gość: Liselle IP: *.chello.pl 27.04.08, 14:14
    Kochane moje, jak tak czytam te wasze zwierzenie to aż łzy mi się cisną do oczu.
    Bardzo wam współczuję utraty tych najbliższych osób.

    Moi dziadkowie ze strony mamy zmarli już kilkanaście lat temu (babunia urodziła
    mamę bardzo późno bo w wieku 40 lat) Strasznie to przeżyłam. Wtedy
    rozchorowałam się na tarczycę - od stresu i histerii w jaką wpadłam.

    Już po pogrzebie, któregoś wieczoru, nie pamiętam czemu zostałam sama w domu.
    Siedziałam w łóżku i oglądałam wspólne zdjęcia z babunią. Chyba już nawet
    płakałam "suchymi" łzami- łapały mnie już suche spazmy. W pewnym momencie nad
    głową usłyszałam pukanie - trzy razy. A była to godzina koło 23. Podniosłam
    głowę znad albumu ale pukanie ustało więc wróciłam do oglądania. I ponownie
    pukanie i głos babuni - wyraźny, mocny: nie płacz Oksaniu, ja jestem. Od tego
    momentu ogarnął mnie spokój. Wiem że jest.

    Po śmieci dziadzia (który bez babci po prostu zaczął więdnąć) rodzice pojechali
    do szpitala. Ja znowu zostałam sama. Latalam po całym domu jak zwierze w klatce
    ze swetrem dziadka przyciśniętym do nosa (pachniał nim). Nie mogłam sobie
    miejsca znaleźć.

    Dziadzio, jak przyjeżdżał do nas miał swój pokoik. W pewnym momencie drzwi do
    tego pokoju sie otworzyły z klamki!!!! na taką szerokość aby człowiek mógł
    przejść, usłyszałam kroki dziadka- chodził specyficznie- nie dałoby się go
    pomylić, szedł w moim kierunku. Ucichły przy mnie ja poczułam niesamowite ciepło
    i kroki zaczeły się oddalać w kierunku pokoju. Drzwi znowu sie otworzyły i
    zamkneły. Dostałam szaleju pognałam do tego pokoiku z wrzaskiem "dziadziu"
    Wpadłam tam jak burza, ale nikogo nie było.
    W przypływie racjonalnego myślenia, obeszłam całe mieszkanie by sprawdzić czy
    nie było przeciągu. Nie było, nie miało prawa być, bo wszystkie okna były
    zamknięte na mur!!!
    Dwa lata temu zmarł mój cioteczny brat- 27 lat, z którym byłam bardzo blisko.
    Nagle, znienacka, położył się spać i już się nie obudził.

    Którejś nocy, poczułam, że ktoś mnie dotyka po włosach. Obudziłam sie . Na
    krawędzi łóżka siedział mój brat. Nawet pamiętam jak był ubrany. Znowu miał
    swoje długie włosy zebrane czarną frotką (ściął jakiś czas przed śmiercią,
    prawnikowi nie wypadało chodzić w lokach ). Niebieską koszulkę polo i jeansy.
    Uśmiechał się. Po chwili wstał i ....jakbym obudziła sie znowu. Mama opowiadała
    potem, że miała takie samo przeżycie.

    Zresztą miała też po śmierci babci swojej. W nocy obudziło ją zimno. Otworzyła
    oczy i zobaczyła swoją babcię. Spódnica buty, postura. Nie widac było twarzy bo
    obraz im wyżej tym bardziej się rozmywał, ale mam babcię poznałaby wszędzie.
    Patrzyły chwilę na siebie, po czym mama znowu usneła. Rano, oprócz kołdry,
    nakryta była czerwonym, ulubionym sweterkiem babci...

    Znajomej mojej mamy odeszła mama. Którejś nocy znajoma miała sen: przyszła do
    niej jej mama z takimi słowami: No tak, ty sobie tu słodko śpisz w ciepełku a
    mnie sie na głowę leje".
    Przy nastepnej, dość szybkiej zresztą, wizycie na cmentarzu okazało się, że
    płyta była rozwalona na wysokości głowy zmarłej i rzeczywiście w czasie deszczu
    lało sie na trumnę.

    To tyle. Myślę, że takie zdarzenia to nie przypadek, nie wymysł.

    Zresztą przyśniła się również babcia (ze strony taty). Stała na pięknej łące,
    razem z moim bratem i powiedziała: "Teraz to już wy wszyscy będziecie do mnie
    przychodzić"
  • 28.04.08, 23:36
    Czesc

    Nawet nie wiesz, jak bardzo dziekuje Ci za Twoje relacje! Nie dosc,
    ze jest ich tak wiele, w dodatku sa naprawde bardzo wartosciowe.
    Potwierdzaja one po pierwsze, ze takie "dziwne zjawiska" jednak sie
    zdarzaja. Po drugie, z tego co widze, podobne doswiadczenia po
    smierci bliskich, miewa wiele osob wokol nas. Szkoda tylko, ze nie
    kazdy potrafi o tym glosno mowic. Po trzecie, co najwazniejsze,
    Twoje relacje dodaja wiary w zycie wieczne i nadziei na to, ze nasi
    bliscy sa obok nas. Radosc tym wieksza, ze o tych doswiadczeniach
    nie dowiadujemy sie tylko z telewizji, czy ksiazek, ale rowniez od
    zwyklych ludzi. Jeszcze raz bardzo Ci dziekuje. Mnie osobiscie Twoje
    slowa dodaja takze pewnosci, ze nie zwariowalam.

    Choc osobiscie stracilam wiele bliskich osob, ktore kochalam, to
    nigdy wczesniej nie mialam zadnych kontaktow z "tamtym swiatem".
    Dopiero po smierci najblizszej mi osoby zaczelam odczytywac pewne
    sygnaly. Dwa razy uslyszalam glos. Jeden raz glos Taty obudzil mnie
    w srodku nocy mowiac "halo!" Zupelnie, jakby mowil mi do ucha. Wtedy
    jeszcze nie wiedzialam, ze to moze byc zjawisko tzw. ADC (After
    death communication). Za drugim razem znowu uslyszalam czyjs glos.
    Uslyszalam, jak ktos mowi, ze "Zmarli maja juz zycie ulozone". Nie
    wiem, czyj to byl glos, ale ten glos mnie obudzil.

    Glos Taty slyszalam rowniez w podwojnym snie (snie we snie). Jednak
    chcialabym aby zdarzylo sie to na jawie. Zebym dostala taki znak,
    ktorego nikt nie moglby podwazyc. Tobie sie to udalo. Naprawde Ci
    zazdroszcze.

    Doswiadczenie z Twoim dziadkiem wyglada mi troche na ADC przed
    nadejsciem informacji o smierci. Mowilas, ze kroki dziadka
    uslyszalas, gdy rodzice pojechali do niego do szpitala. Mam pytanie.
    Czy wtedy, gdy slyszalas te kroki, wiedzialas juz, iz dziadek nie
    zyje? Ja tez raz odnioslam wrazenie, ze slysze kroki Taty. On mial
    taki charakterystyczny chod.

    Bardzo duzo czytam teraz na temat ADC. Okazuje sie, ze zdecydowana
    wiekszosc kontaktow odczuwalnych (cieplo, o ktorym pisalas) oraz
    wizualnych, odbywa sie na lozku lub przy lozku odbiorcy. Czesto
    zmarli siadaja na lozku lub - jak opisujesz - glaszcza bliskich po
    wlosach.

    Relacja Twojej mamy o spotkaniu z babcia potwierdza wizje, o ktorych
    takze czytalam, ze czesto obraz zmarlego jest rozmyty. A sprawa ze
    sweterkiem... az przyprawia o dreszcze. Poza tym zmarli podczas
    kontaktow z nami przybieraja taka postac, jaka chca. Stad niektorzy
    zmarli pojawiaja sie dokladnie tacy, jacy byli w momencie smierci,
    inni sa duzo mlodsi, a dzieci potrafia sie pojawiac jako duzo
    starsze osoby. Najczesciej zmarli podczas takich kontaktow ubrani sa
    w swoje ulubione za zycia rzeczy.

    Bardzo Ci zazdroszcze tych kontaktow i tego, ze mozesz miec pewnosc,
    iz Twoi bliscy zmarli wciaz Cie kochaja i sa tuz obok.

    Wyglada na to, ze zarowno Ty, jak i Twoja rodzina jestescie osobami
    wyjatkowo receptywnymi i otwartymi na takie kontakty. Pisz, jesli
    znowu wydarzy sie cos niezwyklego!

    Pozdrawiam.

  • 29.04.08, 00:06
    Czesc

    Bardzo sie ciesze, ze coraz wiecej osob ma odwage mowic o swoich
    doswiadczeniach, znakach, wizjach, sygnalach. Nie bojcie sie pisac.
    Kazda relacja jest bardzo cenna. Kazda taka relacja dodaje wiary w
    zycie wieczne i nadziei, ze wczesniej, czy pozniej spotkamy sie z
    naszymi ukochanymi zmalymi.

    Opowiem Wam jeszcze cos. Wiecie juz o moim swiatelku, ktore mrugalo
    zawsze podczas modlitwy za Tate, zawsze w godzinie jego smierci,
    zawsze, gdy bylam sama. Skonczylo sie to po okolo 3 miesiacach. Bylo
    mi bardzo smutno, ze to sie skonczylo. Minal jeden tydzien, drugi,
    trzeci i nic. I wyobrazcie sobie, ze znowu sie odezwalo. Kiedy?
    Dokladnie w dzien urodzin, a nastepnie w dzien imienin Taty. To
    takze zaden dowod, ale ja zaczelam bardziej zwracac uwage na daty.
    Wam radze to samo. Odkrylam rowniez, ze takie wazne sny,
    z "przeslaniem" zdarzaja sie zazwyczaj w okreslone dni miesiaca.

    Moja kolezanka opowiadala mi na przyklad, ze po smierci Taty w
    rocznice slubu jej rodzicow - w godzinie slubu zadzwonil budzik,
    ktory zepsuty byl od lat.

    Wy tez zwroccie na to uwage, czy przypadkiem nie dzieje sie nic
    dziwnego w konkretne dni miesiaca, w rocznice, w urodziny, itd.

    Pozdrawiam.
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 17:06
    Tak ja tez mam takie wrazenie!!!!pozatym doswiadczylam juz pare razy
    dziwnych zdarzen(ze zmarłymi),a nawet ostrzezen ze strony
    zmarłych!!!!!
  • 04.05.08, 19:58
    Czesc

    Czy moglabys nam o tym opowiedziec?

    Pozdrawiam.
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.08, 12:37
    Zawsze kiedy ma sie zdarzyc cos niedobrego sni mi sie moja babcia-to
    taki pierwszy prosty przyklad.
    ostatnio kiedy ssiedzialam w domu sama rozkrecil mi sie sam kurek od
    gazu(buzowalo sie ostro)w calym mieszkaniu juz bylo czuc gaz,potem
    powtorzylo sie to mojemu ojcu(bylismy we dwoje w domu wtedy)i gaz
    terz byl rozkrecony na maxa i ani on ani ja nic niewstawiwlismy na
    gaz.wydaje mi sie ze to bylo jakies ostrzezenie bo w tym samym
    czasie u mojego brata zaczelo sie zle dziac(chodzi o sprawy rodzinne)
    mysle ze to ostrzezenie zeby temu zapopiedz bo polączyłam to z moimi
    snami z babcia i z tego wynika jednoznacznie ze to
    ostrzezenie.pozatym moja babcia czesto zreszta czuje jej obecnosc
    przychodzi puka w dzrwi .lapie za klamke(nie tylko ja to widze i
    slysze)wiec niemam halucynacji.a wam zdarzylo sie cos podobnego????
  • 14.05.08, 00:09
    Czesc

    Rzeczywiscie duzo osob twierdzi, ze zmarli ostrzegaja w snach przed
    smiercia lub grozacym niebezpieczenstwem. Malo tego. Zdarza sie, ze
    ratuja komus zycie. Ja osobiscie takich przezyc nie mialam. Za to
    czytalam w ksiazkach relacje ludzi. Wiele osob tu na forum wypowiada
    sie w podobny sposob.

    Wczesniej wydawalo mi sie, ze to zwykly zbieg okolicznosci. Teraz
    zupelnie zmienilam o tym zdanie. Zwlaszcza, kiedy moja siostra
    opowiedziala mi o tym, ze w Swieto Zmarlych przysnila sie jej nasza
    zmarla babcia, ktora powiedziala, ze w jeszcze tym roku umrze nasz
    Tatus (Tata byl wtedy jeszcze w dobrej formie). I rzeczywiscie
    umarl... kilka dni przed koncem roku.

    Napisz cos o tej klamce. Az dreszcz mnie przeszedl... Slyszycie
    pukanie i klamka sie rusza? Widzi to wiecej osob? Napisz tez, jesli
    potrafisz, jak wyczuwa sie obecnosc zmarlej osoby? Bardzo mnie to
    zastanawia, wszedzie o tym czytam, wiele osob to mowi, a ja nie mam
    podobnych doswiadczen i nie wiem, jak to sie odczuwa.

    Pozdrawiam.
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.08, 18:23
    Wiesz polecam Ci ksiazke wandy pratnickiej
    "opetani przez duchy w xx1 wieku oraz ksiege duchow-przeczytalamm
    ted dwie i naprawde wiele sytuacji mnie w nich zadziwilo!!! a jesli
    chodzi o pukanie do dzwi słyszalam ja i moj kolega na schodach bylo
    ciemno a za drzwiami nikogo niebylo (posprawdzalam nawet pietra)to
    bylo przerazajace!!!!!!!!klamke z kolei widzaialysmy z koleznkami
    (oczywiscie nikt nam niewierzy)wogole zamarlysmy wszystkie ja to sie
    balam oddychac!!!!bo ogolnie boje sie duchow!chodz bardzo mnie
    ciekawi ich temat!!!
  • Gość: Bartas IP: *.stusta.mhn.de 11.06.08, 22:09
    ja rowniez wierze ze oni istnieja. bylem przy smierci mojego taty i
    wiem ze cos jest po 2 stronie.tata czul ze zbliza sie smierc, zlozyl
    rece i zaczal sie modlic i w takiej pozycji usnal. w momencie
    smierci podniosl oczy do gory i rozlozyl rece ku gorze i umarl. nie
    moglem pogodzic sie z jego smiercia pewnego wieczoru rozmyslalem i
    plakalem ze nie pozegnalem sie z nim tak jak chcialem. i tej samej
    nocy we snie tata przyszedl do mnie powiedzial mi ze mnie mocno
    kocha i mnie przytulil. to bylo piekne spotkanie. rankiem mama
    powiedziala ze tata tez u niej byl. wogole po jego smierci mama
    slyszala zewnetrzny glos jakby zadawala w mysli pytania i on na nie
    odpowiadal... to bylo piekne
  • 12.06.08, 00:41
    Czesc

    To bardzo pocieszajace, co piszesz. Ja jestem katoliczka. Duzo
    czytalam na ten temat rowniez ksiazek i artykulow katolickich.
    Podobno niektóre umierajace osoby widza w momencie smierci Matke
    Boza lub Chrystusa. Moze zobaczyl ich takze Twoj tata?

    Wiele osob takze twierdzi, ze slyszy glos zmarlych dochodzacy albo z
    zewnatrz albo wewnatrz, cos w rodzaju telepatii. Ja tego nie
    doswiadczylam, ale moge powiedziec, ze ile razy mam jakies pytanie,
    czy watpliwosc, to zaraz dostaje odpowiedz bardzo czesto w nietypowy
    sposob.

    Ostatnio ciagle zastanawialam sie, czy moj Tata nadal mnie kocha.
    Cos mnie ciagnelo, zeby wlaczyc jego telefon komorkowy, ktorego nie
    uzywal juz od dawna. Nie wiem czemu, ale bylam pewna, ze tam bedzie
    jakas wiadomosc od Taty. Przeszukalam caly telefon i nic nie
    znalazlam. Zrezygnowana odlozylam na bok telefon i odeszlam. Chwile
    pozniej znowu na niego spojrzalam i... ujrzalam na wyswietlaczu
    wielkie serce. Taki wygaszacz ekranu. Wiadomo, ze ten wygaszacz
    ustawil na pewno moj Tata (choc ja sobie tego nie przypominam),
    jednak to taki mily znak, ktory byl odpowiedzia na moje pytanie. No
    i po prostu to czulam, ze w telefonie jest jakas wiadomosc od Taty.
    To tez bylo takie piekne...

    Pozdrawiam.
  • 12.06.08, 16:11
    tez mi sie tak wydaje. powiem Ci szczerze ze tata byl bardzo
    wierzacy. po jego smierci mama mi powiedziala ze jak chorowal
    przysnila mu sie matka boska i powiedziala ze niedlugo wezmie go do
    siebie. to bylo 2 raz w jego zyciu gdy snila mu sie matka boska.
    pierwszy raz nastapil przed moim urodzeniem, tata zapadl wtedy na
    straszna chorobe wszyscy mysleli ze juz z tego nie wyjdzie, jednak
    we snie matka boska powiedziala mu ze to nie jest jeszce jego czas
    ze wychowa jeszce 2 synow. i faktycznie rok pozniej urodzily sie 2
    blizniaki ja i moj brat:)
  • 12.06.08, 18:35
    Czesc

    Wyglada na to, ze Twoj tata mial specjalne chody u Matki Bozej :-)
    Powiem Ci, ze az mnie dreszcz przeszedl, kiedy czytalam Twoj post.
    Takie relacje dodaja mi otuchy i wiary. Czasem mi jej brakuje. To
    wszystko wydaje sie takim Matrixem. Ciezko jest wierzyc, ze jest
    cos, czego nie widac. Sobie samej tez nie wierze. Wydaje sie, ze
    dostalam dowod, ktorego szukalam. Powinnam sie cieszyc, a ja sobie
    samej nie dowierzam. Dlatego im wiecej takich relacji, jak Twoja,
    tym wieksza moja pewnosc i radosc.

    Pozdrawiam.
  • 12.06.08, 01:38
    Hej

    I jeszcze jedno. Zeby bylo jasne - piszac, ze szukalam "wiadomosci
    od Taty" - mialam na mysli jakiegos starego SMSa, zachowanego w
    skrzynce wiadomosci wyslanych.

    Pozdrawiam.
  • 12.06.08, 16:20
    i powiem jeszce ze od jego smierci mienely prawie 3 lata i od
    tamtego czasu nie przysnil mi sie juz... czasem zastanawiam sie czy
    jak juz przeszedl na druga strone kurtyny smierci czy moze miec
    jeszce z nami kontakt. czy on slyszy co sie do niego mowi np stojac
    nad grobem czy w innym miejscu. tyle razy modle sie by przyszedl do
    mnie we wsnie i nic::(czy jest jeszce mozliwe bym spotkal sie z nim
    we snie??
  • 12.06.08, 18:17

    Oczywiscie, ze spotkanie we snie jest mozliwe. Problem w tym, ze
    zmarli nie przychodza na zawolanie. A jesli sie pojawiaja w naszym
    zyciu, to nie zawsze tak, jak my bysmy sobie tego zyczyli. Dlaczego
    tak jest dowiemy sie dopiero po tamtej stronie.

    Kiedy ja stracilam mojego Tate bylam przekonana, ze zaraz mi sie
    przysni i uspokoi mnie, ze jest mu dobrze tam, gdzie jest. Myslalam
    o nim calymi dniami. A przeciez mowi sie, ze jesli o czyms ciagle
    myslisz, to wtedy sie to sni, a tu figa. Ciezko mi bylo
    go "naklonic" na rozmowe we snie. Az w koncu mi sie przysnil.
    Powiedzial, ze nadal zyje i ze Pan Bog go wskrzesil. Potem okazalo
    sie, ze bylo to dokladnie miesiac po smierci Taty. Za drugim razem
    powiedzial, ze nie moze do mnie tak czesto przychodzic. A w
    kolejnych snach, kiedy chcialam z nim porozmawiac o tym, jak mu
    teraz jest, od razu sie budzilam.

    Wydaje mi sie, ze zmarli czasem kaza nam czekac. Czesto chca pojawic
    w jakims wyjatkowym momencie. Tak, abysmy wiedzieli, ze to oni.
    Niestety my nie zawsze mamy mozliwosc odbierania sygnalow od
    zmarlych. Nie zawsze tez umiemy rozszyfrowac te sygnaly. Kiedy
    jestesmy zrelaksowani latwiej jest je odbierac i odczytywac. Kiedy
    jestesmy przemeczeni, powstaje jakis mur. Sama tego doswiadczam. Sa
    momenty, ze Tata sni mi sie czesto lub ze ja dostaje moje "znaki", a
    sa takie momenty, ze tygodniami nic sie nie dzieje.

    Raz bylo tak, ze moje swiatelko przestalo mrugac. I nie mrugalo
    przez kilka tygodni. Nagle znow zamrugalo, a potem znowu nic. I za
    kilka dni znow zaczelo mrugac. Kiedy spojrzalam do kalendarza
    okazalo sie, ze zaczelo mrugac dokladnie w urodziny i imieniny
    mojego Taty.

    Na Twoim miejscu prosilabym tate o takie spotkanie we snie i Pana
    Boga o zgode na to spotkanie.
    Czy Tata Cie slyszy? Na pewno. I widze to znowu po moich
    doswiadczeniach. Mam pytanie i zaraz dostaje odpowiedz. Czesto w
    dziwny sposob. Tak jest zmarlym o wiele prosciej kontaktowac sie z
    nami. Obserwuj uwaznie swoje zycie. Zadawaj tacie pytania i szukaj w
    swoim zyciu na nie odpowiedzi. Na pewno je znajdziesz.

    Pozdrawiam.
  • 12.06.08, 00:21
    Czesc

    Wiesz, gdybym sama nie przezyla podobnych historii, nigdy bym w cos
    takiego nie uwierzyla. Zawsze probuje wszystko wytlumaczyc w inny
    sposob, ale czesto sie po prostu nie da. Ostatnio mialam dwie
    ciekawe sytuacje, jedna podobna do Twojej:

    Wyjechalam na dlugi weekend do domku tesciow. Bylam tam sama z
    mezem. Maz juz spal, ja czytalam ksiazke o relacjach ludzi z "pobytu
    poza cialem", bo podobno sa takie przypadki, ze dusza na chwile
    opuszcza cialo. Ja jestem obecnie na etapie proby poznania, jak
    wyglada teraz to nowe zycie mojego Taty - czy jest mu dobrze i czy
    to nadal jest on, czy jest soba. I gdy czytalam fragment jednej z
    relacji, to na slowach "Bylem zadowolony i to naprawde bylem ja"
    zaczelo mrugac swiatlo (przypominam, ze to bylo zupelnie w innym
    miejscu, niz zwykle). Poniewaz jak wiesz, ja mrugajace swiatlo
    traktuje, jako znak od Taty, to postanowilam to zapisac. Ja notuje
    wszelkie "sygnaly", bo czasem z perspektywy czasu ukladaja sie w
    logiczna calosc. I kiedy zapisywalam, co mi sie przydarzylo, to
    ponownie na slowach "Bylem zadowolony i to na pewno bylem ja"
    zaczelo mrugac swiatlo.

    Drugie takie ciekawe zdarzenie sprzed kilku dni, to podczas tego
    samego pobytu w domku rodzicow mojego meza uslyszalam, jak nagle
    ktos puszcza wode (wyrazny szum w rurach jak wtedy, gdy slychac
    lejaca sie wode u sasiada). Trwalo to kilka sekund. Jednak co
    ciekawe - tam nie ma sasiadow, bo to domek jednorodzinny, moj maz
    juz spal, a ja akurat modlilam sie o niepodwazalny znak od Taty...
    Doslownie zamarlam z wrazenia.

    Pozdrawiam.
  • Gość: Robert IP: *.xdsl.centertel.pl 28.11.09, 12:12
    "bo podobno sa takie przypadki, ze dusza na chwile
    opuszcza cialo"
    Ośmiorniczko to się nazywa OOBE.
  • 27.08.09, 21:32
    Gość portalu: EwKa napisał(a):

    > Tak ja tez mam takie wrazenie!!!!pozatym doswiadczylam juz pare razy
    > dziwnych zdarzen(ze zmarłymi),a nawet ostrzezen ze strony
    > zmarłych!!!!!

    www.youtube.com/watch?v=MPT8l0xO6Ic
  • 25.06.08, 20:54
    Moj tata umarl nagle i niespodziewanie n rozlegly wylew krwi do
    mózgu.Bylam Jego tzw córeczka tatusia. Odszedl od nas o godzinie 2 w
    nocy i w tym momencie obudzilam sie bo mi się przyśnil.śnilo mi się
    ze idzie do mnie i wyciaga rece, ale chociaż poruszal nogami nie
    mogl do mnie dojść.Obudzilam się wystraszona i spojrzałam na zegar,
    która jest godzina. Zasnełam praiwe natychmiast a rano przyjechał
    mój brat z wiadomoscią, że tata nie żyje i ze zmarl o 2 w nocy.
    Tydzień temu zmarl moj maz i dwa dni przed smiercia powiedzial mi
    zupelnie przytomnie, że snilo mu się że kolo niego jest dużo ludzi i
    że wszyscy ludzie przyszli do niego z kwiatamiWierzę, że cos w tym
    jest. pozdrawiam wszyskich.
  • 27.06.08, 14:58
    Czesc

    Ja takze uwazam, ze musi cos w tym wszystkim byc, tylko co? Wciaz
    szukam odpowiedzi.

    Podobnie, jak Ty bylam "coreczka Tatusia" i rowniez odczulam cos
    podobnego w godzinie jego smierci. Ja tej nocy w ogole nie zmruzylam
    oka. Wszyscy juz spali, a ja blakalam sie po domu i robilam porzadek
    w pokoju Taty. I byl taki moment, kiedy "uderzyla mnie" mysl, ze moj
    Tata wlasnie umarl. Pol godziny pozniej przyszla wiadomosc, ze to
    sie stalo przed 30 minutami.

    Moja mama miala tez niby zwykly sen. Przyszla do mnie zdziwiona, ze
    nagle przysnil jej sie nasz znajomy, ktory nigdy wczesniej jej sie
    nie snil. I tak sobie nieladnie pomyslalam, ze moze umarl, bo byl w
    podeszlym wieku. Kilka dni pozniej dowiedzielismy sie, ze zmarl
    wlasnie tego dnia, kiedy przysnil sie mamie.

    Pozdrawiam.

  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.08, 20:38
    jak umieral moj sasiad z dołu snilo mi sie ze bylam w kostnicy gdzie
    bylo pelno umarlakow i w pewnym momencie jeden z nich otworzył oczy
    i spojrzal na mnie po przebudzeniu slyszalam placz mojej sasiadki a
    potem dowiedzialam sie ze moj sasiad niezyje!!a jeszcze wczesniej
    snilo mi sie ich mieszkanie (sasiadow z dolu)ze bylo cale czarne!to
    tez juz zwiastowalo smierc.
    z kolei mojej kolezanki ojciec jak umieral tez mi sie snil!!o czym
    dowiedzialam sie na drugo dzien!
  • Gość: Anka IP: *.bredband.comhem.se 30.06.08, 17:55
    5 lat temu zaginal moj maz to nie podobne do niego by tak sobie zniknal nie ten
    typ czlowieka kiedys stawialm karty i powiedzialy mi ze on zaginie ze slad
    przepadnie i tak sie stalo szukalam i szukam ciagle chociaz juz coraz slabiej i
    cos wam powiem to jest dziwne ale ciezko mi samej gdy poznaje jakiegos mezczyzne
    to gdy z gory jest wiadomo ze nic z tego nie bedzie to jest spokoj ale gdy cos
    swita ze moze sie uda przychodzi do mnie we snie moj maz i roznie albo krzyczy
    moze nie na mnie ale tak jakos jest zdenerwowany albo inaczej daje mi do
    zrozumienia ze nie bedzie nic z tego zwiazku no i nie ma tylko ze mi naprawde
    jest ciezko samej jestem zadbana ciekawa osoba nie moge narzekac na brak
    zainteresowania ze str plci przeciwnej ale jakos ktos mi nie pozwala z nikim sie
    zwiazac nawet kolezanki mi wybiera
    czasami mysle ze zwarjowalam moze ktos chce mi pomoc zapraszam na moje gg 1110606
  • Gość: anonim55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.08, 19:58
    Niedawno zmarła mama mojej przyjaciółki. Dla mnie ta osoba była
    bardzo daleka. Nawet nie miałam okazji powiedzieć Jej "dzień dobry"
    bo widziałam Ja raczej z dalekiej odległości może 5 razy. Mama
    przjaciółki umarła jakoś w maju. Kilka miesięcy przed Jej śmiercią
    jak leżałam na łózku przedstawiło mi się jak Jej mama szła była
    przed sklepem ja tez tam byłam. Nagle kobieta upadła a ja byłam
    lekarzem i Ja uratowałam. Zadzwoniłam po pogotowie i odwieźli Ją do
    domu. Ja przepisałam leki i powiedziałam aby nigdzie nie wyjeżdzała,
    bo może Jej cos się stać (a często wyjeżdżała, bo miała taką prace).
    Uznałam, że to nic ważne poprostu mi sie cos przedstawilo i tyle.
    Kiedyś gdy byłam w szkole pokłóciłam się z moją obecną przyajciółką.
    I obiecałam sobie, że już się nigdy do Niej odezwe (a obrazałayśmy
    się czesto) to mial byc ostatni raz. Dzien lub dwa po tej kłótni gdy
    miałam rano wstawać do szkoły nie chciało mi się za bardzo i
    troszeczke przysnelam i snilo mi sie ze jestem w zakladzie
    pogrzeboym i robia tam czarną trumne. Potem wstałam i poszłam do
    szkoły. Tam na lekcji dziewczyna powiedziała, że Jej mama nie zyje.
    Zginęła w wypadku. I ja czułam się winna, ze to musiało się stać
    abym zrozumiała, że po co te wszytskie kótnie. Oczywiście pogodizłam
    się z Nią. Pewnego dnia znowu mi się przedstawiło, że jesteśmy w
    szkole z Jej tata moja pryjaciolka i ja. Oglądamy film z wypadku.
    Kilka dni po tym przyjaciółka wysłała mi przez e-maila filik z
    wypadku. I już od śmierci minęło troche czasu, a ja już wtedy
    widziałam jakąs postać przedstawiała mi się była ubrana na czarni
    odwrócona pelcami daleko to była Jej mama. I kiedyś tak jakby
    rozmawiałam z Nia i ona powiedziała abym zaprzyjaźniła się z Ania że
    to jest mój cel zeby Jej pomagala. I to byl mójc el. Penwego dnia
    zapytalam Anie kim dla siebie ejstesmy bo nasze stostunki byly
    bardzo dobre. T postac byla kolo mnie ubrana na czarno. Ania
    zaproponowala mi abysmy byly przyajciolkami. Ja wtedy rowniez
    czyalam jgazete i zastanawialam sie co zrobic czy sie zgodzic.
    Czułam, że ktos jest koło mnie i z calego tekstu w gazecie ukazala
    mi sie tylko slowa "tzreba spróbować" i od tej poey jestesmy
    przyjaciolkami i nie tylko. Gdy wyslalam Jej te slowa przez gg to
    rowniez postac któr była ubrana na czarno od tej pory jest na biało.
    Kiedyś równiez przedstawilo mi sie ze zanosze jakies papiery
    dotyczace smierci mamy Ani Jej tacie. Poniewaz moja mama pracuje w
    urzedzie gminy podala mi kilka dni temu papiery aby Jej tata
    podpisal odnosnie smierci Jej mamy. Sa to trzy czy cztery dziwne
    zbiegi okolicznosci nie wiem co o tym sądzic. I zawsze ta postac
    widzialam tylem dlatego, ze nie widzialam nigdy y\twarzy Jej mamy
    lub z daleka. Gdy byłam keidyś w domu u Ani siedzialam na fotelu
    byla z nami jeszcze jedna kolezanka. Ania poszla do kuchni. Ja
    siedizalam a koelzanka powiedziala do mnie ze kupila ta ramke Ani na
    urodziny a za mna byly polki a na nich rozne rzeczy. Ja sie
    odwrocilam aby ta ramke zoaczyc ale zamiast tego zobaczylam zdjecie
    mamy Ani. Od tamtej pory postać która mi sie ukazuje widze odróconą
    do mnie twarza. Prawie codziennie się budze w nocy i czuje jakby ta
    postać była koło mnie. A najdziwniejsze jest to, że to jest dla mnie
    obca osoba nikt bliski. Co Wy o tym myślicie ? Ja chyba zwariowałam
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.08, 09:03
    Niesadze zebys zwariowala!!!!!
    mi tez czesto wysniwala sie smierc i wogole durzo innych spraw!!
    z tym ze nigdy niewidzialam ducha(ale gdy robie zdjecia)wychodza mi
    wlasnie duchy!!!!
  • Gość: anonim55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.08, 16:25
    Ale ja się czuje tak jakbym wiedziała o tym, że Jej mama umrze a nie
    powiedziała Jej tego. Dziwne to wszystko.
  • Gość: anonim55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.08, 18:14
    Jeszcze zapomniałam dodac , że umarła 26 a 26 to mój numer w
    dzienniku... Dużo zbiegów okoliczności.
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.08, 08:46
    To wszystko wyglada tak jak by jej mama byla z toba zwiazana
    emocjonalnie albo cos takiego.
  • 25.07.08, 15:15
    >(ale gdy robie zdjecia)wychodza mi
    > wlasnie duchy!!!!

    zmień aparat
  • Gość: anonim55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.08, 15:05
    a co sądzicie o mojej historii ?
  • Gość: modlishka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.08, 18:22
    Mój tata umarł w 2005 roku. Bardzo go kochałam, byłam pogrążona w rozpaczy. W
    tym roku w Dzień Zaduszny, napisałam do niego list. Może się wam to wydawać
    głupkowate i dziecinne ale czasami chciałoby się symulować, że oni nie odeszli
    na tamten swiat. Pisałam. Pisałam o wszystkim co się wydarzyło od chwili gdy
    umarł. List zakończyłam słowami: ``Ależ ja jestem dziecinna. Ty przecież i tak
    tego nie przeczytasz. Nie możesz przeczytać... Ale jeżeli przeczytasz, to
    proszę, zagnij róg. Nocą zostawiła list na parapecie okna. Mieszkam sama. Rano
    znalazłam ku mojej radości zagięty róg listu. Tata go przeczytał...
  • 20.08.08, 00:27
    Czesc

    Super znak od taty! Zauwazylam, ze ze zmarlym mozna sie "umowic" na
    znak. Sama mam wrazenie, ze tak sie stalo rowniez w moim przypadku,
    ale nie chce jeszcze o tym mowic. Opowiem za to o inna historie.
    Duzo czytalam o tym, ze zmarli czesto w snach mowia nam o rzeczach,
    o ktorych nie mielismy nigdy przedtem pojecia. I czesto sprawdzenie
    tych snow - odszukanie czegos we wskazanym miejscu, czy rozmowa z
    kims potwierdzaja, ze to naprawde byl nasz zmarly.

    W moim przypadku bylo podobnie - byc moze zbieg okolicznosci, ale
    jaki mily... Otoz przysnilo mi sie (po wielokrotnych prosbach o
    znak), ze moj Tatus powiedzial, iz pozyczyl grzebien od naszych
    znajomych. Postanowilam to sprawdzic. Kiedy ich spytalam, czy
    przypadkowo ktos nie zgubil u nich grzebienia, okazalo sie, ze
    dokladnie w tym czasie jeden z domownikow przez kilka dni szukal
    swojego grzebienia!

    Aha. Ja tez pisze listy do Taty. Jestem przekonana, ze je
    przeczytal, bo dal mi to, o co w tych listach go prosilam.

    Pozdrawiam.
  • Gość: Ania IP: *.adsl.inetia.pl 10.09.08, 10:41
    31 sierpnia zginął na motorze mój jedyny brat, mial 25 lat, czytam o
    znakach jakie Wam daja najbliższsi, a moja rodzina nie dostała od
    niego żadnego, minęło 4 dni od jego pogrzebu, on mi sie tylko raz
    przysnił jak mu mówiłam że zginie na motorze, ale po namowie kogoś z
    rodziny zaprzeczyłam, powiedziałam że żartowałam, na co mój brat
    odetchnął z ulgą że nie umrze, zawsze cieszył sie życiem, pełen
    energii i pomysłów, wszyscy go lubili i wszystkim pomagał. Tak
    bardzo mi go brakuje, codziennie chodze do jego pokoju, rozmawiam z
    nim, modle się z mamą która przechodzi katusze, raz powiedziała że
    widocznie jej nie kochał skoro do niej nie przychodzi.chcemy zeby
    do nas przyszedł i powiedział że tam gdzie jest jet mu dobrze, czy
    przyjdzie do nas?
  • Gość: lola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.08, 21:11
    A moze twoj brat poprostu poszedł do nieba i patrzy(obserwuje was z
    gory)czuwa nad wami,ale bardzo mozliwe ze kiedys was odwiedzi-
    dostanie ta przepustke.
  • Gość: Mateusz IP: 88.156.219.* 16.09.08, 20:14
    Mój dziadziu zmarł 2 lata temu na wakacjach.Bardzo przezylem jego smierc i do dzisiaj przezywam, byl moim kumplem i bardzo bliska mi osoba.Pewnej nocy po jego smierci mialem sen.Otóż snilo mi sie ze przychodze do mojej babci a tu razem z nia w drzwiach domu stoi moj dziadziu po czym mowie "przeciez Ty umarles" a moj dziadziu na to"przezylem tylko smierc kliniczna" pamietam jak dzis ten obraz w snie ,czy to moze cos znaczyc?
  • Gość: Katarzyna G, Dania IP: *.esnqu1.dynamic.dsl.tele.dk 17.09.08, 15:42
    Mateusz, myślę, iż twój dziadziu chciał Ci powiedzieć, że życie nie
    kończy się wraz ze śmiercią.

    Pozdrawiam
  • Gość: angelika.3 IP: *.subscribers.sferia.net 10.12.08, 16:21
    10 listopada 2008r zmarł mój brat,po długiej i ciężkiej chorobie
    nowotworowej.Miał 31 lat.Bardzo bałam się być w domu sama po jego śmierci.Spałam
    przy zapalonym świetle,i powiedziałam sobie,że jeśli mi się przyśni i powie mi
    że jest mu tam dobrze przestane się bać.Kilka dni po jego śmierci tak tez się
    stało.Był zadowolony powiedział ze jest mu dobrze i już nie cierpi.Póżniej znów
    mi się śnił.Mówiłam do niego że się go boję a on mi na to:nie bój się mnie
    przecież ja Cię kocham ,znowu zapytałam jak tam jest?Odpowiedział:cudownie.Nie
    wiem tylko dlaczego nie śni się mojej mamie.Ale wiem że gdy jestem na Arka
    grobie i poproszę go zeby przyszedł do mnie we śnie to tak będzie bo tak jest
    zawsze.
  • Gość: Kati IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.08, 12:56
    Witam. Kilka lat temu na zginął w wypadku mój kolega z podstawówki
    to było jakieś 2lata po jej ukończeniu.To był taki klasowy łobuz
    który często robił różne psikusy a ja za nim nigdy nie przepadałam.W
    ten dzień w którym zginął ja byłam na wakacjach. Poszłam się przejść
    w pewnym momencie podjechał samochód za kierownicą siedział młody
    chłopak pytał się o drogę co było dziwne w pewnym momencie jego oczy
    stały się strasznie błękitne takie jak miał ten kolega wtedy nie
    skojarzyłam. Jak wróciłam do domu dowiedziałam się o pogrzebie. Nie
    chciałam iść ale w końcu poszłam. Po pogrzebie śnił mi się prawie co
    noc. W tej chwili nie pamiętam tych snów został mi się w pamięci
    jeden jak uciekam lasem nawet samanie wiem przed czym a on biegnie i
    łapie mnie za rękę jakby chciał mi pomóc.KOleżanka poradziła mi
    żebym pojechała na cmentarz i zapaliła znicz. Sny się skończyły ale
    pzrzez jakiś czas czułam w sobie dziwną energię. Może ktośmi
    wytłumaczy dlaczego on przychodził do mnie jeżeli nie byliśmy ze
    sobą jakoś zżyci. Może szukał jakiegoś przebaczenia? Oprócz tego
    śnią mi się często moi nieżyjący dziadkowie. Dziadek zawsze jak ma
    się stać coś złego. Ostatnio abcia mojego Męża opowiedziała mi jak
    po śmierci pszyszedł do niej jej mąż położył się obok niej ona go
    pzrytuiła powiedziała mu tylko że jest bardzo zimny ale niestety nie
    odpowiedział. Więcej nie przyszedł. Mam nadzieje że was nie
    zanudziłam.
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.08, 21:07
    Mnie napewno niezanudzilas!!!!!uwielbiam takie historie!!!!!i jak
    jeszcze cos przezyjesz z duchami to pisz!!!!!!!!!!!!mnie babcia tez
    zawsze ostrzega przewaznie w snach jak cos zllego ma sie zdarzyc.
  • 15.10.08, 20:04
    witaj kilka lat temu zmarła mi ciocia mieszkajaca w niemczech, byłam u jej córki
    (mojej kuzynki)w tych trudnych dla niej chwilach ,ona ma syna z ADHD ma takze
    bardzo duze mieszkanie ,mieszka na 5 pietrze ja nie wierzyłam nigdy wcześniej że
    można zobaczyc dusze ,teraz wierze .to bylo 5 dni po smierci cioci ja u kuzynki
    mialam manie zamykania wszystkich drzwi, bo draznily mnie otwarte tego wlasnie
    dnia o 7:45 rano poszlam do kuchni zrobic sobie kawe i jak zwykle zamknelam
    wszystkie drzwi ,zeby nikogo nie pobudzic w drzwiach kuchennych jest szyba pijąc
    kawe była wtedy 8 ma rano nagle za drzwiami kuchni zobaczylam postac najpierw
    myslalam ze moja kuzynka sie obudzila ,ale po chwili zobaczylam cala sylwetke
    cioci ktora pokazywala mi na drzwi zebym je otworzyla niewiem co sie wtedy ze
    mna dziala niepamietam nawet czy odddychalam doznalam ogromnego szoku strach
    mnie sparalizowal nipotrafilam zrozumiec co sie stalo jak ktos kto nie zyje moze
    stac i pokazywac mi na drzwi zrozumialam to wieczorem .kiedy kladlismy sie spac
    juz zadnych drzwi nie zamknelam ze strachu, w nocy obudzil mnie smrod spalenizny
    w domu bylo czarno z dymu wynioslam z kuzynka jej syna na balkon okazala sie ze
    jej syn wlozyl wieczorem pizze do piekarnika i zasnal a obok piekarnika w duzej
    szafie byl ogromny zbiornik z gazem niechce myslec co by sie stalo gdybym
    zamknela drzwi ,zbyt pozno doszedl by do mnie ten zapach i wole niemyslec co by
    sie stalo caly blo poszedl by z dymem wiem ze mnie uratowala ale ja przez 2 lata
    niemoglam dojsc do siebie jak wrocilam do polski moj ojciec niewierzyl wogule w
    to stwierdzil ze mialam przewidzenia mowil ze takie zeczy nie maja prawa sie
    zdarzyc kiedys tez tak myslalam dwa miesiace temu zmarl moj ojciec bardzo sie
    balam ale nie dal mi zadnych znakow raz mi sie przysnil powiedzial ze wie jak
    bardzo sie boje duszy i ze jest mu tam dobrze tylko teskni powiedzial mi jedno
    wazne zdanie ze kazda moja łza bije w niego siła kamienia a to boli dzis sie juz
    nieboje czasami przechodzi mnie strach ale najdziwniejsze ze nie o tate tylko
    nadal mam lek przed ciocia to byl koszmar niedoopisania to co przezywalam
  • Gość: EwKa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.08, 16:28
    Bardzo ciekawa historia!!!czytałam z zatrworzeniem;>
  • 18.10.08, 02:15
    Czesc

    Dziekuje Ci za Twoja relacje. To bardzo wazny sygnal. Nie dosc, ze
    twierdzisz, iz widzialas ducha zmarlej osoby, to jeszcze ta osoba
    uchronila Wasz dom od nieszczescia.

    Twoja relacja dodaje nam nadziei na to, ze "tamten swiat"
    rzeczywiscie istnieje.

    Wyobrazam sobie, co przezywalas i przezywasz do dzis. I tak sobie
    mysle, byc moze wlasnie dlatego zmarli nam sie nie chca ukazywac, bo
    tak wielki jest to szok dla zyjacych.

    Pozdrawiam.

  • 19.10.08, 09:48
    nigdy wcześniej niewierzyłam aż tak jak teraz że tam jest życie teraz to wiem
    na 100% najgorsze jest to że np.tak jak mój tato za życia nie zrobił mi nic
    złego wręcz przeciwnie uratował wiele życ.bylam z nim bardzo blisko i jak to
    możliwe że teraz gdy odszedł do lepszego świata ja sie go boje przeciez to chore
    bac sie najblizszej osoby wiem ze gdyby pokazal mi sie to drugi raz bym tego
    nieprzezyla chyba bym zwariowała czy to normalne?
    pozdrawiam
  • 20.10.08, 01:51
    Czesc

    Ja mysle, ze Ty sie nie boisz taty, lecz obawiasz sie ponownego
    spotkania z duchem.

    Powiem Ci, ze ja duzo "zalatwiam" z moim Tata. Mam na mysli to, ze
    prosze go o rozne rzeczy, zadaje pytania, dostaje odpowiedzi. On
    wie, ze nawet, jesli prosze go o znak, on ma mi go dac tak, by mnie
    nie przestraszyc.

    Wiem, ze latwo jest mi mowic, jesli nie doswiadczylam tego, co Ty,
    ale mi zawsze mowiono, ze to zywych nalezy sie bac, a nie zmarlych.
    Jestem pewna, ze moj Tata mnie kochal i nigdy by mnie nie skrzywdzil.

    Tak samo jest w Twoim przypadku. Mowisz, ze bylas blisko z tata, ze
    Cie kochal. A kto kocha, na pewno nie skrzywdzi. Powiedz swojemu
    tacie o swoich obawach. On na pewno Cie wyslucha, a Ty bedziesz
    spokojniejsza.

    Pozdrawiam.
  • Gość: prince IP: *.icpnet.pl 19.10.08, 23:08
    czy jest możliwe, że istnieje życie po drugiej stronie lustra? jest
    tyle dowodów na to, a jednak wiele osób wciąż powątpiewa, chociaż
    same przeżyły spotkanie z bliskimi zmarłymi...
    ja sama nie wiem, co o tym sądzić... chociaż i ja i moja siotra
    mialyśmy po śmierci naszego ojca wiele dowodów na istnienie tego
    innego bytu, bytu którego tak bardzo pragniemy i jednocześnie tak
    bardzo sie go boimy...
    od początku zacznę - poktórce: ojciec mój owdowiał młodo, mając
    niespełna 40 lat i gromadkę 6 dzieci w wieku od szkolnego do 2,5. Ja
    miałam wówczas 6 lat. Przez następnych 7 lat był sam, a naszym
    wychowaniem zajmowała się mama mojej mamy. Babcia oczywiście była
    najcudowniejszą istotą na ziemi, ale wiek i zdrowie także nie
    pozwalało jej na ciężar 6 małych dzieci. Tak oto mój ojciec zmuszony
    był do znalezienia kobiety, matki dzieciom i żony dla siebie.
    Znalazł taką kobietę i stało się to przekleństwem dla mojej rodziny,
    bo kobieta ta była złą macochą, starającą się wyrzucić nas z
    rodzinnego domu. Stało się, że ojciec ulegał jej i w końcu wszystkie
    dzieci trafiły pod skrzydła - jakże odpowiedzialnej - babci.
    Mijaly lata, dorastaliśmy, odchodziliśmy swoją drogą, zmarła
    ukochana moja Babcia. Historia Jej śmierci też jest bardzo
    tajemnicza: otóż moja Babcia zawsze mawiała, że nie umrze inaczej,
    jak w pierwszy piątek miesiąca i nie odejdzie bez Boga (tak się
    mawiało kiedyś o ludziach, którzy dostąpili zaszczytu pierwszej
    komunii przed śmiercią). Jako, że moja Babcia miała tylko jedną
    córkę (moją mamę) więc miała tylko nas - dzieci swojej córki. My
    dorastałyśmy... w dniu śmierci Babci - to był piątek moja najmłodsza
    siostra wracała właśnie z praktyki (ok.23.oo) i bardzo się bała,
    żeby Babcia nie zrobiła jej tej przykrości (w sobotę miała 18
    urodziny) i nie zmarła... wchodząc do domu Babuszki już wiedziała,
    że Ona umiera... a nie może umrzeć nie pożegnawszy swojej
    najmłodszej, ukochanej wnusi... Tak zmarła Babcia, przedtem
    uścisnąwszy moją siostrę...
    Minęły 24 lata i w szpitalu znalazł się mój ojciec... nie
    dowiedziałybyśmy się o tym, gdyby nie to, że zmarł dalszy kuzyn i
    pojechałam z siostrą na pogrzeb...siostra miala ochotę pojechać do
    szpitala do ojca, ja nie. Zarzekałam się, że nawet na jego pogrzeb
    nie pójdę... Jednak dzięki ludziom i rozsądnemu podejściu do sprawy
    postanowiłam pójść, gdyż lekarz życzył sobie widzieć kogoś z
    krewnych, którzy zdecydują, czy ojca operować czy przesunąć na
    oddział opieki paliatywnej... pasierb nie mogł takiej decyzji
    podjąć, a macocha od kilku lat chorująca na alzchaimera także nie...
    uległam i poszłam... (wcześniej przypomniały mi się moje
    złorzeczenia w stronę ojca, że "nie umrzesz beze mnie")... żalu i
    bólu nikt nie zrozumie: oto na łożku leżał mały, biedny człowieczek
    kaszlący... chrapał... spał... potem rozmowy z lekarzem, potem to
    przeniesienie na paljatywną... potem jednak byl trochę przytomny i
    mogłyśmy mu powiedzieć, że mu wybaczyłyśmy... potem powstał jeszcze
    mój "list do ojca" ... a potem przychodził do mojej siostry
    mieszkającej poza granicami Polski - pismo automatyczne... pisał jej
    ręką o miłości do nas... o życiu tam... i tak dalej... bałam się
    chociaż także chciałam spróbować tej umiejętności... jednak strach
    był silniejszy... nie umiem się skoncentrować i nie chce do mnie
    przyjść... ale po jego śmierci było kilka momentów, kiedy czułam
    jego obecność (np. wyświetlała mi się samoczynnie na monitorze
    klepsydra, której nie szło wygasić inaczej jak przez restart
    kompa... kiedy szłam do łazienki to bałam się spojrzeć w kierunku
    kuchni bo czułam, że on tam siedzi w ciemnościach, a na drugi dzień
    po pogrzebie na cmentarzu zobaczyliśmy, że tablica z nazwiskiem jest
    odwrócona "do góry nogami"... podczas pogrzebu - "nie dał iść"
    swojej drugiej żonie z jej dziećmi za trumną, tylko my - to jakaś
    siła nadprzyrodzona kazała nam - szliśmy za trumną, chociaż ja
    wcześniej uważałam, że nasze miejsce jest na końcu konduktu, bo całe
    życie byliśmy ostatnimi w jego życiu...)...
    ze szpitala pamiętam, jak pielęgniarki powiedziały do mnie i do
    siostry, że nigdy nie widzialy, aby tyle czułości ktoś okazał
    umierającemu tu człowiekowi i to dzisiaj pozwala mi się uśmiechnąć,
    że byłyśmy osłodą dla jego - pewnie - udręczonej duszy... bo
    przeciez wierzę w to, że mimo wszystko nas kochał swoją zagubioną
    miłością... dziś już nie boję się ani jego, ani wspomnień z
    przeszłości, dziś pamiętam, że w gruncie rzeczy był kiedyś dobrym
    człowiekiem i należy mu sie moje epitafium. A na koniec wpiszę to,
    co mi serce podyktowało po jego pogrzebie, napisałam po śmierci
    mojego ojca, który nie chciał by go kochać...

    Łza mojego ojca
    Ujrzałam ją w oczach Twoich
    Kiedy nie było już nadziei
    Nie wiedziałeś może, że odchodzisz, że stoję obok
    i głaszczę Twoje czoło zroszone potem... Twoje siwe włosy na skroni,

    Że dotykam Twoich rąk, na których pozostały oznaki bólu
    Kaszlałeś...
    Oddychałeś ciężko...
    Krótko i szybko łapałeś tlen... Oczy... jakby już zagasła
    w nich ostatnia nadziei iskierka
    Pewnie usłyszałeś mój głos, bo Twój wzrok zatrzymał się na mej
    twarzy pytająco...
    Poznałeś... Twoje dziecko we mnie ? Pomyślałam, że jeszcze nie
    wszystko stracone,
    Że istnieje szansa na twoją szczęśliwą starość, że skoro nasze
    dłonie się dotknęły w pokoju...
    Istnieje jeszcze nadzieja, że teraz podając szklankę herbaty co
    wieczór mogę opowiedzieć Ci Moje życie
    i życie wszystkich bliskich sercom naszym osób...
    Jeśli znajdziemy taki czas... dla siebie.
    Tego dnia pożegnałeś nas gorącym uściskiem ramion
    i mocnym pocałunkiem...
    Jutro już było smutniejsze od wczoraj
    Jutro spałeś spokojnie, nie wydając tych straszliwych dźwięków,
    Czoło miałeś rozpalone, dłonie i stopy lodowate
    Nie chciałeś się obudzić... jakbyś śnił swój raj...
    Pojutrze już Ciebie nie było; był lęk, że czemu odszedłeś
    bezpowrotnie ?!!!
    I żadnego słowa już nie wypowiesz...
    Stary garnitur i spłowiała koszula ...
    tyle dostałeś od nich w zamian za swoje dobro
    Wyprawili Cię na tą najdłuższą drogę w starych butach, żebyś
    szedł...
    Ale już w kąciku Twego oka nie zobaczę więcej tej ostatniej łzy –
    zapamiętałam ją dla siebie
    Zabrałam ją z Twojej skroni,
    żeby nie zrosiła obcego miejsca szpitalnej pościeli,
    ale i tak nie wiem, czy nie zostawiłeś ich więcej, kiedy nie
    gładziłam już Twojej smutnej twarzy Samotnego starego człowieka,
    który nie chciał powiedzieć
    o swojej miłości, kiedy mogła mu dać tyle prawdziwego szczęścia
    od kochających serc
    Dlaczego wszystko na tym świecie dzieje się za późno?...
    i nie mówimy sobie o miłości, kiedy jest jeszcze czas...
    do zobaczenia ojcze, oddam Ci kiedyś Twoją łzę...
    04-12-2005

    To tyle ode mnie. Dziękuję wszystkim za wypowiedzi... pozdrawiam










  • 20.10.08, 02:03
    Czesc

    To bardzo piekne, co napisalas dla taty. W tych slowach jest
    naprawde duzo milosci, szkoda, ze tyle czasu skrywanej.

    A ja czytajac Twoje slowa widze dokladnie ostatnie chwile mojego
    Taty. Masz racje, za duzo rzeczy na tym swiecie dzieje sie za
    pozno...

    Pozdrawiam.
  • Gość: Bożena IP: 212.14.54.* 26.10.08, 17:18
    Cześć! Ja 8 października też straciłam ojca. 5 lat temu mamę.
    Nie założyłam rodziny i też czuję się teraz strasznie.
    Tata zmarł tak nagle i niespodziewanie, że nie mogę się pozbierać.
    W styczniu tego roku skończył dopiero 70 lat.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie było mnie w domu. A
    siostra, która usłyszała huk pomyślała, że coś spadło i nie poszła
    sprawdzić co sie stało. Jak wróciłam do domu to nie zajrzałam do
    pokoju taty co zawsze czynię a tym razem nie i dopiero po jakimś
    czasie siostrzenica znalazła Go na podłodze. Niestety było już za
    późno. Nie mogę sobie darować, że nikt mu nie pomógł. Jestem
    przekonana żeby żył. Nigdy ale to nigdy sobie tego nie wybaczę.
    Skarżył się na bóle w plecach a my myślałyśmy, że to od kręgosłupa.
    On też tak zresztą mówił.
    Nikt nie zauważył, że to serce bo nigdy na serce nie chorował. Mama
    chorowała na serce a umarła na raka a tata chorował kiedyś na raka i
    wyszedł z tego a umarł na serce.
    Jest mi tak strasznie pusto i smutno. Tak to jest jak się nie ma
    swojej rodziny. Sistra żyje swoim życiem. Koleżanki mają swoje
    rodziny i mają czas tylko kiedy mogą. Nie dziwię im się zresztą.
    Mam ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić! Ale nie to jest osiągalne.
    Do każdej pracy się zmuszam. Wiara moja też oklapła. Mam ogromny żal
    do Boga, że mi zabiera kochane osoby a osób, które sprawiają mi w
    życiu wiele problemów ode mnie zabrać nie chce.
    Tato proszę przebacz mi, że Ci nie pomogłam. Że nie było mnie
    wtedy w domu i że jak przyszłam nie zajrzałam do Ciebie od razu.
    Przebacz mi wszystko proszę Cię!!!
    Chcę tylko jeszcze powiedzieć, że tata zmarł w środę, a przyśnił
    mi się w pierwszą niedzielę. Śniło mi się, że siedziałam w kuchni w
    niedzielę przy śniadaniu i że tata przyszedł z kościoła (zawsze
    chodził na 8 a o 9 wracał) wszedł do kuchni uśmiechnięty i coś mówił
    a ja zdziwiona niepomiernie patrzyłam i myślałam: przecież on nie
    żyje. Poszłam za nim do jego pokoju i zobaczyłam jak stoi przy
    segmencie w niebieskiej koszuli. A w drugiej części pokoju
    zobaczyłam drugą postać taty bez koszuli.
    Od razu w tym śnie pomyślałam, że ta na wpół rozebrana postać to
    duch taty i że jednak nie żyje. Obudziłam się i nie wiem co mogłoby
    być w tym śnie dalej. Byłam nieszczęśliwa, że jednak to prawda że on
    nie żyje. Cały czas marzę, żeby jego śmierć była nieprawdą. Żeby
    okazało się to tylko złym snem.
    Natomiast moja mama jak mi się śni to mam zawsze jakieś kłopoty.
    To już sprawdzone. Zawsze mi się śni, że jest chora albo że nie
    umarła na raka tylko gdzieś zaginęła i nikt nie wie gdzie.
    Cały czas męczę się w tych snach bo nie wiem gdzie ona może być.
    Dzisiaj mi się przyśnił też tata, że wręczał mojej płaczącej siostrze
    zapakowana ładnie dośc duże pudełko. Powiedział tylko, żeby go dała
    mojej siostrzenicy, że jest to zegar-budzik jak nie będzie chciała
    wstawać do szkoły. Coś tak to brzmiało. Dokładnie nie pamiętam.
    Dziwne dla mnie jest to, że ludzie urywają jakoś kontakt z
    osobami, które kogoś straciły jakby same bojąc się, że "się śmiercią
    mogą zarazić". Czy też to tak odczuliście? Czy może ja jestem za
    bardzo przewrażliwiona?
    Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!
    PS. Wczoraj coś weszło pod złą datą dlatego jeszcze raz to samo.
  • Gość: nata.1 IP: 151.80.1.* 27.11.08, 21:25
    Witam ty miałaś dobre przeżycia z twoim tatą ja nie i też umarł w 2008 w styczniu i też przychodzi do mnie i mi daje strach i bardzo się boje i już sama nie wiem co robić modlę się co wieczór ale zawsze coś ma do mnie- może ty mi pomożesz co robić dzięki .
  • Gość: Bozena IP: 212.14.54.* 29.11.08, 11:27
    A jak Ci się objawia Twój Tata? Czy Go widzisz czy czujesz, że jest
    koło Ciebie? Pozdrawiam Bożena.
  • Gość: Maja IP: *.play-internet.pl 12.03.13, 13:14
    Brak słow tylko łzy się leją
  • 13.10.14, 13:21
    czesc..

    tydzien temu w sobote w wypadku motocyklowym zginal moj ukochany Albert. przed pogrzebem mialam sen na jawie, ze zmartwychwstal. powiem szczerze, ze odnosze wrazenie jakby to byla fatalna pomylka i to nie jego pochowalam. trumna byla zamknieta,prokurator tak nakazal. czuje ze on zyje. telefon caly czas pokazuje mi np. o 2 w nocy, ze o 9 dostarczono wiadomosc do mojego ukochanego. nie wiem czy ja zwariowalam czy naprawde on zyje, byc moze stracil pamiec i jest tam w bialymstoku.. blagam pomocy!
  • 03.11.14, 22:04
    Moja babcia zmarła w 1999 roku, miałam wtedy 9 lat. Pomimo, że byłam mała, bardzo przeżyłam jej śmierć. Babcia była moją jedyną, najukochańszą, zawsze się mną opiekowała, starała mi się zastąpić rodziców. Przez 6 lat mieszkałam z nią. Pierwsza historia jaką pamiętam, związana z tym jest z tym, że w dniu pogrzebu, w nocy babcia przyśniła się mojej cioci, a swojej córce. W tym śnie bardzo dziękowała mojej cioci, za opiekę... Kolejna sytuacja, to jak w gimnazjum byłam chora, miałam gorączkę, obudziałam się w środku nocy i wydawało mi się, że ktoś nade mną stoi. Rano jak wstałam zapytałam się cioci, czy była u mnie. Okazało się, że nie... Kolejna sytuacja w tym roku, rozpoczęłam pracę w sądzie. Bardzo się tą pracą denerwowałam, wręcz dostawałam histerii po powrocie stamtąd, mimo, że tylko dwa dni tam byłam. I właśnie w ciągu tych dwóch dni, jednej nocy, przyśniła mi się moja babcia. W pierwszej części snu, stała za firanką w oknie, w naszym rodzinnym domu, gdzie mieszkałam z nią jako dziecko, i pokazywała mi palcem, że mam podejść. A ja zastanawiałam się, co ona tam robi, skoro nie żyje ? W drugiej części snu był babci pogrzeb, ale całkiem dziwnym, bo wszędzie było pełno fotoreporterów, kamer, telewizji, jakiś zamek... I nagle pojawiła się moja babcia w długiej sukni, po samą szyję, z długim rękawe, do kostek w kolorze fioletowym może bordowym. Stoi na przeciwko mnie, nie widzę jej twarzy, ale czuję, że to, żeby się ze mną spotkała, wymaga od niej bardzo dużo siły, energii, zaangażowania. Jakby był jej pogrzeb a ona chciała mi coś powiedzieć i zmartwychwstała... No nie wiem. I ostatnio przed zaduszkami, bolała mnie głowa, od głowy oko i lekko drzemałam. I nagle nie wiem czy mi się przyśniło, czy naprawdę coś zaczęło się dziać, ale w tym momencie otworzyłam oczy, jednakże bałam się odwrócić na drugi bok... Zastanawiam się, po co moja babcia mnie odwiedza, czy naprawdę mnie odwiedza, czy to tylko mój mózg. Ale przecież wcale jakoś intensywnie o niej nie myślę... Nie wiem... Moze ktoś z Was pomoże mi pojąć o co chodzi...
  • Gość: ania IP: *.aster.pl 19.11.08, 10:07
    napisz do mnie na :hieronim@supermedia.pl
  • Gość: anka791 IP: *.gprs.plus.pl 20.12.08, 06:42
    13 grudnia zmarł mój mąż, to mlody człowiek 39 lat nie chorował zmarł nagle we
    śnie (silny wylew do mózgu) nie mam z nim żadnego kontaktu choć tak bardzo bym
    chciała żeby mi powiedział czy jest mu dobrze
    dzisiaj w nocy przyśnił mi się ale nie jako zmarły tylko w normalnej sytuacji
    domowej w tym śnie była jeszcze moja żyjąca koleżanka która bardzo krwawiła tyle
    krwi nie widziałam jeszcze nigdy cy ten sen coś oznacza ??? proszę pomóżcie
  • Gość: anka791 IP: *.gprs.plus.pl 20.12.08, 06:49
    dałączam jeszcze wiersz

    Jak dalej mam żyć, jak marzyc, jak śnic,
    jak cieszyc się dniem ,
    kiedy już z nami nie ma Cię.
    Bez pożegnania od tak...
    Bóg zabrał mi Ciebie ,
    teraz czuwasz nad nami wysoko w niebie .
    Pamiętam wspólne chwile ,
    pamiętam tą radośc której wokół było tyle.
    Jak bardzo jestem daleko od Ciebie
    to jak zgasic wszystkie gwiazdy na niebie .
    Te 10 lat snem było i tak szybko się skończyło.
    Choc w ciemności ruszyłeś została Twoja dusza ,
    w sercu mym na zawsze zostaniesz i
    kochac Cię nie przestanę.
    Chociaż już przysypali Cię ziemią
    to miłości nie pogrzebią .
    Ostatni pocałunek lodowaty ,
    łzy płyną po policzku,
    spokój zamiera na twarzy,
    ostatnie pożegnanie , wieńce kwiaty.
    Ostatnia bryła ziemi rzucona na deski
    i pustka która pozostanie na wieki.
    Odpoczywaj tam w spokoju u Boga w niebie ,
    a ja za .......lat dołącze do Ciebie.
  • Gość: bart IP: *.hsd1.il.comcast.net 20.07.10, 00:12
    A ja mialem takie dziwne zdarzenie ..zmarla moja dziewczyna
    praktycznie nie chorowala nagla smierc nie obudzila sie pewnoego
    dnia po prostu , po jej smierci nie moglem sie pozbierac i dalej
    wlasciwie nie moge robilem rozne glupie i dziwne rzeczy alkohol
    jakies chore szalenstwa, i kiedys mialem taki dziwny sen jakby nie
    sen ale rozmowa telefoniczna...powiedzila do mnie tylko pare slow
    ktore pamietam caly czas "CO TY WYPRAWIASZ" ....
  • Gość: madziiiiaaa IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 16:11
    mój maz zmarł 4 czerwca 2010 r tez był młody wyszedł po tort dla naszej 10 letniej curci i juz nie wrucił, pod sklepem zemndlał okazało sie ze dostał udaru( wylew ) był tak silny ze nic sie nie dało zrobic .. bardzo czesto mi sie sni ze zyje ,ze jest w domu,ze razem spimy szok az chwilami mi sie nie chce budzic pozdrawiam ...
  • Gość: ******** IP: *.zar.vectranet.pl 28.12.08, 22:08
    Niedawno zmarł mi dziadek. Bardzo to przeżyłam. Moja babcia
    postanowiła skremować dziadka, ale dzień przed kremacją w nocy
    usłyszłam głos mojego dziadka powiedział "tylko zamknij drzwi" to
    nie dawało jej spokoju. Wierzyła w to , poniewż mój dziadek bardzo
    przywiazywał wagę do zamykania drzwi,sparawdzał 10 razy czy są
    zamknięte. ja te wierze, wiele juz mnie postkało:sny, przeczucia,
    głosy innych ludzi, opowiesci innych.Składam pani najszczersze
    kondolencje.
  • 04.01.09, 01:12
    Witam.

    Dziekuje za kondolencje. Ja rowniez skladam je Pani.

    Chcialam zapytac, czy glos uslyszala Pani we snie, czy tez zdarzylo
    sie to na jawie? To bardzo wazny znak. Nie dosc, ze glos dziadka, to
    jeszcze bardzo charakterystyczne dla dziadka zachowanie.

    Pozdrawiam.
  • Gość: On1953 IP: *.cec.eu.int 08.01.09, 16:04
    Chcialabym tylko podzielic sie moimi kilkoma spostrzezeniami: 6
    tygodni temu stracilam Ukochanego Czlowieka.
    Bardzo przezywam rozlake,jest to dla mnie ogromna tragedia ale nie
    prosze nachalnie ani Boga ani nikogo innego o kontakt z moim
    Ukochanym, ja zwyczajnie z Nim rozmawiam w myslach, mowie mu o
    wszystkim co czuje,co widze...zdaje relacje z minionego
    dnia....zadaje mnóstwo pytan…powtarzam jak mocno kocham.
    I chyba mam szczescie: snil mi sie kilkakrotnie, zawsze jako zyjaca
    osoba, usmiechniety, szczesliwy ze mna, w jednym ze snow,
    powiedział, żebym nie martwila się o niego gdyz Jemu jest "tam"
    dobrze.
    Zaznaczam, ze jestem absolutnie trzezwo na swiat patrzaca realistka.
    Nie wierze w "duchy", "znaki"itp., aczkolwiek mam szacunek dla ludzi
    wierzacych, ja tylko i wyłącznie wierze w dobro, milosc, szacunek i
    wyjatkowa wiez emocjonalna i tym tlumacze sobie rzeczy, które się
    ostatnio w moim zyciu zdarzyly. Oto kilka przykładów:

    1.W dniu smierci (niespodziewanej) mojego Skarba stojac w kuchni,
    poczulam, ze ktos stoi za mna, odwrocilam przestraszona glowe,
    myslac, ze syn sie obudzil i wszedl cichutko do kuchni a ja
    zwyczajnie tego nie slyszalam: niestety syn smacznie spal; kilka
    godzin pozniej zmarl mój najdrozszy Skarb.
    2. Przed otrzymaniem wiadomości o Jego śmierci, pekl świecznik, w
    którym swieczki pala się systematycznie od dwudziestu lat ( to można
    zapewne "fizycznie"wyjaśnić , goracy wosk itp…), niemniej jednak
    troche to dziwne.
    3. Pewnej nocy snil mi się mój Skarb, obudziłam się ok. 2.00-3.00 w
    nocy, wstalam i…poszlam sprawdzic-nie wiem dlaczego-grzejniki w
    pokoju: były zimne, zapomniałam je włączyć wieczorem nadmieniam, ze
    grzejniki sa akumulacyjne i nagrzewaja się jedynie w nocy ( nocna
    taryfa elektryczna), jeżeli nie wlacze ich na noc to zwyczajnie na
    drugi dzien będzie zimno, gdyz akumulatory nie laduja się miedzy 6 a
    21.00 Przypadek, czy może mój Skarb zadbal o to, żeby nie było mi
    zimno??
    4. Któregoś dnia, wspominałam sytuacje, w których bywalam zla na
    swojego Skarba: przypomnialo mi się, ze u siebie w mieszkaniu
    zapominal podlewac kwiatkow (niekiedy mnie to troche irytowalo) i
    teraz mialam zal do siebie, ze takie głupstwa były przyczyna
    irytacji, popatrzyłam mimochodem na swoje rośliny w pokoju,
    zauważyłam, ze każdy z moich dziesięciu kwiatow doniczkowych miał
    swieze, nowiutkie listki, dwa kwiatki były zakupione niedawno, wiec
    ze "puściły" nowe liscie to nic dziwnego, ale moje stare "kolosy"
    nie rosna mi już od dwoch lat Az tu nagle… Może to przypadek? A może
    tym razem to mój Skarb zadbal o moje kwiatki?
    4. Wracając do domu z urlopu u siostry cieszyłam się, ze wracam do
    domu, do swojego kota i do miejsca, gdzie mój Skarb jest pochowany ,
    układając się wieczorem w fotelu mówiłam do mojego Ukochanego, ze
    już się ciesze, ze jestem, zaraz usne w fotelu i On znowu będzie mi
    się snil, po tak dlugiej rozlace, ze to takie moje ulubione
    miejsce "myslenia" o Nim..Jak zwykle mój kot powinien zajac nalezne
    mu miejsce obok mnie, ale tego wieczoru, nie wskoczyl na fotel,
    usiadl na dywanie pod fotelem, patrzyl na mnie lekko otępiałym
    wzrokiem i tak bardzo, bardzo glosno miauczał…nigdy mu się to nie
    zdarzylo, myslam, ze cos kota boli, ale po pol godzince wszystko
    minelo, kot wskoczyl na fotel, a ja usnęłam zadajac sobie pytanie
    czy kot "wyczul" obecność "kogos" obok mnie?
    5. W niedziele wieczorem, wchodząc do lazienki, burkalam pod nosem,
    ze jest zimno (jest tam taki grzejnik, który wlaczam sama, w skali
    od 0 do 5 i on dmuchaa cieplym powietrzem), oczywiście mówiłam do
    mojego Skarba, ze u niego w lezience było zawsze cieplo i nagle…
    grzejniczek bedacy w skali 0 wlaczyl się sam, myślałam, ze
    zwariowalam, albo to halucynacje,, ja nawet go nie mogłam wyłączyć,
    dopiero po wyciagnieciu wtyczki z z kontaktu grzejnik się wylaczyl,
    po ponownym wlaczeniu, zaczal działać w stanie 0…. Wiec wyciągnęłam
    wtyczke z kontaktu, w poniedziałek wieczorem wydarzylo się
    dokladnie to samo, w srode wieczorem wyslalam do lazienki syna,
    żeby czekal do momentu az grzejnik wlaczy się sam….nic takiego się
    nie zdarzylo….

    To tylko kilka "dziwnych" faktow, mam nadzieje, ze nie wariuje,
    jedyne co mi przychodzi do glowy to fakt, ze mój Skarb tak bardzo
    mnie kochal, ze nawet teraz stara się o mnie dbac????
    Pozdrawiam serdecznie
  • 11.01.09, 15:42
    Czesc

    To, co piszesz wskazuje na to, ze masz kontakt z ta osoba. Piszesz,
    ze nie wierzysz w duchy i inne znaki. Mi takze oczy otworzyly sie
    dopiero jakis czas po smierci Taty. Zwroc uwage na to, co dzieje sie
    w Twoim zyciu.

    Jestem przekonana, ze odczuwanie obecnosci zmarlego, rozmowy we
    snie, otrzymywanie odpowiedzi na zadawane sobie pytania, czy
    nurtujace nas sprawy, kwitnace nagle kwiatki, czy tez problemy z
    elektrycznoscia, to klasyczne kontakty zmarlych z nami.

    Duzo na ten temat czytalam i wlasnie w podobny sposob ja odczuwam
    taki kontakt, ktory zaraz po smierci byl o wiele silniejszy, niz
    teraz. Radze uwierzyc, ze to sa wlasnie najczestsze plaszczyzny
    kontaktow ze zmarlymi. Radzilabym te "znaki" notowac i spisywac
    daty. Daty maja bardzo duze znaczenie i czesto po czasie ukladaja
    sie w jedna wielka calosc lub stanowia dodatkowa wskazowke.

    Pozdrawiam.
  • Gość: PIOTR KASZKUR-ARTY IP: *.17.25.213.easy-com.pl 13.01.09, 20:33
    TAK W CZASIE GDY UMIERAL OJCIEC TEZ MI SIE UKAZAL BO BYLEM Z NIM
    ZWIAZANY
  • 18.01.09, 19:26
    Czesc!

    Czy mamy rozumiec, w momencie smierci taty byles zupelnie gdzies
    indziej i tam go zobaczyles? Czy moglbys cos wiecej napisac o tym
    wydarzeniu?

    Pozdrawiam.
  • Gość: Oleńka IP: *.chello.pl 10.05.09, 00:12
    Chciałabym się spytać Was,być może coś wiecie,interesujecie sie
    tematem..śmierci.Dlaczego najbliższa mi w świecie osoba zmarła śni się
    wszystkim,tylko nie mnie?
    Może to moja wina gdzieś tu leży,bo nie mogę zrozumieć jak to się dzieje..
    Z góry dzięki za odpowiedź
  • Gość: ainka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.09, 07:20
    Czesc,
    Tak was czytam i lezki mi sie kreca. Moj tatus umarl mi 13 kwietnia tego roku.
    Mial 52 lata. Zostawil moja mame, siostre i mnie. Ja mam jeszcze meza i 6
    miesiecznego synka. Moj tata tak strasznie sie cieszyl ze bedzie go mogl
    pilnowac poniewaz wracalam do pracy. Nie nacieszyl sie dlugo :(. Zmarl nagle na
    zator. Byl kochanym i dobrym czlowiekiem. Byl moim tatusiem a zarazem
    przyjacielem. To on mi pomagal i dzieki niemu jestem dzis tym kim jestem. Tak
    strasznie za nim tesknie. Bardzo mi go brakuje. Kazdej nocy wyczekuje aby mi sie
    przysnil. Snil mi sie bodajze z 2 razy ale nie rozmawialismy. Za to mojej
    sistrze ktora jest w ciazy sni sie prawie codziennie. Jest prawie za kazdym
    razem usmiechniety. Do mojej mamy przyszedl przed pogrzebem. Byl usmiechniety i
    chyba przyszedl sie pozegnac. Do mnie jeszcze nie przyszedl. Nie mam zadnych
    znakow ani nie czuje jego obecnosci :(. Tak strasznie mi go brakuje. Probuje na
    zewnatrz nie pokazywac tego ale to sie nie da :(. Placze codziennie :(.
    Strasznie tesknie i prosze Pana Boga abym mogla z nim w snie porozmawiac...
  • 23.04.09, 09:01
    Witam Cie Osmiorniczko i dziekuje Ci bardzo za interpretacje mojej
    piosenki. Wlasnie tak samo jak Ty ja odebralam. Chcialam uslyszec
    opinie kogos kto takie znaki potrafi odczytac ,bo wsrod moich
    znajomych nie ma takich ludzi ,a jak komus cos takiego opowiadam ,to
    patrza na mnie jak na wariata. Ciesze sie ze jest takie forum ze
    mozna sie wzajemnie pocieszac i wiemy o czym mowa. Jesli ktos nie
    doswiadczyl straty ukochanej osoby ,to tego nie rozumie.Znaki od
    mojego Grzesia nie sa tak czeste jak kiedys i czuje tez jak by sie
    oddalil ,ale jak sa to sa bardzo intensywne . Odbieram wiele
    znakow ,ale nie sni mi sie prosze go o to ale nic .Tak bardzo bym
    chciala z nim porozmawiac w snie .
    Chcialam Ci juz wczesniej odpisac i podziekowac za odpowiedz ale nie
    czuje sie ostatnio na silach. Moja mama jest chora i podejrzewaja
    raka pluc . Jestem zalamana .Nie dopuszczam jeszcze mysli ze mogla
    by odejsc,ale jesli ,to nie wiem co dalej. Osmiorniczko Zycze Ci
    wszystkiego dobrego duzo znakow od Twojego Tatusia .
  • 24.04.09, 00:50
    Czesc Madziu!

    Jesli chodzi o sny, to nasi Bliscy wcale nie snia sie nam na
    zawolanie, chociaz codziennie o tym marzymy. (A kiedy juz sie
    przysnia i we snie powiedza cos waznego, to paradoksalnie inni
    probuja wmowic nam, ze to wlasnie dlatego, ze ciagle o nich
    myslimy...) Ja mam wrazenie, ze Oni musza dostac na to zgode od Pana
    Boga i do Niego radzilabym skierowac prosby o taki sen, co wcale nie
    oznacza, ze Zmarly taka zgode dostanie.

    Rozmowa we snie. To mozliwe, ale musisz zrobic sobie liste pytan,
    jakie chcesz zadac Grzesiowi i co najwazniejsze - czesto je sobie
    powtarzac. Tak "przemycasz" te pytania do swojej podswiadomosci, bo
    we snie wlasnie ona dochodzi do glosu. Ja mam inny problem. We snie
    co prawda przypominam sobie, jakie pytania mam zadac Tacie. Nawet
    ostatnio przeprowadzalam we snie test na prawdziwosc Taty i
    postawilam "diagnoze" :-), ze naprawde to byl moj Tata - mial swoje
    materialne cialo, czulam wyraznie cieplo skory, szorstkosc twarzy,
    wyraznie slyszalam glos. Jednak mam problem z "wydobyciem" tresci
    wypowiedzi Taty do mojej swiadomosci, to znaczy zapominam, co mi sie
    snilo. Tyle czasami mowi mi Tata, a ja tylko pamietam jedno, czy dwa
    zdania.

    Madziu! Bardzo mi przykro, ze znow przezywasz ciezkie chwile. Bede
    sie modlic za Twoja mame. Sciskam mocno i z calego serca zycze, aby
    skonczylo sie tylko na lekarskich podejrzeniach...

    Pozdrawiam.
  • 07.04.09, 17:22
    Witam kiedy moj tato juz zmarł usiadłam przy nim na łozko i powiedziałam w
    myslach tak "nie przychodz do mnie bo sie bede bała ale przysnij mi sie" i
    wiecie co tato mi sie przysnil nic do mnie nie mowil ale pokazal mi ze w grobie
    ma pelno wody i faktycznie bo dzien przed pogrzebem cala noc padał deszcz:(
    .Przeczytałam ksiazke "Zycie po zyciu" bardzo mi pomogła w trudnych chwilach w
    dodatku tato dzien przed smiercia ciagle wołał "mamo" cos w tym jest...ja tez
    czekam na znaki niecierpliwie
  • 12.04.09, 02:05
    Witaj!

    Wiesz, ja tez sie tak zastanawiam nad tymi wolaniami "Mamo, mamo!"
    U mojego Taty bylo podobnie, co prawda nie dzien przed smiercia, ale
    zawsze, kiedy stan byl bardzo ciezki z zagrozeniem zycia (bylo tak
    kilka razy). Babcia w tamtym czasie juz dawno nie zyla. Wtedy
    wydawalo mi sie, ze to tylko majaki i "dziecieca" potrzeba matki w
    cierpieniu, ale teraz, kiedy wiem juz tak duzo, zastanawiam sie, czy
    on swojej mamy wtedy naprawde nie widzial...

    Ja "Zycie po zyciu" dopiero zaczynam czytac, ale bardzo polecam
    Ci "Pozdrowienia z Niebios." Zaraz po smierci Taty ta ksiazka mi
    bardzo pomogla.

    A znaki... sa bardzo trudne do odczytania. Wymagaja bardzo dokladnej
    obserwacji zycia, sporzadzania notatek, zwracania uwagi na
    najdrobniejsze szczegoly. Jak mowilam moje znaki ukladaja sie w
    logiczna calosc dopiero czesto z perspektywy czasu. Zycze Ci z
    calego serca upragnionych znakow.

    Pozdrawiam.
  • 09.04.09, 00:58
    magdaberlin 06.04.09, 01:48 Dodaj do ulubionych Skasujcie
    Odpowiedz cytując Odpowiedz

    Osmiorniczko Dziekuje za twoj list. Widze ze Ty podobnie jak ja tez
    jestes lowca znakow. To co pisalas o tych wiadomosciach z Twoim tata
    to cos wspanialego. Ja napewno bym nie potrafila tak jak Ty morsem
    odczytac wiadomosc. To naprawde fascynujace jak czlowiek po smierci
    i ta druga osoba na ziemi dalej moga ze saoba miec kontakt. To dar
    milosci. Wydaje mi sie ze Bog wie i widzi za ludzie sie kochali i
    nadal kochaja i dlatego pozwala na cos takiego. Ja jadac do medium
    modlilam sie o to zeby Bog nie wyrazil zgody na jego przyjscie jesli
    zalklucam swoim postepowaniem jego spokuj.Mysle ze Pan Bog widzac
    nasze cierpienie i tesknote pozwala im i nam na ten maly kontakt ,by
    podniesc nas na duchu i zeby zyc dalej a nie sie dreczyc i smucic.
    latwo mi sie pisze ,ale tez mam takie smutne dni ze lepiej nic nie
    mowic. Osmiorniczko mam do Ciebie prosbe ja pisalam w swojej
    wypowiedzi o piosence pt: Dotykaj mnie. Tomasza Zoltko.Ta piosenka
    nie nalezala do naszych piosenek ,ale Raz ja z moim Grzesiem
    tanczylam i mi ja spiewal. Zapomnialam o niej praktycznie az do
    momentu kiedy siedzialam na internecie i tak bez wiekszego sensu
    czegos szukalam na youtube. Wtedy zobaczylam tytul tej piosenki ,ale
    przeszlam na inna strone nie zastanawiajac sie co to moze byc,bo nic
    mi to nie mowilo.
    Szukajac czegos dalej ,ciagle mialam w glowie zeby sprawdzic i wejsc
    na ta piosenke. po zrobieniu tego malo nie zemdlalam ,bo wiedzialam
    odrazu ze to byla wlasnie ta piosenka ktora slyszalam tylko raz i
    spiewal mi ja Grzes. Ta medium tez mi powiedziala ,zebym ja czesciej
    sluchala i ze ta piosenka byla od niego. Chciala Bym Cie prosic bys
    ja odsluchala i napisala co o niej myslisz. Dziekuje.
  • Gość: estoy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 09.04.09, 07:46
    Madzia powiedz wiecej o tym medium .Pozdrawiam
  • 11.04.09, 02:18
    Swoja historie opisalam w watku zycie po smierci istnieje. O tej
    kobiecie Medium dowiedzialam sie z telewizji. Ta kobieta we
    wczesnych latach dziecinstwa stracila jedna siostre. Wtedy tez
    okazalo sie ze ma zdolnosci ,przez ktore moze kontaktowac sie ze
    zmarlymi. sama osobiscie widziala wieczorem jak jej zmarla siostra
    okrywala koldra jej mlodsza siostre ,ktora spala. Ogladalam
    o niej program w telewizji i bylam w lekkim szoku jak zobaczylam co
    potrafi. jest to niemka i mieszka w Frankfurcie nad Menem. Droga
    troche daleka ,ale naprawde sie oplacalo. Nie zaluje bo powiedziala
    mi wiele rzeczy o ktorych wiedziec nie mogla. Pomogla mi bardzo
    wizyta u niej.
  • 11.04.09, 15:44
    Witaj Magdaberlin!

    Chcialam tylko powiedziec, ze przeczytalam Twoj list i oczywiscie
    odpisze na niego, ale dopiero po swietach, bo nie mam w tej chwili
    czasu. Czy moge napisac do Ciebie prywatnie?

    Pozdrawiam.
  • 13.04.09, 07:56
    Witam osmiorniczko zajrzyj na poczte ....wczoraj przegladalam zdjecia z pogrzebu
    na jednym z nich widac twarz chcialabym zeby ktos z Was postronny zobaczył to
    zdjecie bo juz sama nie wiem co myslec ....
  • Gość: agi IP: *.38-79-b.business.telecomitalia.it 30.04.09, 12:56
    Rowniez moj tata odszedl dwa tygodnie temu. Byl najblizsza mi
    duchowo osoba. Bardzo trudno mi pogodzic sie z ta strata i chociaz
    nie jestem praktykujaca a moja wiara jest bardzo szczegolna, czuje,
    ze on jest blisko mnie i ze kiedys spotkamy sie znowu. Nie tylko tak
    mysle ale fizycznie to czuje i to mi pomaga.
  • Gość: Cmentarze polskie IP: *.wroclaw.mm.pl 03.05.09, 20:08
    www.cmentarze-polskie.pl
    - tu wykaz polskich cmentarzy wraz a listami pochowanych.
  • 04.05.09, 11:47
    Witam,
    Chciałabym opowiedzieć Wam swoją historię. W grudniu przed samymi Świętami zmarł
    mój kochany Tatuś. Po 9 miesięcznej walce z nowotworem odszedł. W nocy przed
    jego śmiercią śniło mi się,że umiera. We śnie zadzwonił do mnie i poprosił żebym
    przybiegła do szpitala, ja szybko pobiegłam a on po kilku godzinach zmarł. W
    rzeczywistości o 6 rano obudził mnie telefon od taty, wydusił z siebie żebym
    szybko przyszła. Pobiegłam do szpitala, mieszkam bardzo blisko. Okazało się,że
    ma obrzęk płuc i nie można nic już zrobić, był świadomy przez kilka godzin,
    później dostał środek nasenny i we śnie odszedł. Bardzo przeżyłam jego śmierć.
    Był dla mnie wszystkim, kochał mnie bezgraniczną miłością. Nie mieszkaliśmy
    razem, więc codziennie do mnie dzwonił tylko po to żeby powiedzieć,że tęskni i
    kocha. Dzwonił tak nawet 3razy dziennie :) Bardzo mi go brakuje, nie moge się z
    tym pogodzić,że go nie ma, pogubiłam się we własnym życiu, ciągle płaczę,
    rozpamiętuję. Chcę żyć, próbuję, ale jakoś nie widzą sensu. W każdym bądź razie
    zaraz po śmierci miałam uczucia,że jest obok. Wyczerpana zasnęłam i czułam się
    tak jakby ktoś się do mnie przytulał. Obudziłam sie i nikogo nie było.. Później
    Wigilia. Strasznie to przeżywałam, tata jeszcze nie był pochowany, ja nie
    chciałam isć na Wigilię do nikogo bo bałam się,że tego nie wytrzymam. Mama
    jednak mnie namówiła. W nocy przed Wigilią przyśniło mi sie,że tata zadzwonił do
    mnie ja odbieram i słyszę jego głos, mówię: ale przecież Ty nie żyjesz.. Tata:
    No tak, (śmiech) ale na Wigilię przyjdę, będę z Tobą nie płacz. Zróbcie dobre
    rzeczy. Tata uwielbiał jeść :) Takie sny się ciągle powtarzają. 4 dni temu znów
    mi się przyśniło,że dzwoni. Tym razem powiedział: Udało mi się, wygrałem. Idę
    tam, juz tam idę ! i ogromna radość w glosie. Czyżby szedł do nieba? I dziś w
    nocy, sen niesamowity. Tata siedział sobie na tarasie ja na drugim na przeciw,
    pomiędzy tarasami przepaść. Tata ze mną normalnie rozmawiam, tłumaczył.
    Powiedział,że jest mu tam dobrze,że jest szczęśliwy. Żebym się nie martwiła i
    nie płakała, bo mnie bardzo kocha i jest obok cały czas. Prosił żebym przekazała
    mamie,że ją również bardzo kocha, że widział,że jest na Mazurach z ciocią i że
    to dobrze,że odpoczęła, że przy niej tez jest. Zapytałam się,czy przez to,że
    jest już w niebie to nie będzie do mnie przychodził... a on ,że będzie mnie
    odwiedzał tak jak teraz od czasu do czasu, ale muszę żyć. Jeszcze raz
    powiedział,że mnie kocha i się rozmył. Wstałam z łózko i bardzo dziwnie się
    czułam. Od razu się rozpłakałam,bo wstyd mi,że musi przychodzić mnie
    uspokajać,że nie moze przeze mnie spoczywać w pokoju, ale później zrobiło mi sie
    dobrze. Cieszę sie,że jest szczęśliwy. On się chyba martwi p przychodzi mi
    pomagać, tłumaczyć, wie,że tego potrzebuję. Nie wiem...
  • 18.05.09, 02:22
    Czesc

    Ciagle obiecuje sobie, ze odpisze na Twoj post, lecz wciaz brakuje
    czasu. Ale dzis koniec z wymowkami.

    Chce Ci powiedziec, ze ile razy czytam Twoj post, tyle razy mam lzy
    w oczach. Po pierwsze dlatego, ze Twoja historia przypomina mi moja -
    ukochany Tata, szpital, zastrzyk, smierc we snie, Wigilia... (dla
    mnie chyba najgorszy dzien w roku). Widac, jak bardzo byliscie
    zwiazani, dlatego wiem, co przezywasz.

    No i te piekne znaki, jakie dostajesz... Masz prawdziwy kontakt z
    Twoim tata! Sen jest plaszczyzna kontaktow z naszymi drogimi
    Zmarlymi. Prowadzisz z nim rozmowy swiadoma we snie tego, co sie
    stalo. Ja mam podobne sny, ale mam problem z zapamietywaniem tresci
    naszych rozmow kiedy przechodze do stanu jawy. Doszlo do tego, ze we
    snie ucze sie na pamiec tuz przed swiadomym obudzeniem, o czym
    rozmawialam z Tata, a jak sie obudze, to i tak niewiele pamietam :-(

    Widac, ze pomimo smierci Twoj tata nadal Cie bardzo kocha i sie o
    Ciebie troszczy. To bardzo cenna wskazowka dla nas. Ja sie wciaz
    boje tego, ze majac tam przyslowiowy "raj" Tata mogl o mnie
    zapomniec, ze nie jestem juz dla niego wazna.

    Pomimo swojej wielkiej tragedii masz prawdziwe powody do radosci.
    Tata jest z Toba, kocha Cie i sie o Ciebie wciaz troszczy.

    I jeszcze jedno. Ten ostatni sen z rozmyciem... Mysle, ze to mogla
    byc wizja.

    Zycze Ci jeszcze wielu spotkan i rozmow z tata. Pozdrawiam.

  • 19.05.09, 12:28

    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź na mój wpis.
    Wydaje mi się,że to nawet niemożliwe żeby tata o Tobie zapomniał. Ich uczucia
    chyba pozostają na zawsze, czekają tam w "raju" na nas. Czytałam kiedyś taki
    artykuł, że jak człowiek umiera to podobno przychodzą po niego jego bliscy,
    zazwyczaj rodzice i ogarnia ich wszystkich wielka radość.
    Po moim ostatnim śnie z tym rozmyciem, muszę Ci powiedzieć,że jakoś się
    pozbierałam. Nadal jest ciężko, ale częściej się uśmiecham. Czasami nawet czuję
    się szczęśliwa. Mam cały czas myśl,że tata jest przy mnie i cieszy się ze mną.
    Tamten sen/wizja postawiła mnie na nogi, ale już zawsze Święta będą bardzo
    ciężkie i będą się kojarzyły ze śmiercią.
    Pozdrawiam Cię i trzymaj się !
  • 03.09.09, 12:19
    DO OSMIORNICZKI030...NIE WIEM CZY TY JESZCZE ZAGLADASZ NA TA
    STRONKE....JA PRZEZYWAM TO CO TY...4MSC TEMU ZMARLA NAGLE
    NAJWAZNIEJSZA OSOBA W MOIM ZYCIU,MOJA MAMA..ZAWAL SERCA...BYLAM
    SAMA...RAZEM Z NIA...TO WSZYSTKO TA TRAUMA..NIE POTRAFIE
    ZYC..ZADAJAC SOBIE PYTANIE CZY ZROBILAM W TEJ CHWILI COS NIE TAK,CZY
    MOGLAM COS JESZCZE ZROBIC,POGOTOWIE NIE ZDAZYLO..TO TRWALO MINUTY.
    zOSTALAM Z TYM CO WIDZIALAM I PRZEZYLAM SAMA....TATO BYL AKURAT POZA
    DOMEM ,NIE MAM RODZENSTWA A I SYNKA 8MIESIECZNEGO WYCHOWUJE
    SAMA...MAMA BYLA NICZYM..ANIOL, TAKA KOCHANA ZYLA CALE ZYCIE DLA
    INNYCH, TAK MNIE KOCHALA..A PUZNIEJ SPOTKALO JA NAJWIEKSZE SZCZESCIE-
    WNUK..JEJ LILIPUTEK, TAK DO NIEGO MOWILA..NACIESZYLA SIE NIM TYLKO
    DWA MOIESIACE. sERCE ROZDZIERA MI BOL I ZAL ZE MOJ SYNEK NAWET NIE
    BEDZIE PAMIETAL TAK WYJATKOWEJ KOBIETY...TERAZ KIEDY NA NIEGO
    PATRZE,JAK ROSNIE,ZA KAZDYM RAZEM CIERPIE ZE ONA TEGO NIE WIDZI,,,ZE
    NIE MOGE TEGO PRZEZYWAC RAZEM Z NIA. TYLE PYTAN,DLACZEGO ONA DLAZEGO
    W TEN SPOSOB,,I DLACZEGO W MOMENCIE KIEDY BYLA CHYBA
    NAJSZCZESLIWSZA...TO NIE PRAWDA ZE CZAS LECZY RANY....KAZDEGO DNIA
    CIERPIE TAK SAMO,KAZDEGO BRAKUJE JEJ TAK SAMO...W KAZDEJ GODZINIE
    MOJEGO ZYCIA MYSLE O NIEJ...COKOLWIEK ROBIE,JAK UBIERAM SYNKA..TO
    PYTAM CZY SLICZNIE WYGLADA, TAK LUBIALA PATRZEC KIEDY BYL UBRANY I
    WYCHODZILISMY NA SPACEREK.....CO DO ZNAKOW..TO RAZ ODCZULAM
    NIESAMOWITE ZIMNO CHOCIAZ NA DWORZE PANOWAL UPAL...I SNY,CHOC
    OSTATNIO SNI MI SIE ZADKO TO ZAWSZE W SNACH BYLA
    MILCZACA...NIEKONIECZNIE RADOSNA JAK ZA ZYCIA. jEDNEJ NOCY SNILO MI
    SIE ALE ODCZOWALAM TO TAK JAKBY DZIALO SIE TO NAPRAWDE ZE ONA KAZE
    MI ISC DO DRUGIEGO POKOJU-POKOJU RODZICOW...WCHODZE TAM TAKA
    WYSTRASZONA A ONA TAM JEST...PATRZY NA MNIE I W MILCZENIU PODAJE MI
    DLON...JAKBY CHCIALA SIE POZEGNAC...BO NIE ZDAZYLISMY.... INNY SEN,
    BYL TAKI ZE WCHODZE DO DOMU A MAMA LEZY CHORA, DRZWI OTWIERA MI
    TATO..A JA PYTAM ZYJE? A TATA ODPOWIADA ZE KAZALA CI PRZEKAZAC ZE
    WASZA MILOSC DO SIEBIE WYGRALA WALKE ZE SMIERCIA I ZECIE
    ODWIEDZI...TEN SEN BYL DLA MNIE NIESAMOWITYM PRZEZYCIEM BO DZIEN
    WCZESNIEJ PODCZAS ROZMOWY I MODLITWY Z NIA PROSILAM ZEBY COS MI
    JESZCZE POWIEDZIALA,PRZYSNILA SIE....WYSLUCHALA I POWIEDZIALA.....
    JESZCZE NAPISZE MUSZE KONCZYC BO MOJ SYNEK WLASNIE SIE OBUDZIL
  • Gość: Robert IP: *.xdsl.centertel.pl 28.11.09, 21:36
    Mam krótkie pytanie. Czy w momencie, kiedy Twój Tata się rozmył zapewne od razu
    się przebudziłaś. Napisz proszę, czy w tym momencie nie stało się coś
    niezwykłego, czy czasem nie przeszedł przez całe Twoje ciało dreszcz??? Mam
    nadzieje, że mimo tego, że dawno umieściłaś swój post zaglądasz tu czasem i
    odpowiesz.
    Trzymaj się ciepło.
  • Gość: zmeczonazyciem:( IP: 83.1.81.* 18.12.11, 22:09
    To co napisałaś jest na prawde bardzo pięknym przezyciem. Ja tez stracilam tatusia 3 lata temu ale do dzisiaj sie z tym nie pogodziłam:( zle mi jest bez niego bardzo za nim tesknie potrzebuje go chocby nawet w snach. Przez te 3 lata śnil mi sie moze 4 razy ale nie dostrzeglam takich znakow jak ty.Bardzo go kocham i czasem chce isc tam gdzie i on jest zeby byc blisko
  • Gość: beti IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.09, 08:26
    witam ja rowniez czuje obecnosc mojego taty zmarl okolo rok temu i czuje nawet
    jego dotyk uwierz on opiekuje sie toba jak moj tato mna ciesz sie z tego bo i po
    smierci rozciaga nad toba opieke

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.