Chińczycy są jak Rosjanie - robią co chcą, ale od Zachodu wymagają, by pokazywał
ich kraj w pozytywnym świetle. Propagandowe wycieczki to nie nowość - zarówno w
Chinach jak i w Korei Północnej jako turysta możesz oglądać tylko to, co władze
uznają za stosowne. Jako dziennikarz - właściwie możesz bazować tylko na tym, co
oficjalnie otrzymasz od "biur prasowych". Mogę się założyć, że przed wizyta w
Lhasie chińskie władze odpowiednio zastraszyły mnichów. To, że mnisi zdecydowali
się na takie kroki wiedząc co im za to grozi pokazuje ich wielką odwagę.
Niestety, świat im nie pomoże - Chińczycy w tej chwili są głównym odbiorcą wielu
surowców, mają najtańszą siłę roboczą, związki zawodowe podporządkowane partii
(zdarzały się przypadki, że gdy zachodni pracodawca chciał podnieść pensje
chińskim pracownikom związki zawodowe nie godziły się na to :)), dlatego też
nikt nie kiwnie palcem w sprawie Tybetu. Już niedługo Chiny będą musiały
poszukać nowych terytoriów dla swojej ludności ( Rosja już ma problemy na
Syberii) - wtedy zobaczymy, czy olewanie sprawy Tybetu wyjdzie wszystkim na dobre.
--
Rada programowa TVN : "Drodzy państwo, przez dwa lata atakowaliśmy rząd - dla
równowagi teraz będziemy atakować opozycję"
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.