Gazeta.pl   Forum   Aktualności i Media   Publicystyka   Wolny Tybet   i kto tu ma "małą wie...

i kto tu ma "małą wiedzę"?

Autor: Gość: eptesicus IP: *.chello.pl 17.04.08, 21:49
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
[nb. sam się napraszasz na uszczypliwości ;-))]

> 1.
> Składanie w Tybecie ofiar z dzieci, podobieństwo do rytuału
> stosowanego w starożytnej Kartaginie, jest faktem opisanym w
> publikacjach naukowych (specjalistycznych) dot. historii Tybetu i
> rządów mnichów.

otóż nie. Nie ma żadnych NAUKOWYCH źródeł opisujących
przeprowadzanie takiego rytuału. Owszem są oszczerstwa
komunistycznej propagandy, ale nie ma źródeł naukowych, które
udowadniałyby, że Tybetańczycy w okresie buddyjskim składali ofiary
z ludzi. Owszem, podaje się niekiedy, że ofiary takie składano w
okresie przedbuddyjskim (tj. przed około 600-700 rokiem), choć nie
wiem czy nie ograniczały się do pogrzebów królewskich - dokładnie
tak, jak zabijano ludzi aby dołączyli do zmarłego władcy w
najdawniejszych Chinach (w epoce Shang). A więc historia ta nie
dotyczyła rządów mnichów. Przypuszcza się, że owa plotka wynikała z
1) zwyczaju używania ludzkich kości w niektórych rytuałach bon, ale
również buddyjskich, 2) zwyczaju chowania ciał ludzkich pod
wznoszonymi budowlami (np. stupami) - łatwo było dojść do konkluzji,
że ludzi tych zabijano po to, aby magicznie zapewnić trwałość
budynkowi (inna sprawa, że takie bajki są na całym świecie, o
pięknej córce głównego architekta, któremu zły król obiecał że łeb
utnie, jeśli zamek po raz trzeci się zawali itd. itp.). Nikt z
zachodnich badaczy nie widział ani takich ofiar, ani nie słyszał o
nich od żadnego Tybetańczyka, ani nie ma o nich wzmianki w żadnych
tybetańskich manuskryptach - przynajmniej nie ma w tych, które
przetrwały maoistyczny szał niszczenia w czasie Rewolucji
Kulturalnej.

> ani tego, że Tybet mniszych buddystów terroryzował otoczenie
Tybetu
> stosując m.in. politykę wzniecania powstań jak i krwawych najazdów
> na sąsiednie państwa - czynione rękami wynajętymi przez
tybetańskich
> mnichów.

to również historyjki wyssane z palca. Czy umiesz na spokojnie
analizować źródła, jeśli chodzi o sprawę, w której uparłeś się mieć
oryginalny pogląd (pogarda dla "owczego pędu" ;-)))? Sytuacja była
dokładnie odwrotna - Tybet stanowił poważne zagrożenie dla sąsiadów,
dopóki mnisi nie przejęli tam rządów - i nie doprowadzili tego kraju
do upadku, pozbawiając go militarnej potęgi. W okresie królewskim
(zarówno przedbuddyjskim jak i wczesnym buddyjskim) Tybet był krajem
zorganizowanym militarnie, zupełnie jak Mongolia Czyngisydów. Ludzie
podzieleni nie na gminy czy okręgi ale na oddziały wojskowe.
Zdyscyplinowane armie wysyłane na wschód i północ, podbicie części
wschodnich Chin, podbicie miast jedwabnego szlaku w Turkiestanie
Wschodnim, tybetańskie garnizony stacjonowały w bogatych oazach
pustynii Taklamakan, w Tunhuangu. Podboje równie krwawe i
destrukcyjne co mongolskie. Monastyczny buddyzm wręcz "wykastrował"
bojowe nastawienie Tybetańczyków. Potęga militarna Tybetu w okresie
królewskim (a więc NIE RZĄDZONEGO PRZEZ MNICHÓW) była tak wielka, że
ciągle mogli negocjować z Chinami jak równy z równym (traktat
graniczny z 821 r.). Ale po śmierci anty-buddyjskiego króla
Langdarmy (zabitego przez fanatycznego mnicha) imperium tybetańskie
rozpadło się na małe państewka, aż stopniowo władzę przejęły potężne
szkoły buddyjskie i ich reinkarnowanych lamów. Wreszcie doszło do
tego, że tak jak (analogicznie do dawnych Prus) królewski Tybet był
krajem będącym w posiadaniu armii (nie zaś na odwrót), tak
późniejszy Tybet był krajem będącym w posiadaniu "kościoła". Władza
kleru spowodowała, że NAJAZDY TYBETAŃCZYKÓW NA SĄSIADÓW SKOŃCZYŁY
SIĘ. Sekty klasztorne zużywały całą energię na potężne projekty
budowlane i na (nieraz krwawe) walki o władzę WEWNĄTRZ TYBETU.
Owszem toczone "rękami wynajętymi przez mnichów", ale te ręce (np.
mongolskie hordy) zapraszano DO TYBETU, nie zaś wysyłano poza jego
granice. Jedyne najazdy Tyboli na sąsiednie kraje po tym okresie
wiązały się z próbami podporządkowania sobie "bratniego" Bhutanu,
stąd podobno szkoła Dalajlamy (dGelugs-pa) nie cieszy się tam dotąd
szczególnym uznaniem ;-))

tyle literatura przedmiotu. Ale że to ty stawiasz tezy wychodzące
poza "mainstream" tybetologii, mam dla ciebie zadanie, stranger.pl:

1. Podaj mi naukowe źródła (lub chociaż źródła popularne ale
napisane przez specjalistę-tybetologa), udowadniające w wiarygodny
sposób, że Tybetańczycy składali ofiary z dzieci w czasach rządów
lamajskiej teokracji, a już szczególnie - że składano takie ofiary
rękami mnichów lub na ich zlecenie, lub chociaż za ich zgodą i
wiedzą.
2. Podaj mi takie same źródła odnośnie teorii o tych licznych
najazdach Tybetańczyków na sąsiednie kraje i terroryzujących je w
okresie lamajskiej teokracji, a więc PO OKRESIE KRÓLEWSKIM - w
czasie rządów Saskja-panditów czy później w czasie rządów
Dalajlamów. Przede wszystkim jednak WYMIEŃ TE NAJAZDY, a przede
wszystkim wspomniane przez ciebie POWSTANIA w sąsiednich krajach
wywoływane przez mnichów z Tybetu, aby terroryzować sąsiednie kraje.

>>> profesor Ariel Toaff, szef Wydziału Historii Żydowskiej na
> Uniwersytecie Bar-Ilan w Tel Awiwie (Izrael).

pogląd ten jest bardzo odosobniony wśród historyków (tak żydowskich
jak i "gojskich" - po prostu to jedyny taki pogląd), jedynymi
dowodami Toaffa były zeznania wyciągnięte z ludzi podczas tortur
przez św. Inkwizycję, oraz poszlaki takie jak używanie krwi (również
ludzkiej) w średniowiecznej medycynie. Skoro były takie zabobony o
tym, że ludzka krew leczy (tak wśród chrześcijan jak wśród Żydów),
to znaleźli się w końcu rabini, którzy wyszli na przeciw rynkowi i
obeszli biblijny nakaz "powstrzymywania się od krwi", wydając
certyfikaty koszerności "preparatom krwiopochodnym" (bo już
wyschła ;-) Ale nie jest to chyba dowód na to, że zabijano dzieci
aby robić macę. Nie ma dowodów - nie ma tak naprawdę dyskusji. Toaff
wydał zresztą koleją edycję swojego "dzieła" w którym twierdzi już,
że oskarżenia o mord rytualny są w całości sfabrykowane przez
chrześcijan ;-)) Jeśli chodzi o sposób na zdobycie popularności, to
jego pierwsza książka była świetnym sposobem na zdobycie
popularności, ale raczej nie na rozpowszechnianie wiedzy naukowej...
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.