to nie do mnie, ale wiesz że jestem anarchistą :)
Autor: Gość: patriota
IP: *.chello.pl
01.11.08, 00:03
więc wolę "ogólniejsze" prawa człowieka (do tego nie mające jednak sankcji
prawnych - są to prawa do, a nie prawa za które się skazuje), od kompetencji
państw i władzy, do tego żeby regulować życie obywateli. jako jednostka
anarchistyczna nie uznaję żadnej (jakiejś nadrzędnej) wartości w kulturze i
tradycji, która hamuje rozwój dowolnie się rozwijających gdyby nie te
ograniczenia jednostek. tak samo jestem przeciwny np. chrześcijańskiej, jak i
buddyjskiej indoktrynacji ponieważ ona narzuca ludziom nie ich prywatny, tylko
narzucony z góry światopogląd. jak i też jestem przeciwny istnieniu państw które
chcą ograniczać wolność jednostki do posiadania takich czy innych światopoglądów
jak i nawet tych tradycji. prawa człowieka jednak są prawami "do wolności" wobec
państwa w większości, więc te prawa chociaż wolałbym żeby nie było żadnych praw
i regulacji, uważam za istotniejsze, od praw państw które chcą coś na swoich
obywatelach wyduszać. różnica między np. Tybetem, i buddyzmem, czy hinduizmem
jak wiesz jest taka, że mimo iż uważam go za szkodliwe (to znaczy przyjęcie
filozofii życiowej, jak i rodzaj "religii" skrzywia Twoją osobowość i odciąga od
drogi własnych poszukiwań do Twojej "prawdy", a twierdzę że można ją odkryć
samemu poszukując a nie się jej ucząc), nie wymuszają one nic na Tobie.
Tybetańczycy nie musieli być zmuszani do takiej a nie innej wiary, i jest to
religia "pokojowa". pierze mózgi, ale intencją jej nie jest w końcu z założenia
ograniczanie czyjejś wolności. konflikt nie przebiega więc wcale na płaszczyźnie
czy Tybet jest super czy Chiny są złe. ale na tym, czy ktoś do czegoś Ciebie
zmusza bardziej czy mniej, czy ogranicza Twoją wolność bardziej, czy mniej.
Chiny są państwem w którym jest zbyt wielka kontrola władzy nad społeczeństwem,
jest to system kiedy państwo totalnie dominuje nad każdą jednostką, i właściwie
tylko dlatego powinien być atakowany (co nie znaczy oczywiście, że inne systemy
państwowe nie są porównywalne), więc jest to system zamordystyczny. Tybet
pozwoliłby Tobie siedzieć, i mieć inne religie i nic Ci by nie narzucał z góry,
w tym sensie jest to lepszy, chociaż tak samo jak każdy rodzaj 'fanatyzmu'
ogółem negatywny bo próbujący zawężać rzeczywistość względem jednej wiary nie
opartej na faktach, ale na filozofii i przekonaniu. ale dlatego jest mniej
groźny. ponieważ nie jest groźny, tak jak Watykan nie jest groźny, to ich nie
atakuję. też wolałbym żeby w Polsce nie było obowiązującego wszędzie
chrześcijaństwa i żebyśmy mieli kraj liberalny skrajnie jak to tylko możliwe, i
laicki na wskroś, ale tak nie jest. mimo to Watykan jak i religia w Polsce mi
krzywdy nie robi. pośrednio tak, w światopoglądzie kształtowanym w ograniczonym
ze względu na ten światopogląd społeczeństwie, ale jednak w sumie nic mi do
tego. kościół mnie do niczego nie zmusza, chociaż nie zgadzam się z nim pewnie w
95%. Chiny rozpracowują większość organizacji w Chinach działających niezależnie
i podziemnie (również przeciwko władzy), i dlatego ich nie lubię. hamują rozwój
życia niezależnego, opozycji, oraz sekt - ciekawe że w Chinach wiele organizacji
o profilu filozoficzno-światopoglądowym, odłamów religijnych jest uznanych za
sekty :). dlaczego Chiny się nie wtrącają w sprawy wewnętrzne innych państw, tak
jak Rosja? bo liczą, że dzięki takiej polityce mając silne walory "państwowe",
gospodarcze, mogą liczyć na wzajemność i dokładnie tylko po to to robią. w razie
czego jak trzeba przyklepać pomoc Rosji w Afganistanie czy Iraku, czy jako taką
przychylność, to USA jest wdzięczne że Rosja się nie wtrąca i nie krytykuje,
licząc że USA nie będzie krytykowała np. Czeczenii i przemilczy tysiące zbrodni
również przeciwko ludności cywilnej w Rosji (ciągle tam rządzi tylko agentura a
zwykli ludzie są bez praw - Czeczenia to jest taki obóz koncentracyjny tego, co
się dzieje na prowincjach Rosji jako poligon doświadczalny). Chiny są spokojne
bo nie chcą żeby się do nich wtrącać, chętnie zrobią interesy, i liczą na
przymykanie oka na ich sprawy. popatrz na 'przyjaciela' który w pewnym momencie
robi się wobec Ciebie zbyt tolerancyjny, czy partnerkę która nagle Cię nie
krytykuje i "nie wtrąca się", i "nic od Ciebie nie oczekuje". najczęściej robi
to dokładnie mając na myśli "i Ty też mnie zostaw w spokoju". w razie czego Ci
potem powie, "a czy ja się wpie...łam w to i owamto?". im bardziej jesteś
bezkrytyczny tym bardziej robisz to dlatego żeby pozbyć się krytyki innych. to
oczywistość.
otóż, jestem przeciwko polityce "wewnętrznej każdego państwa" która ma dotyczyć
spraw społecznych i ludzkich, w tym tych całych praw człowieka, bo uważam że
państwo nie powinno w nie ingerować. tak jak nie powinno w gospodarkę i inne
sfery życia, ale jeszcze gospodarkę, to mogę zrozumieć, regulacje, wyrównywanie
szans, dbanie o infrastrukturę, socjal dla słabszych, wyrównywanie poziomów
życia, organizacja samorządowa, służba zdrowia, to wszystko jest "technicyzm",
możemy powiedzieć że państwo ma prawo być mózgiem tej maszynerii. ale na pewno
nie powinno ingerować w swobody obywateli, i ich wyznania.
nie poruszam tu tematu samego Tybetu, ale tylko to co wymieniłeś czyli "wyższość
praw człowieka nad prawami państwa wobec wewnętrznej polityki", bo niech ona
sobie będzie wewnętrzna, ale nie w sprawach zniewalania ludzi. jeśli chodzi o
sam Tybet jako obszar, jego państwowość, bronienie narodowości czy tradycji tego
obszaru i jak by nie było jakiegoś społeczeństwa, to jest to zupełnie inna
sprawa. jeśli mi nie pozwala polskie państwo de facto na założenie własnego
obszaru wydzielonego z naszego państwa w którym mógłbym się oddzielić od tego
państwa czyli do autonomii, nawet ściga mi sekty w tym państwie, nawet ściga
mnie prawem, wobec jakichś tam swoich farmazonów, i przepisów do których mam się
nagiąć, to tak samo nie życzę sobie ograniczeń państwa polskiego, jak i każdego
innego. moment kiedy broni się Tybetu, a nie broni się na przykład kraju Basków
jest dla mnie obłudą, moment kiedy uważa się religię buddyzm za wyższą od na
przykład satanizmu, jest demagogią. jeśli nie może być równego traktowania
wszystkich "wolności" to czemu mam popierać akurat walkę o Tybet, czy Lamę
takiego czy innego, skoro ci sami ludzie nie bronią mojej wolności do takiej
samej niezależności wobec mojego nowego państwa anarchistycznego które chciałbym
sobie utworzyć? hm? tylko dlatego żeby tworzyć kolejną "walutę przetargową" w
przeciąganiu liny między mocarstwami na świecie? ktoś mówił, że lepiej pomóc tu,
niż gdzie indziej. niby to z jakiej racji? albo mówimy o idei, albo nie ma
żadnej idei. jeśli jest idea to dotyczy wszystkich, a nie akurat konfliktu
Tybetu i Chin. proste. niech więc Śląsk się odłączy na drodze referendum z
Polski, proszę bardzo. niech satanizm będzie powszechnie panującą "nietykalną"
religią. niech nie będzie w ogóle tematu sekt. nie ma sprawy.
oczywiście mówiąc prawdę prawa człowieka też mają tysiące nadużyć. na przykład w
Chinach bardzo popularne są tortury (super). nie powinno się na podstawie praw
człowieka regulować kwestii tortur, tylko dlatego że tradycja zachodnia chce
zapomnieć tradycję tortur w swoich państwach. o ile jestem przeciwny torturom
"państwa" o tyle sam temat tortur to wielka tradycja Japonii, Chin, Wietnamu i
krain pobliskich, dalekowschodnia tradycja. nie można potępiać nikogo dlatego że
w tych krajach te tradycje są a w innych nie ma, bo tortury są fascynującym
przeżyciem. natomiast powinno się oczywiście wyrywać państwom maksymalnie jak to
możliwe wszelką broń z ręki, która mogłaby ograniczać wolność jednostki.
czekam aż prawa człowieka określą taki punkt "każdy człowiek ma prawo do życia
poza państwem i stworzenia swojego nowego państwa" to wtedy będę za ;). państwo
jest złem z założenia, i powinno mieć odebrane wszelkie możliwe instrumenty
jakiejkolwiek kontroli nad "społeczeństwem" i ludźmi, i władzy, bo władza
narzucona z góry jest złem czystym i wcielo