myślę że to różne problemy Czyngis Chanie
Autor: Gość: patriota
IP: *.chello.pl
15.11.08, 22:27
myślę że mimo że większość osób burzy się przeciwko anarchii, są to i tak
nieuświadomieni anarchiści - w głębi duszy :), którzy jeszcze nie otworzyli się
na swoją wolność.
demokracja jest synonimem państwa, gdzie jednak masz więcej wolności, są
możliwości kiedy możesz coś zmienić - teoretycznie. praktycznie pewnie jest to
mało realne, ale pozór i jakieś mechanizmy pozostają.
teoretycznie jest możliwe w demokracji to że np. Andrzej Lepper albo jakikolwiek
bezrobotny, rolnik, rybak, czy prostytutka zacznie jeździć po kraju i stworzy
partię "prawdziwych ludzi" - czyli ludową :), która wyśle "profesjonalnych
polityków" i "elity" na zieloną trawkę.
za tym "szacunkiem dla demokracji" jak widzisz więc stoi ta potrzeba posiadania
przynajmniej formalnej, iluzorycznej gwarancji że jest możliwa wolność, tylko
musisz przekonać do tego większość. praktyka jest taka, że mechanizmy rodzące
się ze współczesnej demokracji uniemożliwiają takie realia - chyba że ludziom
byłoby tak strasznie źle, żeby już nie mogli wytrzymać i zrobili rewolucję.
nie ma obecnie wolniejszego ustroju od demokracji - chyba że umiesz taki wskazać.
co prawda konserwatyści i mało świadomi ludzie, nie umieją sobie wyobrazić
bardziej wolnościowego państwa od o ustroju demokratycznym, ale zarazem nie
umiejąc sobie tego wyobrazić - właśnie dlatego że nie umieją sobie tego
wyobrazić i myśleć o rewolucyjnym dokonaniu zmian ustroju takiego państwa -
uważają że nie ma bardziej 'wolnego'. skoro nie ma, to potępiają te, gdzie
wolność jednostki jest bardziej ograniczana, niż ten w którym żyją.
możemy wchodzić w dyskusje polemiczne o naturze ludzkiej, zapuszczać się w
rejonu psychologiczne, i filozoficzne, egzystencjalne, i będziemy mieć rację
jeśli uznamy że ludzie są stworzeni do "zniewolenia", a tylko nieliczni potrafią
żyć realnym wolnym niezależnym życiem. tylko różnica jest fundamentalna między
zniewoleniem "dobrowolnym", kiedy ulegasz jakiejś grupie, religii, filozofii,
partnerowi w związku itp, i masz wolny wybór. a kiedy niewolnictwo masz
narzucone z góry.
uważam że atakowanie Chin za pomocą Tybetu jest hipokryzją totalną 100%, bowiem
prawa człowieka są nie tylko w Chinach łamane (równie dobrze w USA służby
specjalne dopuszczają się w imieniu władzy do czystej likwidacji ludzi w
rozgrywkach o władzę na przykład), i na pewno jeśli w Chinach - to nie tylko
wobec Tybetańczyków. a więc jeśli atakować Chiny - to nie za państwo Tybet i
jego niepodległość, nie za naród Tybetański - bo to ciągle gadka o instytucjach.
tylko właśnie za ograniczanie wolności jednostek w tym państwie. niestety jednak
mówi się o Tybetańczykach jako wyjątku, a co jest z innymi jeńcami politycznymi
i ludźmi którzy chcą być niezależni w Chinach, i są w jakiejś kontrze i
opozycji. przeciwko temu powinno się protestować. czemu się tego nie robi?
bowiem poza "metodami" działania chińskiej władzy, inne kraje nie różnią się
wcale w kategorii zwanej "zasadami". stosunek autorytarnej władzy, jest taki
sam, tylko pozory i metody walki z kontr-państwowymi ruchami są różne w różnych
krajach.
każde państwo jest anty-anarchiczne. więc jest za zachowaniem władzy nad
jednostką. tylko jedno chce utrzymywać ustrój totalitarny, tak jak Chiny czyli
bardziej ograniczający swobody obywatelskie. a drugie, chce utrzymywać ustrój
demokratyczny, który ma być lżejszy. każdy jest systemem "odwróconym", kiedy to
nie ludzie mają być właścicielami państwa, tylko na odwrót - państwo ma być
właścicielem jednostek, czyli jest to ustrój niewolniczy.
jedyną wolność może dać anarchia.
myślenie że demokracja jest lepsza od ustrojów totalitarnych wywodzi się stąd,
że zakres praw ludzi i wolności jest szerszy niż w ustrojach totalitarnych. a
więc i tak odwołuje się do wolności.
śmieszne jest to, że ci sami konserwatyści którzy będą atakować np. mnie za
anarchię, uważając że chcę "za dużo wolności", będą jednocześnie atakować np.
Chiny za "za mało wolności". nie ma tu żadnej względności. albo ktoś jest za
wolnością - a jest to kategoria absolutna, albo jest za ograniczaniem tej
wolności. rzeczywiście z tej strony patrząc, możemy się zacząć zastanawiać,
czemu jeśli stworzyć jakieś ramy i zakres wolności, i ograniczać ją najpierw na
skalę "europejską" i "demokratyczną", i biurokratyczną, to czemu, nie ograniczać
jej bardziej? i te dwie tendencje zawsze będą się spierać o to samo. ludzie
szukający wolności zawsze będą mieli jej za mało, bo dążą do totalnej wolności,
chaosu, i anarchii, dopiero na których zbudują swój własny nowy porządek, na
swoich zasadach i w swoim prywatnym życiu. to najsilniejsze osobowości i
najwięksi indywidualiści. ludzie, którzy dążą do ograniczania, zawsze będą
mówili że można by więzienie zrobić jeszcze ciaśniejszym i surowszym, a
człowieka zapiąć na jeszcze krótszej smyczy.
co do tendencji "globalizacji" prawa, np. poprzez prawa człowieka, czy ONZ itp.
to jest to z jednej strony pozytywne, z drugiej negatywne.
co prawda ogólniejsze prawa człowieka, i prawo międzynarodowe raczej w idei,
jest prawem najbardziej uniwersalnym odwołującym się do najbardziej podstawowych
jakichś fundamentalnych wartości. nie robi ono krzywdy, jeśli próbuje ograniczać
wolność to nie tyle JEDNOSTEK, co PAŃSTW. możemy powiedzieć, że prawo
międzynarodowe i wszystkie te regulacje ograniczają wolność danego państwa do
własnej autonomii. to masz na myśli? no właśnie - i tu dochodzimy do tej
"demokracji". tak można myśleć, przy założeniu że LUDZI DOBROWOLNIE W SWOJEJ
MASIE CHCIELI WYBRAĆ TAKI SYSTEM I TAKI USTRÓJ. a państwo niedemokratyczne - w
rodzaju Chin, dąży do monopolizacji "jedynie słusznej wizji" jednego środowiska
a więc w tym momencie nie postulujesz o wolność tego społeczeństwa - Chińczyków,
tylko o wolność WŁADZY państwa, do dowolnego robienia co się jej podoba w swoim
kraju, kosztem tych obywateli łamiąc ogólne prawa człowieka.
i tak zawsze wszystko się sprowadza do wyższości jednostki nad władzą, dopóki do
tego nie dojdą LUDZIE, którzy stworzą własne nowe instytucje powstające
oddolnie, żadna instytucja władzy która już istnieje do tego nie dojdzie, bo
zagraża to w sposób oczywisty jej własnym interesom i podważa sens jej
istnienia. a ludzie jako jednostki jeszcze długo w nic się nie zorganizują.
oczywiście jeszcze jest ten negatywny wymiar nadrzędności prawa międzynarodowego
nad "lokalnym". że powstanie ustrój czy system który będzie w porządku, i znowu
będzie ograniczany, więc niestety jak każde prawo i prawo międzynarodowe ma
ograniczenia, i dąży do ograniczenia świata w wypracowanym w jednym czasie
status quo, metodą kompromisu - a każdy kompromis, to zgniły kompromis.
ideologia zachodu to jest oddzielna sprawa, i po pierwsze jednak coś takiego nie
istnieje - slogan - po drugie ideologia raczej rozgrywa się na poziomie nisz, a
nie 'zachodu' czy 'wschodu'. jeśli dobrze rozumiem co masz na myśli, to też nie
widzę powodu żeby jakaś ideologia miała być wyższą, bo to często jest
"ideologia" konsumpcji, globalizacji, jakiegoś zniewieściałego feminizmu i ma
wiele wad, ale myślę że spór o Chiny dotyczy raczej nie ideologii, tylko praw do
wolności jednostek. tylko że nikt go nie umie nazwać po imieniu, bo takiej
wolności nigdy do końca nigdzie nie ma - z pozycji instytucji państwa, więc
dlatego pie... zastępczym językiem ;).
ciao