Dodaj do ulubionych

Dbanie o włosy - wątek antyfryzjerski ;)

30.08.11, 11:55
Wątek o olejach mnie zainspirował i tak sobie pomyślałam o różnych fryzjerkach, u których bywałam. Nieodmiennie ich zdumienie i sprzeciw budziły rozmaite praktyki wg mnie polepszające stan włosów:
-suszenie bez suszarki
-czesanie tylko na mokro i tylko szerokozębnym grzebieniem (albo palcami)
-nieużywanie lakieru

Szczególnie zaś zajadle namawiano mnie na farbowanie z powodu pojedynczych siwych włosów, które ja akurat akceptuję i nie narzekam. Fryzjerkom się w głowie nie mieściło, jak można z czymś takim chodzić. Podejrzewały zapewne, że nie życzę sobie farbowania z powodów finansowych, a kiedy mówiłam, że siwe mi nie przeszkadzają, to reagowały tak, jakby ktoś powiedział, że nie będzie czyścił brudnych paznokci, bo mu nie przeszkadzają ;))

Włosy po wizycie u fryzjera mam prawie zawsze dobrze obcięte, ale suche i klapnięte. I tak sobie myślę, czy fryzjerzy naprawdę znają się na pielęgnowaniu włosów, czy tylko na proponowaniu jak najdroższych usług i drogich (a wcale nie rewelacyjnych) kosmetyków "salonowych"? Jakie macie doświadczenia?
Edytor zaawansowany
  • kis-moho 30.08.11, 12:23
    Ja sie przyznam, ze u fryzjera bylam ze 4-5 razy w zyciu (!), za kazdym razem wizyta konczyla sie slowami "to co, prostujemy?". Stwierdzilam, ze koncowki potrafie obciac metoda chalupnicza, fryzury sprawdzajace sie na wlosach kreconych (ktore, niespodzianka, schnac zwijaja sie, i to nierownomiernie) sa dla znanych mi fryzjerow wiedza tajemna (efekt mopa gwarantowany po kazdej wizycie), a na prostowanie wlosow nie mam ochoty.
    Na pewno sa gdzies fryzjerzy znajacy sie na lokach, ale ja na takich jeszcze nie trafilam. Dopoki o takim nie uslysze, odpuszczam sobie wszelkie salony fryzjerskie.
  • anne_stesia 30.08.11, 12:25
    Temat na czasie, bo wczoraj wróciłam od fryzjera :D

    Moje włosy po kontakcie z techniką fryzjerską są mocno oklapnięte - po prostu wyciąganie ich na szczotce raczej im nie służy, a prostowanie to już w ogóle, dlatego ocenę obcięcia zostawiam sobie na drugi dzień, kiedy włosy umyję sama, wysuszę głową w dół i uczeszę po swojemu. Zwykle wtedy też wymagają tylko delikatnego spryskania lakierem i ugniecenia ich, żeby trzymały się w puszystości.
    Nie spotkałam się natomiast z wciskaniem mi farbowania czy zabiegów pielęgnacyjnych - wczoraj tylko jak zaczepiłam fryzjerkę o olejowanie to powiedziała, że zdania na temat tego zabiegu są podzielone i jednym służy, a innym nie, ale jeśli mam ochotę spróbować to ona ma preparat z siemienia lnianego i możemy spróbować. Przestrzegła też przed kupowaniem specyfików "gotowych", które zamiast oleju zawierać mogą "jedwab", który jak wiadomo z jedwabiem może mieć wspólnego niewiele, a który w moim przypadku wiem, że jest totalną klapą (dosłownie).
    Dziewczyna zauważyła też marny efekt mojego ostatniego farbowania, pokazała co można by z tym zrobić, ale na nic nie namawiała - ot, po prostu zaprezentowała możliwości ratunku dla moich obecnie rudawych włosów. Siwych nie mam, więc nie wiem co by na nie powiedziała.

    Generalnie z fryzjerami nie mam przejść złych - odkąd od pół roku chodzę do salonu, który wpadł mi w oko przez groupona chodzę ścinać włosy z dużą przyjemnością i mogę spokojnie powiedzieć fryzjerce "rób moja droga, co tylko zechcesz". Ma to po części związek z tym, że bez okularów jestem ślepa jak kret i zwyczajnie nie widzę co się ze mną robi, ale też dlatego, że np. wczorajsze odważne cięcie mojej grzywki wyszło mi na dobre i pokuszę się o stwierdzenie, że w życiu nie wyglądałam tak dobrze.
  • ananke666 30.08.11, 12:41
    > wczoraj tylko jak zaczepiłam fryzjerkę o olejowanie to powiedziała, że z
    > dania na temat tego zabiegu są podzielone i jednym służy, a innym nie

    Powiedziałabym raczej - pewne oleje jednym służą, a innym nie. Mnie totalnie zniechęcił olej kokosowy, który większości służy, a ze mną współpracować nie chciał. Znacznie lepiej przysłużył mi się olej winogronowy i oliwa, bez wydziwiań, ze zwykłego większego spożywczaka. A dopiero zaczynam i jeszcze "mojego" oleju nie znalazłam.

    Co do bytności u fryzjerów, to obserwuję tylko cudze, ponieważ strzygłam się u fryzjera ostatni raz jakoś przed ćwierćwieczem. Włosy mam długie, proste, z przedziałkiem na środku, sama je farbuję, upinam i skracam. Chyba, że znajdzie się akurat w pobliżu osoba z fryzjerskimi nożyczkami, chociaż po takowych różnicy wielkiej nie widziałam, więc i nie zawracam sobie tym głowy.
    Kosmetyków profesjonalnych próbowałam, a jakże. Taka sama loteria jak z drogerii, ale ja mam kapryśne, trudne w pielęgnacji włosy.

    --
    Tupecik
  • aksanti 30.08.11, 12:42
    > Temat na czasie, bo wczoraj wróciłam od fryzjera :D

    Ja też ;)

    A może by tak popełnić wątek zbiorczy z polecanymi fryzjerkami/salonami (z podziałem na miasta)?
  • kis-moho 30.08.11, 12:45
    > A może by tak popełnić wątek zbiorczy z polecanymi fryzjerkami/salonami (z podz
    > iałem na miasta)?

    I na typ wlosow. Bylam kiedys u fryzjera polecanego przez przyjaciolke, ktora ma zawsze swietna fryzure. Ja wyszlam z mopem nr 3 i obowiazkowa propozycja prostowania (i odwrotnej trwalej, czyli dlugotrwalego pozbycia sie lokow, obawiam sie, ze na rzecz siana).
  • pierwszalitera 30.08.11, 12:45
    Można pojeździć po fryzjerach? ;-) Do stale powtarzających się fryzjerskich grzechów należą:
    Mycie włosów zbyt gorącą wodą. Za każdym razem pytają wprawdzie, czy dobra, ale zanim się zorientuję, bo włosów mam dużo i potrzeba chwili, by zmoczyła mi się skóra głowy, to zdążą przepłukać mi włosy ukropem. Nie wiedzą, że to szkodzi włosom?
    Tarcie długości przy myciu. Wydaje mi się, że fryzjerka potrafi ocenić (powinna), czy klientka ma włosy brudne, tłuste, kilka dni nie myte, czy wyskoczyła akurat spod prysznica, bo nieraz byłam u fryzjera spontanicznie, po porannym myciu głowy. A zwykle im to też mówię. Nawet w domu nie nacieram długości szamponem, bo przecież na to nie ma potrzeby i myje się glównie skórę głowy. Fryzjerki nie wiedzą, że z dłuższymi włosami należy obchodzić się ostrożnie i nie potrzebują takiego tarcia?
    Niewypłukany szampon. Tu jeszcze raz pewnie moje gęste włosy grają jakąś rolę i wiem, że potrzeba na ich wypłukanie więcej wody, ale nie wiedzą, że szampon pozostawiony na włosach im szkodzi?
    O reszcie się nie wypowiem, bo stałam się niewrażliwa na propozycje, że fryzura jest za grzeczna i ona zrobi mi wild, tylko połowę trzeba będzie wycieniować. ;-) I że mam śliczny naturalny kolor, i jak nie chcę balejażu, to można jakiś gloss, to taka niby farba, tylko bez pigmentów i pielęgnuje. ;-)
    I teraz może już nie tak często, ale kilka lat temu to modne były strasznie gładkie włosy i musiałam niemal uciekać przed żelazkiem do wygładzania. Kilka razy dałam sobie zrobić, efekt był może fajny (do następnego dnia), ale stan włosów bardzo się przez to pogorszył. Dzisiaj już wiem dlaczego, w każdym kobiecym czasopiśmie przestrzegają, by prostować włosy tylko całkowicie wysuszone, bo wilgotne są wrażliwe i szybciej się wtedy niszczą. Z moich włosów buchały u fryzjera zawsze kłęby pary. To fryzjer tego nie wiedział?
    Najchętniej ścinałabym moje włosy sama, co robię u siebie z grzywką i u mojego męża w całości, ale u siebie długości, tych z tyłu nie potrafię.
  • pinupgirl_dg 30.08.11, 12:46
    Chyba mylisz fryzjerów z włosomaniaczkami, a to nie zawsze idzie w parze :). Celem fryzjerstwa nie musi być utrzymanie długich, naturalnych i absolutnie wypielęgnowanych włosów, tylko fryzura. Tutaj każdy ma swoje gusta, środki koloryzujące i stylizujące służą temu celowi, sęk w tym, żeby znaleźć odpowiednie proporcje między pielęgnacją a resztą zabiegów. Tutaj każdy ma inne priorytety, dla jednych ważniejsza będzie charakterna fryzura, dla innych doskonała kondycja włosa.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • kasica_k 30.08.11, 13:44
    Tylko że część tych "pielęgnacyjnych grzechów", jakie opisała pierwszalitera, nie służy żadnemu celowi - np. tarcie czy mycie zbyt gorącą wodą. Fryzjer powinien jednak co nieco o pielęgnacji wiedzieć.

    Jeśli chodzi o grzechy fryzjerskie przeze mnie zaobserwowane, to na czele stoi nadmierne poleganie na zabiegach stylizacyjnych i preparatach do stylizacji. Dla mnie, posiadaczki włosów cienkich i delikatnych, a przy tym bardzo niepodatnych na wszelkie układanie, kluczowe jest dobre strzyżenie. Pianki, żele, lakiery i inne wynalazki głównie obciążają moje włosy, a nieszczęsne zakręcanie na szczotce daje efekt na pół godziny. Wymagam więc takiego strzyżenia, żeby moja fryzura wyglądała zadowalająco po umyciu i wysuszeniu ręcznikiem, bez żadnych zabiegów. Krótko mówiąc, dobry fryzjer powinien umieć strzyc i nie nadrabiać marnych umiejętności kładzeniem na włosy tony kosmetyków. Na szczęście udało mi się w końcu znaleźć osobę, która potrafi mnie dobrze obciąć i słucha moich żądań (potrafi zrozumieć zdanie "proszę bez lakieru" :).

    Odnoszę jednak wrażenie, że fryzjerskie grzechy w sporej mierze wynikają z małej asertywności klientek, które pokornie poddają sie wszystkiemu, bojąc się wyrazić swoje życzenia, a potem narzekają, że znowu za mało obciął, albo za mocno wylakierował. Swoje życzenia trzeba artykułować, a nie liczyć wiecznie na to, że ktoś sie domyśli.

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • tfu.tfu 30.08.11, 13:49
    ależ artykułują, ino mało kto chce słuchać. przez całe moje życie jedynie jedna fryzjerka zrozumiała o co mi chodzi - o strzyżenie, a nie efekt pianki/lakieru/prostownicy :-)
    co więcej, gdy powiedziałam o alergii nawet nie zaproponowała żadnych produktów do stylizacji.
    ale to wyjątek potwierdzający regułę.
    --
    .............. fusy precz!
  • kis-moho 30.08.11, 13:55
    > Odnoszę jednak wrażenie, że fryzjerskie grzechy w sporej mierze wynikają z małe
    > j asertywności klientek, które pokornie poddają sie wszystkiemu, bojąc się wyra
    > zić swoje życzenia, a potem narzekają, że znowu za mało obciął, albo za mocno w
    > ylakierował. Swoje życzenia trzeba artykułować, a nie liczyć wiecznie na to, że
    > ktoś sie domyśli.

    A nie nie. Ja jak najbardziej artykuluje, ze nie chce stu milionow pianek/lakierow/zeli itp. Tylko, ze "na pani wlosach to inaczej sie nie da". No, chyba, ze zrobie sobie "odwrocona trwala", ktora zlikwiduje loki na jakies dwa miesiace. To wtedy moze sie da. A moze nie.
    Raz kiedy powiedzialam, ze nie chce prostowac, zostalam zapytana wprost "no to czego pani w takim razie chce?". A podobno tyle kobiet chce miec loki i robi sobie trwala... Nie wiedza, co czynia :o)
  • pierwszalitera 30.08.11, 14:47
    kis-moho napisała:

    > A nie nie. Ja jak najbardziej artykuluje, ze nie chce stu milionow pianek/lakie
    > row/zeli itp. Tylko, ze "na pani wlosach to inaczej sie nie da".

    To uważam za jakiś fryzjerski frazes wyuczony chyba gdzieś podczas nauki zawodu i który stosuje się wobec każdego. ;-) Ja mam włosy nie wymagające żadnych pianek i lakierów. Mam z natury leciutki skręt, a raczej falę, która wprawdzie znika pod wpływem ciężaru, znaczy gdy włosy są dłuższe, ale pozwala na zrobienie każdego rodaju fryzury wymagającej objętości. Umyć, podsuszyć, ułożyć kilkoma ruchami szczotki, big hair. A jak chcę gładkie, to wystarczy kilkakrotne przesunięcie płaską szczotką pod sam koniec suszenia i też się trzymają. Po prostu przy dobrym ścięciu moje włosy bardzo dobrze układają się same. A jednak fryzjerki ciągną mi niemiłosiernie jeszcze zupełnie mokre włosy szczotką, przypalając je przy tym gorącą suszarką i ładują w nie tony wspomagaczy, których w ogóle nie potrzebuję, a które tylko niszczą, albo kleją włosy. Lubię tylko odrobinę kremu do włosów, który cieniutką warstewką roztartą w dłoniach, przejeżdżam sobie po gotowej fryzurze, by włosy miały ładniejszy połysk. Dlatego preferuję salony z usługą cut and go. Fryzjerka myje mi włosy, ścina, a suszenie i stylizację załatwiam już sama w specjalnym do tego przeznaczonym kąciku. To super sprawa, bo jak po zrobieniu ich po swojemu, zauważę nierówne ścięcie grzywki, albo przeszkadzające gdzieś kosmyki, to można to natychmiastowo poprawić. Często z takiej poprawki już korzystałam.
  • pinupgirl_dg 30.08.11, 14:52
    > Dlatego preferuj
    > ę salony z usługą cut and go. Fryzjerka myje mi włosy, ścina, a suszenie i sty
    > lizację załatwiam już sama w specjalnym do tego przeznaczonym kąciku.

    Nigdy czegoś takiego nie widziałam, byłoby świetnie, bo o ile cięcie lubię, to nienawidzę gdy mi ktoś suszy włosy i układa, wolałabym 100x zrobić to sama.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • kasica_k 30.08.11, 14:57
    Też mi się podoba. Nigdy nie widziałam czegoś takiego w Polsce. Coś takiego wymusiłoby poniekąd dobrą jakość strzyżenia.

    Aczkolwiek mnie suszenie i układanie przez fryzjerkę nie przeszkadza, bo ona robi to tak, jak ja sobie życzę (= minimalistycznie), i też w razie konieczności poprawia "w locie".

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • pierwszalitera 30.08.11, 15:12
    kasica_k napisała:

    > Też mi się podoba. Nigdy nie widziałam czegoś takiego w Polsce. Coś takiego wym
    > usiłoby poniekąd dobrą jakość strzyżenia.

    W Nimczech są niesłychanie popularne. Wyrosły jak grzyby po deszczu. Głównie z powodu wysokich cen w salonach fryzjerskich. Za normalne mycie, ścięcie i wysuszenie płaciłam zwykle między 35 a 50 euro, a nie były to nawet jakieś specjalnie luksusowe salony i brałam najwyżej jakąś tanią odżywkę do mycia ekstra. W tych cut and go fryzura kosztuje pomiędzy 10-20 euro, mycie i produkty do stylizacji są już wliczone, leżą pod lustrem do wolnego użycia. Klienci wybierają więc portfelem.
  • magdalaena1977 30.08.11, 14:57
    pinupgirl_dg napisała:

    > > Dlatego preferuję salony z usługą cut and go. Fryzjerka myje
    > > mi włosy, ścina, a suszenie i stylizację załatwiam już sama
    > > w specjalnym do tego przeznaczonym kąciku.
    >
    > Nigdy czegoś takiego nie widziałam, byłoby świetnie, bo o ile cięcie lubię, to
    > nienawidzę gdy mi ktoś suszy włosy i układa, wolałabym 100x zrobić to sama.

    Super pomysł! U mojej poprzedniej fryzjerki zdarzało mi się, że latem po obcięciu mówiłam "dziękuję wystarczy, wyschnę po drodze".
    Ja jeszcze chętnie myłabym sobie sama włosy, pochylając się do przodu, a nie do tyłu.
    --
    Magdalaena
  • pinupgirl_dg 30.08.11, 14:05
    > Tylko że część tych "pielęgnacyjnych grzechów", jakie opisała pierwszalitera, n
    > ie służy żadnemu celowi - np. tarcie czy mycie zbyt gorącą wodą. Fryzjer powini
    > en jednak co nieco o pielęgnacji wiedzieć.

    Bywają, oczywiście, błędy w sztuce. Z wodą to różnie bywa, są kobiety, które lubią taki ukrop i fryzjer, chcąc, nie chcąc, musi to jakoś wypośrodkować, a nie ma innej metody na potwierdzenie temperatury, niż polanie po głowie. Chyba, że klientka siadając prosi o chłodniejszy strumień, a fryzjer uparcie polewa ją wrzątkiem. Z tarciem - nie powinno się tego robić, ale fryzjerom zdarza się w pośpiechu. Mi też kiedyś fryzjerka porysowała głowę tipsami, więc nie będę bronić wszystkich praktyk.


    > Wymagam więc takiego strzyżenia, żeby moja fry
    > zura wyglądała zadowalająco po umyciu i wysuszeniu ręcznikiem, bez żadnych zabi
    > egów. Krótko mówiąc, dobry fryzjer powinien umieć strzyc i nie nadrabiać marnyc
    > h umiejętności kładzeniem na włosy tony kosmetyków. Na szczęście udało mi się w
    > końcu znaleźć osobę, która potrafi mnie dobrze obciąć i słucha moich żądań (po
    > trafi zrozumieć zdanie "proszę bez lakieru" :).

    Ja mam tak samo, chcę, żeby włosy wyglądały znośnie bez pianek i lakierów. Na szczęście moja fryzjerka dobrze tnie, na nieszczęście na tych ładnie obciętych włosach zawsze mi postawi jakiś hełm. To moja wina, nie jestem zbyt asertywna i zawsze mnie przekona do "odrobiny pianki i muśnięcia lakieru" :). Generalnie wyglądam dobrze w jej obcięciu i bez tych odrobin i muśnieć, ale... jestem skazana praktycznie na jeden typ fryzury, dłuższy lub krótszy artystyczny nieład, po iluś latach może się znudzić. Gdyby chciała sobie strzelić fryzurę w stylu Kleopatry, która mi się bardzo podoba, bez prostownic, okrągłej szczotki i masy stylizacji by się nie obyło.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • anne_stesia 30.08.11, 13:02
    Dodam jeszcze, że włosy mam krótkie, za to gęste i cienkie (jak to u blondynki), ale dość charakterne, bo mam sporo wicherków, zwłaszcza z tyłu i potrzeba naprawdę niezłej fryzjerki, żeby ścięła mi tył tak, żeby włosy się układały po ludzku nawet wtedy, gdy o to nie zadbam szczególnie. Lekko falują się przy długości do ramion i od oprawek okularów, dlatego utrzymuję je w długości uniemożliwiającej im wywijanie.
    Z kondycją włosów raczej nie miałam nigdy problemów (pomijając krótki etap niedoczynnej tarczycy, kiedy wypadały nieznośnie) to przez całe życie problem był jedynie z ich objętością, bo łatwo je obciążyć.
    Nie dbam o nie za mocno - samej skóry głowy nie umyję, bo są za krótkie, więc szampon leci po całości. Odżywek nie stosuję, bo są za ciężkie, a dobrej w sprayu jeszcze nie odkryłam. Olejowanie mnie nie pociąga jakoś (choć nie bronię się przed tym zaciekle - może kiedyś spróbuję), a po suplementach diety żadnego efektu nigdy nie dostrzegłam.
    Uznaję zatem, że lepszych już mieć nie będę , bo i tak im niczego poważnego zarzucić nie mogę. :)

    Lubię chodzić o fryzjera ;) Robię to średnio raz w miesiącu, bo włosy rosną jak głupie i oprócz tego, że czasem zdarza się wpadka z samym ścięciem to nigdy nie spotkało mnie nic przykrego. Woda jest letnia, włosy spłukują się szybko, nikt ich mi nie szarpie. Luksus krótkiej fryzury :)
  • jul-kaa 30.08.11, 13:29
    Byłam raz u fryzjerki, która podczas mycia masowała mi głowę czubkami palców, a raczej czubkami paznokci. Przez 2 tygodnie miałam potem na głowie szramy i strupy...
  • zenobia44 02.09.11, 23:48
    Ha, a mnie raz fryzjerka pobiła szczotką przy rozczesywaniu mokrych włosów, zwracałam jej uwagę, że to boli co ona robi, ale ona nic. Mam bardzo plączące się włosy, ale wkładanie coraz większej siły w ich rozczesanie nie jest wyjściem, tak samo jak próba rozczesywania ich szczotką. W pewnym momencie siedziałam na fotelu i to jeszcze przed strzyżeniem ze łzami w oczach. W sumie mogłam zrezygnować z usługi, ale niespodziewany ból mnie tak otępił, że tylko marzyłam o tym, żeby to się już skończyło. Dla ludzi z Wrocławia mogę podać, gdzie to było. Co za obłędny salon. Oczywiście nigdy więcej.
  • plecha1 06.09.11, 22:37
    Mam włosy, które bardzo się plączą, w dodatku długie. Nie chciałabym trafić na tę fryzjerkę.
  • zenobia44 14.09.11, 09:08
    Było to w salonie Jean Luis David koło Uniwersytetu (ul. Więzienna). Pani fryzjerka - dość młoda, pulchna na twarzy, ciemne włosy krótkie czy do ucha, imienia nie pamiętam. Nie wiem czy tam nadal pracuje.
  • plecha1 15.09.11, 14:00
    Dzięki :) No proszę, a niby taki superhiper salon.
  • kasica_k 15.09.11, 14:30
    Ja bym się nie spodziewała żadnego superhiper po JLD. Ta firma to taki fryzjerski supermarket. Owszem można trafić tam na dobrych fryzjerów, ale jest to bardzo losowe. Nigdy mnie dobrze nie ostrzyżono w JLD.

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • ananke666 30.08.11, 13:38
    Największym fryzjerskim wyzwaniem, jakie znam, jest moja własna siostra. Dysponuje ona włosami jak u niemowlęcia, nie wygłupiam się i nie przesadzam, są cieniutkie i bardzo miękkie. Ostrzyc je to duża sztuka, a ułożyć niewiele mniejsza. Siostra świetnie wygląda w króciutkich, zadziornych fryzurkach, ale podczas układania trafiał ją ciężki szlag, bo włosy miały ciekawszą wizję zwisania niż ona sterczenia, wreszcie trafił ją raz a dobrze i włosy zapuściła.
    --
    Tupecik
  • ananke666 30.08.11, 13:40
    Aaa, zapomniałabym - normą było strzyżenie, które wyglądało przyzwoicie do pierwszego mycia. Fryzjer naczupirzył tak, że wyglądało fajnie, po czym mycie obnażyło bezlitośnie wszelkie niedociągnięcia. Przekopane z takimi włosami, powiadam Wam.
    --
    Tupecik
  • kasica_k 30.08.11, 13:46
    Mam takie włosy, to wiem. I fryzjerkę, która nic nie "nacapirza", bo jej na samym początku powiedziałam, że cokolwiek nałoży, zmyję to od razu po przyjściu do domu, więc ma być tak obcięte, żeby "broniło się samo". Da się!

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • miss-alchemist 30.08.11, 14:30
    Ostatni raz w salonie fryzjerskim byłam jakoś na początku zeszłych wakacji. Kiedy po raz kolejny straciłam 7-8 cm włosów zamiast 1-2 cm, postanowiłam, że już nigdy więcej do salonu nie pójdę :P Koleżanka mojego chłopaka jest fryzjerką i tylko jej pozwalam dotykać moje włosy. Myję u niej zawsze sama, swoim szamponem i nakładam swoją odżywkę, a kiedy proszę o podcięcie 1 cm, to podcina mi 1 cm, a nie 10. Jak proszę o leciutkie wycieniowanie, to nie robi mi górnej warstwy długości do ucha, tylko nieznacznie krótszą niż warstwa dolna. Docelowo chcę ściąć na równo :P

    Kilka najgorszych rzeczy u fryzjera:
    - mycie gorącą wodą i tarcie włosów na długości.
    - czesanie zaraz po myciu takim malutkim grzebyczkiem z bardzo gęsto ustawionymi zębami. Ja w ogóle włosy czeszę tylko na sucho (mam proste) i tylko szczotką z naturalnego włosia, ale kiedy potrzebuję u Kaśki, mojej fryzjerki, mieć rozczesane do cięcia, to najpierw rozplątuję co się da sama palcami, a potem ona delikatnie mi rozczesuje grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach. Nie wyrywa mi włosów :P, a wspomnianego wyżej grzebyczka używa tylko do już rozczesanych włosów.
    - degażówki i brzytwa :/ jedne i drugie zrobiły mi miazgę z końcówek. W zasadzie miesiąc po takim cięciu włosy znowu nadają się tylko do skrócenia. Moja fryzjerka lekkie cieniowanie (bardzo lekkie na moje własne życzenie) jakoś potrafi wykonać zwykłymi ostrymi nożyczkami, a nie mordercami końcówek.

    Całe szczęście nikt mnie nigdy nie namawiał do farbowania włosów :P
  • kasica_k 30.08.11, 14:38
    miss-alchemist napisała:
    > Ostatni raz w salonie fryzjerskim byłam jakoś na początku zeszłych wakacji. Kie
    > dy po raz kolejny straciłam 7-8 cm włosów zamiast 1-2 cm, postanowiłam, że już
    > nigdy więcej do salonu nie pójdę :P

    O, to ciekawostka. Mnie zawsze podcinano za słabo. Znaczy, jak chciałam o jakieś 4 cm, to podcinali np. o 2. Zawsze mnie dziwiło, ze fryzjerzy nie rozumieją słowa "krótko" :)

    A tak swoją drogą - po co podcinać włosy o 1 cm? Przecież takie za chwilę odrosną :) No chyba, że Twoim celem jest zapuszczenie włosów i obcięcie wyłącznie zniszczonych końcówek, albo masz bardzo, bardzo krótkie włosy i każdy centymetr "robi różnicę".

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • miss-alchemist 30.08.11, 14:53
    Zapuszczam włosy, więc każdy centymetr się liczy ;) Zwykle podcinam zaraz po tym, jak zaczną się widocznie rozdwajać, więc nie ma potrzeby ścinać więcej (bo nie są zniszczone). Włosy rosną mi standardowo, nieszczególnie szybko (1-1,5 cm miesięcznie), więc dla mnie ścięcie 7-8 cm włosów to kilka miesięcy zapuszczania psu w zadek.
  • pinupgirl_dg 30.08.11, 14:48
    > - degażówki i brzytwa :/ jedne i drugie zrobiły mi miazgę z końcówek. W zasadzi
    > e miesiąc po takim cięciu włosy znowu nadają się tylko do skrócenia. Moja fryzj
    > erka lekkie cieniowanie (bardzo lekkie na moje własne życzenie) jakoś potrafi w
    > ykonać zwykłymi ostrymi nożyczkami, a nie mordercami końcówek.


    Zgadzam się, powinny być zakazane :P. O ile przy krótkich może dają fajny efekt, to przy długich jest to zbrodnia.

    I też mam ten sam problem z fryzjerami, co kasica, ja mówię "poproszę do połowy szyi" a oni mi zostawiają za ramiona. Dziwię się, że tyle osób się skarży, że im fryzjerzy za krótko obcinają, ja mam czasami problem, żeby ich zmusić do obcięcia _całości_ zniszczonych końcówek, a nie tylko połowy ;).



    --
    Fizia Pończoszanka
  • zenobia44 02.09.11, 23:57
    Coś musi być na rzeczy z tym ścinaniem - część osób się skarży na zbyt śmiałe podcięcie, więc pewnie niektórzy fryzjerzy się boja ciąć zdecydowanie, żeby nie podpaść klientom.
    Ja też należę do grupy ścinanej za mało:). Przecież te kilka cm podrośnie mi przez miesiąc-dwa, a dzięki krótszemu ścięciu nie będę musiał chodzić tak często do fryca:)
  • kasica_k 03.09.11, 00:43
    Ja kiedyś wręcz podejrzewałam, że to z wyrachowania - żeby klientka przychodziła częściej :)

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • magdalaena1977 03.09.11, 09:49
    Ja też ;-)
    --
    Magdalaena
  • pinupgirl_dg 06.09.11, 20:26

    W moim wypadku fryzjerzy wychodzą z założenia, że na pewno zapuszczam. A jeśli nie zapuszczam, to próbują mnie do tego namówić. Raz w życiu spotkałam fryzjerkę, która doskonale rozumiała, że kogoś włosy za ramiona mogą doprowadzić do skrajnej rozpaczy i sama proponowała mi różne fajne, krótkie(!) cięcia, ale, niestety, musiałam się przeprowadzić.


    > Coś musi być na rzeczy z tym ścinaniem - część osób się skarży na zbyt śmiałe p
    > odcięcie, więc pewnie niektórzy fryzjerzy się boja ciąć zdecydowanie, żeby nie
    > podpaść klientom.
    > Ja też należę do grupy ścinanej za mało:). Przecież te kilka cm podrośnie mi pr
    > zez miesiąc-dwa, a dzięki krótszemu ścięciu nie będę musiał chodzić tak często
    > do fryca:)



    --
    Fizia Pończoszanka
  • magdalaena1977 30.08.11, 14:39
    Mam włosy gęste, ale bardzo cienkie. W stanie au naturel wyglądam w nich jak szara myszka i dlatego od lat kręcę włosy, ostatnio na termoloki.
    Od lat marzę o fryzurze, która wymagałaby tylko mycia i przeczesania, ale niestety wydaje się, że w moim przypadku jest to marzenie ściętej głowy :-(

    A fryzjerom faktycznie ciężko to zrozumieć i szczególnie denerwuje mnie nachalne przekonywanie, że mogę mieć włosy niezakręcone - owszem po półgodzinnym modelowaniu wyglądam ok. , ale sama nigdy się tak nie uczeszę.
    W ogóle nie cierpię chodzić do fryzjera, bo wiem, że w czasie strzyżenia nie mam nad fryzjerką żadnej kontroli i że dopiero na koniec dowiem się, jak wyglądam.


    --
    Magdalaena
  • kasia_grubasia 03.09.11, 12:58
    Jeny, tak Was czytam i oczom nie wierzę :/ Gdzie Wy chodzicie do tych fryzjerów od siedmiu boleści... Dla mnie wizyta to sama przyjemność i wychodzę z fryzurą, którą najchętniej zatrzymałabym już na zawsze, nie ma mowy o myciu zaraz po przyjściu do domu. Moja fryzjerka to moje guru, nigdy mnie nie zawiodła - najpierw dokładny wywiad środowiskowy, potem dobre cięcie, lekkie podmodelowanie, na koniec rady co do modelowania na co dzień dostosowane moich przyzwyczajeń - wychodzę i cały dzień z dumą obnoszę się po mieście. Czasem fryzura okazuje się tak dobra, że mam ochotę pójść do niej z kwiatami ;) A to jest zwykła, najzwyklejsza osiedlowa fryzjerka na Ursynowie. W życiu nie miałam zniszczonych włosów po fryzjerze, wręcz przeciwnie, w ogóle nie wiem o co chodzi - szampon zostawiony we włosach, fryzury w których nie można wyjść z domu bez modelowania, proponowanie trwałej, prasowanie NA MOKRO?!? Przecież to jest skandal. To są ŹLI fryzjerzy, którzy robią antyreklamę porządnym fachowcom.
  • heliamphora 03.09.11, 18:33
    w wątku o zakładach fryzjerskich!
  • daslicht 03.09.11, 13:53
    Najbardziej nie lubię swoich włosów po wyjściu od fryzjera. Na szczęście chodzę ciągle do tego samego i już znają mnie i moje "dziwactwa". Ale nie zawsze tak było. Najbardziej wkurza mnie:
    - mycie zbyt ciepłą wodą
    - używanie odżywek o intensywnym zapachu i sprawiających, że włosy są wisząco-lepkie
    - tarcie włosów ręcznikiem zamiast wyciśnięcia
    - czesanie mokrych włosów gęstym metalowym grzebieniem - ja swoich nie czeszę na mokro w ogóle, same się rozplączą. Rozumiem jednak, że fryzjer nie ma tyle czasu (bo długo schną), ale grzebień mógłby być rzadszy.
    - "żeby na głowie się coś działo" - jak słyszę te słowa, to się boję. Jak sobie kiedyś dałam to zrobić, to miałam włosy przerzedzono-klapnięte i potem musiałam mocno skracać. Ścinam włosy na równo i jest git.
    - gadanie - przychodzę obciąć włosy, a nie na ploteczki. W "moim" zakładzie nauczyli się już, że się nie odzywam. Jest jedna babka, której tłumaczyłam mnóstwo razy jak się dobiera stanik, ale bez efektu. Jak przychodzę, to znowu słyszę narzekanie na "wielkie eF". Stwierdziłam, że ona to chyba lubi. Jej obwód na karku, jej problem.
    - używanie prostownicy - mam idealnie proste włosy. Gdy pytam się fryzjera, co właściwie chce mi prostować, chowa sprzęt.
    - namawianie do stylizacji - nie układam włosów na co dzień, więc nie widzę sensu robienia tego u fryzjera.
    - suszenie ciepłym powietrzem - sama nie suszę włosów, ale jak idę zimą, no to wiem, że trzeba. Ale mogliby zimnym. Ciepłe powietrze niszczy włosy, a skóra głowy zaraz puszcza pot i tłuszcz. Ych.

    --
    77/105 (70H)
    Too big, too small, size does matter after all...
    It's dead, Jim
  • kasiamat00 03.09.11, 22:48
    Już się chyba skarżyłam - mam miękkie włosy, które przy długości "bardzo krótkie" lub "bardzo długie" są idealnie proste - a we wszystkich stadiach pośrednich falują. W szczególności przy krótkim asymetrycznym cięciu ze zbyt długą grzywką przy wilgoci na dworze robi mi się kretyńska fala nad czołem. Wysuszenie zwykle na to pomaga, ale też nie zawsze, jak grzywka jest zdecydowanie za długa, to nie ma wyjścia, albo tona żelu, albo loczki. IMHO to się da wydedukować, wystarczy popatrzeć jak wyglądam wchodząc do salonu i dotknąć moich włosów przez zmoczeniem ich. Dla sporej części fryzjerów to jednak zbyt trudne, nieraz zdarzyło mi się obserwować narastające przerażenie na twarzy fryzjerki suszącej mi włosy, które właśnie zaczynały sobie radośnie falować i fajne cięcie szlag trafiał.
  • indigo-rose 10.09.11, 00:36
    Moje włosy są kręcono-falowane. Do tego kiedyś robiłam ziołową trwałą, żeby skręt był równiejszy i nie prostował się od ciężaru, ale ona nigdy mi nie "odrastała", tylko zawsze stopniowo spierała się do lekkich fal.
    No i któregoś razu przychodzę, na pewno nie świeżo po trwałej, ale może z pół roku (czyli jej praktycznie nie było) i mówię fryzjerce, że chcę włosy przed ramiona. Nie było pokazywania w katalogu i mówienia "o, takie chcę", tylko długość. Obcięła tak jak chciałam, po czym z jakiejś otchłani wytrzasnęła gęstą okrągłą szczotkę (ja nie czeszę włosów z zasady, a jeśli już, to grabio-grzebieniem) i zaczęła mi prostować włosy, naciągając je niemiłosiernie i usiłując za wszelką cenę wywinąć je pod spód, kiedy one zawsze miały tendencję do uciekania na zewnątrz. No masakra jakaś, myślałam, że mi wyrwie włosy, i strasznie długo zajęło jej zrobienie gładkiej przylizanej fryzurki. A i tak tego samego wieczoru zaczęły żyć własnym życiem...
    --
    60/89-91 60FF :)
    luinloth.deviantart.com/
  • enders_friend 14.09.11, 04:45
    Och, jakże na czasie tu trafiłam... Właśnie wczoraj fryzjerka uprzejmie wywaliła mię z salonu, odmówiwszy strzyżenia, a właściwie to sama w krótkich żołnierskich słowach wyszłam, kiedy uparcie twierdziła, że z moimi włosami nie da się NIC absolutnie zrobić, ponieważ "yoh hae too shot!" (tł. z koreańsko-angielskiego: "Your hair is too short"). No chwila, te włoski to mają co najmniej 5-6 cm długości - i wyglądają ni w pięć, ni w dziewiętnaście (bo tak się ma, jak ktoś kompulsywnie obcina na rekruta i później zapuszcza... :/ ) - ale uporządkować jakoś by można, by wyglądało to jak jakaś konkretna fryzura, a nie uczesanie w stylu "chłop na roli przy wtorku".

    Poza tym często klientom trzeba nawet nie tyle cięcia, co dopieszczenia i poczucia komfortu przez te kilka chwil, kiedy ktoś inny ich wyglądem się zajmuje. Jakbym była tej fryzjerki szefową, to bym jej powiedziała, że jak nie ma co strzyc na głowie klienta, to niech umyje te włosy, pomacha strategicznie nożyczkami dookoła głowy, wyrówna tu i ówdzie, i tyle. A trzy dwieście jest na koniec, że zacytuję klasyka. A klient zadowolony, że u fryzjera był.

    Chociaż ja to ją nawet szanuję za to, że odmówiła zamiast udawać, że coś robi; ale z drugiej strony po prostu nie wierzę, że nie dało by się NIC! Przy poprzednim zapuszczaniu, u innej fryzjerki, patrzyłam z wątpliwością na te mikroskopijne długości, które mi odcinała, myśląc sobie "No, dużo to mi w wyglądzie nie zmieni", po czym po zakończeniu procesu i spojrzeniu w lustro szczęka mi opadła, że można taką różnicę zrobić przy tak małej ingerencji. Ale ta to akurat wiedziała, gdzie ciąć :)

    Po powrocie do domu wzięłam nożyczki i wyrównałam boczki i jest gut. Będzie dobrze do czasu, aż włosy odrosną na tyle, by zasłużyć sobie na atencję profesjonalisty.

    Ale się rozpisałam na początek kariery...
  • moniiiq 14.09.11, 22:57
    Mnie może jakieś straszne historie nie spotkały o szarpaniu włosów itp, ale nie cierpię chodzić do fryzjera. Mam włosy gęste, grube i ciężkie. Marzy mi się właśnie taka fryzura, że myje włosy rozczesuję, suszę i mogę lecieć w miasto, no i żeby nie była to fryzura na zapałkę. Ogólnie wolałabym raczej dłuższą, ale jakby mnie ktoś przekonał do średnio krótkiej to też byłoby ok. Tymczasem podobno SIĘ NIE DA na moich włosach. Więc jak już się robią bardzo długie to podcinam końcówki i proszę o lekkie pocieniowanie z przodu, a potem i tak w większości noszę kucyk. Jakakolwiek stylizacja własna nie wchodzi w grę - nic się nie chce trzymać, nawet u fryzjera potrzebna jest tona pianki i pół butelki lakieru - a więc fryz na hełm strażacki, żeby udało się wytrwać całą imprezę. Jak kiedyś poszłam do nowej fryzjerki i nie dała pół butli lakieru to wszystko się rozpadło po 2 godzinach. A ja nienawidzę kosmetyków na włosach, a już zwłaszcza lakieru... No cóż, pozostaje kucyk jak u dziewczynki z podstawówki...
  • blondyneczka_ola 15.09.11, 13:17
    Nie jesteś sama :P Też mam włosy grube, ciężkie, gęste już może trochę mniej, ale jednak nadal ;) i do tego przetłuszczające się. Dla mnie jedyną słuszną fryzurą jest właśnie taka: umyć i wysuszyć. I SIĘ DA. Wymagane jest jednak perfekcyjne cięcie, a to to już nie tak łatwo; przy samym suszeniu bez modelowania wychodzą WSZYSTKIE błędy w cięciu, nic się nie zatuszuje. Włosy mam do ramion, mocno wycieniowane. Fryzjerzy zazwyczaj żartują, że tak dużo mi obcięli, a jeszcze tyle mi na głowie zostało ;) Oprócz mocnego wycieniowania mam czasem jeszcze "przerzedzane" (?), nie wiem, jak to się nazywana dokładnie, ale nabierają wtedy jeszcze większej lekkości. Odstawiłam również wszelkie kosmetyki z silikonami, używam szamponów ziołowych (ostatnio Fitomedu i Farmony), i odżywek bez silikonów (Fitomed), których nie spłukuję. Ostatnio odkryłam (pewnie Amerykę ;)), że jak nałożę odżywkę tylko na włosy poniżej ucha, to się wolniej przetłuszczają. Nie używam żadnych innych kosmetyków do stylizacji, nawet jeden z fryzjerów stwierdził, że moje włosy tego nie potrzebują. A, i suszę najpierw włosy głową w dół, a później, gdy są prawie suche, już normalnie, samym zimnym strumieniem powietrza układam fryzurę.
    --
    Szymonidło
    68/92/100=>65J (Melissa)
    Najlepsze dla dziecka, najlepsze dla Ciebie
  • diuszesa 15.09.11, 14:15
    blondyneczka_ola napisała:

    Wymagane jest jednak perfekcy
    > jne cięcie, a to to już nie tak łatwo; przy samym suszeniu bez modelowania wych
    > odzą WSZYSTKIE błędy w cięciu, nic się nie zatuszuje.


    No właśnie. Tylko jak poznać, że to są akurat błędy w cięciu, a nie właściwość naszych włosów? Na co patrzeć, oceniając fryzurę? Jak poznać fryzjerskie błędy?

    A tak w ogóle, to jak to robią gwiazdy, że raz mają włosy proste, raz kręcone, a raz falowane? One mają jakieś inne włosy, niż my? Zawsze u nich się da?


    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • magdalaena1977 15.09.11, 14:39
    diuszesa napisała:

    > No właśnie. Tylko jak poznać, że to są akurat błędy w cięciu, a nie właściwość
    > naszych włosów? Na co patrzeć, oceniając fryzurę? Jak poznać fryzjerskie błędy?

    No właśnie - czy to nie jest to , o czym pisała Kasica - lekkie obniżenie standardów dotyczących codziennej fryzury ?
    ___
    Magdalaena
  • blondyneczka_ola 15.09.11, 18:17
    W moim przypadku i przy moich doświadczeniach z fryzjerami jest to najczęściej nieumiejętne strzyżenie, niestaranne wycieniowanie, źle obcięta grzywka - wbrew pozorom nie każdy fryzjer to umie zrobić dokładnie. Raz miałam nawet tak wycieniowane włosy, jakby sobie to tu, to tam uciąć kawałek włosów. Gdy poszłam do innego fryzjera, to ten się zapytał, czy sobie sama obcinałam :( Od tamtej pory boję się chodzić do fryzjerów i staram się wybierać tych sprawdzonych. I jeszcze do błędów fryzjerskich zaliczyłabym brak własnego pomysłu na fryzurę dla klientki - ja naprawdę nie umiem sobie sama dobrać fryzury, nie wiem, w jakiej byłoby mi dobrze i liczę, że fryzjer mi podpowie. I jeszcze - prostowanie moich prostych włosów, nie wiem po co, bo one tylko tracą na objętości wtedy. Z kładzeniem mi nadmiaru kosmetyków się nie spotkałam, zazwyczaj jest to tylko jakiś lotion w sprayu do układania, czasem jeszcze lakier, bo od razu zaznaczam, że bez modelowania ma być.
    Co do rozpoznawania czy sposób układania się włosów to kwestia błędu czy włosów. Myślę, że po prostu trzeba trochę znać swoje włosy. Tu podam przykład: mam włosy po mamie, ale u niej się od pewnej długości zaczynają falować i mimo dobrego cięcia, mimo modelowania pieją. Dotychczas myślałam, że to kwestia obcięcia, u mnie nie ma czegoś takiego, ale zdarza się nam chodzić do tego samego fryzjera - to jednak podobno urok włosów;
    Często wydaje mi się też, że jest to kwestia po prostu "ręki". Tak naprawdę nie miałam zastrzeżeń tylko do 2, może 3, fryzjerów, reszta cięła mnie niby poprawnie, ale nie było to po prostu "to".
    A co do gwiazd - u mnie też by się dało loki zrobić, akurat na 2 godziny - przejście po czerwonym dywanie i gala ;) Pod warunkiem, że będzie sucho, bo tak to nawet na tą galę bym w lokach nie dojechała ;) A tak na serio - za gwiazdami stoi sztab profesjonalistów, zdjęcia są retuszowane. Na co dzień przecież one wcale tak nie wyglądają ;)

    --
    Szymonidło
    68/92=>65F, 70F
    Najlepsze dla dziecka, najlepsze dla Ciebie
  • moniiiq 15.09.11, 19:55
    blondyneczka_ola napisała:


    > I jeszcze do błędów fryzjerskich zaliczyłabym brak własnego pomysłu na fryzurę dla klie
    > ntki - ja naprawdę nie umiem sobie sama dobrać fryzury, nie wiem, w jakiej było
    > by mi dobrze i liczę, że fryzjer mi podpowie.

    o to to właśnie, ale jednocześnie biorąc pod uwagę ogólne preferencje klientki... ja np. nie chciałabym wyjść z połową głowy ostrzyżoną na zapałkę, a takiego typu fryzura niedawno królowała...
  • mankencja 15.09.11, 22:19
    > > I jeszcze do błędów fryzjerskich zaliczyłabym brak własnego pomysłu na f
    > ryzurę dla klie
    > > ntki - ja naprawdę nie umiem sobie sama dobrać fryzury, nie wiem, w jakie
    > j było
    > > by mi dobrze i liczę, że fryzjer mi podpowie.
    >
    > o to to właśnie, ale jednocześnie biorąc pod uwagę ogólne preferencje klientki.
    > .. ja np. nie chciałabym wyjść z połową głowy ostrzyżoną na zapałkę, a takiego
    > typu fryzura niedawno królowała...

    Myślę, że kluczowe jest tu słowo "podpowie":)
    --
    kot
  • moniiiq 15.09.11, 19:52
    blondyneczka_ola napisała:

    > Nie jesteś sama :P Też mam włosy grube, ciężkie, gęste już może trochę mniej, a
    > le jednak nadal ;) i do tego przetłuszczające się. Dla mnie jedyną słuszną fryz
    > urą jest właśnie taka: umyć i wysuszyć.

    Dokładnie... moje też się szybko przetłuszczają, dodatkowo najczęściej końcówki z lewej i prawej wykręcają mi się w tą samą stronę.. czyli jedne do środka a drugie na zewnątrz.. chociaż jak zmieniłam fryzjerkę to jakby trochę mniej.

    >I SIĘ DA. Wymagane jest jednak perfekcy
    > jne cięcie, a to to już nie tak łatwo; przy samym suszeniu bez modelowania wych
    > odzą WSZYSTKIE błędy w cięciu, nic się nie zatuszuje. Włosy mam do ramion, mocn
    > o wycieniowane.

    Ja niby też, ale po umyciu najchętniej żyją własnym życiem.

    > Oprócz mocnego wycieniowania mam czasem jeszcze "p
    > rzerzedzane" (?), nie wiem, jak to się nazywana dokładnie, ale nabierają wtedy
    > jeszcze większej lekkości. Odstawiłam również wszelkie kosmetyki z silikonami,
    > używam szamponów ziołowych (ostatnio Fitomedu i Farmony), i odżywek bez silikon
    > ów (Fitomed), których nie spłukuję.

    O tym nie słyszałam...

    > A, i suszę najpierw włosy głową w dó
    > ł, a później, gdy są prawie suche, już normalnie, samym zimnym strumieniem powi
    > etrza układam fryzurę.

    ja też, ale nawet jak mi się uda to potem sobie oklapują... konsekwencja - wychodzę z domu w rozpuszczonych, a wracam w kucyku :(
  • azymut17 15.09.11, 22:06
    blondyneczka_ola napisała:
    > Dla mnie jedyną słuszną fryz
    > urą jest właśnie taka: umyć i wysuszyć. I SIĘ DA. Wymagane jest jednak perfekcy
    > jne cięcie, a to to już nie tak łatwo;

    Jestem wierna od lat mojej fryzjerce, bo ona potrafi mnie tak obciąć. Obecnie mam włosy prawie do pasa i jakbym je miała po każdym myciu modelować, toby mi ręce odpadły ;-)

    > Ostatnio odkryłam (pewnie Amerykę ;)), że j
    > ak nałożę odżywkę tylko na włosy poniżej ucha, to się wolniej przetłuszczają.

    Ja o tym czytałam, albo powiedziała mi fryzjerka jakieś 15 lat temu :-))) Ale potwierdzam, że działa, robię tak od tamtego czasu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka