• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Kwasy Dodaj do ulubionych

  • 05.10.11, 01:29
    No właśnie, kwasy. Czytam ciągle: kosmetyki z kwasami, zabiegi z kwasami, zrobić sobie kwasy...
    Co to jest i po co to się robi? Coś mi się kołacze po głowie, że nie za bardzo bawić się kwasami latem, bo fotouczulenie i coś tam, silne złuszczenie i coś tam...?
    Może spróbujmy uporządkować nieco (znaczy, Wy porządkujcie, ja poczytam, bo jestem totalny lajkonik) wiedzę o tym dziale kosmetyki - jakich kosmetyków używać w domu, jakie można zrobić samemu i czy w ogóle, a jeśli tak, to jakie są bezpieczne stężenia, i jakie zabiegi wykonuje się u kosmetyczki.

    Zaawansowany formularz
    • 05.10.11, 01:55
      W domu to nie wiem, miałam jakieś kosmetyki, co kwasy miały, ale się nie znam. Do tego jestem niesystematyczna, pamiętam, żeby się paciać kremem, ale już inne smarowidła to stosuję od wielkiego dzwonu, także skuteczności takich kwasów do używania w domu ocenić nie umiem.

      U kosmetyczki natomiast miałam kiedyś serię kwasów (kwas migdałowy, jest dosyć łagodny, przy wrażliwej skórze mniej łagodne mogą podrażniać albo nawet wypalić do małych ranek).
      Mam tendencję do przebarwień, jak mi coś wyskoczy i zamiast zostawić w spokoju przy tym pogmeram, to na 99% zrobi mi się w tym miejscu ciemniejsza plamka. Ta seria kwasów ładnie mi te ciemniejsze plamki rozjaśniła.

      Chociaż z takich oczyszczająco-złuszczających zabiegów bardziej lubię mikrodermabrazję. Ale jeśli ktoś ma np. krostki z ropą, to mikrodermabrazja odpada, żeby tego nie poroznosić po twarzy, wtedy z takich rzeczy kwasy lepsze.

      Słońca po wszystkich takich złuszczających zabiegach powinno się przez jakiś czas unikać i chronić się filtrami, bo mogą się robić przebarwienia. Tzn. podobno ten kwas migdałowy jest na tyle delikatny, że to nie grozi, ale lepiej dmuchać na zimne.
    • 05.10.11, 08:59
      Kwasów u kosmetyczki niegdy nie stosowałam, bo z jednej strony nie widzę u siebie specjalnej potrzeby, a z drugiej - trochę się boję... Ale może niepotrzebnie. Natomiast bardzo lubię kosmetyki z niskim stężeniem kwasów do stosowania w domu. Mam:
      - maseczkę-peeling z kwasem mlekowym www.hildegard-braukmann.de/pl/Produkte/Seria_piel-and-amp-semi--rr-281-semi-gnacyjna/Jeunesse/Czysta_sk-and-oacute-semi-ra/_AHA_maska_owocowa_-_peeling - mam suchą skórę, która jest mocno nierówna, mam różne grudki, wysuszone skórki itp. Ta maseczka nieźle sobie z tym radzi. Przy okazji zrezygnowałam z mechanicznych peelingów (wszystko dzięki radom Izy jeszcze na offtopach :o)) co mojej wrażliwej skórze całkiem nieźle zrobiło.
      - Effaclar K - w tym samym celu. Jest dość łagodny, więc nie wysusza, a przy okazji radzi sobie z małymi krostkami, jeżeli coś mi gdzieś wyskoczy.
      - do ciała Veet krem po depilacji (pisałam o nim w wątku o balsamie do ciała z kwasami forum.gazeta.pl/forum/w,103682,127808432,127808432,Balsam_do_ciala_z_kwasami.html ). Nie jest zły na różne problemy typu wrastające włoski, chociaż tu trochę mi brakuje systematyczności. Mam też wrażenie, że trochę wysusza. Stoi już u mnie w łazience kwas mlekowy, muszę się za to zabrać i zrobić sobie balsam - może będzie lepiej działać.
      Przy kwasach zdecydowanie trzeba się chronić przed słońcem. Ja normalnie używam tych kosmetyków do twarzy dwa-trzy razy w tygodniu, Effaclar czasem częsciej. Nie stosuje w środku lata, ani jak jestem na wakacjach nad morzem. Poza tym i tak używam na codzień kremów z filtrem na twarz i ciało, więc jest OK.
      • 05.10.11, 12:33
        Też jestem lajkonik w tych sprawach ;)

        Czy to znaczy, że mogę sobie kupić taki Effaclar, smarować się nim 2x w tygodniu i to coś da?

        Żadnych długotrwałych kuracji uprawiać nie będę, bo mi się nie chce - ale mogę mieć dwa kremy, raz się smarować jednym, raz drugim, to nie będzie problem.

        --
        Jesienne trendy
        • 05.10.11, 12:48
          > Czy to znaczy, że mogę sobie kupić taki Effaclar, smarować się nim 2x w tygodni
          > u i to coś da?

          Jak tak robię, mi wygładza skórę, mam mniej różnych grudek i innych niespodzianek (z tym, że to są pojedyncze krostki, nic wielkiego). Czasem robię tak, że smaruję skóre effaclarem, a po 15 minutach zwykłym kremem (jak czuję, że skóra jest gdzieś wysuszona). Mało roboty, efekt niezły. Przebarwień nigdy nie miałam, więc nie wiem, jak by sobie z nimi radził.
          Effaclary są zresztą różne (chyba 3), tu się nie znam za bardzo, ale poczytaj, co się bardziej do Twojej skóry będzie nadawać. Albo może poproś o próbkę w aptece?
          • 05.10.11, 12:50
            To chyba spróbuję.

            Bo zawsze mi się wydawało, że z tymi kwasami trzeba nie wiadomo jak się bawić itp., więc mi się nie chciało. Ale skoro mogę tak po prostu ze dwa razy w tygodniu, to sprawdzę.

            No i nie wiedziałam, że są trzy, to muszę poczytać.

            --
            Jesienne trendy
            • 05.10.11, 13:54
              yaga7 napisała:

              > No i nie wiedziałam, że są trzy, to muszę poczytać.

              Nie tak całkiem trzy. W zasadzie tylko dwa i oba są dla cery tłustej.
              Podstawowym produktem serii Effaclar, to Effaclar Duo. To krem typowo przeciwtrądzikowy. Oprócz kwasów ma te inne substancje zwalczające akne.
              Kremem odnawiającym skórę z kwasami jest Effaclar K. Chroni przed powracaniem pryszczy i ma efekt złuszczający. Jeżeli ktoś nie ma jednak cery typowo tłustej, to ten krem będzie za lekki. Sama próbowałam.
              Miejscowo na zapalone wypryski nadaje się Effaclar A.I w małej tubce, ale to nie jest kosmetyk do stosowania na całą twarz.
              Istnieją jeszcze inne Effaclar, na przykład M i H, ale te nie mają kwasów, służą tylko do matowienia i nawilżania.
              Effaclar więc, to seria dla cery tłustej, trądzikowej i dla cery normlanej, mieszanej, albo w kierunku suchej, która chce też spóbować kwasów, te kosmetyki mogą zbyt drażniące, albo po prostu za lekkie.
              • 05.10.11, 13:58
                > Kremem odnawiającym skórę z kwasami jest Effaclar K. Chroni przed powracaniem p
                > ryszczy i ma efekt złuszczający. Jeżeli ktoś nie ma jednak cery typowo tłustej,
                > to ten krem będzie za lekki. Sama próbowałam.

                Litero, ja mam cere typowo suchą, dodatkowo wrazliwa i z AZS - u mnie Effaclar K sie swietnie sprawdza. Dlatego najlepiej przed kupieniem poprosic o probke w aptece i wyprobowac, zeby niepotrzebnie nie wydawac pieniedzy na cos, co potem nie bedzie odpowiadac. Podejrzewam, ze wiele tez moze zalezec od wieku skory, innych stosowanych kremow itp. - dlatego najlepiej testowac.
                • 05.10.11, 14:00
                  Muszę przepatrzeć zapasy próbek, może gdzieś mam.

                  --
                  Jesienne trendy
                • 05.10.11, 14:30
                  kis-moho napisała:

                  > Litero, ja mam cere typowo suchą, dodatkowo wrazliwa i z AZS - u mnie Effaclar
                  > K sie swietnie sprawdza.

                  Autentycznie kupuję ten Effaclar K, bo używa go teraz mój facet. Dla niego świetny, bardzo sobie chwali, bo zapobiega pryszczom, jest lekki, nie lepi się i nie pachnie "damsko. ;-) Dla mnie, przy cerze mieszanej ten krem jest za lekki. Po klikunastu minutach twarz mi się ściąga i wymaga czegoś innego. A normalnie używam tego lżejszego kremu migdałowego od Weledy, ten drugi, bardziej bogaty, jest mi zwykle za ciężki i za tłusty, i używam go w wyjątkowych przypadkach na noc. Nie mam więc ani cery suchej, ani jakoś specjalnie przesuszonej, czy zniszczonej. Sama nie wiem więc, od czego to zależy.
                  • 05.10.11, 14:38
                    > Autentycznie kupuję ten Effaclar K, bo używa go teraz mój facet.

                    Mój też :o) Zniknely mu po nim różne drobne zaskórniki + problemy z goleniem.

                    > Dla mnie, przy cerze mieszanej ten krem jest za lekki. P
                    > o klikunastu minutach twarz mi się ściąga i wymaga czegoś innego. A normalnie u
                    > żywam tego lżejszego kremu migdałowego od Weledy, ten drugi, bardziej bogaty, j
                    > est mi zwykle za ciężki i za tłusty, i używam go w wyjątkowych przypadkach na n
                    > oc.

                    U mnie to zalezy - czesto wystarcza sam Effaclar (szczegolnie jezeli uzywam tylko na nos i czolo), czasem na policzki potem nakladam w razie potrzeby albo wlasnie ta ciezsza welede migdalowa (lekka sie zrobila dla mnie za lekka) albo nawet oliwkowy krem ziaji. Effaclar sam w sobie nie nawilzy/natlusci, ja go uzywam w ramach wygladzania skory.
                    • 05.10.11, 14:48
                      kis-moho napisała:

                      > czasem na policzki potem nakladam w razie potrzeby albo wla
                      > snie ta ciezsza welede migdalowa (lekka sie zrobila dla mnie za lekka) albo naw
                      > et oliwkowy krem ziaji. Effaclar sam w sobie nie nawilzy/natlusci, ja go uzywam
                      > w ramach wygladzania skory.

                      A, to rozumiem. :-) Jako krem wygładzający plus normalny, to owszem. Ale ja wolę wtedy już to serum Biomedic, zresztą tej samej marki, mam wtedy tylko roztwór kwasowy w płynnej postaci i nakładam kropelkowo na twarz. Na czole mam miejsce, gdzie tworzą się latem ciemniejsze plamki, tam daję trochę więcej. A potem krem mojego wyboru. I to serum działa moim zdaniem intensywniej.
              • 05.10.11, 13:58
                No tak, wiedziałam, że to nie będzie takie proste.

                Dzięki za wyjaśnienie.

                > Kremem odnawiającym skórę z kwasami jest Effaclar K. Chroni przed powracaniem p
                > ryszczy i ma efekt złuszczający. Jeżeli ktoś nie ma jednak cery typowo tłustej,
                > to ten krem będzie za lekki. Sama próbowałam.

                Nie mam cery typowo tłustej, mam normalną, czasem się przesusza, czasem ma ze dwa pryszcze, ma trochę przebarwień i naczynek, ale tak w umiarkowanej ilości.

                > Effaclar więc, to seria dla cery tłustej, trądzikowej i dla cery normlanej, mie
                > szanej, albo w kierunku suchej, która chce też spóbować kwasów, te kosmetyki mo
                > gą zbyt drażniące, albo po prostu za lekkie.

                Mnie raczej nic nie podrażnia, więc nie sądzę, żeby były drażniące...

                Hmm, no to z tego, co piszesz, ten Effaclar K mógłby być jednak ok, tak do stosowania 2x w tygodniu.


                --
                Jesienne trendy
                • 22.02.12, 17:27
                  Zakupiłam sobie Effaclar K, stosuję praktycznie codziennie na noc i powiem Wam, że widzę róznicę. Wcześniej wychodziły mi jakieś małe pryszcze, szczególnie przed okresem, a teraz nie wychodzi NIC. Super :))

                  Ale nakładam na niego później normalny krem na noc, bo sam w sobie jest faktycznie za lekki, no i nie daję go pod oczy, żeby nie podrażniał.

                  --
                  brak sygnaturki
    • 05.10.11, 12:17
      Ja używam zimą specyfiku pod nazwą La Roche Posay Biomedic LHA serum. To serum stosuje się przygtowawczo przed peelingiem u lekarza dermatologa, by skóra nie reagowała tak wrażliwie, ale wiele osób stosuje je solo, bo samo w sobie już bardzo dobrze działa. Zdecydowanym plusem tego serum jest, że jest to bezbarwa, nieco kisielowata ciecz w butelce z pipetą i można stosować ją pod zwykły, dobrze dobrany krem krem. Kremy z kwasami to była zwykle porażka, nigdy mi nie pasowały.
      LHA to nieco delikatniejsza pochodna kwasu salicylowego (niech chemiczki mnie poprawią), ma lekkie działanie złuszczające. Twarz po jednej butelce (30ml) była zdecydowanie gładsza i pory stały się nieco mniejsze. Rozjaśnia też ciemne, posłoneczne plamy na twarzy i zapobiega przypadkowym (u mnie) pryszczom. Praktycznie zapomniałam, że miałam w tym kierunku skłonności. Dlatego kupiłam już nową butelkę i zacznę używać w listopadzie. Stosuję też na dekolt. Jako ochornę przed słońcem używam tylko make up z filtrem 25. U mnie w listopadzie i grudniu o słońce bardzo trudno, praktycznie nie istnieje.
    • 05.10.11, 12:42
      Kwas salicylowy LHA znajdziesz tutaj: zrobsobiekrem.com/ (szukaj pod kwasy hydroksylowe) Masz tam również cały opis, łącznie z dopuszczalnymi stężeniami.

      Za 7,90 PLN otrzymujesz pudełeczko, którym możesz się złuszczać Ty, Twoja bliska rodzina, Twoja dalsza rodzina, Twój kot, Twój pies i Twoi sąsiedzi przez najbliższe 10 lat:)

      Kwas ten mieszasz z ulubionym olejem zimnotłoczonym (rozpuszcza się w tłuszczach) i stosujesz na noc zamiast kremu. Wygładza, wybiela, zmiejsza wągry. Można przygotowywać porcję na raz lub na kilka razy, można stosować nie tylko na buzię (ja również czasami dekolt traktuję i biust).
      Na początku ciężko utrafić ze stężeniem, ale jest to kwestia wprawy, po kilku razach masz miarkę w oku. Na kilka (do 10 ml) oleju najlepiej nabierać czymś w stylu czubek noża lub patyczek do skórek, żeby nie nabrać za dużo.

      Używam do 4 razy w tygodniu na noc tylko wtedy, gdy nie używam retinoidów. Olej wybierasz dowolnie, więc za każdym razem masz inny, wypasiony kosmetyk:)
      --
      Smoki:)
      • 05.10.11, 13:41
        ciociazlarada napisała:

        > Na początku ciężko utrafić ze stężeniem, ale jest to kwestia wprawy, po kilku r
        > azach masz miarkę w oku. Na kilka (do 10 ml) oleju najlepiej nabierać czymś w s
        > tylu czubek noża lub patyczek do skórek, żeby nie nabrać za dużo.

        No i to jest sprawa, która wydaje mi się nieco problematyczna. Ja mam na przykład skórę wrażliwą i takie eksperymntowanie wydaje mi się ryzykowne. Większość porad, co do stężenia otrzymuję od osób z cerą tłustą, trądzikową, w domniemaniu, także nieco mniej wrażliwą, Mnie taki Effaclar jest już na przykład zbyt inwazywny. I nie każda skóra toleruje oleje, u mnie się nie sprawdzają, a nie mam ochoty wyszukiwania jakiegoś egzota, który akurat będzie dla mnie dobry. Więc metoda domowego, samodzielnie wykonanego kosmetyku nie u każdego się sprawdza.
        • 05.10.11, 14:01
          Na sieci są kalkulatory stężeń, które pozwalają obliczyć ilości co do miligrama, więc nie jest to taki duży problem - LHA można używać w stężeniu od 0.3%, więc jest to tak mało, że nawet najwrażliwsza skóra sobie poradzi.

          W profesjonalnych sklepach z półproduktami podane są zazwyczaj również ciężary właściwe/masy molowe półproduktów - tzw. "zadania na procenty" z chemii miała większość z nas w podstawówce, więc jest to łatwa sprawa.

          Jeśli ktoś się boi, że przesadzi, warto zainwestować w profesjonalną, malutką łyżeczkę albo ich komplet - kosztuje takie coś grosze i starcza na zawsze.

          Ja widzę dla odmiany problem w kupowaniu gotowego kosmetyku z kwasami - stężenie jest z góry narzucone przez producenta i tak naprawdę nie wiesz, czy nie jest za wysokie dla Twojej cery - możesz skończyć z trzema różnymi tubkami/butelkami w wątku "Co robicie z kosmetycznymi niewypałami":) W robionym LHA stężenie regulujesz zupełnie dowolnie, jeśli przesadzisz, to zużywasz porcję do złuszczania stóp albo wygładzania cellulitu:)

          Zresztą, my tu nie rozmawiamy o śmiercionośnych substancjach, które wypalają dziury w skórze, a o łagodnym LHA. Owszem, są na świecie entuzjaści, którzy uważają, że zawsze "więcej znaczy lepiej", ale jak wiadomo, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu:)
          --
          Smoki:)
          • 05.10.11, 14:41
            ciociazlarada napisała:

            > W profesjonalnych sklepach z półproduktami podane są zazwyczaj również ciężary
            > właściwe/masy molowe półproduktów - tzw. "zadania na procenty" z chemii miała w
            > iększość z nas w podstawówce, więc jest to łatwa sprawa.

            Wyliczyć to ja sobie mogę, o ile wiem, z jakim procentem mam spróbować. I tu zaczynają się schody, bo jak pisałam o kwasie mlekowym, to podano mi dosyć wysoki procent jako zupełnie bezpieczny, natomiast w innym miejscu w internecie ostrzegano, że to o wiele za dużo. Po prostu nie wiem komu ufać, a moją skórę łatwo wyprowadzić z równowagi, reaguje potem przez długi czas wzmożoną tendencją do alergii na przeróżne substancje. Z drugiej strony działania kwasów nie widać tak od razu, więc stosowanie czegoś, co w ogóle nie działa, bo wzięłam za niskie stężenie, też jest bez sensu. Kupując gotowy produkt mam jakieś wyśrednione stężenie i najczęściej działa to u mnie najlepiej.
            • 05.10.11, 14:53
              Próbujesz z najmniejszym, które podają jako bezpieczne i robisz sobie porcję na jeden raz, można ją wypróbować na ręce. Jeżeli okaże się za słaba, zawsze możesz dosypać kwasu, co w gotowym kosmetyku nie jest możliwe. Możliwości są w zasadzie nieskończone:)

              Co do olejów - wiele olejów stosowanych masowo w kosmetykach i popularnych zapycha oraz jest zbyt tłusta dla każdej cery, gdy są stosowane samodzielnie. Tak często się dzieje z olejem ze słodkich migdałów albo z jojoby - zarówno ja (cera dość tłusta), jak i moja mama (cera sucha pani na emeryturze) możemy stosować oba w zasadzie tylko do rąk i nóg:)

              Dobrym strzałem na początek może być skwalan (skwalen występuje naturalnie w skórze, więc ciężko nie trafić) albo olej z orzechów laskowych (jest np. podstawowym składnikiem olejów do twarzy Clarinsa, który sprzedaje 3 różne rodzaje do różnych cer - wszystkie zawierają ponad 90% oleju z orzechów laskowych).
              --
              Smoki:)
              • 05.10.11, 15:01
                Z olejami z orzechów, a zwłaszcza laskowych należy bardzo uważać. Wiele osób ma na nie uczulenie, zarówno pokarmowe jak i kontaktowe.
                A skwalan bardzo polecam. Wygląda jak ciekła parafina, ale wchłania się do matu i zostawia miękką i elastyczną skórę
                • 05.10.11, 15:08
                  Mam nadzieję, że ktoś wie czy ma alergię na orzechy, bo to chyba ta sama alegria co na olej. Podobno reakcja alergiczna na orzechy może być bardzo silna.
                  --
                  Smoki:)
                  • 05.10.11, 15:14
                    ja się na przykład duszę po orzechach laskowych....
              • 05.10.11, 15:08
                ciociazlarada napisała:

                > Dobrym strzałem na początek może być skwalan (skwalen występuje naturalnie w sk
                > órze, więc ciężko nie trafić) albo olej z orzechów laskowych

                No super, ale gdzie ja to wszystko mogę kupić? Ceny w niemieckich sklepach online wcale nie są takie niskie, by gotowy kosmetyk wyszedł sporo taniej i często wymaga się kupienia pewnej ilości, a Biochemia Urody mnie nie urządza. Nie wysłają za granicę.
                • 05.10.11, 15:16
                  Kupuję na ebayu, sporo polskich sklepów również wysyła za granicę i przy małych zamówieniach przesyłka jest tania. Polskie sklepy - www.naturalne-piekno.pl/ oraz www.zrobsobiekrem.pl/ przyjmują normalnie płatności kartami, w tym ostatnim przesyłka do Europy do pół kilo kosztuje 25 złotych, więc atrakcyjnie. Wuj Googiel też podpowiada parę sklepów w UK, ale tylko dlatego, że mam ustawione google.co.uk jako stronę domyślną.

                  Zamawiałam ze Zrób Sobie Krem i była pełna cywilizacja, całość zajęła mi 10 minut.
                  Biochemii Urody nie polecam - nie dość, że nie wysyłają za granicę, to jeszcze są ślamazarni i przyjmują tylko przelewy. Od sklepu oczekuję jednak więcej.
                  --
                  Smoki:)
                  • 05.10.11, 16:13
                    ciociazlarada napisała:

                    >w tym ostatnim przesyłka do Europy do pół kilo
                    kosztuje 25 złotych, więc atrakcyjnie

                    25 złoty to ponad 6 euro, uważam, że sporo, jeżeli chcę zamawiać częściej mniejsze ilości. Dlatego chcę trzymać się sklepów w moim kraju, tu przesyłka kosztuje zwykle mniej niż 4 euro, a to i tak moim zdaniem sporo. Kiedyś istniały w każdym niemieckim mieście sklepy stacjonarne Spinnrad i tam kupowało się składniki. Sama kiedyś robiłam kremy, szampony itp. Ale firmy kosmetyczne zaczęły się rozwijać, zwłaszcza te ekologiczne i moda na samodzielne mieszanie się skończyła, sklepy stacjonarne poznikały. A ja nie mam zamiaru kupować hurtowo i robić wszystko w domu. Prawdę mówiąc nie mam na to ochoty i gdy mam wydać kilka euro więcej na gotowy krem, to kupię gotowy. Chciałam kupić na przykład na ebayu kwas mlekowy i zmieszać z kupnym balsamem do ciała, ale przesyłka przekraczała cenę produktu trzy razy. Trochę mnie to zniechęca do pojednyczych eksperymentów z niewiadomym efektem.
                • 05.10.11, 15:21
                  A może przy zamawianiu możesz to wysłać na jakiś polski adres u rodziny np. i odebrać przy okazji odwiedzin jeżeli przyjeżdżasz może na święta. Albo poprosić którąś z niemieckich forumek, która będzie w Polsce.
                  Nie sprawdzałam, ale może jest na ebayu? Pamiętam, że zawsze_zielona kupowała swoje na brytyjskim.
                  Tani skwalan jest tutaj
                  www.aroma-zentrum.de/?/kosmetische_rohstoffe/Zusatz-und-Wirkstoffe/a-z
                  albo mała próbka tutaj www.baccararose.de/?liste.php?suche=Squalan
                  • 05.10.11, 15:57
                    izas55 napisała:

                    > A może przy zamawianiu możesz to wysłać na jakiś polski adres u rodziny np. i o
                    > debrać przy okazji odwiedzin jeżeli przyjeżdżasz może na święta. Albo poprosić
                    > którąś z niemieckich forumek, która będzie w Polsce.

                    Przesyłka do Polski jest dla mnie niewygodna, mam w Polsce rodziców, ale oni czują się w obowiązku płacenia wszystkiego co zamawiam, mam dosyć dyskusji i wciskania sobie pieniędzy w te i wewte. W końcu moją upartość od kogoś oddziedziczyłam. ;-) Na ebayu jest praktycznie wszystko, ale wolę sklep, w którym mogłabym zamówić więcej przeróżnych rzeczy i dziwnym trafem mój gógiel nie wyrzucił mi podanych przez ciebie sklepów. Dzięki, są fajne, pomimo ograniczonych możliwości płatności (ani kartą, ani paypalem) skorzystam i zamówię sobie kilka rzeczy na próbę.
                    • 05.10.11, 16:18
                      pierwszalitera napisała:

                      > Przesyłka do Polski jest dla mnie niewygodna, mam w Polsce rodziców, ale oni cz
                      > ują się w obowiązku płacenia wszystkiego co zamawiam, mam dosyć dyskusji i wcis
                      > kania sobie pieniędzy w te i wewte.

                      Matko jedyna, skąd ja to znam:D Na pewno nie mam zaginionego rodzeństwa, widocznie rodziców kiedyś klonowali:)

                      Mogę jeszcze polecić Ebayowy sklep w UK - stores.ebay.co.uk/The-Aromatherapy-Shop

                      Ja stamtąd często zamawiam i Zawsze_zielona też. Mają duży wybór olejów, są dobrej jakości - mam aktualnie 4 różne butelki od nich w lodówce. Używam już kilka miesięcy i mam się dobrze.

                      Polecam bardzo olej z pestek truskawki do twarzy (mój ulubiony) i olej z pestek grejfruta (nie mylić z aromatycznym) na cellulit.

                      Kupuję tam też masło shea i olej midgałowy, wysyłam mamie do Polski. Polecam zawsze zakupy od nich za kwotę niższą niż 30 funtów, powyżej 30 funtów przesyłka jest zawsze dużo, dużo droższa (Royal Mail ubezpiecza zwykłe przesyłki do 30 funtów i oni się tego trzymają).

                      Po zakupach warto prosić o podanie kosztów całkowitych (jest do tego link na stronie z rachunkiem) - u nich zawsze jest to miła niespodzianka, są zawsze dużo niższe niż wychodziłoby z sumy kupionych rzeczy, pod warunkiem, że zmieścisz się w 30 funtach z olejami:)
                      --
                      Smoki:)
                    • 24.02.12, 08:45
                      Nie wiem czym masz konto w Polsce ale normalnie to wiekszosc sklepow akceptuje przelew online. Ja np. trzymam konto w millienium bo jest dla mnie adal darmowe, przelew kosztuje 50 groszy ale maja wygodny system wysylania smsa z kodem do potwierdzenia. Moze warto sobie otworzyc? Jeden maly minusik to jest taki, ze jak robisz zakupy to najpierw forsa z zagranicznego banku do polskiego idzie 3-4 dni. ja raz w miesiacu wysylam sobie 50 euro i przepuszczam na pierdoly na allegro ;D
                      --
                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
            • 05.10.11, 14:55
              No więc np. w większości sklepowych kremów z kwasem mlekowym to on jest w stężeniu do 8%. Salicylowy do 2%. Ale po takim 2% salicylowym skóra często schodzi bardzo intensywnie.
              Często informacji o stężeniu nie ma w ogóle. Więc jeżeli mnie by taki krem wyżarł to nie wiedziałabym dlaczego, czy ze względu na za wysokie stężenie kwasu, którego nie znam, czy ze względu na jakiś inny składnik który mnie np. podrażnia.
              Ponieważ w dużych stężeniach to są jednak silnie działające środki, lubię mieć kontrolę nad składem i robię je sama. Ale jeżeli znalazłabym tani sklepowy zamiennik takiego robionego, na pewno bym spróbowała. Często wyjeżdżam i zabieranie ze sobą szklanych buteleczek z kroplomierzami to nie jest najwygodniejsza forma.
              • 05.10.11, 15:00
                izas55 napisała:

                > Ponieważ w dużych stężeniach to są jednak silnie działające środki, lubię mieć
                > kontrolę nad składem i robię je sama. Ale jeżeli znalazłabym tani sklepowy zami
                > ennik takiego robionego, na pewno bym spróbowała. Często wyjeżdżam i zabieranie
                > ze sobą szklanych buteleczek z kroplomierzami to nie jest najwygodniejsza form
                > a.

                Polecam plastikowe tubki wyjazdowe. Takie, jak dają np. w sklepie Biochemia Urody, pakując w nie półprodukty. Pewnie z racji pracy masz do takich fiolek dostęp. Biorę zazwyczaj szampon, odżywkę, glut do układania włosów, olej na noc i olej na dzień w takich fiolkach. Jeszcze mi się wtedy mieści filtr, tusz i jeden lakier do plastikowego worka wymaganego w bagażu podręcznym.


                --
                Smoki:)
        • 05.10.11, 14:27
          Niestety tłusta skóra też może być szalenie wrażliwa, a kwasy lub retinoidy często świetnie sprawdzają się przy suchej i wrażliwej, nigdy nic nie wiadomo.
          Możliwość zmian stężenia kwasu jest o tyle dobra w przypadku wrażliwej skóry, że można ja przygotować stosując wzrastające stężenia kwasu.
          Do dziś pamiętam jak lata świetlne temu moja mama dostała jeden z pierwszych dostępnych na rynku kremów z kwasami w postaci takiej kuracji. Zawierała chyba 4 małych słoiczków 15ml ze wzrastającymi stężeniami i do tego pełnowymiarowe opakowanie ego o najwyższym stężeniu. Za skarby nie pamiętam producenta bo to było pewnie 15 albo i więcej lat temu.
      • 05.10.11, 14:29
        Ach, gdybyś Ty to była napisała trzy dni temu, zanim zapłaciłam za moje zamówienie w ZSK...


        --
        logiczka.blogspot.com
        • 05.10.11, 14:56
          Zawsze będzie kolejne zamówienie:) Ja mam swoje pudełeczko już 1.5 roku i na razie zużyłam może większą łyżeczkę.
          --
          Smoki:)
      • 20.10.11, 12:10
        Mam kilka wątpliwości, czytam na ten temat w sieci i zaczynam się gubić, a nie chcę sobie zrobić krzywdy.

        Planuję wypróbować kwas LHA + Skwalan z oliwy z oliwek (cera mieszana, b. tluste T z kraterami porów i zaskórnikami).

        Czy ten olej trzeba podgrzewać, żeby się kwas rozpuścił?
        Czy mogę prosić o link do jakiegoś kalkulatora przyjaznego początkującym, co to słabo pamiętają chemię?

        Zainwestuję w łyżeczkę (łyżeczki) do odmierzania, chciałabym przetestować różne stężenia, a wysiadłam już na "ile ml kwasu na ile ml skwalanu żeby było x%" :/

        Mieszanie rożnych rzeczy z innymi praktykowałam tylko w wydaniu BU, z odmierzonymi ilościami, prostymi zestawami i dokładną instrukcją.


        • 20.10.11, 13:55
          Co by nie czuć się jak ostatnia sierota, postarałam się jednak ogarnąć te stężenia. Za to mam jeszcze więcej pytań :)

          Wyszło mi, że na 2% roztwór trzeba wiząć 1ml kwasu na 43 ml skwalanu (o_0), ale głowy za poprawność obliczeń nie dam :). Chyba dokupie jeszcze butelkę, bo jednorazowo tyle na twarz nie nałożę. No i pytanie: jak to się przechowuje?

          Kolejne pytanie upewniające: wersja olej + kwas, zakres stężeń to 0,3 - 2%, jak na stronie zrobsobiekrem? Gdzieś wyczytałam, że dziewczyna nakładała sobie 5% kwas LHA i nie wiem, czy to nie przegięcie. Niby ona sobie chwaliła efekty, ale ja na wszelki wypadek i tak zacznę od 1%.
    • 05.10.11, 20:38
      No dobra, na razie mam mętlik, jak zawsze, kiedy biorę się za jakiś nowy temat. To teraz powiedzcie mi, jakie kwasy stosuje się przy jakiej skórze/na jakie dolegliwości, bo przecież kwasy też są różne, prawda?
      Pomagają na szorstkość, złuszczają, na pryszcze - nic z tego mnie nie dotyczy jak dotąd, coś tu czytałam o cellulicie - na to też?
      No i główne pytanie - czy przydają się w profilaktyce okołozmarszczowej? Coś ostatnio gdzieś przeczytałam "zrobiłam sobie u kosmetyczki bruzdy nosowo-wargowe kwasami" - i to mnie zaciekawiło. Mam zaczątki zmarszczek mimicznych, a może to już wcale nie zaczątki (jak się uprzeć, to czuć je pod palcami) i może coś by te kwasy dały...?
      • 05.10.11, 21:00
        Na początek cię rozczaruję, żadne kwasy ani kremy na celulit nie pomogą. Cały przemysł "antycelulitowy" to jedna wielka ściema. Krem może wpłynąć na stan samej najbardziej zewnętrznej warstwy skóry tzn. czy jest gładka i nawilżona, ale na zmiany tkanki podskórnej nie wpłynie.

        Kwasy w kremach działają złuszczająco na skórę co przyspiesza odnawianie się naskórka.
        Tak, kwasy mogą się przydać w spłycaniu pierwszych zmarszczek, ale domowy krem nie będzie miał bardzo spektakularnego natychmiastowego efektu. Taki efekt da chemiczny piling u dermatologa, ale jest to dość inwazyjna procedura, właściwie chemiczne usunięcie naskórka i jego późniejsza regeneracja. Można to też zrobić miejscowo, pewnie o tych bruzdach ci się obiło o uszy.
        • 05.10.11, 22:09
          > Na początek cię rozczaruję, żadne kwasy ani kremy na celulit nie pomogą. Cały p
          > rzemysł "antycelulitowy" to jedna wielka ściema. Krem może wpłynąć na stan same
          > j najbardziej zewnętrznej warstwy skóry tzn. czy jest gładka i nawilżona, ale n
          > a zmiany tkanki podskórnej nie wpłynie.

          Tyle to wiem, w cuda nie wierzę ;) Ale coś tam wyżej było - w każdym razie najbardziej mnie interesuje działanie przeciwzmarszczkowe właśnie, ale na inwazyjne zabiegi wolałabym się raczej na razie nie decydować, a innych kłopotów do usunięcia kwasami chyba nie mam :)
          • 06.10.11, 15:22
            moim zdaniem to o kwasie na bruzde to bylo nie o kwasach w kremach tylko o zastrzykach - swietnie na wypelnianie dziala kwas hialuronowy - zazwyczaj sie go stosuje do wypelniania tych zmarszczek w okolicach ust - sama nie probowalam ale widzialam efekty u kolezanek, niestety efekt jest na pare miesiecy i trzeba te zastrzyki powtarzac.
    • 22.02.12, 13:20
      Wyjeżdżam na kilka dni i nie bardzo mam ochotę targać ze sobą dwa kremy. Wiem, że zwykły krem nawilżający mogę wycisnąć do małego słoiczka i krzywda mu się nie stanie, ale czy mogę to samo zrobić z kremem z kwasem migdałowym? Oryginalne opakowanie jest z pompką, czy on się jakoś utleni i przestanie działać, jak go włożę do zwykłego słoiczka? ZSK nic nie pisze na ten temat, ale może Wy wiecie lepiej :)


      --
      logiczka.blogspot.com
      • 22.02.12, 14:59
        Przez kilka dni nic ci się nie stanie. Nawet te z pompka mają kontakt z powietrzem.
        • 22.02.12, 15:31
          Dzięki!


          --
          logiczka.blogspot.com
    • 22.02.12, 22:18
      Wiosna się zbliża, a ja mam ochotę sobie jakieś głębokie złuszczanie strzelić. Na co dzień od ok. roku używam Triacnealu, wcześniej ze dwa lata Effaclaru K, więc ogólnie do kwasów jestem przyzwyczajona. Cerę w tym momencie mam lekko przetłuszczającą się, z pozostałościami po trądziku (blizny, przebarwienia itp.), praktycznie bez zmian ropnych.

      Ktoś się może podzielić jakimiś doświadczenia albo radami? Na co uważać, po usłyszeniu czego uciekać z gabinetu? Czy w ogóle w takiej sytuacji jest sens robić sobie sesję złuszczania mocnymi kwasami, czy (nomen omen) skórka niewarta wyprawki (zakładam, że będę musiała odstawić Triacneal na kilka dni lub tygodni)? Jeśli warto, to może jakieś sprawdzone miejsca w Wawie?
      • 23.02.12, 07:08
        Wydaje mi się że mocny piling u kosmetyczki powinien ci dobrze zrobić. Blizn nie zlikwiduje, przynajmniej nie od razu, ale je troszkę spłyci i rozjaśni przebarwienia. Nieźle by ci też zrobiła mikrodermabrazja.
        Jeżeli chodzi o kosmetyczki to ja bym szukała raczej większego niż takiego maleństwa z jednym stanowiskiem. Musi być idealnie czysto tak na pierwszy rzut oka. KOsmetyczka powinna cię wypytać o problemy zdrowotne, alergie, reakcję na kwasy itd. Ja bym się umówiła na jakiś dowolny zabieg w wybranym gabinecie i po prostu przetestowała. Czy czujesz się dobrze, komfortowo, czy masz się gdzie przebrać do zabiegu itd. Albo posłuchać co ci ma do zaproponowania. Powinna poinformować o kosztach, możliwych powikłaniach i odpowiadać na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Moja przyjaciółka bardzo sobie chwali gabinety Ireny Eris. www.drirenaeris.pl/instytut/pl/zabiegi/3/page/2/
        Uciekałabym przed entuzjastycznymi kosmetyczkami z długimi paznokciami, które ci będą wmawiać że ci wszystko zejdzie po jednym zabiegu
        • 23.02.12, 11:04
          Raz, dwa razy do roku robie kuracje mocniejszymi kwasami - radziłabym poszukać albo kliniki dermatologicznej albo czegoś pośredniego między dermatologiem a standardowym gabinetem kosmetycznym, do dobrze zrobionego zabiegu są potrzebne profesjonalne preparaty i praktyka - w Warszawie ostatnio korzystałam z gabinetu Piekne Estetki www.piekneestetki.pl i bylam zadowolna i z obsługi i z efektów.
          Nie wiem jak kosmetyka u Ireny Eris ale manicure i pedicure robią najgorszy a przy okazji najdroższy jaki miałam (korzystałam z 3 różnych gabinetów w Wawie), masaże i zabiegni na ciało też drogie a nic specjalnego.
      • 23.02.12, 10:05
        Ja byłam zadowolona z kosmetyczki w klinice Novaderm
        --
        64/80
        Lubię balkonetkę.
      • 10.03.12, 21:44
        TCA, czyli kwas trójchlorooctowy. Robione oczywiście przez dermatologa, w "tru i pro" gabinecie dermatologii estetycznej, który ma tę zaletę, że znajduje się niecałe 5 minut spacerem od mojego mieszkania :)

        Wrażenia z zabiegu - szczypało, ale w granicach normy, dmuchanie zimnym powietrzem wystarczało do zneutralizowania wszystkiego. Gorsze było, że na zakończenie musiałam sobie przez kilka minut trzymać przyłożone do twarzy dwa lodowate okłady, łapki mi zmarzły (tak, na serio to było gorsze niż sam zabieg). Ogólnie u mnie wszystkie opowiastki o tym jakie to strasznie bolesne jest zupełnie się nie potwierdziły, być może ze względu na stosunkowo niskie stężenie.

        Wrażenia po ok. 30 godzinach - mam lekko ściągniętą twarz i jestem lekko brązowa w tych miejscach, gdzie normalnie nie stosuję Triacnealu. Poza tym nic nie boli, jeszcze się nie łuszczę, gdyby nie gruba warstwa kremu na wazelinie na twarzy, to spokojnie mogłabym udawać, że po prostu mam gorszy dzień. Środki stosowane po zabiegu - Argosulfan (lek na oparzenia, wazelina z antybiotykiem) i osłonowo Heviran, bo mi się opryszczka pojawia w najgorszych możliwych momentach i paprze, a nie mam ochoty roznieść sobie tego świństwa po twarzy.

        Dlaczego TCA? Bo lekarka popatrzyła na mnie i stwierdziła, że możemy się bawić w słabsze pilingi, ale szanse na pozbycie się moich blizn potrądzikowych są tylko w przypadku TCA lub lasera. Laser mnie przeraża, jakieś tam (dobre) doświadczenie ze złuszczaniem się mam, na kilka dni wyjętych z życia mogę sobie pozwolić, więc stwierdziłam, że mogę zaryzykować.

        Cdn. jak się zacznę złuszczać, czyli pewnie jutro lub w poniedziałek. Ciekawe kiedy zacznę kląć, że wyglądam jak alien i to była głupota?
        • 12.03.12, 14:11
          No i się łuszczę, na razie powoli, ale staram się być grzeczna i nie skubać (kusi, oj kusi). Na razie zlazło z połowy brody i z okolic nosa. Spod maski wyłoniła się śliczna, różowa, trochę delikatniejsza niż normalnie skóra. Przy nosie chyba mi znikła jedna bardzo drobna zmarszczko-kreska o.O Ogólnie jest lepiej niż się obawiałam, spodziewałam się jednak głębszego złuszczenia (może nie do żywego mięcha, ale zawsze). Tylko straaasznie wolno idzie, oficjalnie to już powinnam się kończyć złuszczać, a to dopiero początek.
          • 17.03.12, 12:51
            Tydzień po. Skóra z całej twarzy zdążyła mi już zleźć, teraz się jeszcze łuszczę w niektórych miejscach, ale to wygląda już jak zwykła przesuszona skóra. Efekt IMO widać, skóra jest delikatniejsza, ma ładniejszy koloryt, wszelkie dziury (blizny potrądzikowe to zwykle dziurki w skórze) i zmarszczki się trochę spłyciły. Na 90% po świętach powtórka.
    • 24.02.12, 08:47
      No wlasnie, ja tez czytam o tych kwasach. Kiedys czytalam na kafeterii o kobiecie, ktora uzyla jakiegos kwasu na zmniejszenie rozstepow. W sensie posmarowala brzuch i boczki , zaczela jej schodzic gorna warstwa naskorka i te rozstepy znacznie sie zmniejszyly. I do tej pory nie moge dojsc co gdzie i jak. Moze ktos cos poleci?
      --
      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • 09.03.12, 22:53
      no tak, niby wszystko proste, kupiłam półprodukty, zmieszam sobie sama - nawet pytałam kiedyś, jakie to mają być ilości, ciociazlarada tez powyżej napisała trochę..
      potrzebuję zmieszać z balsamem (oliwką?), zeby smarować łydki, coby wrastające włoski nie robiły brzydkich krost
      tylko... mam kwas mlekowy i salicylowy. One są w proszku.. Też się rozpuszczą - ot tak - w balsamie? oliwce? Nie zostanie mi jakas gruda proszku? :) No i ciociazlarada pisała powyżej, ze robi ilosć "na raz" lub nakilka razy - czyli nie mogę tego przechowywać zbyt długo? a mogę nałożyć na skóre zaraz po zmieszaniu? hmmm
      • 11.03.12, 00:16
        Kwas salicylowy rozpuszcza się w tłuszczach i alkoholu, a kwas mlekowy w wodzie i alkoholu - tylko, że on najczęściej jest sprzedawany w postaci cieczy a nie proszku.
        Można stosować zaraz po zmieszaniu.
        --
        64/80
        Lubię balkonetkę.
        • 12.03.12, 13:49
          anulla1974 napisała:

          > Kwas salicylowy rozpuszcza się w tłuszczach i alkoholu
          dziekuje za odpowiedź, ale zatrzymam sie przy tym (bo mlekowego nie mogę zlokalizowac :) w tym momencie). Musi być jakas odpowiednia ilośc tłuszczu/alkoholu , zeby proszek dobrze się rozpuścił? jak rozpuszczę w czymś, inaczej przeliczam masę molowa i procenty..?

          Ech, przydała by się jednak jakas prościutka (dla nie-chemików)instrukcja na zwykłe (dwu-trzyskładnikowe) kwasowe balsamy/toniki.. Jeszcze pewno mało szukałam, ale większość ma w składzie 5,6 substancji i nie mam pewności, czy mogę je tak bezkarnie usunąć z przepisu..
          • 15.03.12, 09:55
            Najprostsze:
            na 50 ml oleju około 2,8 - 3 ml kwasu, żeby wyszło circa 2%.
            --
            64/80
            Lubię balkonetkę.
            • 15.03.12, 10:27
              > Najprostsze:
              > na 50 ml oleju około 2,8 - 3 ml kwasu, żeby wyszło circa 2%.

              Anulla, ale to zależy, w jakim stężeniu masz kwas. Ja mam mlekowy w stężeniu 80%, z Twojego przepisu wyszłoby mi ostateczne stężenie 4.5%, czyli ponad 2 razy więcej.

              Możesz sobie wyliczyć tak:
              ilość kwasu w ml=(docelowe stężenie x docelowa objętość)/stężenie kwasu w butelce

              np. (4,5% x 50ml)/80%=2,8 ml

              czyli żeby zrobić 50 ml np. balsamu z kwasem w stężeniu 4,5 % muszę wziąć 2,8 ml z buteleczki kwasu o stężeniu 80%.
              • 15.03.12, 17:38
                ooo, takie równania pamiętam :) i w przypadku mlekowego faktycznie jest ok, ale co zrobić z salicylowym? Mam go w proszku - przyjać że 1ml proszku to 100% stężenia? I docelowa objętość to będzie objętość proszku (kwas)+objętość np. spirytusu uzytego do rozpuszczenia kwasu+objętość balsamu? :)

                jeszcze dwa pytania
                1. czy jest coś, z czym kwasu nie można pomieszać? (z takich raczej popularnych kosmetycznych rzeczy :) ) - np.czy mozna dodać mydło, wmieszać mocznik, glukonolakton, kwas hialuronowy ..
                2. jaka jest trwałość kwasu zmieszanego z olejem? albo po czym poznac, że to jz nie to :)

                • 15.03.12, 17:53
                  > ooo, takie równania pamiętam :) i w przypadku mlekowego faktycznie jest ok, ale
                  > co zrobić z salicylowym? Mam go w proszku - przyjać że 1ml proszku to 100% stę
                  > żenia? I docelowa objętość to będzie objętość proszku (kwas)+objętość np. spiry
                  > tusu uzytego do rozpuszczenia kwasu+objętość balsamu? :)

                  O rany, nie doczytałam, że masz to w proszku... Jak masz proszek, to zrób sobie np. 20 czy 40% roztwór (obojętne, jak Ci tam wygodnie). Odważasz np. 20 g proszku i dodajesz alkoholu czy w czym tam rozpuszczasz do 100 ml - masz wtedy 20% roztwór. Tylko nie dodajesz 100 ml, a wsypujesz proszek do marki i dopełniasz do 100 ml. Wszystko razem ma wtedy 100 ml, a stężenie to 20%. Możesz oczywiście sobie zrobić 30%, 40% czy dowolny inny (do pewnej granicy oczywiście). Uważaj tylko, żeby Ci to nigdzie nie prysnęło, najbardziej na oczy. A masz wagę, która Ci coś takiego odważy sensownie?
                  Taką buteleczkę sobie trzymasz, a z niej według wzoru robisz sobie balsam. I wtedy docelowa objętość to będzie objętość balsamu + dodanego kwasu. Tylko też uważaj, żeby wszystko dobrze wymieszać - Izas chyba pisała, że to robi mikserem?
                  • 15.03.12, 18:11
                    > O rany, nie doczytałam, że masz to w proszku... Jak masz proszek, to zrób sobie
                    > np. 20 czy 40% roztwór (obojętne, jak Ci tam wygodnie). Odważasz np. 20 g pros
                    > zku i dodajesz alkoholu czy w czym tam rozpuszczasz do 100 ml - masz wtedy 20%
                    > roztwór. Tylko nie dodajesz 100 ml, a wsypujesz proszek do marki i dopeł
                    > niasz do 100 ml. Wszystko razem ma wtedy 100 ml, a stężenie to 20%.

                    Ekhm, czy ty tutaj nie robisz jakiegoś niejawnego założenia odnośnie gęstości proszku i alkoholu? Bo mnie uczyli że robi się to tak:
                    1) chcesz 20% objętościowo - bierzesz 20 ml proszku i 80 ml alko
                    2) chcesz 20% wagowo - bierzesz 20g proszku i 80 g alko
                    Alkohol to nie woda żeby 100 ml ważyło 100 g (konkretniej, 100 ml alko waży ok 80 g).

                    I 20% wagowo w większości przypadków to co innego niż 20% objętościowo, nie wiem która wartość jest podawana w przypadku kwasów.
                    • 15.03.12, 18:22
                      > Ekhm, czy ty tutaj nie robisz jakiegoś niejawnego założenia odnośnie gęstości p
                      > roszku i alkoholu?

                      Nie, nie robię, zakładam tylko z praktyki laboratoryjnej standarowe stężenie w/v, czyli wagowo-objętościowe (nie mam pojęcia o terminologii, 1% to 1 g w 100 ml). Czyli wzięłabym 20 g kwasu, dopełniła alkoholem do 100 ml, i brała to jako 20% stężenie. Te 20 g kwasu to będzie pi razy drzwi jakieś 14 ml, więc oczywiście formalnie stężenie objętościowe będzie niższe, a wagowe wyższe. Jeżeli już się sama nie zaplątałam.
                      Co oczywiście nie ma większego znaczenia, jeżeli nie wiemy, co się zwyczajowo stosuje w kosmetyce. Masz rację, że nie powinnam robić założeń na podstawie praktyki z labu. Izas, Ty robiłaś te balsamy, jak to liczysz?
                      • 15.03.12, 20:06
                        Ja zawsze miałam roztwory. mazidla.com/receptariusz/314.html?task=view tu jest jako wagowo-objętościowy.
                        A ty chcesz ten salicylowy do ciała? Lepszy jest mlekowy do balsamu. Salicylowy jest zwykle używany do twarzy
                      • 15.03.12, 21:48
                        No właśnie obawiałam się, że laby mogą mieć jakieś podejście typu "ilość gram w 100 ml", na samą myśl o którym moja matematyczna natura się wzdryga, choćby dlaczego, że może wyjść stężenie ponad 100% :D
                        • 15.03.12, 22:02
                          Nie wzdrygaj się ;-). To tylko zależy od definicji.
                          Stężenia procentowe są wagowe, objętościowe lub wagowo objętościowe. Jeżeli miesza się roztwory to zwykle robi się objętościowe, ale jak się rozpuszcza proszki to wagowo objętościowe. Jeżeli stężenie roztworu musi być bardzo precyzyjne to zwykle zaznacza się czy ma być w/w, w/o czy o/o. Mówię o laboratoriach biologicznych. Na takiej chemii zwykle jest dokładniej ;-)
                          • 16.03.12, 08:41
                            Jeżeli stężenie roztworu musi być bardzo precyzyjne t
                            > o zwykle zaznacza się czy ma być w/w, w/o czy o/o. Mówię o laboratoriach biolog
                            > icznych. Na takiej chemii zwykle jest dokładniej ;-)

                            Kiedyś mieliśmy studenta na praktykach, który na biologię przyplątał się z chemii, i codziennie musiałam mu tłumaczyć, że tak, ma być wagowo-objętościowo, nie, wcale się nie mylę, i tak, skończyłam studia i mam pojęcie o tym co robię :o)
                            Chyba był szczęśliwy, kiedy od nas odszedł.
                            • 16.03.12, 21:21
                              Znalezione w necie, tak mi się skojarzyło a propos biologów, chemików i dokładności: ;)

                              Bo kolej rzeczy jest taka: z biologów śmieją się chemicy, bo biolodzy wiedzą jak jest świat zbudowany, ale nie znają już pierwiastków ani związków chemicznych, z chemików śmieją się fizycy, bo chemicy znają związki i pierwiastki, ale nie potrafią wytłumaczyć dokładnie jak to ze sobą oddziałuje, z fizyków śmieją się matematycy, bo fizycy wiedzą jak wszystko ze sobą oddziałuje, ale nie zawsze potrafią to policzyć, z matematyków śmieją się logicy, bo matematyk zawsze policzy, ale nie wytłumaczy rozumowania. Z logików śmieją się filozofowie, bo logik wytłumaczy rozumowanie, ale nie pojmie ideologii. A z filozofów to już się cały świat śmieje...
                              • 16.03.12, 23:42
                                Bardzo ładne ;-)
              • 16.03.12, 09:43
                Pisałam o salicylowym.
                --
                64/80
                Lubię balkonetkę.
    • 21.06.12, 22:53
      troche czytalam i moze da sie jakis kwas zastosowac na moje ramiona. jakis czas temu dostalalm potwornej wysypki umiejscowionej tylko tam. strasznie to drapalam i ramiona wygladaja teraz fatalnie. zastanawiam sie czy nie moglabym czyms tych blizn rozjasnic i wlasciwie czym i jak? czesc powstala od drapania i to sa raczej przebarwienia a czesc to dziury po rozdrapanych pryszczykach ... jakies pomysly?
      --
      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • 22.06.12, 09:32
      O, wątek dla mnie :)
      Cerę, mimo ukończenia lat nastoletnich, nadal mam pryszczatą i tłustą.. Od kwietnia do końca maja stosowałam Triacneal, polecony przez koleżankę. No, i, tego - lipa. Dopóki go stosowałam, faktycznie, cerę miałam lepszą (wypryski ładnie się goiły, nawet - o dziwo - zmniejszyły mi się pory na policzkach). W czerwcu, wystraszona opiniami o przebarwieniach, odłożyłam krem na półkę i efekt diabli wzięli. Z tym, że teraz wypryski mam na szyi i szczęce, a nie na twarzy (szyi i szczęki nie smarowałam, może to dlatego?)

      Jak bardzo mogę sobie zaszkodzić, wracając do Triacnealu? Pracuję w biurze, dość nieregularnie, ale najczęściej 10-18. Łatwo się przypalam, więc bez filtra (30) na twarzy nie wychodzę, wliczając wyjścia do pracy spędzam na powietrzu około dwóch godzin (z czego większość po 18), w weekendy więcej. Opalać nie opalam się nigdy ;-) jak to jest z tymi przebarwieniami?
      • 22.06.12, 22:43
        Według mnie, jeśli tylko filtrujesz się z sercem, problemu nie będzie. Albo sama sobie wmawiam, bo od końca marca sama używam Triacnealu i nie mam najmniejszego zamiaru odstawiać na lato ;) Dwa-trzy razy dziennie trzaskam się solidną warstwą pięćdziesiątki z Vichy, przebarwień brak, trądziku do zeszłego weekendu też brak (zepsułam się trochę na własne życzenie), życie ze zdrowo wyglądającą skórą - bezcenne.


        --
        logiczka.blogspot.com
      • 23.06.12, 01:39
        Miałam taki sam dylemat jak Ty i również trądzik nasilił mi się na brodzie i żuchwie, tyle, że po odstawieniu retinoidów. Nie wytrzymałam długo i wróciłam do smarowania. Póki co słońca za dużo nie widuję, a jak już zacznę na nie wychodzić to twarz powinnam mieć na tyle ładną, że nie będę potrzebowała podkładu i sam filtr La Roche Posay 50+ powinien wystarczyć.
    • 23.10.12, 20:15
      Wszędzie czytam, że kosmetyki z kwasami takie fajne, więc sobie kupiłam i mnie wysypało. To normalne, skóra się oczyszcza, mam przetrwać tydzień, a później będę rozjaśniona, piękna i promienna (wysypem mi zareagowała cera po kwasach u kosmetyczki, ale po wysypie była przez jakiś czas bardzo ładna), czy to raczej kosmetyk nie dla mnie?
      • 23.10.12, 20:37
        Ja bym odstawiła i spróbowała może czegoś o niższym stężeniu, ale i tak jak ci wszystko zejdzie.
        A z jakim kwasem masz?

        --
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
      • 23.10.12, 22:52
        besame.mucho napisała:

        > Wszędzie czytam, że kosmetyki z kwasami takie fajne, więc sobie kupiłam i mnie
        > wysypało.

        Ja bym odstawiła, to albo nie ten kwas, albo za duże stężenie. Osobiście nie wierzę w "oczyszczającą" fazę do wytrwania. Na mnie podobnie podziałał Triacneal, też chciałam wygładzoną i odmłodzoną retinoidami skórę, podchodziłam do tego kosmetyku już trzy razy, ale oprócz pryszczy (których normalnie nie mam) nie widzę żadnego efektu. Za trzecim razem postanowiłam przeczekać dwa tygodnie. Nic nie dało. Dopiero po odstawieniu skóra wróciła do równowagi. Faktycznie efekt upiększający, ale mogłam go mieć bez tego eksperymentu. ;-)
        Moja skóra dobrze reagowała za to na serum z kombinacją 0,45 % LHA plus 3,5 % kwasu glikolowego. To nie są chyba wysokie stężenia, ale wyższe działają już jak mocny peeling i nietrądzikowa skóra może źle je znosić.
      • 24.10.12, 15:39
        Ja po mlekowym i salicylowym mam pryszcze po jednym-dwóch użyciach, wygląda to paskudnie. Glikolowy (w TriAcnealu) i migdałowy - żadnej negatywnej reakcji. Każdy kolejny kwas muszę sprawdzać, bo jak widać reguły nie ma (np. że AHA spoko, a BHA nie).

        --
        logiczka.blogspot.com
      • 24.10.12, 22:15
        Tonik jest z kwasem mlekowym 2%. Skoro mówicie, że nie ma opcji, że to tak, że mi się coś oczyszcza, a później będę piękna, to chyba go rzeczywiście odstawię i pokornie wrócę do bezkwasowego którego używam od lat. W sumie sama też nie wiem czy mnie wysypało od kwasu czy po prostu od zmiany kosmetyku - mam cerę normalną/suchą, która sama z siebie rzadko się wypryszcza, ale źle reaguje na wszelkie zmiany - zmianę kosmetyków, zmianę wody (kilka pierwszych dni na jakimkolwiek wyjeździe jest zawsze słabych), zmianę powietrza (początek sezonu grzewczego), itd. Chyba zostaje nie eksperymentować i nie chcieć ulepszać tylko się trzymać tego, co sprawdzone :).
        • 24.10.12, 22:30
          Chyba faktycznie nie ma co kombinować. Jakbyś chciała jeszcze kiedyś eksperymentów, to na ogólne odświeżenie skóry (bo chyba tylko po to by Ci były te kwasy?) może lepszy byłby któryś z kremów Pharmacerisu z kwasem migdałowym, albo coś z glikolowym. Robiłam sobie ostatnio na przyszłość tabelkę, co jest w czym, i znalazłam póki co tylko jeden krem z samym kwasem glikolowym - Bioderma Sebium Serum, ma być go tam 15%, czyli naprawdę sporo.


          --
          logiczka.blogspot.com
          • 24.10.12, 22:46
            No to rzeczywiście na każdego różne kwasy różnie działają.
            Mi ta Bioderma nic nie robi, nie ma absolutnie żadnego efektu, a na sam widok butli z tonikiem z kwasem salicylowym albo kremu się sama złuszcza i wygładza ;-).
            --
            Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
            Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
            • 25.10.12, 08:06
              Ech, chciałabym tak, bo salicyl i mlekowy są w absolutnie każdym drogeryjnym produkcie na trądzik, odpada mi mnóstwo fajnych opcji, a zaskórników się chyba nigdy nie pozbędę.


              --
              logiczka.blogspot.com
          • 25.10.12, 00:15
            mszn napisała:

            Robiłam sobie ostatnio na przyszłość tabelkę, co jest w czym, i zn
            > alazłam póki co tylko jeden krem z samym kwasem glikolowym - Bioderma Sebium Se
            > rum, ma być go tam 15%, czyli naprawdę sporo.

            To naprawdę sporo i mnie by na przykład było już za dużo. Problem bowiem w tym, że wiele tych kosmetyków z kwasami przeznaczonych jest do cery tłustej, trądzikowej, a ta często ma tendencje do rogowacenia, czyli jest po prostu gruba i mniej wrażliwa. Na wrażliwej i suchej cerze to się nie zawsze sprawdza. Ja mam spory problem, by znaleźć jakieś kosmetyk dla cery dojrzałej z kwasem albo reitnolem. Efekt odmładzająco -wygładzający proszę bardzo, ale nie nie mam ani zaskórników do wyżarcia, ani blizn po pryszczach i nie bardzo podobają mi się składniki powodujące matowienie, czy w innych sposób "regulujące" wyydzielanie sebum, bo takich nie potrzebuję.
            • 25.10.12, 08:10
              Wiem, że osoby z nietrądzikową skórą chwalą sobie Alpha H Liquid Gold - rzecz jest w formie toniku z kwasem glikolowym, kładzie się to na noc raz-trzy razy w tygodniu.

              Tłusta skóra niewrażliwa? Powinnaś zobaczyć mnie po jakimkolwiek kremie Alverde czy Weledy, konserwowanym alkoholem ;) Zresztą dlatego też trzymam się z daleka od Liquid Golda (jakby cena nie trzymała mnie dostatecznie daleko).


              --
              logiczka.blogspot.com
              • 25.10.12, 08:29
                > Tłusta skóra niewrażliwa?
                To jest chyba najczęściej rozpowszechnione przekonanie, że tłusta skóra to niewrażliwa i zrogowaciała jak u słonia ;-).

                --
                Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
                Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
                • 25.10.12, 10:38
                  > To jest chyba najczęściej rozpowszechnione przekonanie, że tłusta skóra to niew
                  > rażliwa i zrogowaciała jak u słonia ;-).

                  Ja, jako że jestem z drugiej strony, mam wrażenie, że tak samo rozpowszechnione jest przekonanie, że sucha nie ma prawa do żadnego wyprysku ;). Tak jak pisałam niefajnie mi cera reaguje na różne zmiany, i zazwyczaj kompletnie nie mam czego kupić, żeby się pozbyć syfków jak mnie wysypie, bo wszystko do pozbycia się ich jest to cery tłustej, ma składniki, które matują, itd. Próbowałam z takich kiedyś korzystać i w rezultacie kończyłam z gorszym problemem niż na początku, bo skóra się buntowała przeciwko przesuszaniu.
                  • 25.10.12, 10:52
                    To też prawda. Ogólnie wszyscy są przekonani, że sucha to się łuszczy i jest napięta.
                    Ja z resztą jestem zdania, że powinno się mówić o co najmniej kilku rodzajach skóry w zależności od stopnia nawodnienie, tłustości i wrażliwości itd. Ale to się chyba nigdy nie przyjmie w tzw. branży, bo wszyscy są za bardzo przyzwyczajenie do obecnego podziału.

                    A próbowałaś punktowo nakładanych specyfików, tylko na zmiany? Wtedy można zostać przy tym co dobrze u ciebie działa + dodać coś co działa np. przeciwzapalnie lub lekko bakteriobójczo i ściągająco przy jakichś ropnych historiach.
                    --
                    Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
                    Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
                    • 25.10.12, 11:04
                      A tę panią znasz?
                      www.beautymouth.com/2011/11/dry-or-dehydrated-cheat-sheet.html
                      Niektóre z jej obsesji (zbanować parafinę, wyłącznie "naturalne" oleje, oczyszczanie twarzy wyłącznie tłustymi kremami, pielęgnacja musi być droga, żeby działała) trochę przesadzone, ale fajnie, że właśnie osoba z "branży" mówi trochę inne rzeczy.


                      --
                      logiczka.blogspot.com
                      • 25.10.12, 11:26
                        Dzięki za linka, nie znam :). Na pierwszy rzut oka wygląda, że mam skórę suchą, nie odwodnioną, ale jeszcze się wczytam!
                    • 25.10.12, 11:24
                      > A próbowałaś punktowo nakładanych specyfików, tylko na zmiany? Wtedy można zost
                      > ać przy tym co dobrze u ciebie działa + dodać coś co działa np. przeciwzapalnie
                      > lub lekko bakteriobójczo i ściągająco przy jakichś ropnych historiach.

                      Nie próbowałam, ale od jakiegoś czasu się noszę z wypróbowaniem :). Macie coś godnego polecenia?
                      • 25.10.12, 12:50
                        besame.mucho napisała:

                        > Nie próbowałam, ale od jakiegoś czasu się noszę z wypróbowaniem :). Macie coś g
                        > odnego polecenia?

                        U mnie najlepiej działa LA Roche Posay Effaclar A.I., to emulsja-koncentrat w małej tubie nakładany tylko na pryszcze. Zawiera oprócz LHA także niacinamid, pirokton olaminy i coś pod nazwą glycacil. Ta kominacja naprawdę działa, w odróżnieniu od innych preparatów, które zawierają głównie dezynfekujący alkohol. Effaclar A.I nie wysusza, nakładam na noc. Cena jakieś 10-13 euro, przy przypadkowym pryszczu od czasu do czasu starcza na wieczność.

                        http://www.bio-apo.de/documents/products_apo/500x500/2781237.jpg
                  • 25.10.12, 10:54
                    Do uspokajania wyprysków i podrażnionej skóry od jakiegoś czasu używam kremu Weledy do dzieci, który składa się przede wszystkim z oleju migdałowego i tlenku cynku, po drodze jest też nawet lanolina, a nie ma alkoholu. Cynk ćwietnie uspokaja wypryski, a całość jest gęsta, odżywcza i na pewno nie wysuszająca. Sprzedają to w próbkowej objętości 10 ml. W Polsce na pewno jest dostępnych mnóstwo innych kremów z cynkiem, jakiś Bambino na przykład.

                    W ogóle nie rozumiem, jakim cudem założenie, że wysuszenie skóry jest lekiem na całe zło przetłuszczania, wgryzło się tak głęboko w powszechną świadomość - wszędzie toniki na alkoholu, żelokremy beztłuszczowe etc. Też mam za sobą okres, w którym wydawało mi się, że krem matujący to jedyne wyjście.


                    --
                    logiczka.blogspot.com
                • 25.10.12, 12:37
                  izas55 napisała:


                  > To jest chyba najczęściej rozpowszechnione przekonanie, że tłusta skóra to niew
                  > rażliwa i zrogowaciała jak u słonia ;-).
                  >

                  A nie jest? Skoro znosi peelingi oraz kosmetyki z kwasami i po tym staje się ładniejsza, to problemem jest szybkie rogowacenie. Czy jest taka z "natury", czy staje się taką, jako konsekwencja niewłaściej, wysuszającej pielęgnacji, to inna sprawa. Kwasy nie mają bowiem ani wpływu na hormonalną gospodarkę, ani na ilość wydzielanego sebum. Poza tym subiektywa "wrażliwość" to jedna sprawa, chora skóra z zaburzoną równowagą zawsze będzie reagowała na coś tam wrażliwie, na przykład na alkohol, ale nie jest to ta wrażliwość o której piszę. Sucha, cieńka skóra reaguje wrażliwiej na czynniki zewnętrzne, także kiedy nie szoruje się jej kilka razy dziennie i nie traktuje agresywnymi, wysuszającymi kosmetykami przeciwko trądzikowi.
      • 25.10.12, 00:12
        Mnie bardzo wysypało drobniutkim trądzikiem po toniku z kwasami z Biochemii Urody. "Najlepsze", że posmarowałam nim dwa razy tylko jedną część twarzy, niejako na próbę. I cała połowa twarzy była usłana mikrokrostkami. Eksperyment zakończyłam od razu (może to źle, ale pogorszenie stanu skóry było tak ogromne, że chyba nawet nie wyglądałam jako podatna na trądzik nastolatka). Krostki leczyłam długo.
        Przy okazji kwasów i niejako offtopowo - widziałam ostatnio spustoszenia jakie wywołała u kogoś maść na odciski (kwas salicylowy + mlekowy) o TA. Po dwu-trzykrotnym użyciu delikwentowi po prostu zeszła skóra z ręki i zrobiły się rany. Dało mi to wyobrażenie o możliwościach kwasów (wiem, że aplikacja, że stężenie i że nie to samo co kremik do buzi, ale podziałało to na moją wyobraźnię, a są momenty, kiedy dość spontanicznie stosuję pewne specyfiki).
    • 20.11.12, 17:18
      Od pół roku używam kwasu hialuronowego 1% (kropla do porcji kremu na noc). Bardzo sobie chwalę jego działanie nawilżające. Jako że przede mną dłuższy wyjazd, to się zastanawiam: czy warto kupić krem już z kwasem (wpadł mi w oko taki z oferty Balei), czy jednak tachać na drugi koniec świata te wszystkie malutkie buteleczki z półproduktami i tam mieszać?
      • 20.11.12, 17:40
        Ale kwas hialuronowy to nie kwas złuszczający (salicylowy, glikolowy itd.), a o takich jest ten wątek. Wątek o kwasie hialuronowym jest tutaj forum.gazeta.pl/forum/w,103682,133534508,133534508,Kwas_hialuronowy.html
        --
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
        Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
        • 21.11.12, 08:53
          Nie wiem, czemu, wyszukiwarka mi nie wyrzuciła. Pewnie zrobiłam literówkę.
    • 30.11.12, 11:49
      Czy ktoś ma doświadczenia z peelingiem tym kwasem? Podobno spłyca zmarszczki. Moja mama (50 lat) zastanawia się, czy go sobie zrobić. W gabinecie Yasumi, do którego chodzi, otrzymała informację, że składa się on 9-10 zabiegów, przedtem należy przygotować skórę specjalnymi kosmetykami. Koszt całej serii wynosi 900 zł. Ponieważ jest to niemała kwota, moja mam zastanawia się nad innym zabiegiem: masce z kolagenem, krzemem i kwasem hialuronowym o właściwościach liftingujacych. Zabieg jest reklamowany jako odmładzający twarz o kilka lat, ale nie wiadomo, jak długo utrzymują się efekty. Kosztuje, w porównani, z serią kwasów mało, bo 250 zł. No i teraz mama stawia sobie pytanie w co lepiej zainwestować. Może jesteście w stanie dodać więcej informacji o peelingi kwasem.
      • 30.11.12, 12:20
        kok.12 napisała:

        > Czy ktoś ma doświadczenia z peelingiem tym kwasem? Podobno spłyca zmarszczki.

        Kwas glikolowy na pewno działa i nadaje skórze młodszego wyglądu właśnie przez głęboki peeling. Może nieco spłycić zmarszczki, usunąć przebarwienia i skóra staje się bardziej delikatna. Maski kolagenowo-krzemowe-hialuronowe itp. działają tylko czasowo na nawodnienie górnego naskórka, moim zdaniem pic na wodę, szkoda pieniędzy na taki zabieg, chyba, że chce się przed jakąś ważną imprezą wyglądać nieco gładziej. Z drugiej strony, ja zabiegów kwasowych nie robiłabym nigdy przenigdy w gabinecie kosmetycznym,tylko zawsze u dermatologa z odpowiedniemi uprawnieniami. Kwasy w dużych stężeniach są moim zdaniem niebezpieczne i w razie nadwrażliwości mogą spowodować stany zapalne skóry, a nawet blizny. Ale ludzie robią i wielokrotnie nic się nie dzieje, więc każdy musi decydować za siebie. W Niemczech w każdym razie peelingi z kwasami w dużych stężeniach mogą być wykonywane tylko przez lekarzy.
        • 30.11.12, 13:15
          Jakie stężenia są możliwe? A ile zabiegów bierze się przy wyższych stężeniach? Mnie zdziwiło, że w tym gabinecie seria to aż 10 zabiegów. Może to z powodu niskiego stężenia?
        • 30.11.12, 13:40
          W gabinetach dermatologicznych robi się zdaje się do 70%. W kosmetykach na rynku jest maksymalnie 10-15%. Ja bym w gabinecie kosmetycznym nie robiła pewnie niczego powyżej 30%. Dowiedz się może u tej kosmetyczki jakich stężeń używa.
          --
          Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
          Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek na Facebooku
          • 30.11.12, 14:07
            Wiecie, ile należy zrobić takich zabiegów, aby peeling rzeczywiście spłycił zmarszczki?
            • 30.11.12, 14:33
              kok.12 napisała:

              > Wiecie, ile należy zrobić takich zabiegów, aby peeling rzeczywiście spłycił zma
              > rszczki?

              To jest pytanie do szklanej kuli. ;-) Wiele zależy bwoiem od stanu skóry, ale generalnie głębokich zmarszczek mimicznych powstających w głębszych warstwach skóry nie spłyci nic, poza chyba wstrzykiwaniem substancji wypełniających i zabezpieczenie botoksem. Kwasów używa się do odświeżenia skóry, spłycenia małych zmarszczek powstałych z wysuszenia naskórka, do usunięcia przebarwień i blizn po pryszczach, dla wiualnego efektu mniejszych porów. Jeżeli na przykład ma się bardzo zaniedbaną cerę i korzystało jeszcze przez lata szczodrze ze słońca, to taki peeling może przynieść widoczne efekty, ale cudów anty- aging bym nie oczekiwała. Niech mama zastanowi się na czym jej zależy, bo preparaty z kwasami w mniejszych stężeniu stosowane przez dłuższy czas w domu też skórę odświeżają, nadają jej ładniejszy, jednolity koloryt i uczucie delikatniejszej, młodszej skóry, a są zdecydowanie tańsze. A bardzo przeszkadzające zmarszczki, na przykład na czole można wypełnić u dermatologa.
              • 30.11.12, 17:29
                To, że głębszych nic nie spłyci, oprócz botoksu lub skalpela, zdaję sobie sprawę. Zainteresowałam się kwasami, bo one mają pobudzać skórę do produkcji kolagenu. Mama nie ma ani blizn ani przebarwień, po prostu zmarszczki i zmieniony owal twarzy. W zeszłym roku stosowała Triacneal, po którym jej skóra bardzo ładnie wyglądała, była właśnie taka promienna i świeża. Stąd pomysł zrobienia peelingu - w celu zwiększenia tego efektu.
                Ja też myślę, że jak ma już wydawać większą sumę, to mogłaby zastosować delikatny botoks lub kwas hialuronowy, jednak mama jest przeciwna takim ingerencjom i boi się efektu maski.
                • 30.11.12, 19:07
                  >Mama nie ma ani blizn ani przebarwień, po prostu zmarszczki i zmieniony owal
                  > twarzy.

                  Zmienionego owalu nie skorygujesz kosmetykami. Lepiej dotelnić mieśnie twarzy od środka, by tak szybko nie opadały, i zainteresować się lekkim regularnym sportem. To podkręca naturalną produkcję kolagenu.

                  W zeszłym roku stosowała Triacneal, po którym jej skóra bardzo ładnie
                  > wyglądała, była właśnie taka promienna i świeża. Stąd pomysł zrobienia peelingu
                  > - w celu zwiększenia tego efektu.

                  Moja skóra po kwasach zawsze wygląda ładniej. Mnie (46 lat) jednak wystarczają te kosmetyki, które stosuje się do przygotowania twarzy do głębszego peelingu. Zawierają one kwasy w mniejszej koncentracji, ale stosowane przez kilka tygodni na noc też ładnie działają. Używam Pre-peeling Serum Biomedic La Roche Posay z 0,45 % LHA i 3,5 % kwasu glikolowego. Normalnie producent produktu ( Biomedic LHA™ Peeling (Lipo-Hydroxy-Acid)) przewiduje po 14 dniach stosowania (dwa razy dziennie produkt z kwasami do oczyszczania - tonic albo żel - plus serum), serię z sześcioma zabiegami Biomedic LHA™ 5% albo 10%. Ja tego głębszego peelingu nigdy nie robiłam, bo kwasy mogą prowadzić do uwrażliwienia skóry na różne czynniki, a ja mam skłonność do trądziku różowatego (naczynka na nosie i trochę na policzkach).

                  > Ja też myślę, że jak ma już wydawać większą sumę, to mogłaby zastosować delikat
                  > ny botoks lub kwas hialuronowy, jednak mama jest przeciwna takim ingerencjom i
                  > boi się efektu maski.

                  Ja próbowałam kiedyś w ramach promocji substancji wypełniającej pod nazwą Restylane (kwas hialuronowy). Ale tylko na czole w niezbyt głęboką zmarszczkę mimiczną, pomiędzy brwiami. Efekt był bardzo ładny, naturalny i utrzymywał się jakieś 4 miesiące. Ale jak chciałam tylko troszkę, bo bałam się właśnie zbyt nienaturalnego efektu. Zmarszczka po zabiegu ciągle była leciutko widoczna, tylko rozprasowana. Zastanawiam się nad powtórzeniem. Moim zdaniem nie ma się co bać. Ważne tylko, by substancje należały do takich, które są całkowicie wchłaniane przez organizm. Efekt po pewnym czasie więc znika, ale nie ma zagrożenia zgrubień pod skórą. Przed botoksem mam respekt, nie ufam tej substancji, bo nawet u gwiazd mających dostęp do dobrych specjalistów czasem efekt jest śmieszny.
                  • 30.11.12, 19:22
                    Jak można dotlenić mięśnie twarzy oprócz sportu, bo mama go uprawia?

                    Co do kwasu hialuronowego - 0,5 ml tego preparatu wynosi 750 zł. Ile potrzebowałaś, aby wypełnić zmarszczkę na czole? U mamy należałoby zając się kilkoma porządnymi zmarszczkami na, obawiam się więc, że mogło by to wyjść za drogo na jej kieszeń.

                    Wobec tego wszystkiego już sama nie wiem, jaki zabieg jej doradzić.

                    • 30.11.12, 19:58
                      kok.12 napisała:

                      > Jak można dotlenić mięśnie twarzy oprócz sportu, bo mama go uprawia?

                      No to robi już całą masę. Ale opadanie rysów twarzy należy do procesów starzenia się i u każdego przebiega z indywidualną szybkością.

                      Ile potrzebowa
                      > łaś, aby wypełnić zmarszczkę na czole? U mamy należałoby zając się kilkoma porz
                      > ądnymi zmarszczkami na, obawiam się więc, że mogło by to wyjść za drogo na jej
                      > kieszeń.

                      Prawdę mówiąc nie wiem, ile mi wstrzyknięto, bo jak napisałam było to w promocji, a właściwie za darmo. To był prezent firmy farmaceutycznej, a lekarz zaprzyjaźniony. Poza tym z tego prezentu skorzystało kilka koleżanek i byłyśmy czymś w rodzaju próbnego poligonu tego lekarza. ;-) Dlatego na razie zabiegu nie powtórzyłam, bo wiem, że nie jest to tanie.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.