Dodaj do ulubionych

Wątek dla świeżynek

22.02.12, 16:02
czyli wszystko co chciałybyście wiedzieć o kosmetykach ale boicie się zapytać.

Nie do końca zdawałam sobie sprawę, że z kosmetykami może być jak z pierwszym dobrze dobranym stanikiem. Ta cała wiedza, obwody, miseczki, zaniżanie, niezaniżanie, różne firmy i modele, i specyficzny język jaki wokół tego powstaje. Ta cała wiedza o składach, kremach, olejach szamponach i specyficzny język wokół tego.

Tak więc inauguruje watek "dziś pytanie, dziś odpowiedź" dla tych wszystkich, które zaglądają i się nie ujawniają bo nie wiedzą o jaki stanik, tfu, o jaki krem zapytać.
Obserwuj wątek
    • teresa104 Spanie w makijażu 22.02.12, 17:43
      Czy makijaż w nocy szkodzi? Czy szkodzi bardziej niż w dzień?
      Tyle słyszę o konieczności zmywania makijażu przed snem, bo coś tam (właśnie, co?). A jeśli jak dzień długi chodzę bez makijażu, a wieczorem się pomaluję i pójdę spać, to będzie gorzej dla mojej skóry, niż gdybym dzień długi chodziła w tapecie, a wieczorem poszła spać rozmalowana?
      • izas55 Re: Spanie w makijażu 22.02.12, 19:43
        Nie nie szkodzi i nie zrobi ci krzywdy sam jako taki. Ja swój zmywam bo po prostu nie lubię być brudna, mam przetłuszczającą się skórę i gdybym nie zmyła z siebie tego całodziennego pyłu który przykleił mi się do świecącej twarzy to źle bym się czuła. A od pożywki dla bakterii z warstwy podkładu zmieszanego z sebum wywaliłoby mi pryszcze jak u nastolatka
        Sam makijaż nie szkodzi, to po prostu przylepiony do niego brud, który po tych kilkunastu godzinach trzeba zmyć. Ot czynność taka sama jak mycie zębów.
        I nie wpadałabym w przesadę z myciem twarzy, dwa razy dziennie zupełnie wystarczy. Częstsze mycie i odtłuszczanie robi więcej szkody niż pożytku.
        • teresa104 Fajne te porady:) 22.02.12, 19:57
          Jak ciotki z "Claudii":)

          Czyli normalnie maluję się o 21, idę na koncert do klubu, gdzie lekko zanieczyszczę organizm ginem, i gdzie nie da się już zanieczyścić dymem, wracam do domu o pierwszej i idę spać z malunkiem, proceder powtarzam co tydzień i nie wyglądam gorzej po czasie t od grupy kontrolnej. Rano wyglądam wręcz lepiej, ciągle mam wytuszowane rzęsy.
          • izas55 Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 20:41
            Jeżeli utrzymujesz odpowiedni poziom ginu w wydychanym powietrzu to i bakterie na skórze ci niegroźne, można nie myć ;-). A rozmazany tusz wystarczy tylko lekko wytrzeć lub udawać, że ma się artystyczny makijaż ;-).
            • adwarp Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 23:12
              a ja się nie zgodzę, że przebywanie kilka godzin z makijażem w klubowym pomieszczeniu i nie zmycie go po powrocie, jest dla skóry obojętne. W pomieszczeniu, gdzie wiruje tłum ludzi jest jednak sporo zanieczyszczeń, podczas snu nasza skóra musi się zregenerować.
              polecam artykuł
              www.poradnikzdrowie.pl/uroda/twarz/regeneracja-skory-noca_35558.html
          • pinupgirl_dg Re: Fajne te porady:) 22.02.12, 21:44
            > Czyli normalnie maluję się o 21, idę na koncert do klubu, gdzie lekko zanieczys
            > zczę organizm ginem, i gdzie nie da się już zanieczyścić dymem, wracam do domu
            > o pierwszej i idę spać z malunkiem, proceder powtarzam co tydzień i nie wygląda
            > m gorzej po czasie t od grupy kontrolnej. Rano wyglądam wręcz lepiej, ciągle ma
            > m wytuszowane rzęsy

            Praktykuje od czasu do czasu, gdy mi się naprawdę nie chce zmyć makijażu. Bywa, że po powrocie z imprezy udaje mi się zmobilizować jedynie tyle siły woli, żeby umyć zęby, wiertarka dentystyczna jednak jest lepszym motywatorem, niż ewentualny pryszcz. Z tym, że mi się udaje zanieczyścić dymem, bo zwykle nie mogę się powstrzymać, więc rano jakiś syfek mam jak murowany.
            A co do wyglądu rano - szalona noc zwykle sprawia, że mój makijaż "po" wygląda lepiej, niż przed, tyle razu próbowałam zrobić takie tajemnicze, przydymione oko, ale mi nie wychodzi.


            --
            Fizia Pończoszanka
        • kasica_k Częstość mycia twarzy 23.02.12, 00:44
          Zgadzam się, ze częste mycie szkodzi - w ogóle zauważyłam, ze moja twarz najlepiej reaguje na mycie raz dziennie rano :) Ale to raczej wtedy, gdy dużo siedzę w domu, więc się nie maluję i mało brudzę oraz nie mam ambicji, żeby oprócz kremu na dzień używać też kremu na noc (nie ma sensu kremować skóry nie umytej).

          --
          Stanikomania!
          Stanikomaniaczki na Facebooku
          • pinupgirl_dg Re: Częstość mycia twarzy 23.02.12, 00:53
            > Zgadzam się, ze częste mycie szkodzi - w ogóle zauważyłam, ze moja twarz najlep
            > iej reaguje na mycie raz dziennie rano :) Ale to raczej wtedy, gdy dużo siedzę
            > w domu, więc się nie maluję i mało brudzę oraz nie mam ambicji, żeby oprócz kre
            > mu na dzień używać też kremu na noc (nie ma sensu kremować skóry nie umytej).

            Ja też myję twarz raz dziennie, ale robię to na noc. Rano, jeśli się maluję, tylko przecieram tonikiem, jeśli zostaje w domu, to często nawet nic z nią nie robię, nawet, jeśli się świeci. Jeśli o mnie chodzi, wolałabym myć ją rano, ale na noc wydawało mi się lepiej.


            --
            Fizia Pończoszanka
      • red_boots Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 00:05
        > Tyle słyszę o konieczności zmywania makijażu przed snem, bo coś tam (właśnie, c
        > o?)

        Z tym demakijażem to chyba chodzi o to, żeby skóra sobie pooddychała w nocy, a z powłoką w postaci niezmytego makijażu wymieszanego z sebum i zanieczyszczeniami z zewnątrz może być to utrudnione, nie wspominając o zatkanych porach i potencjalnych niespodziankach. Druga sprawa to lepsze przyswajanie przez oczyszczoną skórę składników z kremów na noc. Z resztą nie wyobrażam sobie nakładania kremu na twarz z pozostałościami po makijażu, blee.
        • izas55 Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 06:45
          red_boots napisała:

          > Z tym demakijażem to chyba chodzi o to, żeby skóra sobie pooddychała w nocy, a
          > z powłoką w postaci niezmytego makijażu wymieszanego z sebum i zanieczyszczenia
          > mi z zewnątrz może być to utrudnione,

          Tylko człowiek NIE oddycha przez skórę. Tlen dla organizmu pobierany jest przez płuca. Makijaż nie ma więc w czym przeszkadzać. Może gdybysmy były rybami albo płazami to by przeszkadzało, ale dla ludzi to nie ma znaczenia.

          nie wspominając o zatkanych porach i pote
          > ncjalnych niespodziankach.

          Tu tak, ale niezmycie makijażu i nie umycie twarzy po całym dniu na mieście to dokłądnie to samo. Samo sebum z potem i tym co osiada na twarzy może powodować wypryski, niezmyty makijaż nie zrobi ci od razu ciężkiej krzywdy. Jeżeli robi i powoduje wypryski, to najprawdopodobniej jest w ogóle źle dobrany.
          • red_boots Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 23:46
            > Tylko człowiek NIE oddycha przez skórę. Tlen dla organizmu pobierany jest przez
            > płuca. Makijaż nie ma więc w czym przeszkadzać. Może gdybysmy były rybami albo
            > płazami to by przeszkadzało, ale dla ludzi to nie ma znaczenia.

            Ale mnie w ogóle nie o to chodziło. Pisząc, żeby dać skórze „pooddychać” miałam na myśli oczyszczenie jej z powłoki, jaką tworzy mieszanka sebum, makijażu i zanieczyszczeń, bo taka „papka” może ograniczać dopływ tlenu i powodować namnażanie się bakcylów na powierzchni skóry.

            niezmycie makijażu i nie umycie twarzy po całym dniu na mieście to
            > dokłądnie to samo. Samo sebum z potem i tym co osiada na twarzy może powodować
            > wypryski, niezmyty makijaż nie zrobi ci od razu ciężkiej krzywdy. Jeżeli robi i
            > powoduje wypryski, to najprawdopodobniej jest w ogóle źle dobrany.

            Nie do końca się z tym zgodzę. W przypadku nieumycia twarzy masz tylko sebum, pot + zanieczyszczenia, w przypadku niezmycia makijażu masz powyższe + dodatkowo kilka warstw kosmetyków, więc ilość substancji, które mogą potencjalnie zapchać jest zwiększona.
            • pierwszalitera Re: Spanie w makijażu 25.02.12, 13:04
              red_boots napisała:

              > Ale mnie w ogóle nie o to chodziło. Pisząc, żeby dać skórze „pooddychać&#
              > 8221; miałam na myśli oczyszczenie jej z powłoki, jaką tworzy mieszanka sebum,
              > makijażu i zanieczyszczeń, bo taka „papka” może ograniczać dopływ t
              > lenu i powodować namnażanie się bakcylów na powierzchni skóry.

              Już prędzej połamiesz sobie wytuszowane rzęsy na poduszce, albo szminka wlezie ci do oczu powodując podrażnienia, niż zabraknie ci tlenu przez makijaż. ;-) Ale istnieje taki mit, patrz scena z Jamesa Bonda, gdzie laska dusi się pomalowana na całym ciele złotą farbą. Wszystko tylko filmowa fantazja, niestety. A bakterie na skórze lubią wiele rzeczy, uwielbiają na przykład wodę z kremów i częste mycie niekoniecznie chroni też przed wypryskami, co wiedzą osoby gnębione trądzikiem. Jasne, że pozostawiając makijaż na twarzy przez wiele, wiele godzin dajesz bakteriom pole do popisu, ale czy w tym momencie śpisz, grasz w brydża, czy tańczysz do białego rana, nie gra roli. Tylko erotyczne baraszkowanie w łóżku w pełnym malunku byłoby mniejszym złem, bo seks podkręca system immunologiczny i trzyma bakterie na skórze w szachu. ;-)
              • anne_stesia Re: Spanie w makijażu 25.02.12, 13:22
                Dodałabym do tego jeszcze tyko zdanie, że bakterie w trądziku nie grają najważniejszej roli. Trądzik i wypryski nie powstają dlatego, że na skórze są bakterie, a dlatego, że sama skóra nie funkcjonuje prawidłowo, a bakterie są tyko czynnikiem prozapalnym. Wyeliminowanie bakterii nie leczy zatem trądziku, więc jednorazowe ich dokarmienie makijażem dłużej trzymanym nie sprawi, że zrobimy sobie trwałą szkodę.
      • kasica_k Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 00:36
        Spalam w makijażu wiele razy i nic mi się nie działo (ech, grzeszna młodość ;), ale ten mój makijaż składał się przeważnie z tuszu do rzęs i odrobiny pudru. Tapetę zmyłabym, żeby nie wiem co - z tych samych powodów, o których pisała izas55 - tłusta cera, która po prostu czuje się brudna, jeśli jest na niej zakurzona warstwa czegoś.

        --
        Stanikomania!
        Stanikomaniaczki na Facebooku
        • ananke666 Re: Spanie w makijażu 23.02.12, 01:34
          Spanie w makijażu szkodzi. Przede wszystkim poduszce. Mnie dopiero w drugiej kolejności, kręcę się w nocy i sypiam na brzuchu, więc spanie w makijażu to w praktyce tarzanie się w resztkach kolorówki.
          --
          http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
          • zenobia44 Re: Spanie w makijażu 24.02.12, 00:53
            Moim zdaniem że it o tym, że spanie w makijażu szkodzi, powstało ze względu na szkodliwe okoliczności - makijażu nie zmywa się zwykle jak się zasypia na stojąco z powodu zmęczenia lub z powodu szalonej nocy połączonej z zażywaniem toksyn. Nawet bez spania w makijażu po takiej nocy wygląda się mało zachęcająco. Na dodatek zwykle makijaż ten nie jest jak u Teresy makijażem jedynie wieczornym, ale opcją lub mutacją dziennego.
            Echs, ostatnio w ogóle stwierdziłam, że najlepiej wyglądam bez makijażu, nic mnie nie uczula przynajmniej:/ A bruzdy czołowe i tak widać ze szpachlą czy bez.
    • tfu.tfu ciemne okulary i kurze łapki 23.02.12, 14:43
      zauważyłam zdecydowany przyrost tych ostatnich wraz ze wzrostem nasłonecznienia i sklerozy. patrzą na mnie jak na ufoka, ale nauczyłam się nosić ciemne okulary w plecaku, bo od marszczenia kurzych łap mi przybywa w zastraszającym tempie. też tak macie?
      --
      .............. fusy precz!
      • pinupgirl_dg Re: ciemne okulary i kurze łapki 23.02.12, 16:51
        > zauważyłam zdecydowany przyrost tych ostatnich wraz ze wzrostem nasłonecznienia
        > i sklerozy. patrzą na mnie jak na ufoka, ale nauczyłam się nosić ciemne okular
        > y w plecaku, bo od marszczenia kurzych łap mi przybywa w zastraszającym tempie.
        > też tak macie?

        Ja też jestem fanką okularów z filtrem :). Pomijając zmarszczki - trzeba dbać o oczy, w jasny, zimowy dzień naprawdę można je nadwyrężyć. Planuję kupić jeszcze jedne, jaśniejsze, na takie dziwnie oślepiające, zachmurzone niebo.


        --
        Fizia Pończoszanka
      • teresa104 Znienawidzone piksy 23.02.12, 18:43
        Mnie się nie robią kurze łapki, tylko takie dwie zmarchy między brwiami. Ale nie lubię nosić niczego na nosie, nie zmuszam się nawet do korekcyjnych, wolę nie widzieć, niż mieć to na twarzy. Mam liczne pary okularów, ale to dla mnie mordęga, nieustanny taniec z zakładaniem i zdejmowaniem. Dlatego na prawdziwe słońce wolę kapelutki i chodzenie po zacienionej stronie ulicy.
    • godiva1 Kremy z SPF-em 24.02.12, 19:24
      Mozna uzywac na noc czy nie? jesli mozna, to czemu wogole robia bez SPFu, a jesli nie to co mi sie stanie? jak jade na wakacje to najczesciej biore ze soba tylko jeden krem, zeby nie obciazac plecaka i ten krem sila rzeczy musi byc na dzien... wiec jest OK jak sie nim posmaruje w nocy czy nie?

      --
      I'd rather have questions I cannot answer than answers I cannot question.
      • pinupgirl_dg Re: Kremy z SPF-em 24.02.12, 20:08
        Ja używałam, bo trafiłam świetny krem na dzień, który bardzo mi służył, w przeciwieństwie do jego brata na noc. Generalnie lubię mieć dwóch osobnych kremów na dzień i na noc, wolę mieć dwa kremy - lżejszy i bardziej treściwy, używam w zależności od stanu cery, pogody.
        Filtry raczej specjalnie nie zaszkodzą, pojawiły się jakieś mrożące krew w żyłach historie o przenikaniu przez skórę i działaniu estrogennym niektórych filtrów, ale chyba niepotwierdzone, ponadto niektórzy martwią się skutki codziennego filtrowania i braku słońca, ale w nocy ten problem odpada :). Przyznam szczerze, że ja unikam kremów z SPFem w ogóle, przez część roku ochrona UVB nie jest mi wcale potrzeba, w miesiącach letnich taki filtr w kremie i tak mi nie wystarcza. Bardziej interesująca byłaby dla mnie ochrona przed UVA, jeśli już.

        --
        Fizia Pończoszanka
    • teresa104 Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 10:58
      We wtorek rano paćkałam odrost szamponem kolor., dziś mam 8 mm siwych. Reszty nie da się zmierzyć, bo nie widać różnicy między paćkanymi i niepaćkanymi. Jakoś nie wierzę, że w 4 dni tyle urosły mi włosy. Obserwuję to zjawisko od jakiegoś czasu, ale nie było aż tak nasilone, paćkanie mogło się odbywać co dwa tygodnie, a odrost ośmiomilometrowy nadaje się właściwie do kolejnego zabiegu. W takim tempie to życie mi upłynie na paćkaniu.
      • izas55 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:10
        Droga Tereso,

        Siwe włosy nie rosną szybciej. Tak się tylko wydaje ze względu na kolor. Zmienia się natomiast struktura włosa, stają się sztywniejsze, często mniej kręcone, zaczynają odważniej wystawać wśród tych które jeszcze kolr mają. Z siwych poza tym kolor spłukuje się szybciej, zwłaszcza taki z szamponu koloryzującego. Pewnie część koloru zmyła ci się z siwych, została na ciemnych i stąd ten kontrast.
        Tak więc to złudzenie optyczne, lub jesteś mutantem. 8 mm w tydzień to około 4cm miesięcznie. 2 cm miesięcznie to już wyczyn, o 4 jeszce nigdy nie słyszałam.

        Ciotka Claudia
        • teresa104 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:29
          Ciotko,

          niestety nie da się wykluczyć, że jestem mutantem. Wyrwałam jeden siwy włos z przedziałka, jeden z tych najkrótszych i sterczących, zmierzyłam biały odcinek linijką, ma długość 9,5 mm, część pewno siedziała w skórze. Nad odcinkiem białym jest odcinek zabrązowiony, czyli tknięty farbą. Takie są dane.

          Być może szampon koloryzujący zbyt szybko się zmywa, w takim razie muszę prosić Lobbystki o poradę, na co się przerzucić, na jaką farbę, szukam zimnych brązów, bo lubię się łudzić, że moje włosy właśnie taki mają kolor. Dobrze by było, by opakowanie było podzielne, żebym nie musiała zużywać 4 opakowań miesięcznie;) Od razu zastrzegam, że nie chcę farb roślinnych, nie przyjmują się na moich nieporowatych włosach, mam zresztą pod zlewem jeszcze 1,5 opakowania takiej kuli w płot.
            • black_halo Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 18.06.13, 09:21
              > To pewnie przez ten olej rycynowy wszystko. Ja mam wrażenie że moje włosy w zwi
              > ązku z tym też dostały kopa jakiegoś. Pomyślę nad farbą.

              Podpisze sie, po kuracji olejem rycynowym moje wlosy rosna jak wsciekle. Nie da sie ukryc, ze troche tez zmienilam odzywianie ale i tak 3-3.5 cm miesiecznie to jest u mnie norma.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • kry0 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 11:55
            Ja popieram stanowisko, że siwe włosy rosną szybciej!!
            I mam na to swoją spiskową teorię :-)
            Producenci celowo dodają "coś" do farby, żeby rosły szybciej. Wtedy musimy ją częsciej kupować a im zyski rosną.
            :-)
          • izas55 podzielna farba 25.02.12, 19:15
            Nie da się ukryć, że na moich włosach najlepsze efekty daje profesjonalna farba. Od czasu do czasu jak nie mam kiedy dotrzeć do fryzjera, popełniam drogeryjną. Ale nigdy nie uda mi się uzyskać odcienia jaki chcę a farby szybko się wymywają. Poza tym 90% farb drogeryjnych jest właśnie niepodzielna, bo woda utleniona jest już w buteleczce.
            Może byś więc spróbowała profesjonalnej farby. Oddzielnie da się kupić farbę w tubce i utleniacz w oddzielnej butelce. Mieszasz 1:1 w szklanej lub plastikowej miseczce tyle ile ci potrzeba i nakładasz tylko na odrosty (ja to robię starą szczoteczką do zębów).
            Moja fryzjerka używa Goldwell, z której jestem bardzo zadowolona, w tym samym sklepie jest też zestaw, oraz duży wybór farb innych firm. Może ci podejdzie, farbowanie nie różni się niczym od używania farby z drogerii, oprócz tego że musisz mieć miseczkę i zmieszać farbę sama.
            Ja mam w tej chwili 5BN i to jest kolor chłodniejszy od twojego, tak samo ciemny, jeżeli nie odrobinę ciemniejszy.
            • teresa104 Dziękuję! 25.02.12, 20:41
              Przeanalizuję sprawę koloru, kiedy siądę do większego monitora. Nie jest droga ta farba.

              Wiem, że u fryzjera byłoby lepiej, ale nie chcę chodzić 3 razy w miesiącu, no dobra, 2 razy w miesiącu do fryzjera, bo przyznam, że trochę nie lubię gmerania przy głowie, szarpania, czesania, suszenia, tych peleryn, tych ręczników, mycia głowy w zlewie z dybami na szyję, choćby najelegantszym (oczyma wyobraźni widzę moje włosy nurzające się w syfonie, a parę syfonów w życiu odkręciłam i zawsze kończy się to pawiem). Dlatego też preferuję samodział. Nie bez znaczenia jest też cena, moja dusza roztropnej panny się skręca na widok fryzjerskiego cennika za farbowanie.
                • teresa104 Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 20:58
                  W ogóle to bardzo mam ostatnio chęć na te krótkie włosy, co to się na nie odważyć nie umiem. Gorzej jeszcze, że na imieniny ojciec kupił mi lokówkę, sama mu tak doradziłam, kiedy mnie spytał, czy mi czego nie brak. Okrutnie jestem rozdarta. No bo na kogo ja wyjdę? Na flądrę.
                  • izas55 Re: Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 21:12
                    Wiesz, jak ci rosną 4 cm miesięcznie to w trymiga odrosną ;-).
                    Z krótkimi jest więcej pracy bo je trzeba często podcinać, a długie wystarczy spiąć i już. Ale za to jak nosze krótkie to dużo częściej zmieniam kolory, dość drastycznie, np. od pomarańczu do czerni.
                    Ale w takim asymetrycznym bobie z grzywką do brody byłoby ci bardzo ładnie. I nawet można by go było też podkręcać lokówką
                    • teresa104 Re: Eee, bycza ta paleta! 25.02.12, 21:36
                      No, wychodzi na to, że za rok mogłabym na włosach siadać;)

                      Na razie muszę się wyrychtować w te loki na ojcowskie urodziny w marcu, potem skończy się okres czapkowy i nadejdzie czas na drastyczne decyzje. Ja i tak ciągle noszę włosy spięte, dla proporcji sylwetki, dla twarzy nie będzie różnicy. Peniam się jednak. Że właśnie trzeba będzie ciągle chodzić się strzyc, że jakiś sztywnik nakładać, żeby nie wyglądać jak mokry kot, i że takie tam. I myślałam raczej o włosach po prostu krótkich, powołałabym się na jakąś celebrytkę, ale nikt mi nie przychodzi do głowy.

                      [po kwerendzie internetowej]
                      Cięcie, o którym myślę, w necie zwane jest pixie cut, Beckhamowa takie miała na przykład. Ona też ma chyba te włosy rzadkie jak ja, a wyglądało to chyba dobrze.

                    • aadrianka Re: Eee, bycza ta paleta! 26.02.12, 16:06
                      > Ale w takim asymetrycznym bobie z grzywką do brody byłoby ci bardzo ładnie

                      Oczami wyobraźni ujrzałam tę grzywkę do brody i o mało nie popędziłam ścinać własnej. Ale się pomęczę, bo chcę ją zlikwidować. Droga Redakcjo, jak w miarę bezboleśnie zapuścić i zlikwidować grzywkę, unikając przy tym zaczesu na boczek?
                      --
                      załóż stanik...poprawnie
            • winter76 Re: podzielna farba 25.02.12, 20:58
              Ja tez od 2 lat kupuję tylko profesjonalne farby w sklepie fryzjerskim. Aktualnie Renee Blanche i jestem zadowolona i z jakości i z tego, że kolor wychodzi dokładnie taki jaki ma być :) a do tego zmywa się w miarę łagodnie i odrosty nie są mocno widoczne.
              --
              17.11.2004-witam Cię Syneczku:-)
              -----
              • teresa104 Re: podzielna farba 25.02.12, 21:07
                Ja bym chciała farbę w kolorze moich włosów, która się NIE zmywa, bo wtedy wyłazi mi siwizna, a ja włosy farbuję, nie żeby kolor zmienić (to mało możliwe w moim przypadku), ale żeby siwiznę jeszcze przed światem ukrywać, póki twarz nie zrobi mi się odpowiednio stara. Taki mam problem właśnie.
            • teresa104 Izkas55, jaki lotion? 08.04.12, 14:12
              Niby są zastawy, ale stężenie lotionu jest w tym sklepie wybieralne. 3, 6, 12 procent. Zdecydowałam się na ten ciemny nefrytowy brąz, czyli 5MB, nie chcę czerwonawych refleksów, ale nie wiem, czym to utleniać.
                • teresa104 Dziękuję. Druga sprawa 08.04.12, 19:55
                  chciałabym mamie też taką farbę kupić. Włosy ma zupełnie białe, farbuje na blond. Siwe słabo łapią kolor. Szóstka?

                  Jeżeli tam na tej stronie są takie porady to przepraszam, że Cię napadam. Tak się skupiłam na kolorach, że wcale tej strony nie oglądałam. Po prostu mi napisz, żebym spadała na stronę, choć z drugiej strony cenię sobie Twoje wskazówki jako praktyczki.
                    • izas55 Re: Uzupełnienie 08.04.12, 21:03
                      Do bardzo jasnych blondów jest właściwie 12% i to mieszana w proporcji 1 część farby do 2 części utleniacza. Tylko zwykle taki mocny utleniacz stosuje sie przy dodatkowym rozjaśnianiu o ponad 2 tony. Siwe nie potrzebuja rozjaśniacza, ale jednocześnie ciężko się farbują. Ja bym chyba zaczęła od 6% na jednym pasemku, a jeżeli nie będzie chwytac to spróbowała z 9% lub więcej.
            • teresa104 Czy uwierzysz 16.06.12, 19:52
              że mi ta Goldwell siwków nie pokryła? Lekko przyszarzyła (wzięłam 5MB, ciemny nefrytowy brąz), srebrem nie błyskam, najwyżej oksydowanym, nic poza tym. Może jednak utleniacz 6% muszę wziąć. Kolor ok, ale nie wiem, czy mogę mówić o kolorze, skoro istnieje prawdopodobieństwo, że on u mnie po prostu nie załapał. Mam grube włókno włosa, włosy gładkie, może to jest przyczyna.

              Farba faktycznie doskonale podzielna, tuba jest duża, jedna starczy mi na dwa razy, chcę farbować tylko włosy od skóry.
        • kasiamat00 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 20:04
          > 2 cm miesięcznie to już wyczyn, o 4 jeszce nigdy nie słyszałam.

          Czy to oznacza, że z powodu maks. 1,5 cm muszę co 3 tygodnie łazić do fryzjera? Bo tak średnio po 3 tygodniach moje włosy przestają dobrze wyglądać (tak, mam krótką, asymetryczną fryzurę, u fryzjera spędzam ostatnio co najmniej 40 minut, a to tylko strzyżenie).
          • zenobia44 Re: Czy siwe włosy rosną szybciej? 25.02.12, 20:20
            Kulę w płot wypchnij na Allegro czy inszym bazarku lobbystycznym, póki ma jeszcze termin przydatności, po co ją trzymać:)
            Moje siwulce, grube niczym żyłka, stają się do tego kręcone, jest wobec tego nadzieja, że jeszcze parę lat i z prostych włosów zrobią mi się loki, tyle że na siwym łbie.
      • zenobia44 Tereso, 29.02.12, 19:18
        Stawiam, że winne jest olejowanie. Po długim czasie nieolejowania, poolejowałam sobie włosy zafarbowane szamponem koloryzującym i też miałam to wrażenie, że nagle mam przy skórze mam kopę siwych włosów. Myślę, że olej wymywa farbę. Tam gdzie miałam kilka warstw ona się trzyma, ale tam gdzie odrost, wymywa się i to głównie z siwych.
        • teresa104 Tak, to jest fakt, 03.03.12, 17:58
          ale w badanym okresie nie olejowałam, byłam poza domem.

          Muszę jakiś test do zbadania szybkości wzrostu zrobić. Wygolę sobie placek na ciemieniu i będę mierzyć jeża suwmiarką.

          Na długich włosach to tak nie widać, skracam je sama, staram się trzymać długość do brodawek (wiem, głupi przymiar, poza tym w ten sposób będę nosić coraz dłuższe włosy;) i ostatnio ciągle je obcinam i ciągle są za długie. Czary-mary.
          • kis-moho Re: Tak, to jest fakt, 03.03.12, 18:10
            > Na długich włosach to tak nie widać, skracam je sama, staram się trzymać długoś
            > ć do brodawek (wiem, głupi przymiar, poza tym w ten sposób będę nosić coraz dłu
            > ższe włosy;) i ostatnio ciągle je obcinam i ciągle są za długie. Czary-mary.

            Nie ma cudów, biust Ci idzie w górę.
            • teresa104 A kiedy brodawki dojdą do ramion 03.03.12, 18:57
              to przeskoczą mi potem na plecy. A zanim przeskoczą, będę miała, za przeproszeniem, boba.

              A poza tematem - oglądałam przed chwilą "Trinny i Susannah ubierają Australię". Staniczarska makabra. Ciekawe, czy one do tej Australii pojechały po Polsce, czy przed? Bo jeśli po, to mało od nas przyswoiły.
                • teresa104 Nie byłam uważnym widzem 04.03.12, 07:41
                  bo choć doceniam efekt psychologiczny odstawienia kogoś tak, że ten ktoś nagle (na chwilę?) wierzy, że może świetnie wyglądać i to może zmienić coś w jego stosunku do siebie, to nijak nie dowierzam owej metamorfozie, o której tyle gadają, ale w odcinkach o Polsce nie gadały tyle o stanikach i widziałam tam tę kobietę, taką kasztanową, w gorsetach się pokazuje, nie wiem, skąd ona, z Li Parie?, tę, która ciągle opowiada, że stanikiem trzeba stworzyć "napięcie" w dekolcie, i która, z tego co widziałam, dobrze dobiera.
                  I kiedy się jest bystrym i się człowiek zajmuje poprawianiem wizerunku kobiet, to nawet bez instrukcji wprost można sporo pojąć z obserwacji.
    • 100krotna Parabeny? 01.03.12, 15:16
      Przewijają mi się czasami informacje, że kosmetyk "nie zawiera szkodliwych parabenów".
      Przeglądając, na szybko internet, znalazłam kilka różnych opinii:
      - "nie są szkodliwe, są dobre, konserwują kosmetyki i zapobiegają namnażaniu się bakterii"
      - "powodują alergię i trądzik różowaty"
      - "wpływają na gospodarkę estrogenów, przez co powodują raka piersi" (tak ze skóry wnikają?)

      I może któraś z Was, wie, które z tych stwierdzeń jest prawdziwe i komu ufać? Panikować, bo mój szampon zawiera metyloparaben, czy spokojnie dokończyć butelkę?

      --
      Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
      • mszn Re: Parabeny? 01.03.12, 15:22
        Spokojnie dokończyć butelkę, jeśli szampon Ci pasuje. W dużych ilościach parabeny mogą niektóre osoby faktycznie uczulać, ale nie wszystkich i nie zawsze.


        --
        logiczka.blogspot.com
      • izas55 Re: Parabeny? 01.03.12, 16:35
        W dawkach stosowanych w kosmetykach nie powodują efektów o których piszesz.
        To jakiś rodzaj histerii, której szczerze mówiąc nie rozumiem. Na równi z tą, że antyperspiranty powodują raka piersi. Używaj spokojnie jeżeli ci ten szampon odpowiada.

        www.kosmopedia.org/fakty_i_mity/#Parabeny
        • 100krotna Re: Parabeny? 01.03.12, 19:02
          Dziękuję dziewczyny, za odpowiedź :)
          Tak na mój własny, zdrowy rozum, wydawało mi się, że to raczej panika i alarmujące informacje, które zdarzało mi się wyczytać, to raczej chwyt marketingowy albo jakaś forma obsesji...

          Swoją drogą, wiedziałyście? Właśnie znalazłam w galerii własnego telefonu, zrobiłam to zdjęcie jakiś czas temu, w Krakowie ;) Pomyślałam, że muszę się podzielić.
          Szczególnie podoba mi się dychawica, poziom cholesterolu, rak jelita i łysienie ;)
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/qi/ma/3ldu/rtjaBfhpOQNi1TSVpX.jpg

          --
          Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
          • pinupgirl_dg Solarium 01.03.12, 20:21
            O solarium trochę już było w wątku o kosmetykach luksusowych :).
            Po części to podobno prawda, witamina D podnosi odporność i ma chronić przed wieloma schorzeniami. Po części niekoniecznie, bo większość solariów emituje tylko promieniowanie UVA, które dość szybko opala (za to podobno mało trwale), nie powoduje oparzeń, za to może się przyczynić do procesów nowotworowych w skórze i szybszego starzenia.
            Nie wiem, na ile można ufać tym zapewnieniom, obawiam się, że solaria widzą, że moda na szybki brązik się kończy i chcą sprzedać ten sam produkt w nowym opakowaniu.
            Mnie bardzo intryguje collarium, czyli takie "solarium" na promieniowanie widzialne, które podobno ma wspomagać produkcję kolagenu w skórze. O tej porze roku desperacko potrzebuję światła, do tego stopnia, że nawet wylegiwanie się pod lampą dentystyczną jest dla mnie miłe, gdyby jeszcze dało się połączyć przyjemne z pożytecznym...

            A co do parabenów - ja używam, pewnie mi trochę lżej na sercu, jeśli kosmetyk ich nie ma, ale nigdy nie zrobiły mi krzywdy i nie widzę powodu, żeby rezygnować z dobrego kosmetyku tylko dlatego, że ma parabeny. Parabeny są używane też do konserwowania żywności niezbitych dowodów na temat szkodliwości parabenów (w określonych dawkach) brak, natomiast pleść jest zdaje się szkodliwa bezsprzecznie. Kosmetyki muszą być czymś konserwowane, parabeny na tym tle wypadają chyba i tak nie najgorzej. Bardziej się już boję tych antyperspirantów, chociaż wydaje mi się, że to zabobonny, niczym nieuzasadniony lęk.

            --
            Fizia Pończoszanka
            • izas55 antyperspiranty 01.03.12, 21:51
              Jeżeli ktoś jest uczulony na metale, istnieje prawdopodobieństwo że może być uczulon na sole glinu (aluminium) które są w antyperspirantach.
              Związek pomiędzy parabenami i aluminium a rakem lub chorobą alzheimera jest niepotwierdzony. Jeżeli chodzi o antyperspiranty to właściwie były dwie analizy statystyczne związku pomiędzy używaniem antyperspirantów a rakiem piersi. W jednej wyszło, że nie ma związku, w drugiej że jest. W żadnym z badań nie brano pod uwagę dodatkowych czynników ryzyka o których wiadomo, że mają wpływ na jego rozwój.

              Znalazłam specjakne wydanie czasopisma Breast Cancer Research gdzie są artykuły o różnych czynnikach ryzyka raka piersi i artykuł podsumowujący w miarę nowe (do 2009r) publikacje na ten temat

              • pinupgirl_dg Re: antyperspiranty 02.03.12, 22:40
                Dziękuję, poczytam :).

                Zastanawiam się nad dezodorantami opartymi na ałunie, chociaż nie wiem, czy jest rzeczywiście zdrowszy. Na razie używam Alterry i jestem z niej całkiem zadowolona.
                Generalnie antyperspiranty znoszę dobrze, ale mam wrażenie, że słabo na mnie działają, nadal się pocę. Skoro więc nie widzę specjalnych skutków, a składnik jest kontrowersyjny, to nie widzę powodu, żeby się go trzymać.


                --
                Fizia Pończoszanka
                  • pinupgirl_dg Re: antyperspiranty 03.03.12, 11:19
                    > Ałun to sól aluminium ;)

                    Też tak coś mi się obiło o oczy, ale jestem noga z chemii, niestety :). W każdym razie podobno ałun nie ma blokować wydzielania potu, tylko powstawanie nieprzyjemnego zapachu, tak jak dezodorant. Nie wiem, czy to prawda, na razie kupiłam tylko chusteczkę Crystal, ale u mnie antyperspiranty też niespecjalnie hamują pocenie, więc jestem niezbyt dobrym testerem.


                    --
                    Fizia Pończoszanka
                    • izas55 Re: antyperspiranty 03.03.12, 11:53
                      pinupgirl_dg napisała:

                      W każdy
                      > m razie podobno ałun nie ma blokować wydzielania potu, tylko powstawanie nieprz
                      > yjemnego zapachu, tak jak dezodorant.

                      Ałun to uwodniony siarczan glinowo-potasowy. Większość jonów metali (miedź, srebro, złoto) ma działanie bakteriostatyczne czyli ograniczające wzrost bakterii. Ponieważ zapach pochodzi nie od samego potu tylko od bakterii które go rozkładają, ograniczenie wzrostu bakterii ogranicza nieprzyjemny zapach. Pamiętam również jak lata świetlne temu kiedy mój tata golił się zwykłą maszynką, zawsze miał ałun w sztyfcie do tamowania krwawienia gd się zaciął.
                      Ałun w przeciwieństwie do chorków glinu rzeczywiście nie blokuje wydzielania potu, tzn nie tworzy tej żelowej zatyczki blokującej wypływanie potu. Natomiast same jony glinu (aluminium), o które jest ten cały raban z rakiem piersi, zawiera jak najbardziej.
    • teresa104 Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 17:47
      Pytanie nie dotyczy oczywistego przełożenia jakości paliwa na jakość odżywianych nim tkanek, w tym skóry. Chodzi mi o zestaw potocznych stwierdzeń, że jak coś się zje, to to coś nazajutrz się na pysku odzwierciedli. Wezmę pierwsze z brzegu, które teraz mi się przypomniały:
      - "po czekoladzie wyskoczą mi syfy" (liczne koleżanki)
      - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabiegał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tłustych potraw)
      Do kanonu dodałabym ciocię, która daje codziennie psu jedno surowe jajo, bo od surowego jaja Pusi się futerko błyszczy, jak Pusia jaja nie dostanie, sierść jej się nie układa i Pusia jest markotną.

      Pytam z pozycji człowieka, który nigdy specjalnych korelacji spożywczych się nie doszukiwał (poza plackami alergicznymi), jak ma pryszcz, to nie bada, co zjadł wczoraj, jak ma tłustą twarz, to się cieszy, że nie suchą.

      A może znacie inne zasady tego typu? Chodzi mi o kosmetyczne, bo ściśle spożywczych też jest masa. Mnie teściowa poucza, żebym nie stosowała tyle ostrych przypraw, bo od przypraw się nerki psują. Z mięsa jest siła. Z marchewki dobra krew. Likier z cukierka bardziej upija, niż likier z kieliszka - to akurat nie jest mówione wprost, ale mamunia nie widzi przeszkód, żeby mnie poić wermutem, a potem wysyłać autem do domu, natomiast za Chiny nie pozwoli prowadzić, jeśli wcześniej wmusiła mi cukierek. A ja nie cierpię ani wermutu, ani cukierków, poświęcam się dla miru domowego.
      • izas55 Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 19:35
        Powiedz mi co jesz a powiem ci kim jesteś ;-)

        > - "po czekoladzie wyskoczą mi syfy" (liczne koleżanki)

        nie wyskoczą jak zjesz czekoladę od czasu do czasu. Ale, wysokocukrowa dieta, potrawy o wysokim indeksie gikemicznym i duża ilość nabiału może zaostrzyć objawy. Znalazłam kilka artykułów przedstawiających badania dermatologiczne na ten temat, ale nieststy nie mam w domu do nich dostępu. Jak ktoś będzie zaineresowany to poszukam w pracy i podeślę pdfa mailem. Trochę informacji można znaleźć tutaj. www.skintherapyletter.com/2010/15.3/1.html

        > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabi
        > egał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tł
        > ustych potraw)

        no musze przyznać, że to pierwsze słyszę ;-). Ludzki organizm nie działa w ten sposób, że jakimiś kanalikami tłuszcz z układu pokarmowego dostaje się do porów skóry. Nie da się. Jedyne na co ten tłuszcz może mieć wpływ to waga i przyswajanie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Jeżeli dieta jest generalnie tłusta i wysokocukrowa to może to zaostrzać objawy trądziku

        > Do kanonu dodałabym ciocię, która daje codziennie psu jedno surowe jajo, bo od
        > surowego jaja Pusi się futerko błyszczy, jak Pusia jaja nie dostanie, sierść je
        > j się nie układa i Pusia jest markotną.

        Tu nic chyba nie powiem, oprócz tego że tłuszcze i białka i ewentualnie witaminy w każdej diecie powinny dobrze wpływać na włosy, zarówno Pusi jak i człowiekowi. Nie znam żadnego powodu dlaczego surowe miałoby działąć lepiej. Może Pusi po prostu smakuje. Słyszałam o wielu psach uwielbiających smak surowych jajek.

        Mnie teściowa poucza, żebym nie stosowała tyle ostrych przy
        > praw, bo od przypraw się nerki psują.
        To by 3/4 mieszkańców takich Indii i całej Tajlandii miało strasznie zepsute nerki, i pryszcze. Bo to kolejny mit że od ostrych przypraw dostaje się pryszczy.

        >Z mięsa jest siła.
        Jak z każdego białka pewnie

        >Z marchewki dobra krew
        A ja myślałam, że tylko udawana opalenizna ;-). Krew nie ma za bardzo nic wspólnego z karotenem w marchewce

        > . Likier z cukierka bardziej upija, niż likier z kieliszka - to akurat nie jest
        > mówione wprost, ale mamunia nie widzi przeszkód, żeby mnie poić wermutem, a po
        > tem wysyłać autem do domu, natomiast za Chiny nie pozwoli prowadzić, jeśli wcze
        > śniej wmusiła mi cukierek. A ja nie cierpię ani wermutu, ani cukierków, poświęc
        > am się dla miru domowego.

        To też dla mnie zupełnie nowe, ciekawe te teorie ;-)
        • mszn Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 22:02
          > >Z mięsa jest siła.
          > Jak z każdego białka pewnie

          No przecież właśnie nie :) Siła w mięśniach jest przede wszystkim od węgli, biegacze przed zawodami pompują w siebie makaron aż miło. Zresztą chyba nawet dukanowcom odradza się ćwiczenia w tej początkowej, masakrycznej fazie diety.
          Ale oczywiście z białka jest samo dobro i tak :)


          --
          logiczka.blogspot.com
          • izas55 Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 23:02
            Ja trochę co innego miałam na myśli. Energia do pracy mięśni bierze się z węglowodanów i wszystko co piszesz o treningach jest oczywście prawdą, tylko to jest szybko dostępna energia która ten mięsień ma napędzać. Węglowodany tak samo dostarczą energii wytrenowanemu kulturyście jak i leniwemu "couch potato". Ale przyrost masy mięśnia, a co za tym idzie praca jaką ten mięsień może wykonać jest zależny w dłuższe perspektywie od ilości białka, aminokwasy które pochodzą ze zjadanych białek są po prostu "cegiełkami" do budowy białek mięśni.
            • pierwszalitera Re: Jedzenie a stan skóry 04.03.12, 13:09
              zas55 napisała:

              > Ja trochę co innego miałam na myśli. Energia do pracy mięśni bierze się z węglo
              > wodanów i wszystko co piszesz o treningach jest oczywście prawdą, tylko to jest
              > szybko dostępna energia która ten mięsień ma napędzać.

              Do tego nasze organizmy mają zdolność przewarzania białka na glukozę, jest to tylko nieco bardziej skomplikowany proces od spalania łatwych węglowodanów, co nie znaczy, że organizm z niego nie korzysta. Dlatego na przykład ludzie na Dukanie, albo innych czysto białkowych dietach, nie padają po krótkim czasie trupem, a mózg przecież odżywia się glukozą i to wcale nie jest ża taka mała porcja. I dlatego też przy głodówkach organizm "trawi" często własną masę mięśniową, w ten sposób uzupełnia brakującą energię z własnego białka. No i nie zapominjamy o ludach odżywiających się tradycyjnie niskowęglowodanowo, jak na przykład oklepani już Eskimosi. Tym też jakoś nie brakuje energii.
              A jeżeli nie zaleca się na pierwszej fazie Dukana sportu, to przede wszystkim dlatego, że jest to dieta dla otyłych, a u ludzi z otyłością mamy do czynienia zwykle z hyperinsulinemią, a ten wysoki poziom inusliny może spowodować na początku mocne wahania poziomu cukru, sport mógłby to tylko zaostrzyć. Wiadomo jednak, że u ludzi z prawidłowym metabolizmem i do tego dobrze wytrenowanym do fizycznego wysiłku, organizm przy krótkotrwałym deficycie energii przełącza na silniejsze spalanie tłuszczu, więc tłuszcz też może być zużyty jako energia.
        • kocio-kocio Re: Jedzenie a stan skóry 03.03.12, 22:31
          > > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz"

          To jest daleki potomek teorii, że karmiąca matka powinna pić dużo mleka. Bo jak wiadomo mleko w piersiach bierze się z mleka w żołądku.
          Tak samo zresztą, jak u krowy ;o)

          --
          Muranów
          • teresa104 Co do krowy 04.03.12, 07:51
            to mojej mamie czasem przypominają się takie fajne rzeczy z wiejskiego dzieciństwa. O krowie było, że jak krowa mleko traci, to tę odrobinkę, którą się da udoić, przelewa się przez wianek z kwiatami popłochu i daje się krowie do wypicia. I krowa mleko odzyskuje.
            Taki wianek to w ogóle w domu musiał być, bo jak był, to niemowlęta się płaczem po nocach nie zanosiły. A jak się zanosiły, mimo obecności wianka, to operacja z przelewaniem mleka przez popłoch działała. A jak nie działała, to znaczy, że dziecko jest opętane, a przynajmniej dzikie, i rodzice pociechy nie będą mieli z tego czarciego pomiotu.
            • kocio-kocio Re: Co do krowy 04.03.12, 23:14
              Musiałam sobie popłoch w googla wrzucić.
              Kurde, fajnie takie opowieści zbierać.
              Ja warszawianka z baby prababy, u nas tylko duchy i mezalianse. Nuda.
              Babcia wiejska tylko patent smoczka ze szmatki, cukru i maku próbowała sprzedać, ale nie kupiłam ;o)

              --
              Muranów
        • anna-pia Re: Jedzenie a stan skóry 04.03.12, 16:26
          izas55 napisała:

          > Powiedz mi co jesz a powiem ci kim jesteś ;-)

          Czekolady nie jem, bo mi wyskakuje coś na skórze, innych słodyczy zresztą też unikam, bo mój żołądek cukierków nie lubi. Kawałek ciasta co najwyżej zjem na śniadanie, wieczorem węgli nie jem, bo wtedy następnego dnia rano jestem zmulona. Za to lody zjem :) Ostrych przypraw nie używam, bo nie dość, że żołądek protestuje, to skóra też nie lubi i wyskakują jakieś paskudy. Sprawdzałam wielokrotnie, testy w zależności od diety, fazy księżyca i pory roku i wyszło właśnie tak.
          Jestem dzika, pewnie dlatego, że nie piłam mleka przelewanego przez zielsko ;p

          --
          urodziłem się innym rodzicom


          Dekolt po 35 r.ż.
          • teresa104 Ja popłochu też nie piłam 04.03.12, 20:01
            ale byłam oseskiem wybitnie pokojowym, więc tylko dlatego.

            Co do przypraw, to mogą pewno pobudzać czynność wydzielniczą skóry, skoro rozgrzewają i rozszerzają naczynia krwionośne, to i pryszcze mogą się robić.

            Cukierków też szczerze nie znoszę, ulepów, bez, kremów, tortów, pomadek, owoców kandyzowanych, rodzynek, lukru, ble. Za to rano faktycznie lubię zjeść kawałek drożdżowca. Tyle że chłop nie lubi drożdżowca, a on robi zaopatrzenie i drożdżowce w zakupach pomija, więc muszę zjeść po prostu kanapkę.
      • zenobia44 A propos tłuszczu 04.03.12, 18:32
        > - "tłuszcz z jedzenia wychodzi mi na twarz" (dziwny kolega, który okrutnie zabi
        > egał o urodę, też matowość cery, odmawiał sobie więc masła, oleju, widocznie tł
        > ustych potraw)

        Niestety mam jak ów kolega. Jak zjem coś tłustego to mam poczucie podobne do siedzenia w pomieszczeniu klimatyzowanym - nagle mam atak tłuszczu na skórze. Nie wiem czy tak się męczę trawiąc, czy jakaś psychosoma (wyrzuty sumienia pobudzają nerwową reakcję;)) czy inszy zabobon. Wiele lat nie jadłam masła, margaryny, potraw smażonych, itepe.
        • pierwszalitera Re: A propos tłuszczu 04.03.12, 22:35
          zenobia44 napisała:

          Wiele lat nie jadłam masła, margaryny,
          > potraw smażonych, itepe.

          To nie znaczy, że nie jadłaś tłuszczu. Tłuszcz i to sporo jest w wielu produktach uznawanych za węglowodany, jak wypieki, ciasta, słodycze ,a także w wędlinach, serach, produktach mlecznych. Największa porcja tłuszczu, który jemy, to właśnie tłuszcze ukryte. Ta odrobina masła nie gra więc większej roli. ;-) Ale wysokokaloryczny posiłek powoduje tzw. postprandialną termogenezę, czyli podwyższenie metabolizmu i uczucie ciepła nas skórze. To może pobudzać pracę komórek łojowych.
          • izas55 Re: A propos tłuszczu 04.03.12, 23:51
            Ale wys
            > okokaloryczny posiłek powoduje tzw. postprandialną termogenezę, czyli podwyższe
            > nie metabolizmu i uczucie ciepła nas skórze. To może pobudzać pracę komórek łoj
            > owych.

            A to ciekawe co piszesz, nie wiedziałam, że to się jakoś nazywa. U mnie jak tylko robi mi się za gorąco to na 100% wiadomo, że mi cukier szybuje pod niebiosa. A myślałam, że to tylko ja taka unikalna jestem ;-). To by się w sumie zgadzało z tymi badaniami, które znalazłam, że wysokokaloryczna dieta i wysoki indeks glikemiczny nasila objawy trądziku.
            • pierwszalitera Re: A propos tłuszczu 05.03.12, 00:04
              izas55 napisała:

              > A to ciekawe co piszesz, nie wiedziałam, że to się jakoś nazywa. U mnie jak tyl
              > ko robi mi się za gorąco to na 100% wiadomo, że mi cukier szybuje pod niebiosa.
              > A myślałam, że to tylko ja taka unikalna jestem ;-).

              O nie, to jest zjawisko dawno znane i ma nawet stary odpowiednik w naszym języku - rozbieranie się do rosołu. Dobry rosół ma być tak tłusty (i gorący), że zmusza biesiadników do wyskoczenia z szat. :-)
              • 100krotna Ale ta do golasa? 05.03.12, 11:16
                Już sobie zwizualizowałam, taką nagą rodzinkę, siorbiącą rosół, a nad nimi opary pary, buchającej zarówno z nich, jak i z talerzy ;)
                Mam zbyt bogatą wyobraźnię, bo obrazek okazał się obleśny.
                --
                Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
          • zenobia44 Re: A propos tłuszczu 05.03.12, 15:54
            Moje niejedzenie tłuszczu raczej miało podłoże psychologiczne, po prostu ta tłusta twarz obrzydzała mi wszystko co tłuste:D
            A przy rosole zawsze się rozbieram (ale nie do rosołu, nie ma obawy, tylko do krótkiego rękawka). To, że mi szybuje cukier wyczuwam raczej przez narastającą nerwowość niż ciepło.
      • izas55 Re: Czy pędzel do pudru powinien drapać? 06.03.12, 17:40
        Raczej nie powinien. Ja tego strasznie nie lubie i zwykle dużo czasu mi zajmuje znalezienie takiego który nie drapie. Po drapiącym pędzlu natychmiast wyglądam jak mały czerwonoskóry, wolę się więc nie umalować niż użyć drapiącego pędzla.
        Jeżeli chodzi o techniki pudernicze, ja używam takiego typu płaskiego pędzla właśnie po to żeby małymi kółkami wcierać puder, a właściwie podkład w skórę. Pędzle do pudru i różu tez mam bardzo miękkie i używam ich bardziej prostopadle.
      • kasica_k Re: Czy pędzel do pudru powinien drapać? 06.03.12, 18:47
        Ja się właśnie dzięki Izie dowiedziałam, że istnieją absolutnie niedrapiące pędzle, są to właśnie pędzle do sypkich podkładów mineralnych. No przynajmniej ten Pixie, którego dzięki jej poleceniu kupiłam, jest mięciutki jak koci podszerstek. A na przykład wypasiony pędzel Guerlaina do pudru mnie drapie. Więc odkąd poznałam Pixie, drapakom mówię stanowcze nie.

        To tak jeszcze a propos poglądu, że tłuste cery są niewrażliwe i nic im krzywdy nie robi. Bulszit.

        --
        Stanikomania!
        Stanikomaniaczki na Facebooku
      • teresa104 Czy pędzel należy czesać? 17.03.12, 22:52
        No więc mam taki pędzel, co drapie, ale dopiero od niedawna go mam, rzadko używam, niedrapiącego szybko nie kupię, to dla mnie zbyteczny zbytek.
        Pędzel myję po każdym użyciu w mydle do rąk lub płynie do zmywania (pędzel nieumyty drapie przy kolejnym użyciu jeszcze bardziej i żre puder jak smok), żeby go odtłuścić i okrutnie mnie drażni, kiedy jest potem lekko poczochrany. A jestem bardzo delikatna przy myciu, włókna jednak zaczynają się krzyżować i zaczepiać o siebie.
        Darować mu czesanie? Bo biedak ciężko to znosi. Gdyby mnie ktoś tak czesał, to ugryzłabym w rękę.
        • izas55 Re: Czy pędzel należy czesać? 18.03.12, 00:03
          Ja swoich nigdy w życiu nie czesałam, nawet tyc gryzących. Po prostu nie przyszło mi to do głowy ;-). Może spróbuj myć szamponem i potraktować odrobiną odżywki i nie odciskać ich zbyt mocno? Nawet jeżeli jest ze sztucznego włosia to powino się mniej plątać.
          Ja swoje sztuczne piorę w szamponie z odżywką (akurat taki mam pod ręką), nalewam szampon w zagłębienie dłoni i jakby wcieram okrężnymi ruchami w pędzel, potem spłukuję pod kranem z kierunkem włosa i powtarzam jeżeli rzeba.
        • teresa104 Na matowej mniej widać problemy 06.03.12, 17:41
          ale ja, kiedy mam któryś z tych pojedynczych dni latem, kiedy mam idealną skórę i nastrój niezwykły, lubię się błyszczeć. Podoba mi się, jak ten blask wydobywa kształt twarzy, ze wszystkimi jej zaletami i wadami, zwanymi przeze mnie wtedy cechami. Włosy gładko do tyłu, trochę złotawych drobinek (olejek Nuxe) na ramiona, dekolt, i czuję się jak bożyca.
            • teresa104 Łój 06.03.12, 18:34
              się na całej twarzy równomiernie nie ściele. No chyba że się komuś ściele.
              I tego naturalnego łoju nie matujesz, tylko dotłuszczasz jeszcze czymś.
              Akurat złotych drobinek na twarzy nie lubię, to nie nakładam.
              • kasica_k Re: Łój 06.03.12, 18:43
                Mnie się ściele po calaku, łącznie z powiekami, bokami policzków aż do uszu i te pe. To się nazywa cera tłusta. Tylko na wargach go nie ma, i te muszę smarować jakimś tłuścidłem zawsze :)

                --
                Stanikomania!
                Stanikomaniaczki na Facebooku
                • teresa104 I matowisz 06.03.12, 19:11
                  czy dobłyszczasz? A skoro nie dobłyszczasz, no bo prawdopodobnie błysk uważasz za niepożądany, to czy jałowość tego ustawicznego matowienia dla samego matowienia Cię nie mierzi?
                  • izas55 Ja matowię 06.03.12, 19:21
                    w końcu tyle innych czynności wykonuję w zasadze bez sensu. Na przykład jem choć wem że i tak znowu będę głodna ;-).
                    A tak serio to bez dodatkowego matowienia przy odpowiednio zrobionm makijażu wytrzymuję ok 5h, potem muszę poprawiać.
                    • teresa104 A ja jestem Jaś Prostaczek 06.03.12, 19:46
                      Moja matka chyba nigdy w życiu nie użyła żadnego fluidu. Podobnie jest z pudrem. Maluje usta, rzęsy, robi hennę. Oto cały makijaż.
                      Zawsze była to bardzo elegancka kobieta, szykowna, fryzjer co tydzień, pazury, szpile, przy jej stylu mój to szmaciarstwo, abnegacja. W ostatnich latach zmieniła sposób ubierania, bo i pracę ma inną i musi być gibka, szybka i nie bać się pomiąć i pobrudzić.

                      Dlatego wiem, że można życie przeżywać i nigdy nie matowić i o matowieniu nie myśleć.
                      • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 11:03
                        teresa104 napisała:

                        > Zawsze była to bardzo elegancka kobieta, szykowna, fryzjer co tydzień, pazury,
                        > szpile, przy jej stylu mój to szmaciarstwo, abnegacja.

                        Teresa, ty się nie gniewaj, ale co ma fryjer co tydzień, pazury i szpile do szykowności? Akurat takich (przepraszam za uogólnienie, bo nie znam twojej mamy i jej to może nie dotyczyć) paniuś jest zatrzęsienie na ulicach i nie jest to estetyka de luxe. Częsty fryzjer nie gwarantuje jeszcze zdrowych włosów, pazury zadbanych rąk, a szpile gładkich stóp i eleganckiego kroku. To już lepiej zero lakieru na paznokciach, płaskie sandałki i sportowe spodnie niż świecąca twarz z jaskrawą szminką. A widuję nawet kobiety, które kolorowe cienie do powiek nakładają na niepokrytą, plamistą i niezdrową cerę.
                        A moja mama też nigdy nie matowała twarzy, ale nic dziwnego, całe życie miała suchą cerę, więc nie było potrzeby.
                        • teresa104 Paniuś zatrzęsienie 07.03.12, 11:18
                          No cóż, mogłabym się rozwodzić nad aspektami szykowności mojej matki, ale do tego założę osobny wątek o mojej matce, zdrowiu jej włosów, gładkości pięt i, co kluczowe, o jej kroku.
                          • pierwszalitera Re: Paniuś zatrzęsienie 07.03.12, 18:50
                            teresa104 napisała:

                            > No cóż, mogłabym się rozwodzić nad aspektami szykowności mojej matki, ale do te
                            > go założę osobny wątek o mojej matce, zdrowiu jej włosów, gładkości pięt i, co
                            > kluczowe, o jej kroku.

                            Będzie na pewno interesujące.
                        • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 11:53
                          pierwszalitera napisała:

                          > Teresa, ty się nie gniewaj, ale co ma fryjer co tydzień, pazury i szpile do szy
                          > kowności?

                          Do szykowności pewnie nic nie ma, ale kobieta która chodzi do fryzjera, maluje paznokcie i nosi buty na których wybór zwraca uwagę zwykle dba bardziej o siebie niż ta która nie chodzi do fryzjera, nosi połamane szpony i walonki.
                          I dlaczego kobieta która chodzi do fryzjera co tydzień musi być paniusią? Gdybym miała czas to też bym chodziła co tydzień do fryzjera myć i układać włosy. Tylko jako lakieroholiczka nie zrezygnowałabym z samodzielnego malowania paznokci ;-)
                          • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 18:49
                            izas55 napisała:

                            > I dlaczego kobieta która chodzi do fryzjera co tydzień musi być paniusią?

                            Nie kobieta, która chodzi co tydzień do fryzjera jest paniusią, tylko kobieta, która uważa, że pomalowane paznokcie do niestarannego makijażu dodają jej uroku. A świecąca się cera na pewno oznaką elegancji nie jest. Ani wyszukana fryzura, ani szpilki tego nie uratują, wręcz przeciwnie, będą na zasadzie kontrastu podkreślać zaniedbania. Moim osobistym zdaniem, ale może jestem jakaś dziwna, najpierw dba się o bazę, a to według moich standardów jest czysty, schludny i zdrowy wygląd, a dopiero potem o ekstrawagancję. I nieprawdą jest, że kobiety są zawsze takie konsekwente i jak malują paznokcie itp. , to automatycznie dbają bardziej o siebie. Czasem panznokcie u rąk są jak na wystawę kreatywnego manikuru, a te u stóp wołają o pomstę do nieba. I tu w ogóle nie chodzi o brak warstwy lakieru. Latem można niejednokrotnie sią o tym przekonać.
                            • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 19:34
                              > Nie kobieta, która chodzi co tydzień do fryzjera jest paniusią, tylko kobieta,
                              > która uważa, że pomalowane paznokcie do niestarannego makijażu dodają jej urok
                              > u.

                              Ale przecież nikt oprócz ciebie nie mówi, że paznokcie mamy Teresy są niestarannie pomalowane albo ekstrawaganckie a paznokciami u stóp rysuje chodniki i ma do tego niestaranny makijaż. Czy masz jakiś skrzywiony pogląd na temat wyglądu pokolenia naszych mam, czy tylko na temat mamy Teresy, której nie widziałaś na oczy? Czy dla ciebie wszystkie kobiety po 60tce, bo o nich rozmawiamy, mają niestaranny makjaż, niestarannie pomalowane paznokcie na zmianę z paznokciami na wystawe kreatywnego manicure i stopy wołające o pomstę do nieba?
                              Sama mówisz że twoja mama podkładu nie używa, też się nieelegancko świeci? A, ma suchą skórę, może mama Teresy też? Na prawdę kobiety z twojego otoczenia nie są zadbane? A jeżeli są czyste, zadbane i eleganckie to dlaczego zakładasz, że mama Teresy taka nie może być?
                              Na prawdę, kompletnie nie rozumiem co chcesz nam powiedzieć. Czy to, że zdarzają się zaniedbane kobiety czy to że chodzenie do fryzjera świadczy o niedbaniu o siebie. A może potrzebujesz po prostu z kimś podyskutować i szukasz ciekawego tematu do rozmowy. Juz kompletnie skołowana jestem.....

                              Mam więc propozycję żebyś założła oddzielny wątek dotyczący elegancji pań po 60tce, bo ten wątek zaczyna zdecydowanie odbiegać od tematu porad kosmetycznych dla świeżynek
                              • pierwszalitera Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 19:56
                                izas55 napisała:

                                > Ale przecież nikt oprócz ciebie nie mówi, że paznokcie mamy Teresy są niestaran
                                > nie pomalowane albo ekstrawaganckie a paznokciami u stóp rysuje chodniki i ma d
                                > o tego niestaranny makijaż. Czy masz jakiś skrzywiony pogląd na temat wyglądu
                                > pokolenia naszych mam, czy tylko na temat mamy Teresy, której nie widziałaś na
                                > oczy?

                                Nie zastrzegłam, że moja wypowiedź może nie mieć nic wspólnego z mamą teresy? Czytasz więc moje wypowiedzi wybiórczo na nadzieją na możliwość konfabulacji na temat moich poglądów, czy jak? Nie chce mi się już teraz nawet wyjaśniać, co miałam na myśli, bo nie sądzę byś miała ochotę ochłonąć z oburzenia. Przypominam ci też, że nie ja zaczęłam tu temat "elegancji pań po 60 tce", więc swoje rady zakładania odpowiednio posegregowanych wątków skieruj w prawidłowym kierunku.



                                • izas55 Re: A ja jestem Jaś Prostaczek 07.03.12, 20:28
                                  Ależ ja się nie oburzam, pytam tylko ;-). Jeżeli zabrzmiało jak oburzanie się, to zaręczam, że wcale tak nie miało zabrzmieć. Wbrew pozorom ja świetnie rozumiem co chciałaś powiedzieć. Tak, ja też widzę takie kobiety o jakich piszesz, nazwijmy je umownie "paniusiami", i przyznam, że byłabym ciekawa co na ten temat sądzą inni. Tylko nie wiem dlaczego musisz o nich pisać w kontekście poruszonym w tym wątku? Nawet zaznaczając, że to nie dotyczy mamy Teresy, ja widziałam wymianę wypowiedzi w stylu:
                                  - moja mama jest elegancka, często chodzi do fryzjera, ma ładne paznokcie a do tego ma fajne buty
                                  - wiesz, no nie tyczy to się oczywiście twojej mamy, ale kobiety które często chodzą do fryzjera i malują paznokcie to nie dbają o siebie. I jeszcze się nieestetycznie świecą.

                                  Oczywiście jest to wyłącznie moja dowolna interpretacja tej wymiany zdań. I ja również chciałabym zakończyć ten offtop i udać się do innych zajęć.
                  • kasica_k Re: I matowisz 15.03.12, 10:06
                    Mierzi. Matowię więc nieregularnie i od niechcenia, bo trwale i tak się nie da, a mnie szkoda życia na posypywanie się czymś co chwila. Na co dzień wystarcza mi niekiedy przyłożyć do twarzy chłonny materiał, jak bibułka matująca lub ręcznik papierowy (często skuteczniejsze od bibułek). "Nabłyszczam" czasem pudrem rozświetlającym, ale daje on zupełnie inny efekt wizualny niż warstwa łoju.

                    --
                    Stanikomania!
                    Stanikomaniaczki na Facebooku
    • anne_stesia Pytanie o kremy 14.03.12, 19:56
      Przeczytałam dzisiaj, że w swojej książce Bobbi Brown napisała, jak odróżnić krem nawilżający i odpowiedni dla naszej skóry, od zbyt ciężkiego.Była mowa zdaje się o cerze mieszanej, ale nie wiem, czy ma to znaczenie. Otóż krem za ciężki po nałożeniu zostawia uczucie ciepła, a nawilżający chłodzi skórę.
      Spotkałyście się już z taką teorią? Jestem akurat na etapie wątpliwości, czy mój krem odpowiada moim potrzebom i ta teoria wydaje się interesująca, zwłaszcza, że nie mam uczucia chłodzenia, a skóra pod wpływem kremu się znacznie polepsza, zwłaszcza widać to po nocy i po umyciu jej.
      • izas55 Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 20:37
        Jak mam być szczera to ta teoria jest moim zdaniem trochę bez sensu. Ciężki krem ma cię grzać w tą skórę? A to, że nawilżający chłodzi to nie dziwne pewnie, bo odparowująca z powierzchni woda będzie chłodzić skórę.
        I nie jest powiedziane, że krem nawilżający musi być zawsze super, nawet dla tłustej skóry. Mojej tłustej absolutnie najlepiej robią co poniektóre bardzo tłuste kremy (jak będę miała chwilę to opiszę moje ostatnie zakupy tłustych kremów).
        • anne_stesia Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 20:43
          Z tej teorii wynikałoby, że żaden tłusty krem nie byłby odpowiedni, skoro ogranicza parowanie wody.
          Chętnie poczytam o tłuściochach, bo muszę sobie kupić jakiś ciut lżejszy na dzień, może półtłusty po prostu, ale nie mam pomysłu. Zachwycona jestem tłustym kremem Celii, ale w ciagu dnia się błyszczę, bo już minął etap największego łuszczenia.
          • izas55 Re: Pytanie o kremy 14.03.12, 21:07
            Na dzień mam teraz ten www.kremiki.pl/krem_nawilzajacy_tradycyjny/ i nie należy się zwieść temu że na nim jest napisane, że nawilżający. Konsystencję ma kompletnie inną niż nawilżające kremy z dużą ilością wody, ale wchłania się całkowicie i nie przetłuszcza mi się po nim skóra, choć wcale nie matuje.
            A na noc ten www.fitomed.pl/moj-krem-nr-2-50-ml/sklep_p/?idp=99&idk=36 który ma konsystencję jak chłodne masło i choć jest bardzo tłusty wchłania się całkowicie
    • zooba Częstotliwość pedicure 15.03.12, 09:03
      Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważyłam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą robię pedi.
      • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 09:17
        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważy
        > łam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą rob
        > ię pedi.

        Zawsze mnie dziwią stwierdzenia, że dbać o siebie należy tylko latem, bo zimą nie widać ;o)
          • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:14
            > Ja zimą pięty mam gładkie i miękkie ;) Wcale nie potrzebuję z nich niczego ście
            > rać. Stąd też muszę o nie dbać dodatkowo wyłącznie latem, kiedy chodzę w sandał
            > kach i się skóra mocno wysusza.

            Fakt, nie pomyślałam :o) Zrozumiałam, że koleżance chodziło o to, że zimą się nóg nie pokazuje, to po co z nimi coś robić - słyszałam to wielokrotnie. Ale oczywiście masz rację.
      • maggianna Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:42
        Pedicure robie regularnie caly rok zazwyczaj co 4-5 tyg (u kosmetyczki), zima zdarza sie ze nie zawsze maluje paznokcie - musze przyznac ze odkad robie to regularnie to nigdy nie mialam tak gladkich stop, mam wrazenie ze jest odwrotnie - im czesciej robie tym mniej jest do scierania, zdarza sie ze zamiast pelnego pedicuru robie tylko "manicure" stóp.
      • izas55 Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 10:59
        zooba napisała:

        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej?

        To chyba taki sam mit jak to że obcinane włosy rosną szybciej. Bardziej zależy od indywidualnych cech niż czegokolwiek innego.
        Ja jak jestem systematyczna z wcieraniem kremu w stopy i ścieraniem pięt pod prysznicem to właściwie nawet nie potrzebuję klasycznego pedikiuru. Lubię za to jak ktoś mi robi paznokcie u stóp, więc po to właściwie chodzę do pedikiurzytki. Siłą rzeczy częściej latem niż zimą, ale nie dlatego że zimą nie widać, tylko dlatego, że zwykle nie chce mi się zimą czekać żeby lakier był zupełnie suchy przed założeniem rajstop i butów, robię więc zwykle w domu kiedy mogę pobiegać boso.
        • zooba Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 11:09
          To chyba zależy, co kto rozumie pod nazwą pedicure. Dla mnie to robienie paznokci, skóry do usunięcia mam mało, a dodatkowo lubię masaż stóp.

          Z drugiej strony w moi przypadku mogę uznać za mit, że depilowane włosy na nogach osłabiają się i jest ich stopniowo coraz mniej. Depiluję elektrycznym depilatorem nogi od lat (chyba z 10 już) i nadal jest ich dużo i są wrednie mocne.
          • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 11:16
            > Z drugiej strony w moi przypadku mogę uznać za mit, że depilowane włosy na noga
            > ch osłabiają się i jest ich stopniowo coraz mniej. Depiluję elektrycznym depila
            > torem nogi od lat (chyba z 10 już) i nadal jest ich dużo i są wrednie mocne.

            Ja mam wrażenie, że moje są z czasem słabsze, ale podobno to też dzieje się po prostu z wiekiem, więc niekoniecznie jest dziełem depilatora. Natomiast zdecydowanie potwierdzam, że golenie żadnych włosów nie wzmacnia.
            A mit wziął się chyba stąd, że po goleniu włosy odrastają hurtem i to od razu grubszą, odciętą częścią. A po depilacji jedne rosną szybciej, bo się tylko złamały, drugie wolniej, i odrastają od cienkiej końcówki, która wydaje się delikatniejsza i cieńsza. Pewnie gdyby odczekać dłużej, byłyby takie same jak po goleniu.
              • kis-moho Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 12:06
                > To chyba zacznę golić. Nie dość, że boli to wyrywanie, to jedna noga zajmuje mi
                > pół godziny.

                Ale za to nie musisz się tym tak często zajmować. Ja nienawidzę golenia, bo szybko zaczynam drapać. I mam bardzo jasną skórę i ciemne włoski, więc nawet bardzo krótkie od razu widać.
                Za to potwierdzam, że skóra się przyzwyczaja do depilacji - kiedyś umierałam z bólu, teraz mogę czytać książkę i machać maszynką (OK, nie wszędzie oczywiście).
                • pinupgirl_dg Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 12:56
                  > Za to potwierdzam, że skóra się przyzwyczaja do depilacji - kiedyś umierałam z
                  > bólu, teraz mogę czytać książkę i machać maszynką (OK, nie wszędzie oczywiście)

                  Moja się nie przyzwyczaiła. Tzn nigdy nie umierałam z bólu przy depilacji nóg, ale też nie doszłam do etapu, żeby to była przyjemność ;). Przy depilacji pach i bikini rzeczywiście umierałam, pociłam się na całym ciele... Generalnie depilacja to zawsze był trudny obowiązek, golenie dla mnie jest czasami wręcz przyjemne, lubię te chwilę z pianką i golarką pod prysznice, albo gimnastykę na fotelu :). Poza tym takiej gładkości, jak po ogoleniu, depilator mi nie zapewnia.


                  --
                  Fizia Pończoszanka
      • pinupgirl_dg Re: Częstotliwość pedicure 15.03.12, 13:02
        > Czy robienie pedicure częściej niż 2-3 razy w roku powoduje szybsze narastanie
        > skóry na piętach tak, że trzeba robić go coraz częściej i częściej? Nie zauważy
        > łam tego efektu u siebie, ale moja koleżanka była bardzo zdziwiona, że zimą rob
        > ię pedi.

        Wydaje mi się, że to bzdura. Owszem, jeśli ktoś 2 razy do roku ściera skórę prawie do krwi, to za pewne zaobserwuje taki efekt, skóra broni się rogowaceniem przed czynnikami zewnętrznymi, w tym przed zbytnią ingerencją tarki czy pumeksu. Moim zdaniem ważne, żeby to robić regularnie i _nie_za_mocno_.
        Ja robię pedicure raz w tygodniu, tzn opiłowuje/obcinam paznokcie, przejadę pięty, czasami pięty robię niezależnie, ostatnio zawsze na sucho, jeśli robię to często, to nie używam tarki, tylko pilnika.
        BTW wygodne buty to podstawa, żaden pedicure nie da rady, jeśli buty są niedopasowane.

        --
        Fizia Pończoszanka