Dodaj do ulubionych

Kontrowersyjne pytanie solaryjne (LWW)

10.04.12, 20:59
Dziewczyny, mam problem.
Stwierdzono u mnie skłonność do trądziku różowatego, w związku z czym dostałam smarowidła lecznicze i sporo zaleceń, czego nie robić - w skrócie wyszło jak w dowcipie: nie pić, nie palić, nie denerwować się itp. Postaram się. Ale w zaleceniach było też unikanie słońca i chronienie się przed promieniowaniem UV wysokimi filtrami. A ja z powodów osobistych i ważniejszych niż trądzik w żadnym razie nie zrezygnuję z opalania... Więc dobrze, niech będzie ten wysoki filtr na twarz na słońce. Ale czy istnieją kosmetyki z filtrem przeznaczone do solarium? Przejrzałam internet i znalazłam tylko przyspieszacze opalania i takie różne, a na podobne pytania zadane na forach znalazłam odpowiedzi typu "idiotko po co ci filtr, solarium jest po to żeby się opalić" albo "nie bądź głupia i nie korzystaj z tego świństwa, solarium to śmierć i wygląd zdziry". Czyli mniemam, że pewnie nie ma takich filtrów... Ale jeśli są, to może coś o nich wiecie?
Edytor zaawansowany
  • pinupgirl_dg 10.04.12, 21:45
    Niestety, z tego, co się orientuję, to nie ma taki rzeczy. Na pewno nie należy używać na solarium kosmetyków nie przystosowanych do takich warunków, w tym zwykłych filtrów, które nie są zaprojektowane na takie natężenie promieniowania. Lampy na twarz można wyłączyć, poza tym zakryć czymś twarz i chyba tyle, czy to wystarczy - nie mam pojęcia.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 10.04.12, 23:21
    Jeżeli chcesz poznać moje osobiste zdanie, to... oszalałaś. ;-) Sama mam skłonność do trądziku różowatego, zmiany potrafią się pokazywać nagle i w ciągu dwóch dni zniknąć, ale nie znikają na zawsze i pogarszają się raczej z wiekiem. Ja reguję bardziej na mróz i zimny wiatr niż na słońce, więc nie uważam osobiście naturalnego słońca za wielkie zło dla mojej skóry, ale znam wiele osób, które na słońce reagują źle, bardzo źle. Problemem jest także, że nie ma na trądzik różowaty dobrych lekarstw, na mnie na przykład używany standardowo metronidazol w ogóle nie działa, erytromycyna odrobinkę, ale sensacji nie ma, więc profilaktykę uważam za najważniejszą, bo gdybym rozwinęła pełny obraz rosacea, to pojęcia nie mam czym miałbym to leczyć, a trądzik różowaty wygląda paskudnie i te zapalone czerowne punkty są strasznie oporne. Zaglądnij na jakieś forum dla ludzi z trądzkiem różowatym, mnie to skutecznie odstrasza przed lekceważeniem zaleceń. Więc pomyśl o przyszłości, naprawdę nie warto ryzykować, trochę opalenizny latem, to pewnie nie zaszkodzi, ale solarium? Poza tym, także wysoka temperatura może powodować wyrzuty, więc to nie tylko promieniowenie UV. Ponadto niektóre specyfiki na trądzik różowaty te z kwasem azelainowym na przykład, hamują syntezę melaniny więc opalanie się jest wtedy wysoce niewskazane.
  • magdalaena1977 11.04.12, 00:48
    heliamphora napisała:

    > A ja z powodów osobistych i ważniejszych niż trądzik w żadnym razie nie zrezygnuję z opalania...

    Ale co w gruncie rzeczy rozumiesz przez opalanie?
    leżenie na słońcu? nabywanie brązowego koloru?
    Bo wysokie filtry zwiększają tolerancję na słońce, ale przez to spowalniają samo opalanie, więc IMHO ich używanie trochę mija się z celem (ale ja nigdy nie lubiłam się opalać).
    Jeśli chodzi o kolor, to może poszukaj sensownych kremów brązujących czy podkładów, które nie będą się gryzły z trądzikiem.
    --
    Magdalaena
  • kryklu 11.04.12, 09:07
    heliamphora napisała:
    A ja z powodów osobistych i ważniejszych niż trądzik w żadnym raz
    > ie nie zrezygnuję z opalania...

    Bo na razie stwierdzono dopiero skłonność. Jeśli rozwinie Ci się pełnoobjawowy trądzik różowaty, wtedy te "powody osobiste i ważniejsze niż trądzik" staną się jakoś mniej ważne i będziesz skłonna zrobić WSZYSTKO, żeby tylko pozbyć się bolącego i oszpecającego problemu. Czy nie możesz być mądra już teraz?
  • pierwszalitera 11.04.12, 11:53
    kryklu napisała:

    > Bo na razie stwierdzono dopiero skłonność. Jeśli rozwinie Ci się pełnoobjawowy
    > trądzik różowaty, wtedy te "powody osobiste i ważniejsze niż trądzik" staną się
    > jakoś mniej ważne i będziesz skłonna zrobić WSZYSTKO, żeby tylko pozbyć się bo
    > lącego i oszpecającego problemu.

    Świąte słowa. Nie można zapominać, że trądzik różowaty to nie jest trądzik młodzieńczy, gdzie można pryszcza zasuszyć, czy w najgorszym wypadku wziąć pigułkę hormonalną, a z czasem, gdy skóra staje się mniej tłusta sam przejdzie. Przepraszam tu osoby, które walczą z trądzikiem, bo wiem, że to nie jest zawsze takie proste, ale trądzik różowaty, to naprawdę dziadostwo. Nie ma pryszcza, nie ma ropy, ani zaskórników, są tylko uporczywe czerwone, zapalone maleńkie krostki, wokół skóra ma skłonność do puchnięcia i nic tak na prawdę nie pomaga. Przy odrobinie szczęścia znika to przez nocy, by wyskoczyć w tym samym miejscu zupełnie nieoczekiwanie. Ja i tak mam gładką twarz, ale być może wszystko jeszcze przed mną, bo podobno dopiero po menopauzie rosacea potrafi porządnie zaatakować.
  • ciociazlarada 11.04.12, 11:02
    Pytanie nie jest kontrowersyjne, pytanie jest niestety po prostu glupie. Do solarium nie nalezy chodzic, poniewaz jest niebezpieczne. Nie chodzi tu o tradzik ale o ryzyko zachorowania na czerniaka i inne nowotwory skory. Lepiej jest rozsadnie korzystac z naturalnego swiatla slonecznego, jesli musisz.
    Kryklu dobrze napisala.
    --
    Smoki:)
  • pinupgirl_dg 11.04.12, 19:21
    Chyba nie takie solaria straszne :)
    urodaizdrowie.pl/solarium-fakty-mity-i-normy
    Niestety (albo stety) nie wiem, jak znaleźć profesjonalne solarium w okolicy, inaczej może bym chodziła (mówię to ja, która kiedyś się filtrowała, potem przemykała tylko od cienia do cienia w kapeluszu i okularach). Jakoś nie mam zaufania do branży kosmetycznej po tym, co widziałam w dziedzinie stylizacji paznokci. O ile przy paznokciach od razu widać, że coś jest nie tak, to przy solarium może się okazać po latach, a skutki są zwykle bardziej dramatyczne...
    Kiedyś chodziłam a twarz chroniłam zwykle koszulką albo ręcznikiem złożonym w kostkę i wyłączałam lampy. Potem się wystraszyłam i przestałam chodzić na solarium, z naturalnego słońca też przestałam korzystać. Ale odkąd bywam na forach to wiem, skąd taka zła fama solariów i słońca, jeśli osoba, która dzień wcześniej poparzyła się tak, że nie mogła spać pyta, czy do następnego dnia do 18 jej przejdzie, bo ma kolejną wizytę...


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 11.04.12, 19:50
    pinupgirl_dg napisała:

    > Chyba nie takie solaria straszne :)

    A mnie ten tekst w ogóle nie uspokaja. Szczególnie ten fragment daje do myślenia: Lampy solaryjne zużywają się i po jakimś czasie wymagają wymiany, bo przestają spełniać standardy bezpieczeństwa (stare lampy zaczynają emitować niebezpieczne widmo UV). Jeśli właściciel tego nie dopilnuje, zwiększa się ryzyko poparzeń skóry. Niestety, do Polski często trafiają urządzenia które zostały wycofane z rynku zachodniego, jako nienadające się do dalszej eksploatacji.
    Przypominam sobie do tego niemiecki program telewizyjny, w którym testowano niemieckie solaria i wyniki były odstraszające. Już tam lampy były często zużyte, a i higiena pozostawiała wiele do życzenia, bardzo łatwo można było złapać w solariach grzyba. Nie bardzo wiem jakie to korzyści miałyby te wszystkie wady sztucznego opalania rekompensować.
  • pierwszalitera 11.04.12, 20:03
    Poza tym ten tekst jest tendencyjny i błędnie interpretuje statystyki. Tym fragmentem: Od 1980 do 2000 roku doszło do podwojenia liczby występowania raka skóry w Niemczech, chociaż promieniowanie UV pozostało niezmienne. Jak twierdzą naukowcy ludzie z pewnością nie wychodzili częściej na słońce niż wcześniej, raczej rzadziej, a co ciekawe w Północnych Niemczech mamy do czynienia z wyższą częstotliwością występowania czerniaka niż w bardziej nasłonecznionej, południowej części Niemiec sugeruje bowiem, że ludzie nie korzystają częściej ze słońca, a to jest nieprawda. Zwiększone liczby czerniaka w Europie Zachodniej i Północnej spowodowane są zmienionymi zwyczajami urlopowymi bladych Europejczyków. Wczasy w Europie Południowej stały się od początku lat 60-tych dla każdego osiągalne i bardzo często i chętnie, właśnie mieszkając w zachmurzonej i deszczowej częście Europy, się z tego korzysta. Na efekty nowotworowe czekało się więc około 20 lat. Na Południu Europy liczby nie wzrastają, bo tam ludzie wiedzą, że w lipcu nie wyleguje się godzinami na plaży, tylko unika słońca, zasłaniając ciało i głowę ubraniem. Tam nawet, kto może sobie na to pozwolić wyjeżdża w tym czasie z gorącego kraju. Tak robią na przykład mieszkańcy krajów arabskich, lato spędzają chętnie w Szwajcarii. To tylko nam przychodzi do głowy, smażyć się wtedy w Egipcie.
  • ciociazlarada 11.04.12, 20:33
    Te daty zbiegają się z pojawieniem się i stopniową popularyzacją tanich linii lotniczych i linii czarterowych w Europie:)
    --
    Smoki:)
  • pierwszalitera 11.04.12, 21:15
    ciociazlarada napisała:

    > Te daty zbiegają się z pojawieniem się i stopniową popularyzacją tanich linii l
    > otniczych i linii czarterowych w Europie:)

    Ja znam ludzi, którzy weekendy spędzają regularnie na Majorce. Poza tym, rodzice mojego faceta smażyli się w latach 70-80 tych we Włoszech i Hiszpanii, teraz można smażyć się za grosze w Turcji i Bułgarii. Także Karaiby, Tajlandia i Malediwy to raczej całkiem normalne plany na urlopy. W Polsce też Bałtyk powoli staje się droższy od Egiptu i kto by jeździł na zakomarzone Mazury, jak w Grecji pogoda jest pewniejsza? ;-)
  • teresa104 12.04.12, 07:24
    Spieszę donieść, że Bałtyk od dawna jest droższy od Egiptu.
    Nic ja jednak nie poradzę na to, że choćby 5 oceanów, nie uznam, że byłam latem nad morzem, jeśli nie pojadę choć na parę dni do Helu.
  • pinupgirl_dg 11.04.12, 21:18
    > Zwiększone liczby czerniaka w Europie Zachodniej i Północnej spowodowane są
    > zmienionymi zwyczajami urlopowymi bladych Europejczyków.


    Tak, a konkretniej - na nadrabianiu w dwa tygodnie urlopu całego roku spędzonego za biurkiem. To oparzenie słoneczne, zwłaszcza wtórne, jest czynnikiem ryzyka, podobno znacznie istotniejszym, niż regularne (ale rozsądne) wystawianie się na działanie UV. Szczególnie niebezpieczne są oparzenia w dzieciństwie.
    Co do wcześniejszego posta - zgadam się, dlatego ja też nie ufam solariom nie z zasady, ale dlatego, że znam nasze realia. Urządzenia z importu to nie problem, lampy i tak się wymienia, ale czy właściciel salonu robi to odpowiednio często, czy dobrze dobierze ich moc i rodzaj oraz czas opalania do klienta - mam wątpliwości.
    Co do higieny - w solariach zwykle jest płyn dezynfekujący, który się używa przed i po seansie. Czy to wystarcza - nie wiem, ja nigdy się nie zaraziłam grzybicą (odpukać!) ani na solarium, ani gdzie indziej, ale może po prostu odporna ze mnie jednostka.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • milstar 17.04.12, 14:52
    >Nie bardzo wiem jakie to korzyści miałyby te wszystkie wady szt
    > ucznego opalania rekompensować.

    U mnie 2 sesje wiosenne w solarium (na najsłabszych lampach i przy najkrótszym możliwym czasie naświetlania) pomagają na alergię na słońce. Stosowałam to "lekarstwo" 2 razy, pomiędzy nimi był roczny odstęp i w latach "solaryjnych" skóra mnie nie swędziała po założeniu krótkiego rękawka, dlatego ryzykuję :)
  • izas55 11.04.12, 15:44
    > Ale czy istnieją kosmetyki z filtrem przeznaczone do solarium?

    Wydaje mi się że takie kosmetyki kompletnie mijają się z samą ideą solarium - czyli maksymalizacja opalania w jak najkrótszym czasie. Podejrzewam, że takich kosmetyków nie znajdziesz. Możesz próbować smarować twarz zwykłym wysokim filtrem. Nie unikniesz jednak rozgrzewania skóry i ryzykujesz długo utrzymujący się rumień i pękanie naczynek.

    > Przejrzałam internet i znalazłam tylko przyspieszacze opalania i takie różne, a
    > na podobne pytania zadane na forach znalazłam odpowiedzi typu "idiotko po co c
    > i filtr, solarium jest po to żeby się opalić" albo "nie bądź głupia i nie korzy
    > staj z tego świństwa, solarium to śmierć i wygląd zdziry".

    Dziewczyny i tutaj wyraziły się dość dosadnie, ale to jest wyłącznie twój wybór jeżeli chodzi o wygląd. Ja niestety wiem co to trądzik różowaty i popękane naczynka, więc gdybym mogła cofnąć czas i uniknąć tych kilku poparzeń słonecznych to chętnie bym to zrobiła.

    Czy rozważałaś inne rozwiązania, np. opalanie natryskowe u kosmetyczki lub samoopalacze?
  • azymut17 11.04.12, 16:39
    Jako że w wątku głównym zgadzam się z przedpiszczyniami, pozwolę sobie na offtop.

    izas55 napisała:
    > Czy rozważałaś inne rozwiązania, np. opalanie natryskowe u kosmetyczki lub samo
    > opalacze?

    Zawsze przypomina mi się to :-D
  • izas55 11.04.12, 16:41
    Też o tym pomyślałam jak pisałam swojego posta ;-)))))
  • sbarazzina 11.04.12, 16:47
    Nie znalam tego. Boskie! Poplakalam sie ze smiechu :)))
  • teresa104 11.04.12, 16:59
    Ja bym sobie chętnie nogi tak opaliła, bo mam znacznie bledsze od reszty skóry - skutek wieloletniego krycia znękanych kontuzjami niezbyt ładnych kulasów. I tak znudziło mi się już to krycie, a ciągle nie znudził się wstręt do wszelkich salonów piękności. Jak żyć?
  • izas55 11.04.12, 18:17
    Ja nie przepadam za samoopalaczami bo zwykle są dla mnie za ciemne i nigdy nie jestem w stanie nałożyć go bez smug. Ale do nóg świetnie się sprawdzają lekko brązujące balsamy, lub odrobina samoopalacza dodana do balsamu do ciała

    wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=23761
    wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=24942&recenzja=628403
    sklep.eris.pl/pharmaceris/pl/product/sun-bronze-effect-delikatny-balsam-brazujacy-do-ciala-468.html
  • kasica_k 11.04.12, 23:55
    Do nóg używałam namiętnie samoopalacza Body Shopu - nie był za ciemny, bo były dwa odcienie, jeden do jaśniejszej skóry, drugi dla ciemniejszej, i ja miałam ten jaśniejszy. Niestety wycofali go. Niedługo będę szukać czegoś nowego, bo lato idzie...

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • pinupgirl_dg 11.04.12, 18:43
    > Ja bym sobie chętnie nogi tak opaliła, bo mam znacznie bledsze od reszty skóry
    > - skutek wieloletniego krycia znękanych kontuzjami niezbyt ładnych kulasów. I t
    > ak znudziło mi się już to krycie, a ciągle nie znudził się wstręt do wszelkich
    > salonów piękności. Jak żyć?

    Samoopalacz :)? Gdybym miała białe tylko nogi, to bym maziała, ale że blada jestem cała, to mi się nie chce. Ewentualnie odkrywać kulasy, moje też nie są zbyt ładne i dość długo starałam się oszczędzić bliźnim tego widoku, ale ostatnio stwierdziłam, że w sumie mało kogo pewnie obchodzą moje krzywe, obtłuczone kolana, a ja tracę coś z życia...
    Opalanie natryskowe miałam robione raz, dla mnie taki efekt, jak po samoopalaczu, tylko ładniej pachnie :). Niestety, dość drogą zabawa.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 11.04.12, 18:47
    A mój problem jest podobny, ale trochę inny, mianowicie NIENAWIDZĘ latem tych śladów po dekoltach rękawach koszulki. Ostatnimi czasy chodzą poubierana jak wampir (chociaż w zeszłe wakacje trochę próbowałam odpuścić), ale jak ubiorę się normalnie, jak człowiek, to zaraz mam te ślady na ciele. Śladów po bikini też nie lubię, nagiej plaży w pobliżu brak, działka odpada, bo sąsiedzi, na solarium trochę strach...


    --
    Fizia Pończoszanka
  • teresa104 11.04.12, 19:06
    Też nie lubię tych łat. Ale ostatnie lata życie łat mi oszczędza, większość lata spędzam w budynku, na kilka tygodni urlopu wybieramy miejsca ekstremalnie nasłonecznione, gdzie nie ma mowy o żadnym negliżu. W rezultacie opalone miewam najwyżej lekko twarz i wierzchy stóp. Jednak płócienne bluzki przepuszczają więcej światła niż spodnie i dół ciała mam znacznie jaśniejszy. A wolałabym odwrotnie.
  • ko_kartka 12.04.12, 00:03
    Ale dlaczego wolałabyś odwrotnie? W czem opalone kulasy są lepsze niż opalone ręce?

    A propos łat i samoopalacza: no, bardzo bym chciała umieć rozprowadzić równo samoopalacz, ale ułomna jestem ruchowo i nawet z balsamem wychodzą mi zacieki, na pełnych blizn i zrogowaceń kolanach zwłaszcza. Więc mnie tam łaty po bikini niewiele przeszkadzają w porównaniu z krowimi plackami po samoopalaczu.
  • teresa104 12.04.12, 05:50
    Opalenizna tuszuje lekko wyjściową brzydotę. Ręce mam gładkie i szczupłe w każdym kolorze skóry, nogi mam o estetyce nieoczywistej. Opalenizna nóg czyni mniej widocznymi przynajmniej liczne sine blizny. Opalone nogi wyglądają na szczuplejsze, skóra na zdrowszą.
  • pinupgirl_dg 11.04.12, 18:33
    > .Możesz próbować smarować twarz zwykłym wysokim filtrem.
    > Nie unikniesz jednak rozgrzewania skóry i ryzykujesz długo utrzymujący się r
    > umień i pękanie naczynek.

    Z tego, co wiem, nie należy stosować filtrów na solarium.
    www.solarium.pl/index.php/aktualnosci/8/kosmetyki/136/czy-kosmetyki-do-solarium-posiadaja-filtry-uv


    --
    Fizia Pończoszanka
  • teresa104 11.04.12, 16:54
    O kosmetykach już dziewczyny pisały, ja zaś w głowie dociekam, jakie to mogą być przyczyny osobiste ważniejsze niż trądzik. Mam póki co dwie koncepcje:
    1. zawodowo spychasz walenie z brzegów do wody, co wiąże się z koniecznością długotrwałej ekspozycji na promienie słoneczne
    2. jako as wywiadu wtapiasz się w społeczność talibów i płeć spieczona jest tu koniecznym dla powodzenia misji kamuflażem.

    Choroby skóry to koszmar. Kiedyś w rozmowie z Kis-moho na temat atopii wyrzekłam, że wolałabym mieć złamaną rękę, niż sparchaconą twarz, której nic, nic, absolutnie nic nie leczy. Podtrzymuję. Dla skóry wolnej od nieuleczalnych zmian machnęłabym ręką także na ogłupiałego walenia, który najwyraźniej postanowił się zabić, oraz na cały wywiad RP.
  • sbarazzina 11.04.12, 17:01
    Mi szczerze mowiac pierwsza do glowy przyszla depresja i korzystne dzialanie slonca/solarium na leczenie tej choroby.

    Wiec moze nie zartujmy sobie z tych 'przyczyn osobostych'. Bo za takim okresleniem, moze kryc sie wiele chorob, problemow.

    Autorce watku proponowalabym jednak poszukanie zastepnikow dla solarium, mozliwie dajace taki sam efekt. Bo osobiscie (i jak widac inne forumki tez), nie bardzo wyobrazam sobie pogodzenie solarium z chorobami skory.
  • teresa104 11.04.12, 17:09
    Jesli chodzi o depresję, to lek, a raczej "lek" na nią, czyli solarium, które bez dwóch zdań szybko aktywuje proces chorobowy skóry, spowoduje nasilenie depresji. Ludzie o chorej skórze bardzo cierpią psychicznie.

    Obie moje koncepcje przyszły mi do głowy w formie najzupełniej poważnej i biorę je pod uwagę. Prawda pewno jest jeszcze bardziej zaskakująca.
  • izas55 11.04.12, 18:02
    Oprócz depresji istnieje kilka dolegliwości skórnych, które rzeczywiście leczy się promieniowaniem UV, o określonej długości fali, zarówno UVA i UVB. Na przykład niektóre formy łuszczycy i egzem dobrze reagują na takie leczenie. I jest to leczenie w gabinecie a nie solarium. Do tego używa się specjalnych lamp, sesje są bardzo krótkie i powtarza je się w seriach (koło 30) co kilka dni

    Natomiast sauna i solarium w przypadku trądziku różowatego to raczej zły pomysł.

    Ale jeżeli powód dla którego rezygnacja z solarium nie wchodzi w grę, jedyna opcją są mocne filtry na twarz
  • ko_kartka 12.04.12, 00:13
    izas55 napisała:

    > Oprócz depresji istnieje kilka dolegliwości skórnych, które rzeczywiście leczy
    > się promieniowaniem UV, o określonej długości fali, zarówno UVA i UVB. Na przyk
    > ład niektóre formy łuszczycy i egzem dobrze reagują na takie leczenie. I jest t
    > o leczenie w gabinecie a nie solarium. Do tego używa się specjalnych lamp, sesj
    > e są bardzo krótkie i powtarza je się w seriach (koło 30) co kilka dni

    No, ja posiadam taką łuszczycę pozytywnie reagującą na fale słoneczne (ale zabijcie mnie, nie wiem, czy to UVA czy UVB się stosuje w przychodniach). Terapia w gabinecie jest szalenie trudno osiągalna dla przeciętnego śmiertelnika, więc solarium oraz zwykłe opalanie rządzi (z filtrami to nie to samo, opalanie w ogóle, wierzcie mi, aczkolwiek ja stosuję filtry, bo bardziej się boję raka skóry niż łuszczycy). Do terapii w gabinecie ponadto dostaje się specjalne tabletki przyspieszające efekt fototerapii, które u wielu osób działają bardzo wyniszczająco na przewód pokarmowy, a żołądek w szczególności (o wątrobie to nawet nie wspominam - i tak jest zmaltretowana całą chemią łuszczycooporną). Ponadto sesje fototerapeutyczne nie są krótkie - zaczyna się od minuty, owszem, ale rekordziści dochodzą do 40 minut jednorazowo, spotkałam osobiście takiego spalonego osobnika. Zgaduję, że wolał wyglądać jak skwarka niż mieć łuszczycę nawet na powiekach i pod paznokciami (a że solarium wtedy było w Polsce jeszcze mało rozpowszechnione, to opalenizna w marcu budziła niejaką sensację).
  • pinupgirl_dg 12.04.12, 00:31

    > No, ja posiadam taką łuszczycę pozytywnie reagującą na fale słoneczne (ale zabi
    > jcie mnie, nie wiem, czy to UVA czy UVB się stosuje w przychodniach).

    luszczyca.edu.pl/2010/09/26/fototerapia-na-luszczyce/
    z tego wynika, że jedno i drugie, przy czym przy UVA podaje się dodatkowo stosuje się leki uwrażliwiające na promieniowanie UV.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • teresa104 12.04.12, 05:56
    Moja matka chodzi na lampy. Nie wydaje mi się, żeby narzekała na niedostępność terapii, idzie do lekarza i dostaje serię lamp od ręki, nie przypominam sobie, żeby na coś czekała mając rzut choroby. Jako środek uwrażliwiający na promieniowanie stosowane są jakieś roztwory, w których moczy się dany fragment skóry i to dość długo, mama nic nie bierze doustnie.
  • ciociazlarada 11.04.12, 18:49
    Z tego co czytałam (nie jestem ekspertem w dziedzinie, więc nie wiem czy to święta prawda była) to w terapii depresji konieczne jest światło zbliżone jak najbardziej do światła słonecznego. Dlatego stosowane są specjalne lampy o zupełnie innym spektrum fal niż solarium, które ze światłem słonecznym ma niewiele wspólnego.
    Faktycznie solarium emituje fale zbliżone raczej do lampy PUVA (na łuszczycę) niż do Słońca.
    --
    Smoki:)
  • heliamphora 11.04.12, 22:14
    Dzięki za hojny odzew.
    Pytanie może i głupie, ale nie ma bata - nie zrezygnuję. Ktoś pali, ktoś nosi obcasy choć płaskie buty są zdrowsze, ktoś się wspina choć można spaść, a ja się opalam. Źle się czuję blada, dobrze wyglądam tylko z opalenizną, a momenty leżenia na słońcu albo w solarium to najlepsze chwile mojego życia, naprawdę :) Może nie to spektrum fal, ale w moim jednostkowym przypadku się sprawdza i jest niezbędne do dobrego samopoczucia, więc wolę się wcześniej pomarszczyć, ale być w dobrym humorze.

    Trądzik różowaty jako taki mnie nie dotknął (jeszcze). Opalam się szybko i na brązowo, początkowego zaczerwienienia jest zawsze mało i szybko mija. Cera mi źle reaguje nie tyle na słońce, co na gorąco, więc przy dobrym nawiewie jest całkiem nieźle. Krostek, strupów ani popękanych naczyń nigdy nie miałam. Na co dzień smaruję się filtrem, co którąś noc metronidazolem.

    Poinformowałam dermatologa, że nie zamierzam rezygnować z opalania, więc uznał, że niech będzie, tylko wysoki filtr na twarz, żeby się opalała wolniej i bezpieczniej. I dlatego chcę podobne rozwiązanie zastosować do solarium.
  • kryklu 11.04.12, 23:58
    Przy stosowaniu Metronidazolu, a zwłaszcza antybiotyków z grupy tetracyklin (często stosowane w TR) należy unikać opalania się. Pamiętaj o tym.

    Oczywiście Twoje życie, Twój wybór. Jestem ostatnią osobą, która miałaby prawo Cię pouczać, bo żyłam i ciągle żyję głupio i niezdrowo. Kiedy byłam młoda, nie znosiłam swojej bladości, więc uparcie się opalałam, a o filtrach nikt wtedy nie słyszał. Potem chadzałam do solarium.
    Kiedy przed dwoma laty miałam ostry rzut TR, przeżyłam horror. Wtedy gorzko żałowałam wcześniejszych ekscesów. Teraz jako pięćdziesięcioletnia, odrobinę mądrzejsza kobieta, hołubię swoją bladą cerę. I robię wszystko, żeby koszmar nie powrócił. Pamiętaj, w okolicach menopauzy tendencja do TR dramatycznie się nasila.
    Ucz się lepiej na cudzych błędach, nie na własnych :)
  • heliamphora 16.04.12, 21:03
    kryklu napisała:

    > Przy stosowaniu Metronidazolu, a zwłaszcza antybiotyków z grupy tetracyklin (cz
    > ęsto stosowane w TR) należy unikać opalania się. Pamiętaj o tym.

    Słuszna uwaga, dlatego zanim się wybiore do solarium, to przez parę tygodni już nie będę używać metronidazolu, zamienię na lato na coś innego.
  • ko_kartka 12.04.12, 00:19
    Płaskie buty nie są zdrowe. Podobno.

    Solarium to nie tylko zmarszczki. I piszę to ja, osoba, która powinna plackiem leżeć w solarium, bo świetnie działa akurat na moją chorobę skórną. Twój wybór, jasne, oczywiście. Nie przeszkadza mnie to dziwić się tobie ani ludziom, którzy po 20 latach z łuszczycą wierzą w zbawienną moc sterydów i czekają bezustannie na to, kiedy ta łuszczyca przestanie im wciąż wracać i wracać...
  • ko_kartka 12.04.12, 00:23
    A propos: ja też bynajmniej nie żyję w sposób nadmiernie higieniczny (myję się codziennie aczkolwiek). Więc nie powinnam potępiać może. Ale jednak, potępiam. Solaria to wedle mnie większe zło niż wielorazowy pilnik u manikiurzystki...
  • pinupgirl_dg 16.04.12, 17:52
    > Poinformowałam dermatologa, że nie zamierzam rezygnować z opalania, więc uznał,
    > że niech będzie, tylko wysoki filtr na twarz, żeby się opalała wolniej i bezpi
    > eczniej. I dlatego chcę podobne rozwiązanie zastosować do solarium.

    www.solarium.pl/index.php/aktualnosci/8/kosmetyki/87/niewiedza-czy-glupota-kosmetyki-nie-do-solarium
    Ja bym nie ryzykowała. Z całego artykuły chodzi mi o ten fragment:

    "– Mieliśmy kilka przypadków – mówi Ania – w których po prostu nie dało się płyty domyć po kliencie. Pozostałość kosmetyku zmieniła się w maź, która zamiast dać się normalnie zmyć, zastygała w coś w rodzaju skorupy. Jej usunięcie trwało strasznie długo, a w miejscu plam pojawiły się rysy i mikropęknięcia płyty. Kiedy później pytaliśmy klientów, czego używali, okazywało się najczęściej, że są to olejki plażowe, często z wysokimi filtrami i dużą ilością substancji barwiących.
    Trudno w tym miejscu napisać cokolwiek mądrego. Niestety, nie przeprowadzono do tej pory testów, który ze składników kosmetyków jest odpowiedzialny za zastyganie ich resztek na płycie akrylowej. Jedno jest pewne – kosmetyki plażowe nie zostały wyprodukowane z myślą o pracy w ekstremalnych warunkach – a do takich należą te panujące podczas opalania w solarium. Składa się na to kilka elementów. Po pierwsze – temperatura, czasami dużo wyższa niż ta panująca na plaży. Po drugie – dużo większe jest natężenie promieniowania UV. I po trzecie wreszcie – na plaży nie mamy do czynienia z bezpośrednim stykiem opalanego i pocącego się ciała z płytą akrylową. Jeżeli dodatkowo to ciało posmarowane jest niewłaściwym kosmetykiem – możemy sobie tylko wyobrażać, jakie reakcje tam zachodzą."

    Niestety, nikt nie da nam gwarancji na to, jak się zachowają kosmetyki do opalania w solarium.



    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 16.04.12, 17:59
    I dalszy ciąg cytatu:

    " Skoro kosmetyk w połączeniu z temperaturą i ultrafioletem jest w stanie zmasakrować płytę akrylową, to jakie spustoszenia może poczynić w skórze? Znowu – wszystko opiera się na przypuszczeniach, brak jest badań, które by pozwoliły bez żadnych wątpliwości pokazać, jak to w rzeczywistości wygląda. Niemniej jednak obawy się pojawiają i wydaje się, że w tej kwestii lepiej po prostu dmuchać na zimne. "

    Jeśli musisz chronić twarz, to może lepiej na zasadzie zasłonięcia, a nie filtrowania, może jakiś ciemny ręcznik, złożony parę razy. Najlepiej zapytaj kogoś z obsługi w solarium.



    --
    Fizia Pończoszanka
  • heliamphora 16.04.12, 20:54
    Właśnie dlatego nie chcę się smarować "czymkolwiek" i szczerze mówiąc dziwi mnie, że ktoś wpadł na pomysł stworzenia kosmetyków do chronienia skóry w czasie leżenia na słońcu, a nikt nie wpadł na pomysł kosmetyku chroniącego skórę w czasie leżenia w solarium. Najem się karotenu, przykryję się na twarzy jakąś gazą czy czymś, no i twarz będę opalać raczej na słońcu.
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 18:46
    > Właśnie dlatego nie chcę się smarować "czymkolwiek" i szczerze mówiąc dziwi mni
    > e, że ktoś wpadł na pomysł stworzenia kosmetyków do chronienia skóry w czasie l
    > eżenia na słońcu, a nikt nie wpadł na pomysł kosmetyku chroniącego skórę w czas
    > ie leżenia w solarium. Najem się karotenu, przykryję się na twarzy jakąś gazą c
    > zy czymś, no i twarz będę opalać raczej na słońcu.

    No niestety... w jednym miejscu znalazłam informację, że można używać pomadki z filtrem na usta, ale w świetle tych historii z płytą akrylową chyba też bym nie ryzykowała. Możliwe, że nie ma takich filtrów, które by przeżyły warunki solaryjne, może fizyczne (ale one nie chronią chyba przed całym widmem UVA).
    W solarium wrażliwe części (oczy, sutki) po prostu się zasłania. Możliwe też, że filtrów na solarium się nie rozważa, bo z założenia osobom nadwrażliwym na UV, z dużą ilością znamion itd odradza się korzystanie z łóżek.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • lonely.stoner 15.04.12, 20:58
    ja mam teraz 30 lat i naprawde sie ciesze ze nigdy ani nie przesadzalam ze sloncem ani nie chodzilam na solarium. Mam ladna cere, ale juz widze pierwsze objawy starzenia, i 100x wole jasna skore niz pomarszczona- a taki jest glownie efekt opalania. A poza tym musze powiedziec ze pare razy bylam na egzotycznych wakacjach i mimo uzywanai wysokiego filtru i blokera nabawilam sie i tak takich malych plamek slonecznych (na twarzy)- wiec z opalaniem zartow nie ma.
    Aha, popatrz sobie na cere hiszpanek- jaka jest powiedzmy no srednio zadbana w porownowaniu do np. szwedek ktore maja slonca jak na lekarstwo.
    --
    I myself have never been able to find out precisely what feminism is: I only know that people call me a feminist whenever I express sentiments that differentiate me from a door mat or a prostitute. ~Rebecca West,
  • pinupgirl_dg 16.04.12, 16:51
    > ja mam teraz 30 lat i naprawde sie ciesze ze nigdy ani nie przesadzalam ze slon
    > cem ani nie chodzilam na solarium. Mam ladna cere, ale juz widze pierwsze objaw
    > y starzenia, i 100x wole jasna skore niz pomarszczona- a taki jest glownie efek
    > t opalania. A poza tym musze powiedziec ze pare razy bylam na egzotycznych waka
    > cjach i mimo uzywanai wysokiego filtru i blokera nabawilam sie i tak takich mal
    > ych plamek slonecznych (na twarzy)- wiec z opalaniem zartow nie ma.
    > Aha, popatrz sobie na cere hiszpanek- jaka jest powiedzmy no srednio zadbana w
    > porownowaniu do np. szwedek ktore maja slonca jak na lekarstwo.

    Nigdy nie byłam w Hiszpanii ani w Szwecji (niestety), ale uważam, że UV jest trochę demonizowane. Też mam prawei 30 lat i powiem, że moja skóra zaczyna się starzeć, no nie ma cudów, ale nie widzę (jeszcze), żeby była bardzie pomarszczona niż u osób używających filtrów, albo mniej od skóry miłośników słońca i solarium. Fotostarzenie nie jest jedyną przyczyną starzenia się skóry. Jak czytam, że ktoś w wieku lat 30 ma "straszne zmarszczki" i zapewne od tego, że wcześniej nie smarował się codziennie obficie wysokim filtrem, to mam pewne wątpliwości.
    BTW podobno w naszej ocenie wieku zmarszczki nie grają takiej roli, oceniamy raczej na podstawie odcienia skóry i jednolitości koloru. Tutaj oczywiście rozsądek w stosowaniu kąpieli słonecznych też jest jak najbardziej wskazany. Poza tym sądzę, że typ urody, opalenizna dodaje lat niezależnie od zmarszczek, pamiętam moją koleżankę z LO, która opalała się na ciemny brąz i już wtedy wyglądała "staro" (a w tym wieku dla nas to był raczej plus ;) ), chociaż próżno było szukać chociaż cienia przebarwienia czy kurzej łapki.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • red_boots 16.04.12, 18:59
    Też uważam, że UV i fotostarzenie jest trochę demonizowane, zwłaszcza że tak naprawdę nie możemy tego uniknąć. Promieniowanie UVA jest obecne bity rok w równym natężeniu, przenika przez szyby, więc gdybym chciała mieć absolutną pewność, że mnie nie tknie, musiałabym non stop, również w domu, przesiadywać z filtrem na twarzy (który pewnie po 4 godz. trzeba by było znowu nałożyć) albo z parasolką anty-UV, żeby czasem UVA do mnie nie dotarło- dla mnie niewykonalne :), a to właśnie UVA przenika do skóry właściwej i uszkadza włókna kolagenowe.

    Zgadzam się też z tym, że w ocenie wieku zmarszczki nie odgrywają aż tak wielkiej roli, bardziej chyba typ urody i koloryt cery. Jeśli chodzi o ocenę mojego wieku, ludzie dają mi 10 lat mniej nie dlatego, że nie mam zmarszczek (bo je mam, niektóre dosyć widoczne), ale dlatego, że mam dziewczęcy wygląd.
  • pinupgirl_dg 16.04.12, 19:24
    > Promieniowanie UVA jest obecne bity rok w równym natężeniu

    To też chyba mit, który miał usprawiedliwić codzienne, całoroczne filtrowanie w ramach profilaktyki przeciwzmarszczkowej :).
    www.uwagaslonce.pl/site.php?sid=9
    almashriq.hiof.no/lebanon/600/610/614/solar-water/idrc/10-19.html

    --
    Fizia Pończoszanka
  • red_boots 16.04.12, 20:10
    ja to tak rozumiem, że równe natężenie UVA w ciągu roku jest na jednej szerokości geogr., niezależnie od pór roku. nie wiem czy mit, czy też nie, wyczytałam to w podręczniku do kosmetologii :)
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 11:23
    > ja to tak rozumiem, że równe natężenie UVA w ciągu roku jest na jednej szerokoś
    > ci geogr., niezależnie od pór roku. nie wiem czy mit, czy też nie, wyczytałam t
    > o w podręczniku do kosmetologii :)

    Myślę, że to mit, chociaż baaaardzo szeroko rozpowszechniony. Linki, które podałam, mówią co innego, pomiary są robione dla jednej szerokości geograficznej. Generalnie jeśli zgadzamy się, że wraz z szerokością geograficzną zmienia się natężenie UVA (czyli zmienia się wraz z kątem padania tych promieni, a co za tym idzie, z przebytą drogą w atmosferze), to musi być zależne też od pory roku i dnia (z tych samych powodów).
    Tyle, że ta zależność jest dużo słabsza, niż dla UVB. Jeszcze jeden ciekawy wykres:
    pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Atmosph%C3%A4rische_Absorption.png&filetimestamp=20060414093757
    współczynnik transmisji promieniowania E-M w atmosferze w zależności od długości fali. Widać, jak dla dla UVA jest zbliżony do światła widzialnego, widać też, że dla światła fioletowego jest mniejszy, niż dla pozostałego spektrum, stąd mamy piękne, czerwone zachody słońca :).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 16.04.12, 22:07
    red_boots napisała:

    > Zgadzam się też z tym, że w ocenie wieku zmarszczki nie odgrywają aż tak wielki
    > ej roli, bardziej chyba typ urody i koloryt cery. Jeśli chodzi o ocenę mojego w
    > ieku, ludzie dają mi 10 lat mniej nie dlatego, że nie mam zmarszczek (bo je mam
    > , niektóre dosyć widoczne), ale dlatego, że mam dziewczęcy wygląd.

    A mogę zaytać ile masz lat? Bo o radosnym starzeniu się w promieniach słonecznych można mówić przed 40-tką, potem zaczniesz myśleć inaczej. Starzenie się pod wływem UV nie pokazuje się bowiem natychmiast. Z biegiem czasu zauważa się najpierw tylko normalne zmarszczki mimiczne i ewentualnie błędy kosmetyczne w postaci niedostatecznej ochrony zewnętrznych warstw skóry przed wysychaniem, ale te są do wyrówania dobrym kremem. Duże szkody w strukturze kolagenu głęboko w skórze spowodowane nadmiernym UV zaczną być widoczne dopiero później, gdy skóra traci na jędrności i wierz mi, to zacznie robić ci różnicę. Ja skończyłam 46 lat i pracuję z koleżanką o rok ode mnie młodszą. Ona wierzyła w upiększającą siłę słońca, więc korzystała zawsze z dobrej pogody i chodziła regularnie do solarium. Obie jesteśmy typami dziewczęcej blondynki, szczupła sylwetka, długie nogi, duże oczy itd. Nasze zmarszczki mimiczne na czole i wokół oczu są porównywalne, ale jej kontury twarzy w ostatnich pięciu lat bardzo straciły na jędrności, zaczynają obwisać jej policzki i skóra marszczy się na szyi. Moje rysy twarzy zmieniły się w tym czasie nieznacznie i ja wyglądam przez to zdecydowanie młodziej. Więc to nie o te zmarszczki powstające od uśmiechania się chodzi.
  • madzioreck 16.04.12, 23:51
    Szczerze mówiąc, ja nie znam nikogo, kto by korzystając obficie z jakiegokolwiek opalania, nie miałby zniszczonej skóry... nawet, jeśli to nie jest kwestia jakichś strasznych zmarszczek.
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 11:10
    Pierwszalitero - ale możesz zapewnić, że Twoja koleżanka nigdy nie przesadzała z opalaniem i że poza tym prowadzicie podobny tryb życia? O genach nie wspomnę.
    Dawka sportu ponad miarę organizmu też skończy się kontuzjami, które z czasem nie dodają nam młodzieńczości i urody, ale czy to znaczy, że jesteśmy stworzeni do leżenia na kanapie?
    Poza tym, z tego, co pamiętam, nie jesteś osobą regularnie się filtrującą, więc zabójcze dla urody UVA, przenikające przez chmury i szyby, i tak Cię dopada :).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 17.04.12, 11:55
    pinupgirl_dg napisała:

    > Poza tym, z tego, co pamiętam, nie jesteś osobą regularnie się filtrującą, więc
    > zabójcze dla urody UVA, przenikające przez chmury i szyby, i tak Cię dopada :)
    > .

    Ja nie nakładam regularnie wysokiego filtra, to prawda, ale nie wychodzę od lat z domu bez makijażu i ten ma zawsze filtr w okolicach 25. Jeżeli wychodzę bez makijażu, czyli latem na urlopie, to używam filtra 50, więc w sumie może się też regularnie filtruję. Na świeżym powietrzu (UVA) bywam często, być może nawet częściej niż moja koleżanka z pracy. Korzystam z niego tylko inaczej.
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 12:40

    Ja też używam podkładu, SPF około 15, jeśli dobrze pamiętam, ale i tak chodzę cała piegowata, więc chyba te 15 to tak w teorii. Odstawiłam jakieś dwa tygodnie temu na rzecz odrobiny korektora i pudru. Oczywiście, podkład chroni trochę przed UV, nawet ze względu na zawartość pigmentów, ale trudno to nazwać pełną ochroną, zwłaszcza, że podkładu używa się zwykle dość oszczędnie. Poza tym SPF nic nie mówi o ochronie UVA, część filtrów UVB chroni również przed UVA, ale możemy tylko wróżyć na podstawie składu, jaka to jest ochrona. A to UVA właśnie jest ostatnio głównym winowajcą wszelkiego zła :).
    Ja naprawdę nie namawiam do opalania, nie ukrywam, że wolę się pomarszczyć później, niż wcześniej, ale starzenie to skomplikowany proces, zależny od wielu parametrów. Obietnice, które czytam na niektórych forach dotyczące zbawiennej mocy filtrowania wydają mi się naciągane.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 17.04.12, 16:43
    pinupgirl_dg napisała:

    > Obietnice, które czytam na niektórych forach dotyczące zbawiennej mocy
    > filtrowania wydają mi się naciągane.
    >

    Ależ oczywiście, dlatego używam kremy z filtrem, gdy uznaję to za konieczne, na pewno nie z automatyzmu. A mój podkład ma przypadkowo filtr UV i do tego taki ulepszony także z filtrem UVA (Dior Forever) więc mam go na twarzy codziennie, chociaż przy tej warstwie nie wierzę już w ten filtr 25. Ale nieużywanie filtrów a opalanie się i korzystanie z solarium to dwie inne rzeczy. Pierwsze nie spowoduje może dramatycznych szkód skóry, przy normalnym przebywaniu na zewnątrz w naszych szerkościach geograficznych w porówaniu do stale "filtrowanych" osobników, ale drugie moim zdaniem przyśpiesza starzenie. Trzaskanie się co lato, albo nawet zimą na hebanek, to nie jest to, na co nasza jasna skóra jest przygotowana.
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 18:29
    > Ale nieużywanie filtrów a opalanie się i korzystanie z solarium to dwie inne rzeczy.

    Prawda. Wydaje mi się, że tutaj już każdy sam musi dobrać idealny dla siebie kontakt z UV, bądźmy uczciwe, przy naszym fototypie o hebanku możemy pomarzyć :).
    Ja opalałam się kiedyś dość intensywnie (latem, na słońcu, ale maks moich możliwości to taka brzoskwinia), w solarium już nie, chodziłam raz na dwa tygodnie na 5min na najsłabsze lampy zimą, bardziej z tęsknoty za latem, niż dla rzeczywistej opalenizny. Wiem, że brązowa nigdy nie będę, nawet już specjalnie nie ubolewam.

    Czy opalenizna sama w sobie jest rzeczywiście niezdrowa - nie wiem, ale nie wydaje mi się, w końcu nie bez powodu skóra jest wyposażona w taki mechanizm obronny, tak samo jak np. w możliwość produkowania rogowaceń dla ochrony. Już to tutaj kiedyś linkowałam:
    actabalneologica.pl/pl/articles/item/17208/korzystny_wplyw_promieniowania_ultrafioletowego_na_organizm
    Natomiast nie da się ukryć, że nasza wiedza o opalaniu jest słaba, a opalenizna jest uzyskiwana kosztem wielokrotnych oparzeń, okłady z maślanki to wciąż chyba urlopowa norma. Ale nie mam żadnych danych, czy stopniowo zdobywana opalenizna, na miarę możliwości swojej skóry, z uwzględnieniem wszelkich przeciwwskazań, musi być dla naszej skóry szkodliwa.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • red_boots 17.04.12, 19:44
    Powiem szczerze, że nie znam ani jednej kobiety korzystającej regularnie z solarium, która miałaby ładną skórę. Z daleka opalenizna ładnie wygląda, ale jak podejdziesz bliżej bańka pryska. To samo z opalaniem w słońcu. Co roku wyjeżdżam w sezonie letnim nad morze i co roku spotykam na plaży „hebanki”. Nad polskim morzem jest ich całkiem sporo, ich opalenizna z daleka robi wrażenie, ale jak podejdziesz bliżej, widzisz skorupę i pomarszczoną skórę.
  • pinupgirl_dg 17.04.12, 19:58
    > Powiem szczerze, że nie znam ani jednej kobiety korzystającej regularnie z sola
    > rium, która miałaby ładną skórę. Z daleka opalenizna ładnie wygląda, ale jak po
    > dejdziesz bliżej bańka pryska. To samo z opalaniem w słońcu. Co roku wyjeżdżam
    > w sezonie letnim nad morze i co roku spotykam na plaży „hebanki”. N
    > ad polskim morzem jest ich całkiem sporo, ich opalenizna z daleka robi wrażenie
    > , ale jak podejdziesz bliżej, widzisz skorupę i pomarszczoną skórę.

    Hmm, przyznam, że gdy ja się opalałam, to żadnej skorupy ani zmarszczek z przesuszenia nie miałam, chociaż moja skóra ma tendencję i do jednego, i do drugiego. Ale:
    a) miałam wtedy naście lat
    b) jak by to ująć, moja opalenizna specjalnego wrażenia nie robiła ;). Owszem, jak na mnie to byłam opalona, nawet bardzo, ale na plaży wypadałam... blado. Nie aż tak, jak teraz, kiedy się rozbieram, to rażę po oczach, ale też trudno powiedzieć, żebym się specjalnie brązem wyróżniała.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • red_boots 17.04.12, 21:03
    ja na ramionach mam już lekko pomarszczoną skórę, a to jest jedno z tych miejsc na ciele, które w sezonie letnim jest non stop odkryte (chodzę w mocno wyciętych koszulkach na szelkach) i szybko łapie brąz, to samo ze stopami. co ciekawe, reszta nóg za cholerę nie chce się opalać, mimo że biegam w krótkich spodenkach :), i wyglądam sobie tak dziwnie: góra opalona na brąz i blady dół (oprócz stóp, które są brązowe :))
    ale nigdy nie leżę plackiem na plaży, zawsze jestem w ruchu, spacery i takie tam :)
  • pierwszalitera 18.04.12, 00:22
    red_boots napisała:

    > ja na ramionach mam już lekko pomarszczoną skórę, a to jest jedno z tych miejsc
    > na ciele, które w sezonie letnim jest non stop odkryte (chodzę w mocno wycięty
    > ch koszulkach na szelkach) i szybko łapie brąz, to samo ze stopami.

    No to zapytam, dlaczego to robisz? Wybacz, że zapytam tak dosłownie, ale masz tak piękne ramiona, że nie możesz sobie odmówić przyjemności ich pokazywania? Bo w koszulkach na szelkach nie jest moim zdaniem wcale chłodniej latem, jak słońce pali prosto na skórę, pot spływa widocznie po ramionach, kurz uliczny się do tego klei i jak sama doświadczyłaś skóra zaczyna się od tego marszczyć. No więc dlaczego? Pytam z ciekawości, bo widzę latem mnóstwo kobiet (w mieście!) tak roznegliżowanych i nie każda może pochwalić się jędrnymi wysportowanymi ramionami wartymi pokazania, za to widok na ich pachy jest czasem dla ludzi o mocnych nerwach. ;-)
  • kasica_k 18.04.12, 06:53
    pierwszalitera napisała:
    >
    > No to zapytam, dlaczego to robisz? Wybacz, że zapytam tak dosłownie, ale masz t
    > ak piękne ramiona, że nie możesz sobie odmówić przyjemności ich pokazywania? Bo
    > w koszulkach na szelkach nie jest moim zdaniem wcale chłodniej latem

    Ja nie red_boots, nie mam też cudownie pięknych ramion, ale mnie jest _zawsze_ chłodniej w bluzce bez rękawów niż bez. A skóra mi się nie marszczy, bo unikam słońca. Inna sprawa gdzieś w górach, wtedy muszę narzucić jakąś przewiewną koszulę, bo inaczej się spalę. Ale wysoko jest też zazwyczaj chłodniej i nie jest mi wtedy gorąco.

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • pierwszalitera 18.04.12, 11:52
    kasica_k napisała:

    > Ja nie red_boots, nie mam też cudownie pięknych ramion, ale mnie jest _zawsze_
    > chłodniej w bluzce bez rękawów niż bez. A skóra mi się nie marszczy, bo unikam
    > słońca.

    Ale red_boots napisała, że skóra na ramionach wyraźnie się zmieniła, więc pewnie nie unika słońca tak jak ty. Ja mam też dwie- trzy sukienki bez rękawów, z czego jedna jest wyraźnie letnia, ale w bardzo upalne słoneczne dni, kiedy wiem, że nie dam rady przemykać się piwnicami, jej nie zakładam. Bo wtedy nie da się uniknąć, że słońce pali na tzw. tarasy słoneczne, do których należą ramiona, a u mnie mogłoby się to skończyć poparzeniem. Lekkim wprawdzie i znikającym wieczorem zaróżowieniem, ale każde poparzenie jest już torturą dls skóry, to nie muszą być bąble i schodząca skóra. Nie należę do ludzi źle znoszących wysokie tempertury, nie mam problemów z upałami, ale jestem zdania, że zakrywane ciało lepiej znosi słońce i lepiej reguluje wtedy temperaturę. Dlaczego bowiem Arabowie (skóra jaśniejsza niż u Afrykańczyków) noszą długie szaty okrywające prawie całe ciało, nawet przy temperaturach powyżej 40 stopni? Myślą sobie jakoś tak, że oni mają trochę lepsze doświadczenie z upałami i chyba wiedzą co robią. Czarnoskórych mieszkańców Afryki biegających na golasa nie naśladuję, bo oni mają bardzo ciemną skórę i są dopasowani do wysokich tempertur wzmożoną pracą gruczołów potowych chłodzących ciało. No i porównuję bluzeczki na ramiączkach do spódniczki mini. Czy w upały w miniówie jest na pewno chłodniej i wygodniej niż w spódniczce do kolan? Akurat jeżeli chodzi o nogi, to kobiety często są pragmatyczne i potrafią ocenić ich estetyczne działanie oraz praktyczne niedogodności jak klejenie się do siedzeń, problemy z siadaniem, by nie było widać bielizny itp. Przy bluzeczkach na ramiączkach, w których dodatkowo dekolt, szyja, plecy i ramiona narażone są na dużą dawkę UV jakoś tego nie robią.
  • pinupgirl_dg 18.04.12, 12:43
    Cóż, to ramiona Red_boots, jest świadoma konsekwencji, więc niech robi, jak uważa i jak jej jest wygodnie. Afrykańskie upały to jednak nie jest u nas norma. Ja akurat ramiona, dekolt, oraz twarz chronię w miarę moich możliwości, nawet gdy się opalałam, bo te miejsca akurat i tak się opalą, a o oparzenia i konsekwencje typu zmarszczki, przebarwienia itd bardzo łatwo. Na stopy nie mam pomysłu.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • anne_stesia 18.04.12, 13:46
    Ja się zgodzę, że nieraz zakrytym jest chłodniej. Ubranie musi być tylko odpowiednio przewiewne. Przykładem są moje ukochane letnie spodnie, które są wykonane z cieniutkiej, niemal przezroczystej bawełny, bardzo luźne w nogawkach i ściągnięte u dołu, a czuję się po chodzeniu w nich bardziej świeżo niż w mini. Podobnie jest z długimi spódnicami. To może trochę tak, jakbym chodziła w cieniu - skóra nie jest bezpośrednio nagrzewana przez promienie.
  • pinupgirl_dg 18.04.12, 13:58
    > To może trochę tak, jakbym chodziła w cieniu - skóra nie jest bezpośrednio nagrzewana
    > przez promienie.

    Zgadzam się. Jasny, przewiewny materiał może się sprawdzić lepiej, niż goła skóra, albo, co gorsza np. ciemne rurki. Mnie osobiści mocne słońce na gołą skórę zwyczajnie parzy, i nie chodzi tu o UV, ale o ciepło. W takiej sytuacji dobrze się czymś osłonić i korzystać z cienia, kapelusza, parasola itd. Ale co kto lubi, nasze lato jest kapryśne i takich nieznośnych, piekących dni nie jest aż tyle, tak samo po południu mogę spokojnie wystawiać gołą skórę bez niemiłych atrakcji.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • anne_stesia 18.04.12, 14:22
    Masz rację. Pamiętam, że zeszłe lato było wyjątkowo chłodne moim zdaniem - takich upalnych dni była garstka, a przez większość jeździłam rano w marynarce i zdejmowałam ją (albo i nie) dopiero po południu, wracając do domu. Sandałki z powodzeniem nosiłam na zmianę z balerinami, bo nie było mi w nich za gorąco.
  • red_boots 18.04.12, 19:27
    pierwszalitera napisała:

    > No to zapytam, dlaczego to robisz? Wybacz, że zapytam tak dosłownie, ale masz t
    > ak piękne ramiona, że nie możesz sobie odmówić przyjemności ich pokazywania? Bo
    > w koszulkach na szelkach nie jest moim zdaniem wcale chłodniej latem, jak słoń
    > ce pali prosto na skórę, pot spływa widocznie po ramionach, kurz uliczny się do
    > tego klei i jak sama doświadczyłaś skóra zaczyna się od tego marszczyć. No wię
    > c dlaczego? Pytam z ciekawości, bo widzę latem mnóstwo kobiet (w mieście!) tak
    > roznegliżowanych i nie każda może pochwalić się jędrnymi wysportowanymi ramiona
    > mi wartymi pokazania, za to widok na ich pachy jest czasem dla ludzi o mocnych
    > nerwach. ;-)

    Ramiona mam ładne, ale nie o to tu chodzi. Koszulki na szelkach są dla mnie dużo bardziej wygodne i praktyczne, i głównie takie noszę latem. Koszulki z rękawkami mają dla mnie jedną sporą wadę- rękawki :) Kiedy się pocę, kawałek mokrego od potu rękawka włazi mi w pachę, czego nie znoszę. Nie wspomnę o tym, że robią mi się plamy pod pachami, które są mało estetyczne (chodzę w kolorowych koszulkach i te plamy są zawsze widoczne). Jak widzisz, chodzi o komfort użytkowania. Nie zaliczam się też do osób, które źle znoszą słońce, wręcz przeciwnie- słońce na mnie dobrze działa, chodzenie w koszulce na szelkach nie jest więc dla mnie problematyczne :)
  • kasica_k 18.04.12, 20:33
    red_boots napisała:
    > Koszulki z rękawk
    > ami mają dla mnie jedną sporą wadę- rękawki :)

    O, o właśnie :) Dla mnie ważne jest, mówiąc prosto z mostu, wentylowanie pachy. Rękawek nie dopuszcza powietrza w miejsce, które jest najwyraźniej bardzo ważne dla mojej termoregulacji. Tak samo nie znoszę w upalne lato krytych butów, bo bym w nich pływała. A przed słońcem jako takim zakrywać się specjalnie nie muszę, bo naprawdę rzadko na nie wychodzę.

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • anne_stesia 18.04.12, 20:23
    pierwszalitera napisała:
    Pytam z ciekawości, bo widzę latem mnóstwo kobiet (w mieście!) tak
    > roznegliżowanych i nie każda może pochwalić się jędrnymi wysportowanymi ramiona
    > mi wartymi pokazania, za to widok na ich pachy jest czasem dla ludzi o mocnych
    > nerwach. ;-)


    Mam ostatnio alergię na argument "czy masz wystarczająco doskonałe ciało, żeby...". Nie cierpię go, nie znoszę, nie wiem, czemu ludzie go mówią. Jeśli ktoś pisze, że nosi megaobcisłe rurki, z których wylewa mu się tu i ówdzie, bo jest mu wygodnie to ja nie dyskutuję i nie przekonuję, że nie powinien ich nosić, bo uraża to czyjeś uczucia estetyczne. To jest jego sprawa co nosi. To dokładnie tak pierwszalitero, jakby pytać - no ale czemu nie podkreślasz talii? Ty możesz powiedzieć, że bawisz się modą, a ktoś o mniej doskonałym ciele już nie może nosić czegoś, bo tak? Bo mu się podoba/bo mu wygodnie/bo lubi.
    Nie chcę, żeby to brzmiało histerycznie, ale co chwila słyszę "jak on/ona może nosić coś takiego przy swojej figurze?" i zastanawiam się, czy ludzie naprawdę myślą, że inni nie posiadają luster w domu i potrzebują uświadamiania im, że są nieidealni.
  • kasica_k 18.04.12, 20:35
    Ano właśnie. Ja noszę masę rzeczy, które niby to odsłaniają, wręcz eksponują moje wady, ale czasem ważniejsza jest po prostu wygoda, albo upodobania do tego czy owego - a nie udawanie, że się jest doskonałym.

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • anne_stesia 18.04.12, 20:46
    Ano właśnie.
    Pewnie, że miętowe rurki w rozmiarze 38 na dziewczynie 44 nie będą wyglądać super elegancko i mogą mi się nie podobać, ale nigdy w życiu nie powiedziałabym jej, że nie powinna takich nosić. Ma lustro, wie co z nim zrobić. Może kiedyś zmieni zdanie na temat swojego ubioru, może nie. Każdy powinien w swoim życiu przeżyć etap "o rany, jak ja mogłam tak wyglądać".
    Podobnie nie odmówiłabym nawet najgrubszej i najbardziej oszpeconej osobie do noszenia jakichkolwiek ubrań.

    Może gdyby ludzie oswajali się z widokiem niedoskonałych ciał mniej by było fobii na punkcie starzenia się, mniej operacji plastycznych i mniej nierozsądnego odchudzania się. Dochodzi bowiem do sytuacji, gdy ludzie idący na dowolny kierunek medyczny, nigdy nie widzieli jak wygląda starzejąca się skóra, nie wiedzą jak wygląda skóra ludzi otyłych czy kompletnie wyniszczonych i są porażeni tym widokiem. Creepy.
  • kasica_k 18.04.12, 21:07
    anne_stesia napisała:
    > Każdy powinien w swoim życiu prze
    > żyć etap "o rany, jak ja mogłam tak wyglądać".

    Ciekawa jestem, czy jeszcze kiedyś przejdę przez ten etap ;)

    > Dochodzi bowiem do sytuacji, gdy ludzie idący na dowolny kieru
    > nek medyczny, nigdy nie widzieli jak wygląda starzejąca się skóra, nie wiedzą j
    > ak wygląda skóra ludzi otyłych czy kompletnie wyniszczonych i są porażeni tym w
    > idokiem.

    A potem pan ginekolog przepisuje dziewczynie Diane35 "na nadmierne owłosienie", bo nigdy nie widział, jak wygląda normalnie owłosiona brunetka (nie za autopsji, ale gdzieś czytałam taką historię).

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • anne_stesia 18.04.12, 21:18
    > A potem pan ginekolog przepisuje dziewczynie Diane35 "na nadmierne owłosienie",
    > bo nigdy nie widział, jak wygląda normalnie owłosiona brunetka (nie za autopsj
    > i, ale gdzieś czytałam taką historię).

    Spokojnie jestem w stanie w to uwierzyć. Naprawdę niektórzy mają jakieś nierealne podejście do życia. Jak kiedyś niewidzianemu nigdy facetowi w rozmowie mówiłam, że ważę 63kg (wtedy, niestety nie teraz :D) to potem się przyznał, że oczekiwał słonia na spotkaniu, a kiedy przyszła szczupła, zgrabna laska z ładnym, dużym biustem to się obślinił.
    No ale czego oczekiwać, kiedy nawet modelki plus size są tak fotoszopowane, że nie wierzę, że przy nadwadze można mieć tak doskonale gładkie i jędrne ciało bez najmniejszej skazy.

    > Ciekawa jestem, czy jeszcze kiedyś przejdę przez ten etap ;)
    Ja wciąż go przechodzę, w mniejszym nasileniu, bo chyba wyrobiłam sobie jako taki styl i wiem, co lubię, w czym wyglądam ok i jak chcę wyglądać, ale zdarzają mi się ubiory, które nosiłam jeszcze z rok temu, a które dzisiaj wywołują we mnie wstyd :D Miałam zeszłego lata etap ładowania czerni do wszystkiego, bo bałam się innych kolorów w bluzkach, stąd np. połączenie czerni i granatu, które dziś wywołuje we mnie zgrzytanie zębów albo zniweczenie pogodności pomarańczowych spodni mrocznie czarnym t-shirtem :D No tragedii niby nie było, można się ubrać gorzej, ale jakoś mi wstyd przed samą sobą :D Stąd też teraz oswajam się z kolorowymi ubraniami i podchodzę do nich z lekką nieufnością :)
  • kasica_k 18.04.12, 22:04
    anne_stesia napisała:

    > Miałam zeszłego lata etap ładowania czerni do wszystkiego, bo bałam
    > się innych kolorów w bluzkach, stąd np. połączenie czerni i granatu, które dzi
    > ś wywołuje we mnie zgrzytanie zębów

    A to może być bardzo fajne połączenie. Mam spódnicę w tych 2 kolorach (granatowa pośrodku, po bokach czarne kliny). Chyba zeszłej jesieni było sporo rzeczy granatowo-czarnych, butelkowozielono-czarnych itp.

    > albo zniweczenie pogodności pomarańczowych
    > spodni mrocznie czarnym t-shirtem :D

    A to już jest po prostu nie-wy-ba-czal-ne ;))
    (o rany, właśnie się zdziwiłam, że nie jesteśmy na Odzieżowym ;)

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • kis-moho 18.04.12, 20:48
    > Nie chcę, żeby to brzmiało histerycznie, ale co chwila słyszę "jak on/ona może
    > nosić coś takiego przy swojej figurze?" i zastanawiam się, czy ludzie naprawdę
    > myślą, że inni nie posiadają luster w domu i potrzebują uświadamiania im, że są
    > nieidealni.

    Tak, też się ostatnio zastanawiałam, skąd ten pęd do uszczęśliwiania innych. Wstawiłam ostatnio zdjęcia sukienki na Biu-bloga, w ramach konsumenckiej wymiany doświadczeń. Natychmiast usłyszałam, że sukienka zaburza mi proporcje, powinnam ją skrócić i wymienić na większą, a w ogóle to i tak jest brzydka. OK, blog publiczny, trzeba się liczyć ze wszystkim, mnie takie komentarze specjalnie nie bolą - ale skąd taki pęd do uświadamiania innym, że źle wyglądają, to nie wiem. W końcu nie prosiłam o radę jak wyglądam, tylko pokazywałam konkretny model na konkretnych wymiarach. Ale niektórzy chyba takie dobre rady mają po prostu we krwi :o)
  • pierwszalitera 19.04.12, 01:06
    kis-moho napisała: > Tak, też się ostatnio zastanawiałam, skąd ten pęd do uszczęśliwiania innych. Ws
    > tawiłam ostatnio zdjęcia sukienki na Biu-bloga, w ramach konsumenckiej wymiany
    > doświadczeń. Natychmiast usłyszałam, że sukienka zaburza mi proporcje, powinnam
    > ją skrócić i wymienić na większą, a w ogóle to i tak jest brzydka. OK, blog pu
    > bliczny, trzeba się liczyć ze wszystkim, mnie takie komentarze specjalnie nie b
    > olą - ale skąd taki pęd do uświadamiania innym, że źle wyglądają, to nie wiem.

    To jak twoim zdaniem wygląda konsumencka wymiana doświadczeń, gdy nie można napisać, jak ta sukienka wygląda na konkretnym typie sylwetki? Estetycznych wrażeń, także tych negatywnych, nie wyłączysz też z takiej dyskusji, bo wtedy od razu możnaby było nosić szare worki po kartoflach, skoro wygląd nie gra żadnej roli. A jeżeli ktoś nie chce komentarzy dotyczących połączenia sukienki-sylwetka (chociaż akurat to linijkę dalej deklaruje), to fotografuje sukienkę na wieszaku. Albo nie wysyła w ogóle zdjęć, jak sukienka wygląda, każdy widzi na stronie sklepu.
  • kis-moho 19.04.12, 08:33
    > To jak twoim zdaniem wygląda konsumencka wymiana doświadczeń, gdy nie można nap
    > isać, jak ta sukienka wygląda na konkretnym typie sylwetki?

    Nie, widzisz, ja nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś napisze, że sukienka jest brzydka, nie leży na mnie dobrze, itp. Natomiast dziwi mnie potrzeba innych do pisania "skróć ją", "załóż obcasy", bo to w ogóle nie o to chodzi - moim zdaniem chodzi o wymiane opinii, a nie dawanie dobrych rad. Może subtelna, ale dla mnie istotna różnica.

    A jeżeli ktoś nie chce komentarzy dotyczących połączenia sukienki-sylwetka (c
    > hociaż akurat to linijkę dalej deklaruje), to fotografuje sukienkę na wieszaku
    > . Albo nie wysyła w ogóle zdjęć, jak sukienka wygląda, każdy widzi na stronie
    > sklepu.

    Mi te komentarze są obojętne, podałam je tutaj jako przykład pędu do uszczęśliwiania innych, który chyba wiele osób odczuwa.
  • pierwszalitera 19.04.12, 14:10
    kis-moho napisała:

    > Nie, widzisz, ja nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś napisze, że sukienka jest b
    > rzydka, nie leży na mnie dobrze, itp. Natomiast dziwi mnie potrzeba innych do p
    > isania "skróć ją", "załóż obcasy", bo to w ogóle nie o to chodzi - moim zdaniem
    > chodzi o wymiane opinii, a nie dawanie dobrych rad. Może subtelna, ale dla mni
    > e istotna różnica.

    Czepiasz się słówek. A co by było, gdybyś przestała odbierać te komentarze tak osobiście i zaczęła rozumieć je tak, jak rozumiesz się sama wrzucając zdjęcia do sieci? Czyli jako modelka ciucha, a nie kis-moho. A wtedy rady typu "skróć ją", "załóż obcasy" oznaczają tylko " kobiety o podobnym wzroście i budowie ciała wyglądałyby lepiej, gdy sukienkę skrócić, albo założyć do niej obcasy". To przecież przydatne informacje dla potencjalnych klientek decydujących się na tą sukienkę. Z jednej strony wymagasz, by nie traktowano cię prywatnie, gdy wrzucasz prywatne zdjęcia, ale sama traktujesz każdy komentarz baaaardzo prywatnie i nie transformujesz go dokładnie w taki sam sposób, jak transformujesz bardzo prywatne przecież zdjęcie. Dla mnie jest to właśnie niespójność. Moim zdaniem, jeżeli się tego nie potrafi, to nie wysyła się zdjęć do sieci. To taka ogólna uwaga i nie dotyczy ciebie osobiście.
  • kis-moho 19.04.12, 14:34
    Dla mnie problem - jeżeli to jest problem - polega właśnie na słówkach. Nie widzę nic złego w napisaniu "sukienka jest za długa" - ludzie pisząc "skróć" zakładają, że ja potrzebuję dobrej rady. O tej właśnie wszechobecnej chęci pomocy innym piszę. Nie dlatego, że mi te komentarze przeszkadzają - gdyby przeszkadzały, nie wysyłałabym zdjęć do otwartego bloga. Piszę dlatego, że po nich widać, jak chętnie i szybko nieproszeni udzielamy innym dobrych rad.
  • azymut17 20.04.12, 10:18
    kis-moho napisała:
    > Piszę dlatego, że po nich widać, ja
    > k chętnie i szybko nieproszeni udzielamy innym dobrych rad.

    Poczekaj aż urodzisz dziecko - obcy ludzie będą Cię na ulicy zaczepiać i tłumaczyć, jak masz się nim zajmować tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ostatnio ochroniarz w sklepie mnie przekonywał, że syn mi płacze, bo jest głodny. Nieważne, że 5 minut wcześniej karmiłam, on pierwszy raz widząc dziecko na oczy wie lepiej ;-)
  • kis-moho 20.04.12, 11:05
    > Poczekaj aż urodzisz dziecko - obcy ludzie będą Cię na ulicy zaczepiać i tłumac
    > zyć, jak masz się nim zajmować tonem nieznoszącym sprzeciwu.

    Domyślam się, w sprawach wychowania dzieci każdy jest ekspertem :o) Ja mam jeszcze ten problem, że coś w moim wyglądzie pcha ludzi do zbytniej poufałości. Ostatnio byłam z rodziną u notariusza, który zwracał się do wszystkich per pan czy pani, a do mnie po pięciu minutach już po imieniu. Przez to chyba jeszcze łatwiej ludziom udzielać mi dobrych rad. I też myślę, że z dzieckiem to już w ogóle będzie kino.
  • pierwszalitera 20.04.12, 13:12
    kis-moho napisała:

    > Domyślam się, w sprawach wychowania dzieci każdy jest ekspertem :o) Ja mam jesz
    > cze ten problem, że coś w moim wyglądzie pcha ludzi do zbytniej poufałości.

    To wcale nie musi być w wyglądzie. Możliwe, że twój odbiór wyostrzony jest na wszelkie próby kontroli i narzucania ci zdania, bo jest to coś, z czym musiałaś się borykać na przykład w domu rodzinnym (autorytarny rodzic) albo w szkole. Dlatego regujesz teraz alergicznie na podobne sytuacje, albo takie, które ci się po prostu "kojarzą". A to przecież mogą być z drugiej strony tylko niewinne próby okazania ci serdeczności, sympatii, czy poparcia. Sytuację z dzieckiem, o której pisała azymut, też nie traktowałbym, jako narzucania zdania. To mogła być przecież nieudolna próba konwersacji. Ten pan chciał może pokazać, że widzi, że coś się dzieje, by nie wyjść na nieczułego gbura i zaproponował jedzenie, jako pierwsze co mu przyszło do głowy. Ja nie wiem, skąd u tylu ludzi bierze się przeświadczenie napastliwości złego świata. I jeszcze proroczo oczekujesz pogorszenia sytuacji, gdy będziesz miała dziecko. Przecież to samosprawdzająca się przepowiednia.
  • kis-moho 20.04.12, 13:30
    > To wcale nie musi być w wyglądzie. Możliwe, że twój odbiór wyostrzony jest na w
    > szelkie próby kontroli i narzucania ci zdania, bo jest to coś, z czym musiałaś
    > się borykać na przykład w domu rodzinnym (autorytarny rodzic) albo w szkole. D
    > latego regujesz teraz alergicznie na podobne sytuacje, albo takie, które ci się
    > po prostu "kojarzą". A to przecież mogą być z drugiej strony tylko niewinne pr
    > óby okazania ci serdeczności, sympatii, czy poparcia.

    Na pewno musiałam się z czymś borykać, pewnie jeszcze w niemowlęctwie, bo dobre rady działają na mnie jak płachta na byka :o) Tak serio, ja sobie doskonale zdaję sprawę, że to w większości objaw sympatii i ogólnie dobrego serca, ale moim zdaniem wtrącanie się w cudze sprawy jest nieco niegrzeczne. A obstawiam, że to mój wygląd, bo ludziom łatwo przychodzi szybkie spoufalanie się, od razu mówią mi na ty, więc pewnie i czują się czasem w obowiązku coś doradzić.
    A tak już z moderatorskiego obowiązku - może zakończmy ten offtop, albo przenieśmy się gdzie indziej, bo to temat o solarium, a nie psychoanaliza Kis-moho. Sama sobie jestem winna, bo go zaczęłam, ale ja tylko chciałam zwrócić uwagę na panujące zwyczaje w związku z radami na temat wyglądu pachy Red_boots.
  • anne_stesia 20.04.12, 22:13
    > A obstawiam, że t
    > o mój wygląd, bo ludziom łatwo przychodzi szybkie spoufalanie się, od razu mówi
    > ą mi na ty, więc pewnie i czują się czasem w obowiązku coś doradzić.

    Coś w tym jest, bo mam podobnie, może tylko bez tych rad. Jest to w pewien sposób dla mnie uciążliwe, bo np. nie cierpię dotyku obcych ludzi i lubię zachowywać spory fizyczny dystans w kontaktach prywatnych.
  • pierwszalitera 20.04.12, 23:10
    anne_stesia napisała:

    > Coś w tym jest, bo mam podobnie, może tylko bez tych rad. Jest to w pewien spos
    > ób dla mnie uciążliwe, bo np. nie cierpię dotyku obcych ludzi i lubię zachowywa
    > ć spory fizyczny dystans w kontaktach prywatnych.

    Ha! Ja jestem wiuzalnie typem dziewczęcej blondynki, miłej, słodkiej i potrzebującej pomocy. ;-) Jakoś tak jednak nikt się nie spoufala, bo mój sposób bycia nie potwierdza stereotypu. Tak sobie myślę, że powściągliwe, przesadnie grzeczne i wychodzące na przeciw zachowanie dla wielu jest oznaką słabości i przyzwoleniem na przekroczenie twojej osobistej granicy. Więc nie zawsze się opłaca, bo może jesteś wierna swoim wysokim ideałom, ale nie potrafisz zmusić innych do zachowania należytego dystansu.
  • anne_stesia 21.04.12, 15:41
    No totalnie nie trafiłaś z psychoanalizą, ale dziękuję :D Mam teorię, że po prostu obracam się wśród ludzi, którzy mają przesunięte granice fizycznej intymności i dla nich dotyk jest zupełnie normalny, a to ze mną coś nie tak :D
  • marikooo 20.04.12, 22:03
    kis-moho napisała:

    > Dla mnie problem - jeżeli to jest problem - polega właśnie na słówkach. Nie wid
    > zę nic złego w napisaniu "sukienka jest za długa" - ludzie pisząc "skróć" zakła
    > dają, że ja potrzebuję dobrej rady. O tej właśnie wszechobecnej chęci pomocy in
    > nym piszę. Nie dlatego, że mi te komentarze przeszkadzają - gdyby przeszkadzały
    > , nie wysyłałabym zdjęć do otwartego bloga. Piszę dlatego, że po nich widać, ja
    > k chętnie i szybko nieproszeni udzielamy innym dobrych rad.

    Dla wielu osób pewnie dobra rada w stylu:
    "Fajnie Ci w tej sukience, tylko powinnaś ją skrócić o 20 cm"
    łączy dwie przyjemne dla nadawcy rzeczy: komplement (znamy się na Lobby, lubimy być dla siebie miłe) z komunikatem o własnej spostrzegawczości, zmyśle estetycznym i pewnej (w dobrej wierze manifestowanej!) wyższości.
    No bo taką fajną sukienkę kupiła, takie ma ładne nogi, a ta długość je ukrywa i jeszcze optycznie pogrubia. Ale ona, biedna, na pewno o tym nie wie, to ja jej powiem.

    Mam koleżankę, która czasem zwraca mi uwagę, że coś jej nie pasuje w stroju, który na siebie akurat założyłam: spódniczka za długa, bluzka za czarna, spodnie za krótkie. Że coś innego wydobyłoby zalety moich proporcji czy kolorystyki. Przyjmuję takie opinie jako dobrą monetę i w zależności od sytuacji:
    1. jeśli nie zdawałam sobie z tego sprawy, to rozważam, czy ma słuszność i ewentualnie stosuję się do jej rady (aha, to dlatego tak trudno mi ten sweterek do czegoś dopasować - nie mój kolor po prostu!) lub nie (bo ten sweterek to kocham, chociaż może faktycznie nie mój kolor);
    2. jeśli świadomie się tak ubrałam, to słowa koleżanki rejestruję i nic z nimi nie robię (tak, tak, już wiem, że ten sweterek nie teges, ale naprawdę go kocham i mam gdzieś, że mi w różowym nie bardzo).

    I dla mnie sprawa przez Ciebie, kis-moho, poruszona, w ogóle nie jest problemem. Nie potrzebujesz dobrej rady, to ją ignorujesz. A jak ktoś się poczuł lepiej dając Ci ją - no niech mu tam, Tobie nie ubędzie, a on ma lepszy nastrój. Tak z filozoficznym spokojem, wiesz.
  • kis-moho 21.04.12, 19:40
    > Mam koleżankę, która czasem zwraca mi uwagę, że coś jej nie pasuje w stroju, kt
    > óry na siebie akurat założyłam: spódniczka za długa, bluzka za czarna, spodnie
    > za krótkie. Że coś innego wydobyłoby zalety moich proporcji czy kolorystyki.

    To są typy, których nie znoszę. Idziecie na kawę, a ona mówi "w tym pomarańczu wyglądasz jak gruźlik"? Podejrzewam, że przy trzeciej uwadze bym nie zdzierżyła :o) Poza tym, czy tylko ja uważam to za niegrzeczne? Chyba faktycznie jestem w mniejszości, widzę to po rzeszach dobrze radzących, którzy na pewno mają dobre intencje.

    > I dla mnie sprawa przez Ciebie, kis-moho, poruszona, w ogóle nie jest problemem
    > . Nie potrzebujesz dobrej rady, to ją ignorujesz. A jak ktoś się poczuł lepiej
    > dając Ci ją - no niech mu tam, Tobie nie ubędzie, a on ma lepszy nastrój. Tak z
    > filozoficznym spokojem, wiesz.

    Ależ ja jestem spokojna jak ten ocean, tylko takich ludzi jak Twoja koleżanka po prostu nie lubię, i tyle.
  • marikooo 21.04.12, 21:06
    kis-moho napisała:

    > Ależ ja jestem spokojna jak ten ocean, tylko takich ludzi jak Twoja koleżanka p
    > o prostu nie lubię, i tyle.

    I wiesz, co sobie myślę? Masz prawo nie lubić. Nie musimy lubić wszystkiego i wszystkich. W realnym życiu jest łatwiej, bo jak kogoś nie lubisz, to unikasz jego towarzystwa. A w internecie trudniej, bo to jak przebywanie w dużym pomieszczeniu, do którego każdy może zajrzeć i dorzucić swoje trzy grosze do rozmowy.
  • pinupgirl_dg 21.04.12, 22:18
    > To są typy, których nie znoszę. Idziecie na kawę, a ona mówi "w tym pomarańczu
    > wyglądasz jak gruźlik"? Podejrzewam, że przy trzeciej uwadze bym nie zdzierżyła
    > :o) Poza tym, czy tylko ja uważam to za niegrzeczne?

    Nie tylko Ty. Poza tym wydaje mi się, że często to nie o dobro drugiej osoby chodzi. Wydaje mi się, że potrafię wyczuć, kiedy ktoś faktycznie chce mnie uszczęśliwić, nawet na siłę, a kiedy chce sobie poprawić samopoczucie moim kosztem. Chociaż z drugiej strony podejrzewanie każdemu się zdarza popełnić jakieś faux pas, nie trzeba człowieka od razu za to znielubić :).
    A co do bloga biubiu - też mi się wydaje, że "Ja bym ją skróciła" to opinia na temat sukienki i tego, jak leży na danej sylwetce, chociaż intencje tego komentarza zna tylko autorka. W internecie niezwykle łatwo o nieporozumienie, poza tym taka specyfika internetu, że pozwala dużą bezpośredniość, równie dobrze Ty mogłaś źle zrozumieć, co autorka komentarza miała na myśli, jak ona mogła źle odebrać Twoja wiadomość i założyć, że akurat potrzebujesz rady.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • teresa104 20.04.12, 06:16
    No i nie jest ten pęd do uszczęśliwienia Cię taki straszny.

    A sugestie skracania sukienek są tu częste, więc nie bierz do głowy. Nie słyszą tego tylko te dziewczyny, które mają sukienki krótkie. Reszta ma skrócić;)
  • kis-moho 20.04.12, 08:46
    > No i nie jest ten pęd do uszczęśliwienia Cię taki straszny.
    >
    > A sugestie skracania sukienek są tu częste, więc nie bierz do głowy.

    Tereso, ja nie biorę sobie do głowy :o) (zresztą, gdybym brała, to bym nie wysyłała zdjęć na biu bloga). Ja się tylko dziwię, że notkę pod tytułem "kupiłam sukienkę, wygląda tak" niektórzy odbierają jako "co zrobić, żeby w tej sukience ładnie wyglądać" - a była to dobra ilustracja problemu z tego wątku.
    Ale jakoś dramatycznie uszczęśliwiana się nie czuję :o)
  • pierwszalitera 20.04.12, 12:54
    kis-moho napisała:

    Ja się tylko dziwię, że notkę pod tytułem "kupiłam su
    > kienkę, wygląda tak" niektórzy odbierają jako "co zrobić, żeby w tej sukience ł
    > adnie wyglądać" - a była to dobra ilustracja problemu z tego wątku.

    Ale kis-moho, jak ja chcę poinformować świat, że kupiłam jakąś tam sukienkę i wygląda ona tak, a nie inaczej, to wysyłam linka do sklepu, albo zdjęcie samej sukienki na wieszaku. Przecież my robimy to ciągle w różnych wątkach dotyczących ciuchów, kosmetyki i ogólnie gadżetów do upiększania. Jeżeli wysyłasz jednak zdjęcie sukienki na sobie, która jest przecież do zobaczenia już na stronie sklepu, więc każdy może sobie tam zobaczyć jak ona wygląda, to zapraszasz użytkowników danego bloga do komentowania twojego wyglądu i nie możesz wymagać, by wstyrzymywano się z "dobrymi radami". Przecież ciągle zachęcamy osoby, które nie wiedzą, czy dany stanik dobrze leży, do skorzystania z galerii. Tam usłyszą coś na temat dopasowania, wyglądu i także rady, co zrobić by było lepiej. A ty chcesz nagle, by jedno traktować tak, a drugie inaczej. Nie gniewaj się, ale nie możesz wybrać sobie tylko jednego aspektu pokazywania się publicznie. W takim razie po co wystawiasz te zdjęcia? Bo ja naprawdę nie wiem, w jakim celu wystawia się prywatne zdjęcia w sieci, jeżeli nie po to, by zrobić jakieś wrażenie? I to wrażenie może by też negatywne, więc świat czuje się zaproszony, by to wyrazić, albo udzielić propozycji poprawy.
  • kis-moho 20.04.12, 13:16
    W takim razie po co wystawiasz te zdjęcia? Bo ja naprawdę nie wiem, w jakim
    > celu wystawia się prywatne zdjęcia w sieci, jeżeli nie po to, by zrobić jakieś
    > wrażenie?

    A, chyba tu jest pies pogrzebany. Korzystam ze zdjęć np. na blogu BiuBiu, żeby zobaczyć, jak konkretny model leży na podobnych do moich gabarytach. Bardzo to sobie cenię, bo moja figura zupełnie nie przypomina figury modelki BiuBiu - a tak mam okazję zobaczyć, jak dany ciuch układa się na mniejszym biuście, plus zobaczyć długość na kilku osobach o różnym wzroście. Ponieważ z tych zdjęć korzystam, jest dla mnie naturalne, że dosyłam też swoje, może przydadzą się innym. Wrażenia na nikim robić nie muszą :o)
    Z galerią to trochę inna bajka, o tyle, że np. zbyt szeroka czy zbyt wąska fiszbina to (w miarę) obiektywna sprawa. To, czy komuś w sukience jest ładnie, już mniej. Ale np. nie wyobrażam sobie, żeby ktoś napisał w galerii "na Twoim miejscu bym się opaliła, straszny z Ciebie bladzioch". Rozumiesz?

    Jeżeli wysyłasz jednak
    > zdjęcie sukienki na sobie, która jest przecież do zobaczenia już na stronie skl
    > epu, więc każdy może sobie tam zobaczyć jak ona wygląda, to zapraszasz u
    > żytkowników danego bloga do komentowania twojego wyglądu i nie możesz wy
    > magać, by wstyrzymywano się z "dobrymi radami".

    No właśnie dla mnie komentowanie mojego wyglądu jest jak najbardziej OK, po to są te zdjęcia. Ale dawanie dobrych rad - jeżeli o nie nie proszę - jest nieco nie na miejscu.
    Chciałabym jeszcze (może już na koniec tego offtopu) podkreślić, że nie czuję się jakoś straszliwie zmieszana z błotem po wspomnianych przeze mnie komentarzach, one są całkiem neutralne. Bo to moje narzekanie urosło do trochę zbyt dużych rozmiarów :o)
  • kasica_k 20.04.12, 14:42
    Co do bloga, to o ile dobrze zrozumiałam jego ideę, to zdjęcia są tam wysyłane w celu pokazania, jak w danym rozmiarze wygląda dany model ciucha. Dokładnie po to został on założony. Modelka w sklepie ma na sobie określony rozmiar i jest jedna, a ciuchy są sprzedawane w wielu rozmiarach i siłą rzeczy na różnych osobach wyglądają kompletnie różnie. Więc raczej nie chodzi o robienie wrażenia ani proszenie o radę, tylko podzielenie się informacją z innymi. Dzięki temu, jeśli forumka X o podobnej do mnie figurze i rozmiarze wrzuci zdjęcie, ja będę wiedziała, jak _na mnie_ może sie ten ciuch prezentować i ułatwi mi to decyzję o zakupie. Inaczej jest w stanikowych galeriach, gdzie chodzi zarówno o podzielenie się informacją, jak i o uzyskanie porad czy opinii. Dlatego niektórzy mogą być zdziwieni lawiną dobrych rad, jeśli się takowa pojawi, bo rzeczywiście nie po to zdjęcia wysyłali(ły), by uzyskać rady. Inna sprawa, że jeśli gdziekolwiek jest możliwość komentowania, to na pewno będą i opinie, i dobre rady i pewnie większość osób z tym się liczy. Zwracam uwagę tylko, że tak może się i dzieje i będzie działo, ale nie taki był cel :)

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • pierwszalitera 20.04.12, 14:55
    kasica_k napisała:

    Więc raczej nie chodzi o robienie wrażenia ani
    > proszenie o radę, tylko podzielenie się informacją z innymi. Dzięki temu, jeśl
    > i forumka X o podobnej do mnie figurze i rozmiarze wrzuci zdjęcie, ja będę wied
    > ziała, jak _na mnie_ może sie ten ciuch prezentować i ułatwi mi to decyzję o za
    > kupie.

    Dokładnie, o podzielnie się informacją. Jeżeli więc jako komentatorka mam uwagi do kombinacji forumka X w konkretnej sukience, to mogę się tym podzielić z innymi forumkami. Jako informacją dla forumek - potencjalnych klientek. Komentarzy nie traktuje się wtedy jako osobistych rad, tylko jako przyczynek do dyskusji o dopasowaniu X-sukienka, bo jesteśmy przecież dorosłe i nikt nam nie będzie mówił, co mamy nosić. Ja w każdym razie rady zawsze traktuję tylko jako opcję do przemyślenia, na końcu liczy się moja decyzja i nie mam problemu z ubraniem się nawet na złość całemu światu. Więc będę się ciągle upierać, że pomyłka leży w odbiorze komunikatu, a nie w zamiarach komentatora.
  • pierwszalitera 19.04.12, 00:49
    anne_stesia napisała:

    > Mam ostatnio alergię na argument "czy masz wystarczająco doskonałe ciało, żeby.
    > ..". Nie cierpię go, nie znoszę, nie wiem, czemu ludzie go mówią.

    No to wybacz, ale twoja interpretacja moich słów wywodzi się pewnie z twoich osobistych kompleksów, a nie moich intencji. Nigdzie nie powiedziałam, że należy wyglądać idealnie. Ja sama nie jestem idealna, a jednak mam wysoką samoocenę i czuję się atrakcyjną kobietą. Moja atrakcyjność nie jest jednak wynikiem upiększania sobie rzeczywistości i udawania, że jestem miss uniwersum, zdaję sobie sprawę zarówno z moich zalet jak i z moich wad. Moje zalety mają jednak dla mnie większe znaczenie. Nie widzę też powodów, by nie podkreślać moich ładnych stron, jak mam na to ochotę. Więc skoro ktoś ma coś ładnego, jak na przykład ładne ramiona, może mieć ochotę je pokazywać, wbrew zdrowemu rozsądkowi, który nakazuje ramiona chronić przed namiernym promieniowaniem UV. Nie mam ale też nic przeciwko, gdy komuś wygląd powiewa i nosi cellulit i tłuszczyk na wierzchu. Jak ma ochotę to jego sprawa, ale jeżeli mam być szczera, to takich kobiet, którym jest wszystko jedno jakie robią estetyczne wrażenie na innych, nie spotyka się aż tak często, to raczej wyjątki. Także na tym forum. Już ta spotykana tutaj nadwrażliwość i wymaganie politycznej poprawności dotyczącej komentarzy wyglądu są na to dowodem. Więc nie wyszukuj sobie argumnetów, jak ci akurat pasuje. Jak napiszę wyraźnie, że w innym ciuchu ktoś wyglądałby lepiej, to źle, bo to wrażliwy temat i nikomu nie jest obojętne, gdy wygląda w czymś niekorzystnie. Kiedy pytam z kolei, dlaczego odkrywanie nieładnych ramion i pach jest komuś obojęte, to też źle, bo nikt nie musi być doskonały i obojętnie jakie mamy ciała. Pogubić się można w tych sprzecznych sygnałach. To jak? Przyznajemy sobie prawo do noszenia własnej brzydoty w dowolny sposób, ale wtedy też do zauważania jej u innych ludzi i nie histeryzujemy, gdy ktoś zobaczy ją u nas, czy chcemy, by zauważano w nas tylko piękno i usilnie się wtedy o to staramy, ukrywając wszelkie "mankamenty" urody? Nie wymagałam przecież też, by chowano brzydkie ramiona, napisałam tylko jakie robią na mnie wrażenie. A brzydki wygląd ramion był tylko jednym z możliwych argumnetów przeciwko bluzkom na ramiączkach. Wydaje mi się, że największy nacisk położyłam na czynniki praktyczne.
  • anne_stesia 19.04.12, 07:08
    Pozwól, że do pierwszej części się nie odniosę szerzej, bo uważam, że nie masz racji. Nie jest to wynikiem mojego ignorowania tamtej części.

    pierwszalitera napisała:

    > Nie mam ale też nic prz
    > eciwko, gdy komuś wygląd powiewa i nosi cellulit i tłuszczyk na wierzchu. Jak
    > ma ochotę to jego sprawa, ale jeżeli mam być szczera, to takich kobiet, którym
    > jest wszystko jedno jakie robią estetyczne wrażenie na innych, nie spotyka się
    > aż tak często, to raczej wyjątki. Także na tym forum. Już ta spotykana tutaj n
    > adwrażliwość i wymaganie politycznej poprawności dotyczącej komentarzy wyglądu
    > są na to dowodem.

    A może to nie nadwrażliwość właśnie? Nie odbieram tego jako nadwrażliwość, raczej to, o czym napiszę później - akceptowanie u innych umiejętności patrzenia w lustro, jeśli nie pytają "jak wyglądam?" oraz przypominanie, że nie wszyscy są pewni siebie i może warto zachować pewną powściągliwość. Z resztą nie wiem, czy ktoś czuje się z tego powodu jakoś specjalnie uciskany i przygnieciony ciężarem konieczności gładkiego formułowania opinii. Ja to uważam za szalenie stymulujące mózg - w mowie potocznej, wśród bliskich mówię zupełnie inaczej i mniej zważam na słowa, bo dokładnie wiem, na co mogę sobie pozwolić. Tutaj ćwiczę warsztat językowy, to przyjemne.

    > Jak
    > napiszę wyraźnie, że w innym ciuchu ktoś wyglądałby lepiej, to źle, bo to wraż
    > liwy temat i nikomu nie jest obojętne, gdy wygląda w czymś niekorzystnie. Kie
    > dy pytam z kolei, dlaczego odkrywanie nieładnych ramion i pach jest komuś oboj
    > ęte, to też źle, bo nikt nie musi być doskonały i obojętnie jakie mamy ciała.
    > Pogubić się można w tych sprzecznych sygnałach.

    Ale dlaczego sprzecznych? Dla mnie są one bardzo spójne, sama z resztą sformułowałaś to tak, że trzyma się kupy. Poruszasz się bowiem wciąż w obszarze estetyki - jak wiadomo de gustibus itd., dlatego ja wychodzę z założenia, że póki ktoś wprost nie pyta, czy mu w czymś dobrze to mojego zdania nie wyrażam, bo po co? Nie mam potrzeby, czy nawet chęci do mówienia komuś, że źle w czymś wygląda i nie rozumiem tej chęci u innych, zwłaszcza wtedy, gdy deklarują, że dobro innych jest mu całkowicie obojętne. Trochę inaczej ma się rzecz w drugą stronę, gdy ktoś zachwyca mnie swoim wyglądem, ale po prostu uznaję, że zbyt wiele komplementów jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiło, a ja lubię wyrażać swój zachwyt.

    > To jak? Przyznajemy sobie prawo
    > do noszenia własnej brzydoty w dowolny sposób, ale wtedy też do zauważania jej
    > u innych ludzi i nie histeryzujemy, gdy ktoś zobaczy ją u nas, czy chcemy, by
    > zauważano w nas tylko piękno i usilnie się wtedy o to staramy, ukrywając wszelk
    > ie "mankamenty" urody? Nie wymagałam przecież też, by chowano brzydkie ramion
    > a, napisałam tylko jakie robią na mnie wrażenie.

    A może rozwiązanie pośrednie? Uznajemy prawo do brzydoty i nie dajemy sobie prawa do bezzasadnego komentowania brzydoty u innych, bo po co? Mam prawo z zupełnie zimnych przyczyn nie rozumieć po co komuś powiedzenie drugiemu człowiekowi, który wcale nas o opinię nie prosił, że wygląda tragicznie. Nie muszę mieć kompleksów - wystarczy, że nie akceptuję uszczęśliwiania innych na siłę.
  • pierwszalitera 19.04.12, 13:55
    anne_stesia napisała:

    > A może to nie nadwrażliwość właśnie? Nie odbieram tego jako nadwrażliwość, racz
    > ej to, o czym napiszę później - akceptowanie u innych umiejętności patrzenia w
    > lustro, jeśli nie pytają "jak wyglądam?" oraz przypominanie, że nie wszyscy są
    > pewni siebie i może warto zachować pewną powściągliwość.

    To co opisujesz, to dla mnie właśnie nadwrażliwość. Ja wiem, że mam na tyłku cellulit, a na udach popękane naczynka i nie bardzo wiem w jaki sposób miałoby mnie to urazić, gdy ktoś zwróci mi na to uwagę. Wiem przecież, że to widać i jeżeli zakładam mini spódniczkę bez rajstop, to robię to w pełnej świadomości tego faktu. Ktoś zwrócił mi też uwagę, że nie wysyłam zdjęć do sieci właśnie w obawie, że ktoś mógłby mnie negatywnie skomentować i wbrew temu co opowiadam, nie mogłabym tego zdzierżyć. Otóż nie, nie wysłam zdjęć do sieci po pierwsze z zasady, nie popełniam tego rodzaju ekshibicjonizmu, a po drugie, do niczego nie jest mi to potrzebne. Mam lustro, wiem jak wyglądam i mam zdecydowany, dosyć krytyczny gust. Nigdy nikogo nie pytam, jak w czymś wyglądam, bo mnie to nie interesuje. Zwykle ludzie i tak nie powiedzą ci całej prawdy, bo ćwiczą się właśnie w powściągliwości. Można sobie więc od razu darować. Doświadczenie uczy nawet, że można wyjść wtedy na idiotę, bo kupujesz, co wszyscy uważali na tobie za och ach śliczne i dopiero na przypadkowym ujęciu z jakiejś tam imprezy widać, jaki miałaś na sobie niekorzystny koszmar. A wysłanie zdjęć do sieci, to jest zaproszenie do komentowania wyglądu, więc nie bardzo rozumiem argumentów, że te osoby się o to się nie proszą. Jak najbardziej dają tym zgodę do wyrażania swojej opinii, bo o tą opinię pod funkcją komentarze przecież chodzi. To jest zdecydowane look at me. Ja przypadkowych ludzi na ulicy też nie komentuję. I nikomu na forum nie mówię też, że wygląda tragiczne, odnoszę się zawsze do konkretu. Zresztą, ja też wyglądam w niektórych stylizacjach tragicznie, ale to nie znaczy, że wyglądam zawsze tragicznie. Istnieją rzeczy, w których wyglądam lepiej i takie, w których wyglądam jak bogini i sztuka polega na zdawaniu sobie z tego sprawy, by zadecydować świadomie, czy chcesz wyglądać w danym momencie korzystniej, czy wykazać się luzackim podejściem do własnego ciała.
  • izas55 19.04.12, 07:33
    Wiesz, mi się wydaje, że tu chodzi o coś trochę innego. Taka opinia w czym jest komu ładnie jeżeli mówimy o ciuchach jest po prostu szalenie subiektywna. Lub też w bardzo duży sposób kształtowana przez otoczenie. To co podoba się np. mi, niekoniecznie musi podobać się tobie, i na odwrót. Każda z nas ma do tego swoje prawo. Ale nie zakładałabym, że któraś z tych opinii musi być w jakikolwiek sposób wiążąca, albo "lepsza".
    Ja osobiście nie mam nic przeciwko konsumenckim opiniom, nawet jeżeli inni się z tym nie zgadzają. Muszę jednak przyznać, że szokuje mnie dość często co jedni ludzie wytykają innym w wyglądzie. I nie ma to nic wspólnego z dobrymi radami. Na przykład ostatnio widziałam w gazecie zdjęcie Halle Berry, w dzinsach i jakiejś bluzie jak pakuje zakupy do samochodu, i widać jej kawałek talii na tym zdjęciu. Halle Berry to piękna kobieta, nawet gdyby założyła na siebie worek, tymczasem pod tym zdjęciem był jakiś pseudoartykulik, że Halle Berry wygląda jak zaniedbany potwór niemalże, bo uwaga, widać na zdjęciu że ma rozstępy!!!!!.
    I widzisz, ja jestem podobnego zdania jak ty, że atrakcyjność nie jest bezpośrednio związana z posiadaniem samych idealnych cech. Też jestem pewna siebie i mam wysoką samoocenę. Ale co kogo kurcze w ogóle obchodzą rozstępy Halle Berry? I wydaje mi się, że dokładnie o to samo chodzi np. o te ramiona, co kogo obchodzi jakie kto ma ramiona? Nosi się tak jak mu wygodnie, a nie ze względu na to czy innym to się będzie podobać czy nie.
  • kis-moho 19.04.12, 08:56
    Jak
    > napiszę wyraźnie, że w innym ciuchu ktoś wyglądałby lepiej, to źle, bo to wraż
    > liwy temat i nikomu nie jest obojętne, gdy wygląda w czymś niekorzystnie

    Ja to widzę tak: znajoma XY kupuje bluzkę na ramiączkach i pyta mnie, jak wygląda (a wygląda moim zdaniem nienajlepiej, bo nie podobają mi się jej pulchne ramionka). Jak powiem, że ładnie, to jestem świnia, prawda? Bo wcale tak nie myślę. Mówię, że mi się nie podoba, bo ramiona, bo pachy, cokolwiek. Ale w sytuacji, kiedy znajoma mówi "kupiłam sobie bluzkę na ramiączkach, zobacz", a ja mówię "e, brzydko ci w niej", to jestem po prostu niegrzeczna, bo znajoma mnie o taką opinię w ogóle nie prosiła. I tyle, żadna filozofia.
    Takie same zasady mam przy rozmowach na forum, jak ktoś mi powie, że nosi koszulki bez rękawów, to pytanie o to, czy na pewno ma ładne pachy wydaje mi się niegrzeczne.
  • pinupgirl_dg 19.04.12, 10:47
    Moim zdaniem trzeba umieć wyczuć, kiedy ktoś sam nie za bardzo czuje się w danym ciuchu, czy pytając "Jak wyglądam" tak naprawdę mówi "słuchaj, niby ta kiecka jest fajna, ale coś mi tu nie gra, nie wiem. Skrócić? Dodać bolerko? Cokolwiek? A może w ogóle oddać do PCK?". A może chce się po prostu pochwalić nowym nabytkiem, z którego jest bardzo zadowolonym i wcale nie oczekuje krytyki, nawet konstruktywnej.
    A co do rękawków - przyznam, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz zwracałam uwagę na urodę czyichś ramion lub pach, jeśli już, to tylko w pozytywnym sensie, bo dla mnie też zalety mają większe znaczenie, nie tylko moje. Prędzej zauważę np. ładny kształt paznokci, niż niedogoloną pachę.



    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 18.04.12, 09:44
    > ja na ramionach mam już lekko pomarszczoną skórę, a to jest jedno z tych miejsc
    > na ciele, które w sezonie letnim jest non stop odkryte (chodzę w mocno wycięty
    > ch koszulkach na szelkach) i szybko łapie brąz, to samo ze stopami. co ciekawe,
    > reszta nóg za cholerę nie chce się opalać, mimo że biegam w krótkich spodenkac
    > h :), i wyglądam sobie tak dziwnie: góra opalona na brąz i blady dół (oprócz st
    > óp, które są brązowe :))
    > ale nigdy nie leżę plackiem na plaży, zawsze jestem w ruchu, spacery i takie ta
    > m :)

    No niestety, ramiona i stopy są najbardziej narażone. Pewnie chodzi o kąt padania. O ile z ramionami nie mam problemu, bo zwykle noszę rękawki, to ze stopami jest trudno, bo nie chcę się kisić w pełnych butach, a filtry przy sandałach, pocie itd też chyba nie dadzą rady.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • kasica_k 18.04.12, 21:11
    Skarpetki do sandałów ;)

    --
    Stanikomania!
    Stanikomaniaczki na Facebooku
  • pinupgirl_dg 18.04.12, 21:17
    > Skarpetki do sandałów ;)

    Też o tym myślałam, ale obawiam się, że rodzina i znajomi, wychodząc ze mną, szli by po drugiej stronie ulicy ;). Za to noszę czasami na własnym podwórku, ale ciiii :).
    Widziałam takie rozwiązanie czasami na plakatach typu skarpetki do szpilek, skarpetki do sandałków, ale to chyba nie to samo co praktykowane przeze mnie sportowe, bawełniane skarpetki do sandałów w stylu katechetki na pielgrzymce ;).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • madzioreck 17.04.12, 23:08
    > Prawda. Wydaje mi się, że tutaj już każdy sam musi dobrać idealny dla siebie ko
    > ntakt z UV, bądźmy uczciwe, przy naszym fototypie o hebanku możemy pomarzyć :).

    Przy jakim fototypie? nie wszelkie testy określają jako jeden z tych fototypów, co to po 15 minutach na słońcu bez filtra powinien doznać poważnych poparzeń (jasna skóra, jasne włosy, jasne oczy i oprawa), i co, gucio. Opalam się szybko, na brąz (no dobra, opalałam, jak byłam nastolatką i miałam parcie na opaleniznę), i nawet jak się uwalę na pół dnia na plaży, to raczej się nie poparzę - co nie znaczy, że mojej skórze to nie szkodzi czy robi dobrze, bo doskonale pamiętam to cudowne uczucie, że moja skóra to połączenie folii z papierem ściernym...
  • pinupgirl_dg 18.04.12, 09:38

    > Przy jakim fototypie?

    Ja jestem teoretycznie II. Jeśli chodzi o moją odporność, to generalnie jestem dość odporna, poparzyłam się może 3-4 razy w życiu, mimo, że kiedyś wcale nie używałam filtrów, chociaż pół dnia na plaży chyba by się źle skończyło. Ale kolor mojej opalenizny dochodzi do pewnego momentu i koniec, mooooże jak bym rzeczywiście smażyła się godzinami na solarium, to coś by więcej się wydusiło, ale nie chcę ryzykować.
    A co do folii z papierem ściernym - to jedna z reakcji obronnych skóry, na równi z produkcją melaniny skóra wytwarza grubszą warstwę rogową naskórka. To może być tajemnica mojej odporności, mimo jasnej skóry, bo moja skóra ma tendencję do szybkiego rogowacenia. Natomiast nie miałam wrażenia papieru ściernego, odpowiednia pielęgnacja i jest git, jeśli ten naskórek jest dobrze nawilżony, to nie ma suchej, spękanej skorupy.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • red_boots 17.04.12, 19:40
    To, co napisałaś jest jasne, ale cóż z tego? Jeżeli UVA jest obecne non stop, również w dni pochmurne, przenika przez szyby i ubrania, to w jaki sposób chcesz się skutecznie przed nim chronić? Chodzić non stop z parasolką, nosić specjalne ubrania anty-UV czy smarować się co 4 godz. filtrem? Sorry, dla mnie szkoda zachodu. Oczywiście możesz trochę zmniejszyć styczność z UV unikając solarium czy słońca, ale nie uciekniesz przed tym.

    Co do koleżanki: jeżeli rzeczywiście często i gęsto korzystała ze słońca i solarium, to skóra mogła jej się szybciej postarzeć już od samego wysuszenia, jakie obydwa fundują. Mogło też mieć na to wpływ sporo innych czynników, jak geny, hormony, dieta, ogólny stan organizmu. Nie neguję tego, że UV działa postarzająco, bo to jest udowodnione, ale jest to zapewne jeden z wielu czynników i coś, na co mamy mały wpływ.
  • kis-moho 18.04.12, 10:31
    > To, co napisałaś jest jasne, ale cóż z tego? Jeżeli UVA jest obecne non stop, r
    > ównież w dni pochmurne, przenika przez szyby i ubrania, to w jaki sposób chcesz
    > się skutecznie przed nim chronić? Chodzić non stop z parasolką, nosić specjaln
    > e ubrania anty-UV czy smarować się co 4 godz. filtrem? Sorry, dla mnie szkoda z
    > achodu. Oczywiście możesz trochę zmniejszyć styczność z UV unikając solarium c
    > zy słońca, ale nie uciekniesz przed tym.

    Jakieś w tym wątku trochę widzę takie dramatyczne podejście typu albo rydz albo nic. Skoro UV i tak nas dopadnie podstępnie za parasolką czy szybą, to po co się przed nim w ogóle chronić. Wiadomo, że się nie ucieknie kompletnie przed UV (ale czy to taki dramat?), ale można dostosować ochronę do własnych potrzeb i albo nie leżeć plackiem na plaży pół dnia i nie chodzić na solarium, albo dodatkowo też stosować filtry na twarz czy na całe ciało - co komu potrzebne. Każdy ma inną skórę, mniej lub więcej przebarwień, i musi sobie dobrać odpowiednią ochronę, która mu nie psuje przyjemności z życia.
  • red_boots 18.04.12, 19:32
    Nie miałam zamiaru uderzać w dramatyczny ton :) To, co pisałam w postach wyżej odnosiło się do fotostarzenia, którego nie możemy uniknąć ze względu na obecność UVA, ale możemy się w jakimś stopniu chronić, stosując filtry itd. Napisałam też, że dla mnie szkoda zachodu, bo nie chce mi się bawić w codzienne filtrowanie, bieganie z parasolką itd. po to, żeby uniknąć fotostarzenia. Jeżeli ktoś chce czy musi stosować taką ochronę, niech stosuje, mnie nic do tego.
  • kaga9 16.04.12, 22:55
    Heliamphoro, nie potrafię pomóc, nie znam potrzebnych Ci smarowideł, ale chciałam udzielić wsparcia:) To znaczy rozumiem Twoją solaryjną desperację. W przeciwieństwie do Ciebie wprawdzie dysponuję wstrętną, bladoróżową karnacją ( w tym śmiertelnie białymi nogami), w żaden sposób niereagującą na słońce, ale jestem w stanie sobie odcień skóry odrobinę ocieplić właśnie w solarium. Po kilku krótkich seansach osiągam blady beż i szlus, dalej nie idzie. Ten kolor większość Polaków ma na sobie nawet zimą;) Nie chciałabym rezygnować z solarium, mimo że nikt niewtajemniczony nie powiedziałby, że tam w ogóle bywam (a i tak bywam zaledwie kilka razy w sezonie gołych nóg). Twarzy nie opalam, bo czasem mi coś od słońca wyskakuje, więc ręczniczek na łeb i tyle. Trudno.
  • lonely.stoner 17.04.12, 21:17
    widze ze duzo osob sie wypowiedzialo na temat tego jakto promienowanie jest demonizoane, troche jest- wiadomo ze jakas tam dawka jest nam potrzeba chociazby po to zeby wit. D wytworzyc, ale z drugiej strony - tak racjonalnie- to niestety statystycznie co roku przybywa co raz wiecej osob ktore choruja na raka skory albo majatego typu zmiany- i jest to wlasnie wynik nadmiernej ekspozycji na promieniowanie (sloneczne albo solaryjne). Statystyki raczej nie sa zdemonizowane ;)
    --
    I myself have never been able to find out precisely what feminism is: I only know that people call me a feminist whenever I express sentiments that differentiate me from a door mat or a prostitute. ~Rebecca West,

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.