Dodaj do ulubionych

na Panie w piekarni

17.08.15, 22:59
znacie takie powiedzenie „nie pali się, nie piekarnia”? Jasne że znacie, każdy zna. A czy w piekarni się pali? Oczywiście że się pali! Jak ktoś ma wątpliwości, niech wpadnie rano do piekarni na rogu Reja i Legionów. Tam się pali co dzień rano, oprócz niedzieli.

Jak stoję tam w kolejce, z góry układam sobie w głowie co mam powiedzieć. Bo ważne jest każde słowo. Słowa zbędne zabierają czas, a przecież się pali. Nie ma mowy żeby powiedzieć na przykład: „dzień dobry pani. Poprosiłbym dwie drożdżówki i może jedną amerykankę” a potem, jak już ciastka wylądują na ladzie, zapytać „a jest jeszcze słowiański?” i na twierdzącą odpowiedź odpowiedzieć „a to poproszę jeden i pięć kajzerek”. Takie coś jest niedopuszczalne, bo po pierwsze pani zza lady musi dopytać z czym chcesz te drożdżówki, a po drugie będzie miała puste przebiegi dwa razy latając do półek. Prawidłowa wersja brzmi: „proszę dwie drożdżówki z dżemem, jedną amerykankę, słowiański i pięć kajzerek”. „Dzień dobry” można sobie darować.

Te dziewczyny zza lady są niesamowite. Słyszałem, że maklerzy giełdowi na Wall Street wytrzymują góra 5 lat, po czym albo popełniają samobójstwa, albo zapijają się, albo odchodzą do jakiejś innej pracy. Myślę że ci maklerzy to mają wiśniowy sad w porównaniu z paniami z piekarni na rogu. Pamiętacie stare nieme filmy, kiedy ludzie poruszają się w takim dziwnym, przyspieszonym rytmie? One właśnie tak się poruszają na żywo. Gdyby je nagrać i puścić w tamtej konwencji z lat 20-tych, prawdopodobnie ich ruchy byłyby nawet zbyt szybkie, żeby je zauważyć.

Te dziewczyny prawie nic nie mówią. Raz, że to dodatkowy wysiłek. Dwa, że to zabiera czas. One nawet nie strofują klientów że się zastanawiają, nie wiedzą, guzdrają się, zmieniają zdanie. One wiedzą że to nic nie da, że to tylko przedłuży proces. Jak ktoś się guzdra szukając drobnych, natychmiast przechodzą na multitasking i pytają następnego co podać. Ich każdy ruch jest obliczony, wiedzą że torebki są po lewej ciastek więc jak klient bierze chleb i ciastka lepiej zacząć od tych drugich, bo inaczej trzeba będzie wykonać ruch „pod prąd” po torebkę i wrócić do ciastek. Najbardziej je podziwiam podczas pracy zespołowej, te dziewczyny są lepsze niż tenistki grające w deblu, nigdy się nie zderzą, zawsze perfekcyjnie się omijają, jakby wcześniej uzgodniły „ty zawsze po zewnętrznej, ja zawsze po wewnętrznej”.

Zawsze mnie korci, żeby z nimi zażartować, bo to piękne i sympatyczne dziewczyny. Ale nigdy się nie ośmieliłem. Równie dobrze mógłbym pytać ratownika pospiesznie robiącego komuś resuscytację „o, ale on gruby, nie męczy się Pan tak?”. Albo pingpongistę w trakcie szybkiej dramatycznej wymiany: „ale ten skośny dziwnie trzyma paletkę, co nie?”. Albo powiedzieć do pani w piekarni na rogu: „ee pani się tak nie spieszy, nie pali się, nie piekarnia!”
Edytor zaawansowany
  • mmmm-457 08.03.18, 12:34
    wzgórze emerytów i meneli… dzień roboczy, lekko przed południem, skrzyżowanie Kopernika i Legionów: starsi ludzie powoooli, z siateczkami, po chlebek albo mleczko… na kursie poprzecznym inni starsi ludzie, do przychodni, z laseczkami, ledwo zdążą przejść na zielonym… obok krzaczków na skwerku wróbelki i lumpy, w pełnej symbiozie wolnych stworzeń… i tak by się tu toczyło życie cały rok.

    Ale tak jest tylko przez lipiec i sierpień. Bo przez resztę roku jest szóstka.

    Nawet jak ostatnio były mrozy minus pięć to bez kurtki, w grupkach po dwu-czterech, szybkim krokiem do piekarni i spożywczego. Wśród zapachu świeżego chleba zmienia się środowisko audio: kwestie ile się dziś czeka do kardiologa i czy chodził już listonosz z emeryturą zostają zdominowane przez problematykę przebiegu zmienności funkcji i jakie apki są najlepsze do wideoblogowania spod androida. A dziś jeszcze dodatkowo tłok w kwiaciarni, ale ze strzępów rozmów nie udało mi się zorientować czy to dla pań nauczycielek czy dla panien koleżanek; zdecydowanie przeważa opcja jedna róża sauté, raczej herbaciana niż czerwona, karty zbliżeniowe w akcji, piiik, piiik..

    Zjeżdżają z całego miasta żeby w taktowanych czterdziestopięciominutowo krótkich sekwencjach normalizować strukturę społeczną Wzgórza. Dzielnica wózków i przedszkoli z początku lat sześćdziesiątych podlega teraz inwazji z Fikakowa, Kaczych Buków i Demptowa. Tak jak z innych dzielnic 20 lat temu i z jeszcze innych 40 lat temu.

    Oczywiście, trochę się zmieniło. Przedtem nad niesionymi w torebkach amerykankami nie bił w południe Anioł Pański od franciszkanów. Barierki przed szkołą były biało-czerwone, nie sino-stalowe. Na dużej przerwie pod drzewkiem na podwórku naprzeciwko funkcjonowała młodzieżowa palarnia; dziś chyba palenie wyszło już kompletnie z mody. Po szkole niektórzy wpadali do Antałka na Reja; może i dałoby się zdążyć na przerwie, ale chyba nauczycielskie nosy nie tolerowały zapachu piwa na lekcji. Legionów nazywała się Dzierżyńskiego. Najważniejsza różnica polegała jednak na czym innym: wtedy kolejki w piekarni były krótsze; ci, którzy z laskami stoją w nich dzisiaj i przez których przerwa wydaje się za krótka, wtedy byli w robocie.
  • mmmm-458 22.05.19, 22:33
    są głosy u Franciszkanów, których nie cierpię. Niestety, te głosy pojawiają się prawie zawsze. No, może oprócz 7. i 8.30, ale przyznaję się bez bicia, że w niedzielę nigdy nie udało mi się wstać na te godziny. Bo kiedykolwiek przychodzę – 10, 11:30, 13, 16, 18 – zawsze jest to samo. Młodzi parafianie, niektórzy w pozycji horyzontalnej, ale niestety spora część nie tylko że w wertykalnej ale jeszcze z ikrą bożą w nogach przemieszczając się w te i wewte – wyją, porykują, drą się, wrzeszczą, wydzierają, piszczą, płaczą, popłakują, ryczą, zawodzą, łkają, beczą, buczą, kwiczą, gulgoczą, bulgoczą, gdaczą, mamroczą, krzyczą, zarykiwują się, pohukują, gaworzą, i co tam jeszcze. Na mszy jest powiedzmy 150 osób, i wszystkie one są zakładnikami rozanielonych rodziców, którzy ubogaceni bredniami papieża Franciszka, mają w głębokim poważaniu resztę. Mój sposób na tych młodych parafian polega na tym, żeby przyjść na mszę właśnie dla dzieci, o 11:30; jest to jedyna, kiedy otwierają balkon. A na balkonie akustyka jest tak fatalna, że wszystko z dołu – czytania, kazania, porykiwania – dobiega jako wspaniale i profesjonalnie zmiksowane hałasy tła. Ten akustyczny miks jest tak nieinwazyjny, że pomimo niego siedząc na balkonie słyszę szum fal rozbijających się o bulwar, świst wiatru słonecznego nabierającego przyspieszenia między dwa iglicami wieży kościoła, a nawet łagodny terkot terminali kart płatniczych w Żabce na Orzeszkowej pod kościołem. Powiedziałbym, że słyszę wówczas nawet szum własnych myśli, ale to byłoby oczywiście bezczelne kłamstwo.

    Ale do rzeczy.

    Są u Franciszkanów również inne głosy. A zwłaszcza jeden. Nie wiem jak to jest, ale obojętnie na którą godzinę idę (w praktyce 16 albo 18), zawsze go słyszę. A prawdę mówiąc, słyszę go jeszcze w domu, zanim nawet wyjdę, i potem jak już wrócę, przynajmniej przez jakiś czas. Nie mam wykształcenia muzycznego i posiadam jedynie pierwszy stopień umuzykalnienia (znaczy, rozróżniam kiedy grają a kiedy nie), jednak ów głos wydaje mi się… hm… niebezpieczny. Myślicie może Państwo, że ten głos to Głos, znaczy dochodzi Stamtąd, a pochodzi od Niego. Nie, nic z tych rzeczy. Po pierwsze, pochodzi od nie od Niego ale od niej. Pod drugie, nie Stamtąd ale gdzieś z piętra, a może zresztą z parteru, w każdym razie znad mikrofonu, gdziekolwiek on stoi. A czemu niebezpieczny? A, no może głupio przyznać, ale nierzadko idę na mszę żeby tylko żeby posłuchać tego głosu. Znacie Państwo latarkę z funkcją telefonowania? No to podobnie w tym przypadku, spektakl muzyczny z funkcją modlenia. Jak ktoś nie ma ochoty jechać do Opery Bałtyckiej, może wpaść do Franciszkanów. Modlenie się jest nieobowiązkowe, byle nie przeszkadzać modlącym się. Najprawdopodobniej będę wśród nich. I gdzieś tam, nad mikrofonem, również ona. Pewnie mijamy się czasem na Focha, albo w Lewiatanie na rogu. Nie znam jej twarzy. Ponieważ jestem żonaty, nie mam żadnych niewłaściwych myśli ani żadnych nadziei. No poza jedną, oczywiście. Że znowu usłyszę ją następnej niedzieli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka