Re: Mnie nie ciągnęło do brydża, ale moi kumple t
surfer555 napisał:
>Mnie nie ciągnęło do brydża, ale moi kumple tłukli w niego po
>nocach.
Na poczatku,po amatorsku to tak to wlasnie wychodzi,ze najczesciej
gra sie w weekendy po nocach.
Jak przejdziesz ten wstepny etap,to sa turnieje zawodowe.I to juz
jest wyzsza szkola jazdy.Najwieksza roznica to szybkosc,bo licytacja
razem z rozgrywka jednego rozdania trwa np 4 minuty i karty kladziesz
przy sobie,bo pozniej tymi samymi kartami gra nastepny stolik.
Na swoim pierwszym turnieju,gdzie bylo 54 pary zajelismy 29 miejsce i
jako JEDYNA para bylismy niestowarzyszeni,bo reszta to pierwsza i
druga liga.Wszyscy patrzyli sie na nas jak malpy na gwiazdy,ze my w
zadnym klubie nie gralismy.Pozniej juz prywatnie gralem z polskimi
czolowymi parami i ich ogrywalem.
Trzeba miec dobrego partnera i sporo czasu do tego.Moj partner byl
raczej sredni i pil na dodatek.
> koń wyskoczy, trzymając się tylko grzywy, i tak z km polną drogą.
>To nie kłus, ale galop na maxa. Szkoda gadać, to było szaleństwo!
Dziadek nawet mial siodlo,ze strzemionami itd,ale jak prowadzisz
konia na pastwisko,to siodla nie zakladasz.A ja jak wracalem z laki i
juz wdrapalem sie na konia,to tylko krzyknalem na niego i kopnalem go
lekko,a on galopowal jak szalony.
> Ja z moim mam niewiele wspólnego.
A jak to sie stalo,ze gral w tenisa i zaprzestal?
Powinienes byc dumny.Skonczyl studia,ma dobra prace i o to wlasnie w
zyciu chodzi.
> Ty natomiast, masz duży wpływ.
Syn jest taki jak ja.Ja sie dobrze uczylem,ale sie specjalnie do
niczego nie przykladalem,a to juz nie ten kraj i nie te czasy!
W tak wielkim miescie jak NYC jest szalona konkurencja i bardzo
waznym jest by dostac sie do najlepszej szkoly i miec jak najlepsze
stopnie,bo to otwiera droge do najlepszych uczelni.
Ostatnio syn zapisal sie do kolka szachowego w szkole,bo za to sa
dodatkowe punkty,a on w podstawowce bardzo dobrze gral i naturnieje
jezdzil.W gimnazjum odpuscil,bo nie bylo w szkole szachow.
Teraz spotkal w tym kolku b.dobrze grajacego Polaka i co wieczor
przed snem rozgrywa co najmniej 2 partie na kompie z innymi graczami.
Podgladam go i czasami mu pomagam,bo moj ojciec gral b.dobrze i nawet
w lidze w Warszawie przez jakis czas.Ja nigdy tak dobrze nie
gralem,bo szachy mnie nie interesowaly,ale troche mnie ojciec
nauczyl.Niestety ja ojca w brydza nie nauczylem grac,bo dla niego
karciane gry byly niepowazne.
Syn juz prawie dochodzi do mojego poziomu w szachach,a w brydza
jeszcze go nie uczylem.Moze sie nigdy nie nauczy,jak jego dziadek.