Finał paryski zakończył się ostatecznie zwycięstwem Djokovicia, czym ja bynajmniej nie raduję się, wolałem bowiem Monfilsa. Wielu twierdzi, że Francuz to błazen, i mają może trochę racji - ale jest to w takim razie błazen sympatyczny, nie traktujący samego siebie przesadnie serio. Djoković jest natomiast błaznem ponurym. Ten gość nie umie się normalnie ucieszyć z udanego zagrania czy wygranego meczu, tylko groźnie wtedy ryczy, wywraca złowrogo ślepiami i w ogóle stroi "złe" miny. Tam gdzie naturalną ludzką reakcją byłaby radość, widzimy nagle demonstrację wściekłości i agresji nie wiedzieć czym spowodowanej i przeciw komu zwróconej. Uważam to za idiotyczną i antypatyczną pozę, niestety bardzo dziś na arenach sportowych (i nie tylko) rozpowszechnioną. Nole jest jednym z długachnego dziś szeregu pajaców, którym wydaje się, że nadając swym emocjom zewnętrzną formę agresji, szczerząc kły, marszcząc brwi itp. będą bardziej "męscy". A we mnie bebechy się przewracają, gdy taką ponurą błazenadę oglądam.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.