Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Niespodzianki, fascynacje i odkrycia AO 2015

    IP: *.dynamic.chello.pl 17.01.15, 14:19
    Na AO nie bywa po bożemu. Ten pierwszy w roku szlem, zawsze obfituje w niespodzianki, zaskakujące składy półfinałów, odkrycia i tajemnice.
    Powszechnie to bardzo lubiany szlem, pierwsze wielkie otwarcie, poprzedzone długim oczekiwaniem, któremu nieustająco towarzyszy pewna niewiadoma i jakaś tajemnica.
    W tym roku i w tym szlemie wyjątkowo nie rysuje mi się jakaś konkretna opcja na odegranie znaczącej roli, bądź roli głównej. Za dużo niewiadomych, nie ma pewniaków, ale spekulacje nie zaszkodza, tym bardziej, że chętnych i odważnych do przewidywań jak zwykle nie ma. Myślę, że Wawrinka tytułu nie obroni, Federer też kolejnego szlema nie zaliczy, bardzo wątpię w Nowaka, a z czwórki najlepiej powinien poradzić sobie Rafa, chociaż z kolejnym tytułem nie bardzo go widzę.
    Sądzę, że tradycyjnie dojdzie do większej niespodzianki, która dotrze co najmniej do finału i może być to ktoś, nie brany pod uwagę.
    Jest paru zawodników i zawodniczek pracujących efektywnie, wyłączonych szczęśliwie z szumu medialnego, za to mocno skupionych na realizacji precyzyjnie opracowanego planu. Mam na myśli głównie Czechów, Australijczyków, Kanadyjczyków, Rosjan, może jakiś Kanadyjczyk. Sądząc po grze i wynikach, chyba w życiowej formie jest Vesely i przynajmniej dwie jego rodaczki, daleko powinien zajść jeden z młodych Australijczyków. Kolejne widoczne postępy zrobił Raonic, przestał rąbać, zaczął grać, ewidentnie poprawił bh i chociaż za jego osobą nie przepadam, jego gra zaczyna mi się podobać, może przy szczęśliwym układzie zajść nawet daleko. Coś zmieniło się również u Berdycha, Ferrera, ale to nie są gracze formatu kwalifikującego do tytułu WS.
    Może też w tym szlemie ujawnić się zupełnie nowy klejnot, co daj Boże, bo szczególnie u panów zapotrzebowanie na perły, perełki i brylanty jest wyjątkowo duże.
    U pań wielkich odkryć się nie spodziewam, natomiast myślę, że z całej okazałej plejady młodości, jaka zaprezentowała się w ubiegłym roku, któraś śliczna w tym szlemie błyśnie.
    Z nowych młodych bardzo spodobała mi się Gawriłowa, ale to pieśń przyszłości. Pretendentkę do tytułu prędzej upatrywałbym w już doświadczonej gwardii, nie za młodej, nie za starej, ale bojowej i jarej, czyli Rosjanka, Czeszka, Kanadyjka, albo Amerykanka.
    Będą hity, zaskoczenia, będzie dużo dobrego tenisa i jeśli tylko obsada komentatorska stanie na wysokości zadania, będzie wyważone komentowanie, a nie kibicowanie i balonu pompowanie /co niestety jest bardziej prawdopodobne/, to czekają nas piękne noce i dnie.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 18.01.15, 10:30
      JJ nie zagra z Del Potro, tylko Japońcem Hirokim Moryą, który jako LL zastąpi kontuzjowanego JMDP.
    • 20.01.15, 00:38
      Gość portalu: Luka napisał(a):

      Z nowych młodych bardzo spodobała mi się Gawriłowa

      Teraz rozumiem dlaczego Rosjanka Gawrilowa dostała dziką kartę i skąd Twoja fascynacja
      nią.Ona po prostu miała coś ugrać w barwach Australii.Niestety odpadła w pierwszej
      rundzie i zawiodła kangurów.W celu poprawienia siły reprezentacji Australii w jej
      barwach wystąpi również Chorwatka Ajla Tomljanowicz.
      Ciekawe jak się spisze nowa gwiazda australijskiego tenisa.
    • 20.01.15, 04:09
      Australia najwyrazniej wydaje sporo kasy na "stypendia" dla tenisistow bo poza Gavrilova i Tomljanovic gra tam Gajdosova.
      Tatishvili nie brala obywatelstwa amerykanskiego bo chciala wyludzic troche kasy ze zwiazku,ale w USA kasy do reki nie daja.
      Owszem znajdzie sie trener w osrodkach treningowych,zaplaca tez za przejazdy ale to nie jest np pol banki jakie dostaje sie w Australii.
      UK tez wywalilo kupe kasy na Murraya i jak byl gamon tak pozostal.
      Kazachstan tez daje sporo kasy.
      Tomljanovic mnie zawiodla,bo zamiast sie wziac ostro za granie to ona idzie na latwa kase.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 20.01.15, 17:29
      Dziesięciu reprezentantów Gospodarzy, w tym siedmiu panów zameldowało się w drugiej rundzie i to jest niezły bilans, chociaż realne szanse na co najmniej oczko więcej, ma co najwyżej panów dwóch, w tym jeden bankową. W temacie szans Kangurzyc się nie orientuję.
      Zastrzegając, że nie wszystko obejrzałem, z tego co widziałem, to najciekawsze i najbardziej widowiskowe mecze pierwszej rundy, to dwa wczorajsze z udziałem Kyrgiosa i Kokinajkisa, oraz dzisiejszy francuski deser. Bardzo podoba mi się gra młodego Pouille i myślę, że z tej mąki kiedyś będzie chleb, jeśli będzie miał szanse mierzyć się z najlepszymi, ma potencjał, brakuje mu trochę umiejętności i najbardziej doświadczenia.
      Nie było meczu JJ-a z DelPo, to będzie z Gaelem i powinno to być dobre widowisko, którym jednak na Polaka bym nie postawił.
      Póki co, specjalnych niespodzianek nie było, powinno coś zadziać się w trzeciej rundzie, a od czwartej pewnikiem będzie naprawdę ciekawie. Dobrze zaprezentował się Key, nieźle Rafa, reszta na swoją miarę, więc na diabełka, co wyskoczy z pudełka trzeba poczekać
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 20.01.15, 18:20
      na razie Federer gra koncertowo, i Nadal też idzie w dobrej formie, więc przypomina się forma sprzed 5 lat.

      mnie się ten Kei nie podoba no, kiedyś to on fajnie grał. to co zrobił z nim Chang, to tragedia jest bo to Chang bis prawie jest. taki niepozorny tenis tyle co starczy bez żadnych fajerwerków. poprawność taka i nic więcej. Almagro wyglądał bardzo dobrze, jak na faceta bez roku gry, co prawda zasapał się trochę, ale jeśli to początek powrotu do formy to dobrze żeby jeszcze ten tenisista wrócił bo taki tenis jest 100 x lepszy niż dzisiejszy Nishikori.

      nie zachwycam się żadnym Pouillem, i na coś się zdecyduj. brakuje mu umiejętności, to podoba Ci się czy nie podoba? usłyszałem dzisiaj że jest najlepszy technicznie z najmłodszego pokolenia. no tak, Thiem, Vesely, Goffin, Tomic, Zverev mają pewnie gorszą technikę.

      a ja postawiłem na Monfilsa i już na pierwszej rundzie był kursik 3x. więcej takich Pouillinów i będzie można zbić fortunę na pojedynczej rundzie! mecz był od pierwszej piłki do całkowitego przewidzenia! szkoda że ostrożnie postąpiłem z Hradecką bo bym mógł sobie już kupić nowy dom. kursy były kilkaset!!!! a na Anę nie raz już można było przecież liczyć.




    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 20.01.15, 21:25
      Trudno wyobrazić sobie koncertową grę Feda z ponad trzydziestoletnim grajkiem z końca piątej dziesiątki i bez osiągnięć, jeśli sety wygrywa ledwie jednym przełamaniem, chociaż może faktycznie musiał wznieść się na szczyty i zagrać koncert, żeby wygrać. Podobnie zawodzi mnie wyobraźnia co do porównań aktualnej formy Fedka i Rafy, do tej z 2009r.
      Almagro widziałem w jakimś fragmencie i podoba mi się jego śmiały i bezkompromisowy sposób gry, dobrze ułożony technicznie tenis, natomiast średnio podoba mi się, że jego gra jest w każdej sytuacji czystą improwizacją, co Ty uznajesz za zaletę, a ja preferuję również umiejętność gry koncepcyjnej, z pomysłem, w której improwizacja jest jednym ze środków służących do realizacji swojego planu i na własnych warunkach.
      Gra Pouille`a podoba mi się, potrafi już dużo, resztę ma czas poprawić. Nie jest tak, że podobają mi się tylko gracze uformowani, kompletni, doskonali w każdym calu.
      Zupełnie nie przepadam za taką modelową grą Djokovica, która kojarzy mi się bardziej z produktem fabrycznym, niż dziełem. Federer potrafił niegdyś stworzyć dzieło artystyczne, teraz już posługuje się najczęściej prefabrykatami, ale potrafi chociaż miejscami dziergać pięknie. Nadal artystą nigdy nie był, ale jest twórcą wielkim i oryginalnym, do tego swój warsztat i swoje dzieło nadal doskonali nie zatracając autorskiego szlifu, nadal poszukuje, nadal, nadal….Nadal.
      Nishikori to zupełnie inna bajka, moja ulubiona i nie ważne jak się kończy, ważne że ogląda ją się z wielką przyjemnością, zawsze.

    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 20.01.15, 23:45

      słuchaj się mnie a dobrze na tym wyjdziesz.

      Federer zagrał jak w AO 2010. od tego czasu nie grał lepiej w żadnym turnieju w którym go widziałem. Lu zagrał najlepszy mecz jaki w jego wykonaniu widziałem, a jak sam przyznajesz trochę lat była sposobność go oglądać.
      Rafał zagrał jak za dobrych lat, na AO często wypadał w latach o których mówimy słabiej.

      widziałeś ten finał w Brisbane z Raonicem? Federer zagrał lepiej z Lu tylko z dużo większą lekkością. można się czepiać że Federer może nie identycznie gra jak w 2008, czy 2009, albo AO 2010 (to ostatni turniej na miarę jego dawnych możliwości przynajmniej ze szlemów), ale to tak jak byś od Agassiego s 34 roku życia oczekiwał że będzie grał jak w wieku 26. grał nawet lepiej, ale już nogi tak nie niosły, skuteczność relatywnie była mniejsza. ilość gemów jakie ugrał Lu o niczym nie przesądza, po prostu grał tak dobrze jak umiał, a jak ktoś gra na swoje 100% to przy swoim serwisie i kilka gemów w secie przytrzyma. zdecydowanie bardziej mi się podobał Lu niż Nishikori w pierwszej rundzie.

      Almagro jest zbyt uderzanym tenisistą, to prawda, ale gościa w pełnej ofensywie, od tego do jakiego poziomu zniżyła się gra Nishikoriego pod okiem Michaela Changa, który zrobił z niego przebijacza jak Ferre podzielony przez Djokovic. wiadomo że chłopak ma talent bo go sam odkryłem ale to w jakim kierunku ewoluował jest na prawdę działaniem niegodnym pochwały. te skośne akcenty w jego sztabie mi się nie podobają. Chinka Li, Chang, zaraz może będzie Lu. powinien jeśli już pomyśleć o tym żeby mu doradzał Rios. mówiono kiedyś na niego "China".

      Nadal jest artystą. artystą rzemieślnikiem. jest rzemiosło artystyczne i są inne formy sztuki. zapewne bardziej wartościowe są te metafizyczne, i intelektualne. ja nie tyle lubię intuicję ile lubię indywidualizm i grę na własnych warunkach. w tym wypadku gra nie może być podporządkowana niczyjej redakcji. plan może być byleby nie był najbardziej opłacalny, czyli nudny i przewidywalny. czyli koncepcja może być że najpierw zagram mu 3 razy na ciało pod nogi 1 cm nad siatką płaską lufę, a potem skrót 23 cm za siatkę 1 cm nad siatką w lewą linię serwisową z forhendu, a potem mega topspin balona loba w róg bekhendowy gdzie kozioł wyląduje na widowni i tak się kreuje ryzykowną i ciekawą grę. a lifciki metr nad siatką w karo serwisowe i się cieszy że punkt zdobyty. zero ambicji w takiej grze. mnie się podobało jeszcze jak kiedyś Cipolla grał taki mecz z Wawrinką na Roland Garros każdą piłkę liftując miękko na środek a ten nie wytrzymywał i wywalał za kilkunastym razem w aut bo nie dało się tego zaatakować.

      z Federerem problemem jest ta nowa rakieta. zapoznał się z nią ale odtąd już jego tenis nie będzie wyglądał nigdy tak technicznie atrakcyjnie jak kiedy grał 90tką.

      odkąd Big Mac wyraził pochwałę na temat JJ, warto będzie obejrzeć Janowicza z Monfilsem. będą świetne sure bety.





    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 21.01.15, 21:27
      Nie oglądałem Feda z Lu, bo chyba nie był to zbyt atrakcyjnie zapowiadający się mecz.
      Nie potrafię nawet przy dużym wysiłku i maksimum dobrej woli wyobrazić sobie, że w takim meczu pierwszej rundy Fed grał swój najlepszy życiowy tenis. Zresztą nawet do głowy by mi nie przyszło w pierwszym meczu AO z nie rozstawionym zawodnikiem oczekiwać światowego poziomu, czy gry Feda, tej z najlepszych lat, co najwyżej mogę dać wiarę, że zagrał dobry mecz i tyle, zresztą kolejne mecze najlepiej to zweryfikują.
      Dużo bardziej moją uwagę przyciągają mecze młodej awangardy i nowych graczy, czy robią postępy, w jakich sferach, a czas oceny gwiazd, to nie na tym etapie, ten czas dopiero przyjdzie.
      Życie jednak bywa brutalne i zupełnie niespodziewanie ciężki czas dopadł już w drugiej rundzie Szarapową i Nadala. Oboje przeżyli istny horror, oboje wrócili z niebytu.
      Dramat Rafy rozegrał się na podłożu jakiejś paskudnej, prawdopodobnie żołądkowej niedyspozycji i któryś kolejny raz unaocznił i potwierdził, jak wielkim jest sportowcem i człowiekiem. Pokazał nadludzką moc i wolę walki z własnymi słabościami, wielki charakter wybitnego sportowca, wyróżniającego się również pod tym względem w panteonie wzorców i sław. Bywają takie mecze, które niezależnie od fazy turnieju, czy rangi, pozostają w pamięci, wyciskając swoją wyjątkowością trwałe piętno i takim meczem był dzisiejszy mecz Rafy ze Smyczkiem. Ten mecz zostanie zapamiętany nie ze względu na żaden poziom, nawet nie samą dramaturgię, ale bardziej na dramat człowieka i jego walkę z sobą samym, walkę wygraną siłą woli, siłą nadzwyczajnego charakteru niezwykłego człowieka.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.15, 22:51
      Rzemiosło artystyczne w odniesieniu do gry Rafy może być, ale w kontekście tenisowych umiejętności nie nazwał bym Go artystą. Nie każdy wielki twórca musi być, czy jest artystą.
      Artyzm odnosi się bardziej do formy i subtelnych środków użytych przy konstrukcji dzieła, ale nie zawsze jest miarą wielkości. Formy bywają różne, ale to nie samo piękno przesądza o epokowości dzieła, tylko wartość jaką niesie i jaka przetrwa dla pokoleń.
      Artyzm w tenisie, podobnie jak w sztuce kojarzy się bardziej z finezją i subtelnością,
      dlatego elegancki styl i subtelności techniczne w moim przekonaniu zdecydowanie odnoszą się do Feda, natomiast wartość i wielkość sztuki Rafy tkwi zupełnie w czymś innym.
      Wynika z unikalnej formy środków, jakimi wypracowuje dzieło nasycone duchem i w Jego przypadku, to właśnie siła ducha i wola walki jest motorem twórczym takiej, nie innej gry, a nie nadzwyczajny talent, czy inne powszechnie dominujące przesłanki.
      Taki, nie inny bilans zwycięstw z Federerem, nie wynika z większej skali umiejętności, czy talentu, tylko z dużo większej siły charakteru i osobowości, z którą Roger nie jest w stanie skutecznie się mierzyć. To duch walki i siła ducha jest Rafy inspiracją i wyzwaniem, motywuje do doskonalenia i poszukiwania, do bycia jeszcze lepszym, a nie chęć zdobycia punktów, byle wygranej z uwagi na apanaże, poklask, czy miejsce w rankingu. Zawsze chce wygrać w sposób sportowy, szanuje każdego rywala, duch sportu jest w nim, a On uosabia go w każdym calu i w każdym aspekcie sportowej, także życiowej drogi. Jeśli patrzeć od tej strony, to faktycznie piękno Jego ducha i sztuka Jego walki, czynią go również wielkim Artystą.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.15, 01:02
      od dawna Eksperci spierają się o definicje i granice sztuki.

      od dawna też trwa nieustanna dyskusja co jest już sztuką a co jest twórczością. czy też kto jest twórcą a kto artystą, nie zestawiając ze sobą tych 2 znaczeń na równi.

      w wąskim temacie już samych sztuk pięknych dzielimy artystów na tak zwanych wykonawców i twórców. tak więc twórca nie zawsze musi być wykonawcą, a wykonawca może być artystą.

      osobiście narodziny prawdziwej sztuki upatruję od czasów futurystów włoskich w których to narodził się konceptualizm. o dziele nie decyduje jego forma, ale jego koncepcja. nie jest istotne tak z czego zbudowane jest dzieło ale to co ono ma przedstawiać zdaniem artysty. za formą kryje się więc wyższa i inteligentna koncepcja. i tu pojawia się pole do działania Znawców Sztuki i Krytyków bez których jej istnienie jest zagrożone, ponieważ to oni odnajdują jej kontekst. i tak w dziele twórczej krytyki o wartości dzieła przesądza przede wszystkim jego Interpretacja.

      dlatego sztuka wysoka jak i tenis wysokich lotów nie mogą się obejść bez prawdziwych Znawców którzy jako jedyni mogą w wiarygodny sposób dokonać oceny wartości proponowanego nam dzieła.

      zawsze istniało też jednak coś takiego jak rzemiosło artystyczne, i sztuka użytkowa. dzisiaj jest nim np architektura czy design, a w przeszłości bardziej powiedzmy że ceramika artystyczna.

      jeśli jednak o tenisie mowa, bardziej zwróciłbym uwagę na coś o czym się mniej mówi w codziennych rozmowach o sztuce a co nazwałbym czymś w rodzaju duszy artystycznej, czy zmysłu artystycznego, którego jedni są pozbawieni, a inni kierują się nim przez całe życie odciskając piętno na tym co robią. to artystyczne podejście jest właśnie podstawowym kryterium klasyfikacji tenisistów, bez którego dokonywać realnej oceny wartości tenisowej zawodnika. jest też z najważniejszych druga strona medalu, czyli robienie z jednej, czasem jedynej dziedziny życia swoistej sztuki. niekoniecznie ktoś musi mieć tak od razu wyczuwalny zmysł artystyczny, jednak w tym co robi próbuje być swoistym mistrzem. chociaż nie towarzyszy mu żadna wielka wzniosła koncepcja, ani idea, stara się w realizacji czyli samym wykonawstwie dochodzić do perfekcji, po drodze rozkładając swoją dziedzinę na drobiazgi i ostateczne niuanse. jest to właśnie cecha rzemieślnika który swoje rzemiosło wynosi do rangi sztuki, ale tylko w tym zakresie który osobiście robi. nie ma może w tym żadnej wielkiej filozofii, trudno go nazwać artystą, ale nikt inny tak tego nie wykona i jak on nie robi.

      forma na koniec. forma określa dzieło. ale jak wyżej napisaliśmy, najważniejsza jest w nim przekaz i koncepcja. sama czysta forma, jest pozbawiona kontekstu i raczej wiąże się z talentem do kreowania form. adept ASP ćwiczący wprawki choćby miał największy talent do malarstwa, nie zrobi z tych wprawek do końca nawet w ogóle sztuki, a na pewno sztuki przez duże S. jeśli patrzysz na obrazy Rothko czy słuchasz La Monte Younga, to nie jest ważne do końca jaką formę one mają, ale co za nią stoi, i jak ona na Ciebie oddziałuje. czyli forma jest wehikułem do przekazu.

      subtelność ani finezja nie jest cechą sztuki czy artysty. to cecha tylko jednej z wielu wrażliwości. wrażliwość określa spektrum jakie jesteś w stanie odczuć, a nie zakres częstotliwości który jest Ci bliższy. dlatego zawsze zabawnie brzmią komentarze o artystycznym tenisie Radwańskiej, czy Martiny Hingis. to tylko pedalska wrażliwość, czyli jakaś tam delikatność. delikatność może też wiązać się z brakiem potencjału do wytworzenia większej intensywności.

      wracając do Nadala. czy kowal może być artystą?

      oboje wiemy tu, że projektant będzie większym

      oczywiście że nie piękno przesądza o wartości dzieła, ale skala intelektualna i potęga jego przekazu. i co nie możliwe do pominięcia, wysiłek w poznanie jaki musi włożyć odbiorca aby je w pełni odkryć.

      elegancja to tylko jeden ze stylów, bardziej elegancki od Federera na pewno jest Lopez.

      zaczęliśmy od tego że tenis jest sztuką ale każda sztuka ma swoje przeznaczenie. tenis to sztuka walki. pokonanie przeciwnika nie określa jakości czyli poziomu artystycznego, czyli artyzmu sztuki, ale to w jaki sposób dąży się do celu.





    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.15, 22:56
      Z całą pewnością nie każda twórczość jest sztuką i nie każda sztuka jest twórczością. Sztuka kopiowania nie jest twórcza, tylko odtwórcza, ale jest to też sztuka, tyle że jej wartość jest nie współmiernie niższa. Tak samo nie każdy twórca jest artystą i nie każdy artysta jest twórcą, dlatego nader cenieni są ci twórcy, którzy potrafią być artystami, chociaż w tenisie artyzm jakkolwiek mile widziany, niezmiernie rzadko ma przełożenie na sukces.
      Pomijając bardzo kontrowersyjny czas, jaki wg Ciebie zapoczątkowuje istnienie sztuki, z sednem tego o czym piszesz trudno się nie zgodzić w wymiarze ogólnym i w odniesieniu do dziedzin sztuki. Natomiast nieco inaczej wygląda to w odniesieniu do innych dziedzin, chociażby sportu, gdzie tylko w nielicznych dyscyplinach wartości artystyczne, czy estetyczne stanowią w jakiejś mierze o wartości dzieła i są oceniane przez ekspertów. W tenisie sztuce umiejętności niezwykle rzadko towarzyszy artyzm, znacznie częściej oryginalna twórczość, która bywa sztuką, niekiedy wielką sztuką, unikalnie sztuką artystyczną. Forma, styl, estetyka gry, mają znaczenie i znajdują przełożenie wyłącznie w ocenach i lokowaniu sympatii oglądających, natomiast nie mają prostego, bezpośredniego, czy żadnego wpływu na wynik.
      Artysta nigdy nie kalkuluje, idzie za tym, co mu w głowie i duszy gra, co mu podpowiada wyobraźnia, a im bujniejsza wyobraźnia, tym ryzykowniejsze i bardziej szalone poczynania, które albo Olimp, albo piekło zwiastują. Zwyczajna opłacalność skłania do kalkulacji i zachowawczości. Do tego ucieka się teraz coraz częściej Roger, Djodko, natomiast nie stosuje tego Rafa, Werdasco, Lopez, spora plejada młodych nadziei i miejscami starają się uciekać od tego na miarę swoich możliwości, niektórzy przebijacze, a życie pokazuje że i kowal może być artystą.
      W tym szlemie, póki co szaleństw nie ma, ale czuć miętą przez rumianek, że coś się kroi, tyle, że nie wiadomo co i kto.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.15, 23:53
      dlatego zawsze mówiłem że wynik w tenisie nie ma znaczenia. a artysta niecodziennie ma natchnienie

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.15, 15:10
      Bardziej racjonalnym, niż emocjonalnym podejściem do meczu, niespotykaną jak na niego dozą cierpliwości i w miarę chłodną głową. W efekcie zagrał całkiem dobry mecz, wygrał z faworytem i przeszedł do trzeciej rundy. Można powiedzieć, że poniekąd przeszedł samego siebie, wykazując opanowanie w zakresie wystarczającym do pokonania średnio usposobionego psychicznie i fizycznie Francuza. Zaskakującym też był poniekąd klasyczny przebieg meczu dwóch najbardziej szalonych i nieprzewidywalnych w swoich poczynaniach showmanów, z których tym razem żaden nie miał ochoty na show, a jeden tylko miał trochę większą na win i był to Polak, którego można ostrożnie podejrzewać, że zaczyna wyrastać z krótkich majtek.
      Podsumowując drugą rundę można stwierdzić że na antypodach jeszcze cisza przed burzą , są błyski, blaski, rosną apetyty, ale na ogień i hity trzeba jeszcze chwilę poczekać, byle warto.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.15, 10:37
      Poległ niechlubnie ugrywając raptem jednego seta z Seppim, z którym wcześniej wygrywał bez najmniejszego problemu dziesięć razy. Obejrzałem sobie ten „tenis życia”, który bardziej przypominał tenis cienia, a raczej cień cienia zamierzchłej świetności.
      W tej fazie WS, to nawet ja nie przewidywałem wypadu, oceniając że do ćwiartki powinien doczłapać.
      To tylko pierwsza niespodzianka, za to przedniego kalibru i z całą pewnością nie ostatnia. Myślę że będzie jeszcze bardzo ciekawie, czego wszystkim sympatykom tenisa życzę.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.15, 15:40
      Roger potwierdził tylko że z odciskami się nie da grać. dziwi mnie tylko dlaczego odciski mają zawodnicy którzy notorycznie trzymają rakietę w ręku? mnie się zawsze wydawało że jest to kwestia przyzwyczajenia i wyrobienia "naskórka". no i skórzanej rączki. ja gram zawsze skórzaną owijką więc ambitniej niż Federer. ale z odciskami to nie gram, a parę razy mi się zdarzyła zdarta skórka.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.15, 21:37
      Ty myślisz, że paluszek, a ja myślę że główka, coraz bardziej słabiutka główka.
      Do tego główka która myśli że jest najwspanialsza, nie będzie się przejmowała jakimś nie rozstawionym Włochem, bo skoro dziesięć razy został sponiewierany, to makaroniarz podkuli ogon i rączka będzie się trzęsła.
      Rączka zaczęła się trząść, tyle że Maestro i z pewnością nie przez paluszek, odciski, taką, czy inną owijkę, które zupełnie nie przeszkadzały wykręcać nerwowo kręciołki, za to główce przeszkadzało wszystko, a najbardziej, że Włoch zamiast klękać, podawać i psuć, zmusza do wysiłku, a miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Dużo piłek zagrywał ze złością, dlatego walił w siatę, wywalał, na siłę chciał kończyć, skracał, spieszył się i w kiepskim stylu przewiózł się.
      Seppi w przeciwieństwie do rywala był przygotowany do meczu, wiedział co ma grać, a że nie miał nic do stracenia, bo z zawodnikami pierwszej dziesiątki przegrał dwadzieścia trzy razy z rzędu, więc rączkę miał raczej luźną, a główka szybko załapała że diabeł nie taki straszny i można co najmniej zaleźć mu za skórę. Więc zalazł, a że diabeł był coraz bardziej wściekły niż straszny, to i pomógł.
      Tym sposobem mamy pierwszą niespodziankę i pozostaje pytanie, kto następny ?
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.15, 23:55
      jestem przekonany że Federer z Brisbane nie przegrałby z kimś takim jak Seppi, tak jak i zresztą Raonic. natomiast w meczu z Bolellim miał problemy z jakimiś odciskami i pewnie mu się nie wygoiły. dla mnie zawodnik powinien grać tylko jak jest optymalnie przygotowany do gry. nigdy bym sobie nie pozwolił na grę z opatrunkiem czy z odczuwalną dawką bólu. a popatrz na większość z tych zawodowców, palce poodciskane, nogi obandażowane, stopy w ochraniaczach, kolana w opaskach, zastrzyki przeciwbólowe, i co z takiej gry pozostaje? wystarczy zła pogoda i się grać odechciewa, i taki zawodnik żeby trzymać poziom funkcjonuje tylko na dopalaczach. z Seppim to w ogóle dziwna historia, jeden z bardziej mydłkowatych tenisistów, który przypadkowo został Włochem i jego germańskie pochodzenie tylko tłumaczy taką poprawność zwykłej gry, grał niedawno beznadziejnie. a potem go widziałem w jakimś meczu i jakby nawet lepiej niż kiedy był w niezłej formie. Federer jest kumplem Seppiego, podejrzewam że nie przykładał się za bardzo dopóki nie poczuł zagrożenia, a potem kontroli nie było bo ręka nie trzymała dobrze rakiety i Seppi zagrał lepiej niż się można było spodziewać. tak w ogóle to ten AO jest lepszy od ostatnich bo przyspieszono nawierzchnie, i wyrównuje to szanse tenisistów, z których każdy może kreować dość niebezpieczną grę. stąd też dużo większe problemy Nadala, Federera od pierwszej rundy, podczas gdyby było tak topornie jak przed rokiem, baloniarze mieliby ułatwione zadanie. mnie jedynie cieszy może nie tyle powrót do formy, ale pamiętanie podstawowych uderzeń jeszcze przez Verę. ona powoli się rozkręca ale jest szansa że do końca roku przywali tu i tam i pyknie taką Woźniacką czy Radwańską. trzeba się spieszyć bo lata już nie te.
    • 24.01.15, 01:14
      Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

      > nigdy bym sobie nie pozwolił na grę z opatrunkiem czy z odczuwalną dawką bólu. a popatrz na większość z tych zawodowców, palce poodciskane, nogi obandażowane, stopy w ochraniaczach, kolana w opaskach, zastrzyki przeciwbólowe, i co z takiej gry pozostaje?

      Nadal gral i wygrywal z odciskami, wszelakimi bolami o ktorych Fed nawet nie mial w tym meczu pojecia. Jakby takie problemy mialy byc przyczyna porazek Szwajcara to juz praktycznie moglby zakonczyc kariere profesjonalna i zaczac grac amatorsko, np. z sasiadem z osiedla.

    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.15, 15:09
      o tym właśnie mówię. idealna gra wymaga idealnych warunków w jakich się odbywa. jeśli ich nie ma, nie ma mowy o idealnej grze jeśli nawet jest idealny zawodnik. dlatego prawdziwe warunki do idealnego tenisa stwarza tylko tenis amatorski, dlatego ja nie gram zawodowo w tenisa, i znalazłbym 100 przyczyn dla których moim zdaniem nie warto grać, poza może pieniędzmi, i ewentualną "wdzięcznością" fanów. mówię że nie grałbym, nawet gdybym miał na to warunki, bo tenisistą zawodowym nigdy nie byłem i nie zamierzałem i pewnie nie miałbym szans w zawodowstwie i tak. ale mówię o samym podejściu. w meczu amatorskim, możesz wybrać dzień na grę, pogodę, halę, czy kort ziemny, czy trawiasty czy jaki chcesz, możesz być w pełni dysponowany, możesz nie mieć żadnego obtarcia, i możesz dobrać sobie piłki takie jakie chcesz.

      a w zawodowym tenisie, grasz piłkami jakie Ci dają, nawierzchnie wytycznymi wymuszają, nie wiesz nigdy kiedy wyjdziesz na kort i nie możesz decydować o losowaniu, czy wiatr, czy ciepło czy zimn to grasz, czy boli brzuch czy główka grasz, a grając setki meczów z ogromnymi obciążeniami grasz. odciskami, bandażami, nadwyrężeniami, zwichnięciami, pęknięciami, wybiciami, naciągnięciami, zakwasami czasem i też jak nie zdążysz się zregenerować. zawodowy tenis stał się nie sztuką ukazującą najwyższy kunszt gry w tenisa, ale walką gladiatorów z przeciwnościami losu, z samym sobą, z własnym bólem, zmęczeniem, ochotą na co innego, choćby i chęcią snu o 11 nad ranem kiedy normalny człowiek chodzi spać parę godzin wcześniej. wygrywa ten który nie patrzy na ból w stopie, zaciska zęby i gra z wyrwanym ramieniem do końca kariery, albo obandażowaną kostką, albo zwichniętym nadgarstkiem, albo niemożliwym do prowadzenia ekskluzywnej gry odciskiem na ręce w której trzyma się rakietę! i już nie chodzi o to jak facet piłkę zagra, i jaki popis da, ale chodzi tylko o to, że przezwyciężył ból, i rakieta nie wypadła mu z ręki a rutyna zrobiła po raz kolejny swoje. między innymi mamy tak daleko Nadala, Davydenkę, Hewitta, Ferrera, Woźniacką, Azarenkę, Errani w rozgrywkach. to są ludzie którzy zamiast prezentować idealny tenis na korcie, walczą z samymi sobą, i pokonują tak na prawdę własne choroby i niedyspozycje z których nie wychodzi wielki tenis, ale wychodzi i tak często dodatkowy przesądzający o zwycięstwie punkt. ja jestem zwolennikiem idealnego tenisa, i wolę obejrzeć fajnego zawodnika który gra świetny tenis raz w życiu, na dobrym obiekcie w dobrym dniu. a nie oglądać zmagania "herosów" którzy grają jak grają, ale jakoś wygrywają. np w warunkach wietrznych w ogóle nie powinien być rozgrywany tenis. a dlaczego się rozgrywa?

      najgorsze w tym wszystkim jest to, że tacy zwycięzcy "przeciwko wszystkim i wszystkiemu" czyli syzyfowe prace, stają się potem bohaterami mediów i o nich się mówi jak o jakichś tytanicznych postaciach, podczas gdy przecież wiele z tych meczów jest wymęczonych i nikt nie mówi że potem przeszkadza w całym dniu po udaniu się do szatni. najważniejsze jest żeby nic nie bolało, ładnie wyglądać, dobrze się czuć, być zdrowym i w komfortowej formie. a nie chodzić w plastrach i się cieszyć że daje się wygrywać. "wygrywanie", jakaś nowa religia dzisiejszych sportowców.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.15, 22:08
      Nie przyszło Ci nigdy do głowy, że jak ktoś ma pasję, która go pochłania bez reszty, jest dla niego najważniejsza, chciałby się tylko tym, a nie czym innym zajmować, to największą frajdą jest móc robić to co się lubi, kocha, jeszcze za to mieć pieniądze i coś więcej.
      Nie przyszło Ci do głowy, że rywalizacja sportowa jest wartością samą w sobie, dla wielu wartą ogromnych poświęceń, że stawia wyzwania, które dają możliwość osobistego spełniania. Dla prawdziwych pasjonatów, to wcale nie kasa liczy się najbardziej, a sama możliwość realizowania, doskonalenia, rywalizowania i sięgania po coraz to nowe wyzwania.
      Pewnie do głowy Ci nie przyszło wiele innych rzeczy, bo nie znasz smaku, ani soli zwycięstwa i klęski, nie poznałeś mocy wielkiej, lub zgubnej, tej jedynej w swoim rodzaju adrenalinki, która buduje, lub rujnuje ego mającego zmierzyć się z wyzwaniem, ze sobą samym, z oczekiwaniami, niekiedy z historią.
      Zapominasz, że mamy do czynienia ze sportem, a nie sztuką dla sztuki. Skoro cenisz to co trudne, a nie łatwe i słusznie, to nie porównuj amatorskiej zabawy z twardymi regułami zawodowstwa, ani sportu wyczynowego, ze sportem rekreacyjnym, bo to nijak kupy się nie trzyma, a tym bardziej jest nie na miejscu, w czasie gdy trwa wielkie święto szlema.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.15, 23:49
      wszystko mi przyszło do głowy, ale najważniejsze w sztuce jaką jest tenis, najważniejsze jest, żeby zagrać najlepszy mecz jaki jestem w stanie zagrać. składa się na niego scenariusz, który potem realizuję. jeśli moje słabości czy słabe okoliczności przeszkadzają w realizacji planu nigdy to nie będzie najwyższej jakości tenis. to tak jak byś chciał namalować najlepsze dzieło malarskie kredkami, albo zagrać najlepszy koncert na centralnym podczas protestu kolejarzy. najlepszy koncert wymaga odpowiednich warunków a i formy dnia, musi być nagłośnienie, i publiczność jeszcze nie może przeszkadzać. możesz oczywiście strzelić wyświechtaną gadkę o tym że Paganini to i na jednej strunie umiał rzępolić, ale na pewno najlepiej zagrał na najlepszych skrzypcach i kiedy go palce nie bolały. język ma swoje ograniczenia i czasem lubimy ograniczać też już istniejące znaczenia. trudność, ale w zamiarach gry, a nie warunkach "obiektywnych" które ograniczają możliwości gry, na najwyższym poziomie. celem sztuki jaką jest tenis, zagrać na najwyższym poziomie. a nie grać, żeby wygrać kiedy ten poziom jest niemożliwy do osiągnięcia. niektórzy myślą na odwrót

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.15, 01:10
      Najlepszego meczu nie zagrasz, nie mając godnego rywala, który jest w stanie podjąć grę na odpowiednio wysokim poziomie. Można oczywiście grać dobrze, świetnie, nawet zrobić sobie pokazówkę z asów, skrótów, lobów, czy returnów, ale to nie ma nic wspólnego z wielką grą.
      Jeśli rywal godny, to nie ma jednego autorskiego scenariusza, bo godny rywal, to również współautor, który ma inną koncepcję, więc te koncepcje muszą się zmierzyć i tak tworzy się i waży dramaturgia widowiska.
      To oczywiste, że wielka gra wymaga odpowiednich warunków i dyspozycji, ale bez przesady, to nie sterylność, ani nieskazitelne zdrowie decydują o stworzeniu wielkiego dzieła. Tak się składa, że najwięksi w historii twórcy, byli skażeni jakąś ułomnością, co więcej właśnie ta ułomność częstokroć wyzwalała niekonwencjonalne pomysły i rozwiązania .
      Wiadomo, że dyspozycja fizyczna, szczególnie w obecnym tenisie jest podstawą, ale na pewno nie jest jedyną, ani najmocniejszą gwarancją jakości, a jej wielkim i niezastąpionym konkurentem jest dyspozycja i siła psychiczna, bo to ona może przenosić góry i to ona jest w stanie generować dodatkową siłę fizyczną, a nigdy na odwrót.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.15, 02:34
      hę? a czy dyspozycja fizyczna nie zbudowała pewności siebie i siły psychicznej, mentalnej właśnie Nadala i Federera? to nią byli nieosiągalni dla innych zawodników (jeszcze 3 Coria, ale już drobniejsze warunki fizyczne, a potem miałeś najlepiej biegających, Ferrer, Davydenko, albo najwyższych Soderling, Berdych, Ljubicic i tylko niektórzy inni pomiędzy nimi), i dzięki niej zbudowali przewagę psychologiczną, ponieważ wierzyli w swoją niezniszczalność fizyczną. nie mógł już takiej wiary zbudować Blake po kontuzjach a ktoś inny budował ją najczęściej wiarą w swoją niezniszczalność fizyczną. i siłę jako taką, i kondycję dodać też należy.

      najlepszy mecz gra się mając zawodnika którego możemy całkowicie zdominować w meczu. dopiero co Federer powiedział że Seppi nie dał mu zagrać swojego najlepszego tenisa. załóżmy że to prawda i dlatego Federer przegrał. dlatego mecz nie był najlepszy. a ten z Lu w pierwszej rundzie był najlepszy w tym roku w wykonaniu Federera, jak mniemam, bo Lu mu pozwolił taki tenis grać. jeśli jeden zawodnik gra koncertowo to jest to najlepszy mecz tego zawodnika. może być tak że mimo lepszej gry przeciwnika gramy równie dobry albo jeszcze lepszy swój mecz. bo w sumie wszystkich umiejętności nie pokażemy jeśli nie będziemy mieli okazji i rywal będzie za prosty.

      warunki powinny być jak w laboratorium. idealna hala, dobrze wytworzone ciśnienie, dobra wentylacja. nawierzchnia równa, piłka idealna, i forma dnia idealna. i taki mecz się najbardziej liczy. a taki gdzie tam palce poodciskane, dookoła wiało fruwało, słońce waliło na łysą pałę albo fryzurę, to jest zaburzenie które ogranicza możliwości zawodników. nie mówię może że nie można zagrać na świeżym powietrzu, bo takie warunki jak są na RG czy Wimbledonie, na ogół bezwietrzne, umiarkowane, czasami są nawet lepsze bo powietrze stanowi akuratny opór dla piłki, ale mecze w których chodzi o to ile da się uratować ze swoich 100% możliwości nie powinny uchodzić za dobre.

      najlepszy mecz to będzie autorski scenariusz częściowo improwizowany o czym nie pomyślałeś, w trakcie meczu, w którym realizujemy swoją idealną koncepcję na jak najbardziej "godnym" rywalu. i tu kłania się kto kontroluje mecz.

      ułomność może do czegoś dopingować, ale nie warunki które coś uniemożliwiają mogą sprawić najwyższej jakości dzieło. to że Słoneczniki malował schizofrenik nie ma nic wspólnego z tym że nie miał pod ręką płótna i farbek, albo zręcznych palców do pędzlowania.

      siła psychiczna jest bardzo ważna, ale objawia się ona zawsze wielkością charakteru który nie idzie nigdy na żadne kompromisy i jest w stanie udowodnić że jest w stanie przegrać każdy mecz i w ogóle nie zależy mu na wyniku, i z takim założeniem pomimo to go wygrać.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.15, 19:26
      Przywołany przez Ciebie przykład Feda i Rafy właśnie potwierdza to, o czym piszę wyżej.
      Fed w najlepszej swojej dyspozycji fizycznej i każdej innej, z nieporównywalnie większym talentem, bogatszą techniką i większym doświadczeniem, jest wręcz niszczony siłą psychiczną Rafy i żadna dyspozycja fizyczna nie pomoże mu przeciwstawić się skale mentalnej w osobie Hiszpana.
      Nadal, nawet w marnej dyspozycji fizycznej jest w stanie przetrwać nawet piekło i ponieść się z każdego upadku dzięki mocarnej psychice, co również wymownie zobrazował mecz ze Smyczkiem. Tak się dzieje, bo to mózg i głowa zawiaduje ciałem, a nie odwrotnie. Często to mózg i głowa jest w stanie uzdrowić ciało, wyposażyć je w dodatkową energię, jeśli siła psyche jest wystarczająco mocna, by się tego domagać. To często widać jak na obrazku u innych, również młodych graczy, którzy bywają mniej obciążeni i bardziej odważni w poczynaniach.
      Pochodną siły psychicznej może być, chociaż wcale nie musi, pewność siebie, która jest dyspozycją zdecydowanie bardziej płynną i słabszą od siły mentalnej, bo siła mentalna jest dużo trwalsza w swojej podstawie i nie zużywa się tak wymiernie jak siła fizyczna.
      U różnych zawodników, różne i często odmienne elementy sytuują się u podstaw nabywania pewności siebie. U Federera bazową na której budowała się pewność siebie, nie była tylko dyspozycja fizyczna, ale świadomość doskonałości technicznej, która dawała mu przewagę nad konkurentami. Rafa budował swoją przewagę na ekstremalnych top spinach i fizycznej wydolności, z czasem zaczął zmieniać sukcesywnie swoją strategię wprowadzając i doskonaląc inne elementy techniczne, które pozwalają mu racjonalniej zawiadywać energią własną i ma jeszcze spore pokłady do uruchomienia. Graff wystarczył fantastyczny fh, Samprasowi do perfekcji doprowadzony serve&volley, a Djokovic bez siły mentalnej, samą dyspozycją fizyczną też wiele by nie wskórał.
      Pewność siebie w przeciwieństwie do siły mentalnej bywa ulotna i dobrze przygotowany do meczu rywal, może nawet siłą spokoju ją utrącić, tak jak uczynił to Sepii w meczu z Fedem, który wcale nie wysiadł fizycznie, tylko mentalnie i nie jego wina, że człowiek na starość robi się nerwowy.
      Pewność siebie, bywa też zgubna. W kultowym meczu Nadala z Werdasco na AO 2009, Nando nie poległ fizycznie, ani psychicznie, przegrał podwójnym błędem serwisowym, bo stać go było na ryzyko. Przegrał, ale nie poległ, bo to nie była to porażka, tylko wielki epicki mecz życia, z którym zawsze będzie kojarzone jego nazwisko i którego nie będzie w stanie przebić żaden, nawet największy sukces.
    • 25.01.15, 19:48
      Gość portalu: Luka napisał(a):

      > Nadal, nawet w marnej dyspozycji fizycznej jest w stanie przetrwać nawet piekło
      > i ponieść się z każdego upadku dzięki mocarnej psychice, co również wymownie z
      > obrazował mecz ze Smyczkiem.

      Sama psychika sie Nadal nie podnosci, to tez przekonanie o wlasnych umiejetnosciach, bo bez tych, bylby tylko malo wrazliwym na problemy kortowe miernym grajkiem, rozjezdzanym przez reszte zdolnych graczy.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.15, 20:16
      Jasne że sama psychika nie zastąpi umiejętności, ale to psychika jednych trzyma i dźwiga, innych usztywnia i pogrąża. Federer ma dużo większe przekonanie o własnych umiejętnościach, niż Rafa i słusznie, ale to mu nie pomaga, ani nic z tego nie wynika.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 26.01.15, 00:52
      siła mentalna Verdasco wzięła się z negatywnych emocji (niepowodzenie miłosne), pewności siebie dodaje też chęć wyrzucenia z siebie złości. to różnicowanie siły mentalnej, pewności siebie itd to już wyższa psychologia, pewność siebie może być budowana na fałszywych przesłankach, a zawsze jest budowana na własnych wyobrażeniach które są cokolwiek rozmijające się z rzeczywistością, bo co tam człowiek może o różnych rzeczach wiedzieć. tylko mu się wydaje że coś wie. chyba, że jest takim Ekspertem jak ja.

      ale brak tej pewności to już jest paraliż i się i tak nic nie zagra. czasem kretyn przekonany o wyższości swojego podania, poza którym nic nie umie w końcu rąbnie wystarczającego asa żeby mecz wygrać, chociaż poza tym nie ma żadnych argumentów. a ktoś mający wielkie umiejętności jak w siebie nie wierzy nic nie zagra i będzie zbierał baty od tenisowych idiotów. nie zmienia to faktu że pewność siebie budowana na skutecznym przebijaniu piłek w wymianie jest zawsze bardziej solidną podstawą, od pewności siebie mistrza ataku który bezlitośnie będzie mijany. nie dziwi krucha psychika Federera, jeśli chce się połączyć skuteczność najlepszego zawodnika w historii z metodą jaką on na zarabianie punktów obiera. Nadal aż takich ambicji nie ma, na mączce póki co jest niezagrożony, ustawił się w roli wiecznego pretendenta, nie do wyników ale do miejsca w historii, który z pokorą patrzy na innych mistrzów. to wygodniejsza pozycja, bo tak w ogóle to ja jestem tylko Nadal, skromny chłopak z Majorki i wielkim zaszczytem jest dla mnie wygrać, np ze Smyczkiem bo to świetny zawodnik. nadmierna pokora wobec innych przy jednoczesnej świadomości własnych argumentów jest łatwiejsza w psychice. granie jako niby najlepszy w historii który wie że broń jego jest na pewne typy przynajmniej nie więcej niż 50% skuteczna, to inny problem. w mniejszej skali mamy to na codziennie w tenisie, kiedy pretendentka (głównie to dotyczy dziewczyn) gra bez obciążeń, a potem jak ma już jakieś wyniki gubi się na pozycji "faworytki". Nadal ma bardzo pewną bazę i nikt od niego nie oczekuje wyników poza grą na mączce, a tu na razie nie ma powodu do niepokoju. poza tym "eksploatujący styl gry" i tak go z każdej obecnej porażki wytłumaczy.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 27.01.15, 16:18
      Nie dochodzi do ćwierćfinału również Nadal, przegrywając ze świetnie grającym Berdychem, którego gry jeszcze do niedawna nie dawało się oglądać. Wylot Rafy w kontekście powrotu po długiej przerwie spowodowanej operacją i kontuzjami, nie jest sensacją, jakkolwiek dla Niego ta przegrana jest porażką, z uwagi na bilans wygranych meczy i ambicje, jakie nieodłącznie Mu towarzyszą. Walczył po swojemu do samego końca, ale nie ugrał nawet seta z fantastycznie dysponowanym Czechem, w którego jakby wstąpiło nowe życie. To też potwierdza, jakich cudów może dokonać nowy trener, jak można odmienić sposób gry, zbudować nową jakościowo mentalność, oczywiście pod warunkiem, że sam gracz bardzo tego chce.
      Berdych bardzo chciał, ale nie bardzo wcześniej mógł, teraz może znacznie więcej, a ile więcej przekonamy się niebawem, bo najlepszym sprawdzianem nie był mecz z nie ogranym dostatecznie po powrocie na korty Rafą, ale będzie z dobrze dysponowanym Szkotem i ten mecz powinien być jednym z ciekawszych, podobnie jak mecz Japońca ze Stanem, który broni tytułu.
      Ciekawostką ćwierć finałów z całą pewnością była obecność G. Mullera, ponad trzydziestoletniego Luksemburczyka, grającego niekonwencjonalny, przez co atrakcyjny tenis, nieco mniejszą dotarcie do tej fazy niespełna dwudziestoletniego Kyrgiosa.
      U pań w tej fazie zaskakująca może wydać się obecność młodej Amerykanki Madison Keys, która w świetnym stylu pokonała Kvitową i mimo wszystko Venus. Zdawałoby się, że z uwagi na wiek, posiadany dorobek, stan zdrowia, uprawia tenis dla celów bardziej rekreacyjno - rehabilitacyjnych, niż ambicjonalnych i w obecnym okresie dominacji tenisa wymagającego solidnej kondycji fizycznej, do tego w najbardziej wymagającym turnieju, jakim jest szlem, na fazę prestiżową nie będzie miała szans, a jednak. Ma nawet szansę zagrać z Siostrą w SF WS, a jeśli nawet nie, to i tak awans na jedenastą pozycję jest w tym akurat przypadku na pewno satysfakcjonującym osiągnięciem. To kolejny kapitalny przykład, jakie moce potrafi wyzwalać ambicja u sportowca wielkiego formatu, jakim niewątpliwie jest starsza Siostra Królowej.
      Póki co, innych niespodzianek nie było, ale co najlepsze, to przed nami i czekamy na wisienkę na torcie.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 27.01.15, 23:46
      Koryguję, bo Rafa nie dochodzi do półfinału, ale o trochę nie chodzi i nie ma większego znaczenia w którym miejscu pada, tylko że nie zawalczy o finał. Przed AO mówił, że nie czuje się tu faworytem, niemniej liczyłem, że jak przejdzie cztery rundy, to się na tyle rozegra, że da radę powalczyć.
      Teraz przynajmniej jest szansa, że tytuł dostanie się w ręce nowego mistrza i to mnie bardzo cieszy.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.15, 01:40
      co Cię cieszy?? nowy mistrz w postaci Murraya, Berdycha, czy Djokovica?

      to mistrz na miarę Cilica!

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.15, 11:06
      Djokovic jest bardzo starym, bo czterokrotnym mistrzem AO i już trochę nudzi ta nienaganna w konstrukcji i wykonaniu gra, więc chciałoby się, żeby ktoś zaszalał. Zaszaleć skutecznie na tym poziomie może niewielu. Nie zrobi już tego Rafa, Fed, ani Nishikori, ale może jeszcze Wawa po tym co dzisiaj pokazał z Japońcem, Murray, albo Berdych z tym co pokazuje w tym turnieju. Za trochę będzie to potrafiła już nowa generacja, w której upatruję ciekawy i bardzo zdolny potencjał.
      Sukcesu Cilica w NY nie ma co deprecjonować, bo wywalczył go przekonująco i w dobrym stylu.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.15, 19:13
      "Sukcesu Cilica w NY nie ma co deprecjonować, bo wywalczył go przekonująco i w dobrym stylu."












      ??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????



      przypomniało mi to wypowiedź Wilandera z dzisiaj że zawodnikiem którego najbardziej lubi oglądać W HISTORII tenisa jest Wawrinka.


      no niespodzianki mamy nie lada, Berdych, Murray, Djokovic, i obrońca tytułu sprzed roku to sensacje Australian Open 2015. hoho, ale średnia wieku nowych mistrzów protagonistyczna, same nowe twarze tu widzę. zwłaszcza jutrzejszy mecz w sesji wieczornej jawi mi się odkrywczo

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.15, 22:04
      Z marzeniami i chciejstwem trudno polemizować, z gustami tym bardziej.
      Jak do ćwiartki WS dochodzi dwóch nie rozstawionych z okolic pięćdziesiątki, do finału dziewiętnastolatka, to raczej nie jest standard oględnie mówiąc kilku ostatnich lat.
      I kto niby na ten moment jest Twoim zdaniem lepszy od Djoka, Wawy, Berdii, czy Szkota, bo ja takich w tym turnieju nie widziałem, chociaż chciałbym.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.15, 02:06
      jakich 2?
      był Kyrgios w miejsce Federera. akurat jedna z mniej szokujących postaci w tym miejscu.
      sensacją może było odpadnięcie Federera z Seppim. i to wszystko

      z chęcią podam lepszych tenisistów od obecnej 4, np Federer.

      ale nie o to chodzi. zapowiadałeś jakiś nowy tenis w nowym wykonaniu, a mamy dokładnie to co do tej pory w ostatnich latach. Federer miewa dziwne wpadki, ale jest facetem jakością ciągle niedoścignionym dla całej tej nowej topowej elity niby. Kyrgios był w 1/4 Wimbledonu, wyskoczył w A Open, i teraz zrobił kolejną ćwiartkę. żadna rewelacja. zrobił tylko dlatego że miał Seppiego w 4. tak mielibyśmy literalnie top8 w ćwierćfinałach. turniej pełen niespodzianek!

      tenis Berdycha jest żaden. on nic nie gra, wykorzystuje tylko wystarczająco te swoje warunki. Murray gra jak grał. Radwańska tyle że w męskich realiach, i trochę potrenowała z Lendlem. jak Radwańska potrenuje z Navratilovą to będzie to samo na kobiece przeliczając. Wawrinka gra zwalisty tenis ofensywny, ma te uderzenia jakieś takie nieczyste, to jest dobry standard ataku, ale ja go nie mam w swoim top16. Djok jest w sumie jednak z tego towarzystwa mimo gatunku tenisa jaki uprawia, najbardziej kompletny ale to że był faworytem turnieju było wiadomo od początku. Ty przepowiadałeś jakieś nowe emocje, no i mamy, kolejny raz Murray - Berdych. te same uderzenia Berdycha od 20 lat, i Radwańska po szkocku. Berdych w finale to gorzej niż Ferrer w finale.

      Keys fajna, bo gra amerykański tenis pod okiem najlepszej przedstawicielki gatunku. wcześniej była Stephens, co chwila coś się pokazuje. a w tym turnieju, Makarova już w ćwierćfinałach była, Cibulkova grała rok temu w finale, także bez przesady - nowości nie za wiele.

      kto gra lepiej. co za głupie pytanie. większość zawodników grała lepiej od Berdycha w tym turnieju. każdy niemal, Monfils, Gasquet, Dimitrov, Lopez, Almagro, każdy.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.15, 23:21
      Coś Ci się pomerdało, bo żadnego nowego tenisa w nowym wydaniu w tym turnieju nie zapowiadałem i nie chodziło o to kto jak gra w ogóle, tylko kto jak gra/ł W TYM TURNIEJU.
      W przeciwieństwie do Ciebie, lepiej grających od tych, co doszli do półfinału nie widziałem.
      Z emocji już wyrosłem, niespodzianki zawsze są mile widziane, więc niepotrzebnie prowokujesz, bo dobrze wiesz, że cała czwórka, to ani moja ulubiona, ani wymarzona bajka, ale jak już, to Kopciuszek wydaje się sympatyczniejszy od Księżniczki na ziarnku grochu i tyle.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.15, 01:27


      a to przepraszam, widocznie nie umiem czytać nagłówków.

      czytając Twój entuzjazm po porażce Federera, odniosłem wrażenie że to zapowiedź ledwie trzęsienia jakie ma się wydarzyć, rodem jak z Hitchcocka

      i podtrzymujesz to po tym jak się zaprezentował mentalny kosiarz umysłów własnych Berdych w półfinale?

      ja nie widziałem gorzej grającego zawodnika od Berdycha w tym turnieju a że mimo to przeszedł to widać. nie próbuj powiększać typa z którym Nadal zawstydzająco przegrał. nic w jego grze nie jest lepsze niż kiedyś. no ja widziałem, Almagro, Dimitrova, Lu, Federera, itd..żadnego z nich nie jestem wielkim fanem. no ale jak finał Cilica miał być odświeżeniem to..może i Berdych jest w dobrym stylu
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.15, 10:44
      Trudno oprzeć się wrażeniu niedosytu, nie tylko po ostatnim finale, ale po całym WS w Australii. Można było się spodziewać że nie będzie magii, ale można było też oczekiwać jakiegoś nadzwyczajnego akcentu, bardziej charakterystycznego wyznacznika, z którym ten Szlem byłby identyfikowany. Niespodzianki tyczyły głównie numerków, odkryć było niewiele.
      Wygrali faworyci, liderzy rankingu, sukcesy wywalczyli tu po raz n-ty, jednoznacznie i zasłużenie przystawili markowe pieczęcie, które smakowały trochę jak chleb powszedni na świątecznym stole. U pań, chyba dało się zauważyć nieco więcej blasku, błysków, no i jedno bardzo obiecujące odkrycie, czyli Madison Keys. Ta dziewczyna właściwie ma wszystko gotowe i poukładane, do podjęcia gry z najlepszymi i na najwyższym poziomie, do tego mimo bardzo młodego wieku jest kapitalnie przygotowana mentalnie i w tym, chociaż nie tylko, widać efekty talentu trenerskiego Davenport.
      Z tego Szlema niewiele pozostanie w pamięci. Piękna sekwencja podskoków do nieba Sereny, po wygranym finale z Szarapową, Kokinajkis i Keys, jeszcze Switolina, Muller i Poulle, kiepska końcówka Murray`a w finale, oraz niezliczona ilość błędów sędziów liniowych, z czego i tak nic konstruktywnego na przyszłość nie wyniknie.
      Jedynym pozytywem odnośnie komentatorów, było powierzenie relacji z finału męskiego Stopie i Celtowi, za co ES należy się wdzięczność, bo pozostałych relacji nie dało się niestety bez większego, lub mniejszego niesmaku słuchać, w szczególności w wydaniu pani Joasi, pana Marka i pana Witolda.
      W sumie ten Szlem przynajmniej dla mnie był dość banalny. Niebanalne natomiast było przemówienie końcowe Sereny… „ kiedy dorastałam, nie byłam bogata, ale bogaty był duch mojej rodziny” i słowa podziękowania dla Muratoglu „ Dziękuję Ci że jesteś w moim zespole, że jesteś w moim życiu….”
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.15, 17:30
      a dlaczego na ten finał mieliby być jacyś lepsi komentatorzy? mierni zawodnicy, to powinien być mierny komentarz. i taki był bo nie wyobrażam sobie innego Stopy a do tego jeszcze Celta, faceta który odbija piłki z Radwańską
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.15, 20:06
      Jasne, że każdy mecz powinien być komentowany na poziomie, co w realiach polskiego tenisa niemożliwe, bo z pustego i Salomon nie naleje.
      Finał WS zasługuje na obsadę doborową, godną oprawę i wiarygodny komentarz, a nie popłuczyny, kibolstwo i dziadostwo.
      Nie ma znaczenia z kim Celt odbija piłki, czy sypia. Ważne, że mówi do rzeczy, nie fałszuje obrazu widowiska i faktów, zachowuje niezbędny dystans, jest poza Sidorem/ którego trochę brakuje/ najlepszym partnerem Karola Stopy.
      Jeśli o pozytywach to widzę jeszcze jeden. Obecność Nawratilowej wpłynęła w sposób widoczny na ucywilizowanie boys bandu. Chłopcy w towarzystwie Legendy nie siedzieli już jak na pastwisku, jeden z gołym kolanem pod brodą, drugi z ręcznikiem na głowie, która na wyjątkową okoliczność poddana została obróbce markowego fryzjera i prezentowała się całkiem przyzwoicie.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 07.02.15, 00:56
      w przypadku takiego finału jaki był, a jakiego nie widziałem, istnieją tylko 2 godne scenariusze obsady komentatorskich stanowisk. albo ktoś kto się zna na tenisie, i zrówna widowisko z ziemią, albo mierne dziennikarzyny które chcą obejrzeć "skuteczny" nijaki przebijacki tenis na przetrwanie. każdy kto trenuje z Radwańską czy coś więcej nie zasługuje na 1 pozytywne słowo. to jest aksjomat. a poza Sidorem który też mnóstwo pierdół opowiadał, nie ma dającego się w Polsce słuchać komentarza. Stopa zobacz co on pisze za pierdy na blogu, co chwila sobie zaprzecza, jest niezrównoważony emocjonalnie a słyszałeś co on powiedział o Riosie? "genialny tenisista, ale paskudny charakter". jak tak można powiedzieć??????????

      Rios miał najlepszy charakter!!!!!!!!!!!!!!!!!

      co odbijało się w jego tenisie. i postawie do zdobywania punktów.

      ale kiedy Rios był nr.1 to mówił że w zasadzie ma rację że spotyka się z Pinochetem. gada jak wiatr zawieje a po co komentator który tylko gada żeby gadać. prawdę i prawdziwe wartości tenisowe trzeba wpajać. a przecież to kibol Federera tak poza tym jest oczywiście.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 07.02.15, 10:54
      Ze względu na generalnie założoną odwrotność Twoich ocen, która moim zdaniem wcale nie wynika z wiedzy, czy przekonania, tylko z przewrotności, zapiekłości, chęci totalnej prowokacji i frustracji wynikającej z tęsknoty za tenisem nadzwyczajnym i nieobliczalnym, jest przeciwnie. Świat nie jest czarno - biały, ludzie też. Karol Stopa ma prawo jak każdy do wyrażania swoich ocen, z którymi też nie zawsze się zgadzam, ma prawo do słabości, które też się zdarzają, ale to wcale nie umniejsza Jego wysokich kwalifikacji komentatorskich i warsztatu dziennikarskiego. Do tego, jako jedyny ma odwagę napisać co myśli, również o poziomie komentowania sprowadzonego do kibolstwa, o czym sam wielokrotnie na wątku o mediach i innych pisałem. Cenię Karola Stopę za wiele różnych cech, w tym również za to, że nie ulega presji internautów żądnych cukrowania naszej pańci, porusza różne kwestie i tematy związane z tenisem, wypełniając należycie pojmowaną misję w zakresie popularyzacji i edukacji, z naciskiem na wartości przez innych ignorowane, a społecznie bardzo pożądane.
      Mam świadomość, że inni komentatorzy, czy byli zawodnicy nie dysponują wystarczającą wiedzą, czy warsztatem dziennikarskim. Skoro już podejmują się takiej roli, winni starać się o rzetelność przynajmniej w elementarnym wymiarze, nie epatować widzów swoimi emocjami, chciejstwem, bezceremonialną stronniczością kosztem rywali, a tym bardziej świadomie fałszować fakty, zakłamywać obraz meczu celem ochrony marnego wizerunku polskiej tenisistki, a w tym osiągnęli już mistrzostwo świata.
      Ten Szlem nie miał duszy, ale miejscami widać było wielkiego ducha. Był udziałem również 34 – letniej Venus Williams. Zmagając się z nieuleczalną chorobą, pokazała, że stać ją jeszcze na dobry tenis, na wygrywanie z dużo młodszymi, pokazała jak zwykle wielką klasę.
      Co w tym kontekście można powiedzieć o poziomie pani Joasi Sakowicz, która powiedziała w trakcie meczu, że jak Venus dochodzi do siatki, to chce by zepsuła, żeby tylko przedłużyć szanse Radwańskiej. Takie dno w normalnym kraju i szanującej się stacji oznaczałoby dożywotnią dyskwalifikację, ale my panią Joasię będziemy skazani słyszeć jeszcze nie raz, to zaręczam.
    • Gość: Wypowiedź Eksperta IP: *.dynamic.chello.pl 07.02.15, 17:36
      wszystko co piszę jest prawdą.

      każdy kto zna się na tenisie musi uznać wyższość tenisa trudniejszego od skuteczniejszego (trudniejszego do zepsucia czy nie zdobycia punktu), a Stopa tego nie uznaje, więc nie zna się.

      każdy kto zna się na tenisie musi uznać wyższość Riosa i Gonzaleza od wszystkich innych zawodników którzy grali w ich czasach. Stopa nie zna się bo jej nie uznaje.

      każdy wie że wyższość zawodników to wyższość postaci a nie tylko poszczególnych uderzeń, wyszkolenia itd.

      kwestionowanie charakteru jest kwestionowaniem postaci. kolejne dyletanctwo tenisowe.

      każdy kto zna się na tenisie wie, że metoda na zdobywanie punktów jaką obierała Hingis, i Hewitt jest metodą godną najwyższego potępienia, tak jak metody obierane przez Murraya, Simona, czy Radwańską. albo kierujemy się jakością tenisa, albo współczuciem i tłumaczeniem słabości.

      Stopa nie dość że nie zna się na tenisie, to jeszcze wypowiada się w sposób całkowicie sprzeczny względem tego co mówi kiedy indziej na antenie, co oznacza brak zabierania własnego stanowiska w temacie który omawia, bądź ciągłą zmienność poglądów.

      jako ignorant tenisowy, nie umie też zdecydować się czy udziela komentarza obiektywnego, czy subiektywnego, co próbuje ze sobą łączyć. każda forma 'obiektywizowania' komentarza subiektywnego jest próbą ukrycia własnego zdania, którego się w ten sposób pozbawia.

      do tego to podwójny kibol. kibol wyniku, który uznaje wyższość zwycięzcy nad przegrywającym, co wielokrotnie powtarzał. nie nadaje się do komentarza i nie zna się w ogóle na tenisie, stąd te zachwyty nad Federerem czyli uśrednionym bezpiecznym tenisem.

      po drugie to kibol biało-czerwonych który jedynie nie komentuje tak jak Sakowicz Kostecka, bo po prostu nie przepada za Radwańską, podejrzewam że bardziej prywatnie niż tenisowo, wielokrotnie wychwalał Murraya, i dość powściągliwie wypowiadał się o Simonie.

      najwyższy tenis musi być nadzwyczajny i nieobliczalny, co wynika z takiego samego charakteru. jak można więc powiedzieć że tenis jest genialny, a zawodnik ma paskudny charakter? przecież wykop z pracy powinien nastąpić tego samego dnia.

      wartości tenisowe są czarno-białe. albo jakość, albo po trupach do wyniku.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

    Zapamiętaj mnie

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.