Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    US Open 2017 z czarnym akcentem

    IP: *.dynamic.chello.pl 31.08.17, 13:38
    Na długo i na krótko przed rozpoczęciem, seria kontuzji i wycofań, Djokovic, Wawrinka, Nishikori, Raonic, na koniec Murray. Tym sposobem została przeczyszczona pierwsza dziesiątka.
    U pań start bez Królowej, która lada moment spodziewa się potomka i Azarenki, która walczy o wyłączność praw do niedawno narodzonego synka.
    Mocnym czarnym akcentem fantastycznej kreacji zaświeciła Maria Szarapowa, anonsując powrót do wielkiej gry, który wypadł nader okazale.
    Wielki mecz, poziom, niesamowita dramaturgia, pod dyktando pięknej Mistrzyni w oprawie z saadzy angielskiej, uszlachetnionej prześwitami i błyskotkami.
    To było efektowne wejście smoka, który z czkawką pożarł pretendentkę do Jedynki, Simonę Halep, która grała lepiej, niż wyglądała.
    W nieszczęśliwym stroju Adidasa, przy demonicznej Maszy, dzielnie walczył kolorowy pajacyk. Zważywszy, że parę godzin wcześniej wyleciała Konta, to już w pierwszym dniu ubyły dwie pretendentki do tytułu.
    W drugim poleciała obrończyni tytułu Kerber i ubiegłoroczna finalistka Woźniacka.
    Szarapowa występując już w sesji dziennej zmieniła demoniczną kreację, na elegancję świetlną i klasyczną. Wystąpiła w perłowej porcelanie z prześwitami, utrzymując czarny akcent. W takiej kreacji nie można polec, nie uchodzi. Mecz był słaby, masa błędów, wszystko wymęczone i fatalnie się oglądało.
    Końcówka była już stosowna do kreacji i co miało błyszczeć, błyszczało.
    Akcent też swoje zadanie wypełnił.

    Tej drugiej czarnej nocy nie błyszczało to, co teoretycznie mogło, czy miało błyszczeć u panów.
    Miał dać pokaz Kyrgios, a dał ciała, a raczej ciało nie wyrobiło, bo znowu złapał kontuzję.
    Miał błyszczeć młody i nowy pretendent do tytułu, preferowany również przeze mnie, Sasza Zwerew, a ugrał tylko jednego seta z równolatkiem z Chorwacji, Coricem, o którym wspominałem na innym wątku, że powinien daleko tu zajść.
    Moim zdaniem niepotrzebnie startował w Salem. Jak się myśli poważnie o szlemie, to gówna się odpuszcza, a chytry dwa razy traci.
    Nie wiem ile straci Borna, ale tamten start, to był błąd i być może, bardzo kosztowny.

    Drugim przegranym tej nocy i to na sucho jest Tsonga, który przegrał z rewelacyjnym osiemnastolatkiem z Kanady. Wiadomo było, że nawet przy najbardziej wyściełanej aksamitem drabince, nic tu nie zdziała, ale coś jednak powinien ugrać, nie wspominając, że co niektórzy, widzieli go nawet w finale.
    Kto będzie w finale, na ten moment nie wie nikt, ale to daleka jeszcze droga i dużo, oj dużo będzie się tu działo.
    Sam miód i sól tenisa, tylko nie wiadomo, kto się będzie oblizywał.


    Edytor zaawansowany
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: 89.185.246.* 31.08.17, 17:07

      mówiłem że Tsonga jeśli będzie forma jak w Rotterdamie a jeśli nie Zverev to Cilic, i co chcesz, typy dobre - Cilic ciągle jeszcze gra.

      nie widziałem poza paroma piłkami Zvereva, natomiast Tsonga wcale źle nie zagrał. mówiłem o przygotowaniu fizycznym i wszystko w temacie. na tle Tsongi jeszcze lat temu niecałe 5, wszystko bardzo podobne tylko dynamiki, zwłaszcza w poruszaniu się mniej, trochę to przypomina różnicę między Federerem 2015 czy tym dzisiejszym a 2009. tylko że Federer zawsze się poruszał najlepiej, a Tsonga niekoniecznie, zwłaszcza jeśli chodzi o grę w obronie i na returnie. więc Federer dużo gorzej się poruszający porusza się dzisiaj jak Tsonga przed 30tką a momentami lepiej, a Tsonga porusza się jak Moya jak kończył karierę. wszystko ładnie wykonane, ale energetyczność za mała, i to odbija się przeciwnikowi na rakiecie. musi poćwiczyć kondycję, i trzeba poczekać aż nadejdzie nowy trener. Zverev, Coric, Donaldson, ten z Tel Avivu w większości nadrabiają świeżością lekkością i dynamiką, do tego w sile wieku Thiem, Dimitrov, tacy jak Tsonga muszą żeby na tym polu wytrzymać do jakiejś części sezonu się perfekcyjnie pod względem fizycznym przygotować. Nadal ma trochę łatwiej - póki co zauważ że też nie daje rady na szybszej nawierzchni fizycznie, to nie tak jak było wcześniej. ale na mączce gra jest wolniejsza, i wystarczy że dobrze przygotuje zapas energii i wytrzymywanie wydolnościowe. nie musi reagować błyskawicznie. a Szapowałow gra bardzo dynamicznie, co starszych póki co zaskakuje. Tsonga gra zbyt dostojnie, jak Lopez, czy Moya który kończył karierę. musi zrobić biologiczną odnowę.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 31.08.17, 19:59
      Nie wierzę w Tsongę, dokładnie od tego meczu z Ferrerem i myślę, że żadna odnowa, ani żaden trener mu wiele nie pomoże, na pewno nie w znaczącym sukcesie na szlemie.
      W innych turniejach może się odnaleźć, pewnie zagra jeszcze kilka świetnych meczów, ale jego pięć minut minęło bezpowrotnie.
      To już inny czas, dużo się zmieniło i zmienia nadal. Profesjonalizm idzie do przodu, anektuje coraz to nowe sfery i przestrzenie, co sprawia, że pewnych zaniedbań nie da się prosto, albo wcale nadrobić. Ta nowa generacja już to łapie i będzie się tego trzymać.
      Z najstarszych tylko absolutni Czempioni i super profesjonaliści są w stanie miejscami utrzymać się na powierzchni i to z coraz większym trudem.
      Drugi garnitur i ten zastępczy będzie się powoli wykruszać i ustępować miejsca takim Szapowałowom, Coricom, Zwerewom, Rublowom i paru innym jeszcze no name.
      Taki szlem z ostrym przetarciem przyspiesza okres dojrzewania, z którego też trzeba umieć skorzystać. Jo tego nie potrafił i się już nie nauczy.
      Któryś z komentatorów, chyba Domański wczoraj użył do niego określenia leniwy i to było trafne, przynajmniej w odniesieniu do chęci myślenia.

      Z dolnej połówki to teoretycznie Cilic, bo ma przewagę doświadczenia i tylko tyle.
      Nie mam nabożeństwa do rankingów, tylko do jakości gry i zawartości głowy, a pod tym względem na dole jest sprawa bardziej otwarta, niż wynikałoby z rankingu, czy teorii.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 31.08.17, 21:18


      czasami Twoja logika nasuwa skojarzenia z kobiecą.

      leniwy. no właśnie. czy Federer, Nadal, Djokovic, Murray, Ferrer (najskuteczniejsi tenisiści z czasów Tsongi do których wynikami do końca nie dorównał) to zawodnicy których określiłbyś, mianem leniwych? ano, Tsonga zawsze był leniwy, misiowaty, i od czasu do czasu dobrze nastrojony i przebudzony. oznacza to że wymienieni nie mają już żadnej rezerwy i wiemy że grają ile potrafią. Tsonga tak grała pojedyncze mecze, coś z jego poziomu z obecnie grających jak tylko Wawrinka - to samo się odnosi do Lopeza ale jednak jest to ciut niższa liga. Lopez zawodnik na 15 miejsce, większość poza dla niego typowym notowaniem (chociaż przez to bardziej długowieczny). właśnie Tsonga może nie być leniwy, czyli jak pisałem - odpali chłopak, i wtedy będzie finał czy coś więcej w szlemie. no chyba że wierzysz że Next Gen zdominuje tenis już w następnym sezonie, bo zawodnicy powyżej wieku Goffina - Thiema nie mają na to szans.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 31.08.17, 23:07
      Fenomen Rogera i Rafy bierze się stąd, że Oni stale szukają rezerw i pracują nad tym, by je uruchamiać. Im bardzo się chce, nie są leniwi, więc jeszcze odnoszą sukcesy.
      To chcenie i praca związana też z myśleniem, to jest to, co łączy ich z Next Gen.
      Rafa ma większe rezerwy niż Roger, nie tylko w serwisie i nie tylko techniczne, ale mniej zdrowia i to jest jego problem.
      Wawrinka przy Jo, to Stan Strong Man, chociaż nazwiska obaj mają rodzaju żeńskiego.
      Podobno mam kobiecą intuicję, ale z logiką się nie zgadzam, kobieca jest pokrętna.

      A na korcie czerwony akcent Rogera jest na krawędzi czarnej rozpaczy.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 01.09.17, 12:42
      Faworyci wylatują od pierwszego dnia, circa dwie sztuki dziennie.
      Wczoraj Dolgopołow wywalił Berdycha w czterech setach, a młody Rublew Dimitrowa w trzech. Roger drugi raz w tym szlemie ucieka spod topora, tym razem Jużnego,po jakiejś rekordowej liczbie błędów i tym sposobem po dwóch rundach ma już na koncie dziesięć setów.
      Panie nie mogą być gorsze, więc Rogers wyrzuca będącą na topie triumfatorkę z Nev Haven Gawriłową, a moja ulubienica od pierwszego wejrzenia, malutka Japoneczka Nara, wygrywa z Kuzniecową.
      Dla pełnej równowagi spod topora Amerykanki Gibbs, udaje się uciec liderce rankingu Karolinie Pliskowej, przez wielu różnej maści ekspertów i komentatorów nominowanej do tytułu.
      Chciałoby się kolejnego dnia spytać kto następny w kolejce ?
      U panów po dwóch rundach z pierwszej dziesiątki została raptem trójka, a z dwudziestki dziesiątka. Jak tendencja się utrzyma, za parę dni zabraknie faworytów, dopiero będzie radosna zabawa i toto – lotek.
      U pań, poza jedyną umocowaną racjonalnie na pozycji faworytki Muguruzą i mało racjonalnie, ale możliwie Szarapową, już zabawa się zaczęła, a pytanie która w kolejce, jest jak najbardziej aktualne. Powodzenia !
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 03.09.17, 15:46

      Kolejny dzień i kolejne wyloty.
      Mały Argentyńczyk wywala Cilica, stary Zwerew Isnera, a Coric łapie kontuzję i takie są skutki, jak się przed szlemem jedzie do miasta czarownic.
      Z najmłodszej i najbardziej obiecującej generacji ostali się nastolatkowi, Szapovałow i Rublew.
      Starzy mistrzowie grają wyjątkowo marnie i w tym ubóstwie mogą się licytować.
      Jest nikła nadzieja, że Nadal jak przejdzie trzy pierwsze rundy, wreszcie zaskoczy.
      Chociaż w tym różu, nie ma prawa sięgnąć po tytuł.
      Roger też nie lepiej, krwawi po oczach i na korcie. Te kolorki to jakieś szaleństwo.
      Szczyt absmaku osiągnęła jednak Czeladniczka. Bardzo widać chciała się wyróżnić, więc odziała kości w różnokolorowe kwiaty, a suchą dupę napuszyła szyfonowymi falbankami.
      Coś tak koszmarnego jeszcze na kortach nie było, to nawet na wesele w remizie strażackiej by nie uchodziło. W Nowy Yorku tym bardziej i pańcia mimo fury szczęścia w losowaniu, wykopana została przez Amerykankę, po długim meczu, w którym nawet miała kilka niezłych zagrań.
      Panie generalnie mają więcej gustu. Niezła jest kolekcja Nike, myślę tu o greyu z czarnym akcentem. Właśnie ten model wybrała Kenin na mecz z Szarapową i to był doskonały pomysł, bo dokomponowała się wizualnie chociaż stylem do poziomu rywalki, nie musiała mieć poczucia ubogiej krewnej, ani baby z jarmarku, jak Babos. Poziomem też poniekąd się komponowała, bo był marny, ale Szarapowa jest już w czwartej rundzie i zawalczy i QF.
      W tym modelu występuje również Switolina. Niezłe są też malachity w mieszance, chociaż chyba z podrzędnej sieci.

      U pań spektakularny wylot zanotowała triumfatorka RG Ostapenko, wykopana przez ostatnią pannę K, która ostała się jeszcze w turnieju. Papierowa Liderka, także drugie i dalsze zaplecze dzielnie się trzyma i te wszystkie kolejne pojedynki rysują się bardzo ciekawie.
      Zaskakująco dobrze radzi sobie póki co, Carla Suarez Nawarro i Amerykanki, które idą u siebie, jak po swoje i sądząc po ilości, któraś może nawet daleko zajdzie.

      Nic nie przebije jednak dolnej połówki panów, z której wyłoni się debiutant finalista.
      Oprócz pary młodych, niezwykle imponująco prezentuje się Dołgopołow, ale w tym szlemie jeszcze absolutnie wszystko jest możliwe.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 04.09.17, 16:05
      Na kogo wypadnie, na tego bęc. Najpierw wypadło na kanadyjską rewelację, którą w trzech setach odprawił Hiszpan Carreno Busta, potem mały Argentyńczyk odprawił rozstawionego z 16 Pouille`a, a na dobranoc, chociaż u nas bardziej na dzień dobry, Amerykanin Querrey w godzinę z kwadransem rozstrzelał starego Zwerewa, wprawiając w doskonały nastrój rodaków.

      Dużo bardziej spektakularne wyloty miały miejsce u pań, bo najpierw Łotyszka Sewastowa wykopała Szarapową, a zaraz potem wyleciała wirtualna Liderka Muguruza, załatwiona przez Kvitową.

      Szlem trzeba przyznać wyjątkowo rozrywkowy. Porozrywał wszystkie możliwe przewidywania na dole i chyba przyszła pora na górę.
      Jak czarna seria ma żyć, to dzisiaj przynajmniej jeden z Wielkich Mistrzów powinien polecieć, a najlepiej dwóch.
      Tak na oko, pierwszy do odstrzału nadaje się Rafa, bo gra marniutko i w różu, który wcale dobrze nie wróży.
      Fed ma dużo łatwiejszego rywala, zamienił czerwone na czarne, co może równie dobrze wróżyć żałobę, jak znaczyć pakt z diabłem.
      Rozrywkowy szlem, dla widzów dobra zabawa i dwie niewiadome.
      Nie wiemy dla kogo ta diabelska ruletka pracuje, kogo jeszcze pogłębi, kogo wylansuje.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.17, 14:33
      Czarna pora na górę, wypaliła z grubej rury, zarówno u panów jak i pań.
      Bohater tego turnieju, który zapracował na to miano absolutnym hitem w epickim wydaniu, znaczonym relacją piekło- niebo w pojedynku z Thiemem, Del Potro, wywalił w ćwierćfinale w czterech setach Rogera Federera i to On zmierzy się w walce o finał z Rafą.
      Roger był tu przez wielu tzw. znawców okrzyczany głównym faworytem do tytułu, podobnie jak Karolina Pliskowa, która moim zdaniem na wielki tytuł, ani na liderkę się nie kwalifikuje, przynajmniej jeszcze długo, albo wcale.
      Kibicom to się nie dziwię, ich prawo nie widzieć słabości swoich idoli, ale ludziom, którzy teoretycznie i praktycznie powinni posiąść umiejętność czytania i wartościowania jakości gry, w kontekście rywali, bardzo się dziwię. Nie odnosi to się oczywiście do kibolskich komentarzy Olejniczaka, czy Domańskiego, nie wspominając już o pospolitym dziadostwie.
      Roger grał tu bardzo słabo, błyszczał tylko na tle miernoty, a pulę szczęścia i tak już przekroczył z nawiązką. Podobnie zresztą Pliskowa, nie prezentująca gry godnej dużych tytułów. Nie można wykluczyć, że być może kiedyś dorośnie, zważywszy, że ma trenera, który potrafi pomóc wejść na wyższy lewel, już jej dużo pomógł.

      Myślę, że bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia turnieju Delpo już został bohaterem w Nowym Yorku. To On ku zaskoczeniu wszystkich, mnie też, przeszedł trudną i nieprawdopodobną drogę w życiu, jak w meczu z Thiemem, drogę z tenisowego niebytu, przez piekło do nieba i sprawił, że nie dojdzie po raz pierwszy do powszechnie spodziewanego pojedynku Rafy z Fedem. To On, jak najbardziej zasłużenie zawalczy o finał z Rafą.
      Rafa od początku, obok młodego Zverewa był moim faworytem do tytułu w NY i pozostaje, chociaż tradycyjnie w pierwszych rundach nie błyszczał, a miejscami grał miernie i marnie.
      Taka jego uroda. Gra Nadala buduje się zawsze w trakcie szlema, najlepiej w trudnych pojedynkach i takie miał. Jemu to jest bardzo potrzebne, bo to nie jest typ Djoka, który przyjeżdża gotowy i dotrenowany już na pierwszy mecz.
      Jak na hardzie nie zaliczy wcześniej odpowiedniej puli błędów, to ma dużą szansę zrobić je w fazie finałowej i odpaść. Tu chyba już pulę wyczerpał i to z nawiązką, więc powinno być tylko lepiej.
      Równie, a może nawet bardziej ucieszyłby mnie tytuł Delpo, ale nie mam pewności, czy po wymagającym i wyczerpującym pojedynku z Rafą, jednak nie w pełni zdrowy Argentyńczyk udźwignąłby ciężar finału. To jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny tenisista, tak bardzo powszechnie lubiany i szanowany, za całokształt. Za piękną, wyrafinowaną, odważną grę, godną, zdystansowaną postawę, za ducha i serce do walki.
      To nie przypadek, że właśnie On zdobył już dwa medale olimpijskie, co prawda brąz i srebro, ale dla niego te medale mają wartość złota.
      Kroi się wielki mecz, na miarę finału, dwóch Mistrzów po przejściach i każde rozstrzygnięcie będzie cieszyć i satysfakcjonować.
      Potem zostanie tylko finał i niby formalność, chociaż w tym szlemie, gdzie diabeł ogonem miesza równo, każda formalność może obrócić się w gó....


    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 07.09.17, 22:26

      nie wiem czy zwróciłeś uwagę że najlepszy zawodnik tego turnieju dla Ciebie jest w półfinale mimo choroby i jedzie na prochach a w uchodzącym za najlepszy mecz w tym turnieju miał gorączkę i chciał poddać mecz. dobrze to oddaje swojski wiejski klimat tej prowincjonalnej imprezy rozgrywanej w mieście znanym z semickich korzeni. poziom gry Thiema, Federera, Kyrgiosa, Tsongi itd, i ich zaangażowanie dokładnie odzwierciedla rangę turnieju. puste trybuny na ćwierćfinałach i większe zainteresowanie pałaszowaniem fast foodów niż grą zawodników też. półfinalistki z tego samego kraju grają tylko w prowincjonalnych turniejach. jeśli grający w różowym Rafa wygra ten turniej to będzie znaczyło mniej niżby wygrał Barcelonę. tam jednak grał w finale z godnym przeciwnikiem w dobrej formie na nawierzchni prestiżowej a nie w ulubionym turnieju Radwańskiej.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.17, 16:16
      Co najwyżej mogę się zgodzić, że szlem w NY jest mniej prestiżowy od pozostałych, ze względu na niską kulturę tamtejszej widowni, a nie poziom zaangażowania wymienionych zawodników, bo ten warunkowany jest innymi czynnikami i okolicznościami.
      Faktem jest, że poziom gry w fazie finałowej jest daleki od oczekiwanego, niekiedy żenujący, tylko nie wiem do kogo adresować pretensje.
      Zupełnie nie rozumiem tych kierowanych do Murray`a, odsądzanie go od czci i wiary.
      Nie znamy wszystkich okoliczności jego decyzji. Wcale nie wykluczone że chciał grać, tym bardziej wiedząc wcześniej o poważnie okrojonym składzie pierwszej dziesiątki.
      Wiemy też, że jest uparty, ale nie jest głupi. Być może i prawdopodobnie ktoś przemówił mu do rozsądku.
      Tą decyzją nikogo nie skrzywdził, co więcej otworzyła się większa szansa dla młodych i reszty z dolnej połówki i nie jego wina, że Tsonga, Cilic, młody Zverev, Szapowałow, Coric, czy nawet Muller, Pouille, Isner nie potrafili z niej skorzystać. Jak nie potrafili ci bardziej, czy mniej utalentowani, to skorzystali inni.
      A najbardziej durne są pretensje o skrzywdzenie Federera, że nie trafił do dolnej połówki.
      Skoro pretendował do tytułu, a tak mu się marzyło, to niech pokaże, że jest tu najlepszy i wygrywa wszystko po kolei, a nie psim swędem i tylko dlatego, że trafiła mu się autostrada, a czarną robotę odwalą inni.
      W WS aż tak dobrze nie ma, tu rankingi, tytuły i zasługi nie grają, jak masz wygrać, musisz być tu w czymś lepszy od wszystkich pozostałych.
      Jestem dziwnie spokojny że ten szlem się obroni. Ta misja spoczywa głównie na Rafie i Delpo, a jak zdarzy się inaczej, znaczy, tak miało być.

      Baby okazały się bardziej sprytne i chwała im.
      W tym duecie finałowym, myślę, że zdecydowanie większe szanse ma Keys.
      Nie upatruję ich tylko w sile serwisu, czy forhendu, ale w umiejętności słuchania i wykonania tego, co powie jej Davenport. A powie jej, jak trzeba podejść do tego finału i jak ma go zagrać. Do tej pory trzymała się bardzo ściśle wszystkich wskazań i w tym upatruję jej szanse.

      Nie będę znęcać się nad żałobą, w którą odziała się do tak ważnego meczu Wenus.
      W tym kontekście, Rafie musi wystarczyć bardzo malutki czarny akcent i byle nie więcej.


    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 08.09.17, 18:03


      wszyscy wiedzą jacy są najlepsi tenisiści, i akurat mówienie tu o Murrayu jest zupełnie nie na miejscu bo porównywać go można tylko do Radwańskiej, a od czasu współpracy z Lendlem do Radwańskiej która trenowałaby z Navratilovą.

      nikt z nich nie spojrzał serio na ten turniej, włącznie z grającym w różowym Rafą, najlepiej z nich zagrał Thiem, i jeśli najlepszych rozszerzyć o szerszą czołówkę to Del Potro, ale nikt włącznie z Del Potro nie podchodzi poważnie do tej prowincjonalnej wewnątrzamerykańskiej imprezy. nawet mimo dobrej formy Thiemowi nie chciało się grać na 100% z Del Potro, a Del Potro gra nieprzytomny i nie kalkuluje, trochę go publiczność dopinguje więc mocniej trochę się mobilizuje. Federer w ogóle nie przygotował się do tego turnieju, nie jest pewny swojej gry a wiemy że nie wygrywał nigdy samym talentem jak Gonzalez czy Tsonga czy Gasquet tylko ciężkim "profesjonalnym" treningiem. Nadal miał fuksa do tej pory bo nie trafił na dobrego rywala, przecież Taro Daniel lepiej od niego grał w drugiej rundzie.

      u kobiet dobry mecz rozegrała Szarapowa, ale wiadomo że tu jest trochę inna motywacja i postarała się na pierwszą rundę. drugi dobry mecz Kvitova z Muguruzą i to samo - motywacja jest zupełnie inna, niż prestiż tego szlema. to że Amerykanki u siebie mają autostradę oznacza że inne nie traktują tego turnieju poważnie. Keys rzeczywiście wprowadza w życie zasady najwyższego tenisa które już dawno objaśniałem i gra w ostatnich rundach coraz lepiej. ma dobrą trenerkę, wczorajszy mecz pokazał gdzie jest poziom Vandeveghe.

      jednak mogłaby trochę więcej takich meczów grać w ważniejszych turniejach np na mączce, która jak wszyscy wiemy jest najbardziej prestiżowa.

      US Open to prowincjonalny turniej, były czasami bardziej światowe edycje, ale w tym roku to prowizorka jest, korty ciągle w budowie, główny nieporozumienie architektoniczne a w nowym wieku o wynikach decydowały huragany i nawałnice.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.17, 21:15
      U kobiet doskonały mecz zagrała jeszcze Venus z Kvitową, a poważnie, to mało kto poza Rafą, był poważnie na ten turniej przygotowany.
      Sasza bardziej przywiązał się do prognoz ekspertów, niż zaleceń trenera, podobnie Thiem, tylko w drugą stronę.
      Szapowałow lekko przeforsował, Coric na wiele nie liczył, zbagatelizował, a potem żałował. Rublew rzucił na szalę wszystko co miał i umiał, ale było za mało, a reszta po otwarciu szans, nie bardzo co robić wiedziała i dawała ciała.
      Skorzystali więc pracowici rzemieślnicy, bez gadania po próżnicy, swoje po swojemu robili i tak boczkiem, boczkiem, do słoninki dochodzili.
      Rafa też się przyczaił, podejrzewam, że ma jeszcze w zanadrzu co nieco i rzuci kiedy trzeba.
      Tylko chyba bardziej był przygotowany na Feda, niż Portka i tu może być problem, chociaż nie musi.

      No i nie dowalaj już z tym różem, bo ginie wiara w łaskę, która spłynie, oświeci głowę i zamieni to świecidło w zbroję stalową.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 08.09.17, 21:57

      w ogóle w tym roku kreacje też są godne szlema, Adidas z świetnym wzornictwem się zaprezentował, ale reszta próbuje nie być w tyle

      Federer niedawno też w różowym wystąpił i wyglądał jak ciota. tylko tamten tak nie walił po oczach



    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.17, 22:22
      Z Jużnym Fed robił za pochodnię i było dosyć gorąco, więc zamienił czerwone na czarne.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 10.09.17, 20:54
      W tym szlemie, jako się rzekło, nic nie dzieje się po bożemu.
      W damskim finale wszyscy chyba, stawiali na Keys, a w pięknym stylu, w godzinę, wygrała Sloane, miesiąc temu 957 w rankingu, a kilka miesięcy do tyłu, samodzielnie nawet nie mogła chodzić.
      W tym finale fruwała, niemal bezszelestnie, grała mądrze i pięknie.
      Najbardziej zaskoczyła bogactwem techniki, opanowaniem i konsekwentną taktyką, dla oka typowo defensywną. Faktycznie jej uderzenia, nawet te na środek są dość wredne, chytre i z zamysłem do skończenia, a kończyć potrafi niemal z każdego miejsca na korcie.
      Do tego piękne akcje wolejowe, wszystko przemyślane, kontrolowane i elegancko wykonane. Tytuł zdobyty w wielkim stylu i wielce zasłużony.
      Madison wyraźnie nie udźwignęła roli faworytki, nie weszła w mecz, jak chciała, grała nerwowo, starała się szybko kończyć, często na siłę.
      Wyglądało, że zupełnie nie czuje gry, że sama źle się z tym czuje i niestety widowisko było z jej strony bardzo rozczarowujące. Być może jakiś uraz związany z zabandażowana nogą miał na to wpływ.
      Niezadowalający do końca poziom tego finału zrekompensowały z nawiązką obie finalistki po meczu i w czasie ceremonii końcowej. Długi, szczery uścisk na korcie, swobodna, serdeczna, rozmowa na krzesełkach w cztery oczy, potem niebanalne słowa do publiczności i radość, również ta przez łzy, zostały docenione i będą zapamiętane.
      Podobnie szczerze i serdecznie dzieliły się radością tylko Siostry Williams.

      Został ostatni mecz i jedna jednak niewiadoma.
      Gdyby kierować się szatańską logiką tego szlema, to finał winien wygrać Anderson.
      Gdyby prostą, to cudów niema i niewiadomych też.
      Póki co, łaska boska spłynęła, oświeciła głowę i zmienił to świecidło różowe na sadzę.
      Jako że łaska boska nie daje gwarancji wieczności, czy głowie się nie odmieni, też nie ma pewności.
      Pewność jest, że Rafa cofnie się pięć metrów, żeby upolować serwis Kevina, potem będzie ćwiczyć swoje do zamordowania. Znając życie, może wejść w mecz cienko i wcale nie musi być lekko.
      Anderson nie ułomek, twarda sztuka, pokazał, że sporo potrafi, więc będzie walczył i to może być bardzo ciekawy mecz.

      Mnie na początek interesuje siła mocy bożej łaski, czy będzie komentował Stopa i Sidor / bo równie dobrze może się chcieć Wituś podczepić/ i czy będzie Rafie siedziała jedynka.
      Trzy małe życzenia do szczęścia i Vamos Rafa !
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 11.09.17, 19:36
      Wyjątki potwierdzają regułę. W finale niespodzianki nie było, zresztą mało kto się spodziewał. Wygrał Rafa w pięknym stylu i tylko trochę żal, że w tym najważniejszym meczu nie miał godnego rywala.
      Anderson dobrze się prezentuje w rywalizacji ze średniakami, wyrobnikami, czasem równymi sobie wielkoludami. Tacy trafili mu się po drodze i szkoda tylko Corica, bo to on, gdyby nie kontuzja, miałby dużą szansę na finał. Za niefrasobliwość i głupotę się płaci, ale cena może go czegoś nauczy, myślę, że nie tylko jego.
      Mnie w tym szlemie zaskoczyło to, jak niewielu osobników płci męskiej było w ogóle, albo jako tako do tego szlema przygotowanych, w odróżnieniu od pań.
      To znaczy wprost, że na końcowy sukces liczyło mniej głów, niż palców u jednej ręki.
      Jeśli jeszcze odjąć tych, co się przeliczyli, zostaje samotny żagiel o imieniu Rafa i płynie sobie już pod elegancką czarną banderą po tytuł, a co poniektórym żal dupę ściska.
      Arytmetycznie wygląda, że najsolidniej przygotowali się wyrobnicy i różnej maści rekonwalescenci, co już mniej dziwi.
      Z kanapy, czy fotela czasem widać dużo więcej i można dostrzec to, czego nigdy nie przyuważy się będąc w grze.

      Ten czarny Szlem pokazuje dobitnie, dlaczego tylko nielicznym dane jest sięgnąć po najwyższy tytuł i dlaczego tak wielu, nawet mając szeroko otwarte drzwi do wymarzonego salonu, nie przebrną nigdy, albo jeszcze długo, nawet przedpokoju.
      W życiu nie można mieć wszystkiego i nie wszyscy na niebo zasługują, ale są tacy, których, pasja i zaangażowanie do tego co robią, wyzwala w jakimś momencie moce nadzwyczajne i wtedy wszystko jest możliwe. Na to uwolnienie trzeba jednak ciężko zapracować, czymś zasłużyć. Żeby wyjąć, trzeba włożyć, coś poświęcić, a na to też niewielu stać.
      Kogo i na co było stać w tym szlemie, widać było gołym okiem.
      Dla mnie absolutnym bohaterem tego szlema jest nie Rafa, tylko Del Potro, bo on zrobił i pokazał dużo więcej, niż to, na co było go w tym momencie stać, w odróżnieniu od wielu innych uczestników. Przyjdzie czas, że to zaprocentuje, jestem o tym głęboko przekonany.
      Tak zapracowuje się na moce i łaski wszelakie, czasem niebiańskie, a czasem piekielne.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.09.17, 00:03

      myślę że za mało interesujesz się astrologią i zamiast przypisywać rolę gwiazdom, przypisujesz ludzkiej woli i logice ciągu przyczynowoskutkowego. w pewnych okresach się gwiazdy układają tak, a w innych inaczej. od lat obserwujemy to samo zjawisko. ogólny poziom wzrasta, i mimo że często genialni zawodnicy mają wysoką formę, mimo że wielu utalentowanych świetnie gra - zawsze jednak tylko jeden zwycięża i znowu był to tam Federer, Nadal czy jakiś Sampras. pojawia się inne ułożenie gwiazd, i coś się dzieje z tymi którzy zawsze byli w roli faworyta, ale cała grupa która do tej pory miała "pecha" gra jeszcze gorzej, albo coś się z nimi dzieje "przypadkiem". te same frekwencje wpływają na wszystkich i na tym tle najczęściej najlepiej wypada przypadek, ale ten przypadek mimo jakiejś tam formy nie daje rady i tak z gorzej grającym niż zwykle nie typowanym do sukcesu faworytem. Del Potro zagrał świetny tie break, i ogólnie na wysokim poziomie 4 i 5 set co wydawało się niemożliwe. trzeba by się zastanowić jednak czemu dla niego w tym meczu gwiazdy zaświeciły dobrze.

      to raczej jednak dotyczy dłuższego okresu gry, widzimy co się dzieje w tenisie w ciągu ostatnich miesięcy. sam US Open jako turniej wyjątkowo prowincjonalny nie mógł przyciągnąć klasowych zawodników swoją rangą stąd poziom gry wielu gwiazd nie może dziwić.

      gdyby Anderson zagrał tylko trochę lepiej moglibyśmy mieć powtórkę z meczu z Soderlingiem. ale ogólnie, nie wiem kto mówił że Anderson jest na poziomie top ten.


    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.17, 18:03
      Prawie wcale nie interesuję się astrologią, a logiczna wartość moich, może nieco zawoalowanych argumentów, oparta jest na faktach weryfikowalnych, które w tym szlemie ułożyły się u panów w dość nietypową i nie doskonałą, ale jednak matrycę.
      U pań ta sama matryca uzyskała formę niemal idealną.
      W tenisie w odróżnieniu od wielu innych sportów, można bardzo różnie ważyć argumenty tenisowe, najprościej i powszechnie robi się to na podstawie rankingu, życzeniowo, narodowo, rzadziej na rzetelnej analizie i wiedzy popartej doświadczeniem.
      Szlem w odróżnieniu od wszystkich innych turniejów zawodowego touru, rządzi się zupełnie innymi prawami, o czym nie wiedzą w przeważającej większości nawet komentatorzy nagminnie wrzucający do jednego worka wszystkie statystyki, porównania, H2H , które w szlemach tak naprawdę nie mają większego, albo żadnego znaczenia, a już szczególnie u mężczyzn.
      Układ drabinki jest losowy i tu mogą działać różne wpływy, nawet układu gwiazd.
      Na logikę ciągu przyczynowo – skutkowego mogą działać jeszcze przypadki, ale szlem jest tak zmyślnie skonstruowany, by je ograniczyć, lub eliminować i to działa.
      Potocznie mówi się, że szczęściu trzeba pomóc.
      W tym męskim szlemie, wszyscy bez wyjątku faworyci, z różnych wiadomych i niewiadomych powodów zrobili niewiele, albo i nic w tej materii, otwierając szeroko już po części otwarte pole, do popisu średniakom, którzy włożyli więcej, bo zawsze wkładają więcej, mając mniej talentu i argumentów czysto tenisowych.
      Tenis jest w dużej mierze, chociaż na pewno nie do końca, grą przewidywalną i obliczalną. Tylko zależy co się oblicza przewidując.
      Jeśli już wcześniej na wątku Kto wygra US Open ubolewałem nad udziałem Corica w Salem, przewidując, że może niekorzystnie zaważyć na jego szansach w USO, to nie dlatego, że przypadkiem akurat jego wyciągnąłem z kapelusza, tylko dlatego, że oceniałem jego argumenty tenisowe na tyle wysoko, że mógł konkurować pomyślnie z Saszą /który był razem z Rafą moim faworytem/ i w tym sensie zajść wysoko.
      Myślę, ze On i jego sztab nie sprawdzili się jako profesjonaliści, bardziej jak gó...jady, zresztą nie jedyni.
      Jakoś nie bardzo chce mi się o tym szlemie teraz myśleć i pisać.
      Dla formalności, w wolnym czasie poznęcam się jeszcze nad komentatorami, a przynajmniej jednym z Tenis Premium.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.09.17, 00:07

      a to widzisz bardzo nierozsądnie podchodzisz do tematu. nawet Himmler korzystał z wizji astrologów, dzięki czemu wiedział jakie będzie zakończenie.

      wszystko jest zapisane w gwiazdach. Anderson był w finale bo tak było mu zapisane, a jak byś poszedł do dobrego astrologa mógłbyś wygrać bańkę.

      jeśli ktoś w tenisie stawia na logikę może przerżnąć obstawiając poważne pieniądze.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 16.09.17, 10:49
      Co do gwiazd, nie przeczę, jest coś na rzeczy, szczególnie w kwestii urodzenia.
      Natomiast wzorowanie się na zwyrodniałym entuzjaście znachorów, czarnowidzów, szarlatanów i czarownic, zwyczajnie nie uchodzi, nawet pod zasłoną gwiazd.
      Raczej nie gwiazdy budzą też niechęć do myślenia o tym szlemie i nie sprawią, że nie będzie się myślami wracać, bo będzie.
      Gryzie pytanie, co tak naprawdę zawiodło, dlaczego tak letnia temperatura i niedosyt.
      Przecież było bardzo rozrywkowo, fascynująco i zaskakująco. Były kapitalne mecze, chociaż nie w finałach, objawił się na nowo Delpo, do tego wygrał Rafa, chociaż startował cieniutko i piękna młoda Amerykanka, a panie rozegrały sporo świetnych pojedynków, czegóż chcieć więcej ?
      Jak tak rozgryźć, co gryzie, robi się gorzko, bo można dojść do konkluzji, że w tym męskim szlemie, za mało było szlema. Nie ma to za wiele wspólnego z nieobecnymi, chociaż coś tam ma, za to bardzo wiele z Bernardem Tomicem i poniekąd Dawidem Olejniczakiem.
      Tak sobie myślę, że ten szlem, zweryfikował u panów niestety pozytywnie, nagą prawdę Bernarda, wyeksponowaną na blogu Karola Stopy, która często bije w oczy, a której nikt nie chce widzieć.
      Ubytek na wejściu paru orłów i kilku podrasowanych gawronów, odsłonił dość brutalnie realia rzeczywistości, na tle której jedni rosną niekiedy grubo ponad miarę, a miara nawet nie wygórowana przerasta liczną resztę.
      Można się tylko zastanawiać, ilu z tych obiecujących młodych i nie tylko młodych, którzy tu walczyli na maksa, nie zainfekuje bardzo praktyczna filozofia Bernarda Tomica, zresztą nie tylko jego. Bo i po co się katować, wysilać jak te Fedy, Nadale i inne robole, gdy na korcie bycie już zapewnia dostatnie życie i bardzo przyjemne.
      Podobny punkt widzenia zaprezentował przydupas Dziada w trakcie polsatowskiej relacji, cyt. „żeby wygrać szlema, trzeba mieć dużo szczęścia i sprzyjające okoliczności”.
      Jeszcze nikt w tak prostacki i nędzny sposób nie zdewaluował dorobku Mistrzów WS, którzy wg wiedzy i mądrości tego pana, tytuły WS zawdzięczają szczęściu i okolicznościom.
      Słuchają tego ludzie, również młodzi adepci tenisa, młodzież, dzieci. Taki obraz sportu i sportowców, polsatowski dupek rysuje, taką wiedzę przekazuje i motywację kształtuje.
      To nie było jedyne gó..., którym zasrywał mecze w Tenis Premium. Były jeszcze podłe insynuacje np. w stosunku do zawodniczki, która po przerwie między setami zaczęła grać dużo lepiej, cyt. „ w przerwie wyszła do szatni z torbą, ciekawe co ona w tej torbie miała ? ”.
      Co ma w głowie taki dupek, ile gnoju i na kogo po drodze jeszcze wyleje, w tej stacji nie ma znaczenia. Zdawałoby się, że stetryczałego Dziada i upierdliwej Baby nikt tu nie prześcignie, ale widać tak ma zapisane w gwiazdach.

      Ilość szlema w szlemie, czy ducha sportu na Olimpiadzie, są pochodną sposobu myślenia o sporcie, tenisie i o grze, to jest klucz do największych osiągnięć i wielkości.
      To się sprawdza zawsze i to potwierdził również Wielki Szlem 2017 w Nowym Yorku.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.09.17, 14:13

      obserwuję że z dużym opóźnieniem przyswoiłeś wiedzę na temat komentowania meczów Radwańskiej i Cibulkovej przez Olejniczaka.

      jeśli chodzi jednak o "złotą myśl" którą przemycił na temat szlema, trudno go za to krytykować, bo to tak jak by krytykować za to że ktoś by powiedział że Sampras talentem mniej zasłużył na szlema niż Gonzalez. rzeczywiście tak jest w istocie, i to szczęścia przede wszystkim w drabinkach. zauważ że najczęściej najwyżej rozstawieni wygrywają szlemy co oznacza że akurat ci którzy mają zazwyczaj najłatwiej w drabinkach. trudno nie oprzeć się wrażeniu że taki szlem Stephens to czysty fuks i szczęście. niczym nie wyróżniła się nigdy w ogóle. taktyka gry Woźniackiej i te same atuty (wszędzie dobiegnie), z może lepszą ręką na uderzenia kończące, ale czy ma tak pewny bekhend? udało się bo 2 tenisistki w kluczowych rundach zagrały fatalnie, a wystarczyło zagrać z Keys z meczu ze Svitoliną (czyli przeciętną Keys) i by cyfry były odwrotne. dopiero wściekłe musiały być przebijaczki typu Woźniackiej, Jankovic, czy np Amerykanki Oudin że one nie miały takiej rywalki w półfinale czy w finale. kiedyś widziałem mecz Stephens przegrany ze stanu chyba 5:0 / 5:1 i prowadzenie w decydującym przegrany na 5:7 i to z rywalką na jej rankingowym poziomie i było to 2 lata temu mniej więcej. grała tą samą taktykę, strzeliła raz na gema forhendem jak Keys, i 100 uderzeń grała jak Woźniacka próbująca grać loba pod górę. wystarczyło że rywalka nie popełniała błędów, i Stephens się rozsypała. od zawsze wygląda na spokojną i pewną siebie i ma taktykę zbliżoną do Radwańskiej (czyli najgorsze granie od strony strategicznej), tylko ma słabą psychikę tylko trzeba ją wystawić na jakąś próbę. trzeba mieć szczęście że bez rozstawienia nikt nie pozęstował jej testem chociaż wynik w drugim secie z Venus mówi coś o klarowności jej wyniku w tym szlemie. może są Amerykanki z mniejszym talentem ale trudno za coś pochwalić Stephens. już prędzej Keys jest bliżej do Domachowskiej!

      w tenisie męskim, zobacz taki Federer. ile razy wygrał w szlemie pięciosetówkę? to pokazuje jakie miał szczęście. rok 2009 gdzie zdobył RG fuksem bo sędzia źle zasędziował Gonzalezowi piłkę. Haas, Del Potro i Federer poza turniejem. drwal Roddick który to był, 2010? pięciosetówkę wygrał jednym serwem więcej, pięciosetówka w 2006 z Baghdatisem i tak dalej. drabinki przez pół kariery śmieszne. Wawrinka? kontuzjowany Nadal albo szczęście że gra z Djokovicem, który jest dla Wawrinki wygodnym rywalem. Hingis to w ogóle był czysty przypadek. będzie też wiele prawdy w stwierdzeniu że wszystkie zwycięstwa są na ogół przypadkowe, a jeśli od czegoś bardziej zależne to nie od tego kto odbija na korcie.



    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 17.09.17, 13:06
      Talent jest łatwo uchwytny, ale trudno mierzalny i jeszcze trudniej porównywalny, bo tyczy różnych kwestii i wcale nie musi przekładać się wprost na wyniki, vide Kyrgios.
      Dlatego talent każdy mierzy różną miarą, wartościuje wg uznania i ma do tego święte prawo.
      Natomiast obowiązkiem komentatora publicznego jest m in odpowiedzialność za słowa, treści i intencje jakie przyświecają przekazowi publicznemu.
      Nie chodzi o lapsusy, pomyłki, te są ludzkie i wybaczalne, jeśli rażąco nie przekraczają granic przyzwoitości, czy szkodliwości społecznej, jak w przypadku Dziada.
      Tylko Dziad wali grube bąki z grubej rury w świetle reflektorów, a jego przydupas puszcza cichacze solidnie perfumowane i celnie kierowane.
      Dla widzów obeznanych w praktykach komentatorskich, nie tylko zawoalowanego kibolstwa tego pana, kontekst sytuacyjny nie pozostawia wątpliwości, co do niecnych intencji przyświecających dezawuowaniu rywalek, czy prostackiej interpretacji sukcesów wielkoszlemowych, szczególnie jak pupilka sama brakiem szczęścia uzasadnia kolejne porażki.
      Do jednych i drugich smrodów Polsat systematycznie przyzwyczaja.
      Problem nie w tym, że jak mówił Kisielewski, jesteśmy w dupie, tylko w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.
      Ten pan bardzo wygodnie urządził się w Polsacie przy pomocy Dziada i pozwala sobie coraz więcej. Aktualne pozostaje pytanie, Kto nas tak urządził ?

      Nie neguję totalnie roli szczęścia, bywają przypadki, że pomaga, że rozstawienie, drabinka. czy inne okoliczności czasem pomogą nawet daleko zajść, ale szlemów i Olimpiady nie wygrywa się przypadkowo, czy szczęśliwie, tylko wybranie i zasłużenie.
      Nawet jestem gotów zgodzić się, że ma w tym udział przeznaczenie.
      Absolutnie nie podzielam całej reszty przykładów i argumentów, które łatwo można odwrócić, obalić, podać dziesiątki innych, opartych nie na wrażeniu, tylko faktach.
      Wrodzone lenistwo, także poczucie oczywistego bezsensu, odwodzi mnie od syzyfowej pracy, bo wiem, że szczęściem, bądź jego brakiem łatwo można uzasadnić wiele, nawet brak zwycięstwa WS Gonzaleza, czy Riosa.
      Teraz nie mam czasu, ale do tematu wrócę.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.09.17, 16:29

      kibolstwo jest wszędzie poza Chile. tylko tam umiano obiektywnie docenić kto jest najlepszy w męskim tenisie, nie zważając na barwy narodowe. nawet taki McEnroe któremu nie można odmówić inteligencji i poczucia humoru, walił wazelinę prosto w mikrofon Eurosportu jak to dobrze że w półfinale Us Open są 4 Amerykanki.

      talent może być do różnych rzeczy, talent ma i Monfils ale nie jest to talent który porównałbym do talentu chociażby Kyrgiosa bo na czym innym on polega.

      co do Riosa i Gonzaleza, poza kontuzjami nie chodzi o to że mieli wielkiego pecha, ale nie mieli tyle szczęścia co wielu innych którzy wyniki mieli. np można powiedzieć że Rios miał pecha w kontuzjach, tak jak Kyrgios a i trochę Gonzalez chociaż on przede wszystkim później, ale gdyby nie te kontuzje, to ze względu na dystans do pracy i gry na scenariusze tzw wysokoprocentowe czyli podejście te wyniki byłyby zbliżone, tzn mógł być tam 2, 3 szlemy i kilka mastersów ale na pewno nie pracowali by tak zaciekle na te wyniki jak Chang, Sampras, czy Murray, Djokovic, Ferrer, Nadal i Federer. ja zgodzę się że jeśli takich typów jak Kyrgios, Zverev, Tomic, Dolgopolov, Thiem, Fognini, Paire itd jest coraz więcej to nie jest dobrze, ale nie ze względu na to że nie pochwalam ich podejścia bo dla mnie jest ono całkowicie zrozumiałe i normalne, ale ze względu na obstawianie i bukmacherkę. służy to traderom i spekulantom, którzy próbują grać na różnice kursowe, a nie typerom którzy próbują zarabiać na prawidłowym typowaniu wyniku, bo nigdy nie wiesz co się stanie, może poza tym że czasami możesz rozpoznać kiedy z meczu nic nie będzie bo się akurat komuś grać już nie chce. oczywiście są różne strategie obstawiania, ale typując Federera, Nadala, Djokovica, Ferrera, nawet Simona jak ktoś chciał, czy Serenę, Szarapową, Woźniacką, Jankovic itd można było zbierać pewne pieniądze jeśli ktoś umiał odpuścić pojedyncze mecze. dziś w tenisie męskim typowanie jest trudniejsze, niż w damskim, bo jednak damski mimo wszystko opiera się w większości na chęci wygrywania, bez względu na sytuację, nie ma za wiele tenisistek jak Patty Schnyder. w męskim nowemu pokoleniu chce się być w jakiejś tam czołówce a że pokolenie Janowicza nie wytworzyło silnej klasy przedstawicielskiej, to właściwie wystarczy że gra, i jest zaspokojone. ciekawe czy urodzeni wyraźnie po 1995 będą słabsi bo jak nie, to może być rywalizacja na bardziej poważnie. jak będą tacy jak z generacji Janowicza, to możemy mieć takie jak w US Open zaangażowanie, co uznaję za całkowicie naturalne. oczywiście są tam przypadki jak Coric, którzy raczej podejściem przypominają Hewitta, ale ja myślę że ta generacja nie będzie już tak rywalizować jak nawet ta z Djokovicem. bądź co najwyżej będzie taki Coric, Donaldson którzy będą grali na poważnie, a reszta będzie raczej przypominała Monfilsa i Tsongę.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 20.09.17, 21:25
      Diagnoza braku sukcesów WS Riosa i Gonzaleza trafiona w punkt, przy doprecyzowaniu, że wynikały głównie z powodu dystansu do pracy i gry na scenariusze tzw wysokoprocentowe czyli podejścia.
      Tu pełna zgoda. Szlema nie da się wygrać bez maksymalnego wkładu pracy, zaangażowania i na letnio, chociaż można nawet na zimno, jak to robił Agassi. Dlatego Chang, Sampras, Nadal, Federer, Djokovic, Murray, czy Wawrinka zdobyli te tytuły, a inni, potencjalnie równie, albo i bardziej utalentowani, nie.
      Szlema nie wygra się samym talentem, nawet najwyższej miary, tylko przez pewną wyższość, doskonałość, nadzwyczajność, osiągnięte tu i teraz.
      Żeby taką nadzwyczajność osiągnąć, trzeba włożyć bardzo dużo, bo w szlemie, w przeciwieństwie do zawodowego touru, trzeba być gotowym na długi dystans, nieznany tor przeszkód i przekroczenie Rubikonu. To bardzo dużo i dlatego tak niewielu się udaje.
      Nie ma większego znaczenia jak kto grał kiedyś, liczy się tylko co chcesz, potrafisz i możesz tu i teraz. Do tej rywalizacji musisz chcieć wnieść czegoś więcej niż inni, jakiś plan, pomysł na grę, może być nawet względnie prosty, czy prymitywny, ale środki już najwyższej miary.
      Ostapenko zaparła się że będzie wygrywać na swoich warunkach, bardzo prostych, ale narzędzia przygotowała ostre, a wykonanie było zabójcze.
      Stephens, nie wspominając nawet już o Woźniackiej, postrzegam zupełnie inaczej, niż Ty.
      Ona tytuł USO wywalczyła też na swoich warunkach, zdawałoby się znanych i przerabianych, ale wykonanie było w wersji Premium.
      Sloane potrafi technicznie dużo więcej niż pokazuje, sporo trzyma w zanadrzu.
      Za pozornie delikatną i defensywną grą, jest zamysł i są przygotowane petardy, których często nawet nie musi odpalać. Gra przemyślnie, błyskotliwie, porusza się błyskawicznie z lekkością Anioła, rysując sekwencje o wysokich walorach estetycznych.
      Nie ma żadnego porównania do amatorszczyzny Radwańskiej, czy nawet innych wymienionych, na tle których jawi się zjawiskowo.
      Tak było w tym szlemie, co nie znaczy, że tak będzie dalej, w zawodowym tourze.
      To, co grała tu, równie dobrze może się nie sprawdzić w kolejnym szlemie i pewnie tak będzie, jeśli nie zaproponuje czegoś nowego.

      Bukmacherka kompletnie mnie nie interesuje, bo tenisem, a w szczególności szlemami interesuję się wyłącznie dla przyjemności, nie pieniędzy.
      Pewnie dlatego bardzo nie lubię, jak ktoś psuje mi przyjemność badziewiastą grą, niegodną postawą, zachowaniem, albo dennym, czy pożałowania godnym komentarzem w TV.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.09.17, 02:18

      no właśnie w tym zestawieniu nie pasuje przede wszystkim Wawrinka, którego z różnych powodów mniej cenię od np Tsongi, Gasqueta, Blakea, nie wspominając o najlepszych tenisistach w historii tenisa, ale który jest mimo tą samą kategorią gracza, z tym swoim roztargnieniem, wahaniami formy w czasie jednego gema, i seta o meczu i turnieju nie wspominając, miał wyjątkowego fuksa, że trafił na czasy dominacji Djokovica, i miał niezbyt dysponowanego Nadala i resztę w zasięgu miał, i to właściwie chyba jedyny taki przypadek w czasach nowożytnych który stuknął 3 razy szlema. Agassi też może miał tą agresję na wynik, ale jego podejście nie było takie jak panów dominujących później. po co oglądać mecz bez obstawiania? lepiej oglądając zarabiać...ja najbardziej lubię takie mecze oglądać gdy jeden zawodnik gra swój najlepszy tenis. praktycznie nie zdarza się że przeciwnik gra równie dobrze nigdy, więc można obejrzeć dobry mecz i łatwo wskazać który kupon wygra.

      otwórz oczy i przejrzyj. Stephens to Woźniacka do kwadratu która taktyką Radwańskiej trzyma coś w zanadrzu tylko nigdy nie odpali bo liczy że rywalka zepsuje. jak ktoś weźmie sprawy w swoje ręce czy trafi na taką równą Halep nie ma nic z jej gry na korcie. prorokuję w najbliższych miesiącach zdecydowane przegrane z Kvitovą, Muguruzą, Svitoliną, Halep, Keys, Kerber, Woźniacką, Halep, Osaką, Cibulkovą, Cornet kiedy te będą w dobrej formie.

      doszła do finału przypadkiem na błędach Williams, i Keys, które zagrały na 10%.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 21.09.17, 16:07
      Wawrinka nie pasuje w tym zestawieniu, bo nigdy nie zachwycał naturalnym talentem, pomysłową, błyskotliwa grą, do której nie wniósł nic nowego.
      Wyróżniał się co najwyżej jednoręcznym bh, z którego długo nie potrafił zrobić większego pożytku. Latami był typowym wyrobnikiem schowanym w cieniu Wielkiego Szwajcara, ale był w dobrym środowisku, miał możliwości, wzory i co ważniejsze zatwardziały charakter, który sprawił, że rzucił wszystko na jedną szalę, by spróbować zaistnieć.
      Kosztowało go to dużo, ale się udało. W 2013 w AO kiedy przegrał z Nole w Tb, po kapitalnej 5 – setówce, uwierzył, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi, ale szczególne parcie miał na wygranie z Djokovicem.
      Rok później zdobył tam już tytuł, formalnie wygrywając z kontuzjowanym Rafą, ale tak naprawdę Rubikon przekroczył wygrywając po kapitalnym epickim meczu w QF z Djokovicem i to na Jego terytorium. Ten tytuł nie był żadnym fuksem, raczej owocem determinacji płynącej z siły charakteru i woli katorżniczej pracy, która doprowadziła go do uwolnienia innych atutów. Dwa następne tytuły FO i USO wywalczył w kolejnych latach też po finałach z Djokovicem i myślę, że to by było na tyle, bo Wimbledonu nie wygra, a z Nole porachunki ma załatwione.
      Jako 3 – krotny Mistrz WS, Stan jest tą samą kategorią, co wymienieni, ale jednak nie taką samą. Nie odcisnął indywidualnego piętna, jak Sampras, Agassi, Rafa, czy Federer, , nie wniósł żadnego novum, nie przystawił koronnej pieczęci, co nie zmienia faktu, że na te tytuły zapracował i zasłużył, pokonując najlepszego wówczas Djokovica jego własną bronią, ale na swoich warunkach.

      Nie wiem co w zanadrzu trzyma Radwańska, bo od lat gra to samo. Nawet jak poprawiła pierwszy serwis, poćwiczyła asy i wydłużyła uderzenia, to skrótem i lobem może sobie straszyć kelnerki i zarabiać na torebki. Do tego jej uderzenia są obrzydliwie pokraczne, a taktyka wręcz mierzi.
      Woźniacka kiedyś i teraz, to różne Woźniackie. Powybierała od kolejnych trenerów co było do wybrania i potrafi już z tego korzystać. Potrafi grać świetne mecze z najlepszymi, nawet z Sereną, nigdy od niej nie śmierdziało gó...jadem i to jest zasadnicza róznica.
      Tym bardziej Sloane, która już na wejściu objawiła się zjawiskowo, potrafiła w szlemie wygrać z Sereną, co udało się bardzo niewielu, a teraz potrafi z całą pewnością dużo więcej.
      Nawet jak miała słaby okres, czy czas zastoju, to potrafiła wyciągnąć wnioski i spożytkować.
      Zupełnie nie interesuje mnie co i jak będzie grała w tourze, tam może sobie grać nawet badziewie. Mam natomiast pewność, że jak wyjdzie na szlema, będzie gotowa na wielką grę, co wcale też nie znaczy, że musi wygrać. Chętnych, myślących i gotowych do dużej rywalizacji, nawet jak mniej zdolnych, jest sporo, pewnie więcej niż u panów, ale tam też po ostatnim USO sporo się zmieni. Każde zwierzę, swój rozum ma, tylko nie każdemu świat miły, a życie jest drogie i nie bardzo się chce poświęcać, jak Wawrince.
      Nie każdy też ma papiery, żeby zostać królem puszczy.

      Najlepiej być królem siebie, niczyim niewolnikiem, niczyim zakładnikiem.
      Każdy obstawiasz jest zakładnikiem, swoim własnym i nie tylko.
      Ja wybrałem wolność i przyjemność.

    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 22.09.17, 06:41

      przyjemność daje oglądanie tak na prawdę niewielu meczów, a oglądając niewiele meczów trudno być Ekspertem.

      za te mordęgi wyrobników lepiej sobie wypłacić choćby symboliczną prowizję, tym bardziej jak da się tym zarobić na pełne utrzymanie.

      obstawianie zmienia perspektywę spojrzenia na zawodników, bardziej analizujesz skuteczność ich gry i łatwiej rozumiesz zależności i słabości oraz realne powody dla których wygrywają i przegrywają. nawet jeśli obstawiasz inaczej niż typując zwycięzcę (taktyk jest bardzo wiele). ja typuję zwycięzcę, więc tylko dzięki obstawianiu umiem wbrew pozorom docenić również i tą stronę rywalizacji. gdyby nie obstawianie to w ogóle nie byłbym w stanie przyznać minimum atutów takim tam Djokovicom, Ferrerom, Woźniackim i Azarenkom. obstawiając doceniam pewne atuty ale tylko w grze na punkty, co nie znaczy że stawiam je wyżej niż te które punktów przynajmniej z takim prawdopodobieństwem nie przynoszą. jeśli nie jesteś w stanie spokojnie typować i wygrywać na obstawianiu to znaczy że rozumiesz dopiero wtedy jak tenis uzależniony jest od przypadku jeśli tak na prawdę nie wiesz nigdy co się zdarzy i jak tenisiści są lepsi pozornie. jeśli jesteś w stanie zarabiać to dziwne byłoby z tego nie skorzystać, skoro mecz i tak się oglądać.

      Stephens chowa się za przebijaniem więc jest dla mnie odmianą Radwańskiej / Woźniackiej.

      co do Wawrinki wygrał przypadkiem robiąc formę kiedy jedynym faworytem był Djokovic który ma 100% przegranych z Gonzalezem. w zasadzie z podobnej kategorii tenisistów tylko Tsonga, miał w tych latach jakąś formę. nie wykorzystał jej, a z młodszych to dopiero jest od niedawna Kyrgios, Thiem, no może Dimitrov chociaż ciągle jemu coś brakuje. Thiem i Zverev już pyknęli Djoka, więc zobaczy ile turniejów wygrałby Gonzalez gdyby w jego czasach Djokovic był liderem?

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 22.09.17, 22:00
      Szczęśliwie nie odczuwam potrzeby typowania, zmiany perspektywy patrzenia, czy głębszej analizy skuteczności zawodników, bo do niczego nie jest mi to potrzebne, a już na pewno nie do oceny jakości gry. Może dlatego potrafię docenić dobrą grę w nawet przegranym meczu, bo nie zachłystuję się byle punktami, zagraniami, czy byle wynikami, jeśli nie są pochodną jakości.
      To właśnie jakość daje podstawę do przewidywania możliwości szlemowych, oczywiście ważona do aktualnego potencjału rywali. Dlatego często z politowaniem słucham dyrdymał komentatorów podniecających się H2H pańci, czy innymi, zupełnie nie znaczącymi statystykami z innej epoki.
      Z doświadczenia wiem, że tenis częściej uzależniony jest od błędów sędziowskich, niż przypadku i tylko szlemy, w przeciwieństwie do zawodowego touru, są w stanie obronić się przed przypadkowym, nie dość godnym triumfatorem, a tenis przed upadkiem.
      W szlemach działa to praktycznie bezbłędnie. I nawet nie próbuj przywoływać przykładu Bartoli, bo przypomnę, że to właśnie Bartoli wcześniej w Wimbledonie wygrała z Sereną, co już jej dało bardzo poważny mandat do przyszłego tytułu. Podobnie zresztą jak wygrana Lisickiej z Sereną, dała jej papiery na finał. Szlemy to inna kategoria i trzeba umieć to czytać.
      Wg twojego rozumowania, Wawrinka przypadkowo, czyli fuksem wygrał z Djokovicem,
      akurat w trzech szlemach, w których zdobył tytuły. Logika, że ręce niżej dupy opadają.

      O Next Gen jestem dziwnie spokojny, będzie bardziej bogato i ciekawie, niż się zanosi i być może ten czarny akcent Szlema w NY będzie miał w tym znaczący udział. Tak to widzę !
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 23.09.17, 05:54

      na szlemach to widzę że się w ogóle nie znasz.

      gdyby nie błąd sędziowski Gonzalez wygrałby AO 2010 a nie przegrał w 4 z Roddickiem i wygrał RG 2009 a nie przegrał z Soderlingiem w SF przez sędziego Molinę który zmusił go do wytarcia śladu tyłkiem. a mówimy tu raptem o tylko jednym roku kiedy Gonzalez wygrałby już 2 szlemy. sędziowskie pomyłki to też przypadki składające się na większy przypadek rozpatrywany holistycznie.

      Wawrinka nie przypadkiem wygrał z Djokovicem tylko miał szczęście że akurat rozwinął największą formę kiedy Djokovic był liderem a on nie był odporny na grę jak Gonzalez/Blake/Tsonga/Kyrgios czy niech będzie Wawrinka.

      szlem jest tylko prestiżowy w niektórych edycjach i nie mówimy tu o granym na pożywieniu dla bydła Wimbledonie.

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 23.09.17, 13:34
      Pewnie nie znam się na tenisie jak zawodowi eksperci, tym bardziej jak samozwańczy, bo nie jestem żadnym i nawet nie zamierzam aspirować.

      Zupełnie niepotrzebnie wyżywasz się na szlemach i okolicach, tylko dlatego, że Gonzalez i Rios ich nie wygrali, chociaż byli tak dobrzy i wybitni, że powinni.
      Fakt, potrafili być doskonali, ale nie wygrali, niemniej się w historii tenisa zapisali, właśnie dlatego, że byli wybitni, wnieśli do tenisa coś swojego, niepowtarzalnego, nadzwyczajnego i tego im nikt nie odbierze, w tej historii pozostaną, nawet bez triumfu WS.
      Nie są w tej materii jedyni ofiarami losu, pomyłek sędziowskich, szczęścia, czy jak wolisz przypadków i doskonale rozumiem, że w tym kontekście mogą wkurzać tytuły takich super rzemieślników jak Wawrinki, czy nawet Djokovica. Tylko nie jest to wystarczający powód, by je na każdy możliwy sposób deprecjonować, bo zakrawa to na dziecinadę.

      Jak już koniecznie chcesz rozpatrywać holistycznie, to można się zastanowić, czy właśnie u Gonzalesa i Riosa, stan umysłu, ducha i ciała w sytuacjach tych jak nazywasz przypadków był kompatybilny. Holistycznie te trzy stany mają na siebie wpływ i są uzależnione.
      Może więc w konkretnych sytuacjach, w którejś z tych sfer można dopatrzeć się przyczyny niepowodzeń, podobnie zresztą, jak niejednokrotnie miało to miejsce u Federera.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 23.09.17, 14:17

      ja się na niczym nie wyżywam na szlemach tylko próbuję uświadomić co jest bardziej prestiżowe. o prestiżu decyduje to kto wygrywa daną imprezę i jak się w niej prezentuje, a nie jak ją sponsor i telewizja zareklamuje. mówienie o braku pomyłek sędziowskich na wielkim szlemie kiedy Serena Williams była sprowokowana żeby włożyć liniowej piłkę w gębę jest jakimś wielkim nieporozumieniem. ale każdy ma prawo być fanem szlema i truskawek na Wimbledonie gdzie nie ma gry sensownej. tak jak uważać że US Open był w tym roku prestiżowym turniejem i zachwycać się przebijactwem Sloane Stephens która myśli jak Radwańska że przerzutem przetrzyma rywalkę. zresztą nie raz już się popisałeś brakiem adekwatnej opinii o Murrayu, i Monfilsie więc czego się spodziewać w komentarzach na temat Stephens. dziwi tylko ten brak sympatii do Radwańskiej która wzorowała się na Hingis i gra równie defensywną kontrę. teraz gra Dzumhur i powinieneś być jego sympatykiem. nawet Maciej zapadł się pod ziemię ze wstydu jak zobaczył jaki poziom ma turniej rozgrywany w jego mieście. a Ty nie umiesz przyjąć oczywistej prawdy co jest i nie jest prestiżowe.

      o Riosie i Gonzalezie już dużo napisałem. charakteryzował ich nonkonformizm i niechęć do płynięcia z prądem czy też dostosowania się do każdej sytuacji na korcie. potrafili się zniechęcić i obrazić na mecz. inni próbują walczyć i tłumić emocje, grać na siłę nawet jak im się nie chce czy nie idzie itd. jak by mnie coś zirytowało na korcie to też bym dalej nie angażował się w mecz. dla innych jednak zwycięstwo jest najważniejsze i próbują na siłę osiągnąć cel. jest to bardzo prostackie podejście

    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 23.09.17, 22:00

      Sloane nie tylko myśli, ze przerzutem przetrzyma rywalkę, ale ją faktycznie przetrzyma i na koniec dobije. A prestiż nie jest prawdą objawioną, czy przez kogokolwiek zapodaną, tylko wartością latami wypracowaną i powszechnie uznawaną.

      Jakby jeszcze ktoś nie wiedział, dlaczego Rios, Gonzalez, a w promocji Kyrgios,Tsonga, czy Fognini nie wygrali szlema, to już wie. To się bardzo dobrze komponuje z tym, o czym tu piszę, że kluczowe jest myślenie o sporcie, tenisie i grze, a tytuły WS zarezerwowane dla nielicznych i wybitnych sportowców, ponoszących i z godnością wytrzymujących trudy rywalizacji.
      Zwycięstwa i porażki są wpisane w sport, ale te pierwsze, tylko dla wytrwałych, a nie kapryśnych, humorzastych, czy obrażalskich, którym się wydaje, że Pana Boga już za nogi złapali.
    • Gość: Prestiżowy Ekspert IP: *.static.masterinter.net 24.09.17, 06:50

      Sloane dobije jak wytrzyma psychicznie. jak będzie miała przeciwko sobie Woźniacką, to nie dobije bo się będzie bała że Woźniacka dobiegnie i następną Sloane zepsuje. albo nagle zacznie dobijać co drugą piłkę bo będzie się bała że nie wytrzyma wymiany.

      no i wyszło szydło z worka. cenisz ludzi ciężkiej pracy a nie ludzi którzy grają jak im się podoba, którzy tylko od czasu do czasu pokazują pełnię swoich możliwości. jednak lata PRLu musiały odcisnąć swoje piętno. mógłbyś śmiało kandydować w przeszłości na przodownika pracy, i dostać odznaczenie od Gierka.

      jakich masz wybitnych zwycięzców szlema, Chang - nikt specjalny, Johansson - tylko dobry zawodnik chociaż kto wie czy nie nawet lepszy od Changa, Djokovic - rzemieślnik, Murray - tylko przebijanie i bieganie, Courier - jeden schemat, Lendl - najbardziej wyrobniczy lider tamtych lat, Hewitt - najmniej utalentowany zawodnik który był nr.1, i wygrywał tylko zażartością jak Ferrer, Kafelnikov - niczym nie wyróżniający się tenis, chociaż przy tym nie był regularny, Bruguera - najbardziej defensywny i regularny Hiszpan ze wszystkich wymęczający każdą wymianę stękaniem, Albert Costa - tylko trochę ciekawszy Hiszpan, nie mający nic z klasy Ferrero, Moyi czy Nadala. właściwie po drugiej stronie masz przede wszystkim Samprasa, Federera, i Agassiego, Edberga, może Rafter, Wawrinka, del Potro z tamtego szlema, gdzieś po środku można zapisać Ferrero, Safina, Kuertena, Nadala. jednak jak się zastanowisz to ci bardziej utalentowani właśnie zdobywali szlemy podejściem tych Lendlów, Djokoviców, Hewittów które może nie było aż takie, ale większe niż u Riosów, Gonzalezów, Tsongów, Coriów, czy Blakeów. nie wiem jak można cenić takie wyrobnicze podejście i samodyscyplinę, Radwańska nosi koszulkę z napisem Workday a Ty powinieneś wywiesić sobie ją na ścianie a napis wytatuować na czole.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 24.09.17, 14:10
      To prawda, że nie cenię wszystkich grających jak im się podoba, np pańci, tylko cenię grających jak MNIE SIĘ PODOBA, czyli z pomyślunkiem, kreatywnie, nie prymitywnie i kończących piłki na swoich warunkach.
      Bardzo odpowiada mi ta druga, wymieniona strona, jednak z pierwszej linii bym wyrzucił Wawrinkę, jako że mało autorski, natomiast dołożył wszystkich wymienionych po środku.
      Masz rację, że ci bardziej utalentowani zdobywali tytuły WS, niektórzy nawet liczne, podejściem stricte sportowym, bo wiedzieli doskonale, ze szlema inaczej się nie wygra, chyba że ma się taki power, jak Marat, czy Agassi. Oni mogli pozwolić sobie na dużo więcej luzu, w odróżnieniu od pozostałych.
      Tsonga mimo wszystko nie pasuje mi do jednego szeregu z Riosem, Gonzą, Blake`m, czy Corią, bo przy nich to mięczak, a Radwańskiej żadna koszulka, ani napis nie pomoże, natomiast niektórym być może !
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 20.09.17, 21:17
      Należy się korekta tytułu do śmierdzącego szlema, bo nie wina szlema, że smrodził komentator Polsatu i to nie pierwszy raz, ale chyba pierwszy raz tak bezceremonialnie i wrednie.
      Niewątpliwie te i inne smrody, czy śmieci są rezultatem braku dbałości tej Stacji o profesjonalizm i daleko posuniętej tolerancji względem komentatorów rażąco naruszających elementarne normy etyki dziennikarskiej.
      Do kolejnego Tenis Premium pozostało dużo czasu, przyjdzie pora na podsumowanie premiowania tenisa przez Polsat , także podsumowanie USO, widziane bardziej z dystansu.
    • Gość: Luka IP: *.dynamic.chello.pl 21.09.17, 22:35
      Opatrując USO 2017 czarnym akcentem, nie przewidywałem, że będzie aż tak czarny dla wszystkich bez wyjątku oficjalnych faworytów, ani tak dosłownie w odniesieniu do pań.
      Inspiracją była oryginalna kreacja inauguracyjna Marii Szarapowej w hitowym meczu z Halep, oraz mało ryzykowna wizja pogrzebowa Rogera, Muguruzy i Pliskowej, czyli głównych i powszechnie typowanych pretendentów do tytułu.
      Rzeczywistość przerosła wyobraźnię, czarna seria i czerń w różnych odmianach żyła, była i grała tu od początku do końca.
      Najsmutniej wyglądało to w przypadku przegranej Wenus, która zagrała świetne mecze, ale nie dała rady przystawić pieczęci.
      Najpiękniej w przypadku Del Potro, który powstawał jak Feniks z popiołów, spychając w czarną otchłań niebytu, niby już wygranych bitych faworytów. Jak my to kochamy !
      Takie scenariusze to sól i sam miód tenisa, tylko soli było tu dużo i o wiele za dużo.
      Co ciekawsze, tu w Ameryce wygrywała sól nie z roli, a z niedoli, ludzie wracający po poważnych kontuzjach, długim pauzowaniu, poniekąd z beznadziei, ale mocni nadzieją.
      W konfrontacji z młodymi silnymi byczkami dostawali drugie życie i rośli, jak Anderson, Rafa, Wenus szła jak burza, Kvitowa długo kwitła, Keys rządziła, a Sloane, w kolorze himalajskiej soli zdobywała Himalaje i sięgnęła nieba.

      Takie scenariusze możliwe są tylko w szlemach. Wcale nie zdziwi, jak ci sami zawodnicy w turze stracą dużo blasku, albo i cały, ale tego co zdobyli nie stracą, na tym będą budować nowe szlemowe nadzieje.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

    Zapamiętaj mnie

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.