Gazeta.pl   Forum   Sport   Tenis   I had a game of my life.

I had a game of my life.

Autor: Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 06.03.09, 05:51
Kumple zadzwonili w sobote,by przyjsc do parku i w kosza pograc,wiec
czemu nie.Biore wiec syna,a on jeszcze kilku kumpli ze szkoly i
podworka i docieramy do moich kumpli ,ktorzy sa w wieku 21
lat,wszyscy studenci.
No wiec oni nie chcieli zeby Maciek gral,bo beda musieli na
dzieciaka uwazac itd.Wiec ja powiedzialem,ze on bedzie w jednej
druzynie a ja w drugiej i to ja bede gral przeciwko niemu wlasnie
tak ,zeby go nie faulowac.
Stanelo na moim,gralismy 3 na 3.
W syna grupie byl Krzysiek z Elku,ktory ma 1,95m wzrostu i Max z
Ukrainy,gdzies 175 wzrostu,a syn ma 161 cm.
U nas wszyscy byli mniej wiecej rowni okolo 1,8m .
Ze mna gral Alex i jeden podpalany,ktorego imienia nawet nie
znam,ale gral bardzo dobrze.
No wiec Krzysiek stal pod koszem i zbieral pilki i rzucal na
obwod,do syna albo Maxa a ci rzucali albo podawali spowrotem do
Krzyska,ktory kelnerska zagrywka z odbiciem od tarczy wrzucal do
kosza.
Wygladalo to tak,ze stojac przed koszem gdy dostal pilke,robil zwrot
w prawo bo jest leworeczny i ta jedna lewa reka szerokim lukiem
podnosil pilke do gory i odbijal od tarczy i zaliczal punkt.
On jest taki prosty z tym kelnerskim ruchem,ze jesli ktos
rzeczywiscie szybki stoi przy nim,to potrafi mu pilke sciagnac z
reki,gdy on ja podnosi do gory.
Ale Krzysiek jest z Elku i nie mozna go nauczyc,zeby dwiema rekami
podnosil pilke do kosza i wrzucal z odbiciem od tarczy.
Gra byla na tyle wyrownana,ze zeszla sie juz kupa luda i zaczeli nas
ogladac i czekac ,kiedy przegrani zejda z boiska.
No wiec gralismy oryginalnie do 16 ale gdy jest remis to podnosilmy
do 20 nastepnie do 25,30 itd.
Co sie oderwa na 2 punkty,to ich w ostatniej chwili dopadamy i gra
sie przeciaga.
Wszyscy juz byli nieziemsko zmeczeni,bo gralismy bez zadnej
przerwy,a najlepiej po korcie latal syn,ktory tez najwiecej punktow
dla swojej druzyny zdobyl.Juz myslalem ze wygramy,a syn 2 razy
rzytami z dystansu posylal gre do kolejnego overtime'u.
Prowadzilismy jednym punktem ,a syn znowu rzuca z dystansu,ale tym
razem lekko dotknalem pilki i gdy ladowala przed obrecza zlapal ja
Max i wygral mecz dla nas.
Wszyscy patrzyli na syna jak na geniusza jakiego,bo wszystko z
dystansu mu wchodzilo,a on sam powiedzial po meczu:I had a game of
my life.
Kumple syna,mimo ze sa od niego wyzszi nie graja z nami,bo za slabo
graja.
No i po tej sobocie,kiedy mial gre zycia,przyszedl wtorek kiedy
zalapal sie na team tenisowy.A w te sobote juz nie idziemy do
parku,bo syn ma turniej tenisowy na kortach US Open.
Cos za szybko to wszystko sie odbywa jak dla mnie.Nie liczylem,ze
jeden tydzien moze zmienic az tyle w jego zyciu.
Moze mu ograniczyc zarcie,zeby sie tak szybko nie rozwijal?
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-400 401-500 501-529
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.