Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    MIAMI-turniej mezczyzn

    IP: *.nycmny.east.verizon.net 24.03.09, 05:23
    www.sonyericssonopen.com/3/en/assets/pdfs/draws/09ATP_MDS1.pdf
    Zgodnie z zaleceniami Jedrzeja stawiam jak nastepuje:

    1-Nadal-Del Potro
    2-Verdasco-Nalbandian
    3-Tsonga-Djokovic
    4-Federer-Roddick

    Polfinaly: Nadal-Verdasco i Djokovic-Federer
    Final;Nadal-Federer i zwycieza Rafa.

    Verdasco moglby wygrac caly turniej,ale on sie boi wygrywac.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: J. IP: *.chello.pl 24.03.09, 05:51
      Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

      > Zgodnie z zaleceniami Jedrzeja stawiam jak nastepuje:

      O! Przepraszam, ja niczego ci nie zalecałem. Ja tylko stwiedziłem, że Pan Ranking w poprzednim turnieju typował lepiej od nas wszystkich. Ale to bynajmniej nie znaczy, że jest to typer idealny. W ćwiercfinałach pomylił się cztery razy. Ktoś z naprawdę dobrym nosem do typowania mógłby pokusić się o lepszy wynik. Ty sam mógłbś to zrobić, gdybyś tylko nie dał sobie wmówić uprzedzeń do Agi i Karoliny.
    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 24.03.09, 06:31
      Ja uprzedzen do Agi nie mam ,a ze jako rozstawiona z #7 przegrala z
      nierozstawiona Pavluchenkova w dwoch setach ,to nie moja wina.
      Chyba tostwierdzenie,ze szybko i szczesliwie weszla do 10-tki bylo bardzo
      trafne,ze Cie tak boli.
      W 2009 Aga ustabilizuje sie na pozycji odpowiedniej jej umiejetnosciom.
      Mozliwe ,ze w nastepnym roku wyskoczy nowa Pavluchenkova i zepchnie Age
      nizej,ale tak juz wlasnie bywa.
      #9 Wozniacki wygrala po 3 setowych mekach z # 18 Kanepi.
      Stawialem na Kanepi,bo Wozniacki dawno nie widzialem i ani razu nie widzialem
      jej w Indian Wells.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 25.03.09, 02:50
      I RUNDA

      BOLELLI-GABASHVILI - o, tu stawiam na zwycięstwo Gabashviliego ale nie lubię
      głupich wierzowców więc stawiam na Bolleliego.
      GIL-ZVEREV - obstawiam Zvereva na tej nawierzchni
      LU-SCHWANK - Lu jakoś tak
      GARCIA-LOPEZ-SEPPI - zdecydowanie Garcia Lopez to kiepski zawodnik dlatego
      stawiam na Seppi.
      STAKHOVSKY-ISNER - no niech sobie ten Isner wygra.
      DELIC-DARCIS - wolę Darcisa ale nie daję mu szans więc niech tam będzie jakiś
      Delic kolejny wieżowiec.
      ACASUSO-TIPSAREVIC - nie mam faworyta, Tipsarevic woli takie nawierzchnie ale
      Acasuso ma lepszy sezon, więc Acasuso powinien kiedyś mieć kryzys, a Tipsarevic
      mieć w końcu złapanie formy ale może jeszcze nie tym razem? Acasuso
      STARACE-VASSALLO ARGUELLO - nie widziałem ostatnio żeby coś Starace wygrywał.
      dlatego będę obstawiał do skutku tego zawodnika bo go lubię.
      GICQUE-MONACO - wolę Gisquela bo gra ładniej, ale Monaco wygra pewnie
      SWEETING-MASSU - Massu mógłby przejść wreszcie jakąś 1 rundę? Sweeting wygra
      pewnie znowu z Massu.
      KOUBEK-MONTANES - o, tu muszę postawić na Koubka, bo kiedyś był to jeden z moich
      ulubionych zawodników a Montanes to kiepski tenisista.
      TROICKI-DEVILDER - lubię Devildera ale pewnie wygra ten Troicki.
      KUNITSYN-CANAS - wyposzczony jest ostatnio wynikami więc Canas w końcu musi coś
      zagrać na zakończenie kariery.
      CHELA-REYNOLDS - Reynolds
      MULLER-QUERREY - no przygłup Querrey powinien wygrać z przynajmniej ładnie
      klasycznie grającym Mullerem najwyżej 1 set. Muller
      BECKER-LEVINE - B. Becker to jeden dla mnie z tenisistów niespełnionych. ładnie
      gra w tenisa, nie jest to coś wielkiego ale tak na db+ i ciągle przegrywa. więc
      niech coś wygra
      SELA-HEWITT - Hewitt zdecydowanie
      NAVARRO-NIEMINEN - Nieminen zdecydowanie
      CLEMENT-KENDRICK - to będzie bardzo ładny mecz w którym faworytem jest Kendrick
      i jego oczywiście obstawiam. dwóch weteranów chylących się ku upadkowi, jeden
      grający serw i wolej, drugi raczej tenis z Contry ale całkiem ciekawy i sprytny
      chociaż bez wielkiego błysku technicznego, no ale dużo ciekawszy od Hewitta.
      Kendrick 90%
      CALLERI-ROCHUS - wydaje mi się że wygra Rochus, ale stawiam na Calleriego bo go
      lubię
      BENNETEAU-SERRA - to dwa mało siłowe style gry. Serra gra ciekawiej, ale jest
      zawodnikiem średniej klasy zatrzymującym się na pułapie drugiej 50, i zwycięzcy
      challengerów. Benneteau jest mniej ciekawy ale bardziej regularny. stawiam na
      Serra bo go lubię. a Benneteau to prototyp Simona, chociaż ciekawszy od Simona
      bo jeszcze nie aż tak bezczelnie grający na środek. widziałem kiedyś mecz
      Simon-Benneteau w chyba Kasablance, to był śmiech. grali tak jak Simon - Monfils
      w AO, tylko jeszcze 2 razy wolniej.
      YOUZHNY-CHARDY - no tu gra jeden z moich nowych faworytów więc muszę go
      obstawić. Youzhny dla mnie nic w tym turnieju nie zdziała, a Chardy ma szansę
      aczkolwiek w tym meczu mają równe szanse. stawiam na Chardy
      GULBIS-BAGHDATIS - nie lubię Gulbisa ale na niego stawiam na tej nawierzchni.
      chociaż będę zadowolony jak wygra Baghdatis więc go wytypuję do kolejnej drabinki.
      KOHLSCHREIBER-DANCEVIC - jestem za Dancevicem, i go obstawię sobie
      KUKUSHKIN-HAAS - kto to jest Kukushkin? Haas oczywiście
      LJUBICIC-HERNANDEZ - Ljubicic
      HANESCU-RUSSELL - nie znam człowieka nie istotne, niech będzie Russell
      EVANS-HERNYCH - Hernych to beznadziejny tenisista. tylko Evans mi pozostaje.
      DENT-MELLO - Dent
      BELLUCCI-SANTORO - Santoro, ten Bellucci to jakiś mały jopek jest dopiero.
      KIM-LLODRA - no powinien wygrać Llodra

      teraz II runda

      NADAL-BOLELLI - to może być ładny mecz. Nadal
      ZVEREV-KARLOVIC - Karlovic
      LU-ANDREEV - nieważne, ten rejon jest nieistotny, Lu nie da rady
      SEPPI-WAWRINKA - nie wiadomo, raczej Wawrinka
      FERRER-ISNER - Ferrer
      DELIC-CILIC - no raczej Cilic
      MELZER-ACASUSO - Melzer
      STARACE-DEL POTRO - no trzymam kciuki za Starace ale obstawię jednak Del Potro tutaj
      MURRAY-MONACO - Monaco na 51%
      SWEETING-FISH - Fish
      GASQUET-KOUBEK - bardzo ładny mecz, Gasquet faworytem
      TROICKI-NALBANDIAN - Nalbandian
      GONZALEZ-CANAS - Gonzalez w tym turnieju padnie. mam nadzieję że nie w tej
      rundzie jeszcze, ale widzę to niebezpieczeństwo. Canas ma się za co mścić. po
      50% szans, ale oczywiście nie mogę obstawić inaczej
      REYNOLDS-STEPANEK - Stepanek po 50%
      LOPEZ-MULLER - to będzie bardzo ładny mecz. Muller
      BECKER-VERDASCO - Verdasco
      SIMON-HEWITT - no niech się wykończą, i odstrzelą z tego turnieju. wolę Hewitta.
      wszystko jest w tenisie lepsze od Simona
      NIEMINEN-SCHUETTLER - właściwie to po czym ten Schuettler ma tak wysoki ranking?
      Nieminen.
      KENDRICK-SODERLING - Kendricka lubię, Soderlinga nie. Kendrick ma 50% szans z
      młotkowym serwisem Soderlinga, ale niech spróbuje wygrać to mu postawię loda :)
      CALLERI-TSONGA - dwa sety i Tsonga jest w domu.
      BLAKE-SERRA - Blake jak wyżej
      CHARDY-BERDYCH - jakoś Berdych lubi te turnieje amerykańskie. ja Berdycha nie,
      ale Chardy jest nieregularny - Berdych. chociaż jesetem za Chardy
      MATHIEU-BAGHDATIS - Baghdatis ale równe szanse
      DJOKOVIC-Dancevic - Djokovic będzie się męczył.
      RODDICK-BHAMBRI - to będzie jakiś cyrk. jak można mieć takie nazwisko? Bhambri.
      wygra Roddick
      HAAS-TURSUNOV - Haas
      LJUBICIC-SAFIN - nie ma zwycięzcy ale Ljubicic
      RUSSELL-MONFILS - Monfils
      ROBREDO-EVANS - Robredo
      DENT-ALMAGRO - tu może być niespodzianka więc stawiam po długich wahaniach na Denta
      KIEFER-SANTORO - Kiefer
      LLODRA-FEDERER - Federer gładko


      III RUNDA

      NADAL-KARLOVIC - daję Nadalowi jakieś 80% szans.
      ANDREEV-WAWRINKA - nie ma faworytów, oba przeciętniaki, Wawrinka niech będzie
      FERRER-CILIC - Cilic na 80%
      MELZER-DEL POTRO - Del Potro
      MONACO-FISH - Fish
      GASQUET-NALBANDIAN - 50% szans dla każdego. Gasquet bo go bardziej lubię
      GONZALEZ-STEPANEK - Gonzalez, chociaż prędzej Gonzalez przegra z Stepankiem niż
      Canas
      MULLER-VERDASCO - no i to jest właśnie ciekawe. gdyby to był mecz Lopez Verdasco
      stawiałbym na jednoznaczne zwycięstwo Verdasco w dzisiejszej formie, a tu na
      minimalne ale jednak
      HEWITT-NIEMINEN - 50 na 50, ale jeśli Hewitt ma wrócić do formy to ma bardzo
      dobre losowanie. a w ogóle to z jakiej racji on jest już w 32? a nie to WC
      KENDRICK-TSONGA - no to będzie mecz. Tsonga
      BLAKE-BERDYCH - Blake ale niewyraźnie
      BAGHDATIS-DJOKOVIC - Baghdatis bo Djoka nie lubię
      RODDICK-HAAS - Roddick
      LJUBICIC-MONFILS - Ljubicic albo Monfils
      ROBREDO-DENT - Dent a niech będzie jakaś niespodzianka
      KIEFER-FEDERER - Federer

      IV RUNDA


      NADAL-WAWRINKA - Nadal
      CILIC-DEL POTRO - po 50% szans, ale ponieważ nie powiodło się Cilicowi w
      poprzednim turnieju, to dla równowagi niech się mu powiedzie w tym.
      FISH-GASQUET - no i tu się zaczynają schody. zarówno Fish jak i Gasquet jak i
      Nalbandian mogliby to wygrać. zakładam Fish ale daję mu 50% szans
      GONZALEZ-VERDASCO - Verdasco jeśli chodzi o prawdopodobieństwo. Gonzalez się zmęczy.
      HEWITT-TSONGA - oczywiście Tsonga jak będzie miał normalną formę i dzień.
      BLAKE-BAGHDATIS - nie wiem, tu jest bagno na tej 'ćwiartce' - Baghdatis
      RODDICK-LJUBICIC - Roddick
      DENT-FEDERER - Federer

      ĆWIERĆFINAŁ



      NADAL-CILIC - ze względu na zmęczenie przegra Cilic ale stawiam na niego bo nie
      lubię nudnego typowania.
      FISH-VERDASCO - Verdasco jak będzie Gasquet to i tak to samo
      TSONGA-BAGHDATIS - Tsonga to zdecydowany i jedyny faworyt tej "ćwiartki"
      RODDICK-FEDERER - Federer

      PÓŁFINAŁ


      CILIC-VERDASCO - Verdasco jest dla mnie i tak faworytem tej górnej drabinki do
      finału, nawet jak by grał z Nadalem, oczywiście może być Nadal za Cilica ale i
      tak bym wtedy obstawiał Fernando, Cilic nie ma szans i nie będzie miał siły po
      meczu z Nadalem.
      TSONGA-FEDERER - to będzie piękne spotkanie i jestem przekonany że do niego
      dojdzie, ale Federer głodny sukcesów jest dla mnie tu faworytem i on lubi taki
      styl gry, tak jak Gonzaleza. chociaż 60% tylko Federer, stawiam na Federera, w
      całym tym turnieju.

      VERDASCO-FEDERER - Verdasco ma szanse w zależności jak będzie grał Federer, ale
      Federer jest głodny sukcesów więc pewnie wygra. gdyby jednak Tsonga sprawił
      n
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 27.03.09, 18:19
      O wow! Że też Ci się chciało w środku nocy trzasnąc takiego posta.
      Nie dałem rady przeczytać w całości. Zaliczyłem tylko wstęp, po czym
      przeszedłem do puenty:) I ... myślę, że Verdasco nie będzie w
      finale.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 27.03.09, 20:15
      Tsonga, i Federer do półfinału, oraz Verdasco do finału :). bardzo się cieszę z
      postawy mojego pupilka czy Roberta Kendricka :), pokonał z palcem w d.
      Soderlinga a to zawsze jest coś. będzie w 3 rundzie. Kendrick to jeden z
      kilkunastu ulubionych przeze mnie tenisistów. udało mi się w środku nocy bo na
      forum najczęściej zaglądam między środkiem popołudnia a środkiem nocy :).

    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 27.03.09, 20:41
      ja go widziałem od jakich 3, 4 lat i grał zajebiście doprawdy. serwis
      przymierzony jak Fish czy Tsonga, świetne kończące uderzenia, nie lubi nudnej
      gry, dużo lata do siatki. luźno traktuje chyba tenis dlatego takie
      zaangażowanie. będzie grał z Tsongą w 3 rundzie i to powinno być spotkanie ale w
      PL pewnie nie pokażą niestety. z Miami są transmisje w nocy ale nie ma nic w
      dzień, a ja w nocy na ogół tv nie oglądam, bo mam inne zajęcia :)


    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 28.03.09, 00:15
      Wlasnie trener w szkole uczy syna chodzenia do siatki i bardziej
      agresywnego tenisa,bo my gralismy glowmnie z linii koncowej.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 28.03.09, 17:51
      zauważyłem tego tenisistę rok temu w turnieju w Estoril i zwrócił moją uwagę.
      taka średnio mocna ale dynamiczna gra w stylu "hiszpańskim" jaką pamiętamy z
      okresu gry Juana Carlosa Ferrero, tylko jak by bez tego błysku, trochę
      bezpieczniejszy i równiejszy tenis, coś jak Vollandri bardziej na środek ale
      dynamiczniej uderzający piłki. w sumie ostatnio taki styl trochę odchodzi w
      zapomnienie, i Frederico mi się widział jako szanse na 100 na kortach ziemnych,
      ale widzę że się rozwija i osiąga powoli jakieś sukcesy. to krótki tenisista,
      ale gra regularną piłką ciekawiej od takich dłużyzn Simona, czy Murray,
      Monfilsa, czy Hewitta, bo nie ma w jego grze tego schematu, i jest dynamiczny.
      to młody tenisista, może w przyszłości coś z niego wyrośnie, np. taki 'Lapentti'
      z Portugalii.

    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 28.03.09, 23:55
      ale się wierci. rok temu to był typowy challengerowiec i to taki raczej co "nie
      podskoczy", ale ja zauważyłem w nim potencjał, wydawał mi się zbyt precyzyjny i
      solidny, i taki równy, za równy na to żeby nic w tenisie nigdy nie znaczyć. jego
      potencjał porównałbym na tamten okres gdzieś do Benjamina Beckera, czyli takiego
      tenisa solidnego, upierdliwego, chociaż Gil raczej jest lżejszy i gra
      "hiszpańsko" a Becker grał dość ofensywnie tak bardziej jak Kiefer, a Gil jak
      Ferrero bliżej uderzający od końcowej linii (krótkie zagrania), i bardziej
      regularny niż finezyjny. dla niego sukcesem jest już trwałe bycie w szerokiej
      czołówce tak żeby się kwalifikować do turniejów, ale myślę że to może być
      ciekawy rywal na przyszłość. w ogóle cieszy mnie to że moi tacy "mali faworyci"
      w tym roku dają sobie nieźle radę, nie są to takie największe postacie tenisa
      ale tenisiści niedocenieni ze względu na ranking, mam tu na myśli przede
      wszystkim Fliavio Cipolla, Robin Kendrick, Bjorn Phau, Nicolas Devilder, może
      powoli wraca Massu który dziś przeszedł do 3 rundy. tacy tenisiści zawsze
      niezauważeni i niedocenieni, którzy zaliczają się raczej do doświadczonych już a
      mają teraz przynajmniej jakieś przebłyski wyników. Gil to młoda gwardia dlatego
      może jeszcze zaskoczyć jako taka mała mina. nie sądzę żeby potrafił być
      prawdziwym Ferrero, Robredo, czy takim Corią ale myślę że właśnie takich
      tenisistów solidnych twardych i mocno grających równo na ziemi ostatnio brakuje.
      to tenisista który nie psuje i w skali "mikro" jest całkiem niebezpieczny. nie
      gra tenisa stricte defensorskiego, jest raczej za szybki. oczywiście zależy z
      kim gra. takie nieustępliwe. ale może będzie się rozwijał, w tamtym roku to on
      jeszcze początki robił.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 28.03.09, 23:36
      ... szkoda ...
    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 28.03.09, 23:38
      Wyprul sie z Nadalem w poprzednim turnieju,to musi teraz odchorowac.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 28.03.09, 23:59
      odpadnięciu Hewitta z Simonem (dla mnie każdy kto przegra z Simonem będzie
      wielką niespodzianką ;). musiał mieć kiepską formę a może ten rywal akurat
      dobrą. kilka takich dziwnych wyników już było. na przykład Mathieu z Baghdatisem
      wygrał, a Djokovic łatwo z Dancevicem. dla mnie to są niespodzianki, a kto to
      jest Kukushkin?
    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 29.03.09, 01:02
      Hewitt nie dosc ze przegral z Simone'm to byla to kleska 6:1,6:2.
      Kukushkin ostatni rok zawiesil sie na #130-150 ale ostatnie dwa
      turnieje juz go widac i pojdzie w gore.
      Chyba slaba pamiec masz z Mathieu bo on ostatnie 2 lata spedzil w
      okolicach #30,a Baghdatis 2 lata temu byl dobry,a teraz ledwo w
      setce sie miesci.
      Bghdathis to jest taki meteor(przecietny zawodnik),ktory przez 2lata
      poswieci jak Aga a pozniej trudno go znalezc w rankingach.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 03:14
      jak Simon co prawda, ale to jest kiepski po prostu tenisista no i nie ma co
      więcej mówić. wolę Hewitta po przerwie bo już nie wygrywa a gra dojrzalszy i
      mniej schematyczny tenis. jak on kiedyś mógł wygrywać to ja sobie nie wyobrażam.
      (kiedy Hewitt był nr.1 akurat miałem szczęście przez jakie 2 lata oglądać tenisa
      rzadziej, to był okres Hewitt, Safin, Roddick, i Kuerten, i Kafelnikow kiedy
      byli nr.1 - jakoś wtedy mnie to nie bawiło ale jak Hewitt to najmniej oglądałem
      wtedy, po tym jak zniknął Marcelo, Sampras, i najlepsi się wykruszali). Simon
      jednak jest jeszcze gorszy od Hewitta, a że wygrał w takim stosunku to pewnie
      oznacza że Hewitt już się wpakował w dzieciaki i teraz bujać synka w kołysce mu
      przyszło.

      co Baghdatisa, napisałem kiedyś że nie widzę szans do powrócenia do dawnej formy
      dla Baghdatisa, ale Mathieu to jest kiepski psychicznie tenisista, a Baghdatis
      przeszedł gładko 1 rundę, więc myślałem że sobie poradzi. Baghdatis miał
      kontuzję i już gra gorzej. to nie ten sam zawodnik, przypomina mi różnicę między
      Henmanem z czasów świetności i z ostatnich lat kiedy miał problemy z plecami.
      Baghdatis nie był takim geniuszem jak np. Coria, ale był dużo ciekawszy od
      Murraya, czy Simona, czy Del Potro. bawił się grą, chociaż za dużo było w nim
      miękkości takiej i regularności jak u Taja Paradorna, a dziś to właściwie
      pozostała sama ta miękkość i regularność. kiedyś wystarczyło idealnie zagrać
      ręką, a dziś timing nie ten, już jest sflaczały i przykro momentami patrzeć. w
      przeciwieństwie do Radwańskiej, Simona i Murraya, Del Potro Baghdatis błyszczał
      lekkością gry i urozmaiceniem jak Paradorn + Monfils = w lepszym wydaniu, więc
      ożywiał trochę tenisowe rozgrywki. Radwańska i Simon w przeciwieństwie do niego
      nudzą i całkowicie wypalają je i pozbawiają wszelkiej atrakcyjności. nie byłem
      nigdy jego wielkim fanem ale Baghdatis miał jakieś plusy w sobie - tą
      spontaniczność i lekkość gry i właśnie to już chyba mu odpadło. nie wiem kto to
      jest Kukuszkin. ruskich teraz coraz więcej, Zverev, Kukushkin, Kunitsyn,
      Golubev, a poza Medvedevem to ruskie mi się dobrze nie kojarzą.


    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 29.03.09, 04:43
      Hewitt byl krotko #1 a Simone nie byl i nie bedzie.Za to Simone moze
      miec dluzsza kariere niz Hewitt bo jest wiekszym myslakiem.
      Baghdatis pojawil sie ni stad ni zowad i tak zniknal.Owszem mial
      lekkosc ,ale on nie ma warunkow do tenisa.
      Medvedev jest Ukraincem i przez pare lat byl calkiem dobry,choc
      kaprysny.
      A jak Ci sie Kafelnikov podoba,ten co uczyl Mashe w tenisa grac?
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 14:08
      tenisistkę?????????? nie wiem jak grał jak był na nr.1 bo wtedy wyłączałem
      telewizor :)). a wtedy go Stefanki prowadził, więc może coś zmienił. taki ruski
      przemądrzałek ale podobała mi się historia że rozwalił sobie nadgarstek poprzez
      walnięcie w bokserską gruchę. Simon nie ma prawa więcej być w 20, w tym roku
      wypad na kopy i potem coraz dalej, taka gra jest to dno tenisa. Kafelnikow grał
      kiepsko, Medvedev grał ok. Medvedev nie pamiętam jakie barwy reprezentował ale
      dla mnie Ruscy i Ukraińce to to samo, teraz też niby Kazachowie grają, dla mnie
      to ciągle ZSRR :))
      kojarzę ich z jednym tenisem, takim prostym, podobnym do polskiego i
      słowackiego, i czeskiego, takim trochę jak Simon i Murray właśnie, jak
      Davydenko. Kafelnikow grał podobnie jak Davydenko.

    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 29.03.09, 18:08
      Rzeczywiscie Kafel nie gral ladnie,ale byl tak skuteczny jak
      Davidenko.
      Simone wbrew pozorom dosc latwo wygrywa swoje mecze a Murray sie
      coraz bardziej na swoich meczy.Chyba nie uda mu sie zalatac
      wszystkich?
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 19:19
      ciekawszy przebijacz. popatrz ile czasu gra Simon. on i tak gra jedną wymianę 2
      x dłużej niż Murray.

      Kafelnikow był beznadziejny ogółem. taki prototyp raczej pomyliłem się - innego
      ruskiego Tursunova, identycznie grali. tylko Tursunov w Ameryce nauczył się grać
      trochę ładniej, a Kafelinkow się nie nauczył chyba że jak grał ze Stefankim ale
      tego nie oglądałem tak go widzieć nie chciałem.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 29.03.09, 19:46
      Tursunov zagrał nieźle pierwszego seta z Roddickiem. Stosując Twoją
      terminologię: przegrał, choć był lepszym tenisistą. Grał agresywnie,
      na dużym ryzyku, widowiskowo.
      Tak na marginesie, wydaje mi się, że Roddicka ktoś w
      przeszłości "wykastrował". Kiedyś bardzo lubiłem na niego patrzeć,
      dalej mam do niego pewien sentyment, ale to już nie jest ten sam
      tenisista, nawet podobny nie jest.
      I tak na koniec, zawsze mnie zastanawiam, po cholerę on się kłóci na
      korcie? Są tenisiści, którzy się tym nakręcają, którzy chcą mieć
      wokół siebie samych wrogów, włącznie z publicznością, ale Roddick do
      nich nie należy, jego to pozytywnie nie nakręca.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 20:22
      jednak a przynajmniej ma taki "styl", podoba mi się to że się kłóci z sędziami i
      jest taki właśnie z jajem chociaż jednym. Roddick kiedyś grał bardziej
      ekspresyjnie, teraz gra lżej bo go ćwiczy Stefanki, a w ogóle osiadł na laurach
      i mniej seksi gra, chociaż to powinna oceniać jakaś kobieta. pewnie to ramię
      naciągnął i teraz się oszczędza.

      Tursunov jest jednym z tych co dojrzewają jak wino, chociaż to zawsze pozostanie
      winem ruskim :))))))))) kiedyś widziałem w tym roku też całkiem niezły mecz z
      jakimś tenisistą i grał ok, choć też taki średni w sumie tenis.

      a że Tursunov grał widowiskowo...wiesz? od lat widzę że nawet nie lubiani kiedyś
      przeze mnie czy niedoceniani tenisiści grają zaskakująco "ciekawie" na tle
      nowych "gwiazd". czy nie odnosisz podobnego wrażenia? Kiefer, to kiedyś był
      płynny przebijacz z na siłę uspokojoną grą, teraz to jeden z efektowniej
      grających tenisistów - coś jak Tipsarevic. Lappenti którego lubiłem zawsze jako
      człowieka, ciekawa osobowość, jako facet mi się podobał, grał dość nudny tenis
      jeśli nie jeden z najnudniejszych, dziś gra całkiem "atrakcyjnie" na tle np.
      Monfilsa czy Simona czy Murraya, nawet Hewitt da się oglądać, a kiedyś nie dał w
      ogóle, Ljubicic kilka lat temu był nudny drwal, dziś dojrzałość z techniką
      połączona i gdyby nie powolność i lenistwo na prawdę potrafi zagrać całkiem
      widowiskowy mecz, Stepanek to pierwsza 10 efektowności (chociaż nie lubię jego
      "klaunowania"), Llodra kiedyś przeciętny tenisista, dziś jeden z większych
      stylistów, Santoro kiedyś nie lubiany dziś jest wzorem sprytu i techniki, Muller
      trochę młodszy kiedyś grał jak "idiota" z dobrymi warunkami do serwowania, dziś
      lepiej się prezentuje niż Rusedski, kim kiedyś był średniak Melzer?, dziś z
      większą sympatią się go ogląda niż Mustera, jak oglądałem Bjorkmanna rok z 2
      lata temu na Wimbledonie w półfinale zagrał, to tak jak by tego stylu już kilka
      lat nie było, Clement i Schuttler grają "techniczny" i dojrzały tenis, czy to
      kwestia zmiany gry tych tenisistów, czy to jest tak że kiedyś po prostu były
      inne czasy a dziś jest tenisowe bezhołowie, co jest grane? a Simon to jest
      właśnie symptom zbliżającej się wielkimi krokami tenisowej apokalipsy.



    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 29.03.09, 20:53
      Roddick wiele meczów przegrał przez kłótnie na korcie, gra mu się po
      takich akcjach sypała. To nie jest tenisista, który lubi grać przy
      buczących trybunach, on sam a wokół sami wrogowie. On lubi aplauz
      publiczności. McEnroe podsycał trybuny do niechęci, to samo robi
      Murray, który prawie każdy turniej kończy przy nieprzychylnej
      publiczności. Hewitt też miał taki okres, w którym najlepiej grał,
      jak wszyscy byli przeciwko niemu.
      Z tych tenisistów, których wymieniłeś, lubię Ljubicić'ia i Santoro.
      No i absolutnie poza konkurencją Murraya, który ma dla mnie pewną
      taką klasę i magię. Porównałeś go kiedyś do filmów Woody Allena, co
      miało być określeniem negatywnym, ale dla mnie nie jest, bo ja
      bardzo lubię taką stylistykę. Simon jest natomiast jak 1586
      odcinek "Mody na sukces".
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 21:31
      ale co do Allena uważam że jest to tylko mały ekscentryzm i indywidualizm nie
      wnoszący nic do kina. rozumiesz, osobowość Allena (która mi raczej nie pasi
      jakoś przesadnie), czy filmy Jarmusha odnzaczają się pewnym indywidualizmem, ale
      są ani nie specjalnie awangardowe i ambitne ani szokujące i odkrywcze, ani
      poważne i jakieś magiczne w kinie, do tego oparte na scenariuszu i grze
      aktorskiej a może przede wszystkim dialogach. to takie kino co mogłoby być
      teatrem, zwłaszcza telewizyjnym a czasem i podłogowym. nie liczy się KINO jako
      reżyseria, magia, inny świat, nie ma tego filmu, jest raczej gra i dialogi. no i
      taki "przegadany" jest tenis Murraya, inteligentny ale jak by mało znaczący na
      tle tenisa w ogóle.

      czy Roddickowi to pomaga wk. się na sędziów? wydaje mi się że on ma taki
      charakter i lepiej mu wychodzi jak się nie pilnuje, ale nie odbieram tego jako
      atak na sędziego czy publiczność. ja uważam że Roddick jak czuje się
      pokrzywdzony umie pokazać że ma "jaja" i powrzucać sędziemu ale robi to POD
      PUBLICZKĘ i publiczność raczej zwłaszcza w USA jest za nim. nie robi tego
      poważnie, jest w tym prowokacja, ale może to go w efekcie bardziej
      dekoncentruje, ja myślę że jednak lepszy jest Roddick wyzwolony niż stłumiony.

      ja z tych tenisistów co wymieniłem wymieniłem wszystkich których kiedyś mniej
      lubiłem niż po czasie. wolę od nich np. Carlosa Moyę, czy Bjorna Phau z tych
      starszych ale chciałem zwrócić uwagę że kiedyś byli nieprzeciętnie nudni, czy
      mało ciekawi po prostu, a teraz wydają się ciekawsi od współczesnych "gwiazd"
      tenisa. czy za tym stoi ich dojrzałość i zmiana proporcji w grze, czy raczej
      wyblaknięcie tenisa z tenisowości?

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 29.03.09, 22:17
      Ja lubię i Allena i Jarmusha, a najbardziej Kusturicę. Z filmów
      przegadanych uwielbiam Tarantinowskie "Wściekłe psy". To jest
      klasyczne kino dialogu, akcja jest tam niedookreślona i stanowi tło.
      Nawet podoba mi się określenie tenisa Murraya, jako "przegadanego":)
      Z tym, że według mnie on ten dialog prowadzi z takim specyficznym
      wdziękiem, klasą i magią. Murray ma dość zdecydowany rys
      indywidualny i dlatego w tym jego "filmie" panuje klimat, który może
      wzbudzać spore kontrowersje:)) Na pewno nie polubią go kinomani,
      którzy nie lubią kina aktorskiego.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 23:02
      Djokovic, Cilic, Ljubicic, Delic!!!!!!!!!!

      ja nie powiem jakie filmy lubię ale są one mało popularne :). z bardziej znanych
      to takie jak raczej mniej normalne, artystyczne, i z szalonym scenariuszem no i
      napięciem, np. thriller. ze znanych to zdecydowanie Lynch. Tarantino też może
      być ale taki jak Pulp Fiction albo Urodzeni Mordercy to było Stonea, albo
      Kalifornia :), Podziemny Krąg, Scorsese, lubię kino artystyczne, i niezależne. a
      to trudno jest porównywać do tenisa :), Marc Caro, Kar-Wai Wong, czy filmy typu
      Pi, Królestwo z tego co w Polsce powszechnie znane. raczej to oddaje klimat i
      'osobowość' niż na prawdę może być łączone z tenisem. pewnie ktoś w takim
      "klimacie" będzie szukał też specyficznego tenisa.

    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 29.03.09, 22:21
      i przez rain delay,jak ten mecz w Wimbledonie,gdzie juz mial
      Federera na widelcu,ale ze dwa razy przerywano mecz i sie spalil.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 23:03
      kiedy ten miał go na widelcu i przerwa była nie raz. Daniele grał tam dokładnie
      tak dobrze jak Roddick.
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 29.03.09, 23:17
      To była przerwa z powodu zapadających ciemności. Roddick był
      wściekły, bo chciał zakończyć mecz tego samego dnia w trzech setach,
      ale trzeciego przegrał i trzeba było dokończyć następnego dnia.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 29.03.09, 23:39
      co rozmawiać chyba że mowa jest o Kirilenko, Schnyder, Schiavone, czy Mauresmo,
      albo Suarez Navarro, Li czy Ivanovic, Pennettcie czy Marcie. a wy tylko tym WTA
      się podekscytowaliście i podbijacie wątki w których ciągle jest o WTA. z tego
      wynika że tylko dlatego że w Polsce kobiety osiągają większe sukcesy (bo jest
      łatwiej) wszyscy skupiają się na gorszym tenisie bo tu mamy wyniki jako Polacy.
      a prawda jest zupełnie inna - tenis kobiecy jest z reguły beznadziejny, chyba że
      Stosur wygrywa z Safiną w 2 setach, a warty omawiania jest tylko tenis na
      światowym poziomie czyli ATP. olać WTA.

      co do Braccialiego, to grał tam tak dobrze jak Roddick, a mecz był przerywany
      deszczem, a chyba dodatkowo przełożono go rzeczywiście na dogrywkę. jak przegrał
      tego tie-breaka w 3 to Bracciali był w transie i na fali, i moim zdaniem to nie
      posłużyć mogło głównie jemu, chociaż nie wiem, obaj się pocili mocno z grzywki i
      wilgoć unosiła się w powietrzu.
    • Gość: j. IP: *.chello.pl 04.04.09, 14:24
      Gość portalu: tenisista napisał(a):

      > dla mnie Ruscy i Ukraińce to to samo

      Co za nieuk.
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 01.04.09, 22:29
      No przepraszam bardzo, ale po tym I secie, uważam, że jest
      kompletnym idiotą. Może jeszcze się zreformuje...
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 01.04.09, 23:36
      Żal.pl
    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 01.04.09, 23:49
      On juz wszystko co najlepsze pokazal!
      To,ze sie ma swietne warunki fizyczne niewiele znaczy,gdy trzeba pokazac klase i
      rozsadek.
      Ja widze to najlepiej po trenerze w szkole syna.
      On nie wystawial syna do meczow,bo jest najmniejszy i najszczuplejszy,nie mowiac
      o tym,ze jest rowniez najmlodszy.
      No wiec wystawil tych duzych i glupich i szkola przegrala swoj ostatni mecz.
      No wiec na wczorajszym treningu wszyscy musieli byc obowiazkowo i trener kazal
      grac synowi z rok od niego starszym i 20 cm wyzszym chlopakiem,ktory gral
      wlasnie w poniedzialkowym meczu.Syn ogral go 3:0. No wiec kazal synowi grac z
      drugim "bohaterem" ostatniego meczu i syn tez go ogral 3:0.
      No wiec postawil mojego syna naprzeciw chlopaka ,ktory gra regularnie w druzynie
      od poczatku sezonu.Syn juz prowadzil 2:0 i tamten chlopak sie poddal,bo nie
      dawal rady wiecej biegac.
      Ja mowilem synowi,ze ten fat fuck nie umie grac,tylko musisz zmusic go do
      latania.No i slowo stalo sie cialem.
      Teraz nie moge sie doczekac,czy trener wreszcie wystawi syna w meczu,czy w
      dalszym ciagu bedzie mial obiekcje.
      Ja powiedzialem synowi by sie nie przejmowal,bo sadzac po postepach jakie
      poczynil w ciagu ostatnich 2 tygodni,to wczesniej c zy pozniej musi byc
      starterem,a jak nie,to szkola bedzie przegrywac mecze.
      Syn ma najlepszy backhand w druzynie,wiec mu polecilem zeby gral na backhand
      wszystkich swoich przeciwnikow,nawet przy serwowaniu.
      A takich dwoch tezszych jakich ma w druzynie,koniecznie ganial po rogach az padna.
      Powiedzialem mu krotko,nie grasz,zeby grac,ale grasz zeby wygrac.
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 02.04.09, 00:23
      Jak się ma ambicje, żeby być profesjonalnym sportowcem, to
      trzeba "grać, żeby wygrać", bo "grać, żeby grać", to sobie można
      amatorsko, na jakimś prowincjonalnym festynie w Zielonce Pasłęckiej.
      Pozdrawiam.
    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 02.04.09, 05:32
      Co do Zielonki,to sie zupelnie zgadzam,bo takie same prawa obowiazuja w Ozarowie
      Mazowieckim.
      Syn nigdy nie gral na turniejach i jak sie zalapal na druzyne tenisowa,to byl
      tak szczesliwy,ze dawal kazdemu ze soba wygrywac.
      Mnie to ponioslo i powiedzialem mu pare gorzkich slow jak bylismy na USTA na
      Flushing Meadows.Poplakal sie,az mnie sie go zal zrobilo.
      On na turnieju gral na 50% swoich mozliwosci,kiedy wszyscy inni szli na zaboj.Na
      drugim turnieju byl juz troche lepszy i wygral jeden mecz a dwa minimalnie przegral.
      W ostatni poniedzialek wygral wszystkie trzy mecze i on specjalnie duzo lepiej
      nie gra,tylko przestal sie bac tych wielkich chlopakow i serwis poprawil.
      Jak stal na przeciwko niego chlopak rok starszy,20 cm wyzszy i 30 kilo
      ciezszy,to jak sie nie bac.Chlopak ma potezny zasieg ramion,ale z backhandu
      uderzyc nie umie.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 02.04.09, 21:33
      a wczoraj nie miał dnia i nie grał żeby wygrać. było złe słońce, wszyscy grali
      beznadziejnie, i Roddick który przegrał i Federer który wygrał, tak samo Djok i
      Tsonga. upał odbiera chęć do gry.

      ale że grać żeby wygrać to się nie zgodzę.

      po czym poznajemy NAJWYŻSZEJ KLASY TENIS? po tym jak ktoś potrafi zagrać
      najwyższej klasy akcje. a czy najwyższej klasy zagraniami które z definicji
      wymagają największego ryzyka można ciągle wygrywać? nie można, więc zawsze wynik
      odbywa się kosztem kompromisu najwyższej klasy gry na rzecz skutecznej gry.
      nawet jeśli ktoś ma taki talent jak Federer gdyby grał tak ryzykownie jak
      Gonzalez, i tak luzacko jak Gasquet, tak jak Federer grał tylko jak był w
      drugiej 10, to i tak by nie był nigdy nr.1. mój Rios był nr.1 jak grał nudny
      tenis zrzekając się najwyższej klasy zagrań, na rzecz bardziej "opłacalne" czyli
      mniej ryzykownej gry. można opracować koncepcję wygrywania "silne nogi", mocny
      serwis, duży zasięg ramion, niezmordowana kondycja, i bezpieczny balonik i masz
      teraz tenisistów którzy wiele tak wygrywają. czy to oznacza że należy ich
      podziwiać skoro na cały mecz trudno żeby zagrali 1 akcję najwyższej klasy, a co
      dopiero tyle co choćby wyżej wymienieni? najwyższej klasy tenis, buduje
      najwyższej klasy gra, i tylko najlepsi tenisiści są w stanie tak grać. nie mówię
      że Tsonga grał tak wczoraj, bo grał tak samo beznadziejnie jak Djok - pogoda,
      dzień, aura.

    • Gość: Jędrzej IP: *.chello.pl 04.04.09, 15:42
      Gość portalu: tenisista napisał(a):

      > ale że grać żeby wygrać to się nie zgodzę. [...]
      > czy najwyższej klasy zagraniami które z definicji
      > wymagają największego ryzyka można ciągle wygrywać?

      O jakiej "definicji" mówisz? Chyba o jakiejś własnej, bardzo prywatnej. Mistrzostwo to ryzykanctwo? Totalne nieporozumienie. Mistrzostwo to jest UMIEJĘTNOŚĆ, pewność dłoni, a nie rachuba na przychylność losu. Prawdziwy mistrz podejmuje ryzyko tylko w wyjątkowych sytuacjach. Strategię ryzyka wybierają natomiast ci, co umieją mniej i liczą, że dopisze im szczęście. Szczęście czasem faktycznie dopisuje - wtedy pojawiaja sie owe "najwyższej klasy" zagrania, które cię tak ekscytują i wtedy wpisujesz danego gracza na swą listę "wielkich tenisistów". Ale częściej szczęścia nie ma i wtedy ryzykant przegrywa. Dla ciebie to furda, ty i tak uznałeś gościa za "wielkiego", a wynik przeciez się nie liczy. Nic dziwnego, że na twej liście "wielkich" jest tylu graczy, którzy nigdy niczego ważnego nie wygrali, jak choćby Domachowska. Masz prawo ich lubić, ale nie wmawiaj nam, ze to są mistrzowie tenisa.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 04.04.09, 20:56
      tenis "zwykły", a taki tenis jest RYZYKOWNY bo wymaga najwięcej od tenisisty,
      bez względu czy jest megatalentem, czy nie. jedni są tym megatalentem, i są w
      20, 10, tak grając i mają wyniki, a inni nie są ale chwała im za to że grają tak
      samo najwyższej klasy tenis przy większej liczbie błędów, a więc w ich wykonaniu
      większym ryzyku. najwyższej klasy tenis, nie jest moją definicją i definicją
      tenisa tylko. sorry, to jest tak jak bym porównał to do malarstwa, albo
      doświadczeń naukowych jak wolisz, czy pisania wierszy. możesz namalować 200
      "eksperymentów", i żaden Ci nie wyjdzie, ale 201 będzie przełomowy, a i tak te
      200 eksperymentów będą poszukiwaniem czegoś ponad to co już inni stworzyli. i
      możesz malować repliki reprodukcje kopie, albo kontynuować jakiś prosty styl
      który mniej od Ciebie wymaga, ale namalujesz 200 "perfekcyjnych obrazów". możesz
      napłodzić 500 wierzy jak masz do tego głowę i pióro, byle jakich i możesz
      wymyślać własną poezję we własnym stylu ryzykując że im będzie ona bardziej
      nietypowa skomplikowana eksperymentalna i awangardowa, że Ci się ileś tych
      wierszy nie uda. możesz być zwykłym przeciętnym naukowcem kontynuującym jakąś
      tam dziedzinę nauki nic nie wnoszącym do tej nauki ale mającym wielką wiedzę i
      umiejącym na przykład udoskonalać troszkę coś tam nad czym pracujesz, i być
      naukowcem wizjonerem który po iluś latach życia pod prąd dochodzi do
      przełomowego odkrycia. możesz w życiu wybrać bezpieczną pracę, i zwykłe życie na
      małym kredycie :), i możesz żyć życiem ryzykownym przez co przeżyjesz więcej
      ekscytujących doświadczeń, i więcej wpadek a może i kiedyś wpadniesz też pod
      koła. ryzyko wkalkulowane jest w każdą wybitność, i najlepiej grać w życiu
      zachowawczo i robić byle tak żeby moje było na wierzchu. jak widzisz, ryzyko
      najczęściej zdarza się tym poszukującym czegoś więcej, i obarczone jest
      kosztami, i nie każdy kto ryzykuje wygrywa, a ten co wygrywa też nawet jak
      więcej wygra niż straci to i tak dużo straci, a ryzyko przestaje u niego być
      ryzykiem dopiero za jakiś czas kiedy dojdzie do takiego etapu dojrzałości żeby
      tak jak Gonzalez wejść do 5 (co to znaczy nigdy nic nie osiągnęli?), albo żeby
      tak jak Blake być cały czas mniej więcej w 10, albo żeby jak Tsonga być w 10
      mimo pół roku przerwy w graniu. widzisz, ciekawa osobowość zawsze wybierze
      ANTY-KALKULACJĘ kosztem wyniku, po to żeby zaryzykować ten wynik, na rzecz
      czegoś spektakularnego, czegoś czego nie robią inni, średniacy, dobrzy, bardzo
      dobrzy, ale nigdy ponad-przeciętni. to tak samo w życiu, w pracy, albo w miłości
      :). możesz przeżyć życie w kapciach, i możesz szukać ponad-przeciętnego życia,
      doświadczeń, emocji, ludzi, pracy, czy też związku :). i pewnie będzie to bardzo
      duże ryzyko, a ryzyko nie zna umiaru, i musi być poparte SIŁĄ. osoba silna ma
      odwagę ryzykować, osoba słaba szuka bezpieczeństwa. i to się przekłada na grę w
      tenisa również. doskonały tenisista nie lubi grać przed publicznością na okrągło
      nudnego tenisa, tylko szuka czegoś więcej, i sprawa leży w jego temperamencie.
      oczywiście fajnie jak umie też grać czasem inaczej niż ryzykownie, ale czasem, a
      nie tylko.

    • Gość: seria asów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.09, 15:22
      Nasz forumowy tenisista nie jest niestety wizjonerem, ani kimś
      wybitnym, tylko kimś pospolicie kapciowym. I dlatego mamy wykład
      pospolicie upierdliwego doktrynera.
      Ale tak musi być gdy oczekiwania, plany i nadzieje rozminą się z
      rzeczywistością i trudno sobie z tym poradzić, jak w przypadku tego
      chłopca, któremu nie wyszło i wynajduje pokraczne usprawiedliwienia
      dla własnej porażki i przekuwa to zgoła w system filozoficzny.
      Oczywiście bez względu na wszystko jego ma być na wierzchu, bo tylko
      on się zna na wszystkim, a inni to matoły w kapciach na małym
      kredycie czy coś takiego. No, tak, wszystko tu jest jasne.
      Megaloman zapalczywie poucza innych zupełnie nie przyjmując do
      wiadomości nawet możliwości istnienia innego punktu widzenia niż
      jego własny, będzie pouczał z jedynie słusznej pozycji zjadacza
      wszystkich rozumów tenisowych, a ostatnio także i życiowych, co już
      zmienia całą rzecz w groteskę.
      A tymczasem trudno o większe ograniczenie horyzontów niż traktowanie
      własnych słów jak prawdę objawioną. A do tak pożądanych przez niego
      szczytów bohaterstwa należy zapewne to regularne i zupełnie z punktu
      widzenia logiki bezcelowe pastwienie się po kilku wytypowanych
      graczach, skoro ma się tylu innych do wyboru.

      Po co zatem w kółko się zajmuje czymś co przecież jego samego
      zdaniem nie jest godne uwagi?

      W postępowaniu tego chłopca nie ma niczego ponadprzeciętnego. Jest
      szczyt przeciętności. Opinia jego rzecz, wyrażenie jej, a czemu by
      nie, nie ma przeszkód, ale już nijakiego ani ryzyka ani sensu nie da
      się dostrzec w właśnie całkowicie bezpiecznym i jałowym wałkowaniu w
      kółko tego samego wbrew własnym twierdzeniom, ze nie warto się tym
      zajmować.
      Chłopiec tenisista powiela samego siebie, a szczególnie dobitnie to
      widać, gdy niejaka Radwańska zaczyna wchodzić w grę. Nikt się nią
      bardziej nie zajmuje niż tenisista i nikt w równie głupi sposób.
      Nasz mądrala celuje w tym od początku swego istnienia tutaj i trudno
      byłoby nie zauważyć, że wywołanie pyskówki w tym temacie jego główny
      cel. Nawet wczoraj czy dzisiaj juz coś tam gdzieś zamieścił, chociaż
      nawet nie grała. Ależ odwaga, ależ ryzyko. Bo tego chłopca nakręca
      własne pyskowanie i nic więcej w tym jego stukaniu w klawiaturę nie
      ma wbrew szumnym wypowiedziom. Wszystko podlane pseudofilozoficznym
      sosem o sile i słabości.

      Z powołaniem się rozminął to na pewno, wygląda na to, że także z
      rozumem.

      I do tego ten jego najwyższej klasy tenis. Nie ma i nie może być
      jedynego słusznego określenia co to jest. Bo co by to miało być?
      Pojedyncze zagranie? To za mało na najwyższej klasy tenis. Kilka?
      Też za mało. Umiejętności techniczene? Tak, ale umieć a zagrać w
      mezcu to nie to samo. Można by też na przykład powiedzieć, ze
      najwyższej klasy tenis to są najlepsze możliwe zagrania w danym
      momencie, ale przede wszystkim może byłyby to najlepsze możliwe
      zagrania w ważnym, trudnym momencie, a nie na początku gema, gdy nie
      ma wielkiej presji, bo często widać, że wielu bohaterów od
      najwyższej klasy tenisa, lansowanego przez naszego mądralę, którzy
      pokazują go na początku gema, albo gdy zagrożenia nie ma, zaczyna
      zwijać się pod presją momentu, wyniku i nie są w stanie zagrać
      czegoś tej najwyższej klasy co zagrają na początku gema. Czasem są,
      częściej nie są. Różnie bywa. Można zresztą powiedzieć dużo różnych
      rzeczy o najwyższej klasie, też pewnie będą do przyjęcia, po co się
      ograniczać. Ja się nie upieram przy swoim, jako jedynym słusznym.
      Można więc na przykład powiedzieć, że aby zagrać najwyższej klasy
      tenis kiedy jest to najbardziej potrzebne musisz mieć najwyższej
      klasy przygotowanie fizyczne i przede wszystkim odporność
      psychiczną. I to zapewne najbardziej różni gracza bardzo dobrego od
      wielkiego. I taki Nadal to byłby najwyższej klasy tenis z jego
      nieludzką wprost umiejętnością wychodzenia z kłopotów w czasie meczu
      i zdominowania fizycznego i psychicznego rywala. Ale i on nie ma
      monopolu. Federer do niedawna był przykładem najwyższej klasy tenisa
      w ważnych momentach, ale jak zaczął przegrywać coraz częściej
      decydujące sety w ważnych pojedynkach, to co o tym powiedzieć.
      Różnie można powiedzieć, każdy wie swoje i dalej nic nie wiadomo. W
      ostatnich kilkunastu pojedynkach gdzie dochodziło do 3 czy 5 setów
      częściej przegrywał niż wygrywał. To daje do myślenia najbardziej.
      Niewykluczone, ze presja rekordu Samprasa nie może go opuścić w
      szlemach, ale co by było w innych turniejach, tu żadnego rekordu nie
      goni. I jeszcze o najwyższej klasie i ryzyku. Prawdziwe ryzyko jest
      zawsze związane z wynikiem, bo jak wynik cię nie obchodzi, to i
      ryzyka żadnego dostrzec się nie da, a rzecz zmienia się w pokazówkę,
      Jak grasz ot tak sobie dla grania, to gdzie ryzyko i gdzie chwała.
      Samo trafisz czy nie trafisz to jeszcze nie jest ryzyko. To w ogóle
      nie ryzyko, skoro w gruncie rzeczy jest obojętne. Jestem zdania, ze
      ten cały najwyższej klasy tenis tensiisty to jakieś bałamucenie.
      I raczej idzie o to, że są gracze, którzy grają efektowniej, a inni
      mniej efektownie dla oka i tacy którzy mają wyraźniejszą prezencję
      na korcie i tacy którzy się nie wyróżniają prezencją. Wiadomo,
      których preferuje tenisista i to można zrozumieć, ale trudno
      zrozumieć nadmierne dyskredytowanie innych, szczególnie gdy ich
      osiągnięcia ich skutecznie bronią. Nie pasuje, nie oglądaj i nie
      znęcaj się bez sensu i wcale nie po bohatersku i odważnie. A teraz
      juz niech tenisista w kapciach dzięciołuje dalej swoje.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 05.04.09, 15:59
      co do wyniku.

      trudne do zrozumienia? czy granie skrót cm, nad siatką z trudnej pozycji z
      ryzykiem że rywal dobiegnie i jeszcze przebije piłkę po to żeby zagrać potem
      wolej w ostatnie 10 cm kortu do rogu będzie najwyższej klasy tenisem? będzie bo
      jest trudno tak skontrolować grę, nie tylko żeby zagraniem skrót a potem
      minięcie z woleja wygrać, ale jeszcze żeby zagrać dokładnie tam gdzie sobie 3
      uderzenia wcześniej zaplanujesz. jeśli tak planujesz każdą akcję to jest to
      najwyższej klasy tenis bo jest najbardziej trudny w wykonaniu u przeprowadzeniu,
      od planu począwszy na artystycznym precyzyjnym wykończeniu skończywszy. i nie
      można kalkulować jednocześnie wyniku w punkcie i w meczu w tym samym momencie!
      bo wtedy byś zagrał skrót 20 cm nad siatką, 40 cm dalej od siatki, 10 cm dalej
      od bocznej linii, i zagrał woleja pół balonikiem w drugą nie bronioną stronę
      kortu, a w ogóle byś był Radwańską, która zagrałaby skrót i pół loba z woleja
      który jest najbezpieczniejszym zagraniem w takiej sytuacji bo nie mijasz bokiem,
      gdzie jest mniej przestrzeni tylko górą gdzie masz 100% szerokości kortu.

      nie granie o wynik jest rzeczą rzeczywiście dyskusyjną. osobiście nienawidzę
      ludzi ambitnych którzy poważnie traktują to co robią, i nie mają dystansu do np.
      takiej gry. z drugiej strony przecież nie gra się po to żeby przegrać, i tu się
      ścierają różne "racje". bo ktoś jest fajny i w sumie się nie stara i luzacko
      podchodzi do meczu. obfituje dzięki temu w zagrania ciekawe ale dużo marnuje
      okazji. nie ma woli zwycięstwa więc też mniej się angażuje często w ogóle w
      mecz. jest fajny więc zrozumiały jako człowiek, z drugiej strony chciałoby się
      oglądać walkę. raczej lubię takich którzy nie patrzą tylko na wynik, ale którzy
      próbują jednocześnie najwyższej klasy grą zagrać o ten wynik do ostatniej piłki.
      nie cenię kondycji fizycznej, bo ona jest jak by poza tenisem i tylko umożliwia
      sprawność.

      co do mnie. piszę szybciej niż myślę więc mogę sobie postukać, przecież nie
      oznacza to że poza komentowaniem tenisa siedzę w kapciach.

      co do "filozofii" - kwestia temperamentu, charakteru i podejścia do życia.
      uważam że ludzie dzielą się na ludzi a nie tenisistów motocyklistów sportowców
      bezdomnych itp. w każdej dyscyplinie sportowej więc znajdziemy różne osobowości.
      i to nie "wyszkolenie" ale te osobowości tworzą swój własny portret zawodnika i
      wszystko to co pokazują na korcie, i własny styl i wyszkolenie. traktuję ich z
      osobna i indywidualnie. tenisista jest dla mnie najpierw człowiekiem, potem
      facetem albo kobietą, a potem sportowcem, potem tenisistką czy tenisistą. i
      widzę w ich grze to podejście do życia charakter i temperament. ktoś będzie
      ryzykował jak Coria mając takie warunki jakie miał, czy grał stylem Robredo nie
      będący wysokimi czy Riosa, albo Santoro czy Bjorna Phau. a ktoś będzie miał inne
      atuty i poprze do dynamiką siłą ofensywą powerem jak Gonzalez, w ręce, czy Blake
      w ruchach, czy Gasquet w niezłych proporcjach i lekkości timingu i refleksie.
      ważne żeby w ich tenisie był ten przebłysk gry ponad-przeciętnej, a to wynika z
      ich duszy bo tenis dla mnie jest odzwierciedleniem tego co siedzi w człowieku.
      ktoś jest złośliwy i przewrotny to będzie grał jak Schnyder i Rios, ale może
      równie dobrze obrazić się na mecz, ja to lubię bo to jest osobowość i fantazja
      ale wyników za tym nie będzie, chociaż będzie fantastyczna gra (chociaż Rios w
      końcu miał wyniki bo był nr.1 a i tak mnóstwo powygrywał poza GS - krótko grał).
      ktoś będzie "bohaterski" to będzie grał jak Gonzalez, z motyką na słońce
      próbując szalone akcje, a ktoś będzie takim łagodnym ale natchnionym
      energetykiem to będzie grał energią jak Tsonga radosny tenis bo tak to możemy
      określić. ktoś będzie pefekcjonistą i artystą będzie szukał w tenisie magii i
      sztuki i będzie Gasquetem i Corią, albo Petzschnerem. i nigdy to nie daje samo z
      siebie wyniku, w skali regularnego sezonu.

      to jest kwestia podejścia do gry w tenisa.

      czym innym jest kwestia nerwów, bo nerwy często są niezależne od tego co by się
      chciało, i są ludzie którzy się "stresują" mimowolnie, i na to nie masz wpływu.
      ja oceniam to na co zawodnik ma wpływ i to co kreuje swoją rakietą i głową
      owszem, bo przecież podejmuje decyzje jak gra? wolę tego co zaryzykuje coś
      nadzwyczajnego i przegra niż tego który wyczeka te błędy przeciwnika.

      "pastwienie się". bo nie akceptuję w tenisie zjawiska że wyniki mają
      odzwierciedlać klasę tenisisty. to z tego wynika że mamy podziwiać tylko
      ciułaczy typu Davydenko (którego darzę sympatią - równy chłopak ;), Ferrer, czy
      Simon, czy Murray, czy Nadal świetnych wyszkolonych kondycyjnie i lubiących
      nudną regularność albo mających niezmordowane nogi i płuca, albo tenisistki
      które sobie pykają równy tenis. to tak jak bym miał ulec złudzeniu że najlepszy
      człowiek to najbogatszy albo najbardziej "odpowiedzialny w życiu", żyjący życiem
      w kapciach. a to nie jest moja "filozofia" jak widzisz, więc muszę prezentować
      swoje podejście, tym bardziej że moje podejście nie spotyka się ze zrozumieniem
      komentatorów dyscypliny, tak jak by tylko ich racje były tylko słuszne czyli -
      wynik, kasa, nic innego się nie liczy, byleby wygrać punkt jakąkolwiek metodą, a
      im więcej wygrasz tym jesteś lepszy. albo tak albo relatywizm "wszystko jest
      równie dobre - inne to rzecz gustu, a gusty są poza dyskusją". to jest brak
      własnej krytyki i oceny. nie ma tak że wszystko jest równie wartościowe bo
      zdobywa wyniki. przecież jest jasne że Nadal wybiegał większość swoich sukcesów,
      a poparł dopiero to rzeczywiście powiedzmy klasą gry Tomasa Mustera. jest jasne
      że to samo zrobił Ferrer tylko poparł to klasą gry Ferrera :), i prawie tylko
      nogami. gra prosty tenis, chociaż umie dostosować styl gry do nawierzchni. jest
      oczywiste że Karlovic siedzi w tenisie tylko serwisem. jest oczywiste że Simon
      tylko regularnością i zwinnym lekkim poruszaniem się po korcie. jest oczywiste
      że Hewitt to robił tylko regularnością. a Radwańska brakiem ryzyka na tle hojnie
      strzelających prezentami rywalek. możesz powiedzieć że mogą nie strzelać i grać
      jak Radwańska, tylko co to jest za sukces uzbierać prezenty od innych? jest
      oczywiste że właśnie Becker, Edberg, Sampras, Agassi, Rios grali "czystym
      tenisem" i tym wygrywali a nie ciułali jak ci wyżej wymienieni. jest oczywiste
      też że poziom regularności i przygotowania fizycznego + sprzęt "defensorów" i
      nudnych tenisistów co do skuteczności się na tyle podniósł że zniechęca on do
      regularnych zwycięstw takich jak Gasquet Tsonga itp. przecież to oczywiste.


      więcej nie piszę bo wychodzę nie siedzę w kapciach.

    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 05.04.09, 23:05
      Nie widzialem nic,bo poszlismy grac w tenisa.Liczylem na to,ze korty
      beda wolne,bo wlasnie rozgrywany jest final w Miami.Owszem
      znalezlismy 2 korty,te na ktorych zawsze gramy,bo one sa na samym
      koncu za siatka i ledwo je widac z ulicy.Jeden byl niezle
      zasmiecony,wiec z 15 minut go najpierw sprzatalem.
      Maciek gral z Eric'em a ja z Monika i o dziwo ona calkiem inaczej
      sie uczy grac w tenisa niz syn.Z synem zaczynalem przebijanke na
      srodek kortu,a ona od razu zaczyna grac po rogach.Jest wieksza i
      silniejsza niz syn w jej wieku i na dodatek niczego sie nie boi i
      wiecej eksperymentuje.
    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 05.04.09, 23:27
      :)))
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 06.04.09, 00:11
      na kortach ziemnych teraz się zmieni obsada chyba?

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 06.04.09, 17:57
      Nie sądziłem, że lubisz tenis na kortach ziemnych. Duuużo pykania i
      niekończące się ... emocje:)))
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 06.04.09, 20:13
      Robredo, Lopez, Gonzalez itp. korty ziemne dają możliwość zaistnieć tenisistom
      którzy nie mają najlepszych warunków fizycznych i grają tenis troszkę
      wolniejszy, wolę ziemię od np. takiego Queens gdzie gra się tenis na serw i
      ewentualnie smecz czy jeden wolej. lubię tenis na przykład w Hamburgu, Rzymie,
      mój ulubiony turniej to RG. jak ktoś gra tenis stylistyczny i jego plan gry
      potrzebuje więcej czasu na rozprowadzanie rywala to jest to ciekawe właśnie na
      kortach ziemnych. ponieważ sprzęt się całkowicie zrobił ch...owy, to teraz można
      dostawić rakietę i grać jak w badmintona tak jak Radwańska i przepychać piłki
      baloniki. na ziemi która nie przyspiesza sama z siebie piłki i nie daje
      poślizgu, trzeba piłkę zakończyć akcją techniczną, albo na prawdę precyzyjnie
      skończyć. sama szybkość i celowanie po pół metrowej dokładności nie wystarczy.
      oczywiście jest druga strona medalu, defensorzy, którzy jak Nadal nogami z kolei
      do wszystkiego dochodzą a na innych nawierzchniach nie. ale to że nawierzchnia
      daje więcej czasu jest bardziej sprawiedliwe dla wszystkich, i nie ogranicza tak
      warunków fizycznych, w związku z czym pograć ciekawe mecze mogą też tacy
      tenisiści jak Cipolla czy Devilder, Gil mający niecałe 175 cm wzrostu. wcale jak
      widzisz po wynikach ziemia nie jest za dobra dla tenisistów takich jam Murray,
      Simon, czy Radwańska, bo oni grają głównie tenis oparty na kontrze. a kontra
      tych tenisistów nie opiera się na takim inteligentnym planowaniu akcji i
      rozpracowywaniu rywala jak Canas, czy Coria z Argentyny. ale na dostawianiu
      rakiety do dynamicznej gry atakujących przeciwników, grając siłą rywala. okazuje
      się że na kortach ziemnych gdzie siła i dynamika rywala nie daje takiej
      możliwości kontry Radwańskiej czy Simonowi, ich gra pozbawiona zostaje napędu.
      jak mają zagrać tak żeby skończyć precyzyjną akcją przeciwnika, to nie potrafią
      a jak mają zagrać dokładne wymiany nie na środek kortu tak jak wystarcza na
      kortach szybkich, z kontry, ale tam gdzie potrzeba dokładności i plasingu i
      poważnych rotacji odpadają we wczesnych rundach. uważam że dziś
      najsprawiedliwsze i najbardziej uniwersalne są nawierzchnie takie jak Roland Garros.

      tak, lubię tenis z kortów ziemnych, taki jak Acasuso np, Devilder, chociaż
      ostatnimi laty poza Nadalem za którym nie przepadam trudno wskazać nowego
      mistrza mączki. Coria raczej zamykał tą listę. wcześniej przecież był Canas,
      Puerta, Gaudio, Acasuso, Ferrero, Coria, Ferrer, Almagro, Lopez, Nieminen był
      dobry na kortach ziemnych, Monaco, Chela, Massu, Moya, Lapentti, Calleri, od
      Nadala nie ma za bardzo następców, jest jeszcze może Monfils. lubię tenis na
      ziemi bo tu nie wystarczy zaserwować, łupnąć jak Berdych czy Querrey tenis bez
      pomyślunku, ale też nie wystarczy przerzucać na środek jak Simon czy Hewitt z
      czystej kontry. tu trzeba najwięcej DETALU, i przemyślenia akcji jeśli chce się
      wygrać i każdy ma równe szanse o ile gra najwyższej klasy tenis.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 06.04.09, 21:07
      Ja nie wiem, co ty widzisz w Robredo? Dla mnie to taka bezpłciowa
      masa.
      P.S. Ja bym jeszcze dzisiaj nie przesądzał, że Murray będzie grał
      słabo na kortach ziemnych. Zobaczymy, na podsumowanie przyjdzie czas
      po RG. Czasami mam wrażenie, że ty go próbujesz wcisnąć w za małe
      ubranko. On się w nie nie mieści, więc ty mu wykręcasz rączki i
      nóżki, żeby go wcisnąć w coś, co jest dla niego o kilka numerów za
      małe:) Ja bardzo lubię tego tenisistę, bo on jest taki "jazzowy".
      Jego gra, to jest taka leniwa improwizacja, na dużej swobodzie.
      Maciej gdzieś napisał, że jazz, to muzyka dla ćpunów:) Coś takiego
      jest w Murrayu:))
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 06.04.09, 21:40
      free improwizacja i to ma w sobie właśnie Gasquet, czy Gonzalez - oni w ogóle
      nie myślą tylko na hura instynktem grają wartkie akcje. Gonzalez gra bardziej
      hardcorowo, a Gasquet bardziej finezyjnie ale też atakując skrajne
      częstotliwości. Murray gra raczej zblazowany jam session jak by ciągle na
      treningu, jak naćpany też gra, ale jego tenis to nie jest jeszcze odlot.
      Murrayowi wciskam za małe ubranka? no przecież pamiętasz jaki to lichy wymoczek
      był to mu daję zawsze emkę :). widzę że trochę przybrał na wadze więc może
      rzeczywiście trochę go w portki ciśnie ale raczej w pasie niż od spodu, bo ja
      tego testosteronu jednak u niego za bardzo to nie widzę. żeby dorósł do L to
      musi jeszcze potrwać, na razie Gonzalez to jest XXL a Federer XL, L mogę dać
      Robredo. czemu Robredo lubię? nie lubię u niego tej pedalskiej fryzury to powiem
      od razu szczerze na wstępie. lubi Nutellę jak dziecko. ale w końcu ma w sobie
      coś takiego "niewieścio - męskiego" :), pewnie przyjaciółmi byśmy nie zostali,
      ale jest w jego grze dużo techniki, precyzji, szlachetności, detalicznego
      konstruowania akcji co przybliża jego gabaryty tenisowe do Corii który
      oczywiście też był XL, a nie L, ale to nie są wielkie dysproporcje. ładna
      technika i jest w tym trochę artyzmu. moim zdaniem kunszt gry Robredo wychodzi
      na turniejach na szybkiej ziemi, i wolnym hardzie, czyli nawierzchniach średnio
      szybkich. ciekawie rozrzuca rywali, umie zagrać wszystko wszechstronnie.
      porównałbym go do klasy Carlosa Ferrero, nie ma siły w płucach, ale i tak
      potrafi uderzyć piłkę, to jednak jest męski tenis, chociaż delikatny i subtelny
      zarazem. nie znaczy to że czasami tak samo nie potrafi zagrać na przykład Steve
      Darcis. Belg jak by kto pytał. a Murray? uważam że na ziemi ma szanse ale nic na
      razie nie pokazał, nie daję mu szans na RG w dalekich fazach, ale turnieje 2 i 1
      kategorii może odegrać rolę. zobaczymy, bo on gra z kontry. za to Simonowi szans
      np. na RG czy w Rzymie nie daję na więcej niż półmetek imprezy. on musi grać
      tenis a la return czyli czysto reaktywny. gdyby tak grał na ziemi to w końcu
      ktoś go zagonił i rozpracował bo Simon byłby za powolny na ziemię i nuda by
      przegrała z wyrafinowaniem dokładnością techniką i precyzją.

      ale czy leniwa improwizacja to jest to? to taka tenisowa entropia. ja Ci mówię
      że Murray i Simon rozkładają tą dyscyplinę od wewnątrz i są zwiastunami wielkiej
      apokalipsy która się zbliża ogromnymi krokami i która będzie końcem tenisa.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 06.04.09, 22:32
      że za parę miesięcy będziesz inaczej śpiewał, bo Szkot ma największy
      potencjał w czołówce i ogromne rezerwy:)))
      Ja rozumiem twoją niechęć, bo to jest tenisista kontrowersyjny,
      wzbudzający skrajne emocje, ale nie musisz go w każdej wypowiedzi
      przyklejać do Simona i Radwańskiej, a już zwłaszcza w tematyce
      ciułania punktów rankingowych:) Co, jak co, ale ciułać, to on akurat
      nie musi:) Zaliczył w tym roku chyba 5 turniejów, a Tsonga 7 (to tak
      a'propos ciułania:)).
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 06.04.09, 23:12
      bo on na razie dochodzi do rankingu jak Simon i Radwańska to znaczy bez błysku.
      powoli, delikatnie, z kontry, i tak sobie cpyka i cpyka. podobne niepostrzeżenie
      zrobił Ferrer kiedyś, Davydenko, i Djokovic jak chcesz. a nawet jak Gonzo
      doszedł do 5, to wdarł się przebojem i spektakularnymi osiągnięciami tenisowymi
      a nie regularnym cpykaniem. jak się nie zmieści w emce to mu kupię elkę ale na
      razie jakoś mi się mieści więc niech się złości ale dalej tam siedzi w tych
      przyciasnych ciuchach. myślę że korty ziemne odwrócą teraz tą niesympatyczną
      tendencję zarysowaną w ostatnich miesiącach i zamienią się proporcje. z takich
      nowości zabłysnąć może Chardy który dobrze się czuje na każdej nawierzchni, i
      ciągle liczę na Włochów: oczywiście mój Starace, Fognini, Bolelli oni tu mogą
      pograć, i dołączam małego Frederico Gila, może Devilder coś tam uciuła. Tsonga
      gra kilka turniejów na razie, ale nie wiem jaki ma grafik. za to Gonzalez gra
      tylko Mastersy i GS i może z 5 innych turniejów w roku, w ogóle go nigdzie nie
      ma, za to Blake, Roddick, Verdasco, Gasquet, Djokovic, Davydenko, Ferrer,
      Murray, Simon itp pomykają po małych imprezach aby się za nimi kurzy. mówisz że
      Djokovic na razie gra przystawki po to żeby się rozkręcić i pójść na całość w
      jakimś kulminacyjnym punkcie? nie wiem, a może to trzymanie nerwów na wodzy i
      powstrzymywanie się przed rozluźnieniem szyków i popuszczeniu wodzy fantazji
      właśnie daje takie rezultaty jakie daje, a jak coś się zmieni to będzie klapa?

      on nie ma mojej niechęci. wszyscy nawet bez mojej podpowiedzi przyznają, że
      Murray się bardzo zmienił od kilku lat. rzeczywiście 2 lata temu to była
      tenisowa rozpacz. przykro było patrzeć. rok temu to był beznadziejny tenisista
      jak Simon. a od Wimbledonu trochę się zmienia, coś tam pokazał w US Open, o i
      tak jakoś ciągnie nie zachwyca ale już nie razi tenisowym bumelowaniem. podobały
      mi się zawsze jego wypowiedzi i ocena na przykład Nadala. to taki złośliwy
      ironiczny typ. ale sympatia do zawodnika nie przekłada się na bardzo mało
      ciekawą grę gdzie jest dużo szumu dookoła a mało się dzieje. może i on na złość
      gra taki nudny tenis, ale wydaje mi się że inaczej nie za bardzo potrafiłby
      wygrywać.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 06.04.09, 23:27
      Murray ma bilans turniejowy w tym roku 3 zwycięztwa 2 porażki, czyli
      zaliczył 5 turniejów. Tsonga ma 7, Djokovic 9. Mniej turniejów od
      Murraya ma chyba tylko Federer (bilans 0-4). Szkot ma najmniej
      porażek w tym roku. Dużo się zmieniło od poprzedniego sezonu, bo
      teraz on nie wychodzi na kort, jak nie ma bańki w puli. Gra tylko w
      dobrze obsadzonych turniejach, żeby się nie bujać z jakimiś
      ogórkami. Na kortach ziemnych w kalendarzu ma tylko Mastersy i RG,
      więc można powiedzieć, że gra bardzo oszczędnie.
    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 07.04.09, 05:12
      Nie chodzilo mnie doslownie o cpanie,ale raczej o to,ze mysl z
      czynami jest raczej bardzo luzno zwiazana i jest czas na wielka
      improwizacje.
      Murray czasami sprawia wrazenie jakby byl wielkim dzidziusiem w za
      duzych spodniach,ale jednak wygrywa turnieje i to z nie byle kim.
      Przegral w finale w Indian Wells,ale wygral wszystko w Miami.
      Dwa finaly pod rzad,to nie sa zadne sztuczki w cyrku,za tym musza
      isc umiejetnosci,czy go lubimy ,czy tez nie.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 07.04.09, 10:50
      można było śmiało mieć podejrzenia że tak grający Verdasco jest na jakichś
      prochach, albo mecz jest ustawiony, Murray w finale z Djokovicem też nic nie
      musiał pokazywać, Murray z Del Potro nie widziałem ale akurat Del Potro nie jest
      przecież niezniszczalnym geniuszem. więc jest to taki przypadek że tacy
      tenisiści jak Simon, Hewitt i Murray, wchodzą dalej często poprzez to samo co
      Radwańska czyli korzystanie z chwiejnej dyspozycji przeciwnika. w Indian Wells
      grał ładnie z Henri-Mathieu, ale na pewno finał osiągnął tymi samymi przypadkami
      co w Miami. problem jest prosty. tacy tenisiści jak Radwańska czy Simon, czy
      Murray ustawiają się za linią końcową i mówią "proszę, skończ mnie". po czym
      chamsko dobiegają do piłek i przeszkadzają w tym skończeniu. w momencie kiedy
      dochodzi do gry na 'gierki-bierki', taki Murray potrafi jeszcze wymyślić jakąś
      chamską złośliwą akcję, więc rywale się wq... że nie lubią z nim grać w bierki,
      i badmintona, ale też irytują się że go nie mogą łatwo skończyć, a Murray sobie
      cpyka. kontra Murraya, Simona, Radwańskiej jest typowa dla kontry Hewitta czy
      Hingis, czyli oparta na niezbyt wysokim przerzucie, troszkę bardziej
      nieregularna od Hewitta, głębsze i bardziej płaskie piłki przebijają, mają
      świetny timing, i zagrywają siłą przeciwnika dość martwe piłki po odbiciu ale
      szybko lecące nad siatką co odróżnia ich od "rotowanych" defensorów. to powoduje
      że architektury tenisa nie ma już nic, i artyzmu zero, wyrafinowania i
      rzeźbienia też nul, ale są nieprzyjemni dla rywali na szybszych nawierzchniach.
      jednak to problem jest w tym że rywale nie potrafią na razie się koncentrować
      tak żeby ich skończyć, a nie w tym że ci grają jakiś wielki tenis. o ile Murray
      w tym towarzystwie ma jakiś charakter, o tyle już Radwańska jest totalnym
      tenisowym dnem.

      za wynikami Murraya nie idą umiejętności tenisowe. które na tle Simona czy
      Radwańskiej jakieś nawet już dziś posiada. stoi rozstrojenie rywala, luz w grze,
      złośliwy nie przejmujący się wynikiem charakter, i irytowanie przeciwnika, ale
      nie stoi przecież ryzykowny tenis najwyższej klasy. Murray to taki ciekawszy typ
      Simona i Radwańskiej dlatego go tak nie chlaszczemy jak tych dwojga, ale i tak
      jego wyniki osiąga kiepską grą rywali których dodatkowo potrafi wk. a nie jakąś
      swoją wielką ofensywną grą.

    • Gość: manio IP: *.elblag.vectranet.pl 08.04.09, 10:10
      Nie wiem, skąd się bierze to absolutne przekonanie, że Murray to
      zawodnik ściśle defensywny, grający z kontry, pozbawiony uderzenia
      kończącego. To jest tenisista potrafiący grać w każdym stylu,
      wszechstronnie utalentowany. Ma uderzenie kończące i znakomity
      klasyczny wolej. On jest dość chimeryczny, ale jak ma formę i dobry
      dzień, to potrafi grać z polotem i fantazją.
      Wkleję link do meczu z Ancić'iem z tego roku (Chorwata równiż lubię,
      bo gra taki szlachetny tenis). To jest skrót, więc trzeba to
      traktować z odpowiednim dystansem, ale jednak defensywy tam jest
      niewiele. Jedna akcja na początku i jakby się uprzeć, to jeszcze z
      dwie można znaleźć.

      www.youtube.com/watch?v=MfFSLanfWF8
    • Gość: Jędrzej IP: *.chello.pl 03.04.09, 01:20
      Del Potro - Nadal 64 35 76. Czy teraz wieżowce będą rządzić w tenisie, jak w koszu i siatce?
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 03.04.09, 01:56
      lepiej? nie widziałem tego meczu, ale w końcu to talent jest. ja go wyhaczyłem
      jakieś 3 lata temu, i mi się podobał, tylko potem jakoś nie rozwinął tego
      talentu. u niego właśnie jako jednemu z nielicznych wieżowiec nie przeszkadza,
      bo gra tenis z głębi kortu, raczej wszechstronny, nie za bardzo siłowy,
      aczkolwiek jest symptomem zjawiska o którym piszę od kilku lat - czyli
      pojawienia się generacji tenisistów z świetnymi warunkami fizycznymi, serwisem,
      i regularną grą z głębi kortu z możliwością tylko wykończenia "ofensywnie". to
      jest Del Potro, Monfils, Murray, trochę niższy Simon a więc lżej grający ale też
      ma dobry serwis. ale Del Potro choć jak na takiego Nadala czy Federera, czy
      Gasqueta czy Tsongę ze swojego pokolenia to nie jest jeszcze to, jest zjadliwy,
      i jak się będzie rozwijał to wolę go od Djoka i Murraya. z generacją wieżowców
      już mamy de facto do czynienia, tylko że wieżowiec do niedawna oznaczał 190 z
      hakiem, a teraz połowa tenisistów ma ponad 190, a jak ktoś ma poniżej 178, to
      jest kurdupel. Simon ma około 180 i Maciej o nim mówi że jest mały. Del Potro
      mógł wygrać, bo on lubi takie nawierzchnie a Nadal średnio - ja na Nadala w tych
      turniejach nie stawiałem, no i zna Nadala bardzo dobrze. podejrzewam że Nadal
      ten mecz odpuścił, tzn. powiedział sobie że nie musi go wygrać tak jak 1 rundy
      bo by był wstyd, albo tak jak ćwierćfinału na mączce. może sobie odpoczywać,
      może coś go tam uwierało? albo Del Potro w formie i się rozwija. no a Verdasco
      ma Murraya, a potem ma szansę.

      mnie bardziej od Del Potro irytuje Murray i Djok na 3-4 pozycji, no i Simon w
      50. Murray kleisty tenis, a Djok drewniany, Del Potro ma więcej szlachetności.

    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 03.04.09, 04:02
      Przede wszystkim Del Potro bardzo dobrze biega po korcie,nie wiem czy nie lepiej
      niz Murray.Poza tym nie jest taki sztywny jak Murray.
      Ofensywnie pare razy sie zgubil,bo mogl wykonczyc Nadala duuuuzo wczesniej.
      Mylisz sie,ze Nadal odpuscil! Jeszcze go nie widzialem grajacego z taka
      zawzietoscia.Rafa byl bardziej spiety i wq..... niz w czasie meczu z Verdasco w AO.
      Del Potro ma bardzo dobre serwy i niesamowicie porusza sie po korcie.
      Poza tym,nie gubi sie tak jak Murray,ktoremu w czasie meczu moze rozum gdzies
      wywedrowac poza trybuny.
      Fed-Djoko sam nie wiem,bo Roger pokazal klase,a Djoko zniszczyl Berdycha jak
      dziecko.
      Roddick zagral b.dobry mecz z Rogerem i troche w najwazniejszych momentach mu
      nerwy wysiadaly.
      Jak byl tie-break w trzecim secie Nadal-Del Potro ,to poszedlem talerze
      zmywac,bo nie chcialem widziec porazki Del Potro.Jak pozmywalem,to juz bylo po
      meczu.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 03.04.09, 18:31
      elementem Del Potro z całego repertuaru :). on miał bdb technikę jak na wiek,
      taki czysty tenis. grał raczej defensywnie ale poprawny wolej dobry, wszystko
      ok, taki wszechstronny gracz jak Nalbandian powiedzmy tylko z większą stylistyką
      wydaje mi się - bardziej suche zagrania, a Nalbandian gra taki kleisty tenis
      płynny bez uderzenia, Del Potro uderza. Del Potro miał dobre krycie kortu to co
      Federer, ale bieganie nie było jego mocną stroną, porównałbym to do Djokovica.
      tak czy inaczej w tamtym roku mimo wielu wygranych byłem rozczarowany Del Potro
      bo dla mnie cofnął się w rozwoju, gra na przerzut mocny serwis i taki prosty tenis.

    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 03.04.09, 23:05
      Cos Federerowi zupelnie nie wychodzi odbieranie tych mocno kreconych
      balonokow,ktorymi teraz wszyscy poza nim operuja.
      Djoko tez zaczal to stosowac i Federer wybijal pilke w out.
      Widzialem tylko ostatni gem z ich meczu i Roger wygladal na bardzo
      zdegustowanego,cos podobnie jak Nadal przegrywajac z Del Potro.
      Pojecia nie mam kto wygra w finale ,bo obaj bardzo zaskoczyli
      przeciwnikow w polfinale.
      Czyzby tak szybka i dramatyczna zmiana warty w meskim tenisie.
      Co by sie nie dzialo w finale w Miami,to Del Potro od poniedzialku
      bedzie na 5 miejscu w rankingu,a Djoko zaczyna mocno naciskac na
      Federera.
      Az nie chce mnie sie wierzyc,ze dwoch wielkich mistrzow rakiety
      padnie w tym samym 2009 roku.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 04.04.09, 00:21
      a nie Djoka, i widzę to od roku, a już symptomy były z 2 lata temu że ten
      Federer max to powoli historia. Rafael z kolei jest bardziej przewidywalny i on
      już nawet jak grać będzie lepiej technicznie niż wcześniej, to kondycja nie ta i
      ludzie zaczną mu się dobierać do skóry. zresztą Nadal był tylko niezniszczalny w
      meczach na ziemi, a na innych nawierzchniach był zawsze jednym z wielu. jego
      wygrane na twardych to raczej zaskoczenie, Wimbledon w tamtym roku też był
      zaskoczeniem dla niejednego. nie można liczyć że będzie poza ziemią największym
      faworytem, a do ziemi trzeba mieć właśnie tą kondycję której będzie mu ubywać, i
      go powoli nawet taki Murray, Monfils,czy inne nudy mogą powoli tam właśnie
      wyniszczyć, jak nie za rok, to za 2, 3. Federer mi się bardzo podoba, bo on
      pokazuje tą twarz jaką mieli przed nim dokładnie Gonzalez, albo po nim Gasqet
      czy James Blake. zawsze to była ta sama kategoria graczy tylko Federer był od
      nich dużo bardziej poważny, ambitny, i do tego ustabilizowany regularny i
      nieprawdopodobnie skuteczny. teraz nie umie odnaleźć tego optimum co kiedyś, a
      przecież każdy widzi że to ten sam Federer. tylko kiedyś grał bezbłędnie całe
      turnieje, a teraz gra jak jeden mecz to święto, poza genialnymi akcjami są
      błędy, przestoje, rozchwianie, i stałość uleciała. kiedyś jak była to i tak
      zawsze wygrywał, teraz nawet jak mecz mu ucieka nie potrafi się skoncentrować.
      Federer roztrzaskał niedawno dosłownie Del Potro, więc o następcach spokojnie.
      Federer wreszcie jest "ścigany" i musi na poważnie rywalizować nie na klasę gry
      bo tu jest tym egzequo nr.1 ale na punkty wygrane w turniejach i rankingi, i
      teraz niech udowodni nie tylko klasę ale to że umie rywalizować i grać pod
      presją. powinno być ciekawiej dzięki temu. Djoka z Federerem nie widziałem, tak
      jak Del Potro z Nadalem. za to widziałem fragment Federera z Roddickiem i obaj
      ci tenisiści zagrali jak na siebie słabo, a mecz Verdasco i Murraya to było DNO.
      totalne dno, nigdy tak beznadziejnie grającego Verdasco nie widziałem, coś jak
      by grał na głupim jasiu i nie wiedział co się dzieje. takie instynktowne
      ofensywne reakcje mu wychodziły i akcje które ma we krwi, wszystko inne to brak
      zorientowania w meczu a przecież to on pokonał Murraya na AO raptem kilka dni
      temu. jak Federer i Djok grali tak jak w ćwierćfinałach to nie zazdroszczę
      widzom, a Del Potro zagra z Murrayem? ja widzisz nie oglądam już takich meczów,
      bo mnie one nie interesują. mógłbym zobaczyć Del Potro-Federer-Verdasco ale cała
      reszta ćwierćfinałów to nie dla mnie. tak czy inaczej zmiana pokoleniowa w
      tenisie która już się dokonała, i moim zdaniem w perspektywie całego sezonu nie
      będzie nabierała na wartości, nie jest wynikiem jakiejś wielkiej gry takiego
      Murraya czy Del Potro, tylko obniżenia lotów takich tenisistów którzy w całości
      kilka lat trzymali czołówkę ściśle dla siebie, i jak taki Nadal czy Djok tam
      awansował to było wtedy wszystko. jak zaczęli grać gorzej ludzie typu Canas,
      Puerta, Gaudio, Coria, Safin, Gonzalez, Lopez, Moya, Ferrero, Robredo, Blake,
      również powoli Federer, Ferrer, Nalbandian, Haas, Kiefer, Massu, Ljubicic,
      Johansson, Nieminen, Vollandri, Rochusowie, Chela, Ginepri, Hewitt, itp w tym
      czasie zaczęli dochodzić do głosu ci co byli wcześniej w ich cieniu albo byli za
      młodzi. część z ówcześnie ukazanych młodych talentów też na razie leżakuje, jak
      Gasquet, Baghdatis, Ancic, i to powód łatwego dochodzenia do głosu nudziarzy
      regularnych jak Murray, czy solidnych niezłych ale nic nadzwyczajnego jak
      Djokovic. a nawet taki Querrey, który poza serwisem nie ma nic w swojej grze do
      pokazania ponad przeciętną, jest w 50.

    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 04.04.09, 05:42
      www.youtube.com/watch?v=ENdw9ezginM
      To widzialem w powtorce! Mocne,co?
      To juz nie ten Federer co rok czy 2 temu.I on nie bedzie gral,jak nie bedzie
      wchodzil do polfinalow.Za drogo go beda rakiety kosztowac.
      Rafa rzeczywiscie jest przewidywalny i mlode chlopaki ich obu zaczynaja rozkladac.
      Del Potro tak sie upoil zwyciestwem nad Rafa,ze z Murrayem nic nie pokazal,za to
      Murray pokazywal sedziemu,ze Del Potro za duzo czasu zabiera serwowanie.
      Del Poptro Nadala spokojem wykonczyl i Rafa byl wkurzony nie mniej niz Federer z
      Djoko,ale tylko zeby zaciskal i czekal ,kiedy przegra.
      Murray z Del Potro zagral calkiem dobrze i to on posylal plaskie pilki po rogach
      a Del Potro nie nadarzal ich odbierac.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 04.04.09, 12:24
      stare lata poszedł po rozum do głowy i zaczął się zachowywać jak prawdziwy
      bohater i krwisty mężczyzna. co prawda do roztrzaskania rakiety przez takiego
      Gonzaleza wiele mu brakuje, widać że nie ma wprawy, ale odruch szczery i
      autentyczny. a widziałeś jak roztrzaskał rakietę Gonzalez w meczu z Federerem?
      :) cała publiczność biła brawo i roztrzaskiwał ją wielokrotnie za co dostał
      burzę oklasków. Federer też dostał krzyki aplauzu ale ogólnie był zdenerwowany.
      no mówię że na stare lata rozumie problemy tych którzy zawsze byli tak samo
      dobrzy jak on, a mieli po prostu takie problemy z koncentracją jak Federer
      teraz. głównie to dotyczy Gonzaleza i Blakea. ja tez tak kiedyś miewałem. grasz
      bez koncentracji i samo Ci przychodzi ale potem to natchnienie gdzieś ulatuje.
      on trzymał koncentrację kiedyś długo a teraz ma to samo co Gonzo czy Blake. i
      się denerwuje hehe. a co do meczu Del Potro z Murrayem to nie wiem o co chodzi
      bo go nie oglądałem. teraz czekam na turnieje na mączce. może jednak Gonzalez
      poradzi sobie lepiej na tych turniejach?
    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 04.04.09, 16:24
      www.youtube.com/watch?v=LmZMIatcwrg
      Gonzalez przy lamaniu rakiety jest nawet wesoly i zabawia
      publicznosc,a Federer byl tak wsciekly,ze butelki po wodzie rzucal
      za siebie w czasie przerwy.
      Faderer i Nadal za bardzo sie przyzwyczaili,ze graja w finalach ze
      soba,ale zacznie sie inaczej.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 04.04.09, 20:41
      się złości jak dziecko. brawo dla Gonzaleza i w tym elemencie przeważa nad
      Federerem.

    • Gość: MACIEJ IP: *.nycmny.east.verizon.net 07.04.09, 05:18
      "Murray i Simon rozkładają tą dyscyplinę od wewnątrz i są
      >zwiastunami wielkiej apokalipsy która się zbliża ogromnymi krokami
      >i która będzie końcem tenisa."
      ------------
      A ja jestem za zmianami w tenisie.Borg nie trwal wiecznie,a gdy
      probowal wrocic,to juz niczego nie mogl dokonac.
      A mnie sie podoba,ze Federer sie wk..... na korcie i rozbil
      rakiete,bo widac facet uwaza sie za niesmiertelnego.
      Nadal w tym samym turnieju tak zaciskal zeby jak przegrywal,ze gdyby
      wiedzial,ze mu to pomoze,to by wszystkie polknal.
    • Gość: tenisista IP: *.chello.pl 07.04.09, 11:11
      zmiany w tenisie nie muszą iść w stronę lepszą tylko dlatego że zmienia się styl
      wygrywania. Nadal, Simon, Murray, Del Potro, Monfils, Roddick którego
      najbardziej z nich lubię, Davydenko, Ferrer, to tenisiści którzy już wcześniej
      wprowadzili zmiany w tenisie, banalizując jego złożoność. o ile jestem za
      "innowacjami", nie jestem za tym żeby było tak "byleby nowy zastąpił starego", i
      żeby jakiekolwiek zmiany oznaczały "lepszość". myślę że ideałem był tenis lat
      90tych i zdania chyba nie jestem w stanie zmienić. to wtedy wymyślono
      najbardziej precyzyjne rakiety. do dziś nie ma rakiet które są dokładniejsze i
      lepsze do technicznej gry od tamtych. tamte rakiety dawały już wszechstronne
      możliwości gry jakiej kto chciał. ale

      1) nie ułatwiały gry "bez techniki"

      2) nie przyspieszały piłek same z siebie i nie miały łatwego punktu trafienia
      więc trzeba było bardziej się drobiazgowo starać o precyzję

      3) nie wystarczyło nadstawić rakietę, żeby przebić piłkę jak to teraz wychodzi
      tenisistom grającym "z kontry".


      co z tego wynika:


      kiedyś defensor musiał włożyć siłę w uderzenie, i też grać tenis, a nie
      dostawiać rakietę. musiał wykazać się nie lada techniką, i mieć czas na zagranie
      uderzenia żeby mijać tak jak dziś mijają choćby Simon czy Monfils, nie mówiąc o
      takim Nadalu. dziś? rakiety grają same, siły do tego i przygotowania nie
      potrzebujesz żadnej. możesz z nadgarstka czy brzucha jak w ping pongu wypchnąć
      uderzenie kontrujące wykorzystując siłę nadlatującej piłki. nie musisz się
      starać żeby trafić technicznie i dokładnie bo sprzęt ułatwia Ci grę. trudniej
      jest Babolatem zagrać sztuczkę techniczną w stylu Samprasa, ale łatwiej jest
      przebić w kort na drugą stronę siatki z byle pozycji. tenis przyspieszył. więc
      teraz trzeba mieć nogi żeby dobiegać, kiedyś to nie było takie konieczne. w
      efekcie wygrywa sprawność i szybkość (stąd malejący wiek najskuteczniejszych
      tenisistów), poparta kiepską techniką która po prostu wali byle jaką kontrę.
      byle jaka kontra może oznaczać Ginepri albo Chela, może oznaczać Simon, czy
      Nadal. daj Nadalowi sprzęt jakim grał Thomas Muster czy Hiszpan Berrasategui, i
      zobaczysz jak on potrafi nim grać tenis podobny do tego co teraz. naciągi i
      rakiety katapultują piłki przez co mamy dużo większe odskoki piłek i rotacje
      przez co tenis coraz bardziej jest ping pongowy. kontrujący "z niczego" siłą
      przeciwnika jak Simon, z kolei mogą po prostu stawiać na refleks i dostawienie
      rakiety i skierowanie uderzenia w jakiś tam fragment kortu, ryzyko nie potrzebne
      bo tempo gry i tak jest wystarczające. serwis? kiedyś, to trzeba było
      przymierzyć w linię albo serwować jak Ivanisevic żeby mieć asa, albo zmylić
      przeciwnika barkami żeby był as, czy zaryzykować z dokładnością do cm. dziś?
      dziś po prostu walisz 220 mając mięśnie jak Murray, albo 190 jak Simon, i samo
      Ci wygrywa serwis. to nie jest prawda że tenisiści dziś lepiej serwują, po
      prostu sprzęt wymusza że serwis leci ponad 180 już dziś średnio, jak serwował
      Sampras 185 km to był bardzo szybki serwis, tak jak dziś 220. a to było 10 lat
      temu. co pozostaje zawodnikom ofensywnym? to już nie Edberg i Agassi, to jest
      albo chłopak Cilic który ma 2 m i gra pod linie, i po rogach, albo przede
      wszystkim jakiś jełop Berdych co strzeli piłką koło linii raz zaserwuje 220
      drugi raz, zagra bekhend po linii 3 raz, i nie celując za ciekawie i
      artystycznie wygra punkt łupaniną tak jak Gulbis z forhendu. gra się sterylizuje
      z techniki i artyzmu. teraz po drugiej stronie to nie stoi Corretja. teraz stoi
      Nadal albo Murray którzy do wszystkiego dobiegają i latają jak szaleni, i trzeba
      ich wykończyć dużo szybciej bo co z tego że zagrasz totalną akcję techniczną jak
      pogoniony Nadal czy Monfils po prostu dobiegnie i minie Cię końcówką czubka
      rakiety czy trzonkiem ale bez względu jak minie to minie i koniec, bo teraz nogi
      wygrywają, jak u Ferrera czy Davydenki. więc pozostały serwisy, i walenie piłką
      na prędkości. każdy już ma dobry serwis więc apokalipsa wygląda tak że albo
      będziemy mieli kolejnych naśladowców Roddicka, jakichś Querreyów, Berdychów,
      Isnerów itp, albo będziemy mieli kolejnych następców Nadalów, co jeszcze ujdzie,
      albo takich Simonów którzy będą po prostu szybko dobiegali i przepychali
      niewygodne piłeczki z kontry na drugą stronę. masz zmiany ale to nie są zmiany
      rozwijające tenis, a raczej je wyławiające z tego co tenisem nazywało się przez
      poprzednie lata.

      trochę inaczej jest z kobietami, bo tam sprzęt raczej ożywia niemrawe rozgrywki
      ale i tak forsuje w takim momencie albo siłaczki, albo zawodniczki kontrujące
      jak Radwańska, czy Cibulkowa, i w sumie zjawisko jest i tak podobne.

      mnie też się podoba to że Federer się wk... i tak samo diagnozuję jego reakcje,
      ale nie podoba mi się czemu przegrywa i kto z nim wygrywa. to już mi się nie
      podoba :). bo akurat kiepscy tenisiści w momencie odchodzenia pewnego pokolenia
      wchodzą na słabnącej formie lepszych od nich tenisistów i niestety taka jest prawda.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka