Dodaj do ulubionych

polski sklep w Brukseli

02.04.05, 20:04
Życie w Belgii nie należy do najłatwiejszych. Wielu Polaków wyjeżdża tam bez
znajomości języka, kultury, zwyczajów. Po spędzonych tam latach i pracy "na
czarno", niektórzy decydują się na założenie oficjalnej działalności
gospodarczej. Jak wygląda więc rzeczywistość, jaki wpływ miała integracja z
UE, czy nasi rodacy radzą sobie bez problemów?
Belgia jest krajem atrakcyjnym do założenia w nim własnego przedsiębiorstwa -
ze względu na przewidywalność sytuacji gospodarczej i stabilność rozwoju.
Ponadto Polacy cieszą się w Belgii opinią solidnych i tanich wykonawców,
zwłaszcza w zakresie usług remontowych. - można przeczytać na popularnym
serwisie internetowym "Pierwsza praca".
Postanowiłem sprawdzić, czy powszechnie publikowane informacje zachęcające do
założenia własnej działalności na terenie państw członkowskich, mają pokrycie
w surowych realiach.

Ewa Boratyńska pochodzi z Siemiatycz, jej rodzice prowadzą miejscową
wypożyczalnię video. Podróże w kierunku Belgii zaczęła już 16 lat temu,
pracując głównie dorywczo jako opiekunka do dzieci.
Po skończeniu szkoły, w wieku 20 lat wyjechała już na stałe. Wykorzystała
zdobyty w Polsce zawód i podjęła pracę w domu starców jako pielęgniarka.
- Zdecydowałam się na wyjazd i dołączyłam do przebywającej tu wówczas matki.
Przywiodła mnie głównie wizja lepszego życia, zarobków. To były ciężkie lata
w Polsce - przemiany polityczne i gospodarcze. Tu poznałam męża i wspólnie
postanowiliśmy otworzyć wypożyczalnię video, do czego namawiała nas również
moja mama.
Przez kilka lat rozwijaliśmy działalność, w sierpniu 2004 r. zdecydowaliśmy
poszerzyć ofertę o polski sklep. Tego tutaj bardzo brakowało. Jak się
okazało, było to dobre posunięcie.

Sklep pani Ewy znajduje się w północnej części Brukseli, w dawniej obficie
zamieszkanej przez Polaków dzielnicy Schaerbeek.

- Otworzyliśmy w styczniu kolejny sklep w Antwerpii, niebawem powstanie
następny. Niestety, technologiczny postęp oraz zmiana przyzwyczajeń ludzi,
wymusiła na nas decyzję o zamknięciu wypożyczalni video. Po tylu latach pracy
i włożonego w to czasu było mi niezwykle ciężko wywiesić kartkę, iż
wypożyczalnia została zamknięta - ze smutkiem dodała pani Ewa.

Sklep na Schaerbeek wygląda jak typowy sklep w Polsce. Na półkach wyłącznie
polskie produkty, nawet chleb, który dostarczany jest tu z polskiej piekarni
na terenie Brukseli. Zakupy umila muzyka z polskiego radia, dostępnego przez
internet.

W czasie mojej rozmowy z właścicielką do sklepu przychodzi wiele osób, wiele
twarzy da się rozpoznać, to osoby z naszych stron.

- Jak ocenia pan pomysł stworzenia takiego sklepu? - pytam jednego z klientów.
- Jestem bardzo zadowolony, codziennie robię tu zakupy. Przyjechałem tu z
żoną i dziećmi ponad 9 lat temu i mimo długiego już pobytu odczuwamy
niezwykle silny sentyment do naszych polskich produktów, które smakują
zupełnie inaczej niż te lokalne. Do tego rozmawiamy w naszym ojczystym
języku..
Podobne opinie dominują wśród pozostałych klientów.

Niebawem minie rok od integracji Polski z UE, pani Ewa ocenia ten okres
bardzo pozytywnie.
- Uważam, iż decyzja o wejściu do Unii była bardzo dobra. Fakt integracji
wywołał u nas chęć do otworzenia sklepu. Niestety, w praktyce aż tak dużo się
nie zmieniło, jak tego wszyscy oczekiwaliśmy. Na granicy polsko-niemieckiej
nadal są problemy, gdy przywozimy towar z Polski. Dlatego często dokonujemy
zakupów u pośrednika z Niemiec, omijając w ten sposób często nieprzyjemną
procedurę.
Istotną sprawą jest również fakt częstych kontroli, zdarza się, że niemal co
tydzień przyjeżdża tu kilkunastoosobowa grupa kontrolerów, którzy
skrupulatnie sprawdzają, czy każdy towar został oclony.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Jarosław B. Surmacz, Glos Siemiatycz
Edytor zaawansowany
  • onlyania 03.04.05, 10:19
    No coz, juz padlo stwierdzenie ze pan Robert Soltyk nie nadaje sie na
    korespondenta Gazety zeby TAAAkiej informacji nie podac na pierwszych stronach
    Gazety....
    nic, tylko pozostaje mi zaprenumerowac Glos Siemiatycz, wowczas wrescie bede na
    biezaco....
    --
    only
  • high_level 03.04.05, 12:05
    Nie wiem, czy na ten temat pisal akurat Robert Soltyk...
    Temat mieszkancow Siemiatycz pracujacych w Brukseli pojawial sie juz jednak
    wielokrotnie w czolowych polskich gazetach, takich jak Polityka,
    Rzeczpospolita, Newsweek czy Superexpress. Takze w pierwszym programie TVP. I
    praktycznie zawsze - sprobuj to sobie wyobrazic!!! - w pozytywnym swietle. Moge
    ci zacytowac niektore publikacje. Moze wyprostuja choc troche Twoje wypaczone
    opinie na temat mieszkancow Podlasia, jakie prezentujesz w kazdej swojej
    wypowiedzi na tym forum.
  • onlyania 03.04.05, 12:10
    moja opinia sie jeszcze bardziej wypacza jak czytam ciebie...:)))
    --
    only
  • paw_dady 05.04.05, 01:10
    manie firmy w Belgii nie jest proste nai latwe ani takie przyjemne jak pisze
    RP. W ta atrakcyjnosc inwestowania bym tka bezgranicznie nie wierzyl.
    przewidywalnosc tutaj polega na fakcie ze neiwydolny system za rok znow
    podniesie ci podatki ;o)

    A polskie firmy istnieja to i dobrze choc to zadne giganty. Beda rosnac bedzie
    mozna wymagac a nie prosci i o to chodzi ;o)
  • onlyania 05.04.05, 07:43
    bylam tylko raz w polskim sklepie w brukseli, i powiem szczerze wcale mnie nie
    ciagnie z powrotem. Widocznie trafilam na taki gdzie repertuar byl nastawiony
    na ludzi z siemiatycz.
    --
    only
  • paw_dady 06.04.05, 01:56
    onlyania napisała:

    > bylam tylko raz w polskim sklepie w brukseli, i powiem szczerze wcale mnie
    nie
    > ciagnie z powrotem. Widocznie trafilam na taki gdzie repertuar byl nastawiony
    > na ludzi z siemiatycz.

    ehm ja bywam dosc czesto w biedronce kolo ambasady. coz mam slabosc do
    golabkow ;o)
  • aga6000 06.04.05, 09:46
    > ehm ja bywam dosc czesto w biedronce kolo ambasady. coz mam slabosc do
    > golabkow ;o)
    Najlepsze golabki robi Grzes i Apsik
    wiec ja mam do nich glownie slabosc
  • paw_dady 06.04.05, 22:26
    aga6000 napisała:

    > > ehm ja bywam dosc czesto w biedronce kolo ambasady. coz mam slabosc do
    > > golabkow ;o)
    > Najlepsze golabki robi Grzes i Apsik
    > wiec ja mam do nich glownie slabosc

    nieee najlepsze robi moaj mamusia ;), Apsik i GG zaraz potem. Ale ciezko zeby
    cala lista mi robila golabki kiedy np. wracam do domu po pracy, jesli ich
    namowisz nei bede wpadal do biedronki ;)
  • aga6000 07.04.05, 09:05
    Apsik i GG zaraz potem. Ale ciezko zeby
    > cala lista mi robila golabki kiedy np. wracam do domu po pracy, jesli ich
    > namowisz nei bede wpadal do biedronki ;)
    eee tam gadasz, pamietasz akcje u Brukselki, kurka to juz dwa lata temu bylo,
    nie chce nic sugerowac ale trzeby by tu jakos powtorke z rozrywki zrobic
  • paw_dady 07.04.05, 22:23
    aga6000 napisała:

    > Apsik i GG zaraz potem. Ale ciezko zeby
    > > cala lista mi robila golabki kiedy np. wracam do domu po pracy, jesli ich
    >
    > > namowisz nei bede wpadal do biedronki ;)
    > eee tam gadasz, pamietasz akcje u Brukselki, kurka to juz dwa lata temu bylo,
    > nie chce nic sugerowac ale trzeby by tu jakos powtorke z rozrywki zrobic

    organizuj organizuj ;)
  • vico1 06.04.05, 22:46
    Bylem kilka razy w polskim sklepie w A-pi na Lange Leemstraat. Moze to o tym
    sklepie wspomina high_level.
    To co z Polski, to tylko konserwy i zupy blyskawiczne, chleb z Brukseli bardzo
    dobry, ale trudno trafic na dostawe, wedliny dosc podle robione w Niemczech.
    Pierogi leza na zoladku, wiec moje zakupy ograniczam tylko do czasopism.
  • paw_dady 07.04.05, 00:15
    vico1 napisał:

    > Bylem kilka razy w polskim sklepie w A-pi na Lange Leemstraat.

    to dzielnica zydowska - mzoe byly jakies napisy po polsku w koncu biznes is
    biznes


    > Pierogi leza na zoladku, wiec moje zakupy ograniczam tylko do czasopism.
    kobiecych z horoskopami? jaki jest moj na kwiecien? ;)
  • vico1 07.04.05, 20:09
    paw_dady napisała:

    > kobiecych z horoskopami? jaki jest moj na kwiecien? ;)

    Spotkasz wysokiego blondyna, z ktorym spedzisz niezapomniany weekend ;)
  • paw_dady 07.04.05, 21:17
    vico1 napisał:

    > paw_dady napisała:
    >
    > > kobiecych z horoskopami? jaki jest moj na kwiecien? ;)
    >
    > Spotkasz wysokiego blondyna, z ktorym spedzisz niezapomniany weekend ;)

    ee to nei moj moj mowil o szalonym weekedzie w pracy ;P
  • piemeltje 07.04.05, 20:19
    vico1 napisał:

    > Bylem kilka razy w polskim sklepie w A-pi na Lange Leemstraat. Moze to o tym
    > sklepie wspomina high_level.

    Po obu stronach Lange Leemstraat, calkiem blisko siebie, sa dwa sklepy. Jeden to
    "Rarytas", ten jest tam juz dosc dlugo. Kiedys naprzeciwko niego byla
    --
    Life is not a journey to the grave with the intention of arriving safely in a
    pretty and well-preserved body. But rather to skid in broadside, thoroughly used
    up, totally worn out, and loudly proclaiming, "WOW! What a Ride!"
  • piemeltje 07.04.05, 20:21
    piemeltje napisała:


    Po obu stronach Lange Leemstraat, calkiem blisko siebie, sa dwa sklepy. Jeden to
    "Rarytas", ten jest tam juz dosc dlugo. Kiedys naprzeciwko niego byla istotnie
    wypozyczalnia video, ktora teraz przeniosla sie na druga strone ulicy i troche
    blizej Belgiëlei i rozszerzyla oferte takze o artykuly spozywcze. high_level ma
    raczej na mysli ten drugi, ale moze sam nam to powie?


    --
    Life is not a journey to the grave with the intention of arriving safely in a
    pretty and well-preserved body. But rather to skid in broadside, thoroughly used
    up, totally worn out, and loudly proclaiming, "WOW! What a Ride!"
  • high_level 10.04.05, 20:39
    piemeltje napisała:

    > piemeltje napisała:
    >
    > Po obu stronach Lange Leemstraat, calkiem blisko siebie, sa dwa sklepy. Jeden
    > to "Rarytas", ten jest tam juz dosc dlugo. Kiedys naprzeciwko niego byla
    > istotnie wypozyczalnia video, ktora teraz przeniosla sie na druga strone
    > ulicy i troche blizej Belgiëlei i rozszerzyla oferte takze o artykuly
    > spozywcze. high_level ma raczej na mysli ten drugi, ale moze sam nam to powie?

    Obawiam sie, ze niewiele tu wyjasnie. Wiem tylko tyle, co przeczytalem w tym
    artykule. W Antwerpii bylem tylko raz, turystycznie, jakis rok temu. A ten
    sklep, jak wynika z artykulu, powstal dopiero w styczniu, trzy miesiace temu.
    Zlikwidowana wypozyczalnia kaset wideo miescila sie zas w Brukseli. Nosila
    nazwe "Mala Polska". A sklep nazywa sie "Polskie delikatesy" (tak by wynikalo
    ze zdjecia do tego artykulu).

    Ktos tutaj chwalil polskie pieczywo z Brukseli. Czytalem o tym przed rokiem
    w "Superexpressie":

    Marek Kutylowski (43 lat) nie ma czasu, zeby dobrze pozyc, chociaz juz moglby.
    Od kilku miesiecy piecze w Brukseli polski chleb. Tylko w weekend sprzedaje
    ponad tysiac bochenkow. Chleb jest na zakwasie, z dobrej zytniej maki. W soboty
    i niedziele pod sklepem Kutylowskiego zakreca sie kolejka. Otworzyl tez drugi
    sklep przy piekarni. Ma ambicje, zeby byl "narodowy" - sprzedaje tylko polskie
    produkty: pieczywo, wedliny, kiszone ogorki i kapuste, slodycze. Jak nie moze
    sprowadzic z kraju np. mleka - nie sprzedaje zadnego.
    Zaczynal jak wszyscy - na czarno. Przyjechal w 1989 r. z Ciechanowca.
    - To byl taki trojkat brukselski: Siemiatycze, Ciechanowiec i Perlejewo -
    wspomina. Chcial w Belgii zarobic i przy okazji wyprostowac sobie zycie. Polski
    zyciorys, jakich w Belgii wiele.
    - Juz w Polsce lubilem wypic, ale myslalem, ze jak bede zasuwac, zabraknie
    czasu na picie. Nic z tego. Wiedzialem, ze po trzech latach takiego zycia nie
    ma z czym wrocic do Polski, a po pieciu nie ma juz do kogo.
    Otrzasnal sie przed 5 laty. W Belgii poznal Beate. Pracowala w brukselskiej
    restauracji, gdzie ja przylapano na czarnej robocie i deportowano do kraju.
    Wrocila. Dzis zajmuje sie sklepem, a Marek - piekarnia.
    - Najlepiej idzie polski chleb pszenno-zytni. No i drozdzowki - mowi
    Kutylowski. - Tylko z paczkami gorzej - martwi sie, bo u niego sukces musi
    paczkowac.
  • piemeltje 10.04.05, 22:06
    Chleb jest faktycznie dobry, probowalem. Niestety, nie bede jezdzil po chleb 10
    km w jedna strone, to mi zajmie godzine. Zreszta sam pieke w domu tez niezly. A
    i paczki na tlusty czwartek (paw_dady skrytykowal na podstawie zdjecia, ale jak
    zanioslem do pracy, to znikly od razu).

    > - Juz w Polsce lubilem wypic, ale myslalem, ze jak bede zasuwac, zabraknie
    > czasu na picie. Nic z tego. Wiedzialem, ze po trzech latach takiego zycia nie
    > ma z czym wrocic do Polski, a po pieciu nie ma juz do kogo.

    Ty sobie te slowa, high_level, dobrze zapamietaj, bo jak ja Ci to pisalem, tos
    nie chcial wierzyc.
    --
    Life is not a journey to the grave with the intention of arriving safely in a
    pretty and well-preserved body. But rather to skid in broadside, thoroughly used
    up, totally worn out, and loudly proclaiming, "WOW! What a Ride!"
  • swist33 10.04.05, 23:39
    nie moge, nie, po prostu nie moge sie oprzec zeby nie zapytac (moze powinnam
    zalozyc nawet nowy watek ale nie chce sie za bardzo wychylac...) pozwalajac
    sobie tym samym na troche cynizmu.
    high_level : czy Ciebie gmina oplaca za robienie takiej powszechnej reklamy
    Siemiatyczom?
    Ja sie juz boje zagladac na to forum, w kolko to samo, jaki temat by sie nie
    pojawil - Ty juz jestes gotowy, z odpowiedzia, prasowka, zawsze w stylu"
    Siemiatycze for ever".
    To jakas obsesja, natrectwo i nudziarstwo...
    Podkreslam, ze na prawde nic nie mam do Siemiatyczan, do Ciebie tez nie,
    wypowiedzi sa sensowne i "po polsku", pewnie jestes wyksztalcony.


    Dlaczego tak Ci zalezy na przekonaniu pisujacych
  • swist33 10.04.05, 23:43
    ups, za szybko mi sie "wyslalo"...., wiec
    dlaczego tak Ci zalezy zebysmy pokochali Siemiatycze?
    A moze po prostu zaloz jakies prywatne forum dla milosnikow(zaloze sie jednak
    ze juz istnieje)i przyjaciol?

    Jezeli Cie urazilam powyzszym, to przepraszam.
  • high_level 11.04.05, 06:11
    swist33 napisała:

    > high_level : czy Ciebie gmina oplaca za robienie takiej powszechnej reklamy
    > Siemiatyczom?
    > Ja sie juz boje zagladac na to forum, w kolko to samo, jaki temat by sie nie
    > pojawil - Ty juz jestes gotowy, z odpowiedzia, prasowka, zawsze w stylu"
    > Siemiatycze for ever".
    > To jakas obsesja, natrectwo i nudziarstwo...

    Nie ma obowiazku czytania ani pisania na moich watkach. Zalozylem ich tutaj
    zaledwie dwa. I wiecej raczej nie zamierzam. A wypowiadalem sie na jeszcze
    jednym, "o ignorancji Belgow". Wyrobilem juz sobie zdanie na temat, ktory mnie
    interesowal.
    Co do obsesji, to co najmniej jedna osoba na tym forum prezentuje w kazdym
    swoim poscie jakas przedziwna manie przesladowcza, fobie na punkcie ludzi z
    Siemiatycz. I to ci jakos nie przeszkadza.
  • swist33 11.04.05, 07:39
    Ok, dzieki za odpowiedz.
    Milego dnia!
  • onlyania 11.04.05, 11:55
    oo, co high_level juz zrezygnowales???
    i nie poznamy juz losow reszty polakow w belgii???
    zostalo ci jeszcze tylko jakies 49 950 osob do opisania....
    sprez sie, potem sobie odpoczniesz, jak przyjedziesz na wakacje do brukseli....
    --
    only
  • mala_obludnica 27.04.05, 13:59
    > wypozyczalnia video, ktora teraz przeniosla sie na druga strone ulicy i troche
    > blizej Belgiëlei i rozszerzyla oferte takze o artykuly spozywcze

    Wczoraj w "patrouille" widzialam policjantow kontrolujacych ten wlasnie sklep.
    Przyczepili sie ze produkty nie maja informacji we francuskim i niderlandzkim,
    tak jak tego wymaga prawo. Po czym okazalo sie ze pracownicy nie mieli
    pozwolenia na prace...
  • 3eti 27.04.05, 15:24
    Kiedys byl artykul w jednej z gazet,ze ta polska wypozyczalnia dziala nielegalnie ,a wlasciwiel nie ma
    pozwolenia na przebywanie w Belgii,moze teraz jest inaczej ;))
  • onlyania 27.04.05, 17:53
    cichooooooooooooo.....
    siedzcie cicho i nie narazajcie sie, hmmm, no siemiatyczom w sensie....

    :)
    --
    only
  • high_level 27.04.05, 18:53
    onlyania napisała:

    > cichooooooooooooo.....
    > siedzcie cicho i nie narazajcie sie, hmmm, no siemiatyczom w sensie....
    >
    > :)

    Dlaczego akurat Siemiatyczom???
    Zdaje sie, ze mowa o wypozyczalni wideo w Antwerpii, ktora prowadza ludki z
    innych stron Polski.
  • onlyania 27.04.05, 19:21
    ja tam nie wiem o jakich ludkow chodzi,
    czemu od razu robisz "hallo" ze to o inne strony polski chodzi???
    z tego co pamietam to te patrouille to chyba z bruksi bylo, ale niech mnie
    poprawia ci co lepiej wiedza....
    --
    only
  • mala_obludnica 27.04.05, 20:35
    Ja sie troche pogubilam w sklepach o ktorych wy piszecie, bo pod tym wzgledem
    znam tylko bruksele.
    Byc moze nawiazalam nie do tej wypowiedzi co trzeba
    tak czy inaczej w patrouille byla akcja z tym sklepem-wypozyczalnia w Brussels.
    Mala Polska to sie chyba nazywalo kiedys...Niedaleko Gard du Nord i Peepshow
    street :)
    W artykule cytowanym przez high level jest mowa o jakims zamknieciu...ciekawe
    kiedy, bo patrouille jest nagrywane pare miechow z okladem przed emisja, a
    grozili tam babce zamknieciem z powodu wymienionych przeze mnie wyzej wzgledow
  • onlyania 27.04.05, 21:42
    hmm, caly problem polega na tym ze high_level znow wie lepiej....
    --
    only
  • high_level 27.04.05, 23:29
    onlyania napisała:

    > hmm, caly problem polega na tym ze high_level znow wie lepiej....

    Nie wiem, nie ogladam telewizji belgijskiej. I nawet nie zamierzam :-)
    mala_obludnica odniosla sie jednak wyraznie do wypowiedzi piemeltje, ktory z
    cala pewnoscia pisal o polskich sklepach w Antwerpii. A wypozyczalnia wideo w
    Brukseli zostala juz przeciez dawno zlikwidowana. Brak wiec w tym wszystkim
    wiekszej logiki, chyba ze byl to jakis film historyczny :-)
    Poza tym twoja obsesja na punkcie Siemiatycz jest i bez tego dobrze znana.
    Nie wymaga zadnych dodatkowych dowodow.
  • onlyania 30.04.05, 22:44
    czy ja sie dziwie ze belgijskiej tv nie ogladasz???
    ups, nawet bardzo
    ale widocznie za malo w nich informacji na temat gospodarczej dzialalnosci
    businesmenow z Siemiatycz....
    moze ktos z Siemiatycz kiedys wpadnie na pomysl i utworzy w Belgii polska
    telewizje tylko dla Polakow....
    ups, znow sie pomylilam, bo to nie bedzie tv belgijska tylko polska

    co do mojej ogolnoznanej obsesji na temat Siemiatycz, to czy w takim razie
    przyznajesz ze tobie placa za zainteresowanie Siemiatyczami w Brukseli???
    no bo przeciez w Siemiatyczach juz nie jestes, a w Brukseli jeszcze nie
    jestes??? Gmina Siemiatycze, ta "skorumpowana gazetka", czy tez ta partia
    wiejskich czlonkow???

    a moze prowadzisz rozglosnie Radio Wolne Siemiatycze???

    --
    only
  • high_level 01.05.05, 10:32
    onlyania napisała:

    > co do mojej ogolnoznanej obsesji na temat Siemiatycz, to czy w takim razie
    > przyznajesz ze tobie placa za zainteresowanie Siemiatyczami w Brukseli???
    > no bo przeciez w Siemiatyczach juz nie jestes, a w Brukseli jeszcze nie
    > jestes??? Gmina Siemiatycze, ta "skorumpowana gazetka", czy tez ta partia
    > wiejskich czlonkow???
    >
    > a moze prowadzisz rozglosnie Radio Wolne Siemiatycze???


    Twoja obsesja sie poglebia. Sprobuj zasiegnac porady jakiegos specjalisty.
  • bert.d.s 01.05.05, 11:11
    > mala_obludnica odniosla sie jednak wyraznie do wypowiedzi piemeltje, ktory z
    > cala pewnoscia pisal o polskich sklepach w Antwerpii.

    Owszem, ale z tekstu przytoczonego przez Ciebie na poczatku watku wynika jasno,
    ze ten sklep w Antwerpii zostal otwarty przez te sama osobe, ktora miala juz
    sklep czy wypozyczalnie video w Brukseli.
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • high_level 04.05.05, 12:56
    bert.d.s napisała:

    > > mala_obludnica odniosla sie jednak wyraznie do wypowiedzi piemeltje,
    > > ktory z cala pewnoscia pisal o polskich sklepach w Antwerpii.
    >
    > Owszem, ale z tekstu przytoczonego przez Ciebie na poczatku watku wynika
    > jasno,ze ten sklep w Antwerpii zostal otwarty przez te sama osobe, ktora
    > miala juz sklep czy wypozyczalnie video w Brukseli.

    "Ten" po lewej czy "ten" po prawej stronie Lange Laamstraat w Antwerpii???
    Prawidłowa odpowiedź brzmi zaś: ŻADEN!!!
    Bo chodziło o sklep w Brukseli. Wyjaśniła to mala_obludnica w swoim drugim
    poście. W pierwszym wprowadziła element dezinformacji, nawiązując do wypowiedzi
    piemeltje z adresami polskich sklepów w Antwerpii. A jest ich tam co najmniej
    dwa. Nie wiadomo więc, którego z nich NIE POKAZANO w belgijskiej telewizji ;-)
    Chyba, że oba należą do pani Boratyńskiej. W takim razie czapki z głów.
    Wychodzi na to, że tylko ona potrafi założyć w Belgii polski sklep :-)
  • high_level 28.04.05, 08:48
    mala_obludnica napisała:

    > Wczoraj w "patrouille" widzialam policjantow kontrolujacych ten wlasnie
    > sklep. Przyczepili sie ze produkty nie maja informacji we francuskim i
    > niderlandzkim,

    Normalnie, żeby polskie produkty w polskim sklepie dla Polaków nie miały
    napisów w języku niderlandzkim??? SKANDAL!!!

  • 3eti 28.04.05, 12:38
    Rzad sie troszczy o tych,ktorzy juz zdazyli jezyka zapomniec,niech wiedza co naprawde kupuja ;))
  • rokko 30.04.05, 21:48
    Znaczy np francuski ser we francuskim supermarkecie w Polsce tez ma prawo nie
    miec polskich napisow? Sklep byl w Belgii, wiec chyba pownien byc prowadzony
    zgodnie z belgijskim prawem? I chyba nie ma nigdzie w Europie sklepow tylko dla
    jednej nacji? A poza tym zdaje sie ze od braku opisow sie kontrola zaczela, a
    potem ujawnila nielegalnie zatrudnionych?
  • onlyania 30.04.05, 22:20
    polskie produkty, w polskim sklepie dla Polakow....
    tylko komus sie cos pomylilo bo to nie bylo w polskiej dzielnicy, w polskiej
    stolicy i w polskiej krainie....
    to po prostu jak zwykle pobozne zyczenia na wysokim_poziomie.....

    PS. powinni zadzwonic pod 997 bo ich belgusy nachodza
    --
    only
  • high_level 01.05.05, 10:10
    rokko napisał:

    > Znaczy np francuski ser we francuskim supermarkecie w Polsce tez ma prawo nie
    > miec polskich napisow?

    Porownanie raczej mocno chybione. Z jednej strony jakis osiedlowy sklepik dla
    Polakow, a z drugiej wielki francuski supermarket. Nie wiem, jakie sa w tej
    materii przepisy w Polsce. Nawet jsli zezwalaja na sprzedaz frncuskich
    produktow bez polskich napisow, to pewnie taki supermarket w Polsce by szybko
    zbankrutowal. Bo jest nastawiony na polskich, a nie francuskich klientow. W
    przeciwienstwie do tych polskich sklepikow w Brukseli czy w Antwerpii. Tam
    klientami sa glownie Polacy. Moze czasem trafi sie tez przypadkowo jakis Belg.
    Napisy w jezyku niderlandzkim sa wiec potrzebne glownie kontrolerom.

    > A poza tym zdaje sie ze od braku opisow sie kontrola zaczela, a
    > potem ujawnila nielegalnie zatrudnionych?

    Zbrodnia to nieslychana!!! Otoz wyszlo na jaw, ze niektorzy Polacy (a byc moze
    nawet wiekszosc) pracuje w Belgii nielegalnie. I nikt o tym wczesniej nie
    wiedzial :-) Zaczynam podziwiac belgijskich kontrolerow i belgijska telewizje z
    poziomem jej dziennikarstwa sledczego.
  • bert.d.s 01.05.05, 11:16
    high_level napisał:

    > Bo jest nastawiony na polskich, a nie francuskich klientow. W
    > przeciwienstwie do tych polskich sklepikow w Brukseli czy w Antwerpii. Tam
    > klientami sa glownie Polacy. Moze czasem trafi sie tez przypadkowo jakis Belg.
    > Napisy w jezyku niderlandzkim sa wiec potrzebne glownie kontrolerom.

    Przydalaby sie wywieszka: Nur für Polen. Niestety, nie ma takowej. Za to sa
    reklamy w jezyku niderlandzkim (co prawda z bledami), z czego wnosze, ze
    wlasciciele sklepu sa zainteresowani nie tylko polskojezyczna klientela i to
    jest normalne i zdrowe. Skoro jednak chca oni funkcjonowac na tutejszym rynku,to
    musza przestrzegac regul gry. Od polskiego "Rarytasu" na Carnotstraat do
    chinskich supermarketow wokol Astridplein jest tylko rzut moherowym beretem.
    Dlaczego Chinczykom czy innym Wietnamczykom jakos udaje sie podpisac swoje
    wyroby w lokalnym jezyku?

    > Zbrodnia to nieslychana!!! Otoz wyszlo na jaw, ze niektorzy Polacy (a byc moze
    > nawet wiekszosc) pracuje w Belgii nielegalnie. I nikt o tym wczesniej nie
    > wiedzial :-) Zaczynam podziwiac belgijskich kontrolerow i belgijska telewizje
    z poziomem jej dziennikarstwa sledczego.

    Taak, tu sie z Toba zgadzam, a dla chcacego nie bedzie trudnosci ze znalezieniem
    moich ciut zlosliwych wczesniejszych komentarzy na ten temat. Nie da sie jednak
    ukryc, ze pewne prawa sa i obowiazuja wszystkich.
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • high_level 02.05.05, 15:39
    bert.d.s napisała:

    > Przydalaby sie wywieszka: Nur für Polen. Niestety, nie ma takowej. Za to sa
    > reklamy w jezyku niderlandzkim (co prawda z bledami), z czego wnosze, ze
    > wlasciciele sklepu sa zainteresowani nie tylko polskojezyczna klientela

    Przypuszczam, że te reklamy w języku niderlandzkim to też tylko tak dla picu,
    dla belgijskich kontrolerów. Zapewne wymagają tego miejscowe przepisy :-)
    Skoro metki z napisami w języku niderlandzkim należy umieszczać na wszystkich
    produktach, to tym bardziej sama nazwa sklepu, informacje o godzinach otwarcia
    itp. też muszą być zrozumiałe dla tubylców.
    Nie wydaje mi się, aby właściciele tego sklepu mieli ambicje ekspansji na cały
    rynek belgijski. Chociaż kto wie, od czegoś trzeba w końcu zacząć. Czytałem, że
    po wejściu Polski do UE polska żywność, zwłaszcza wędliny, robią na Zachodzie
    prawdziwą furorę :-) Można więc na tym zrobić złoty interes.
  • bert.d.s 02.05.05, 18:04
    > Przypuszczam, że te reklamy w języku niderlandzkim to też tylko tak dla picu,
    > dla belgijskich kontrolerów. Zapewne wymagają tego miejscowe przepisy :-)

    Nie sadze, zeby przepisy regulowaly jezyk, w ktorym wydawane sa ulotki reklamowe.

    > Nie wydaje mi się, aby właściciele tego sklepu mieli ambicje ekspansji na cały
    > rynek belgijski.

    Dobra rada: jesli naprawde takie jest Twoje przekonanie, to nie otwieraj zadnego
    interesu.

    > po wejściu Polski do UE polska żywność, zwłaszcza wędliny, robią na Zachodzie
    > prawdziwą furorę :-)

    Ta... oczywiscie, a swistak siedzi i zawija. Gdzie na Zachodzie jakikolwiek
    istotny odsetek ludzi wie co to sa polskie wedliny (moze poza polska szynka z
    puszki)?

    Na koniec anegdotka z broda: dwie firmy obuwnicze wyslaly swoich przedstawicieli
    do Afryki Rownikowej na rozpoznanie rynku. Jeden wysyla telegram do centrali
    "Tragedia, zero szans, tu nikt nie nosi butow", a drugi "Praktycznie
    nieograniczone mozliwosci rozwoju, tu jeszcze nikt nie nosi butow".

    Rozumiesz?
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • high_level 02.05.05, 18:49
    bert.d.s napisała:

    > Ta... oczywiscie, a swistak siedzi i zawija. Gdzie na Zachodzie jakikolwiek
    > istotny odsetek ludzi wie co to sa polskie wedliny (moze poza polska szynka z
    > puszki)?
    >
    > Na koniec anegdotka z broda: dwie firmy obuwnicze wyslaly swoich
    > przedstawicieli do Afryki Rownikowej na rozpoznanie rynku. Jeden wy
    > syla telegram do centrali "Tragedia, zero szans, tu nikt nie nosi butow", a
    > drugi "Praktycznie nieograniczone mozliwosci rozwoju, tu jeszcze nikt nie
    > nosi butow".
    >
    > Rozumiesz?

    Chyba rozumiem. Zdaje sie, ze sam sobie odpowiedziales na wlasne pytanie.
    Ta stara anegdota jest tu jak najbardziej na miejscu. Skoro, jak twierdzisz,
    nikt na Zachodzie nie zna polskich wedlin, to mozliwosci ich promocji sa po
    prostu wrecz nieograniczone. Nie tylko dlatego, ze sa nieznane, ale przede
    wszystkim dlatego, ze sa o niebo lepsze od tych produkowanych na Zachodzie. Mam
    pewna skale porownawcza, bo mieszkalem przez kilka lat w Niemczech i Holandii.
    W przypadku Holandii to sie nawet dziwilem, ze ludzie moga tam jesc takie - za
    przeproszeniem - gowno, jakie jest im tam serwowane przez miejscowych
    wedliniarzy. W Niemczech mozna zas bylo juz wiele lat temu kupic "polskie"
    wedliny typu Krakauer Wurst czy Polnische Wurst. Produkowane oczywiscie w
    Niemczech i ustepujace smakiem tym prawdziwym polskim kielbasom. Tak wiec
    polskie wedliny maja przynajmniej w Niemczech juz od dawna dobra marke.
  • bert.d.s 02.05.05, 20:01
    Maja marke, ale wsrod tych, ktorzy je znaja, czyli prawie nigdzie. W tutejszych
    supermarketach tez mozna kupic Poolse worst, ktora owszem, nadaje sie do tego,
    zeby ja pociac do bigosu. Byly tez ogorki kiszone z Krakusa.

    Ale wracajac do promocji, to troche czarno widze. Moge sie mylic, ale wydaje mi
    sie, ze proces wedzenia, jakim go znamy z Polski, jest sprzeczny z unijnymi
    przepisami o higienie zywnosci. Wedlin nie mozna traktowac dymem, bo w dymie sa,
    jak nawet dzieci wiedza, rozne straszne trucizny. No i dlatego nie ma porzadnej
    kielbaski.
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • high_level 02.05.05, 22:40
    Smaczne, bo polskie?
    13.04.2005 15:00 (aktualizacja 16.04.2005 13:03)

    Przed nami przynajmniej kilka lat dobrej koniunktury na polskie produkty za
    granicą / RMF FM

    Lider zespołu Aeromith, Steve Tyler, zapytany kiedyś przez dziennikarzy, z czym
    kojarzy mu się Polska, odpowiedział, że kiedyś miał dziewczynę, która lubiła
    polską kiełbasę... Nie ma się z czego śmiać - żywność staje się naszym
    narodowym znakiem firmowym.

    Czarne proroctwo było takie: Unia przyjmuje nas do siebie tylko po to, żeby
    uzyskać dostęp do naszego rynku. Kraj miała zalać tania żywność, produkowana w
    wysokotowarowych unijnych farmach, do których naszym gospodarzom jest tak
    daleko, jak szewcowi do fabryki obuwia.

    Na podbój unijnych rynków

    Stało się zupełnie inaczej. To my podbijamy unijne rynki, i to nas zaczynają
    się obawiać unijni rolnicy. Polskie wyroby z powodzeniem konkurują na wspólnym
    rynku, bo po pierwsze są tanie, to duży atut, ale, co równie ważne, jakościowo
    nie odstają od innych produktów dostępnych w miejscowych sklepach, a krajowe
    mleko, wędliny, sery, pieczywo, słodycze mogą być bez kompleksów stawiane na
    tamtejszych półkach obok zagranicznych odpowiedników. Często zresztą są od nich
    lepsze.

    W tym tygodniu Czeska Państwowa Inspekcja Rolno-Spożywcza opublikowała wyniki
    kontroli przeprowadzonych w miejscowych sklepach mięsnych. Rezultat jest
    porażający - jakość 42 proc. przebadanych produktów nie spełnia wymaganych
    norm. Nic dziwnego, że handlowcy i konsumenci coraz częściej rozpytują o
    wędliny zza północnej granicy.

    Polska żywność podbije UE!
    Polskie grzyby, ogórki kiszone, kiełbasa, zamiast francuskich, włoskich czy
    niemieckich specjałów? Czemu nie. Nasza żywność może podbić europejskie rynki -
    przepowiadają fachowcy. Potwierdzają to dane z poprzedniego roku: eksport
    polskiej żywności do UE wzrósł o 44 proc.

    "Polskie wędliny są nie tylko tańsze, ale przede wszystkim o wiele
    smaczniejsze; często przypominają te domowe, znane sprzed wielu lat" -
    powiedziała cytowana przez PAP emerytowana nauczycielka z przygranicznego
    Krnova Jana Klimova, która, jak przyznała, bardzo często zaopatruje się po
    polskiej stronie granicy. Cenione są zwłaszcza polskie podsuszane kiełbasy.

    Magazyn konsumencki Czeskiego Radia opublikował natomiast wyniki badań
    keczupów: rodzimych producentów i z Polski. W tych pierwszych znaleźć można
    głównie chemię, polskie receptury opierają się na przecierach pomidorowych.

    Skoro o pomidorach mowa, dodajmy, że od niedawna rozsmakowali się w nich
    Brytyjczycy. W ub.r. na Wyspy trafił pierwszy transport 2 tys. ton tych warzyw -
    w ramach próby. Niewykluczone, że w przyszłości staniemy się głównym dostawcą
    pomidorów na tamtejszy rynek, którego chłonność ocenia się na 40 tys. ton.
    Inspektorzy z Wlk. Brytanii, którzy kontrolowali gospodarstwa warzywnicze w
    nowych krajach członkowskich UE, szukając potencjalnych sprzedawców, wystawili
    naszym farmerom najwyższe noty.

    Edam rządzi

    Powoli stereotyp chłopa, jadącego rozklekotaną furmanką, z nieodłącznym
    niedopałkiem papierosa, tlącym się w kącikach ust, zastępowany jest przez
    wizerunek nowoczesnego gospodarza-menedżera. Proces oczywiście jest bardzo,
    bardzo wolny, ale widoczny gołym okiem. Polska wieś się modernizuje. Bez
    potężnego wysiłku inwestycyjnego ekspansja eksportowa byłaby niemożliwa. W
    kilka lat zrobiliśmy to, na co inne kraje potrzebowały dziesięcioleci. Dość
    powiedzieć, że trzy lata temu tylko 38 mleczarń na 400 działających w kraju
    mogło sprzedawać mleko na unijnym rynku. Dzisiaj uprawnienia eksportowe ma już
    grubo ponad połowa zakładów.

    Dodajmy, że krajowe mleczarnie świetnie radzą sobie na wspólnym rynku, a nabiał
    z Polski podbija zagraniczne rynki. Niedawno "Gazeta Wyborcza" opublikowała
    notkę polskiej ambasady w Finlandii, informującej nasz rząd, że "aż 33 proc.
    ulubionego przez Finów sera edamskiego pochodzi z importu, głównie z Polski.
    Fińskie zakłady mleczarskie mają więc kłopoty. Przykładem jest Milka, która nie
    wytrzymała rywalizacji z tańszym o 1 euro za kilogram polskim Edamem i została
    zmuszona do zaprzestania produkcji".

    Eksportujemy więcej żywności
    Eksport polskiej żywności w 2004 roku wzrósł o ponad 31 proc. w stosunku do
    roku poprzedniego. Tak duży wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych był
    możliwy dzięki wysiłkowi, jaki włożyły polskie firmy przetwórcze w modernizację
    produkcji przy wykorzystaniu unijnych środków - poinformował we wtorek minister
    rolnictwa Wojciech Olejniczak.

    Eksportowe hity

    Naszymi hitami eksportowymi są właśnie produkty mleczarskie, mięso (wołowe,
    drób) i wędliny. Sprowadzamy, i to w dużych ilościach, śrutę sojową, owoce
    cytrusowe i ryby. Na import wydaliśmy przed rokiem 4,3 mld euro, co oznacza
    wzrost w stosunku do 2003 r. o 23 proc. Przy dochodach z eksportu rzędu 5,2 mld
    euro (wzrost o 30 proc.) udało nam się osiągnąć nadwyżkę w wysokości 853 mln
    euro, czyli ponad dwa razy wyższą niż w 2003 r.

    Najszybciej rosła sprzedaż do krajów UE - o ponad 50 proc. Eksport
    nieskrępowany już cłami i kontyngentami wlał się szeroką rzeką począwszy od
    Niemiec, przez Holandię i Francję, które są głównymi odbiorcami naszych
    wyrobów, docierając do najodleglejszych zakątków Europy, m.in. do Portugalii,
    gdzie wcześniej obecność naszych produktów rolnych była czysto symboliczna.
    Umocniliśmy swoją obecność w krajach naszego regionu: Czechach, Słowacji,
    Węgrzech. Pomimo nieustających problemów z rosyjskimi służbami weterynaryjnymi
    udało się utrzymać wysoką dynamikę sprzedaży na tamtejszym rynku. W 2004 r.
    eksport do Rosji wzrósł o 28 proc. Do tego trzeba doliczyć handel "okrężny"
    prowadzony za pośrednictwem Litwinów i Łotyszy, którzy mają znacznie lepsze
    kontakty z Moskwą niż my.

    Ekonomiści sugerują, że to dopiero początek hossy i przed nami przynajmniej
    kilka lat dobrej koniunktury na polskie produkty za granicą. Producenci mają i
    będą mieli w ręce atuty nie do przecenienia: niskie ceny i całkiem przyzwoitą
    jakość towarów, która z czasem będzie się przecież poprawiała.

    (INTERIA.PL/inf. własna)
  • 3eti 02.05.05, 23:48
    Smaczne bo polskie?Zarty sobie robisz?Czesc polskich wedlin faktycznie jest zjadliwa,ale te legendy na
    temat polskiego-cud-jedzenia to gruba przesada.
    Skoro taka rewelacja,to dlaczego poza granicami Polski jest tak malo rozpowszechnione(poza jakimis
    kielbasami typu "zwyczajna" i te tez glownie dostepne sa w marketach).
    Ta cala nagonka na "wstretna" zywnosc z 'Zachodu' jest smieszna.Jesz za co placisz.
    W Belgii jest wiele renomowanych sklepow miesnych,wedliny ktore smakiem bija na glowe te z Polski.I
    nie wypisuj zaraz bzdur o tym jak to tu oszukuja ludzi,i zaprawiaja wszystko chemia.
    Od tego polskiego narzekania robi sie niedobrze!!
  • bert.d.s 03.05.05, 10:12
    I tu sie musze zgodzic z 3eti. Faktycznie, sa w supermarketach niejadalne i
    niedrogie wedliny, ale kto chce i wie gdzie szukac, znajdzie takie, ktorych w
    Polsce nie uswiadczysz i bardzo dobre. Ja tam np. wole tutejsza szynke od polskiej.
    Druga sprawa to poziom higieny w polskich sklepach. Dobrze, nie sprzedaje sie
    juz z gazety polozonej w blocie na skrzynce po jablkach, ale do tutejszego
    poziomu to jeszcze troche brakuje.
    Trzecia sprawa to kontrola produkcji. Jakos nigdy w Polsce nie slyszalem o
    wycofaniu jakiegos produktu z obrotu. Czy to znaczy, ze jest w Polsce tak
    idealnie? Nie, to znaczy, ze kontrola nie dziala.
    Po czwarte wreszcie, chcac eksportowac na Zachod trzeba sie dostosowac nie tylko
    do unijnych praw, ale do gustow i przyzwyczajen odbiorcy. Konsument nie jest
    zainteresowany ksztaltowaniem swojego gustu w tej materii, on chce dostac to, co
    juz lubi. Dlatego te z polskich wedlin osiagna sukces na Zachodzie, ktore
    upodobnia sie do juz istniejacych. Nie musza byc takie same, moga sie roznic
    odcieniem, ale to wszystko. No chyba ze maja pozostac produktem niszowym, jak np
    chorizo. Juz wieksza szanse dla produktow widze w sprzedawaniu ich nie do
    sklepow, ale np. restauratorom.
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • rokko 03.05.05, 10:50
    > Trzecia sprawa to kontrola produkcji. Jakos nigdy w Polsce nie slyszalem o
    > wycofaniu jakiegos produktu z obrotu. Czy to znaczy, ze jest w Polsce tak
    > idealnie? Nie, to znaczy, ze kontrola nie dziala.

    o, to widze ze przegapiles glosna w ostatnich dniach w Polsce afere "Constaru"? ;-)
  • bert.d.s 03.05.05, 12:03
    > o, to widze ze przegapiles glosna w ostatnich dniach w Polsce afere "Constaru"?

    Starachowicka prokuratura sprawdza czy Zakłady Mięsne ''Constar'' rzeczywiście
    sprzedawały do polskich sklepów przeterminowane towary . To wynik
    dziennikarskiego śledztwa "Rzeczpospolitej" i telewizji TVN. Szef Prokuratury
    Rejonowej w Starachowicach Krzysztof Grudniewski powiedział Radiu Kielce, że
    prokuratura chce skorzystać z pomocy biegłych oraz materiałów zebranych przez
    służby wterynaryjne w czasie kontroli w '' Constarze''. W piątek
    "Rzeczpospolita" i telewizja TVN ujawniły , że pracownicy Constaru odświeżali
    zapleśniałe produkty , a wędlinom na etykietach przedłużali terminy ważności.
    Potem wysyłali je do sklepów w całej Polsce. Po publikacji w zakładzie
    wstrzymano produkcję. Pracę stracił dyrektor zarządzający spółki Marek Czapracki.

    Wynik dziennikarskiego sledztwa, nie kontroli stosownej inspekcji! Inspekcja
    ruszyla do akcji, gdy sprawa zaczela smierdziec (doslownie i w przenosni). O
    tego typu praktykach mowi sie w Polsce od dawna.
    --
    Karl Marx was one of the Marx Brothers. The other three were in the movies.
    Karl made speeches and started revolutions. Someone in the family had to have a
    job, I guess.
  • high_level 06.05.05, 08:34
    3eti napisała:

    > I nie wypisuj zaraz bzdur o tym jak to tu oszukuja ludzi,i zaprawiaja
    > wszystko chemia.

    Nie tylko chemia, ale na dodatek żywność modyfikowana genetycznie...
    W tej sytuacji rośnie na Zachodzie moda na zdrową żywność ekologiczną. I w tym
    także widzą swoją szansę polscy rolnicy. Pisał o tym niedawno nowy
    tygodnik "Ozon" w artykule pt. "Zdrowe, bo nasze":

    "Kilka województw ogłosiło się strefami wolnymi od upraw roślin modyfikowanych
    genetycznie. Rolnicy chcą pokazać Europie, że w Polsce wciąż będzie można kupić
    zdrową żywność. I chcą zmienić unijne prawo.

    Produkowane u nas mięso, wędliny, mleko i sery podbijają unijne rynki. Według
    niepełnych jeszcze danych Ministerstwa Rolnictwa nasza nadwyżka w handlu
    żywnością w 2004 roku wyniosła 853 mln euro. Rolnicy twierdzą, że kontakt z
    odbiorcami z Zachodu przekonuje ich o wyjątkowości polskich produktów. –
    Opinia, że są one zdrowsze i lepsze niż ich własne, jest w Europie bardzo
    silna. Chcemy ją zachować – deklaruje Piotr Osik, właściciel 50-hektarowego
    gospodarstwa w Woli Skromowskiej na Lubelszczyźnie, który sprzedaje warzywa i
    owoce niemieckim i angielskim producentom odżywek dla dzieci.
    Osik podobnie jak Babalski był w swojej okolicy inicjatorem sprzeciwu wobec
    modyfikowanych upraw. Przekonując sąsiadów, obaj zostawili na boku argumenty
    ekologów o groźbach zniszczenia środowiska czy niezbadanych konsekwencjach
    żywności GMO dla zdrowia. – Ja nie wiem, czy ona jest niezdrowa, ale wiem, że
    rolnik w Polsce może na niej tylko stracić – twierdzi Babalski.
    Kiedy zbierał podpisy pod petycją przeciwko uprawom GMO, do rolników trafiało
    tylko to, że większa produkcja, jaką zakłada GMO, oznacza nadmiar żywności, a
    więc niższe ceny i mniej zysków. Powinni więc dbać o polski atut – naturalne,
    zdrowe produkty, które cieszą się uznaniem wśród zachodnich klientów. Babalski
    sprawą zainteresował radnych. Ich również przekonały te same argumenty: zyski z
    zachowania dotychczasowej produkcji i z wizerunku regionu – producenta zdrowej
    żywności.
    Argumenty ekologów trafiły za to do Sławomira Malinowskiego, burmistrza Zelowa
    (Łódzkie). Sam nie uprawia ziemi, ale w gminie jest wielu rolników, a 25 proc.
    jej powierzchni zajmują lasy. – Słyszałem, że uprawy GMO mogą niszczyć
    środowisko – twierdzi Malinowski. Z własnej inicjatywy zorganizował więc sesję
    rady miejskiej i w jej wyniku kilka tygodni temu jego miasto jako pierwsze w
    województwie ogłosiło, że nie chce u siebie genetycznych upraw.
    – Uważamy, że trzeba pielęgnować wizerunek Polski jako kraju nieskażonej
    przyrody i producenta zdrowej żywności – deklaruje Malinowski. – Nie możemy się
    ścigać z wielkimi nowoczesnymi gospodarstwami na Zachodzie, nie mamy szans.
    Musimy być inni."

    Całość artykułu:
    www.ozon.pl/a_tygodnikozon_2_5_6_2005_1_1.html

    P.S. Artykuł jest ozdobiony zdjęciem właściciela polskiej piekarni w Brukseli:-)
  • rokko 03.05.05, 09:39
    Aaa... Wreszcie zrozumialem. Dotad myslalem ze chodzi o biznes legalny, a to ma
    byc "legalny ;-)". W takim razie oczywiscie masz racje. Prawo jest tylko dla
    frajerow i dla sieci supermarketow. A jego obchodzenie nie oznacza, ze jest sie
    przestepca, tylko swiadczy o zaradnosci.
    Nielegalna praca Polakow w Brukseli to tez zadna nowosc, wiec moze by wreszcie
    belgijskie instytucje do tego przywykly, zamiast robic jakies glupie naloty?
    Natomiast placenie podatkow i skladek socjalnych obcemu panstwu, nie dosc ze
    swiadczy o braku zdrowego, biznesowego podejscia, ale zakrawa wrecz na zdrade
    interesow narodowych!
    A te wszystkie kontrole, to pewnie naslane przez konkurencje, zazdrosna o
    sukcesy naszych przedsiebiorcow. Kto wie? Moze nawet z inspiracji
    Polakow stale mieszajacych w Brukseli i placacych po frajersku i
    niepatriotycznie daniny belgijskiemu panstwu? I obruszajacych sie na swoich
    rodakow za to tylko, ze sie po ciezkiej robocie troszke napija, jak tradycja
    polska kaze i ze czasem grubszym slowem w publicznym miejscu rzuca..
    Ale jest na to metoda! Nalezy proklamowac Brukselska Republike Siemiatycka, w
    ktorej podatkow nie bedzie wcale, jezykiem urzedowym bedzie polski, kontrolerzy
    i policja beda mieli wstep wzbroniony, a sprawy konfliktowe zalatwiac sie bedzie
    pod polskimi dyskotekami.
    Powodzenia! ;-)
  • onlyania 03.05.05, 18:23
    ty tez chory na Siemiatycze??
    Fajnie, moze razem bedziemy sie leczyc....
    brawa za powyzszy tekst....:)
    --
    only
  • high_level 03.05.05, 19:50
    rokko napisał:

    > A te wszystkie kontrole, to pewnie naslane przez konkurencje, zazdrosna o
    > sukcesy naszych przedsiebiorcow. Kto wie? Moze nawet z inspiracji
    > Polakow stale mieszajacych w Brukseli

    Ciekawa hipoteza. Niewykluczone, ze bliska prawdy.
    Takie przynajmniej odnosze wrazenie po lekturze licznych wypowiedzi na tym
    forum osob "chorych na Siemiatycze".
    Wlascicielka sklepu skarzy sie w tym artykule na liczne kontrole. Czesc nich
    stanowi na pewno tzw. kontrole rutynowe. Czesto jednak (i to na calym swiecie)
    kontrole sa nasylane w przypadku otrzymania donosu o jakichs
    nieprawidlowosciach, na przyklad o braku metek z napisami w jezyku
    niderlandzkim. I w tym przypadku rzeczywiscie jestem sklonny uwierzyc, ze moze
    byc to dzielo jakichs "zyczliwych" rodakow. Powodowanych zwykla i
    bezinteresowna ludzka zawiscia. To niestety zjawisko bardzo dla Polakow typowe.

    Zdecydowanie przesadzasz, nazywajac wlascicielke tego sklepu
    mianem "przestepcy". Prowadzi ona w Belgii legalna i oficjalnie zarejestrowana
    dzialalnosc gospodarcza, zgodnie z miejscowymi przepisami. Sklep jest
    regularnie poddawany przeroznym kontrolom. Nie moze wiec sobie nawet pozwolic
    na lekcewazenie belgijskiego prawa. Zdarzaja sie tam pewnie jakies drobne
    nieprawidlowosci, w rodzaju braku metek z napisami w jezyku niderlandzkim, ale
    to jeszcze zaden powod, aby okreslac kogos mianem przestepcy.
    Znaj proporcje, mocium Panie.

    P.S. Nawiasem mowiac, oszczerstwo stanowi takze naruszenie prawa, czyn karalny.
  • onlyania 03.05.05, 21:03
    high_level, przebadaj ty sie sam zanim kogos poslesz na leczenie......

    --
    only
  • high_level 04.05.05, 16:11
    onlyania napisała:

    > high_level, przebadaj ty sie sam zanim kogos poslesz na leczenie......

    Radziłbym ci się rzeczywiście przebadać. Mnie "zbadałaś" już dawno temu ;-)

    Autor: onlyania
    Data: 10.04.2005 11:22

    ty czlowieku jestes najwyrazniej chory...
  • rokko 04.05.05, 22:05
    > Zdecydowanie przesadzasz, nazywajac wlascicielke tego sklepu
    > mianem "przestepcy". Prowadzi ona w Belgii legalna i oficjalnie zarejestrowana
    > dzialalnosc gospodarcza, zgodnie z miejscowymi przepisami.

    No, niecalkiem zgodnie, skoro - jak wynika z postu mala_obludnica - nie
    umieszcza na produktach informacji w jezykach obowiazujacych w Belgii, oraz (co
    skrzetnie przemilczales) zatrudnia pracownikow nie posiadajacych zezwolenia na
    prace. Z czego wynika, ze jest nie w porzadku wobec tych pracownikow - nie
    oplacajac im skladek ubezpieczenia spolecznego i oszukuje panstwo - nie placac
    podatkow. Takie dzialania nazywa sie zwykle "szara strefa". Ale ja jak najdalszy
    jestem od nazywania wlascicielki sklepu przestepca. Ja nie ustaje w podziwie dla
    jej zaradnosci i zmyslu biznesowego.. ;-)
  • high_level 05.05.05, 08:21
    rokko napisał:

    > ja jak najdalszy jestem od nazywania wlascicielki sklepu przestepca.
    > Ja nie ustaje w podziwie dla jej zaradnosci i zmyslu biznesowego.. ;-)

    Wolne żarty...
    Ja też "podziwiam" twoją głęboką troskę o wpływy do budżetu Belgii z tytułu
    płacenia podatków i składek socjalnych. Wykazujesz w tym zwykłą nadgorliwość,
    typową dla neofitów wszelkiej maści. W języku polskim jest na to nawet stosowne
    powiedzenie: "być bardziej katolickim od papieża".
    Rozumiem też twoje "święte oburzenie" na Polaków pracujących w Belgii na
    czarno. Zapisz się może do jakiegoś miejscowego odpowiednika ORMO, aby walczyć
    z tym patologicznym zjawiskiem. Sami Belgowie są przecież w tych sprawach zbyt
    tolerancyjni ;-) Brak im twojego rewolucyjnego zapału do tępienia
    polskiej "szarej strefy" w Brukseli.
    Jedna tylko uwaga. Wykonywanie jakiejkolwiek pracy nie stanowi żadnego
    przestępstwa. Ani w Belgii, ani w Polsce, ani w żadnym innym cywilizowanym
    państwie. Nawet jeżeli jest to praca "na czarno". Osoby takie nie są sądzone,
    nie są skazywane na jakieś okrutne kary, nie są wpisywane do rejestru
    przestępców. Grozi im co najwyżej deportacja z zakazem ponownego wjazdu do
    danego państwa. Nic więcej. Nie każde naruszenie przepisów to od razu
    przestępstwo.
  • rokko 05.05.05, 20:28
    Widze ze skonczyly sie argumenty rzeczowe, wiec trzeba sprobowac odwrocic kota
    ogonem i zrobic z dyskutanta fanatyka? ;-)
    Wplywami do budzetu belgijskiego nie mam powodu sie przejmowac, bo tam nie
    mieszkam. Poza tym, jak widac, Belgowie sami jakos radza sobie z wychwytywaniem
    tych, ktorzy placenia unikaja.
    A ja zwracam tylko uwage na to, ze laurka, ktora wystawiasz wlascicielce tego
    sklepu, jest mocno niezasluzona, bo swoj sukces opiera ona - jak wynika z
    przytoczonych tu informacji - na unikaniu ponoszenia kosztow, ktore sa
    obowiazkowe i w taki sposob zdobywa przewage nad konkurencja. Ja nawet rozumiem,
    ze kazdy orze jak moze, ale juz nie bardzo wiem, co tu podziwiac?
    Praca oczywiscie przestepstwem nie jest, ale my w ogole nie rozmawiamy o
    pracownikach, tylko o pani, ktora ich na czarno zatrudnia i w ten sposob
    "oszczedza". Wiec moze nie zmieniaj tematu?
    Poki co wyglada, ze nadgorliwoscia to raczej ty sie popisujesz - w wybielaniu
    czegos, co bialym zdecydowanie nie jest...
  • high_level 05.05.05, 23:11
    rokko napisał:

    > Widze ze skonczyly sie argumenty rzeczowe, wiec trzeba sprobowac odwrocic kota
    > ogonem i zrobic z dyskutanta fanatyka? ;-)
    > Wplywami do budzetu belgijskiego nie mam powodu sie przejmowac, bo tam nie
    > mieszkam.

    Piszesz z Lodzi i nie wiem, o co ci w ogole chodzi.
    To w Lodzi nie ma "szarej strefy" i zadnych przekretow?
    I wszyscy skrupulatnie placa podatki i przestrzegaja wszystkih przepisow?
    Nie przekraczaja nawet ulicy na czerwonym swietle lub w niedozwolonym miejscu?

    P.S. Odpowiadam ci po raz ostatni, bo jestes na tym watku kompletnie pomylony.
    I nie wiem, przed kim sie tu popisujesz mentalnoscia ormowca...
    Zajmij sie swoim mendzeniem gdzie indziej. Nie na moich watkach!!!
  • kasiabru 06.05.05, 12:25
    no cos Ty, nie gniewaj sie na rokko. A od Lodzi to prosze sie odczepic. To
    czarna dziura ekonomiczna, nie porownuj do Brukseli.
  • high_level 06.05.05, 13:06
    kasiabru napisała:

    > no cos Ty, nie gniewaj sie na rokko. A od Lodzi to prosze sie odczepic. To
    > czarna dziura ekonomiczna, nie porownuj do Brukseli.

    Nie mam osobiście nic do Łodzi. Nawet tam często bywam, bo stamtąd się wywodzi
    moja żona. Wybieramy się też i w ten weekend.
    Zirytowało mnie tylko to ględzenie na temat "szarej strefy" w Brukseli, i ta
    jego zadziwiająca "troska", żeby przypadkiem przez nią Belgia nie zbiedniała ;)
    Niech się tym martwią sami Belgowie, jak ściągać podatki i jak zwalczać ew.
    inne patologie. Postawa rokko przypomina mi powiedzenie o źdźble w oku
    bliźniego i belce we własnym. Bo Łódź to pod tym względem prawdziwa katastrofa.
    Zamiast się zamartwiać szarą strefą w Brukseli niech się lepiej zajmie tą - jak
    to określiłaś - "czarną dziurą" w Łodzi. I wpływami do polskiego budżetu.
  • rokko 07.05.05, 08:05
    Potwierdzasz moja opinie, ze skonczyly ci sie rzeczowe argumenty w wychwalaniu
    zaradnosci siemiatyckich przedsiebiorcow w Brukseli. Rzeczywiscie nie ma sensu
    dalsza dyskusja z kims, kto ma podejscie kibica i krzyczy ze jego druzyna jest
    mistrzem, nawet gdy zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. A ci, ktorzy mysla
    inaczej oczywiscie sa pomyleni. :-) Zycze milego dalszego popisywania sie
    mentalnoscia "prawo prawem, a slusznosc musi byc po naszej stronie", na twoich
    prywatnych watkach. A moze w ogole zaloz swoje wlasne forum?
    Powodzenia
  • bert.d.s 09.05.05, 13:44
    high_level napisał:

    > Jedna tylko uwaga. Wykonywanie jakiejkolwiek pracy nie stanowi żadnego
    > przestępstwa. Ani w Belgii, ani w Polsce, ani w żadnym innym cywilizowanym
    > państwie. Nawet jeżeli jest to praca "na czarno". Osoby takie nie są sądzone,
    > nie są skazywane na jakieś okrutne kary, nie są wpisywane do rejestru
    > przestępców.

    high_level, jeszcze niejedno cie w zyciu zaskoczy. Na przyklad cytat powyzej to
    piramidalna bzdura. Praca na czarno, a takze zatrudnianie na czarno, jak
    najbardziej JEST przestepstwem, mozna sie za to znalezc w rejestrze skazanych,
    choc najczesciej do tego nie dochodzi, bo zlapani ida na ugode z organami
    scigania. Tak jest i w Belgii, i w Polsce.

    > Nie każde naruszenie przepisów to od razu przestępstwo.

    Slusznie. Wiec moze nie przestepstwo, tylko "czyn zabroniony"?
    --
    Everything in excess! To enjoy the flavor of life, take big bites.
    Moderation is for monks.
  • high_level 09.05.05, 17:29
    bert.d.s napisała:

    > Praca na czarno, a takze zatrudnianie na czarno, jak najbardziej
    > JEST przestepstwem,

    Mimo, że praca jest nielegalna represje władz belgijskich są nieznaczne -
    Belgowie ograniczają się w zasadzie do nakazów opuszczenia kraju, rzadziej do
    deportacji (bez ponoszenia jej kosztów, w praktyce deportowany już po kilku
    dniach wraca do pracy w Belgii) - nie udało się stwierdzić poważniejszych
    działań, takich jak chociażby zakaz wjazdu.
    Powodem tego jest chyba fakt, że Belgowie uważają Polaków za ważną część rynku
    pracy, zatrudniają ich chętniej niż innych obcokrajowców, zachęcają (lub wręcz
    wymagają) do przysyłania zmienników, próbują załatwiać legalną pracę (problemem
    jest fakt, że zawsze ma ona charakter okresowy, najczęściej trwać może jeden
    rok, nie ma możliwości przedłużenia) - ciekawym przykładem może być przypadek
    dziewczyny z Polski, która przez 2 lata pracowała u, jak się potem okazało,
    policjanta, który nie powiedział jej o tym w obawie, że nie zgodzi się
    nielegalnie pracować.

    P.S. Rzeczywiście "paradne". Polacy, nawet ci zamieszkali w Polsce (rokko), są
    bardziej "praworządni", bardziej dbają o przestrzeganie belgijskich przepisów
    od samych Belgów. Nawet od belgijskich policjantów :-)
  • bert.d.s 09.05.05, 17:57
    > Mimo, że praca jest nielegalna represje władz belgijskich są nieznaczne

    Wobec pracujacych na czarno moze i tak. A co im mozesz zrobic? Do wiezienia
    zamkniesz? To kosztuje, i tak nie ma miejsca, zreszta kara wiezienia sie w
    Belgii nie szafuje. Nalozysz grzywne? A jak ja sciagnac?
    Za to ich pracodawcy maja powazniejsze klopoty.

    > działań, takich jak chociażby zakaz wjazdu

    Ciekawe jak taki zakaz wyegzekwowac.

    > P.S. Rzeczywiście "paradne". Polacy, nawet ci zamieszkali w Polsce (rokko), są
    > bardziej "praworządni", bardziej dbają o przestrzeganie belgijskich przepisów
    > od samych Belgów. Nawet od belgijskich policjantów :-)

    Paradne jest to, ze Ty z nielegalnego dzialania czynisz cnote. I to wytknal Ci
    rokko, tylko nie raczyles tego dostrzec. A jezeli myslisz, ze bez polskich
    gastarbeiterow na czarno Belgia padnie, to tez sie mylisz.
    --
    Cheops' Law: Nothing ever gets built on schedule or within budget.
  • vico1 09.05.05, 21:27
    Pracujesz legalnie masz przywileje - Sociale Zekerheid, to jednak kosztuje -
    podatki. Pracujac na czarno - nie ma podatkow (hura), ale tez SZ (:((.
    Powiedzmy, ze uklad jest zrownowazony, wiec rozsadny czlowiek nie bedzie sie
    tym przejmowal. Wszechmocne zwiazki zawodowe oczywiscie krzycza, pod ich
    wplywem zmuszaja sie do czynu politycy, RVA, policja. Ale i tak w praktyce cala
    para idzie w gwizd, mysle, ze swiadomie. Od czasu do czasu w TV - spektakularna
    akcja RVA ku uciesze naiwnych zwiazkowcow. Wouw, zlapano na goracym uczynku
    polska sprzataczke ;)
  • bert.d.s 09.05.05, 22:00
    > Pracujesz legalnie masz przywileje - Sociale Zekerheid, to jednak kosztuje -
    > podatki. Pracujac na czarno - nie ma podatkow (hura), ale tez SZ (:((.
    > Powiedzmy, ze uklad jest zrownowazony

    Ale nie jest. Pracujesz na czarno, spadasz z rusztowania i ladujesz pod
    troskliwymi skrzydelkami OCMW, a KB z 12.12.1996 nakazuje udzielic pilnej pomocy
    takze nielegalnym, a rachunek wyslac via OCMW do skarbu panstwa, czyli do tych,
    ktorzy podatki zaplacili.
    I wiesz, nie malbym nawet az tak wiele przeciwko temu, gdyby taki high_level nie
    przekonywal mnie, ze tak jest wlasnie dobrze i prawidlowo. Oczywiscie, poniewaz
    patriotyczny Polak, ktoremu nie uda sie spasc z rusztowania, zarobiona kase
    wywiezie do Polski, to Belgia nawet na podatkach posrednich nie skorzysta, ale
    to juz osobna kwestia.

    > Od czasu do czasu w TV - spektakularna
    > akcja RVA ku uciesze naiwnych zwiazkowcow. Wouw, zlapano na goracym uczynku
    > polska sprzataczke ;)

    Pozostaje jeszcze kwestia nieprzyjemnosci dla chlebodawcow sprzataczki... Ale
    domyslam sie, ze los tych imperialistycznych pijawek zupelnie nie obchodzi
    kolegi high_level. Coz, nie od dzis wiadomo, ze punkt widzenia zalezy od punktu
    siedzenia.


    --
    Cheops' Law: Nothing ever gets built on schedule or within budget.
  • vico1 09.05.05, 23:34
    bert.d.s napisała:

    > Ale nie jest. Pracujesz na czarno, spadasz z rusztowania i ladujesz pod
    > troskliwymi skrzydelkami OCMW,

    Jaki % pacjentow w szpitalu stanowia nielegalni spadajacy z rusztowania? To sa
    jednostki, kosztow z tym zwiazanych nie da sie porownac z dofinansowaniem (z
    naszych podatkow) np kacykow w Mozambiku czy Kongo. Slaby argument.

    > I wiesz, nie malbym nawet az tak wiele przeciwko temu, gdyby taki high_level
    > nie przekonywal mnie, ze tak jest wlasnie dobrze i prawidlowo.

    H_L nie ma racji gloszac wyzszosc pracy "na czarno" nad legalna. Moge sobie
    jednak wyobrazic, ze jesli sztucznie opoznia sie uwolnienie rynku pracy, to
    zaczyna sie indywidualna kreatywnosc. To nie jest z gruntu zle. Dla mnie
    etycznie zdrowa reakcja.
    Sami Belgowie lacza czesto prace legalna z "na czarno" i maja sie lepiej od
    jednoetatowcow. Praca na czarno jest praca na czarno bez wzgledu na narodowosc.

    To jest biznes, chcemy najwiecej pieniedzy do kasy panstwa, trzeba zachecic
    ludzi do legalnej pracy (niskie podatki)i otworzyc unijny rynek pracy. Praca na
    czarno stalaby sie marginalna, zwiazana tylko z nielegalnym pobytem, czyli inna
    para kaloszy.



  • high_level 12.05.05, 15:53
    vico1 napisał:

    > H_L nie ma racji gloszac wyzszosc pracy "na czarno" nad legalna.

    To pewna nadinterpretacja moich wypowiedzi. Nigdy nie głosiłem hasła o
    wyższości pracy nielegalnej ani też nie przedstawiałem jej jako "cnoty".
    Generalnie jest to zjawisko patologiczne. Pisałem już na innym wątku, że Polacy
    pracujący na czarno w Belgii nie są najlepszą wizytówką naszego kraju.

    Daleki też jednak jestem od tego, aby tych ludzi potępiać w czambuł czy wręcz
    robić z nich "kryminalistów", w czym celuje kilka osób udzielających się na tym
    forum. A jeśli już, to wina rozkłada się tu równomiernie. Nie byłoby Polaków
    pracujących na czarno, gdyby nie było Belgów chcących ich tam zatrudniać,
    łamiąc miejscowe przepisy prawa pracy i oszukując belgijskiego fiskusa. Zapewne
    ze skąpstwa lub zachłanności, albo po prostu z wygody, albo też dlatego, że nie
    uważają nielegalnej pracy za żadne przestępstwo.

    Nasuwa mi to porównanie do korupcji. Przestępstwo popełnia zarówno ten, który
    łapówkę bierze, jak i ten, który ją daje. Do tanga trzeba dwojga.

    Inna sprawa to fakt, że władze Belgii nie dały też tym ludziom tak naprawdę
    żadnej możliwości wyboru. Mimo wejścia Polski do UE utrzymały (w
    przeciwieństwie do kilku innych państw) dyskryminacyjne wobec Polaków przepisy
    w kwestii zatrudnienia, jednej z podstawowych swobód w ramach UE. Możliwości
    uzyskania legalnej pracy w Belgii są dla Polaków nadal bardzo ograniczone.
    Dlatego też uważam, że ludzie ci są moralnie jak najbardziej usprawiedliwieni.
  • vico1 12.05.05, 19:56
    high_level napisał:

    > To pewna nadinterpretacja moich wypowiedzi. Nigdy nie głosiłem hasła o
    > wyższości pracy nielegalnej ani też nie przedstawiałem jej jako "cnoty".

    Mala prowokacja z mojej strony ;)

    > Nie byłoby Polaków pracujących na czarno, gdyby nie było Belgów chcących ich
    > tam zatrudniać, łamiąc miejscowe przepisy prawa pracy i oszukując
    > belgijskiego fiskusa.

    Dlatego tez to zatrudniajacy sa "przestepcami", calkiem zrozumiale. Belgom
    pracujacym na czarno grozi jednak utrata zasilku, nielegalnym - deportacja.
    Obie strony moga teoretycznie zyskac i stracic. Tylko nielegalni nie maja nic
    do stracenia.

    > Nasuwa mi to porównanie do korupcji. Przestępstwo popełnia zarówno ten, który
    > łapówkę bierze, jak i ten, który ją daje. Do tanga trzeba dwojga.

    Przy korupcji wina rozklada sie rowno po obu stronach. W pracy na czarno
    zatrudniony jest najczesciej slabszym "partnerem".

    > Inna sprawa to fakt, że władze Belgii nie dały też tym ludziom tak naprawdę
    > żadnej możliwości wyboru.

    Biorac pod uwage obcokrajowcow, w tym Polakow - zgadzam sie. W ogolnosci nie
    popieram naduzywanie systemu socjalnego przez tutejszych, pobierajacych
    jednoczesnie zasilki i pracujacych na czarno. To jest znacznie bardziej
    szkodliwe i na sankcjonowanie tego powinien byc postawiony nacisk.
  • high_level 17.05.05, 11:05
    vico1 napisał:

    > > Nie byłoby Polaków pracujących na czarno, gdyby nie było Belgów chcących
    > > ich tam zatrudniać, łamiąc miejscowe przepisy prawa pracy i oszukując
    > > belgijskiego fiskusa.
    >
    > Dlatego tez to zatrudniajacy sa "przestepcami", calkiem zrozumiale.

    Pracodawców belgijskich też bym tak bardzo nie potępiał. W końcu zapewniają oni
    miejsca pracy Polakom ;-) Do zatrudniania nielegalnych pracowników skłaniają
    ich poza tym niekorzystne dla pracodawców przepisy, obowiązujące w Belgii.
    Ciekawie o tym piszą naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego:

    "Przede wszystkim za zaistniałą sytuację odpowiedzialny może być wzorzec
    państwa bezpieczeństwa socjalnego, który w wielu przypadkach zaowocował
    wysokimi zasiłkami dla bezrobotnych i obniżył skłonność do podjęcia pracy
    (zwiększyła się tym samym graniczna stawka płacy, przy której bezrobotny jest
    skłonny podjąć pracę). Podobne źródła ma system opodatkowania płacy i
    obciążenia kosztami ubezpieczenia emerytalnego i zdrowotnego, co stanowi silny
    bodziec dla pracodawców, by zatrudniać pracowników nielegalnie. Nie blokuje
    tego restrykcyjne prawo, na podstawie którego kara dla pracodawcy
    zatrudniającego nielegalnie pracownika wynosi 150 tys. - 600 tys. BFr

    Bardzo istotne jest także zjawisko społecznej akceptacji nielegalnych
    pracowników. Wynika ono po części z faktu, że uważa się, że obcokrajowcy nie
    zajmują miejsc pracy rodzimych pracowników. Wiele wskazuje na to, że tradycyjne
    zajęcia migrantów z Polski (prace remontowo-budowlane, sprzątanie, opieka nad
    dziećmi) uzyskały już społeczną etykietę prac, których nie wykonują rodzimi
    pracownicy. Mielibyśmy więc do czynienia z dualnym rynkiem pracy, którego
    niższy poziom zajmują migranci z Polski. Do sytuacji takiej doprowadziła mało
    zdecydowana (świadoma?) polityka władz belgijskich wobec nielegalnych migrantów
    i pracowników.

    Większość Polaków przebywa w Belgii nielegalnie, nielegalnie wykonuje pracę, w
    świadomości jak nieznaczne są restrykcje związane z ewentualnym ujęciem przez
    policję (abstrahując od niewątpliwych kosztów psychicznych). Zatrzymany migrant
    jest z reguły osadzany w areszcie, dostarczany na lotnisko i wysyłany samolotem
    do Polski. Zważywszy, że prawo belgijskie nie przewiduje wizy administracyjnej
    dla nielegalnie przebywających na jej terytorium obcokrajowców, a transport do
    kraju pochodzenia nie wiąże się z kosztami dla zatrzymanego (ponosi je patron)
    trudno doszukać się materialnych kosztów dla nielegalnego migranta. Jedyne
    straty wynikają z chwilowego pozbawienia zarobku, przynajmniej do momentu,
    kiedy powróci on do Belgii (co jest niemal regułą). Zachowanie pracodawców i
    innych mieszkańców Belgii pozwala zakładać, że obcokrajowcy stali się
    integralną częścią belgijskiego rynku pracy, wykonują zajęcia nieinteresujące
    dla rodzimych pracowników (social labelling), są cenieni za ciężką, sumiennie
    wykonywaną pracę."

    (Ziemowit Hirszfeld, Paweł Kaczmarczyk, Współczesne migracje zagraniczne
    ludności Podlasia, Instytut Studiów Społecznych, Uniwersytet Warszawski, s. 37)
    www.iss.uw.edu.pl/osrodki/cmr/wpapers/pdf/030.pdf
  • antybe 17.05.05, 16:44
    bo nudzisz z tym swoim prosiemiatyckim kitem
  • high_level 02.06.05, 20:11
    Czasami lepiej nic nie mowic, zeby nie wyjsc na durnia.
    Zwlaszcza jak sie nie ma nic do powiedzenia, poza swoimi obsesjami.

    Moj post dotyczyl zupelnie innego tematu.
    Chodzilo o motywacje belgijskich pracodawcow.
    Dlaczego tak chetnie zatrudniaja Polakow na czarno?

    I ani slowa o Siemiatyczach...
  • high_level 10.05.05, 08:57
    bert.d.s napisała:

    > > Mimo, że praca jest nielegalna represje władz belgijskich są nieznaczne
    >
    > Wobec pracujacych na czarno moze i tak. A co im mozesz zrobic? Do wiezienia
    > zamkniesz? To kosztuje, i tak nie ma miejsca, zreszta kara wiezienia sie w
    > Belgii nie szafuje.

    O karze więzienia za nielegalną pracę nie może być nawet mowy. Przynajmniej w
    Polsce. Według różnych danych szacunkowych nielegalną pracą w Polsce zajmuje
    się od 100 tys. do nawet 1 mln cudzoziemców. Cudzoziemcom pracującym u nas "na
    czarno" grozi jedynie kara grzywny (poza wydaleniem z Polski). Kara grzywny
    stosowana jest także wobec pracodawców. Grozi im także utrata prawa do
    prowadzenia działalności gospodarczej.
    W Niemczech za nielegalną pracę grozi kara grzywny w wysokości do 5 tys. euro.
    Nie wiem, jakie są w tej materii przepisy w Belgii, ale nie sądzę, aby były one
    bardziej drastyczne niż w Polsce czy w Niemczech.
  • buraczek2005 30.05.05, 21:44
    a co ty mozesz o tym wiedziec????????????
    od roboty na budowie juz nawet po polsku pisac nie umiesz............
    i musi ci byc bardzo ciezko bo wieje od ciebie pesymizmem ,ze az przykro:-(
  • high_level 31.05.05, 18:21
    buraczek2005 napisał:

    > a co ty mozesz o tym wiedziec????????????
    > od roboty na budowie juz nawet po polsku pisac nie umiesz............
    > i musi ci byc bardzo ciezko bo wieje od ciebie pesymizmem ,ze az przykro:-(

    Nie wiem, do kogo pijesz...
    Jesli do paw_dady, to jestes w grubym bledzie.
    Ono wcale nie pracuje na budowie. Ono chwali sie, ze ma dwie firmy.
    Jedna w Belgii i jedna w Polsce.
    Ono umie tez pisac po polsku, tylko tak sobie tutaj blaznuje :-)
    Bo czuje sie lepsze i od Belgow, i od "Polaczkow", takich jak Ty "buraczkow", a
    juz szczegolnie tych z Siemiatycz.
  • high_level 13.04.05, 11:08
    Polska piekarnia w Brukseli
    Radość z owocnej pracy

    Marek Kotłowski pochodzi z Ciechanowca, wyjechał do Belgii 16 lat temu.
    Wygoniła go tu zła sytuacja ekonomiczna w Polsce. Po wielu latach ciężkiej
    pracy "na czarno" postanowił otworzyć w Brukseli polską piekarnię.

    W pogoni za chlebem
    - Nigdy nie chciałem wyjechać na stałe - po kilku latach pracy miałem wrócić do
    kraju. Niestety, realia często przełamują plany i zamierzenia. Największym
    problemem są dzieci, wiele rodzin zostaje tu głównie dla nich. Cały czas myślę
    o powrocie, do Polski jeżdżę niemal co miesiąc. Myślałem kiedyś nad firmą
    budowlaną w Warszawie, jednak i tam dobiegł końca tak dobry okres dla rozwoju
    budowlanego biznesu. Trzeba było twardo postanowić, czym się zająć. Na
    początku, tak jak każdy, pracowałem jako zwykły robotnik na budowie. Dokładnie
    przyglądałem się swoim pracodawcom, analizując, w jaki sposób prowadzą biznes -
    język, środki transportu, narzędzia, układy.
    W krótkim czasie postanowiłem, iż sam stworzę taki interes. Za priorytet
    uznałem solidność i pracowitość. Byłem wymagający wobec siebie i pracowników.
    Dzięki temu zdobywaliśmy wielu klientów, którzy zadowoleni przekazywali
    informacje następnym osobom. Pracowników traktowałem po przyjacielsku, nie
    zdarzyło mi się, aby nie zapłacić komuś za wykonaną robotę, nawet jeśli była
    zła i trzeba było to poprawiać. W ten sposób minęło wiele lat.
    Do 2001 roku przebywałem i pracowałem "na czarno", potem belgijski rząd dał
    szansę legalizacji pobytu i pracy, z której wraz z żoną skorzystaliśmy.
    Dzięki temu otworzyły się zupełnie nowe perspektywy życia i pracy. Nadal
    dominowała we mnie chęć prowadzenia własnego biznesu.
    W styczniu 2002 otworzyliśmy sklep "Polskie Delikatesy" z wyłącznie polskimi
    produktami.

    Niemiecki chleb
    - Miałem wiele pomysłów, bardziej lub mniej realnych. Chciałem zrobić to, czego
    tu brakowało. Przez wiele lat pracy, zaobserwowałem, że pracownicy przynoszą
    kanapki zrobione z niemieckiego chleba i polskiej wędliny. Pomyślałem, że skoro
    powstał już zakład produkujący polskie wędliny, który całkiem nieźle
    prosperuje, można by stworzyć piekarnię i wypiekać chleb na polskich surowcach
    i według oryginalnych receptur.

    Ciężkie początki
    - Było jednak jedno "ale", zupełnie się na tym nie znałem. Uznałem, że trzeba
    nawiązać współpracę z zawodowym piekarzem, najlepiej z Polski. Ważne było, aby
    dobrze znał się na fachu i umiał to wszystko poprowadzić. Odpowiednią osobę
    znalazłem w rodzinnym Ciechanowcu. Kupiliśmy starą, mocno zaniedbaną piekarnię,
    którą trzeba było solidnie wyremontować. Jak się jednak później okazało,
    najtrudniejsze przyszło z czasem.
    Uważam, że w biznesie podstawą jest dobry pomysł i przede wszystkim upór w jego
    realizacji, tak było i w tym przypadku. Niezliczone bariery, w tym językowe,
    spędzały mi sen z oczu przez dłuższy czas. Najtrudniej było w urzędach. Nie
    znałem języka technicznego i nie chciano mnie w związku z tym przyjmować.
    Potrafiłem być na tyle uparty, że wchodziłem po kilka razy. Niektórzy
    traktowali to ze zrozumieniem, inni nie.

    Kapitał - rzecz niezbędna
    - Aspekt finansowy był jednym z najważniejszych. Mieliśmy świeżo wybudowane
    mieszkanie w Warszawie, planowaliśmy tam zamieszkać, a utrzymywać się z
    działalności firmy budowlanej, o której wspomniałem na początku. Niestety, aby
    pozyskać wystarczająco duży kapitał, byliśmy zmuszeni je sprzedać. To była
    trudna, aczkolwiek konieczna decyzja.

    Polskie maszyny
    - Musiałem podjąć decyzję o zakupie maszyn do wypieku. Każdy doradzał coś
    innego. Miałem wybór pomiędzy znakomitymi, lecz używanymi maszynami z Niemiec
    lub nowymi z Polski. Rada doświadczonego piekarza brzmiała - "co nowe, to
    nowe", dlatego zdecydowałem się na zakup w Polsce.

    Belgijska papka
    Nigdy nie lubiłem lokalnego pieczywa, konsystencją przypomina "papkę" z nawałem
    konserwantów i polepszaczy. Uznałem, że do produkcji będziemy używać tylko
    polskiej mąki, która nadała specyficzny charakter naszemu pieczywu. Liczyłem
    się z tym, iż sprowadzanie surowca z kraju będzie bardziej kosztowne niż zakup
    na miejscu belgijskiej mąki. Najważniejszy był wypiek według starych,
    sprawdzonych polskich receptur - to miała być recepta na sukces.

    Nieustanna praca
    Ruszyliśmy pełną parą z lipcem 2003 roku. Wypiekamy codziennie siedem rodzajów
    chleba, drożdżówek, bułek. W każdy czwartek pieczemy ciasta: serniki, makowce,
    szarlotki, pierniki, torty. Realizujemy również nietypowe zamówienia - torty
    okolicznościowe, torty weselne. Posiadając własny, specjalistyczny transport,
    prowadzimy sprzedaż hurtową pieczywa. Jest bardzo dużo pracy, śpię po pięć
    godzin dziennie, często maszyny pracują po 24 godziny na dobę przez kilkanaście
    dni. Towar idzie tylko i wyłącznie do polskich sklepów. Staramy się wspierać
    niemal każdą polonijną inicjatywę - imprezy, wydarzenia - zazwyczaj w postaci
    produktów - pieczywa, ciasta, pączków.
    Stworzyliśmy również stronę internetową - www.rarytassprl.com, po to, aby można
    nas było znaleźć i zobaczyć ofertę.

    Nikt nie czeka tu na łapówkę
    - To, co odróżnia Zachód od Polski, to brak bezmyślnej i niewyrozumiałej
    biurokracji. Kontrole zdarzają się tu bardzo często, jednak ich głównym celem
    nie jest zamknięcie firmy za byle szczegół, nie chcą utrudniać nikomu życia.
    Zawsze idą na układ - pytają się, np. ile czasu mają mi dać na usunięcie
    jakiegoś niedopatrzenia tak, aby nie zakłóciło mi to porządku pracy. Nikt nie
    czeka tu na łapówkę i nie stara się też jej wymusić. Belgowie zwracają wielką
    uwagę na czystość - trzeba zawsze o nią dbać.
    Aby inwestować w firmę, musiałem zaciągnąć sporą pożyczkę, tutaj to jednak
    żaden problem. Belgijska gospodarka jest bardzo stabilna, tak więc szybko
    uporam się ze spłatą kredytu.

    Rok w Unii
    Jak wielu Polaków, byłem gorącym zwolennikiem integracji z Unią Europejską.
    Widziałem w tym szansę Polski na wyjście z kryzysu gospodarczego.
    Niestety, po ocenie kilku ostatnich miesięcy, mój zapał znacznie osłabł. Bardzo
    niepokoi mnie wroga polityka Francji i Niemiec, które ewidentnie działają na
    naszą niekorzyść. Martwi mnie również lewactwo zachodniej Europy, w którym
    widzę zagrożenie w przyszłości. Miałem nadzieję, iż powiew umiarkowanego
    konserwatyzmu z nowo przyjętych krajów, zwłaszcza Polski, zmieni odrobinę
    nastawienie Zachodu.
    To temat polityczny, ale warto o nim wspominać. Europa zachodnia nie
    zasmakowała komunizmu tak jak my, dlatego trzeba ciągle o tym mówić, może to
    coś pomoże.

    Wzloty i upadki
    - Każdy ma w życiu ciężkie i radosne chwile. W moim przypadku było podobnie.
    Nie wstydzę się do tego przyznawać - po niemal dziesięciu latach pobytu
    straciłem wszystko, nawet przysłowiowe "buty". Problemy z alkoholem sprowadziły
    mnie na samo dno, życie wydawało się bezwzględne i ponure.
    Wrodzony optymizm i upór umożliwiły mi wydostanie się z czeluści alkoholizmu. W
    szybkim czasie stanąłem na nogi i kontynuowałem prowadzenie interesu. Teraz
    czerpię radość i motywację z ciężkiej, ale owocnej pracy, która nadaje sens
    życiu, dając przy okazji środki na godną egzystencję.

    (Jarosław B. Surmacz, Głos Siemiatycz)
  • zerro 18.05.05, 22:30
    mowia ze popyt okresla podaz; co probujesz udowodnic, jakosc polskich
    produktow czy wzrost emigracji w ostatnich latach?
  • high_level 19.05.05, 12:53
    zerro napisał:

    > mowia ze popyt okresla podaz; co probujesz udowodnic, jakosc polskich
    > produktow czy wzrost emigracji w ostatnich latach?

    Nie było moją intencją, aby cokolwiek udowadniać. Trafiłem akurat na ten link z
    adresami polskich sklepów, więc go tutaj wkleiłem. Może się komuś przyda.

    Popyt na polskie produkty w Belgii czy Holandii na pewno jest wystarczający.
    Sama Polonia i rodacy przebywający tam zarobkowo to już dość duża klientela.
    Dziesiątki tysięcy osób. Powstawanie polskich sklepów za granicą obserwuję z
    życzliwością. Kiedy mieszkałem przez kilka lat w Holandii, sam chętnie z nich
    korzystałem. Zawsze to miło kupić na obczyźnie polską kiełbasę czy inne
    produkty. Nie tylko zresztą spożywcze, bo te sklepiki oferują też zwykle
    polskie czasopisma, książki czy płyty kompaktowe.

    Nie sądzę, aby powstawanie tych sklepów miało świadczyć o wzroście liczebnym
    polskiej emigracji w Beneluksie. Rynek pracy, zwłaszcza belgijski, został
    nasycony Polakami już wcześniej. Możliwości absorpcji nowych pracowników nie są
    już chyba zbyt wielkie.

    Zmieniły się raczej przepisy. Wcześniej otwarcie polskiego sklepu w Belgii było
    na pewno trudniejsze. Dopiero kilka lat temu władze belgijskie wprowadziły
    ułatwienia, możliwości legalizacji pobytu i rejestracji tego typu działalności
    gospodarczej przez Polaków.
  • 3eti 19.05.05, 13:04
    Z moich obserwacji wynika cos zupelnie innego.
    Jeszcze 2,3 lata temu jechalo sie do PL niemal pustym autokarem,teraz za kazdym razem jest komplet
    pasazerow+znacznie zwiekszyla sie czestotliwosc kursow autokarow!!Do tego o ile wiem,istnieje
    mnostwo prywatnych busow,ktore tez nie moga narzekac na brak klientow.
    Myslisz sie twierdzac,ze rynek pracy jest nasycony i malo kto jeszcze do Beneluxu przyjezdza.
    Przejdz sie po BRX,Antwerpii,Gencie niemal na kazdym kroku slychac polski jezyk,w mniejszych
    miastach tez coraz czesciej spotyka sie rodakow.
    Przyjezdzaja juz nie tylko mezowie czy zony,ale cale rodziny.To,ze potrzebne jest pozwolenie na prace
    maja gleboko,a dzieci i tak moga chodzic do szkoly(bez wzgledu na to czy przebywaja tu leganie czy
    nie).Dlatego nie wypisuj glupot popartych jakimis wiadomosciami z gazet,bo rzeczywistosc jest inna i
    najwyrazniej nie zdajesz sobie z tego sprawy!!
  • high_level 19.05.05, 15:47
    3eti napisała:

    > Przejdz sie po BRX,Antwerpii,Gencie niemal na kazdym kroku slychac polski
    > jezyk,w mniejszych miastach tez coraz czesciej spotyka sie rodakow.
    > Przyjezdzaja juz nie tylko mezowie czy zony,ale cale rodziny.

    A to się piemeltje vel bert.d.s zmartwi. Coraz więcej polskich "buraków" w
    belgijskich autobusach :-)
    Najwyższa chyba pora wyprowadzić się z Belgii.
    Na Grenlandię lub Antarktydę. Tam jeszcze nie ma tej szarańczy ;-)
  • antybe 19.05.05, 21:28
    ani pim, ani bert sie nie zmartwi, dopoki H L tu nie zawita
  • high_level 01.06.05, 20:44
    bo ono jest znacznie bardziej od ciebie inteligentne, po prostu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka