Dodaj do ulubionych

Słownik języka polskiego (?)

21.09.03, 14:51
Starzy bywalcy płockiego forum pewnie pamiętają ten wątek, który założyłem na
forum, żeby prowadzić rozważania o języku, tudzież piętnować zaśmiecanie
tegoż i w jeszcze innych celach. Bardzo mi tego wątku brakowało tu na FR.
Swego czasu poprosiłem ArkaA, żeby przekopiował mi ten wątek z Płocka, ale
okazało się, że tego się nie praktykuje. W związku z tym, po długim namyśle,
postanowiłem sam przekopiować ten wątek na FR. Jednak nie w całości. Z dość
oczywistych względów umieszczę tutaj jedynie moje wpisy i to być może też nie
wszystkie, bo nie wszystkie się nadają. Szczególnie początek miałem niezbyt
udany, ale mimo to przytoczę tu niektóre wpisy z tamtego okresu. Żeby nie
było wrażenia, że się wybielam. ;-))
Jak już się uporam z przenosinami, to zapraszam do czytania, dyskutowania i
poruszania nowych ciekawych zagadnień. Miłej lektury życzę.
Wasz mazowiecki Miodek (choć nie profesor). ;-))

P.S.: Nie biorę odpowiedzialności za zmianę Waszego pozytywnego nastawienia
do mojej osoby po lekturze poniższych wpisów. :-))

--
S.P.Q.R.
Obserwuj wątek
    • roman_j Słownik języka polskiego (?) [25 stycznia 2002] 21.09.03, 14:52
      Jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na założenie wątku pod tym tytułem w
      związku ze sporami językowymi dotyczącymi znaczenia kilku słów. Dotąd
      skutecznie opierałem się tej pokusie, ale po przeczytaniu ostatniego wpisu w
      wątku poświęconym niejakiemu fefciakowi, coś się we mnie ruszyło (to chyba
      wątroba). Niejaki tede (znany dotąd z wulgarnych wpisów w dziale poświęconym
      płockiemu sportowi) postanowił dać wyraz swoim pozytywnym uczuciom wobec
      instytucji, która dała mu podstawy wykształcenia (a może nawet całe
      wykształcenie, co podejrzewam czytając jego wpisy) i napisał, że "3
      rulezzzzzzzzzzzz". Jak się domyślam chciał napisać, że "trójka rządzi", ale
      widocznie miał dylemat ortograficzny typu "rz" czy "ż". Postanowił przejść na
      angielszczyznę, ale tu też poniósł klęskę, bo chyba chodziło mu o
      słowo "rules", które jest formą trzeciej osoby liczby pojedynczej
      czasownika "rule", który znaczy m.in. "rządzić, ustalać reguły". :-)))))
      Oczywiście piszę to wszystko dla żartu, ale zaśmiecanie naszego języka
      angielskimi wstawkami już takie zabawne nie jest. Czy trzeba było aż uchwalać
      ustawę o ochronie języka polskiego, żeby Polaków zmusić do używania własnego
      języka w miejsce popularnych angielskich kalek ("kalka" to określenie
      mechanizmu językowego, nie mylić z "kaleką")?
      I na koniec uwaga praktyczna. Pewne bardzo popularne słowo, powszechnie uważane
      za obraźliwe, pisze się przez "ch" a nie "h", bo pochodzi od słowa "chuć",
      czyli "chęć". Piszę o tym, bo kiedy ktoś ulega wewnętrznej potrzebie i wyraża
      się w ten sposób na najbliższym murze, to zazwyczaj popełnia błąd
      ortograficzny. Jak już musicie bluźnić, to przynajmniej róbcie to z głową. :-)))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Słownik języka polskiego (?) [28 stycznia 2002 r.] 21.09.03, 14:53
      Rozeźliłem się czytając Wasze wpisy, bo za nic macie swoją ojczystą mowę.
      Dlatego ulegnę pokusie i przekształcę ten wątek w lokalną odmianę forum
      poświęconego językowi polskiemu. Nie jestem z wykształcenia humanistą, dlatego
      proszę o wyrozumiałość, ale spróbuję udowodnić, że nawet inżynier potrafi
      poprawnie posługiwać się polszczyzną.
      Dlatego postanowiłem, że w wątku tym będę obnażał błędy wytropione w innych
      postach. Na pocieszenie dodam, że nie będę wymieniał autorów i nie będę pisał o
      pomyłkach wynikających z niedostatecznego opanowania klawiatury lub z
      pośpiechu, bo mnie też się one zdarzają.
      Proszę forumowiczów o słabych nerwach, niskiej samoocenie, wysokiej wrażliwości
      na krytykę i innych podobnych przypadłościach o nieczytanie wpisów w tym wątku.
      Szkoda nerwów Waszych i moich. :-))))))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Słownik języka polskiego (?) [29 stycznia 2002 r.] 21.09.03, 14:53
      Drugie życie tego wątku zacznę od samokrytyki. To tak ba zachętę, żebyście nie
      myśleli, że uważam się za nieomylnego, jak mi to sugeruje...a zresztą miało być
      bez wycieczek osobistych. :-)
      Ale do rzeczy. Zauważyłem, że w swoich tekstach używam czasem słowa "post",
      które jest oczywistym makaronizmem (a dokładniej anglicyzmem). Ten sam sens
      oddaje równie dobrze krótkie, polskie słówko "wpis". I tego właśnie słowa będę
      od dzisiaj używał, co Wam też proponuje.
      Wasz mazowiecki Miodek (jeszcze nie prof.). :-)))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Żeńska forma rzeczownika "gość" [30 stycznia 2002] 21.09.03, 14:54
      I znowu natchnieniem dla mnie nie było forum, tylko własne życie, więc możecie
      z pewnym spokojem czytać moje wypociny. Tym razem będzie o żeńskiej formie dla
      rzeczownika "gość". Zdarza się, że mówiąc o kimś nazywamy go "gościem" (sam też
      używam tego słowa, co nie powinno dziwić, bo stykam się z różnymi ludźmi i
      zawsze staram się dopasować do swojego rozmówcy), ale jak nazwać kobietę, która
      zasługuje na miano "gościa"? Ja (i prawie wszyscy, których znam) używam w
      takiej sytuacji słowa "gościówa". Słówko jest podejrzane językowo, ale wygodne.
      Mam jednak kolegę (który zdecydowanie nie jest językowym purystą), którego to
      słowo niezmiernie drażni. Za każdym razem, kiedy je słyszy, mówi, że ktoś może
      być "gość", ale nie ma żadnej "gościówy". Ma pewnie wiele racji, ale
      niewykluczone, że przemawia przez niego męski szowinizm. :-)) Może na fali
      równouprawnienia wymyślimy jakiś inny żeński odpowiednik "gościa", skoro jest
      już para "facet" i "facetka". :-))
      Tym razem (wbrew temu, co napisałem powyżej) chętnie powitam jakieś wpisy
      związane z tym tematem. Inne proszę sobie darować, bo potrafię je sobie
      wyobrazić (łącznie z niecenzuralnymi wstawkami) :-))))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j "Mieć" czy "posiadać"? [4 lutego 2002 r.] 21.09.03, 14:55
      Ponieważ nie dostarczacie mi tematów do tego wątku, a nie chcę, żeby umarł on
      śmiercią naturalną, więc sięgnę do swojego bogatego doświadczenia życiowego
      (he, he, he) i znowu zajmę się tematem spoza forum.
      "Mieć", czy "posiadać"? Ten dylemat chyba większość z nas potrafi rozstrzygnąć
      poprawnie. Jednak zdarzają się przypadki nadużywania słowa "posiadać", które
      dla niektórych jest synonimem słowa "mieć", który jedynie brzmi poważniej.
      Zdarza się to szczególnie w telewizji, gdzie najczęściej dumny uczestnik
      teleturnieju, chcąc dodać powagi swojej prezentacji, oznajmia wszem i wobec,
      że "posiada żonę i dwójkę dzieci". W takiej sytuacji zawsze ciśnie mi się
      mimowolnie na usta złośliwy komentarz, że gość zapewne się przejęzyczył i
      chciał powiedzieć, że żonę swą "dosiada", ale takich intymnych szczegółów
      swojego niewątpliwie udanego pożycia małżeńskiego nie powinien ujawniać. W
      końcu oglądają go sąsiedzi, znajomi, rodzina. A nie każdemu tak dobrze wiedzie
      się w życiu... :-)))))))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j TECHNOLOGICZNY PARK MASZYNOWY [10.04.2002 r.] 21.09.03, 14:56
      Rysiu pewnie podskoczy z radości, kiedy przeczyta ten wpis, bo daję nim
      namacalny i niepodważalny dowód, że pouczam innych. :-))))) Nie mogłem się
      jednak od tego powstrzymać po lekturze dzisiejszej „Gazety Wyborczej Mazowsze”.
      Znajduje się tam artykuł poświęcony utworzeniu parku technologicznego w pobliżu
      Orlenu. Artykuł ten opatrzony jest całkiem ładnym obrazkiem, który jest
      niestety zupełnie idiotycznie opisany. Napis głosi „TECHNOLOGICZNY PARK
      MASZYNOWY”.
      Autor opisu jest najwyraźniej na bakier z techniką, a nawet ze słownikiem
      języka polskiego, bowiem „park maszynowy” to według słownika „zespół sprzętu
      transportowego, produkcyjnego, itp. przedsiębiorstwa, instytucji; także teren,
      na którym gromadzony jest taki sprzęt”. Do tego jeszcze
      przymiotnik „technologiczny” znaczący tyle, co „zgodny z wymaganiami
      technologii”. Według mnie park maszynowy powinien być z definicji
      technologiczny, bo inaczej stanowiłby składowisko niepotrzebnego złomu.
      Popełniony w nazewnictwie błąd można porównać do sytuacji np. opatrzenia
      zdjęcia zakładów mięsnych opisem w postaci „wędlina z mięsa”. :-))))
      I śmieszno i straszno. Zważywszy na to, że słowo pisane ma w Polsce bardzo
      wysoką rangę (zwłaszcza mądre zwroty) obawiam się, że to określenie może zrobić
      karierę. „Technologiczny Park Maszynowy” to brzmi przecież dumnie. :-))))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Jednostki [11 kwietnia 2002 r.] 21.09.03, 14:56
      Płockie gazety są wdzięczną inspiracją dla moich wpisów w tym wątku. Nie
      napiszę tym razem, w którym płockim czasopiśmie (wychodzącym raz na tydzień)
      znalazłem następujące wyrażenie: „(...) kilkanaście tysięcy Volt może porazić
      (...)”. Oto przykład jak można zrobić 3 błędy w jednym słowie. Chodzi
      oczywiście o jednostkę, którą:
      a) pisze się z małej litery,
      b) pisze się przez „w”, a nie przez „v”,
      c) ODMIENIA SIĘ!
      Ten ostatni błąd jest bardzo powszechnie popełniany. Nie piszemy (mówimy): „sto
      wolt, amper, wat”, tylko „sto woltów, amperów, watów”. Co prawda mój słownik w
      Wordzie protestuje, ale Słownik Poprawnej Polszczyzny jest dla mnie większym
      autorytetem. Mam więc przy okazji jeszcze dowód na to, że słowniki komputerowe
      pozostawiają wiele do życzenia i nie można im bezgranicznie ufać. :-))))
      Poruszyłem ten problem, bo (jak już wcześniej wspominałem) słowo pisane ma u
      nas dużą rangę. Szkoda, że niektórzy dziennikarze nie zdając sobie z tego
      sprawy przyczyniają się do utrwalania i tak już powszechnych błędów w
      pisowni. :-(

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Słownik języka polskiego (?) [5 czerwca 2002 r.] 21.09.03, 14:57
      Odświeżyłem ten nieco zapomniany wątek, w którym sam się produkuję, tym razem
      wyjątkowo nie po to, żeby potępić jakiś błąd. Dzisiaj rano obudziłem się ze
      słowem "rzecznik" w głowie i natychmiast przyszło skojarzenie ze
      słowem "prasowy" i nagle w porannym olśnieniu ujrzałem całkowitą nieadekwatność
      tego określenia. Rzeczników widujemy dziś częściej w telewizji niż czytamy ich
      wypowiedzi w prasie, a przynajmniej jeden udziela się nawet w Internecie. W tej
      sytuacji staroświeckie określenie "prasowy" należałoby odesłać do lamusa. Ale
      co w zamian? Proponuję przymiotnik "medialny". Sformułowanie "rzecznik
      medialny" jest jak najbardziej na miejscu, bowiem ma on do czynienia z
      przedstawicielami mediów. Mam nadzieję, że to określenie przyjmie się w naszym
      języku, bo choć "rzecznik prasowy" jest mocno zakorzeniony w naszej mowie, to
      nie znaczy, że nie można odesłać
      go na językową emeryturę. :-))
      Inne nacje nie mają z tym problemu, bo np. w języku angielskim rzecznik to po
      prostu "spokesman" bez żadnych przymiotników. Podobnie jest w niemieckim, gdzie
      jest to "der Sprecher". Jak jest w innych językach, tego nie wiem, ale może
      ktoś z Was mnie
      oświeci? :-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Słownik języka polskiego (?) [17 czerwca 2002 r.] 21.09.03, 14:57
      Tym razem dostanie się telewizji.
      Jakiś czas temu włączyłem telewizor i słuchałem wiadomości. W pewnej chwili
      zbaraniałem, bo usłyszałem, że "woda przerwała wały na rzece Mitręga".
      Oczywiście nie zbaraniałem dlatego, iż uważałem, że wspomniana rzeka tych wałów
      nie przerwie, ale dlatego, że usłyszałem z ust prezenterki wiadomości jeden z
      bardziej oczywistych błędów, jaki można popełnić w polszczyźnie. Widać
      wyraźnie, że zapatrzenie w język angielski postępuje w zastraszającym tempie,
      skoro taka swojska nazwa jak "Mitręga" przestaje być odmieniana przez
      przypadki. A o tym grzmiał swego czasu prof. Miodek, mówiąc, że nawet wiele
      obco brzmiących nazw da się (i powinno) się odmieniać przez przypadki. Mam
      nadzieję, że wkrótce nie usłyszę w telewizji, że "poziom rzeki Wisła opada".
      Cała sprawa jest tym bardziej przykra, że jednym z elementów misji telewizji
      publicznej powinno być propagowanie poprawnej polszczyzny. Pod tym względem
      wszelkie rekordy niefrasobliwości bije telegazeta. Nie ma tygodnia, żebym nie
      trafił tam na jakiegoś "potworka" językowego. Czasem znajdują się tak
      wymyślne sformułowania, że nie wiem, czy śmiać się, czy płakać nad polską mową.
      Czy telewizji naprawdę nie stać na zatrudnienie kogoś, kto zadbałby poprawność
      językową telewizyjnych serwisów?

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Wpis na pewno nie "zajebisty" [28 sierpnia 2002] 21.09.03, 14:58
      Ten wpis poświęcony jest słowu "zajebisty" i jego pochodnym. Myślę, że jego
      treść zainteresuje wszystkich, a szczególnie tych, którzy używają tego słowa
      bez znajomości jego właściwego znaczenia. Wyjątkowo dziś oddam głos profesorowi
      Ludwikowi Stommie. Dla porządku napiszę, że nie jest profesorem polonistyki.
      Poniżej zamieściłem fragment jego felietonu z numeru 34 "Polityki", ponieważ
      sądzę, że tego tygodnika nie czytają ludzie potencjalnie najbardziej
      zainteresowani tematem, za to z pewnością wielu z nich "tworzy" na naszym
      forum. Miłej lektury. :-)))


      "(...) Jestem wielbicielem nowinek językowych, słonawych i dwuznacznych przede
      wszystkim. Libertynizm nie oznacza jednak ordynarności. Ten pierwszy bierze się
      bowiem, jak sama nazwa wskazuje, z obyczajowej swobody (wolności), ten drugi z
      prostactwa. Dlatego drażnią mnie niektóre twory językowe nie dość że
      prostackie, to jeszcze etymologicznie błędne. Czołowym ich przykładem jest
      najczęściej bodaj ostatnio używane, w każdym razie słyszę je wszędzie i bez
      przerwy, słowo "zajebisty". Wszystko jest zajebiste. Lider zespołu Ich Troje
      oświadcza, że jest zajebista, festiwalowej publiczności opolskiej, zajebiste
      bywają bez różnicy: obiad, sukienka, dziewczyna, samochód, koncert...
      Czasownik "jebać" pochodzi ze starosłowiańskiego jebat', jebati, czyli
      spółkować (...). Już bardzo dawno (najpierw w czeskim i łużyckim) pojawia się
      oboczne znaczenie jebać - bić, lżyć, oszukiwać; w polskim - bić. Tak więc
      przyjebać to uderzyć, dojebać - pobić, zajebać - zabić. W tym też sensie -
      zabić, zgwałcić - znajdujemy zajebać w gwarach przestępczych. Toteż nawet
      uwzględniając zajebać się - upić się w sztok, zapić do nieprzytomności -
      zajebisty znaczy morderczy lub śmiercionośny w dosłownym, czyli wyraźnie
      pejoratywnym sensie. Zajebista może być mafia, nie publiczność koncertu, a już
      na pewno nie ubranie albo zrazy wołowe. Czy Szymborska jest zajebista, jak mi
      to powiedział wczoraj znajomy przez telefon? - Nie, kolego. To gorzej niż
      chamstwo, to błąd.(...)"

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Jak odmienić "Słuchawki", czyli na odsiecz Jarkowi 21.09.03, 14:59
      [21 grudnia 2002 r.]
      Od dłuższego czasu na naszym forum udziela się uczestnik, o wdzięcznym
      nicku "Słuchawki". Ostatnio okazało się, że nick ten, poza tym, że jest
      wdzięczny, sprawia też pewne problemy deklinacyjne. Jak dotąd jakoś sobie z tą
      kwestią radziliśmy, ale ostatnie dylematy lingwistyczne Rzecznika skłoniły
      mnie, jako autora jedynego w swoim rodzaju słownika języka polskiego, do
      zabrania głosu w tej sprawie. :-))
      Po dłuższym namyśle znalazłem dwa wyjścia z sytuacji. Jeden wariant nazwałem
      deklinacją przymiotnikową, a drugi dymorfizmem deklinacyjno-koniugacyjnym
      (uwielbiam takie nazwy) ;-)))
      Pierwsze rozwiązanie polega na odmianie słowa "Słuchawki" przez przypadki w
      sposób charakterystyczny dla przymiotnika lub nazwisk męskich kończących się
      na "i" (takich jak np. Adamkowski). Wtedy wzór deklinacji wyglądałby
      następująco:
      M. Słuchawki
      D. Słuchawkiego
      C. Słuchawkiemu
      B. Słuchawkiego
      N. ze Słuchawkim
      M. o Słuchawkim
      W. Słuchawki!
      Sposób drugi, który notabene sam stosuję, polega na odmianie słowa "Słuchawki"
      tak jak rzeczownika liczby mnogiej, ale z jednoczesnym użyciem (w razie
      potrzeby) czasownika w formie odpowiadającej 3 osobie liczby pojedynczej
      rodzaju męskiego (rodzaj jest istotny w czasie przeszłym). W praktyce
      wyglądałoby to np. tak: "dziękuję Słuchawkom", "przeczytałem uważnie wpis
      Słuchawek", itd., ale za to "Słuchawki napisał", "Słuchawki się myli", itp.
      Mnie osobiście bardziej podoba się drugie podejście, które konsekwentnie
      stosuję, ale uważam, że to Słuchawki powinien się wypowiedzieć, czy woli
      deklinację przymiotnikową, czy dymorfizm deklinacyjno-koniugacyjny (lub pisząc
      prościej: sposób pierwszy czy drugi). Myślę, że drugi sposób jest zdecydowanie
      mniej poprawny gramatycznie, ale dzięki temu ciekawszy. :-)))
      Myślę, że po wyjaśnieniu tej kwestii Rzecznik nie będzie już musiał sobie łamać
      głowy, jak zwracać się do naszego sympatycznego kolegi.

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Zabawna pomyłka [23 grudnia 2002 r.] 21.09.03, 14:59
      Skoro już odkurzyłem ten zapomniany wątek, to przy okazji napiszę o pewnej
      zabawnej pomyłce, która ostatnio dość często rzuca mi się w oczy na forum.
      Chodzi o pewne znane powiedzenie. Kilkakrotnie czytałem ostatnio, że kogoś po
      prostu "szlak" trafia. Przyznam się, że złośliwie miałem ochotę zapytać, o jaki
      szlak chodzi. Może turystyczny? I jak mam rozumieć takie stwierdzenie. Może
      ktoś chciał napisać, że wybiera się na wycieczkę? :-))) Jeżeli natomiast miał
      na myśli to, że go krew zalewa, to oczywiste jest, że "SZLAG go trafia".
      Rzeczownik "szlag" pochodzi z języka niemieckiego i może tym należy tłumaczyć
      fakt, że zamiast niego niektórzy używają swojskiego "szlaku". "Der Schlag"
      oznacza po niemiecku zarówno uderzenie, ale też apopleksję. I w tym właśnie
      znaczeniu występuję ten rzeczownik (w swej spolszczonej wersji) w
      wyrażeniu: "szlag mnie trafia, kiedy czytam, że kogoś trafia szlak". ;-))))))))
      Pozdrawiam i przepraszam, że w tak zupełnie nie wpisałem się w świąteczny
      nastrój. :-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Odmiana nazwisk przez przypadki [19 stycznia 2003] 21.09.03, 15:00
      Do popełnienia tego wpisu skłoniła mnie lektura kondolencji publikowanych przez
      Gazetę, a zamawianych przez najczęściej przez współpracowników bliskich osób
      zmarłych. Ponieważ materia jest delikatna, więc nie będę podawał konkretnych
      przykładów, ale ograniczę się do ogólnego opisu sprawy.
      Praktycznie zawsze czytam nekrologi i kondolencje, gdyż są to informacje
      pewne. :-) Wnioski z tej lektury są takie, że ludzie wykształceni (tylko nie
      wiem, czy redaktorzy Gazety, czy zleceniodawcy kondolencji) nie wiedzą o tym,
      że w języku polskim obowiązuje odmiana nazwisk przez przypadki. I dotyczy to
      nie tylko nazwisk polskich, ale także nazwisk obcojęzycznych. Tymczasem ja
      obserwuję tendencję do odmieniania jedynie imienia i pozostawiania nazwiska w
      mianowniku. Może komuś taka forma bardziej się podoba, ale jest to ewidentny
      błąd i dobrze jest mieć tego świadomość. Jeżeli za treść kondolencji
      odpowiadają redaktorzy Gazety, to ich uwadze polecam ten wpis, a jeżeli to
      zleceniodawca decyduje w całości o treści ogłoszenia, to można mu zasugerować
      poprawną (czyli odmienioną) formę nazwiska adresata kondolencji. W końcu to
      chyba jednak wstyd publicznie przyznawać się do nieznajomości zasad ojczystego
      języka. :-)))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Pochodzenie słowa "kibel" :-)) 22.09.03, 10:37
      Temat może mało wdzięczny, ale dość zabawny. Niedawno skojarzyłem coś, co może
      Wy wiecie już od dawna, ale i tak się podziele z Wami tym "odkryciem", które być
      może skwitujecie jedynie wzruszeniem ramion.
      Ale do rzeczy. Chodzi o nieco wulgarne słowo "kibel". Niedawno dowiedziałem się,
      że jest kalką niemieckiego słowa "Kübel". Słowo to oznacza "wiadro" i, co
      ciekawe, funkcjonuje w polszczyźnie także jako "kubeł". Jest to więc
      interesujący przykład słowa zapożyczonego z obcego języka, które się "rozdwoiło"
      w języku polskim. Jego oba znaczenia są na tyle różne, że trudno mówić, iż są
      bliskoznaczne. Choć np. na Śląsku "kibel" oznacza właśnie wiadro, ale pewnie tam
      na ubikację mają inne określenie, bo nie sądzę, żeby załatwiali się do wiadra. ;-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Plaga nadużywania słowa "bardziej" 04.11.03, 21:59
      Tym razem będzie o przymiotnikach i o tworzeniu stopnia wyższego. Służy do tego
      czasami, jak wiadomo, słówko "bardziej". Niestety ostatnio odnoszę wrażenie, że
      zapanowała jakaś moda na to słowo i, co gorsza, używa się go nawet wtedy, kiedy
      nie trzeba, zwłaszcza w połączeniu z przymiotnikiem, który już jest w stopniu
      wyższym. Kiedy ktoś mówi, że ktoś jest "bardziej szybszy", to mi się włos na
      głowie jeży. Zwykle taki błąd popełniają osoby wypowiadające się w telewizji
      bez przygotowania, ale dziś w Polsacie usłyszałem w komentarzu dziennikarskim,
      że CBŚ będzie "bardziej skuteczniejsze" i stwierdziłem, że to chyba jest juz
      jakaś plaga. Żeby nie być jednostronnym napiszę, że potrafię sobie wyobrazić
      potencjalne sytuacje, kiedy taka konstrukcja językowa może zostać zastosowana,
      np. kiedy porównujemy trzy samochody możemy powiedzieć, że dwa są szybsze od
      trzeciego, przy czy jeden z nich jest bardziej szybszy. Ale brzmi to potwornie
      i wydaje się niepoprawne. Mozna przecież to samo wyrazić mówiąc, że jeden jest
      szybszy od drugiego, a trzeci jest jeszcze szybszy. Słowem użycie
      słowa "bardziej" ze stopniem wyższym przymiotnika to według mnie ciężki grzech
      przeciw językowi polskiemu. :-))

      --
      S.P.Q.R.
      • moooni Re: Plaga nadużywania słowa 'bardziej' 07.11.03, 00:31
        A co powiesz o <bardziejszy> :)
        Na studiach, na zajęciach z kultury języka mieliśmy niezłą zadymę nt
        stopniowania słowa <przystojny>. Grupa podzieliła się na dwa obozy. Jeden obóz
        twierdził, że "X jest przystony a Y przystojniejszy" a grupa druga była
        zdania, że "X może i jest przystojny, ale Y jest bardziej przystojny".
        Wykładowca kazał obu grupom powiedzieć jaki jest Z. Wg grupy I Z był
        najprzystojniejszy, a wg grupy II był najbardziej przystojny. Do dziś nie
        wiem, jak być powinno. Być może X jest przystojny, a Y i Z są bardziejsi? Z
        czego Z bardziejszy bardziej? :)
        Pójdę już spać... Lepiej zrobię :)


        --
        moooni
        Master of Instytut Bibliofilstwa i Pozytywnego Myślenia
        moooni@eranet.pl
    • roman_j Język - narzędzie niedoskonałe; ale dlaczego? 24.11.03, 16:10
      Po napisaniu tytułu stwierdziłem, że potwierdza on sam siebie i można nic więcej
      nie pisać. :-) Słowo "język" oznacza bowiem zarówno organ smaku, jak też
      narzędzie komunikacji międzyludzkiej. Ale ponieważ lubie pisać, więc skrobnę
      jeszcze kilka zdań. Dlaczego język (czyli mowa) jest niedoskonały? Przecież
      dysponując dwudziestomakilkoma literami przy założeniu, że nie ma formalnych
      ograniczeń w długości słów, jesteśmy w stanie stworzyć nieskończoną liczbę
      tychże słów, które następnie składać możemy w równie liczną liczbę kombinacji
      mogąc teoretycznie wyrazić w ten sposób wszystko. Jednak rzadko który język
      zbliża się choć trochę do takiej "omnipotencji". Eskimosi mają co prawda od
      kilkunastu do dwustu określeń dla śniegu (zdania są co do tego podzielone), a
      wschodni Indianie dla curry, ale to raczej wyjątki.
      Dlaczego więc języki są tak ubogie w stosunku do potencjalnych możliwości? To
      chyba kwestia ich ekonomiki. Chyba trudno byłoby opanować język składający się
      np. kilku milionów różnych słów (nie form!), a do tego dochodzą jeszcze kwestie
      fonetyczne: niektórych zbitek nie można byłoby wymówić, inne byłyby trudno
      rozróżnialne (np. "a" i "aaaa"). Słowem, nasz język to kompromis między chęcią
      dokładnego opisania świata, a naszymi możliwościami językowymi. Podejrzewam, że
      gdybyśmy mieli kilka razy więcej słów, to duzo więcej byśmy gadali, a tu
      pracować trzeba. ;-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Ciekawostka językowa... 10.12.03, 14:07
      Dziś zauważyłem pewną ciekawostkę językową. Jak każdy używam bardzo często
      pewnej konstrukcji, ale dopiero dziś zauważyłem, że jest nieco dziwna. Chodzi o
      przeczenie czasownika "być" w czasie teraźniejszym. Czy ktoś z was zwrócił uwagę
      na to, że do zaprzeczenia "być" używamy innego czasownika mianowicie "mieć"?
      Czyli jak jestem, to "jestem", ale jak nie jestem, to "nie ma mnie", tylko nie
      wiem: kto? lub co? mnie nie ma. Ten kto mówi? A może to pomieszczenie, gdzie nie
      jestem obecny? :-))
      Podumajcie sobie nad tym w wolnej chwili. Jak zachęca prof. Miodek:
      "Rozmyślajcie nad mową" :-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Pleonazmy 20.02.04, 14:46
      Do założenia tego wątku zachęciła mnie wymiana poglądów z Tytusem Mortuusem. W
      toku tej wymiany padło obco brzmiące słowo "pleonazm", którym to mianem określa
      ni mniej ni więcej tylko nasze swojskie wyrażenia typu "masło maślane" czy "fakt
      autentyczny". Początkowo chciałem Was zachęcić do podawania tutaj innych
      przykładów (zwłaszcza tych mniej oczywistych), ale po namyśle doszedłem do
      wniosku, że założę w tym celu oddzielny wątek, żeby były w jednym miejscu, gdzie
      można będzie je obdyskutować. :-))

      --
      S.P.Q.R.
    • roman_j Pochodzenie słowa "pasożyt" :-)) 11.10.04, 10:36
      W dzisiejszej płockiej Gazecie jest wywiad z prof. Miodkiem. Głównie na temat
      wulgaryzmów. Szczególnie spodobał mi się jeden fragment:
      >> (...) Najbardziej wulgarne słowa stają się naszą wizytówką. Murzyn
      sprzedający kasztany na placu Pigalle w Paryżu wita mnie, na dźwiek polskiego
      języka, słowami "Pologne, k..., k...". Zgroza. I pomysleć, że całkiem niedawno,
      jakieś 70 lat temu, administracyjnie zmieniono zapis słowa "pasożyt". Wcześniej
      pisało się przez "rz": "pasorzyt" - to, co się pasie w rzyci, czyli w d... Za
      tą zmianą stała językowa pruderia, ale czasem za nią tęsknię <<
      Ja też. :-)))

      --
      Quod scripsi, scripsi!

      S.P.Q.R.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka