Dodaj do ulubionych

Ceny mieszkań na równi pochyłej

17.11.08, 12:50
"Tendencja spadkowa jest trwała i będzie widoczna na pewno przez
cały 2009 r." -mówi Emil Szweda, analityk Open Finance. Jego zdaniem
w przyszłym roku ceny transakcyjne mogą się obniżyć średnio nawet o
ponad 10 proc.

Wytłumaczenie takiego stanu rzeczy nie jest tajemnicą. Dostępność
kredytów hipotecznych w walutach obcych spada dramatycznie po
zaostrzeniu przez banki kryteriów ich udzielania, a kredyty w
złotych wciąż pozostają wysoko oprocentowane. To pociąga za sobą
ograniczenie możliwości kupujących, których ogromna większość bez
wsparcia pożyczką nie ma nawet co marzyć o własnym M. "Minie jeszcze
kilka miesięcy, zanim ten rynek ustabilizuje się na tyle, by mówić o
stałym poziomie popytu. Bo na razie dominuje podaż" - mówi Szweda. A
tę, jak tylko mogą, próbują ograniczyć deweloperzy.

"Przyszły rok będzie dla branży bardzo ciężki. Nie chodzi nawet o
spadek cen, ale o malejące obroty" - mówi Jarosław Szanajca, prezes
Dom Development. Dlatego jego spółka podobnie jak inne w ostatnim
czasie z miesiąca na miesiąc sprzedaje coraz mniej mieszkań,
ogranicza skalę działania przez wstrzymanie zakupów gruntów i
zawieszenie rozpoczęcia realizacji wybranych inwestycji. Dzięki temu
w przyszłym roku Dom Development zamierza zaoszczędzić ok. 1,5 mld
zł. "W nadchodzącym roku najważniejsze będzie utrzymanie płynności,
a nie osiąganie zysków" - tłumaczy Szanajca.

Bo te ostatnie wyraźnie będą się kurczyć. Jeśli spełni się
scenariusz o kilkunastoprocentowym spadku cen, to deweloperzy będą
zmuszeni sprzedawać lokale po kosztach. Dlatego spółki poza
kuszeniem promocjami typu wakacje dla klienta czy kuchnia w
prezencie pomagają im też załatwić kredyt w banku.

Spadek cen coraz bardziej widoczny jest na rynku wtórnym. "Obniżenie
ceny metra kwadratowego o kilkaset złotych oznacza dla sprzedających
zrzeczenie się kilkudziesięciu tysięcy złotych. Niełatwo pogodzić
się z taką stratą" - mówi Emil Szweda. Podkreśla jednak to, że
obecnie w lepszej sytuacji i tak są sprzedający indywidualnie niż
deweloperzy. "Popyt na rynku wtórnym maleje dużo wolniej niż na
pierwotnym. Wynika to przede wszystkim z tego, że do mieszkania
odkupowanego można się szybciej wprowadzić bez ponoszenia kosztów,
jakie wiążą się z oczekiwaniem na oddanie lokalu przez dewelopera" -
tłumaczy Emil Szweda.

Na zmianę trendu na rynku nieruchomości i powrót hossy, jaka miała
miejsce choćby rok temu, nie ma co na razie liczyć. Nawet
ograniczenie podaży nowych mieszkań wcale nie musi oznaczać wzrostu
popytu, a co za tym idzie - wzrostu cen.

www.dziennik.pl/gospodarka/wsj/article266294/Mieszkania_w_duzych_miastach_coraz_tansze.html

--
Balkon gratis bo i tak się urwie po trzech latach. Jupikajej,
deweloperstwo!
Obserwuj wątek
    • Gość: raf Re: Ceny mieszkań na równi pochyłej IP: *.u.itsa.pl 17.11.08, 13:22
      "Nawet
      ograniczenie podaży nowych mieszkań wcale nie musi oznaczać wzrostu
      popytu, a co za tym idzie - wzrostu cen. "

      Nie wiem jakie szkoły pokończyli Ci Wszyscy Wielcy Tego Świata Developerów ale
      kompletnie nie rozumiem tezy, iż zmniejszenie się podaży powoduje wzrost popytu.
      Przeca to kompletne bzdura. Jeśli już coś to ewentualnie wzrost przychodów
      developerów. Proponuję wszystkim przeanalizowanie wykresu krzywej podaży i
      popytu dostępnej na pierwszej/drugiej stronie każdego podstawowego podręcznika
      do ekonomii.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka