Dodaj do ulubionych

Mega-alergia u dziecka

03.01.09, 22:25
Ja wiem, że to niby niegroźna choroba, ale mnie wykańcza. Mam
starszego synka 3,5 roku i 20-misięczną córeczkę mega-alergiczkę.
Staram się jak mogę, aby dzielić czas pomiędzy dzieci, jednak
wszystko w domu jest podporządkowane tej przeklętej alergii!

Jak dzieci jedzą, to ja czujnie siedzę obok i patrzę, czy mała nic
nie zje niedozwolonego. Jak tylko skończą, to od razu rzucam się do
sprzątania resztek+krzesełka+podłoga, żeby tylko resztki jedzenia
nie zostały gdzieś, gdzie mogłyby niechcący być znalezione przez
córeczkę.

Jak bawię się z synkiem i przychodzi córcia, żeby ją wziąć na ręce,
to - mimo tłumaczenia jej i mojego postanowienia o nieuleganiu -
muszę przeprosić synka i ją wziąć, bo widzę, jak z nerwów zaczyna
rozdrapywać sobie skórę do krwi.

Notuję skrupulatnie codziennie wszystkie objawy nietypowe rzeczy
dotyczące córeczki.

I te moje wszystkie starania nic nie dają! Mimo rzetelnej diety,
cudów w domu, odwiedzania specjalistów właściwie nie jest lepiej.
Czuję się jak beznadziejna matka, co nawet nie potrafi pomóc swojemu
dziecku sad
Przed urodzeniem córeczki byłam przekonana, że alergia to żaden
problem - wystarczy tylko ściśle przestrzegać diety i zaleceń
lekarskich, a potem dzieci z tego wyrastają...

Z tych nerwów coraz częściej brakuje mi cierpliwości, krzyczę sad((
Jest coraz mniej fajnie w domu.

Jak mogę sobie pomóc, żeby być lepszą matką dla moich dzieci w tej
sytuacji?
Edytor zaawansowany
  • 06.01.09, 12:20
    Witam,
    Przykro mi, ze nie mogę pomóc Pani od medycznej strony problemu.
    Czytając Pani list zwróciłam uwage na dwie rzeczy. Po pierwsze, jak
    bardzo surowa jest pani dla siebie jako mamy, po drugie jak bardzo
    choroba córeczki przejęła kontrolę nad Pani funkcjonowaniem.
    "Ja wiem, że to niby niegroźna choroba"- dla każdej matki choroba
    dziecka jest duzym stresem. Stres i niepokój jest tym większy, im
    wieksza bezradność i niemoc wobec tego co się dzieje. Jak rozumiem
    wkłada Pani bardzo wiele wysiłku i starań by pomóc córeczce, ale
    nie przynosi to efektów. Niestety, czasem trzeba po prostu pogodzić
    się z tym, ze "nie wiem" i starać się zrobic coś tam , gdzie coś
    można zrobić. W Pani przypadku sa to emocje i relacje z dziećmi-
    które jak Pani zauważyła zaczynają szwankować.
    Może Pani za duzo od siebie wymaga? Może jesli Pani troche opuści
    poprzeczkę, zmniejszy się też złość i samoobwinianie , które pani
    przeżywa? Na pewno zmniejszy się wtedy ogólne napiecie.
    Zastanawiam się, czy nie zauważyła Pani zwiekszenia się objawów
    skórnych w przypadku jakichś konkretnych sytuacji np. jak Pani
    przebywa więcej ze starszym synem, czy może jak jest Pani nieobecna
    itd. Czasami dzieci potrafią w różny sposób rozgrywać i
    manifestować swoje potrzeby lub uczucia - ale to tylko pomysł, gdyż
    za mało wiem o Państwa sytacji .
    Co do pani pytania- myślę, że to co może pomóc Pani to próba zmiany
    proporcji - zamiast wplatać swoje życie w chorobe córki, proszę
    spróbować żyć życiem, w które wpleciona jest jej choroba. Skoro
    unikanie określonych pokarmów nic nie zmienia, to może można na
    pare dni zrezygnować z "dezynfekcji" pomieszczeń, w których jadacie
    i zobaczyć co będzie dalej. No i jeszcze jedno - znane mądre
    zdanie - nie trzeba być matką doskonalą, lecz wystarczająco dobrą -
    a co do tego nie mam wątpliwości, ze w pani przypadku tak jest.
    Pozdrawiam, A.M.
  • 12.01.09, 13:26
    Jeżeli nic nie pomaga w leczeniu alergii u Pani córki- w takiej sytuacji
    proponuje suplementy diety- Flavon Kids. One napewno złagodzą objawy alergii. Na
    ten temat jest wiele informacji na internecie, również może się Pani zwrócić z
    pytaniami do mnie na e- mail anbrychcy@o2.pl Sama jestem strasznym alergikiem-
    miałam całoroczny katar sienny i wciąż załzawione oczy i jeszcze mnóstwo innych-
    biorę Flavon max- dla dorosłych- i rezultaty są rewelacyjne- mogę już nawet jeść
    cytrusy i truskawki.
  • 06.01.09, 22:27
    > I te moje wszystkie starania nic nie dają! Mimo rzetelnej diety,
    > cudów w domu, odwiedzania specjalistów właściwie nie jest lepiej.
    > Czuję się jak beznadziejna matka, co nawet nie potrafi pomóc swojemu
    > dziecku sad

    Jako mama alergika (mój synek ma atopowe zapalenie skóry) mogę Cię tylko
    pocieszyć, że u nas jest dokładnie tak samo - dieta eliminacyjna przez ponad
    rok, różne cuda do pielęgnacji, porady lekarskie, a skóra jest jaka jest. To
    problem wielu mam, każda z nich tara się najlepiej jak potrafi, ale nie wszystko
    można przeskoczyć.
    --
    Nasz Oliwier
  • Gość: isa IP: *.3s.pl 07.01.09, 09:56
    witaj
    jestem w podobnej sytuacji od 5 lat, calkowita eliminacja alergenow
    jest najwazniejsza, czasem po prostu to trwa tak dlugo,
    mojej malej skora wyleczyla sie w tydzien po odejsciu meza, wiec
    pewnie cos w tym jest, widziala moze jak jest miedzy nami zle.
    Duzo pomogl mi psycholog, i mysle ze jestes w takiej sytuacji ze
    kilka rozmow z psychologiem na pewno nie zaszkodzi
    zastanow sie
  • 07.01.09, 11:09
    Też mam w domu ponad roczną alergiczkę, ale ostatnio zuważam
    poprawę. Chodzę do jednej z bardziej osławionych lekarzy alergolog w
    Warszawie - dr. Sieradzkiej, jak będziesz chciała namiar do niej do
    napisz na priv.
  • 07.01.09, 11:27
    Tez chodzę do tej lekarki i nic sad
    Jest oczywiście lekka poprawa (np. już dawno nie mieliśmy sączących
    się zmian), ale raczej związana z wiekiem niż z leczeniem. A tak to
    raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze czerwone swędzącwe zmiany są.
    W tym tempie, to nigdy nie będzie pięknej skóry, a w miarę
    przyzwoita to może za kilka lat...
    Dzięki
  • 07.01.09, 14:13
    Jestem mamą 4-letniej alergiczki, ale wiemy to dopiero od roku. Wcześniej mój pediatra wiecznie leczył zapalenie oskrzeli antybiotykami. Nie robił przy tym żadnych badań. Potem trafiliśmy do pulmonologa, który ni z gruszki ni z pietruszki stwierdził astmę oskrzelową. Kupiliśmy tubę do podawania leków wziewnych (oczywiście leki sterydowe). Na początku była poprawa, ale to minęło wraz z wrześniem. I wszyscy usilnie wmawiali, że to wina przedszkola. W nocy spałam w fotelu przy małej łóżku. Zasypiała, a w nocy zaczynała się dusić. Wtedy szybkie podanie leków rozkurczowych, dziecko w samochód i na pogotowie. Rok temu dzień przed wigilią było to samo. Jak weszliśmy na pogotowie Pani doktor od razu kazała iść na oddział dziecięcy (była godzina 1 w nocy). Tam trafiliśmy na super lekarza, podał zastrzyk i syrop, kazał nam iść po skierowanie do lekarza rodzinnego do Centrum Pulmonologii i Alergologii w Szklarskiej Porębie. Tam dopiero zrobili jej wszystkie badania i okazało się, że jest małym alergikiem. Po zjedzeniu np. czekolady pojawiał się obrzęk krtani i zaczynała nam się dusić. Tak samo reaguje na kurz, roztocza, grzyby, sierści. W pewnym momencie byłam tak zmęczona, że w pracy zasypiałam nad dokumentami. Mocno schudłam. Dzięki mężowi przetrwałam te najcięższe chwilę. Teraz zapomniałam, że mam w domu alergika. Po wyrzuceniu dywanów, firan i wyeliminowaniu alergenów z jedzenia zapomnieliśmy o chorobie. A z przedszkola nigdy nie zrezygnuje i nie będę izolować dziecka od rówieśników tak jak to dobrze mi wszyscy radzili.
    Tobie życzę wytrwałości i mniejszej ilości problemów. Oby ten Nowy Rok przyniósł Twojej rodzinie dużo uśmiechu i radości.
    Pozdrawiam,
  • 12.01.09, 01:43
    Przypadkiem do Was trafiłam, a że temat mi nieobcy, pozwolę sobie dołączyć do
    wątku. Potwierdzam opinię odnośnie Centrum. Mam w domu astmatyka-byłego i
    AZS-owca po przejściach. Kiedy cała nasza trójka wykończona wylądowała w
    Centrum, to mi było już naprawdę wszystko jedno, co oni tam zrobią. Ja chciałam
    tylko konkretów, a nie kretyńskich rad o odstawianiu kolejnych pokarmów,
    wywalaniu mebli, kwiatków itp. Po 11 dniach dostałam zestaw badań i zalecenia.
    Tudzież diagnozę-u młodszego astma wczesnodziecięca, czyli taka, z której dobrze
    poprowadzone dziecko wyrasta (po półtora roku w badaniach i objawach śladu nie
    było, młody faktycznie już 3 rok jedzie bez wziewów, ataków brak, badania ok).
    Starszy, azsowiec-tu był cyrk. Po pierwsze doprowadzono mu fatalną skórę do
    stanu prawie normalnego, równocześnie prostując moje podejście do sterydów. Po
    drugie zostałam postawiona do pionu w związku z idiotyczną dietą-jeśli
    odstawienie czegoś powyżej 3 tygodni nie daje efektu, to nie ma znaczenia, że
    dana rzecz jest wpisana na listę silnych alergenów, w przypadku konkretnego
    dziecka alergenem nie jest.
    Ja doprowadziłam młodego do braków magnezu, wapnia i potasu, bo dałam się
    wpuścić w "odstawianie". Ogrom AZSowców reaguje zmianami skórnymi na alergeny
    powietrznopochodne. Czyli albo zamkniemy dziecko pod namiotem tlenowym, albo
    siebie i malucha nauczymy z azsem żyć. Często jest tak, że objawy nagle
    ustępują, potem wracają, znowu znikają-teoretycznie bez związku z czymkolwiek.
    Tymczasem nasilić je może oprócz stężenia alergenu np. jakakolwiek infekcja,
    zmiana temperatury (mój syn najgorzej wygląda zimą), zbyt duże przegrzanie i
    pot, a także stres, nerwowa atmosfera, silne emocje.
    Generalnie zmierzam do tego, że przy azs trzeba najpierw pomyśleć na spokojnie,
    co nam daje dotychczasowa walka. Żeby nie narobić dziecku więcej szkód. I moja
    osobista rada, a właściwie doświadczenie-unikajcie alergologów, których jedyną
    radą jest wyrzucenie wszystkiego z domu i karmienie dziecka prawie powietrzem.
    To spychanie leczenia na rodzica wynikające z niedouczenia chyba...
    Pozdrawiam, strasznie mi to chaotycznie wyszło, ale trudno odnieść się do
    wszystkiego na raz. Pozdrawiam, trzymajcie się...
  • 12.01.09, 09:58
    Ja jaeszcze słyszałam od alergolog, ze pewnie nie daję zapisanych
    leków przeciwhistaminowych, skoro mała tak wygląda sad(( Tylko że
    wszyscy mi wokół mówią, że jestem najbardziej rzetelnie realizującą
    zalecenia lekarzy mamą, jaką znają, to chyba znikąd się nie bierze.
    Nie mam nic przeciwko smarowaniu maściami ze sterydami, jeśli krótko
    i rozwiązuje sprawę (np. testowanie nowego produktu=>reakcja
    skórna=>steryd na zaleczenie skóry). Ale u nas nie wiadomo co i
    kiedy szkodzi, a do tego po zakończeniu kuracji ze sterydami zmiany
    wracają. I tu chyba nie ma sensu używać sterydów.
    Też widzę, że mała się drapie jak jest sucho i jak się denerwuje.
    Staramy się nawilżać i zapobiegać jej nerwom, ale tu wracam do
    początku wątku, bo w ten sposób wszystko w domu jest podporządkowane
    alergii. Czyli córka zaczyna się drapać=>ja rzucam wszystko i lecę
    ją przytulać i zabawiać, żeby sobie tej skóry nie rozdrapała. Jak
    staram się zachowac jakąś równowagę pomiędzy dziećmi, sobą i ogólnie
    domem, to mała się drapie i pogarsza sobie skórę. I koło się
    zamyka...
  • 12.01.09, 17:52
    magdalenka77 napisała:
    > Nie mam nic przeciwko smarowaniu maściami ze sterydami, jeśli krótko
    > i rozwiązuje sprawę (np. testowanie nowego produktu=>reakcja
    > skórna=>steryd na zaleczenie skóry). Ale u nas nie wiadomo co i
    > kiedy szkodzi, a do tego po zakończeniu kuracji ze sterydami zmiany
    > wracają. I tu chyba nie ma sensu używać sterydów.
    > Też widzę, że mała się drapie jak jest sucho i jak się denerwuje.

    Jest sens. Raz, ze takie sączące się zmiany mogą ulec nadkażeniu, np.
    gronkowcem. Bolesne, niebezpieczne, do leczenia konieczne wejście z antybiolem.
    Dwa, to istnieje ścisły związek azs z zaburzeniami na tle nerwowym. Stad masz
    wrażenie błędnego koła. Mała sie drapie, jak nie ma zajęcia, czy odpowiednio
    wiele Twojej uwagi, zaczyna się wściekać, najpierw na świąd, potem na ciebie. W
    pewnym momencie robi się z tego wojna nerwów, dziecko nadpobudliwe, reaguje
    nerwami, agresją na każdą najdrobniejsza niewygodę. Zapewniam, gdybym wiedziała,
    jakie cyrki zafunduję młodemu unikając sterydów za wszelką cenę, to bez wahania
    bym ich używała. Unikanie dało więcej szkody, niż pożytku. U nas skończyło się
    psychologiem i psychiatrą...Żeby to przerwać, trzeba dać dziecku szansę na
    spokojny sen, bez świądu i bólu, na ulgę. Ja naprawdę wiem, co przeżywasz.
    Trzymajcie się, naprawdę polecam to centrum alergologii, a swoją drogą gdybyś
    chciała, to możemy pogderać na gg, może uda mi się coś podpowiedzieć. mój nr
    13213889. pozdrawiam
  • 07.01.09, 14:21
    alergia to nie jest niegrozna choroba.
    tez walczymy z alergia, ale u nas na szczescie dosyc szybko znalazlam alegreny
    (mnleko i pochodne) i dosyc latwo sie nam zyje, przynajmniej nie ma problemow
    wielkich ze skora.
    Ale na poczatku latwo nie bylo.
    Trzymaj sie dzielnie smile
    duzo jeszcze sily bedziesz musiala z siebie wykrzesac.
    Ciezko jest znalezc dobrego lekarza no i na swoj sposob musi on miec szczescie
    by faktycznie w koncu trafic.
    Polecam forum alergie - naprawde nie jestes sama smilemysle, ze doswiadczenie
    innych mam ci pomoze.
    --
    Michalek
    12.07.07 godz.10.15
    4,04 kg i 61 cm
  • 08.01.09, 10:35
    Czesc,
    mam 5-letnia corke i 16-miesiecznego syna. Cala nasza trojka nie je
    nabialu i soi, ja bialek z jajek, syn calych jajek, a ja jeszcze
    glutenu i jablek. Mozesz sobie wyobrazic, jak u nas wyglada
    gotowanie. Z corka mialam straszne problemy, przeszlam przez pieklo
    najbardziej rygorystycznej diety eliminacyjnej. Jak w dodatku
    mialam jeszcze wypadek, to zaczelam siwiec. W drugiej ciazy mialam
    ataki autoagresji spowodowane lekami sytuacyjnymi (balam sie, ze
    sie wszystko powtorzy).
    Alergia ma rozne stopnie i oblicza. Zdarza sie, ze ktos zje
    czekolade, wyskoczy mu pare wagrow i tyle. A zdarza sie
    megaalergia, ktora zmienia wszystkich i wszystkie relacje w
    rodzinie.
    Chcialam zapytac, jakie mleko pije mala. Moja po nutramigenie i
    nawet po amino miala kupy przezroczyste jak mocz. Teraz tu w domu
    mielismy megaalergika, ktory mial straszna skore i nic mu sie nie
    dalo wprowadzic, bo od razu reagowal ciezka pokrzywka. Po zrobieniu
    testow okazalo sie, ze ma megauczulenie na kazeine, czyli
    nutramigen, ktory jadl wczesniej, odpadl. Po przejsciu na elecare
    (refundacja indywidualna w nfz) stan skory baaardzo sie poprawil i
    juz mozna mu wprowadzac rozne rzeczy.
    Druga sprawa: czy masz jakas pomoc w domu? Czy mozesz czasem sobie
    troche odpuscic, zrobic sobie (tylko dla siebie) odrobine
    przyjemnosci? Mi takie rzeczy pomagaja.
    Zycze Ci powodzenia i duzo sil.

    --
    Ale to w Helikonie było, między Greki;
    Nasz Sarmacki horyzont od tego daleki.
  • 12.01.09, 21:06
    Jesteśmy po wizycie kontrolnej u Pani Alergolog i niestety już więcej do niej
    nie pójdziemy. Już prawie minął rok jak byłyśmy w Centrum i teraz musiałybyśmy
    pojechać znowu, ale 8 tygodni temu urodziłam drugą córeczkę i musiałabym zabrać
    niemowlaka ze sobą. Pomyślałam, że równie dobrze te same badania mogę zrobić na
    miejscu, ale niestety usłyszałam "Jak dziecku teraz nic nie jest to po co robić
    badania? Co Pani dają te wyniki?" Myślałam, że wyjdę z siebie. Już nigdy więcej
    do niej nie pójdę. Już wysłałam skierowanie do Centrum i czekamy na ustalenie
    terminu. Jak nadejdzie ten dzień zabiorę dziewczynki i już. Tam nikt mi nie
    powie, że są to niepotrzebne badania.
  • 12.01.09, 22:36
    Trzymam kciuki za szybkie ustalenie terminu, ja czekałam 8 miesięcy, ale warto było
  • Gość: korteam IP: *.icpnet.pl 03.02.09, 19:00
    Jestem mama 20 miesięcznego Huberta z alergią pokarmową walczymy rok
    bez skutecznie. O jakim Centrum mowa? jak tam się dostać ?
  • 05.02.09, 12:09
    O centrum alergologii i pulmonologii dziecięcej w Karpaczu.Mają filię w
    Szklarskiej Porębie. Również bardzo polecam ten ośrodek. Syn ma astmę i
    przeszliśmy piekło nim trafiliśmy do centrum .Tam dopiero po serii wszystkich
    badań postawiono prawidłową diagnozę. Inni lekarze podejrzewali alergię (ale
    testów zrobić nie chcieli) po mukowiscydozę.
  • Gość: gaga IP: *.aster.pl 22.01.09, 21:48
    Też znam ból alergii u dziecka,niekończące się rany na skórze, mojej
    córci w wieku 8 miesięcy szkodziło wszystko a okazało się ze
    przyczyną była grzybica jelit, teraz ma 20 miesięcy i śliczną skórę
    bez ślimaczących się ran i strupów i wiem ze uczula ją tylko chemia
    w pożywieniu a nie same pokarmy.Mogłabym wiele pisać ale polecę
    przypadkiem spotkany artykół wart przeczytania przez rodziców
    alergików.
    www.igya.eu/index.php?option=com_content&task=view&id=158&Itemid=43
  • Gość: 19 lat z AZS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 10:36
    drogie Mamy.Nie dajcie się zwariować, we wszystkim trzeba zachować zdrowy
    rozsądek. Liczne tu piszące maja w tym rację. Przewija się w tym wątku temat
    stanu psyche. otóż to! Alergia i psyche są ze sobą wysoko skorelowane.W ciągu 19
    lat doświadczeń z dzieckiem alergicznym jestem przekonana na 100%. Ja byłam
    kłębkiem nerwów, dziecko płaczące, w domu napięcie, obsesja prania, czyszczenia,
    wietrzenia...Trafilam do fajnej lekarki. owszem, poradzila powyrzucanie zaslon,
    dywanow itp., ale nie tyle, zeby calkiem wyeliminować kurz, bo się nie da, ale
    żeby sobie życie ułatwic. Na początku więc powyrzucalam zasłony, poduszki,
    dywany.Wszystkie te "łapacze kurzu". Pomoglo. Moze nie tak calkiem, ale sporo.
    Przede wszystkim...mnie, bo byłam bliska obłędu. a tak, to łatwiej i szybciej
    się sprząta smileW domu nastąpił spokój, i dziecku też w zdrowiu nieco pojaśnialo.
    Pewne pokarmy, wykryte w testach też odstawiliśmy, ale przyznam się, ze aż tak
    ostro nie było. Po kilku latach alergii skornej u córki objawiła się astma.Mniej
    więcej 4 razy w roku szpital. I na to nie było rady, bo scisle związana z
    okresem przeziębień, pylenia itp.Od około 13roku życia alergia i astma się
    znacznie zaczęly wyciszać. Trafiłam na mądrą lekarkę, niestety, już na
    emeryturze, ktora nie unikala sterydów, dozując je odpowiednio, stosownie do
    okoliczności i potrzeb. Twierdzila, ze nie podawanie sterydow czyni większe
    szkody-stres, lęk, dyskomfort-niż podawanie.Przerózne leki przepisywała,
    zmieniajac je w zależności od sytuacji-w pylących , w przeziębieniowych okresach
    czasu więcej, mocniejsze, w bardziej bezpiecznych okolicznościach-mniej. Od ok.
    15 roku życia córka prawie nie brala leków, choć nigdy na wszelki zaś nie
    rozstawala się z wziewem rozszerzającym oskrzela w kieszenismile. P. doktor nigdy
    nie oponowala przed ruchem fizycznym - jeśli dziecko lubi- bo twierdzila, ze
    kiedy robi sie to, co lubi, to organizm sam sobie reguluje wlasne moce. Córka
    pływa, gra w siatke, biega, jeżdzi na rowerze. Zauważyłam w ten sposób pewną
    prawidlowość- przed stresującą klasówka ataki astmy, pogorszony oddech,
    alergia-rożne takie na skórze-się pojawiają,a jednocześnie jakoś "daje się"
    zagrać mecz lub popływać....Poczytalam też nieco na temat związku alergii, astmy
    z psyche i wyszlo na to, ze są bardzo wysoko skorelowane. Oczywiście, male
    dziecko trudno obarczać winą za napiecie nerwowe, ale dziecko odbiera nasze
    stany...nie chcę też Mam winić, ale z pewnością nasz spokój choc troche
    pozytywnie wpłynie na dziecko. Moja córka zawsze gorzej reagowała na wszelkie
    zmiany-nowe szkoły, nowe wyzwania, moje pójscie do pracy na caly etat...Dziś
    corka ma 19 lat, po 3 latach sielanki skórno-oddechowej zacząl się dramat-mega
    alergia. Skóra cała w plamach, duszności. Wszystkiemu jest winna...matura!I robi
    sie zamknięte koło-stan skóry-wygląd, świąd-powoduje stres(dziewczyna chce
    ładnie wyglądać, pomalować się), stres pogarsza skórę....Znalazła się mądra
    lekarka, przepisała-ostrożnie bardzo-silne sterydy, do łykania, do smarowania,
    na krotki czas, na sprawdzenie, jak działają, jak pomagają i....dziecko jak
    nowe! Skóra zdrowa, ładna. Sterydy w tabletkach już odstawione, nieco się
    pogorszyło,ale ...no właśnie. Widzę, ze sama świadomość, ze można coś z tym
    zrobić podziałała jak balsam.Córka już wie, ze w razie czego może sobie pomoc,
    więc jak coś się dzieje ze skorą i pytam-to jak, smarujesz? to w odpowiedzi
    najczęściej słyszę-jeszcze nie dziś, nie jest żle,zobaczę, jak się pogorszy, to
    posmaruję. Mam wrażenie, ze panowanie nad tematem jest najlepszą kuracją. Na
    radzenie sobie ze stresem zapisałam jeszcze córkę na zajęcia relaksacyjne. Nasza
    kolejna mądra lekarka powiedziała, ze zawsze, w każdej sytuacji stresowej skora
    zareaguje. Stresu nie da się w życiu uniknąć, więc trzeba nauczyć się z nim życ.
    Coz mogę Wam napisać- to minie, z czasem minie. Niestety, im mniejsze dziecko,
    tym trudniej. Ale z czasem, w miarę dorastania i dziecko uczy sie swojej
    choroby. Nasza pierwsza, madra lekarka zawsze dziecku mowiła, co przepisuje, na
    co, dlaczego, jak stosować-oczywiście w sposób dostosowany do wieku dziecka. Już
    roczna coreczka wiedziała, ze na swędzącą skore w zgięciu łokcia mama da taką
    maść, a tego czytego nie wolno jesć, bo....niby dziecko niewiele z tego
    rozumiało,ale idea przewodnia była taka, ze nie wolno obciążać dziecka za
    chorobę i leczenia, ale pobudzać myslenie, ze to jego choroba, jego skora i ono
    jest głównym podmiotem sprawy warto.
    Powodzenia. Uda się i wam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.