wyborcza.pl/1,75248,6026444,Lepiej_nie_byc_kobieta_w_Kairze.html
Lepiej nie być kobietą w Kairze
Marta Kazimierczyk
Większość Egipcjanek i prawie wszystkie przyjeżdżające do Egiptu
cudzoziemki padają ofiarą molestowania seksualnego - alarmuje
Egipskie Centrum Praw Kobiet. Rząd upiera się, że problem nie
istnieje, chociaż może przez niego stracić wpływy z turystyki
"To może być twoja siostra, matka albo żona. Nie rób tego, szanuj
swój honor!" - takie plakaty zawisły jakiś czas temu na kairskich
ulicach. I szybko znikły w przeciwieństwie do problemu, który
egipskie organizacje pozarządowe nazywają "społecznym rakiem
Egiptu".
84 proc. Egipcjanek i 98 proc. cudzoziemek jest codziennie
molestowanych na ulicach egipskich miast. 62 proc. mężczyzn otwarcie
przyznaje, że przy każdej okazji molestuje przypadkowe kobiety -
podaje Egipskie Centrum Praw Kobiet (ECWR). Sposobów jest mnóstwo -
od obraźliwych komentarzy poprzez proponowanie pieniędzy za seks do
dotykania i fizycznej przemocy.
Same się o to proszą
- Kiedy dziewczyna wychodzi na ulicę w obcisłych spodniach, dostaje
to czego chce - mówi dziennikarzom gazety "Al Ahram" 29-latek z
Kairu.
Nie jest to odosobniona opinia. W programie telewizji al Dżazira
pt. "Każda kobieta" parlamentarzysta Jahja Wahdan z pobłażliwym
uśmieszkiem tłumaczy, że "mężczyzna nigdy nie zaatakuje dziewczyny,
która jest odpowiednio ubrana i chodzi w przyzwoity sposób". Inny
deputowany Muhsin Rida twierdził, że "skoro młodzieży nie stać na
małżeństwo, trochę molestowania to chyba normalna rzecz".
I nawet żona prezydenta Hosniego Mubaraka Suzanne Mubarak, która
jako szefowa Narodowej Rady ds. Kobiet ma dbać o Egipcjanki,
twierdzi, że media przesadzają. - Jeśli zdarzyły się dwa czy trzy
takie przypadki, to przecież nie znaczy, że mamy do czynienia z
groźnym zjawiskiem - mówiła w telewizji al Arabija. - Egipcjanie
zawsze szanowali kobiety i twierdzenie, że nasze ulice są
niebezpieczne dla kobiet, to bzdura!
Żeby się przekonać, jak bardzo pani Mubarak nie ma racji, wystarczy
przejść się ulicą prawie 20-milionowego Kairu. Szybki slalom, groźna
mina i zdecydowane unikanie chodników to niektóre sposoby na
utrudnienie działania tłumowi potencjalnych napastników.
Po kilku miesiącach mieszkania w Kairze byłam tak zdesperowana, że
chciałam zakryć włosy muzułmańską chustą, ale to nic by nie
zmieniło. Z badań ECWR i opowieści moich egipskich koleżanek jasno
wynika: strój nie ma znaczenia. Ofiarą molestowania padają zarówno
dziewczyny w obcisłych dżinsach, jak i te zasłonięte od stóp do głów.
- Nie ubieram się wyzywająco, nie noszę biżuterii, staram się nie
zwracać na siebie uwagi. Co z tego, skoro i tak prawie codziennie
ktoś łapie mnie za pupę albo obraża na ulicy lub w autobusie -
opowiada mi Aisza, 21-letnia studentka. Lubi długie spódnice i luźne
T-shirty, nie nosi chusty.
Amira nosi się za to bardzo skromnie, zasłania włosy muzułmańską
chustą. - Myślisz, że to ma jakieś znaczenie? To bzdura, dla nich to
nie ma żadnego znaczenia, najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z
domu bez męża - wścieka się.
Zmowa milczenia przerwana na krótko
Kilka dni temu światowe media oburzyła wiadomość, że kairska policja
aresztowała kilkuset nastoletnich chłopców na ulicach, przed
szkołami i uniwersytetami. Zamknięto ich za "flirtowanie", co według
zachodnich standardów wydaje się nie do pomyślenia, ale to właśnie
tacy ludzie zamieniają życie Egipcjanek w koszmar.
W egipskim prawie nie ma definicji molestowania seksualnego, ale
istnieją trzy przepisy, które można stosować w takich sprawach:
obraza, nieprzyzwoite zachowanie i napaść seksualna. Parlament
debatuje teraz nad projektem nowego prawa, które ma wprowadzić rok
więzienia i 1000 dol. grzywny za molestowanie. Nawet jeśli prawo
zostanie przyjęte, może to niewiele dać, bo tylko 2 proc. ofiar
zgłasza się na policję.
Przyczyn tego milczenia jest kilka. Policjanci zwykle bagatelizują
sprawę, a często to właśnie oni molestują. Poza tym dziewczyna boi
się, że przyznanie, iż ktoś dotknął ją na ulicy, zaszkodzi jej
reputacji.
Zdaniem socjologów to właśnie konserwatywne zwyczaje, które nie
pozwalają na seks pozamałżeński, a małżeństwo z przyczyn finansowych
odsuwają w daleką przyszłość, przyczyniły się walnie do ulicznego
koszmaru Egipcjanek.
- Ludzie, od których czasem do czterdziestki oczekuje się seksualnej
abstynencji, na co dzień oglądają zachodnią telewizję, mają dostęp
do internetu. To musi powodować konflikt - tłumaczy w al Dżazirze
prawnik Abier el Barbary.
Zmowa milczenia na krótko została przerwana jesienią 2006 r., kiedy
w dniu święta Eid al Fitr z okazji zakończenia Ramadanu w centrum
Kairu kilkudziesięciu chłopaków przez kilka godzin polowało na
dziewczyny. Te, które udało im się okrążyć, dotykali, rozbierali.
Najsłynniejszy egipski bloger Wail Abbas nagrał to wszystko kamerą.
To dzięki niemu sprawa trafiła do oficjalnych egipskich gazet, które
zwykle bardzo niechętnie opisują takie przypadki. Kilka dni później
na ulice Kairu po raz pierwszy wyszły kobiety, protestując przeciwko
molestowaniu.
Ale od tego czasu niewiele się zmieniło. W tym roku z tej samej
okazji 2 października w kairskiej dzielnicy Muhandisin ponad setka
młodych mężczyzn atakowała na ulicach kobiety. Tym razem policja
aresztowała 38 napastników, ale niemal natychmiast wyszli oni z
powodu braku dowodów.
- I tak się cieszymy, że były aresztowania - tłumaczy Ingy Gozlan z
centrum praw kobiet. - Po raz pierwszy rząd przyznał, że w ogóle
istnieje jakiś problem. Jeszcze w 2006 r. egipskie MSW twierdziło,
że nic się nie stało, bo przecież nikt nie zgłosił się na policję.
Egipskie władze nie tylko nic nie robią, żeby rozwiązać problem
molestowania, ale same się do niego przyczyniają. W 2005 r. po
ulicznych demonstracjach na rzecz zmiany konstytucji zachodnie media
pisały, jak demonstrujące dziewczyny i dziennikarki były wyciągane z
tłumu i rozbierane przez agentów służb specjalnych.
Mona Eltahawy, egipska publicystka z Nowego Jorku pisząca m.in. dla
brytyjskiego "Guardiana", dla agencji Reutersa i dla panarabskiej
gazety "Asz Szark al Awsat" w czerwcu tego roku opisała, jak żyje
się kobiecie w Kairze: "Za każdym razem, kiedy mijam grupę mężczyzn,
trzymam torbę między sobą a nimi. W uszach zawsze mam słuchawki,
żeby nie słyszeć świństw, które do mnie mówią. Nauczyłam się ich
odpychać, a nawet uderzyć. Palący wstyd, jaki wtedy czuję, jest
jeszcze gorszy, kiedy proszę o pomoc policjanta, który odsyła mnie z
kwitkiem, albo kiedy zostaję pomacana właśnie przez niego. Cóż to za
straszny czas, żeby być kobietą w Egipcie".