Dodaj do ulubionych

Gorące uściski z Damaszku

  • beduinka 20.06.06, 10:26
    Witajcie w naszej bajce :)

    Postanowiłam jeszcze zajrzeć do Was, choc zaraz jade. Mój aparat został
    naprawiony. Długo na to czekałam – a w związku z tym wyjeżdżam do Mar Musa. A
    to oznacza, że przez kilka dni nie będzie ze mną kontaktu. Nie wiem na jak
    długo…

    Dalej spędzam czas basenowo.
    Oprócz tego przyjechali do mnie znajomi z mojego obozu Nahr al.-Bared. Czyli
    jak mnie nie ma w obozie, do obóz do mnie. Przedwczoraj pojechałyśmy z
    koleżanką do obozu Jarmuk w odwiedziny. Jedliśmy obiad z kilkunastoosobową
    rodziną, później oglądaliśmy mecz w knajpce Abu Haszisz. Byłyśmy tam jedynymi
    kobietami. Ale przynoszono nam darmową herbatę itp. A potem kumpel – jako że
    nie tutejszy, lecz z Libanu - nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej do domu ich
    rodziny.

    Mirka
  • tetys 20.06.06, 10:31
    Miłego pobytu w Mar Musa - też tam kiedyś wyjadę:)

    A u nas dziś skwar!
  • beduinka 20.06.06, 10:45
    tetys napisał:

    > Miłego pobytu w Mar Musa - też tam kiedyś wyjadę:)
    >
    > A u nas dziś skwar!

    ty jeszcze nie wiesz co to jest skwar... przyjedz do nas to sie przekonasz
  • tetys 20.06.06, 10:55
    No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
    Jak nie uda mi się do 1 lipca wyjechać, to albo nadzieja w sierpniu, albo w
    ferie zimowe...

    A egipskie 37 stopni znosiłem lepiej niż nasze 30!
  • beduinka 20.06.06, 10:59
    tetys napisał:

    > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)

    czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?

    > Jak nie uda mi się do 1 lipca wyjechać, to albo nadzieja w sierpniu, albo w
    > ferie zimowe...
    >
    > A egipskie 37 stopni znosiłem lepiej niż nasze 30!

  • tetys 20.06.06, 11:04
    beduinka napisała:

    > tetys napisał:
    >
    > > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
    >
    > czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?

    Moją największą przeszkodą są chyba rodzice, którzy się nie mogą pogodzić, że
    niektórzy szybciej, a inni później wybywają z rodzimego gniazdka...:) Zresztą,
    pewnie znasz to z własnego doświadczenia. Nawet nie chodzi juz o pieniądze, bo
    na miesiąc mi spokojnie wystarczy...no, ale będę próbował!
  • tetys 21.06.06, 12:26
    A co Ty o tym myślisz Gaju? Bo może powinienem w tym roku wyskoczyć jeszcze raz
    do Egiptu lub Tunezji, sam już nie wiem. Z jednej strony bardzo, bardzo chcę, a
    z drugiej nie wiem, czy dam radę. No i czy moi rodzice nie dostaną zawału czy
    czegoś, po przeczytaniu smsa "jestem w drodze do Syrii, wracam za miesiąc"...
  • gajasirocco 21.06.06, 12:45
    Nie planuj, ponieś się chwili, bądź w pogotowiu- wyskoczy nam bilet za 1pln,
    lecimy do Egiptu, będzie tania Tunezja-wyjedź do nowego kraju...
    Inshaalh!!!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 23.06.06, 20:00
    tetys napisał:

    > beduinka napisała:
    >
    > > tetys napisał:
    > >
    > > > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
    > >
    > > czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?
    >
    > Moją największą przeszkodą są chyba rodzice, którzy się nie mogą pogodzić, że
    > niektórzy szybciej, a inni później wybywają z rodzimego gniazdka...:)
    Zresztą,
    > pewnie znasz to z własnego doświadczenia.

    nie znam :)))))))
  • gajasirocco 23.06.06, 21:59
    ...Beduinka nie miała ograniczeń...mogła podróżować zawsze i wszędzie...bo musi
    realizować swoje marzenia,bo to jest jej życie, które trwa tak krótko, więc
    trzeba korzystać, brać pełnymi garściami i szukać miejsc, w ktorych serce
    mocniej bije!!! Nasz dom jest tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi, gdzie się
    uśmiechamy i do nas się uśmiechają, gdzie spokojnie zasypiamy i wstajemy z
    nadzieją, iż miło, pożytecznie i twórczo spędzimy dzień. Najgorsza jest nuda
    życia, życie bez celu, bezsensowne ograniczenia...
    Beduinko-żyj własnym życiem i bądź szcęśliwa. Kibicuję Ci z całego serca!!! I
    pamietaj, iż zawsze mozesz liczyć na moją pomoc bez ograniczeń! Akceptuję Cię
    taką, jaka jesteś!!!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • tetys 23.06.06, 23:05
    Masz rację, niewiadomo jak długo dane nam będzie żyć, dlatego nigdy nie
    powinniśmy odkładac realizacji swoich marzeń na później! Kto wie, co będzie za
    rok, dwa, co za dziesięć. Nie popadajmy w taki dzień świstaka, codziennie to
    samo, szare, nudne, znienawidzone życie, i niewidzialne więzy trzymające nas
    przy nim, które sami sobie tworzymy. Żyjmy chwilą - "Carpe diem".

    Polecam film "Kal Ho Naa Ho" - "Gdyby jutra nie było" - mnie nauczył bardzo
    wiele, a z każdym kolejnym razem, kiedy go oglądam, uczę się co raz to nowych
    rzeczy.

  • tetys 24.06.06, 09:50
    To wielka indyjska produkcja, niedawno nawet u nas w kinach można było
    obejrzeć. Polecam!
  • beduinka 29.06.06, 11:51
    gajasirocco napisała:

    > ...Beduinka nie miała ograniczeń...mogła podróżować zawsze i wszędzie...bo
    musi
    >
    > realizować swoje marzenia,bo to jest jej życie, które trwa tak krótko, więc
    > trzeba korzystać, brać pełnymi garściami i szukać miejsc, w ktorych serce
    > mocniej bije!!! Nasz dom jest tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi, gdzie się
    > uśmiechamy i do nas się uśmiechają, gdzie spokojnie zasypiamy i wstajemy z
    > nadzieją, iż miło, pożytecznie i twórczo spędzimy dzień. Najgorsza jest nuda
    > życia, życie bez celu, bezsensowne ograniczenia...
    > Beduinko-żyj własnym życiem i bądź szcęśliwa. Kibicuję Ci z całego serca!!! I
    > pamietaj, iż zawsze mozesz liczyć na moją pomoc bez ograniczeń! Akceptuję Cię
    > taką, jaka jesteś!!!

    dziekuje :)))))
  • beduinka 23.06.06, 19:56
    Hej,
    Tym razem byłam w Mar Musa króciutko. Było pusto, zostałam z nastoletnią
    Syryjką zapędzona do kuchni (byłyśmy jedynymi kobietami). Aparat się zepsuł.
    Rano przyjechali odwiedzić mnie kumple, więc trzeciego dnia o poranku wróciłam
    do Damaszku, gdzie mój aparat został ponownie naprawiony.
    Dzisiaj spędziliśmy dzień na basenie, wczoraj w Jarmuku (obóz palestyński).
    Buziaki

  • gajasirocco 23.06.06, 21:49
    Widzę, że jednak nie pociąga Cię życie klasztorne i kobiece kuchenne prace.
    Używaj życia, podróżuj, baw się, pływaj, a na medytacje będziesz miała jeszcze
    kiedyś mnóstwo czasu! Bądź szczęśliwa, bo wtedy i ja się cieszę Twoim
    szczęściem. Pozdrawiam wszystkich Twoich palestyńskich, libańskich, syryjskich
    kumpli (i pozostałych- niezależnie od narodowości, wyznania czy koloru skóry)!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 25.06.06, 12:58
    Mam za sobą kolejny dzień basenowy. Jako, że wczoraj był arabski (syryjski?)
    dzień dziecka, to basen pełen był dzieci i młodzieży, co uniemożliwiało
    pływanie. Basen konczy sie o 17. Wtedy o tej samej porze kilkaset osob musialo
    go opuscis i oddac kluczyki i reczniki. Byl gigantyczny chaos, przepychanki.
    Bylam z kolezanka Polka i z dwoma Arabami (Syr. i Pal.) mieszkajacymi w
    Europie. My sobie o wiele lepiej poradzilysmy niz oni - przyzwyczajeni do
    europejskiego porzadku. Oni sie zeuropeizowali, a my sie zarabizowalysmy

    Oprócz tego zorganizowane były różnego rodzaju gry, zabawy, warsztaty, zawody,
    teatrzyki dla dzieci na Stadionie Abbasyyin.
  • tetys 27.06.06, 20:00
    Jaka u Ciebie pogoda? Da się jakoś wytrzymać?
    Bo nie wiem, czy mam jechać do ambasady po tą wizę, czy nie...;)))
  • gajasirocco 27.06.06, 21:34
    To Ty uzależniasz wyjazd od pogody????? Ja tam miałam w sierpniu ponad 40stopni
    i jakoś sobie radziłam.
    Już myślałam, że nam się Beduinka odezwała, a tutaj Tetysek śle "Gorące uściski
    z Damaszku"
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 28.06.06, 14:16
    tetys napisał:

    > Jaka u Ciebie pogoda? Da się jakoś wytrzymać?

    goraco, ale da sie przezyc

    > Bo nie wiem, czy mam jechać do ambasady po tą wizę, czy nie...;)))

    no wez ta wize i smigiem do Syrii!!!!1
  • beduinka 28.06.06, 14:08
    zwiedzalam Martwe Miasta na motorze i od rozgrzanej rury wydechowej, ktora
    przypadkiem dotknelam oparzylam sobie noge i teraz mam pieknie
    zabandarzowana :)))

    a od wczoraj wieczorem jestem w Halab
  • tetys 28.06.06, 14:26
    Masz @ ode mnie:)
    A co do oparzenia, to miejmy nadzieję że blizna nie zostanie;)
  • beduinka 29.06.06, 11:01
    gajasirocco napisała:

    > Chyba bezpieczniej było by jej na wielbłądzie!

    o jak ja dawno nie jezdzilam na wielbladzie
  • tetys 29.06.06, 11:07
    Za 2 tyg będziesz już w Jordanii?
  • beduinka 29.06.06, 11:47
    Odpowiadasz na :
    tetys napisał:

    > Za 2 tyg będziesz już w Jordanii?

    nie wiem... tak czuje, ze zostane jeszcze jakies 2-3 tygodnie w Syrii... moze
    wiecej, moze mniej nie wiem... ja zyje bez planow
  • beduinka 29.06.06, 10:41
    tetys napisał:

    > Masz @ ode mnie:)

    widzialam
    korzystam teraz z internetu w biurze kolegi - lacze bardzo wolne i wymaga
    korzystanie z net ode mnie sporo cierpliwosci (cecha, ktorej mi brakuje)

    polecam ci w tak krotkim czasie - 2 tygodnie - skupic sie tylko na Syrii, a
    Liban zostawic na inny raz
    Zakwaterowanie - bedziesz mieszkal w roznych miastach, ludzie zapraszaja,
    skontaktuj tez ludzi z Hospitality Club, z tanimi hotelami tez nie ma tu
    problemu

    > A co do oparzenia, to miejmy nadzieję że blizna nie zostanie;)

    no mam nadzieje, bo na radzie moja lydka nie prezentuje sie zbyt seksownie :))))
  • beduinka 29.06.06, 10:53
    gajasirocco napisała:

    > ...a kazałam uważać na nóżki!!!!

    kiedy?
  • beduinka 01.07.06, 12:41
    Martwe Miasta

    Wysiadam z autobusu jadącego z Damaszku do Aleppo w miasteczku Ma’arat Num’an.

    Miasto to zasłynęło w historii z powodu ataku uczestników jednej z krucjat pod
    wodzą Raymonda z Tuluzy i wyrżnięciu wszystkich mieszkańców. Jako, że krzyżowcy
    nie znaleźli w miasteczku żadnych zapasów żywności, posunęli się do
    kanibalizmu – chrześcijański kronikarz opisał gotowanie ciał zabitych,
    grilowanie ciałek dzieci. Miało to miejsce 12 grudnia 1098.

    Kieruję się w stronę Muzeum Mozaik mieszczącego się w XVI-wiecznym Khanie
    Murada Paszy. Wstęp dla studentów kosztuje 10 SL. Mozaiki pochodzą z domów i
    kościołów Martwych Miast. Mozaiki były przepiękne, wskazujące na niezwykły
    kunszt bizantyjskich artystów, którzy stworzyli je w V i VI w. Oprócz mozaik
    mieszczą się w muzeum jeszcze inne eksponaty znalezione w okolicy – figurki,
    sarkofagi, posągi, monety i inne. Pewnym utrudnieniem w ich oglądaniu było to,
    że podczas mojej wizyty była przerwa w dostawie prądu. Jednak nawet sam budynek
    khanu (karawanseraju) jest dobrze zachowanym przykładem muzułmańskiej
    architektury – z pomieszczeniami dla kupców i ich towarów rozlokowanymi wokół
    dziedzińca. Pośrodku mieści się meczet, a do jednej z zewnętrznych ścian
    karawanseraju przylega dawny hammam. Po drugiej stronie ulicy mieści się drugi
    podobny karawanseraj, który jest obecnie w trakcie renowacji.

    Mijam pomnik wielkiego arabskiego poety – Abu Al-‘Ala Al-Ma’ari. Pochodził on
    właśnie z tego miasteczka. Nazywany był poetą filozofii – filozofem poezji.
    Jego pełne imię to Ahmad bn ‘Abd Allah bn Suleiman At-Tunukhi Al-Ma’ari.
    Urodził się on tutaj w 973 r. n.e. (365 r. h.), a umarł (także tutaj) w 1057 r.
    (449 r. h.). Pochodził z dobrej rodziny i otrzymał wykształcenie z dziedziny
    literatury. Jeszcze w dzieciństwie zachorował na ospę, w wyniku której utracił
    wzrok, co jednak nie przeszkodziło mu w dalszej nauce. Napisał wiele książek –
    z dziedziny prozy i poezji. Najbardziej jego znanym dziełem jest Risalatu al-
    Ghufran. Odwiedza w nim poeta Ibn Al-Qarih niebo i piekło, spotyka tam różnych
    poetów, niekoniecznie w miejscu, gdzie spodziewalibyśmy się ich spotkać.
    Rozmawia z nimi, wypytuje o powody trafienia do piekła, a nie do nieba lub
    odwrotnie. Teraz Abu Al-‘Ala Al-Ma’ari też dołączył do zmarłych poetów –
    ciekawe, gdzie trafił: na górę, czy na dół. Ja tymczasem odwiedzam jego dom
    oraz grób. Potem spaceruję po miasteczku, oglądam Wielki Meczet, na którym
    tabliczka głosi, że pochodzi z 149 r. hidżry (połowy VIII w.n.e.).

    Udaję się na postój busików do Kafr Nabl. Koło mnie siadają dwie dziewczyny w
    abajach i hidżabach. Rozpoczynają rozmowę ze mną. Studiują w Aleppo i
    codziennie pokonują tą długą i męczącą trasę między domem, a uczelnią.
    Zapraszają mnie do siebie do domu. Ja tłumaczę, że jadę zwiedzać Martwe Miasta,
    więc jedna z nich oferuje się, że może pojechać ze mną. Tłumaczę jej jednak, że
    będę chodzić pieszo przez kilka godzin, więc rezygnuje.

    Wysiadam w Kafr Nabl i kieruję się w kierunku Serjilly i Al-Bary. Kierunkowskaz
    głosi, że do tych miejsc jest 12 km. Ruch na drodze jest naprawdę niewielki,
    ale mam nadzieję, że ktoś mnie podwiezie. I tak też się dzieje. Zatrzymuje się
    ciężarówka i wsiadam na pakę. Jest trochę brudno od jakiegoś białego pyłu, więc
    i ja (i moje ubrania) stanę się biała. Ale jazda dostarcza możliwości
    podziwiania pięknych widoków. Okolice porośnięta jest iglastymi lasami.
    Wysiadam przy kierunkowskazie na Serjillę. Idę znów trochę na piechotę, mijam
    chłopców spędzających do zagród stada owiec. Za jakiś czas zatrzymuje mi się
    kolejna ciężarówka. Tym razem siadam w kabinie i rozmawiam z kierowcą, który
    podwozi mnie pod same ruiny.

    Serjilla jest najlepiej zachowanym z Martwych Miast. Pomimo, że miasto jest
    opuszczone już od piętnastu wieków, wygląda jakby ludzie wyprowadzili się stąd
    kilkadziesiąt lat temu. Fasady domów, kościołów i innych budynków są w
    znakomitym stanie. Oglądam dawne łaźnie oraz budynek, gdzie dawniej była
    tawerna, a także prasę do wytwarzania oliwy. Wiele domów jest dwupiętrowych. W
    pewnym momencie zauważam, że miasto nie jest całkiem opuszczone. Część starych
    budynków wykorzystali współcześni ludzie na swoje domostwa i pomieszczenia dla
    zwierząt. Jeśli chodzi o bilety – to podczas zwiedzania podchodzi do mnie dwóch
    chłopców (ok. 10-12 lat) z biletami. Bilet dla studentów kosztuje 10 SL. Gdy
    opuszczam ruiny, oni też to robią. Wsiadają na motor i proponują mnie podwieźć.
    Chociaż ich wiek nie wskazuje na to, by mieli być dobrymi kierowcami, wsiadam
    jednak, bowiem w okolicy nie ma żadnego innego transportu. Podwożą mnie do
    innego Martwego Miasta, które nazywa się Bauda. Zsiadając z motoru przypadkiem
    dotykam nogą rury wydechowej i porządnie oparzam sobie nogę, jednak postanawiam
    kontynuować zwiedzanie. Ciekawym budynkiem jest grobowiec o piramidalnym
    kształcie.

    Dalej idę do kolejnego Martwego Miasta, które o ile dobrze pamiętam (choć
    niekoniecznie) nazywało się Milija (?). Milicja pobliskiego domu wybiega
    nastoletnia dziewczynka i zaprasza mnie do siebie. To co najmocniej mi zapadło
    w pamięć to jej słodki głosik. Ona i jej rodzeństwo bardzo się cieszą z mojej
    wizyty, napełniają mi butelkę wodą, częstują sokiem z jeżyn. Dziewczynka mówi,
    że ona też by chciała podróżować tak jak ja, ale tutaj panuje zacofanie i
    niewiedza. Gdy chcę jej zrobić zdjęcie – zgadza się, ale prosi o sekundkę,
    podczas której zdejmuje hidżab. Idziemy razem zwiedzać ruiny. Fajnie jest
    poskakać i pospinać się po pozostałościach domów i kościołów z grupką
    miejscowych dzieci. A im – chociaż ubrani są w zwykłe klapeczki idzie to o
    wiele lepiej niż mi w sznurowanych butach. Gdy kończymy – bardzo mnie prosi,
    bym została z nimi na noc. Ja jednak chcę dziś jeszcze iść na przód.

    Maszeruję dość długo, aż mija parę staruszków zrywających czereśnie z
    pobliskiego drzewa. Wołają mnie, podchodzę, częstowana jestem owocami.
    Zapraszają mnie na noc do siebie do domu. Jako, że już się powoli ściemnia, a
    po drodze nic już nie jeździ, decyduję się przyjąć zaproszenie. Przyjeżdżamy do
    domu. Od razu zostaję wysłana do łazienki pod prysznic, a następnie przebrana w
    galabijję. Staruszkowie mają 10 dzieci – 5 dziewczyn i 5 chłopców, a może
    powinnam powiedzieć 5 kobiet i 5 mężczyzn, bowiem najmłodszy syn ma 18 lat,
    najstarsze córka ma 48 lat. Dwie córki i dwie żony synów urodziły w przeciągu
    pół miesiąca (obecnie mają od 4 do 6 tygodni) 4 maluchy (3 dziewczynki i
    chłopca). I każda z nich zajmuje się każdym z dzieci, karmi piersią nie tylko
    swoje, ale i inne maluszki. I to sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy coś
    takiego jest dobre dla małych dzieci, że mają 4 mamy, a nie jedną. Kolejną
    kwestią jest to, że dzidziusie mają już po kilka tygodni, lecz jeszcze nie
    nadano im imion. Proszą mnie o wybranie imion dla nich. Zaczynam od imion
    arabskich, lecz stwierdzają, że oni chcą imiona europejskie. Jednak żadne im
    się nie podoba, a więc dzieci pozostają dalej bezimienne. Tak przy okazji jedna
    z córek staruszki ma na imię Jacqline, bowiem 24 lata temu, kiedy kobieta była
    w ciąży, odwiedziła ją dziewczyna ze Szwajcarii o tym imieniu. Dzidziusie przed
    położeniem do kołyski są zawijane tak, że nie mogą w ogóle poruszać nóżkami czy
    rączkami – ale wydaje mi się, że w dawnych czasach w Europie też tak robiono.
    Natomiast tutejsza kołyska nie jest głęboka, lecz płaska i dzidziusia, kiedy
    się na nią kładzie – po prostu się do niej przywiązuje, żeby nie spadł.
    Maluszkom malują też już oczy kohlem.

    Jadę z najmłodszym synem (Amer) i żoną jednego z synów do apteki, by odwiedzić
    z jedną z dziewczynek lekarza, a potem jedziemy na farmę po mleko. Pojechaliśmy
    ciężarówką i jeździliśmy po takich uliczkach, że nie uwi
  • beduinka 01.07.06, 12:44
    Jadę z najmłodszym synem (Amer) i żoną jednego z synów do apteki, by odwiedzić
    z jedną z dziewczynek lekarza, a potem jedziemy na farmę po mleko. Pojechaliśmy
    ciężarówką i jeździliśmy po takich uliczkach, że nie uwierzyłabym, że się da
    tamtędy przejechać, gdybym sama tego nie zobaczyła. Gdy wracamy do domu, jemy
    rodzinną kolację, a następnie przychodzi czas na rozmowę, a raczej coś w stylu
    100 pytań do gościa.

    Idziemy spać, ja i matka śpimy w salonie. Jest trochę gorąco i duszno, więc
    kilkakrotnie się budzę. Rano już o 6:30 wychodzą do pracy w sadzie. Gdy chcę
    też wstać, mówią, bym jeszcze pospała, że wrócą za godzinę. Wstaję, gdy wracają
    do domu o 8 i jemy śniadanie. Później jadę z najmłodszym synem (na motorze, a
    jakże) zwiedzać ruiny kolejnego martwego miasta Al-Bara. Amer zna dobrze ruiny
    i prowadzi mnie w ciekawe miejsca i wskazuje detale, na które bym sama pewnie
    nie zwróciła uwagi. Bara była jednym z najważniejszych centrów tego regionu w
    produkcji wina i oliwy w czasach bizantyjskich. Znajdują się tu duże wille,
    trzy klasztory, liczne kościoły, piramidalne wieże grobowe, prasy do wyrabiania
    oliwy. Teren wykorzystywany jest do uprawy różnych roślin – są tu poletka i
    sady.

    Odwiedzamy jeszcze cytadelę, gdzie siadamy z Amrem i rozmawiamy. Jako jedyny z
    rodziny zrobił maturę, właśnie czeka na jej wyniki. Chce studiować historię na
    uniwersytecie w Halab. Ale później woli wrócić do swojej rodzinnej wioski. Bo
    tutaj jest spokój, cisza. Rozmawiamy o historii, literaturze. Później wracamy
    do domu.

    Chcę już jechać do Aleppo, ale namawiają mnie bym została dłużej, bo wieczorem
    będzie w ich wiosce ślub. Ojciec namawia mnie bym z nimi pojechała do sadu
    czereśniowego. A więc ojciec, ja i Amer siadamy na traktor i jedziemy. Na
    miejscu są inni członkowie rodziny. Zrywają czereśnie – oni do koszy, ja wprost
    do buzi. Mniam. Jedno z malutkich dzieci jest tutaj z nami. Jest zawinięte w
    chustę zawiązaną między gałęziami jednego z drzew. Ludzie ci bardzo ciężko
    pracują, ale są szczęśliwi, dobrzy, życzliwi. Chcę im pomóc w zrywaniu
    czereśni, ale wychodzi na to, że moja pomoc mogłaby być raczej przeszkadzaniem,
    bowiem z jednego drzewa czereśnie zależnie od koloru i wielkości trafiają do
    różnych koszy i skrzynek. Ojciec wysyła mnie i Amra po wodę. Jedziemy traktorem
    do oddalonego o kilka kilometrów zbiornika wodnego. Tam podłączamy pompę wodną
    do cysterny z tyłu naszego traktora i siadamy wypić herbatkę z ludzi
    mieszkającymi opodal. Następnie częstują mnie ciepłym mlekiem wprost od krowy,
    co z owocami jedzonymi wcześniej nie stanowi chyba najlepszej mieszanki.
    Wracamy do naszego sadu i opróżniamy cysternę do tutejszego zbiornika i znowu
    jedziemy po wodę. Tym razem uczę się prowadzić traktor. Ludzie z pobliskiego
    domu namawiają mnie bym pojechała z nimi do jakiegoś miasteczka na zakupy. Gdy
    po rozmowie z Amrem (i dowiedzeniu się od niego, że do miasteczka jest 50 km)
    odmawiam, zaczynają wypominać Amrowi, że jego rodzina trzyma cudzoziemkę tylko
    dla siebie, zamiast się nią podzielić. Obiecuję, że następnym razem –
    inshaallah – spędzę w okolicy więcej czasu i będą się mogli mną więcej
    nacieszyć.

    Wracamy do sadu, opróżniamy cysternę i wszyscy wracamy do domu, gdzie czeka już
    na nas obiad. Jemy, następnie biorę prysznic. Przychodzą goście, by porozmawiać
    z cudzoziemką. Słyszę jednak z rozmów moich gospodarzy, że wesele, na które
    mnie zapraszali dzisiaj wieczorem, to niekoniecznie będzie dzisiaj lecz jutro.
    Śmieszne jest, że czasem ludzie tutaj mają złudzenie, że jak mówią po arabsku
    do mnie to rozumię, a jak rozmawiają po arabsku między sobą – to nie. W każdym
    razie postanawiam jechać do Aleppo. Nie daję im znać, że to jest powodem,
    zresztą niekoniecznie nim jest. Po prostu nie mam już tu co robić, a poza tym
    chcę pojechać do miasta, by uzyskać poradę medyczną w sprawie mojego oparzenia.
    A wię żegnam się z rodziną. Matka zaczyna płakać, prosi bym została jeszcze
    dziesięć dni, tydzień, chociaż jeden dzień. Dziękuję bardzo za gościnę. Amer
    odwozi mnie motorem na drogę wyjazdową. Czekam pół godziny i nic nie
    przejeżdża, a raczej przejeżdża, lecz w przeciwną drogę. W końcu zabiera mnie
    mężczyzna na motorze w śnieżnobiałej galabiji. Gdy już z nim jadę dzwonią do
    mnie na komórkę Amer i jego matka dopytać się czy wszystko jest ok. Mój
    kierowca jest bardzo sympatyczny, też zaprasza mnie do swojego domu, do
    rodziny, lecz tłumaczę, że nie mam czasu. Odwozi mnie do Maarat Numaan. I wtedy
    dowiaduję się, że tak naprawdę on tutaj nie jechał, lecz widział mnie samą
    stojącą przy drodze i postanowił zawieźć. Prosi tylko, bym powiedziała ludziom
    na Zachodzie, że Syryjczycy to nie terroryści, lecz dobrzy ludzie chętni by
    pomóc obcym, że lubią turystów. W Maarat Numaan wsiadam w busik do Alepoo (30
    SL, 45 minut). Tak oto kończy się moja przygoda z Martwymi Miastami i cudownymi
    ludźmi tutaj żyjącymi.
  • gajasirocco 01.07.06, 13:24
    Cudowne opowieści, a najładniejsze zakończenie:
    "Prosi tylko, bym powiedziała ludziom na Zachodzie, że Syryjczycy to nie
    terroryści, lecz dobrzy ludzie chętni by pomóc obcym, że lubią turystów."

    Cytuję, bo doświadczyłam tę niesamowitą syryjską gościnność na własnej skórze!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 05.07.06, 16:30
    Dwa dni temu wybrałyśmy się z koleżanką na Cmentarz Bab Saghir. Jest to chyba
    nie tylko największy cmentarz w Damaszku, lecz i w całej Syrii. Wykorzystywany
    jest od bardzo dawna aż po dziś dzień. Udało nam się odnaleźć (raczej
    przypadkiem) grób syryjskiego poety Nizara Qabbaniego. Odwiedziłyśmy groby żon
    Proroka Muhammeda, córek Imama Husseina, męczenników spod Karbali. Wszędzie
    trafialiśmy na uczestników wycieczek pielgrzymkowo-płaczkowych z Iranu (niby
    jestem już do nich przyzwyczajona, bowiem mieszkam obecnie blisko meczetu
    Sayyidy Ruqayyi). Mieli ze sobą przewodników opowiadających historię bitwy pod
    Karbalą i zaraz cała grupa – starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni płakali.
    Jednocześnie nie przeszkadzała im nasza obecność. Wręcz byłyśmy przepuszczane,
    by być bliżej centrum, tego co się działo. Wycieczki odwiedzały więc różne
    groby, a między jednym, a drugim miejscem pielgrzymkowym, kupowały na
    rozłożonych stoiskach targowych kredki, flamastry, lalki, buty itp. To było coś
    co mnie dziwiło. Pod grobem dochodzili do ekstremum emocji, wychodzili i
    kupowali różne rzeczy, jak turyści pamiątki, targując się, śmiejąc, zachwycając
    to tym, to tamtym, chwilę potem wchodzili do kolejnego grobowca i znów bardzo
    mocno przeżywali emocje.

    Przedwczoraj udałyśmy się do Muzeum Narodowego (nie pierwsza wizyta, ale miałam
    ochotę wszystko bardzo dokładnie obejrzeć). Proszę wziąć ze sobą coś do
    nakarmienia słodkich kaczuszek w basenie w ogrodzie. Mają one teraz malutkie
    kaczątka, jeszcze nieopierzone, tak jakoś niezgrabnie się poruszające. Dyrektor
    damasceńskiego Muzeum Narodowego skończył studia w Polsce.

    Byłam na otwarciu wystawy malarstwa o tematyce palestyńskiej w Ogrodzie
    Tishriin. Na bardzo niskim poziomie. W tym samym czasie w Ogrodzie Tishriin
    była Międzynarodowa Wystawa Kwiatów.

    Obecnie w Syrii trwa Festiwal Jezzu. Jednocześnie w Cytadeli w Damaszku i w
    Cytadeli w Aleppo. 6 dni dobrej muzyki. Przedczoraj jak byłyśmy to grał
    najpierw jakiś band europejski, a potem arabski, chyba z Libanu, wokalistka
    śpiewała trochę po ormiańsku, trochę po arabsku. Cytadela jest teraz pięknie
    odnowiona i niedługo zostanie otwarta do normalnego zwiedzania.

    Obecnie czytam książkę „Banat Ar-Riyad”, czyli „Dziewczyny Rijadu” – o życiu w
    Arabii Saudyjskiej. Napisana przez nastolatkę z Arabii Saudyjskiej.

    Wczoraj spędziłam cały dzień na przenoszeniu zdjęć z mojego komputera poprzez
    flesh disc na drugi komputer, na którym jest nagrywarka i nagrywałam CD (10).
    Ufff.

    Wczoraj miałyśmy problem by obejrzeć mecz. Zarezerwowałyśmy stolik w naszej
    (dotychczas) ulubionej knajpie Waraq az-Zaman na kilka dni wcześniej. Na dzień
    wcześniej potwierdziłyśmy. W dzień meczu stwierdzili, że oddali nasz stolik
    komuś innemu – 10 osobom. Próbowałyśmy się wykłócać, ale wyglądało, że im nie
    zależy na nas jako na klientkach, więc po prostu nigdy tam nie wrócimy. Bo
    wyszło, że chodzi im tylko o pieniądze (płaci się od osoby za wstęp na mecze w
    restauracjach, plus im więcej osób, tym większy utarg zrobią). A nam udało się
    zarezerwować miejsce w innej kafejce.

    Buziaki

    Mirka
  • gajasirocco 05.07.06, 16:42
    No to spędzasz czas płaczkowo, jak zresztą ja (po oszustwach naszej forumowej
    koleżanki ze Śląska)
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 06.07.06, 17:21
    pzdrw z obozu Jarmuk

    gaja - masz waznego maila ode mnie
  • gajasirocco 06.07.06, 18:06
    Zaraz czytam- Przemek już leci przez Moskwę do Damaszku, Robert przez Wiedeń do
    Ammanu...jutro czekaj rano na Baramce!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • bartu111 07.07.06, 08:10
    Mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić jakie są koszty i czas tych połączeń
    lotniczych? :)
  • beduinka 08.07.06, 11:13
    bartu111 napisał:

    > Mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić jakie są koszty i czas tych
    połącze
    > ń
    > lotniczych? :)

    tutaj chodzilo o cos innego - o przesylke dla mnie, ktora jedna z tych osob
    wiozla
  • gajasirocco 06.07.06, 18:15
    Ponieważ Przemek jest już w drodze do Moskwy, wyślę mu sms-a, że ma busa o 7,oo
    z lotniska i że spotykacie się o 7,30 na Baramce!!!!!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 06.07.06, 19:54
    gajasirocco napisała:

    > Ponieważ Przemek jest już w drodze do Moskwy, wyślę mu sms-a, że ma busa o
    7,oo
    >
    > z lotniska i że spotykacie się o 7,30 na Baramce!!!!!

    ja mu wyslalam smsa i nie odpowiedzial, chociaz zostal sms dostarczony
    a ja nie wiem, czy on w koncu bedzie czekal na pierwszy autobus czy pojedzie
    wczesniej taxi
  • gajasirocco 07.07.06, 08:13
    Udało się spotkanie- Przemek dotarł na Baramkę (jednak wszystkie drogi prowadzą
    do Damaszku!!!)i spotkał się z Beduinką (paczuszka wczesnym rankiem dostarczona)
    Cieszę się, ze są takie pomocne osoby. Wielkie dzięki Tobie Przemku i
    powodzenia w Ammanie!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 08.07.06, 11:16
    wczoraj z kolezanka my dwie Polki uczylysmy kolege Turka (z ktorym uczylyslmy
    sie w Maahadzie) jezyka angielskiego tlumaczac mu wszystko po arabsku... ufff

    a wczesniej spedzilam dzien w obozie Yarmuk
  • beduinka 10.07.06, 11:18
    dzisiaj mielismy w Damaszku wielotysieczna demonstracje poparcia dla
    Palestynczykow i sprzeciwu przeciwko atakom izraelskim na Gaze
  • gajasirocco 10.07.06, 12:01
    Sprzeciwiam się atakom na GAzę!!!!!!!!

    Natomiast Giertych powiedział; (cytuję na podstawie PR3)- "Jestem pełen podziwu
    dla Izraelczyków, którzy walczą o niepodległość swojego kraju"
    -po ogłoszeniu przez ambasadora Izraela bojkotu ministra MEN R.Giertycha
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 10.07.06, 12:30
    natomiast wczoraj na ulice wylaly sie tysiace mlodych Syryjczykow by swietowac
    zwyciestwo Wloch w Mundialu
  • beduinka 11.07.06, 13:10
    Leci obecnie, na którejś z tutejszych stacji telewizyjnych (niekoniecznie
    syryjskich, lecz po prostu arabskich – lecz nie pamietam, na której / na
    których) reklama zniechęcająca do samobójczych zamachów. Jest pokazane
    targowisko, mnóstwo ludzi, kobiety, dzieci, mężczyzna, który się wysadza, teren
    po wysadzeniu z martwymi ciałami i na koniec werset z Koranu, że samobójstwo
    jest grzechem.

    Widziałam dzisiaj na ulicy reklamę mówiącą: „Mniejsza rodzina – lepsza
    przyszłość”.
    Są też już tutaj na ulicach inne reklamy społeczne, np. na temat jazdy
    samochodem – szybka jazda = wózek inwalidzki itp.

    Przez początkowy okres mundialu byliśmy tutaj bombardowani licznymi
    reklamówkami zachęcającymi do kibicowania na drużynę saudyjską. Były nawet
    odpowiednie teledyski. Z jednej z tych reklamówek pamiętam np. dużą flagę –
    gdzie po środku jest flaga saudyjska, a wokół niej flagi wszystkich państw
    arabskich.
  • beduinka 12.07.06, 18:43
    pzdrw cieplutko

    dzisiaj bylam w Dumeir

    buziaki
  • gajasirocco 13.07.06, 08:38
    Wracaj do domu! Lecz pod żadnym pozorem nie ruszaj się do Libanu! Izrael już
    bombarduje Bejrut (co za okropieństwo!!!)
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 13.07.06, 12:04
    pzdrw z Damaszku
    u nas spokojnie
    o ataku na Liban dowiedzialam sie z Waszych smsow, a potem z telewizji
    innych objawow tutaj nie widac
    choc kolega mowil, ze ludnosc ucieka z Libanu do Syrii
  • beduinka 13.07.06, 19:36
    do Syrii naplywaja uciekinierzy z Libanu
    zarowno Libanczycy, jak i turysci (szczegolnie z Zatoki Perskiej)
    Polski MSZ wzywa do powstrzymania sie Polakow od wyjazdow do Libanu

    a tymczasem:


    Izrael chce zbombardować autostradę pełną uciekających turystów
    IAR
    czwartek, 13 lipiec 2006
    Jednym z celów izraelskich nalotów bombowych w Libanie ma być autostrada
    łącząca Bejrut ze stolicą Syrii - Damaszkiem. Izraelskie Ministerstwo Obrony
    poinformowało, że ataki mają być częścią operacji wymierzonej w bojowników
    Hezbollahu.


    Tymczasem drogi prowadzące z Libanu do Syrii są pełne samochodów. Tysiące
    turystów ucieka do Syrii z obawy przed atakami izraelskiego wojska. Turyści,
    głównie z Zatoki Perskiej, jadą do syryjskiej granicy prywatnymi samochodami
    lub taksówkami. Ewakuację organizują również agencje turystyczne.

  • gajasirocco 13.07.06, 20:27
    Wracaj-Beduinko! Oby się sytuacja uspokoiła...chociaż nie wierzę, bo Izrael
    czekał na taką okazję, by zaatakować wszystkich sąsiadów!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • japolak 15.07.06, 08:51
    Martwię się - i boję.
    O Ciebie i wielu innych, niewinnych ludzi...
    Czemu my, ludzie, tak lubimy siebie dręczyć??
    Czemu jesteśmy tak paranoiczni?
    Czytalem dziś tekst nt Krzysztofa Kolumba, razem z z dyskusja na forum GW -
    albo Kolumb był prawdziwym Europejczykiem, albo wrednych przechrztem,
    jakimś "żydziolem"
    Tak samo można go nazwać polaczkiem, szwabem, arabusem, ruskim (koniecznie z
    małej litery)
    I o taką małą lub dużą literę ludzie mordują się, o kawał piachu, część studni..
    Najchetniej zabijając najłatwiejsze ofiary, nic nie mające wspólnego z wielką
    polityką i innymi "głupotami"
    Bo to jakieś tutsi, serby, palestyńczycy, żydzi
    Ale i uczący swoje dzieci zabijać - chyba Stanisław Lem kiedyś pisał, iż
    większy pokój byłby na świecie, gdyby na pierwszą linię frontu nie wysyłano by
    14-19 latków, lecz generałów, którzy skończyli 60 lat...
  • beduinka 15.07.06, 20:27
    Witajcie

    1) Sytuacja polityczna
    2) Wycieczka do Tadmur

    1) Sytuacja polityczna

    Jak wiecie od kilku dni trwa ofensywa na Liban – powietrzna i z statków, które
    ustawiły się wzdłuż linii brzegowej. Niszczone są mosty, drogi, elektrownie i
    inne strategiczne miejsca, lecz co najważniejsze ginie mnóstwo niewinnych
    ludzi. Damaszek wypełnia się uciekinierami z Libanu, przede wszystkim turystami
    z Zatoki (gł. Arabii Saudyjskiej), którzy w Libanie spędzali letnie miesiące.
    Podobno wszystkie hotele w Damaszku są zajęte, a mieszkania wynajęte (a ceny
    mieszkań podskoczyły jeszcze bardziej w górę).

    Różne agencje prasowe podały informacje, że 4 izraelskie rakiety spadły na
    syryjskie terytorium w pobliżu przejścia granicznego z Libanem. Syria
    zdementowała te wiadomości. W każdym razie Holender, z którym mieszkam, wysyła
    naszą służącą najbliższym samolotem z powrotem do Pakistanu – ze względu na jej
    bezpieczeństwo. Właśnie poszli sprawdzać, na kiedy są miejsca. Mi też doradził
    wyjazd. Ja chyba tymczasem odczekam aż sytuacja się wyjaśni.

    Nie widać żadnych wyraźnych zmian. Życie toczy się tak jak dawniej, jedynie
    telewizory wszędzie nastawione są na wiadomości, gł. Na Al-Dżazirę i Al-
    Arabijję.


    2) Wycieczka

    Ostatnio przypadkiem spotkałam w kafejce internetowej dawnego kolegę (sprzed
    czterech lat). Siedzieliśmy przy komputerach koło siebie i tak czuliśmy, że
    skądś się znamy. Ale w ciągu czterech lat oboje sporo się zmieniliśmy. No i
    okazało się, że bingo, dobrze trafiliśmy. Spytał się, czy jestem Mirka,
    odpowiedziałam, że tak. On powiedział, że ja pewnie nie pamiętam, kim on jest.
    Lecz wypowiedziałam jego imię - Amer. Wyszliśmy później na kawiarni pogadać.
    Okazało się, że studiuje on teraz język japoński by móc później oprowadzać
    japońskich turystów. Jak zadzwonił jego brat, a on powiedział, że siedzi w
    kawiarni z Mirką – od razu się spytał czy z tą sprzed czterech lat i zaraz
    potem przyszedł się też spotkać. Jako że są oni z Palmiry zaprosili mnie bym
    przyjechała z wizytą.

    No i w piątek pojechałam do Tadmur. Po przyjeździe najpierw zakwaterowałam się
    w hotelu Waha (Oasis), który Wam polecam (300 SL za pokój jednoosobowy z
    łazienką, wiatrakiem, śniadaniem, przez cały czas otrzymuje się herbatę czy
    kawę, obsługa jest bardzo sympatyczna, nr tel. 0096331/911893, kom. 092647422,
    800 metrów od muzeum w stronę wschodnią). Następnie udaliśmy się na basen
    położony w ogrodach w pobliżu Świątyni Baala. Popływaliśmy, zjedliśmy
    sandwicze, wypaliliśmy nargilę, w między czasie odwiedzili nas jeszcze jego
    dwaj bracia. Później spotkałam się z jego mamą, młodszą siostrą i żoną brata.
    Następnie udaliśmy się wspólnie pod ruiny, gdzie od jego brata wzięłam
    wielbłąda (jego rodzina ma tam 6 wielbłądów). Początkowo myślałam, że Amer
    pojedzie ze mną, ale on się lenił, więc tylko początkowo towarzyszył mi jego
    młodszy brat. Zrobiliśmy sobie rundkę wokół ruin i wracaliśmy galopem. I jakoś
    wtedy już wszyscy tam zaczęli sobie kojarzyć, że ja to ja. Czy przez ostatnie
    cztery lata, żadna turystka nie galopowała tam na wielbłądzie i dlatego tylko
    ja się im z tym kojarzę. Wróciłam do rodziny Amra, wypiliśmy herbatkę, ja – nie
    zsiadając z wielbłąda. Zauważyłam, że mam zakrwawione spodnie – to dlatego, że
    rana oparzeniowa (jaką sobie zafundowałam 3 tygodnie temu poprzez zetknięcie z
    rurą wydechową motoru przy zwiedzaniu Martwych Miast) otworzyła się. Później
    już sama pojechałam sobie pojeździć po okolicy. Gdy wróciłam okazało się, że
    Amer pojechał mnie szukać na motorze, ale jakoś się po drodze minęliśmy. Jak
    dojechał to wyruszyliśmy do Qala’a na pobliskim wzgórzu, by obejrzeć zachód
    słońca. Pojechaliśmy tam 3-kołowym pojazdem-samochodem. Spędziliśmy godzinkę i
    wróciliśmy do miasta. Wypaliliśmy narghilę, dalej proponowano mi udział w party
    beduińskim dla turystów. Jako że, gdy pracowałam w Egipcie jako przewodniczka,
    miałam coś takiego co tydzień, to nie wykazałam wielkiego zapału. Natomiast
    wraz z kłębami dymu z nargili zaświtał mi w głowie nowy pomysł, by pójść
    wcześnie spać, a następnie wcześnie wstać (tj. ok. 4 rano – no bo jak był
    zachód słońca, to niech będzie także wschód) i zrobić sobie wielogodzinną
    wycieczkę na wielbłądach. Co w głowie, to na język, a następnie w czyn. Tylko,
    że Amrowi nie przypadło do gustu wczesne wstawanie, a jak już to wymyślił, że
    po prostu on (a być może jego młodszy brat) przygotuje mi wielbłąda i
    podprowadzi rano pod hotel i mogę sobie pojechać sama na całodniową wycieczkę.
    Zaczęłam trochę kręcić nosem. Z jednej strony fajnie by mogło być, z drugiej
    tak naprawdę to nie wiedziałam, gdzie mam dokładnie jechać, więc namawiałam
    Amra, by jednak mi towarzyszył. I udało się. Stanęło jednak na tym, że
    rozpoczniemy wycieczkę o 4:45. Poszłam spać po północy (nie wypalił plan, by
    położyć się wcześnie), a i tak jakoś nie mogłam zasnąć, bo jakoś niektórzy
    mieli pomysły by do mnie dzwonić, robić missed called (np. z Libanu) czy
    wysyłać SMSy o dziwnych jak na polskie warunki, lecz bezproblemowych dla nich
    godzinach.

    Wstałam raniutko, gdy wyszłam przed hotel było jeszcze ciemno (wschód słońca
    jest dopiero ok. 5:20). Wkrótce podjechał Amer. No i odkryłam co on sobie
    wymyślił. Przywiązał swojego wielbłąda z tyłu mojego – tj. linka od pyska jego
    wielbłąda do tylnego łęku siodła mojego wielbłąda, tak więc pełną kontrolę nad
    swoim wielbłądem, czy ogólnie mówiąc, nad naszą wycieczką oddał mi.
    Przejechaliśmy przez całe miasto, skierowaliśmy się w ruiny, gdzie
    podziwialiśmy wschód słońca. Następnie pojechaliśmy w pustynię. Amer miał na
    uszach słuchawki, słuchał sobie muzyki, a od czasu do czasu odwracając się do
    tyłu spostrzegałam, że coś zbyt mocno kiwa się w sidle zgodnie z krokami
    wielbłąda, co oznaczało, że przysypia, więc ja fundowałam mu wtedy przebudzenia
    poprzez przyśpieszanie wielbłądów do biegu. Mijaliśmy namioty beduinów, którzy
    do nas machali. Jednemu omal co nie ukradłam stada owiec – nie wiedzieć czemu
    postanowiły się przyłączyć do naszej karawany, lecz ich właściciel na szczęścia
    szybko zareagował i zatrzymał swoje stadko. Po jakimś czasie zrobiliśmy sobie
    postój, posadziliśmy nasze wielbłądy i siedliśmy oparci o nie na materacu i
    kocu, które wcześniej tworzyły część jednego z siodeł, by zjeść śniadanie –
    banany i jabłka, którym dzieliliśmy się z naszymi wielbłądami (skórki i
    ogryzki).

    Wróciłam do hotelu o godz. 9:30, gdzie czekało na mnie kolejne śniadanie.
    Zjadłam i poszłam do hotelu trochę odespać przedwcześnie zakończoną noc.
    Później udałam się na istirahę (tj. w miejsce, gdzie zatrzymują się autobusy na
    swoje drodze z Deir Az-Zour do Damaszku), by wsiąść w autobus i wrócić do
    Damaszku

    PS 1 Amer i Muhammad pozdrawiają Gaję
    PS 2 mam teraz zakwasy, to pewnie dlatego, że taka 4,5 godzinna wielbłądzia
    przejażdżka po długim nie-jeżdżeniu wytrzęsła wszystkie moje mięśnie,
    szczególnie, że przy wielbłądach trzeba się trochę namęczyć je przez cały czas
    popędzając. Ufff
    PS 3 w galerii kilka zdjęć z tej wycieczki
  • gajasirocco 15.07.06, 21:11
    Miło się czytało...oby w tym cudownym kraju zawsze był pokój i spokój! Co życzę
    Tobie i moim znajomym "Więlbłądziarzom",z ktorymi też kiedyś galopowałam wśród
    zabytków Palmiry!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 16.07.06, 11:23
    Zeby zapomnieć o wojennej atmosferze na Bliskim Wschodzie zerknęłam w swoje
    wspomnienia sprzed kilku lat i wrucam Wam trochę wrażeń z tego cudownego
    zakątka świata:
    "Wczesnym rankiem opuszczam osiedle studenckie i z dworca autobusowego Harasta
    wyjeżdżamy w stronę Palmiry. Przed dziesiątą jesteśmy na miejscu, zostawiamy
    bagaż w hotelu Faris (bezpłatnie) i najpierw zwiedzamy nową Palmirę, oglądamy
    posągi koło muzeum archeologicznego i już ciągnie nas w stronę pustyni, gdzie
    na 50 hektarach rozciąga się jeden z największych na świecie kompleksów
    wykopalisk. Dawne miasto daktyli - Tadmur, Rzymianie zmienili na miasto palm,
    Palmirę. Już w XIX wieku p.n.e. było to ważne ogniwo łączące Chiny z Europą. W
    267 roku władzę przejęła Arabo-Greczynka Zenobia, ogłosiła suwerenność i
    rozpoczęła podboje na Bliskim Wschodzie. Ta samozwańcza augusta nie utrzymała
    Palmiry, jednak pamięć o niej przetrwała i widoczna jest na każdym kroku. W
    ogóle ruiny Palmiry, arabski zamek Qalaat ibn Maan oraz świątynia Baala, w
    której od 1959 roku prace prowadzi polska misja archeologiczna, robią
    niesamowite wrażenie. Wstęp do wszystkich zabytków jest bezpłatny z wyjątkiem
    świątyni oraz muzeum archeologicznego.

    W całkowitej samotności przechodzę przez monumentalny łuk, dochodzę do
    amfiteatru, mijam tetrapylon, idę w stronę agory oraz obozu Dioklecjana, który
    prawdopodobnie leży w miejscu Pałacu Zenobii. Ponieważ jestem trochę zmęczona,
    słońce bezlitośnie grzeje, postanawiam wynająć na jakiś czas wielbłąda. Zbijam
    cenę z 250 do 50fs=1$ i pozostałe zabytki zwiedzam już na grzbiecie tego
    uroczego zwierzęcia. Zaskakuje mnie to, że w tak pięknym, zapierającym dech w
    piersiach miejscu, nie widać w ogóle turystów. Jestem tak zauroczona, że
    postanawiam zostać dłużej. Otrzymuję propozycję noclegu w ogrodzie palmowym pod
    gołym niebem. Przez przepiękną oazę płynie kanałem rzeczka, w której można po
    całodziennym zwiedzaniu zażyć kąpieli. Niedaleko wykopalisk znajduje się
    camping (znów puściusieńki) z prawdziwym basenem. Wyciągam płetwy (znajomi
    śmiali się ze mnie, po co mi na pustyni płetwy!) i do wieczora pływam,
    podziwiając przy okazji zachód słońca nad ruinami Palmiry. W ogrodzie, wśród
    drzew z granatami i daktylami, czeka już wieczorny posiłek. Zasypiam, a nade
    mną tysiące gwiazd, więc czuję się, jak w najdroższym hotelu świata.
    Wczesnym rankiem pobudka, by przed szóstą zdążyć na teren wykopalisk. Już czeka
    na mnie mój ukochany wielbłąd, szybciutko opuszczamy oazę i wśród ruin czekam,
    kiedy ukaże się słońce. Wreszcie wschodzi - piorunujące wrażenie; ja w Pałacu
    Zenobii, obok mój wierny wielbłąd i cisza, spokój, znów nie ma nikogo. W całej
    Palmirze tylko ja, samiuteńka, gdzie turyści? Dlaczego nikt tego nie widzi, nie
    podziwia? Już dawno niczego tak głęboko nie przeżywałam, dlatego wszystkim
    polecam - spędźcie noc w oazie i czekajcie wśród ruin na wschodzące słońce!!!
    Dla tej jednej niezapomnianej chwili warto było zrobić tysiące kilometrów..."

    I dla tych chwil, które tam przeżyłam i dla tych cudownych ludzi, których tam
    poznałam- mówię, krzyczę: "Nie -wojnie na Bliskim Wschodzie!"

    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 17.07.06, 12:34
    dzisiaj w Damaszku byla demonstracja przeciwko izraelskiej agresji na Liban

    dodatkowo w wielu miejscach wisza flagi Hezbollahu i z glosnikow leci muzyka
    Hezbollahu

    pozdrawiam
  • beduinka 20.07.06, 11:40
    Kochani,
    Wygląda na to, że to moje ostatnie dni w Damaszku. Ok. poniedziałku lub wtorku
    wyjeżdżam do Jordanii.
    A w Damaszku wisi coraz więcej flag Hezbollahu.
  • gajasirocco 20.07.06, 11:52
    Wyjeżdżaj w spokojniejsze miejsce...do Jordanii, a dalej do Egiptu- potem Cię
    ściągnę z Taby lub Sharmu do kraju! (inshaalah)-i uważaj na siebie!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 21.07.06, 10:46
  • beduinka 22.07.06, 19:24
    Witajcie,

    Przedwczoraj wybrałam się do Sayyidy Zainab. Gdy siedziałam na dziedzińcu
    dzieci zaczęły się mnie pytać czy jestem z Libanu. Powiedziałam, że nie. Z
    Ameryki? Też nie. Powiedziałam im o Polsce w Europie, ale za bardzo nie
    kojarzyły. Okazało się, że one – oraz ich matki – uciekły tu z Libanu. W
    Damaszku wszystko jest już zajęte, więc zamieszkali w Sayyidzie Zainab. Później
    jak poszli przysiadła się do mnie kobieta i też się spytała czy jestem Libanką.
    Ona okazała się być uciekinierką z Iraku. W Sayyidzie Zainab była wystawa
    przedstawiająca to, co się dzieje w Libanie, wystawa Hezbollahu. Gdy oglądałam
    ją – podeszły do mnie kobiety irańskie i spytały się czy jestem z Libanu.
    Odpowiedziałam, że nie. Spytały się, czy ta wystawa to nt. Libanu.
    Powiedziałam, że tak. I zaczęły krzyczeć po persku „biedny Liban” pochlipując.

    Wczoraj pojechałam odwiedzić koleżankę Mariam w Saydnayi. Dojechałam tam o
    godz. 10 rano. Więc najpierw zjadłam z jej siostrą śniadanie. Później poszłyśmy
    na Internet, bo ona spotkała kiedyś jakąś Dunkę, która dała jej e-maila, a
    Mariam nigdy nie używała Internetu. Więc założyłam jej konto na yahoo i na
    skypie. Napisałam maila i wytłumaczyłam po kolei, co i jak należy robić, by
    sama mogła sobie radzić na przyszłość. Później udałyśmy się do klasztoru. Tutaj
    też przyjmowano libańskich uciekinierów. Schroniło się tu 150 osób.
    Zwiedziłyśmy klasztor, poszłyśmy na lody i wróciłyśmy do domu. Chwilę później
    poszłyśmy na działkę, gdzie spędziłam czas z jej rodzicami, dwoma siostrami,
    mężem jednej z sióstr, ich dwójką dzieci i kuzynem. Zjedliśmy pyszny domowy
    obiad. Dzieci weszły do fontanny się pochlapać, wkrótce wszyscy się już
    chlapaliśmy, łącznie z tatą Mariam. Na koniec wypaliliśmy nargilę i wróciłam do
    Damaszku, bowiem byłam umówiona na kolejne spotkanie.

    Spędziliśmy wieczór miło dyskutując o poważnych sprawach. I jeden z pomysłów,
    który narodził nam się tego wieczora, to udać do Czerwonego Półksiężyca i
    sprawdzić, jakiej pomocy potrzebują. Zarejestrowaliśmy się, jeśli
    potrzebowaliby woluntariuszy. Dodatkowo jeden z kolegów, który ma pickupa
    zaoferował, że może przewozić rzeczy i od dzisiaj przyjmuje do siebie do domu
    rodzinę libańską, gdyż ma dwa wolne pokoje na górze. Ja postanowiłam przed
    wyjazdem pójść oddać moje rzeczy typu ubrania, pościel, ręczniki itp. dla
    potrzebujących ludzi. Dodatkowo już w drodze powrotnej rozmawialiśmy dalej nt.
    tego jak można pomóc i wymyśliliśmy, że nie potrzebna jest sama pomoc
    materialna, lecz także pomoc dla dzieci w formie zabaw, jakiś warsztatów itp.
    Obecnie wszystkie szkoły w Damaszku (a podobno i nie tylko tu) zajęte są przez
    uciekinierów. Koleżanka ma się spytać swojej mamy, ciotek, kuzynek itp., które
    i tak siedzą tylko w domach czy nie byłyby chętne przychodzić w takie miejsca i
    zajmować się maluchami. Obecnie Czerwony Półksiężyc otwarty jest codziennie 24
    godziny na dobę. Tam przyjmowani są uciekinierzy, gdy dotrą do Damaszku. Jako
    że drogi są zniszczone lub zablokowane, zdarza się często, że idą na piechotę,
    więc docierają wycieńczeni.

    Ktoś z moich znajomych gdy wyszliśmy z Czerwonego Półksiężyca stwierdził, że
    Cypr ogłosił, że nie jest w stanie zapewnić wyżywienia dla obcokrajowców,
    których wywieziono tam z Libanu. Tymczasem Syria ma już u siebie uchodźców z
    Palestyny, z Iraku, z Libanu. Co ważne tutaj sami ludzie pomagają innym. Na
    granicy są olbrzymie kolejki, w których uciekinierzy stoją bez picia i
    jedzenia. A więc Syryjczycy np. z jednej ulicy składają się na napoje, jakieś
    jedzenie i zawożą to potrzebującym na granicę.
  • gajasirocco 22.07.06, 20:40
    Jestem pełna podziwu dla Ciebie, Twoich przyjaciół, znajomych i cudownych
    Syryjczyków! Ten kraj prawie przed stu laty przyjął setki tysięcy ormiańskich
    uchodźców z Turcji. Ludzi innej nacji, innej wiary. Pół wieku temu znowu falę
    uciekinierów - Palestyńczyków. Mieszkają tu chrześcijanie różnych obrządków,
    muzułmanie, Żydzi. Teraz przyjmuje uciekinierów z Libanu....i my mamy prawo
    nazywać go krajem totalitarnym?????
    Chylę czoło przed WAmi, którzy bezinteresownie pomagacie innym!!!!!!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • mama_motyla 22.07.06, 22:11
    i ja tez...
  • gajasirocco 23.07.06, 08:04
    ...i bardzo niestosowne są w takiej chwili posty naszych forumowiczów, że
    zamiast pod ambasadą Izraela powinniśmy manifestować po ambasadą Syrii.

    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • joanna_xx 23.07.06, 19:48
    Kilka dni temu w roznych gazetach mozna bylo poczytac na temat niektorych
    Syryjczykow, ktorzy probowali zbic biznes na biednych Libanczykach,
    transportujac ich przez granice za odpowiednia oplata (ok 1600 USD). W tej
    chwili (info od meza, ktory jest na miejscu) podobno jesli sie
    takiego "biznesmana" zlapie, grozi mu wiezienie. A rzad syryjski wysyla darmowe
    autobusy po uchodzcow libanskich.
    pozdrawiam
    --
    "Det bästa en kvinna kan göra är att gifta sig med en arkeolog, för ju äldre
    hon blir desto mer intresserad blir han"
    Agatha Christie
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=33607272
  • beduinka 23.07.06, 15:19
    Witajcie,
    Dzisiaj udało nam się wysłać nasze walizki cargo.
    A więc tak – kupiłyśmy walizki w Damaszku i nie wytrzymały nawet jednej
    podróży. Przy obu zepsuły się, a następnie odłamały kółka (bo my jesteśmy silne
    babki i nie korzystamy z wózeczków). Może też my przeładowałyśmy te walizki,
    bowiem są one przeznaczone na 20 kg, a my załadowałyśmy w każdą z nich po 45 kg
    (książki!!!! są ciężkie, wiedza jest ciężarem). Na lotnisku wszystko poszło nam
    sprawnie i cudownie. Ludzie byli bardzo pomocni. Następnie z celnikami jadłyśmy
    śniadanie, częstowane byłyśmy wszędzie herbatą i ciastkami. Dodam, że cała
    zabawa wygląda tak: ważenie, następnie sprawdzenie zawartości (u nas wyglądało
    to tak, że znalazł pan w walizce książkę do nauki arabskiego i zaczął ją
    przeglądać. Spytał: wy się tego wszystkiego uczyłyście? My: tak. On: to ja
    nawet takich rzeczy nie umiem. I na tym skończył się taftisz [przeszukiwanie]).
    Walizki włożyłyśmy w worki, napisałyśmy na nich numer polisy otrzymany w biurze
    linii lotniczych. Dostałyśmy papierki, zdobyłyśmy podpisy i pieczątki i tyle.
    Dzisiaj wieczorem musimy jeszcze skończyć formalności w biurze linii lotniczych.

    A już we wtorek jadę do Jordanii.
    Trzymajcie się
  • gajasirocco 23.07.06, 15:41
    A jak ja podniosę taką walizkę? Zgodnie z mailową prośbą- wszystko posprawdzam
    i dam znac! Spokojnego podróżowania po Jordanii!
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 24.07.06, 10:07
    Cargo na Okęciu jest czynne POn-sobota 8,00-18,00
    Nie można więc odebrać paczki ani w sobotę w nocy, ani w niedzielę, tylko od
    poniedziałku rano. Jestem do dyspozycji i pomogę-koszt do 100kg=81pln
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 09.02.07, 00:17
    dodałam tam kolejne foty

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka