• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Palestyna 2 (c.d.) Dodaj do ulubionych

  • 21.11.06, 22:10
    W związku z przekroczeniem listy 300 postów w poprzednim wątku o Palestynie -
    zakładam nowy. Poniżej link do naszego poprzedniego wątku

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=6121153
    Zaawansowany formularz
    • 26.11.06, 11:50
      Izrael wycofał wojsko ze Strefy Gazy

      PAP2006-11-26, ostatnia aktualizacja 2006-11-26 08:06

      Armia izraelska oznajmiła w niedzielę, że jej oddziały wycofały się ze Strefy
      Gazy przed wejściem w życie w niedzielę rano zawieszenia broni pomiędzy
      Palestyńczykami a Izraelem.


      O godz. 6:00 rano czasu lokalnego (5:00 czasu polskiego) w niedzielę weszło w
      życie zawieszenie broni w Strefie Gazy, uzgodnione w sobotę przez prezydenta
      Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa i premiera Izraela Ehuda Olmerta.

      W zamian za zadeklarowane przez Palestyńczyków zaprzestanie ataków samobójczych
      i wystrzeliwania rakiet ze Strefy na terytorium Izraela, Olmert obiecał
      wstrzymanie izraelskiej ofensywy w Strefie i wycofanie wojsk.

      "Obecnie nie ma w (Strefie) Gazy żadnych sił (izraelskich)" - oznajmiła w
      niedzielę rano rzeczniczka armii Izraela. Dodała, że oddziały wycofały się w
      nocy z soboty na niedzielę.

      Świadkowie palestyńscy potwierdzili, że żołnierze opuścili północną część
      Strefy, gdzie w ostatnich tygodniach koncentrowała się izraelska ofensywa.


      --
      أبحث عن شمسي
    • 26.11.06, 11:56
      Mimo rozejmu Palestyńczycy atakują Izrael
      PAP2006-11-26, ostatnia aktualizacja 2006-11-26 07:51 -


      Do ostrzału doszło w godzinę po wejściu w życie izraelsko- palestyńskiego
      zawieszenia broni w Strefie Gazy i wycofaniu stąd izraelskich oddziałów.

      Celem ataku było izraelskie miasto Sderot. Z nieoficjalnych doniesień wynika,
      że rakiety nie spowodowały żadnych ofiar ani większych zniszczeń. Armia
      izraelska - podała wojskowa rozgłośnia radiowa - sprawdza doniesienia o
      ostrzale.


      --
      أبحث عن شمسي
      • 30.11.06, 08:39
        I kto tu chce pokoju?? :)) Smieszne moze i ciezko uwierzyc, ale palestynczycy
        ewidentnie pokazuja swoje intencje... :((
        --
        !איזה יום שמח, כל היום
    • 09.02.07, 13:31
      • 11.02.07, 23:23
        Przepisałam sobie fragment czytanej akurat przeze mnie książki(Dominique
        Lapierre, Larry Collins "O Jerusalem! Dramatyczna opowieść o powstaniu państwa
        Izrael), który mną wstrząsnął (dotyczący jednego zamachu z 7.01.1948 r) więc się
        podzielę. Nie wiem czy to odpowiedni temat to zamieszczania tego typu rzeczy,
        ale proszę, nie linczujcie.... ;)

        a oto i on:


        Dzień 7 stycznia był zawsze szczególną datą w życiu Hameda Mahadżadża, skromnego
        arabskiego urzędnika pocztowego. Była to rocznica ego ślubu. W tym roku
        przygotował żonie niespodziankę. Kupił prezent: starodawny pierścień z trzema
        złotymi kółeczkami. Miał go ofiarować pod koniec kolacji. Lecz rano nie
        wytrzymał. Wstał i poszedł po klejnot. Nieśmiało wsunął go na palec zaskoczonej
        żony, oglądając z przyjemnością i dumą, jak połyskuje w promieniach słońca.
        ***

        Dzień 7 stycznia 1948 roku stanie się również wyjątkowym dniem w życiu Żyda Uri
        Cohena. Jego pragnienie działania zostanie wkrótce zaspokojone przez
        kierownictwo Irgunu. Leżały przed nim trzy mundury skradzione brytyjskim
        policjantom. Będzie to przebranie, w którym on i jego dwóch kolegów wystąpią w
        akcji, do której zostali wyznaczeni.
        Student właśnie założył swój mundur, gdy wszedł dowódca oddziału. Był to
        niewiele starszy od niego Żyd pochodzenia orientalnego. Cohen wiedział, że brał
        on udział w wielu akcjach i ta nie była dla niego niczym wyjątkowym. Dowódca
        oddziału zaprowadził fałszywych policjantów do sąsiedniego garażu. Zobaczyli tam
        dwie dwustulitrowe beczki wypełnione starymi gwoździami, śrubami i pordzewiałym
        żelastwem. W środku każdego pojemnika znajdował się ładunek trotylu, którego
        eksplozja przekształci beczki w straszliwe machiny, zdolne za pośrednictwem
        rozlatujących się cząstek zmienić swoje ofiary w bezkształtną masę mięsa i
        metalu. System zapłonu polegał na umieszczeniu tuzina zapałek na końcówkach
        lontu. Do wywołania eksplozji wystarczyła jedna draska.
        Dowódca spokojnie rozdzielił zadania. Cohen doznał skurczu żołądka, gdy
        usłyszał, że to on ma zepchnąć beczki w kierunku celów.
        Dokładnie o godzinie czwartej Cohen w przebraniu policjanta pojawił się przed
        szkołą Rehavia. Czekała tu już policyjna furgonetka skradziona z warsztatu,
        gdzie była w naprawie. Beczki były już w samochodzie i Cohen wsiadł do pojazdu.
        Dowódca zajął miejsce z przodu, obok kierowcy. Dwaj pozostali członkowie
        komanda, uzbrojeni w pistolety maszynowe, usiedli z tyłu za pancernymi
        przegrodami, gotowi do otwarcia ognia.
        Trasa przejazdu została tak pomyślana, aby komando wjechało do arabskiej strefy
        miasta przez oficjalny posterunek obsadzony przez Legion Arabski. Cohena
        ucieszyła niefrasobliwość legionistów sądzących, że mają do czynienia z pojazdem
        brytyjskim. Po przekroczeniu posterunku znaleźli się w alei prowadzącej do Bramy
        Jafy i murów obronnych starego miasta.
        Gdy furgon powoli pokonywał zbocze, Cohena ogarnęło trudne do przezwyciężenia
        drżenie. Nagle zadanie to wydało mu się czystym szaleństwem. „Ja, student
        biologii, który wybrał poznawanie tajemnicy życia, mam zabijać ludzi!”-
        pomyślał. Na czoło wstąpiły mu krople potu. Przez chwilę poczuł, że dostaje
        zawrotu głowy.
        W policyjnym furgonie panowała cisza. Przez przednią szybę Cohen dostrzegł
        arabską zaporę, a około stu metrów dalej cel jego pierwszej szatańskiej machiny.
        Zobaczył araba podnoszącego rękę i dającego znak do zatrzymania się. Dowódca
        odwrócił się do kierowcy:
        - Jedź!- polecił.
        ***
        ***
        Arab Mohammed Madżadż spojrzał na zegarek. Postanowił skrócić wizytę, jaką
        wspólnie z żoną składali z okazji rocznicy ślubu ciotce mieszkającej na Starym
        Mieście. Z powodu niepewnej sytuacji i konieczności przygotowania kolacji
        Madżadżowie śpieszyli się do domu. Wiedzieli, że autobus linii nr 3 będzie
        przejeżdżał przez Bramę Jafy za trzy minuty. Mogli jeszcze na niego zdążyć.
        Chwytając żonę pod ramię Hamah Madżadż pociągnął ją w ciasne uliczki. Niemal
        biegiem wydostali się ze starej dzielnicy i dobiegli do grupy ludzi czekających
        na przystanku autobusowym przy Bramie Jafy.
        ***
        Żyd polecił kierowcy zatrzymać się, a następnie stanowczo spojrzał na Cohena.
        - Podpal lont– powiedział.
        Cohen potarł draską po zapałkach, które otaczały końcówkę lontu. Potem
        gwałtownie otworzył tylne drzwiczki furgonu. Dopiero teraz zobaczył cel zamachu.
        Dziesiątki Arabów przyglądało mu się ze zdziwieniem. Przez sekundę ogarnął ich
        wzrokiem. Wydawało mu się, że „to setki ludzi, prawdziwy tłum oniemiały ze
        zdziwienia”. Byli to pasażerowie arabscy, oczekujący na autobus nr 3. Łagodnie
        popchnął beczkę w stronę jezdni. Rozległo się głuche uderzenie i pojawił snop
        iskier. Tłum sprawiał wrażenie zahipnotyzowanego. Kiedy wyciągnął ręce, aby
        zamknąć tylne drzwiczki, jego dłonie niemal otarły się o ich twarze. Ten obraz
        pozostanie mu na zawsze w pamięci, „niewiarygodne, niesamowite wprost
        zaskoczenie wszystkich Arabów”.
        ***
        Do wybuchu doszło w chwili, gdy Hamer Madżadż z żoną dobiegli do przystanku.
        Rzuciło ich na ziemię. Madżadż, z trudem usiłując się podnieść, został
        przytłoczony do ziemi obrazem, jaki ujrzał. Plac był usłany ciałami i
        poszarpanymi szczątkami ludzkimi, posiekanymi jak kawałki mięsa. Obok był sklep,
        którego właściciel w momencie zamachu opuszczał żelazną kratownicę. Mężczyzna
        był teraz przekłuty prętami wyrwanymi z kratownicy, tworząc obraz groteskowego
        ukrzyżowania. Medżadż obrócił się w stronę leżącej na bruku obok niego żony.
        Była pokryta krwią. Miała na wpół otwarte oczy.
        - Coś we mnie pęka – wyszeptała.
        Zamknęła oczy. Madżadż mówił do niej, ale nie odpowiadała. Uklęknął obok, wziął
        ją za rękę i błagał, by coś powiedziała. Jej usta były nieruchome. Konwulsyjne
        drgawki, które przed chwilą wstrząsały jej ciałem, ustały. Madżadż z trudem
        wstał i zaczął wołać na pomoc.
        W trzy godziny później chirurg wyszedł z Sali operacyjnej. „Popatrzył na mnie –
        wspomina Madżadż. – Nic nie powiedział, z wyrazu twarzy wyczytałem to, co chciał
        mi powiedzieć”.
        Wszedł do Sali operacyjnej, by pożegnać żonę. Oczami pełnymi łez spoglądał na
        ciało kobiety, z którą był tak szczęśliwy. Wstrząsany szlochem, którego nie mógł
        powstrzymać, pochylił się, by zdjąć z jej palca relikwię, którą zachowa na
        resztę życia – pierścionek z trzema złotymi kółeczkami.


        • 11.02.07, 23:54
          ayka2 napisała:

          > Przepisałam sobie fragment czytanej akurat przeze mnie książki(Dominique
          > Lapierre, Larry Collins "O Jerusalem! Dramatyczna opowieść o powstaniu państwa
          > Izrael), który mną wstrząsnął (dotyczący jednego zamachu z 7.01.1948 r) więc
          si
          > ę
          > podzielę. Nie wiem czy to odpowiedni temat to zamieszczania tego typu rzeczy,
          > ale proszę, nie linczujcie.... ;)

          jak najbardziej miejsce odpowiednie do zamieszczenia czegoś takiego
          właśnie przeczytałam wrzucony przez ciebie fragment
          bardzo poruszający
          co innego słyszeć, że ogólnie takie akcje miały miejsce - a co innego
          przeczytać to w formie wspomnień sprawcy i ofiary
          z chęcią sięgnę po tę książkę i przeczytam ją całą
          • 12.02.07, 10:31
            w bibliotece na Jelonkach :D na Powstańców 10 (albo 17, nie pamiętam) będzie od
            19 lutego, bo do 19 jest u mnie :D
            • 12.02.07, 12:12
              ayka2 napisała:

              > w bibliotece na Jelonkach :D na Powstańców 10 (albo 17, nie pamiętam) będzie
              od
              > 19 lutego, bo do 19 jest u mnie :D

              czyli też jesteś jelonkowa :)
              • 12.02.07, 19:01
                beduinka napisała:


                > czyli też jesteś jelonkowa :)


                si :D
    • 13.02.07, 22:54
      Shovrim Shtika www.shovrimshtika.org/index_e.asp
      jest to organizacja założona przez byłych izraelskich żołnierzy, którzy
      opowiadają prawdę na temat tego, co się dzieje na terytoriach okupowanych
      • 24.02.07, 01:01
        Nieodzalowany ksiadz Tischner pisal kiedys o tym, ze zazwyczaj wystepuja trzy
        rodzaje prawdy: swinta prawda, tys prawda i gowno prawda...

        --
        absztyfikant@gazeta.pl
        • 08.07.07, 10:32
          Ze prawda o Palestynie wam nie pasuje, ale to juz tak na swiecie jest ze prawda zawsze wyjdzie na swiat.
          Wasza zydowska gowno prawda niestety juz jest w odwodzie i to glebokim. Swiat budzi sie z marazmu i
          obojetnosci, a wy zydzi narazacie sie na ostracyzm calego swiata, na wlasna prosbe.
          --
          ...Dlaczego ty nas żydów tak nienawidzisz arabusie ?..
          tut_ets, pisząca na FS, głosząca rasistowskie, wobec
          arabów poglądy.
    • 22.02.07, 16:48
    • 26.02.07, 18:53
      dziennik.pl, 2007-02-25 08:37

      Znaleziono szczątki Jezusa i jego rodziny?

      Autorzy filmu dokumentalnego twierdzą, że znaleźli szczątki Jezusa i całej jego
      rodziny. James Cameron i grupa izraelskich archeologów o szczegółach,
      prawdopodobnie najważniejszego odkrycia archeologicznego w historii, mają
      poinformować w poniedziałek, na konferencji w Nowym Jorku.


      Archeolodzy twierdzą, że odkryli dziesięć sarkofagów, w których znaleźli
      szczątki Jezusa i jego rodziny. Film dokumentalny wyreżyserowany przez
      twórcę "Titanica", nakręcony we współpracy z Simchą Jacobovicem, nagrodzonym
      statuetką Emmy dokumentalistą, może wstrząsnąć światem chrześcijańskim.

      W poniedziałek, podczas konferencji w Nowym Jorku po raz pierwszy zostaną
      pokazane sarkofagi z, jak uważają twórcy dokumentu, szczątkami Jezusa z
      Nazaretu, jego matki Marii i Marii Magdaleny. Dokument opowiada historię drogi
      archeologów od odkrycia sarkofagów do ustalenia autentyczności zawartych w nich
      szczątków.

      Historia zaczyna się w 1980 roku w Jerozolimie, w dzielnicy Talipiyot, gdzie
      odkryto liczącą 2 tys. lat jaskinię, w której znaleziono dziesięć sarkofagów.
      Na sześciu widniały inskrypcje z imionami: Jesua syn Józefa, Maria, Maria,
      Mateusz, Jofa (Józef, określany w filmie jako brat Jezusa) oraz Juda, syn
      Jezusa (filmowcy twierdzą, że to rodzony syn Jezusa z Nazaretu)

      Film dokumentujący etapy prac archeologicznych jest rezultatem trzech lat
      badań. Film ma być pokazany jednocześnie na kanale Discovery, brytyjskim
      Channel 4, kanadyjskim Vision i izraelskim Channel 8. Każda z telewizji
      współprodukowała dokument.

      Wedle informacji podanych przez autorów filmu, jest on wynikiem bliskiej
      współpracy ze znanymi na całym świecie naukowcami, archeologami, statystykami i
      specjalistami od DNA.


      Jan Sochaczewski

      • 26.02.07, 18:55
        Kontrowersyjny film o odnalezieniu grobu Jezusa

        dziennik.pl, 2007-02-25 19:57

        Raczej stek bzdur niż archeologiczna sensacja

        Znany hollywoodzki reżyser James Cameron ma ogłosić na dzisiejszej konferencji
        prasowej w Nowym Jorku, że wraz z izraelskimi archeologami odnalazł doczesne
        szczątki Jezusa Chrystusa i jego rodziny - pisze DZIENNIK.

        Gdyby te doniesienia okazały się prawdziwe, mogłyby wstrząsnąć podstawami
        chrześcijaństwa. Jednak pytani przez nas naukowcy określają tezy stawiane przez
        twórców filmu jako stek bzdur.

        "Odnaleźliśmy 10 sarkofagów, w których spoczywały szczątki Jezusa i jego
        najbliższej rodziny" - twierdzą izraelscy archeolodzy i autorzy filmu
        dokumentalnego "The Lost Tomb Of Jesus" (Zaginiony grób Jezusa).

        Realizacja półtoragodzinnego filmu pochłonęła 4 mln dol.; reżyserował go
        kanadyjski dokumentalista Simcha Jacobovic, a producentem jest James Cameron,
        twórca "Titanica". Film pokaże najpierw 8 marca kanadyjska Vision TV, a na
        wiosnę obejrzą go widzowie kanałów Discovery, brytyjskiego Channel 4 i
        izraelskiego Channel 8. Dzisiejsza konferencja prasowa to początek akcji
        promocyjnej.

        James Cameron i jego współpracownicy twierdzą, że po raz pierwszy pokażą trzy
        sarkofagi z rzekomymi szczątkami Jezusa z Nazaretu, jego matki Marii oraz Marii
        Magdaleny. Znajdują się one obecnie w pomieszczeniach należących do izraelskiej
        instytucji Israel Antiquities Authority w miejscowości Bet Shemesh pod
        Jerozolimą.

        "To nonsens i pogoń za tanią sensacją" - odpowiada DZIENNIKOWI izraelski
        archeolog prof. Ronny Reich z Uniwersytetu Bar-Ilan pod Tel Awiwem. Jego
        zdaniem w ostatnich latach zapanowała swoista moda na tematy związane z Biblią
        i Chrystusem. Twórcy filmów poszukują tematów, które mogą trafić na pierwsze
        strony gazet. Reich podkreśla, że groby mężczyzn o imieniu Jezus będących
        synami Józefa znaleziono również w wielu innych miejscach w Izraelu. Wtóruje mu
        prof. Jolanta Młynarczyk, archeolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

        "W Judei po roku od pochówku wkładano kości zmarłych do skrzynek zwanych
        ossuariami. Zwyczaj ten najbardziej rozpowszechnił się właśnie w okresie I wiek
        p.n.e - I wiek n.e. To, że znaleziona skrzynka miała podpis >Jezus syn Józefa<,
        o niczym jeszcze nie świadczy. W tym okresie były to niezwykle popularne
        imiona" - dodaje Młynarczyk.

        Dokument Camerona i Jacobovica opowiada historię od czasu odkrycia sarkofagów
        do ustalenia rzekomej autentyczności zawartych w nich szczątków. Wszystko
        zaczęło się w marcu 1980 r. w Jerozolimie w dzielnicy Talipiyot{taka
        pisownia?}, gdzie odkryto liczącą 2 tys. lat jaskinię, w której natrafiono na
        10 sarkofagów.

        Na sześciu widniały hebrajskie, łacińskie lub greckie inskrypcje z imionami:
        Jesua bar Yosef (Jezus, syn Józefa), Maria (łacińska wersja hebrajskiej
        Miriam), Mariamne (według prof. Francois Bovona z Uniwersytetu Harvarda takie
        było prawdziwe imię Marii Magdaleny), Matia (hebrajska wersja Mateusza), Jofa
        (Józef określany w filmie jako brat Jezusa) oraz Yehuda bar Yeshua (Juda, syn
        Jezusa).

        Filmowcy i współpracujący z nimi archeolodzy twierdzą, że to rzeczywiście syn
        Jezusa z Nazaretu. Argumentują jednak w dosyć zaskakujący sposób - testy DNA,
        przeprowadzone w uniwersyteckim laboratorium w kanadyjskim mieście Thunder Bay
        miały dowieść, że Jesuy i Mariamne nie łączyły rodzinne więzi. A to zdaniem
        szefa laboratorium dr. Carneya Mathesona może oznaczać, że byli małżeństwem.

        Kanadyjscy filmowcy nie są pierwszymi, którzy podchwytują tę ryzykowną
        hipotezę. O tym, że Jezus i Maria Magdalena wzięli ślub i mieli rzekomo dzieci,
        przekonywał już wcześniej Dan Brown w powieści "Kod Leonarda da Vinci". Film w
        reżyserii Rona Howarda z Tomem Hanksem i Audrey Tatou w rolach głównych
        kosztował 125 mln dol. i - choć przez historyków traktowany jest jak zlepek
        idiotyzmów niepopartych żadną rzetelną wiedzą - już po trzech miesiącach od
        premiery przyniósł jego twórcom 217 mln dol. Wiele wskazuje na to, że
        kanadyjski reżyser także liczy przede wszystkim na popularność i pieniądze.

        Roman Gutkowski

    • 04.03.07, 15:51
      oto e-mail od mojej koleżanki z Nablusu, brytyjskiej dziennikarki, która naucza
      dziennikarstwa na uniwersytecie Al Najah oraz uczestniczy w innych projektach

      polecam wam przeczytanie tego, może pozwoli wam to zrozumieć, co obecnie dzieje
      się w Nablusie i w innych palestyńskich miastach:


      Have you ever been totally fucking furious, so spewingly, incandescently angry
      you want to explode but you’re beyond speech, so all you can do is open and
      close your mouth like a goldfish? Well, that’s how I felt the other morning.

      About 12 hours after I emailed y’all to tell you I was all right during the
      invasion, the soldiers left town. I woke to a text from one of the
      students: “All is good in the hood” – and the university had reopened. And
      indeed, all was good in the hood: although some of the shops in the city were
      still closed, most were open, and it seemed everyone was giddy with happiness;
      it wasn’t quite the Munchkins singing “Ding dong, the witch is dead”, but it
      was as close as you were going to get with Palestinians who have never seen The
      Wizard of Oz and who know the witch isn’t really dead, she’s just got bored and
      gone away for a while.

      And it was the same at the university. My contact with the men who work in
      (what can best be described as) the tuck shop is usually limited to a good
      natured but monosyllabic “Marhaba!” (“Hi!”), “chai… wahad shekel?” (“tea… one
      shekel?”) “Aiwa” (“yup”), “Shukran” (“Thank you”) and “Bye” (because I still
      haven’t learned the Arabic for goodbye) seemed to think that the Israelis’
      departure had somehow gifted me with perfect command of Arabic and tried (and
      failed) to have a conversation with me. The students were so jolly they were
      almost hyper (although I have still to hear someone laugh – I mean REALLY
      laugh – out loud, in public at least); even the weather was nice.

      I had time to read all your emails – thanks for those – but not to reply and
      tell you the invasion was over, because I was trying to finish a 30-page
      application for some EU academic exchange programme the university wants to
      join before my boss, Ala’a, left for a holiday to Syria (where he lived as a
      refugee). And Ala’a kept distracting me, wanting to talk about this idea he had
      had for the university to organise an international conference on terrorism.
      I’m not sure how feasible this is but I humoured him anyway, largely because
      he’d come up with it during the invasion and he’s always a bit manic after a
      longer-term incursion. He lives in an area particularly popular with the
      soldiers, and, about five years ago the soldiers held him and everyone else in
      his four-storey building captive in one flat for nine days while they used
      Ala’a’s top-floor flat as an observation post. It’s almost the first thing he
      tells you when you meet him, but it’s not in a ‘look-how-hard-I-am” way, or
      a “look how evil the-Israelis-are” kind of way, but one that suggests that he
      is haunted by the experience. There had been many soldiers around his house
      during this latest invasion; he’d texted me the previous day to say he was
      waiting for the army to bulldoze the house next door, and that he was too
      scared to take a shower in case they bulldozed his house while he was in there.

      But, apart from Ala’a, everything was right with the world, and I was looking
      forward to finishing the application on Wednesday, before the weekend (which
      here is Thursday and Friday, which is why I sometimes appear not to know what
      day it is!).

      And then, in the wee small hours of Wednesday, the soldiers rolled back into
      town. And my first reaction was total, blind fury. Everyone had been so happy
      and (relatively) carefree the previous day, and now even those not placed under
      curfew were confined to their homes again, too afraid to leave because of the
      soldiers.

      During the earlier invasion, I’d pretty much laid low. I stayed in my house all
      the first day, and on the second day I went to a friend’s house nearby. Our bit
      of town wasn’t under curfew so I figured I would be OK walking. I live off one
      of the main roads between town and a couple of refugee camps, and it’s usually
      pretty busy. This day, it was quiet; the only vehicles were taxis, around one-
      fifth of the usual number, and the odd Israeli jeep. Groups of boys and young
      men were hanging about on the road, waiting to thrown stones at the jeeps, and
      as I walked onto the road, there was a ripple of excitement down the street as
      word spread that a jeep was on it way. Once it had gone, I went on my way, past
      two little boys sitting demurely at the roadside on a pair of kitchen chairs…
      with a pile of stones by their sides. (Someone pointed out to me later how even
      the soil around the trees that line some roads had been dug up by boys looking
      for stones!) What was really cute in my ‘hood, though, was the way these
      shababs (“hooligans”) all yelled at me: “Take care, Alyssa,” “Be careful!” and
      so on as I walked to Summer’s house.

      I’d had a pleasant enough day at Summer’s, but I’d been gutted to learn that
      while I’d been there, other Project Hope volunteers had been out in the Old
      City taking food and medication to the people stuck in their homes (being a
      foreigner means you’re exempt from being shot, or something), but because I no
      longer live in the volunteers’ flat, no one had thought to invite me.

      But this time they remembered to ask me, although I’m not sure exactly how much
      we achieved, apart from getting tear-gassed.

      There were probably about 20 of us – all the Project Hope international
      volunteers and some local volunteers, a couple of Palestinians involved in (so
      I was told) ISM (International Solidarity Movement, the ones who are
      into ‘direct action’ like blocking bulldozers), members of other local NGOs and
      three totally annoying people from some group like ISM who had been staying at
      the PH flat and really wound everyone up by having little “private meetings”
      and implying that their “mission” of standing in front of a bulldozer is more
      important that ours, and it shows that they care more about Palestinians than
      we do. And their “leader” kept telling the Palestinian volunteers what to do;
      like an invasion is a new experience to a Palestinian!

      Anyway, we set off into the Old City. I haven’t really described Nablus so far,
      but the Old City here is much like the one in Jerusalem only (possibly) older,
      and a lot less prosperous and a lot more banged up as the solders go in
      practically every night looking for members of the Resistance.

      It was totally empty, apart from the soldier and their jeeps. Strangely enough,
      I felt edgy only once, when two internationals, who had gone with a local
      volunteer to get some medication, broke into a trot as they came up the alley
      where we were and a jeep followed them. I think the driver wanted to drive into
      the alley only it was too narrow, so the jeep just stayed there, filling the
      entrance. It was scary in a Dr Who Cybermen sort-of way, because you could see
      its eyes - the windscreen - but it had no expression - we couldn't see the
      people inside. Anyway, for just one second I wondered to myself what were the
      chances of the solders inside deciding to use their guns to reach the place
      their jeep couldn’t. But then it slowly backed out of the alley and went away.

      Thankfully, by this stage the annoying people
      • 04.03.07, 15:52
        Thankfully, by this stage the annoying people had gone off in a group but, even
        then they were annoying, because after being detained for a while (I think it
        was something to do with their habit of addressing the soldiers as "fucking
        fascists" or something) their team leader managed to find someone who found
        them many people who needed medication, while all we found were people who had
        stocked up the previous day so didn't need anything.

        So we sat around for a while drinking tea. Then someone had the idea of having
        a demonstration. I wondered how much impact we would have - the few
        internationals in Nablus, with a handful of Palestinians - but there was
        nothing much else doing, and I didn’t want to seem churlish after whingeing
        about not being invited along to the first medicine mission, so I went along
        with it. A shopkeeper opened his shop and gave us big sheets of card and marker
        pens and we hid in a shopping arcade and wrote placards. (My contributions: "We
        don't feel fear, we feel contempt" "Peace not occupation" and "This is so
        wrong" - something I scream inside myself at least once a day here.)

        We ambled through the streets, with the Palestinian ISM person
        yelling: "Soldiers, go home", which seemed a bit pointless as, at that
        particular moment, there were no soldiers to be seen. It was totally weird. I
        thought there would be soldiers at every entrance to the Old City and they'd be
        patrolling on foot, but they seemed to police the curfew from their jeeps:
        they'd park them in places which had a good view of the entrances, and at
        strategic points within the Old City, but that was about it. A few Palestinians
        were ambling around the downtown area, which is by the Old City, and there were
        groups of lads, some of whom couldn’t have been older than 10 – as one PH
        volunteer said: “What ARE their parents thinking?”- throwing stones at jeeps.

        Anyway, we walked/marched to the hospital closest to the city centre, where a
        jeep was blocking the entrance. Soldiers are posted outside all the hospitals
        during such operations; they search the ambulances as they arrive, in case they
        contain injured militants but, of course, it causes hassle for civilian
        patients as well.

        We were standing there chanting slogans against the occupation and the
        invasion, about 15 feet (five metres) from this jeep, when my eyes, nose and
        throat started to prick, and I started to feel like I couldn’t breathe. It was
        tear gas. I've heard that tear gas is really, REALLY bad, but this was pretty
        tolerable - I hardly needed the piece of onion in my pocket (onions are useful
        against teargas; I think it’s because they make your eyes water and that keeps
        the teargas out). I don’t know whether the soldiers in the jeep had given us a
        short blast of the stuff, or if it had wafted over from a nearby street, from
        which there was billowing a cloud of smoke, although the smoke did look as
        though it was designed to be decorative rather than dangerous, as it was a
        rather attractive shade of green.

        After the gas had cleared, three more jeeps appeared, so we all sat down on the
        pavement so we looked less confrontational. There was another hairy moment when
        one jeep backed up towards us and the back door opened, but then it closed
        again and the jeep drove away. So we sat and chanted for a bit longer, and got
        ourselves on TV – definitely local TV and a taxi driver told me later he’d seen
        me on al-Jazeera, but he may have been joking – then we went back to the PH
        flat.

        I had wondered when we first arrived at the hospital gate what would be going
        on in the minds of the soldiers inside the jeep. We couldn’t see inside, so we
        didn’t know how many of them were in there, or how old they were, but I
        imagined there being three frightened kids in there, maybe on the verge of
        panic because they didn’t know whether we were on our own or if they were about
        to be rushed by a massive mob of Palestinians. And even though they shouldn’t
        have been in Nablus in the first place, and they had guns and we didn’t, and
        they knew they could call up reinforcements within seconds, and they could all
        have been complete arseholes who make a career of being as horrible as possible
        to all Palestinians, I gave them the benefit of the doubt, and couldn’t help
        feeling a little bit sorry for them. But not as sorry as I do for the
        Palestinians, obviously.

        Oh, and to the best of my knowledge, of the eight "wanted men" the invasion was
        supposed to catch, the soldiers have arrested… precisely zero; they didn’t even
        get any of the five who were interviewed on al-Jazeera on Tuesday evening as
        they walked around the Old City. But the soldiers arrested scores of other
        people, and "detained" hundreds – ie held them in a room for a while, put them
        in jail for a few hours, abused them then let them go. Cynics round here say
        that the real reason for the invasion was to enable new recruits to the Israeli
        army to get to know the city better, of to destablise the oPt after the Mecca
        Agreement: Hamas and Fatah appear to have come to some kind of understanding
        and Palestinians stop killing each other, so the army invades the most unstable
        city in the West Bank. Who knows?
    • 05.03.07, 17:20
      Arab na szczycie


      Haarec
      Prezydentem Izraela został Arab! Wprawdzie tylko na tydzień, ale i tak media
      uznały to za wydarzenie o doniosłym znaczeniu symbolicznym. 53-letni Madżali
      Wahabi jest Druzem i wiceprzewodniczącym Knesetu z ramienia rządzącej partii
      Kadima. A tym samym jest również zastępcą tymczasowej prezydent państwa
      żydowskiego Dalii Icik. Gdy ta w ub. tygodniu wybrała się do Stanów
      Zjednoczonych, Wahaba przejął chwilowo jej obowiązki. Ta rotacja to skutek
      kłopotów z prawem, jakie ma Mosze Kacaw. Wskutek oskarżeń o gwałt i seksualne
      molestowanie współpracownic prezydent zawiesił w styczniu br. pełnienie urzędu,
      a do czasu wyjaśnienia sprawy zastępuje go szefowa parlamentu. Wahabi, z
      wykształcenia historyk, dosłużył się stopnia porucznika w izraelskiej armii. Ma
      nadzieję, że jego chwilowy awans będzie dobrym prognostykiem na przyszłość dla
      arabskich obywateli Izraela.

      www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place=Lead04&news_cat_id=48&news_id=4269&layout=1&forum_id=2272&page=text
    • 27.03.07, 13:14
      onet.pl, PAP, PU /26.03.2007 19:20

      Przemytniczka z trzema krokodylami wokół pasa

      Na przejściu w Rafah, na granicy między Egiptem a Strefą Gazy, pewna kobieta
      chciała przemycić trzy przytroczone wokół pasa... krokodyle.
      Straż graniczna zatrzymała kobietę, ponieważ wyglądała na "dziwnie otyłą". Po
      kontroli osobistej okazało się, że pod jej obszernymi ubraniami kryją się trzy
      50-centymetrowej długości gady.

      Krokodyle, choć miały pyski obwiązane sznurkiem, wywołały panikę na granicy.
      Najpierw rabanu narobiła policjantka, która przeszukiwała podejrzaną, po czym
      uciekła, następnie zaczęły krzyczeć inne kobiety będące w pobliżu.REKLAMA
      Czytaj dalej

      Krokodyle zwrócono stronie egipskiej, a kobiecie pozwolono, już bez obciążenia,
      przejść granicę. Palestynka twierdziła, że "poproszono" ją o przeniesienie
      krokodyli.

      Zwierzęta prawdopodobnie były przeznaczone na sprzedaż do niewielkiego zoo w
      Strefie Gazy lub dla prywatnych odbiorców.

      Za gady te można dostać w Strefie Gazy około 500 dolarów - równowartość
      dwumiesięcznej pensji przeciętnego policjanta.

      Ostatnio przez przejście w Rafah chciano przeszmuglować przywiązaną do piersi
      małpkę, innym razem - egzotyczne ptaki i małego tygryska.
    • 28.03.07, 00:43
      Palestyńskie lesbijki wywołują ostre reakcje

      arabia.pl, Al-Bawaba, tłum. hs

      2007-03-27 23:05:10

      Konferencja palestyńskich lesbijek, która ma się odbyć pod koniec marca w
      Hajfie wywołała ostre reakcje wielu ugrupowań islamskich kwestionujących jej
      przyzwoitość. Na czele listy protestujących przeciwko zgromadzeniu znalazł się
      izraelski Ruch Islamski, który twierdzi, że konferencja nie powinna się odbyć,
      ponieważ: „Nie możemy pozwolić temu śmiertelnemu nowotworowi na
      rozprzestrzenienie się w naszym społeczeństwie,” zacytowała organizację
      izraelska gazeta „Haaretz”.

      Ugrupowanie lesbijek Asawat, które jest organizatorem wydarzenia zrzesza około
      stu członków z Izraela i Palestyny. Celem konferencji „Dom i wygnanie”, która
      ma się odbyć 28 marca, jest pobudzenie dyskusji na temat homoseksualizmu wśród
      blisko milionowej ludności arabskiej w Izraelu, tłumaczy Rula Dib, znana
      arabska feministka. Konferencja ma również uświetnić piątą rocznicę założenia
      ugrupowania.

      Organizacja Asawat pomagała lesbijkom w Hajfie, Jerozolimie i Tel Awiwie. Jej
      dokonania na tym polu doceniono, gdy Rawda Marcos otrzymała w 2006 roku nagrodę
      im. Felipy de Souza. Morcos jest członkiem-założycielem Asawat, stworzyła też
      stronę, która ułatwia kontakty palestyńskich lesbijek z Izraela i Palestyny.

      Przewodniczący Ruchu Islamskiego, Ibrahim Sarsur oraz Abas Zakur opublikowali
      oświadczenie, w którym apelują do „wszystkich szanujących się ludzi ze
      wszystkich społeczności i ruchów, by sprzeciwili się szerzeniu seksualnych
      dewiacji wśród kobiet i dziewczyn.”

      „Lesbijki powinny się leczyć – nie powinny za to szerzyć swoich dziwnych
      poglądów w społeczeństwie arabskim,” powiedział Mohammed Zbidat, rzecznik
      prasowy Ruchu Muzułmańskiego.

      Co ciekawe, Ruch Islamski już niejednokrotnie jednoczył się w tej kwestii z
      izraelskimi społecznościami ortodoksyjnymi. Ostatnia parada gejów w Jerozolimie
      wywołała sprzeciw zarówno społeczności żydowskich jak i muzułmańskich, a
      południowa frakcja Ruchu Muzułmańskiego dołączyła do żydowskiej społeczności
      ortodoksyjnej w proteście przeciwko temu wydarzeniu.

      Inne ugrupowania muzułmańskie i arabskie w Izraelu, również arabskojęzyczna
      gazeta „Al-Ittihad” i Hadasz skrytykowały stanowisko Ruchu Muzułmańskiego.

      Państwo Izrael raczej toleruje homoseksualizm, mimo to izraelscy Arabowie,
      którzy stanowią jedną piątą ludności, żyją głównie w społecznościach, gdzie
      homoseksualizm nadal jest uważany za niedopuszczalny.

      W sąsiednim Libanie homoseksualiści organizują konferencje prasowe i mają swoje
      czasopismo "Barra", jedyną arabską publikację tego typu. Jednak w prawie całym
      świecie arabskim poszczególne jednostki są nadal szykanowane, jeśli się nie
      kryją ze swoją orientacją seksualną.


    • 04.07.07, 11:14
      Hamas wygnał dzieci

      Mariusz Zawadzki, Gaza
      2007-07-04

      Nowi władcy palestyńskiej Strefy Gazy - bojownicy Hamasu - przejmują budynki
      instytucji humanitarnych wybudowane za zachodnie dotacje. - To były centra
      korupcji obalonego przez nas reżimu - tłumaczą

      - Dzieci pytają podczas zajęć, dlaczego nie jesteśmy w naszym ośrodku - mówi
      kierowniczka przedszkola w Szati. - Co mam im odpowiadać? Spalić się ze wstydu
      za dorosłych? Wyjaśniam, że niedługo tam wrócimy. Ale starsi chłopcy
      przekrzykują mnie: "Nie, proszę pani, już nigdy tam nie wrócimy! Nasze
      przedszkole zajął Hamas!".

      Zmiażdżę tego robaka

      Bojownicy wyglądają groźnie: z kałasznikowami, czarnymi brodami i ubrani na
      czarno, patrzą na mnie spode łba. Naprawdę trudno domyślić się, że budynek,
      którego pilnują, był niedawno dziecięcym ośrodkiem kultury.

      Nie chcą rozmawiać, ale pozwalają mi poczekać na szefa, który przyjeżdża po
      kilkunastu minutach w towarzystwie kilkunastu równie brodatych i groźnych
      osiłków. W tych dniach niewielu ludzi w Gazie ma lepszą ochronę niż Chalid Abu
      Hilal.

      Trzeba jednak też przyznać, że niewielu ludzi potrzebuje lepszej ochrony.
      Jeszcze niedawno Abu Hilal był działaczem świeckiego Fatahu, największej partii
      palestyńskiej założonej jeszcze przez Jasera Arafata. Kiedy islamski Hamas
      wygrał wybory parlamentarne, Abu Hilal po raz pierwszy zdradził towarzyszy -
      zaoferował swoje usługi nowym władzom. W nagrodę został rzecznikiem MSW w
      rządzie Hamasu.

      Kiedy w połowie czerwca Hamas rozbił w Gazie palestyńskie służby bezpieczeństwa
      kontrolowane przez Fatah i umiarkowanego prezydenta Mahmuda Abbasa, Abu Hilal
      zdradził po raz drugi. Wystąpił z Fatahu i założył własną partię "Fatah al
      Jaser", sprzymierzoną z Hamasem.

      Takie polityczne wolty uchodzą może bezkarnie w spokojniejszych częściach
      świata, ale nie w Gazie, która przez ostatnie pół roku spływała krwią wzajemnie
      wybijających się bojowników Hamasu i Fatahu. Dlatego nikt chyba nie postawiłby
      tu złamanego szekla na to, że zdrajca dożyje następnego tygodnia.

      Jednak Abu Hilal znalazł sposób na życie w stanie ciągłego zagrożenia:
      przeniósł się w świat fantazji i urojeń. - Moja partia ma już tysiące
      członków! - przekonywał mnie. - Rozgniotę jak robaka tego izraelskiego
      kolaboranta, prezydenta Abbasa! Świat zapomni o starym, skorumpowanym Fatahu,
      ponieważ liczyć się będzie tylko mój Fatah, który podąża ścieżką wytyczoną
      przez Arafata!

      W nagrodę za wzorową służalczość Abu Hilal dostał od Hamasu siedzibę dla swojej
      nowej partii - Dziecięcy Ośrodek Kultury w Szati.

      Są ważniejsze sprawy

      Trwają tu właśnie drobne prace remontowe. Trzeba naprawić wszystko, co
      bojownicy Hamasu zniszczyli 12 czerwca, kiedy zajmowali ośrodek. - Pojawili się
      o dziesiątej wieczorem i nie tracąc czasu, zabrali się do rozbijania drzwi
      wejściowych wielkim młotem - opowiada Naser Ahmad, sekretarz i skarbnik
      ośrodka. - Mieszkam w pobliżu, próbowałem ich powstrzymać. Ale bojownicy
      powiedzieli tylko: "Przejmujemy budynek, bo był tajnym centrum Fatahu". I
      sprzedali parę kopniaków.

      Dla Nasera utrata ośrodka jest szczególnie bolesna. Trzy lata temu to on
      znalazł darczyńców, którzy sfinansowali budowę: niemiecki bank KfW (160 tys.
      euro) i amerykańską organizację Save the Children (52 tys. dol). Pierwsze
      zajęcia w nowo wybudowanym pałacyku z ogrodem odbyły się w maju 2005 r. Wtedy
      ruszyło m.in. przedszkole integracyjne dla dzieci lekko upośledzonych i
      całkowicie zdrowych. - Podczas zabawy dzieci upośledzone uczyły się życia w
      społeczeństwie, a pozostałe - tolerancji. To było jedyne takie przedszkole w
      Gazie! - mówi z dumą Naser.

      Niemal równie ważne były zajęcia pozalekcyjne, organizowane przez ośrodek. - Z
      powodu izraelskiej okupacji Gaza jest wielkim więzieniem - wyjaśnia sekretarz. -
      Dzieci w wakacje nigdzie nie wyjeżdżają, tak jak w innych krajach. W naszym
      ośrodku mogły się bawić, rozwijać, cieszyć dzieciństwem.

      Zaraz po zajęciu ośrodka Naser próbował interweniować u przywódców Hamasu. Ale
      ani premier Ismail Hanija, ani wiceprzewodniczący parlamentu Ahmad Bahar do
      dziś nie odpowiedzieli na jego listy i prośby o spotkania.

      Ludzie z okolicy opowiadają mi, że w pierwszych dniach hamasowcy urządzili w
      ośrodku więzienie. - W nocy słyszeliśmy krzyki torturowanych bojowników Fatahu -
      mówi jeden ze sklepikarzy, a jego klienci potwierdzają, kiwając głowami.

      - To kłamstwa! To Abbas dwa lata temu stworzył tajną komórkę wywiadu, żeby
      gnębić Palestyńczyków! - wykrzykuje Abu Hilal, wychylając się ze swojego
      fotela, za którym stoi szkolny globus. Wkoło na ścianach wiszą dziecięce
      rysunki.

      Po co siepaczom Fatahu globus i obrazki? Abu Hilal wyjaśnia, że to tylko
      kamuflaż, że żadnych dzieci tutaj nie było. - Może warto zatem naprawić błędy
      Fatahu i oddać ośrodek dzieciom, zgodnie z intencją niemieckich i amerykańskich
      darczyńców? - pytam. - Są teraz ważniejsze sprawy niż jeden ośrodek dla dzieci.
      Trzeba ratować Palestyńczyków przed prezydentem zdrajcą - odpowiada Abu Hilal. -
      A lalki i pluszaki, które znaleźliśmy w szafach, oczywiście rozdamy dzieciom
      męczenników.

      Kiedy rozmawiamy, po gabinecie wciąż kręcą się bojownicy Hamasu. Czasem
      naprawdę trudno zgadnąć, czy to oni są ochroniarzami Abu Hilala, czy może on
      jest ich więźniem.

      Dzieci mówią prawdę


      Prosto od Abu Hilala jadę do szkoły niedaleko plaży. Jak twierdził Naser, tam
      przeniesiono dzieci wygnane z ośrodka. Jeśli ktoś może mi pomóc ustalić, kto z
      dorosłych mówi prawdę, a kto kłamie, to tylko one.

      W każdej odwiedzanej sali proszę o podniesienie ręki te dzieci, które chodziły
      do ośrodka w Szati. W sumie zgłosiło się przynajmniej kilkadziesiąt, może
      setka. 10-letnia Nurhan codziennie przychodziła do ośrodka na zajęcia
      pozalekcyjne. Najbardziej lubiła lekcje muzyki i dabkę, czyli tradycyjny taniec
      palestyński. 13-letni Subah chodził do ośrodka na kurs karate, a czasami grywał
      w ping-ponga. 9-letni Abdullah miał darmowe korepetycje z języka arabskiego i
      nauczył się grać w szachy. Bardzo lubił soki i biszkopty, które za darmo dawano
      dzieciom w ośrodku.

      - W czerwcu bojownicy Hamasu przejęli lub splądrowali 47 instytucji pożytku
      publicznego, takich jak ośrodek w Szati - wylicza mi adwokat Salah Abd Ati,
      kierownik palestyńskiej Komisji Praw Człowieka. W Strefie Gazy, gdzie według
      szacunków ONZ 80 proc. ludzi żyje poniżej progu ubóstwa, w zasadzie tylko w
      takich miejscach jest co kraść. Najczęściej są finansowane przez zagranicznych
      darczyńców, więc tam tylko można znaleźć piękne meble z egzotycznego drewna,
      nowoczesne komputery, monitory LCD, klimatyzatory itp.

      - Musisz wiedzieć, że wszystkie te fundacje i organizacje pozarządowe były dla
      Fatahu maszynką do wyciągania pieniędzy z Zachodu - wyjaśnia rzecznik Hamasu
      Fawzi Barhum, któremu postanowiłem opowiedzieć o dziecięcym ośrodku w Szati. W
      jego słowach jest wiele prawdy: korupcja urzędników była i jest zmorą
      Palestyńczyków.

      - Zapewniam cię, że dolary i euro zebrane na ośrodek w Szati szły na konta
      skorumpowanych prominentów Fatahu - przekonuje Fawzi. - Pokaż mi jedno dziecko,
      które z niego korzystało!

      Jest nieco zaskoczony, kiedy chcę mu pokazać setkę dzieci. Nic nie wskazuje na
      to, żeby budowniczowie akurat tego ośrodka rozkradli pieniądze. A gdyby nawet,
      czy uprawnia to kogokolwiek do przegnania stamtąd dzieci?

      - Cóż, musimy zbadać tę sprawę - mówi lekko zbity z tropu rzecznik Hamasu. -
      Jeśli to prawda, być może Abu Hilal powinien rozważyć zmianę siedziby. Ale
      pamiętaj, że Abu Hilal należy do Fatahu, a nie do Hamasu... My w Hamasie dbamy
      o dzieci, mamy dziesiątki fundacji, które zajmują się ich wychowaniem.


      Źródło: Gazeta Wyborcza
    • 06.07.07, 13:16
    • 03.09.07, 08:31
    • 25.01.08, 18:48
      e-mail od znajomej znajomej

      dear friends old & new

      I’ve been meaning to send an update for some time. Since being deported
      from Palestine in summer 05, I’ve been living and working in London.
      Living in a pretty house in Tower Hamlets overlooking Victoria Park,
      with foxes, swaying beech trees and a milkman. Working for PLATFORM, an
      inspiring little artsorganization/campaigngroup/thinktank, running a
      campaign to stop the Royal Bank of Scotland funding dodgy fossil fuel
      projects. (oyalbankofscotland.com). On the streets with Climate
      Camp and London Coalition Against Poverty, against the petrol-fuelled
      juggernaut and Hackney’s outrageous housing practices.

      Yet even here, Palestine doesn’t leave you. Last Friday morning at dawn
      a friend of mine was shot and left to bleed to death by Israeli soldiers
      in Balata Refugee Camp.

      When I read the email sent at 10:23am – the email that said “i don’t
      know if you heard - ahmed sanaqra was killed yesterday in balata” – my
      fist
      clenched and hit the wall. As grief and deep deep rage took hold of me,
      an inner part of me wanted, needed, to do something immediate and
      direct,
      to shake everything, to pause “normality” with a scream. Yet the world
      went
      on as before, with no break in the emails, shopping, fixing a leaking
      boiler, meetings. London continues as usual, and on Friday morning a
      friend was gunned down - because he said "I will not submit."

      Ahmed Sanaqra, nicknamed “Sanquur” by most of Balata, was chatting with
      three friends in his family's house early Friday morning. Outside,
      undercover Israeli gunmen dressed as Palestinians quietly moved through
      the alley, surrounding his house. Spotting Sanquur through the window,
      the gunmen opened fire, seriously wounding him. He tried to escape with
      his friends, but was too injured to keep moving. The Israelis chased him
      down and fired more bullets into his body, before leaving him to bleed
      to death.


      We ran through the alleys together When I lived in Balata, my flat
      overlooked the entrance to the camp, and thus most every Israeli
      invasion. Sanquur and his friend Bilal would
      climb the three stories to my roof to throw bricks and rotten melons
      onto the
      armoured jeeps passing below. The two of them would run right up to the
      jeeps' windows, to cover them in paint. When Israeli gunmen tried to
      shoot those in the open, Sanquur would take shelter in the alley to my
      flat.

      One day I was standing blocking a jeep from entering the camp, but
      decided to step back. As I moved towards the closest alleyway, Sanquur
      came
      running from around the corner with a bottle of white paint to throw at
      the Israeli jeep (not having realised I was in between him and the
      jeep).Unable to grip the bottle, he shouted at me to jump, and gave the
      bottle
      a downwards tilt. I jumped above the shattering glass, escaping with
      newly-white boots and Sanquur’s deep apologies. Sanquur can be seen
      throwing a better-aimed bottle of paint onto a jeep’s windscreen near
      the end of this short video.
      www.balatacamp.net/filmcollective/aziza.mpg
      Sometimes we ran through the alleys together in the dark, in search of
      the invading jeeps. We often ended up sheltering behind the same wall
      when
      the soldiers opened fire, and we'd search for stones to throw when
      supplies
      invariably ran out. One evening Sanquur pulled me back harshly into an
      alley, just as a volley of bullets hit the wall where I had been
      standing, spraying shards of shrapnel and cement at us. A week later, I
      felt an
      explosion as I walked down the main Market Street, and saw Ahmed stand
      up and run with blood streaming down his face. An unexploded bomb had
      gone
      off as he bent to look at it. We bundled him into a car bound for the
      hospital.


      Beating the odds of life

      Sanquur was eighteen when I was deported. In the 2.5 years since, he
      became an armed resistance fighter with widespread support in Balata.
      Unlike some other fighters, he refused to be bought off or to submit,
      believing that when the Israeli Army invaded Balata's streets and
      alleys,the residents of the camp had reason to defend themselves. He
      felt that
      this right to resist could not be signed away in exchange for salaried
      jobs as police officers.

      Nobody from Balata has carried out a suicide attack since the Abu Ayyesh
      and Abu Saleem boys attacked a settlement in the West Bank in spring
      2003. Yet the fighters who refuse to submit and continue firing at
      invading
      tanks and jeeps are systematically hunted down, one by one.

      Sanquur survived at least three direct assassination attempts by the
      Israeli army. In April 07 his younger brother was killed and Sanquur
      shot in the hand and stomach, but he got away by running faster than the
      soldiers. While still in intensive care, the army raided the hospital -
      Sanquur climbed out of bed and slipped out.

      In 2006, the main police station, barely standing after six years of
      tank fire, was bulldozed on top of him. Sanquur lay silent in the rubble
      for
      three days, forced to drink his own piss, while soldiers stepped on him.
      His escape, despite the odds, allowed an unlikely glimmer of hope to
      survive in Balata. His survival began to symbolize Balata’s tenacity for
      continued struggle, “sumud”. Camp residents clutched tight to the belief
      that, unlike everybody else who has been killed or imprisoned, Sanquur
      would survive, free.


      Carry on fighting

      Dreams end. Last Friday, the Israeli Duvdevan unit cornered and executed
      Sanquur. I haven’t worked out yet how to grieve when my friends are
      blown apart by rockets or receive a bullet in the head, even though it
      happens
      time and time again. Hani Hashash, Disco Skipper, Mohammed Abu Lel.

      My rage wants to consume me, but has no target. Hours after reading that
      Sanquur had been executed, fury made me shake as my bus passed through
      the City. I don’t want to choke it down, to not feel. bell hooks
      describes
      rage as “a necessary aspect of resistance struggle” – but what to direct
      it at? These feelings don’t translate into writing a letter to my MP,
      nor demonstrating or blocking a road. The continuity in daily life fuels
      the
      fury, demanding a rupture, a break in our privilege and comfort of pubs,
      movies, shops – life and business as usual.

      Honestly, I don’t know how to live my grief and rage. The only answer I
      have is, if our political struggles are effective and fulfilling, to
      throw ourselves into them wholeheartedly. Together with our friends who
      are
      still alive and feeling, to hold eachother up and carry on fighting.

      Faced with the multiple occupations and oppression of the UK, the US and
      Israel, death and murder have been, are and will be felt by many of our
      movements for liberation and justice. Mostly, when these struggles take
      place in England, we have the privilege of our friends not being gunned
      down beside us. Not so in Palestine, Derry and Belfast, Bolivia, Nigeria
      or Iraq. We will lose more friends. There will be grief, fury and rage
      with no outlet, but that's part of struggling for a better world, I
      guess.


      Love & struggle, mika



      P.S. If “Balata Refugee Camp” means nothing to you, or you don’t
      understand why Sanquur became a resistance fighter, see
      www.balatacamp.net or watch www.archive.org/details/balata
      • 26.01.08, 17:31
        Ahmad Sanaqra, 24, a leader of the Al Aqsa brigades

        Kol ha kavod le Tzahal!

        --
        ♫♫♪♪ d[-_-]b ♫♪♪♫
        • 26.01.08, 17:56
          do roku 1967 gaza byla w rekach egipskich, a west bank w rekach
          jordanskich.
          od lat zadaje to pytanie i nikt nie jest w stanie mi odpowiedziec na
          nie, wiec moze tutaj, u znawcow krajow arabskich, znajde odpowiedz:

          dlaczego do roku 67, kiedy panstwa arabskie wypowiedzialy wojne
          israelowi, ze slynnym okrzykiem nassera na ustach: wrzucimy zydow do
          morza, kiedy to israel w wyniku wygranej wojny zdobyl gaze i west
          bank, nie bylo ani jednego zadania arabow zamieszkujacych gaze i west
          bank o koniec okupacji egipskiej i jordanskiej, nie bylo ani jednego
          zadania o powstanie wlasnego panstwa i ani jednego zamachu arabow
          palestynskich w jordanii i egipcie, jako srodka do walki o wlasne
          panstwo? dlaczego to zadanie wyszlo w momencie zdobycia przez israel
          tych terenow? dlaczego nigdy, ale to nigdy wczesniej?
          • 27.01.08, 23:36
            hmmmm.... nie rozumiem tego....
            przeciez jezdzicie po wszelkich mozliwych krajach arabskich, rowniez
            do autonomii..... nigdy nie mowiono tam o tym? nikt z was nigdy nie
            zadal arabom takiego pytania? ja probowalam w israelu, ale jakos
            zmieniano temat i tez nigdy nie dostalam odpowiedzi....
            ciekawe, nie?
    • 09.02.08, 11:45
      List autostwa The Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of
      Israel (PACBI), który otrzymałam dzisiaj od znajomego Żyda


      Beatles, don't let it be!

      Palestinian Dispossession and Israeli Apartheid are no Cause for Celebration

      2 February 2008

      Open Letter to the Beatles

      Forty-three years ago, the government of Israel banned your performance in
      the country for fear you would corrupt the minds of Israeli youth. Now,
      Israel is extending an apology and an invitation to you, hoping you will
      forget the past and agree to help celebrate its 60th "birthday." The
      Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of Israel
      (PACBI) urges you to say no to Israel, particularly since the creation of
      this state 60 years ago dispossessed and uprooted hundreds of thousands of
      Palestinians from their homes and lands, condemning them to a life of
      exile and destitution.

      There is no reason to celebrate! Israel at 60 is a state that is still
      denying Palestinian refugees their UN-sanctioned rights, simply because
      they are "non-Jews." It is still illegally occupying Palestinian and
      other Arab lands, in violation of numerous UN resolutions. It is still
      persistently and grossly breaching international law and infringing
      fundamental human rights with impunity afforded to it through munificent
      US and European economic, diplomatic and political support. It is still
      treating its own Palestinian citizens with institutionalized
      discrimination.

      Now, more than ever, Israel is committing horrific war crimes, especially
      in the occupied Gaza Strip, where its illegal and immoral policy of
      collective punishment -- through a hermetic military siege and an almost
      complete blockage of fuel, electric power, and even food and medicine --
      is pushing 1.5 million Palestinian civilians to the brink of starvation.
      Without electricity, incubators are shutting down; hospitals are fast
      coming to a standstill; water is not being properly purified nor separated
      from raw sewage; whatever is left from the local economy is undergoing a
      meltdown; and the most vulnerable sectors of the population, the children,
      the elderly, and the acutely ill, are languishing under unspeakable
      hardships. Do you see any reason to celebrate?

      Israel's military occupation -- the longest in modern history -- is not an
      abstract notion to us. It manifests itself in wilful killings of
      civilians, particularly children; wanton demolition of homes and property;
      uprooting of more than a million fruitful trees; incessant theft of land
      and water resources; denial of freedom of movement to millions; and
      cutting up the occupied Palestinian territory into Bantustans, some
      entirely caged by walls, fences and hundreds of roadblocks.

      In light of the above, performing in Israel at this time is morally
      equivalent to performing in South Africa at the height of the apartheid
      era. Indeed, Israel has created a worse system of apartheid than anything
      that ever existed in South Africa, according to Archbishop Desmond Tutu,
      UN Special Rapporteur on human rights Prof. John Dugard, and South African
      government minister Ronnie Kasrils, among others.

      In 2005, inspired by the anti-apartheid struggle in South Africa,
      Palestinian civil society called for boycott, divestment and sanctions
      (BDS) [1] against Israel until it fully complies with international law
      and recognizes the fundamental human rights of the people of Palestine. A
      specific call for cultural boycott of Israel [2] was issued a year later,
      garnering wide support. Among the many groups and institutions that have
      heeded the Palestinian boycott calls and started to consider or apply
      diverse forms of effective pressure on Israel are the British University
      and College Union (UCU); the two largest trade unions in the UK; the
      Church of England; the Presbyterian Church (USA); prominent British
      architects; the British National Union of Journalists (NUJ); the Congress
      of South African Trade Unions (COSATU); the South African Council of
      Churches; the Canadian Union of Public Employees (CUPE) in Ontario;
      Aosdana, the Irish state-sponsored academy of artists; celebrated authors,
      artists and intellectuals led by John Berger; and Palme d'Or winner
      director Ken Loach.

      We strongly urge you to uphold the values of freedom, equality and just
      peace for all by joining this growing boycott against Israeli apartheid.
      Nothing less would do justice to the legendary legacy of the Beatles.

      PACBI
      www.PACBI.org
    • 20.02.08, 13:40
    • 02.03.08, 09:58
    • 02.03.08, 10:17
    • 11.05.08, 11:32
    • 16.06.08, 21:54
      wyborcza.pl/1,76842,5315287,Po_trzeciej_stronie_muru.html
      Dla młodych artystów z Izraela krytyka polityki ich państwa jest
      początkiem i końcem każdej rozmowy. Mur dzielący terytoria okupowane
      od Izraela to poczucie winy, cierń, wstyd. Ostry skręt na lewo
      przyspieszyła druga intifada
      ....
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17&w=80922936
    • 01.07.08, 17:12
      Ma'an News Agency 28.06.2008
      Izraelskie siły okupacyjne zabiły 17-latka

      Hebron - W piątek popołudniu do Beit Ummar na północ od Hebronu
      wtargnęły Izraelskie Siły Okupacyjne. Wojsko przeszukiwało dom po
      domu oraz aresztowano 9 cywili. Podczas najazdu doszło do protestu
      podczas którego zastrzelono jednego z rzucających kamieniami
      chłopca.

      Zabity to 17 letni Muhammad Anwar Al-'Alami. Zginął od strzału w
      serce.

      Aresztowani to m.in.: 28-letni Mohammad Ahmad Abed Al-Majeed
      Ikhaliel, 22-letni Omer Issa Abed- al Qader Zekrawi, 18-letni Ameen
      Sameer Abu A'iesha, i Mohammad Mahmoud Abu A'yash.

      Wojsko okupacyjne obecne było w wiosce do późnych godzin nocnych

      palestyna.com.pl/news/news.php?news=vivanews/2008/06/0110185.php
    • 07.08.08, 16:04
      Izrael zwolni 150 palestyńskich więźniów
      Czwartek, 7 sierpnia (09:33)
      fakty.interia.pl/swiat/news/izrael-zwolni-150-palestynskich-wiezniow,1158640,4
      Izrael w geście dobrej woli, adresowanym do władz Autonomii, zwolni
      w końcu miesiąca ponad 150 palestyńskich więźniów - zapowiada w
      dzisiejszym numerze izraelski dziennik "Haarec".

      Gazeta podkreśla, że decyzja w tej sprawie zapadła na środowym
      spotkaniu premiera Izraela Ehuda Olmerta z prezydentem Autonomii
      Palestyńskiej Mahmudem Abbasem. Nie ujawniono szczegółów rozmowy.

      Nie wiadomo, czy wśród zwalnianych znajdzie się także odbywający
      karę w izraelskim więzieniu lider palestyńskiego Fatahu (organizacji
      palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa) Marwan Barguti. Jak
      pisze "Haarec", w czasie spotkania z Olmertem Abbas miał
      bezpośrednio zwrócić się o uwolnienie Bargutiego. Izraelski premier
      nie złożył jednak żadnej konkretnej obietnicy w tej sprawie.

      Marwan Barguti został w 2004 roku skazany w Izraelu na pięciokrotną
      karę dożywocia, oskarżony o zorganizowanie zamachów, wskutek których
      zginęło 26 Izraelczyków. Jest bożyszczem młodzieży palestyńskiej.
      Uważa się go za ewentualnego następcę Abbasa.

      Środowe spotkania Olmerta z Abbasem stanowiło pierwszy taki kontakt
      obu polityków od ogłoszonej w końcu lipca przez premiera
      izraelskiego zapowiedzi jego ustąpienia ze stanowiska szefa rządu w
      momencie, gdy partia Kadima wybierze we wrześniu nowego
      przewodniczącego
    • 10.08.08, 18:09
    • 17.09.08, 11:38
      wyborcza.pl/1,75477,5701270,Pokoj_ze_zmeczenia.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-09-17-03-16

      "Dajmy sobie spokój z niepodległą Palestyną - negocjacje prowadzą
      donikąd. Już lepiej zacznijmy dążyć do przekształcenia Izraela w
      obecnych granicach w państwo dwunarodowe, z równymi prawami
      obywatelskimi dla żydowskich i arabskich jego mieszkańców". W 15 lat
      po przełomowych negocjacjach pokojowych z Oslo, które doprowadziły
      do wzajemnego uznania Izraela i OWP, Sari Nusseibe i Abu Alaa,
      weterani procesu pokojowego, mówią, że nie wierzą już w jego
      powodzenie. Ich kontrpropozycja ma oczywiście przede wszystkim
      charakter prowokacji - jednego państwa od morza po Jordan nie chcą
      ani Izraelczycy, ani Palestyńczycy. To znaczy i jedni i drudzy,
      owszem, chcieliby - ale pod warunkiem, że ci drudzy by zniknęli.
      Jako zaś, że nie jest to możliwe, oba narody pogrążają się w
      poczuciu, że tak, jak jest, będzie jeszcze długo.

      Jest to właściwie zdumiewające, bo od roku trwa najintensywniejszy
      od Oslo maraton negocjacyjny, który doprowadził do dramatycznego
      zbliżenia stanowisk. Już wiadomo, że Izrael wróci niemal całkowicie
      do granic z 1967 r., że za przyłączenie około 5 proc. Zachodniego
      Brzegu zapłaci cesją własnych terytoriów "w proporcji niemal 1:1",
      jak powiedział w tych dniach Olmert. Jak podał amerykański konsul w
      Jerozolimie, strony - wbrew oficjalnym zaprzeczeniom izraelskim -
      rozmawiają także i o Jerozolimie, tu również podział sprzed 1967 r.
      przyjmując za punkt wyjścia. Z kolei palestyński prezydent Mahmud
      Abbas zapowiedział kompromis w kwestii uchodźców: już nie wszyscy,
      ale - bliżej nieokreślona - ich "część" miałaby powrócić do Izraela.
      Olmert zaś wyraził w Knesecie "żal" z powodu ich losu. Strony nigdy
      jeszcze, nawet w ostatnich dniach Camp David II, nie były tak blisko
      ugody. Mało tego, terror palestyński - i izraelski odwet - od
      miesięcy nie dały znać o sobie, głównie dzięki, co przyznają
      eksperci izraelscy, zdeterminowanej wreszcie kontrakcji władz
      palestyńskich - Hamas grozi nie tylko Izraelowi, ale i Abbasowi.
      Nawet ostrzał z rządzonej przez Hamas Gazy osłabł - Egipcjanie
      poważnie wzięli się za przemyt broni przez ich część granicy. Jeżeli
      więc jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?
      ...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.