• gajasirocco 14.08.06, 07:57
    Krystyna Feldman nagrodzona w Maroku
    ela.k, Za: Biuletyn kulturalny MSZ 32 (385)
    niedziela, 2006-08-13 23:06:55
    Krystyna Feldman otrzymała nagrodę aktorską 7. Międzynarodowego Festiwalu
    Filmów Autorskich w Rabacie (Maroko) za kreację w filmie Krzysztofa Krauze "Mój
    Nikifor" - poinformował w piątek PAP Polski Instytut Sztuki Filmowej.



    Festiwal zakończył się 2 sierpnia. "Mój Nikifor" jest pierwszym polskim filmem,
    który został zaprezentowany na tym festiwalu w jego siedmioletniej historii.
    -
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 08.09.06, 09:01
    Wizyta Putina w Maroku
    KUNA
    piątek, 2006-09-08 08:37:56
    Rosyjski prezydent Władimir Putin zakończył wczoraj swoją oficjalną wizytę w
    Maroku, która była odpowiedzią na otrzymane zaproszenie od króla Maroka
    Mohammada VI.

    Po pożegnaniu Putina na Międzynarodowym Lotnisku Mohammada VI, marokański
    premier Driss Jettou powiedział dziennikarzom, że przy obustronnym
    zainteresowaniu wzmocniono stosunki marokańsko-rosyjskie.

    Jettou dodał, że oba kraje zorganizują wspólne imprezy – między innymi tydzień
    kultury w rosyjskich i marokańskich miastach.

    Putin podpisał też dwustronne porozumienia z Marokiem w wielu dziedzinach
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 18.09.06, 18:45
    Demonstracja Amnesty International w Maroku
    KUNA
    poniedziałek, 2006-09-18 08:30:42
    Wielu Marokańczyków zorganizowało wczoraj protest, wyrażając w ten sposób swoją
    solidarność z dotkniętym wojną sudańskim regionem Darfur. Protestujący, w
    demonstracji zorganizowanej przez marokańską filię Amnesty International,
    zaapelowali o natychmiastowe rozmieszczenie międzynarodowych wojsk pokojowych w
    Darfurze w celu zakończenia wojny i katastrofy humanitarnej w tym regionie.

    Według oświadczenia złożonego przez Amnesty International, protest, w którym
    również uczestniczyły organizacje pozarządowe miał wywołać nacisk na rządy i
    ONZ, by zadbały o życia cywilów w Darfurze przez rozmieszczenie wojsk
    pokojowych.

    Choć 5 maja br. podpisano pakt pokojowy, w zachodnim Sudanie nastąpiła
    eskalacja przemocy. Ludzi zabijano, gwałcono i wysiedlano. Według AI w walkach
    w Darfurze od czasu ich wybuchu w 2003 roku zginęło 300 000 osób oraz milion
    ludzi została pozbawiona dachu nad głową.--
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 23.09.06, 16:14
    Zmiany w służbach bezpieczeństwa
    Biuletyn MSZ
    piątek, 2006-09-22 19:46:56
    Prasa marokańska: Marokańscy analitycy poświęcają wiele uwagi ostatnim zmianom
    w najwyższych strukturach służby bezpieczeństwa, traktując je jako kontynuację
    rozpoczętych w 2005 r. przez króla przegrupowań w tych formacjach.

    Wzbudzająca wiele komentarzy nominacja Cherkiego Draissa 13 bm. na Generalnego
    Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego, pierwszego cywila na tym stanowisku,
    zbiegła się w czasie ze wzmożonymi działaniami DGSN w dziedzinie walki z
    terroryzmem (rozpracowanie w sierpniu br. grupy Al Ansar Al Mahdi) oraz
    przestępczością zorganizowaną, mającą często wspólników w organach
    administracji państwowej. W I połowie września ok. 40 funkcjonariuszy policji,
    żandarmerii, służb celnych oraz administracji terytorialnej, w tym kilkunastu
    piastujących eksponowane stanowiska, przede wszystkim z regionu Tangeru,
    zostało zawieszonych w pełnieniu obowiązków służbowych i oddanych do dyspozycji
    wymiaru sprawiedliwości.

    Wśród osób tych znalazł się także dyrektor służby bezpieczeństwa pałaców
    królewskich, Abdelaziz Izzou. Był on w latach 1996-2003 szefem policji w
    Tangerze. Jemu zawdzięcza się rozpracowanie w 2003 r. siatki terrorystycznej
    powiązanej z zamachowcami w Casablance, na czele której stał Francuz,
    konwertyta na islam, Pierre Robert (aktualnie odbywający w Maroku karę
    dożywotniego pozbawienia wolności). W tym samym czasie A. Izzou zneutralizował
    również czołowych handlarzy środków odurzających z północnych regionów KM.
    Powyższe działania zostały określone przez śmp jako wyraz braku pobłażliwości
    najwyższych czynników państwowych wobec urzędników podejrzewanych o sprzyjanie
    handlarzom narkotyków (śledztwo jest w toku). Fakt, iż dzieje się to w
    Tangerze, ma również swoje symboliczne znaczenie. Jest to miasto cieszące się
    aktualnie szczególnymi względami władcy. Poczynione tam inwestycje przemysłowe
    i infrastrukturalne (budowa autostrady, portu Tanger Med, utworzenie specjalnej
    strefy gospodarczej Tanger Free Zone) mają doprowadzić do dynamicznego rozwoju
    tego obszaru. W samym mieście rozpoczęto wiele przedsięwzięć mających poprawić
    jakość życia mieszkańców.

    Bez wątpienia postanowiono również, zdaniem marokańskich komentatorów,
    zainteresować się działaniami władzy lokalnej, tolerującej od lat aktywność
    mafii narkotykowej. Udowadnia to tym samym, iż kończy się w Maroku epoka, gdy
    wysocy funkcjonariusze byli nietykalni. Jeżeli zaś chodzi o generała H.
    Laânigri, objął on swą funkcję w 2003 r., bezpośrednio po zamachach w
    Casablance. Na czele policji dał się poznać jako sprawny menadżer. Wprowadził
    rewaloryzację płac, dokonał rekrutacji wysokokwalifikowanych kadr,
    zrestrukturyzował i zinformatyzował służby policyjne oraz powołał jednostki
    bezpieczeństwa miejskiego GUS, będące w bezpośrednim kontakcie z ludnością
    (ostatnio często krytykowane za brutalność; kilku funkcjonariuszom postawiono
    zarzuty doprowadzenia do śmierci młodych ludzi przy przeprowadzaniu kontroli
    tożsamości).

    Przyjął on twardą linię działania wobec osób podejrzewanych o działalność
    ekstremistyczną oraz terrorystyczną. Rozwinął współpracę ze służbami
    specjalnymi francuskimi, hiszpańskimi, amerykańskimi i saudyjskimi. Ponadto,
    zdołał przekonać Interpol o zorganizowaniu w 2007 r. w Marrakeszu 76. kongresu
    tej instytucji. Nie tolerował nieuczciwości wśród podwładnych. Kilkudziesięciu
    funkcjonariuszy wysokiego szczebla zostało usuniętych z zajmowanych stanowisk,
    a niektórym wymiar sprawiedliwości postawił zarzuty współpracy z lokalnym i
    międzynarodowym środowiskiem mafijnym. Za jego kadencji zadecydowano o
    wdrożeniu w Maroku elektronicznego dowodu osobistego (pierwsze egzemplarze
    pojawiają się pod koniec roku). Realizacja tego projektu o wartości 1,5 mld
    dirhamów została powierzona francuskiej firmie Thales, bez przeprowadzenia
    przetargu. Sprawa ta wzbudziła zresztą krytykę organizacji pozarządowych, m.in.
    Transparency International. Wcześniej jeszcze, gdy w latach 1999-2003 stał na
    czele DST (kontrwywiadu marokańskiego), nawiązał po 11 września 2001 r.
    współpracę z Amerykanami. W 2003 r. miał powiedzieć, iż liczył się z
    możliwością ataków terrorystycznych w Maroku, choć nie przewidział ich
    samobójczego charakteru ani tak szerokiej skali. Nie ustają spekulacje na temat
    przyczyn powierzenia mu nowej funkcji w Siłach Pomocniczych. Obserwatorzy
    twierdzą, iż zaczął być zbyt spolegliwy w stosunku do Amerykanów, przedkładając
    lojalność wobec nich nad interesy kraju w zakresie bezpieczeństwa.

    Mógł też sprzeciwiać się projektom reorganizacji służb bezpieczeństwa. Z kolei
    aresztowanie ekstremistów z Ansar Al Mahdi oraz czołowego handlarza narkotyków
    w Tangerze, poszukiwanego od 3 lat przez policję hiszpańską (który oskarżył
    właśnie owych 40 funkcjonariuszy o protekcję) naruszyło pozytywny wizerunek
    kierowanej przez H. Laânigriego policji. Śledztwo to zostało jej odebrane i
    powierzone Żandarmerii Królewskiej, z powodu obaw o brak bezstronności
    policjantów wobec podejrzanych. Generałowi H. Laânigri będą podlegać obydwie
    strefy Sił Pomocnicznych: południowa i północna, liczące łącznie ok. 45 tys.
    żołnierzy. Siły Pomocnicze utworzono w 1946 r., a ich dotychczasowy status
    został im nadany Dekretem Królewskim z 1973 r. Ich zadaniem jest wspieranie
    zarówno żandarmerii (na terenach wiejskich) jak i policji (na terenach
    miejskich) w utrzymaniu porządku i bezpieczeństwa publicznego. Ponadto,
    uczestniczą w akcjach ratunkowych i niosą pomoc ludności w przypadku katastrof
    naturalnych. Są formacją wojskową, podlegającą Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.
    W ich skład wchodzą m.in. jednostki zmechanizowane i oddziały górskie. SP
    odgrywają znaczącą rolę w walce z przemytem narkotyków i nielegalną migracją,
    zwłaszcza w północnych regionach Maroka.

    Od kilku lat mówi się również o potrzebie nadania im nowego statusu, ponieważ
    dotychczasowy jest przestarzały i nie odpowiada nowym zadaniom i rosnącej roli
    SP. Gen. Laânigriemu powierza się więc nie tylko dowództwo nad tą liczną
    formacją, lecz także zadanie jej zreformowania. Przegrupowania nastąpiły też w
    wojsku, co spowodowało pogłoski o dalszych zmianach kadrowych. Oprócz szefa
    bezpieczeństwa wojskowego, generała Mohameda Belbachira, który stracił
    stanowisko latem tego roku (zastąpionego przez pułkownika żandarmerii Mohameda
    Maiche), zdymisjonowany został w dniu 8 września br. komendant wojskowy
    Casablanki, generał Mourad Belhasen. Zastąpił go dotychczasowy komendant
    wojskowy Tangeru. Zmiany te wpisują się więc w dalszy ciąg reorganizacji
    zapoczątkowanych w 2005 r., które mają na celu trwałe umocnienie nadzoru króla,
    przy pomocy zaufanych współpracowników, nad siłami bezpieczeństwa publicznego.
    Obecnie koordynacja nad służbami wywiadu (DGED) i kontrwywiadu (DST) jest
    sprawowana przez ministra delegowanego ds. wewnętrznych Fouada Alego El Himmy.
    W 2005 r. DGED objął kolejny protegowany władcy, Yassine Mansouri, podczas gdy
    Abdellatif Hammouchi otrzymał stanowisko szefa kontrwywiadu.
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 25.09.06, 14:43
    Marokański pisarz zdobył nagrodę Pokoju i Przyjaźni
    KUNA
    poniedziałek, 2006-09-25 08:57:33
    Marokański pisarz At-Taher ibn Dżallun otrzymał nagrodę Pokoju i Przyjaźni
    podczas festiwalu kultury śródziemnomorskiej zorganizowanego w Rzymie. Nagroda
    jest dowodem uznania jego twórczości literackiej, która promuje zacieśnianie
    stosunków międzyludzkich na całym świecie.

    W festiwalu, który będzie trwał do 14 października, biorą udział
    śródziemnomorscy intelektualiści, specjaliści i artyści.

    Przy okazji festiwalu zostanie zorganizowane sympozjum skupiające się na
    współpracy między krajami śródziemnomorskimi w trzecim tysiącleciu. Wcześniej
    tę samą nagrodę otrzymał egipski minister kultury Faruk Hosni.
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 26.09.06, 17:39
    Wykłady marokańskiego ministra nt. umiaru w islamie
    KUNA
    2006-09-26 08:36:07
    Marokański minister spraw muzułmańskich Ahmad Tufik rozpoczął wczoraj serię
    wykładów, które dotyczą pojęcia umiaru w islamie. Seria, sponsorowana przez
    króla Mohammada VI, ma na celu umocnienie wartości muzułmańskich wśród
    marokańskiej młodzieży.

    Minister zaczął wczoraj swój wykład od cytatów z Koranu, które wzywają
    muzułmanów do wykorzystania umiaru jako sposobu na życie. Młodzież marokańska
    powinna słuchać kleryków, którzy apelują o umiar, ponieważ w nim istnieje
    istota islamu, powiedział Tufik.
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 27.09.06, 10:10
    Członkowie HuT aresztowani w Maroku

    Marokańskie siły bezpieczeństwa aresztowały członków nielegalnego ugrupowania
    politycznego, Muzułmańskiej Marokańskiej Partii Wyzwolenia (Hizb ut-Tahrir al-
    Islami al-Maghrebi).

    Według źródeł rządowych zatrzymano 13 osób należących do partii . Do aresztowań
    doszło w Meknesie, Casablance oraz Tetuanie.
    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 10.10.06, 13:51
    www.arabia.pl/content/view/286520/2/
    W ocenie Unii Europejskiej Maroko stanowi wiodący przykład wdrażania reform
    demokratycznych. Realizuje je panujący od 1999 r. król Mohammed VI, który jako
    zwolennik przemian, liberalizuje ustrój, zrywając z tradycją autorytarnej
    władzy swego ojca Hasana II (przykład mogą tu stanowić m. in. wybory powszechne
    z 2002 r., uchwalona 28.12.2005 r. ustawa o partiach politycznych). Król
    zachował jednak daleko idącą kontrolę nad rządem – bezpośrednio przez niego
    desygnowani i przed nim odpowiedzialni są ministrowie spraw zagranicznych,
    wewnętrznych, obrony narodowej, sprawiedliwości oraz ds. wyznaniowych.

    Królestwo stoi w obliczu problemów typowych dla krajów rozwijających się.
    Marokański rząd usiłuje przy pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku
    Światowego i Klubu Paryskiego, realizować program gospodarczy zmierzający do
    zmniejszenia wydatków, redukcji ograniczeń dla działalności prywatnej i handlu
    zagranicznego oraz osiągnięcia trwałego wzrostu gospodarczego. Dodatkowym
    problemem jest zależność od warunków atmosferycznych – w ostatnim roku
    spowodowały spadek mającej dla Maroka kluczowe znaczenie produkcji rolnej i
    wpłynęły na wyhamowanie wzrostu gospodarczego (spadł on do 1,8%).

    Wkład turystyki w gospodarkę nie jest jeszcze w pełni doceniany. Dlatego
    konieczne jest przyspieszenie realizacji zaplanowanych projektów, celem
    osiągnięcia przewidywanej na 2010 r. liczby 10 mln turystów. Inne branże,
    których dobra kondycja przełoży się na poprawę ogólnej sytuacji gospodarczej
    państwa w przyszłym roku, to budownictwo (zwłaszcza mieszkaniowe), a także
    transport oraz telekomunikacja. Kryzysowa sytuacja występuje w przemyśle
    przetwórczym - z powodu wzmożonej konkurencji międzynarodowej, spowodowanej
    m.in. otwarciem się marokańskiej gospodarki na mocy zawartych umów o wolnym
    handlu (dotyczy to przede wszystkim sektora tekstylnego).

    Do głównych problemów gospodarczych Maroka należy bezrobocie, wysoki wskaźnik
    analfabetyzmu sięgający 47% i ubóstwo (21% mieszkańców Królestwa żyje w
    warunkach skrajnego zubożenia). Połączenie powyższych czynników stanowi podatny
    grunt dla aktywizacji ugrupowań terrorystycznych (wyrazem tego były zamachy
    bombowe w Casablance z 16 maja 2003 r.).

    Polityka zagraniczna Maroka koncentruje się na trzech głównych kierunkach
    działania:

    zacieśnianie więzi z państwami Unii Europejskiej - szczególnie bliskie stosunki
    łączą Królestwo z Francją, a także z Hiszpanią (odkąd władzę w niej przejęli
    socjaliści)
    – współdziałanie w celu ograniczenia nielegalnej emigracji;

    budowa strategicznego partnerstwa z USA – m. in. w celu rozwiązania po swojej
    myśli sporu o Saharę Zachodnią;

    współdziałaniu z innymi państwami arabskimi i afrykańskimi.

    Cywilizacja zachodnia jako promotor przeobrażeń
    Przeobrażenia w krajach Maghrebu, zmierzające do zapewnienia stabilnej i
    sprzyjającej rozwojowi sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej, odbywają się przy
    pomocy i „w asyście” Zachodu. Dominująca dziś cywilizacja zachodnia stymuluje w
    opisywanych państwach podejmowanie trudnych działań adaptacyjnych w wymiarze
    wartości (westernizacja) i techniki (modernizacja) - państwom rozwijającym się
    pozostaje jedynie akceptacja lub odrzucenie tych tendencji. Możliwe są trzy
    sposoby reakcji na modernizację i westernizację:
    Na początku oba procesy - modernizacji i westernizacji - rozwijają się obok
    siebie. Społeczeństwa niezachodnie przyswajają sobie wiele elementów kultury
    zachodniej czyniąc kroki w kierunku nowoczesności. Dalsza modernizacja wraz z
    upływem czasu doprowadza do osłabienia tempa westernizacji i rozwoju kultury
    rodzimej. Westernizacja we wczesnych fazach wspomaga zatem modernizację. W
    fazach późniejszych natomiast modernizacja warunkuje odchodzenie od
    westernizacji. W konsekwencji społeczeństwa cywilizacji niezachodnich będą
    dążyły do odróżnienia się od Zachodu, znalezienia własnego Ja3.

    Adaptacja państw Maghrebu ma charakter kreatywny4. Przejawia się to w procesie
    selekcjonowania bodźców z otoczenia i takiego ich dostosowywania do środowiska
    wewnętrznego, by zachować równowagę między tradycją a nowoczesnością.
    Jednocześnie w sferze aksjologicznej mogą pojawić się tendencje adaptacji
    aktywnej, a w dziedzinie modernizacji technicznej – pasywnej (stanowisko Maroka
    w przeszłości określić można jako antyzachodni modernizm «modernizacja bez
    westernizacji», a postawy algierskich fundamentalistów oraz współczesnych
    maghrebińskich terrorystów – mianem antyzachodniego antymodernizmu).



    Ulf Hannerz - spoglądając w przyszłość - kreśli cztery możliwe scenariusze
    globalnej ekumeny kulturowej (definiowanej jako trwałość kulturowych
    interakcji, ich wzajemnego przenikania się i zmian)5.

    Pierwszym jest scenariusz globalnej homogenizacji. Zakłada on
    rozprzestrzenienie się na cały świat specyficznych idei, płynących głównie z
    Europy Zachodniej. Wynikiem tego procesu byłaby całkowita dominacja zachodniej
    kultury. Kultury narodowe i lokalne stanowiłyby wierną replikę zachodniego
    stylu życia, norm, wartości, poglądów i wierzeń. W konsekwencji na całym
    świecie byłyby identyczne produkty w sklepach, takie same filmy, samochody, to
    samo menu w restauracjach... Autor uważa ten scenariusz za przesadzony.

    Szczególną wersją tego procesu jest scenariusz nasycenia gdzie podkreślany jest
    też wymiar czasu: wzory centrum ulegają powolnemu wchłonięciu przez peryferia,
    nasycając się nimi.

    Trzecim scenariuszem jest deformacja peryferii. W procesie tym wypaczaniu będą
    ulegały przyjmowane z centrum wzorce. Wyższe wartości ulegną zepsuciu na skutek
    uruchomienia procesu selekcji. Adaptacji podlega to, co łatwiejsze, bardziej
    powierzchowne, nie wymagające edukacji. Nic zatem dziwnego, że przyjmuje się
    raczej pornografia niż wyszukana literatura, że społeczeństwo przyciąga
    Dynastia, a nie Szekspir itp.

    Ostatnim scenariuszem przedstawionym przez Hannerza jest dojrzewanie. Według
    autora jest to proces najbardziej prawdopodobny, gdyż zakłada dialog i wymianę,
    a nie jednostronne przyjmowanie treści płynących z centrum. Przyswajanie innej
    kultury następuje w toku selektywnego przerabiania jej elementów, wzbogacenia
    ich o nowe wartości. Skutkiem tego procesu jest zatem rozszerzanie i
    wzbogacanie lokalnej kultury (kreolizacja kultury).

    Warto w tym kontekście rozpatrzyć uwarunkowaną kulturowo, a więc
    charakterystyczną dla danego obszaru, podatność na zmiany. Świat arabski w
    świetle porównawczych badań międzykulturowych, obok dużego dystansu w stosunku
    do władzy oraz niskiego poczucia indywidualizmu, najtrafniej opisuje wskaźnik
    unikania niepewności (Uncertainty Avoidance Index). Wysoka wartość tego indeksu
    informuje o braku społecznej tolerancji oraz o poparciu dla rządów
    utrzymujących status quo – w zamian za minimalizację niepewności. Społeczeństwo
    arabskie niechętnie podejmuje ryzyko i z trudem akceptuje zmiany.



    Jednakże w państwach Maghrebu modernizacja jest procesem akceptowanym - nawet
    za cenę kosztów społecznych (mimo otwarcia na Zachód, westernizacja na
    charakter selektywny i nie oznacza wyrzeczenia się własnej tożsamości).
    Występują też rozbieżności regionalne – Tunezja jest pod tym względem
    najbardziej, a Algieria najmniej zaawansowana. Również rozwój społeczno –
    ekonomiczny Maghrebu pozostaje nierównomierny - wskutek dynamicznych procesów
    migracyjnych, wewnętrznych reform systemowych i intensyfikacji kontaktów z
    cudzoziemcami.

    Przeobrażenia w państwach Maghrebu można również rozpatrywać w kontekście
    procesów globalizacyjnych – powodujących typowy wzrost migracji społecznych
    oraz intensyfikację praktyk religijnych w odpowiedzi na zagrożenie arabsko-
    muzułmańskiej tożsamości. Kraje Maghr
  • gajasirocco 11.10.06, 20:15
    Kandydatura Tangeru do organizacji EXPO 2012
    Biuletyn MSZ-na podstawie Arabia.pl
    "Le Reporter" z 05.10: W związku ze zgłoszeniem kandydatury Tangeru do
    organizacji EXPO 2012, Maroko rozpoczęło działania lobbingowe, zwracając się o
    poparcie dla swoich starań przez Międzynarodową Organizację Frankofonii.

    Konkurentami dla Tangeru są: koreańskie Yeosu i polski Wrocław. Aby jak
    najskuteczniej zabiegać o głosy 98 krajów członkowskich Międzynarodowego Biura
    Wystaw (BIE), Królestwo powołało specjalną autonomiczną finansowo komórkę
    organizacyjną przy Urzędzie Premiera.

    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • gajasirocco 17.11.06, 11:37
    Wizerunek Polski w marokańskich mediach
    Biuletyn MSZ
    Marokańska prasa lokalna: W okresie wakacyjnym w marokańskich mediach francusko-
    i arabskojęzycznych ukazały się 24 artykuły o Polsce. Były one zróżnicowane
    pod względem tematycznym i z dużą dozą obiektywizmu relacjonowały wydarzenia w
    naszym kraju.


    Wszystkie publikacje ukazywały Polskę w pozytywnym świetle. Na obszarze
    polityki zagranicznej przedmiotem zainteresowania prasy francuskojęzycznej była
    aktywność premiera J. Kaczyńskiego (wizyta w USA), nasze kontakty z Rosją i
    Niemcami, jak również udział polskich żołnierzy w misji NATO w Afganistanie.

    Zarówno prasa, jak i media internetowe dostrzegły atrakcyjność Polski jako
    partnera gospodarczego. Podkreślano zwłaszcza znaczenie inicjatyw regionalnych
    (Forum Ekonomiczne w Krynicy) dla przybliżenia naszego kraju marokańskim
    środowiskom biznesowym.

    Dużo uwagi poświęcono zagadnieniom kulturalnym; szeroko komentowano udział
    filmu „Mój Nikifor" w 12. edycji Festiwalu filmów w Rabacie, a także obchody
    Roku Giedroycia w Polsce. Ponadto media odnotowały wprowadzenie przez Polskę
    paszportów biometrycznych.

    --
    sirocco.turystyka.net
    krajearabskie.prv.pl
  • beduinka 03.12.06, 12:14
    onet.pl, IAR, Daga /02.12.2006

    W stronę filmowego Marrakeszu

    W marokańskim mieście Marrakesz rozpoczął się międzynarodowy festiwal filmowy.
    Przewodniczącym jury konkursu głównego jest Roman Polański. O Złotą Gwiazdę
    ubiega się piętnaście filmów z czternastu krajów.
    Festiwal w Marrakeszu odbywa się po raz szósty.

    W tym roku szczególna uwaga zostanie poświęcona kinowi indyjskiemu. Hołd
    zostanie oddany także twórczości amerykańskiej aktorki Susan Sarandon, która
    zagrała w ponad pięćdziesięciu filmach tak wybitnych reżyserów jak Billy
    Wilder, Robert Altman czy Louis Malle.

    Przez dziewięć dni festiwalu widzowie obejrzą ponad sto dwadzieścia filmów z
    całego świata. Pokazy odbędą się nie tylko w kinowych salach, ale także na
    placu, który UNESCO wpisało na listę światowego dziedzictwa kultury.

  • beduinka 13.12.06, 10:25
    Gazeta.pl reklamuje ten film - nie ja go jeszcze nie widziałam.

    Uśpione dziecko
    Północne Maroko. Zeinab, panna młoda, zaraz po nocy poślubnej, zostaje
    opuszczona przez męża. Dziewczyna obserwuje wyjeżdżającego mężczyznę, który,
    jak wkrótce zrozumie, porzuca ją na zawsze Wkrótce Zeinab odkrywa, że spodziewa
    się dziecka Dotykając czule powiększonego brzucha, ciągle tęskni i czeka na
    męża. Czas mija Czy podobnie jak tysiące innych kobiet całe życie spędzi
    samotnie, uwięziona w tradycyjnym świecie rządzonym surowym prawem Szariatu?
    Jakie są prawdziwe oblicza współczesnego islamu? Czy samotna kobieta jest w
    stanie przeciwstawić się okrutnej prozie życia, która staje się jej udziałem w
    tej kulturze?


    serwisy.gazeta.pl/film/2,23804,,,,76413588,P_FILMY2.html

    Wywiad z Yasmine Kassari

    Jaka jest baza „mityczna” i historyczna „usypiania dziecka”?

    Jest to praktyka aktualna w krajach Maghrebu, liczy sobie ponad 1000 lat i jest
    rozumiana nawet w krajach czarnej Afryki. Wypełnia rolę pasa cnoty - mężczyźni,
    którzy wyjeżdżali na wojnę "usypiali" zarodki w łonach swoich żon, by
    przedłużyć ten stan, co miało być gwarancją wierności. W świecie arabskim wraz
    z nadejściem Koranu i prawa, które się z niego wywodzi, mit ten uchwycił to, co
    Koran pozostawia otwartym. W kodeksie rodzinnym, prawodawcy i myśliciele
    muzułmańscy, by uregulować problemy związane z dziedziczeniem i legalnością
    przychodzących na świat dzieci, postawili przed sobą pytanie o czas trwania
    ciąży. Zgodnie z mitem, nie ma limitu czasowego dla tego, by ciąża "ziściła
    się". Cztery odłamy legislacyjne islamu ustaliły, że ciąża może trwać od trzech
    do dziesięciu lat. Obiektywnie, miało to ochronić kobiety przed twardymi
    prawami religii i pozwolić im korzystać z przychylności społecznej w sytuacjach
    niejednoznacznych, które nastręczają wątpliwości: ochronić je przed egzekucją
    (na przykład w Nigerii, za niewierność grozi kobietom ukamienowanie). Jeśli
    kobieta niezamężna, wdowa, albo taka, której mąż wyjechał, urodzi dziecko, mówi
    się, że dziecko "się obudziło". Zostało to zalegalizowane i stanowi to prawo,
    które trwa od 12 wieków w świecie arabskim. Kobieta może mieć dziecko całe lata
    po śmierci męża, a ono nadal będzie uznane za jego dziecko.

    W latach 50-tych dwudziestego wieku prawnicy zmodyfikowali zapisy, jakkolwiek
    nie zaprzeczając starym prawom szanującym tę filozofię. Postawili tylko warunek
    zaufania kobietom ciężarnym i "skrócili ciążę" do 12 miesięcy.

    Mit ten interesował mnie w takim zakresie, w jakim mógł przenieść sens tego, o
    czym chciałam opowiedzieć. To o czym opowiadam, w żadnym wypadku nie jest
    odniesieniem socjologicznym, czy antropologicznym do tego mitu, lecz raczej do
    jego "zawartości" metaforycznej. Jest wykorzystaniem jego pojemności
    generowania sensu.

    Wydało ci się ważne by poruszyć temat sytuacji kobiet w krajach Maghrebu. Czy
    nie byłaś atakowana za stworzenie obrazu kobiety arabskiej, który ilustruje
    tylko generalną tendencję emancypacji, zwłaszcza w środowisku miejskim?

    Nie sądzę, by mnie takie ataki spotkały w Maroku, zwłaszcza, że jasne jest, że
    moje bohaterki to kobiety ze wsi. Mieszkają 40 kilometrów od miasta, które
    widują może raz na rok. Te kobiety nie umieją czytać ani pisać. Nie są ani
    zniewolone, ani do niczego zmuszane, są jedynie zakładniczkami skazanymi na
    nieobecność i separację od swoich mężów. Przez cały film próbują nawiązać
    kontakt z nimi. Często się buntują. W tym filmie mężczyźni są ważni, przez
    swoją nieobecność. Moim celem jest zwrócić ludziom ich człowieczeństwo, na
    przekór obiegowym opiniom i kliszom. Kochać, czekać, mieć seksualne pragnienia
    to nastawienie aktywne sprzeczne z kliszą o bierności kobiet.

    Czy robiłaś ten film by opowiedzieć o sytuacji kobiet w rolniczych regionach
    Maroka?

    Nie. Rozliczenia nie są dla mnie nigdy powodem pisania scenariusza, czy
    robienia filmu. Powody były podyktowane znacznie głębszymi pobudkami, które
    pochodzą chyba z podświadomości. Ten film opowiada o postaciach kobiet, ale
    zanim powstał, zrobiłam wcześniej film o mężczyznach "Kiedy mężczyźni płaczą".
    Nie uważam jednak, by "Uśpione dziecko" koncentrowało się bardziej na
    kobietach, niż na mężczyznach. W rzeczywistości mężczyźni istnieją tutaj
    najmocniej poprzez swą nieobecność. Oni są na "peryferiach". Ludzie, których
    kochamy, nawet kiedy ich nie ma, są obecni w wielu szczegółach życia
    codziennego.

    W filmie Graja debiutanci, z wyjątkiem roli Halimy , przyjaciółki głównej
    bohaterki - Zeinab. Skąd ten wybór?

    Zrobiłam casting z kilkoma setkami aktorek w Maroku, Algierii, Francji i
    Belgii. Kiedy dzwoniłam po raz pierwszy do Rachidy Brakni, nie znałam jej, nie
    wiedziałam, że ma już na koncie Cezara za film "Chaos". Wcale nie chciałam
    pracować z tak renomowaną, utytułowana aktorką. Obawiałam się, że inni będą w
    jej cieniu, a ja chciałam zachować w obsadzie równowagę, jakąś homogeniczność.
    Ale ona przeczytała scenariusz i bardzo chciała zagrać.

    Rachida jest osobą o wielkiej pokorze i skromności. Zainteresowała mnie,
    ponieważ sama jest częścią kultury, o której opowiada film. Jej rodzice
    pochodzą z Oranu, który jest bardzo blisko Oriental - regionu, w którym
    powstawały zdjęcia. Oran jest bliższy tym miejscom, które są w filmie niż na
    przykład Casablanca. Nikt z aktorów oprócz Rachidy nie był profesjonalistą.
    Mounia Osfour przyszła z 17-letnim bratem na casting w Casablance. To on jest
    aktorem i chciał się zaprezentować. Nie mieliśmy roli dla tak młodego
    człowieka, ale zrobiliśmy zdjęcia jej i wkrótce zaproponowaliśmy jej rolę
    Zeinab. Była bardzo zaskoczona, ale odpowiedziała: dlaczego nie? Nigdy nie
    grała, ale była managerką swojego brata, który ma już za sobą jedną małą rolę.
    Zawsze z nim podróżowała. W dodatku ich dziadek był filmowcem, tak więc miała
    podstawowe rozeznanie w materii, w której będzie się poruszać.

    Inni aktorzy to ludzie z tego regionu. Wszyscy pochodzą z tego samego pnia
    etnicznego. Może dlatego właśnie wszyscy są do siebie bardzo podobni fizycznie,
    mają ten sam typ budowy, urody. I co zabawne, Rachida, ze swymi orańskimi
    korzeniami, też ich przypomina. Mounia z kolei, pochodzi z południa Maroka i ma
    ciemniejszą cerę.

    Nie chciałam aktorów z dużym doświadczeniem zawodowym. To było ryzykowne
    posunięcie, ale postanowiłam zaufać swemu instynktowi. Potrzebowaliśmy w
    związku z tym więcej czasu na pracę, ale wszyscy się na to zgodzili. Chcieli
    tylko mieć pewność, że wyjaśnię im wszystko, będę tłumaczyć intencje postaci,
    zmiany, które w nich zachodzą. Wszyscy byli bardzo sumienni jeśli chodzi o
    znajomość tekstu. Zaskoczyli mnie pamięcią i wrażliwością na detale. Ja po
    prostu mówiłam im ogólnie jaka jest idea danej sceny i prosiłam, by wyrazili to
    środkami, które są im dostępne.

    Czy jesteś przywiązana do regionu Oriental, na północnym wschodzie Maroka,
    gdzie umieściłaś akcję filmu?

    To region, który dobrze znam. Bywałam na wakacjach w tym miejscu, kiedy byłam
    dzieckiem. To tam usłyszałam po raz pierwszy rozmowy na temat
    legendy "uśpionego dziecka". Dzisiaj również "usypia się tam dzieci", tak jak
    pokazuje to film. To wiara twarda jak stal.

    Uwiodło mnie również piękno miasta Taourirt. Stamtąd pochodzi większość
    mężczyzn, których pokazałam w filmie dokumentalnym "Kiedy mężczyźni płaczą".
    Oriental jest największą i najbardziej ubogą prowincją Maroka. We wsiach wieje
    pustką. Migracja z tych rejonów spowodowana była suszą, a jej celem było
    Taourirt, największe miasto w regionie. To bardzo stare miasto, ale w tej
    chwili kojarzy się tylko z masową emigracją, ucieczką. Tam zatrzymywali się
    ludzie na jakiś czas, zanim poszli dalej, to był taki punkt przejściowy między
    ucieczką ze wsi a tym, co dalej. Jeśli mieli za co, mę
  • beduinka 13.12.06, 10:26
    Uwiodło mnie również piękno miasta Taourirt. Stamtąd pochodzi większość
    mężczyzn, których pokazałam w filmie dokumentalnym "Kiedy mężczyźni płaczą".
    Oriental jest największą i najbardziej ubogą prowincją Maroka. We wsiach wieje
    pustką. Migracja z tych rejonów spowodowana była suszą, a jej celem było
    Taourirt, największe miasto w regionie. To bardzo stare miasto, ale w tej
    chwili kojarzy się tylko z masową emigracją, ucieczką. Tam zatrzymywali się
    ludzie na jakiś czas, zanim poszli dalej, to był taki punkt przejściowy między
    ucieczką ze wsi a tym, co dalej. Jeśli mieli za co, mężczyźni budowali tam
    domy, lecz najczęściej potem wyjeżdżali dalej zostawiając kobiety i dzieci.
    Najpierw wyruszali na południe kraju, lecz wraz z rozszerzaniem się obszaru
    dotkniętego suszą, zaczęli migrować w stronę Hiszpanii. To miasto żyło głównie
    dzięki transakcjom czarnorynkowym, imigracji, handlowi haszyszem.

    Chciałam sfilmować miejsca, które są "przekrojowe" i charakterystyczne dla
    ducha i wyglądu tego miasta. Są tam dwa, czy trzy miejsca, które pełnią funkcję
    centrum, wokół rond. Wybrałam te, które wydawały mi się najbardziej
    reprezentatywne, najlepiej przenosiły klimat - miejsca, gdzie są kawiarnie,
    restauracje, ruch

    Wioska, w której mieszka Zeinab jest naprawdę maleńka. Zaledwie kilkoro
    mieszkańców i ogromne pustynne przestrzenie. To daje, paradoksalnie, wrażenie
    osaczenia, zamknięcia, mimo otwartych przestrzeni wokoło.

    To nie jest tylko wioska. To osada wśród ziem przodków. Wszystkie te tereny są
    własnością prywatną, nawet zbocza gór, a kiedyś wszystkie one były uprawiane.
    Rosły tam drzewa owocowe, tereny tonęły w zieleni. Jednak w ciągu trzydziestu,
    czterdziestu lat te ziemie stały się pustynią. W tym rejonie nie ma właściwie
    wsi z prawdziwego zdarzenia, są tylko osady rozrzucone po pustyni, które często
    dzieli wiele kilometrów. Dawniej, rodziny liczyły co najmniej tuzin osób, nie
    było tej pustki, samotności, którą odczuwa się dziś. Dawniej wszyscy ludzie
    pracowali. Wierzyli w chodzenie na pole, w poszukiwanie wody Mieli swoje
    miejsca spotkań - rynek, sezonowe święta i uroczystości. Dziś kobiety nie mają
    żadnego powodu by wychodzić z domu, oddalać się od swojego miejsca
    zamieszkania. Domostwo stało się centrum ich świata. W większości osad w
    regionie Oriental nie ma wody, ani elektryczności. Ten region jest ogromnie
    opóźniony w stosunku do reszty kraju.

    Ma się wrażenie, że bohaterowie poddają się przede wszystkim ciężarowi
    tradycji, nie zaś religii.

    "Obciążenia Islamu" to klisze europejskiego myślenia o świecie arabskim! W
    miejscu, gdzie kręciłam film wiele osób traktuje religię jako coś, co
    sankcjonuje, usprawiedliwia rygorystyczne nakazy umiarkowania, które są
    wartościami podstawowymi dla ich tradycji. Nie religii.

    Czy figura „MACHO” w tej społeczności?

    To również jest rodzaj kliszy. Wydaje mi się, że nie ma dojrzałych mężczyzn w
    społeczeństwie, w którym kobiety są uległe wobec trybu życia, który ogranicza
    mocno ich zdolność do działania, inicjatywę, możliwość "wzięcia swojego życia w
    swoje ręce". W takich sytuacjach cierpią zarówno kobiety jak i mężczyźni.

    Mężczyźni od dawna grają w rodzinie rolę kogoś, kto rządzi. To jest
    uwarunkowane historyczne. Kobieta nie pracuje. Zostaje w domu i prowadzi go.
    Dziś mężczyźni muszą wyjeżdżać, inaczej inni wezmą ich za tchórzy.
    Społeczeństwo nie zaakceptuje sytuacji, w której mężczyzna słucha w domu jak
    jego dzieci płaczą z głodu, bo on nie ma pomysłu co zrobić i jakie podjąć
    kroki. Ludzie, którzy nigdy nie opuścili swego kraju w poszukiwaniu pracy nie
    wiedzą czym jest poszukiwanie chleba za granicą. To jedna z najtrudniejszych
    sytuacji jakie się mogą zdarzyć, wymagających najwyższej odwagi. W pierwszej
    chwili można powiedzieć: "mężczyźni uciekają". Ale oni nie mają dokąd uciec.
    Kiedy widzisz jak żyją kobiety w regionie Oriental, to są to warunki i tak
    dziesięć razy lepsze niż te, w których żyją mężczyźni w Hiszpanii. Muszą
    stawiać czoła światu, rzeczywistości, która jest dla nich bardzo skomplikowana
    Często są analfabetami, nie mówiąc już o znajomości obcego języka Pracują jak
    konie za nędzne wynagrodzenie. To straszne, jak muszą żyć. Kobiety przynajmniej
    są u siebie. Przynależą do czegoś w rzeczywisty sposób. One buntują się przeciw
    tej przynależności, ale mężczyźni są pozbawieni nawet tego. Oni miotają się jak
    zawieje wiatr.

    Sytuujesz pragnienie ucieczki, uchodźstwa, w kontekście społeczno-
    ekonomicznym. Nie ma w nim miejsca na fascynację innym światem, innym miejscem?

    Rolnicy są zafascynowani jedynie swoją ziemią: wcale nie mają ochoty wyjeżdżać.
    W swoich tułaczkach przemierzają cale Maroko, wykonując masę dorywczych zajęć,
    zanim zdecydują się na przymusową emigrację, ale nigdy nie robią tego, bo mają
    taki pomysł lub ochotę. To emigracja ekonomiczna, ale również egzystencjalna.

    To uderzające, że każdy film Maghrebski jest rozdarty przez ten „ wyjazd w
    nieznane”. Czy to jest nieuniknione? Odnosi się wrażenie że problem ten
    strukturyzuje całe społeczeństwo

    Myślę, że to absolutnie nieuniknione. Jeśli się chce zmienić sytuację kraju,
    zaczyna się od tego. I tu nie chodzi o Maroko, tylko o 3 planety. Cały świat
    chce się wyprawić na północ. Kiedy można pozbyć się ograniczeń, pojawia się
    czas na kultywowanie stosunków międzyludzkich, szuka się większej wolności w
    stosunkach damsko-męskich, w miłości, w stosunku państwo - jednostka. Jak mówi
    Nietzsche - filozofujemy, kiedy wszystko idzie dobrze. Ale kiedy spędza się
    czas na ciągłym poszukiwaniu sposobu by zarobić na chleb, nie ma czasu wdawać
    się w niuanse męsko - damskie: jesteśmy, mamy dzieci, jesteśmy dla siebie
    dobrzy, ale musimy przeżyć i priorytetem jest ekonomia.

    Film zaczyna się małżeństwem Zeinab. Ta sekwencja jest filmowana z wielkim
    umiarem i powściągliwością.

    Od początku, pisząc scenariusz, wiedziałam, że film rozpocznie się sceną
    zaślubin i że mąż zaraz potem wyjedzie. To jest wprowadzenie i początek, które
    prezentują i ustawiają wszystkie problemy i reguły w tej społeczności. Zdajemy
    sobie sprawę, że w tej sytuacji nie ma nic wyjątkowego. Tam jest tak samo jak
    wszędzie, są tacy sami mężczyźni, kobiety. Tak samo się śmieją, tańczą,
    kochają, zazdroszczą Od początku wszystko wiadomo, nie wiemy tylko jak to się
    skończy. Teraz można przejść do prawdziwego tematu filmu. Mężczyźni wyjeżdżają
    i widzimy co zostawiają za sobą. To dlatego atmosfera nie jest jednoznacznie
    świąteczna. Jest napięcie dotyczące wyjazdu, które od początku się wyczuwa. To
    małżeństwo jest zawierane trochę na siłę, żeby przetrwać; od początku jest
    naznaczone pęknięciem. Kiedy mężczyźni wyjeżdżają, jeśli są żonaci, jest pewne,
    że chronią, legitymizują byt społeczności. Trzydzieści lat później przechodząc
    przed ich domami mówiło się jeszcze : To jest dom IKSA czy IGREKA , a kiedy
    wracali, byli traktowani i przyjmowani tak, jakby nigdy nie wyjechali. A oni
    sami zawsze wiedzieli, że kiedykolwiek zdecydują się wrócić, będą oczekiwani.

    Halima, postać, którą gra Rachida Brakni odgrywa bardzo wazną rolę w
    przemianie, której ulega Zeinab. Ona zdaje się mocniej walczyć o swoją wolność

    Zeinab i Halima są dla mnie dwoma stronami tego samego medalu. Awers i rewers.
    Zeinab milczy, Halima krzyczy. Zeinab pohamowuje się, Halima eksploduje. Halima
    to osobowość anarchiczna, łamie reguły nie czekając, aż ktoś jej na to pozwoli.
    Buntuje się. Hołduje swoim prawdziwym potrzebom, nie tłumi ich. Kocha swojego
    męża, który również wyjechał, jednak sypia z innym mężczyzną, bo potrzebuje
    tego fizycznie. Chce żyć. Ośmiela się mówić o tym. A o tym się tam nie mówi,
    zwłaszcza, jeśli chodzi o mężczyzn, którzy wyjechali. Tak jakby problem nie
    istniał. Ona nazywa po imieniu rzeczy, o których inni milczą. Ona chce zmienić
    bieg rzeczy nie wiedząc co się stanie później, jaki
  • beduinka 13.12.06, 10:27
    Zeinab i Halima są dla mnie dwoma stronami tego samego medalu. Awers i rewers.
    Zeinab milczy, Halima krzyczy. Zeinab pohamowuje się, Halima eksploduje. Halima
    to osobowość anarchiczna, łamie reguły nie czekając, aż ktoś jej na to pozwoli.
    Buntuje się. Hołduje swoim prawdziwym potrzebom, nie tłumi ich. Kocha swojego
    męża, który również wyjechał, jednak sypia z innym mężczyzną, bo potrzebuje
    tego fizycznie. Chce żyć. Ośmiela się mówić o tym. A o tym się tam nie mówi,
    zwłaszcza, jeśli chodzi o mężczyzn, którzy wyjechali. Tak jakby problem nie
    istniał. Ona nazywa po imieniu rzeczy, o których inni milczą. Ona chce zmienić
    bieg rzeczy nie wiedząc co się stanie później, jakie będą rezultaty. To jak
    zaklęcie. Ona zmienia, żeby wywołać zmianę. Ona oświeca Zeinab, jest
    inicjatorką jej rozwoju i przemiany.

    Są jeszcze dwie ważne postaci: Matka i Babka. Babka zdaje się rozumieć lepiej
    cierpienie Zeinab

    Babka reprezentuje część tradycji, lecz jest ona przede wszystkim wizjonerką.
    Dla mnie to matka jest strażniczką tradycji. Jest twarda, nieustępliwa,
    niereformowalna. Babka zaznała innego życia. Kiedy wspomina co przeżyła,
    widzimy, że było to zupełnie inne życie niż to, które wiodą dziś Zeinab i
    Halima. Żyła dostatnio, w regionie była praca, miała przy sobie swojego
    mężczyznę, dzieci. Przeżywała małe i duże sprawy, a teraz jest świadoma tego,
    że młodzi nie poznają takiego życia. Jest dużo bardziej postępowa niż matka
    Zeinab, ale nikt się temu nie dziwi. Zawsze myślałam, a w przypadku moich
    dziadków to się potwierdziło, że starzy ludzie mają dystans do życia, który
    pozwala im zobaczyć co w tym życiu było nieważne, puste, a co słuszne i
    istotne. Matka Zeinab nie ma tej wyrozumiałości, jest cały czas w pełni sił, ma
    obowiązki. Babka nie ma już sil, może się skupić na prawdzie.

    Twoja kamera jest często bardzo dokumentalna, chwyta pejzaż, ziemię, które pod
    jej okiem zyskują jakby cechy ludzkie. Jednak wybierasz fikcję. Dlaczego?

    Nidy nie czułam bym miała spojrzenie dokumentalisty. Nawet w dokumencie.
    Robiłam zawsze fabuły i pisałam scenariusze fabularne dla innych. Filmowanie
    pejzażu jest również sposobem opowiadania, to wciąż moja historia. Mogę wyrazić
    w tym głębokie przesłanie. To żyje w nas - światło, zapach, dom, pochodzenie.
    Kiedy pojechałam w rejon w którym kręciliśmy film, pomyślałam o "Pleur au pays
    bien aime"(Lament nad krajem ukochanym) Alana Patona: ten tytuł oddaje dobrze
    to, co czuję. Czuję czułość w stosunku do tych kamieni, tej surowości, tego
    słońca, które "pali dusze", jak mówi Camus o Algierii.

    Filmografie

    Yasmine Kassari, ur. 1972, Marokańska reżyserka, scenarzystka i producentka
    mieszkająca w Belgii. Ukończyła szkołę filmową w Brukseli. Autorka filmów
    Chiens Errants, Quand Les Hommes Pleurent, Enfant Endormi



    Yorgos Arvanitis, ur. 1941, grecki operator filmowy, autor zdjęć do ponad 90
    filmów wśród których są tytuły takie jak Homo Faber Volkera
    Schlondorfa, "Całkowite zaćmienie" Agnieszki Holland, czy "Pociąg życia" Radu
    Mihaileanu.

    źródło: serwisy.gazeta.pl/film/1,39884,3776189.html


    O filmie

    Północne Maroko. Zeinab, panna młoda, zaraz po nocy poślubnej, zostaje
    opuszczona przez męża. Dziewczyna obserwuje wyjeżdżającego mężczyznę, który,
    jak wkrótce zrozumie, porzuca ją na zawsze

    Wkrótce Zeinab odkrywa, że spodziewa się dziecka Dotykając czule powiększonego
    brzucha, ciągle tęskni i czeka na męża. Czas mija

    Czy podobnie jak tysiące innych kobiet całe życie spędzi samotnie, uwięziona w
    tradycyjnym świecie rządzonym surowym prawem Szariatu?

    Jakie jest prawdziwe oblicze współczesnego Islamu? Czy samotna kobieta jest w
    stanie przeciwstawić się okrutnej prozie życia, która staje się jej udziałem w
    tej kulturze?

    "Uśpione dziecko" to pierwszy film długometrażowy Yasmine Kassari, młodej
    reżyserki, docenionej już trzy lata wcześniej za film dokumentalny "Kiedy
    męzczyźni placzą", który opisuje rozpacz i samotność młodych Marokańczyków,
    którzy szukają szczęścia i pracy wyjeżdżając do Hiszpanii.

    "Uśpione dziecko" udowadnia dojrzałość pierwszego pełnometrażowego filmu
    reżyserki i poruszający dyskurs wzbudzający refleksję. Autorka zmusza nas
    delikatnie, lecz z determinacją do porzucenia klisz myślowych na temat Maroka,
    świata islamskiego i ich percepcji, którą dotychczas mieliśmy, opowiadając nam
    historię o mężczyznach i kobietach, choć mężczyźni, przez swoją nieobecność
    grają w nim zasadniczą rolę.

    Oprócz pięknych portretów reżyserka proponuje refleksję o potrzebie wolności,
    sprawowania władzy nad swoim życiem, ale również o zniszczeniach, jakie
    spowodowało załamanie gospodarki rolnej, kiedyś tak dobrze prosperującej.

    Prasa o filmie

    Istnieje niedaleko nas świat, którego nie znamy - Islam. Nieczęsto mamy okazję
    zobaczyć jego prawdziwe oblicze, pokazane w sposób zrozumiały dla człowieka
    Zachodu. Dzięki temu filmowi poznałem część prawdy o ludziach Południa. Wartą
    dużo więcej niż sensacyjne i powierzchowne informacje wszechobecne w gazetach,
    mediach i kinie masowym. Film ponadto magiczny i poetycki - zachwyca obrazami
    otwartych przestrzeni i muzyką. Piotr Kobus, KINO

    Choć filmy o trudnościach nielegalnych imigrantów poszukujących pracy, stały
    się stałym elementem festiwali, nie można tego powiedzieć o obrazach
    ukazujących tych, których emigranci pozostawili w swoich ojczystych krajach.
    Ból i niepewność tych, którzy zostali, ukazane w tym filmie, przełamują
    wszelkie bariery językowe. EYE WEEKLY

    „Uśpione dziecko” rozbija klisze i pozwala zwrócić człowieczeństwo odebrane
    kobietom przez socjologizujące podejście filmów opisujących tematy miłości,
    tęsknoty, pojawiających się potrzeb seksualnych w skrócie .życia.

    Chloe Larouchi

    Marokańskie kino budzi się z letargu i niespodziewanie szybko nadrabia swoje
    zaległości. Delikatnie, ale zdecydowanie toruje sobie drogę w świecie, w którym
    jest miejsce tylko dla najlepszych.

    Yasmine Kassari jest z tych twardych i zahartowanych filmowców, którym nie jest
    obojętna rzeczywistość, którzy nie odsuwają się od niej. To stwarza obowiązek,
    któremu trzeba sprostać: spojrzenia na otaczający świat z pełną przenikliwością
    i uwagą. Autorka „Uśpionego dziecka” nie traktuje kina jak fabryki ruchomych
    obrazów, lecz również i przede wszystkim jako mechanizm odsłaniania spraw życia
    codziennego, uczuć i cierpienia, które się ścierają.

    Nagrody i festiwale

    Angers European First Film Festival 2005 (Francja) - nagroda publiczności, oraz
    nagroda dla najlepszych aktorek (Mounia Osfour, Rachida Brakni)

    Fribourg International Film Festival 2005 (Szwajcaria)- nagroda FIPRESCI

    Mar de la Plata International Film Festival 2005 (Argentyna) - nagroda za
    najlepszą reżyserię

    Mar de la Plata International Film Festival 2005 (Argentyna) - nagroda za
    najlepsze zdjęcia(Yorgos Arvanitis)

    Tbilisi International Film Festival 2005 (Gruzja) - nagroda im. Paradżanowa dla
    Yasmine Kassari


    Valdivia International Film Festival 2005 (Chile)- nagroda dla najlepszego filmu

    Festiwal Vues d'Afrique Montreal (Kanada) 2006 - nagroda dla najlepszego filmu
    długometrażowego

    Festiwal Filmowy w Koszalinie 2004 - Grand Prix

    Festival International du Film Francophone de Namur 2004 (Belgia) - nagroda
    publiczności

    serwisy.gazeta.pl/film/1,39884,3776175.html
  • beduinka 22.02.07, 17:25
    Maroko. Wycieczki z Mubarakiem
    Malina Kluźniak
    2007-02-05
    gazeta.pl turystyka

    Na siedem dni spędzonych w Królestwie Marokańskim, tych wycieczek było cztery.
    Wszystkie zaczynały się i kończyły w Agadirze, półmilionowym porcie nad
    Atlantykiem, do którego trafia większość turystów

    Fot. Malina Kluźniak
    Pasterz berberyjski
    więcej zdjęć To dziwne miejsce. Agadir założyli Portugalczycy w XV w., ale
    próżno szukać tu zabytków. Nocą 29 lutego 1960 r. trzęsienie ziemi w ciągu 15
    min zrównało miasto z ziemią - zginęło ok. 15 tys. osób. Odbudowano je z
    przeznaczeniem na ośrodek turystyczny. Choć jest tu szeroka, piaszczysta plaża
    (podobno ma 10 km), rosną palmy, a słońce świeci prawie przez cały rok,
    potrzeba sporo wyobraźni, żeby poczuć się jak w Afryce. Nad brzegiem oceanu
    biegnie (właśnie przedłużana) betonowa promenada - bulwar Muhammada V. Przy
    niej hotele, kluby, restauracje, sklepy, sklepiki. Dosyć daleko od centrum
    znajdziemy jednak medynę (dzieło włoskiego dekoratora Coco Polizziego, ciągle w
    budowie), suk, meczety, a nawet synagogę. W ogrodzie za wysokim murem ukrywa
    się pałac aktualnego króla 38-letniego Muhammada VI z dynastii Alawitów,
    pilnowany dzień i noc. Ogrody niemal przylegają do plaży, nie zdziwmy się więc,
    jeśli spacer przerwie nam ostry dźwięk gwizdka - dalej nie wolno!

    Idąc w przeciwną stronę, trafimy do portu (podobno przeładowuje się tu
    najwięcej sardynek na świecie). Na sporym, brudnym placu kramy z rybami i
    owocami morza, knajpki pełne miejscowych, koty uganiają się za resztkami.
    Spaliny (tuż obok biegnie ruchliwa szosa) mieszają się z ostrym zapachem
    zgnilizny i ryb. Po drugiej stronie szosy wyrasta góra z ruinami XVIIII-
    wiecznej kazby na szczycie i ogromnym, podświetlonym nocą napisem po
    arabsku: "Bóg, Ojczyzna, Król".

    ***

    Naszego kierowcę i, jak się okazało, przewodnika spotkaliśmy przypadkowo. Po
    pierwszej wycieczce do odległego o 80 km Tarudant postanowiliśmy: Mubarak
    (oficjalnie Mbarek) is our man! Nie dość, że znał okolicę jak własną kieszeń
    (już ćwierć wieku wozi ciekawych Maroka turystów), że był miły i uprzejmy, to
    jego grand taxi, biały, dość wiekowy mercedes, z łatwością pokonywał wąskie,
    bardzo kręte i naprawdę niebezpieczne górskie drogi (dwa razy do roku robi mu
    przegląd techniczny). Zatrzymywał się wprawdzie, przynajmniej na początku, w
    oklepanych, "turystycznych" miejscach, ale z czasem zaczął uwzględniać również
    nasze prośby.

    Pierwsze takie miejsce znajdowało się tuż przy szosie (porządna, asfaltowa). Po
    obu jej stronach ciągnął się półpustynny krajobraz - spękana, żółtawa ziemia,
    gdzieniegdzie porośnięta niskimi, zielonymi krzakami, na horyzoncie góry -
    Atlas Wysoki. Nagle na gałęziach niedużego drzewa o dziwacznie poskręcanym pniu
    zobaczyliśmy... kozy! Jedne stały, inne dosłownie zwisały z gałęzi, chciwie
    skubiąc zielone listki. Obok grupka dzieci, dalej osiołek w cieniu podobnego
    drzewa. Gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że drzewo ma też bardzo ostre,
    spiczaste kolce i że leżą pod nim małe, zielonkawe owoce. - Argan tree -
    wyjaśnił nasz kierowca (łac. argania spinosa). Ten prawdziwy cud natury rośnie
    tylko na południu Maroka. Między As-Sawirą (Essaouira) i Agadirem, na
    powierzchni ok. 800 tys. ha doliczono się 21 mln drzew arganowych (niestety,
    jest ich coraz mniej). Świetnie sobie radzą bez pomocy ludzi, którzy bez nich
    być może w ogóle by nie przeżyli. Dają cień, pożywienie kozom, z ich owoców
    wytwarza się olej jadalny i do celów kosmetycznych, z kwiatów pszczoły robią
    miód, drewno służy na opał i do dekorowania mebli.

    Na innej wycieczce wstąpiliśmy do „wytwórni”, gdzie kilka kobiet rozłupywało, a
    potem mełło kamiennym wałkiem arganowe orzeszki - z powstałej masy ręcznie
    wyciska się olej. Aby uzyskać litr bezcennego płynu, trzeba ośmiu godzin bardzo
    ciężkiej pracy i owoców zebranych z siedmiu drzew! (wyrobów z orzeszków
    arganowych lepiej nie kupować na sukach, bo mogą być podrabiane, dobry sklep w
    Agadirze: www.diaragran.com, apteka ziołowa w Marrakeszu:
    www.rosa-huile.net.ma).
    Mijamy plantacje oliwek, mandarynek (właśnie dojrzewają) i bananów, szklarnie i
    pola (nawadniane). Skręcamy w boczną drogę, by zobaczyć z bliska berberyjską
    wioskę Tiout z oazą. Samochód zostaje we wsi, a my idziemy w ostrym słońcu
    piaszczystą drogą, za nami dzieci na osiołkach (miały nadzieję, że ktoś się
    skusi na przejażdżkę). Nad drogą wyrasta rudawo piaskowa kazba, prawie nie do
    odróżnienia od otaczającego ją krajobrazu (kiedyś obok był kirkut). Oazę
    zapowiada piękny gaj palmowy, dalej kanały z wodą, a w pobliżu małej
    kawiarenki - niewielki basen, otoczony zielenią, ozdobiony wazami. Pijemy
    wszechobecną w Maroku herbatę miętową nalewaną z wysoka, tak by powstała
    pianka. Jest dobra, ale bardzo słodka. Kiedy wracając do wsi na skróty,
    przechodzimy tuż obok kazby, widać, jak bardzo jest zniszczona, a w dodatku
    dobudowano do niej hotel (podobno luksusowy) - nie wygląda to najlepiej.

    ***

    W Tarudant, liczącym ok. 30 tys. mieszkańców "małym Marrakeszu" w sercu doliny
    Sus, chwilę spacerujemy po pięknym, długim na 8 km XVI-wiecznym murze obronnym,
    rdzawopomarańczowym, w słońcu prawie czerwonym. Otacza całe, kameralne miasto,
    pierwszą stolicę dynastii Sadytów (przed przeniesieniem jej do Marrakeszu). Z
    murów podziwiamy medynę i góry, a potem idziemy na targ, a właściwie dwa, bo w
    Tarudant można zrobić zakupy na Souq Arabe Artisanal i na Marché Berbere
    (najlepiej w czwartki i soboty, kiedy mieszkańcy pobliskich wiosek przywożą
    swoje wyroby i produkty rolne). Oba są wspaniałe! Nie trzeba się zrażać
    widokiem straganów z tanią i brzydką odzieżą chińską, tylko wejść głębiej,
    gdzie są kramy z wyrobami skórzanymi (sandały, torby), srebrnymi naczyniami,
    ceramiką. W styczniową niedzielę jest niewielu turystów, za to dużo mieszkańców
    i przyjezdnych. Mężczyźni w długich galabijach, z głowami nakrytymi spiczasto
    zakończonymi kapturami wyglądają jak średniowieczni mnisi. W tłumie śmigają
    chłopcy na rowerach, z trudem przeciskają się stare samochody, wolno lawirują
    dorożki konne (caleche), drepczą osiołki, niektóre zaprzęgnięte do
    samochodowych przyczep na kółkach.

    Niestety, już koło 6 robi się ciemno - pora wracać do Agadiru. Ta wycieczka z
    Mubarakiem była naszym pierwszym spotkaniem z południowym Marokiem i jego
    mieszkańcami. Są raczej nieufni, bardzo nie lubią, jak się ich fotografuje
    znienacka, ale wystarczy chwila rozmowy, by zmienili nastawienie.

    Ale przede wszystkim zachwyciły nas kolory gór, ziemi i nieba. Majestatyczne,
    kropkowane zielenią niskich krzewów zbocza Atlasu, gdzieniegdzie kępy kaktusów
    z czerwonymi plamami opuncji, szarozielone oliwki i palmy, jaskrawy pomarańcz
    mandarynek wśród zielonych liści - chyba tylko poeta znalazłby odpowiednie
    słowa, by to opisać. Nie wiedziałam, że może tu być jeszcze piękniej...

    ***

    Z Mubarakiem trafiliśmy też do Tiznitu, miasta w pustynnym zakątku doliny Sus,
    otoczonego 6-kilometrowym czerwonym murem z ośmioma bramami, znanego ze
    srebrnych wyrobów. Piliśmy miętową herbatę na szczycie ogromnej zapory Youssef
    Ben Tachfine. Spacerowaliśmy wzdłuż rzeki Massa do Parku Narodowego Sus-Massa,
    gdzie wypatrzyliśmy przez lornetkę stado flamingów. Przejechaliśmy (z duszą na
    ramieniu!) cudowną, niesamowicie krętą drogą przez dolinę Ameln w Antyatlasie,
    osiągając 1160 m. n.p.m. (widoki nieopisane!).

    A w sobotę, na pożegnanie, znaleźliśmy się w... raju, który zaczyna się już 12
    km za Agadirem, tuż po skręcie na Imuzzer des Ida Utanan. Mijamy malutkie
    wioski - w pamięci zostaje kobieta z zasłoniętą twarzą w jaskrawo czerwonej
    szacie, opuszczona kaplica katolicka, praczki przy studni (wyprana bielizna
    schnie na sznurku między drzewami). Nad wąską drogą z mn
  • beduinka 22.02.07, 17:27
    A w sobotę, na pożegnanie, znaleźliśmy się w... raju, który zaczyna się już 12
    km za Agadirem, tuż po skręcie na Imuzzer des Ida Utanan. Mijamy malutkie
    wioski - w pamięci zostaje kobieta z zasłoniętą twarzą w jaskrawo czerwonej
    szacie, opuszczona kaplica katolicka, praczki przy studni (wyprana bielizna
    schnie na sznurku między drzewami). Nad wąską drogą z mnóstwem zakrętów zwisają
    czapy czerwonorudych, łupkowych skał (nie ma siatek, które by powstrzymywały
    spadające kamienie). Po drugiej stronie szumi rzeka, jej nurt tworzy
    gdzieniegdzie miniaturowe kaskady. Jesteśmy w Zielonej Dolinie zwanej Rajską,
    cudownym wąwozie, który kończy się wodospadem spadającym z dosyć wysoka do
    głębokiego jeziora z atramentową wodą (my zobaczyliśmy tylko wąską strużkę).
    Niestety, turyści zdążyli już zadeptać to piękne miejsce, ścieżka do wodospadów
    obrosła straganami...

    Z powrotem Mubarak prowadzi nas na skróty, ale wcale nie do samochodu...

    Klucząc w górę i w dół wąskimi niby-uliczkami, zatrzymujemy się na tarasie
    (fantastyczny widok na całą dolinę!) malutkiego biało-niebieskiego domu, obok w
    komórce kozy i kury, pod nogami biegają koty. Czeka tu nas poczęstunek
    berberyjski. Gospodarza, znajomego naszego kierowcy, nie ma akurat w domu,
    kobiety nie pokazują się obcym (słyszymy tylko ich śmiech zza ściany), więc
    usługuje nam kilkunastoletni chłopiec. Najpierw przynosi dzbanek z wodą i
    polewa nam ręce. Potem wnosi talerz płaskich chlebów i tacę z przekąskami:
    oliwa z oliwek i arganowa, miód z własnej pasieki (widać ją w dole pod tarasem)
    i pasta z migdałów utartych z olejem arganowym i miodem. Na koniec herbata -
    miętowa oczywiście. To był nasz ostatni - najlepszy - posiłek w Królestwie
    Marokańskim.
  • beduinka 27.02.07, 09:36
    Tygodnik obraził króla i sam się zawiesił

    gw, rz, pap
    2007-02-01

    Lewicowe pismo sugerowało, że król Mohammed VI dostał 13 milionów dolarów
    łapówki. Gdy zarzuty okazały się nieprawdziwe redakcja postanowiła sama się
    zawiesić, by uniknąć zamknięcia.


    Tygodnik "Assahifa", który opublikował nieudokumentowany zarzut korupcyjny
    wobec króla, zawiesił się na czas nieokreślony. Pismo zasugerowało w jednym z
    artykułów, że król Mohammed VI dostał od jednego z amerykańskich koncernów
    naftowych milionową łapówkę. Wkrótce potem redakcja musiała jednak przyznać, że
    nie ma dowodów na poparcie tego zarzutu.

    Tygodnik przeprosił opinię publiczną, a w czwartek redaktor naczelny Mohammed
    Hafid zapowiedział, że "Assahifa" na razie nie będzie się ukazywać. Wkrótce
    potem dwór królewski ogłosił, że w tej sytuacji monarcha rezygnuje z pozwania
    tygodnika do sądu za oszczerstwo.

    Przed dwoma tygodniami sąd zawiesił na dwa miesiące tygodnik "Nichane" za
    przedrukowanie żartów na temat islamu, seksu i polityki. Dwóch redaktorów
    skazano na trzy lata pozbawienia wolności, ale wykonanie kary zawieszono.
  • beduinka 02.04.07, 15:07
    February 2007
    Why EU needs Morocco as more than a neighbor?
    © 2007, IRED.Com, Inc. Simeon Mitropolitski.
    Morocco and the European states exist in close geographic proximity for many
    centuries. Yet, despite this proximity, Morocco may never become a member of
    the EU. Exactly 20 years ago its government submitted an official application
    to join the union, then still an economic community. Brussels, on the ground
    that Morocco was not a European country, almost immediately turned the
    application down. In terms of geography Morocco is still not in Europe. With so
    many worries coming after its eastern expansions, Europeans have little time to
    think about those living on the other side of the Mediterranean. EU, however,
    needs Morocco as more than a good neighbor. It's almost unimaginable that this
    country won't get a special status vis-�-vis the union, a status that will
    reflect its special geographic location and special responsibilities in terms
    of security.

    Unfortunately for Morocco, European Union now looks like as a Christian club of
    ex-colonial powers plus their former eastern agricultural appendixes. In such a
    club, in general, there is no place for predominantly Muslim nations. At some
    point, many years from now, this may change; the European Union may become a
    place of shared civic instead of religious values, but this day isn't around
    the corner. Turkey doesn't look well positioned to become EU member at any time
    soon. Morocco has even less chance being not so strategically located as
    Turkey. But can it be treated as a simple neighbor, akin of Moldova?

    Europe has a major problem with thousands of illegal migrants coming from
    Africa and Asia. Morocco is a key transit point for some of this traffic. In
    fact, it's the 'good neighbor' policy of Morocco that saves Europe from even
    higher wave of illegal immigration. The reason for cooperation is simple,
    Europe needs a solid buffer zone as faraway as possible from its frontiers;
    Morocco needs a special treatment for its exports and its own citizens
    traveling and working in Europe. This need of cooperation singles Morocco out
    of most other 3rd world countries. It cannot play the card of being close to
    other great powers outside Europe, but it can hurt European interests by doing
    nothing, unless a reasonable accommodation is reached.

    What this special status may mean? It may include duty-free exports to Europe
    for all goods and services produced in Morocco. In the future this duty-free
    zone may grow up into a custom union, meaning that Morocco will impose duties
    on imports from third countries in accordance to European rules. At some point
    it's also possible that Morocco may be allowed to join the Schengen free-
    movement area, meaning its citizens will be able to travel freely to Europe.
    All these measures don't require EU membership for Morocco. There are other
    countries that have similar agreements with the EU and enjoy similar special
    status, so this won't even set a precedent.

  • kate310 18.06.08, 20:19
    z całego serca dziekuję :)
  • aisza5 10.07.08, 10:54
    wyborcza.pl/1,75477,5440175,Marokanska_lekcja_tolerancji.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-07-10-03-15

    Marokańska lekcja tolerancji

    Tysiące pobożnych Żydów z Izraela i Zachodu co roku pielgrzymują do
    Maroka, gdzie na grobie swojego rabina modlą się razem z miejscowymi
    muzułmanami
    W ciągu ostatnich kilku dni Safi, senne miasteczko na marokańskim
    wybrzeżu, jak co roku o tej porze przeżywało prawdziwe oblężenie.
    Ortodoksyjni Żydzi z Izraela, żydowscy biznesmeni z Francji i Kanady
    i marokańscy Żydzi z całego kraju zjechali się tu, żeby świętować
    żydowską hillulę (po arabsku mausim), czyli modlić się na grobie
    rabina i filozofa Abrahama ben Zmirro.

    Rabin, który właśnie w Maroku schronił się przed prześladowaniami w
    XV-wiecznej Hiszpanii, został tu pochowany razem z szóstką potomków
    i co roku tysiące Żydów przyjeżdżają tu oddać mu cześć i poprosić o
    łaskę - podobno modlitwa na grobie leczy choroby, a nawet pomaga w
    znalezieniu męża.


    Czytaj dalej »

    Razem z pielgrzymami mausim zawsze świętują marokańscy oficjele. W
    niedzielę wielki rabin Maroka Aaron Monsenego modlił się w
    miejscowej synagodze z gubernatorem prowincji Hassanem Sebbarim, a
    pielgrzymom przygrywał zespół złożony z Żydów i muzułmanów, którzy
    po francusku, arabsku i hebrajsku śpiewali o "jednym Bogu, którego
    jedni czczą, klęcząc, inni stojąc". - To bardzo ważne, że możemy
    razem świętować, razem się modlić - mówił potem dziennikarzom
    agencji AP Monsenego, a Sebbari stwierdził, że "jest bardzo dumny,
    że marokańscy muzułmanie dają taką piękną lekcję tolerancji innym
    krajom arabskim".

    Takie wspólne świętowanie żydowskiego święta, szczególnie z
    Izraelczykami, to wyjątek w krajach arabskich, z których część w
    ogóle nie uznaje istnienia państwa Izrael i nie wpuszcza do siebie
    jego obywateli, a z izraelską pieczątką w paszporcie można zapomnieć
    o ich wizie.

    Mimo że w Maroku dzisiaj na stałe mieszka tylko kilka tysięcy Żydów,
    w samej Casablance działają 32 synagogi, jest tu nawet jedyne w
    świecie arabskim żydowskie muzeum.

    Podobnie jak w Safi jest na corocznej majowej pielgrzymce w Ait
    Bajjud, gdzie Żydzi z różnych krajów przyjeżdżają na grób rabina Ben
    Nessima. Także w Fezie, kulturalnym centrum kraju, w czerwcu odbywa
    się festiwal muzyki sakralnej, na którym spotykają się muzułmańscy,
    żydowscy i chrześcijańscy muzycy i poeci. - Takie imprezy to świetna
    okazja, żeby promować zrozumienie między kulturami i wyznaniami -
    mówił na konferencji prasowej organizator ostatniego festiwalu
    Muhammad Kabbadż. - Bo religia to zbyt ważna sprawa, żeby zostawiać
    ją w rękach imamów, rabinów i księży.


    Źródło: Gazeta Wyborcza
  • aisza5 06.08.08, 08:32
    wyborcza.pl/1,75477,5557409,Nie_Palestynczycy.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-08-06-03-15

    W sprawie Sahary Zachodniej, o którą pytał dziennikarz, nie ma
    bowiem, od dawna nie było i zapewne już nie będzie nic nowego. ONZ-
    owski mediator Peter von Walsum już w kwietniu powiedział, że w
    obliczu braku presji na Maroko - które okupuje Saharę Zachodnią od
    1975 r. - "niepodległość nie jest realistyczną propozycją".

    Wkrótce potem Rada Bezpieczeństwa pochwaliła "poważne i wiarygodne
    starania Maroka", by rozwiązać konflikt, i wezwała strony
    do "realizmu". O prawach człowieka Rada nawet nie wspomniała, co
    zresztą w świetle tego, że nie zaobserwowano ich na Saharze, jest
    istotnie absolutnie realistyczne.



    Podobnie poważne i wiarygodne są starania Maroka. Dwa tygodnie temu
    zlikwidowano ostatnie tymczasowe obozowisko marokańskich osadników w
    stolicy Sahary El Aajun. Mieszkające tam rodziny dostały rządowe
    subwencje na wynajem mieszkań - za rok ostatnie z nich mają się
    wprowadzić do budowanych przez państwo domów, które dostaną za darmo.

    Podczas gdy 200 tys. Marokańczyków rozgaszcza się na nowych
    śmieciach, większość ćwierćmilionowej ludności Sahary gnieździ się w
    obozach uchodźców w Algierii. Tylko nieliczni żyją jeszcze na wąskim
    pasie nieokupowanego terytorium byłej hiszpańskiej kolonii, przy
    granicach z Algierią i Mauretanią. Od reszty kraju oddziela ich mur
    długości 2700 km, otoczony polami minowymi, najeżony wieżyczkami
    strzelniczymi i stanowiskami artylerii, który skutecznie chroni
    resztę kraju przed sporadycznymi atakami partyzantki Polisario.

    Zadowolone z udanego podboju Maroko kategorycznie za to potępia
    izraelski "mur bezpieczeństwa" na Zachodnim Brzegu. Izrael, który ma
    z Marokiem dobre, choć nieoficjalne stosunki, w sprawie
    marokańskiego muru starannie milczy.

    Mur na Saharze nadzoruje misja ONZ (w skład której wchodzi jeden
    Polak). W 1995 r. jej wiceszef podał się do dymisji, by
    zaprotestować przeciwko stronniczości ONZ na rzecz Maroka i
    ignorowaniu gwałcenia praw rdzennej ludności. Było to działanie tak
    politycznie nic nieznaczące, że Frank Ruddy nie zasłużył sobie nawet
    na hasło w Wikipedii.

    Po stronie Maroka są nie tylko wszystkie mocarstwa Rady
    Bezpieczeństwa oraz dawny suweren Sahary Hiszpania, ale i niemal
    cały świat arabski oraz muzułmański. Po stronie Saharyjczyków są
    Algieria oraz dwadzieścia parę państw, które uznały Saharyjską
    Demokratyczną Republikę Arabską.

    Jej rząd, na wygnaniu w Algierii, domaga się tylko jednego:
    referendum, w którym Saharyjczycy opowiedzieliby się za
    przyłączeniem do Maroka, autonomią oferowaną im przez Rabat lub
    niepodległością. Takie samo zresztą żądanie wysuwają wobec Indii
    znajdujący się w analogicznej do Saharyjczyków sytuacji aktywiści
    kaszmirscy. W obu wypadkach żądania te poparła zrazu ONZ - zanim nie
    nawróciła się na realizm.

    Władze w Rabacie nie mają nic przeciwko referendum - pod warunkiem,
    że będą w nim też mogli głosować marokańscy osadnicy, co budzi
    sprzeciw niezdolnych najwyraźniej do realizmu Saharyjczyków. -
    Dajemy [stronom] trochę czasu - powiedział cytowany już rzecznik ONZ.

    Czas na budowę osiedli dostało Maroko. Saharyjczycy zaś winni się
    namyślić nad tym, że mur murowi nierówny, a oni Palestyńczykami
    jednak nie są.
  • gosiak_75 13.08.08, 07:55
    Znalazłam wydaje mi się ciekawą ofertę wyprawy rowerowej do Maroka
    na trasie Fez – Meknes – Midelt – Er Rachidia – Erfoud – Rissani –
    Tinerhir – Boumalne Dades – Ouarzate - Marrakesz.
    I moje pytanie czy podróżowanie po Maroku rowerem, nawet grupą
    zorganizowaną, gdzie będzie opieka techniczna, itp jest bezpieczne?
    Jak jeżdzą Marokańczycy, bo byłam 2 razy w Egipcie, a tam egipcjanie
    jeżdzą jak piraci. I obawiam się tego samego w Maroku. Poza tym jak
    bardzo uczęszczana jest ta trasa, ktoś był z Was? Z góry dzięki za
    odpowiedzi.



    --
    Najlepsi z 1976 :)
  • cattheriine 14.09.08, 10:27
    Mam pytanie:

    jaki język należałby chociaż trochę umieć by porozumieć się z ludźmi w Maroku?
  • kate310 15.09.08, 17:29
    Najłatwiej będzie Ci po arabsku :) o ile go znasz. francuski na
    pewno. a czy równiez angielski przekonam się za dwa tygodnie :)
    czy tez wybierasz się do maroka? trudno na tym forum uzyskac
    jakiekoliwek informacje. ludzie są tu bardzo przemądrzali i zamiast
    udzielać przydatnych informacji mądrzą się ile można. życze Ci
    powodzenia :) jak wrócę napisze coś dla laików :)
  • aisza5 04.11.08, 10:54
    wyborcza.pl/1,90889,5842078,Meknes__W_marokanskim_Wersalu.html
    Urocze, położone nieopodal gór Atlasu 800-tysięczne Meknes,
    oryginalna mieszanka stylów architektonicznych - arabskiego i
    francuskiego. Dużo zabytków i pałaców to powody, dla których miasto
    porównywane jest do francuskiego Wersalu. Niesłusznie pozostaje ono
    w cieniu dwóch wielkich atrakcji Królestwa Maroka - Marrakeszu i
    Fezu. W najbliższym sąsiedztwie znajdują się także dwa inne ważne
    zabytki - miasteczko Moulay Idriss i ruiny rzymskiego Volubilis.

    ***

    W Meknes uderza spokój i cisza, oczywiście w wydaniu afroarabskim...
    Po harmidrze i nieustannym gwarze Fezu i Marrakeszu wydaje się oazą
    spokoju. Szerokie, wysadzane palmami i kwiatami aleje przypominają
    te z południowo-francuskich czy hiszpańskich miast. Nowa część
    miasta - ville nouvelle - to uporządkowana dzielnica tonąca w
    tropikalnej zieleni, pełna eleganckich willi i nowoczesnych osiedli,
    banków, drogich sklepów, snobistycznych restauracji i patisserii
    (prawie identyczne jak paryskie), w których bogaci mieszkańcy
    popijają z dużych filiżanek wspaniałą, pachnącą kardamonem i
    cynamonem qahwa bil-halib, czyli cafe au lait. Do kawy migdałowe
    croissanty, sorbet z mango albo ociekające miodem ciastka z kaszki
    manny. Nad kafejkami unosi się zapach świeżej mięty, drogich perfum
    oraz dźwięki kiczowatych przebojów rodzimej lub francuskiej
    produkcji. Siedzący przy stolikach goście nieustannie rozmawiają
    przez telefony komórkowe, przeglądając gazety albo stukając w
    klawiatury laptopów. W tle religijne śpiewy dobiegające z
    przejeżdżających samochodów i nawoływania muezinów. Obrazek
    charakterystyczny dla marokańskiego miasta - intrygujące pomieszanie
    kultury francuskiej i arabskiej.

    ***

    Meknes jest stare, bardzo stare. Na początku X w. przywędrowało
    tutaj z gór Atlasu berberyjskie plemię Meknasa i rozbiło swoje
    namioty. Rozwój miasta nastąpił w czasach dynastii Almohadów i
    Merynidów, którzy wznieśli (istniejącą do dziś) medynę i imponujące
    mury obronne, najstarsze w Maroku. Pod koniec XVII w. Moulay Ismail
    ustanowił Meknes stolicą Maroka i wybudował olbrzymi, nigdy
    nieukończony kompleks pałacowy. Wzniósł też mnóstwo mniejszych
    pałaców i pałacyków, bibliotek, szpitali, łaźni i meczetów. Ogromne
    trzęsienie ziemi w 1755 r. (to samo, które zniszczyło Lizbonę) na
    długi czas pozbawiło miasto splendoru i siły politycznej. Na
    początku XX w. było ono główną kwaterą okupacyjnej armii francuskiej
    i areną wielu krwawych starć między Marokańczykami a Francuzami.
    Dopiero po odzyskaniu przez kraj niepodległości w 1956 r. rząd
    przystąpił do odbudowy i modernizacji Meknes, które dzisiaj (z
    Marrakeszem, Fezem i Rabatem) jest jednym z tzw. Cesarskich Miast
    Maroka. Ale to nie ville nouvelle stanowi o głównej atrakcyjności
    Meknes, tylko jego historia.
  • aisza5 28.11.08, 12:40
    W TV HBO komedia włoska z 2007r
    "Zbuntowany nastolatek ucieka z domu, by spełnić marzenie- wyjazd do
    Maroka, a śladem chłopca wyrusza jego ojciec. Aż do happy endu."

    Miłego ogladania!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.