Dodaj do ulubionych

zycie w Egipcie...

04.08.03, 00:31
zadalam tez to pytanie na forum turystyka o Egipcie, ale tam ludzie glownie
wymieniaja informacje turystyczne;-)))
chodzi mi o zwyczajne zycie w Egipcie, w duzym miescie (Aleksandria)
jak tam zyje sie np. kobietom (nie muzulmankom)..
na ile osoba ktory w chwili obecnej miszka w zachodnim kraju, po powrocie do
siebie moze sie zmienic pod wplywem otoczenia?
z opowiadan moge wywnioskowac ze roznie to bywa - zasady sa zasadami, a zycie
idzie swoim torem
nie wszystko dla mnie jest zrozumiale, tak jak pewnie i moje postepowanie
czasem mze byc dla kogos dziwaczne;-)

co innego np Egipt jako kraj dla turystow a co innego codziennosc, to chyba
dwie rozne rzeczy?

pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • 04.08.03, 11:18
    no ja chętnie też bym posłuchała na ten temat,jak to jest naprawdę,podobnież
    jest-normalnie,kobietom krzywda się nie dzieje,ale to są słowa mojego chłopaka
    egipcjanina,staram się mu wierzyć:))w końcu powinnam,ale jeśli ktoś ma coś
    ciekawego do napisania na ten temat,lub może inne zdanie,chętnie
    przeczytam,pozdrawiam
  • 05.08.03, 01:36
    Egpicjanina??
    :-))
    przepraszam, ale zapytam..mieszkasz w Polsce?
  • 05.08.03, 21:22
    Mieszkam w Polsce,tak:)))dlaczego pytasz?
  • 05.08.03, 21:56
    bo bylam ciekawa (wybacz:-)) ) gdzie jestes ze swoim chlopakiem
    czy w Polsce, czy tez w jakims innym kraju(europejskim)
    powiem szczerze, ze moja znajomosc to czasami dla mnie jest bardzo stresujaca,
    chociaz staram sie zrozumiec odmiennosci kulturowe i nie sugerowac sie
    stereotypami
    ale niewiem co z tego bedzie...

    pozdrawiam serdecznie
  • 05.08.03, 23:49
    to jest najgorsze że my nie jesteśmy wciąż razem:(on mieszka w Egipcie,ja
    tutaj,czasami uda nam się spotkać,ten następny raz będzie znowu we wrześniu,ale
    myślimy o sobie bardzo poważnie,nie wyobrażam sobie życia bez niego,przestałam
    patrzeć na to co mówia ludzie,co piszą w internecie.My razem rozmawiamy o
    takich sprawach -co będzie mi wolno,co nie,czego on nie zaakceptuje,o
    obowiazkach,o dzieciach,o religii.Wiesz,to naprawdę nie jest tak że będziesz
    zoną muzułmanina to będziesz niewolnicą,itp,po prostu pewne rzeczy da się
    zaakceptować,niektóre trzeba.Ja mam trudny charakter,wiem o tym,ale po jakimś
    czasie zrozumiałam że nie warto walczyć o glupoty,bo ja tak chcę,bo chcę.Dużo
    by na ten temat mówić,posłuchaj siebie,przestań patrzeć na ludzi,pozdrawiam
    serdecznie,napisz jeszcze coś czasami:))
  • 07.08.03, 23:04
    droga Noor,
    u mnie wyglada to nieco inaczej, powiedzialabym ze skomplikowane jest dosyc
    bardzo..
    nie mieszkam w Polsce, a on przebywa tutaj - niewiadomo jeszcze jak dlugo.
    szuka punktu zaczepienia, ma dziwne pomysly w tej sprawie.
    ja jestem w stanie zaakceptowac kazdego czlowieka takim jakim jest, szczegolnie
    jesli cos dla mnie znaczy.
    ale tez mam duze poczucie co do swojej swobody, czy tez inaczej ujmujac
    stanowienia o sobie samej
    prosto byloby z nim pojechac (pomimo ze wiele w zyciu osobistym musialabym
    zmienic), ale nie wyobrazam sobie siebie w roli kobiety poddanej..
    obawiam sie ze byloby inaczej tam, u niego, niz tutaj
    zreszta on sam wiele razy mowi - teraz jestem tutaj i robie cos w taki sposob w
    jaki w swoim kraju bym nie robil..hmm to mu ponoc pomaga, bo ciezko mu tutaj.
    ponadto, wazne sa wszystkie sprawy jego dotyczace, sa najwazniejsze!!!
    owszem...nie zaprzeczam, sa pewne problemy, ale nic inne sie nie liczy - co ja
    czuje, mysle..jakby nie potrafil sobie sam odpowiedziec:co naprawde ma wartosc
    w zyciu jego.
    pomoc sobie rozmowa nie da. ma 28 lat i mozna wymagac w tym wieku od faceta
    pewnej dojrzalosci.
    nie chce byc wazna dla niego tylko wtedy gdy on uwaza za sluszne, naprawde
    wielu rzeczy czasem nie pojmuje, choc staram sie..
    on chyba zdaje sobie sprawe ze mnie nie da sie "ustawic"
    mam sporo watpliwosci..latwiej by bylo gdyby uczucia w to nie byly
    wmieszane..no ale wted to i problemu by nie bylo:-))))))))))))))))))))))))

    pozdrawiam serdecznie

    a moze za dni pare jakies lepsze spojrzenie miec bede..albo i nie..
  • 08.08.03, 18:19
    Przyglądam się waszej rozmowie od jakiegoś czasu, ale teraz postanowiłem się
    włączyć. Widzisz koronka ty sama dajesz sobie odpowiedź w ostatnim poście.
    Zawsze jest tak, że gdy kogoś się kocha to nieodparte wrażenia będące
    właściwie pewnością formułuje się w postaci wątpliwości "obawiam sie tego i
    tego, bo zauważyłam to i to, co zdaje się może chyba potwierdzać czasami..." a
    tak naprawdę, gdyby twoje słowa okroić z uczucia, które niestety upośledza
    trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość to zostanie brak wzajemnego zrozumienia z
    powodu różnicy kultur, brak doceniania roli i znaczenia kobiety w oczach
    twojego chłopaka i EWIDENTNY smutny koniec takiego związku. Ja wcale nie
    twierdzę, że Arabowie robią z kobiet niewolnice, ale jest to kultura, gdzie
    rola kobiety jest diametralnie różna od naszej. Przeczytaj reportaż z
    ostatniego Dużego Formatu "Wyborczej". Bardzo pouczający. Pamiętam jeszcze
    relacje ochmistrza ze statku naszej floty handlowej, który opowiadał, że było
    kilka portów do których nienawidził zawijać - to były porty w krajach
    arabskich. A tam na nabrzerzach często Polki ubrane na sposób arabski
    błagające na kolanach by przemycić je do kraju, opowiadające o przerażających
    przeżyciach - na studiach zakochane do szaleństwa, on miły, obsypujący
    prezentami, niesamowita fascynacja, także jego odmiennością i oczywiście
    zapewnienia, że po przyjeździe do jego rodziny wszystko będzie w porządku, że
    nikt nie będzie jej więził, że będzie prawie jak tutaj. A tam na miejscu
    koszmar i to znacznie większy niż możesz sobie wyobrażać. Facet mówił, że
    niektórzy marynarze dosłownie płakali, ale nie mogli nic zrobić, bo za taki
    numer byłoby tamtejsze więzienie. Mówił mi, że w końcu zaczął się upijać, gdy
    widział te nabrzeża. Tych dzieczyn było tam mnóstwo. Nie raz rodziny starają
    się wyrwać je stamtąd, ale bez rezultatu. Prawo jest po stronie mężczyzny. W
    Pakistanie kobieta żądająca rozwodu jest często przez męża okaleczana bądź
    mordowana. Wiem, że ten kraj to skrajność, ale nigdzie nie licz na
    równouprawnienie. Jeśli będziesz chciała odejść i jakoś ci się to uda,
    pożegnaj się przedtem ze swoimi dziećmi na zawsze. Może w niektórych aspektach
    się mylę, nie jestem specjalistą od prawa egipskiego, a szczególnie od
    praktyki jego stosowania, ale bardzo delikatnie mówiąc nie jest różowo.
    Nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale twierdzę, że wszędzie w krajach
    arabskich jest z tym inaczej niż u nas i różnice są raczej większe niż
    mniejsze. Twierdzę, że uczucie przyćmiewa zdrowy rozsądek i umiejętność
    trzeźwej oceny sytuacji i twierdzę, że ZAWSZE wątpliwości jakie na przykład
    ciebie trapią okazują się w końcu być pewnikami, tylko natężenie tej pewności
    jest coraz większe i większe. Przemyśl tę decyzję na zimno jeśli tylko umiesz,
    skorzystaj z rad innych. W żadnym wypadku nie skacz na głęboką wodę bez
    rozpoznania.

    Pozdrawiam - Hirgen
  • 09.08.03, 01:43
    hallo Hirgen,
    bardzo Ci dziekuje za Twoja wypowiedz..
    ja wiem ze trudno racjonalnie myslec gdy slucha sie serca, choc moze wlasnie
    milosc polega na calkowitej akceptacji kogos z calym jego bagazem(czyli i
    kultura w jakiej sie wychowal)
    ale jakos automatycznie oczekiwalabym tego samego z drugiej strony..
    ja po prostu mam taka nature.
    on wie ze mnie nie zmieni, moze sie wsciekac - ale taka jestem i juz.
    szanuje jego swiatopoglad, podejscie do wielu rzeczy, nigdy go nie wysmialam i
    staralam sie i staram dowiedziec wiele o jego kulturze - to wiele ulatwia
    ale ja jestem wychowana inaczej i trudno oczekiwac abym potrafila zmienic
    wszystko
    nie jestem nastolatka, mam swoje lata i doswiadczenia - moze tez dlatego tyle
    watpliwosci w momencie gdy powinnam zyc tylko tymi milymi chwilami?
    dla niego znajomosc ze mna wiele znaczy, jest czyms pod wieloma wzgledami
    najlepszym w zyciu.

    jestem pod jego urokiem, temu zaprzeczyc sie nie da i zdaje sobie z tego
    sprawe..

    chcialam tez napisac ze nie wierze w to ze zawsze takie zwiazki sa skazane na
    niepowodzenie..mam nadzieje ze Noor, ktora tutaj ze mna wymienila opinie bedzie
    szczesliwa...
    zycze jej tego z calego serca!

    pozdrawiam
  • 09.08.03, 13:21
    Na całkowitej akceptacji mówisz...problem polega na tym gdzie ta całkowitość
    się kończy, bo gdzieś kończyć się musi. Na Nowej Gwinei niektóre plemiona mają
    zwyczaj spożywać mózg zmarłego, aby przejąć jego mądrość. Wszyscy muszą jeść.
    Nie ma wyjątku. Jak myślisz czy miłość sprawiłaby, że surowy mózg zmarłego
    ojca twego męża byłby zjadliwy? Wybacz drastyczność porównania, ale ja tylko
    chcę zobrazować problem. Piszesz, że czegoś tam od niego
    oczekujesz "automatycznie", a nie rozumiesz arabskiej mentalności, kultu
    zachowania twarzy, honoru zupełni inaczej pojętego niż nasz. Liczysz, że życie
    z nim w Egipcie będzie choćby znośne? Naprawdę - przeczytaj koniecznie
    reportaż z Arabii Saudyjskiej w ostatnim, albo przedostatnim Dużym
    Formacie "Wyborczej". Wiem - powiesz mi, że tam skrajna ortodoksja, wahabici,
    rządy ulemów. Ale to tylko zwiększenie natężenia tych cech, które dla kogoś
    wychowanego w Europie są nie do zniesienia.
    Oczekujesz od niego rzeczy absolutnie nieosiągalnych. On nie ma i już nigdy
    nie będzie miał pojęcia co to jest partnerstwo. Tak został wychowany i to się
    już nie zmieni.

    Ogromne znaczenie ma tu niestety zauroczenie śniadym Egipcjaninem, jakiemu
    uległaś. Ono prawie całkowicie stępiło u ciebie instynkt samozachowawczy. Albo
    skalkulujesz to na zimno, albo będziesz miała kłopoty większe niż możesz sobie
    wyobrazić. Wierz mi niezależnie od mocy uczucia wyparowuje ono szybko, gdy
    okazuje się że wymarzony raj jest piekłem, gdy pękają złudzenia, a zaczyna się
    koszmarek jeśli nie koszmar. Pamiętaj też, że tu w Polsce on nie tylko
    zachowuje się inaczej on tu JEST kimś innym niż u siebie. Tutejsze prawo i
    zwyczaje wiążą mu ręce w wielu sprawach. Dopiero tam będzie siedział na
    własnym koniu i wtedy możesz z zaskoczeniem stwierdzić, że to ktoś zupełnie
    inny niż myślałaś. Tego typu przeżycia są niestety udziałem wielu dziewczyn
    wychodzących za mąż za muzułmanów.

    Ja też nie uważam, że wszystkie takie związki są skazane na smutny koniec. Ale
    tych którym się powiodło jest cholernie mało. Jeśli mąż pochodzi z rodziny z
    długimi inteligenckimi tradycjami, kosmopolitycznej, nowoczesnej, z dużego
    miasta, gdzie wykształcone kobiety nie biegają w zakwefione i nikt ich z tego
    powodu nie prześladuje, gdzie silne są wpływy cywilizacji zachodniej /zgadzam
    się że wcale nie lepszej, ale nie o to tu chodzi/ to masz jakieś trzydzieści
    procent szans, że ci się uda.

    Gwoli wyjaśnienia - jestem zafascynowany kulturą islamu, czytałem Koran,
    odwiedziłem kilka arabskich krajów, studiowałem z mnóstwem studentów z tych
    krajów i pamiętam, że całą nowoczesną wiedzę z matematyką, medycyną,
    astronomią i literaturą starożytną /tak-tak!/ przekazali nam Arabowie. Ale
    wiem też, że szacunek dla ich dziedzictwa nie może przesłonić mi chłodnej
    oceny sytuacji i dostrzec ewidentnej "niekompatybilności kulturowej" związków
    w których mężczyzna jest muzułmaninem, a kobieta Europejką. Jej efektem są
    osobiste tragedie tych dziewczyn z którymi dane było mi się zetknąć.

    Przemyśl to zanim zrobisz cokolwiek i wiedz, że cokolwiek zrobisz i tak
    będziesz żałować. Życie to sztuka wyboru. Tyle że mądrego.

    Pozdrawiam
    hirgen
  • 10.08.03, 13:56
    hirgen napisał:

    > Na całkowitej akceptacji mówisz...problem polega na tym gdzie ta całkowitość
    > się kończy, bo gdzieś kończyć się musi.

    jestem w stanie zaakceptowac duzo - dopoki nie narusza to jakos mojej wlasnej
    hmm wolnosci?swobody? mojego "ja"?niewiem jak to inaczej okreslic..
    ale chodzi mi o to ze na wiele rzeczy idzie przymknac oko, tlumaczac to sobie
    odmienna kultura

    > Naprawdę - przeczytaj koniecznie reportaż z Arabii Saudyjskiej w ostatnim,
    albo przedostatnim Dużym Formacie "Wyborczej".

    juz dawno go przeczytalam, a takze wiele dyskusji na temat Arabow odbywajacych
    sie na gazetowych forach (np "Kobieta")...nic budujacego prawde mowiac

    > Oczekujesz od niego rzeczy absolutnie nieosiągalnych. On nie ma i już nigdy
    > nie będzie miał pojęcia co to jest partnerstwo. Tak został wychowany i to się
    > już nie zmieni.

    to bardzo prawdopodobne - teraz moze byc stlumione, ale w jego wlasnym kraju
    moje znaczenie moze bardzo spasc..co do honoru, to przyznaje ze pare razy
    calkiem nieswiadomie urazilam go - trudno...nie moge ciagle ja myslec o tym co
    moze byc dla niego niemile, skoro on nie pomysli o tym ze i mi sprawia przykrosc
    (nie twierdze ze robi to specjalnie!!)
    >
    > Pamiętaj też, że tu w Polsce on nie tylko
    > zachowuje się inaczej on tu JEST kimś innym niż u siebie.

    ja nie jestem w Polsce..mieszkam na Zachodzie i on jak na razie tez..tylko ze
    wlasnie on nie ma papierow odpowiednich aby pozostac..z tym wiaza sie obecnie
    rozne sytuacje o ktorych nawet pisac mi sie nie chce:-(
    ale wyglada to tak ze on prawdopodobnie stad bedzie musial wyjechac..a ja
    zostane..
    gdyby moja sytuacja nie byla hmm dosyc skomplikowana to dla niego oczywiste
    byloby to ze pojechalabym z nim..dla mnie wlasnie nie jest to takie oczywiste..


    > Gwoli wyjaśnienia - jestem zafascynowany kulturą islamu, czytałem Koran,
    > odwiedziłem kilka arabskich krajów, studiowałem z mnóstwem studentów z tych
    > krajów i pamiętam, że całą nowoczesną wiedzę z matematyką, medycyną,
    > astronomią i literaturą starożytną /tak-tak!/ przekazali nam Arabowie.

    ja wczesniej nie za bardzo mialam kontakty..teraz poznalam dosyc sporo osob z
    tego kregu kulturowego - taka specyfika miejsca
    jestem otwarta na innych ludzi, nie jestem ignorantka - staralam sie wiec i
    staram dowiedziec tyle ile sie da o ich kulturze, szanowac to..
    czasem trudno ale powiedziec ze mozna inaczej...i nie znaczy to gorzej
    >
    > Przemyśl to zanim zrobisz cokolwiek i wiedz, że cokolwiek zrobisz i tak
    > będziesz żałować. Życie to sztuka wyboru. Tyle że mądrego.

    to prawda, zawsze pozostaje jakis zal, ciesze sie z tego co jest - wiem ze dla
    niego jestem kims wyjatkowym,ze dzieki mnie ma on wiele dobrych wspomnien..
    >
    pozdrawiam
    pozwolilam sobie w ten sposob odpisac, bo mi troszke prosciej - a w takie upaly
    mysli zbyt szybko uciekaja:-))))
  • 08.10.03, 18:17
    hirgen napisał:

    Liczysz, że życie
    > z nim w Egipcie będzie choćby znośne? Naprawdę - przeczytaj koniecznie
    > reportaż z Arabii Saudyjskiej w ostatnim, albo przedostatnim Dużym
    > Formacie "Wyborczej".

    Arabia Saudyjska i Egipt to jak ogień i woda

    --
    Zapraszam na forum o krajach arabskich
  • 09.10.03, 00:20
    beduinka napisała:

    > hirgen napisał:
    >
    > Liczysz, że życie
    > > z nim w Egipcie będzie choćby znośne? Naprawdę - przeczytaj koniecznie
    > > reportaż z Arabii Saudyjskiej w ostatnim, albo przedostatnim Dużym
    > > Formacie "Wyborczej".
    >
    > Arabia Saudyjska i Egipt to jak ogień i woda
    >
    Egipt jest chyba "przystepniejszy" -jesli tak moge to okreslic?
  • 09.08.03, 16:37
    no tak,nie powiem że nie wystraszyłam si,e troszkę,pomimo wszystko:(po tym co
    teraz tutaj przeczytałam,jednym slowem z tego wynika że raczej nie pozwolić
    sobie dać nawet szansy na to ze związek taki może być szczęśliwy,bo raczej w
    większości przypadków tak nie jest:(Jedno za za mną przemawia to to że to nie
    ja będę mieszkać w Egipcie ale on w Polsce,bo z pewnych względów tak być musi i
    on to zaakceptował.Druga rzecz to to że napisałaś że dla twojego chłopaka jest
    ważne tylko co on myśli.Moja sytuacja życiowa jest tak skomplikowana że czasami
    cieżko z tym żyć,właśnie on przestał myśleć o sobie,zresztą nigdy wczesniej nie
    miałam odczucia że moje zdanie jest nie ważne,ale właśnie teraz wiem że
    wszystko co jet ważne dla mnie jest tak samo ważne dla niego,ponieważ nigdy nie
    zawiodłam się na nim kiedy potrzebowałam pomocy.Wiem,to co piszę jest troszkę
    skomplikowane,nie jasne,ale nie chcę pisać o swoim życiu tylko o jego stosunku
    do mnie.Ja też nie jestem nastolatką i on także nie na nascie lat,jestem można
    powiedzieć -po przejściach i to nie łatwych.Dać sobie szansę na ten związek i
    mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze albo nie dać sobie szansy na
    sprawdzenie tego i też może żałować że coś pięknego może umknęło?I może żałować
    że nie dałam sobie tej szansy?Nie wiem,mam obawy.Pozdrowienia serdeczne i też
    wszystkiego najlepszego,żeby ułożyło się jak najlepiej.
  • 09.08.03, 17:55
    To, że będziecie mieszkać w Polsce ZASADNICZO różni twoją sytuację od tej w
    jakiej jest Koronka. Moim zdaniem większość niezgodności jakie dzielą takie
    pary ujawnia się nie tyle wtedy gdy kobietą jest Europejka, ale przede
    wszystkim wtedy gdy ma ona ze swoim mężem mieszkać w jego kraju. Tradycja,
    honor rodziny, konieczność zachowania twarzy, a przede wszystkim poczucie
    własnej siły na własnym gruncie i możność "zdjęcia maski" zasadniczo zmienia
    sytuację. Oczywiście na niekorzyść kobiety.
    Napisałaś "żałować że coś pięknego nam umknęło" - ryzyko istnieje zawsze, ale
    słabością kobiet jest często wśród was spotykany w takiej sytuacji sposób
    myślenia "jeśli niektórym parom się udaje, a przecież mój chłopak jest dla
    mnie taki cudowny i tak dobrze go znam, to pewnie my będziemy należeli do tej
    szczęśliwej mniejszości". Oby. Życie pokazuje jednak coś diametralnie innego.
    I to że nie jesteście nastolatkami niewiele tu zmienia. Może tyle, że lampki
    ostrzegawcze palą się wam nieco wcześniej - tak jak teraz u Koronki. Ale
    miłość nie zna kryterium wieku w aż takim stopniu jak się powszechnie sądzi.
    Ślepa jest w każdym wieku. I to należy koniecznie wziąć pod uwagę. Siła
    uczucia i fascynacji partnerem i jego odmiennością jest ogromna. Jej wadą jest
    drastyczne upośledzenie zdolności oceny sytuacji, nieumiejętność jakiejkolwiek
    kalkulacji. Zdaję sobie sprawę z trudności wyboru, ale jak pisałem żalu
    uniknąć się tu nie da. I to idąc w jakąkolwiek ze stron.

    Pozdrawiam Hirgen
  • 10.08.03, 14:20
    hirgen napisał:

    >ale milosc nie zna kryterium wieku w aż takim stopniu jak się powszechnie
    sądzi. Ślepa jest w każdym wieku. I to należy koniecznie wziąć pod uwagę. Siła
    > uczucia i fascynacji partnerem i jego odmiennością jest ogromna. Jej wadą
    jest drastyczne upośledzenie zdolności oceny sytuacji, nieumiejętność
    jakiejkolwiek kalkulacji.

    no wlasnie..mnie napewno w jakims stopniu zafascynowala tez odmiennosc tej
    osoby ( to przeciez chyba naturalne ze czlowiek i na wyglad zwraca uwage,,) - i
    nie ma co ukrywac, ja jestem przeciwienstwem kobiet jakie znal do tej pory,
    jesli chodzi o wyglad zewnetrzny..
    mysle ze w sposobie bycia tez jestem inna, w koncu wychowywalam sie w innym
    kraju..
    on ma 29 lat i nigdy wczesniej nie wyjezdzal z Egiptu, tam mieszkal w
    Aleksandrii, wiec jest to jednak spore miasto.
    ale zyl tam tak, jak wszyscy - Niemcy jawily mu sie zawsze jako raj, pod kazdym
    wzgledem!!!
    a tu niespodzianka..nie jest latwo, prawde mowiac to mial szczescie ze mnie
    poznal, przez to nie wszystko jest takie bezsensowne..

    wybor
    ciezka sprawa
    bo z jednej strony uczucia a trzeba dopuscic rozsadek do glosu, bo w koncu od
    tego zalezy przyszlosc

    jak na razie tej znajomosci nie zaluje i chcialabym aby tak pozostalo,
    niezaleznie jaki bedzie cdn.
  • 10.08.03, 14:09
    mysle, ze u Ciebie wlasnie jest duzo lepsza szansa na to iz wszystko dobrze sie
    ulozy!
    bedziesz mieszkac w Polsce, czyli bedziesz miec wokolo siebie przyjaciol,
    rodzina, znajomych - to jest bardzo duzo!
    wiesz ja troche pokopalam sobie po necie i poczytalam wiele na temat zwiazkow,
    ze tak to okresle "mieszanych" - wniosek, to ludzie sa malo tolerancyjni i
    jednak mysla stereotypami, a z drugiej strony nie mozna zmienic kogos kto jest
    wychowany i zyl iles tam lat w odmiennym srodowisku od naszego..
    teraz obracam sie w kregach dosyc miedzynarodowych;-))))), poznaje ludzi z
    calego swiata..i naprawde pomimo tego ze swiat sie zmniejszyl, to wiele roznic
    w podejsciu to prostych spraw wychodzi..
    i to nawet nie kwestia religii
    nie oceniam ludzi po tym skad pochodza, ale tez nie jestem naiwna i slepa - nie
    da sie kazac wszystkim myslec naszymi kategoriami, ani tez nas zmusic do innego
    myslenia

    troche chaotycznie, przepraszam

    ja po prostu nie chcialabym sie zmieniac, taka jaka jestem chcialabym pozostac,
    to malo a i duzo zarazem

    we wczesniejszym poscie wspomnialam, iz on teraz ma problem z wiza i to
    sprawia, ze uwaza ze nie ma wiekszych problemow od tego, poniekad racja- ale
    pomysly na rozwiaznie tego problemu sa hmm wg mnie niepowazne..
    zobaczymy..do konca miesiaca i tak wszystko bedzie wiadomo

    pozdrawiam
  • 11.08.03, 15:34
    Po prostu nie zrób głupstwa. To nie jest wcale tak, że uważam że takie
    małżeństwa nie mają sensu. Mają, ale pod warunkami które opisałem w swoim
    poście, a o których i ty wspominasz. Nie da się stworzyć udanego związku
    pomiędzy "wyzwoloną" Europejką a saudyjskim wahabitą. Porównanie skrajne, ale
    tu chodzi o ilustrację problemu. I miłość nic tu nie pomoże bo bariery są za
    wysokie. Nie wiem czy podobnie jest w twoim związku . Ty wiesz to lepiej. Masz
    rację mówiąc, że mimo zmniejszania się świata różnice pozostają. Jest ich
    coraz mniej, ale są. I uwierają.
    Pamiętaj o jeszcze jednym - serce to fajna rzecz, daje wiele najcudowniejszych
    w życiu wrażeń, ale ma jedną gigantyczną wadę. Myślenie za jego pomocą ma
    często fatalne skutki. To trzeba głową. I to na spokojnie. Pamiętaj o tym.

    Pozdrawiam - hirgen
  • 11.08.03, 18:09
    Wiem, że już o tym pisałem, ale to wymaga szczególnego podkreślenia - on tam u
    ciebie nie tylko zachowyje się inaczej niż zachowywałby się będąc z tobą w
    Egipcie. On w Europie JEST kimś innym. To zjawisko mimikry kulturowej. Znika
    ono po powrocie na własny grunt i wtedy kobiecie "otwierają się oczy".

    Wybacz ciekawość, ale jeśli wolno spytać - skąd klikasz? To dla mnie zawsze
    trochę ekscytujące wyobrazić sobie gdzie jest rozmówca. Ja po prostu ciągle
    jeszcze nie mogę się oswoić z możliwościami netu.

    Pozdrawiam - hirgen
  • 12.08.03, 03:21
    pisze z niedaleka:-)
    z Niemiec..

    i to prawda, tutaj napewno kazdy cudzoziemiec jest inny niz u siebie -
    mieszanka jest tak spora ze to niewyobrazalne, przynajmniej w duzym miescie
  • 23.09.03, 17:40
    Jeśli kobieta decyduje się na małżeństwo z wyznawcą islamu, to musi zdać sobie
    sprawę nie tylko z więzów jakie łączą ją przed ślubem oraz po ślubie z
    wybrańcem serca.

    Przecież decydując się na połączenie Waszych dróg musicie liczyć się również z
    rodziną i otoczeniem. Ja wiem że zaraz niektórzy zakrzykną "a co mi tam
    rodzina, co mi tam otoczenie". Niestety smutna prawda jest taka, że łatwiej
    muzułmanina zaakceptuje otoczenie w Polsce (bo są uprzejmi, mili, obrotni), niż
    europejkę w Egipcie, bo Europejki w znacznej mierze są w Egipcie postrzegane
    jako "kobiety rozwiązłe". I nie dla tego, że takie są, nie skądże! Tak się je
    postrzega, bo ubierają się "wulgarnie", "wtrącają się w rozmowy
    mężczyzn", "rozmawiają z obcymi mężczyznami", "wysiadują w oknie", "chcą
    pracować", "chcą same chodzić do kina czy innych miejsc publicznych", "chcą się
    kąpać na plaży w strojach odsłaniających nogi czy ramiona", "spoglądają na
    mężczyzn zamiast opuszczać oczy idąc ulicą" i te pe i te de. (są to zarzuty
    Egipcjan - i to tych, którzy najpierw pragną na żonę Europejkę, a potem
    pragneliby zmiany).

    Zwróćcie uwagę, że wszystkie te zachowania są w naszej szerokości CAŁKOWICIE
    NATURALNE, mało tego - są one swego rodzaju fascynujące dla Egipskich czy z
    innego kraju arabskiego mężczyzn. Więc w czym problem jeśli ich to fascynuje?
    Otóż, jeśli Egipcjanin jest baaardzo sytuowany i mieszka w kręgach baaardzo
    sytuowanych (enklawach), to problemu z europejskością żony może nie być. Sam
    widziałem na plażach całkowicie Egipskie małżeństwa gdzie żona (Egipcjanka)
    opalała się w bikini i rozmawiała z kolegami męża. Ale oni izolowali się sami
    od reszty Egipcjan, traktując ich z góry jako niższą kastę. To były bardzo
    bogate małżeństwa, które przyjeżdzały do miasteczek turystycznych na wakacje i
    nawet z obsługą hotelową nie wymieniali zwrotów grzecznościowych. Obsługa
    hotelowa zaś traktowała ich również z zimnym wyrachowaniem. To byli milionerzy
    lub pracownicy mass mediów, artyści wysokiego formatu. Oni po prostu żyli w
    pewnym zamkniętym świecie, do którego przeciętny Egipcjanin nie ma wstępu.

    Teraz weźmy sytuację, gdzie Polka wychodzi za mąż za zwykłego Egipcjanina, może
    i na ich standardy "bogatego", mającego jakiś tam interesik typu sklep czy
    firemkę. Taki człowiek musi z racji zamieszkania, czy prowadzonego interesu
    stykać się z tzw. klasą średnią. I tu zaczynają się schody. Jeśli cay czas po
    kątach słyszy od swoich kolegów, że ma żonę "rozwiązła" czy zachowującą
    się "nieprzyzwoicie", czy "nieprzystającą" do ich środowiska, to ma 2 wyjścia,
    albo sam również zacznie się izolować od otaczających go zewsząd ludzi (co
    będzie niemożliwe, bo przecież od tych ludzi zależą jego interesy, praca), albo
    zacznie, na początku delikatnie naciskać żonę, że musi troszeczkę zmienić swoje
    zachowanie. Ale to dla otoczenia będzie za mało, bo żona będzie
    popełniała "faux pass" na każdym kroku. Oczywiście w jej rozumieniu nie będzie
    żadnych gaf, ale towarzystwo będzie ją odbierało całkowicie inaczej niż na
    początku mąż. Przecież on żyjąc tam od dziecka nie będzie mógł zerwać wszelkich
    kontaktów z rówieśnikami, z szefem, z klientami, sąsiadami, tylko dla tego, że
    kiedyś tam był zauroczony niezależnością i nowoczesnością swojej kobiety!
    I co wtedy? Przecież odejście żony również wystawi go w środowisku na
    pośmiewisko.

    To co napisałem to wpływ środowiska.
    Dużo bardziej poważną kwestią w krajach muzułmańskich jest coś czego możemy im
    pozazdrościć. Czyli bardzo silne więzi rodzinne. W naszych krajach więzi z
    rodzicami są niezbyt mocne. Czesto "wylatując" spod opieki rodziców
    chcielibyśmy stanowić sami o swoim życiu. Tam zaś więzi rodzinne to nie tylko
    silne więzi z rodzicami, lecz równie silne z braćmi, wujkami, ciotkami,
    kuzynami, pociotkami. Z jednej strony moglibyśmy im tego pozazdrościć. Z
    drugiej zaś byłoby dla nas nie do zniesienia, że jakiś tam wujek rząda od nas
    byśmy we własnym domu robili porządek z żoną - u nich zaś takie sytuacje są na
    porządku dziennym.
    Jeśli jest się wychowanym w wierze, że rodzina jest wszystkim, posłuszeństwo
    rodzicom, oraz mądrość starszych jest bardzo ważna i nie wolno im się postawić
    bo są starsi....

    ... to same musicie sobie odpowiedzieć, co wybierze Wasz przyszły mąż -
    fascynację Waszą osobą, która po jakimś czasie przygasa, czy też powrót do
    życia jakie od urodzenia toczyli kosztem swojej żony? Czy też wyemigrują z
    kraju swojego pochodzenia i osiedlą się tam, gdzie do śmierci będą się czuli
    obcy, samotni, w kraju, gdzie temperatury są dla nich beznadziejnie nieżyczliwe?
  • 23.09.03, 21:57
    ciekawie bardzo napisane! milo cos przemyslanego
    przeczytac. Masz wiele racji w tym co piszesz.

    "Jeśli kobieta decyduje się na małżeństwo z wyznawcą
    islamu, to musi zdać sobie sprawę nie tylko z więzów
    jakie łączą ją przed ślubem oraz po ślubie z wybrańcem serca"

    - mnie sie wydaje, ze kazda decyzja dotyczaca wspolnej
    drogi zycia bez wzgledu na to czy narzeczony jest
    wyznawca islamu czy judaizmu czy jest podobnie
    chrzescianinem wymaga wielkiego zastanowienia.

    Jak to juz chyba mune napisala kiedys ze "kobiety same
    pakuja sie w nieszczęście na własne żczenie". Sa w stanie
    z wszystkiego zrezygnowac z wlasnej osobowosci, zasad,
    religii w imie milosci. A ja na swoim wlasnym przykladzie
    wiem i jestem przekonana ze jest wiele kobiet podobnych
    do mnie, ktore nie zmienily swojego zycia i swoich zasad
    pomimo, iz wyszly za maz za wyznawce islamu. I jest to
    mozliwe, aby kochac i zyc tolerancyjnie i uczciwie wobec
    siebie. I jest to mozliwe, aby polskie kobiety czuly sie
    w pelni zrealizowane w malzenstwie mieszanym!
  • 23.09.03, 22:35
    hannamay napisała:

    > A ja na swoim wlasnym przykladzie
    > wiem i jestem przekonana ze jest wiele kobiet podobnych
    > do mnie, ktore nie zmienily swojego zycia i swoich zasad
    > pomimo, iz wyszly za maz za wyznawce islamu. I jest to
    > mozliwe, aby kochac i zyc tolerancyjnie i uczciwie wobec
    > siebie. I jest to mozliwe, aby polskie kobiety czuly sie
    > w pelni zrealizowane w malzenstwie mieszanym!

    Owszem, jest to możliwe, ale jestem realistą, a nie romantykiem,więc uważam, że
    jest to możliwe jedynie gdy miejscem zamieszkania nie będzie kraj muzułmański z
    czysto muzułmańskim otoczeniem wokół takiej rodziny. Po prostu prędzej czy
    później otoczenie da "w kość" za pomocą złośliwostek, uśmieszków mężowi tak, że
    albo, jak wcześniej napisałem, zacznie się od otoczenia izolować, albo urabiać
    żonę na własną modłę. jedno i drugie nie wróży wtedy nic dobrego.

    Masz rację, że takie sytuacje nie muszą wcale dotyczyć mieszanych małżeństw z
    wyznawcą islamu. Czyż podobne sytuacje nie są na porządku dziennym w Polsce gdy
    otoczenie dokucza mieszanemu małżeństwu, gdzie mąż ma inny kolor skóry niż
    ogólnie spotykany w Polsce? Dotyczy to również dzieci takich małżeństw.
    Czy więc mamy prawo uważać, że Egipcjanie są narodem mniej tolerancyjnym od
    Polaków?
    Ja uważam, że niestety nie. Nie jestem ani rasistą, ani antysemitą, więc rażą
    mnie spotykane na każdym kroku sytuacje czy wypowiedzi Polaków, którzy ze swoją
    nietolerancją bardzo lubią się obnosić i chwalić. Jeśli więc moja córka miałaby
    wyjść za mąż za Murzyna, to jedyne co bym jej poradził to by znalazła kraj w
    którym nie byliby traktowani jak "dziwolągi w cyrku", a takie życie mieliby w
    Polsce. Uważam, że małżeństwo Polki i Egipcjanina w Egipcie byłoby również tak
    samo postrzegane i tak samo doświadczyliby drwin i złośliwostek, jak w Polsce
    małżeństwo czarnego z Polką.
    Smutna prawda.
    --
    Fotoreportaż z Egiptu: www.pcmaniac.4.pl/

    Hotele w Egipcie:
    www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=14938
  • 24.09.03, 02:15
    Tak się przysłuchuję tej niezwykle fascynującej dyskusji. Ścierają się w niej
    różnorakie poglądy, niejednokrotnie bardzo skrajne. Spróbuję zatem nieco je
    wypośrodkować, ze swojego, oczywiście subiektywnego punktu widzenia. Otóż nie
    można się nie zgodzić z sądem, który głosili głównie panowie, mówiącym
    najogólniej, że istnieją głębokie różnice kulturowe, które rozwijają się z
    czasem, szczególnie w środowisku, które temu sprzyja. Prawdą jest to, że
    dziewczyna chcąca zamieszkać w kraju takim jak Egipt musi zdawać sobie sprawę
    z tego, że jej życie się diametralnie zmieni. Dzieje się tak dlatego, że jej
    wybranek pomimo, iż jest otwarty na świat, pragnie dla niej jak najlepiej i
    kocha ją szczerą miłością,niestety zmienia się w kogoś innego. Czyni to
    niekoniecznie z własnej woli, lecz pod presją otoczenia. Doświadczyłam tego na
    własnej skórze, mieszkając przez jakiś czas "TAM". Na całe szczęście on nie
    stał się potworem i rozmawiał ze mną szczerze. Czuł się źle gdy koledzy śmiali
    się z niego i dokuczali, że przyprowadził mnie do męskiej kawiarni.
    Powiedziałam mu, że najgorszą rzeczą jaką może zrobić to pójść tam ze mną
    jeszcze raz i.....całować się przy wszystkich siedzących tam mężczyznach!
    Zrobił to. Dla nas to jest normalne, ale tam to nie jest takie proste! Potem
    mówił, że czuł się trochę jak przestępca - wszyscy na nas patrzyli z pogardą,
    a w szczególności na niego. W pewnym momencie stwierdził, że nie zależy mu już
    na przyjaciołach, którzy nie akceptują mojego zachowania, krótkich spódniczek
    i ostrych ripost. Ale minął długi czas, zanim zrozumiał i wygrał sam ze sobą.
    Natomiast to właśnie on zawsze zachęcał mnie do dalszych studiów, wiedział, że
    będę chciała pracować zawodowo....z tym nie było problemu, bo w Tunezji
    większość kobiet pracuje, nie chodzą zakutane w szmaty, są lekarzami i
    adwokatami....moja szwagierka jest inżynierem budowlańcem, chodzi po budowie i
    dyryguje robotnikami - nikt się temu nie dziwi. Ale istnieją miejsca, w
    których kobiety, choć nie zasłonięte, są niemile widziane. Mam na myśli między
    innymi tunezyjskie kawiarnie. To tylko przykład, który prowadzi do
    następującej konstatacji. A mianowicie w końcu zdaliśmy sobie sprawę, że tam
    nie pasujemy. On sam do tego doszedł, stwierdził, że się zmienił przez te 5
    lat, że wcześniej tylko mu się zdawało, że ma mentalność europejczyka.
    Zauważyliśmy, że sami nie zmienimy tamtejszych ludzi. Oni są bardzo mili, 4/5
    nie komentuje mojej mini, ale reszta już tak.A to tylko kropla w morzu. Nie
    będziemy walczyc z wiatrakami, do tego potrzeba czasu. Dlatego też wspólnie
    zrezygnowaliśmy z pomysłu, życia TAM. Nie mówię jednak, że to by się nie
    udało, sądzę jednak, że nasz związek miałby niewielkie szanse na przetrwanie.
    Jednakże każda sytuacja jest indywidualna, nie można generalizować! Znam też
    udane małżeństwa mieszkające tam, oparte na daleko idących kompromisach. Ale
    dziewczyny powinny zdjąć na chwilę różowe okularki, zamieszkać na pewien czas
    w takim kraju, poznać codzienne, szare życie, przede wszystkim rodzinę
    chłopaka i co najważniejsze otrząsnąć się z bajkowego snu. Otrzeźwienie zwykle
    przychodzi po jakimś czasie - oby nie było za późno.
    pozdrawiam serdecznie
    mune
  • 19.10.03, 13:29
    nie mam teraz czasu, zeby przeczytac wszystkie wypowiedzi, przepraszam,ale
    chcialabym powiedziec o swoich doswiadczeniach- mieszkalam w Egipcie kilka lat.
    Uwielbiam ten kraj, tych ludzi, mam oczywiscie masę prZYjacioł, bo jak wiecie
    oni są nieslychanie serdeczni i przyjacielscy. wiele sie nauczylam tam
    mieszkajac, zmienilam swoje podejscie do wielu rzeczy, kocham swoich
    przyjaciol, ale nie wyobrazam sobie wyjsc za Araba, poniewaz, choc jako
    rpzyjaciele wspaniali, jako partnerzy dla swoich zon czy ukochanych byli dla
    mnie- zbyt inni od tego, czego ja poszukuję w partnerstwie. Są cudwoni,
    romantyczni, potrafią zrobić magiczne wrazenie swoją meskoscią etc, natomiast
    podzial rol niestety jest na tyle silny, ze chocby zycie rodzinne bylo
    najbardziej udane dla kobiety, i byla zadowolona, mezczyzna na boku najczesciej
    nie mial skrupolow, by miec swoje wlasne prywatne zycie, ktore nie wykluczalo
    zabaw z innymi kobietami.
    Dlatego najcudowniej nawet traktujacy swoje partnerki moi przyjaciele i znajomi-
    a po tylu latach i radosnym pogrązeniu sie w zyciu tam naprawde poznalam wielu
    ludzi- byli dla mnie dowodem, ze nie odnalazlabym sie w takim ukladzie.
    Wielowiekowa kultura i tradycje to cos, z czym trudno walczyc. ja lubię
    męzczyzn, ktorzy mają własne zycie i są niezalezni, natomiast jednak
    swiadomosc, ze co by nie mowil partnerce uwaza za oczywiste, ze moze na boku
    miec inna kobiete, dla mnie jest decydująca. nie chcę tak.
    Przez lata walczylam w obronie tej kultury i rowniez zdolnosci mężczyzn do
    stworzenia z kobietą spoza tamtej kultury wspanialego związku. znam rodziny, w
    ktorych kobiety są ogromnie szczęsliwe, kochające, oddane, pelne szacunku. ale
    to są juz ludzie w srednim wieku, z dorastającymi dziecmi...natomiast wszyscy
    mlodsi faceci, ktorych poznawalam blizej i ktorzy np spedzali wieczory w gronie
    przyjaciol, w tym i mnie, bo bylam ylko pzyjaciolka, nie dziewczyna zadnego z
    nich- trzymali swoje dziewczyny dla siebie. tak wiec w gronie przyjaciol
    spotykaly sie- samotne lub zwiazane z cudzoziemcami Arabki, samotni lub
    zwiazani, ale samotnie przychodzący panowie, i cudzoziemcy, jak ja. dodam, ze
    to byli wszystko luzie wyksztalceni, obyci, podrozujacy do innych krajow, do
    Europy, etc.
    Jesli znalam te ich dziewczyny, to spotykalysmy sie na babskich spotkaniach,
    natomiast wspolne moge policzyc na palcach jednej ręki.
    obacalam sie w roznych kręgach i roznych srodowiskach, natomiast ten model nie
    ulegal zmianie, czy bylam jedyna cudzoziemka, czy tez grono bylo mieszane, czy
    juz wchodzilam niemal w zaprzyajzniona rodzine jako przyjaciolka domu.

    dlatego nie twierdze, ze to niemozliwe, natomiast ja sie nie spotkalam z
    przykladem relacji przez te wszystkie lata, ktory dalby mi wiare, ze i mnie by
    sie tak udalo z moim partnerem Arabem.

    Przepraszam wszystkie szczęsliwe zony Arabow. jestem gleboko przekonana, ze sa
    wyjatki, szczegolnie, jesli mieszka sie poza krajem arabskim. Natomiast jesli
    kobieta z Europy chce przezyc szczesliwe lata w kraju arabskim- jak ja- to
    jednak polecam bycie niezalezną od tamtejszych norm społecznych. ktore szanuję
    ogromnie- po prostu nie we wszystkich się odnajduję.

  • 21.10.03, 01:09
    to wszystko o czym piszesz to byly moje leki..
    nawet bedac daleko od Egiptu golym okiem byly widoczne roznice -nie wszystkie
    idzie"wygladzic"
    czasem sama bylam zdziwiona jakim cudem wogole udalo mi(nam) sie nawiazac taki
    hmm emocjonalny kontakt:-)))
    Egipt to napewno fascynujacy kraj, tego jestem pewna i jako turystke
    zachwycilby mnie napewno!
    roznice to przede wszystkim kwestia wychowania, tak mi sie wydaje
    pewne nawyki itp ktorych uczymy sie od dziecka -to najtrudniej pozniej
    przeskoczyc

  • 26.09.03, 22:09
    noor napisała:

    > no ja chętnie też bym posłuchała na ten temat,jak to
    jest naprawdę,podobnież
    > jest-normalnie,kobietom krzywda się nie dzieje,ale to
    są słowa mojego chłopaka
    > egipcjanina,staram się mu wierzyć:))

    Powiedzial Ci ze "krzywda sie nie dzieje"? Poczytaj zatem
    ttp://www.angelfire.com/ar/pilgrim/fgm.html. Robia to nie
    tylko w Somalii ale w wielu innych krajach Afryki, miedzy
    innym w Egipcie. I niech Ci nie mowi bzdur ze takich
    zabiegow nie robi sie wsrod wyksztalconych rodzin. Zona
    Sadata byla identycznie okaleczona.
  • 27.09.03, 10:26
    ja nie wiem o co tobie chodzi,mówiąc -nie dzieje się krzywda kobietom,miałam
    na myśli ogół tego pojęcia,wiem że żadna krzywda ze strony męża nie dzieje się
    matce mojego przyjaciela,jest ona kobietą która pracuje zawodowo i ma dużo jak
    to można określić do powiedzenia w domu,nie dzieje się także jego siostrze
    która jest studentką i prowadzi normalne życie,u nas normalne oczywiście
    znaczy troszkę inaczej,ale tam normalne to nie znaczy że nic jej nie
    wolno,otworzyłam strone którą podałeś,nie wiem,ale nic tam nie znalazłam,ale
    czytając twój post myślę że chodzi ci o okaleczenie kobiet typu-
    obrzezanie,jeśli chodzi o to to owszem takie praktyki zdarzają się wciąż i w
    Egipcie również,ale nie jest to rzecz która jest powszechna,jak obrzezanie
    mężczyzn ze względów religijnych,które jest rzeczą normalną,co do
    kobiet,zdarza się to przeważnie na wsiach i u ludzi nie
    wykształconych,normalnie nie stosuje się tego a i sami Egipcjanie są przeciwni
    tego typu praktykom,w przypadku tego typu obrzezania chodzi o to żeby zrobić
    kobietę ozięblą,żeby nie miała grzesznych myśli itp,coś jak tak,z drugiej
    strony,czytałam ale nie jestem biegła w tym więc nie wiem czy to w Koran,czy
    hadisy to też Koran,ale wiem że czytalam-kobieta ma równe prawo do
    przyjemności z seksu,pozdrawiam
  • 27.09.03, 10:39
    ponieważ mam jakiegoś wiruska w swoim komputerze ktory zamyka mi komputer
    czasami ,wysłałam szybko ten poprzedni post,ale teraz dokończę jeszcze,więc
    myślę że tego typu praktyka nie pochodzi z przyczyn religijnych a jest to
    jakiegoś typu zabobon,ponieważ wracając do tego co czytałam ,nie nakazane jest
    że kobieta ma nie czuć przyjemności z współżycia z własnym mężem,cos więcej na
    ten temat-podaję cytat ze strony planetaislam-
    Ibn Qudamah (rahimahullaah) powiedział:

    "Zalecane jest aby mężczyzna pieścił kobietę przed stosunkiem aby ją podniecić
    tak, aby miała ona tyle samo przyjemności ze stosunku jak on...A jeżeli
    osiągnie szczyt przed nią, niewskazane jest aby zakończył (stosunek) zanim ona
    osiągnie szczyt...gdyż może to jej szkodzić i uniemożliwić zaspokojenie jej
    pragnienia." (Al Mughni, 8:136)
    www.planetaislam.com/kobiety/wspm.html
    to na tyle ,jeśli właśnie chodziło ci o krzywdę kobiet typu właśnie -
    obrzezanie,pozdrawiam

  • 19.10.03, 13:41
    jeszcze kilka lat temu w Egipcie- ja wierze, ze to bedzie ulegac zmianie, bo
    oficjalnie siej juz mowi ,ze to traycja afrykanska, a nie Koran- obrzezywano do
    90 kilku procent dziewcząt na wsiach i ponad 60 procent w kairze, a nawet
    wykladowczynie uniwersytetow wypowiadaly sie, ze dlaczego nie- one to mialy i
    wszystko ok, to tradycja i juz.
    zmiany beda nastepowac, ale powoli. W kairze moze szybciej, ale na prowincji?
    gdziel udzie zyją od wiekow tak samo?
    rozumiem, ze dziewczyny raczej wiążą sie z męzczyznami z duzych miast,
    wykształconymi i o otwartych umysłąch. ale jesli zdecydują się zamieszkac w
    kraju arabskim i urodzą coreczkę, to presja ordziny moze byc zbyt silna, nawet
    jesli maż mial inne zdanie kiedys, zanim sie pobraliscie i gdy jeszcze
    mieszkaliscie w Europie.

  • 27.09.03, 12:44
    >Robia to nie
    > tylko w Somalii ale w wielu innych krajach Afryki, miedzy
    > innym w Egipcie. I niech Ci nie mowi bzdur ze takich
    > zabiegow nie robi sie wsrod wyksztalconych rodzin. Zona
    > Sadata byla identycznie okaleczona.
    To akurat jest bzdura! W Afryce północnej(podkreślam północnej) nie stosuje
    się tego zabiegu o setek lat. Owszem, było to praktykowane przez arabów "przed
    przyjściem proroka", jak mi wyjaśnili kompetetni ludzie, za których wiedzę
    ręczę. Mężczyźni mają wręcz obowiązek zaspokoić kobietę, w niektórych kręgach
    uważa się wręcz, że dla męża fakt, iż żona osiąga prawdziwą i nieudawaną
    satysfakcję w łóżku to powód do dumy. Wiele razy zdarzyło mi się na ten temat
    wypytywać wielu znawców tematyki, a wszyscy oni uważali taką procedurę za akt
    barbarzyństwa usankcjonowany normami prawa karnego i zakazany przez proroka
    setki lat temu. Wiele razy też pomagałam kąpać i przebierać córki moich
    szwagierek i nic podejrzanego nie zauważyłam. Obrzezanie dziewcząt stosuje się
    w czarnej afryce, gdzie dawne, ciemne obyczaje biorą górę nad nakazami
    religii.
    Za tak zwaną krzywdę można uznać jedynie próbę zdominowania życia kobiety
    przez patriarchalne społeczeństwo, przez co rozumiem między innymi: zakaz
    wychodzenia samej z domu, zakaz pracy zawodowej czy kształcenia, zakaz
    odsłaniania twarzy itp. Jednakże takich oboszczeń nie spotyka się już w
    rejonach uprzemysłowionych państw Afryki północnej. Jednym słowem w miastch( w
    rejonach wiejskich wygląda to trochę inaczej) kobieta pracuje, sama spotyka
    się ze swoimi znajomymi, chodzi do kawiarenek internetowych, a wieczorem idzie
    z mężem(lub znajomymi) na drinka przy czym jej ubiór nie różni się od naszych.
    pozdrawiam
  • 27.09.03, 18:26
    mune napisała:

    > >Robia to nie
    > > tylko w Somalii ale w wielu innych krajach Afryki, miedzy
    > > innym w Egipcie. I niech Ci nie mowi bzdur ze takich
    > > zabiegow nie robi sie wsrod wyksztalconych rodzin. Zona
    > > Sadata byla identycznie okaleczona.
    > To akurat jest bzdura!

    Nie bede sie spieral o fakty. Jest bagata literatura na temat kaleczenia kobiet
    w Afryce, choc moze nie w jezyku polskim. Wejdz na Google i szukaj pod haslem
    "infibulation", "female mutilation" lub "female circumcision". Znajdziesz wiele
    artykulow zebranych przez WHO. Po przeczytaniu niektorych, mysle ze bedzie Ci
    trudno zasnac. Duzo slyszalem o tego rodzaju praktykach od lekarzy ktorzy
    spedzili lata w polnocnej Afryce i na poludnie od Sahary, widzalem dokumentacja
    fotograficzna. Zaprzeczanie istnienia biedy nie czyni swiata bogatym. Pozdrawiam.
    P.S. Zona jednego z brytyjskich piosenkarzy byla modelka,urodzona w Somalijka,
    zostala tez w ten sam sposob "upiekszona". Niestety nie tak latwo wytepic stare
    zwyczaje.
  • 28.09.03, 22:14
    dziewczyna, ktora ma strone www.hurghada.republika.pl jest zona Egipcjanina. I
    chyba jest szczesliwa i po tresci strony nie daje sie odczuc, aby byla
    wiezniarka:)))
  • 29.09.03, 02:36
    ja nigdy nie ukrywalam tutaj, ze raczej sobie nie wyobrazam zycia w Egipcie..
    turystycznie chetnie bym pojechala, ale balabym sie wlasnie tego wszystkiego o
    czym poprzednicy moi tutaj pisali.
    ze trudno byloby sie dostosowac, wlasnie mi.
    nie jestem religijna;)islam tez odlegly mi jest -staram sie szanowac ale jego
    poglady, ale wlasnie tez moglam zauwazyc, ze z daleka od swojego kraju to ten
    islam u niego wyglada inaczej..
    teraz wrocil do siebie:(((
    i ta nieobecnosc dosyc czasu potrwa - czuje sie fatalnie
  • 19.10.03, 19:56
    Dodam pare slowek:
    1. Otoczenie w Egipcie: zaden mezczyzna nie ma prawa i nikt slowem nie powie
    (nawet mezczyzni miedzy soba) zlego slowa o zonie Egipcjanina, nawet jesli ta
    kobieta zachowuje sie powiedzmy "nieodpowiednio". To temat tabu. Tym bardziej
    jezeli ow mezczyzna zajmuje wysoka pozycje w spoleczenstwie, czyli nalezy do
    elity badz do wyzszej klasy sredniej.

    2. Elita w Egipcie to wyksztalceni (niestety raczej tylko) Kairczycy. Gorna
    klasa srednia tez z Kairu (ze wzgledu m.in. na najbardziej poprawny jezyk
    arabski). Podzialy klasowe bardzo latwo zauwazyc (kazdy mezczyzna z Luksoru
    bedzie mowil do Kairczyka "sir" - po arabsku "ya basha"). Elita i wyzsza klasa
    spoleczna to osoby wyksztalcone, z dobrych rodzin, kobiety ubieraja sie po
    europejsku (krotkie spodniczki i bluzki mocno wyciete), pracuja (czesto
    zarabiaja wiecej od mezow), wyjezdzaja same przynajmniej raz w roku na wakacje
    do Europy lub USA (czesto tam tez koncza studia), co tydzien bawia sie w
    knajpach i na dyskotekach, gdzie nie stronia od alkoholu, rozwodza sie z
    mezami jak maja na to ochote:). Osoby z tych kregow RZADKO! maja ciemna
    karnacje skory.
    Jezeli mezczyzna z ktorym chcesz sie zwiazac nalezy do tego kregu - nie masz
    sie czego obawiac. Bedziesz z nim zyc po europejsku...


    3. Po kilku latach zycia w Egipcie sama zaczniesz odkrywac, ze stalas sie
    troche podobna do Egipcjanow (poglady, mentalnosc, sposob bycia).

    4. Najwazniejsze poznac rodzine ukochanego. Obserwuj relacje matka-ojciec...

    5. Niezdecydowanym polecam lekture Paulo Coelho "Alchemik". Zacytuje jeden
    fragment: "Nikomu nie wolno drzec przed nieznanym, gdyz kazdy jest w stanie
    zdobyc to, czego pragnie i to czego mu potrzeba".
    Dodam jeszcze cos od siebie: warto jest sprobowac, niewazne jak sie skonczy,
    ale tylko wtedy bedziesz pewna w 100 proc. czy bylo warto, a przy okazji
    dostaniesz bardzo cenna lekcje zyciowa...
  • 19.10.03, 23:44
    No tak, przyznaje sie do bledu: Egipcjan - nie Egipcjanow:)
    Wstyd mi....

    Dodam cos przy okazji:

    wszystko zalezy od czlowieka, a nie od narodowosci. Nie ma zadnych regul.

    Najwazniejsza jest umiejetnosc dobrania sie. Kobieta tak jak mezczyzna w
    jakimkolwiek zwiazku, powinna z gory zalozyc, ze musi liczyc sama na siebie i
    niczego wielkiego nie oczekiwac. Milosc nigdy nie trwa wiecznie... Kiedy
    zaczynacie mieszkac ze soba wchodzi w wasze zycie codziennosc i monotonia. Ale
    zaczynacie zyc i przezywac RAZEM, a to najwazniejsze... Uczycie sie siebie
    nawzajem i docieracie. Szukajcie wlasnych celow.
    A najlepszy sposob na kazdego mezczyzne to i tak przyzwyczajenie.

    Nikt za Ciebie nie moze zadecydowac. Musisz to zrobic sama kierujac sie
    intuicja i wlasna madroscia.

    --
    Hurghada - zanim tu bedziesz:
    www.hurghada.republika.pl
  • 20.10.03, 01:34
    agusha7 napisała:

    > 5. Niezdecydowanym polecam lekture Paulo Coelho "Alchemik". Zacytuje jeden
    > fragment: "Nikomu nie wolno drzec przed nieznanym, gdyz kazdy jest w stanie
    > zdobyc to, czego pragnie i to czego mu potrzeba".
    > Dodam jeszcze cos od siebie: warto jest sprobowac, niewazne jak sie skonczy,
    > ale tylko wtedy bedziesz pewna w 100 proc. czy bylo warto, a przy okazji
    > dostaniesz bardzo cenna lekcje zyciowa...

    ja też tę książkę polecam...wpadła mi w ręce całkiem przypadkiem...u znajomego
    w Hurghadzie...przeczytałam pierwszą stronę jakby od niechcenia...i już nie
    mogłam się oderwać...okazałam się pewnie gburem, zbywając wszelkie jego próby
    rozmowy...ważniejsza była książka...nagle zauważyłam, że jest już po
    północy...idąc do hotelu wzięłam książkę ze sobą...w łóżku kontynuowałam
    czytanie...skończyłam...w pozycji tej Paulo Coelho zawarł wiele mądrych myśli,
    w wielu momentach czułam, że książka ta jest napisana specjalnie dla mnie...bo
    ja też podążam za swoimi marzeniami...
    trochę rozczarowało mnie zakończenie...jakby autor mówił: szukaj szczęścia po
    całym świecie, ale i tak znajdziesz je w swoim podwórku...choć jednak bohater
    wraca do Egiptu, do Fajum, bo chyba nie znalazł tylko skarbu, jako złoto i
    innych kosztowności, lecz także inny skarb - miłość...
    zgadzam się z Agnieszką, że zawsze trzeba próbować...by później na starość nie
    żałować, że miało się tyle szans, by zrobić coś wspaniałego, lecz się tego nie
    uczyniło z obawy przed niepowodzeniem...a przecież i porażka nauczy nas wiele...

    --
    Zapraszam na forum o krajach arabskich

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.