16.05.08, 00:11
II Wyspa Żywej Biblioteki - Kraków 16/05
Kurdyjskie Centrum Informacji i Dokumentacji

II WYSPĘ ŻYWEJ BIBLIOTEKI z udziałem Kurdów mieszkających w Krakowie
odbędzie się w piątek 16 maja 2008, g. 16.00-18.30 w Kurdyjskim
Centrum Informacji i Dokumentacji, Rynek Główny 39/8.

Organizatorzy: Stowarzyszenie Edukacji Nieformalnej MERITUM oraz
Kurdyjskie Centrum Informacji i Dokumentacji

Idea ,,Żywej Biblioteki" polega na tym, że w danych dziedzinach
goście mogą zadawać dowolne pytania. Zagadnienie niniejszego
spotkania jest dość szerokie, bo dotyczy ogólnie Kurdów i Kurdystanu.

Więcej informacji na: www.tenobcy.pl/?module=wolontariat



--
sirocco.turystyka.net
Edytor zaawansowany
  • aisza5 03.12.08, 10:52
    wyborcza.pl/1,75477,6017051,Nieznany_jezyk_kurdyjski.html
    Nieznany język kurdyjski

    Felieton Dawida Warszawskiego z cyklu "Prognoza pogody"
    Poseł Osman Ozcelik chciał dwa miesiące temu złożyć swym kolegom z
    tureckiego parlamentu życzenia z okazji zakończenia ramadanu. W
    muzułmańskiej Turcji to obyczaj tak powszechny, jak wysyłanie kartek
    bożonarodzeniowych w Europie, i drukarnia parlamentu rutynowo
    drukuje takie pozdrowienia. Ozcelikowi jednak odmówiono.

    Niezrażony poseł z kurdyjskiej Partii Demokratycznego Społeczeństwa
    (DTS) odczytał swe życzenia z trybuny parlamentarnej i na tym błaha,
    wydawałoby się, sprawa by się zakończyła, gdyby Ozcelik nie zajrzał
    w jakiś czas potem do parlamentarnego stenogramu. W ubiegłym
    tygodniu wzburzony poinformował podczas debaty, że stenogram został
    bez jego wiedzy zmieniony, a jego życzenia zastąpiono
    zwrotem: "Mówca złożył oświadczenie w nieznanym języku". Rzecz w
    tym, że poseł powiedział: "Pozdrawiam z okazji zakończenia ramadanu
    i życzę powodzenia w pracy" nie tylko po turecku, ale i po kurdyjsku.

    W tym nieznanym redaktorom stenogramu języku mówi w Turcji
    przynajmniej pięć milionów ludzi. W sąsiednim Iraku jest on jednym z
    języków urzędowych.

    Ale jeszcze kilkanaście lat temu za mówienie po kurdyjsku szło się w
    Turcji do więzienia; państwo uznało bowiem, że w Turcji Kurdów nie
    ma, są jedynie "Turcy górscy". Potem sytuacja uległa poprawie i dziś
    piętnastominutowe dzienniki po kurdyjsku nadaje nawet państwowa
    telewizja.

    Ale kurdyjska prasa wydawana prywatnie jest często bojkotowana przez
    dystrybutorów, kurdyjskie szkoły należą do rzadkości, a na żadnym
    uniwersytecie nie wykłada się języka kurdyjskiego (o historii Kurdów
    nie wspominając).

    Jeśli chce się studiować kurdyjski, trzeba wyjechać za granicę, do
    Wielkiej Brytanii czy do Krakowa, gdzie na UJ właśnie powstała
    Pracownia Studiów Kurdyjskich. Ozcelik jest zresztą autorem projektu
    ustawy zezwalającej na tworzenie takich wydziałów też w Turcji,
    gdzie wykłada się, na przykład, hetycki czy sumeryjski, ale nie
    kurdyjski czy ormiański.

    Ten państwowy bojkot sprawia, że terrorystyczna PKK uzyskała de
    facto monopol na reprezentowanie Kurdów - i w oczach ich samych, i
    świata. No bo jakie nadzieje wiązać z partią, której poseł nie może
    nawet złożyć w ojczystym języku życzeń świątecznych?

    Ale ta identyfikacja działa też i w drugą stronę - dla urzędowej
    Ankary wszystko, co kurdyjskie, zatrąca automatycznie o terroryzm.

    Ozcelik w przeszłości wylądował w więzieniu, bo protestował
    przeciwko wojnie w tureckim Kurdystanie, a kiedy rok temu
    uczestniczył w wynegocjowanym uwolnieniu przez PKK porwanych
    tureckich żołnierzy, prokuratura otworzyła przeciwko niemu
    dochodzenie z podejrzenia o terroryzm, bo rzeczywiście z
    terrorystami rozmawiał.

    Trudno się nie zgodzić, że kurdyjski poseł istotnie przemawia w
    nieznanym władzy języku. Języku negocjacji, nie konfrontacji. Tego
    języka nie zna też i PKK, ale to polityka Ankary sprawia, że
    językiem tym nie da się dziś w Turcji rozmawiać.

    Polityka, która od lat tkwi w ślepej uliczce. Nie inaczej było w
    Iraku Saddama Husajna. Dziś autonomiczny Kurdystan iracki spędza
    tureckim politykom sen z powiek: groźba kurdyjskiego Piemontu
    sprawiła, że nieśmiała liberalizacja polityki wobec tureckich Kurdów
    kończy się słowami o "nieznanym języku". Ale taka polityka przybliża
    jedynie, a nie oddala, ryzyko kurdyjskiej irredenty i idzie wprost
    na rękę PKK. Ankara, która wreszcie zaczęła rewidować swą
    dotychczasową politykę wrogości wobec Armenii, także wobec Kurdów
    winna znaleźć język, w którym można rozmawiać.

  • kiranna 04.01.09, 17:43
    Rozumiem, ze artykul musi byc napisany tak, by chwycic za serce i
    sie dobrze sprzedac, ale nie do konca pokrywa sie z prawda. Niechec
    D.Warszawskiego do Turcji jest powszechnie znana w srodowisku
    turkologow i znawcow tego kraju, wiec brak obiektywizmu nie dziwi :(

    Juz kilka lat temu pod naciskami UE we wschodniej Turcji powstaly
    panstwowe osrodki nauczania jez. kurdyjskiego, ale czesc zostala
    zamknieta z powodu niklego zainteresowania miejscowej ludnosci
    (Kurdow), gdyz ogromna czesc jest po prostu niepismienna albo
    skonczyla najwyzej III klasy szkoly podstawowej (o znacznie nizszym
    poziomie niz nasza, warto zwrocic uwage). W szczegolnosci problem
    ten dotyczy kobiet i dziewczat, czestokroc wydawanych za maz w
    bardzo wczesnym (szkolnym) wieku i ktorym obowiazki rodzinne, a
    takze normy spoleczne tego regionu nierzadko nie pozwalaja uczyc
    sie. Wiadomo, wyksztalcona kobieta = niezaleznosc, wlasne pieniadze
    i problemy dla pana i wladcy ;) Tak wiec studiujacych Kurdyjek jest
    naprawde garstka i tlumaczenie, ze nie ucza sie, bo nie moga w swoim
    jezyku jest czcza wymowka.
    Czym trudnia sie ich nisko wyksztalceni mezowie,
    by zapewnic byt duzej rodzinie, bo to najczesciej tam rodzi sie 5 i
    wiecej dzieci? Sama chcialabym wiedziec, a moze lepiej nie...
    Przemysl jako taki prawie tam nie istnieje, bo malo kto odwazy sie
    inwestowac w rejonach, bedacych faktycznie pod kontrola kurdyjskich
    partyzantow/terrorystow.
    Czesc Kurdow za chlebem i spokojnym zyciem wyemigrowala za granice,
    czesc do Stambulu i innych duzych tureckich miast. İ znow Pan
    Warszawski mija sie z prawda twierdzac, ze nikt w Turji nie mowi po
    kurdyjsku.
    Niejednokrotnie slysze ten jezyk na ulicy w Stambule (jest pare
    miejsc zamieszkalych tylko przez Kurdow), a nawet u mnie w domu,
    gdy fachowcy przyszli cos zreperowac i zaczeli miedzy soba mowic w
    swoim jezyku. Przyznam, ze nie czulam sie komfortowo, nie rozumiejac
    o czym rozmawiaja, bedac z nimi sam na sam :( Na szczescie dla moich
    nerwow nie poradzili sobie z usterka i szybko sie pozegnali. Potem
    zrobilo mi sie glupio, bo to byli sympatyczni mlodzi chlopcy, ale
    stereotypy robia swoje, w koncu skad mam wiedziec z kim mialam do
    czynienia? Oby wszyscy Kurdowie byli tacy jak oni, ale
    niestety nie sa...

    To, ze niemile widziane sa publiczne wystapienia po kurdyjsku,
    szczegolnie gdy dotycza spraw polityki, dla mnie jest zrozumiale i
    powinno byc dla kazdego, kto zna mentalnosc ludzi wschodu i problemy
    Turcji. Niewinne z pozoru zyczenia czy piosenka moga byc zacheta do
    dzialania dla nacjonalistow i zarzewiem krwawego konfliktu, o ktory
    w czasach kryzysu, gdy wiele osob siedzi jak na bombie, nie bedac
    pewnym swojej przyszlosci z braku pracy, nietrudno. Jednoczesnie
    Kurdowie maja duze poparcie socjalistow z partii DHP, ktorej znaczna
    czesc wyborcow pochodzi z tych terenow, dlatego czesto utozsamiana
    jest z partia kurdyjska. Nie mylic z PKK, ktora jest uznana za
    zgrupowanie terrorystyczne.

    Zmiany na lepsze w kwestii Kurdow sa, a odwolywanie sie do tego co
    bylo kilkanascie lat temu jest manipulacja :( Od nowego roku jeden z
    kanalow panstwowej telewizji TRT-1 ma byc nadawany rownolegle w jez.
    kurdyjskim jako kanal TRT-6. Media informuja, ze ma to byc m.in.
    odpowiedz na antyturecka propagande nadawana na nielegalnych
    kanalach kurdyjskich, ktorej celem jest wewnetrzne sklocenie
    ludnosci tureckiej z kurdyjska. A przeciez zwykly Turek ze zwyklym
    Kurdem wrogami nie sa... Kto ma w tym cel i jaki nietrudno sie
    domyslec, w koncu gdzies trzeba sprzedac te bron. W tym regionie
    niemal kazdy mezczyzna jest uzbrojony po zeby, nie tylko terrorysta.
    Zeby czuc sie bezpiecznie i w razie czego obronic rodzine przed
    rabusiami, co zdarza sie dosc czesto. Albo by godnie uczcic
    narodziny syna czy inna wazna chwile ;) Wystarczy zobaczyc jak
    wyglada slub wiejski we wschodniej Turcji. Niedawno pewna rodzina z
    okolic Diyarbakir (serce tureckiego Kurdystanu) postawila na nogi
    zandarmerie, wystrzeliwujac w powietrze 50.000 amunicji w powietrze
    z kilkunastu karabinow maszynowych. Ot, taka miejscowa
    tradycja - na szczescie dla panstwa mlodych, jak u nas sypanie
    grosikami czy ryzem ;)

    O tym, ze wielu Kurdow zyje z przerzutu ludzi i narkotykow, tez
    powszechnie wiadomo. Nikt jak oni nie zna gorzystego i pelnego
    jaskin tuneli, przeleczy przygranicznego terenu, nawet wojsko, ale
    to sa tematy, ktore lepiej przemilczec, jesli czlowiekowi zycie
    mile...
    Tak wiec wolny Kurdystan - tak, ale trzeba sie najpierw zastanowic w
    jakiej formie i czy na pewno juz dzis, bo moze sie okazac, ze Europa
    zaplaci za to zbyt wysoka cene. A na razie zacznijmy od
    faktycznej edukacji, bo Kurd Kurdem, ale na dzien dzisiejszy jako
    obywatel Republiki Turcji ma obowiazek wyslac swoje dzieci do
    szkoly, a nie na pole czy do partyzantki...

    --
    Yüzünü güneşe dönen insan gölge görmez...
    wszystkiego dobrego :)
    kıranna
  • aisza5 06.12.08, 13:12
    wyborcza.pl/1,75477,6030930,Turcy_oszukali_Bruksele.html
    Turecki sąd skazał wczoraj Leylę Zanę, słynną kurdyjską aktywistkę,
    na kolejne dziesięć lat więzienia. To policzek dla Brukseli, bo jej
    wypuszczenie w 2004 r. było jednym z warunków rozpoczęcia negocjacji
    akcesyjnych z Turcją

    - Będę walczyć o to, by Kurdowie i Turcy mogli żyć razem w
    demokracji - te słowa wypowiedziane po kurdyjsku w 1991 r., tuż po
    złożeniu ślubowania w tureckim parlamencie, wpędziły 30-letnią
    wówczas Leylę Zanę w kłopoty na całe życie. Był to pierwszy raz,
    kiedy w tureckim parlamencie zabrzmiał zakazany w tym czasie w
    Turcji język Kurdów.

    Leylę natychmiast okrzyknięto terrorystką, a w 1993 r. próbowano ją
    nawet zabić. Dwa lata później kontrolowany przez armię Trybunał
    Bezpieczeństwa Państwa uznał ją za winną zdrady i "godzenia w
    integralność terytorialną Turcji". Została skazana na śmierć, wyrok
    zmieniono tylko ze względu na oburzenie światowej opinii publicznej
    i interwencję m.in. François Mitterranda. Ostatecznie sąd posłał
    Zanę na 15 lat za kratki.
    W 1995 roku Kurdyjka dostała przyznawaną przez Parlament Europejski
    Nagrodę Sacharowa za walkę o prawa człowieka. Wymieniana jako
    kandydatka do Pokojowej Nagrody Nobla na Zachodzie zawsze była
    symbolem walki o prawa Kurdów, ale walczyła też o prawa tureckich
    muzułmanek. Sama w wieku 14 lat została wydana przez rodzinę za
    starszego o 20 lat kuzyna.

    Nic dziwnego, że kiedy po dziesięciu latach, w 2004 r., sąd
    zdecydował wreszcie o jej zwolnieniu, europejskie gazety pisały
    o "wielkim dniu dla Turcji i Europy". W październiku tego samego
    roku Zana gościła w Brukseli, gdzie w Parlamencie Europejskim
    mówiła, że Turcja jest "kandydatem do wielkich zmian".

    Bruksela nigdy nie ukrywała, że zwolnienie Zany było jednym z
    warunków rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Turcją. Kraj mający
    więźniów politycznych nie może negocjować członkostwa w UE - uparcie
    powtarzali unijni oficjele.

    W środę okazało się, że Turcy zwyczajnie wyprowadzili Unię w pole.
    Sąd w południowej prowincji Diyarbakir skazał Leylę Zanę na kolejne
    10 lat więzienia. Tym razem za "udział w terrorystycznym ugrupowaniu
    i szerzenie jego propagandy".

    Tureckich sędziów szczególnie rozwścieczyło dziewięć wygłaszanych
    przy różnych okazjach przemówień Zany, w których "pośrednio poparła
    Partię Pracujących Kurdystanu (PKK), którą Turcja, USA i UE uważają
    za terrorystów. Władzom nie spodobało się m.in. jej stwierdzenie, że
    PKK "walczy o wolność i demokrację". Sąd odebrał też Leyli, która
    była potencjalną kandydatką na mera Diyarbakir w zaplanowanych na
    marzec wyborach lokalnych, bierne i czynne prawo wyborcze.

    47-letniej dzisiaj Zany nie było w sądzie w czasie odczytywania
    wyroku. Jej adwokat Cabbar Leygara zapowiedział apelację i oskarżył
    sąd o naruszenie praw jego klientki. - To wyjątkowo niefortunna
    decyzja w kraju, który stara się o członkostwo w Unii Europejskiej -
    mówił reporterom.
  • aisza5 11.12.08, 20:29
    wiadomosci.onet.pl/1879044,12,samobojczy_zamach_w_iraku_55_zabitych,item.html
    Samobójczy zamach w Iraku - 55 zabitych
    Co najmniej 55 osób zginęło w samobójczym zamachu bombowym w
    kurdyjskiej restauracji koło Kirkuku, na północnym wschodzie Iraku -
    podała policja w Kirkuku.
    Rannych zostało ponad 120 osób; stan 30 jest ciężki - powiedział
    generał Torhane Jussef, numer dwa policji w tym mieście.

    Poprzedni bilans mówił o co najmniej 45 zabitych i kilkudziesięciu
    rannych.
    Wybuch nastąpił w restauracji kilka kilometrów na północ od Kirkuku.
    Lokal był zatłoczony, ponieważ był właśnie czas posiłku. Restauracja
    znajduje się przy głównej drodze do prowincji Irbil i jest często
    uczęszczana przez przedstawicieli kurdyjskich władz podróżujących do
    autonomicznego regionu Kurdystanu.

    Wielu Irakijczyków obchodzi właśnie Święto Ofiar (id al-adha) i
    częściej odwiedza restauracje - pisze agencja Reutera.

    Służby irackie i amerykańskie otoczyły okolicę zamachu.

    Motyw terrorystów nie jest jasny, ale Kirkuk był wcześniej sceną
    napięć na tle etnicznym. Kurdowie chcą przyłączyć Kirkuk i całą
    prowincję Tamim do cieszącego się autonomią kurdyjskiego regionu na
    północy kraju. Sprzeciwia się temu większość Turkmenów i Arabów,
    którzy chcą, by prowincja była rządzona centralnie, obawiając się
    dyskryminacji ze strony Kurdów.


  • aisza5 14.01.09, 19:34
    W ostatnich dniach w Turcji zainaugurował działalność pierwszy
    całodobowy kanał telewizyjny w języku kurdyjskim – TRT-6.
    Niezależnie od jakiejkolwiek krytyki, zarówno ze strony tureckiej,
    jak i kurdyjskiej, nie sposób nie dostrzec dużej wagi tego
    wydarzenia.

    W inauguracji działalności programu TRT-6 wzięli udział tureccy
    politycy. Premier Recep Tayıp Erdoğan oświadczył, że „jest to krok,
    który ma umocnić naszą jedność i niepodzielność, pogłębiając
    jednocześnie wartość demokracji” oraz, że „nasi obywatele mają równe
    prawa i swobody. Demokracja jest szerokim kręgiem, w obrębie którego
    wszyscy ludzie mają możliwość wyrażania siebie”, a na koniec w
    języku kurdyjskım życzył stacji pomyślności (TRT-6 li xêrê be)!
    Kilkanaście lat temu natychmiast wsadzono by go za to do więzienia.
    Retoryka premiera też jest szczególna, odwołuje się bowiem do
    najwrażliwszej idei państwa tureckiego - „niepodzielności”. Do tej
    pory użycie języka kurdyjskiego było często interpretowane jako
    sprzeczne z ochroną „niepodzielności kraju”. Powyższy fragment
    wypowiedzi premiera świadczy o ważnej próbie reinterpretacji
    znaczenia tego słowa!

    Nie znaczy to jednak niestety, że w Turcji nie zdarzają się jeszcze
    przypadki nakładania kar za użycie języka kurdyjskiego nawet w
    rozmowach prywatnych, nie jest to również język dopuszczony do
    politycznych salonów, szkół i urzędów. Powstanie TRT-6 nadającego w
    języku kurdyjskim jest w istocie sprzeczne z Turecką Konstytucją,
    której wiele zapisów wciąż wyklucza istnienie i użycie w Turcji
    jakiegokolwiek „języka nietureckiego”. Wprawdzie pakiety reform z
    2002 roku dopuściły oficjalnie możliwość nadawania w języku
    kurdyjskim audycji telewizyjnych i radiowych, ale będąc świadomym
    sposobu zastosowania wielu zapisów prawnych przez turecki wymiar
    sprawiedliwości, nie można ocenić tego novum mianem wystarczającego.
    Oznacza to więc, że otwarcie TRT-6 choć ważne i przełomowe nie ma
    dostatecznego zaplecza w zapisach prawnych, które by chroniły jego
    istnienie. Wystarczy, że w którejś nadawanej piosence pojawi się na
    przykład słowo Kurdystan lub jeden z dziennikarzy dopuści się
    nadmiernej krytyki władz, by można było stację oskarżyć o
    separatyzm...

    Swoją krytykę dla TRT-6 wyraził Deniz Baykal, lider partii
    republikanów (CHP) twierdząc, że nie można wydawać pieniędzy
    podatników na stację telewizyjną w języku etnicznej mniejszości.

    Kurdowie odebrali inaugurację programu w języku kurdyjskim bardzo
    przychylnie i, z jak się wydaje, dużym zainteresowaniem, domagając
    się od razu zwiększenia udziału innych dialektów języka
    kurdyjskiego, wprowadzenia programów edukacyjnych dla kobiet, które
    bez wątpienia będą jednymi z głównych beneficjentów stacji,
    nadawania więcej muzyki kurdyjskiej.

    Rozległy się także słowa krytyki mówiące o intencji ukrytej
    asymilacji, propagowaniu polityki, sprawującej obecnie władzę AKP (w
    tym roku będą miały miejsce wybory władz lokalnych, co nie jest w
    tym kontekście bez znaczenia, AKP liczy bowiem bardzo na kurdyjskie
    poparcie).

    Odpowiadając dowcipnie na stronie NETKURD na te zarzuty kurdyjski
    publicysta Ednan Stêrk pisze, że w języku kurdyjskim zgadza się
    nawet na turecką asymilację. Pozbawienie Kurdów ich własnego języka
    i kultury było przecież jednym z głównych celów dotychczasowej
    tureckiej polityki względem tej grupy obywateli, a utrata znajomości
    języka przez wielu etnicznych Kurdów jest dziś jedną z głównych
    bolączek kurdyjskich intelektualistów, działaczy i pisarzy.

    TRT-6 jest więc bez wątpienia promyczkiem nadziei, pozostaje
    wierzyć, że nie będzie jedynym…

    Źródła:
    www.turkishweekly.net/news/62703/-gen-turkey-39-s-president-and-premier-on-inauguration-of-trt-6-channel.html
    www.netkurd.com/nuce_bixwine.asp?id=14609
    www.netkurd.com/nuce_bixwine.asp?id=14610
    www.taraf.com.tr/haber/24803.htm

    Wystąpienie tureckiego premiera w TRT-6 w przekładzie na język
    kurdyjski można obejrzeć:
    video.aol.com/video-detail/basbakan-erdoan-trt-6-ya-hayrl-olsun-/3966417686/?icid=VIDURVENT03
    www.arabia.pl/content/view/292114/107/
  • aisza5 26.02.09, 19:42
    www.rynekturystyczny.pl/prasa/6120/Malopolska_wzorem_dla_Kurdystanu.html

    Małopolska wzorem dla Kurdystanu
    Dla autonomicznego rządu irakijskiego Kurdystanu organizacja ruchu
    turystycznego w Małopolsce jest wzorem. Kurdowie chcieliby
    przyciągnąć turystów z całego świata, poważnie myślą też o
    inwestorach i archeologach z Polski. Z taką misją do Krakowa
    przyjechał Nimrud Baito Youkhana, minister turystyki Rządu
    Regionalnego Kur­dystanu w Iraku. Minister gościł u marszałka,
    spotkał się także z człon­kami Małopolskiej Organizacji
    Turystycznej. - Nadszedł najwyższy czas, żeby Polska zaczęła
    rozwijać swoją współ­pracę z Kurdystanem. Bo to spokoj­ny region o
    dużych perspektywach - uważa Ziyad Raoof, pełnomocnik Rządu
    Regionalnego Kurdystanu w Polsce. - Możemy wiele nauczyć się od
    Polaków. Polska, podobnie jak nasz region, ma smutne doświadcze­nia
    wojenne, po których potrafiła się rozwinąć. - Możemy współpracować w
    wie­lu dziedzinach, a szczególnie w tury­styce. Wiem, że Małopolska to
    jeden z najatrakcyjniejszych terenów tury­stycznych w Polsce. Dlatego
    chcieli­byśmy wzorować się na tutejszych rozwiązaniach dotyczących
    organizacji i zarządzania turystyką. A także ścią­gnąć do siebie
    inwestorów - dodaje mi­nister Youkhana. Rząd Regionalny Kurdystanu,
    któ­ry ma zagwarantowaną autonomię na terenie Iraku, kusi
    zagranicznych inwestorów atrakcyjnymi warunka­mi: m.in. 10-letnimi
    zwolnieniami z wszelkich podatków, bezpłatnym użyczeniem działek na
    25 lub 50 lat, a nawet przekazaniem ziemi nieod­płatnie na własność w
    przypadku du­żych inwestycji czy zwolnieniem importu z cła.
    Kurdyjskimi propozycja­mi zainteresował się urząd marszał­kowski. -
    Wydaje się, że współpraca Ma­łopolski z Kurdystanem może być
    perspektywiczna. Chętnie przyjrzy­my się kurdyjskim propozycjom -
    zapowiada Zdobysław Milewski, kierownik biura współpracy mię­
    dzynarodowej urzędu marszałkow­skiego. Kurdowie zachwalają swój
    region jako bardzo atrakcyjny turystycznie, związany m.in. z
    cywilizacją Babilo­nu, a także z wczesnym chrześcijań­stwem.
  • aisza5 21.03.09, 12:44
    Z okazji święta Newrozu – kurdyjskiego Nowego Roku wszystkim Kurdom
    składam jak najserdeczniejsze zyczenia i ślę gorące pozdrowienia z
    Karawanseraju!
  • aisza5 15.04.09, 16:16
    wyborcza.pl/1,75477,6497255,W_irackim_Kurdystanie_bezpieka_robi__co_chce.html

    W irackim Kurdystanie bezpieka robi, co chce
    Marta Kazimierczyk

    Służby bezpieczeństwa w irackim Kurdystanie są wszechmocne.
    Aresztują ludzi bez nakazu, przetrzymują latami, torturują i skazują
    bez sądu - wynika z nowego raportu Amnesty International

    Ubrani po cywilnemu funkcjonariusze Asaisz, wszechmocnej służby
    bezpieczeństwa irackiego Kurdystanu, są wszędzie. Gorliwością i
    skutecznością w esbeckim fachu dorównują okrytym ponurą sławą
    arabskim Muhabarat. Jednak w przeciwieństwie do mieszkańców Egiptu
    czy Syrii iraccy Kurdowie rzadko na nich narzekają, bo to dzięki
    rozbudowanej do olbrzymich rozmiarów służbie bezpieczeństwa
    Kurdystan niemal zupełnie odgrodził się od przemocy nękającej
    mieszkańców pozostałych części Iraku.

    Dla Asaisz każdy, kto działa, działał albo nawet zna kogoś z
    islamskiej organizacji, jest podejrzany. I może się spodziewać, że
    którejś nocy do jego drzwi zapukają funkcjonariusze.
    Według opublikowanego we wtorek raportu Amnesty International (AI)
    scenariusz aresztowania zwykle jest taki sam: brak nakazu i
    wyjaśnień, związane ręce, odjazd samochodem w nieznanym kierunku. Po
    przywiezieniu na posterunek, który zwykle jest tajny i mieści się w
    prywatnym domu w Irbilu czy Sulejmaniji, aresztowany jest
    przesłuchiwany. Jeśli od razu nie chce się przyznać do powiązań z
    terrorystami, jest bity i torturowany, aż zmieni zeznanie.

    Według AI ulubione metody Asaisz to elektrowstrząsy, podwieszanie za
    ręce lub nogi, bicie metalową pałką, wystawianie nago na mróz albo
    upał. I tak przez kilka lat.

    Asaisz ma nielegalnie przetrzymywać co najmniej kilkaset osób, a
    rekordziści siedzą już dziewięć lat. Dokładnej liczby nie da się
    oszacować, bo aresztowania rzadko są zgłaszane.

    Jeśli aresztowany przetrzyma tortury (według AI część aresztowanych
    umiera w więzieniu) i w końcu się przyzna, rusza proces, który
    czasem trwa tylko godzinę. Tyle czasu wystarczy, bo nie ma akt
    sprawy, adwokata, a czasem nawet sędziego.

    Kara jest zazwyczaj bardzo surowa - AI alarmuje, że od 2006 r. co
    roku w Kurdystanie wykonuje się kilkanaście wyroków śmierci. Tylko w
    2006 r. w Irbilu powieszono 11 mężczyzn oskarżonych o powiązania z
    terrorystami. W tej chwili na egzekucję czeka co najmniej 84
    skazańców.

    "Ci ludzie działają całkowicie ponad prawem" - napisali autorzy
    raportu. "Nie ma nad nimi żadnego nadzoru, nie podlegają
    ministerstwu sprawiedliwości, odpowiadają bezpośrednio przed
    prezydentem".

    Według Malcolma Smarta, szefa bliskowschodniej sekcji AI, brak
    rozlewu krwi nie oznacza, że w Kurdystanie wszystko jest w
    porządku. - Bezprawne przetrzymywanie, tortury, ataki na
    dziennikarzy i wolność wypowiedzi - rząd musi natychmiast
    wyeliminować te nadużycia - tłumaczy.

    AI opracowała raport na podstawie wywiadów przeprowadzonych w 2008
    r. z byłymi więźniami, rodzinami ludzi, którzy ciągle są
    przetrzymywani, i z samymi Asaisz. - Rząd musi zadbać, żeby służby
    bezpieczeństwa ponosiły prawną odpowiedzialność za to, co robią -
    przekonuje Smart.

    Region autonomicznego Kurdystanu jest praktycznie niezależny od
    Bagdadu, rządzi się własnymi prawami, ma własną policję. Od
    amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. właśnie Kurdystan jest
    najbezpieczniejszą częścią Iraku.

  • aisza5 23.06.09, 12:09
    Kurdyjskie Centrum Informacji i Dokumentacji, Pracownia Studiów
    Kurdyjskich serdecznie zapraszają na spotkanie połączone z
    prezentacją zdjęć Kurdystan syryjski z różnych perspektyw.



    W spotkaniu wezmą udział:



    Maria Kulanek

    Jakub Gałęziowski

    Dr Joanna Bocheńska

    Łukasz Fyderek

    Farhang Muhammad

    Spotkanie odbywa się w ramach cyklu spotkań Szewbuherk-wieczory z
    kulturą kurdyjską.

    23.06.2009 (wtorek) o g. 16.30

    Siedziba Kurdyjskiego Centrum Informacji i Dokumentacji

    Kraków, Rynek Główny 39/8, III p.



  • aisza5 27.07.09, 08:26
    wyborcza.pl/1,75477,6861040,Tu_bedzie_drugi_Dubaj.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538?
    utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809329

    Tu będzie drugi Dubaj
    Mariusz Zawadzki

    Sobotnie wybory były największym od lat testem dla potężnych rodów
    Barzanich i Talabanich, które podzieliły między siebie iracki
    Kurdystan. To państwo w państwie - z własnym rządem, siłami
    zbrojnymi oraz wielkimi złożami ropy i gazu
    Uwierz mi, bracie, nie ma lepszego interesu! - śmieje się Ahmed. Z
    witryn jego kramu w Irbilu, stolicy irackiego Kurdystanu, spoglądają
    najważniejsi kurdyjscy przywódcy - oprawieni w ramki plastikowe albo
    pozłacane, we wszelkich rozmiarach i cenach na każdą kieszeń.

    Na największej fotografii, półtora metra na metr, siedzi w dumnej
    pozie Mustafa Barzani, największy bohater irackiego Kurdystanu,
    który pół wieku walczył o wolność z kolejnymi rządami w Bagdadzie. W
    latach 40. i 50. musiał uciekać ze swoimi partyzantami aż do ZSRR,
    gdzie udzielono mu azylu. Potem wrócił do północnego Iraku i
    dowodził kolejnymi powstaniami, dopóki śmierć nie dopadła go w 1979
    r. Jak na ironię umarł nie na polu bitwy, ale na raka w szpitalnym
    łóżku w Waszyngtonie.


    - Mustafa sprzedaje się słabiej niż jego syn Massud - mówi Ahmed. To
    całkiem naturalne, ponieważ zmarły ojciec jest legendą, a syn -
    rzeczywistością. Po obaleniu Saddama Husajna przez Amerykanów w 2003
    r. Massud Barzani został prezydentem kurdyjskiej autonomii w Iraku.
    W sobotę pierwszy raz kandydował w wyborach powszechnych i choć
    wyników jeszcze nie podano, nie ma wątpliwości, że go wybrano.

    Massud spogląda z każdego zakątka sklepu - czasem jest poważny na
    zdjęciach urzędowych, ale innym razem wesoły, jak w chwili, kiedy
    przeszukuje go jakiś ochroniarz. To ulubione zdjęcie Ahmeda, bo
    pokazuje, że w Kurdystanie panuje prawdziwa demokracja i nawet
    prezydent jest traktowany jak każdy obywatel.

    Na samych tylko portretach Massuda sklep zarabia ok. 10 tys. dol.
    miesięcznie. Nie dalej jak tydzień temu jedno z ministerstw zamówiło
    u Ahmeda 500 egzemplarzy! Massud z wąsikiem i czerwono-białą
    plemienną chustą na głowie wisi we wszystkich pokojach wszystkich
    urzędów państwowych w Irbilu.

    Na niektórych fotografiach prezydent autonomii występuje z Dżalalem
    Talabanim - Kurdem, który po obaleniu Saddama został prezydentem
    całego Iraku. - Talabani sprzedaje się fatalnie. Zamawiam go głównie
    po to, by uniknąć oskarżeń o stronniczość - wyjaśnia Ahmed.

    Jowialny Talabani najpierw walczył pod komendą wielkiego Mustafy,
    ale w połowie lat 70. stworzył własne stronnictwo. Po śmierci
    Mustafy między Massudem Barzanim a Dżalalem Talabanim dochodziło do
    konfliktów, które w latach 90. skończyły się nawet wojną domową.
    Zachodnia część irackiego Kurdystanu ze stolicą w Irbilu znalazła
    się pod kontrolą rodziny Barzanich, a wschodnia - ze stolicą w
    Sulejmanii - pod kontrolą rodziny Talabanich.

    Po obaleniu Saddama obaj wodzowie pogodzili się, zrozumieli, że w
    zdominowanym przez Arabów Iraku Kurdowie muszą trzymać się razem.
    Stworzyli zjednoczony autonomiczny kurdyjski region na północy
    kraju, ale do dziś Irbil to domena Barzanich, a Sulejmanija -
    Talabanich. W sobotnich wyborach partie Talabaniego i Barzaniego
    startowały razem, na jednej liście.

    Wielki boom rodzin

    Ahmed ma w swojej ofercie portretowej także następne pokolenie
    Barzanich: Neczirwan Barzani, siostrzeniec Massuda, został premierem
    irackiego Kurdystanu, a Masrur, syn Massuda, szefem służb
    specjalnych.

    Brakuje tylko portretu Sirwana Barzaniego, jeszcze jednego wnuka
    wielkiego wojownika Mustafy. Ten z kolei sprawdza się w biznesie -
    jest prezesem największej w irackim Kurdystanie sieci komórkowej
    Korek. - Za kilkanaście lat tutaj będzie drugi Dubaj - mówi dyrektor
    generalny Korka Newzad Hadżi, wyglądając przez okno gabinetu,
    którego nie powstydziłoby się wielu jego kolegów w Londynie czy
    Nowym Jorku.

    Pod przewodem Barzanich i Talabanich nie tylko sieci komórkowe, ale
    cała kurdyjska autonomia przeżywa niewiarygodny boom. Szczególnie
    widać to w Irbilu, który jest jednym wielkim placem budowy. Pną się
    w górę supernowoczesne hotele i biurowce, na obrzeżach miasta rosną
    wielkie osiedla mieszkaniowe, którym nadawane są kosmopolityczne
    nazwy: osiedle amerykańskie, brytyjskie, włoskie.... Wielopasmowe
    autostrady powstają w zawrotnym tempie, które polskich budowniczych
    dróg przyprawiłoby o zawał serca.

    A jednak do sobotnich wyborów - w których obok prezydenta Kurdowie
    wybierali 111 deputowanych do parlamentu - po raz pierwszy stanął
    ktoś, komu władza Talabanich i Barzanich się nie podoba. To bogaty
    przedsiębiorca Nuszerwan Mustafa, dawny stronnik Talabaniego, który
    utworzył ruch Zmiana. Otwarcie wytykał rządzącym nepotyzm i
    korupcję, obiecywał prawdziwą demokrację. - Wywrócimy parlament do
    góry nogami! - entuzjazmował się dzień przed wyborami 36-letni Daana
    Mohammed, zwolennik Zmiany.

    Zmiany nie będzie

    Wyniki wyborów zostaną ogłoszone za kilka dni. Partia Zmiana może
    osiągnąć przyzwoity wynik, a nawet stać się znaczącą siłą opozycyjną
    w parlamencie. Ale obecna władza w irackim Kurdystanie jest zbyt
    potężna, by można było ją ot tak, w jednych wyborach, obalić. Tutaj
    nawet jeśli otwierasz lodówkę, wyskakują z niej Barzani i Talabani.

    Autonomiczny Region Irackiego Kurdystanu (tak nazywa się formalnie)
    w rzeczywistości jest oddzielnym państwem. Choć nie odnotowują tego
    mapy polityczne świata, od Iraku oddziela go normalna granica, z
    przejściami granicznymi i kontrolą ostrzejszą niż między większością
    prawdziwych państw. Bezpieczeństwa pilnuje prawie 200 tys.
    peszmergów, byłych kurdyjskich bojowników. Choć Amerykanie wyłożyli
    miliardy dolarów na szkolenie irackiej armii i policji, to
    peszmergowie są wciąż najsprawniejszą siłą zbrojną na terenie Iraku.

    Oprócz mundurowych peszmergów podzielonych na oddziały wierne
    Barzanim i Talabanim są jeszcze setki tysięcy oficerów i
    informatorów Asaisz - wszechobecnej tajnej policji. Nie ma chyba
    żadnego zakątka świata, który byłby inwigilowany jak iracki
    Kurdystan. Jeśli gdzieś rozmawia kilku mężczyzn, można być pewnym,
    że przynajmniej jeden z nich jest informatorem Asaisz.

    - Zobaczysz, na koniec naszej współpracy ja też wyciągnę
    legitymację - śmiał się mój tłumacz, który Asaisz bał się jak
    ognia. - Są tutaj wszechwładni, mogą wszystko: wtrącić cię do
    więzienia, skatować i nikt się za tobą nie wstawi...

    Ale to właśnie dzięki Asaisz w latach 2004-06, kiedy w arabskim
    Iraku co miesiąc ginęło kilka tysięcy ludzi, w jego kurdyjskiej
    części było spokojnie, a dziesiątki tysięcy irackich Arabów szukało
    tutaj schronienia.


    ...
  • aisza5 28.07.09, 08:42
    wyborcza.pl/1,75477,6865207,Barzani_zwycieza_w_Kurdystanie.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538?
    utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809329

    Barzani zwycięża w Kurdystanie

    Masud Barzani będzie prezydentem irackiego Kurdystanu przez drugą
    kadencję - tak wynika z pierwszych obliczeń po sobotnich wyborach
    prezydenckich w tym bogatym w ropę regionie. Wspólna lista partii
    Barzaniego oraz prezydenta całego Iraku Dżalala Talabaniego zdobyła
    też najwięcej głosów w wyborach do 111-osobowego parlamentu.
    Oficjalne wyniki będą znane za kilka dni.
  • aisza5 23.10.09, 08:59
    Wielka nadzieja dla tureckich Kurdów
    Mariusz Zawadzki

    Setki tysięcy ludzi i fajerwerki witały w kurdyjskiej części Turcji
    grupkę partyzantów z PKK, którzy przybyli z Iraku jawnie,
    nieuzbrojeni, ale w mundurach, żeby na własnej skórze przetestować
    dobre intencje rządu w Ankarze
    Na 34 partyzantów czekało w poniedziałek na przejściu granicznym w
    Habur kilka tysięcy Kurdów w miasteczku namiotowym rozbitym
    specjalnie na ich powitanie - i turecka policja. Zostali natychmiast
    zatrzymani, co nie było żadnym zaskoczeniem, bo ośmiu z nich
    przybyło z głównej bazy PKK - niedostępnego skalistego łańcucha
    górskiego Kandil - skąd od lat partyzanci przekradają się do Turcji,
    by napadać na posterunki wojskowe i policyjne.

    Zaskakujące jest dopiero to, że następnego dnia wszystkie 34 osoby
    wypuszczono na wolność. Nawet jeśli nigdy bezpośrednio nie
    uczestniczyli w walkach, jak twierdzą, to za samą przynależność do
    grupy terrorystycznej, a za taką w Turcji uważana jest kurdyjska
    PKK, można ich zatrzymać na kilka lat! Skazany na śmierć przywódca
    partyzantów Abdullah Öcalan został zesłany na wyspę Imrali na Morzu
    Marmara, której jest jedynym - oprócz strażników - mieszkańcem.
    Kiedy dziesięć lat temu, zaraz po swoim aresztowaniu, nakazał innej
    grupie swoich ludzi "pokojowo" przekroczyć granicę, zostali
    zatrzymani i do dziś siedzą za kratkami.

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 06.02.10, 10:23
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7534086,Honorowe_zabojstwo_w_Turcji__ojciec_z_dziadkiem_zywcem.html?
    utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=856991

    16-letnia Medine Memi została w grudniu znaleziona zakopana obok
    swojego domu w południowo-wschodniej Turcji. Wyniki sekcji, które
    opisuje BBC, dowodzą że nastolatka została zakopana żywcem. W ocenie
    śledczych było to tzw. zabójstwo honorowe, którego dokonali jej
    własny ojciec i dziadek. Dziewczyna wcześniej trzykrotnie zwracała
    się do policji o pomoc. Bezskutecznie.

    W listopadzie sąsiad rodziny zgłosił policji, że 16-latki nie
    widziano od miesiąca. Trzy tygodnie później policja odkryła
    dziewczynkę zakopaną w pobliżu domu. Miejsce było zalane betonem.

    Teraz na jaw wyszły wyniki sekcji zwłok dziecka, które dowodzą, że
    żyła i była świadoma w momencie, gdy była zakopywana. Nie znaleziono
    w jej ciele żadnych substancji psychoaktywnych, a na ciele miała
    jedynie drobne siniaki, natomiast w płucach i żołądku odkryto duże
    ilości ziemi. Dziecko zostało znalezione z rękoma związanymi z tyłu.



    Policja zatrzymała ojca i dziadka Mediny, nie zostali jednak jeszcze
    oskarżeni o morderstwo.

    Według obserwatorów był to przykład tzw. honorowego zabójstwa, które
    spotykane jest w tradycyjnych muzułmańskich rodzinach. Gdy rodzina
    zdecyduje, że kobieta zhańbiła swoim zachowaniem imię rodziny, brat,
    ojciec, czy dziadek dokonują zabójstwa.

    Lokalna organizacja monitorująca sprawę honorowych zabójstw
    poinformowała, że Medine - która była jednym z dziesięciu dzieci w
    rodzinie - trzykrotnie wcześniej zgłaszali policji skargę na to, że
    była bita w domu. Za każdym razem policja ignorowała jej doniesienia.

    Do zbrodni doszło w zamieszkanym głównie przez Kurdów południowo-
    wschodnim rejonie Turcji, w mieście Kahta. Społeczność ta jest znana
    z silnego konserwatyzmu i religijności, jest bastionem sekty
    Naksibendi, która została zdelegalizowana w 1925 roku przez
    Ataturka, jednak w ostatnich latach na powrót rośnie w siłę.

    Turecki rząd stara się walczyć z honorowymi zabójstwami, m.in.
    poprzez zmianę praktyki sędziów których uczy się, by podchodzili do
    takich zbrodni ze szczególną uwagą. Przynosi to jednak znikomy
    efekt; według oficjalnych statystyk w samym rejonie Adijaman, w
    którym doszło do zabójstwa Mediny, w latach 2003-2007 doszło do 16
    takich morderstw. Według organizacji pozarządowych liczby te są
    zaniżone.

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 18.06.10, 10:00

    Obrzezanie irackich Kurdyjek
    wyborcza.pl/1,75477,8023308,Obrzezanie_irackich_Kurdyjek.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538


    W irackim Kurdystanie 70 proc. dziewczynek jest obrzezanych, chociaż
    zabieg rujnuje im zdrowie i jest krytykowany przez religijne
    autorytety - wynika z raportu Human Rights Watch

    Miałam pięć lat, kiedy matka zabrała mnie i siostrę do akuszerki.
    Próbowałam uciekać, ale przytrzymały mnie siłą. Ta kobieta rozwarła
    mi nogi, wycięła kawałek ciała, a na koniec posypała ranę popiołem.
    Strasznie bolało - opowiada 22-letnia Bacha.

    Tak zaczyna się raport zatytułowany "Zabrały mnie, nic mi nie
    mówiąc", o obrzezaniach w autonomicznym irackim Kurdystanie. Autorzy
    rozmawiali z kobietami, które przeszły zabieg, z ich matkami i z
    akuszerkami.

    Z badań wynika, że w tym rejonie obrzezanych jest ponad 70 proc.
    kobiet. Większość między trzecim a dwunastym rokiem życia. - W tym
    wieku rana najlepiej się goi - tłumaczy jedna z akuszerek.

    Zabiegi polegają na wycięciu narządów płciowych, najczęściej
    łechtaczki, rzadziej warg sromowych. Mniej niż 1 proc. z nich odbywa
    się w szpitalach, reszta u wiejskich akuszerek, które zwykle
    posługują się brzytwą, często tępą i używaną wielokrotnie. Nie
    stosują znieczulenia i nie dezynfekują rany, którą zasypują popiołem
    albo smarują olejem.

    Dziewczynka rzadko wie, co się święci I dopiero na miejscu jest siłą
    unieruchamiana. - Córki pomagają mi je przytrzymywać, bo wyrywają
    się z rąk - opowiada akuszerka Nazdar.

    Lekarze ostrzegają, że obrzezanie prowadzi do infekcji, chorób
    układu moczowego, kłopotów z porodem. Niektóre dziewczynki po
    zabiegu wykrwawiają się na śmierć.

    Według ONZ na świecie obrzezanych jest ok. 140 mln kobiet, głównie w
    krajach Afryki, w Malezji i w Indonezji. W północnej Afryce procent
    obrzezanych waha się od 97 w Egipcie do 80 w Etiopii. Chociaż
    zabiegu nie wykonuje się w Iraku, w plemiennym tradycyjnym
    społeczeństwie irackiego Kurdystanu jest on silnie zakorzeniony.

    Obrzezanie nie jest objawem zacofania rodziny. Podobna liczba
    dziewczynek jest obrzezanych w biednych i bogatych domach, wśród
    analfabetów i ludzi wykształconych. W Egipcie na wsiach obrzezanych
    jest 99 proc. kobiet, w miastach - 95 proc.

    Większość pytanych przez HRW mieszkanek Kurdystanu uważa zabieg za
    konieczność. Twierdzą, że tak każe religia i tradycja, że
    nieobrzezana kobieta jest rozwiązła i brudna, nieczyste jest nawet
    ugotowane przez nią jedzenie.

    Zgodnie przyznają, że to babska sprawa, nawet wspominanie o tym przy
    mężczyźnie jest niewłaściwe. Jednak większość mężczyzn chce
    obrzezanej żony, niektóre kobiety przyznawały, że zabieg bywa
    warunkiem ślubu.

    Chociaż w 2007 r. kurdyjskie ministerstwo sprawiedliwości kazało
    aresztować akuszerki, nikt tego nie robi. Parlament nie zajął się
    obiecywaną zmianą prawa, nie ruszyła też planowana kampania
    uświadamiająca. - Rząd musi działać zdecydowanie, żeby wyeliminować
    tę praktykę, bo sama nigdy nie zaniknie - przekonuje autorka raportu
    Nadia Chalifa.

    Jednak miejscowi politycy bagatelizują problem. - Owszem, to
    niewłaściwa praktyka, ale nie mamy wielu takich przypadków -
    przekonuje były minister zdrowia dr Abd Ar-Rahman Usman Junis.
    Wtóruje mu były minister ds. religii Muhammad Ahmad Said Szakali: -
    To pojedyncze sytuacje, a nie powszechny problem.

    Chociaż w irackim Kurdystanie zdarzają się duchowni, którzy
    popierają obrzezanie jako ograniczające kobiece pożądanie, zabieg
    nie jest nakazem religii, nie ma o nim mowy w Koranie.

    Kobiet nie obrzezuje się w Arabii Saudyjskiej, gdzie obowiązuje
    najbardziej konserwatywna wersja islamu. W Nigerii, Nigrze, Kenii i
    Tanzanii najwięcej obrzezanych stanowią chrześcijanki. Jeden z
    największych autorytetów świata islamu szejk Muhammad At-Tantawi z
    uniwersytetu Al-Azhar w 2006 r. stwierdził, że "obrzezanie kobiet to
    tradycja kulturowa, niemająca nic wspólnego z islamem".

    Takie zalecenia niewiele dają, bo zwyczaj jest silnie zakorzeniony w
    tradycji, a pytane kobiety niezmiennie odpowiadają: moja prababka,
    babka i mama były obrzezane, nie wyobrażam sobie, żeby ze mną miało
    być inaczej.



    Więcej...
    wyborcza.pl/1,75477,8023308,Obrzezanie_irackich_Kurdyjek.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538#ixzz0rBn58TSw
    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 19.06.10, 10:55

    Turcja zamyka dzieci
    wyborcza.pl/1,75477,8030229,Turcja_zamyka_dzieci.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538

    tureckich więzieniach dla dorosłych wieloletnie wyroki odsiadują
    setki dzieci skazanych za udział w kurdyjskich demonstracjach i
    oskarżonych o terroryzm.
    14-letni Abdullah upiera się, że jest niewinny, jednak policja
    twierdzi, że w grudniu ubiegłego roku rzucał kamieniami w stronę
    funkcjonariuszy podczas demonstracji prokurdyjskiej w Adanie na
    południu Turcji. Nie pomogło tłumaczenie, że tylko przechodził koło
    protestujących - został uznany za winnego działalności
    terrorystycznej i skazany na pięć lat więzienia.

    Abdullah, którego los opisała gazeta "The National" ze Zjednoczonych
    Emiratów Arabskich, nie jest odosobnionym przypadkiem w kurdyjskich
    miasteczkach i wsiach na południowym wschodzie kraju, gdzie poparcie
    dla Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) jest ciągle duże i gdzie co
    rusz dochodzi do bezwzględnie tłumionych protestów przeciwko
    dyskryminowaniu i prześladowaniu Kurdów przez władze.
    Według oficjalnych danych co najmniej 350 dzieci w wieku od 13 do 17
    lat odsiaduje w więzieniach dla dorosłych wyroki za udział w
    prokurdyjskich demonstracjach, co jest traktowane jak terroryzm.
    Dzieci masowo zaczęły trafiać za kratki w 2006 r., kiedy po krwawych
    zamieszkach w zamieszkanym przez Kurdów Diyarbakir prawo
    antyterrorystyczne zostało zmienione i sądy mogą skazywać nieletnich
    winnych wspierania PKK na równi z dorosłymi.

    - To nie jest wina sędziów, to kwestia systemu - przekonuje adwokat
    Serkan Akbas, który broni takich dzieci. - Czasem mam wrażenie, że
    toczy się wojna, a te dzieci są karane za bycie po jednej ze stron.

    Rząd od kilku miesięcy obiecuje bardziej tolerancyjne podejście do
    Kurdów, ale to właśnie rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju
    (AKP) w 2006 r. przeprowadziła tak surowe prawo. - W tamtym czasie
    na południu było bardzo niespokojnie, 17-latki rzucały w żołnierzy
    koktajlami Mołotowa i to ich chcieliśmy karać - tłumaczy turecki
    minister sprawiedliwości Sadullah Ergin. - Ale oczywiście nie jest
    dobrze, że do więzień trafiają młodsze dzieci za samo rzucanie
    kamieni - przyznaje.

    - Jesteśmy zdeterminowani, by rozwiązać ten problem - obiecywał
    niedawno szef MSW Besir Atalay.

    Jednak Ankara, chociaż napominana przez Brukselę (Turcja od 2005 r.
    prowadzi z UE negocjacje akcesyjne), ociąga się ze złagodzeniem
    prawa, tłumacząc, że opozycja utrudnia wszelkie zmiany.

    Według Canana Atabaya, który przedstawia sprawy Kurdów z Diyarbakir
    w Unii Europejskiej i UNICEF (ONZ-owskiej agendzie ds. dzieci),
    prawie wszystkie dzieci trzymane w tej chwili w tureckich
    więzieniach to mali Kurdowie. - Tylko jeden procent aresztowanych
    dzieci jest uniewinnianych - mówi. Jego zdaniem obecne propozycje
    rządu są mało realistyczne. Dzieci mają być bowiem sądzone w sądach
    dla nieletnich, ale tylko 15 z 81 tureckich miast ma takie sądy!

    - To jakieś szaleństwo. Niedługo dzieci będą aresztowane za
    pokazanie znaku zwycięstwa czy śpiewanie kurdyjskich piosenek - mówi
    prawnik Kezban Yilmaz broniący 17-latka, któremu grozi 50 lat
    więzienia za udział w demonstracji i bycie członkiem nielegalnej
    organizacji.

    - Wyroki są zupełnie nieproporcjonalne do przestępstw, nie można
    uznawać rzucania kamieniami za terroryzm - przekonuje Emma Sinclair-
    Webb z Human Rights Watch. - A dzieciak, który spędzi kilka lat w
    więzieniu, wyjdzie z niego jako zdeterminowany i nienawidzący
    państwa bojówkarz.

    Turecka armia od ponad ćwierć wieku walczy z partyzantami z PKK
    domagającymi się zwiększenia kurdyjskiej autonomii. Szacuje się, że
    walkach zginęło przez ten czas ponad 40 tys. ludzi. W Turcji ciągle
    silne są sentymenty nacjonalistyczne, nadal można trafić za kratki
    za obrazę bliżej niesprecyzowanej "tureckości". Niedawno sąd skazał
    na 166 lat więzienia dziennikarza, który w swoich artykułach rzekomo
    sprzyjał PKK, a pewien nacjonalista złamał nos ministrowi ds.
    energii, bo nie podobała mu się rządowa inicjatywa większej
    tolerancji wobec Kurdów.

    Kiedy kurdyjski deputowany Sevahir Bayindir tłumaczył w zeszłym
    miesiącu w tureckim parlamencie, że nieletni Kurdowie walczą z
    policją, bo są sfrustrowani, został z miejsca uciszony przez
    przewodniczącego parlamentu. - Chyba nie chce pan bronić dzieci
    atakujących policjantów? - usłyszał.



    Więcej...
    wyborcza.pl/1,75477,8030229,Turcja_zamyka_dzieci.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538#ixzz0rHsZCtey

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 23.07.10, 11:56

    Turcja nie będzie już więzić dzieci


    Po naciskach UE turecki parlament złagodził prawo antyterrorystyczne
    tak, by nie obejmowało dzieci. Do tej pory w więzieniach wyroki
    odsiadywały setki nieletnich


    Na mocy nowego prawa dzieci, które uczestniczą w demonstracjach
    poparcia dla kurdyjskiej partyzantki PKK, nie będą już sądzone jak
    terroryści. Będą się nimi zajmowały wyłącznie sądy dla nieletnich, a
    prawo antyterrorystyczne już ich nie będzie dotyczyć. Parlament
    skrócił też minimalne kary za udział w takich protestach - z półtora
    do pół roku więzienia.

    Turcja, która od pięciu lat żmudnie negocjuje wejście do Unii, nie
    raz była besztana przez Brukselę za przetrzymywanie w więzieniach
    nieletnich. Według oficjalnych danych co najmniej 350 dzieci w wieku
    od 13 do 17 lat odsiaduje w więzieniach dla dorosłych wyroki za
    udział w prokurdyjskich demonstracjach, co jest traktowane jak
    terroryzm. Do takich manifestacji co rusz dochodzi na południowym
    wschodzie kraju, gdzie PKK - która przez USA, UE i ONZ uważana jest
    za organizację terrorystyczną - cieszy się dużą sympatią


    Więcej...
    wyborcza.pl/1,75477,8166434,Turcja_nie_bedzie_juz_wiezic_dzieci.html?
    utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538#ixzz0uUvwNoiy

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 19.09.10, 13:50

    Iracki Kurdystan - Irak czy nie Irak? Obraz po Saddamie

    kontynent-warszawa.pl/content-1-wydarzenia-5383-iracki_kurdystan___irak_czy_nie_irak__obraz_po_sad.htm
    2010-09-19 @ 15:00 - 2010-09-19 @ 17:00

    / fot. www.zamek-krolewski.pl
    Spotkanie z cyklu 'Barwy Orientu' w Zamku Królewskim, którego tematem będzie Kurdystan. Autonomia Kurdyjska, zamieszkiwana przede wszystkim przez Kurdów - jeden z największych narodów świata bez własnego państwa - to północna część Iraku, inna od reszty kraju. Jak wygląda codzienne życie Kurdów i czy rzeczywiście tak różni się ono od naszego - będzie można zobaczyć na fotografiach Bartosza Piziaka, który poprowadzi spotkanie.



    Informacja w innych językach:

    Aktualnie w trakcie tłumaczenia...
    Bartosz Piziak – geograf, pilot wycieczek, nauczyciel akademicki związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. Założyciel Akademickiego Klubu Turystycznego Rozdroże przy UJ. Pomysłodawca i organizator czterech edycji Festiwalu Młodych Podróżników w Gorcach oraz Podkarpackiego Kalejdoskopu Podróżniczego w Rzeszowie.

    Bilety do nabycia w kasie Zamku Królewskiego.

    Zamek Królewski
    Pałac Pod Blachą
    Plac Zamkowy 4

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 30.12.10, 20:22
    Kurdyjska redaktorka skazana na 138 lat

    fakty.interia.pl/swiat/news/kraj-kandydat-do-ue-dziennikarka-dostala-138-lat,1577648
    Była kurdyjska redaktorka naczelna i wydawczyni dziennika została skazana przez sąd w Diyarbakir w południowo-wschodniej Turcji na 138 lat więzienia za rozpowszechnianie kurdyjskiej propagandy - podała turecka agencja Anatolia.
    Wydano również nakaz aresztowania 24-letniej Emine Demir, którą w sądzie reprezentował adwokat.

    Demir została skazana 84 razy na półtora roku - łącznie 138 lat więzienia z oskarżenia o "popełnienie przestępstwa w imieniu organizacji, choć do niej nie należała" i "uprawianie propagandy dla tej organizacji w odrębnych doniesieniach opublikowanych w latach 2008-2009" w gazecie "Azadiya Welat" (Wolność kraju) - podała kurdyjska agencja Firat.


    Demir w artykułach tych broniła Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), uznanej przez Turcję i USA za terrorystyczną.

    Demir może jeszcze odwołać się od wyroku, który wydano w wigilię przyjazdu tureckiego prezydenta Abdullaha Gula do Diyarbakir, w większości zamieszkanego przez Kurdów.

    Liczbę Kurdów w Turcji ocenia się na 10-15 mln. W ostatnich latach w Turcji przyjęto ustawy na rzecz praw kulturalnych Kurdów, aby wzmocnić szanse kraju na akcesję do Unii Europejskiej. Jednak kurdyjskie media stają się obiektem prześladowań sądowniczych, zwłaszcza jeśli bronią linii PKK.

    Za pochwalanie PKK lub jej uwięzionego przywódcy Abdullaha Ocalana kary więzienia odsiaduje obecnie kilku kurdyjskich dziennikarzy.

    Według agencji Firat niedawno dziennikarze "Azadiya Welat" Vedat Kursun i Ozan Kilinc zostali skazani odpowiednio na 166 i 21 lat pozbawienia wolności.

    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة
  • aisza5 29.06.12, 16:56
    up
    --
    krajearabskie.prv.pl
    عائشة

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.