ISLAM W EUROPIE Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
          • Trzeba więc pamiętać, że używając słowa islam, ogromnie zubażamy opisywaną
            rzeczywistość. Jest to zresztą jedna z największych przywar europejskiej
            mentalności, że mamy skłonność do upraszczania i narzucania własnych kategorii
            (mieszkaniec Afryki nigdy nie powie o sobie, że jest Afrykańczykiem, tylko że
            należy na przykład do ludu Aszante...).

            W ten sposób wytwarzamy sobie nieuchronnie przeciwników. Bo jeśli złączy się
            Afrykanów czy Afroamerykanów w jedną społeczność, to kształtuje się w nich
            poczucie siły poprzez zaprzeczenie dotychczasowej, a tworzenie
            nowej, "szerokiej" tożsamości.

            Oczywiście, a poza tym oni się czują poniżeni. Jak ktoś będzie podkpiwał z
            polskiej kultury i twierdził, że Polacy to naród pijaczków i złodziei, to też
            będziemy się tym czuli dotknięci.
            Przykładem takiego fałszywego stereotypu jest powszechne przekonanie o
            upodobaniu muzułmanów do przemocy. Otóż wbrew temu, do czego przekonują nas
            media, islam jest religią pokojową. To religia równowagi, kontemplacji,
            cierpliwości. Muzułmanin to przede wszystkim człowiek wiary i pobożności, który
            nie szuka i nie potrzebuje racjonalnych uzasadnień dla swej wiary. Dlatego
            zresztą teologiczna dyskusja z nim jest praktycznie niemożliwa.

            Z drugiej strony jednak średniowieczni arabscy filozofowie, jak Awerroes,
            utrzymywali, że istnieją dwie prawdy - dostępna człowiekowi prostemu prawda
            wiary oraz prawda rozumowa, dostępna jedynie wtajemniczonym. I w islamie zatem
            istniałaby tradycja intelektualnej spekulacji nad prawdami objawionymi.

            Oczywiście. W Koranie ukryta jest pewna wewnętrzna prawda, a wierny winien
            kroczyć po ścieżce tej prawdy. Konieczność rozwoju duchowego, poszukiwanie
            prawdy, która zbliża do Boga, nazywa się tarika. Muzułmanin albo jest już na
            tej drodze, albo jej dopiero poszukuje. Kryje się w tym zresztą piękna
            egzystencjalna formuła - muzułmanie wierzą, że w każdej osobie i w każdej
            rzeczy zawiera się jakaś ukryta tajemnica. Zasada tariki przenika całą tradycję
            sufizmu, mistyki islamu. W tym sensie możemy więc mówić o dwóch prawdach - dla
            nieoświeconych i dla wybranych, umysłów wtajemniczonych.
            Dochodzimy w tym miejscu do kolejnej istotnej różnicy między wyznawcą Allaha i
            chrześcijaninem. Islam, podobnie jak judaizm i chrześcijaństwo, jest religią
            Księgi. Wedle muzułmanów jednak Koran został dany bezpośrednio od Boga. Jest to
            zatem religia objawienia słowa, a nie objawienia Boga-człowieka, i dlatego ten,
            kto kwestionuje Księgę, kwestionuje istnienie Boga. Ta odmienność tłumaczy,
            choć nie usprawiedliwia, reakcję muzułmanów na Szatańskie wersety Salmana
            Rushdiego, który, zdaniem ortodoksów, kpił sobie w tej powieści z Koranu.
            Muzułmanie przywiązują wielką wagę do nauki, oświaty. Islam przypomina w tym
            względzie judaizm. Kiedy ostatnio odwiedzałem rejon Sahelu, południa Sahary, to
            w najbardziej zapadłych wioskach, gdzie życie zamiera wraz z zachodem słońca, a
            budzi się następnego dnia o brzasku, gdzie nie ma systemu oświaty, dróg... nie
            ma nic, istnieje tylko jedna instytucja - szkółka koraniczna. Dzieci zbierają
            się przy ognisku, gdzie wieczorem jest jeszcze trochę światła i ich nauczyciel
            (ulema) czyta im Koran, na którym uczą się czytać i pisać. Jest to ich jedyne
            doświadczenie obcowania z książką, jedyna forma oświaty, jaka istnieje na tych
            niezwykle rozległych terenach świata. Ponieważ do szkółki koranicznej może
            chodzić każde dziecko, starsze przyprowadzają swoje dwu-, trzyletnie
            rodzeństwo, którym muszą się opiekować. Dla tej gromady dzieci Koran jest
            jedynym uniwersytetem. Nawet więc w tak ekstremalnych warunkach, gdzie panuje
            straszliwa bieda - w tamtych wsiach naprawdę nie ma co jeść - trwa nauka
            Koranu, który jest dla nich całą wiedzą.

            Niektóre kraje islamu wszakże są bardzo bogate i to właśnie ku nim kieruje swe
            apetyty Zachód. Kontakty Zachodu ze światem islamu mają zresztą najczęściej tło
            ekonomiczne.

            Oczywiście wielką atrakcją krajów arabskich są największe na świecie złoża ropy
            naftowej. Wiążą się z tym dwie kwestie. Po pierwsze islam zmienił swe oblicze -
            pozostał wprawdzie religią ubogich, ale sam stał się bogaty. Bogate kraje
            arabskie bowiem zaczęły łożyć spore sumy na rozwój wspólnot (budowę meczetów,
            druk Koranu...) - na rozszerzanie się islamu. Dzięki temu powstaje sporo
            meczetów i szkółek koranicznych w Afryce, Albanii i Bośni. Widać w tym świadomą
            politykę muzułmanów, choć, o czym należy pamiętać, ta planetarna religia nie ma
            żadnego centrum ani kogoś w rodzaju głowy Kościoła - działania te wypływają
            jedynie z ducha wspólnoty.
            Po drugie fakt, że w krajach muzułmańskich znajdują się największe zasoby ropy
            naftowej, jest przyczyną napięcia, jakie istnieje między światem islamu i
            Zachodem. Jest to napięcie podszyte ogromnym strachem. Jeżeli bowiem spojrzymy
            na kraje muzułmańskie oczami przywódców Stanów Zjednoczonych - jedynego obecnie
            światowego mocarstwa - zrozumiemy, skąd biorą się histeryczne reakcje na
            incydentalne nawet przejawy terroryzmu czy przemocy w krajach islamskich. Otóż
            Stany Zjednoczone w okresie zimnej wojny, obawiając się, że ZSRR uzyska znaczne
            wpływy w krajach naftowych, rozpoczęły na Alasce i w Teksasie bardzo
            kapitałochłonne inwestycje, które miały powiększyć własne zasoby ropy naftowej.
            W momencie, kiedy skończyła się zimna wojna, Amerykanie uznali, że nic już nie
            zagraża ich interesom w świecie arabskim, dlatego mogą zrezygnować z tych
            kosztownych inwestycji i bez przeszkód sprowadzać ropę z Zatoki Perskiej. A
            przecież to właśnie tanie paliwo napędza amerykańską cywilizację, której sukces
            oparty jest na samochodzie i ropnym ogrzewaniu mieszkań. Amerykańskie zapasy
            ropy naftowej tymczasem wynoszą zaledwie niecałe 3% zapasów światowych, a 50%
            konsumpcji ropy w Stanach Zjednoczonych opiera się na paliwie z importu. Gdyby
            więc zamknięto "arabski kurek", Stany Zjednoczone byłyby sparaliżowane. Region
            Zatoki Perskiej pozostaje zatem obszarem żywotnych interesów amerykańskiego
            mocarstwa i to powoduje, że spokojna dyskusja o islamie jest tam praktycznie
            niemożliwa.
            Stan ten pogłębił się ostatnio, od kiedy ujawniono, że konkurencyjne źródło
            ropy naftowej znajduje się w rejonie Morza Kaspijskiego. Region ten jest o tyle
            ważny, że to stamtąd popłynie w przyszłości ropa do Japonii i Chin. Tam
            ścierają się obecnie interesy trzech stron - islamu, Rosji i Stanów
            Zjednoczonych. Jest to więc kolejne potencjalne źródło napięcia między islamem
            a Ameryką.

            Pewnie dlatego tak duże emocje wzbudziła w Stanach Zjednoczonych wojna w
            Czeczenii.

            Oczywiście. Polacy patrzą z politowaniem na Amerykanów i dziwią się, dlaczego
            popierają oni Rosję. Czyżby Amerykanie byli tacy naiwni? Polacy nie rozumieją
            najczęściej jednej rzeczy - Stanom Zjednoczonym zależy w tej chwili na
            utrzymaniu silnej Rosji, bo prawosławna Rosja staje się przedmurzem, które może
            powstrzymać awans islamu na północ Azji (ta ekspansja przebiegała historycznie
            wzdłuż Wołgi). Postęp islamu mógłby rozpołowić Rosję na dwie części -
            europejską i syberyjską.
            Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein uważa, że reakcja świata islamu na
            konfrontację z Zachodem może przybierać trzy postaci: model Chomejniego -
            izolację od polityki światowej, model Husajna - zbrojnej konfrontacji, i trzeci
            model - indywidualny, czyli formę migracji do świata Zachodu. Utrzymuje on, że
            za 20, 30 lat konfrontacja będzie się rozwijać, ale modele pozostaną trwałe.
            Myśl amerykańska kładzie zatem nacisk na konfrontacyjność. Wśród politologów i
            socjologów islamskich dominują głosy bardziej pojednawcze - oni nie mówią na
            ogół o konfrontacji cywilizacji, lecz o wymianie. Skłaniają się raczej ku
            tradycji Bronisława Malinowskiego, który uczył, że kontakt jest przede
            wszystkim wymianą. W obu cywilizacjach bowiem istnieje tyle wartości
            sprawdzonych przez historię, że w dobie rewolucji komunikacyjnej te dwa światy
            • Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein uważa, że reakcja świata islamu na
              konfrontację z Zachodem może przybierać trzy postaci: model Chomejniego -
              izolację od polityki światowej, model Husajna - zbrojnej konfrontacji, i trzeci
              model - indywidualny, czyli formę migracji do świata Zachodu. Utrzymuje on, że
              za 20, 30 lat konfrontacja będzie się rozwijać, ale modele pozostaną trwałe.
              Myśl amerykańska kładzie zatem nacisk na konfrontacyjność. Wśród politologów i
              socjologów islamskich dominują głosy bardziej pojednawcze - oni nie mówią na
              ogół o konfrontacji cywilizacji, lecz o wymianie. Skłaniają się raczej ku
              tradycji Bronisława Malinowskiego, który uczył, że kontakt jest przede
              wszystkim wymianą. W obu cywilizacjach bowiem istnieje tyle wartości
              sprawdzonych przez historię, że w dobie rewolucji komunikacyjnej te dwa światy
              mogą się wzajemnie ubogacać.

              Czego może nauczyć się człowiek cywilizacji łacińskiej w zetknięciu ze światem
              islamu?

              Bardzo ważna jest postawa, którą przyjmiemy. Trzeba bowiem pamiętać, że nasz
              stosunek do islamu kształtuje siła potęgi wielkich sieci telewizyjnych. Na ogół
              więc nie mamy własnego poglądu, własnej wiedzy - korzystamy z pośrednictwa tych
              kanałów informacji. Ponieważ sieci owe mają za zadanie kształtować nieufność w
              stosunku do świata muzułmańskiego, nasz punkt widzenia naznaczony jest
              stronniczością. Dyskutujemy więc zazwyczaj, dysponując jedynie zmanipulowaną
              porcją informacji, którą daje się nam do wierzenia.
              Czy tego chcemy, czy nie, musimy pogodzić się z faktem, że żyjemy w świecie
              wielokulturowym, który będzie się stawał jeszcze bardziej różnorodny. Dzisiaj
              nie da się już pozostawać w kulturowej izolacji. Naszym zadaniem jest więc
              znalezienie sobie w tym świecie miejsca, a pierwszą zasadą owego poszukiwania
              jest zasada tolerancji, uznania, że, jak mówił Bronisław Malinowski, nie ma
              kultur wyższych i niższych. Zasadzie tolerancji musi towarzyszyć poznawcza
              ciekawość - musimy zdobyć elementarną wiedzę o kulturze islamu - i życzliwość.
              Taka postawa nie jest jedynie odruchem dobrego serca, ale od niej zależy sam
              byt naszej cywilizacji, w tym i naszego kraju. Bo przecież już niedługo i do
              Polski, która staje się coraz atrakcyjniejsza dla uchodźców, zacznie napływać
              migracja z krajów muzułmańskich. To są procesy nieodwracalne, gdyż gwałtownie
              powiększająca się grupa najbiedniejszych musi szukać dla siebie miejsca.
              Dlatego tak ważne jest, byśmy chcieli poznawać kulturę muzułmanów.

              Takiej postawy życzliwej ciekawości możemy się uczyć z Sonetów krymskich.

              Tak. Sonety pozostają pięknym świadectwem urzeczenia kulturą islamu.

              Co osobiście zawdzięcza Pan kontaktom z kulturą islamu? Jakie jej cechy są Panu
              najbliższe?

              Bardzo wiele. Przede wszystkim za sprawą muzułmanów żyję! W różnych sytuacjach
              wojennych dzięki temu, że szli do walki, udało mi się przeżyć. Generalnie moje
              doświadczenia kontaktu z muzułmanami było bardzo dobre. Szczególnie w małych
              społecznościach wiejskich spotykałem ogromnie przyjaznych, spokojnych ludzi.
              Byli bardzo pobożni, serio traktowali zasady swej wiary, które nakazują
              szacunek dla drugiego człowieka. Koran bowiem uczy, by nie gardzić nawet
              innowiercą - w przeszłości, gdy islam był w natarciu, mieszkańcy podbitych
              krajów nie byli zmuszani do konwersji, wyznawcy innych religii zobowiązani byli
              jedynie do płacenia podatku. Ludzie, którzy mnie przyjmowali, byli bardzo
              gościnni i czerpali z tego satysfakcję. Otaczali mnie swoim duchem wspólnoty.

              Wynika to chyba ze skażenia, o którym Pan wspominał, ale trudno się oprzeć
              natrętnej myśli, że muzułmanie są jednak podatni na ekstremizmy. Te skandujące
              tłumy w Iraku czy Iranie nie są jedynie marginesem. I właśnie tego najbardziej
              boi się Europejczyk. Skłonny jest uwierzyć w ową tolerancję czy pokojowość
              muzułmanów, lęka się jednak, że wówczas, gdy imamowie nakażą swemu ludowi
              zabijać, wierni bezkrytycznie się im poddadzą.

              Jeśli wspomniał Pan o imamach, to trzeba dopowiedzieć, że funkcja ta istnieje
              jedynie w szyizmie, a szyici stanowią 10 % całej ludności muzułmańskiej. Tylko
              w szyizmie istnieje religijna struktura czy hierarchia. Tego rodzaju
              mobilizacja jest rzadka w sunnizmie. Co charakterystyczne jednak, jest to
              mobilizacja typu defensywnego. Szyici protestują wtedy, gdy czują się poniżeni.
              Kiedy coś im zagraża, reagują masowo i w tym zbiorowym ruchu są doskonale
              zorganizowani, bo nauczyli się tego praktykując wspólną modlitwę. Taki tłum
              rzeczywiście robi potężne wrażenie: ma jeden cel, jedną emocję, ale nie jest to
              grupa atakująca. W czasie rewolucji irańskiej podziwiałem ich dyscyplinę -
              podczas milionowych manifestacji w Teheranie nie zniszczono na chodnikach ani
              jednej trawki, a gdy tłum mijał szpitale, zapadało całkowite milczenie. Tą masą
              ludzką nikt nie kierował! Przypomnę też inny fakt: chociaż rewolucja
              Chomejniego była zdecydowanie antyamerykańska, nikomu spośród 55 000 Amerykanów
              mieszkających wówczas w Iranie włos nie spadł z głowy.
              Można wspomnieć także o przypadkach przerażających, ale takie incydenty
              zdarzają się w każdej kulturze i nie da się ich wyeliminować. Przecież na
              ulicach Nowego Jorku rocznie ginie od kuli 2000 ludzi i nie ma na to rady!
              Istnieją wreszcie zjawiska ogromnie zafałszowane. Na przykład w Algierii mamy
              dziś do czynienia z oczywistą wojną domową, do której nie przyznaje się rząd
              stworzony dzięki przewrotowi wojskowemu. Oficjalnie więc mówi się, że jacyś
              bandyci zabijają niewinną ludność, ale tak naprawdę nie sposób rozstrzygnąć,
              kto strzelał czy podrzynał gardła. Niektórzy Algierczycy utrzymują, że robi to
              reżim militarny po to, by w oczach opinii światowej jeszcze bardziej zohydzić
              swych przeciwników. To są takie strefy, o których jako doświadczony reporter
              mogę powiedzieć, że jeśli samemu się czegoś nie stwierdziło, nie zbadało,
              niczemu nie można dawać wiary. Trzeba więc dużej wnikliwości, by dojść prawdy.
              Warto o tym pamiętać, słuchając komentarzy na temat polityki światowej.
              Oczywiście propaganda istnieje także w krajach muzułmańskich. Potęgą jest
              radio, które jest tanie, lekkie i może być używane tam, gdzie nie ma
              elektryczności. Muzułmanin jest bardzo dumny, gdy słyszy w swoim odbiorniku, że
              świat islamu jest potężny, że świat islamu jest światem Boga. Podczas wojny w
              Zatoce odczytywano w radio specjalne ogłoszenia o śmierci muzułmańskich
              żołnierzy. Mówiono: "Gratulujemy rodzicom - tu następowało nazwisko - których
              syn zginął dziś w walce tam i tam!" Dostąpili wielkiego zaszczytu, bo mają
              syna, który zginął jako mudżahedin. Ci rodzice, jeśli było ich na to stać,
              rozdawali potem swoim bliskim specjalnie w tym celu wywołane zdjęcia syna-
              bohatera.
              Powtarzam jednak - w swojej istocie islam jest religią pokojową.

              Bardzo dziękujemy za rozmowę.

              RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, ur. 1932, pisarz, reporter, publicysta. Autor m.in.:
              Cesarz (1978), Szachinszach (1982), Imperium (1993), Lapidaria (wyd. łączne -
              1997).


              źródło: Miesięcznik ZNAK
      • Muzułmanie w Polsce. Ważny jest wygląd

        źródło: gazeta.pl, Smoleński (28-09-01 18:15)

        Hani jest Palestyńczykiem. Z kilkudniowym zarostem i wąsami wyglądał
        podejrzanie. Poszedł więc do fryzjera i zgolił zarost. Powiedział do żony: -
        Teraz wyglądam jak Polak

        Według policji była to banda wyrostków. Wracali z dyskoteki, może po kilku
        piwach, więc przeszli przez niski płot i zaczęli rzucać kamieniami - taka
        chuligańska normalka. Akurat szli ulicą Abrahama, akurat rzucili w okna
        gdańskiego meczetu.

        Przypadek - zamiast meczetu mógł to być sklep akwarystyczny albo kiosk, zresztą
        straty nie są zbyt wielkie. Tylko dlaczego na trawniku wciąż leżą przygotowane
        zawczasu, starannie ułożone pryzmy betonowego złomu? Więc dla pewności policja
        postawiła pod świątynią radiowóz.

        Po cichu policjanci opowiadają, że pewnie wyrostki chciały odreagować to, co
        zobaczyły w telewizji. Łobuzy też mają serce - mówią nieoficjalnie, choć nie
        chcą łobuzów rozgrzeszać.

        Teraz ich szukają, ale bez wielkiej nadziei na sukces, bo społeczeństwo nie
        chce współpracować, milczy. Nic nowego. Społeczeństwo milczy, gdy szukają
        sprawców włamań do piwnic. Taki los.

        Meczet stoi od 1990 r., wybudowany ze składek wiernych, dzięki materialnemu
        wsparciu niemieckich wspólnot islamskich i pieniądzom z Arabii Saudyjskiej. Był
        budowany akurat wtedy, gdy w pobliżu stawiano kościół; ta sama betoniarka
        kręciła się na obu budowach. Co piątek modli się w nim kilkudziesięciu Arabów z
        Trójmiasta. Co niedziela - polscy Tatarzy. Od ubiegłej niedzieli straszy
        wybitymi szybami.

        Kto zastrasza, niech się wstydzi

        Kilka dni przed zamachem skończył się gdański tydzień kultury muzułmańskiej.
        Tamara Szabanowicz, po ojcu Tatarka, przewodnicząca gminy muzułmańskiej, była
        szczęśliwa, bo wszystko pięknie się udało, meczet przy Abrahama odwiedzały
        tłumy, nie tylko muzułmanów. Właśnie wsadziła do pociągu grupę Tatarów z Krymu
        (mieszkali w Domu Pojednania przy kościele św. Trójcy), weszła do sklepu
        papierniczego, gra radio, a tam wiadomości jak z "Wojny światów" Orsona
        Wellesa. Słucha, nie wierzy, wybiera towar, słucha, płaci, na ulicy bawią się
        dzieci.

        - Zaczęłam się bać - opowiada. - O nas, o meczet, o społeczność. Tę noc z
        szybami wyśniłam, czułam przez skórę, że się wydarzy.

        11 września kilka tysięcy ludzi zginęło pod gruzami World Trade Center i
        waszyngtońskiego Pentagonu. Gdy nad Manhattanem stały jeszcze kłęby dymu
        zmieszane z betonowo-azbestowym pyłem, oglądałem w BBC World rozmowę z
        brytyjską muzułmanką, śniadoskórą i w czadorze, lecz jej akcent nie pozostawiał
        wątpliwości, że urodziła się na Wyspach. Po dziewczynie mówili brodaci
        mężczyźni, kobiety w kwefach, nastoletni, ciemnoocy chłopcy. Opowiadali o
        modlitwach za niewinne ofiary, a potem pytali, dlaczego nienawiść spada również
        na nich. Bali się, nawet dorośli nie potrafili tego ukryć.

        W ciągu następnych kilku dni w Londynie ostrzelano meczet, inny spalono na
        przedmieściach Manchesteru. W Arizonie zastrzelono Hindusa, bo wyglądał jak
        muzułmanin, w całych Stanach FBI prowadzi śledztwa w sprawie 40 aktów
        antymuzułmańskiej agresji. Prezydent Bush odwiedził Centrum Islamu w
        Waszyngtonie. Przed kamerami powiedział: "Ci, którym się wydaje, że mogą
        zastraszać współobywateli, by wyładować swą złość, nie reprezentują tego, co
        najlepsze w Ameryce, lecz to, co najgorsze w ludzkości, i powinni się
        wstydzić". Jednak strach amerykańskich muzułmanów nie zniknął. Jego okruchy
        przyszły do Polski.

        Jak głupia baba

        Poniemiecka kamienica we Wrzeszczu, poniemieckie meble, na ścianie krzyż, na
        stole sernik, ale kawa parzona po arabsku, specjalnie dla gości. W telewizji
        zapowiedź studia wyborczego. Bogusia i Muhamad, małżeństwo z wieloletnim
        stażem. Od razu mówi, że urodził się muzułmaninem, nie żałuje tego, ale też nie
        wybierał, raczej nie chodzi do meczetu. Pyta głośno, czy jest Arabem, bo
        przecież zanim Syrię podbiły idące z Półwyspu Arabskiego wojska Proroka,
        mieszkali tam inni ludzie, więc może jego przodkowie pochodzą od tych innych.
        Nigdy wcześniej o to nie pytał, nigdy tak się przed obcymi nie otwierał.

        Pochodzi z nadmorskiej Lattaki. Ojciec zginął na budowie, gdy Muhamad był
        kilkuletnim chłopcem, matka (na zdjęciach kobieta w skromnej chustce) sama
        wychowała czworo dzieci; dowód, że samotna muzułmańska kobieta umie być
        zaradna. Ćwierć wieku temu przyjechał do Polski, ale studiów nie skończył.
        Poznał Bogusię, był nawet ślub kościelny, choć poprzedzony rozmową Bogusi z
        księdzem, że może lepiej powinna samotnie, za to po katolicku, wychować syna.
        Kamil (imię wybierali tak, by dobrze brzmiało w Polsce i w Syrii) był
        chrzczony, potem miał zdecydować, którą wiarę i tradycję wybrać. Jednak gdy
        Bogusia pojechała na saksy do USA, Muhamad posłał syna na religię, po co mają
        dziecku dokuczać, że jest inne. Woleli siedzieć w domu, niż chodzić do
        restauracji, żeby Bogusia nie usłyszała, że puszcza się z Arabem. Ale pewnie by
        nie usłyszała, bo Muhamad - jak sam mówi - ma dobry wygląd.

        Nad dobrym wyglądem Muhamad zastanawia się dopiero teraz. - Nie czuję
        zagrożenia, nie sądzę, by ludzie dziwnie na mnie patrzyli - zapewnia. - Ja
        naprawdę nie wyglądam na Araba. Lecz koledzy z krajów arabskich boją się. Nawet
        mój przyjaciel, syryjski chrześcijanin, świadek na ślubie i ojciec chrzestny
        Kamila. Bo ma zły wygląd.

        - Gdy w meczecie wybito szyby, bardzo się zdenerwowałam - dopowiada Bogusia. -
        Ludzie znają nas tyle lat, szanują, ale boję się, że reakcje będą coraz
        mocniejsze. Słyszałam w radiu, że w Krakowie właściciele zamykają arabskie i
        tureckie bary, że zmienia się obsługę na Polaków, że coś się stało w łódzkich
        akademikach, gdzie jest dużo studentów z Bliskiego Wschodu. Ja nie wiem, czy
        mój mąż naprawdę nie wygląda, nie wiem.

        - Gadam jak głupia baba - ciągnie Bogusia - ale co mam zrobić, gdy w szkole coś
        powiedzą Kamilowi, co robić, gdy się zacznie? Uciekać do pierwszej lepszej
        ambasady?

        - Przestań - ucina Muhamad. - Kamila wszyscy lubią. Przestań.

        Słowa gorsze od kamieni

        Nie wiadomo, jak praprzodek Tamary i Heleny Szabanowicz zjechał do Polski.
        Mogło być tak, że przybył tu jako polityczny uchodźca, może spiskowiec
        uciekający przed gniewem chana. A może przywleczono go na arkanie, jak
        niewolnika zdobytego na wojnie.

        Wiadomo, że działo się to około XV stulecia, potem rodzinę uszlachcono; na
        tarczy herbowej mieli poziome i pionowe kreski połączone ze sobą. Będzie pewnie
        ze czterysta lat jak stracili język, ale miłość do koni została - dziadek
        Szabanowicz był ułanem, został ranny w kampanii 1920 r. Przed wojną mieszkali
        tam, gdzie dziś jest Białoruś, kiedy we wrześniu 1939 r. sowieckie wojska
        zagarnęły kresy. Dziadek, choć zmobilizowany do Armii Czerwonej, uciekł przez
        granicę, żeby walczyć o Polskę.

        Do Gdańska przyjechali za Ibrahimem Swajkiewiczem, imamem wileńskim. W latach
        50. ojciec musiał nazywać się Benedykt Szabaniewicz, ale już dekadę później
        wrócił do imienia Bekir i nazwiska Szabanowicz. Modlili się po domach, a Tamara
        i Helena czuły się inne tylko dlatego, że nie chodziły na religię, więc inne
        dzieci czasami coś powiedziały. No i kiedy umarła mama, a ksiądz wyciągnął
        kartotekę i czarno na białym pokazał, że Szabanowiczowie nie przyjmowali
        świątecznych wizyt po kolędzie, ale dał pozwolenie na pochówek.

        Z tatarskości zostały im lekko skośne oczy, świadomość pochodzenia i wyznanie;
        rzecz jeszcze kilka dni temu bardzo intymna, przeżywana w samotności lub w
        islamskiej wspólnocie. Dziś wyznanie to sztandar.

        - Zawsze traktowani byliśmy z życzliwością, ludzie byli nas ciekawi,
        prowadziłam w meczecie otwarte zajęcia o tym, czym jest islam - mówi Helena
        Szabanowicz, siostra Tamary, przewodnicząca Towarzystwa Kultury Muzułmańskiej. -
        Teraz jestem rozgoryczona, rozczarowana, nie boję się, ale jest mi smutno, że
        jesteśmy tak bardzo daleko od siebie.
        • - Zawsze traktowani byliśmy z życzliwością, ludzie byli nas ciekawi,
          prowadziłam w meczecie otwarte zajęcia o tym, czym jest islam - mówi Helena
          Szabanowicz, siostra Tamary, przewodnicząca Towarzystwa Kultury Muzułmańskiej. -
          Teraz jestem rozgoryczona, rozczarowana, nie boję się, ale jest mi smutno, że
          jesteśmy tak bardzo daleko od siebie.

          - Ja nie czuję się zagrożona, ale Arabowie tak - ciągnie. - Co Polacy wiedzą o
          muzułmanach? Że mają haremy, że po ulicy mężczyzna, jak jakiś cham, idzie
          przodem, a kobieta drobi za jego plecami. Tymczasem on idzie przodem, żeby
          torować kobiecie drogę, brać na siebie niebezpieczeństwa.

          Gdyby nie te szyby w meczecie, nic właściwie by się nie stało. Tylko dzieci
          Heleny usłyszały w szkole od kolegów: "Coście zrobili, to wszystko przez was".
          I były słowa Prymasa o obcych i terrorystach, dla Heleny Szabanowicz
          boleśniejsze niż kamienie ("Do Polski mogą wejść ci, przed którymi bronił nas
          Jan III Sobieski, a my nie chcemy ani innej kultury, ani terroryzmu".).
          Przygasły wspomnienia z organizowanych od dwóch lat spotkań ekumenicznych,
          radość ze współpracy z katolickimi księżmi i ze słów dziewczynki-katoliczki,
          która po wykładzie w meczecie powiedziała: - Jakie to proste, jakie podobne.





          Tamara Szabanowicz: - Tak czekaliśmy na słowa katolików, tak czekaliśmy.

          Helena Szabanowicz: - Słowa Prymasa mogą usprawiedliwiać akty przemocy wobec
          muzułmanów.

          Mąż Heleny Hani jest Palestyńczykiem. Oglądał wiadomości z Nowego Jorku i
          wydzwaniał do Palestyny; za oceanem już sprzątali gruzy, a w rodzinnej wiosce
          na Zachodnim Brzegu waliły się domy pod gąsienicami izraelskich czołgów. A
          potem poszedł do fryzjera i zgolił zarost. Powiedział do Heleny: - Teraz
          wyglądam jak Polak.

          Hani z kilkudniowym zarostem i wąsami miał zdecydowanie zły wygląd.

          Hani prowadzi bar z arabskim jedzeniem, ma stoisko z zieleniną. Jeździ na
          giełdę warzywną, która dla niego jest również giełdą nastrojów. Kilka razy bił
          się - to było jeszcze przed zamachem - bo nie podobał się handlującym. Teraz
          słyszy agresywne komentarze i gesty, a jeśli Ameryka uderzy na Afganistan -
          pewnie będzie gorzej. Niemalże z dnia na dzień sprzed stoiska Haniego zniknęła
          kolejka. Polacy - myśli Helena - też się boją, bo Arab, muzułmanin to musi być
          terrorysta.

          - Słyszałam, jak ktoś, wskazując stoisko szwagra, wykrzykiwał: "Dość rządzenia
          czarnuchów" - mówi Tamara. - Aż przystanęłam, próbowałam wsłuchać się w
          rozmowę, zrozumieć motywy. Ale czy bym się wtrąciła, czy starczyłoby mi odwagi?
          Nie wiem.

          "Czarnuchy", agresja na giełdzie, uszczypliwe uwagi w szkołach, komentarze
          Prymasa i niektórych polityków ("Jak to możliwe, żeby na pokład samolotu
          wpuścić kilku Arabów"?), wreszcie meczet - wszystko układa się w jakiś ponury
          ciąg.

          - Czy ktokolwiek pisał w gazetach, jakiego wyznania był Timothy McVeigh? - pyta
          Helena.

          Kalendarz Muhamada

          Muhamad ma swój kalendarz pobytu w Polsce. Najważniejsze są trzy daty.
          Pierwsza - zamach na Jana Pawła II w 1981 r., gdy chuligani w Łodzi zaatakowali
          akademik, gdzie mieszkali arabscy studenci. Nie było go tam, zna sprawę z
          przekazów i pewnie nie bałby się, bo - przypomnijmy - ma dobry wygląd. Druga -
          pielgrzymka Papieża w 1987 r., kiedy groziła mu deportacja, choć był żonaty i
          miał dziecko; nie miał ważnego syryjskiego paszportu, więc nie miał wizy,
          Służba Bezpieczeństwa ostrzega Arabów mieszkających w Gdańsku (wygląd już nie
          miał znaczenia), że podczas papieskiej wizyty nie wolno im wychodzić z domów;
          to oczywiste środki, by zapobiec zamachowi. Trzecia - atak na Amerykę.

          Muhamad krzyczy, gdy Bogusia mówi, że się boi, ale sam nie ma pewności, co
          będzie. Nie mają pewności jego arabscy przyjaciele. Dlatego wolą nie mówić nic,
          chcą żyć tak, jakby ich nie było.

          - Kiedy Polacy zaczęli się bać islamu? - pytam Helenę Szabanowicz.

          - Nie wiem - odpowiada.

          - Może gdy w 1992 r. po polsku wydano "Szatańskie wersety".

          - Nie wiem, choć to książka obrażająca naszą religię.

          Gdy w 1972 r. terroryści z palestyńskiego Czarnego Września zabili na
          olimpiadzie w Monachium izraelskich sportowców, nikt tego nie kojarzył z
          islamem. Tak samo jak wtedy, gdy w 1986 r. na szkocką wioskę Lockerbie spadł
          amerykański jumbo jet. Jednak gdy książka Salmana Rushdiego, na którego wydał
          wyrok śmierci sam ajatollah Chomeini, została przełożona na polski, pod
          przekładem nie podpisał się ani tłumacz (autor japońskiego przekładu został
          skrytobójczo zamordowany), ani wydawnictwo (kilka zachodnich domów wydawniczych
          i księgarń wyleciało w powietrze). Rozmawiałem wtedy z księgarzem
          sprzedającym "Szatańskie wersety". Powiedział, że przestraszył się nie na
          żarty, gdy przed wystawą, gdzie wyłożył książkę, zobaczył mężczyznę o arabskiej
          urodzie. Nic się nie stało. Jednak strach przed terrorem stał się realny.

          Tamara Szabanowicz też nie umie znaleźć momentu, gdy islam i terror zlały się w
          polskiej świadomości w jedno. Chyba było z tym jak z wezbraną rzeką - nikt nie
          zauważa, gdy przybiera, ale wszyscy się boją, gdy wylewa. Kiedy patrzy w
          przeszłość, myśli, że polscy muzułmanie byli może zbyt ufni: - Ufaliśmy sobie i
          temu, co robimy, ufaliśmy ludziom, którzy nas znają, którzy wiedzą, że islam to
          nie droga morderców. Nie podejrzewaliśmy, że można tak posłużyć się wartościami
          islamu, że można czynić takie zło.

          Jednak czy polska wspólnota muzułmańska mogła zrobić coś więcej dla polskiej
          świadomości? Nie mogła, są ich raptem trzy, cztery tysiące, w Gdańsku garść
          tatarskich rodzin, dwie rodziny tureckie, trochę osiadłych Arabów, do meczetu
          przychodzi kilkadziesiąt osób.

          - Dla nas to oczywiste, że muzułmanin jest człowiekiem prawym - opowiada
          Tamara. - Teraz mam udowodnić, że jestem uczciwa, takie - czuję - jest
          społeczne oczekiwanie. Ale jak mam to udowodnić? I jak mam to zrobić z dnia na
          dzień?

          Przegrali własne dusze

          Fatima jest półkrwi Palestynką, dzieciństwo spędziła w krajach arabskich, teraz
          studiuje w Polsce. Jej rodzice przyjechali do Polski w latach 90. Ich arabscy
          znajomi prowadzą restauracje, są lekarzami, inżynierami, biznesmenami.

          Dziewczyna ma zły wygląd, włosy ukryte pod ciemną chustką wskazują na wyznawaną
          religię. Kiedyś palestyńskie studentki mieszkające w Warszawie lub Łodzi nie
          nosiły chust, chłopcy z Organizacji Wyzwolenia Palestyny, z socjalizującej
          Syrii i Libii nie demonstrowali religijności. Ale zmieniła się i Polska, i
          islam. Chustka na włosach nikogo już nie dziwi.

          Fatima ignoruje pytanie o strach, choć ma świadomość, że islamska chustka nie
          jest dziś bezpiecznym nakryciem głowy. Potępia zamach, ale prosi, by sięgnąć
          głębiej. - Jest jakiś powód - mówi - dla którego na świecie tak nienawidzą
          Ameryki.

          Bo dla Fatimy to rzecz równie ważna jak zwalone wieże World Trade Center.

          Mieszkający w Polsce Palestyńczyk Mustafa Abdel Ellah powiedział "Naszemu
          Dziennikowi": "Osobiście wydaje mi się, że za zamachem stoi izraelski Mossad.
          Mówię tak dlatego, że my, Palestyńczycy, doskonale ich znamy od lat... Po
          drugie, my doskonale wiemy o akcjach Izraelczyków skierowanych przeciw własnym
          rodakom". Inny Palestyńczyk Amer Hajatle dodał: "Trzeba zwrócić uwagę, kto na
          tych zamachach skorzysta. Odpowiedzieć łatwo: jest takie państwo na świecie.
          Proszę zwrócić uwagę na pierwsze komentarze w Jerozolimie. Oni jakby czekali na
          ten moment. Dla nich cały zamach był darem losu. Potraktowano nieszczęście
          innych narodów jako wielką premię... Powstaje też pytanie, co islam na samym
          zamachu mógłby zyskać? Odpowiedź brzmi: nic. A co Izrael na tej akcji mógłby
          uzyskać? Odpowiedź brzmi: bardzo dużo".

          Redakcja nie skontrowała tych opinii żadnym innym głosem. Tamara Szabanowicz
          wierzy, że są to opinie odosobnione.

          - Skąd się bierze zdolność tworzenia tak szalonych konstrukcji? - pytam.

          - Z poczucia krzywdy - odpowiada Tamara. - Krzywda potrafi być tak wielka, że w
          • - Z poczucia krzywdy - odpowiada Tamara. - Krzywda potrafi być tak wielka, że w
            nieszczęściu człowiek zatraca siebie. Wiem, że Jaser Arafat potępił zamach, ale
            patrzyłam na Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu radujących się z zamachu i
            myślałam, że to ludzie, których nieszczęście przekroczyło próg ludzkiej
            wytrzymałości. Radujących się nie było dużo. Ale przegrali własne dusze.

            Kto nie zna litości

            W gdańskim meczecie dostałem książeczkę ze zbiorem hadis, mądrości proroka
            Mahometa. Hadisy to druga, po Koranie, wykładnia wiary, podręcznik religii,
            prawa i etyki. Jest ich kilkaset tysięcy. - Może one pomogą panu nas zrozumieć -
            powiedziała Tamara Szabanowicz.

            "Droga do raju prowadzi pod osłoną mieczy".

            "Kto stanie do walki na ścieżce Boga, ten uczyni lepiej, niżby modlił się przez
            60 lat".

            "Męczennik za wiarę może od Boga oczekiwać siedmiu nagród: już za pierwszą
            przelaną krew wybaczone mu zostaną wszystkie grzechy, pokazane mu będzie
            miejsce, jakie czeka na niego w raju, ozdobiony zostanie szatą wiary, jego
            żonami zostaną 72 czarnookie hurysy, zaoszczędzone mu będzie cierpienie w
            grobie, chroniony będzie od największego strachu: ognia piekielnego, na głowie
            będzie nosił koronę dumy, w której jeden rubin znaczy więcej niż cały świat,
            będzie miał prawo wstawić się u Boga na Sądzie Ostatecznym za 70 swoich
            krewnych".

            "Kto wyszykuje wojownika, by walczył w imię Boga, ten sam walczy w imię islamu;
            kto otacza opieką wojownika, ten sam walczy w imię islamu".

            Ale Muhamad mówi, że dżihad to walka z samym sobą. I że Prorok powiedział
            również:

            "Każda wojna jest zwodnicza".

            "Niechaj nikt nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie zabija się człowieka.
            Na każdego, kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo.
            Niechaj nikt z was nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie biją człowieka. Na
            każdego, kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo".

            "- Czy chcecie, bym wam powiedział, kto z was jest najgorszy?

            - Powiedz nam, wysłanniku Boga....

            - Gorszy jest ten, kto nienawidzi ludzi i kogo ludzie nienawidzą. A
            chcielibyście wiedzieć, kto jest od nich gorszy? Ten, po kim nie można
            spodziewać się niczego dobrego, a przed jego złym charakterem nikt nie potrafi
            się obronić".

            "Kto nie zna litości dla ludzi, dla tego Bóg również nie zna litości".

            Tamara Szabanowicz czuje, że zamach połamał dusze polskich muzułmanów.

            - Boję się, że będą mnie pytać, czy się wstydzę - mówi. - Tak, wstydzę się,
            tylko czy wstyd to właściwe określenie moich uczuć? Wiem, że współczuję
            skrzywdzonym. Dla tych, co zabili, mam chyba litość. Ale nie wiem, czy to
            litość dla nich, czy dla ich rodzin, przyjaciół, nauczycieli. Być
            odpowiedzialnym za stworzenie takiego monstrum...

            I dalej: - Bez przerwy myślę o tych, którzy rzucali kamieniami. Odkąd pod
            meczetem stoi policja, jestem spokojniejsza. Ale jeśli sprawców złapią, jeśli
            będzie konfrontacja, jeśli poznam, że to ktoś z sąsiedztwa... co wtedy zrobię?
            Nie myślę o karaniu. Mam wielką potrzebę spotkać się z nimi, porozmawiać. Ale
            czy oni zechcą?

            Współpraca Sebastian Łupak

            Cytowane hadisy pochodzą z książki "Mahomet. Mądrości Proroka".
      • Jaki wizerunek muzułmanów przekazują polskie media?

        Polski dziennikarz patrzy na islam

        Agata Skowron-Nalborczyk


        Do wydarzeń z 11 września ubiegłego roku islam i muzułmanie byli w polskich
        mediach tematem incydentalnym: pisano o nich przy okazji inwazji Iraku na
        Kuwejt w 1990 r. albo gdy talibowie zajęli Kabul w 1996 r. Rzadko był to
        wizerunek odpowiadający rzeczywistości, częściej zbitki klisz i błędów. Dziś
        jest inaczej, choć nie zawsze lepiej.


        Nigdy nie planowałam zająć się takim tematem. Lektura polskiej prasy i
        oglądanie TV dostarczyły jednak tylu impulsów, że nie mogłam pozostać obojętna.
        A zgromadzony materiał okazał się tak... interesujący, że na jego podstawie
        prowadzę dziś wykłady dla studentów arabistyki na temat obrazu muzułmanina i
        islamu w polskich mediach. Błędy merytoryczne czy brak podstawowej wiedzy są
        bowiem często tak niebywałe, że czasem zastanawiam się, czy sąsiadujący artykuł
        o genetyce pisano z podobną znajomością rzeczy.

        Kobieta muzułmańska

        Przed 11 września islam trafiał „na łamy” na ogół za sprawą tematu, który
        zawsze może liczyć na zainteresowanie czytelników, czy raczej czytelniczek.
        Chodzi o sytuację kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, która, co ciekawe,
        interesuje Europejczyków od początku ich kontaktów z islamem. Już w
        średniowieczu chrześcijańscy teolodzy zwracali uwagę na rozpustne życie Proroka
        (tyle żon!) i folgowanie przezeń ludzkim słabościom w celu zdobycia wyznawców,
        np. przez zgodę na wielożeństwo. No i ten rozpalający zmysły obraz raju z
        hurysami dla zasłużonych! Mało kto wie, że dla kobiet także przewidziano
        pięknych młodzieńców, którzy mieli im usługiwać.
        Szczególnie od wieku XIX i jego romantycznych fascynacji wątki erotyczno-
        haremowe cieszyły się popularnością w literaturze i malarstwie. Przyczynę
        zwięźle ujął autor beznadziejnego tekstu o podróży do Iranu w „Życiu” (z 11
        września 1997) Edward Pyrek: seks to „taki ciekawy temat”. I jak malarze
        portretujący odaliskę w haremie mieli pretekst do malowania nagiej kobiety, tak
        piszący dziś o niedoli muzułmańskiej kobiety mogą przemycić kilka pobudzających
        zmysły czytelnika obrazków. Przykładem opis potajemnej prywatki w Iranie ze
        zmysłowymi tańcami i sposobami na zachowanie dziewictwa w nierzetelnym niestety
        tekście Marcina Mellera („Polityka” z 31 października 1998). Zdaniem autora
        Iran to kraj hipokrytów, młodzi Irańczycy prowadzą się dobrze tylko na pokaz,
        organizując narkotykowo-erotyczne przyjęcia. Tylko że taki tryb życia prowadzi
        jedynie grupa bogatszej młodzieży, a taką znaleźć można wszędzie. Z kolei Beata
        Pawlak, zajmując się przywróceniem małżeństwa czasowego w Iranie,
        pisze: „Małżeństwo tymczasowe wymyślili szyici u zarania islamu” („Magazyn GW”
        z 15 grudnia 1995). Tymczasem u zarania islamu nie było jeszcze szyitów, a ten
        rodzaj związku praktykowano powszechnie, póki nie został zakazany przez kalifa
        Omara (634–644) jeszcze przed politycznym sporem, w wyniku którego powstał
        podział na sunnitów i szyitów.
        Dużo w tekstach o kobiecie w islamie uogólnień. Podobno w Syrii „mężowie
        traktują swe żony bez szacunku. Biją je po twarzy, nakazują wykonywanie
        upokarzających czynności, np. czyszczenie ubikacji po jego w niej bytności” –
        pisze Ewa Kownacka („Kobieta i życie” z 24 lipca 1999). Mieszkałam w wielu
        domach syryjskich i nic takiego nie widziałam. Za to byłam świadkiem, jak mąż
        zmywał naczynia po posiłkach czy przynosił do domu zakupy. Kownacka pisze też,
        że w Syrii obowiązuje zwyczaj zasłaniania twarzy, co jest nieprawdą, cóż, że
        często powielaną. Z kolei Joanna Krupa („Kulisy” z 17 maja 2001) utrzymuje, że
        do śmierci Chomejniego Iranki mogły pokazywać jedynie oczy. Wystarczy obejrzeć
        zdjęcia z manifestacji w Teheranie za jego życia, by stwierdzić, że to
        nieprawda. Kobiety irańskie mają obowiązek zasłaniać tylko włosy. Co zabawne,
        podobne teksty ilustrowane są często zdjęciami kobiet z odsłoniętymi twarzami
        na ulicy – czy ich autorzy nie zdają sobie sprawy z tego, co widzą? Czy też tam
        nie byli?

        Islam winien wszystkiemu?

        Niezmiennie powtarza się też stwierdzenie, że kobiety w islamie nie mają
        żadnych praw, a religia zastępuje prawo. Jednak w świecie islamu prawo istnieje
        i ma swe instytucje, tylko jego źródłem nie są ustawy, lecz słowo Boga.
        Przepisy prawne odnoszące się do kobiet są czasem niezrozumiałe czy szokujące
        dla osób z zewnątrz (np. zeznanie jednego mężczyzny mogą podważyć zeznania
        dopiero dwóch kobiet). Jednak nie wszystkie te normy obowiązują jednakowo w
        całym świecie islamu. Niektóre kraje, np. Tunezja czy Turcja, przejęły
        częściowo prawodawstwo europejskie.
        Często islam traktowany jest niesłusznie jako jednolita całość, bez
        dostrzegania różnic między konserwatywną Arabią Saudyjską a zlaicyzowaną Syrią
        lub Tunezją. Powtarzającym się zabiegiem jest używanie zwrotu „w większości
        krajów muzułmańskich” czy „w świecie islamu”, które poprzedzają omówienie
        zjawiska charakterystycznego tylko dla jednego kraju. Podobnie poglądy
        obowiązujące w całym islamie prezentuje się zapatrywania jednego odłamu itd.
        Często też państwa muzułmańskie postrzegane są wyłącznie przez pryzmat islamu.
        Zestawienie „Prawa człowieka w krajach islamskich” („TP” z 3 lutego br.) omawia
        sytuacje w poszczególnych krajach, których jedyną cechą wspólną jest religia
        wyznawana przez większość mieszkańców. Tak jakby np. to, że w dyktaturze
        wojskowej, jaką jest Irak, nieprzestrzeganie praw człowieka było związane z
        islamem! Przecież państwa islamskie nie mają na to wyłączności; weźmy choćby
        niedawną sytuację w chrześcijańskim Chile czy afrykańskie dyktatury w państwach
        silnie schrystianizowanych, jak Zimbabwe, którego prezydent jest katolikiem.
        To islam obarczany jest jednak winą za wszystko, co złe w państwach
        muzułmańskich. Nie tylko za to, że mężowie biją żony, ale także za to, że młode
        matki ostro karzą dzieci w Algierii (Monika Słowakiewicz w „Magazynie GW” z 5-6
        grudnia 1997). Proszę wczytać się w taką oto notatkę: „Islamski zamach. 9 osób
        zginęło w niedzielę podczas wybuchu bomby w rzymskokatolickim kościele w
        Bangladeszu. Nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za zamach” („Życie” z 4
        czerwca 2001). Nie wiadomo, ale zamach był „islamski”?

        Pisać każdy może...

        Przykłady błędów można wyliczać w nieskończoność: polskiemu Tatarowi „na
        chrzcie nadano imię Szaban” („Rzeczpospolita” z 3 czerwca 1993), a „azan”
        (wezwanie do modlitwy) to ceremonia nadania dziecku imienia (Wiadomości KAI z
        23 listopada 2000)...
        Najbardziej jednak oburzają nie błędy, ale brak szacunku dla opisywanych ludzi.
        Przykładem wspomniany artykuł w „Życiu” o Iranie, w którym Edward Pyrek,
        popisując się niewiedzą (układ sur w Koranie kojarzy mu się ze stronami wierszy
        ks. Twardowskiego, a Persepolis to prehistoryczne ruiny) widzi jedynie podarte
        skarpetki u wychodzącego z meczetu (wszyscy Polacy mają skarpetki bez dziur,
        czyż nie?) i donosi, że Iran to kraj „frustracji seksualnej” (zresztą wszyscy
        Azjaci to według niego „sfrustrowani seksualnie mężczyźni”), a homoseksualizm
        jest na pograniczu z Pakistanem „czymś normalnym, codziennym, bo tradycyjnym”.
        Jest to obelga, gdyż w islamie homoseksualizm jest poważnym grzechem – co nie
        znaczy, że nie występuje. Autor tekstu, ponoć wytrawny podróżnik, nie zrozumiał
        różnicy dystansu w kontakcie ludzi Wschodu ze sobą – dotykanie, głaskanie jest
        oznaką sympatii i wyraża bliskość, a nie homoseksualne zamiary.
        Dalsze rady dla Polaków wybierających się do Iranu są żenujące: nie należy pani
        domu klepać po plecach (polski zwyczaj?), wwozić filmów por
        • Dalsze rady dla Polaków wybierających się do Iranu są żenujące: nie należy pani
          domu klepać po plecach (polski zwyczaj?), wwozić filmów pornograficznych
          (ciekawy pogląd na temat zawartości turystycznego plecaka) i jeśli jest się
          kobietą, uważać, by nie zostać wziętą za seksualną modliszkę, bo Azjaci z
          chęcią „poddaliby się takiej konsumpcji”. Na list do redakcji ówczesny
          naczelny „Życia” odpowiedział, że są to opinie autora wysnute z
          jego „konkretnych obserwacji”, do których ma prawo. Zgoda, autor ma prawo
          napisać, co mu się podoba. Ale czy redakcja ma prawo drukować „opinie”, oparte
          na braku wiedzy?
          Inny przykład pochodzi z „Wprost” (z 22 marca 1998), gdzie w tekście Roberta
          Stillera można przeczytać zdania świadczące o „wyjątkowym” szacunku dla
          opisywanych ludzi: „Reszta muzułmaństwa, szczególnie arabskiego, to bierna i
          obojętna masa, która potrafi włączać się w akcje na zasadzie niszczącego
          motłochu, lecz z natury w nic się nie angażuje. Ryczą i mogą być niebezpieczni.
          Ale premedytacji mają w sobie tyle co powódź”. Tekst jest o tym, że kultura
          arabska nie wniosła nic oryginalnego do światowego dziedzictwa, a jedyne godne
          uwagi dzieło to „Księga tysiąca i jednej nocy”. Inny przykład, rekordowy jeśli
          chodzi o ilość błędów, to tekst „Postne obżarstwo. Ramadan, miesiąc pokuty i
          przebaczenia” („Polityka” z 10 stycznia 1998), gdzie Anna Mariańska twierdzi,
          że Ali, czwarty kalif prawowierny, był „dysydentem i twórcą szyizmu”, gdy odłam
          ten ukształtował się dopiero po jego śmierci. Autorka podważa sens ramadanu i
          nie pała sympatią do muzułmanów. Podobnie jak w wielu innych tekstach opisywani
          muzułmańscy goście kawiarni nie piją, lecz „chlipią” lub „siorbią”,
          zaś „wyszminkowane piękności”, czyli lokalne gwiazdy piosenki „zawodzą”.
          Czasownik ten jest popularny także u innych autorów, którzy używają go wobec
          muezzina i modlących się wiernych.

          Katolicy o „islamistach”

          O islamie można pisać w Polsce wszystko. Listy ze sprostowaniami pozostają
          często bez odpowiedzi. Tak było w przypadku serii listów w sprawie
          słowa „islamista”, które w języku polskim znaczy „znawca, badacz islamu”,
          natomiast np. w angielskim „fundamentalista muzułmański”. Od wojny w Zatoce
          (1990-91) dziennikarze, wzorując się na anglojęzycznych tekstach, stosują ten
          wyraz niezgodnie z polskim znaczeniem. Na listy w tej sprawie nie było żadnej
          odpowiedzi. Zareagował jedynie „TP” – i w tym czasopiśmie „islamista” pojawia
          się w złym znaczeniu tylko mniej więcej dwa razy do roku.
          Szczególnie oburzające jest milczenie autorów katolickiego programu „Czasy” po
          liście protestacyjnym, podpisanym m.in. przez dwoje profesorów i dwóch księży
          werbistów. Oto jesienią 2000 „Czasy” przedstawiły reportaż z Libanu, którego
          treść służyła udowodnieniu tezy zawartej w pierwszym zdaniu: „Trwa dramat
          chrześcijan Bliskiego Wschodu”. Według autorów „prześladowania chrześcijan
          rozpoczęto w VII w. i trwają do dnia dzisiejszego”. Tymczasem w VII w. zaczęły
          się wojny muzułmanów z Bizancjum, a najnowsze badania historyczne wykazują, że
          późniejsze prześladowania chrześcijan były lokalne i krótkotrwałe. Warto też
          zwrócić uwagę, że władcy muzułmańscy mieli chrześcijańskich poddanych, gdy
          chrześcijańscy nie mieli poddanych-muzułmanów, bo wyznawców islamu wypędzali,
          więc nie mieli kogo prześladować. Brak tu miejsca na szczegółowe omówienie
          błędów w tym reportażu. Powiedzmy tylko, że jako tło relacji z Libanu
          pokazano... Wielki Meczet Omajjadów w Damaszku.
          List protestacyjny dotarł do autorów programu, red. Tomasz Królak obiecał
          odpowiedzieć i do dziś – nic. Reportaż zawierał tak wiele typowych uogólnień
          (np. „chrześcijanie nie mogą obejmować żadnych stanowisk w rządzie”, gdy słynny
          Tarik Aziz, wicepremier Iraku, to chrześcijanin) i błędów w odniesieniu do
          relacji muzułmańsko-chrześcijańskich, że służy mi dziś jako pomoc naukowa w
          czasie zajęć ze studentami. Tylko gdzieś w duszy tli się żal, że to katolicki
          magazyn.
          Oczywiście nie wszystkie materiały w mediach o islamie prezentują taki poziom.
          Ukazują się teksty fachowców, ale nie tylko. Wyważony i prawdziwy obraz wojen
          krzyżowych kreślił ks. Jan Kracik („TP” z 18 lipca 1999). Dowodem, że można
          pisać rzetelnie, są Wojciech Jagielski i Olga Stanisławska z „Gazety
          Wyborczej”: wykazują się nie tylko wiedzą, ale i wyczuciem atmosfery świata
          muzułmańskiego, zaś Juliusz Urbanowicz z „Wprost” przed wyjazdem do Iranu
          kontaktował się ze specjalistami. Bez zarzutu jest ogół tekstów w „Newsweeku”,
          numery poświęcone islamowi „Znaku” czy „Jednoty”. Rzetelnie przygotowane teksty
          są też na ogół mniej sensacyjne. Cóż... Kiedy w ramach I Warszawskiego Tygodnia
          Wielokulturowego (maj 2001) omawiałam błędy w polskich mediach,
          dziennikarka „Wprost” zapytała: „Czy pani chce, żeby pisać
          tylko politycznie poprawne artykuły? Przecież takich nikt by nie chciał
          czytać!”.

          Po 11 września: lepiej, ale...

          Zamachy na USA zaowocowały w Polsce taką ilością materiałów na temat islamu, że
          choć pisali je wszyscy (od indologów po ekonomistów) i choć nie brakowało
          wpadek, to przynajmniej przyczyniły się do rozpowszechnienia się wiedzy w tej
          dziedzinie. W wywiadach wypowiadali się specjaliści czy polscy muzułmanie, a
          tematyka wykraczała poza typową dotąd zbitkę przemocy i erotyki.
          Paradoksalnym może wydawać się fakt, że mimo dalszego występowania tu i ówdzie
          stwierdzeń, że islam chce zniszczyć cywilizację zachodnią, a wszyscy muzułmanie
          są nietolerancyjni wobec chrześcijan, autorzy bardziej trzymają się faktów. I
          choć na początku dowodzono, że stosowanie przemocy jest integralną częścią
          islamu, to dziś bardziej podkreśla się jego zróżnicowanie, ukazuje tendencje
          modernistyczne i konieczność podejmowania dialogu międzyreligijnego. Widać też
          ton zrozumienia dla sytuacji islamu i społeczeństw muzułmańskich – oraz
          większego szacunku dla muzułmanów. Choć niewiedza objawia się nadal: w lutowym
          numerze „Znaku”, poświęconym pismom świętym wielkich religii, w imieniu islamu
          pisze członek sekty Ahmadijja – to tak, jakby za całe chrześcijaństwo
          wypowiadał się Świadek Jehowy.
          Ktoś może zapytać: czy warto zajmować się w Polsce negatywnym i stereotypowym
          wizerunkiem islamu i jego wyznawców? Otóż nie tylko warto, ale trzeba. Nie
          tylko dla prawdy. Na zachodzie Europy zrozumienie dla tego problemu jest dziś
          większe także dlatego, że rośnie tam liczba obywateli-
          -muzułmanów. Podejmuje się więc poważne prace badawcze i przygląda się
          podręcznikom szkolnym, gdyż wiele osób kończy zdobywanie wiedzy na szkole – a
          potem ogranicza się do mediów. Negatywny obraz muzułmanina owocować może tam
          wrogością do kolegi z klasy czy sąsiada.

          Autorka jest iranistką i arabistką, doktorem w Zakładzie Islamu Europejskiego
          Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, stypendystką Instytutu
          Janineum i Fundacji Arabistycznej im. A. Czapkiewicza.

          źródło: Tygodnik Powszechny Nr 37 (2775), 15 września 2002
          www.tygodnik.com.pl/numer/277537/skowron.html
      • Polecam wam raport na temat wiedzy Polaków o mniejszościach wyznaniowych. Oto
        link:
        sekty.sluzew.dominikanie.pl/opinie/s1-obop2.html
        A tutaj kilka informacji z tego raportu dotyczących muzułmanów:

        - W Polsce, poza katolikami, są także wyznawcy innych religii. Czy zna Pan(i)
        kogoś, kto jest innego wyznania niż katolickie?
        a więc jakiegoś muzułmanina zna tylko 3% Polaków

        - w pytaniach o odczucia względem religii dominuje brak opinii. I tak
        muzułmanów za:
        + tolerancyjnych uważa 4%, nietolerancyjnych 20%
        + wykształconych 2%, niewykształconych 11%
        + przyjaznych 5%, nieprzyjaznych 13%
        + podporządkowanych własnym przywódcom 23%, niepodporządkowanych własnym
        przywódcom 2%
        + uczciwych 6%, nieuczciwych 7%
        + stwarzających zagrożenie dla społeczeństwa 10%, niestwarzających
        zagrożenie dla społeczeństwa 12%
        + Ulegających przesądom 12%, nieulegających przesądom 4%

        (Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15 - 17 maja 1999 r. na
        reprezentatywnej, losowej próbie mieszkańców Polski powyżej 15-tego roku życia.
        Zrealizowano 1041 wywiadów. Maksymalny błąd statystyczny dla takiej wielkości
        próby wynosi +/-3,0%)
      • Tomasz Miśkiewicz - muftim polskich wyznawców islamu

        Tomasz Miśkiewicz z Białegostoku został pierwszym po wojnie muftim
        Muzułmańskiego Związku Religijnego (MZR) w RP, najważniejszej organizacji
        polskich wyznawców islamu. Mufti jest jednocześnie przewodniczącym Związku.

        Wyboru dokonał 15. nadzwyczajny kongres MZR w RP, który w sobotę wieczorem
        zakończył się w Suchowoli (podlaskie).

        Tomasz Miśkiewicz jest imamem (muzułmańskim duchownym), dotychczas był
        przewodniczącym Rady Imamów w RP. Na stanowisku przewodniczącego zastąpił
        Stefana Koryckiego, który kierował Muzułmańskim Związkiem Religijnym w RP od
        marca 2001 roku, ale zrezygnował ze względu na stan zdrowia.

        "Reaktywowaliśmy stanowisko muftiego, jako przewodniczącego organizacji.
        Przysługuje ono jedynie duchownym. Gdyby nie było kandydata spełniającego
        potrzebne kryteria, przewodniczący nadal byłby przewodniczącym, a nie muftim" -
        powiedział PAP wiceprzewodniczący Najwyższego Kolegium MZR w RP, Józef
        Konopacki.

        Przewodnicząca gminy muzułmańskiej w Bohonikach Mirosława Korycka podkreśliła,
        że to pierwszy mufti polskich wyznawców islamu od II wojny światowej. Jak
        wyjaśniła, wcześniej można było go wybrać, ale nie było odpowiednich kandydatów.

        Głównym powodem zwołania kongresu była konieczność zatwierdzenia projektu nowej
        ustawy o stosunku państwa do MZR w RP, nowelizującej przedwojenne przepisy z
        1936 roku.

        Kongres zatwierdził projekt umowy z rządem w tej sprawie, co oznacza, że rząd
        gotowy dokument będzie mógł skierować na parlamentarną ścieżkę legislacyjną.
        Polscy muzułmanie liczą, że ustawę uchwali jeszcze parlament tej kadencji.

        Jak powiedział Konopacki, nowa ustawa reguluje wszystkie ważne kwestie
        społeczności muzułmańskiej w Polsce, m.in. sprawy majątkowe, sprawę dni wolnych
        od pracy i nauki czy muzułmańskiego duszpasterstwa (imamatu) w Wojsku Polskim.

        Do tej ustawy dopasowany jest też nowy statut Muzułmańskiego Związku
        Religijnego, który został w czasie kongresu zatwierdzony.

        MZR w RP istnieje od osiemdziesięciu lat, liczbę swoich członków ocenia na 5
        tys. osób, to przede wszystkim polscy Tatarzy, choć ostatni spis powszechny
        wykazał ich dużo mniejszą liczebność.

        Jest organizacją apolityczną, zajmuje się organizowaniem życia religijnego
        polskich wyznawców islamu, skupionych w gminach muzułmańskich w Białymstoku
        (gmina białostocko-kruszyniańska), Bohonikach, Warszawie, Gdańsku i Gorzowie
        Wielkopolskim.

        W Bohonikach i Kruszynianach są jedyne w Polsce zabytkowe meczety i dwa z
        czterech zabytkowych mizarów, czyli muzułmańskich cmentarzy. Przedstawiciele
        związku działają w Radzie Wspólnej Katolików i Muzułmanów, która nie ma swego
        odpowiednika w Europie.

        Związek zajmuje się m.in. organizacją lekcji religii dla dzieci wyznawców
        islamu, prowadzi też działalność wydawniczą.

        źródło: onet.pl, PAP, JP /2004-03-21
        • Mamy muftiego!

          Polscy muzułmanie po 60 latach mają swego muftiego. Został nim dotychczasowy
          imam gminy białostockiej Tomasz Miśkiewicz.

          Mufti jest autorytetem religijnym u muzułmanów sunnitów, który oprócz pełnienia
          funkcji duchownego zajmuje się wykładnią prawa koranicznego.

          Poprzedni mufti - Jakub Sienkiewicz - wyemigrował z Polski pod koniec II wojny
          światowej. Teraz Miśkiewicza wybrali na tę funkcję członkowie Muzułmańskiego
          Związku Religijnego w RP - największej i najstarszej organizacji polskich
          wyznawców islamu, zrzeszającej pięć tysięcy członków, głównie polskich
          Tatarów. - Bardzo się cieszymy, że wreszcie mamy muftiego. Dotychczas nie
          mogliśmy go wybrać, bo brakowało odpowiedniego kandydata - mówi Józef Konopacki
          z MZR.

          Najważniejszy muzułmanin w Polsce ma 26 lat, pochodzi z Suchowoli na Podlasiu.
          Jest polskim Tatarem. Tomasz Miśkiewicz odebrał bardzo staranne wykształcenie
          koraniczne. Przez ponad dziesięć lat kształcił się za granicą - w Syrii,
          Sudanie oraz Arabii Saudyjskiej, gdzie ukończył teologię. Mówi płynnie po
          arabsku. Oprócz funkcji muftiego będzie równocześnie przewodniczącym MZR. W
          skład związku wchodzi siedem gmin: w Bohonikach i Kruszynianach na Podlasiu, a
          także w Białymstoku, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Gorzowie.

          źródło: metro, greg 24-03-2004
      • Półksiężyc nad Wiertniczą

        Religię wyznaje się z potrzeby ducha, a nie w akcie solidarności z Arafatem.


        Po 11 września 2001 roku z ulicy Wiertniczej w Warszawie do dzielnicowej
        komendy policji zaczęły napływać dziwne doniesienia. Arabskich imigrantów
        idących na modlitwę do meczetu podejrzewano o związki z fundamentalistycznymi
        ugrupowaniami islamskimi. - Sąsiedzi podnieśli alarm, że niby Arabowie
        opanowali dzielnicę - mówi Emir Popławski, przewodniczący warszawskiej gminy
        muzułmańskiej. Wyznawcy islamu z Warszawy nie łączą swej religii z polityką -
        to niemuzułmanie mają tendencję do kojarzenia jej z talibami i płonącymi
        szczątkami World Trade Center. - Podstawową wspólnotą, w której żyją wyznawcy
        islamu, jest społeczność muzułmańska. W naszych kontaktach rozmowy na tematy
        polityczne są rzadkością, bo to nie ma znaczenia dla naszego życia religijnego -
        wyjaśnia Maciej Abdullah Kochanowicz, socjolog i podróżnik, nawrócony w czasie
        studiów. Nie ma potrzeby walki ze stereotypami, opinia innych go nie
        interesuje: W swojej religijności odnoszę się tylko do Boga. I do nikogo
        więcej.

        Polskich muzułmanów przybywa i wiąże się to nie tylko z napływem imigrantów z
        krajów arabskich. Niektórzy Polacy wychowani w katolickich rodzinach, wrośnięci
        w polską kulturę i obyczajowość - wybierają islam.


        I wtedy zrozumiałem

        Kiedy nawraca się dorosły człowiek, trudno mówić o nagłym olśnieniu. To raczej
        stopniowy proces obejmujący zarówno wzrost religijnego zaangażowania, jak i
        zgłębianie wiedzy na temat islamu. Piotr Ibrahim Kalwas nawrócił się po
        przeczytaniu Koranu. Swą drogę do islamu opisał w powieści "Salam" łączącej w
        sobie elementy autobiografii i reportażu z podróży po krajach muzułmańskich. -
        Zwykle człowiek przyjmujący inną wiarę niż ta, w której się wychował, ma dużo
        do zarzucenia związanej z nią kulturze. Mnie w krajach islamskich podoba się
        to, że tam wszystko jest podporządkowane duchowości - mówi pisarz. Długo szukał
        swojej drogi - był punkiem, pisał scenariusze do "Świata według Kiepskich".
        Zawsze szedł pod prąd. - Wielu jest ludzi, którzy dawniej byli punkowcami, a
        potem się nawrócili. Malejonek wybrał chrześcijaństwo, a ja - islam.
        Poszukiwania muzyczne sprawiły, że zainteresowali się kulturami
        pozaeuropejskimi, które zdaniem Kalwasa są bardziej nasycone duchowością. -
        Religijność Zachodu ogranicza się do form - twierdzi.

        Środowisko laickie jest bardziej otwarte i łatwiej akceptuje wyznawców islamu.
        Rodzice Mohammeda, studenta egiptologii, który przyjął islam jako
        szesnastolatek, pozostawili mu wolną rękę w kwestiach religii. - Nie byłem
        ochrzczony. Kiedy zdecydowałem się przyjąć islam, rodzice mi pogratulowali. W
        jego przypadku fascynacja islamem była konsekwencją zainteresowania kulturą
        Egiptu. Dopiero po nawróceniu pojął istotę religii jako takiej: Wtedy
        zrozumiałem, o co chodzi w chrześcijaństwie. W mniej komfortowej sytuacji jest
        Jarek wywodzący się z katolickiej, konserwatywnej rodziny. Utrzymuje dobre
        stosunki z rodzicami, o ile nie rozmawiają o religii. - Oczywiście jestem
        obecny w domu podczas katolickich świąt, ale ich nie obchodzę - mówi. - To
        zresztą Koran nakazuje mi kochać i szanować rodziców bez względu na różnice
        wyznaniowe między nami.


        Czciciele Słońca obwieszeni granatami

        Mohammed i jego znajomi przeprowadzili ankietę na temat islamu pod bramą
        Uniwersytetu Warszawskiego - od wychodzących z kam-pusu studentów dowiedzieli
        się m.in., że muzułmanie są czcicielami Słońca i oddają hołd świętemu
        kamieniowi Kaaba. - Takie błędy zdarzają się nawet w książkach poważnych
        profesorów. Próbujemy to zmieniać przez odczyty, szkolenia, publikacje -
        wyjaśnia Mohammed i zapowiada, że w tym roku ruszy w nowej formule pismo "Świat
        Islamu", dotąd adresowane tylko do Tatarów.

        Osoby zainteresowane przyjęciem islamu także często posługują się stereotypami.
        Jarek twierdzi, że niektórzy sugerują się medialnym wizerunkiem muzułmanów i
        przychodzą do meczetu w przekonaniu, iż spotkają tam obwieszonych granatami
        terrorystów. - Chrześcijanie szukają wyżycia się w anarchizmie i w innych
        alternatywnych prądach. Islam traktują jak jeden z nich - twierdzi. Islam
        przyciąga młodych buntowników, bo kojarzy im się z antyglobalizmem i niechętnym
        stosunkiem do USA. Obawa przed takimi "nawróceniami" powoduje, że nie wszyscy
        polscy muzułmanie patrzą z aprobatą na działalność wyznających islam hip-
        hopowców Włodiego i Eldo. - W tym, co robią, jest więcej serca niż wiedzy, to
        nie jest działalność pochwalana przez islam jako taki - mówi jeden z moich
        rozmówców. Mohammed dodaje: Nie tędy droga. W tak delikatnych kwestiach jak
        religia lepiej nie stosować rozwiązań inwazyjnych. Są wykłady i tak dalej.
        Działalność raperów pochwala w pełni Piotr Kalwas - wychodząc z założenia, że
        chłopaki nie szerzą wiedzy o islamie jako religii, ale nawołują do bycia
        dobrymi ludźmi: W ich muzyce występują tylko delikatne wątki muzułmańskie, ale
        wzbudzają ciekawość, pokazują coś dobrego.


        Wątpliwości neofity

        Każdy, kto chce przyjąć islam, chodzi do meczetu na kursy obejmujące naukę
        arabskiego i lekturę Koranu. Do niedawna problem stanowiły młode kobiety, które
        przyjmowały tę religię przed planowanym ślubem z Arabem. Dziś przybywa kobiet
        nawracających się z własnej woli i niemających w najbliższej perspektywie
        zamążpójścia. - Zawsze tłumaczyłem - wspomina Emir Popławski opiekujący się
        nowo nawróconymi - żeby się zastanowiły, bo życie kobiet w krajach
        muzułmańskich różni się od ich życia tutaj.

        Niektórzy boją się dyskryminacji, ale polskich muzułmanów ten problem rzadko
        dotyka, a jeśli już się coś takiego zdarza, na ogół wynika to z niewiedzy, a
        nie z nienawiści. Bądź co bądź, w Polsce islam nie jest nowością. - W małych
        miejscowościach, zamieszkanych po części przez Tatarów, islam nie budzi
        sensacji - mówi Emir Popławski. W Kruszynianach, gdzie jeden z najstarszych w
        Polsce meczetów sąsiadował z zabytkową cerkwią, w okresie Bożego Narodzenia
        katolicy, prawosławni i wyznawcy islamu obchodzą potrójne święta wraz z
        sąsiadami. W wielkiej Warszawie bywa różnie. - Zdarzało się, że ktoś pytał,
        dlaczego Polak przyjmuje islam. Nawet w środowisku studenckim traktuje się to
        jak przejaw ekscentryzmu - mówi Maciej Kochanowicz.

        Nawracający się na islam podporządkowują religii całe życie: godzą się na
        abstynencję alkoholową, rezygnują ze spożywania wieprzowiny, przyjmują
        obowiązek modlenia się pięć razy w ciągu dnia. Od żadnej z tych reguł nie ma
        odwołania. - Głębię wiary odczuwam przez cały czas - przyznaje Piotr Kalwas. -
        W islamie wszystko jest podporządkowane religii: jedzenie, spanie, ubiór, seks.
        Przestrzeganie zasad to sprawa indywidualna. Islam nie jest monolitem i w
        każdym kraju muzułmańskim występują w tym zakresie inne wymagania. Jak mówi
        Mohammed, w Europie często się o tym zapomina - wiele krzywdzących stereotypów
        powstaje nie w związku z islamem jako religią, ale właśnie z obyczajami
        poszczególnych kultur w łonie islamu. - Obok zasad religii istnieje tradycja
        lokalna - nie islamska, lecz muzułmańska. Są takie społeczności muzułmańskie,
        które żyją na poziomie europejskiego średniowiecza. To trzeba zmienić.


        Raj prawie idealny

        Piotr Kalwas lepiej czuje się w krajach muzułmańskich. Inaczej niż Mohammed,
        który uważa, że pewnych różnic przeskoczyć się nie da. - Tu czuję się dobrze,
        choć bliżej mi do muzułmanów z innych krajów niż do polskich katolików.
        Chciałbym być archeologiem orientalistą, ale nie widzę potrzeby zrywania z
        Polską. W krajach arabskich nie jest idealnie, bo ludzie wszędzie są tacy sami.
        Są nierówności społeczne i inne znane nam problemy - twierdzi. Choć mieszkańcy
        tych krajów są otwarci i życzliwi w stosunku do wyznawców islamu z Europy, a
        muzułmanie imigranci, którzy przychodzą do warszawskiego meczetu, odnoszą się
        do swoich polskich współwyzna
        • Raj prawie idealny

          Piotr Kalwas lepiej czuje się w krajach muzułmańskich. Inaczej niż Mohammed,
          który uważa, że pewnych różnic przeskoczyć się nie da. - Tu czuję się dobrze,
          choć bliżej mi do muzułmanów z innych krajów niż do polskich katolików.
          Chciałbym być archeologiem orientalistą, ale nie widzę potrzeby zrywania z
          Polską. W krajach arabskich nie jest idealnie, bo ludzie wszędzie są tacy sami.
          Są nierówności społeczne i inne znane nam problemy - twierdzi. Choć mieszkańcy
          tych krajów są otwarci i życzliwi w stosunku do wyznawców islamu z Europy, a
          muzułmanie imigranci, którzy przychodzą do warszawskiego meczetu, odnoszą się
          do swoich polskich współwyznawców z sympatią, to raczej trzymają się razem. -
          Czasami przywożą dziwne zwyczaje, niemające związku z religią, i twierdzą, że
          taki związek istnieje - mówi Jarek. Ale te "dziwne zwyczaje" niektórych
          wyznawców islamu nie mają nic wspólnego z zagrożeniami, jakich obawiają się
          Europejczycy. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, nie ma u nas radykalnych
          fundamentalistów. - Właściwie są, ale tacy, którzy chcieliby realizować
          radykalne idee pokojowymi środkami, a nie tacy, którzy robiliby to przy
          zastosowaniu przemocy - uważa Mohammed.

          W naszym kraju działa Polski Związek Studentów Muzułmańskich i Związek
          Muzułmanów Polskich. Organizacje te wydają czasopisma poświęcone islamowi i
          sprawom polskiej wspólnoty muzułmańskiej. Wiele inicjatyw związanych z
          rozpowszechnianiem nauk islamu wychodzi z meczetu na Wiertniczej. To nie jest
          wbrew pozorom walka o akceptację. - W islamie jest miejsce dla przekazywania
          innym wiedzy o religii, ale to nie służy przełamywaniu stereotypów - mówi
          Maciek Kochanowicz. - Jeśli człowiek ma poczucie, że ma coś, co jest piękne,
          chęć podzielenia się tym jest czymś naturalnym.



          Karolina Wasielewska, gazeta studencka
      • As-Salam - czasopismo o tematyce muzułmańskiej

        www.tstefan.telprojekt.pl/As-Salam/aktualnosci.html
      • Euroislam

        rozmawiał: Dawid Warszawski 16-07-2004 , Gazeta Wyborcza


        W islamie trzeba oddzielić religię od państwa, tak jak to zrobiło
        chrześcijaństwo - mówi imam Selim Chazbijewicz

        Dawid Warszawski: Panie imamie, jesienią zeszłego roku na uroczystości żałobnej
        w warszawskiej synagodze po zamachu terrorystycznym na synagogę w Stambule
        odczytano Pański list. Napisał Pan w nim, że społeczność muzułmańską toczy rak
        terroryzmu i że prosi ona o pomoc w walce z nim. Dlaczego jest to rak? Dlaczego
        nie mają racji ben Laden i jego duchowni poplecznicy, którzy twierdzą, że to
        właśnie jest islam?

        Imam Selim Chazbijewicz: - Mordercy nie mogą mieć racji. Ale część muzułmanów
        wpadła w pułapkę lęku przed Europą i kompleksu Europy równocześnie. Terroryzm
        jest zarazem kalką europejskich zachowań, zresztą wszystkie ruchy i ideologie
        polityczne w islamie zrodzone w wieku XX są takimi kalkami. Element przemocy
        był jednak w islamie zawsze obecny. Nie wiem, czemu to przypisać.
        Powiedziałbym: charakterowi narodowemu Arabów, ale nie mam zamiaru obrażać
        narodu ani kultury, która składa się na kulturę muzułmańską, a więc również w
        pewnym sensie moją. Mówię w pewnym sensie, bo jestem również, czy może nawet
        bardziej, przynależny do kultury europejskiej, jestem euromuzułmaninem. Jednak
        w islamie zawsze były takie skrajności. Poczynając od sekty azrakitów, która
        już w niecałe sto lat po śmierci proroka Muhammada mordowała wszystkich, którzy
        nie wyznawali jej poglądów, a zwłaszcza tych muzułmanów, których uznała za
        niewiernych. Może to kwestia wieku? Islam jest najmłodszym monoteizmem. Ale
        myślę, że tak naprawdę główną rolę odgrywa tu brak ewolucji doktryny. Azrakici
        i im podobni byli marginesem, ale w islamie nastšpiło w średniowieczu
        zatrzymanie naturalnego rozwoju teologicznego.

        Dlaczego islam bardziej bał się zmiany doktryny niż chrześcijaństwo czy
        judaizm?

        - Zwolennicy zmian w islamie przegrali. Judaizm był w sytuacji swoiście
        komfortowej, bo przez dwa tysiąclecia nie sprawował władzy politycznej. W
        chrześcijaństwie z kolei dość wcześnie nastąpiło oddzielenie religii od
        państwa. Natomiast państwa muzułmanów pozostały islamskie, teologia była
        podstawą polityki, a państwo musiało dbać o własne interesy i przejęło kontrolę
        nad teologiš. Islam jest religią oraz systemem kulturowym czy cywilizacyjnym, a
        więc ideowym, ideologia zaś musi podlegać modyfikacjom. Próbowano to zatrzymać
        sztucznie i stąd jest tak, jakby ktoś chodził w przyciasnym ubraniu.

        Czyli religijne uzasadnienie terroryzmu w islamie jest anachronizmem?

        - Po części tak. Ja myślę, choć bywałem za to atakowany, że cywilizacja
        muzułmańska powinna rozwijać się w zupełnie inny sposób. Tak twierdził krymski
        Tatar Ismail Gaspriński, wielki reformator, który żył w latach 1856-1914. W
        latach 80. XIX wieku wydawał czasopismo, które się nazywało "Terdżuman", co w
        języku tatarskim znaczy tłumacz. Chodziło mu o tłumaczenie jednej kultury na
        drugą. Pismo miało za zadanie przybliżać narodom Wschodu cywilizację Europy. Z
        czasem "Terdżuman" stał się najbardziej poczytnym pismem na Bliskim Wschodzie,
        docierał do Indii, Persji, oczywiście Turcji. Był tam najbardziej opiniotwórczą
        gazetą. Koncepcja Gasprińskiego znalazła kontynuatorów. Wyrosła z niej cała
        reforma turecka i przeprowadzona potem przez Atatürka laicyzacja państwa.

        Ale to zrobiło państwo, nie religia.

        - To zrobili ludzie wychowani w islamie, którzy chcieli oddzielić religię od
        państwa. Ich dzieło należy kontynuować: islam powinien mieć swoją głęboką
        odnowę na wzór chrześcijańskiej. Z tą koncepcją walczą ortodoksi skrajni,
        nazywani fundamentalistami. Chcą przywrócić państwo muzułmańskie, choć bardzo
        wielu uczonych wątpi, czy takie państwo kiedykolwiek istniało w takim
        znaczeniu, jakie dzisiaj mu się nadaje. Ja sam zaś jestem głęboko zafascynowany
        tymi reformami i ruchem młodotureckim w ogóle.

        Ale poza Turcją to się nigdzie nie dokonało. Mało tego, ten odłam opinii
        muzułmańskiej, który najgłośniej słychać dzisiaj, pewnie w Panu upatrywałby
        odszczepieńca, kapitulanta czy wręcz zdrajcy. Na ile to, co Pan mówi, jest
        reprezentatywne dla współczesnej opinii islamskiej?

        - Niewątpliwie "moderniści" muzułmańscy, zwolennicy przemian, okcydentalizacji,
        są obecnie w mniejszości. A już na pewno są mniej słyszalni. Ich poglądy
        podziela większość polskich Tatarów. Na świecie niewątpliwie myślą w ten sposób
        elity tureckie, a sądzę, że również spora część elit irańskich, którym obecny
        reżim został narzucony. Iran by się bardzo szybko zeuropeizował, gdyby ten
        reżim pękł. Myślę, że podobny proces zaczął się już w Pakistanie, choć nie jest
        kontynuowany. Tak samo w Malezji, już nie mówiąc o muzułmanach europejskich.
        Muzułmanie po prostu nie zdołali wykształcić odpowiednich elit. Kształcili je
        świadomie muzułmanie rosyjscy, ale zniszczyli je bolszewicy. Powstała tam młoda
        inteligencja nastawiona nacjonalistycznie i laicko, ale została wymordowana.
        Muzułmanie w wieku XX niemal nie mieli przyzwoitych przywódców politycznych,
        Arabowie zaś to w ogóle tragedia pod tym względem.

        Czy islam bośniacki odegrał tu jakąś rolę? Czy ludobójstwo Bośniaków wpłynęło
        na obraz Europy w oczach muzułmanów?

        - Niewątpliwie bośniaccy muzułmanie patrzą dziś na Europę nieufnie. Mam stamtąd
        krewnych. Nie wybrali azylu w Turcji czy w krajach arabskich, tylko żyją w
        Danii i tam się naturalizują. Mimo wszystko wybrali kulturę europejską.

        Upatruję odnowy islamu w europeizacji, okcydentalizacji. Dobrze rozumianej, nie
        chodzi o hamburgery i coca-colę, tylko o system szkolnictwa, który byłby w
        stanie wytworzyć całkiem nowe elity intelektualne, pozbawione kompleksu wobec
        Europy i partnerskie wobec niej - jak Japończycy. Na razie partnerstwa nie ma,
        trwa walka, nienawiść połączona z kompleksem.

        Na specyfikę wewnętrzną islamu, o której Pan mówił, nakłada się też trwający
        już sto lat konflikt polityczny w Izraelu/Palestynie.

        - Tutaj dopiero młode pokolenie, po obu stronach, ma szanse cokolwiek zrobić.
        Te narody muszą jakoś koegzystować. Niewątpliwie powinno powstać jakieś państwo
        palestyńskie, chociaż nie wiem, czy nie byłoby tworem w pewnym sensie
        sztucznym. Musiałoby żyć z dotacji krajów naftowych, bo żadnych bogactw
        naturalnych tam nie ma. Arafat przechodził już tyle metamorfoz, że nie wydaje
        mi się wiarygodnym rozmówcą. Zaczynał w organizacji Braci Muzułmańskich, potem
        był marksistą, potem znowu się deklarował jako muzułmanin, jeszcze był po
        drodze socjalistą. Arafat za długo chce rządzić. Kiedyś trzeba oddać władzę
        młodszym, sprawniejszym, bardziej wykształconym.

        Niedawno wrócił Pan z Izraela. Jakie wrażenia?

        - Pozytywne. Jest to po prostu dobrze zorganizowany kraj. Widać dbałość Żydów o
        ten kraj, ich bezinteresowną doń miłość. Jest tam jednak wszędzie widoczne
        napięcie. Jak się wchodzi do sklepu, do kawiarni czy na pocztę, wszędzie są
        bramki, trzeba pokazywać, co się ma w torbie. Atmosfera jest prawie wojenna,
        ludzie z bronią na ulicach. Zarazem bardzo rzuca się w oczy wzajemne
        odgrodzenie się obu społeczeństw: w Jerozolimie w dzielnicy żydowskiej nie
        widać Arabów, a Żydzi z kolei prawie nie wchodzą do dzielnicy arabskiej.

        Czy zgodziłby się Pan na kompromis w sprawie miejsc świętych?

        - Myślę, że można by się porozumieć. Trzeba jednak rzeczywiście dobrej woli obu
        stron, z wykluczeniem ekstremistów. Tymczasem widziałem po stronie żydowskiej
        złotą menorę przygotowaną do wniesienia do świątyni, która miałaby stanąć na
        Wzgórzu Świątynnym, gdzie dziś jest meczet al Aksa i Kopuła Skały. Niemniej
        Abraham i Salomon są również czczeni przez muzułmanów - jako Ibrahim i Sulejman.

        Muzułmański Związek Religijny w Polsce zajmuje w świecie muzułmańskim dość
        nietypowe stanowisko w sprawie konfliktu wokół wypowiedzi muftiego Jakuba
        Szynkiewicza.

        - W 1932 roku mufti Szynkiewicz był w Jerozo
        • - W 1932 roku mufti Szynkiewicz był w Jerozolimie na światowym kongresie
          muzułmańskim. W wywiadzie dla jednej z tamtejszych gazet żydowskich powiedział,
          że Żydzi mają prawo do stworzenia własnego państwa w Palestynie. Miał bardzo
          szerokie horyzonty.

          Jak to zostało przyjęte?

          - Bardzo niedobrze. Ówczesny przywódca muzułmanów palestyńskich mufti Hadż al
          Huseini miał do niego pretensje o tę wypowiedź. Ale Tatarzy polscy, polscy
          muzułmanie nigdy nie byli antyżydowscy.

          Czy to wpłynęło na stosunek innych muzułmanów do polskich Tatarów?

          - Być może, choć przed II wojną cały konflikt żydowsko-palestyński nie był tak
          nagłaśniany, więc i wypowiedź muftiego Szynkiewicza nie stała się wielką
          sensacją. Po wojnie zaś powstała dla nas zupełnie inna sytuacja, bośmy się
          stali w Polsce malutką mniejszością, całkowicie odciętą od wpływów i kontaktów.
          Mufti Szynkiewicz, uciekając przed Armią Czerwoną, wyjechał do Egiptu, a potem
          do USA, gdzie zmarł.

          Zapewne z muftim i z Panem nie zgodziłby się w sprawie Izraela/Palestyny ani w
          żadnej innej poznański imam Ammar, deportowany z Polski.

          - Wolałbym, żeby mnie w ogóle z nim nie łączyć. My z takimi ludźmi nie mamy nic
          wspólnego.

          Dlaczego?

          - Tak jak Polak katolik różni się od katolika Irlandczyka, Hiszpana, tak polski
          Tatar różni się w sposób istotny kulturą, tradycją, wychowaniem, wszystkim, od
          muzułmanina z Jemenu. Wspólna jest podstawa religii, ale ona nie jest tak
          szeroka, by stawiać tu znak równości. Sposób myślenia tego pana jest mi
          całkowicie obcy i mam nadzieję, że obcy pozostanie, mimo że podczas modlitwy
          wykonujemy te same rytualne gesty. On zresztą, wbrew temu, co pisały media, nie
          był duchownym. W islamie nie ma duchownych. Jest gmina muzułmańska w Poznaniu i
          on tam prowadził modlitwy, ale równie dobrze mógłby je prowadzić ktoś inny.
          Nasi imamowie nie przypominają księży, już raczej rabinów. Czytałem wywiad z
          tym panem w "Dzienniku Bałtyckim" - to było żenujšce. Jego interpretacja islamu
          to populizm z elementami socjalizmu i dużą dozą totalitaryzmu. Nie chciałbym
          żyć w państwie, którym rządziliby tacy ludzie.

          Czy upatrywałby Pan w reakcji władz polskich czy polskiej opinii publicznej na
          tę sprawę rasizmu, dyskryminacji?

          - Nie. Ja bym sam go wydalił. Władze polskie zareagowały najlepiej jak mogły,
          zanim się stało coś złego. Jest zresztš jeszcze paru ludzi w Polsce, których
          trzeba by potraktować tak samo.

          To, co Pan mówi, pokazuje specyfikę polskiego islamu, islamu polskich Tatarów.

          - Polscy Tatarzy to nie jest cały polski islam: sąš jeszcze grupy młodsze,
          Arabowie, jak pan Ammar, i konwertyci, często szczególnie radykalni. Niewiele
          mamy z nimi wspólnego. Polscy Tatarzy są grupą etniczną żyjącą na obszarze
          Rzeczypospolitej już od sześciuset lat. Przywędrowali mniej więcej w drugiej
          połowie wieku XIV. Turcy osmańscy i Tatarzy krymscy zarzucali polskim Tatarom,
          że walczą w armii koronnej przeciw swoim pobratymcom. Oni zaś odpowiadali: ani
          Bóg, ani Prorok nie każe wam napadać na Polaków i Litwinów, i my was zwalczamy
          jako bandytów, a nie współwyznawców. Dokładnie to samo można by odnieść do
          czasów współczesnych.

          Rozmawiamy w Sandomierzu 14 czerwca, na zakończenie zwołanej przez lokalną
          organizację Ekosan konferencji, w której uczestniczyli polscy muzułmanie,
          katolicy i Żydzi. Czy możliwa jest kontynuacja takiego dialogu w Polsce i poza
          Polską?

          - Sądzę, że będzie wielu przeciwników, ale ten dialog powinien być
          kontynuowany. Uczmy się na przykładzie ruchu paneuropejskiego. Jeszcze 50 lat
          temu uważano jego entuzjastów prawie za szaleńców, a dzisiaj mamy zjednoczoną
          Europę. Mam nadzieję, że tak będzie również z naszym dialogiem. Obecnie uważani
          za szaleńców, zdrajców czy odszczepieńców, będziemy kiedyś postrzegani jako
          prekursorzy tego, co wszyscy wówczas uważać będą za normalne: pokojowej
          koegzystencji, uczenia się od siebie nawzajem.



          Selim Chazbijewicz

          Profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Ukończył studia polonistyczne na
          Uniwersytecie Gdańskim, zrobił doktorat na Wydziale Nauk Społecznych UAM w
          Poznaniu. Jest autorem książek poetyckich i eseistycznych na temat polskich i
          litewskich Tatarów. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, w latach 1986-91
          redaktor naczelny kwartalnika "Życie Muzułmańskie". Założył Związek Tatarów
          Polskich, jest jego prezesem. Imam gminy w Gdańsku do 2003 roku.
          Współprzewodniczy Radzie Wspólnej Katolików i Muzułmanów.


          rozmawiał: Dawid Warszawski


      • Meczet pod (samo)kontrolą


        Muzułmanie w Polsce: problem czy szansa?

        Wydalenie w ubiegłym roku Ahmeda Ammara, echa niedawnego zabójstwa
        holenderskiego reżysera Theo van Gogha, a ostatnio wypowiedź naczelnego
        muftiego RP Tomasza Miśkiewicza o zagrożeniu, jakie mogą stanowić mieszkający w
        Polsce muzułmanie pochodzenia arabskiego, budzą niepokój. Tymczasem to właśnie
        polscy muzułmanie mają szansę zapewnić nam bezpieczeństwo, jakiego nie jest w
        stanie dać polski wywiad.

        Paweł Kubicki /2005-02-06 Tygodnik Powszechny


        Atmosfera wokół społeczności arabsko-muzułmańskiej w Polsce nie jest najlepsza.
        Szereg artykułów o konwertytach, talk-shows pokazujące islam w niekorzystnym
        świetle, wreszcie komunikaty ugrupowań terrorystycznych o potencjalnych
        zamachach w Polsce sprawiły, że ta otwarta dotąd społeczność zaczęła się
        zamykać. Jak pisał na jednym z internetowych forów Ibrahim Piotr Kalwas, polski
        konwertyta: “Gdy zobaczyłem ekipę »Polsatu« w meczecie, szybko uciekłem”.
        Nieufność do dziennikarzy przenosi się także na wszystkich nie-muzułmanów,
        którzy w opinii wielu muzułmanów zajmują się głównie krytyką islamu, bez
        podjęcia próby zrozumienia go. Emir Popławski, przewodniczący Gminy
        Muzułmańskiej w Warszawie, twierdzi: - Zawsze powtarzam, że islam jest religią
        pokoju. Jednak większość rozmówców woli słuchać o zamachach i walce, a nie o
        islamie i jego zasadach.

        Przeciętny Polak, który czyta doniesienia o tym, że muzułmanie dokonali
        samobójczego zamachu, a z drugiej strony słyszy wypowiedź polskiego
        muzułmanina, że islam zakazuje samobójstwa, jest skłonny raczej uwierzyć temu,
        co widzi w telewizorze, niż deklaracji muzułmanina. Nie rozumie, że choć
        podstawowe zasady islamu są wspólne, to już interpretacja szczegółów może być
        bardzo zróżnicowana. Ponieważ nie ma instytucji, która mogłaby ostatecznie
        określić “kanoniczność” pewnych praw, tylko od jednostek i wpływu organizacji
        zależy, jak będą wyglądały szczegóły wyznawanej wiary i postawa względem
        społeczeństwa.

        O ile w krajach arabskich - gdzie tradycja dla danego regionu jest wspólna -
        nie ma problemu różnej interpretacji, o tyle w takich krajach jak Polska, gdzie
        stykają się tradycje kulturowe muzułmanów z wielu państw, różnice w
        interpretacji zasad wiary są bardziej widoczne. Problem dotyczy także
        konwertytów, którzy w zależności od tego, w jaki sposób dowiedzieli się o
        islamie i kto ich uczy nowej religii, prezentują inny stosunek do społeczeństwa
        i do panujących w Polsce reguł życia codziennego.

        Zakazany owoc

        Najstarszą organizacją zrzeszającą muzułmanów w Polsce jest Muzułmański Związek
        Religijny (MZR). Założony w 1925 r. jest wciąż najliczniejszą wspólnotą;
        zrzesza ok. 4-5 tys. sunnitów szkoły hanafickiej, w większości osób pochodzenia
        tatarskiego. Na jej czele stoi mufti Tomasz Miśkiewicz, który ukończył wyższe
        studia z teologii muzułmańskiej w Arabii Saudyjskiej, a z pochodzenia jest
        Tatarem.

        Drugą z wielkich organizacji jest Liga Muzułmańska, która jest platformą
        łączącą Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich w Polsce i Muzułmańskie
        Stowarzyszenie Kształcenia Kulturalnego. Ten niedawno zarejestrowany związek
        wyznaniowy jest chyba najaktywniej działającą organizacją muzułmańską. Z
        mniejszych należy jeszcze wspomnieć o Stowarzyszeniu Jedności Muzułmańskiej i
        Stowarzyszeniu Braci Muzułmanów.

        Warto tu dodać, że nagłaśniany ostatnio w mediach konflikt między Ligą
        Muzułmańską i MZR tak naprawdę nie dotyczył zasad, ale kwestii przewodnictwa
        nad polskimi muzułmanami. Niestety, na takich nieporozumieniach zyskują
        jednostki skrajne, lawirujące między jedną a drugą instytucją. Tak właśnie było
        z Ahmedem Ammarem, który, nieprzyjęty do Ligi Muzułmańskiej, wstąpił do Związku
        i założył jego oddział w Poznaniu.

        Legalnie zarejestrowane stowarzyszenia i związki wyznaniowe dążą do pełnej
        współpracy z państwem polskim i zakładają integrację ze społeczeństwem, przy
        zachowaniu tożsamości muzułmańskiej. - Obrona państwa polskiego jest
        obowiązkiem każdej osoby mieszkającej na terenie RP, bez względu na wiarę,
        pochodzenie lub narodowość - mówi Iwona Alkhalayla, przewodnicząca Ligi
        Muzułmańskiej. - Jeśli Polska jest bezpieczna, to muzułmanie, stanowiący część
        społeczeństwa polskiego, też będą bezpieczni. Dlatego uświadamiamy naszemu
        środowisku te fakty; niejednokrotnie potępialiśmy też akty terroru i zabijanie
        niewinnych ludzi.

        Popiera ją Abdulkarim al-Fohaidi, przewodniczący Muzułmańskiego Stowarzyszenia
        Kształcenia i Kultury. - Nasze organizacje stanowią autorytet religijny dla
        większości polskich muzułmanów i mają pozytywny wpływ na ich środowisko.

        W ciągu ostatnich kilku lat można było jednak spotkać przynajmniej kilka
        ugrupowań, które nie tylko nie nawoływały do dialogu - lansując np. ideę
        promowania islamu na trasie pielgrzymki Papieża i mówiąc o wadach
        chrześcijaństwa podczas nabożeństw - ale stanowiły zagrożenie. Tak było choćby
        w przypadku promowania islamu przez jednego z czeczeńskich liderów za pieniądze
        z przemytu narkotyków i sprzedaży broni. Podobnie było z drukarnią algierskich
        bojowników, którą polskie służby zlikwidowały na początku lat 90. w okolicach
        Warszawy, i kilkoma innymi forpocztami ugrupowań związanych z Czarnym Islamem z
        USA czy Pakistańczykami z Wielkiej Brytanii.

        Może się to wydawać dziwne, ale według danych MZR i Ligi Muzułmańskiej po 11
        września 2001 r. nastąpiło gwałtowne zwiększenie liczby konwersji na islam.
        Zakazany owoc lepiej smakuje, a atmosfera wokół islamu przyciągnęła też różnej
        maści buntowników czy społecznych outsiderów, dla których islam był jeszcze
        jednym elementem dochodzenia do dojrzałości.

        Główne muzułmańskie organizacje potraktowały takie osoby prawidłowo: nie
        przyjmowały ich od razu w swoje szeregi, tylko odsyłały do książek i dawały
        czas na przemyślenie. Zmniejszyło to może liczbę konwersji, ale pozwoliło
        odsiać te jednostki, których zmiana wiary była powierzchowna i które w
        przyszłości mogłyby być manipulowane. Na islam przechodzi bowiem coraz więcej
        ludzi młodych, często niepełnoletnich. Starają się ich przejąć drobne,
        sekciarskie organizacje - tym samym wyłączając ich spod wpływu legalnych
        stowarzyszeń bądź związków wyznaniowych, które stosują samokontrolę i, w sposób
        dyskretny, ale ustawiczny, są inwigilowane przez służby specjalne.

        Terrorystów trzeba łapać

        Dziś polski rząd staje przed dylematem: pozwolić działać organizacjom, a tym
        samym mieć na nie pewien wpływ, czy też wprowadzić zakazy, powodując ich
        zejście do podziemia oraz utratę choćby minimalnej kontroli. Niestety przykład
        Holandii, Francji czy Wielkiej Brytanii pokazuje, że zarówno likwidowanie, jak
        i zezwolenie na wszystko, nie gwarantują sukcesu. W Polsce brakuje spójnej
        polityki względem polskich muzułmanów, choć widać kroki w celu nawiązania
        silniejszych więzi z umiarkowanymi organizacjami.

        Wydaje się, że wąska społeczność muzułmanów w Polsce może nam bardziej pomóc
        niż zaszkodzić. Ostatnie wydarzenia w Europie pokazują, że problem asymilacji
        jest bardziej skomplikowany niż to się do niedawna wydawało. Spokojna Holandia
        w wyniku jednego wydarzenia stała się krajem, w którym płoną meczety.

        Kontrola społeczności muzułmańskiej przez służby specjalne jest konieczna i
        bezdyskusyjna. Jeden z ambasadorów państw arabskich w Warszawie miał ponoć
        stwierdzić: “U nas służby bezpieczeństwa kontrolują niektóre organizacje
        muzułmańskie, dlaczego u was nie mają tego robić? W końcu takie mamy czasy, że
        nie ma się co dziwić, tylko trzeba sobie pomagać i współpracować w łapaniu
        terrorystów”.

        Większego problemu nie widzą też same organizacje. - Nie mamy nic do ukrycia,
        jeżeli chcą nas podsłuchiwać i badać, mają do tego prawo - mówi Iwona
        Alkhalayla. - Należy jednak odróżnić przemyślaną kontrolę od szykan, których
        zaczątków byliśmy ś
        • Większego problemu nie widzą też same organizacje. - Nie mamy nic do ukrycia,
          jeżeli chcą nas podsłuchiwać i badać, mają do tego prawo - mówi Iwona
          Alkhalayla. - Należy jednak odróżnić przemyślaną kontrolę od szykan, których
          zaczątków byliśmy świadkami w momentach największego strachu Polaków przed
          zamachami terrorystycznymi.

          Tak naprawdę najlepiej, gdy społeczność - jak w “Roku 1984” Orwella -
          kontroluje się sama. Dlatego tak ważna jest jedność i współpraca między
          organizacjami muzułmańskimi w Polsce, a także wymiana informacji z polskimi
          służbami specjalnymi.

          "Starzy" i "nowi"

          Atmosfera nagonki i nieufność środowiska muzułmańskiego nie służą ani
          muzułmanom, ani Polakom innych wyznań. Należy pamiętać, że tak jak Tatarzy są
          zintegrowani ze społeczeństwem, tak samo spora część nowych muzułmanów, Polaków
          z dziada pradziada, także nie powinna mieć kłopotów z integracją - etnicznie są
          tacy sami i poza religią niczym się nie różnią. Jeżeli zaś chodzi o Arabów, to
          większość z nich mieszka tu już od wielu lat - często od czasu studiów w latach
          60., 70. i 80. W Polsce założyli rodziny i jeśli nawet nie oni, to drugie
          pokolenie muzułmanów - dzieci z małżeństw mieszanych - jest w pełni wtopione w
          polską kulturę.

          Trzeba też pamiętać, że przeważająca część muzułmanów w Polsce nie jest aktywna
          społecznie i nie należy do żadnej organizacji. Mają ugruntowaną opinię na temat
          islamu i rzadko poszukują kontaktu z autorytetami religijnymi, a tym samym
          trudno wpaść im w ręce fundamentalistycznych organizacji.

          Największym zagrożeniem pozostają nowi muzułmanie i przybysze. Dlatego tak
          ważne jest, by trafiali do sprawnie działających organizacji, takich jak MZR i
          Liga Muzułmańska, które promują islam otwarty na współpracę, a nie
          rygorystyczny i niechętny dialogowi.
      • Pogranicznicy zaprzeczają, by szykanowali holenderską wycieczkę

        gazeta.pl; PAP 02-06-2005

        Straż Graniczna zaprzecza zarzutom stawianym im przez opiekunów i uczniów z
        holenderskiej wycieczki, która po odprawie na przejściu granicznym w
        Ludwigsdorf-Jędrzychowice (Dolnośląskie) poskarżyła się na zbyt długie
        procedury i potraktowanie uczniów "w sposób dyskryminujący i rasistowski"

        Do incydentów miało dojść podczas wjazdu i wyjazdu z Polski 24 i 26 maja.
        Skargę na zachowanie pograniczników przekazano ambasadzie RP w Hadze.
        Rzeczniczka ambasady Małgorzata Zdzienicka potwierdziła w rozmowie z PAP, że we
        wtorek do placówki dotarł list opisujący incydent. Nie zdradziła szczegółów,
        ale sprawę określiła jako "niezwykle przykrą"

        Dodała, że gdy tylko list trafił do ambasady, został przekazany Komendzie
        Głównej Straży Granicznej, "by wyjaśnić, do czego na przejściu granicznym
        rzeczywiście doszło"

        Jak powiedział PAP rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Aleksander Chećko,
        sprawa jest wyjaśniana. Dodał, że z dotychczasowych ustaleń wynika, że "relacje
        holenderskich mediów są przesadzone"

        Jak poinformował PAP rzecznik prasowy Łużyckiego Oddziału Straży Granicznej
        Leszek Duczyński, postępowanie wyjaśniające nie potwierdziło zarzutów
        o "rasistowskim, ksenofobicznym, czy wręcz seksualnym kontekście zachowania
        funkcjonariuszy ani polskiej, ani niemieckiej straży granicznej". Dodał, że
        polski strażnik nie rozmawiał z nikim oprócz opiekunki grupy. "Wiele
        wątpliwości budzi też to, w jakim języku miałby czynić niestosowne uwagi.
        Strażnik nie mówi ani po niderlandzku, ani angielsku, ani arabsku, tym bardziej
        turecku, czy filipińsku" ? powiedział

        Według Duczyńskiego, zgodnie z procedurą, do autokaru weszło dwóch
        pograniczników: Niemiec i Polak. Pierwszeństwo kontroli przysługiwało
        niemieckiemu strażnikowi. "Stwierdził on, że wśród pasażerów znajdowały się
        osoby z innych krajów niż unijne, a wobec nich wymagana jest kontrola
        paszportowa. Mieli być jej poddani obywatele Maroka, Turcji i Filipin.
        Niemiecka kontrola wykazała, że jeden Marokańczyk nie ma wizy i jego pobyt w
        Niemczech jest nielegalny. Został ukarany mandatem" ? powiedział

        Według pograniczników, kolejne dwie osoby pochodzenia marokańskiego miały ważne
        wizy, ale nie posiadały ważnych paszportów. Jedna Marokanka legitymowała się
        paszportem matki, druga nie miała paszportu, ale była wpisana na listę
        uczestników wycieczki. Niemcy potwierdzili ich tożsamości w Amsterdamie i
        wystawili zastępcze dokumenty podróży

        Duczyński mówił, że po tych czynnościach, które trwały mniej więcej od godz. 11
        do godz.13, do autokaru wszedł ponownie polski funkcjonariusz. Odebrał od
        opiekunki grupy paszporty i poinformował, że ich sprawdzenie zajmie ok. 30
        minut. "Żeby nie przedłużać czasu odprawy, poprosił kierowcę autobusu, aby ten
        wykorzystał przerwę na wykupienie opłaty drogowej. O godz. 13.30 zakończyła się
        polska odprawa graniczna i autokar opuścił przejście" ? dodał rzecznik.
        Podkreślił, że nieprawdą jest, że podobnym "szykanom" poddano wycieczkę podczas
        powrotu do Holandii

        "Chciałbym wyrazić ubolewanie, a wszystkich pokrzywdzonych i czujących się
        poszkodowanymi - przeprosić. Sprawa będzie ona przedmiotem szerszego omówienia
        i wyciągnięcia wniosków, aby takie sytuacje już nigdy nie miały miejsca" -
        dodał Duczyński

        Sprawa wzbudziła duże zainteresowanie holenderskich mediów. Jeden z zajmujących
        się nią dziennikarzy, Cees Grimbergen telewizji NCRV powiedział PAP w czwartek,
        że choć uczestnicy wycieczki nadal utrzymują że w czasie przekraczania granicy
        doszło ze strony straży granicznej do "zachowań rasistowskich, seksistowskich i
        dyskryminujących", on byłby ostrożny w wydawaniu takich opinii

        Jego zdaniem, błędnie zinterpretowano zachowania straży - pobyt autokaru na
        granicy był dłuższy, gdyż nie wszyscy uczestnicy wycieczki posiadali wymagane
        polskim prawem dokumenty. Według niego, również pytanie, czy w wycieczce jadą
        normalne dzieci, które miał zadać jeden ze strażników, mogło wynikać z
        odmienności kulturowej. "Polska nie jest tak wielokulturowa i bogata etnicznie
        jak Holandia; pytanie nie musiało mieć podtekstu rasistowskiego" - powiedział

        Dodał, że w czwartek wieczorem w programie w telewizji holenderskiej spotkają
        się uczestnicy wycieczki i przedstawiciele polskiej placówki dyplomatycznej w
        Hadze by porozmawiać m.in. o "granicznym incydencie".(PAP) jur/ ktl/ kot/ dsr/
        malk/ itm/
      • Muzułmanie opublikowali zasady życia w Polsce




        zrodlo: gazeta.pl, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska 15-09-2005 ,

        Muzułmanie w Polsce są zwykłymi Polakami, a nie obcym elementem. Dlatego
        powinni brać udział w budowaniu bezpiecznej Polski - mówiła w czwartek szefowa
        Ligi Muzułmańskiej


        Dyskusje nad zebraniem zasad muzułmanina-Polaka, przełamaniem fałszywych
        stereotypów i pokazaniem jasnego stanowiska islamu wobec współczesności i
        terroryzmu trwały dwa lata. Ostatecznie powstała 7-stronnicowa Deklaracja
        Muzułmańska, którą wczoraj przedstawiły trzy organizacje: Liga Muzułmańska w
        RP, Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich w Polsce i Muzułmańskie
        Stowarzyszenie Kształcenia i Kultury. - Muzułmanie żyją w Polsce od wieków
        [Tatarzy - red.], ale wciąż przyjeżdżają też nowi: na studia, do pracy. Jest
        ich teraz ok. 30 tys. Ich dzieci wiążą się z Polską. Chcemy skorzystać z tego,
        że polskie prawo sprzyja integracji - mówił Nidal Abu Tabar, imam z Lublina.

        Deklaracja składa się z dwóch części. Pierwsza to reguły życia muzułmanów:
        muzułmanin nie powienien popadać w żaden rodzaj ekstremizmu, islam to religia
        pokoju, dialogu, szanująca deklarację, równość płci, odrzucająca przemoc i
        terroryzm. Druga część to praktyczne wskazówki dla muzułmanów, jak żyć w
        Polsce - z zaznaczeniem, że Polska jest ojczyzną, a islam wyznawaną religią.
        Dlatego deklaracja zaleca, aby muzułmanie "integrowali się ze
        społeczeństwem", "działali na rzecz ogółu obywateli", mając wolność wyboru
        światopoglądu czy opcji politycznej.

        Do rozmów nad kształtem deklaracji nie zaproszono organizacji zszeszającej ok.
        5 tys. osób pochodzenia tatarskiego. - W przeciwieństwie do Tatarów, którzy w
        Polsce mieszkają od wieków, muzułmanom różnych narodowości przyjeżdżających do
        Polski taka deklaracja jako wskazówka może się przydać. Trochę to jednak
        dziwne, że nie było z nami konsultacji - mówi mufti Tomasz Miśkiewicz.

        Iwona Alkhalayla, przewodnicząca Ligi: - Pan Miśkiewicz jeśli przeczyta
        deklarację i będzie chciał podpisać, to oczywiście zapraszamy. Tak samo innych,
        którzy identyfikują się z punktami zawartymi w deklaracji.
      • Nasze muzułmanki uważają się za wyzwolone

        Małgorzata Skowrońska 2006-05-05, gazeta.pl

        Osoby, które przeszły na islam, były rozczarowane dotychczas wyznawanym
        systemem religijnym. Chodziło im nie o samą wiarę, ale o to, że zasady
        chrześcijańskie nie znajdowały odzwierciedlania w ich życiu. Rozmowa z
        Aleksandrą Łojek-Magdziarz *


        Małgorzata Skowrońska: Co takiego atrakcyjnego jest w islamie, że Polki
        wychowane w tradycji europejskiej, a więc i chrześcijańskiej, decydują się na
        zmianę wiary?

        Aleksandra Łojek-Magdziarz: Islam daje im niezależność, ale też pozwala czuć
        się bezpiecznie. Muzułmanki mogą pracować. Koran tego nie zabrania. Dzięki
        obowiązkom ciążącym na mężczyźnie w rodzinie muzułmańskiej kobieta jest
        zabezpieczona. Utrzymaniem rodziny zajmuje się mężczyzna. Kobieta zarobione
        przez siebie pieniądze może zatrzymać i wydać na własne potrzeby.

        Świetny układ.

        - Też byłoby mi fajnie w takim układzie. W islamie często kobiety skarżą mężów
        o to, że nie były utrzymywane na przykład przez dwa miesiące. Sąd wtedy żąda od
        męża rachunków za utrzymanie domu. Jeśli ich nie było, kobieta może starać się
        o rozwód. Oczywiście, dotyczy to tylko niektórych krajów kregu islamskiego.

        To, o czym Pani mówi, zaprzecza stereotypowi, że muzułmanki nie są wyzwolone.

        - Uważają, że są wyzwolone. Prowadziliśmy badania finansowane przez
        budapeszteński Open Society Institute, dlaczego Polacy przechodzą na islam.
        Wtedy poznałam kobiety, które zostały muzułmankami. W wywiadach mówiły, że
        zasłanianie się pozwala im pełnić znacznie więcej funkcji społecznych. Ubrane w
        tradycyjny strój muzułmanki nie stają się obiektami seksistowskich żartów. Pod
        tymi chustami kryją się piękne kobiety. Im po prostu odpowiada tradycyjny
        podział ról między kobietę i mężczyznę, jaki panował do połowy XX wieku w
        Europie.

        Bohaterki reportażu bardzo ortodoksyjnie podchodzą do swojej nowej wiary.

        - To charakterystyczne dla osób, które przeżyły konwersję. Polskie muzułmanki
        są o wiele bardziej ortodoksyjne niż tzw. średnia. Właściwy jest im taki
        syndrom neofity, który chce udowodnić, że może być dobrym muzułmaninem.

        Czym kobiety, które Pani badała, tłumaczyły przejście na islam?

        - Początkowo zakładaliśmy, że to kwestia mody. Badania jednak tego nie
        potwierdziły. Osoby, które przeszły na islam, były rozczarowane dotychczas
        wyznawanym systemem religijnym. Chodziło im nie o wiarę, ale o to, że zasady
        chrześcijańskie nie znajdowały odzwierciedlania w ich życiu. W domu był nakaz
        cotygodniowego chodzenia do kościoła, lecz rodzina w ogóle ze sobą nie
        rozmawiała. Kolejną sprawą jest bunt wobec popkultury i potrzeba wyraźnego
        podziału na to, co męskie, i na to, co żeńskie.

        Odnoszę wrażenie, że bohaterki reportażu przeszły pranie mózgu. Zachowują się
        jak ktoś, kto właśnie odnalazł się w sekcie.

        - Te dziewczyny miały zawsze dużą potrzebę religijnych doświadczeń. Zmieniły
        wiarę, bo w katolicyzmie nie znalazły oparcia. Wiele z nich należało przed
        konwersją do różnych ruchów katolickich i było bardzo zaangażowanych w sprawy
        Kościoła. Nie odnoszę jednak wrażenia, że znalazły się teraz w sekcie. Są
        ciepło przyjmowane, otrzymują wsparcie. I to nie tylko duchowe. Gdy jedna z
        nich miała kłopoty mieszkaniowe, inne natychmiast się skrzyknęły i próbowały
        jej pomóc. Mają swoje fora internetowe, na których radzą sobie, co zrobić z
        kłopotliwym mężem. Nie ma jednak mowy o indoktrynacji. Żadna z nich, mimo że
        jestem im życzliwa, na tyle na ile badacz może być życzliwy, nigdy nie
        nakłaniała mnie do przejścia na islam.

        Jaka jest aktywność misyjna muzułmanów? W jaki sposób zdobywają nowych
        wyznawców?

        - Nie przejawiają nadmiernej aktywności. Często konwertyci przyznają się, że to
        sami szukali kontaktu z islamem. Zaczynali od książek na jego temat.
        Zainteresowanie islamem jest ogromne. Prowadzę zajęcia z ideologii dżihadu i
        sztuki islamu. Przychodzi na nie bardzo wiele osób. W większości są to
        dziewczyny.

        Czy tym świeżo nawróconym dziewczynom nie przeszkadza to, że islam kojarzony
        jest z międzynarodowym terroryzmem?

        - Bardzo. Wszędzie gdzie tylko mogą, podkreślają, że nie są terrorystkami i że
        islam nie jest religią terroru. Ich zdaniem islam został wykorzystany do
        politycznych celów. W mediach islam przedstawiany jest jako religia łamiąca
        prawa kobiety i wyznanie samobójców. W tym trudnym kontekście pojawiają się
        konwertyci. Ilu ich jest? Gminy muzułmańskie nie prowadzą takich statystyk.
        Najczęściej badacze podają, że miesięcznie 25 Polaków porzuca chrześcijaństwo
        na rzecz islamu.

        Czym innym jest jednak bycie muzułmanką w Polsce, a czym innym bycie muzułmanką
        w krajach arabskich. Nie wierzę, że ten idealny islam, jaki wyznają bohaterki
        reportażu, pozwalałby im na taką niezależność poza granicami Europy.

        - Wszystko zależy od kraju. W Kazachstanie, Uzbekistanie, Tunezji lub Sierra
        Leone muzułmanki robią, co chcą. Ale są też takie kraje, w których sytuacja
        muzułmanek jest dużo trudniejsza - np. Arabia Saudyjska i Iran. Tamtejsze
        muzułmanki muszą walczyć o swoje prawa, które, paradoksalnie, często wynikają z
        Koranu, ale im nie zostały dane. W Arabii Saudyjskiej. dopiero niedawno kobiety
        otrzymały prawo posiadania dowodu osobistego. W tych krajach z pewnością nasze
        konwertytki nie miałyby wolności w europejskim rozumieniu. Pojawia się jednak
        pytanie, czy one chcą tej wolności. Niekoniecznie jest im ona do szczęścia
        potrzebna.

        * Aleksandra Łojek-Magdziarz - absolwentka iranistyki UJ. Swoją pracę
        magisterską poświęciła irańskiemu prawu karnemu. Przetłumaczyła książkę J.
        Jansena "Podwójna natura fundamentalizmu islamskiego". W Katedrze Porównawczych
        Badań Cywilizacji UJ prowadzi autorskie kursy "Ideologia dżihadu", "Sztuki
        islamu". Na socjologii UJ pisze pracę doktorską "Sunnicki dżihad - obrona
        islamu przed westernizacją i penetracją Zachodu".

      • Piątek, 29 czerwca 2007

        Małżeństwo fałszowało wnioski wizowe dla obcokrajowców
        wp.pl, PAP

        Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze skierowała do sądu akt oskarżenia
        przeciwko 38-letniemu obywatelowi Egiptu, który wraz ze swoją polską żoną -
        również oskarżoną - kierował procederem podrabiania wniosków o wydanie wiz dla
        obcokrajowców pochodzenia arabskiego - poinformowano w zielonogórskiej
        prokuraturze okręgowej.


        W toku śledztwa ustalono, że oskarżony obywatel Egiptu nielegalnie dostał się
        do Polski i mieszkał w Krośnie Odrzańskim (Lubuskie), gdzie poznał 38-letnią
        kobietę, z którą się ożenił. Wspólnie rozpoczęli przestępczy proceder.
        Małżeństwo sprowadzało do Polski obcokrajowców, głównie obywateli Egiptu, i
        umożliwiało im przedostanie się do Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej.




        REKLAMA Czytaj dalej





        Proceder polegał na tym, że 38-latek podrabiał wnioski o wydanie wiz tak, by
        wyglądały one na wnioski sporządzone przez rzekome polskie małżonki
        cudzoziemców. Kobiety - prawdopodobnie za opłatą - godziły się na to i
        udostępniały swoje dane. Pochodziły z terenu województw: lubuskiego i
        dolnośląskiego. Sfałszowane wnioski i akty stanu cywilnego następnie wysyłane
        były do Ambasady RP w Kairze. Takie dokumenty stanowiły podstawę dla wydania
        wizy wjazdowej do naszego kraju.

        Sprawę wykryli funkcjonariusze lubuskiej Straży Granicznej. Śledztwo przejęła
        Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze.

        Egipcjaninowi i jego polskiej żonie grozi do 5 lat pozbawienia wolności. (js)

      • Arabski szejk odchudza się w Ustroniu
        Ewa Furtak
        2008-05-29, gazeta wyb.

        W jednym z beskidzkich domów wczasowych w Ustroniu przebywa Abdullah Fahd,
        członek rodziny królewskiej z Rijadu
        O tym, że mają u siebie takiego znamienitego gościa, mieszkańcy Ustronia
        usłyszeli w czwartek w radiu RMF FM. Wieść błyskawicznie się rozniosła. Ludzie
        zaczęli się zastanawiać, w którym hotelu szejk się zatrzymał i pierwsze
        podejrzenia padły na luksusowy pięciogwiazdkowy hotel Belweder. Tyle że tam, jak
        się okazało, nikt szejka nie widział.

        - Do jednej z "piramid" przez kilka lat przyjeżdżał mężczyzna w turbanie na
        głowie. Może to on? - zastanawiał się jeden z ustrońskich masażystów. - Tylko w
        radiu mówili, że szejk kąpie się w basenie. Hotel, o którym myślałem, basenu nie
        ma - poprawił się szybko.

        A może hotel Diament? Kiedyś byle jaki, a teraz pięknie odnowiony, oferujący
        zabiegi SPA? To także było pudło. Mieszkańcy zaczęli więc przypuszczać, że to
        chyba jakaś plotka. - Dzwoniłem do koleżanki, która pracuje w recepcji w jednej
        z "piramid". Jak powiedziałem o szejku, zapytała, ile wypiłem - opowiada Konrad
        Cieślar, mieszkaniec Ustronia.

        Jak się wreszcie okazało, szejk, i owszem, zjawił się w Ustroniu, tyle że w
        niedużym domu wczasowym. Abdullah Fahd będzie się tam odchudzał
        najprawdopodobniej do początku przyszłego tygodnia. Szejk stosuje dietę dr.
        Marka Bardadyna, znanego specjalisty od diet i odchudzania.

        - Moja dieta jest dosyć popularna w krajach arabskich. Nie miałem teraz czasu na
        wyjazd do Rijadu, więc zaprosiłem pacjenta do Polski. Wybraliśmy Ustroń, bo
        tutaj jest jeden z ośrodków, który ma licencję na stosowanie mojej diety -
        tłumaczy dr Bardadyn.

        W beskidzkich kurortach arabski szejk to na razie sensacja. Tymczasem u
        sąsiadów, na Zaolziu, w uzdrowisku Darków koło Karwiny, kuracjusze z krajów
        arabskich to codzienność. Uzdrowisko ma nawet stronę internetową w arabskiej
        wersji językowej. - Goście z Arabii Saudyjskiej zaczęli przyjeżdżać tu już na
        początku lat 90. zeszłego wieku. Przyjeżdżają całymi rodzinami. Pisałam o nich
        wiele razy - opowiada Martyna Radłowska-Obrusnik, dziennikarka z "Głosu Ludu",
        wydawanej w Czechach gazety Polaków.

        Źródło: Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała

        miasta.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,5260069,Arabski_szejk_odchudza_sie_w_Ustroniu.html
    • 17.01.04, 21:22
      Imam, który radził, jak bić żony, by nie zostawiać śladów, skazany


      Mohamed Kamal Mustafa, imam i autor kontrowersyjnej książki - poradnika
      mówiącego, jak islamscy mężowie mają bić swe nieposłuszne żony, by nie
      zostawiać śladów, został skazany przez sąd w Barcelonie na 15 miesięcy więzienia

      Jak podała sieć BBC, Mustafa nie pójdzie jednak za kratki, gdyż hiszpańskie
      prawo przewiduje, że wyroki poniżej dwóch lat ulegają zawieszeniu. Zapłaci
      jednak karę w wysokości 2160 euro. W czasie swego procesu imam zawiadujący
      meczetem w leżącym na południu Hiszpanii mieście Fuengirola bronił się, mówiąc,
      że interpretował tylko zapisy Koranu. Innego zdania były jednak organizacje
      kobiece z Hiszpanii i sędzia.

      Oburzenie organizacji obrony praw kobiet wywołała opublikowana w 2000 roku
      książka Mustafy "Kobiety w islamie". Znalazł się tam następujący passus
      dotyczący karania nieposłusznych żon: "Razy powinny być skoncentrowane na
      rękach i stopach, a wymierzone rózgą cienką i lekką, tak aby na ciele nie
      pozostały blizny czy też siniaki". Książka, która rozeszła się w 3 tys.
      egzemplarzy, została usunięta z muzułmańskich ośrodków kulturowych w całej
      Hiszpanii.


      źródło: gazeta.pl, jap 14-01-2004
      • Sąd jej nie uwierzył, bo była za dobrze ubrana

        Pewien Marokańczyk został uwolniony od zarzutów znęcania się nad żoną, ponieważ
        sąd uznał, że kobieta była zbyt dobrze ubrana jak na ofiarę przemocy domowej.

        Hiszpański sędzia powiedział, że podczas kolejnych rozpraw kobieta miała zawsze
        inną sukienkę, pierścionki, bransolety i kolczyki, co w ogóle nie pasuje do
        wizerunku osoby, która miesiącami cierpiała z powodu agresji męża.

        22-letnia Marokanka zeznała, że do małżeństwa zmusiła ją rodzina, gdy miała 17
        lat. Gdy mąż zaczął ją bić, uciekła od niego i zamieszkała w domu dla samotnych
        matek.

        Na dowód pokazała sędziemu wyniki obdukcji lekarskich z tamtego czasu. Ten
        jednak nie dał im wiary i uznał, że kobieta zbyt dobrze się wyraża i nie
        wygląda na osobę zastraszaną i maltretowaną.

        Marokańczyk został więc oczyszczony ze wszelkich zarzutów.

        Kobiece organizacje w Hiszpanii zapowiedziały apelację wyroku. Przedstawicielka
        jednej z nich powiedziała, że to kolejny przykład męskiego szowinizmu, który
        każe niektórym sędziom uważać, że ofiara przemocy domowej powinna być biednie
        ubrana, głupia i milczeć.

        źródło: onet.pl 2004-01-25
      • Hiszpania oskarżona o naruszenie marokańskiej strefy powietrznej


        O pogwałcenie marokańskiej strefy powietrznej oskarżył Hiszpanię w sobotę rząd
        w Rabacie. Zdaniem Maroka hiszpańskie odrzutowce wojskowe przeleciały w
        czwartek 5 lutego nad północno-wschodnią prowincją Nador, zaledwie kilka
        kilometrów od Melilli - hiszpańskiej enklawy na kontynencie afrykańskim. Madryt
        tłumaczy, że nielegalny lot odbyły nieuzbrojone samoloty szkoleniowe, zaś
        zmiana kursu była spowodowana bardzo niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.
        Od czasu poważnego kryzysu sprzed dwóch lat związanego ze statusem
        niezamieszkałej wysepki Perejil Hiszpania i Maroko dążą do unormowania
        kontaktów dyplomatycznych.

        źródło: gazeta.pl, jan 08-02-2004
      • Powrót hiszpańskiego taliba

        Hiszpanie wysłali w czwartek samolot wojskowy do amerykańskiej bazy Guantanamo
        na Kubie po "hiszpańskiego taliba" - schwytanego podczas wojny w Afganistanie
        Hameda Abderrahmana Ahmeda, pochodzącego z hiszpańskiej enklawy Ceuta w
        północnym Maroku. W Hiszpanii stanie on przed sędzią Baltazarem Garzonem, który
        oskarżył go o przynależność do organizacji terrorystycznej. Wśród 660 więźniów
        Guantanamo jest 21 Europejczyków. W ciągu dwóch lat funkcjonowania więzienia
        Amerykanie przekazali do innych krajów 87 zatrzymanych


        źródło: gazeta.pl, rps 12-02-2004
    • 30.01.04, 17:16
      Niemiecki front islamski

      Muzułmańscy ochotnicy z Niemiec walczą dziś z Rosjanami w Czeczenii i
      Amerykanami w Iraku. Jutro mogą uderzyć w Berlinie, Monachium albo Hamburgu.


      Gdy po tragicznych atakach na World Trade Center i Pentagon wyszo na jaw, że
      trzej piloci samobójcy - Mohammed Atta, Marwan al Szehhi i Ziad Dżarrahi -
      przez długi czas mieszkali jako studenci w Hamburgu, niemieccy politycy
      pospieszyli z zapewnieniem, że pozostali przy życiu współpracownicy zamachowców
      zostaną surowo osądzeni.
      Początkowo wszystko szło dobrze. Marokańczycy Mounir al Motassadeq i Abdelghani
      Mzoudi, domniemani członkowie terrorystycznej siatki, zostali ujęci i
      postawieni przed hamburskim sądem. Nie przyznawali się do winy, ale i nie
      wypierali przyjaźni z Attą. Gdy w lutym ubiegłego roku Motassadeq skazany
      został w pierwszej instancji na 15 lat więzienia, nic nie zapowiadało sensacji.
      Wybuchła jednak w grudniu, gdy z braku dowodów z aresztu zwolniony został
      Mzoudi. Teraz odpowiada z wolnej stopy i czeka na wyrok, który ma zostać
      ogłoszony 22 stycznia. Niestety, może dojść do kompromitacji prokuratury, która
      żąda dla Mzoudiego 15 lat więzienia, ale ma słabe argumenty. Mzoudi zaś liczy
      na uniewinnienie. Zdążył już nawet złożyć wniosek o... azyl polityczny w
      Niemczech. Twierdzi, że ojczyste Maroko może go wydać Amerykanom.
      Niezależnie od wyroku proces domniemanych towarzyszy Mohammeda Atty nie
      zakończy problemu islamistów w Niemczech. Wręcz przeciwnie - walka z nimi
      dopiero się zaczęła. Policja i służby bezpieczeństwa uważają, że wśród 4,1 mln
      muzułmańskich imigrantów w RFN działa nadal wiele radykalnych organizacji.
      Przeciwko tym, które nawołują do terroru, podjęto zdecydowane kroki.
      O świcie 11 grudnia ponad 5 tys. policjantów ruszyło do akcji. W siedmiu
      landach rozpoczęła się wielka obława na członków organizacji Państwo Kalifatu.
      W Wiesbaden, Kolonii, Ingolstadt rekwirowano materiały propagandowe, ulotki i
      broń. Nie ma wątpliwości: grupa wzywa do wojny z Zachodem i chce obalić
      demokratyczny rząd Turcji.
      Państwo Kalifatu to jedno z wielu ugrupowań terrorystycznych, które znalazły w
      Niemczech bezpieczną przystań. Po zamachach w Nowym Jorku organizacja została
      zdelegalizowana, ale nie skapitulowała. Prawie dwa tysiące jej członków
      prowadziło podziemne akcje propagandowe w meczetach. Planowali zamachy na
      obiekty publiczne.

      Analitycy służby bezpieczeństwa szacują, że wśród niemieckich muzułmanów jest
      ok. 30 tys. radykalnych islamistów działających w setkach małych organizacji. A
      wspólnoty muzułmańskie, które dobrze znają islamskie środowiska i mogłyby pomóc
      w wyłapywaniu groźnych radykałów, nie są chętne do współpracy z niemiecką
      policją. Pod specjalny numer telefonu, gdzie można zostawić informacje o
      terrorystach, nie zadzwonił jeszcze nikt.
      Muzułmanów do współpracy z władzami zniechęca przekonanie o wrogości części
      Niemców do imigrantów z Turcji i państw arabskich. Jako potwierdzenie tych
      nastrojów odbierane są informacje o atakach faszyzujących grup na azylantów i
      imigrantów.
      Od ataku na World Trade Center policja wzmocniła środki bezpieczeństwa w
      pobliżu "wrażliwych" obiektów, takich jak ambasady. Powoli za kratki wędrują
      też najgroźniejsi terroryści. W Dortmundzie uwięziono Shadiego Mustafę Abdallę,
      27-letniego Palestyńczyka z Jordanii, członka islamistycznej organizacji Al
      Tawahid (Jedność Wierzących). Spędzi on w więzieniu tylko cztery lata, bo
      zdecydował się współpracować z policją. Ma zeznawać przeciw trzem dawnym
      kompanom w procesie, który powinien ruszyć wiosną przyszłego roku.
      Życiorys Abdalli pokazuje, że do terrorystycznych organizacji niekoniecznie
      trafiają zaślepieni fanatycy. Abdalla żył w Niemczech z zasiłków, trwonionych
      na alkohol i narkotyki. Zmienił się, gdy nawiązał kontakt z islamską grupą,
      która nawróciła go na "właściwą drogę". Inni niemieccy rekruci "świętej wojny"
      są podobni: młodzi, biedni i przeżywają życiowe trudności.
      Al Tawahid wyłapuje takich ludzi i zachęca do współpracy. Daje pieniądze i
      funduje wyjazdy za granicę na szkolenia. Być może współpracuje z al-Kaidą, ale
      nie zostało to udowodnione. W zeszłym roku niemiecka komórka Al Tawahid
      planowała zamachy na siedzibę gminy żydowskiej w Berlinie oraz na dyskotekę i
      kawiarnię w Düsseldorfie. Z planów nic nie wyszło, bo - jak przyznała policja -
      niedoszli zamachowcy byli nieudolni.

      28 listopada zatrzymano w Hamburgu 30-letniego Marokańczyka, któremu postawiono
      zarzut planowania zamachów na amerykańskie wojska stacjonujące w Iraku. Miał on
      współpracować z islamską grupą działającą we Włoszech. Kilka dni później na
      dworcu kolejowym w Monachium aresztowano mężczyznę podejrzewanego o
      przynależność do radykalnej muzułmańskiej organizacji Ansar el Islam, której
      przypisuje się krwawy zamach na kwaterę ONZ w Bagdadzie.
      Utworzona krótko przed zamachami z 11 września, zrzesza radykalnych Kurdów
      pochodzących z północnego Iraku. Jej przywódca, mułła Krekar, znał podobno
      osobiście lidera al-Kaidy Osamę bin Ladena i ślubował mu prowadzenie na całym
      świecie "świętej wojny". Od tego czasu grupa rozrosła się. Dziś liczy około
      tysiąca aktywnych członków,
      z czego mniej więcej stu przebywa w Niemczech, czekając w uśpieniu na rozkazy.
      W przeddzień sylwestra to właśnie oni byli sprawcami wielkiego zamieszania. Na
      wiele godzin opancerzone pojazdy policyjne zablokowały drogi dojazdowe do
      wojskowego szpitala w Hamburgu. W okolicy zaroiło się od uzbrojonych
      funkcjonariuszy, legitymowano przechodniów i przeszukiwano ich torby. Powód?
      Pojawiły się ostrzeżenia - dostarczone ponoć m. in. przez CIA - przed atakami
      islamskich terrorystów z Ansar el Islam. Zamachowcy-samobójcy chcieli podobno
      zdetonować umieszczone w samochodach bomby, wybierając za cele hamburski
      szpital Bundeswehry oraz bazę lotniczą amerykańskiej armii położoną w pobliżu
      Frankfurtu nad Menem.
      Wśród zagrożonych obiektów wymieniano również niemieckie elektrownie atomowe.
      Skończyło się na alarmie, ale według danych zgromadzonych przez wywiad wielu
      islamistów ciągle czeka na rozkazy. Inni wyjeżdżają za granicę pomagać swoim
      pobratymcom. Jeszcze kilka lat temu pomagali Czeczenom w walce z Rosjanami. Po
      powrocie stawali się bohaterami dla współwyznawców. Obecnie nowym poligonem
      stał się dla nich Irak. Agenci tajnych służb starają się mieć pod kontrolą
      strumień podążających tam muzułmanów, ale - zgodnie z prawem - nie mogą nikomu
      zabronić wyjazdu. Nie wiadomo, kto chce tylko odwiedzić rodzinne strony, a kto
      myśli o przyłączeniu się do "świętej wojny". Albo kto dopiero na miejscu
      podejmie decyzję.

      To jednak nie ci, którzy wyjeżdżają, są największym zmartwieniem Niemców. - Na
      razie rozkaz brzmi: wyruszajcie do Iraku. Ale co zrobi niemiecki muzułmanin,
      gdy usłyszy rozkaz: zrób coś w Niemczech? - pyta retorycznie minister spraw
      wewnętrznych Bawarii Günther Beckstein.
      Beckstein ostrzega, że terroryści są coraz bliżej granic Niemiec. Ostatnio
      uderzyli na Stambuł. Nie ma pewności, że następny nie będzie Berlin. Niemieckie
      media przypominają jednak: terroryści nie muszą do nas przyjeżdżać. Mamy ich na
      miejscu.
      Ostatnio w jednym z meczetów na południu Niemiec wdowa po poległym w Czeczenii
      mężu opowiadała, jak dumna jest, że żyła z prawdziwym męczennikiem.
      Zapowiedziała, że teraz pośle na wojnę syna. Tłum słuchał w milczeniu. Po
      chwili rozległy się brawa.



      Filip Gańczak

      Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 04/04 na stronie 50

      • Zakaz noszenia chust dyskutowany w Niemczech


        Gazeta.pl > Świat > Ostatnio w Niemczech Sobota, 14 lutego 2004




        Zakaz noszenia chust dyskutowany w Niemczech



        ZOBACZ TAKŻE


        • Francja bez chust i krzyży (10-02-04, 17:18)







        tobi 11-02-2004, ostatnia aktualizacja 11-02-2004 17:14

        Zakaz noszenia muzułmańskich chust przez pracowników państwowych i
        samorządowych w Hesji zaproponowali rządzący w tym landzie chadecy. W trzech
        innych niemieckich landach dyskutuje się zasadność zakazu noszenia chust przez
        nauczycielki podczas prowadzenia lekcji. W Niemczech mieszka 3,5 mln
        muzułmanów, głównie Turków.


        źródło: gazeta.pl, tobi 11-02-2004
      • Niemcy wydaliły Libańczyka organizatora szczytu islamistów

        Niemcy deportowały w sobotę Libańczyka, który jest jednym z organizatorów
        Pierwszego Arabsko-Islamskiego Kongresu w Europie, zapowiedzianego na początek
        października w Berlinie. Niemieckie MSW zapewnia, że zrobi wszystko, by nie
        dopuścić do przeprowadzenia imprezy, gdyż jego zdaniem ma ona służyć
        propagandzie islamskiego fundamentalizmu i terroryzmu. Według organizatorów
        kongres ma mobilizować Arabów i muzułmanów do "walki przeciwko hegemonii i
        okupacji amerykańsko-syjonistycznej". Niemieckie konsulaty mają odmawiać wiz
        cudzoziemcom, którzy jako cel podróży podadzą udział w kongresie. 42-letniemu
        Libańczykowi Fadiemu Madi cofnięto wizę pobytową w Berlinie, gdyż niemiecka
        prokuratura federalna prowadzi przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem
        członkostwa w "podejrzanych organizacjach".

        źródło: gazeta.pl, afp, anr 19-09-2004
        • W Berlinie nie będzie zlotu islamistów

          Pierwszy Arabsko-Islamski Kongres w Europie zakazany. Władze Berlina zabroniły
          wczoraj przeprowadzenia tej imprezy, zapowiedzianej na początek października.
          Na internetowej stronie kongresu wzywano do "oporu przeciwko amerykańsko-
          syjonistycznemu terrorowi i okupacji". Według władz Berlina można to rozumieć
          jako poparcie dla samobójczych zamachów terrorystycznych przeciwko USA i
          Izraelowi, a takiej propagandy państwo nie może tolerować. W sobotę wydalono z
          Niemiec Libańczyka Fadiego Madi, jednego z organizatorów imprezy. Drugi z
          organizatorów Gabriel Daher, też z Libanu, oświadczył w niemieckim radiu, że
          rezygnuje z prac przygotowawczych do imprezy.

          źródło: gazeta.pl, afp, ap, anr 20-09-2004
          • Kolejny nieco tendencyjny artykuł na onecie "Niewolnice Koranu" głównie o życiu
            Turczynek w Niemczech. Chciaż ma też momenty ciekawsze: "Gdybym pozostała w
            Turcji – marzy czasami. – Tam ludzie żyją o wiele nowocześniej niż my tu, w
            Niemczech. Chodzą do dyskotek, wychodzą na dwór. Nie chciała wierzyć własnym
            oczom, gdy po raz pierwszy zobaczyła na plaży w Alanyi Turczynki w seksownych
            bikini – przedstawicielki liberalnej średniej i górnej klasy społecznej, które
            nie opuściły swego kraju."
            "Tego rodzaju wypaczenia mają niewiele wspólnego z islamem. – Przed kilkoma
            laty nie szukano uzasadnień w Koranie dla podobnych reguł zachowań – twierdzi
            badacz islamu Ghadban, jednak jest coraz częstszą praktyką przedstawianie tych
            reguł jako danych przez Boga: „Kultura patriarchatu wykorzystuje religię, aby
            trzymać kobiety w posłuszeństwie”.
      • PAP, MFi /2005-06-18 00:06:00

        Kompromisowy kostium kąpielowy dla małej muzułmanki



        Sąd w Hamburgu uznał, że dziewięcioletnia muzułmańska dziewczynka, której
        rodzice pochodzą z Pakistanu, może i powinna uczęszczać na organizowane przez
        szkołę lekcje pływania.

        Z kolei szkoła nie powinna protestować przeciwko noszeniu przez tę uczennicę
        zakrywającego całe ciało kostiumu kąpielowego.

        Taki kostium okazał się kompromisowym rozwiązaniem. Wcześniej hamburski sąd
        uznał rację szkoły, która obstawała przy udziale muzułmańskiej uczennicy w
        nauce pływania. Rodzice nie posyłali małej na basen, twierdząc, że byłaby tam
        zmuszana do "grzesznego postępowania".
      • Saudyjczyk chce kupić dom Papieża

        IAR; 2005-09-24

        Wciąż nie został sprzedany dom w Marktl w Bawarii, gdzie w 1927 roku urodził
        Josef Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI. Właścicielka domu wystawiła go na
        aukcję, tłumacząc, że jej prywatność zakłócają tłumy turystów.


        Aukcja zakończyła się miesiąc temu, ale transakcji jeszcze nie sfinalizowano.
        Właścicielka rodzinnego domu Josefa Ratzingera Claudia Dandl spośród 30
        chętnych wybrała sześciu. Prowadzi z nimi rozmowy, bo - jak zapewnia - nie
        chodzi jej o uzyskanie najwyższej ceny, lecz o to, by dom znalazł się we
        właściwych rękach. Podkreśla, że ważne jest, jak nowy posiadacz ma zamiar
        użytkować budynek.



        Wśród sześciu potencjalnych kupców są szejk z Arabii Saudyjskiej, osoba
        prywatna ze Stanów Zjednoczonych oraz "szacowna rodzina z Niemiec". Oferują od
        2 do 5 milionów euro. Dom pochodzi z 1745 roku. Rzeczniczka właścicielki
        ocenia, że pertraktacje zakończą się najwcześniej za dwa tygodnie.
      • onet.pl, IAR, MFi /14.01.2007 06:32

        Coraz więcej Niemców przechodzi na islam

        Coraz więcej Niemców przechodzi na islam. Jak podał tygodnik "Der Spiegel" w
        internetowym wydaniu, od lipca 2004 do czerwca 2005 r. religię muzułmańską
        przyjęły cztery tysiące obywateli Niemiec.
        Oznacza to czterokrotny wzrost w porównaniu z okresem poprzednich 12 miesięcy.

        "Der Spiegel" powołuje się na studium opracowane przez Centrum Islamskie w
        Soest. Badania sfinansowało federalne ministerstwo spraw wewnętrznych.REKLAMA
        Czytaj dalej

        O ile jeszcze przed kilku laty na islam przechodziły głównie kobiety, które
        wychodziły za mąż za muzułmanów, o tyle w badanym okresie motywacje nowych
        wyznawców islamu były różne. Salim Abdullah z Centrum Islamskiego podkreśla, że
        większość z nich podejmuje taką decyzję z własnej woli.

        Zdaniem berlińskiego imama Mohammeda Herzoga, wiele osób, które przyjmują
        islam, to chrześcijanie rozczarowani swoim wyznaniem. Natomiast socjolog
        religii Monika Wohlrab-Sahr wskazuje, że często motywacją jest poszukiwanie
        nowych przeżyć. "Ludzie chcą się odróżniać, stąd zainteresowanie islamem" -
        powiedziała tygodnikowi "Der Spiegel" pani socjolog.

        W Niemczech mieszkają ponad 3 miliony muzułmanów.
      • Amerykańska armia urządza casting na Irakijczyków

        gazeta.pl, Christian Fuchs, Der Spiegel

        2007-02-16

        Amerykańska armia poszukuje w Niemczech 600 Arabów, którzy zechcieliby odegrać
        rolę Irakijczyków podczas ćwiczeń wojskowych w tzw. Mini Iraku w sercu Bawarii.
        Dzięki symulacji warunków panujących w Iraku żołnierze amerykańscy mają nauczyć
        się obcowania z ludźmi z arabskiego kręgu kulturowego oraz szacunku do
        miejscowych przywódców.


        Przedpołudnie na Nestorstraße w Berlinie. Budynek z niebieskiego szkła
        naprzeciwko stacji kontroli pojazdów. Drogę na drugie piętro wskazują tablice
        informacyjne z napisem: "Casting/Info Statisten" (casting/spotkanie informacyjne
        dla statystów). W pustym, pomalowanym na biało pomieszczeniu siedzi 29 mężczyzn
        i 2 kobiety arabskiego pochodzenia. Z przodu stoi wysoki chudy Niemiec, który
        monotonnym głosem werbuje muzułmanów zebranych w sali do specjalnej pracy dla
        amerykańskiej armii.

        Na samym początku pyta: "Czy mają Państwo coś przeciwko współpracy z
        Amerykanami?". Niektórzy zainteresowani odpowiadają na to pytanie opuszczając
        salę. - Mogą Państwo wyjść w każdej chwili - woła nieco bezradnie Niemiec.

        Armia USA poszukuje obecnie 600 statystów mówiących po arabsku - m. in. poprzez
        ogłoszenia w berlińskiej bulwarówce "B.Z.", w których zaprasza do udziału w
        castingu w sprawie pracy. Tego typu spotkania odbywają się obecnie w wielu
        dużych miastach na terenie Niemiec.

        W dniach od 20 marca do 11 kwietnia amerykańska armia chce przeprowadzić
        symulację sytuacji w Iraku i potrzebuje do tego realistycznych warunków.
        Arabowie mają przez trzy tygodnie bez przerwy mieszkać w Combat Maneuver
        Training Center (wojskowy ośrodek szkoleniowy) w Hohenfels, położonym w Górnym
        Palatynacie w samym środku Bawarii, między Norymbergą i Regensburgiem.

        Fragment filmu "Weltverbesserer auf dem Schlachtfeld" ("Naprawiacz świata na
        polu bitwy") w reżyserii Teresiny Moscatiello przedstawia sceny, które zostały
        nakręcone w Hohenfels w 2003 roku podczas ćwiczeń symulujących sytuację w Iraku.

        Na wojskowym poligonie o powierzchni 16 tys. hektarów znajduje się dziesięć
        sztucznie założonych wsi, gdzie często odbywały się już takie symulacje. -
        Statyści mają przez 24 godziny na dobę ogrywać rolę Irakijczyków - mówi
        mężczyzna przeprowadzający casting w Berlinie. Kobiety muszą nosić na głowach
        muzułmańskie chusty, mężczyźni turbany. W obrębie poligonu znajduje się meczet,
        dom publiczny, wiele baraków i obiektów noclegowych dla "cywilów na polu bitwy"
        ("Civilians on the Battlefield (COB)") - jak w wojskowym żargonie nazywa się
        statystów.

        Ich zadaniem będzie udawanie: burmistrza, terrorystów, kobiet w ciąży,
        handlarzy. Amerykańskie jednostki wojskowe mają wypełniać podczas ćwiczeń
        określone zadania. Główne zadanie cywilów będzie polegać na nierozumieniu
        amerykańskich żołnierzy.

        Mini-Irak w sercu Bawarii

        W styczniu George Bush ogłosił nową strategię dla Iraku, w myśl której
        odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju ma być w coraz większym stopniu
        przekazywana Irakijczykom. Ponadto Bush chce wysłać do Bagdadu kolejnych 21,5
        tys. żołnierzy.

        Właśnie to ostatnie działanie ma na celu "ponowne przejęcie kontroli nad
        miastem, także w obliczu wojny domowej" - taką opinię w sprawie wyraża Benjamin
        Schreer, ekspert z grupy badawczej ds. polityki bezpieczeństwa w Stiftung
        Wissenschaft und Politik (Fundacja Nauka i Polityka). - Szczególnie trudne
        będzie przejęcie kontroli nad większymi grupami osób w obcym kulturowo
        środowisku miejskim. Zamachowcy często strzelają do amerykańskich wojsk z tłumu.
        Żołnierze będą ćwiczyć ze statystami właśnie na wypadek takich sytuacji. - W
        jednym ze scenariuszy 150 osób będzie odgrywać masową demonstrację - mówi
        mężczyzna, który rekrutuje statystów w Berlinie.

        Ponadto żołnierze mają być szkoleni, jak postępować z Arabami. Zostaną nauczeni
        zasad współżycia społecznego i szacunku. Przed odbyciem takich ćwiczeń wielu z
        nich po prostu nie wiedziałoby, jak mają się zachowywać w obcej kulturze. Nic
        dziwnego - większość amerykańskich żołnierzy w wieku 19-24 lat nigdy przedtem
        nie opuściła swojej ojczyzny. Klika tygodni po odbyciu szkolenia w obozie w
        Niemczech mają już walczyć w Iraku.

        Bernhard Bergbauer w 2003 roku uczestniczył we wcześniejszych ćwiczeniach w
        Hohenfels, symulujących sytuację w Iraku. W dokumentalnym filmie
        "Weltverbesserer auf dem Schlachtfeld" mówi o amerykańskich żołnierzach: -
        Podczas ćwiczeń mogli nauczyć się np. że do szejka nie mówi się: "I don't
        fucking care who you are!" ("Gówno mnie obchodzi, kim jesteś"), ale że trzeba go
        traktować z szacunkiem, bo to ważna osobistość, a także tego, że podczas
        demonstracji po prostu należy zachować spokój - mówi Bergbauer.

        Czasami jednak Bergbauer wątpi w sens takich szkoleń. - Kiedy słyszymy, że
        podczas demonstracji w Iraku zastrzelono trzech cywilów, nasuwa się pytanie, czy
        te ćwiczenia rzeczywiście coś dają - mówi Bergbauer.

        Dać się zastrzelić za 90 euro

        Po wstępie wygłoszonym przez prowadzącego rekrutację na berlińskiej Nestorstraße
        wywiązuje się dyskusja. Pewien Libańczyk chce wiedzieć, w jaki sposób chronieni
        są odtwórcy ról i czy ze względów bezpieczeństwa do uczestnictwa w szkoleniach
        zostanie dopuszczona prasa. - Kto nam zagwarantuje udzielenie pomocy w
        przypadku, gdy Amerykanie popełnią jakiś błąd? - krzyczy. - Co obchodzi Jankesów
        jakiś zabity Arab! Robi się niespokojnie. - Nie, żadne słowo na temat akcji nie
        przedostanie się na zewnątrz. Na poligonie nie będzie żadnych mediów -zapewnia
        niemiecki pracownik- Będą Państwo zatrudnieni w niemieckiej firmie. Obowiązują
        tu najwyższe środki bezpieczeństwa.

        Do tej chwili pomieszczenie opuściła już ponad połowa Arabów. Chcieli trafić do
        filmu, a ta oferta wcale nie wydaje im się kusząca - 21 dni spędzonych wśród
        granatów dymnych i oślepiających, zamaskowanych jeepów oraz helikopterów Black
        Hawk, dopóki nie zostanie się na niby zastrzelonym z karabinów na podczerwień.
        Niektóre symulacje trwają dziesięć godzin, inne całą dobę.

        Pensja dla wielu nie jest przekonująca. Za dzień pracy statysta otrzymuje 90
        euro. Kto wyjedzie przed upływem trzech tygodni, otrzyma jeszcze mniejszą kwotę.

        Palestyńczyka Mohamada Kaboulito to nie odstrasza. Jest jednym z kandydatów,
        którzy pozostali. - Będę wykonywać każdą pracę, którą dostanę - mówi asystent
        kupca. Jest bezrobotny, a musi zapewnić byt swojej rodzinie. 27-letni muzułmanin
        twierdzi, że do USA ma "normalny stosunek".

        Najpierw otrzymuje podstawowe informacje na temat pracy, potem musi wypełnić
        kwestionariusz oceny. Następnie zdaje test z języka niemieckiego i angielskiego.
        Później, w momencie podpisywania umowy, będzie musiał doręczyć zaświadczenie o
        niekaralności, wystawione przez policję, kartę ubezpieczenia społecznego, dowód
        ubezpieczenia zdrowotnego i kartę podatkową.

        Zbyt duże wymagania, zbyt wiele zastrzeżeń

        Casting w Berlinie jest organizowany przez firmę b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH,
        która realizuje publiczne zamówienie armii USA wraz z przedsiębiorstwem Detektei
        - Service und Sicherheit. b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH milczy na temat
        szczegółów swojej działalności, gdyż nie chce trafić na czołówki gazet, tak jak
        firma Optronic GmbH & Co, która organizowała castingi do 2005 roku. Od 1999 roku
        przedsiębiorstwo działało na zlecenie USA i nie wychodziło na tym źle. Dziennik
        "Taz" przypuszcza, że właściciel firmy, Hans-Werner Truppel, zwerbował w sumie
        ponad 3 tys. statystów do odgrywania ról na polu bitwy i otrzymywał za to od
        amerykańskiego wojska 10 mln euro rocznie. W 2002 roku próbował jednak
        nielegalnie przewieźć do Korei Północnej 22 tony bezszwowych rur aluminiowych do
        produkcji uranu nadającego się do tworzenia broni jądrowej. Po ponad rocznym
        pobycie w tymczasowym areszcie w maju 2004 roku Truppel został skazany na cztery
        lata pozbawienia wolności za naruszenie przepisów niemieckiej ustawy o obrocie
        towarowym z zagranicą i próbę
        • Casting w Berlinie jest organizowany przez firmę b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH,
          która realizuje publiczne zamówienie armii USA wraz z przedsiębiorstwem Detektei
          - Service und Sicherheit. b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH milczy na temat
          szczegółów swojej działalności, gdyż nie chce trafić na czołówki gazet, tak jak
          firma Optronic GmbH & Co, która organizowała castingi do 2005 roku. Od 1999 roku
          przedsiębiorstwo działało na zlecenie USA i nie wychodziło na tym źle. Dziennik
          "Taz" przypuszcza, że właściciel firmy, Hans-Werner Truppel, zwerbował w sumie
          ponad 3 tys. statystów do odgrywania ról na polu bitwy i otrzymywał za to od
          amerykańskiego wojska 10 mln euro rocznie. W 2002 roku próbował jednak
          nielegalnie przewieźć do Korei Północnej 22 tony bezszwowych rur aluminiowych do
          produkcji uranu nadającego się do tworzenia broni jądrowej. Po ponad rocznym
          pobycie w tymczasowym areszcie w maju 2004 roku Truppel został skazany na cztery
          lata pozbawienia wolności za naruszenie przepisów niemieckiej ustawy o obrocie
          towarowym z zagranicą i próbę wsparcia produkcji broni atomowej. W 2005 roku
          armia rozpisała nowy przetarg na zamówienie publiczne w zakresie organizacji
          castingów.

          Wojsko amerykańskie trenuje z muzułmańskimi statystami od 2003 roku. -
          Znalezienie ich w Niemczech wcale nie jest takie proste - mówi Timothey L. Good
          odpowiedzialny za proces rekrutacji "cywilów na polu bitwy". Mężczyzna
          rekrutujący statystów w Berlinie stwierdza również, że nie tylko wymagania
          stawiane aktorom-amatorom są zbyt wysokie, lecz także zastrzeżenia kandydatów
          wobec USA są zbyt duże.

          Dlatego w pustej sali na Nestorstraße pod koniec castingu siedzą już tylko
          cztery osoby zainteresowane pracą statysty.

          (C) 2007 Der Spiegel
      • 09.01.08, 10:04
        Muzulmanie w Niemczech sa slabo zintergowani, zreszta jak w wiekszosci krajow.
        Udzial w ciezkich przestepstwach mlodziezy arabskiej i turecjiej wynosci ponad
        70%,..a jest och zaledwioe 5% spolecznestwa.
        pielegnuja swoje tradycje i religie az do chorego poziomu zabijania corek, ktore
        nie chca nosci chust lub zyc jak uciemiezone muzulmani. To sporadyczne
        przypadki..ale w roku 2007 bylo ich prawie 60.
        Zmuszaja swoje dzieci do aranzowanych malzenstw z ludzmi. Czesto te osob to
        osoby z ich "rodzinnego" kraju, bez wyksztalcenia i znajomosci jezyka. Kobiety
        sprowadza sie po to zeby rodzily dzieci, siedzialy na socjalu itd. Mezczyzn, bo
        muzulmanin nie zgodzi si ena slub corki z nie-muzulmaninem. Wiec lepsze leniwy z
        wlasnego kraju niz pracowity niemiec. ITD..

        ale to bardzo ogolnie. Wiele osob (rowniez muzulmanow) odcina sie od tej masowej
        spolecznosci. zyja i pracuja jak kazdy opbywatel..tylko tych jest w porownaniu z
        "masowka" malo.

    • Brytyjski muzułmanin w Hamasie

      Brytyjski muzułmanin przeprowadził jeden z samobójczych zamachów w Tel Awiwie w
      2003 r. - wynika z kasety wideo upublicznionej przez palestyński Hamas. To
      pierwszy przypadek, kiedy Hamas posłużył się cudzoziemcem w walce z Izraelem.
      Zdaniem obserwatorów świadczy to o umiędzynarodowieniu tej organizacji, która
      próbuje się włączyć do "ogólnoświatowego starcia islamu z Zachodem". Wlk.
      Brytania już przed kilkoma miesiącami informowała, że jej obywatele działają w
      terrorystycznych organizacjach na terenie Izraela i Zachodniego Brzegu.

      źródło: gazeta.pl, tobi 09-03-2004
      • onet.pl, wenn /15.02 00:19


        Matka wybrała mu żonę, bo sam nie mógł się zdecydować

        Yusuf Islam poprosił swoją matkę o pomoc w wyborze kandydatki na żonę, ponieważ
        nie potrafił samodzielnie zdecydować, z kim spędzi resztę życia.
        Brytyjski artysta, który w 1978 roku pożegnał się z pseudonimem Cat Stevens i
        przeszedł na islam, zapewnia, że zawarte w 1979 roku małżeństwo z Fauzia
        Mubarak Ali nie było zaaranżowane przez rodziców, jednak matka rzeczywiście
        pomogła mu w wyborze żony.

        -Ludzie uważają, że moje małżeństwo zostało zaaranżowane, ponieważ
        uczestniczyła w tym moja matka. Prawda jest taka, że brałem pod uwagę dwie
        kobiety, z którymi się spotykałem. Przedstawiłem obie mojej matce i zapytałem
        ją o radę, po czym poszedłem za jej wskazówkami. Oczywiście to był również mój
        wybór, ale pozwoliłem, aby matka miała swój udział w mojej decyzji.
      • info.onet.pl, WENN, ML /27.04.07 00:16


        Brytyjskie zasiłki socjalne dla "haremów"

        Osiedlający się w Wielkiej Brytanii imigranci, którzy mają kilka żon, mogą
        pobierać na swoje "haremy" specjalne zasiłki socjalne - chociaż zgodnie z
        brytyjskim prawem bigamia jest przestępstwem karanym pozbawieniem wolności do
        lat 7.
        Zgodnie z zasadami islamu, muzułmanin może mieć nawet cztery żony, pod
        warunkiem, że będzie w stanie zapewnić każdej z nich godziwe życie.

        Chociaż w Wielkiej Brytanii bigamia jest nielegalna, imigranci, którzy zawarli
        związki małżeńskie w kraju, gdzie poligamia jest zgodna z prawem, mogą w pełni
        korzystać z brytyjskiego systemu świadczeń społecznych. Parlamentarzyści
        brytyjscy domagają się jak najszybszej zmiany przepisów i usunięcia
        rozbieżności.

      • Tydzień islamskich protestów przeciw Salmanowi Rushdiemu

        pit2007-06-23,

        Uliczne protesty, palenie flag, rezolucje w parlamentach, głosy potępienia ze
        strony rządów - tak świat islamu zareagował na przyznanie przez królową
        brytyjską tytuł szlacheckiego pisarzowi Salmanowi Rushdiemu.
        Choć od uroczystości nadania szlachectwa mignął już tydzień, nie milkną głosy
        oburzenia. Protestowano na ulicach miast Iranu, Pakistanu, Malezji i Kaszmiru.
        Wolny od pracy piątek dał okazję to nasilenia demonstracji. Po piątkowej
        modlitwie islamscy radykałowie wyszli na ulice głównych miast Pakistanu -
        Karachi, Lahore i Islamabadu. Uczestnicy liczących po kilka tysięcy osób
        manifestacji palili brytyjskie flagi i kukły przedstawiające Rushdiego

        Urodzony w Indiach Salman Rushdie naraził się muzułmanom w 1988 r. powieścią
        pt. "Szatańskie wersety". Zawarte w niej opisy życia proroka Mahometa część
        muzułmanów uznała za bluźniercze. Rok później duchowy przywódca Iranu ajatollah
        Chomeini wydał fatwę (klątwę) z wyrokiem śmierci na Rushdiego. W obawie o życie
        pisarz pozostawał w ukryciu przez dziesięć lat.

        Napięcie między Londynem i fanatykami islamskimi wzrosło w poniedziałek za
        sprawą wypowiedzi pakistańskiego ministra ds. religii Mohammeda Ejaz-ul-Haqa. -
        Jeśli ktoś popełnia zamachy samobójcze w obronie honoru proroka Mahometa, jego
        krok jest usprawiedliwiony - oświadczył podczas debaty parlamentarnej tuż przed
        jednogłośnym potępieniem przyznania pisarzowi tytułu szlacheckiego przez
        brytyjską królową. Słowa ministra spotkały się z potępieniem Londynu. Do
        protestu przyłączył się MSZ Francji.

        Rządy Iranu i Pakistanu wezwały w środę brytyjskich ambasadorów, żądając
        odebrania pisarzowi tytułu szlacheckiego. - Konsekwencje prowokacji, która
        rozgniewała muzułmanów, będą skierowane w brytyjską królową i rząd - groził
        irański przedstawiciel ds. kontaktów z Europą Ibrahim Rahimpour. Zapewnienia
        Brytyjczyków, że Rushdiego uhonorowano za dokonania literackie oraz że rząd
        brytyjski szanuje Islam, nikogo nie uspokoiły. - Obraźliwy, podejrzany i
        nieprzemyślany krok brytyjskiego rządu jest oczywistym znakiem islamofobii,
        która dogłębnie zraniła uczucia 1,5 mld muzułmanów - grzmiał Rahimpour. Wczoraj
        decyzję królowej potępił premier Pakistanu Shaukat Aziz. To najwyższy rangą
        polityk pakistański, który przyłączył się do protestów.

        Choć w 1998 r. irański rząd umiarkowanego prezydenta Mohammada Chatamiego
        oświadczył, że nie popiera już wyroku śmierci na pisarza, fatwa wciąż
        obowiązuje. Rok temu podtrzymał ją ajatollah Ali Chamenei. - Rushdie to
        renegat, którego zabicie znalazłoby w Islamie usprawiedliwienie - powiedział.

        W czwartek stowarzyszenie pakistańskich kupców obiecało dziesięć milionów
        rupii, czyli 165 tys. dolarów, za głowę pisarza. Nie przebili Irańskiej
        Fundacji Męczenników, która rok temu zaoferowała 2,8 mln dolarów.


        Źródło: Gazeta Wyborcza
      • ostrzegam: artykulik jest napisany w głupiutki sposób!

        onet.pl, PAP, JG / 11.07.2007

        Brytyjka poślubiła syna Osamy bin Ladena
        - 51-letnia Brytyjka Jane Felix-Browne została drugą żoną 27-letniego syna
        Osamy bin Ladena - Omara i ubiega się dla niego o wizę, by mógł odwiedzać
        Wielką Brytanię - poinformował brytyjski dziennik "Times".
        - Po prostu poślubiłam mężczyznę, którego spotkałam i w którym się zakochałam,
        dla mnie to po prostu Omar. Jego serce jest czyste, jest pobożny, spokojny,
        jest gentlemanem i moim największym przyjacielem - mówi w rozmowie z gazetą
        Jane Felix-Browne.

        - Byłoby miło, gdybym mogła jak każda inna mężatka powiedzieć, że to jest mój
        mąż, tak i tak się nazywa, lecz muszę być realistką. Mam tylko nadzieję, że
        ludzie nie będą mnie zbyt surowo oceniać. Poślubiłam syna, a nie ojca - dodaje.

        Jane Felix-Browne wyznaje, że ma świadomość, iż niektórzy ludzie będą wrogo
        nastawieni do jej małżeństwa.

        Pani Felix-Browne, która ma za sobą już pięć małżeństw, spotkała Omara we
        wrześniu w Egipcie. Bajeczny romans zaczął się, gdy młody bin Laden zobaczył
        Jane, jak jeździła konno niedaleko piramidy Cheopsa. Ślub wzięli w Egipcie i
        Arabii Saudyjskiej w obrządku islamskim i obecnie czekają na pozwolenie od
        władz w Rijadzie na legalizację związku. "Times" nie podaje, kiedy doszło do
        ślubu.

        Jak twierdzi panna młoda, "Omar jest wobec wszystkich ostrożny. Nieustannie
        obserwuje ludzi, którzy według niego mogą go śledzić. Nie bez powodu obawia się
        kamer. Jest synem Osamy. Ale kiedy jesteśmy razem, zapomina o bożym świecie".

        Pani Felix-Browne przyznaje, że poznała członków rodziny bin Ladena, kiedy
        mając 16 lat była żoną Saudyjczyka. Jak twierdzi, poznała Osamę bin Ladena w
        latach 70. na przyjęciu w Londynie.

        "Times" przypomina, że Omar bin Laden opuścił Arabię Saudyjską, gdy jego ojciec
        został stamtąd wydalony za ekstremistyczne poglądy. Żyjąc na wygnaniu w
        Sudanie, a później w Afganistanie, widział jak powstaje i działa Al-
        Kaida. "Omar nie zrobił niczego złego. Był dzieckiem, kiedy był w
        Afganistanie" - tłumaczy nowa żona młodego bin Ladena.

        Dodaje, że Osamę "po raz ostatni widziała w 2000 r., kiedy razem z synem byli w
        Afganistanie". "Opuścił ojca, gdyż uważał, że nie należy walczyć, czy być w
        armii. Omar szkolił się na żołnierza i miał tylko 19 lat" -
        zaznacza. "Powiedział mi, że nie miał kontaktu ze swoim ojcem od dnia, kiedy go
        opuścił. Tęskni za ojcem. Omar nie wie, czy to jego ojciec był odpowiedzialny
        za zamachy z 11 września. Nie sądzę byśmy się kiedykolwiek dowiedzieli" -
        powiedziała Felix-Browne "Timesowi".

        Jane Felix-Browne, która przybrała islamskie imię Zaina Mohamed, ma trzech
        synów i pięcioro wnucząt. Omar ma już żonę i dwuletnie dziecko. Do Omara Zaina
        zwraca się "habibi", czyli "mój kochany". Ma nadzieję, że mąż przyjedzie do
        Wielkiej Brytanii, ale obawia się, że "może mu się nie spodobać pogoda".

      • Brytyjski biskup kontra islam
        mkuz
        2008-01-08, GW

        Śpiew muezina, który zwołuje na modlitwę do meczetu, przeszkadza nam bardziej
        niż dzwony w kościele - uważa brytyjski biskup Rochester. Na Wyspach rozpętała
        się religijna awantura

        Ostry spór o rolę i naturę islamu w Wielkiej Brytanii zaczął się, gdy w
        niedzielnym wydaniu konserwatywnego "Daily Telegraph" ukazał się tekst
        anglikańskiego biskupa. Wielebny Michael Nazir-Ali napisał m.in., że na Wyspach
        trudno jest żyć razem z muzułmanami, niektóre islamskie dzielnice miast to
        strefy, do których nie można wejść, a młodzież w tych miejscach może być
        wychowywana w duchu ekstremizmu.

        Wspomniał też - i to wywołało chyba największy oddźwięk - że społeczności
        muzułmańskie eskalują swoje żądania, m.in. żądając zezwoleń na zwoływanie do
        meczetu na modły przez muezina. Takie nawoływanie jest normą w państwach
        arabskich, ale nie w Europie. W samej Wielkiej Brytanii na 2 tys. meczetów
        jedynie nieliczne mają taką możliwość.

        Organizacje islamskie na Wyspach natychmiast oskarżyły biskupa o szerzenie
        nienawiści religijnej i zażądały jego ustąpienia. - To fałszywy obraz
        rzeczywistości. Nasze społeczności są znacznie lepiej zintegrowane niż dziesięć
        lat temu, więc jeśli Kościół anglikański jest odpowiedzialny, powinien podjąć
        konkretne kroki w sprawie tych opinii - mówił "Daily Telegraph" Ajmal Masoor z
        Towarzystwa Muzułmańskiego Wielkiej Brytanii.

        Jednak odwołania biskupa Nazir-Alego zapewne nie będzie. Większość hierarchów
        Kościoła anglikańskiego jest zdania, że Nazir-Ali powiedział otwarcie o
        problemie, który z powodu politycznej poprawności jest rzadko dyskutowany.
        Biskup Blackburn Nicholas Reade stwierdził, że chrześcijanie mogą mieć kłopoty z
        kultywowaniem swojej wiary w tych regionach Anglii, gdzie społeczności
        imigranckie są silne.

        Sam duchowny, który rozpętał ostrą dyskusję, należy do barwnych postaci
        anglikańskiego Kościoła. To Pakistańczyk wychowany w wierze chrześcijańskiej i
        pierwszy niebiały hierarcha nominowany na tak wysokie stanowisko w Wielkiej
        Brytanii. Nazir-Ali znany jest z kontrowersyjnych sądów - to on powiedział
        m.in., że obowiązkiem małżeństw jest posiadanie dzieci, a bezdzietne pary "tylko
        sobie dogadzają".

        Źródło: Gazeta Wyborcza
    • AGATA SKOWRON-NALBORCZYK

      Europa z chustą na głowie

      Kiedy myślimy o cywilizacjach chrześcijańskiej (czy szerzej: europejskiej) oraz
      muzułmańskiej, uważamy, że tradycyjnie były one od siebie oddzielone
      terytorialnie. Ta pierwsza określona jest geograficznie już przez swoją nazwę,
      natomiast tę drugą zwykliśmy uważać za właściwą dla obszarów Afryki Północnej,
      Bliskiego Wschodu czy dalszych części Azji.

      Osobność cywilizacji europejskiej wydaje się podkreślana przez fakt, że
      kształtowała się ona w opozycji właśnie do islamu. Europejska tożsamość, jak
      udowodnił to Josep Fontana, kształtowała się w zetknięciu z
      innymi, "niewiernymi" czy "barbarzyńcami". To właśnie obrona własnych wartości
      przed naporem islamu stanowiła w dużym stopniu podstawy tworzenia się kultury
      europejskiej. Nie bez przyczyny po raz pierwszy mieszkańcy naszego kontynentu
      nazwali się Europejczykami w roku 732 - miało to miejsce w kronice opisującej
      chrześcijan zagrożonych przez ekspansję muzułmańską.

      W naszej świadomości panuje także przekonanie, że obie te cywilizacje są nie
      tylko rozdzielone geograficznie, ale też osobne w sensie kulturowym, że ich
      wartości są sprzeczne, nieprzystające do siebie i, stanowiąc wyłącznie wzajemne
      zagrożenie, mogą tylko rywalizować o wpływy we współczesnym świecie.

      Na tym tle niepokojącym faktem może wydawać się rosnąca populacja muzułmanów na
      terenie Europy, którą szacuje się dziś na około 40 milionów1 (w tym ludność
      napływową tej religii w Europie Zachodniej i Środkowej na 15 milionów, rodzimą
      zaś na 25 milionów), co stanowi już mniej więcej 5% ogółu mieszkańców tego
      kontynentu. Głównie jako niebezpieczna postrzegana jest ludność napływająca z
      różnych krajów Azji czy Afryki. Powoli jednak zaczyna być traktowana w ten
      sposób także autochtoniczna ludność muzułmańska, jako również w pewien sposób
      obca europejskiemu systemowi wartości i podatna na wpływy fundamentalistyczne,
      płynące z krajów islamu.

      Sytuacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż to na pierwszy rzut
      oka wygląda, a traktowanie wspólnot muzułmańskich, tak napływowych, jak i
      rodzimych, jako potencjalnych źródeł zagrożenia, przynosi nieoczekiwane i
      niepożądane skutki.

      Tradycyjna religia europejska?

      Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia o podziale terytorialnym pomiędzy światem
      europejsko-chrześcijańskim a światem islamu jako o czymś stałym i odwiecznym, a
      przecież z historycznego punktu widzenia nie zawsze tak było.

      Obecność muzułmanów na terenie kontynentu europejskiego ma bardzo długą
      historię i sięga początków istnienia islamu. Pierwszy jej etap należy już do
      przeszłości - chodzi oczywiście o muzułmański okres w historii Hiszpanii (VIII-
      XV w.) oraz rządy muzułmańskie na Sycylii (IX-XI w.) i w południowych Włoszech
      (IX-X w.). Mimo że muzułmanie zostali usunięci z tych terenów, wpływy ich
      kultury rozprzestrzeniły się na całą Europę. Nie miejsce tu na wymienianie
      poszczególnych aspektów i zasięgu tych wpływów, wystarczy wspomnieć może choćby
      o omawianych wielokrotnie zasługach Arabów dla filozofii lub medycyny, czy
      mniej znanych związkach wysławianej przez prowansalskich trubadurów miłości
      idealnej, niespełnionej, prowadzącej do doskonalenia duchowego - z
      wcześniejszym, podobnym wzorcem miłości idealnej, występującym w liryce
      arabskiej, m.in. właśnie andaluzyjskiej.

      Kiedy muzułmanie wciąż byli obecni na terenie Hiszpanii, mongolskie podboje na
      wschodzie Europy kładły w XIII w. podstawy dla trwającej do dzisiaj obecności
      muzułmanów w innej części kontynentu. Potomkowie tych najeźdźców utworzyli
      bowiem muzułmańskie organizacje państwowe, których pozostałością są liczne
      skupiska Tatarów i innych tureckojęzycznych grup, rozmieszczone od środkowej
      Wołgi po Kaukaz i Krym. Wielu z nich zawędrowało jeszcze dalej i potomków ich
      można spotkać dziś na wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej Obojga
      Narodów, czyli w Polsce, na Litwie i Białorusi; niektórzy dotarli nawet do
      Finlandii.

      Prawie równolegle z wypieraniem muzułmanów z Hiszpanii inni wyznawcy tej
      religii, Turcy osmańscy, rozpoczynali swą ekspansję od strony Półwyspu
      Bałkańskiego. Ich podboje i późniejsze panowanie na tych terenach, zakończone w
      XIX w., są przyczyną obecności populacji muzułmańskich w Grecji, Bułgarii,
      Rumunii, Albanii czy Bośni. Jest to ludność turecka, która pozostała po
      wycofaniu się władzy osmańskiej, lub zislamizowana ludność autochtoniczna, jak
      np. słowiańscy Bośniacy, również słowiańscy Pomacy w Bułgarii i Grecji, czy
      wreszcie Albańczycy.

      Jak zatem widać, wbrew temu, co utarło się mniemać, islam był obecny na
      terenach Europy prawie od początku swoich dziejów, a przez to wartości jego
      kultury na stałe wpisały się w szeroko pojętą cywilizację europejską i widoczne
      są do dzisiaj: od obecności w krajobrazie, przez architekturę czy stroje
      narodowe, po wpływy w literaturze i filozofii.

      Najbardziej dynamiczna religia w Europie

      Do połowy XX w. ludność muzułmańska mieszkała głównie na terenie Bałkanów i
      Rosji, mniejszości zaś tej religii w innych państwach były traktowane jako
      lokalne zjawiska, dodające kolorytu krajobrazowi. Muzułmanie ci posiadali
      obywatelstwo w swoich rodzimych krajach i niczym, poza religią lub czasem
      wyglądem zewnętrznym (jak niektórzy polscy Tatarzy), nie odróżniali się od
      współobywateli. Mniejszości te były zintegrowane z lokalnymi społecznościami, a
      reprezentujące ich organizacje były uznawane przez prawo.

      Dopiero w II połowie XX w. liczne grupy muzułmanów zaczęły się pojawiać w
      pozostałych częściach Europy, szczególnie na zachodzie. Proces ten, będący
      jednym ze skutków kolonialnego panowania mocarstw europejskich, rozpoczął się
      już wcześniej, niemniej znaczące rozmiary przybrał dopiero w wyniku powojennej
      imigracji, gdy zabrakło rąk do pracy, początkowo przy odbudowie ze zniszczeń
      wojennych, a potem w szybko rozwijających się gospodarkach państw
      kapitalistycznych.

      Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku napływ imigrantów, w tym muzułmanów,
      przybierał na sile. Przybywali oni jako gastarbeiterzy, ale także jako
      studenci, czy też poszukujący azylu uciekinierzy polityczni. Pochodzą prawie ze
      wszystkich krajów muzułmańskich, od Indonezji do Senegalu i choć liczebnie
      przeważają tu Turcy i Marokańczycy, skład etniczny mniejszości muzułmańskich
      jest w każdym państwie europejskim różny, w zależności od jego specyfiki (np.
      położenie geograficzne) i historii. Z powodu takiej, a nie innej kolonialnej
      przeszłości we Francji przeważają Maghrebijczycy (czyli mieszkańcy północnej
      Afryki na zachód od Libii), znający od początku język francuski i mający z tego
      powodu mniejsze problemy z adaptacją; w Wielkiej Brytanii mamy do czynienia ze
      znaczącą populacją Pakistańczyków, w Austrii - Bośniaków.

      Islam jest w Europie najbardziej dynamiczną religią. Notuje najwyższy przyrost
      wyznawców, nie tylko dzięki napływowi imigrantów, ale także dzięki wysokiemu
      przyrostowi naturalnemu. Jego wyznawcy tworzą drugą co do liczebności wspólnotę
      religijną nie tylko we Francji, ale także np. w Austrii.

      Proces migracji z krajów muzułmańskich do Europy nie jest zakończony, w
      znacznym stopniu ma jednak charakter nielegalny. W związku z sytuacją po
      wydarzeniach 11 września 2001 roku kraje Unii Europejskiej zaostrzyły swoją
      politykę, wymierzoną przeciwko nielegalnemu napływowi imigrantów, w tym
      muzułmanów. Utrzymanie liczby europejskich muzułmanów na stałym poziomie jest
      jednak niemożliwe, choćby ze względów demograficznych.

      Mówienie o islamie jako takim, czy o jedności wszystkich europejskich
      muzułmanów jest niewłaściwe, choć oczywiście religia ta stanowi pewien łączący
      wyznacznik. Niemniej wyraźnie widać, że poszczególnym grupom trudno przekroczyć
      dzielące je granice, a nawet zdobyć się na podejmowanie starań w tym kierunku.
      Szyiccy Irańczycy zazwyczaj trzymają się z daleka od centralnych organizacji
      • Mówienie o islamie jako takim, czy o jedności wszystkich europejskich
        muzułmanów jest niewłaściwe, choć oczywiście religia ta stanowi pewien łączący
        wyznacznik. Niemniej wyraźnie widać, że poszczególnym grupom trudno przekroczyć
        dzielące je granice, a nawet zdobyć się na podejmowanie starań w tym kierunku.
        Szyiccy Irańczycy zazwyczaj trzymają się z daleka od centralnych organizacji
        muzułmańskich, zwykle zdominowanych przez sunnickich Turków czy Arabów, a
        portugalscy ismailici indyjskiego pochodzenia utrzymują chętniej kontakty z
        podobnymi grupami w Wielkiej Brytanii, a nawet Brazylii, niż z innymi
        muzułmanami na terenie Portugalii. Trudno także porównać problemy wracających z
        wygnania Tatarów Krymskich z kłopotami, z którymi borykają się nieznający
        języka niemieckiego gastarbeiterzy tureccy w RFN. Nie mówiąc już o dylematach
        młodych Turków urodzonych w Niemczech, lecz niemogących uzyskać obywatelstwa
        tego kraju ze względu na prawny związek obywatelstwa z narodowością niemiecką.

        Zagrożenie dla wartości europejskich?

        Populacja muzułmańska na terenie Europy stale rośnie, a jej obecność jest coraz
        bardziej widoczna. Muzułmanie to już nie tylko gastarbeiterzy, samotni
        mężczyźni, przebywający tymczasowo na obczyźnie. Gdy dołączyły do nich rodziny,
        w państwach europejskich pojawiło się drugie i trzecie pokolenie muzułmanów o
        obcych korzeniach. Ci urodzeni w Europie, znający często lepiej język kraju
        pobytu niż mowę przodków, nie traktują swego zamieszkania tutaj jako
        przejściowego pobytu. Oni są tu na stałe i wynikiem tego jest ich rosnąca
        troska o infrastrukturę religijną: o meczety, sale modlitw, szkoły religijne
        oraz zapewnienie takich warunków prawnych, które pozwoliłyby im na wypełnianie
        obowiązków religijnych oraz pielęgnowanie kulturowego dziedzictwa.

        Ponieważ wielu z nich buduje swoją tożsamość, opierając się na religii, powodem
        gorących dyskusji staje się kwestia, czy tradycyjne wartości islamu dadzą się
        pogodzić z wartościami zakorzenionymi w cywilizacji europejskiej. Debaty te
        rozgorzały w wyniku takich wydarzeń, jak rewolucja islamska w Iranie, wojna
        domowa w Libanie, sprawa "Szatańskich wersetów" Rushdiego, wojna w Zatoce,
        dyskusje na temat hidżabu (tradycyjnej zasłony dla kobiet) w szkołach, a
        ostatnio ataki terrorystyczne na USA. Co więcej, pojawia się wiele głosów
        twierdzących, że religia ta nie tylko może stanowić zagrożenie dla tradycyjnej
        kultury europejskiej, lecz że jej wartości są zasadniczo niezgodne z zasadami
        demokracji. Wskazuje się tutaj na brak poszanowania dla praw człowieka, a
        zwłaszcza na niską pozycję kobiety w społeczeństwie. Islam ma ponoć także
        zagrażać bezpieczeństwu państwowemu, przez związki mniejszości z ruchami
        fundamentalistycznymi, uformowanymi na terenie krajów ich pochodzenia.

        Te wyrażane często lęki są w większości przypadków sztuczne i nie znajdują
        odbicia w rzeczywistości. Dzieje się tak z wielu powodów. Przede wszystkim sami
        muzułmanie europejscy wywołali, jak dotychczas, naprawdę mało incydentów, które
        mogłyby być uzasadnieniem dla tego typu obaw. Najczęściej demonstracje i akty
        protestu odbywają się w krajach, które nie przyznały islamowi oficjalnego
        statusu i celem manifestantów jest właśnie uzyskanie tegoż statusu dla własnej
        religii. Miejscem tego typu akcji jest np. Wielka Brytania. Z kolei w
        Portugalii muzułmanie, nieposiadający także oficjalnego statusu mniejszości
        religijnej, starają się osiągnąć swe cele w pokojowy sposób, współpracując
        nawet ze znajdującymi się w podobnej sytuacji wyznawcami judaizmu. Natomiast
        bardzo często muzułmanie występują jako ofiary napaści czy prześladowań, jak ma
        to miejsce np. w Niemczech.

        W sprawie Rushdiego, która uważana jest za dowód nieprzystawalności islamu do
        wartości zachodnich, większość organizacji muzułmańskich w Europie odrzuciła
        orzeczenie Chomeiniego, choć jednocześnie organizacje te potępiły samą książkę.
        Tylko niewielka grupa ekstremistów, pod żadnym względem niereprezentatywna dla
        ogółu, poparła fatwę przywódcy rewolucji islamskiej. Takie małe ugrupowania
        można znaleźć w obrębie każdej religii czy ideologii.

        Poza tym podnoszona zależność grup imigrantów od politycznych przywódców
        Bliskiego Wschodu, którym przypisuje się silną muzułmańską inspirację, nie
        znajduje odbicia w rzeczywistości. Wymieniany często w tym kontekście Saddam
        Husajn związany jest przecież z sekularystyczną, a nawet antyreligijną
        ideologią partii Al-Bas. Co ciekawe, przywódca Serbów z Bośni i zbrodniarz
        wojenny Radovan Karadžić określany jest w tychże samych europejskich mediach po
        prostu jako nacjonalista, bez żadnych odniesień do religijnego, w tym wypadku
        chrześcijańskiego podłoża jego ideologii. Omawianie zaś odkrytych ostatnio
        śladów działalności Al-Kaidy w państwach europejskich odbywa się bez
        jakiejkolwiek wzmianki, że działalnością tą zajmują się małe grupki
        ekstremistów, z którymi znacząca większość ludności muzułmańskiej, przybyłej do
        Europy w celu znalezienia pracy i poprawienia warunków życia, nie ma i nie chce
        mieć nic wspólnego. Działania grup terrorystycznych, określających się jako
        muzułmańskie, są bowiem niewygodne dla samych muzułmanów, gdyż podważają
        podstawy ich i tak niepewnej egzystencji w nowych krajach oraz niosą ze sobą
        niebezpieczeństwo inwigilacji czy innych niedogodności, w tym kłopotów ze
        znalezieniem pracy. Działania te dodatkowo przyczyniają się do pogłębiania i
        tak już negatywnego obrazu wyznawcy islamu, jaki ugruntował się w Europie przez
        wieki i trwa do dzisiaj, a nawet są powodem postrzegania imigrantów
        muzułmańskich jako ludzi, tworzących z założenia środowiska kryminogenne.

        Uprzedzenia oraz odbieranie islamu i jego wyznawców jako wrogów kultury
        zachodniej nie jest niczym nowym i sięga początków kontaktów muzułmańsko-
        chrześcijańskich. Pojawiało się ono już w średniowiecznych polemikach teologów
        chrześcijańskich, a nasileniu ulegało w czasie konfliktów ideologiczno-
        politycznych, których źródłem były wojny krzyżowe, walki z Turcją osmańską, a
        później panowanie mocarstw kolonialnych, czy wreszcie obecne antagonizmy na
        Bliskim Wschodzie. Negatywne wyobrażenia odrodziły się w Europie w dużej mierze
        w wyniku powstania na jej terenie znaczących skupisk wyznawców islamu, a
        nasiliły się szczególnie w obliczu zastoju gospodarczego i zagrożenia
        bezrobociem. Wobec tego ostatniego imigranci stają się konkurencją na rynku
        pracy. Niechęć do islamu i muzułmanów podsycana jest przez organizacje
        polityczne o zabarwieniu prawicowo-nacjonalistycznym, jak choćby ugrupowanie
        Jörga Haidera w Austrii, czy nowe ruchy w Danii lub Holandii, które odkryły, że
        antymuzułmańska, populistyczna propaganda pomaga im w czasie wyborów. Używanie
        argumentów przeciw religii pomaga takim środowiskom uniknąć posądzenia o
        szerzenie nienawiści rasowej, zabronionej przez prawo i karanej.

        Muzułmanie wobec Europy

        Powielanie negatywnych stereotypów na temat islamu oraz uogólnianie zagrożenia
        ze strony niewielkich grup ekstremistów prowadzi do stygmatyzacji muzułmanów w
        codziennych kontaktach, a przez to często także do wykluczania ich z wielu sfer
        oficjalnego życia. Ma to niekorzystny wpływ na postawy, jakie muzułmanie, jako
        imigranci, przyjmują wobec rzeczywistości krajów pobytu. Sprzyja bowiem
        przyjęciu postawy odrzucenia zastanej kultury w całości, postrzegania jej jako
        zepsutej i dekadenckiej. Napiętnowanie muzułmanów jako gorszych, podejrzanych
        członków społeczeństwa i odmawianie im prawa obywatelstwa staje się przyczyną
        poszukiwania własnej wartości w rodzimej kulturze i tradycji, a co za tym
        idzie, podejmowania prób życia zgodnie ze wszystkimi zasadami odziedziczonej po
        przodkach religii2. Zauważalne staje się przy tym nadmierne przywiązanie i
        przesada w stosowaniu rodzimych wartości, przerysowana surowość w
        przestrzeganiu zasad wiary, coraz bardziej odległych od tych, któryc
        • Muzułmanie wobec Europy

          Powielanie negatywnych stereotypów na temat islamu oraz uogólnianie zagrożenia
          ze strony niewielkich grup ekstremistów prowadzi do stygmatyzacji muzułmanów w
          codziennych kontaktach, a przez to często także do wykluczania ich z wielu sfer
          oficjalnego życia. Ma to niekorzystny wpływ na postawy, jakie muzułmanie, jako
          imigranci, przyjmują wobec rzeczywistości krajów pobytu. Sprzyja bowiem
          przyjęciu postawy odrzucenia zastanej kultury w całości, postrzegania jej jako
          zepsutej i dekadenckiej. Napiętnowanie muzułmanów jako gorszych, podejrzanych
          członków społeczeństwa i odmawianie im prawa obywatelstwa staje się przyczyną
          poszukiwania własnej wartości w rodzimej kulturze i tradycji, a co za tym
          idzie, podejmowania prób życia zgodnie ze wszystkimi zasadami odziedziczonej po
          przodkach religii2. Zauważalne staje się przy tym nadmierne przywiązanie i
          przesada w stosowaniu rodzimych wartości, przerysowana surowość w
          przestrzeganiu zasad wiary, coraz bardziej odległych od tych, których
          przestrzegali rodzice i dziadkowie. Takie postępowanie pozwala muzułmanom na
          zachowanie nie tylko własnej wartości, ale także poczucia bezpieczeństwa w
          obrębie tradycyjnej wspólnoty, gdzie jej członkowie wspierają się nawzajem i
          służą sobie pomocą3.

          Najbardziej pożądana z wielu przyczyn postawa budowy tożsamości muzułmańskiej,
          w zgodzie z europejskimi warunkami społeczno-prawnymi, pojawia się tylko w
          wyniku pozytywnych doświadczeń życia w poszczególnych państwach. Sprzyja jej
          oficjalne uznanie islamu przez państwo, przyznanie mu przywilejów, jakimi
          cieszą się inne wyznania i brak dyskryminacji we wszelkich formach życia
          społecznego. Dzięki temu muzułmanie, czerpiąc z lokalnej kultury to, co w niej
          dobre, i łącząc ją z wartościami wyniesionymi z własnej religii, tworzą "islam
          europejski", nową wartość kulturowo-społeczną, a niekiedy nawet religijną,
          która stanowi dowód na to, że islam - jako religia uniwersalna - jest sposobem
          życia, możliwym w każdym kulturalnym i politycznym kontekście.

          Ów islam europejski, przez akceptację europejskiego rozdziału władzy świeckiej
          od duchownej, wymaga oczywiście przeinterpretowania doktryny muzułmańskiej w
          wielu aspektach, co jest wyzwaniem teologicznym i intelektualnym, z którym
          mierzy się wielu uczonych i myślicieli muzułmanów. Jednym z nich jest Tariq
          Ramadan, który stara się w swych przemyśleniach i nauczaniu połączyć
          posłuszeństwo nauce islamu z akceptacją lokalnego świeckiego systemu prawnego i
          z obywatelskim zaangażowaniem w sprawy miejscowej, europejskiej społeczności.
          Tożsamość muzułmanina - przez zerwanie z tradycyjną kulturą kraju pochodzenia -
          staje się uniwersalna, lepiej dopasowana do warunków europejskich, a także
          wznosi się ponad historie konfliktów między jego kulturą rodzimą a kulturą
          kraju jego zamieszkania. Idee, propagowane przez Tariqa Ramadana, spotykają się
          ze szczególną akceptacją muzułmanów urodzonych już w Europie, szukających w
          religii własnej tożsamości, lecz za bardzo wrośniętych w kulturę europejską, by
          zaakceptować rodzimy islam etniczny.

          Nad stworzeniem warunków dla wykształcenia się islamu europejskiego, czyli nad
          opracowaniem zasad, które mogłyby być podstawą egzystowania muzułmanów w
          obrębie europejskich systemów prawnych, pracują już zespoły uczonych teologów i
          prawników, tak z krajów europejskich, jak i z Bliskiego Wschodu. Wyniki ich
          prac przyjmują formę orzeczeń prawnych, fatw, które publikowane są w
          czasopismach, wydawanych przez islamskie stowarzyszenia, a także w internecie
          czy specjalnych opracowaniach książkowych. Stanowią one cenną pomoc i zbiór
          wskazówek dla tych, którzy chcą być obywatelami państw europejskich - przy
          zachowaniu swej muzułmańskiej tożsamości i wiary.

          Dla porządku wypada wspomnieć o innych postawach, przyjmowanych przez
          muzułmanów. Jedną z nich jest całkowita asymilacja do lokalnej społeczności,
          prowadząca do odrzucenia wszystkich wyniesionych z domu tradycji i wartości, a
          przyjęcia na ich miejsce tych zastanych w kraju pobytu. Wiąże się to także z
          porzuceniem praktykowania islamu w życiu codziennym. Wydaje się, że taka
          unifikacja nie jest zjawiskiem całkowicie pozytywnym, prowadzić może do buntu
          następnego pokolenia, lub zagubienia w przypadku spotkania się z dyskryminacją,
          choćby ze względu na wygląd zewnętrzny.

          Nie można zapominać o jeszcze jednej tendencji, najmniej może popularnej, ale
          ważnej. Otóż część muzułmańskich imigrantów traktuje swój pobyt jako wyprawę
          misyjną, której celem jest nawrócenie jak największej liczby Europejczyków na
          islam. Wykorzystują oni fakt, że niektórych "starych" mieszkańców Europy upadek
          wielkich ideologii minionego wieku, rozczarowanie moralne liberalnym
          kapitalizmem i konsumpcyjnym podejściem do życia prowadzi do konstatacji, że
          tylko islam może być wyzwoleniem i tylko on może zaofiarować zadowalającą
          odpowiedź na wszystkie bolączki współczesności. Tendencje te trzeba widzieć w
          kontekście ideowego pluralizmu, jaki cechuje dzisiejszą rzeczywistość Starego
          Kontynentu. Nie wydaje się, by skala konwersji na islam w Europie miała
          odmienić jej kulturowe oblicze.

          *

          Coraz liczniejsza obecność muzułmanów w Europie, połączona z wyobrażonymi lub
          rzeczywistymi możliwościami wpływu islamu na Europejczyków i ich kulturę,
          prowokuje do postawienia kilku pytań, związanych z potrzebą redefinicji
          europejsko-chrześcijańskiej tożsamości:

          Czy współistnienie z wyznawcami innej religii w życiu codziennym będzie dla
          europejskich chrześcijan zagrożeniem, czy też raczej wyzwaniem do zastanowienia
          się, czym dla nich jest ich własna religia?

          Czy w czasach słabnięcia więzi rodzinnych pojawienie się grupy, dla której te
          więzi są bardzo ważne, stanowi zagrożenie, czy raczej pomoc dla chrześcijan,
          próbujących ratować tę wartość, jaką jest rodzina?4

          Czy muzułmanie, posiadający liczne rodziny, nie będą stanowić impulsu dla
          powstrzymania spadku liczby urodzeń wśród ludności autochtonicznej?

          Czy wyznawcy islamu, przyzwyczajeni do postrzegania obecności Boga we
          wszystkich aspektach życia, nie będą dla chrześcijan, żyjących w zlaicyzowanym
          społeczeństwie, pomocą i wzorem dla artykułowania swego chrześcijaństwa także w
          przestrzeni życia publicznego?

          Wszystkie te pytania sprowadzają się do jednego: czy zatem islam w Europie jest
          zagrożeniem, czy raczej wyzwaniem - religijnym, intelektualnym i społecznym?

          Agata Skowron-Nalborczyk

          źródło: WIĘŹ Nr 3/2003
          • Beduinka staje twardo po jednej stronie. Ja mieszkalem 5 lat we Francji.
            Dokladnie w Strasbourgu. Znajdowaly sie tam 2 dzielnice prawie w calosci
            zamieszkale przez ludnosc emigracyjna z krajow arabskich, gdzie regularnie
            minimum raz w tygodniu byl palony ukradziony samochod. Raz bylem przypadkowo
            swiadkiem takiego zdarzenia. Policja z obawy przed zamieszkami nie reaguje zbyt
            ochoczo. straz pozarna zostala obrzucona kamieniami. Jest to protest przeciwko
            materialistycznemu podejsciu zachodu do zycia. Regularnie z czestotliwoscia ok
            raz w tygodniu odbywaly sie muzelmanskie manifestacje przeciwko: dyskryminacji
            muzulmanow, wojnie w Iraku, postawy panstwa Izrael i polityce francuzkiego
            rzadu. Nie zauwazylem nigdy zadnej dyskryminacji muzelmanow. Czesto jednak to
            muzulmanie wykorzystuja slabosc i bojazn urzedow i rzadu francuzkiego aby np.
            uzyskac zasilki, dostac prace, darmowe ubezpieczenie itd. Gdy tego nie uzyskuja
            oskarzaja urzedy o rasizm i dyskryminacje. Z drugiej strony arabowie francuzcy,
            zwlaszcza mlode pokolenie nie posiadaja wiekszej wiedzy nt. krajow z ktorych
            przybyli rodzice, religii, i nie mowia lub mowia bardzo slabo po arabsku.
            Mlodziez arabska jest kryminogenna, leniwa w poszukiwaniu pracy i generalnie
            przeciwna spoleczenstwom w ktorym przebywaja. Powrot jednak do krajow z ktorych
            przybyli jest bardzo trudny lub niemal niemozliwy choc byly i takie pomysly we
            Francji. Kobieta przez tych chlopakow jest traktowana jako gorszy rodzaj
            czlowieka, bez szacunku. Chusta na glowie jest tylko wierzcholkiem gory
            lodowej. Francuzi jednak sa niestety skazani na arabow gdyz nowe pokolenie
            posiada juz obywatelstwo francuzkie wg prawa francuzkiego sa wiec francuzami.
            Sytuacja podobna jest wiec troche o blednego kola i zeruja na niej populisci
            rzedu Le pena.
      • już od jakiegoś czasu jest to u nas na forum:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=8946595&a=12252917
        • 13.11.04, 19:24
          Nowe Szwedki

          Fredrik Kullberg, ICA Kuriren (tłum. Bożena Lilja), 2004-11-12 21:23:39


          Uciskane, bite, zamykane w domach. Nie umiejące czytać i pisać. Zabijane w imię
          honoru. Oto obraz imigrantek z krajów muzułmańskich w szwedzkich mediach. Ale
          jest i druga strona medalu. Wiele z tych dziewcząt świetnie sobie w nowym kraju
          radzi. Lepiej niż ich szwedzcy rówieśnicy.

          Zapytajcie nauczyciela w jakiejkolwiek szwedzkiej szkole. Córki imigrantów są
          najlepszymi uczniami w klasie, nawet z takich przedmiotów jak język szwedzki.
          Są ciche, ambitne i pracowite. Wiele z nich to dzieci wykształconych w Szwecji
          studentów. Wychowywały się w akadamikach i od małego wiedziały jak ważna jest
          edukacja. Ich rodzice, mimo ukończonych w Szwecji szkół i dyplomów, prowadzą
          dziś taksówki albo są na zasiłku dla bezrobotnych. One chcą inaczej. I pewnie
          im się uda, ponieważ w przeciwieństwie od ich matki czy ojca, rozumieją kod
          szwedzkiego społeczeństwa.
          Mówią na ogół w kilku językach. Oprócz szwedzkiego, także w języku matki czy
          ojca, oraz płynnie po angielsku. Pewnie to ich wystąpienia zastąpią wkrótce
          nieporadny angielski na wielu konferencjach naukowych. Największym atutem tzw.
          nowych Szwedek jest nie tyle znajomość kilku kultur, ale ambicje i spryt.

          Nikt właściwie nie robił do tej pory badań dotyczących fenomenu córek
          imigrantów. Dopiero przy badaniu co ma wpływ na wybór jedzenia przez młodzież,
          przeprowadzonych przez instytut „United minds” na zlecenie „Mjölkfrämjandet”
          (organizacji zajmującej się wspieraniem konsumpcji mleka) okazało się, że
          dziewczyny te w zasadniczy sposób różnią się od swoich rówieśników. Mają
          zupełnie inne cele i podejście do swojej przyszłości niż na przykład hip-
          hopowcy, komputerowcy czy klubowicze.

          Gdy znajomi przykładowej „Fatimy Svensson” będą w czasie wakacji jeździć po
          świecie „stopem” i zapiszą się do szkoły klaunów w Amsterdamie, ta młoda nowa
          Szwedka ma bardziej tradycyjne pomysły.

          Nastawia się na zdobycie dającego pewność zawodu o wysokim prestiżu. Jej celem
          jest tytuł naukowy, najchętniej międzynarodowy. Chce być lekarzem, dentystą,
          farmaceutą, inżynierem. Aż 44 proc. studentow w szwedzkich uczelniach
          kształcących stomatologów ma etniczne pochodzenie, do tego większość studentów
          to kobiety. Rekordowy pod tym względem jest wydział dla przyszłych techników
          dentystycznych. Tam odsetek imigrantów wynosi 57 proc., a kobiety stanowią
          dominującą większość uczących się.

          - W ciągu najbliższych 10 lat te dziewczyny przejmą wiele zawodów o wysokim
          statusie. Będą naszą nową klasą srednią - mówi szefowa „Mjölkfrämjandet” Ingela
          Stenson.

          Kolejną różnicą między córkami imigrantów a rdzennymi Szwedkami jest stosunek
          do rodziny. Te ostatnie chcą żyć przede wszystkim dla siebie i opóźnić
          posiadanie dzieci, tak dlugo jak to możliwe. Dla córek imigrantów rodzina jest
          najważniejsza. Jej założenie to warunek szczęśliwego życia.

          Ale chwileczkę... Czy rodzina imigrancka nie jest dla kobiety prawdziwym
          piekłem i wiezieniem? – To obraz daleki od prawdy - uważają same kobiety.
          Rodzina to dla nich dowód kobiecej władzy i siły.

          Oczywiście, niektóre tradycje cały czas są żywe. Nowe Szwedki, tak jak ich
          matki, przygotowywują codziennie pracochłonne, tradycyjne dla kraju pochodzenia
          potrawy i biorą na siebie większość domowych obowiązków. Mimo to udaje im się
          robić kariery w prestiżowych zawodach. Mało tego, jak wynika z badań są mniej
          zestresowane niż Szwedki.

          Odrzucają takie zajęcia jak ćwiczenia w klubie fitness, korzystanie z pomocy
          domowej, wieczorki z koleżankami przy kuflu piwa. To ostatnie zresztą nigdy ich
          nie interesowało. W razie kryzysu zawsze pod ręką mają grono przyjaciółek i
          rodziny.

          Ta amitna i odnosząca sukcesy imigrantka będzie miała w Szwecji coraz większe
          znaczenie. Dla polityków, pracodawców, dziennikarzy. Tylko muszą ją najpierw
          zauważyć.

          Nic nie jest niemożliwe

          Jeszcze pięć lat temu Zeinab Hameed nie umiala powiedzieć po szwedzku ani
          słowa. Dziś jest studentką prestiżowej wyższej szkoły stomatologicznej w Malmö.

          Wymagnia na tej uczelni są bardzo wysokie, a konkurencja z roku na rok rośnie.
          W tym roku akademickim na 40 miejsc było 935 chętnych. Jedną z tych, którzy się
          dostali jest Zainab Hameed. Ma 22 lata i z pochodzenia jest Irakijką. Jest
          modnie ubrana, a włosy ukryte ma pod chustą. Zainab ma duże plany i wiarę, że
          wszystko się uda. Po skończeniu szkoły chciałaby otworzyć własną klinikę w
          Londynie.

          Jej rodzina miała dość rządów Saddama Hussajna i kilka lat temu przeprowadziła
          się z Iraku najpierw do Libii, później do Szwecji. Po sześciu miesiącach w
          Malmö Zainab na tyle dobrze poznała język, że zaczęła uczyć się w szwedzkim
          gimnazjum. Była dwa lata starsza od reszty klasy i wiedziała, że nie ma czasu
          do stracenia. Zamiast chodzić, jak inni na basen, Zainab siedziała nad
          książkami. Po trzech latach zdała maturę. Była jedną z najlepszych w klasie.

          Zainab nie tylko studiuje, ale także pracuje w weekendy w restauracji. Niedawno
          była na spotkaniu dawnej klasy z gimnazjum. Okazało się, że tylko ona i inna
          dziewczyna z Iraku są na studiach. Reszta albo je przerwała, albo nigdy ich nie
          podjęła. Ktoś pracuje w Burger Kingu, ktoś właśnie wrócił z długiej podróży,
          reszta odpoczywa. Zainab rozumie ich, ale ona swoje podróże odkłada na później.
          Teraz jej celem jest zostać dentystą.

          W jej rodzinie wykształcenie zawsze było najważniejsze. Oboje jej rodzice mają
          tytuł doktorów biologii. Co dość typowe, żadne z nich nie dostało pracy
          odpowiadającej ich wykształceniu. Matka została w końcu nauczycielką, ale tylko
          na pół etatu. Ojciec nadal jest bezrobotny.
          Czy czują się dyskryminowani? Zainab nie jest tego pewna. Z pewnością znaczenie
          tu ma ich znajomość szwedzkiego i wiek. Jest przekonana ze granice dzielące
          tych rdzennych i nowych Szwedów powoli znikają. Osobiście nie spotkała się z
          dyskryminacją ze względu na pochodzenie.

          Zainab odważnie patrzy w przyszłość. Dla młodych dentystów pracy w Szwecji jest
          sporo. Poza tym nastepnego lata zamierza wyjść za mąż. Narzeczony też pochodzi
          z Iraku i studiuje na informatyce. Zainab zamierza jednocześnie robić kariere i
          prowadzić życie rodzinne. Oczywiście chce mieć dzieci, ale nie od razu. Może za
          pięć, sześć lat. Zainab nie będzie mieć wtedy jeszcze 30-tki. Czy będzie mieć
          na to wszystko siłę? Pod ręką będzie matka i siostry, liczy też na pomoc
          przyszłego męża. Jest nowoczesny. Naprawdę umie gotować. – Wiem, że będzie
          ciężko, ale gdy się czegoś bardzo chce, to sie udaje. Nic nie jest niemozliwe -
          mowi Zainab Hameed.


          ZRODLO: www.arabia.pl


          • Jeszcze dodam, ze obraz "uciesnionej" Arabki przekazuje nam w Szwecji prasa
            typu Aftonbladet, ktorej nawet nie warto czytac, bo coraz bardziej zaczyna
            przypominac prase brukowa. Kolorowe, przyciagajace okladki, itp. Czego sie nie
            robi, by zwabic czytelnika. Lepiej czytac stonowane Dagens Nyheter. Ten
            dziennik tylko raz, jakies 15 lat temu (tak przynajmniej slyszalam) zwolnil
            kogos za poglady polityczne, kto byl zbyt antyizraelski.
            --
            Pozdrowienia
            Joanna ( دمشق)
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9855231
            • Dobrze, ze na arabia ukazal sie ten tekst. Ja juz rok temu probowalam to dac do
              zrozumienia na innym forum niejakiej Annie, ktora pisala:

              "Pragne tylko dodac, ze fakt analfabetyzmu arabow zamieszkalych w Izraelu (poza
              terytoriami) nie jest wina izraelskich wladz ale samych arabskich obywateli.
              Oni nie wykorzystuja tej samej i takiej samej mozliwosci do ksztalcenia jaka
              maja dzieci izraelskie (czyt. zydowskie). Nie posiadajac tradycji edukacyjnych
              sami lekcewaza koniecznosc ksztalcenia swoich dzieci, bardziej interesujac sie
              korzystnym "sprzedaniem" swoich corek rodzinom przyszlych ich mezow.
              Analogiczna sytuacja istnieje w Szwecji: arabscy ojcowie nie interesuja sie
              wynikami w nauce swoich dzieci, swoim zonom tez na to nie pozwalaja. Efektem
              tego jest, ze wiekszosc arabskich dzieci konczac szkole podstawowa nie jest w
              stanie poprawnie czytac i pisac, nie mowiac juz o matematyce. Te zaniedbane
              dzieci sukcesywnie tworza roznego rodzaju gangi i w ten sposob kolo sie zamyka."



              Anna@supernetpower.com, 2003-12-12 17:24



              --
              Pozdrowienia
              Joanna ( دمشق)
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9855231
              • I jeszcze reszta korespondencji z pania Anna:

                Skad ty kobieto masz takie dane??? Sama mieszkam w Szwecji, znam wielu Arabow i
                musze cie niestety rozczarowac: wiekszosc sposrod ich dzieci osiaga duzo lepsze
                wyniki w nauce niz ich szewdzcy rowiesnicy. Wskaz mi swoje zrodlo, z ktorego
                czerpiesz te falszywe informacje. Niecierpliwie czekam

                ~Teletubbie1001, 2003-12-14 20:01


                W przeciwienstwie do tej babiny teletubbie majacej tyle arabskich przyjaciol,
                ja nie utrzymuje z nimi kontaktow, nie ma ich w moim otoczeniu. Informacje o
                skandalicznych wynikach, a raczej ich kompletny brak, w nauce ich dzieci
                czerpie z prasy szwedzkiej. Podejrzewam, ze teletubbie, nie czyta szwedzkich
                dziennikow, w przeciwnym wypadku bylaby swiadoma olbrzymich problemow jakie
                wystepuja w tej etnicznej grupie.

                Anna@supernetpower.com, 2003-12-16 18:48


                Czy pytanie, ktore ci zadalam Anno jest az tak niewygodne? Nie dosyc, ze
                czekalam na odpowiedz cale dwa dni, to jeszcze nazwalas mnie babina? Boisz sie
                tego, co mam do powiedzenia i dlatego probujesz mnie zdyskredytowac w oczach
                innych forumowiczow?
                Napisalas, iz swoje wiadomosci czerpiesz ze szwedzkich dziennikow. Ktorych?
                Expressen, Aftonbladet? Jezeli tak, to nie mamy o czym rozmawiac.
                Jesli zas chodzi o wszelke rewelacje dotyczace edukacji ( i nie tylko) Arabow,
                jest tu podobnie jak w kwestii nowinek z Polski. Jeden przypadek dorasta do
                rangi: wszyscy i wszedzie. Ilekroc czytam gazete czy ogladam Tv mam dziwne
                odczucie, iz kreuje sie w nich obraz straszliwej biedy i zacofania w Polsce.
                Prawie nigdy nie pokaza kulturalnych, zadbanych ludzi, ktorych przeciez nie
                brak w naszym kraju, tylko jakies stare bezzebne wiejskie baby, ktore w dodatku
                jakies 20 lat temu oddaly wlasne dzieci do szwedzkiej adopcji, itp. Trudno sie
                potem dziwic, iz wielu Szwedow na pytanie czy Polska powinna wejsc do Unii,
                odpowiada z oburzeniem, iz ten kraj jeszcze przez nastepne 50 lat nie powinien
                tam sie wcale znalezc.
                Ponadto cecha szwedzkiego szkolnictwa, w przeciwienstwie do polskiego, jest to,
                iz wszyscy uczniowie konczac dana klase powinni prezentowac podobny poziom
                wyksztalcenia. Jezeli delikwent nie zda jednego egzaminu, organizuje sie dla
                niego kolejny i kolejny, az do skutku. W ciezkich przypadkach mozliwe sa nawet
                lekcje indywidualne. Zatem przedstawiona przez ciebie teoria ma sie nijak do
                rzeczywistosci. Poza tym nalezy rozwazyc rowniez taka kwestie: wielu uchodzcow
                (z krajow arabskich i nie tylko) przyjezdzajacych tu w przeciagu ostatnich 20,
                30 lat reprezentowalo z roznych powodow odmienny poziom wyksztalcenia. Tu
                zastal ich inny jezyk ( i nauczanie w nim), inne przedmioty, pewnie tez roznilo
                sie wiekiem. Z pewnoscia ludzie ci mieli wiele problemow z dostosowaniem sie do
                panujacych w tym kraju warunkow. Ale to bylo, jak juz powiedzialam, 20, 30 lat
                temu. Wskaz mi zatem arabskie dzieci urodzone w Szwecji i majace takie problemy
                z nauka, jak to opisalas.
                Podobnie jest ze wspomnianymi przez ciebie arabskimi zonami. Piszesz, ze im
                mezowie nie pozwalaja sie uczyc. To ciekawe. Wielu bowiem imigrantow (w tym
                Arabow, Polakow, Latynosow, Somalijczykow, itp.) wybierajac Szwecje na swoj
                nowy dom liczylo na ow slynny socjal. Jednak jezeli osoba nie udokumentuje, iz
                regularnie uczeszcza do jakiejs szkoly (chociazby jezyka szwedzkiego), moze
                zapomniec o zasilku. Nie sadze zatem, by ktokolwiek w tym kraju zrezygnowal z
                takiej mozliwosci.
                Wierze, ze istnieja wsrod Arabow czy muzulmanow pewien odsetek mezczyzn, ktorzy
                nie popieraja edukacji swoich zon i nie interesuja sie wlasnymi dziecmi. Ale
                nie mniej podobnych osobnikow znajdziesz wsrod innych nacji, w tym takze
                Szwedow. Dlatego ktos, kto uogolnia tak jak to nie zasluguje nawet na
                jakikolwiek komentarz.
                Piszesz, ze w przeciwienstwie do mnie nie masz wsrod przyjaciol Arabow. Szkoda,
                bo to znaczy, ze tak naprawde nic o nich nie wiesz. Jak zatem mozesz cokolwiek
                o tej grupie etnicznej, jak sama sie wyrazilas, pisac? Poza tym twoje
                stanowisko wydaje sie byc typowe dla szwedzkich imigrantow z Polski; na
                szczescie nie jest to jeszcze regula, przynajmniej wsrod tych Polakow, ktorzy w
                tym kraju cos osiagneli w uczciwy sposob. Ci' Polacy (mam na mysli ta pierwsza
                kategorie) , jako ze sami ciesza sie tu chyba najgorsza opinia, probuja za
                wszelka cene znalezc sobie kozla ofiarnego- w tym przypadku Araba. Znajduje to
                nawet pewne uzasadnienie w psychologii.
                Pozostaje mi jeszcze jedna kwestia do omowienia. Rzad szwedzki popelnil pewien
                zasadniczy blad, ktory teraz pociaga za soba ogromne skutki; mianowicie,
                sprowadzajac te 20, 30 lat temu liczne rzesze uchodzcow, preferowal ludzi z
                niskim wyksztalceniem, by mogli oni wykonywac zawody, ktorych zaden Szwed nie
                ruszy. Zatem Szwecja nie jest reprezentacyjnym krajem. Nie zmienia to jednak
                faktu, iz udalo sie tu przemycic wielu ludzi swiatlych, w tym rowniez Arabow. W
                gronie takiej arabskiej inteligencji sie obracam. I gdyby polska inteligencja
                byla na podobnie wysokim poziomie, nie musielibysmy czytac takich komentarzy
                jak twoj.
                Jezeli jeszcze masz ochote napisac cos o szwedzkich Arabach, zerujac na
                niewiedzy forumowiczow (skoro oni nie znaja szwedzkich realiow), by poprzec
                swoja ideologie, to sprawdz sobie dane na temat narodowosci wlascicieli takich
                znanych nie tylko w Szwecji firm, jak: Neptunsat, Sekvencia, Almsat, SWEDX,
                Scand Vision, SatSystems . 3 z nich zatrudniaja Polki w charakterze
                sprzataczek; moze jestes jedna z nich, stad twoja frustracja? Chociaz z drugiej
                strony znane powiedzenie mowi, iz zadna praca nie hanbi', a wlasciciele
                wspomnianych przeze mnie firm stworzyli tym kobietom miejsca pracy nie z powodu
                wyrachowania, ale z dobroci serca. Maja bowiem te swiadomosc, ze owe panie
                zostawily w domu glodne dzieci, o ktore nie trodzczy sie polski rzad. Tu w
                Szwecji zas nie mialyby mozliwosci pracy skoro nie znaja jezyka. Poza tym
                sprawdz sobie do kogo naleza takie znane restauracje jak: Beirut Café
                (ogloszona najlepsza sztokholmska restauracja jakies 2 lata temu), Lebanon
                Restaurant, Cave du Roi, siec Folket Kebab, czy otwarty ostatnio Balbaak. To
                tylko niektore z wielu firm, ktorych wlascicieli znamy z mezem osobiscie.
                Sprawdz sobie ich strony internetowe; dowiedz sie jaki osiagaja roczny dochod
                brutto, jak wysokie placa podatki, z ktorych rowniez ty zyjesz, ile tworza
                miejsc pracy . Z powyzszymi pytaniami zglos sie do Skattemydningheten - takie
                informacje sa w Szwecji jawne.
                Zadzwon i sprawdz czy to, co napisalam o polskich sprzataczkach , to prawda.
                Jezeliby szwedzcy Arabowie rzeczywiscie mieli problemy z pisaniem czy
                matematyka jak to probujesz nam usilnie dac do zrozumienia, to w jaki sposob
                ich firmy stalyby sie jednymi z wiekszych w calej Skandynawii?
                W dalszym ciagu czekam zatem na twoja odpowiedz, skad czerpiesz te rewelacje,
                bym mogla sie do nich odpowiednio ustosunkowac.



                ~Teletubbie1001, 2003-12-17 09:15
                --
                Pozdrowienia
                Joanna ( دمشق)
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9855231
    • ten wątek nazwałam kiedyś dawno temu islam w Europie
      ale niech będzie poszerzony także ogólnie o Arabów w Europie
      w każdym razie nie da się edytować wątków, więc nie mogę tego zmienić ni w
      tytule ni w początku całości :))
    • Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy zaleciło państwom członkowskim nie
      aprobowanie małżeństwa zawieranych pod przymusem. Z danych, którymi dysponuje
      Zgromadzenie, liczba takich przymusowych małżeństw stale rośnie.


      Problem staje się coraz bardziej zauważalny wraz z napływem imigrantów z krajów
      muzułmańskich. Ocenia się, że tylko we Francji jest około 70 tysięcy kobiet
      zagrożonych przymusowym małżeństwem. Większość ślubów jest zawierana w kraju
      pochodzenia tych kobiet. Często są to osoby nieletnie.

      Deputowani zaapelowali do parlamentów państw członkowskich o ustanowienie
      przepisów, które zapobiegną tego typu związkom i umożliwią karanie osób
      odpowiedzialnych za stosowanie przymusu. Przepisy te powinny też jednoznacznie
      stwierdzać, że małżeństwo nie może być zawarte przed ukończeniem przez
      partnerów 18-tu lat. Zgromadzenie zaleca też nie uznawanie małżeństw obywateli
      europejskich, jeśli zawarto je zagranicą pod przymusem.
      (www.arabia.pl)
    • Po raz pierwszy zetknąłem się z islamem w Dakarze ze 40 lat temu. Naturalnie
      nie licząc moich krótkich i niedokończonych studiów orientalistycznych, ale to
      wszak była tylko teoria, chociażuczyłem sięarabskiego właśnie w wersji Koranu.
      Dawno i nieprawda. W Daharze usłyszałem po raz pierwszy śpiew muezina, a takze
      przeżyłem prawdziwy wstrząs...
      więcej w Trybunie 23.06.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Sąd w Szwecji skazał Somalijczyka na 4 (cztery) lata więzienia, który siłą
      zmusił swoją 13 letnia córkę do poddania się zabiegowi wycięcia łechtaczki. Ten
      barbarzyński zwyczaj bardzo rozpowszechniony wśród islamskich emigrantów jest w
      Szwecji urzędowo zakazany od 1982 roku.


      www.neww.org.pl/en.php/news/news/1.html?&nw=2574&re=1
      • To jedna z wielu rzeczy, ktore mi sie podobaja w Szwecji. Tu do prawa podchodzi
        sie logicznie i przede wszystkim demokratycznie. Jezeli istniejace prawo nie
        podoba sie badz jest przyczyna przykrosci (rowniez immigrantow, ktorzy maja
        takie same prawo upominac sie o swoje jak rodowici sZWEDZI) moga oni zwrocic
        sie do odpowiednich wladz/sluzb, gdzie zwoluja specjalna komisje, ktora ocenia
        istniejace prawo (czy jest ono nielogiczne badz dyskryminujace pewne grupy
        spoleczne). Zarowno ja jak i moi znajomi sie wielokrotnie o tym przekonywalismy
        (w roznych dziedzinach). Pracownica lunaparku w hijabie nie robi nikomu krzywdy
        wiec czemu nie pozwolic jej go nosic?
        pozdrawiam
        --
        "Det bästa en kvinna kan göra är att gifta sig med en arkeolog, för ju äldre
        hon blir desto mer intresserad blir han"
        Agatha Christie
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=33607272
      • Muzułmanki walczą o chusty

        Powraca sprawa chust muzułmańskich na bułgarskich uczelniach - informuje
        wczorajsza prasa sofijska. W Płowdiwie grupa 110 studentek z Turcji, które mają
        podjąć naukę w Akademii Medycznej, domaga się prawa do noszenia takich chust na
        zajęciach.
        Studentki przebywają w Bułgarii na podstawie kontraktu z prywatną firmą turecką
        i płacą za naukę po 4 tys. euro rocznie. Ten aspekt finansowy sprawia - pisze
        dziennik "Sega" - że rektor Akademii Georgi Paskalew waha się, jaką decyzję
        podjąć w tej sprawie.
        Pytania o prawo do noszenia muzułmańskich chust napłynęły z Turcji także do
        dwóch innych wyższych uczelni w Płowdiwie. Na Uniwersytecie Płowdiwskim wydano
        na to zezwolenie, a rektor Uniwersytetu Technicznego kategorycznie zakazał
        chust.
        PS, PAP
        --
        sirocco.turystyka.net
        krajearabskie.prv.pl
    • Francuski minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarkozy wydał decyzję o
      zamknięciu nielegalnych meczetów na podparyskich lotniskach Orly i Roissy.
      Decyzja ta jest odczytywana przez Ruch na rzecz Francji (MPF) jako reakcja na
      książkę przewodniczącego tej partii Philippe'a de Villiers ("Meczety Roissy"),
      opublikowanej w kwietniu br.
      Polityk MPF napisał w niej, że muzułmanie opanowali obsługę podparyskich
      lotnisk i wykorzystują pomieszczenia aeroportów do praktyk religijnych,
      jednocześnie odmawiając korzystania z odpowiednich sal przeznaczonych do
      uprawiania kultu przez wszystkie religie. Publikacja Philippe'a de Villiers
      spotkała się wówczas z negatywną reakcją ministerstwa spraw wewnętrznych i
      została oceniona jako kłamliwa i rasistowska.
      Obecna decyzja Nicolasa Sarkozego została opatrzona klauzulą "tajemnicy
      wojskowej", co dla Philippe'a de Villiers oznacza "zaistnienie realnego
      niepokoju wpływem islamistów na paryskie lotniska", tym bardziej że dla obrony
      swoich interesów przeniknęli oni bardzo mocno do władz najbardziej wpływowego,
      mającego komunistyczne korzenie, związku zawodowego CGT.
      Franciszek L. Ćwik, Caen
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Imigracyjny dylemat



      Francja od lat boryka się z napływem nielegalnych imigrantów. Kolejne rządy
      próbują bezskutecznie powstrzymać falę obcokrajowców, pragnących za wszelką
      cenę osiedlić się nad Sekwaną.

      Minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarkozy przedstawił projekt nowej ustawy
      imigracyjnej, której celem ma być przyjmowanie we Francji tzw. imigracji
      chcianej i wybranej, a nie - jak dotychczas - imigracji "doznawanej". Dokument
      przewiduje przede wszystkim ułatwienia dla zdolnych, utalentowanych ludzi,
      którzy będą mogli przyczynić się do "rozwoju i blasku Francji" (naukowców,
      informatyków, artystów). Będą otrzymywać trzyletnie wizy pobytowe.
      Dziś Paryż płaci koszta rozbudowanego systemu pomocy społecznej, bezpłatnej,
      stojącej na wysokim poziomie opieki lekarskiej dla ludzi mających niskie
      dochody lub ich nieposiadających. Każdy obcokrajowiec, nawet bez legalnych
      papierów, ma zapewnione minimum opieki medycznej. Francja może też poszczycić
      się rozbudowanym, sprawnym systemem przyjmowania osób proszących o azyl
      polityczny i zajmowania się nimi. Rocznie wnioski o azyl składa tu około 70
      tys. ludzi. Dla większości z nich jest to jedyny sposób, by znaleźć się pod
      opieką francuskiego państwa, i najczęściej skuteczny środek osiedlenia się na
      stałe. Mimo że jedynie około 10 procentom osób składających prośbę o azyl
      polityczny udaje się go otrzymać, pozostali nie opuszczają Francji; żyją i
      pracują nielegalnie. Ocenia się, że obecnie jest około 500 tys. osób "bez
      papierów".
      Problemem dla Francji jest zwłaszcza imigracja muzułmańska, która nie integruje
      się ze społeczeństwem francuskim, stwarzając poważne problemy natury socjalnej
      i politycznej. Warto przypomnieć, że wśród uczestników zamieszek na
      przedmieściach Paryża i w podparyskich miejscowościach w listopadzie ubiegłego
      roku zdecydowaną większość stanowiły dzieci muzułmańskiej imigracji.
      Ugrupowania prawicowe od lat biją na alarm, widząc w imigracji muzułmańskiej
      zagrożenie chrześcijańskich wartości kultury europejskiej. Sytuacja we Francji
      jest tym bardziej niepokojąca, że żyje tu 4 miliony muzułmanów. Napływają oni
      wciąż szeroką falą w ramach tzw. łączenia rodzin lub docierają z dawnych
      kolonii i proszą o azyl polityczny. Obecny rząd, chcąc powstrzymać masowy
      napływ imigrantów, złożył w bieżącym roku projekt nowej ustawy imigracyjnej,
      który został przyjęty 18 maja przez Zgromadzenie Narodowe.
      Nowe prawo ułatwia dopływ do Francji imigrantów wykwalifikowanych, utrudnia
      natomiast małżeństwa z obcokrajowcami i procedurę łączenia rodzin. Anuluje
      jednocześnie przepis umożliwiający automatyczne staranie się o kartę pobytu po
      10 latach nielegalnego pobytu na terytorium Francji.
      Mimo zaostrzenia przepisów do Francji wciąż napływają obcokrajowcy, chcący
      wszelkimi metodami zalegalizować tu swój pobyt. Tak naprawdę nikt nie wie, co z
      nimi zrobić. Nad Sekwaną jest coraz trudniej. Ostatnio minister spraw
      wewnętrznych wpadł na pomysł częściowego rozładowania problemu imigracyjnego.
      Postanowił podwoić finansową ofertę dla imigrantów, którzy zdecydowaliby się na
      powrót do ojczyzny. Obecnie proponuje się 4 tys. euro na osobę dorosłą i 2 tys.
      na dziecko. Na razie oferta ta nie wzbudziła większego zainteresowania. Ponadto
      Nicolas Sarkozy wydał prefektom polecenie uregulowania pobytu rodzin, których
      dzieci od września 2005 r. uczęszczały do szkoły francuskiej, urodziły się we
      Francji lub przybyły z rodzicami do Francji, nie mając ukończonych 13 lat.
      Wymaga się też, by dzieci nie utrzymywały związków z krajem rodziców i
      wykazywały "realną chęć integracji". Rodziny te powinny do 15 sierpnia złożyć w
      prefekturach odpowiednie kwestionariusze. Cała akcja rozpoczęła się w miniony
      poniedziałek, powodując olbrzymie kolejki przed biurami prefektur. Tylko
      prefektura w Paryżu wyznaczyła już 2 tys. spotkań osobom starającym się o
      legalne papiery, które zostaną przyznane po pozytywnym wyniku rozmowy. Gdyby
      decyzja prefektury okazała się negatywna, ludzie ci mają otrzymać decyzję
      wydalenia z Francji. Znając jednak francuską rzeczywistość, należy stwierdzić,
      iż nie oznacza to wcale, że tak się stanie.
      Decyzje Nicolasa Sarkozy'ego idą wprawdzie w dobrym kierunku, ale nie
      rozwiązują problemu imigracji, z którym przyszły rząd będzie musiał się
      skonfrontować. Ocenia się bowiem, że z obecnej akcji przyznawania papierów
      skorzysta tylko kilka tysięcy ludzi. Prawdziwym problemem są tysiące
      imigrantów, którzy często od ponad 10 lat żyją nielegalnie we Francji. Różnymi
      sposobami próbują oni regulować swoją sytuację, posuwając się nawet do strajków
      głodowych.
      Jak na razie rząd chowa głowę w piasek, nie dając masowo kart pobytu i nie
      dokonując wydaleń z Francji. Problem imigracji wciąż czeka na rozwiązanie.
      Franciszek L. Ćwik
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Kamieniem w Tatara


      Krzycząc "Tatarzy precz z Krymu!", kilkusetosobowa grupa Rosjan obrzuciła
      kamieniami Tatarów krymskich, którzy w pokojowy sposób domagali się
      przeniesienia targu z terenu tatarskiego cmentarza-mauzoleum. Kilkanaście osób
      zostało rannych. Do incydentu doszło w sobotę - dzień po spotkaniu premiera
      Ukrainy Wiktora Janukowycza z przewodniczącym Medżlisu Narodu
      Krymskotatarskiego Mustafą Dzemilowem, kiedy podpisano umowę o przeniesieniu
      rynku. Tatarzy krymscy stanowią 11 proc. mieszkańców półwyspu. Wspierali
      pomarańczową rewolucję, czym narazili się większości krymskich Rosjan. AZJA
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Bałkańskie oblicza islamu
      Jacek Duda
      Wyprawa na Zachodnie Bałkany w lipcu tego roku było dla mnie pierwszym tak
      bliskim, żeby nie powiedzieć namacalnym, zetknięciem się z islamem, mimo że
      spośród czterech krajów, które odwiedziłem, tylko jeden, Albania, może być pod
      pewnymi warunkami określany mianem muzułmańskiego. Niemniej jednak w każdym (a
      poza Albanią odwiedziłem jeszcze Macedonię i Czarnogórę oraz przejeżdżałem
      przez albańskie etnicznie tereny Kosowa) można było zaobserwować obecność
      muzułmanów i ich wpływ na oblicze odwiedzanych krajów.


      Jedynym w większości muzułmańskim krajem, jaki odwiedziłem, była Albania.
      Według statystyk, aż 70% ludności wyznaje tam islam (pozostałe 30% to
      chrześcijanie ortodoksyjni i rzymscy katolicy w proporcjach 2:1 oraz w bardzo
      niewielkiej liczbie ateiści i pozostałe wyznania). Spodziewałem się zatem kraju
      islamskiego (mając wszakże w pamięci 24 lata przymusowej ateizacji poprzedzone
      20 latami walki z religią, uskuteczniane przez reżim Hodży).

      Ku mojemu zaskoczeniu jednak, wjeżdżając do Albanii od północy, człowiek widzi
      górujące nad wioskami wieże kościołów, nie minarety. Pułapka polega na tym, że
      okolice Szkodry oraz góry na północy kraju (pasma Mirëdita i Prokletije) to
      tradycyjnie od 12 wieku bastiony katolicyzmu, którego z racji trudno dostępnego
      terenu nie udało się wykorzenić ani Turkom, ani Hodży. Co ciekawe, to
      wynalazkiem ludzi z tych właśnie terenów, a nie wyznawców islamu, była
      gjakmarrja, czyli krwawa zemsta rodowa.

      Trzeba też nadmienić, że z identyczną sytuacją (jedynie kościoły zostaną
      zastąpione przez cerkwie) będzie mieć do czynienia ktoś, kto wjeżdża do Albanii
      od strony Grecji czy Macedonii – tam z kolei obecność ortodoksów tłumaczy się
      sąsiedztwem Grecji i jej pretensjami do północnego Epiru. Niemniej jednak w obu
      tych regionach, podobnie jak w interiorze, meczety oczywiście są. I niemal
      wszystkie są nowe, tzn. albo wybudowane po 1990 roku (zwykle za pieniądze
      przysyłane dokładnie na ten cel z Arabii Saudyjskiej, innych krajów Zatoki
      Perskiej czy z Iranu – na każdym widnieje tabliczka z napisem, kto fundował),
      albo odnowione i przywrócone do poprzedniego stanu po latach użytkowania ich
      jako składy zboża, magazyny czy bazy wojskowe (podobnie rzecz się miała z
      innymi obiektami kultu – np. katedra katolicka w Szkodrze była użytkowana jako
      hala sportowa).

      W przypadku bogatszych fundacji Arabowie zbudowali nie tylko meczet, ale
      również budynek szkoły koranicznej, centrum charytatywne i tego typu budynki,
      zresztą kompleksy takie są zazwyczaj najładniejszymi i najczystszymi miejscami
      w miastach. Osobiście widziałem tylko jeden taki kompleks w Vorë po drodze z
      Durrës do Tirany, zbudowany przez jakiegoś szejka z Arabii Saudyjskiej, i na
      tle mocno przygnębiającego miasteczka robił on wrażenie. Starych meczetów i
      typowych dla osmańskiej Turcji obiektów sakralnych czy świeckich (jak np.
      charakterystyczne budynki łaźni czy stare dzielnice handlowe) jest bardzo
      niewiele – w miejscach, w których byłem, widziałem zaledwie jeden zabytkowy
      meczet nie zburzony w czasie rewolucji kulturalnej – Xhami Ethem Bey na głównym
      placu Skanderbega w Tiranie (Ołowiany Meczet w Szkodrze był za daleko za
      miastem i przy ograniczonym czasie nie udało się do niego dotrzeć), a stare
      miasta ograniczały się do jednej-dwóch wąskich uliczek z nieco „cepelianymi”
      kramami oraz straganami (jeśli w ogóle, w Szkodrze i w Tiranie praktycznie cała
      poturecka zabudowa została wyburzona pod nowe inwestycje budowlane, które
      podobnie jak myjnie samochodowe, brak asfaltu w miastach i śmieci na każdym
      kroku są chyba najczęściej spotykanym widokiem w Albanii).

      Brak było niemalże bazarów, a targi wyglądały raczej jak na Ukrainie, a nie np.
      w Turcji czy Maroku. Gdzieniegdzie, na prowincji, takiej jak np. Krujë,
      trafiały się resztki panowania Turków, takie jak arabskie „reklamy” wymalowane
      na ścianach. Na wsiach i w małych miasteczkach, zwłaszcza tych, których nie
      dotknęła forsowna industrializacja, jest już nieco inaczej, dużo starej
      zabudowy, w tym sakralnej, się zachowało.

      Jeśli chodzi o oblicze samego islamu jest ono bardzo ciekawe i zaskakujące.
      Odnosi się wrażenie, że te 70% wyznawców jest mocno naciągane, zwłaszcza w
      dużych miastach, takich jak Durrës, Szkodra czy Tirana zupełnie się nie czuje
      tego, że jest się w kraju bądź co bądź muzułmańskim. Co prawda przy zwiedzaniu
      meczetów trzeba rzecz jasna zdjąć buty, kobiety zakrywają włosy i nogi, ale
      nikt nie robi problemów ani z wejściem „niewiernych” do miejsc kultu, ani z
      fotografowaniem. Podobnie na ulicach – w ogóle nie widać kobiet z zakrytymi
      włosami i w długich strojach, o czadorze nie wspominając.

      Jedynie czasem można zobaczyć tradycyjnie ubraną na czarno starszą kobietę, ale
      nie byłem w stanie stwierdzić, czy wynikało to z wyznawanej wiary, czy po
      prostu pani ta wyglądała jak typowa bałkańska starsza kobieta (takich samych
      pełno można spotkać w Grecji, Bułgarii czy nawet na Węgrzech). Kolejna sprawa
      to alkohol – bez problemu dostępny i spożywany przez miejscowych – myślę że
      zwyczaj rozpoczynania posiłków kieliszkiem raki (wódka z owoców) jest tak
      silny, że kto wie czy i niektórzy mułłowie tego nie robią… Widać jednak, że
      kultura spożywania alkoholu jest zupełnie inna, niemile widziane jest upijanie
      się publicznie, a jeśli już nawet Albańczycy idą na piwo, to potrafią siedzieć
      nad jednym przez dwie godziny.

      Jeszcze jedna z albańskich osobliwości to bektaszyci. Kraj ten ma największe na
      świecie skupisko tego odłamu islamu. Niestety nie dane mi było zobaczyć
      charakterystycznie ubranych duchownych tego obrządku, widziałem natomiast
      bektashi teqë, czyli świątynię, która z wyglądu podobna jest do meczetu, nie ma
      jednak minaretów. Teqë nazywane były nazwiskiem bogatych rodzin albańskich,
      które po podboju osmańskim przyjęły islam właśnie tej odmiany (np. teqë w Krujë
      nazywa się Dolma od miejscowej rodziny wielmożów). Najwięcej bektaszytów
      mieszka jednak w środkowej części Albanii, której niestety nie odwiedziłem.

      Macedonia jest za to miejscem, gdzie, szczególnie w miastach, bardzo się
      odczuwa zarówno turecką przeszłość, jak i ciągłą jeszcze obecność muzułmanów –
      zarówno Turków, których najwięcej jest na południu (Bitola, Resen, Gevgelija)
      jak i Albańczyków, zamieszkujących północno-zachodnią część kraju (miastem
      albańskim jest Tetovo). W zasadzie w każdym mieście, łącznie ze stołecznym
      Skopjem, zachowana jest zabytkowa dzielnica turecka z praktycznie nienaruszoną
      starą zabudową oraz zabytkowymi miejscami kultu (w tym największym w b.
      Jugosławii skopijskim meczetem Mustafa Paszy z 1492 r.). W zasadzie w każdym z
      miast możemy odwiedzić czarsziję, czyli starą dzielnicę turecką, w której, mimo
      że sprawia ona zwykle wrażenie mocno zaniedbanej i klaustrofobicznej, można
      naprawdę poczuć powiew orientu.

      Mieszkający w Macedonii Turcy są bowiem bardziej ortodoksyjni od swoich
      tureckich rodaków i daje się to zauważyć. Nie zaobserwowałem bowiem w żadnej z
      muzułmańskich dzielnic kobiet w kawiarniach, wzrosła zaś w porównaniu z Albanią
      liczba mijanych na ulicy chust. Można jeszcze odnotować fakt, że z racji tego,
      iż Macedonia nie jest krajem gdzie muzułmanie dominują, muezzini wzywają do
      modlitwy tylko raz – dwa razy na dobę (o 13 i o 21). Podobnie – ku mojemu
      zaskoczeniu – było w Albanii, nawet na prowincji, gdzie praktykowanie religii
      jest powszechniejsze. Mimo to, o 13 nad Skopjem mieszają się śpiewy z czterech
      meczetów (o różnej intonacji i czasem różniącym się tekście).

      Jeśli chodzi o Kosowo, nie mogę napisać wiele, ponieważ jedynie przez nie
      przejeżdżałem, niemniej jednak kilka charakterystycznych rzeczy rzuca się w
      oczy nawet z okien autobusu. Przede wszys
    • zapraszam na forum o islamie mojego Przyjaciela

      www.islam.fora.pl

      pozdrawaim
      --
      ''Ya salam ya salam ad aih helew el gharam...''
      Nancy Ajram
    • Kuwejt otwiera nowy meczet w Bośni
      KUNA
      piątek, 2006-09-15 08:17:33
      Minister sprawiedliwości i spraw muzułmańskich Kuwejtu Abdullah al-Matuk
      przybył wczoraj do Bośni, gdzie otworzy nowy meczet w centrum Sarajewa. Meczet
      został ufundowany przez kuwejcką instytucję charytatywną

      Podczas wizyty w Bośni, Al-Matuk spotka się z uczonymi muzułmańskimi,
      duchownymi wraz z przywódcą duchowym muzułmanów bośniackich imamem Mustafą
      Cericem jak również z innymi władzami.

      Hussejn Kazazovic, członek Najwyższej Rady Muzułmańskiej powiedział Kuwejckiej
      Agencji Prasowej (KUNA), że cieszą się i doceniają kuwejckiego ministra w
      imieniu wszystkich Bośniaków. Podkreślił wagę wzmocnienia wzajemnych stosunków,
      także stosunków duchowych, które łączą oba kraje.

      Kazazovic dodał, że Kuwejt cieszy się wielkim szacunkiem w Bośni, szczególnie
      wśród muzułmanów bośniackich, którzy doceniają jego rolę w udzieleniu wsparcia
      Bośniakom w trudnych czasach.

      Delegacja kuwejcka została przywitana na Międzynarodowym Lotnisku w Sarajewie
      przez m.in. bośniackiego zastępcę muftiego Muhara Hasanbegovica, członka
      Najwyższej Rady Muzułmańskiej Hussejna Kazazovica oraz Przewodniczącego Spraw
      Zagranicznych Bośni Ibrahima Hodzica.

      Al-Matuk ma dziś otworzyć nowy meczet oraz odwiedzić szkoły podstawowe w Bośni.

      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Muzułmanie brytyjscy przeciwni terroryzmowi
      KUNA
      Ostatni sondaż przeprowadzony wśród brytyjskich muzułmanów wykazał, że nie
      zawahaliby się przekazać władzom informacji na temat osób podejrzanych o
      terroryzm. Ankieta została przeprowadzona w dniach 8-20 września wśród grupy
      502 ludzi reprezentujących około milionową społeczność muzułmańską żyjącą w
      Wielkiej Brytanii.


      Według wyników 9% muzułmanów nie poinformowałoby o jakimkolwiek domniemanym
      terroryście. Co dwudziesty ankietowany powiedział, że ataki terrorystyczne
      wymierzone w transport brytyjski były „uzasadnione”. Tymczasem, 56%
      respondentów uważa, że władze brytyjskie nie są rzetelne i dokładne mówiąc,
      że „tysiące brytyjskich, muzułmańskich ekstremistów jest zdeterminowanych, by
      zorganizować zamachy terrorystyczne w Wielkiej Brytanii.” 34% za to twierdzi,
      że wierzy w to, co mówią władze o ekstremistach muzułmańskich w Zjednoczonym
      Królestwie.

      Komentując ostatnie zagrożenie terroryzmem w Wielkiej Brytanii, ankietowani w
      przeważającej części powiedzieli, że brytyjski premier Tony Blair nie ma
      powodów obawiać się muzułmanów.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • KRÓTKO EUROPA

      Ataki na meczety
      Nieznani sprawcy sprofanowali we Francji dwa meczety. Narysowano na nich
      kilkadziesiąt swastyk i napisano hasła "Francja dla Francuzów" oraz "Śmierć
      islamowi". Świątynia w Quimper została podpalona. Z kolei w rosyjskim
      Jarosławiu do meczetu wrzucono kilka koktajli Mołotowa. Do ataku doszło podczas
      modłów. Nikomu nic się nie stało. -

      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Zapobiec ekstremizmowi
      Dialog z niemieckimi muzułmanami



      Z inicjatywy ministerstwa spraw wewnętrznych w berlińskim zamku Charlottenburg
      rozpoczęła się konferencja będąca próbą dialogu między rządem a społecznością
      muzułmańską.

      Musimy zbudować rozsądne relacje z przedstawicielami tej wspólnoty – oświadczył
      Wolfgang Schaeuble, szef resortu spraw wewnętrznych i pomysłodawca konferencji.

      Przez dwa lata w grupach i podgrupach będzie ze sobą dyskutować 15
      przedstawicieli organizacji muzułmańskich z 14 przedstawicielami niemieckiego
      rządu i krajów związkowych. Choć, jak przyznał minister, wynik dyskusji jest
      otwarty, polityk liczy, że zakończy ją uchwalenie czegoś w rodzaju „dziesięciu
      przykazań” regulujących współżycie społeczności muzułmańskiej z resztą
      społeczeństwa.

      – W Niemczech żyje ponad trzy miliony muzułmanów. Ta konferencja jest próbą
      dialogu, choć dla jej uczestników musi być jasne, że konstytucja i porządek
      prawny Niemiec nie podlegają dyskusji – stwierdził minister Schaeuble.

      Polityk chadecji wiąże z konferencyjnym maratonem dalekosiężne plany i ambicje.
      Choć w przeciwieństwie do Francji nie zamierza scentralizować rozproszonych
      organizacji muzułmańskich, dąży do większej integracji wyznawców religii
      Mahometa. Docelowo ma ją umożliwić nauka islamu w szkołach państwowych w j.
      niemieckim. Polityk chce, aby duchowni muzułmańscy byli kształceni w Niemczech,
      a swe kazania wygłaszali w meczetach wyłącznie po niemiecku.

      Również papież Benedykt XVI zachęca władze oświatowe do wprowadzenia nauczania
      religii muzułmańskiej w niemieckich szkołach.

      Minister Schaeuble nie ukrywa, że konferencja integracyjna jest rodzajem
      prewencji zmniejszającej ryzyko ataku terrorystycznego ze strony radykalnych
      organizacji muzułmańskich. Według Armina Lascheta, ministra ds. integracji
      Nadrenii Północnej Westfalii, zwykły muzułmanin mieszkający w Niemczech ma tyle
      wspólnego z islamskim terroryzmem, co zwykły katolik z katolickimi terrorystami
      z Irlandii Płn.

      Mimo to władze niemieckie od dłuższego czasu obserwują z niepokojem
      radykalizację nastrojów wśród niemieckich muzułmanów. Po krytycznej wypowiedzi
      papieża Benedykta w Ratyzbonie dotyczącej islamu większość niemieckich
      muzułmanów zachowała spokój, ale – zdaniem władz – jest on pozorny. Z jednej
      strony, w Niemczech narasta sprzeciw wobec budowy nowych mecztetów, z drugiej,
      nie wiadomo, jak przeciwdziałać powstawaniu w wielu miastach muzułmańskich
      gett. Wprawdzie ich mieszkańcy pobierają niemiecki zasiłek, ale odrzucają
      zachodnią kulturę i europejski styl życia.

      (*)Izabella Jachimska z Berlina
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Francuski szef MSW odwiedzi paryski meczet
      KUNA
      2006-09-28 14:43:09
      Francuski minister spraw wewnętrznych i potencjalny kandydat na prezydenta
      Nicolas Sarkozy odwiedzi dziś w nocy meczet w Paryżu z okazji świętego miesiąca
      ramadan. Sarkozy weźmie udział w iftarze wraz z reprezentantami francuskich
      muzułmanów.

      Sarkozy, który pomógł stworzyć Radę Francuskich Muzułmanów, która ma
      reprezentować prawie sześć milionów muzułmanów we Francji, spotka się z
      przewodniczącym tej Rady, dr Dalilem Bubakerem oraz innymi jej członkami.

      Od czasu utworzenia trzy lata temu Rada borykała się z różnymi rozbieżnymi
      opiniami. Istnieją we Francji bowiem grupy dysydentów, które pragną większej
      niezależności i szerszego przedstawicielstwa w tej instytucji.

      Francuski minister spraw wewnętrznych nadzoruje wszystkie wyznania oraz ich
      reprezentantów. Zajmuje się także dialogiem w sprawach ich dotyczących.

      Dla muzułmanów we Francji największym problemem jest brak wystarczającej liczby
      meczetów, potrzeba odpowiednich miejsc szkoleniowych dla imamów, brak miejsca
      na muzułmańskich cmentarzach oraz brak funduszy na działalność społeczną na
      ubogich terenach, gdzie żyje duży odsetek muzułmanów.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Jack Straw: Niech muzułmanki zdejmą chusty
      Proszę muzułmanki przychodzące do biura poselskiego, aby odsłaniały twarze -
      ujawnił były szef brytyjskiego MSZ. I wywołał na Wyspach gorącą debatę
      Jack Straw, jeden z najbardziej znanych polityków Partii Pracy, jest dziś
      przewodniczącym Izby Gmin. Twierdzi, że żadna z muzułmanek nie odmówiła prośbie
      o odsłonięcie twarzy, a część zdejmowała chusty wręcz z ulgą.

      "Wartość spotkania w porównaniu z listem lub rozmową telefoniczną polega na
      tym, że prawie dosłownie widzi się, co druga osoba ma na myśli, a nie tylko
      słyszy to, co mówi" - napisał w czwartek Straw w "Lancashire Telegraph",
      lokalnej gazecie ukazującej się w jego okręgu wyborczym w zachodniej Anglii. W
      tym okręgu 25-30 proc. wyborców to muzułmanie.

      Polityk świadomie wywołał ogólnokrajową debatę - w piątek w BBC tłumaczył, że
      nie jest za prawnym zakazem noszenia chust, jaki w szkołach i urzędach
      publicznych wprowadzono np. we Francji. Wolałby jednak by kobiety nie
      zasłaniały twarzy, bo jego zdaniem utrudnia to kontakty z niemuzułmanami i
      tworzą się "równoległe społeczności", które się ze sobą nie kontaktują. "To tak
      oczywista manifestacja oddzielności i odmienności" - pisze w "Lancashire
      Telegraph".

      Brytyjskie media się podzieliły. Zdaniem prawicowego "Daily Telegraph" Straw
      prowokuje debatę, która powinna była się odbyć już dawno. "Należy mu się
      pochwała za to, że odrzucił polityczną poprawność, która dotychczas
      powstrzymywała czołowych polityków od tego typu dyskusji" - napisał dziennik.

      Zdaniem największego brukowca "The Sun" Straw słusznie prosi o zdejmowanie
      chust. "Dopóki te osoby nie będą na tyle pewne siebie, by czuć się równe bez
      zakładania masek w miejscach publicznych, nie ma szans, by w Wielkiej Brytanii
      doszedł do głosu nowoczesny islam".

      Lewicowy "Guardian" oddał głos muzułmance Rajnaarze Akhtar, szefowej
      organizacji Protect-Hijab broniącej prawa do noszenia chusty. Jej zdaniem
      ocena, że chusty psują stosunki między społecznościami, jest nieprawdziwa, a
      Straw wykorzystuje swą pozycję, ponieważ kobietom, które do niego przychodzą z
      jakąś sprawą, trudno jest odmówić odsłonięcia twarzy.

      Niektórzy parlamentarzyści Partii Pracy poparli Strawa. Opozycja skrytykowała
      go natomiast za to, że próbuje narzucać ludziom, jak mają się ubierać.

      Podzieleni są sami muzułmanie. Część, tak jak pani Akhtar, jest oburzona i
      wskazuje na to, że Straw dopuścił się dyskryminacji części wyborców. Jednak
      zdarzają się też odwrotne głosy. - Chusta powoduje pewien dyskomfort u
      niemuzułmanów. To zrozumiałe - stwierdził dr Daud Abdullah z Muzułmańskiej Rady
      Wielkiej Brytanii.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
      • Ostre reakcje na uwagi Jacka Strawa
        KUNA
        2006-10-08 14:59:51
        Coraz więcej polityków brytyjskich reaguje na negatywne uwagi brytyjskiego
        ministra Jacka Strawa nt. zakrywania twarzy przez muzułmanki w Wielkiej
        Brytanii. Straw spotkał się z silną krytyką, szczególnie ze strony ministra ds.
        Północnej Irlandii i Walii Petera Haina, który otwarcie wyraził swoje
        zastrzeżenia wobec tego, co powiedział Straw.

        Tymczasem, wielu członków rządu popiera poglądy Strawa temat zasłony twarzy,
        ponieważ uważają ją za symbol, który narzuca tożsamość religijną i może być
        przyczyną rasizmu w państwie.

        Władze brytyjskie sądzą, że wzrastająca liczba kobiet noszących zasłony twarzy
        w Wielkiej Brytanii może być powodem niepokoju, szczególnie po tym, jak w
        piątek w północnej Anglii zaatakowano muzułmankę z zasłoniętą twarzą.

        Straw opisał wczoraj zasłonę twarzy noszoną przez muzułmanki jako „wyraz
        rozdziału i inności" wśród społeczności muzułmańskich i nie-muzułmańskich w
        Wielkiej Brytanii.
        --
        sirocco.turystyka.net
        krajearabskie.prv.pl
        • Blair popiera zawieszenie muzułmańskiej nauczycielki
          KUNA
          2006-10-17 20:01:52
          Brytyjski premier Tony Blair wyraził dzisiaj swoje poparcie dla działań władz
          szkolnych, które zawiesiły muzułmańską nauczycielkę, ponieważ odmówiła
          ściągnięcia w szkole zasłony z twarzy.

          Podczas comiesięcznej konferencji Blair powiedział dziennikarzom, że „w pełni
          popiera” sposób, w jaki władze potraktowały Aiszę Azmi w szkole podstawowej
          Headfield Church of England w Dewsbury. Premier dodał, że ten problem uwydatnił
          potrzebę szerszej debaty nt. integracji społecznej.

          Kontrowersje ws. muzułmanek noszących zasłonę twarzy zapoczątkowała dwa
          tygodnie temu wypowiedź brytyjskiego ministra Jacka Strawa.
          --
          sirocco.turystyka.net
          krajearabskie.prv.pl
        • WIELKA BRYTANIA O krok od zamieszek

          Konflikt o chusty
          Spór o to, jak powinny się ubierać brytyjskie muzułmanki, może się zakończyć
          krwawymi zamieszkami albo czymś jeszcze gorszym - ostrzega szef Komisji do
          spraw Równości Ras.


          Według Trevora Phillipsa zamieszanie, które towarzyszy problemowi chust
          zakrywających całą twarz, osiągnęło już poziom wrzenia, które grozi takim
          wybuchem niezadowolenia, jakiego Wielka Brytania była świadkiem pięć lat temu w
          Oldham. W maju 2001 roku doszło tam do kilkudniowych starć muzułmanów z
          policją. Rannych zostało wtedy około 20 osób, a prawie 40 trafiło do aresztu.

          "Tym razem może być o wiele gorzej" - pisze Phillips na łamach gazety " The
          Sunday Times". Według niego debata na temat chust wywołuje coraz głębszy
          podział w społeczeństwie. "Z jednej strony mamy tych, którzy potępiają
          muzułmanów, widząc we wszystkim, co zrobią lub powiedzą, dowód na to, że
          świadomie odcinają się od otoczenia. Z drugiej strony natomiast poczucie
          zagrożenia we wspólnocie muzułmańskiej doprowadziło do tego, że nawet
          najbardziej umiarkowane komentarze traktuje ona jako kolejny przejaw
          prześladowań".

          Konflikt zaczął się na początku października, gdy przewodniczący Izby Gmin Jack
          Straw zaapelował do muzułmanek, by skończyły z zasłanianiem twarzy, bo utrudnia
          to ich integrację z resztą brytyjskiej społeczności. Potem oliwy do ognia dolał
          premier Tony Blair, który nazwał chusty "manifestem odrębności". Radykalne
          organizacje muzułmańskie zarzuciły wtedy brytyjskim władzom kontynuowanie
          nagonki na islam. --
          sirocco.turystyka.net
          krajearabskie.prv.pl
    • "Władze miejskie, przy silnym sprzeciwie opzycji, zapaliły projektowi, nomen
      omen, zielone światło. Powstaje pierwszy w Holandii szpital dla muzułmanów,
      których jest tam około miliona, z odpowiednim wyżywieniem, opieką duchowną oraz
      całkowitą separacją pań od panów, również jeśli chodzi o lekarzy i personel
      medyczny..."
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Kelly namawia do zmiany relacji z muzułmanami-z Arabia.pl
      Brytyjska Sekretarz Stanu ds. Społeczności i Władz Lokalnych Ruth Kelly
      zaapelowała o znaczną zmianę relacji rządu brytyjskiego z organizacjami
      muzułmańskimi. Przede wszystkim chodzi o popieranie zrównoważonych głosów w
      walce z ekstremizmem i terroryzmem.

      Przemawiając do muzułmanów w centralnym Londynie, Kelly powiedziała, że ludzie
      wszystkich religii w Brytanii mają wspólne wartości niepodlegające dyskusji,
      takie jak szacunek wobec prawa i wolności słowa, które zaatakowali zarówno
      islamscy ekstremiści jak i skrajna prawica.

      Kelly stwierdziła, że rząd poprze te organizacje muzułmańskie, które otwarcie
      wypowiedzą się przeciwko ekstremizmowi. Dodała również, że szanuje poglądy
      tych, którzy są przeciwni polityce zagranicznej rządu brytyjskiego w Iraku i
      Afganistanie i zaprosiła ich do wspólnej, szczerej debaty na temat wojny z
      terrorem.

      Przestrzegła także przed niebezpieczeństwem rozdmuchania tych spraw przez
      osoby, które chciałyby wbić klin pomiędzy muzułmanów i pozostałą część
      społeczeństwa brytyjskiego.

      Wypowiedź Kelly była następstwem ostatniego wystąpienia brytyjskiego ministra
      Jacka Strawa, w którym radził kobietom muzułmańskim, by nie zasłaniały twarzy.

      W Wielkiej Brytanii żyje ok. 1,6 miliona muzułmanów, z czego większość pochodzi
      z Subkontynentu Indyjskiego.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Muzułmańskie reakcje na kontrowersyjny program TV w Danii-z Arabia.pl
      „Arab News” z 8.10: Organizacja Konferencji Islamskiej (OKI) zapowiedziała, że
      będzie domagać się wyjaśnień od rządu Danii w związku z wyświetleniem w
      państwowej TV amatorskiego filmu video ośmieszającego proroka Mahometa.

      Film pokazywał działaczy duńskiej Partii Ludowej, którzy podczas letniego obozu
      parodiowali w sposób obraźliwy proroka. Muzułmanie duńscy skupieni w
      organizacji Demokratyczni Muzułmanie potępili film, lecz obiecali nie nawoływać
      do podejmowania działań odwetowych. Do wyrazów oburzenia przyłączyło się także
      Bractwo Muzułmańskie w Egipcie. Światowa Organizacja Mediów Islamskich
      zaapelowała do biznesmenów muzułmańskich o wspieranie programu edukacji
      społeczeństw Zachodu w zakresie historii i przesłania islamu.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Wielka Brytania: Czterech pobitych w meczecie-z Arabia.pl

      Policja brytyjska poinformowała, że wczoraj pobito czterech mężczyzn w meczecie
      w Wielkiej Brytanii. W wyniku incydentu aresztowano dwie osoby pod zarzutem
      napaści na tle rasowym.

      Policję wezwano wczoraj w nocy do meczetu w Eccles w Manchesterze z powodu
      doniesienia o pobiciu. Ofiary zdarzenia nie zostały ciężko ranne, jedna z nich
      dziś opuściła szpital, a pozostałe trzy nie potrzebowały opieki lekarskiej.

      W Wielkiej Brytanii żyje ok. 1,6 miliona muzułmanów, z czego większość pochodzi
      z subkontynentu indyjskiego
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Brytyjscy nauczyciele i inni pracownicy uniwersyteccy mają szpiegować
      muzułmańskich uczniów- oto ostatnie propozycje ministerstwa oświaty.
      Ministerstwo uważa, że miasteczka studenckie stanowią centra rekrutacji
      potencjalnych islamistów, a niektórzy mlodzi ludzie mają powiązania z
      działalnością terrorystyczną. Przygotowano na ten temat obszerny raport...
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Muzułmanie powinni przeprosić za zamachy terrorystyczne-z Arabia.pl

      Szkocki kardynał Keith O'Brien stwierdził, że muzułmanie powinni przeprosić za
      ataki z 11 września i 7 lipca. Dodał, że jego rodacy nie powinni "żyć w strachu
      przed atakami" ze strony muzułmanów. Jego wypowiedź wywołała oburzenie
      wyznawców islamu.

      Szkocki duchowny powiedział: "Muzułmanie poza tym nie przeprosili też za
      zabójstwo zakonnicy w Somalii, nie mówiąc nawet o zamachach z 11 września i
      atakach w Londynie. Pragnąłbym, żeby strona muzułmańska podjęła jakieś kroki.
      Nie powinniśmy żyć w strachu przed atakami ze strony muzułmanów".
      Jego uwagi wywołały oburzenie Aszrafa Andżuma z meczetu w Glasgow, który
      stwierdził, że kardynał jest w błędzie, obarczając winą wszystkich muzułmanów
      za działania ekstermistów. "Stwierdzenia [kardynała] bardzo zaniepokoiły
      szkockich muzułmanów" - dodał. "Kiedy doszło do ataków z 11 września i 7 lipca,
      każdy muzułmanin na świecie - z nielicznymi wyjątkami - je potępił. Kiedy ktoś
      popełnia przestępstwo, karze się go zgodnie z prawem, a nie obwinia cały naród
      czy grupę religijną za jego czyn".

      Na podstawie: www.dailyrecord.co.uk
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
      • Niemcy: Dożywocie za zabicie Egipcjanki
        wyborcza.pl/1,75477,7244119,Niemcy__Dozywocie_za_zabicie_Egipcjanki.html

        Antymuzułmański fanatyk, który na sali sądowej w Dreźnie
        zasztyletował ciężarną Egipcjankę, wywołując burzę w świecie islamu,
        resztę życia spędzi w więzieniu

        Ukrywając twarz pod kapturem, 28-letni Alex Wiens, przesiedleniec z
        byłego ZSRR, w milczeniu wysłuchał wczoraj wyroku sędziego za
        bestialskie zabójstwo Marwy Szarbini i próbę zabicia jej męża.

        Jednogłośnie ochrzczona w świecie islamu mianem "męczennicy hidżabu"
        Marwa, 32-letnia farmaceutka z Aleksandrii zasłaniająca włosy
        muzułmańską chustą (hidżabem), została dźgnięta kuchennym nożem 16
        razy na oczach swojego męża i trzyletniego synka, którzy razem z nią
        byli na sali sądowej. Była wtedy w trzecim miesiącu ciąży.


        Niemiecka prasa nie poświęciła morderstwu wiele uwagi, co
        rozwścieczyło Egipcjan i muzułmanów na całym świecie. - Nie ma Boga
        prócz Allaha, a Niemcy to wrogowie islamu! - krzyczał tłum
        zgromadzony w Aleksandrii na pogrzebie zamordowanej. Niemieccy
        muzułmanie organizowali protesty w Berlinie.

        Marwa przyjechała do Niemiec cztery lata wcześniej, bo jej mąż Elwi,
        wykładowca inżynierii genetycznej, dostał stypendium renomowanego
        Instytutu Maxa Plancka w Dreźnie. 1 lipca małżonkowie razem z
        trzyletnim synkiem Mustafą poszli do sądu. Marwa miała zeznawać na
        rozprawie apelacyjnej Wiensa, z którym już wcześniej wygrała sprawę
        o zniesławienie. Mężczyzna nazwał ją terrorystką, islamistką i
        dziwką, kiedy poprosiła, by ustąpił jej synkowi miejsca na huśtawce.
        Wiens nigdy nie ukrywał, że nienawidzi islamu, otwarcie mówił o tym
        już w trakcie pierwszego procesu.

        To właśnie na rozprawie 1 lipca doszło do tragedii. Wiens nagle
        rzucił się na kobietę z nożem i zanim na salę wpadli ochroniarze,
        dźgnął ją 16 razy. Marwa zginęła na miejscu. Mąż, który rzucił się
        jej na pomoc, też dostał cios nożem, po czym został postrzelony
        przez ochroniarza przekonanego, że to on jest napastnikiem. Elwi
        przez długi czas był w śpiączce, teraz chodzi o kulach, nie wiadomo
        czy kiedykolwiek odzyska sprawność.

        Wczorajszy surowy wyrok dla Wiensa powinien usatysfakcjonować
        muzułmanów, którzy spekulowali, że Niemcy nie dość przykładnie
        ukarzą mordercę. - Kiedy w Niemczech obrazi się Żyda, wszyscy
        podnoszą raban i idą na wojnę z antysemityzmem, ale po zamordowanej
        Egipcjance nikt tu nie płacze - oburzał się po śmierci Marwy jeden z
        blogerów. Najważniejszy egipski duchowny imam meczetu Al-Azhar w
        Kairze Muhammad Said Tantawi kilkakrotnie domagał się dla
        mordercy "najwyższego wymiaru kary".

        - To właściwy wyrok, sprawiedliwości stało się zadość. Myślę, że
        rodzina i wszyscy Egipcjanie będą usatysfakcjonowani - cieszył się z
        decyzji sądu ambasador Egiptu w Niemczech Ramzi Izz ad Din Ramzi
        --
        krajearabskie.prv.pl
        عائشة
    • Dania i Norwegia chcą naprawy stosunków-z Arabia.pl
      Delegacje Duńczyków i Norwegów rozmawiały dzisiaj z szefem Islamskiego Centrum
      Edukacyjnego Abu an-Nur w Damaszku, Salahem Kaftaro na temat możliwej naprawy
      stosunków ze światem muzułmańskim.

      Jak wynika z dzisiejszego oświadczenia, dyrektor centrum powiedział, że wizyta
      szefa Centrum Chrześcijańsko-Muzułmańskiego w Danii Rassmussena oraz członków
      towarzyszących mu delegacji miała przyczynić się do naprawy zepsutych stosunków
      z światem muzułmańskim z powodu publikacji karykatur proroka.

      Kaftaro oraz inni muzułmańscy uczeni w Syrii potwierdzili oddanie sprawie
      poszanowania religii. Podkreślił również potrzebę dialogu i spotkań wśród
      muzułmanów i społeczeństw arabskich w celu lepszego przedstawienia na zachodzie
      prawdziwego oblicza islamu.
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • DANIA "Jyllands-Posten" nie chciał obrazić

      Nie będzie procesu o karykatury Mahometa
      Duńscy sędziowie odrzucili pozew muzułmanów przeciwko gazecie, która przed
      rokiem opublikowała 12 rysunków przedstawiających Mahometa


      Karykatury, w większości wyszydzające proroka, wywołały na początku roku niemal
      ogólnoświatowy kryzys. Unaocznił on przepaść dzielącą kulturę Zachodu i kulturę
      islamu. Siedem organizacji islamskich domagało się od kierownictwa dziennika "
      Jyllands-Posten" równowartości prawie 15 tysięcy euro odszkodowania za obrazę
      islamu i urażenie uczuć religijnych jego wyznawców. "Prorok został
      przedstawiony w tej gazecie jako agresywny, niemądry szaleniec, który nie
      szanuje kobiet i który ma wiele wspólnego z wojną i terroryzmem" - napisali
      autorzy pozwu.

      Przed sądem mieli stawić się redaktor naczelny dziennika Carsten Juste i szef
      działu kultury Flemming Rose, którzy we wrześniu 2005 roku podjęli decyzję o
      opublikowaniu karykatur. Jednak nie będą musieli tego robić. Sąd w Aarhus nie
      zgodził się bowiem na wszczęcie procesu. Zdaniem sędziów nie ma podstaw, by
      przyjąć, że redakcja zamierzała poniżać muzułmanów - choć nie da się wykluczyć,
      że niektórzy mogli poczuć się urażeni.

      Publikacji karykatur (co po " Jyllands-Posten" uczyniło wiele gazet na świecie,
      także " Rz") towarzyszył spór o to, co jest wolnością słowa, a co obrazą
      religii. Szybko przeniósł się na ulice, okazało się bowiem, że do muzułmanów
      nie trafiają argumenty o wartościach demokracji. Swoją "wolność słowa" wyznawcy
      islamu realizowali, paląc ambasady (w Dżakarcie i Bejrucie), demolując kościoły
      (na północy Nigerii) i domagając się śmierci autora rysunków oraz tych, którzy
      pozwolili na ich druk w prasie (w pakistańskim Karaczi ich głów żądały
      kilkuletnie dzieci). Wysiłki dyplomatyczne podejmowane przez papieża,
      europejskich polityków czy nielicznych duchownych islamskich były nieskuteczne.
      Konflikt o karykatury, który tlił się pod koniec zeszłego roku, a swoje apogeum
      osiągnął na przełomie stycznia i lutego, wygasł w kwietniu - ale umarł śmiercią
      naturalną, a nie dlatego, że zwaśnionym stronom udało się osiągnąć jakiekolwiek
      porozumienie.

      Wczorajsza decyzja duńskiego sądu to kolejny dowód na ostrą polaryzację
      stanowisk. Duńscy muzułmanie nie mają jednak wątpliwości: " Jyllands-Posten"
      zasługuje na karę finansową, bo obraził ich uczucia. - Będziemy się odwoływać
      od werdyktu - zapowiedział Kasem Ahmad, przedstawiciel organizacji, które
      pozwały dziennik. Było ich siedem, ale według Ahmada mają one poparcie co
      najmniej 20 innych, które działają w tym niewielkim skandynawskim kraju. - Sąd
      potwierdził nasze niepodważalne prawo do publikacji rysunków - to z kolei
      opinia naczelnego " Jyllands-Posten". - Jakikolwiek inny wyrok byłby
      katastrofalny dla wolności prasy i uniemożliwiłby mediom wykonywanie ich zadań
      w demokratycznym społeczeństwie - przekonywał Carsten Juste.

      Najlepszym dowodem na to, że zakończenie sprawy karykatur nie doprowadziło do
      zbliżenia obu kultur, są spory, do których dochodziło w kolejnych miesiącach.
      Najpoważniejszy z nich był efektem wyjętej z kontekstu wypowiedzi Benedykta
      XVI, który przytoczył cytat krytykujący sposób szerzenia wiary przez proroka
      Mahometa.

      raf, dpa, ap
      --
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • Polski kościół w Detroit będzie meczetem

      Jacek Pawlicki2006-11-06, gazeta.pl

      Polski kościół pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy na przedmieściach
      Detroit zamieni się wkrótce w meczet. Lokalna Polonia i katolicy nie ukrywają
      żalu


      Detroit i okolice zamieszkuje wielu muzułmanów. Na zdjęciu: radość Amerykanów
      irackiego pochodzenia z przedmieść Detroit po wydaniu wyroku śmierci na Saddama
      Husajna.
      ZOBACZ TAKŻE
      Polonia prawie nieobecna w tegorocznych wyborach w USA (06-11-06, 20:41)
      - To będzie bolało, zbyt wiele moich wspomnień związanych jest z tym miejscem -
      mówi gazecie "The Detroit News" Mary Ann Rice, której rodzice byli imigrantami
      z Polski. Kiedy była dzieckiem, kościół pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej
      Pomocy na przedmieściach Detroit był dla niej drugim domem. Tu uczęszczała na
      lekcje religii i msze po polsku.

      Ostatnią mszę w Our Lady Help of Christians odprawiono w niedzielę 29
      października. Tym samym skończyła się 83-letnia historia parafii, gdzie od 1923
      roku we wszystkie niedziele i święta odprawiano msze w języku polskim. Teraz
      134 rodziny, które były związane z kościołem, zostaną przyłączone do sąsiedniej
      parafii Przemienienia Pańskiego. Tam też trafi sprzęt liturgiczny i obrazy z
      kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

      68-letniej Ann Rice, podobnie jak i wielu starszym mieszkańcom okolicy
      Hamtramck, trudno się z tym pogodzić. Protesty jednak na niewiele by się zdały,
      bo transformacja katolickiej świątyni w meczet odbywa się zgodnie z prawem i za
      przyzwoleniem hierarchów.

      Rzymskokatolicka Archidiecezja Detroit, na której czele stoi kardynał polskiego
      pochodzenia Adam Maida, sprzedała kościół wraz z czterema innymi budynkami
      kościelnymi Centrum Islamskiemu Północnego Detroit. Na przedmieściach Detroit
      przybywa muzułmanów, a społeczność katolicka topnieje. Diecezja miała kłopot z
      utrzymaniem wielu katolickich świątyń. Brakuje nie tylko wiernych. Stało się
      już regułą, że jeden ksiądz obsługuje kilka parafii, co odbija się na jakości
      posługi. Co więcej, sprzedaż kościołów na przedmieściach, z których ubywa
      białych, nie jest czymś wyjątkowym w USA.

      Miejscowa prasa nie demonizuje przejęcia kościoła przez muzułmanów, tłumacząc,
      że świątynie zmieniają się wraz z etnicznym charakterem otoczenia.

      Polscy katolicy zaczęli osiedlać się w okolicy Hamtramck na początku XX wieku,
      kiedy w Detroit zaczynał się bujnie rozwijać przemysł motoryzacyjny. Jak pisze
      w "The Detroit News" Kim Kozlowski, Polacy przywieźli w te okolice "kulturę,
      jedzenie i wiarę katolicką. (...) Wkrótce zaczęły się rozprzestrzeniać polskie
      restauracje, sklepy i kościoły".

      Teraz przyszła kolej na muzułmańskich imigrantów z Indii, Bangladeszu i Bośni.
      Jeszcze na początku lat 90. w okolicy Hamtramck mieszkało 421 muzułmanów. Teraz
      żyje tu 421 Bengalczyków i 530 Hindusów. W tym samym czasie populacja potomków
      polskich katolików stopniała o ponad połowę - z 878 do 394. Miejsce polskich
      sklepów i restauracji zajmują hinduskie i bengalskie. Przyszedł czas i na
      kościoły.

      - To będzie dobre dla naszej społeczności - mówi "The Detroit News" Mohammed
      Moshon, Bengalczyk z okolic Hamtramck. Jego zdaniem do nowego meczetu
      przychodzić będzie na piątkowe modły ponad 300 osób. Liczy też na to, że
      powstanie tu muzułmańska szkoła.

      Nie można wykluczyć, że podobny los co kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy
      czeka też inne katolickie świątynie. Władze diecezji Detroit wydzierżawiły
      muzułmanom co najmniej jeszcze jeden kościół.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3721703.html?nltxx=856991&nltdt=2006-11-07-09-05
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-263
(201-263)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.