... enjoy. Jednocześnie zaznaczam, że jestem autorką tego tekstu, więc proszę o przestrzeganie prawa:)
BAJKA O MOLU KSIĄŻKOWYM I SOWIE OKULARNICY
O miłości co powstała
Gdzieś w akademickim mieście
W uczelnianych kulurach
Posłuchajcie opowieści
Nie wiadomo jak się stało
- Temat tak nietuzinkowy –
Że tych dwoje się poznało
Jak tu zacząć prostym słowem?…
Można rzec, kwestie miłosne
Co w pakiecie z doznań chemią
Przerabiane są co wiosnę
Z kulminacją w czasie pełni
Nie znalazły się ni razu
U żadnego bez wątpienia
W ani jednym z fakultetów
Jako przedmiot zaliczenia
Wciąż książkami obłożeni
Uczuć swych nie przewidzieli
Nad kartką ksero skupieni
Zauważyć też nie chcieli
Że studenci jak świat stary
Ze względów czysto praktycznych
Łączą się gorliwie w pary -
Tańsze od studiów medycznych
zresztą zgłębiać anatomię
Dużo milej i weselej
Jest w studenckiej – trudno, wspomnę
Niezbyt świeżej – lecz pościeli
Ale tutaj jasna sprawa
On omnibus ona zdolna
Im nie w głowie jest zabawa
kręci ich praca mozolna
Stało się tej wiosny właśnie
Koło numer siedem sali
Grom kulisty jak nie trzaśnie
Zapatrzeni w siebie stali
Ona mętny wzrok, on mglisty
Wyglądali dość komicznie
Ten kto widział to przytaknie
Pierw rzecz jasna platonicznie
Jedno drugie poznać łaknie
ile godzin! tyle wiedzy!
Zgłębiać można swe pokłady
Już ni książki, ni koledzy
Się nie liczą – ni wykłady
To jest ważne co jest wspólne
Zainteresowań głębie
Są teorie obopólne
Wielość wątków w ich obrębie
I tak mózgi chłoną swoje
Nie stroniąc też i od ciała
Nagle patrzą: ksiądz, ich dwoje
Ślub, tort i rodzina cała
Gdy przyszło opamiętanie
Trochę już za późno było
myszko, gdzie moje śniadanie?
Oj, coś chleba nie starczyło
Zapomniałaś? Nie kupiłeś?
Wciągnął mnie ten dyskurs przedni
Freud, Pared– choć puszka mała?
Czas już prawie poobiedni
A na stole przestrzeń biała
Nie obrusem lecz papierem
Artykułów setką całą
Zastąpiła kromkę z serem
Wściekły on, wkurzona ona
Bo dlaczego tak się składa
Że to zawsze właśnie żona
Za codzienność odpowiada
A mąż po poślubnej nocy
Intelektu wsze podniety
Zaniedbuje bo po pracy
W domu woli mieć kotlety.
Potem jeszcze gorzej było
On obronił swój doktorat
Dziecko im się pojawiło
Zniknął gdzieś jej elaborat
Pod codziennych potrzeb ścierką....
Smutne? Nie! żyjemy przecie
Nie gdzie marzeń poniewierka -
Lecz w otwartym pięknym świecie
Więc jak wszystko dobrze pójdzie
Dom przetrwa, dorosną dzieci
I powietrze z niej nie ujdzie,
Upubliczni triumfalnie
Ona wreszcie swe eureki
W naukowym biuletynie
Kursu dla trzeciego wieku
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.