Dodaj do ulubionych

Rowerem do Hiszpanii

19.11.06, 07:42
Poszukuje osoby na wspólną wyprawę rowerową. Zamierzam w przyszłym roku
dojechać z Krakowa do Hiszpanii rowerem. ``Po drodze `` możliwe zdobycie
Mount Blanc, ale to zależy od zaprzyjaźnionej ekipy która ma przylecieć z
Polski ze sprzętem, bo nie zamierzam go taszczyć rowerem. Ale głównym celem
wyprawy jest Hiszpania. Z uwagi na ograniczony czas powrót samolotem.
Edytor zaawansowany
  • leon2leon 19.11.06, 14:50
    Więcej szczegółów proszę. Termin, kilometraż, spanie, orientacyjna trasa.


    --
    pzdr
    Leon
  • amirek2 19.11.06, 18:28
    Jeżeli chodzi o termin, to jest on do uzgodnienia, gdyż mam ten luksus, że sam
    mogę ustalić sobie termin urlopu i jego długość, więc jeżeli ktoś będzie
    zainteresowany to ustalimy termin wspólnie(jeżeli obcja z Mount Blanc dojdzie
    do skutku, to należy równiez liczyć się z moimi najomyni którzy pojadą autem i
    wezmą sprzęt który jest potrzebny do zdobycia tej góry, a później się do
    niczego nie przyda). Noclegi: pola namiotowe i na dziko(jeżeli to będzie tylko
    możliwe). Trasy jeszcze nie ustalałem, napewno chciałbym odwiedzić Szwajcarię.
    Może uda sie dotrzeć aż na Gibraltar. Poza tym muszę sie jeszcze przekopać
    przez literature, żeby ustalić co jest warte odwiedzenia po drodze. Ale na to
    jest jeszcze czas. Narazie żyje wycieczką do Australii w styczniu (nie na
    rower). Ale piszę już teraz bo gdyby ktoś myślał o takiej wyprawie poważnie to
    musi się do niej przygotować i pewnie poznać ze mną.
  • ewcyna 19.11.06, 20:04
    Cześć... A do Afryki się juz nie wybierasz ?:)
  • robertrobert1 19.11.06, 20:45
    Z Polski do Hiszpani trasa prowadzi przez kilka krajow...
    - Czechy, Austrie, Szwajcarie, Francje.
    Na oko liczac bedzie okolo 3,5 tys km. Jesli chcesz po drodze co nieco zwiedzac
    to nie bedziesz robic dziennie wiecej niz 100 km czyli czas podrozy bedzie
    wynosil min 35 dni. Z doswiadczenia wiem, ze aby zwiedzic dany kraj trzeba 2-3
    tygodni ...
    Cos czuje, ze twoja wyprawa bedzie bardziej sprintem niz odkrywaniem fajnych
    miejsc.

    --
    I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
  • amirek2 20.11.06, 21:19
    Ewo do Afryki z Gibraltaru to już niedaleko więc po cichu na to liczę, ale nie
    chciałem pisać:)
    Robert, a Ty masz coś przeciwko, jak to określiłeś ``sprintom``? Bo nie wiem
    czy tak można nazwać 100 km dziennie. Ja mam nadzieję na troszkę lepszą
    średnią, ale skoro to sprint, to przejadę przez Europę sprintem.
  • ewcyna 22.11.06, 19:54
    Tak własnie myslałam, ze do Afryki skoczysz tak czy inaczej.
    Ja planuję drugą strona Europy - Rumunia, Bulgaria, Turcja i może aż na Cypr.
    Pewnie nie uda mi się jednak zrobić calości - zobaczymy jak okoliczności
    przyrody będą.
    Plan awaryjny to Portugalia. Udanego planowania, pozdrawiam, e
  • leon2leon 24.11.06, 13:38
    > Robert, a Ty masz coś przeciwko, jak to określiłeś ``sprintom``? Bo nie wiem
    > czy tak można nazwać 100 km dziennie. Ja mam nadzieję na troszkę lepszą
    > średnią, ale skoro to sprint, to przejadę przez Europę sprintem.

    Robert prawdopodobnie ma problemy z uznaniem wszystkiego co choć trochę odbiega
    od jego wyobrażeń o turystyce rowerowej. Kiedyś nie spodobała mu się moja forma
    spędzania czasu na dwóch kółkach (szukałem chętnych na wyjazd w Alpy francuskie,
    bardzo zresztą udanego), a po moim pytaniu o czepiactwo wyciął cały mój wątek.
    No ale w końcu to jego forum więc może je sobie kreować do woli.


    --
    pzdr
    Leon
  • robertrobert1 24.11.06, 19:42
    Fakt moje forum wiec mam prawo byc moderatorem.

    Ale dosc! Jesli mowisz, ze wyjazd (nie wyprawa) sie udala to bylbym wdzieczny
    za kilka slow relacji i...kilka fotek.
    Coz wyprawa rowerowo-samochodowa jest dla mnie nieco dziwna ale moze tylko
    dlatego, ze takiej jeszcze nie doswiadczylem.
    --
    I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
  • leon2leon 24.11.06, 23:38
    robertrobert1 napisał:

    > Fakt moje forum wiec mam prawo byc moderatorem.

    Możesz ale nie musisz. Nikt tu nikogo nie obraża, nie używa brzydkich słów, nie
    ma potrzeby moderowania tak kulturalnego towarzystwa.

    > Ale dosc! Jesli mowisz, ze wyjazd (nie wyprawa) sie udala to bylbym wdzieczny
    > za kilka slow relacji i...kilka fotek.

    Wyjazd czy wyprawa, nie ma o co się kłócić. Dla mnie najważniejsza jest frajda z
    jazdy rowerem. Co do relacji, niestety nie mam swojej strony, na której mógłbym
    zamieścić relacje i zdjęcia. Mogę tylko zamieścić trochę statystyki (założę nowy
    wątek). Zdjęcia mam bardzo przyzwoite więc jeśli chcesz je zamieścić gdzieś w
    Internecie to chętnie je udostępnię razem, z opisem.

    > Coz wyprawa rowerowo-samochodowa jest dla mnie nieco dziwna ale moze tylko
    > dlatego, ze takiej jeszcze nie doswiadczylem.

    Samochód daje wiele udogodnień. Po pierwsze możliwość szybkiego przemieszczenia
    się w miejsce, które chcesz zwiedzić rowerem. Dzięki niemu nie musiałem
    pokonywać rowerem ponad 1200 km dzielących Wrocław i Alpy, trwałoby to co
    najmniej tydzień - niepotrzebna strata czasu, nic mnie po drodze nie
    interesowało. W zeszłym roku jechałem z Wrocławia do granicy czesko-austriackiej
    pociągiem. Koszmar - 5 przesiadek, bieganie z załadowanym rowerem po peronach,
    wykłócanie się z konduktorami w Pradze, poobijany rower w przedziałach
    bagażowych i cały dzień w plecy. Samochodem byłoby szybko, łatwo i przyjemnie.

    Liczy się też możliwość szybkiej zmiany miejsca pobytu w razie załamania pogody
    - korzystaliśmy z tej możliwości 3 razy uciekając przed deszczem, a raz przed
    potężną burzą. W razie niepogody wystarczy sprawdzić gdzie jest sprzyjająca aura
    i "przeskoczyć" samochodem w to miejsce, np. z okolic Grenoble na Prowansję.
    Wystarczy kilka godzin i jesteś na miejscu gdzie świeci słońce. W końcu po to
    tam pojechałem, deszczu i wiatru mam pod dostatkiem w Polsce.

    Nie sposób pominąć pewnej wygody związanej z "maniem" samochodu pod ręką, można
    się w nim przespać (jeśli jest wystarczająco duży), można zabrać ze sobą pół
    warsztatu i naprawić rower w razie potrzeby, można szybko i sprawnie pojechać do
    sklepu po zapasowe części. Okazało się np., że moje siodełko, które do tej pory
    spisywało się świetnie, po dwóch dniach dłuższej jazdy kojarzyło mi się raczej z
    rozpalonym żelazkiem niż z wygodnym oparciem. Musiałem pojechać 80 km do
    najbliższego sklepu w Chambery i kupić nowe, wygodniejsze. BTW, co za sklep!
    Wielkość hipermarketu i setki części, rowerów, ubrań... heaven on Earth.

    Istnieje oczywiście pewna upierdliwość wynikająca z zabierania ze sobą
    samochodu. Otóż robiąc wycieczkę rowerem trzeba wrócić do miejsca, w którym
    zostawiliśmy zaparkowane auto (zawsze stało na jakimś kampingu). Myślałem, że
    będzie to dość przykre bo nie lubię jeździć dwa razy tą samą drogą. W Alpach
    oczywiście nie da się tak po prostu zrobić pętli i często musieliśmy zadowolić
    się wycieczką długości 40-70 km i wracać z przełęczy tą samą drogą bo nie
    udałoby się nam zamknąć pętli o długości np. 150-180 km i przewyższeniach
    sięgających 3600 m lub więcej w rozsądnym czasie (czyli od rana do wieczora).
    Ale okazało się, że podjazd i zjazd tą samą drogą dostarcza tak różnych bodźców,
    że nigdy nie był nudny.

    Jak się okazuje samochodem wspomagają się setki rowerowiczów, śpią w hotelach
    czy na kampingach, a ich zabawa polega na zaliczaniu trudnych podjazdów pod
    słynne przełęcze i góry. Wyprawowicza spotkaliśmy naprawdę tylko jednego, z
    ogromnymi sakwami i pełną przyczepką podjeżdżał pod Col du Glandon (wow!).
    Widzieliśmy też dwie rodziny z tatusiami ciągnącymi swoje pociechy w
    przyczepkach (nad kanionem Verdon), a reszta - czyli jakieś 9999 kolarzy jechało
    na szosówkach. Ja na trekingu byłem jednym z nielicznych, kolega na góralu był
    ewenementem i wręcz ciekawostką przyrodniczą.
    :-)

    --
    pzdr
    Leon
  • oskar58 19.11.06, 17:49
    Mam równie ambitne plany, ale nie do, a po Hiszpanii i we wrześniu 2006. Na
    jazdę tam i z powrotem szkoda czasu, wolę go poświęcić na zwiedzanie Hiszpanii.
    Planuję lot do Malagi albo Barcelony, a stamtąd jazdę do Santiago de
    Kompostella. Trasa powrotu jeszcze nie dopracowana, mam dużo czasu i nie znam
    jeszcze rozkładu lotów na przyszłe lato. Pozdrawiam. Oskar

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka