Dodaj do ulubionych

Francja z dzieciakami- relacja:)

28.07.07, 01:13
Wrażenia ogólne

Plan był taki: przez dwa tygodnie objechać rowerem kawałek Francji- Dolinę
Loary, zwiedzić 10 zamków, przejechać ponad 300km. Plany mają to do siebie, że
w trakcie realizacji ulegają często zmianie, w związku z prognozami pogody na
drugi tydzień ( deszcze nieustające, z tego co wiem prognozy sprawdziły się)
skróciliśmy pobyt nad Loarą i przenieśliśmy się w bardziej suche i ciepłe
rejony Francji. Gdybyśmy jechali bez dzieci, pogoda nie zrobiłaby na nas
większego wrażenia, ale uwierzcie, dwulatek i sześciolatka stłoczeni w małym
namiocie, z którego nie można wyjść, bo pada, to istny horror. Co innego
przelotny deszcz, którego nie brakowało w pierwszym tygodniu.


--
Pozdrawiam
Kamila
Edytor zaawansowany
  • kamka1 28.07.07, 01:14
    Ekwipunek- co się przydało a co nie.

    Prawdę mówiąc, na taką wyprawę ( tak długą) jechaliśmy po raz pierwszy i
    kompletując sprzęt korzystaliśmy z rad formowych, ale głównie kierowaliśmy się
    intuicją. Nie zawiodła. Oto co zapakowaliśmy do dwóch przyczepek i sakw ( jedna
    80l, druga 45l + małe sakwy na kierownicę):
    1. Dwoje, pełnych energii dzieci ( 2 i 6 lat)
    2. namiot 3- osobowy z przedsionkiem ( najlżejszy z Decathlonu)
    3. 4 śpiwory ( dla młodego- taki niemowlęcy z szelkami)
    4. 1 materac- 165x220- spaliśmy w poprzek (nogi poza materacem), pompka
    5. rozkładany stolik ( blat z tkaniny) + 4 stołeczki wędkarskie, przed wyjazdem
    dwóm mąż przyciął nogi- dla maluchów
    6. kuchenka z 1 palnikiem, zapas 4 butli gazu
    7. 2 garnki Tefal Ingenie- nie podobały mi się gotowe zestawy turystyczne, te
    drogie były ok., ale kosztowały tyle co Tefal
    8. komplet naczyń z melaminy- 4 duże talerze, 4 deserowe, 4 kubki służące do
    różnych celów- od zupy, poprzez kawę, na winie kończącJ. Komplet kupiony na
    miejscu za 10 euro. Cena melaminy w Polsce mnie przeraziła.
    9. sztućce- zwykłe, z plastikową rączką + jeden ostry nóż + korkociąg
    10. 2 polarkowe koce do przykrycia dzieci w przyczepkach ( jak przysnęły)
    11. zestaw naprawczy ( klucze, zapasowe dętki, itp.) – nie przydał się na szczęście.
    12. 2 plandeki + linki do przykrycia rowerów i przyczepek w nocy- przydało się,
    bo często padało ( przelotnie, ale jednak)
    13. płyn do mycia naczyń, proszku do prania nie brałam, dwa razy korzystałam z
    pralki na kempingach, a tam proszek jest w cenie.
    14. ubrania i ręczniki- wzięłam za dużo ubrań na gorące dni, ale to już wina lub
    zasługa pogody. Z ciepłych rzeczy rewelacyjne są ubrania z polaru- szybko schną
    i jakiekolwiek plamy ( dzieci!) spierają się.
    15. telefony, ładowarka do nich i do baterii ( mieliśmy taką co ładuje 4
    akumulatorki w 20 min, więc podczas mycia naczyń czy kąpieli świetnie się
    sprawdzała), mp3 i głośnik bezprzewodowy- z piosenkami dla dzieci- ukradli ją
    nam na 2-gim kempinguL, aparat i statyw- to był świetny pomysł, wreszcie
    jesteśmy wszyscy na wakacjach!!!

    Chyba to wszystko, na drugi rok bierzemy tylko drugi namiot dla dzieci. Te
    „wędrówki ludów”, przemieszczanie się ( ja chcę obok mamy!, ja nie chcę spać na
    końcu i być sama!- w 3-os namiocie!!!). łażenie nam po plecach itp. W przyszłym
    roku będą spać same i tyle. Nie chcę iść za kratki za to, że któreś zabiję.


    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:15

    1. Kemping miejski w Rigny- Usse, w miejscowości gdzie jest zamek. Wioska
    malutka, 1 sklep spożywczy, 1 piekarnia, pamiętać trzeba o przerwie ( 12-16),
    potem otwarty do 20-tej. Jak ktoś ma auto można na zakupy pojechać do Chinon (
    12km), tam jest Leclerc ze stacją benzynową i LPG. Ceny w malutkich sklepach są
    zdecydowanie wyższe ( ale wino i tak z 2 EuroJ)) Wracając do kempingu: mały, ale
    zadbany, 33 parcele, 1 budynek z toaletami, prysznicami itd., stanowisko do
    wymiany wody z camperów. Recepcja czynna 2 razy dziennie, po prostu ktoś z
    merostwa przychodzi, pobiera opłaty i tyle. Gdyby przyjechać ok. 21. 30 lub
    później, a zwinąć się wczesnie rano, to nawet nie ma komu zapłacić. Na tym
    kempingu zostawiliśmy auto ( 1,60 euro za noc). Taka usługa nazywa się „garage
    mort” i jest dostępna na każdym kempingu- usługa dla rowerzystów, którzy
    zostawiają auto i jadą na wycieczkę 2 lub więcej dniową. Ludzi mało, gdy
    przyjechaliśmy w niedzielę ok. 19.00 to byliśmy sami!, potem dojechały jeszcze
    dwie rodziny.
    Za noc na tym kempingu zapłaciliśmy 9,40 euro. Dla tych, którzy np. nie mają
    stołu i krzeseł, przy wjeździe znajdują się dwa drewniane, duże stoły z ławami
    do siedzenia. Brak placu zabaw dla dzieci.

    2. Kemping w Savonniers, 3km od zamku w Villandry, tuż przy rzece i ścieżce
    rowerowej ( Saumur- Tours)
    Najładniejszy, najbardziej zadbany kemping, na który byliśmy. Parcele otoczone
    żywopłotem, kilka budynków sanitarnych, pralka, kilka placów zabaw- choć kemping
    niewielki. Parcele są różnej wielkości, dla niezmotoryzowanych są mniejsze, ale
    obok jest placyk ze stołami i ławami do siedzenia. Toalety nowe, bardzo czyste.
    Miejsce do mycia i przewijania niemowląt, toalety dla dzieci. Można zamówić
    pieczywo w recepcji- cena jak w sklepie. W miejscowości są dwa małe sklepy
    spożywcze i piekarnia- oczywiście z przerwa obiadową, apteka i dworzec kolejowy-
    do Tours 15 min. Do zamku w Villandry jest ścieżka rowerowa wzdłuż rzeki- ok.
    3km. W lipcu z miejscami nie ma problemu, natomiast w sierpniu, gdy pogoda
    dopisuje może być problem i trzeba wcześniej rezerwować. Dzieci do 5 lat nie
    płacą, pani w recepcji chyba sama określa wiek dziecka, bo za Ninę nie
    płaciliśmy. W sumie wyszło za noc 12 euro. Byliśmy tam 2 noce.

    3. Kemping w Blere, 6km od zamku w Chennonceau. Kemping duży, bez określonych
    parcel, nowowybudowany budynek z prysznicami, toalety starsze, podobnie
    stanowiska do prania i mycia naczyń- ale czyste i dobrze utrzymane. Oprócz tego
    na całym kempingu jest dużo punktów pobierania wody, więc jeśli trzeba umyć
    ręce, czy wziąć wodę do gotowania, to nie trzeba gonić do łazienki. Pralki ( 4
    euro). Plac zabaw. Blisko centrum miasta, w którym jest świetne biuro
    turystyczne ( mnóstwo materiałów, przemiła obsługa, Internet- 1 euro za godz),
    supermarket Intermarche. Samo miasteczko bardzo urokliwe, sporo restauracji w
    centrum. Do Chennonceau można się wybrać normalnie, ulicą lub wzdłuż rzeki polną
    drogą- nie jest ona oznaczona jako szlak rowerowy, bo nie spełnia wymogów, ale
    jest bardzo przyjemna. Da się nią przejechać z przyczepkami, więc jest ok.
    Trzeba się o nią zapytać w recepcji.
    Na tym kempingu zatrzymaliśmy się 2 noce. Za jedną zapłaciliśmy 9,70 euro.

    4. Kemping w Vineuil, 5 km od Blois, 18 km od Chambord. To, że on jest w
    Vineuil, to za dużo powiedziane. Może administracyjnie tak, ale od momentu gdy
    od południa wjechaliśmy do Vineuil do kempingu było jeszcze 11 km! Z Blois
    najlepiej jechać na zachód, wzdłuż rzeki i po 6 km przejedzie się obok kempingu.
    Jest to teren kompleksu rekreacyjnego z basenem, z którego można bezpłatnie
    korzystać- trzeba wziąć z recepcji bransoletkę. Kemping bardzo duży, 5 osób na
    krzyż, ale pani w recepcji bardzo dokładnie wyznaczyła parcelę, na której
    mogliśmy się rozbić. Nie skorzystaliśmy, bo inne miejsce nam się spodobało.
    Pustki i jeszcze raz pustki. W sobotę przyjechał do nas mój brat z dziewczyną i
    jak jechali z Blois i zobaczyli ciągnące się puste pola kempingu to myśleli, że
    zamknięty. Toalety czyste, osobne pomieszczenia do mycia naczyń i prania. Na
    polu co kawałek rozstawione drewniane stoły z ławami, przy jednym z nich się
    rozbiliśmy, bo braciszek nie miał ze sobą stołu ani krzeseł. Można zamówić
    pieczywo w recepcji, ale o inne zakupy trzeba zadbać po drodze, chyba, że komuś
    chce się dymać 6km do najbliższego Intermarche. Jeden supermarket jest w
    Vineuil, drugi w Blois. Odległość podobna. Kemping- pusty moloch, mało
    przytulny, ale z piątku na sobotę, w tym ośrodku, przy restauracji miał miejsce
    festiwal jazzowy. Rewelacyjnie się słuchało siedząc przed namiotem, popijając
    bordoskaJ
    Płaci się za miejsce- 15 euro, jeśli jest więcej namiotów, to za każdą dodatkową
    osobę w tym namiocie – 2 euro. Wyszło nam 19 euro za noc- 2 namioty, 4 dorosłe
    osoby, 2 dzieci.

    I tak minął tydzień, nie dane nam było poznać innych kempingów, za rok dopieroL.
    Generalnie kempingi nad Loarą i w okolicach są tanie, puste, zadbane. We
    wszystkich recepcjach mnóstwo materiałów, ulotek, map. Nie tylko dotyczących
    najbliższych atrakcji. Dużo turystów, którzy zatrzymują się na 1 lub 2 noce. Nie
    ma wczasowiczów.


    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:16
    1. Chateau d’Usse- zamek Śpiącej królewny. Faktycznie na ostatniej kondygnacji
    została przedstawiona bajka, można zaglądać przez okna do komnat, gdzie są
    ustawione manekiny, rekwizyty i krok po kroku oglądać prawie na żywo historię
    Śpiącej królewny. Nina zachwycona!! Ci, którzy się zajmują zamkiem chyba lubią
    manekiny, bo ustawione są one wszędzie, we wszystkich salach i pokojach. Bardzo
    realistycznie to wygląda. Poubierane w stroje z epoki sprawiają wrażenie żywych
    wprost wyjętych z historii. Oprócz zamku w cenie jest zwiedzanie ogrodów
    (niewielkich), kaplicy i piwnic, gdzie produkowano wino i inne trunki. Cena- 12
    euro, dzieci nie płacą- najdroższy zamek, który zwiedzaliśmy.

    2. Villandry i jego ogrody. Gdzieś czytałam, że zamek m.in. w Villandry został
    stworzony po to by cieszyć zmysły i służyć rozrywkom władców i ich licznym
    kochankom. I chyba to prawda. W Villandry to przede wszystkim fantastyczne
    ogrody sprawiają, że nie chce się żeby nastała godzina zamknięcia zamku.
    Ogromne, rewelacyjnie zadbane ( trawniki to wyłącznie pionowo rosnące jedno
    źdźbło przy drugim), liczne fontanny, oczka wodne, cudownie zagospodarowany
    ogród warzywny. Każdy rodzaj warzywa rośnie otoczony niskim żywopłotem z
    bukszpanu w towarzystwie róż i pelargonii. Aleje, ścieżki, balkony, tarasy,
    miejsca odpoczynku, plac zabaw.
    Rano zwiedzaliśmy zamek. Ponieważ mocno padało, do ogrodów wróciliśmy po
    południu ( z kempingu ok. 3km). Trzeba tylko poprosić przy wyjściu o pieczątkę
    na rękę i można wrócić na ten sam bilet. Cena 9 euro- zamek i ogrody. Zamek w
    Villandry również ma piękne wnętrza, ale ogrody je przebijająJ

    3. Chenonnceau- zamek, który jest zawsze w planie wycieczki typu „Zamki nad
    Loarą w 1 dzień”. Ulubiony zamek Japończyków i Amerykanów. Zamek, którym
    rządziły kobiety- ich rękę widać w komnatach, sali balowej, wybudowanej na
    rzece- od jednego brzegu do drugiego i ogrodach- w nocy fantastycznie
    oświetlonych. Nam pogoda nie dopisała, co jakiś czas mżawka, dość chłodno. Ale
    dzięki temu znowu pustki. Byliśmy tam pod wieczór, aż do zamknięcia i przed ósmą
    spostrzegliśmy, że jesteśmy sami. Zamek z bajecznymi sypialniami wspomnianych
    kobiet ( żadna nie spała w sypialni po drugiej) i przepięknymi parkietami.
    Ogromne kuchnie i spichlerze, które swego czasu były jakby portową restauracją i
    punktem zaopatrzenia dla statków tam przepływających. W zamku postawiona na
    autentyczność- tak ogromnych bukietów z żywych kwiatów w życiu nie widziałam, w
    kuchni warzywa i owoce również świeże i prawdziwe. Wieczorem ( 21.30-23.00)
    można zwiedzić ogrody, w których co druga roślinka, kwiat, czy drzewo jest
    podświetlone, rozbrzmiewa muzyka z epoki i jest bajkowo.
    Największą radością dla dzieci był labirynt uformowany z żywopłotu, trzeba było
    siłą je stamtąd wyciągać. Z dzieciakami w Chennonceau trzeba uważać- murki i
    barierki przy fosie i rzece są bardzo niskie, często sięgają kolan. Cena- 8
    euro, dodatkowe 5 euro za wieczorne ogrody. Można skorzystać z przewodnika
    elektronicznego, również w polskiej wersji. Przed zamkiem duży teren piknikowy.

    4. Majestatyczny Chambord, który przede wszystkim zachwyca wielkością. Następny
    po lub przed Chennonceau na szlaku „Zamki nad Loarą”J Nie jest ogrodzony, wokół
    są trawniki (nie ma typowych dla zamków ogrodów), na których można się rozłożyć
    z kocem i jedzeniem a z oddali podziwiać symetrię budowli. W środku, największe
    wrażenie robi klatka schodowa. Po wybudowaniu tego molocha, król spędził w nim
    42 dni. Najwięcej ludzi było przy zamkowej kaplicy, do której stała kolejka
    nowożeńców ( była to sławna „ślubna sobota”- 07.07.07J Myślę, że w sezonie
    „wycieczkowym” (wiosna i wczesna jesień) i w sierpniu jest mnóstwo ludzi,
    świadczą o tym ogromne parkingi dla autokarów. My trafiliśmy na słoneczną
    pogodę, ciepło i garstkę ( jak na Chambord) zwiedzających. Cena- 9,50 euro.

    5. Zamek w Blois. W centrum sporego miasta, na wzgórzu, nad rzeką. Doklejane
    kolejne elementy budowli ( Kazda z innej epoki) sprawiają, że jest zamek
    nietuzinkowy. Bo wbrew pozorom ta układanka pasuje do siebie jak dobrej marki
    puzzle. Najciekawszą rzeczą w tym miejscu jest wieczorny spektakl ( o 23.00)
    pt. „Światło i dźwięk). Za pomocą laserów i świetnie dobranej muzyki, na
    ścianach zewnętrznych zamku jesteśmy świadkami wydarzeń historycznych Francji.
    Coś fantastycznego. W srody spektakl jest w języku angielskim. Cena 6 euro.

    Oczywiście zamków na naszej trasie można było zobaczyć więcej, co rusz były
    kierunkowskazy z jakimś „chateau”. Ale nie w tym rzecz, żeby iść na ilość. Poza
    tym zawsze można planować następne wypady. My już mieliśmy konkretne plany na
    przyszły rok przed powrotem z wakacji!!


    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:17
    To jest rewelacja nie do opisania. Najlepiej przygotowana to sieć „loire a
    velo”. My tą ścieżką jechaliśmy z Rigny- Usze do Tours, potem kilka km za
    miastem zboczyliśmy z trasy i wjechaliśmy na zwykłą drogę. Szerokość ścieżek to
    2-3m, po bokach rowki odprowadzające wodę, nawierzchnia tak zrobiona, że nie
    chlapie spod kół. Świetnie oznakowane. Gdy jechaliśmy normalnymi ulicami (
    wybieraliśmy te gminne, najmniej uczęszczane) to auta naprawdę zwalniają, wielu
    kierowców pozdrawia rowerzystów. Podobnie jest z samymi rowerzystami. Czuć, że
    to miejsce stworzone dla nich. My nie szukaliśmy wrażeń związanych z leśnymi
    ścieżkami i wybojami ze względu na przyczepki. Większość szlaków zbudowana jest
    na wale przeciwpowodziowym wzdłuż rzeki, więc jest równo i płasko. W każdej
    miejscowości wielkie tablice z mapą tras, na kempingach i biurach turystycznych
    mnóstwo propozycji z trasami z miejscowości do miejscowości lub objazdówkami.
    Mapy za darmo i świetnie opracowane. Wokół zamku Chambord, w lasach ( dawniej
    służących polowaniom) przygotowano wiele ścieżek utwardzonych. Na wszystkich
    trasach, średnio co 5 km przygotowano miejsca piknikowe, ze stołami, ławami. Na
    jednym widzieliśmy również grille! Przed każdym zamkiem specjalne parkingi dla
    rowerów.
    Nie rozwijaliśmy kosmicznych prędkości, nie biliśmy rekordów w ilości km, bo to
    nie o to chodziło. Średnia prędkość dzienna to 12km/h, wliczając oczywiście
    pikniki, zdjęcia itp. W tych dniach kiedy jechaliśmy, a nie zwiedzaliśmy,
    robiliśmy od 30 do 62km ( wtedy myślałam, że na drugi dzień nie wstanę, tym
    bardziej, że odjechaliśmy sporo od rzeki i już nie było tak bajecznie płasko).
    Zdecydowanie trudniej się jedzie ciągnąc za sobą bagaż z 40 kg na pokładzieJ.
    Zauważyliśmy, że dla naszych maluchów 40km to pestka, potem trzeba częściej i na
    dłużej się zatrzymywać. W sumie przez 7 dni przejechaliśmy równiutko 230 km.



    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:18
    Nie wiem jak by taką wyprawę zniosły inne dzieci, ale nasze własne nas nie
    zawiodły, choć bywały chwile, kiedy miałam ochotę je przywiązać do drzewa i
    zostawić. ( Który rodzic nie ma takich momentów, niech się ujawni). Musimy
    popracować tylko nad Niną, która chce wszystko oglądać i zwiedzać szybko, byle
    szybciej. Ona to by się nadawała na wycieczkę typu „ Jeśli dziś jest wtorek, to
    jesteśmy w Belgii”. Kajtka, natomiast wystarczyłoby zostawić na dziedzińcach
    zamkowych pełnych drobnych kamyczków, dodać do tego niewielką fontannę, do
    której mógłby ww kamyczki wrzucać. Dostałby wtedy orgazmu dziecięcego, o ile
    takowy istnieje. Wniosek końcowy jednak jest taki, że dzieciom wcale nie jest
    potrzebne do szczęścia morze i plaża. Da się z nimi zwiedzać i to wcale nie
    mało. Francja jest doskonale przygotowana na wizyty z dziećmi- atrakcje, place
    zabaw co kawałek, bezpieczeństwo szlaków rowerowych. Wnętrza zamków ciekawią
    małych turystów, bo są również dla nich przygotowane jak np. chateau d’Usse. W
    żadnym zamku nasze dzieci nie płaciły wstępu, w wielu do 18 lat jest gratis.
    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:22
    Oczywiście zdjęć jest więcej, jak je oglądam, to coraz bardziej jestem zła, że
    nie oddają magii tych wakacji:)

    fotoforum.gazeta.pl/5,2,loara07.html
    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • kamka1 28.07.07, 01:23
    na następny rok! Tam jest miejsc na dobrych kilka lat, naprawdę!
    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • ela.tu-i-tam 28.07.07, 10:35
    Dzieki za wspanialy opis. Mieszkam we Francji, te zamki znam, kampingow nie,
    syndicats d'initiative tak - tym bardziej sie delektuje waszym opisem. A
    zdjecia wygladaja jak ze Szczesliwego Kraju Dziecinstwa.

    Tak na marginesie, Chambord to byl "namiot na polowania", czyli jest to pusty
    zamek, do krotego jechala swita 300 ludzi, zeby go przygotowac na przyjazd
    krola na chwile. W Chambord jest zawsze zimno, i najlepiej zwiedza sie go w
    zimie, ubranym w grube swetry - albo polary.

    Pozdrowienia !
  • dom.emeryta 28.07.07, 11:28
    No to ja bardzo chętnie! Mam już namiot ( właśnie z decsthlonu ) i resztę
    ekwipunku. Ponieważ jednak, gdybym się wybierał, to raczej samemu ( wśród
    rodziny/ przyjaciół nie znajdę chętnych)nie wiem jak przedostać się z rowerem
    do Francji?
    Mam jeszcze 2 pytania:
    - Jak wygląda sprawa ścieżek rowerowych? Czy po Francji można przyjemnie (nie
    po wertepach) i bezpiecznie jeździć rowerem?

    - Jak kształtuje się koszt takiej wyprawy? Oczywiście orientacyjnie, bo ja i
    tak jechałbym bez samochodu, bez dzieci.

  • dom.emeryta 28.07.07, 11:32
    Odpisałem jako "dom.emeryta" ale to przez pomyłkę ( na ogół na forum występuję
    jako "cyklista83" a tamto konto założyłem na potrzeby innego forum.

    cyklista83 bo urodzony w 1983, a nie dlatego że 83 latek :-)

    pozdrawiam
  • janou 28.07.07, 14:10
    Powiem jak Ela,pieknie opisalas wycieczke,bylismy w Chenonceaux w maju tego roku
    (po drodze do syna w Nantes) pogoda tez nie najlepsza.
  • kamka1 28.07.07, 16:32
    przejazd: 3200km + autostrady + ubezpieczenie (assistance + kl i nw dla 4 osób)
    + zostawienie auta-1400zł
    kempingi 7x12 euro ( średnio)- 350zł ( dla 4 osób)
    zamki- 5x 10 euro ( średnio)- 50 euro ( dla jednej osoby)- 400zł ( 2 dorosłe osoby)
    na jedzenie dziennie wydawaliśmy ok 20 euro ( 2 dorosłych i 2 dzieci)

    Ścieżki rowerowe opisałam wyżej.

    A tak a propos wieku, mój brat też jest 83' i wyrusza z nami:)
    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • jafet1 09.08.07, 10:47
    Jesteśmy chętni, mamy dwoje dzieci(będziemy mieli w przyszłym roku, roczniaka i czterolatka). Sprzęt musimy dokompletować-nie wszystko mamy. Ale piszemy się na taką wycieczkę.
  • kamka1 10.08.07, 11:26
    Bedziemy w takim razie w kontakcie:)
    --
    Pozdrawiam
    Kamila
  • mir123bych 22.08.07, 14:14
    wow podziwiam, ciekawe to wszystko, ale musiałbym zacząć od dzisiaj trenować by
    móc się z Wami spiknąć, pomyślę :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka