Dodaj do ulubionych

samotność młodej matki

IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.15, 13:10
Witam,
przeczytałam wczoraj artykuł i co wydaje mi się bardzo trafne, a rzadko poruszane, to stwierdzenie, że młoda kobieta z noworodkiem zostaje pozostawiona sama sobie. Kiedyś dzieckiem opiekowała się "cała wioska", a obecnie tylko matka, bez wsparcia.
U mnie jest podobnie, mężowi skończyło się dwutygodniowe zwolnienie na opiekę, musiał wrócić do pracy, a ja zostaje na pół dnia sama w czterech ścianach. Mama nie może mnie odwiedzić, znajomi pracują. Czuję się bardzo samotna. Kiedy dziecko płacze i nie może zasnąć, wzbiera we mnie gniew, zaraz potem poczucie winy. Pojawiają się myśli, że żałuję, że pojawiło się dziecko, albo, że się nie nadaję na matkę, nie mam cierpliwości. Bardzo przykre. Strasznie brakuje mi kogoś, kto by ze mną był w domu.
Póki był mąż, jakoś to wszystko grało, mimo traumatycznego porodu zakończonego cesarką, mimo poranionych piersi i kilku dni gorączki, bo wywiązało się zapalenie.
Tak się dzielę smutkiem, choć zdaję sobie sprawę, że nie bardzo jest co na to poradzić. Pozostaje mieć nadzieję, że to jeszcze wahania hormonalne, które w końcu kiedyś miną.
Edytor zaawansowany
  • 14.05.15, 17:14
    Witam,
    Zgadzam się z Panią, że jest to bardzo trudne, jednak to, co zwraca moją uwagę to pewien rodzaj rezygnacji - to, że dzieli się Pani swoimi uczuciami, ale z przeświadczeniem, że nie bardzo jest co na to poradzić. Jednocześnie jest w Pani gniew, niezgoda. Ta świadomość, że nic nie da się zrobić może blokować tę niezgodę, która być może niezablokowana domagała by się zmiany, jakiegoś wyłomu, w tym, że taki to już los. To prawda, że w społecznościach żyjących plemiennie, czy większymi rodzinami, nie trzeba w żaden sposób o to zabiegać, a samotność, to pewnie ostatnie uczucie, na które narażona jest młoda matka. Jednak taka rezygnacja może usypiać spontaniczną chęć zmiany tego, mówienia o potrzebie kontaktu, otwarcia się na kreatywność najbliższych lub wymagania tego od nich - przyjaciół, męża, matki i być może ludzi, którzy są wokół. Może Pani nie mieć jeszcze siły, czy przeżywać wahania nastroju związane z powrotem do równowagi hormonalnej, tak jak Pani pisze, ale szczególnie ważne jest zadbanie o możliwość kontaktu z innymi, i mówienie innym, że Pani i Pani dziecko tego potrzebujecie. Kontaktu, ale też pomocy, wyręczenia, zastąpienia.
    Pozdrawiam serdecznie i proszę za jakiś czas napisać jak się Pani czuje.
    Anna Zarzycka
  • Gość: digression IP: *.dynamic.chello.pl 19.05.15, 19:01
    Dziękuję bardzo Pani za szybką odpowiedź. Postanowiłam wziąć się w garść i zaczęłam zapraszać koleżanki, mówiąc wprost, że potrzebuję, żeby ktoś ze mną pobył. Dzięki temu prawie codziennie ktoś mnie odwiedzał, mogłam się wygadać i porozmawiać też o czymś innym niż własne dziecko. Dzięki temu zaczęłam się bardziej cieszyć z tego, że syn jest na świecie i już mi trochę łatwiej. Nadal próbuję walczyć z problemami z karmieniem (poraniona od 3 tygodni brodawka i okropny ból),ale ponieważ generalnie poczułam się lepiej, to z tym też jakoś dam radę... :)
    Wniosek jest taki, że nawet jak jest źle i nie ma się absolutnie chęci i siły na przyjmowanie gości, to trzeba się przemóc, bo inaczej jest jeszcze gorzej. A tak to życzliwa obecność i nawet drobna pomoc pozwalają mocniej stanąć na nogach. Pozdrawiam!
  • 19.05.15, 22:17
    No to ja zapraszam na sąsiednie forum dotyczące Karmienia Piersią. Tam zaradzimy na brodawkę :)
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/atdci09kpnpulmcv.png[/img][/url]
  • Gość: samotna:-( IP: *.dynamic.chello.pl 15.06.15, 16:04
    Rozumiem Cie tez przez to przechodze do tej pory i zostalam sama. Od pierwszego dnia bylam zdana tylko sama sna siebie. Maz nawet nie mial 2tygodniowego urlopu tacierzynskiego. Wiecznie siedzialam sama on nie chcial ze mna siedziec spedzac ze mna czas cale dnie przesiadywalam sam. Przeszlam zalamanie nerwowe nie potrafilam zajac sie dzieckiem zrozumienia i wsparcia w nim nie zanalazlam. Klucilismy sie wkomcu zostalam sama z dzieckiem malzenstwo sie rozpadlo bo ojciec dziecka nie dorusl do roli ojca. Doskonale Cie rozumiem skontaktuj sie z psychologiem napewno Ci pomoze.
  • Gość: Natka IP: *.204.117.21.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.06.15, 22:06
    Ja miałam też b. trudny połóg, mały tracił na wadze, nie chciał pić z piersi, nie umieliśmy się przystawiać mimo pomocy wielu położnych i konsultantek laktacyjnych. Wylàdował przez to w szpitalu bo brak jedzenia poskutkował koncentrowaniem się w jego organizmie bilirubiny. Mąż był ze mną 2 tyg ale czułam się i tak samotna z moimi uczuciami. Chciałam karmić małego strasznie... ale po tych problemach z żółtaczką, kiedy w szpitalu musial byc dokarmiany, a ja zaczelam sciagac pokarm, zachorowalam i musialam wrocic do domu (maz zostal z malym w szpitalu) ten problem karmienia stal sie dla mnie taki bolesny ze chcialam juz aby w ogole sie zakonczyl. Maly nic tej mojej piersi nie wyciagal, wisial na niej 40 minut a potem plakal z glodu... a potem sciagalam co 2h przez cala dobe a i tak moglam mu dac tylko 1 butelke swojegi mleka na 7 mieszanki... musialam siedziec z tym laktatorem zamiast tulic dzidzie... cos mi sie zaburzylo, jakas naturalnosc kontaktu z nim, jakbym sie tej bliskosci bala. Moze dlatego ze kojarzyla mi sie ona z jego frustracja i glodem? Teraz 2 miesiace minely od porodu. Malutki rosnie jak na drozdzach, jest cudny, zdrowy, sliczny... a we mnie nadal tkwi jakies uczucie ze nie wiem co z nim zrobic, czy przytulic, jakby mysle, moze lepiej go nie ruszac... wyobrazalam sobie ze bede ta dzidzie ciagle tulila, ze bedzie przy cycu... a ja sie poddalam, bol w sutkach i frustracja spowodowaly ze zaczelam pic szalwie i stracilam pokarm szybko. Teraz jakby nie wiem co z nim (dzieckiem) robic. Kontakt z piersia jest naturalny, celowy. Jest funkcja i z niej wyplywa bliskosc. Jak ta bliskosc uzyskac bez piersi? Czasem czuje wrecz jakby moje macierzynstwo nic nie bylo warte bo nie karmie piersia...
  • 16.06.15, 21:40
    Pisze Pani o kilku ważnych sprawach na raz. Spróbujmy je uporządkować.
    Po pierwsze, nie ma w tym żadnej Pani winy, że synek musiał zostać w szpitalu z powodu wzmożonej żółtaczki. Tak sie czasem dzieje i to wspaniale, że ten kryzys minął a teraz mały rośnie i jest zdrowy.
    Po drugie, to naturalne, że skoro chciała Pani karmić sama piersią a to się nie udało - czuje Pani smutek. Zwykle, gdy nie spełnia się jakieś marzenie, czujemy że coś straciliśmy, jest nam żal. Nie ma wtedy innej rady jak opłakac tę stratę, pożegnać sie z tym marzeniem.
    Po trzecie, to pożegnanie utrudnia fakt, że Pani sobie to macierzyństwo wyobrażała w taki konkretny sposób - może trochę idylliczny? Że malutki będzie przy piersi i że Pani go tak będzie tuliła. Jak na obrazie Wyspiańskiego.... A przecież obrazów macierzyństwa jest bardzo, bardzo wiele:)
    Bliskość tworzy się na wielu płaszczyznach, nie tylko dlatego, że dziecko ma kontakt z piersią. Można mieć bliskość z przytulania, głaskania, patrzenia sobie w oczy, bujania, kołysania.
    Oksytocyna - hormon o którym się mówi, że jest "hormonem miłości" wytwarza się choćby wtedy gdy kładziemy sobie nagie dziecko na klatce piersiowej i delikatnie je gładzimy...Czy miałaby Pani ochotę tego spróbować?
    Warto spróbować mieć do siebie nieco bardziej łagodny stosunek - marzyła Pani o czymś co się nie spełniło, pierwsze dni były trudne i pełne - także Pani - frustracji. To przecież nic przyjemnego widzieć jak własne dziecko "płacze z głodu".
    Proszę spróbować obserwować i chwytać te chwile kiedy synek "mówi" Pani, że jest zadowolony i odprężony.
    Jakie to są chwile?

    Pozdrawiam bardzo serdecznie
    Justyna Dąbrowska
  • 21.06.15, 13:13
    Polecam jak najczestsze wychodzenie z domu, z dzieckiem i bez.
    Poszukaj jakichs warsztatow, szkolen. Nie wiem, skad jestes ale moze poszukaj podpowiedzi na blogach np tu:

    ciachomarchewkowe.blogspot.com/2015/02/jak-nie-zaplesniec-w-domu-z-dzieckim.html?m=1
    Albo zapisz sie na forum rowiesnicze!!
  • 25.05.17, 11:20
    xxxxxx
  • 05.06.17, 21:53
    Wiem, miałam tak samo. W dodatku doszło do tego zmaganie się ze śmiercią jednego z dzieci. W listopadzie, gdy Mały miał 8 miesięcy, a pogoda się pogorszyła, przechodziłam chyba coś na kształt depresji: nie chciałam rano wstawać z łóżka, bez przerwy plakalamz, krzyczałam na męża, że mam dość takiego życia. Teraz jestem w drugiej ciąży i na początku było znacznie lepiej, ale świadomość tego, że za niedługo będę z dwójką dzieci, domem, sprzątaniem i wszystkim na słowie bardzo mnie dobija....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.