23.01.06, 20:00
Dekalog (z gr. deka logoi, dziesięć przykazań) inaczej Dziesięć przykazań to
zbiór podstawowych nakazów moralnych obowiązujących pierwotnie wyznawców
judaizmu, a następie przejęty przez chrześcijan, dla których jest podstawowym
kanonem wiary.

Zgodnie z przekazem biblijnym oryginalny tekst dekalogu zapisany w Księdze
Wyjścia, słowo po słowie został podyktowany przez Boga Mojżeszowi na górze
Synaj w trakcie wędrówki Izraelitów z Egiptu do Kanaanu.

Mojżesz musiał wyryć tekst dekalogu na kamiennych tablicach dwukrotnie, gdyż
pierwszą tablicę z dekalogiem rozbił w gniewie widząc, jak Żydzi zaczęli pod
jego nieobecność czcić złotego cielca. Zgodnie z przekazem biblijnym druga
tablica z dekalogiem była przechowywana w Arce przymierza aż do czasu
zburzenia pierwszej Świątyni Jerozolimskiej.

Wyznawcy judaizmu, prawosławia i niektórych kościołów protestanckich oraz
wschodnich przyjmują oryginalny tekst dekalogu z Księgi Wyjścia:

Tekst Dekalogu (prawdopodobnie w pierwotnej wersji miał formę krótkich
nakazów i zakazów) został zachowany w Biblii w dwóch, minimalnie różniących
się wersjach: w Księdze Wyjścia (20, 2-17) i w Księdze Powtórzonego Prawa
(5, 6-21). Istnieją więc w Biblii dwa teksty Dekalogu oraz przynajmniej trzy
sposoby podziału biblijnego tekstu na konkretne przykazania
--
pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog
Edytor zaawansowany
  • aniouek1 23.01.06, 20:09
    Dekalog

    1 Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa:

    2 «Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej,z domu niewoli.

    3 Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

    4 Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie
    wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod
    ziemią!

    5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan,
    twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do
    trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.

    6 Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują
    i przestrzegają moich przykazań.

    7 Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie
    pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy2.

    8 Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić3.

    9 Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia.

    10 Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto
    w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka,
    ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica,ani twoje bydło, ani cudzoziemiec,
    który mieszka pośród twych bram.

    11 W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co
    jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień
    szabatu i uznał go za święty.

    12 Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg
    twój, da tobie.

    13 Nie będziesz zabijał.

    14 Nie będziesz cudzołożył.

    15 Nie będziesz kradł.

    16 Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.

    17 Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony4
    bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani
    jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego».

    18 Wtedy cały lud, słysząc grzmoty i błyskawice oraz głos trąby i widząc górę
    dymiącą, przeląkł się i drżał, i stał z daleka.

    19 I mówili do Mojżesza: Mów ty z nami, a my będziemy cię słuchać! Ale Bóg
    niech nie przemawia do nas, abyśmy nie pomarli!

    20 Mojżesz rzekł do ludu: «Nie bójcie się! Bóg przybył po to, aby
    was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli».

    21 Lud stał ciągle z daleka, a Mojżesz zbliżył się do ciemnego obłoku, w którym
    był Bóg.
  • aniouek1 23.01.06, 20:31
    Dziesięcioro Przykazań

    1 Mojżesz zwołał całego Izraela i rzekł do niego: Słuchaj, Izraelu, praw
    i przykazań, które ja dziś mówię do twych uszu, ucz się ich i dbaj o to, aby
    je wypełniać.

    2 Pan, Bóg nasz, zawarł z nami przymierze na Horebie.

    3 Nie zawarł Pan tego przymierza z ojcami naszymi, lecz z nami, którzy tu
    dzisiaj wszyscy żyjemy.

    4 Spośród ognia na Górze mówił Pan z wami twarzą w twarz.

    5 W tym czasie ja stałem między Panem a wami, aby wam oznajmić słowa Pana,
    gdyście się bali ognia i nie weszli na górę. A On mówił:

    6 "Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu
    niewoli.

    7 Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie.

    8 Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko
    albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi.

    9 Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg
    zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu -
    tych, którzy Mnie nienawidzą,

    10 a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują
    i strzegą moich przykazań.

    11 Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie
    dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy.

    12 Będziesz zważał na szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój.

    13 Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą pracę,

    14 lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, Boga twego. Nie będziesz wykonywał
    żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja
    służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani obcy, który
    przebywa w twoich bramach; aby wypoczął twój niewolnik i twoja niewolnica, jak
    i ty.

    15 Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i wyprowadził cię stamtąd
    Pan, Bóg twój, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem: przeto ci nakazał Pan, Bóg
    twój, strzec dnia szabatu.

    16 Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył
    i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój.

    17 Nie będziesz zabijał.

    18 Nie będziesz cudzołożył.

    19 Nie będziesz kradł.

    20 Jako świadek nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa.[18]

    21 Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego. Nie będziesz pragnął domu
    swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani
    jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twojego
    bliźniego". [19]

    22 Te słowa wyrzekł Pan do waszego zgromadzenia na górze spośród ognia,
    obłoku i ciemności donośnym głosem, niczego nie dodając. Napisał je na dwu
    tablicach kamiennych i dał mi je.
  • aniouek1 23.01.06, 20:43
    "Ja jestem Pan, twój Bóg...

    • I
    Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

    • II
    Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego co jest na ziemi
    nisko ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu
    i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym,
    który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia
    względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę do tysiącznego
    pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.

    • III
    Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie
    pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.

    • IV
    Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować
    i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana,
    Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani
    syn twój, ani córka twoja, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje
    bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach
    bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko co w nich jest, w siódmym
    zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za
    święty.

    • V
    Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi którą Pan, Bóg twój, da
    tobie.

    • VI
    Nie będziesz zabijał.

    • VII
    Nie będziesz cudzołożył.

    • VIII
    Nie będziesz kradł.

    • IX
    Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstw jako świadek.

    • X
    Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego
    twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła,
    ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego."
  • aniouek1 23.01.06, 20:49
    "Ja jestem Pan, twój Bóg...

    • I
    Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną.

    • II
    Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.

    • III
    Pamiętaj abyś dzień święty święcił.

    • IV
    Czcij ojca swego i matkę swoją.

    • V
    Nie zabijaj.

    • VI
    Nie cudzołóż.

    • VII
    Nie kradnij.

    • VIII
    Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

    • IX
    Nie pożądaj żony bliźniego twego.

    • X
    Ani żadnej rzeczy, która jego jest."
  • aniouek1 23.01.06, 22:01
    „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
    Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (...). Nie będziesz oddawał im
    pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20, 2-5) "Panu, Bogu swemu, będziesz
    oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt 4,10).

    Wprowadzenie

    Pierwsze przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” nakłada
    obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu. Tego Boga mamy
    poznać przez wiarę, Jemu w pełni zaufać i umiłować Go przez wypełnianie Jego
    woli wyrażonej w przykazaniach.

    Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko wierze, czyli zaniedbywania
    pogłębiania wiary, niewiary, wątpienia, ateizmu i agnostycyzmu.

    Przykazanie to zabrania też grzechów przeciwko nadziei, tzn. zuchwałej nadziei,
    rozpaczy, dążenia wyłącznie do celów ziemskich.

    Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko miłości Bożej czyli:
    obojętności, niewdzięczności, oziębłości, lenistwa duchowego, nienawiści do
    Boga.

    Oprócz wiary, nadziei i miłości pierwsze przykazanie przypomina o obowiązku
    służenia jedynemu Bogu. Służba ta wyraża się przez adorację, modlitwę, ofiarę,
    składanie Bogu przyrzeczeń i ślubów, które mają być wypełnione.

    Potępionymi przez pierwsze przykazanie grzechami przeciwko służeniu jedynemu
    i prawdziwemu Bogu jest: zabobon, bałwochwalstwo, wróżbiarstwo, praktyki
    magiczne, kuszenie Boga, świętokradztwo, symonia.
  • aniouek1 23.01.06, 22:03
    "Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt
    4,10). Bez przerwy mamy pamiętać, że Bóg jest naszym Panem i Bogiem. Jego mamy
    postawić na pierwszym miejscu w naszym życiu. On na to zasługuje, gdyż jest
    Istotą Najwyższą, naszym Stwórcą, który ciągle wyprowadza nas z niewoli grzechu
    i prowadzi do prawdziwej ziemi obiecanej, którą jest niebo.

    Całe otaczające nas stworzenie oraz sumienie powinno nam przypominać o naszym
    Stwórcy, Panu i Bogu, i wzywać nas do wypełniania tylko Jego woli.

    «"Ja jestem Panem, twoim Bogiem". Nie ma chwili dnia, kiedy by to słowo nie
    brzmiało i nie było ujawniane przez głos i palec Boży. Gdzie? Wszędzie...
    Wszystko je wciąż powtarza. Od trawy aż po gwiazdę, od wody po ogień, od wełny
    po pokarm, od światła po ciemności, od zdrowia po chorobę, od bogactwa po
    biedę. Wszystko mówi: "Jam jest Pan". To dzięki Mnie to masz. Jedna z Moich
    myśli daje ci to, inna to odbiera. Nie ma potężnej armii ani obrony, która
    pozwoliłaby ci umknąć przed Moją wolą". Ona woła w głosie wiatru, śpiewa
    w szumie wody, rozszerza się w zapachu kwiatów. Ona uderza szczyty gór.
    Szemrze, mówi, wzywa, krzyczy w sumieniach: "Ja jestem Panem, twoim Bogiem".

    Nigdy o tym nie zapominajcie! Nie zamykajcie waszych oczu, uszu, nie tłumcie
    waszego sumienia, by nie słyszeć tego słowa. Ono przecież istnieje. Nadchodzi
    czas, kiedy to słowo przychodzi, wypisane ognistym palcem Boga na murze sali
    biesiadnej lub na rozwścieczonych falach morskich, na roześmianych wargach
    dziecka lub na bladym [obliczu] starca, który wkrótce umrze, na pachnącej róży
    lub w odorze grobu. Nadchodzi czas, kiedy - w upojeniu winem i radościami,
    w wirze spraw, w spoczynku nocy, w samotnym spacerze - podnosi się głos i słowo
    mówiące: "Jam jest Pan, twój Bóg". Nic go nie doprowadzi do zamilknięcia: ani
    to ciało, które pożądliwie całujesz, ani ten pokarm, który żarłocznie połykasz,
    ani złoto, które gromadzi twa chciwość, ani posłanie, na którym pozostajesz
    leniwie, ani cisza, ani samotność, ani sen.

    "Ja jestem Panem, twoim Bogiem", Towarzyszem, który cię nie porzuca, Gościem,
    którego nie umiesz przepędzić. Jesteś dobry? Oto wtedy Gość i Towarzysz jest
    dobrym Przyjacielem. Jesteś zepsuty i winny? Oto Gość i Towarzysz staje się
    Królem rozgniewanym i nie dającym spokoju. Ale nie porzuca, nie porzuca, nie
    porzuca. Jedynie potępieni mogą oddzielić się od Boga, a oddalenie to jest
    udręką nie do ugaszenia i wieczną.

    "Ja jestem Panem, twoim Bogiem" - i dodaje - "który cię wywiódł z ziemi
    egipskiej, z domu niewoli". O, zaprawdę, jakże obecnie słuszne są te słowa!
    Z jakiego Egiptu, z jakiego Egiptu wyprowadza, aby doprowadzić cię do ziemi
    obiecanej, która nie jest tym tu miejscem, ale Niebem? To wiekuiste Królestwo
    Pana, gdzie nie będzie więcej głodu ani pragnienia, zimna ani śmierci. Tam
    wszystko będzie tryskać radością i pokojem, i każdy duch zostanie nasycony
    pokojem i radością.

    On wyrywa was teraz z prawdziwej niewoli. Oto Wybawca: Ja nim jestem.
    Przychodzę rozerwać wasze kajdany. Każdy ludzki władca może umrzeć, a przez
    jego śmierć zniewolone narody odzyskują wolność. Jednak szatan nie umiera.
    On jest wieczny. To jest władca, który zakuł was w kajdany, aby was ciągnąć,
    dokądkolwiek pragnie. Grzech jest w was i jest on tym łańcuchem, za pomocą
    którego szatan was więzi. (...)

    Właśnie teraz ma ona swe duchowe wypełnienie. Pan, wasz Bóg, wyprowadza was
    z ziemi bożka, który zwiódł Pierwszych Rodziców. Wyrywa was z niewolnictwa
    grzechu. Przyobleka was Łaską i przyjmuje do Swego Królestwa. Zaprawdę powiadam
    wam, że ci, którzy przyjdą do Mnie, będą mogli usłyszeć Najwyższego mówiącego
    słodkim, ojcowskim głosem w ich szczęśliwych sercach: "Ja jestem Panem, twoim
    Bogiem, który cię przyciąga do Siebie, wolnego i szczęśliwego".

    Przyjdźcie.Zwróćcie do Pana wasze serca i oblicza, wasze modlitwy i pragnienie.
    Godzina Łaski nadeszła.» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 86,
    Katowice 1999, wyd. Vox Domini)
  • aniouek1 23.01.06, 22:05
    Stawia się Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, gdy się w Niego
    wierzy. „Pierwsze przykazanie domaga się od nas umacniania naszej wiary,
    strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego,
    co się jej sprzeciwia.” (KKK 2088)
  • aniouek1 23.01.06, 22:07
    Wiara w Boga jest czymś, co może wzrastać bądź też maleć. Jesteśmy
    odpowiedzialni za jej wzrost. Wiara pogłębia się przede wszystkim u tych,
    którzy posiadają Maryjną postawę słuchania i rozważania tego, co pochodzi od
    Boga (por. Łk 2,19). Wzrasta wiara, gdy słucha się i rozważa słowo Boże,
    dochodzące do nas poprzez lekturę Ewangelii, przez homilie, kazania, różne
    wykłady i konferencje czy też przez wypowiedzi napotykanych osób. Umacnia wiarę
    ciągłe rozważanie wydarzeń, okoliczności i życia oraz doszukiwanie się w nich
    głębszego znaczenia, wezwania Bożego. Przykładem takiej postawy może być dla
    nas Maryja, która wiadomość o błogosławionym stanie swojej krewnej Elżbiety
    potraktowała jako wezwanie Boże, by do niej pójść i udzielić jej pomocy.
  • aniouek1 23.01.06, 22:09
    Różne wady mogą, niestety, zahamować w nas proces rozwoju wiary. Mogą też
    doprowadzić do dobrowolnego poddania się wątpliwościom lub nawet – do niewiary,
    do ateizmu lub agnostycyzmu. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek nie przyjmuje
    z pokorą słowa Bożego, bo nie widzi w nim cennego daru udzielonego nam przez
    Tego, który jest Prawdą i Miłością. Rozważmy to zagadnienie.
  • aniouek1 23.01.06, 22:10
    Nie wzrasta wiara u tych, którzy wskutek lenistwa nie robią najmniejszego
    wysiłku, by skoncentrować się na słyszanym słowie Bożym, np. nigdy nie słuchają
    kazań i myślą w czasie ich wygłaszania o czymś innym. Jeśli lenistwo
    powstrzymuje kogoś przed rozważaniem usłyszanego słowa Pana, wówczas wiara nie
    wzrasta, bo łaska Boża zawsze wymaga współpracy ze strony człowieka.

    Narażają się na osłabienie wiary ci, którzy z powodu zarozumiałej postawy
    zamykają się wewnętrznie na słowo Boże. Nie widzą w nim daru Bożego, nie
    dostrzegają w nim cennej łaski, umożliwiającej przemianę życia i dojście do
    wiecznego celu: nieba.

    To zamknięcie może przybierać różne formy. Jedni nie słuchają czytań biblijnych
    ani homilii, ponieważ zarozumiale stwierdzają,, że "już to wszystko wiele razy
    słyszeli i dobrze znają".

    Inni ludzie nie słuchają słowa Bożego, bo nie odpowiada im forma jego przekazu.
    Może się to zdarzać u osób, które uczestniczą w różnych konferencjach,
    wykładach, czytają książki i czasopisma religijne, uczestniczą w spotkaniach
    biblijnych itp. Nasycenie wiedzą teologiczną – przy równoczesnym braku pokory –
    może zamknąć człowieka na prawdę, gdyż bardziej od niej ceni on samą formę
    przekazu. Nie przyjmie więc słowa Bożego podanego w nieudolnej formie. Będzie
    zarozumiale stwierdzał, że słyszał "lepsze rzeczy"; słyszane homilie uzna za
    zbyt „prostackie i dobre dla ludzi prostych, bez wykształcenia". Pycha zamyka
    wewnętrznie na słowo Boże. Zarozumiali ludzie stwierdzają często: "to nie dla
    mnie", "to dobre dla innych", "zbyt niski poziom". Osoby takie nie zdają sobie
    sprawy, że Bóg udziela człowiekowi skarbu swego słowa nawet za pośrednictwem
    swoich bardzo niedoskonałych współpracowników.

    Wewnętrzne odrzucanie słowa Bożego wyraża się nieraz w kpiącym podejściu do
    słyszanych kazań, w doszukiwaniu się w nich samych pomyłek, błędów i potknięć.
    Zarozumiałe osoby podobne są do faryzeuszy, którzy przychodzili do Chrystusa
    nie po to, by Go uważnie słuchać, ani nie po to, by odnaleźć prawdę, lecz – aby
    Go pochwycić na jakiejś pomyłce, aby móc Go skompromitować, poniżyć i oskarżyć
    (por. Mt 22,15). W poczuciu wyższości faryzeusze podrwiwali sobie z Chrystusa
    (por. Łk 16,14).

    Istnieją ludzie, którzy nigdy nie stosują do siebie słyszanego słowa Bożego.
    Powodem takiej postawy jest pełne pychy przekonanie o swojej doskonałości i o
    grzeszności innych. Kiedy zarozumiały człowiek słucha słowa Bożego, odnosi je
    do swoich sąsiadów, do swoich kolegów, do wszystkich „złych ludzi”, nigdy zaś –
    do siebie. Chęć uchodzenia we własnych oczach za istotę doskonałą powstrzymuje
    pysznego człowieka przed zastosowaniem słyszanego słowa do siebie.

    Obawa przed dostrzeżeniem swojej słabości i grzechu skłania niektórych ludzi do
    unikania jakiegokolwiek kontaktu ze słowem Bożym, np. nie chodzą w ogóle do
    kościoła, nie uczestniczą we Mszy św., nie czytają książek religijnych, unikają
    dyskusji na tematy wiary itp.

    Zamknięcie się na słowo Boże może przybrać nieraz mylące pozory wielkiego głodu
    nauki Bożej. I tak np. niektórzy ludzie poszukują nieraz kościołów, w których
    kazania wygłaszane są przez znanych kaznodziejów, biorą udział w niezliczonych
    konferencjach, wygłaszanych przez doskonałych prelegentów, uczestniczą w
    różnych spotkaniach biblijnych, czytają wiele książek poruszających tematy
    związane z religią. Szukają jednak kontaktu ze słowem Bożym nie po to, by
    udoskonalić swoją miłość do Boga i do ludzi, lecz w celu zaspokojenia swojej
    ciekawości. Słyszanej prawdy Bożej nie stosują do swojego życia, które płynie
    swoim nurtem i rządzi się swoimi prawami. Ponieważ ludzie ci nie usiłują
    odczytywać wezwania Bożego, woli Bożej odnoszącej się do nich, dlatego ich
    wiedza teologiczna nie ma żadnego pozytywnego wpływu na ich postępowanie.
    Najchętniej zresztą szukają takiej właśnie teologii, która nie ujawnia im woli
    Bożej, lecz syci ciekawość.

    W niektórych wypadkach studiowanie teologii staje się okazją do karmienia
    pychy, gdyż daje miłe poczucie wyższości nad "prostymi ludźmi", rodzi
    przeświadczenie, że jest się "katolikiem głębiej myślącym", że należy się
    do "inteligencji katolickiej". Nieraz dobra, lecz połączona z pychą znajomość
    zasad moralnych rodzi przekonanie, że się według nich żyje, co pogłębia
    pogardliwe przeświadczenie o "podłości ludzi".

    Niektórzy oddają się licznym, czysto zewnętrznym praktykom religijnym. Nie
    kieruje nimi miłość do Boga ani do człowieka, nie nastawiają się na słuchanie
    słowa Bożego, np. traktują pielgrzymkę jak dobrą wycieczkę; lubią uroczystości
    religijne, bo "można sobie pośpiewać" i przeżyć wzniosłe nastroje, np. na
    pasterce. Na spotkania w małych grupach przychodzą dlatego, że panuje na
    nich "miła" atmosfera itp. Ludzie ci praktyki religijne traktują jak przyjemną
    rozrywkę.

    Kto w swym angażowaniu się w działalność religijną zamiast pogłębienia wiary
    szuka miłej rozrywki, ten szybko porzuci swoje "praktyki religijne", gdy tylko
    przestaną mu dostarczać przyjemności, np. nie będzie się modlił, gdy zamiast
    wzruszeń dozna samych roztargnień; gdy w grupie biblijnej "zepsuje się"
    atmosfera, przestanie brać udział w spotkaniach; nie przyjdzie na Mszę św., gdy
    będzie odprawiana przez starszego kapłana, bez przyjemnej oprawy muzycznej itp.

    Tak więc nasza wiara rozwinie się tylko wtedy, gdy otworzymy się wewnętrznie na
    słowo Boże. To otwarcie zaś dokona się wtedy, gdy zaczniemy przezwyciężać
    w sobie różne wady, szczególnie zaś – pychę. Maryja była w pełni słuchającą
    Pana służebnicą, ponieważ nie kierowała się egoizmem, lecz miłością. Stanowi
    dla nas wzór pełnej pokory służebnicy, która ustawicznie karmiła się Bożą
    Prawdą po to, aby według niej żyć, dlatego słusznie jest nazywana Stolicą
    Mądrości.
  • aniouek1 23.01.06, 22:11
    Niewiara jest grzechem przeciwko wierze nakazanej przez pierwsze przykazanie
    Dekalogu. Jest ona „lekceważeniem prawdy objawionej lub dobrowolną odmową dania
    przyzwolenia na nią. (KKK 2089)

    Niewiara może przyjąć formę herezji, apostazji lub schizmy. "Herezją nazywa się
    uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy
    wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej;
    apostazją – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej, schizmą – odmowę
    uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymu lub wspólnoty z członkami Kościoła
    uznającymi to zwierzchnictwo" (KPK, kan. 751; KKK 2089)
  • aniouek1 23.01.06, 22:12
    Grzech przeciwko wierze może też przyjąć formę dobrowolnego poddawania
    w wątpliwość prawdy objawionej. „Dobrowolne wątpienie dotyczące wiary lekceważy
    to, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, lub też odmawia uznania
    tego za prawdziwe.” (KKK 2088). „Wątpienie może prowadzić do duchowego
    zaślepienia, jeśli jest dobrowolnie podtrzymywane." (KKK 2088)

    Grzechem jest tylko dobrowolne wątpienie w prawdziwość objawionych prawd
    przekazywanych nam przez naukę Kościoła. Nie jest natomiast grzechem pokusa
    zwątpienia, którą staramy się od siebie odsunąć. Chociaż wątpliwości te nie są
    grzechem, lecz pokusą, należy starać się je rozwiązać, np. przez rozmowę ze
    spowiednikiem, przez czytanie Katechizmu lub innych pożytecznych książek
    religijnych. Kto rozwiązuje rodzące się w nim wątpliwości dotyczące wiary, ten
    ją pogłębia i równocześnie przygotowuje się do ważnego zadania usuwania
    wątpliwości, które mogą się zrodzić w bliźnich.
  • aniouek1 23.01.06, 22:13
    Podobnie jak niewiara i dobrowolne wątpienie również ateizm przeciwstawia się
    wierze. „Ateizm, odrzucając lub negując istnienie Boga, jest grzechem przeciw
    pierwszemu przykazaniu.” (KKK 2140) Jest on też grzechem przeciw cnocie
    religijności. (Por. Rz 1,18; KKK 2125).

    Katechizm Kościoła Katolickiego zwraca uwagę na różne formy ateizmu, zwłaszcza
    na tzw. ateizm praktyczny. «Pojęcie "ateizm" obejmuje bardzo zróżnicowane
    zjawiska. Często spotykaną postacią ateizmu jest materializm praktyczny, który
    ogranicza potrzeby i ambicje człowieka do przestrzeni i czasu. Humanizm
    ateistyczny błędnie uważa, że człowiek jest "sam sobie celem, sam jedynym
    sprawcą i demiurgiem swojej własnej historii"» (Sobór Watykański II, konst.
    Gaudium et spes, 20, KKK 2124).

    Jak różne są formy ateizmu, tak też różnorakie są jego przyczyny zewnętrzne i
    takie, które tkwią w samym człowieku. Do przyczyn tych Katechizm zalicza między
    innymi: nieodpowiednie wychowanie religijne, złe oddziaływanie wierzących,
    którzy nie żyją według poznanej prawdy; fałszywe pojęcie ludzkiej autonomii;
    dostrzeganie w zależności od Boga czegoś, co sprzeciwia się godności
    człowieka. „W powstawaniu i rozpowszechnianiu się ateizmu "niemały udział mogą
    mieć wierzący, o ile skutkiem zaniedbań w wychowaniu religijnym albo fałszywego
    przedstawiania nauki wiary, albo też braków w ich własnym życiu religijnym,
    moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że raczej przesłaniają,
    aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii" (Sobór Watykański II, konst.
    Gaudium et spes, 19). Często ateizm opiera się na błędnej koncepcji autonomii
    ludzkiej, która posuwa się aż do odrzucania jakiejkolwiek zależności od Boga
    (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 20). W
    rzeczywistości "uznanie Boga bynajmniej nie sprzeciwia się godności człowieka,
    skoro godność ta na samym Bogu się zasadza i w Nim się doskonali" (Sobór
    Watykański II, konst. Gaudium et spes, 21). Kościół wie, "że to, co on wieści,
    idzie po linii najtajniejszych pragnień serca ludzkiego" (Sobór Watykański II,
    konst. Gaudium et spes, 21; KKK 2125)

    Nie tylko rodzina, środowisko i błędne nauki są przyczyną ateizmu. Jego źródłem
    może być też stała niechęć do nawrócenia się, do zmiany swego postępowania. Nie
    chcąc bowiem zmienić swojego życia, człowiek odpycha od siebie wszystkie myśli
    przypominające mu o istnieniu Boga, przed którym trzeba będzie kiedyś zdać
    sprawę ze swoich uczynków.

    Niektóre osoby prowadzące niemoralny tryb życia chciałyby, żeby Bóg nie
    istniał. To silne życzenie sprawia, że zaczynają one szukać argumentów
    zaprzeczających istnieniu Boga. Pragnienie udowodnienia sobie, że Boga nie ma,
    przynosi nieraz upragnione przez człowieka owoce: zaczyna on – jak uważa –
    "znajdować" argumenty, które upewniają go, że Bóg nie istnieje, a więc może
    nadal postępować tak, jak postępuje.

    Bywają czasami osoby uchodzące w oczach otoczenia za uczciwe, które jednak nie
    tylko nie wierzą, lecz - w czasie różnych dyskusji - zaciekle odrzucają
    wszelkie próby zbliżenia im Boga. Powodem takiej postawy może być silna pycha.
    Często poczucie własnej wielkości skłania człowieka do gorączkowego odpychania
    myśli, że istnieje Istota wyższa od niego: że istnieje Bóg, od którego jest on
    całkowicie zależny. Dla pysznej osoby myśl o istnieniu kogoś wyższego,
    doskonalszego, potężniejszego itp., jest nie do zniesienia. Dlatego pyszny
    człowiek może zacząć „udowadniać” sobie, że Boga nie ma. Czyni to w tym celu,
    żeby zająć Jego miejsce: chce dojść do przeświadczenia, że sam jest kimś
    najwyższym i niezależnym.

    W inny jeszcze sposób pycha prowadzi do ateizmu. Otóż chcąc zatriumfować nad
    wszystkimi wierzącymi, człowiek usiłuje udowodnić sobie i innym, że sam, bez
    wiary w Boga, bez Jego i ludzkiej pomocy, bez jakiejkolwiek łaski potrafi
    być „uczciwym człowiekiem”. Usiłuje więc wykazać sobie i innym, że jest lepszy
    od wierzących, ponieważ - nie spodziewając się żadnej zapłaty po śmierci -
    potrafi żyć uczciwie. Chcąc ocalić swoją "wyższość moralną", człowiek taki
    niszczy w sobie łaskę wiary, którą Bóg na różne sposoby go obdarza.

    Bywa i tak, że człowiek nie tylko sam nie wierzy, lecz ponadto usiłuje stłumić
    wiarę innych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że wiara otoczenia stanowi dla
    niewierzącego człowieka ustawiczne przypomnienie tego, co w sobie stłumił. Aby
    zatem inni nie przypominali mu o istnieniu Boga, człowiek decyduje się na walkę
    z religią. Może upodobnić się do faryzeuszy, którzy usiłowali zabić Chrystusa,
    bo swoją nauką i postawą przypominał im o ich obłudzie i pysze.

    Istnieją wreszcie ludzie, którzy wierzą tylko pozornie. Znają wprawdzie jakieś
    prawdy o Bogu, potrafią może wyrecytować "Credo", lecz życie ich pozbawione
    jest jakiegokolwiek wewnętrznego kontaktu ze Stwórcą, z Bogiem żywym. Całe
    życie takich ludzi obraca się wokół ich „bożka” np. pieniądza, korzyści,
    przyjemności itp. Taki styl życia to ateizm praktyczny.

    Tak więc nieporządek moralny zawsze w mniejszym lub większym stopniu osłabia
    wiarę, a w niektórych wypadkach może doprowadzić do całkowitej jej utraty.
  • aniouek1 23.01.06, 22:14
    Jeszcze inny grzech przeciwko wierze – oprócz niewiary, dobrowolnego zwątpienia
    i ateizmu – to agnostycyzm.

    „Agnostycyzm przybiera wiele postaci. W niektórych przypadkach agnostyk nie
    neguje Boga; postuluje natomiast istnienie bytu transcendentnego, który nie
    może objawić się i o którym nikt nie potrafi nic powiedzieć. W innych
    przypadkach agnostyk nie wypowiada się na temat istnienia Boga, twierdząc, iż
    jest ono niemożliwe do udowodnienia, a nawet potwierdzenia czy zanegowania.”
    (KKK 2127)

    „Agnostycyzm może niekiedy łączyć się z jakimś poszukiwaniem Boga, lecz może
    również być obojętnością, ucieczką przed ostatecznymi pytaniami
    egzystencjalnymi oraz lenistwem sumienia moralnego. Agnostycyzm najczęściej
    jest równoznaczny z ateizmem praktycznym.” (KKK 2128)
  • aniouek1 23.01.06, 22:16
    Jezu Chryste, który przez swoich pomocników-ludzi rozsiewasz ziarno słowa
    Bożego, rodzące zbawczą wiarę. Prosimy Cię o postawę słuchania i rozważania
    Twojej nauki. Naucz nas odnosić ją zawsze do siebie, a nie tylko do innych
    ludzi. Spraw, Panie, aby Twoje słowo rzucone w nasze serca nie dzieliło losu
    ziarna posianego przy drodze, które wydziobały ptaki, ani losu tego, które
    upadło na skalisty grunt, ani też tego, które padło między ciernie. Niech słowo
    Twoje, Zbawicielu, zawsze trafia na właściwy grunt, aby wyrosło i przynosiło
    obfity plon. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 22:18
    Drugim oprócz wiary zobowiązaniem, o którym przypomina nam pierwsze
    przykazanie, jest nadzieja pokładana w Bogu.
  • aniouek1 23.01.06, 22:20
    Nadzieja ma silny związek z wiarą i miłością. Człowiek wierzący w Boga
    i kochający Go ufa, że będzie mógł żyć tak, jak tego pragnie jego Ojciec
    Niebieski, i spotka się z Nim na zawsze w niebie. Nadzieja jest tęsknotą za
    Bogiem, za spotkaniem z Nim.

    Nadziei nie niszczy ani poczucie swej słabości ani grzeszności, gdyż ma ona
    swoje źródło w przekonaniu, że dobry i potężny Ojciec Niebieski chce i potrafi
    nam skutecznie pomóc w dojściu do zbawienia. Nadzieja pojawia się w pokornym
    i słabym człowieku, który głęboko wierzy w miłość, miłosierdzie i potęgę Boga.
    Taki człowiek ufa, że pomimo swojej słabości – z pomocą Stwórcy – odpowie na
    Jego zbawcze wezwanie i dojdzie do Niego w wieczności.

    O tej nadziei rodzącej się w słabym człowieku mówi Katechizm Kościoła
    Katolickiego: „Gdy Bóg objawia się i wzywa człowieka, nie może on własnymi
    siłami odpowiedzieć w sposób pełny na miłość Bożą. Powinien mieć nadzieję, że
    Bóg uzdolni go do odwzajemnienia Mu miłości i do działania zgodnie z
    przykazaniami miłości. Nadzieja jest ufnym oczekiwaniem błogosławieństwa Bożego
    i uszczęśliwiającego oglądania Boga; jest także lękiem przed obrażeniem miłości
    Bożej i spowodowaniem kary.” (KKK 2090)

    Mający nadzieję człowiek ufa, że Bóg go wesprze swoją wszechmocą i że pomoże mu
    żyć według Dekalogu i osiągnąć zbawienie. Taki człowiek przypomina małe
    dziecko, które dopiero zaczyna chodzić. Kiedy chce ono dojść do drugiego końca
    pokoju – bo coś mu się tam podoba – podnosi się na swoich słabych nóżkach
    i robi nieudolne kroki. Pomimo swojej słabości ma odwagę to robić, gdyż ufa, że
    za nim stoi mama lub ojciec, gotowi swoimi potężnymi ramionami podtrzymać je,
    aby się nie przewróciło i nie zrobiło sobie krzywdy. Czując opiekę i miłość
    rodziców dziecko – choć słabe – ufnie kroczy do swego upragnionego celu na
    drugim końcu pokoju.
  • aniouek1 23.01.06, 22:21
    Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko nadziei. Grzechami tymi jest
    zuchwała nadzieja, rozpacz, dążenie w życiu wyłącznie do ziemskich celów.
  • aniouek1 23.01.06, 22:22
    Nadzieja skłania człowieka do podążania na wieczne spotkanie z umiłowanym
    Ojcem. Z nadziei wypływa przekonanie, że pomimo słabości można dojść do Jego
    domu, gdzie są przygotowane mieszkania dla każdego człowieka. To przekonanie
    nie jest jednak zuchwałą i grzeszną ufnością, na której niebezpieczeństwo
    zwraca uwagę Katechizm. „Istnieją dwa rodzaje zuchwałej ufności. Albo człowiek
    przecenia swoje zdolności (mając nadzieję na zbawienie bez pomocy z wysoka),
    albo też zbytnio ufa wszechmocy czy miłosierdziu Bożemu (mając nadzieję na
    otrzymanie przebaczenia bez nawrócenia oraz chwały bez zasługi).” (KKK 2092)
  • aniouek1 23.01.06, 22:25
    Grzechem przeciwnym nadziei jest rozpacz. Jej źródłem może być brak wiary
    w potęgę Boga i w mogącą nam pomóc Jego miłość. Do rozpaczy może też
    doprowadzić człowieka jego pycha. Nie chce bowiem zwrócić się do Boga z prośbą
    o przebaczenie. Pycha ukazuje taką prośbę człowiekowi jako coś poniżającego,
    niegodnego. Aby usprawiedliwić swoją wypływającą z pychy postawę, tłumaczy on
    sobie, że dla niego nie ma już przebaczenia, że Bóg mu nie przebaczy, a więc
    nie musi żałować za swoje grzechy, nie musi prosić Go o okazanie miłosierdzia,
    nie musi wyznawać swoich grzechów w sakramencie pojednania itp.

    Wypływająca z pychy rozpacz jest w pewnym sensie karykaturą pokory. Pokorny
    bowiem człowiek jest przeświadczony, że nie zasługuje na Boże przebaczenie.
    Jednak pomimo tego przekonania wierzy w miłosierdzie Boże i szuka go, tak jak
    celnik z przypowieści Jezusa, który w poczuciu swej niegodności „nie śmiał
    nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość
    dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13). Ogarnięty pychą człowiek mówi: „Nie ma dla
    mnie przebaczenia”. Tych słów jednak nie podsuwa mu pokora, lecz silna niechęć
    do prośby o przebaczenie, do autentycznego nawrócenia się, do sakramentu
    pokuty. Swoją rozpaczą znieważa Boga, gdyż Temu, który jest samą Dobrocią
    i Miłością, mówi: „Jesteś okrutny, zły i mściwy, dlatego nie idę do Ciebie”.

    Nieraz rozpacz doprowadza człowieka do samobójstwa. Może się tak stać na
    przykład wtedy, gdy człowiek żył tylko dla pieniędzy, dla bogactwa, które
    pewnego dnia nagle stracił. Człowiek taki utracił skarb, przy którym było jego
    serce (por. Mt 6,21), i odbiera sobie życie. Nie widzi już żadnego celu, dla
    którego warto by żyć.
  • aniouek1 23.01.06, 22:27
    Często można się spotkać z takim życiem chrześcijan, które nie ujawnia wyraźnie
    nadużywania Bożego miłosierdzia ani też rozpaczy, brak natomiast jasnego
    i wyraźnego dążenia do celu ostatecznego. Może tak być dlatego, że nadzieja
    jeszcze się odpowiednio nie rozwinęła, ale może to być również znakiem jej
    całkowitego zaniku. Nadzieja bowiem – wraz z tęsknotą za Bogiem i chęcią
    spotkania się z Nim – może ulegać osłabieniu a nawet zanikowi.

    Zaniknie pragnienie spotkania się z Bogiem u tego, kto zniszczył w sobie dar
    przyjaźni z Nim. Tęsknota za kimś rodzi się z miłości. Jeśli ktoś kocha Boga
    i głęboko się z Nim przyjaźni, ten w taki sposób kształtuje swoje życie na
    ziemi, żeby spotkać się z Nim w wieczności. Autentyczna przyjaźń łączy się
    z tęsknotą za spotkaniem z przyjacielem. W kim nie ma postawy przyjaźni wobec
    Boga, w tym też nie ma tęsknoty za Nim ani pragnienia spotkania się z Nim.

    Częstym powodem zapominania o wieczności jest przywiązanie do bogactwa
    i urządzanie sobie wygodnego życia na ziemi. Chciwy człowiek tak skwapliwie
    zabiega o zdobycie bogactw, jak gdyby mogły mu one zapewnić wieczne szczęście
    (por. Łk 12,13-21). Dla pieniędzy człowiek gotów jest nieraz wyrzec się samego
    Boga, zrezygnować z przyjaźni z Nim, odrzucić Dawcę życia wiecznego.

    Kto całe życie spędza na używaniu, na jedzeniu i piciu, na zabawach,
    przyjemnościach i rozrywkach, ten nie jest skłonny przejmować się czekającym go
    spotkaniem z Panem. Pragnienie doznawania przyjemności ziemskich sprawia, że
    odsuwa on od siebie niepokojącą go myśl o śmierci i o tym, co po niej
    nieuchronnie nastąpi. Człowiek taki nie odpowiada na wezwanie
    Chrystusa: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna
    ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią
    wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało
    jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,13-14). Pociągany przez bogactwo i
    przyjemności człowiek woli nie myśleć o tym, że jego doczesne życie skończy się
    któregoś dnia. Odsuwa od siebie myśl, że jest powołany do życia, do spotkania
    z Bogiem i ze zbawionymi, do zmartwychwstania, do istnienia w Królestwie,
    w którym zostanie ostatecznie pokonana śmierć i wszelkie zło zagrażające
    człowiekowi (por. 1 Kor 15,24-28). Człowiek przywiązany do bogactw
    i przyjemności przypomina Ezawa, który za miskę soczewicy zrzekł się przywileju
    pierworodztwa i błogosławieństwa ojca. (por. Rdz 25,24-34)
  • aniouek1 23.01.06, 22:29
    Jezu Chryste, Panie żyjący wśród nas. Ty wskrzesisz nas z martwych. Spraw,
    abyśmy pamiętali o naszym powołaniu do zmartwychwstania i do życia wiecznego.
    Broń nas przed takim stylem życia, w którym wszystko oprócz Ciebie wydaje się
    ważne. Pozwól nam pamiętać, że pieniądz, majątek, używanie i przyjemność nie
    zapewnią nam życia wiecznego. Pomóż nam nie zapominać, że w chwili śmierci
    będziemy musieli porzucić absolutnie wszystko. Pomóż mi, Zbawicielu, tak żyć,
    abyś Ty sam był dla mnie Kimś najważniejszym, abym tylko w Tobie pokładał
    nadzieję, a nie w bogactwie, nie w wygodnym życiu, nie w przyjemnościach ani
    nie w sławie, władzy czy własnych uzdolnieniach.

    Wzmocnij moje przekonanie, Jezu, że tylko Ty jesteś naszym jedynym Zbawicielem,
    że tylko Ty zapewniasz nam trwałe szczęście, że nie dadzą go nam przemijające
    rzeczy stworzone. Chcę tylko w Tobie, Panie, pokładać całą moją nadzieję
    i w Tobie widzieć Źródło szczęścia, Wybawiciela z grzechów, cierpienia
    i śmierci. Ufam Tobie, boś Ty wierny, wszechmocny i miłosierny. Dasz mi
    grzechów odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 22:31
    Pierwszeństwo Bogu daje w swoim życiu ten, kto nie tylko w Niego wierzy i w Nim
    pokłada nadzieję, lecz przede wszystkim – kocha Go ponad wszystko. Pierwsze
    przykazanie przypomina nam o tym, że Boga, w którego miłość wierzymy, którego
    dobroci i potędze ufamy, mamy kochać bardziej niż wszystko inne na świecie.
    Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy
    swojej, ze wszystkich swych sił (por. Pwt 6, 5). „Pierwsze przykazanie każe nam
    miłować Boga nade wszystko, a wszystkie stworzenia – dla Niego i ze względu na
    Niego” (Por. Pwt 6, 4-5; KKK 2093)
  • aniouek1 23.01.06, 22:32
    Kocha Boga ten, kto wypełnia Jego wolę, kto szuka stałego z Nim kontaktu.
  • aniouek1 23.01.06, 22:34
    Miłość – podobnie jak wiara i nadzieja – stanowi fundament przyjaźni z Bogiem.
    Nie można przyjaźnić się z Bogiem, gdy się Go nie kocha. Jeśli się kocha jakąś
    osobę, wypełnia się wszystkie jej rozsądne życzenia. Kto zatem miłuje Boga, ten
    będzie zawsze starał się wypełniać Jego pragnienia, gdyż one zawsze są wyrazem
    Jego nieskończonej mądrości i miłości. Bóg pragnie tylko zbawienia każdego
    człowieka, chce szczęścia dla ludzkości i doprowadzenia wszystkiego do
    powszechnej odnowy.

    Miłość człowieka do Boga ujawnia się w ciągłym wypełnianiu Jego woli wyrażonej
    przede wszystkim w przykazaniach Dekalogu. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie
    zachowywać moje przykazania” (J 14,15) – mówi Jezus. Miłość to postępowanie
    według zasad Ewangelii „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”
    (J 14,23). Przykazania Boże, nauka Jezusa Chrystusa ukazuje nam drogę
    postępowania, która prowadzi do wiecznego szczęścia.

    Wola Boża ujawnia się nam też w głosie sumienia, w natchnieniach Ducha
    Świętego, w różnych okolicznościach życia i w znakach czasu.

    Kto prawdziwie kocha, ten naśladuje Maryję, służebnicę poddaną w miłości Bogu
    i wypełniającą Jego wolę.

    Niestety, jako wolna istota człowiek jest zdolny do odrzucenia wskazań Bożych,
    by zgodnie z własnym upodobaniem tworzyć swoją przyszłość. Najczęstszym powodem
    pogardzania wolą Bożą jest pycha. Człowiek pyszny bowiem nie potrafi pogodzić
    się z myślą, że ktoś inny wie coś lepiej od niego. Zarozumiała osoba nie
    stosuje się do żadnych rad, uwag czy wskazówek. Pycha doprowadza nieraz nawet
    do pogardzania przykazaniami Bożymi, do odrzucenia nauki Chrystusa, do
    nieliczenia się z prawami natury itp.

    Opisany w Księdze Rodzaju upadek pierwszych rodziców ukazuje powiązanie wzrostu
    pychy z pogardą dla spraw Bożych oraz z tendencją do rządzenia się własnymi
    prawami. I tak u pierwszych rodziców pojawiła się myśl: "Czyż nie możemy być
    równi Bogu i ustanawiać samodzielnie, co jest dobre, a co złe?" "Czy nie
    jesteśmy tak mądrzy, jak Bóg, by wyznaczyć sobie naszą drogę do
    szczęścia?" "Jakże Bóg może wiedzieć lepiej od nas, co dla nas jest dobre?" W
    sercu pierwszego człowieka zrodziło się przekonanie – które nie omija i nas –
    że nie ma ponad nim nikogo większego i mądrzejszego.

    Pycha wdarła się do wnętrza pierwszego człowieka. Wraz z nią pojawiła się
    nieufność do Boga, do Jego rad i nakazów. Niepraktyczne a może nawet
    bezsensowne wydały się pierwszym rodzicom Boże wskazania. Zaczęli myśleć, że
    Bóg nie ma im już nic do powiedzenia, ponieważ sami znaleźli najwłaściwszą
    drogę do potęgi i wielkości. Pierwszym istotom ogarniętym pychą wydawało się,
    że znalazły najskuteczniejszą receptę na to, by stać się bogami. Sądząc, że
    poznali już najlepszy środek prowadzący ich do boskiej wielkości, postąpili po
    swojemu, depcząc Boże wskazania (por. Rdz 3).

    Opis upadku pierwszych rodziców obrazowo przedstawia to, co może się dokonać we
    wnętrzu każdego człowieka ogarniętego pychą. Najpierw pojawia się u takiej
    osoby przekonanie o swej wyjątkowości. Przeświadczeniu temu towarzyszy
    mniemanie, że wie wszystko najlepiej, że – przynajmniej w pewnych dziedzinach –
    nikt, nawet sam Bóg, nie ma jej nic do powiedzenia. Człowiek pyszny trwa w
    przekonaniu, że tylko on wie najlepiej, jak ma postępować, aby być kimś
    wielkim. Wraz z przeświadczeniem o swej bardzo dobrej ocenie tego, co należy
    czynić, a czego zaniechać, pojawia się niechęć do przykazań Bożych i
    kościelnych, do rad udzielanych przez innych itd. W mniemaniu bowiem jednostki
    przeświadczonej o swej dobrej umiejętności ustalania dla siebie norm
    postępowania wszystkie rady i nakazy pochodzące od innych, a nawet od Boga, nie
    są tak "życiowe" ani tak "praktyczne" i "pożyteczne", jak te, które sama sobie
    ustaliła.

    Odchodzący od przykazań Bożych człowiek tworzy sobie swoisty kodeks
    postępowania. Zawiera on wskazania, jak należy postępować, aby osiągnąć w życiu
    szczęście, wielkość, powodzenie, sławę itp.

    Chrystus pouczył nas, że jedyną drogą wiodącą do prawdziwej wielkości i do
    wiecznego szczęścia jest bezinteresowna i ofiarna służba Bogu i człowiekowi.
    Pycha jednak podważa prawdziwość tego pouczenia i skłania człowieka do szukania
    innego niż przez służenie sposobu osiągania szczęścia, pełni życia, wielkości,
    radości.

    Każda wada skłania do szukania jakiejś drogi postępowania, niezgodnej z
    przykazaniami Bożymi, mającej jednak – w przekonaniu człowieka – zapewnić mu
    szybkie dojście do szczęścia i do wielkości. I tak np. próżny człowiek –
    zamiast kroczyć drogą służby – usiłuje osiągnąć wielkość i szczęście poprzez
    zdobycie rozgłosu, sławy, popularności. Dlatego też usiłuje być oryginalny,
    błyskotliwy, aby zwrócić na siebie uwagę. Spragniona władzy osoba sądzi, że
    osiągnie wielkość i szczęście, kiedy podporządkuje sobie jak najwięcej ludzi,
    nawet cały świat, kiedy będzie rządzić innymi. Inni znowu myślą, że ich
    pragnienie szczęścia, które może zaspokoić tylko Bóg, zostanie nasycone, kiedy
    jak najwięcej ludzi ich pokocha, otoczy uczuciem, zainteresuje się nimi lub
    przynajmniej okaże współczucie.

    Jeszcze inne osoby ulegają iluzji, że wielkość i szczęście osiągną poprzez
    zdobycie majątku. Inna grupa ludzi doszukuje się najskuteczniejszej drogi do
    pełni szczęścia w różnego rodzaju praktykach seksualnych, w jedzeniu, piciu, w
    nadużywaniu alkoholu, w narkotykach, w wygodnym i leniwym życiu. Bywają i tacy
    ludzie, dla których drogą do wielkości i szczęścia jest zastraszanie bliźnich,
    okrucieństwo, dokuczanie ludziom, poniżanie ich, sprawianie bólu, przykrości,
    mszczenie się za doznane upokorzenia i krzywdy. Zazdrośni ludzie pragną
    osiągnąć szczęście przez posiadanie tego, co mają inni – np. majątku, sławy,
    piękności, szczęścia itp. – lub przynajmniej przez pozbawienie bliźnich tego,
    co przynosi im radość.

    W swym zuchwalstwie – rodzącym się z pychy i z braku zaufania do Pana –
    człowiek odrzuca Boże wskazanie, jak dojść przez służbę do prawdziwej wielkości
    i szczęścia. Podąża za swoimi – a jeszcze częściej za podsuniętymi przez
    szatana – myślami, które skłaniają go do grzesznego postępowania.

    Konsekwencje stosowania w życiu własnych "recept" na szczęście bywają
    tragiczne. Człowiek bowiem nie osiąga spodziewanego szczęścia ani upragnionej
    wielkości, lecz niszczy swoje człowieczeństwo, zamyka się w swoim egoizmie.
    Zamiast upragnionego szczęścia – które miała mu zapewnić sława, podziw
    otoczenia, władza, pieniądz, przyjemności seksualne, jedzenie, alkohol,
    narkotyki, rozrywki, komfort życiowy – człowieka ogarnia nuda, poczucie
    bezsensu, zniechęcenie i gorycz. Zamiast szczęścia odczuwa ciągły niedosyt.

    Ponadto zamiast upragnionej wolności, której człowiek szukał na drodze
    odrzucania Bożych przykazań, pojawia się wewnętrzne zniewolenie przez
    egoistyczne skłonności. Odrzucający wskazaną przez Chrystusa drogę pokornej
    miłości i służby człowiek staje się niewolnikiem swego egoizmu. To zniewolenie
    jest tak silne, że człowiek może za świętym Pawłem powiedzieć: "Jestem bowiem
    świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro: bo łatwo
    przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem
    dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę" (Rz 7,18-19). Im
    częściej człowiek odchodzi od przykazań Bożych, tym trudniej jest mu do nich
    wracać, gdyż staje się niewolnikiem swoich egoistycznych pragnień.
  • aniouek1 23.01.06, 22:36
    Nieskończenie dobry Ojcze! Nieraz nam się wydaje, że Twoja wola i Twoje
    przykazania krępują nas, że stoją nam na przeszkodzie do wielkości i do
    szczęścia. Pomóż nam zrozumieć, że pragniesz tylko naszego dobra, że dałeś nam
    swoje przykazania po to, abyśmy doszli do prawdziwej wielkości. Daj nam
    głębokie przekonanie, że Twój nakaz ofiarnej służby jest jedynym drogowskazem,
    który wskazuje drogę do szczęścia bez końca. Pozwól nam zrozumieć, Boże, że nic
    na świecie nie może nas w pełni uszczęśliwić: ani sława, ani podziw, ani
    władza, ani zaszczyty, ani nawet ludzka miłość. Oświeć nas, abyśmy zrozumieli,
    że nie nasyci naszego pragnienia szczęścia ani zagarnianie dóbr materialnych,
    ani gonitwa za przyjemnościami i wygodnym życiem. Daj nam jak najwcześniej
    zrozumieć, że niespokojne będzie nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie.
    Spraw, Panie, byśmy pojęli, że odchodzenie od Twoich przykazań nie tylko nie
    zapewni nam szczęścia, lecz przyniesie rozgoryczenie, niepokój i przygnębienie.
    Daj nam zrozumieć, że odchodzenie od Twojego przykazania miłości i ofiarnej
    służby czyni nas niewolnikami naszych egoistycznych pragnień, pożądliwości,
    grzechu i szatana. Boże, przekonaj nas bez reszty, że wszystko, czego od nas
    wymagasz, wypływa z Twojej miłości i mądrości i ma na celu uszczęśliwienie nas
    na zawsze. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 22:37
    Miłość rodzi pragnienie spotykania się z umiłowaną osobą. To odnosi się również
    do Boga: kto Go miłuje, ten pragnie się z Nim spotykać tak, jak jest to możliwe
    tu na ziemi.

    Chrystus ustanowił specjalne środki, które umożliwiają nam spotykanie się
    z Bogiem. Tymi środkami są sakramenty. Wiara, zaufanie i miłość do Chrystusa
    powinny skłaniać nas do spotykania się z Nim, np. w sakramencie Komunii św.,
    w sakramencie pojednania.

    Sakramentalne spotkania z Chrystusem przyczyniają się nie tylko do naszego
    uświęcenia, lecz również do odnowienia całego świata. Udzielając łask
    sakramentalnych Chrystus buduje nową rzeczywistość Królestwa Bożego, nowy
    porządek oparty na miłości, sprawiedliwości i pokoju. Łaska Chrystusa, której
    udziela w sakramentach, wyzwala człowieka z niewoli zła i grzechu.

    Istnieją jednak ludzie, którzy nie korzystają z pomocy, jakiej Chrystus pragnie
    im udzielać przez sakramenty. Powodem takiej sytuacji jest ich słaba wiara,
    przytłumiona przez różne egoistyczne tendencje, chociaż nie zawsze człowiek
    przyznaje się do tego, np. różnie tłumaczą się ci, którzy nie chcą zawrzeć
    ślubu kościelnego.

    Wpływ różnych wad, zwłaszcza pychy, ujawnia się w niewłaściwym podejściu do
    sakramentu pojednania. Lęk przed upokorzeniem się – którego pycha nie potrafi
    znieść – sprawia, że wielu unika tego sakramentu. Inni znów spowiadają się tak,
    aby jak najlepiej wypaść przed spowiednikiem. Aby nie miał o nich złego
    mniemania chwalą się, usprawiedliwiają, zatajają niektóre grzechy lub wyznają
    je zbyt ogólnie. Wpływ pychy może się spotęgować, gdy ktoś jest zmuszony do
    spowiadania się przed znajomym kapłanem.

    Niektórzy posuwają się nawet do tego, że innych pozbawiają łask
    sakramentalnych. I tak np. zarozumiali rodzice nie chrzczą czasem swoich
    dzieci, by uchodzić za postępowych i szanujących wolność dziecka. Ktoś inny zaś
    odmawia swoim dzieciom łaski chrztu, gdyż obawia się kosztów związanych ze
    złożeniem ofiary. Innych znów lenistwo i niedbalstwo powstrzymuje przed
    przyniesieniem dzieci do kościoła, aby przyjęły sakrament odrodzenia. Bywają
    i tacy, którzy nie przynoszą dziecka do chrztu, bo "obrazili się" z jakichś
    powodów na proboszcza.

    Oprócz sakramentów również modlitwa jest spotkaniem i rozmową z Bogiem. Dzięki
    słuchaniu i rozważaniu słowa danego nam przez Boga możemy się z Nim spotkać na
    ziemi. Kiedy więc człowiek prawdziwie kocha Boga, chętnie się z Nim spotyka,
    wykorzystując wszystkie możliwe środki, które to spotkanie umożliwiają.
    Przystępuje więc do sakramentów, modli się, czyta, słucha i rozważa słowo Boże.
  • aniouek1 23.01.06, 22:39
    Daj mi, o Chryste, głęboką wiarę w to, że w każdym sakramencie spotykam się
    przede wszystkim z Tobą, że Ty udzielasz mi swojej łaski i pomocy w dojściu do
    zbawienia. Pomóż mi zrozumieć, że sakramenty nie są ceremoniami upiększającymi
    życie, lecz niezwykle cenną pomocą, umożliwiającą budowanie Twojego Królestwa,
    w którym nie będzie płaczu, smutku ani bólu, bo zapanuje sprawiedliwość, miłość
    i pokój, a Ty otrzesz z naszych oczu wszelką łzę. Naucz nas budować Twoje
    Królestwo przez uczestnictwo w sakramentach świętych. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 22:39
    Kiedy człowiek ulega złym skłonnościom, miłość stopniowo ulega osłabieniu
    i może zaniknąć całkowicie. Przestanie kierować się Bożymi przykazaniami, nie
    będzie chciał się spotykać z Bogiem, dlatego zaniknie jego życie sakramentalne
    i modlitewne. Człowiek taki przestanie rozważać słowo Boże, bo zaniknie w nim
    chęć układania według niego swojego życia. W miejsce miłości pojawią się takie
    grzechy jak: obojętność, niewdzięczność, oziębłość, lenistwo duchowe czy wręcz
    nienawiść do Boga.
  • aniouek1 23.01.06, 22:43
    Obojętny na Boga człowiek nie kocha Go, nie ujawnia Mu w żaden sposób swojej
    miłości. Nie skłania go do udzielenia odpowiedzi miłości nawet sama miłość
    i miłosierdzie Boże. „Obojętność zaniedbuje lub odrzuca miłość Bożą; nie uznaje
    jej inicjatywy i neguje jej moc.” (KKK 2094)
  • aniouek1 23.01.06, 22:43
    Kto nie kocha Boga, ten zapomina o podstawowym zobowiązaniu, jakim jest
    wdzięczność wobec Dawcy wszystkich darów, którym jest Bóg, i okazywaniu Mu
    miłości. „Niewdzięczność pomija lub odrzuca uznanie miłości Bożej, jak również
    odwzajemnienie się miłością na miłość.” (KKK 2094)
  • aniouek1 23.01.06, 22:44
    „Oziębłość jest zwlekaniem lub niedbałością w odwzajemnieniu się za miłość
    Bożą; może zakładać odmowę poddania się poruszeniu miłości” (KKK 2094). Częstym
    sposobem usprawiedliwiania swojego braku miłości do Boga jest tłumaczenie się
    brakiem czasu na modlitwę, na uczestniczenie w Eucharystii, na rozważanie słowa
    Bożego.
  • aniouek1 23.01.06, 22:45
    „Znużenie lub lenistwo duchowe posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od
    Boga i do odrazy wobec dobra Bożego” (KKK 2094). Kiedy nie ma miłości,
    zrobienie czegoś dla Boga – a także dla drugiego człowieka – staje się
    wyłącznie uciążliwym ciężarem, przykrą koniecznością. Czynienie dobra męczy
    złego człowieka. Brak miłości do Boga ujawnia się między innymi w niechęci do
    czynienia czegoś z myślą o Nim i dla Niego.
  • aniouek1 23.01.06, 22:45
    Niszczenie w sobie miłości do Boga może w końcu doprowadzić do otwartej
    nienawiści do Niego. „Nienawiść do Boga rodzi się z pychy. Sprzeciwia się ona
    miłości Boga, zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który
    potępia grzech i wymierza kary” (KKK 2094). Pełna nienawiść do Boga ujawnia się
    w istotach potępionych.
  • aniouek1 23.01.06, 22:47
    Strzeż mnie, Panie, przed popadnięciem w grzechy przeciwne miłości do Ciebie.
    Uchroń mnie przed obojętnością, niewdzięcznością, oziębłością, lenistwem
    duchowym, a zwłaszcza przed znienawidzeniem Ciebie.

    Jezu, moja jedyna miłości, modlę się za tych, których kochasz, a którzy nie
    potrafią kochać Ciebie. Oby i mogli zostać oczyszczeni i uzdrowieni, aby i oni
    doznali uwolnienia od wszelkiego zła. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 22:51
    Miłość jest służbą. Kto kocha Boga, ten pragnie Mu służyć na różne sposoby.
    Rozważmy obecnie różne formy służenia Bogu i grzechy, które jej się
    sprzeciwiają.
  • aniouek1 23.01.06, 22:52
    "Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz"
    (Mt 4,10). Pierwsze przykazanie Boże przypomina nam o wypływającym z wiary
    i miłości do Boga obowiązku służenia Mu. Katechizm Kościoła Katolickiego
    wyjaśnia, że służyć Bogu i oddawać Mu pokłon można przez adorację, modlitwę,
    ofiarę, przyrzeczenia i śluby. (por. KKK 2135)
  • aniouek1 23.01.06, 22:54
    „Adoracja jest pierwszym aktem cnoty religijności. Adorować Boga oznacza uznać
    Go za Boga, za Stwórcę i Zbawiciela, za Pana i Mistrza wszystkiego, co
    istnieje, za nieskończoną i miłosierną Miłość. "Panu, Bogu swemu, będziesz
    oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Łk 4,8) mówi Jezus, powołując
    się na Księgę Powtórzonego Prawa (Pwt 6,13).” (KKK 2096)

    „Adorować Boga oznacza z szacunkiem i całkowitą uległością uznać "nicość
    stworzenia", które istnieje jedynie dzięki Bogu. Adorować Boga oznacza
    wychwalać Go, wielbić i uniżać samego siebie – podobnie jak Maryja
    w "Magnificat" – wyznając z wdzięcznością, że On uczynił wielkie rzeczy i że
    święte jest Jego imię (Por. Łk 1, 46-49). Adoracja Jedynego Boga wyzwala
    człowieka z zamknięcia się w sobie, z niewoli grzechu i bałwochwalstwa świata.”
    (KKK 2097)
  • aniouek1 23.01.06, 22:56
    Drugi przejaw służenia Bogu wymieniony przez Katechizm to modlitwa. „Akty
    wiary, nadziei i miłości, które nakazuje pierwsze przykazanie, wyrażają się
    w modlitwie. Wzniesienie ducha do Boga jest wyrazem naszej adoracji Boga: w
    modlitwie uwielbienia i dziękczynienia, modlitwie wstawienniczej i modlitwie
    błagalnej. Modlitwa jest niezbędnym warunkiem posłuszeństwa przykazaniom
    Bożym. "Zawsze... (trzeba) się modlić i nie ustawać" (Łk 18,1).” (KKK 2098)
  • aniouek1 23.01.06, 22:57
    Bogu można też służyć przez ofiarę. „Jest rzeczą słuszną składać Bogu ofiary
    na znak uwielbienia i dziękczynienia, przebłagania i komunii z Nim: "Prawdziwą
    ofiarą jest... każde dzieło, które przyczynia się do połączenia nas świętą
    komunią z Bogiem, dzięki któremu możemy stać się naprawdę szczęśliwi" (Św.
    Augustyn, De civitate Dei, 10, 6.)” (KKK 2099)

    „Ofiara zewnętrzna, by była prawdziwa, powinna być wyrazem ofiary
    duchowej: "Moją ofiarą... duch skruszony..." (Ps 51,19). Prorocy Starego
    Przymierza często piętnowali ofiary składane bez zaangażowania wewnętrznego
    (Por. Am 5, 21-25) lub nie mające związku z miłością bliźniego (Por. Iz 1,10-
    20). Jezus przypomina słowa proroka Ozeasza: "Chcę raczej miłosierdzia niż
    ofiary" (Mt 9,13; 12,7; Por. Oz 6,6). Jedyną doskonałą ofiarą jest ta, którą
    Chrystus złożył na krzyżu w całkowitym oddaniu się miłości Ojca i dla naszego
    zbawienia (Por. Hbr 9,13-14). Łącząc się z Jego ofiarą, możemy nasze życie
    uczynić ofiarą dla Boga.” (KKK 2100)
  • aniouek1 23.01.06, 22:59
    Jak poucza Katechizm, wyrazem służby Bogu mogą być przyrzeczenia i
    śluby. „W wielu sytuacjach chrześcijanin jest wzywany do składania
    przyrzeczeń Bogu. Zawierają je chrzest, bierzmowanie, małżeństwo i święcenia.
    Chrześcijanin kierując się pobożnością, może przyrzec Bogu określony czyn,
    modlitwę, jałmużnę, pielgrzymkę itd. Wierność przyrzeczeniom złożonym Bogu jest
    przejawem szacunku należnego Boskiemu Majestatowi i miłości wobec wiernego
    Boga.” (KKK 2101)

    «„Ślub jest świadomą i dobrowolną obietnicą uczynioną Bogu, mającą za przedmiot
    dobro możliwe i lepsze, należy wypełnić z pobudek cnoty religijności” (KPK,
    kan. 1191, § 1). Ślub jest aktem pobożności, w którym chrześcijanin poświęca
    siebie samego Bogu lub obiecuje Mu dobry czyn. Wypełniając śluby, oddaje się
    więc Bogu to, co zostało Mu przyrzeczone i konsekrowane. Dzieje Apostolskie
    ukazują nam św. Pawła zatroskanego o wypełnienie ślubów, które złożył (por. Dz
    18, 18; 21, 23-24).» (KKK 2102)

    „Kościół uznaje wzorczą wartość ślubów praktykowania rad ewangelicznych (Por.
    KPK, kan. 654.: Matka-Kościół cieszy się, że w łonie jego znajdują się liczni
    mężczyźni i niewiasty, którzy dokładniej naśladują wyniszczenie Zbawiciela
    i wyraźniej je ukazują, przyjmując ubóstwo w wolności synów Bożych i wyrzekając
    się własnej woli: poddają się oni mianowicie człowiekowi ze względu na Boga
    w sprawie doskonałości ponad miarę przykazania, aby się w sposób pełniejszy
    upodobnić do posłusznego Chrystusa (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium,
    42).” (KKK 2103)
  • aniouek1 23.01.06, 23:00
    Jak w każdej dziedzinie moralnej, tak i w służeniu Bogu człowiek może być
    wierny lub przeciwstawić się obowiązującym normom moralnym. Może więc też
    wyrazić swój sprzeciw obowiązkowi służenia i oddawania czci jedynemu
    prawdziwemu Bogu. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego grzechami przeciwko
    temu zobowiązaniu pierwszego przykazania są: zabobon, bałwochwalstwo,
    wróżbiarstwo, magia oraz bezbożność, która wyraża się w kuszeniu Boga,
    świętokradztwie lub symonii.
  • aniouek1 23.01.06, 23:03
    „Zabobon jest wypaczeniem kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu. Przejawia się
    on w bałwochwalstwie, jak również w różnych formach wróżbiarstwa i magii.” (KKK
    2138) „Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona
    nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na
    przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet
    uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon (por. Mt 23,16-22 – oznacza wiązać
    skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem
    materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.” (KKK
    2111)
  • aniouek1 23.01.06, 23:05
    Bałwochwalstwo to kolejny bardzo rozpowszechniony grzech przeciwko pierwszemu
    przykazaniu i służbie Bożej. Ujawnia się ono w różnych formach. Może przyjąć
    postać bałwochwalczej religii, w której czci się nieprawdziwego boga lub nawet
    wielu fałszywych bogów, albo ujawniać się przy zachowywaniu pozorów wiary w
    Boga prawdziwego. Te dwie formy bałwochwalstwa są zabronione przez pierwsze
    przykazanie.

    Grzeszna jest wiara w wielu bogów, czyli politeizm. „Pierwsze przykazanie
    potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza
    Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. Pismo święte
    nieustannie przypomina o odrzuceniu "bożków ze srebra i złota, uczynionych
    rękami ludzkimi", które "mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą..."
    Te czcze bożki czynią człowieka pustym: "Do nich są podobni ci, którzy je
    robią, i każdy, który im ufa" (Ps 115, 4-5. 8; por. Iz 44, 9-20; Jr 10,1-16; Dn
    14, 1-30; Ba 6; Mdr 13,1-15,19). Bóg natomiast jest "Bogiem żywym" (Joz 3,10;
    Ps 42, 3 i in.), który daje życie i działa w historii.” (KKK 2112)

    Oprócz jawnego bałwochwalstwa, przyjmującego formę religii, istnieje wiele form
    bałwochwalstwa „praktycznego”, ukrywającego się często pod zasłoną prawdziwej
    religii. Człowiek może ukierunkować całe swoje życie na jakiegoś swojego bożka,
    któremu będzie służył zamiast Bogu prawdziwemu.

    Wielu ludzi "teoretycznie" wierzących w Boga w praktyce odchodzi od Niego,
    przestając Mu służyć. Życie ludzkie często świadczy o braku wiary w to, że
    tylko Bóg potrafi zapewnić nam wielkość i trwałe szczęście. Człowiek więc w
    swoim codziennym życiu nieraz odwraca się od Boga prawdziwego i oddaje się pod
    jarzmo swoich bogów, którym służy ze wszystkich swoich sił, ponieważ spodziewa
    się, że zapewnią mu szczęście i wielkość. Staje się bałwochwalcą, choć
    oficjalnie nie przestaje być chrześcijaninem i nie zmienia religii.

    Na tę rozpowszechnioną formę bałwochwalstwa zwraca uwagę
    Katechizm: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich.
    Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem.
    Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez
    względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o
    władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd. "Nie możecie
    służyć Bogu i Mamonie" – mówi Jezus (Mt 6,24). Wielu męczenników poniosło
    śmierć za to, że nie oddali czci "Bestii" (Por. Ap 13-14), odmawiając nawet
    udawania kultu. Bałwochwalstwo odrzuca jedyne panowanie Boga; jest nie do
    pogodzenia z Boską komunią (Por. Ga 5,20; Ef 5,5). (KKK 2113) „Bałwochwalcą
    jest ten, kto "niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do
    Boga" (KKK 2114)

    Człowiek potrafi wznosić liczne ołtarze dla swoich fałszywych bogów.
    Bałwochwalcą może stać się chrześcijanin, jak mógł nim być również wyznawca
    judaizmu, na co zwraca uwagę Poemat Boga-Człowieka, Marii Valtorty:

    „A dlaczego człowiek popełniający zło nie myśli, że do zabronionych czynów
    należy także bałwochwalczy kult? Dlaczego nie powie sobie: "Przecież Bóg widzi,
    że udaję tylko oddawanie kultu świętego, czcząc w rzeczywistości boga lub bogów
    fałszywych. Wzniosłem im ołtarz zakryty wprawdzie przed oczyma ludzi, lecz
    znany Bogu."

    Jakich bogów, powiecie, skoro w Świątyni nie ma nawet podobizny Boga? Jakie
    twarze mają ci bogowie, skoro nie można było nadać oblicza Bogu Prawdziwemu?
    Tak. Nie można Mu nadać oblicza, bo człowiek nie potrafi przedstawić godnie
    Doskonałego i Najczystszego. Jedynie duch przeczuwa Jego bezcielesne i wzniosłe
    piękno, słyszy Jego głos, smakuje Jego czułości, gdy On się rozlewa w świętym,
    zasługującym na ten boski kontakt. Jednak oko, słuch, ręka człowieka nie
    potrafią ani widzieć, ani słyszeć, a tym samym wyrazić dźwiękiem cytry lub
    młotkiem i dłutem w marmurze, jaki jest Pan.

    O! Gdy duchy sprawiedliwych ujrzą Boga, to będzie szczęście bez końca! Pierwsze
    spojrzenie stanie się jutrzenką szczęścia, które będzie wam towarzyszyć przez
    całe wieki. To jednak - czego nie potrafi uczynić w odniesieniu do Boga
    prawdziwego - człowiek robi dla bogów fałszywych. Jeden wznosi ołtarz kobiecie,
    drugi - złotu, inny - potędze, inny - nauce, inny - zwycięstwom wojskowym.
    Jeden adoruje człowieka potężnego, podobnego do siebie w porządku naturalnym, a
    przewyższającego go tylko siłą i szczęściem. Inny adoruje samego siebie i
    mówi: "Nie ma nikogo, kto byłby mi równy". Oto bogowie tych, którzy należą do
    ludu Bożego.

    Nie dziwcie się, widząc pogan adorujących zwierzęta, gady lub gwiazdy. Ileż
    gadów, ileż zwierząt, ileż zgasłych gwiazd adorujecie w sercach! Wargi
    wypowiadają słowa kłamliwe, aby schlebiać, posiadać, psuć. Czyż nie są to
    modlitwy ukrytego bałwochwalstwa? W sercach klują się myśli zemsty, pokątnego
    handlu, prostytucji. Czyż nie ma w tym kultu bogów nieczystych przyjemności,
    pożądliwości, zła?

    Powiedziano: "Nie będziesz adorował niczego, co nie jest twoim Prawdziwym
    Bogiem, Jedynym, Wiecznym". Powiedziano: "Ja jestem Bogiem potężnym i
    zazdrosnym".

    Bóg Potężny. Żadna inna siła nie jest mocniejsza niż Jego. Człowiek jest wolny
    w działaniu, szatan jest wolny w kuszeniu. Gdy jednak Bóg mówi: "Dosyć już",
    człowiek nie może już więcej działać, a szatan - kusić. Szatan jest odrzucany
    do swego piekła, człowiek zaś - powalony nadmiarem złych czynów. Istnieje
    bowiem granica, której Bóg nie pozwoli mu przekroczyć.

    Bóg Zazdrosny. O kogo? Jaką zazdrością? Małostkową zazdrością małych ludzi?
    Nie, ale świętą zazdrością Boga o Swoje dzieci. Sprawiedliwą zazdrością.
    Zazdrością kochającego. On was stworzył. On was kocha. On was pragnie. On wie,
    co wam szkodzi. On zna to, co usiłuje was oddzielić od Niego. I jest zazdrosny
    o to, co staje między Ojcem a Jego dziećmi i oddala je od jedynej miłości,
    która jest zbawieniem i pokojem - od Boga. Zrozumcie tę boską zazdrość, która
    nie jest małostkowa ani okrutna, która nie krępuje, lecz jest miłością
    nieskończoną, dobrocią nieskończoną i wolnością bez granic. Udziela się
    stworzeniu skończonemu, aby przyciągnąć je do Siebie i aby w Sobie uczynić je
    współuczestnikiem Swej nieskończonej dobroci. Dobry ojciec nie chce być
    jedynym, który cieszy się bogactwami. Pragnie, aby jego dzieci miały w nich
    udział. Właściwie to bardziej dla dzieci niż dla siebie samego je zgromadził.
    Tak samo jest z Bogiem. W tej miłości i pragnieniu jest doskonałość taka, jak w
    każdym Jego działaniu.

    Nie oszukujcie Pana. On zapowiada karę grzesznikom i dzieciom grzesznych synów.
    Bóg nigdy nie kłamie w Swych obietnicach. Niech dusze wasze nie popadają jednak
    w przygnębienie, o dzieci człowieka i Boga. Posłuchajcie drugiej obietnicy i
    radujcie się: "Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie
    miłują i przestrzegają Moich przykazań".

    Aż do tysiącznego pokolenia dobrych! I aż do tysiącznej słabości biednych synów
    ludzkich, upadających nie z powodu złośliwości, lecz wskutek braku rozwagi i
    zasadzek szatana. Więcej jeszcze. Powiadam wam: On otwiera Swe ramiona, jeśli -
    z sercem skruszonym i obliczem zalanym łzami - mówicie: "Ojcze, zgrzeszyłem.
    Wiem o tym. Korzę się i uznaję to przed Tobą. Przebacz mi. Twoje przebaczenie
    będzie moją siłą, abym powrócił do 'życia', do prawdziwego życia."

    Nie obawiajcie się. Zanim zgrzeszyliście z powodu słabości, On już wiedział, że
    zgrzeszycie. Ale Jego Serce zamyka się tylko wtedy, gdy trwacie w grzechu,
    kiedy go prawdziwie pragniecie, czyniąc z grzechu lub z wielu grzechów waszych
    obrzydliwych bogów.

    Zniszczcie wszystkie bożki, zróbcie miejsce Bogu Prawdziwemu. Kiedy będzie
    widział w was tylko Siebie samego, zstąpi w Swej chwale poświęcić wasze serca.

    Oddajcie Bogu Jego siedzibę. To nie w świątyni z kamienia ona się znajduje,
    lecz w sercach ludz
  • aniouek1 23.01.06, 23:10
    Bałwochwalstwo to kolejny bardzo rozpowszechniony grzech przeciwko pierwszemu
    przykazaniu i służbie Bożej. Ujawnia się ono w różnych formach. Może przyjąć
    postać bałwochwalczej religii, w której czci się nieprawdziwego boga lub nawet
    wielu fałszywych bogów, albo ujawniać się przy zachowywaniu pozorów wiary w
    Boga prawdziwego. Te dwie formy bałwochwalstwa są zabronione przez pierwsze
    przykazanie.

    Grzeszna jest wiara w wielu bogów, czyli politeizm. „Pierwsze przykazanie
    potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza
    Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. Pismo święte
    nieustannie przypomina o odrzuceniu "bożków ze srebra i złota, uczynionych
    rękami ludzkimi", które "mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą..."
    Te czcze bożki czynią człowieka pustym: "Do nich są podobni ci, którzy je
    robią, i każdy, który im ufa" (Ps 115, 4-5. 8; por. Iz 44, 9-20; Jr 10,1-16; Dn
    14, 1-30; Ba 6; Mdr 13,1-15,19). Bóg natomiast jest "Bogiem żywym" (Joz 3,10;
    Ps 42, 3 i in.), który daje życie i działa w historii.” (KKK 2112)

    Oprócz jawnego bałwochwalstwa, przyjmującego formę religii, istnieje wiele form
    bałwochwalstwa „praktycznego”, ukrywającego się często pod zasłoną prawdziwej
    religii. Człowiek może ukierunkować całe swoje życie na jakiegoś swojego bożka,
    któremu będzie służył zamiast Bogu prawdziwemu.

    Wielu ludzi "teoretycznie" wierzących w Boga w praktyce odchodzi od Niego,
    przestając Mu służyć. Życie ludzkie często świadczy o braku wiary w to, że
    tylko Bóg potrafi zapewnić nam wielkość i trwałe szczęście. Człowiek więc w
    swoim codziennym życiu nieraz odwraca się od Boga prawdziwego i oddaje się pod
    jarzmo swoich bogów, którym służy ze wszystkich swoich sił, ponieważ spodziewa
    się, że zapewnią mu szczęście i wielkość. Staje się bałwochwalcą, choć
    oficjalnie nie przestaje być chrześcijaninem i nie zmienia religii.

    Na tę rozpowszechnioną formę bałwochwalstwa zwraca uwagę
    Katechizm: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich.
    Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem.
    Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez
    względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o
    władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd. "Nie możecie
    służyć Bogu i Mamonie" – mówi Jezus (Mt 6,24). Wielu męczenników poniosło
    śmierć za to, że nie oddali czci "Bestii" (Por. Ap 13-14), odmawiając nawet
    udawania kultu. Bałwochwalstwo odrzuca jedyne panowanie Boga; jest nie do
    pogodzenia z Boską komunią (Por. Ga 5,20; Ef 5,5). (KKK 2113) „Bałwochwalcą
    jest ten, kto "niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do
    Boga" (KKK 2114)

    Człowiek potrafi wznosić liczne ołtarze dla swoich fałszywych bogów.
    Bałwochwalcą może stać się chrześcijanin, jak mógł nim być również wyznawca
    judaizmu, na co zwraca uwagę Poemat Boga-Człowieka, Marii Valtorty:

    „A dlaczego człowiek popełniający zło nie myśli, że do zabronionych czynów
    należy także bałwochwalczy kult? Dlaczego nie powie sobie: "Przecież Bóg widzi,
    że udaję tylko oddawanie kultu świętego, czcząc w rzeczywistości boga lub bogów
    fałszywych. Wzniosłem im ołtarz zakryty wprawdzie przed oczyma ludzi, lecz
    znany Bogu."

    Jakich bogów, powiecie, skoro w Świątyni nie ma nawet podobizny Boga? Jakie
    twarze mają ci bogowie, skoro nie można było nadać oblicza Bogu Prawdziwemu?
    Tak. Nie można Mu nadać oblicza, bo człowiek nie potrafi przedstawić godnie
    Doskonałego i Najczystszego. Jedynie duch przeczuwa Jego bezcielesne i wzniosłe
    piękno, słyszy Jego głos, smakuje Jego czułości, gdy On się rozlewa w świętym,
    zasługującym na ten boski kontakt. Jednak oko, słuch, ręka człowieka nie
    potrafią ani widzieć, ani słyszeć, a tym samym wyrazić dźwiękiem cytry lub
    młotkiem i dłutem w marmurze, jaki jest Pan.

    O! Gdy duchy sprawiedliwych ujrzą Boga, to będzie szczęście bez końca! Pierwsze
    spojrzenie stanie się jutrzenką szczęścia, które będzie wam towarzyszyć przez
    całe wieki. To jednak - czego nie potrafi uczynić w odniesieniu do Boga
    prawdziwego - człowiek robi dla bogów fałszywych. Jeden wznosi ołtarz kobiecie,
    drugi - złotu, inny - potędze, inny - nauce, inny - zwycięstwom wojskowym.
    Jeden adoruje człowieka potężnego, podobnego do siebie w porządku naturalnym, a
    przewyższającego go tylko siłą i szczęściem. Inny adoruje samego siebie i
    mówi: "Nie ma nikogo, kto byłby mi równy". Oto bogowie tych, którzy należą do
    ludu Bożego.

    Nie dziwcie się, widząc pogan adorujących zwierzęta, gady lub gwiazdy. Ileż
    gadów, ileż zwierząt, ileż zgasłych gwiazd adorujecie w sercach! Wargi
    wypowiadają słowa kłamliwe, aby schlebiać, posiadać, psuć. Czyż nie są to
    modlitwy ukrytego bałwochwalstwa? W sercach klują się myśli zemsty, pokątnego
    handlu, prostytucji. Czyż nie ma w tym kultu bogów nieczystych przyjemności,
    pożądliwości, zła?

    Powiedziano: "Nie będziesz adorował niczego, co nie jest twoim Prawdziwym
    Bogiem, Jedynym, Wiecznym". Powiedziano: "Ja jestem Bogiem potężnym i
    zazdrosnym".

    Bóg Potężny. Żadna inna siła nie jest mocniejsza niż Jego. Człowiek jest wolny
    w działaniu, szatan jest wolny w kuszeniu. Gdy jednak Bóg mówi: "Dosyć już",
    człowiek nie może już więcej działać, a szatan - kusić. Szatan jest odrzucany
    do swego piekła, człowiek zaś - powalony nadmiarem złych czynów. Istnieje
    bowiem granica, której Bóg nie pozwoli mu przekroczyć.

    Bóg Zazdrosny. O kogo? Jaką zazdrością? Małostkową zazdrością małych ludzi?
    Nie, ale świętą zazdrością Boga o Swoje dzieci. Sprawiedliwą zazdrością.
    Zazdrością kochającego. On was stworzył. On was kocha. On was pragnie. On wie,
    co wam szkodzi. On zna to, co usiłuje was oddzielić od Niego. I jest zazdrosny
    o to, co staje między Ojcem a Jego dziećmi i oddala je od jedynej miłości,
    która jest zbawieniem i pokojem - od Boga. Zrozumcie tę boską zazdrość, która
    nie jest małostkowa ani okrutna, która nie krępuje, lecz jest miłością
    nieskończoną, dobrocią nieskończoną i wolnością bez granic. Udziela się
    stworzeniu skończonemu, aby przyciągnąć je do Siebie i aby w Sobie uczynić je
    współuczestnikiem Swej nieskończonej dobroci. Dobry ojciec nie chce być
    jedynym, który cieszy się bogactwami. Pragnie, aby jego dzieci miały w nich
    udział. Właściwie to bardziej dla dzieci niż dla siebie samego je zgromadził.
    Tak samo jest z Bogiem. W tej miłości i pragnieniu jest doskonałość taka, jak w
    każdym Jego działaniu.

    Nie oszukujcie Pana. On zapowiada karę grzesznikom i dzieciom grzesznych synów.
    Bóg nigdy nie kłamie w Swych obietnicach. Niech dusze wasze nie popadają jednak
    w przygnębienie, o dzieci człowieka i Boga. Posłuchajcie drugiej obietnicy i
    radujcie się: "Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie
    miłują i przestrzegają Moich przykazań".

    Aż do tysiącznego pokolenia dobrych! I aż do tysiącznej słabości biednych synów
    ludzkich, upadających nie z powodu złośliwości, lecz wskutek braku rozwagi i
    zasadzek szatana. Więcej jeszcze. Powiadam wam: On otwiera Swe ramiona, jeśli -
    z sercem skruszonym i obliczem zalanym łzami - mówicie: "Ojcze, zgrzeszyłem.
    Wiem o tym. Korzę się i uznaję to przed Tobą. Przebacz mi. Twoje przebaczenie
    będzie moją siłą, abym powrócił do 'życia', do prawdziwego życia."
  • aniouek1 23.01.06, 23:17
    Nie obawiajcie się. Zanim zgrzeszyliście z powodu słabości, On już wiedział, że
    zgrzeszycie. Ale Jego Serce zamyka się tylko wtedy, gdy trwacie w grzechu,
    kiedy go prawdziwie pragniecie, czyniąc z grzechu lub z wielu grzechów waszych
    obrzydliwych bogów.

    Zniszczcie wszystkie bożki, zróbcie miejsce Bogu Prawdziwemu. Kiedy będzie
    widział w was tylko Siebie samego, zstąpi w Swej chwale poświęcić wasze serca.

    Oddajcie Bogu Jego siedzibę. To nie w świątyni z kamienia ona się znajduje,
    lecz w sercach ludzi. Obmyjcie jej próg, opróżnijcie jej wnętrze z wszystkiego,
    co zbędne i grzeszne. Sam Bóg. On sam. On jest Wszystkim! W niczym nie jest
    mniejsze niż Raj serce człowieka, w którym przebywa Bóg, serce człowieka,
    wyśpiewującego miłość Boskiemu Gościowi.

    Uczyńcie każde serce Niebem. Rozpocznijcie wspólne zamieszkiwanie z Najwyższym.
    W waszym wiecznym jutrze [siedziba ta] udoskonali się w potędze i radości. Ale
    już tu będzie mogła przekroczyć pełne trwogi zdziwienie Abrahama, Jakuba i
    Mojżesza. Nie będzie bowiem oślepiającym i przerażającym spotkaniem z Potężnym,
    lecz przebywaniem z Ojcem i Przyjacielem, zstępującym, aby powiedzieć: "Moją
    radością jest przebywanie między ludźmi. Czynisz mnie szczęśliwym. Dziękuję,
    dziecko".» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 87, Katowice 1999,
    wyd. Vox Domini)

    Na różne sposoby człowiek może odchodzić od Boga prawdziwego i zwracać się ku
    różnym swoim bożkom. Poszczególne grzechy główne skłaniają do oddalania się od
    jedynego Boga.

    I tak człowiek pyszny odchodzi od Boga, ponieważ sam pragnie zająć Jego
    miejsce. Całe życie zarozumiałej osoby polega na robieniu z siebie boga, przez
    wybijanie się ponad innych, przez udowadnianie sobie i innym swojej
    niezwykłości, wiedzy, doświadczenia, potęgi, władzy itp. Szukając triumfu,
    sławy i rozgłosu, pyszna osoba pragnie, aby inni - zamiast na prawdziwym Bogu -
    na niej skupili całą swoją uwagę, aby tylko ją kochali, czcili, podziwiali i
    uwielbiali lub bali się jej.

    Dla ludzi chciwych bogiem staje się pieniądz, majątek, posiadanie. Sądzą, że
    ten właśnie bóg zapewni im szczęście i potęgę. Dla pieniądza więc żyją, jemu
    służą, poświęcają się, dla niego rezygnują z wielu spraw, np. z wypoczynku, z
    rodziny, a nawet z Boga prawdziwego. Służą Mamonie zamiast Bogu prawdziwemu.
    Czynią to wbrew ostrzeżeniu Zbawiciela: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo
    albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym
    będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (Mt 6,24)

    Człowiek nieczysty także posiada swojego boga: jest nim doznawanie przyjemności
    seksualnych. Ten bóg rządzi jego myślami, czynami, całym życiem. Temu jedynemu
    bogu człowiek taki oddaje kult.

    Kto cierpi na brak umiaru w jedzeniu i piciu, ten kłania się swojemu bogu,
    którym są pokarmy i napoje. Tego boga czci taki człowiek, jemu podporządkowuje
    bez reszty swoje życie.

    Zazdrosna osoba poddaje się ślepo swojemu bogu, którym jest żądza posiadania
    tego, co inni mają. Chęć dorównania innym może – jak Najwyższa Istota –
    zapanować nad zazdrosnym lub człowiekiem, np. ktoś od świtu do nocy pracuje,
    aby wybudować sobie taką samą willę, jaką ma sąsiad.

    Podobnie gniew, niczym okrutny bóg, potrafi zawładnąć człowiekiem, skłaniając
    go do unoszenia się, złoszczenia, mszczenia się, zadawania cierpienia, do
    mówienia przykrych słów, do zabijania uśmiechu i radości w otoczeniu.

    Lenistwo jest swoistym kultem bezczynności i przyjemności. Dla leniwej osoby
    bogiem jest miłe spędzanie czasu, rozrywki, "święty spokój" itp.

    Poddany swojemu bogu człowiek przestaje służyć Bogu prawdziwemu. Choć może
    jeszcze w Niego wierzy, to jednak jego wiara stale słabnie i może nawet
    zaniknąć całkowicie. Zainteresowanie bowiem swoimi bożkami skłania do
    zaniedbywania wysiłków zmierzających do pogłębiania wiary, np. zdobywający
    pieniądze człowiek często nie ma – jak mówi – czasu na modlitwę, na
    uczestniczenie we Mszy św., na lekturę Pisma św. Lenistwo powstrzymuje przed
    wysiłkiem, by zastanowić się nad jakąś prawdą religijną, by przeczytać dobrą
    książkę, uczestniczyć w katechezie. Nieuporządkowane życie seksualne rodzi
    nieraz taką niechęć do całego Kościoła, że człowiek zupełnie zrywa z praktykami
    religijnymi i w konsekwencji osłabia lub nawet całkowicie traci wiarę.

    Jeśli więc Bóg ma być dla mnie Kimś jedynym, Panem i Bogiem, moim pierwszym
    Przyjacielem, muszę odrzucić wszelkie formy bałwochwalstwa i uwierzyć w Niego
    tylko, Jemu zawierzyć oraz uznać Go za jedynego mojego Zbawiciela, mogącego
    zapewnić mi szczęście wieczne. Muszę umiłować Go ze wszystkich sił, służyć Mu
    i oddawać Mu cześć. Muszę zastosować się do wskazania Jezusa Chrystusa, który
    poucza: "Pana, Boga swego czcić będziesz i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt
    3,10).
  • aniouek1 23.01.06, 23:19
    Jedyny Boże! Spraw, abym w Ciebie wierzył i dla Ciebie żył. Strzeż mnie przed
    oddawaniem kultu temu, co nie jest Tobą. Spraw, bym nigdy nie kłaniał się sobie
    samemu, bym nie był dla siebie bogiem. Oby nigdy sława, rozgłos, władza,
    popularność i inne przemijające rzeczy nie były dla mnie bogiem, któremu służę.
    Jedyny Panie! Broń mnie przed niebezpieczeństwem stawiania w miejsce Ciebie
    innego boga; pieniądza, przyjemności seksualnych, jedzenia, picia, używania lub
    bezczynności. Bądź, Stwórco, jedynym moim Panem, abym nie poddał się władzy
    gniewu, mściwości i żądzy sprawiania bólu. Niech pycha nigdy nie niszczy we
    mnie wiary w Ciebie. Bądź jedynym moim Panem i Bogiem! Miej również w opiece
    tych wszystkich, którzy przeżywają jakiekolwiek trudności w wierze. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 23:21
    Wróżbiarstwo jest kolejnym grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu,
    nakazującemu służenie tylko jedynemu Bogu. „Należy odrzucić wszystkie formy
    wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych
    lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (por. Pwt 18,10; Jr 29,
    8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni
    i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci
    panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie
    pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią
    i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.”
    (KKK 2116)

    Odwoływanie się do wróżbiarstwa najczęściej rodzi się z niezdrowej ciekawości,
    z pragnienia poznania przyszłości. Zamiast wróżbom i tajemnym siłom
    chrześcijanin powinien ufnie powierzyć się Bożej Opatrzności w tym, co dotyczy
    przyszłości. Ma odrzucić wszelką niezdrową ciekawość w tym względzie (por. KKK
    2115).
  • aniouek1 23.01.06, 23:22
    Magia, czary, noszenie amuletów, spirytyzm to kolejne grzechy zakazane przez
    pierwsze przykazanie i sprzeciwiające się służbie jedynemu Bogu. Przez te
    praktyki człowiek odwraca się od Boga jedynego, od dobrego Ojca, a zwraca ku
    siłom tajemnym i nieczystym.

    „Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania
    tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad
    bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności
    z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy
    towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do
    interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często
    pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina
    wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych
    praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani
    wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.” (KKK 2117)
  • aniouek1 23.01.06, 23:22
    Grzechem przeciwko służbie Bożej – i tym samym przeciw pierwszemu przykazaniu –
    jest kuszenie Boga. Polega ono na „wystawianiu na próbę – w słowach lub
    w uczynkach – Jego dobroci i wszechmocy. Właśnie w ten sposób Szatan chciał, by
    Jezus rzucił się ze Świątyni i aby przez to zmusił Boga do działania (por. Łk
    4,9). Jezus przeciwstawia mu słowa Boga: "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana,
    Boga swego" (Pwt 6,16). Takie wystawianie Boga na próbę rani szacunek i
    zaufanie jakie należą się naszemu Stwórcy i Panu. Zawsze zawiera zwątpienie
    dotyczące Jego miłości, opatrzności i mocy (Por. 1 Kor 10, 9; Wj 17, 2-7; Ps
    95, 9.” (KKK 2119)
  • aniouek1 23.01.06, 23:23
    Następny grzech przeciwko służbie Bożej, nakazanej przez pierwsze przykazanie,
    to świętokradztwo. „Świętokradztwo polega na profanowaniu lub niegodnym
    traktowaniu sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób,
    rzeczy i miejsc poświęconych Bogu. Świętokradztwo jest grzechem ciężkim,
    zwłaszcza jeżeli jest popełnione przeciw Eucharystii, ponieważ w tym
    sakramencie jest obecne w sposób substancjalny Ciało samego Chrystusa (por.
    KPK, kan. 1367; 1376). (KKK 2120)
  • aniouek1 23.01.06, 23:24
    Do grzechów przeciwko służbie Bożej i pierwszemu przykazaniu Katechizm zalicza
    też symonię. „Symonia (por. Dz 8, 9-24) jest określana jako nabywanie lub
    sprzedawanie rzeczywistości duchowych. Czarnoksiężnikowi Szymonowi, chcącemu
    nabyć władzę duchową, której działanie widział w Apostołach, Piotr
    odpowiada: "Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą ... gdyż sądziłeś, że
    dar Boży można nabyć za pieniądze" (Dz 8,20). Postąpił więc zgodnie ze słowami
    Jezusa: "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!" (Mt 10,8; por. Iz 55,1). Nie
    można przywłaszczać sobie dóbr duchowych i traktować ich jak właściciel lub
    pan, ponieważ mają one swoje źródło w Bogu. Można otrzymać je darmowo jedynie
    od Boga.” (KKK 2121)
  • aniouek1 23.01.06, 23:26
    Pierwsze przykazanie przypomina nam o tym, że Bóg ma być dla nas Kimś jedynym,
    w kogo wierzymy, w kim pokładamy nadzieję i kogo kochamy ponad wszystko,
    spełniając Jego wolę. Jego słów mamy ustawicznie słuchać i rozważać je, aby
    uformować według nich nasze życie. Bóg, który zbliżył się do nas w Jezusie
    Chrystusie, ma być naszym najbliższym Przyjacielem. Z Nim mamy się spotykać
    w sakramentach świętych oraz z Nim budować Jego Królestwo, w którym panować
    będzie sprawiedliwość, miłość i pokój. Z Bogiem mamy się też spotykać na
    modlitwie i poprzez rozważanie Jego słowa. Całe nasze życie ma też stać się
    służbą Bogu, naszemu Stwórcy i Zbawicielowi.

    Pierwsze przykazanie przypomina nam o konieczności pełnego ukierunkowania
    naszego życia na jedynego i prawdziwego Boga. Ma to miejsce wtedy, kiedy w tego
    Boga wierzymy, ufamy Mu, na Nim opieramy swoje życie i kochamy Go, czyli
    wypełniamy Jego wolę tak, jak czyniła to Maryja, kiedy szukamy z Nim
    modlitewnego i sakramentalnego kontaktu.

    Boga mamy kochać ponad wszystko i służyć Mu. Wyrazem służby Bogu jest adoracja,
    modlitwa, ofiara, składanie Mu przyrzeczeń i ślubów.

    Pierwsze przykazanie zakazuje również wszystkich grzechów przeciwko wierze,
    nadziei, miłości i służbie Bożej.

    Grzechami przeciwko wierze jest zaniedbywanie jej pogłębiania, niewiara,
    świadome zwątpienie, ateizm i agnostycyzm.

    Do grzechów przeciwko nadziei zalicza się nadzieja zuchwała, rozpacz, życie bez
    ukierunkowania na cel ostateczny.

    Grzechy przeciw miłości Bożej to obojętność, niewdzięczność, oziębłość,
    lenistwo duchowe i nienawiść do Boga.

    Grzechami przeciwnymi służbie jedynemu Bogu jest zabobon, bałwochwalstwo,
    wróżbiarstwo, praktyki magiczne, kuszenie Boga, świętokradztwo, symonia.
  • aniouek1 23.01.06, 23:33
    twego nadaremno"

    „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy” (Wj 20, 7;
    Pwt 5, 11).„Powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał... A Ja wam
    powiadam: Wcale nie przysięgajcie” (Mt 5, 33-34).

    Wprowadzenie

    Drugie przykazanie przypomina o świętości Bożego imienia i o konieczności
    wypowiadania go z czcią i miłością. Taki sposób wymawiania go dokonuje się
    w czasie modlitwy i głoszenia Ewangelii.

    Drugie przykazanie zakazuje grzesznego posługiwania się imionami świętymi,
    czyli wymawiania ich nadaremno, czyli bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś
    prawdziwego dobra, zwłaszcza swojego nawrócenia i uświęcenia. Zabrania ono
    także bluźnierstwa, przekleństwa, krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa.
  • aniouek1 23.01.06, 23:34
    „Wśród wszystkich słów Objawienia jest jedno szczególne, które jest objawieniem
    Jego imienia. Bóg powierza swoje imię tym, którzy w Niego wierzą; objawia się
    im w swoim osobowym misterium. Dar imienia jest znakiem zaufania i
    zażyłości. "Imię Pańskie jest święte". Dlatego więc człowiek nie może go
    nadużywać. Powinien pamiętać o imieniu Bożym w ciszy miłującej adoracji (Por.
    Za 2,17). Powinien używać go tylko po to, by je błogosławić, wychwalać i
    uwielbiać (Por. Ps 29, 2; 96, 2; 113, 1-2).” (KKK 2143)

    Katechizm, podkreślając wyjątkowość i wielkość Bożego imienia, rozprasza obawę
    tych, którzy rodzącą się wobec potęgi, majestatu i świętości Bożej bojaźń
    uważają za uczucie niewłaściwe. „Czy odczucia bojaźni i tego, co święte, są
    uczuciami chrześcijańskimi czy też nie? Nikt w sposób rozsądny nie może o tym
    wątpić. Są to odczucia, które moglibyśmy mieć i to w wielkim stopniu, jeśli
    posiadalibyśmy widzenie Boga najwyższego. Możemy je mieć, jeśli "uświadomimy"
    sobie Jego obecność. O ile wierzymy, że On jest obecny, powinniśmy je posiadać.
    Jeśli ich nie posiadamy, to dlatego że nie uświadamiamy sobie, nie wierzymy, że
    On jest obecny (J. H. Newman, Parochial and plain sermons, 5,2). (KKK 2144).

    Bojaźń Boża nie zabrania wypowiadania imienia Pana, jednak ma się to dokonywać
    zawsze z szacunkiem i miłością, dla osiągnięcia jakiegoś prawdziwego
    dobra. „Tam jest wielkie imię Jego, gdzie nazywają Go zgodnie z wielkością Jego
    majestatu... Tam jest święte imię Boże... gdzie wzywają Go ze czcią i bojaźnią,
    by Go nie obrazić” (Św. Augustyn, De sermone Domini in monte, 2, 45, 19: PL 34,
    1278. por. KKK 2149)

    Bóg pragnie, aby Jego imię było wzywane, kiedy jesteśmy zagrożeni, zwłaszcza
    przez grzech. "To właśnie przez grzeszników Imię [Boże] powinno być wzywane.
    [Mają Go] wzywać ci, którzy czują się duszeni przez szatana i chcą się wyzwolić
    z grzechu i od Zwodziciela. Którzy chcą. (...) Powiedziano w Księdze Rodzaju,
    że wąż skusił Ewę w godzinie, gdy Pan nie przechadzał się po Edenie. Gdyby Bóg
    był w Edenie, szatan nie mógłby tam przebywać. Gdyby Ewa zawołała Boga, szatan
    uciekłby. Miejcie zawsze w sercu tę myśl i szczerze wzywajcie Pana. To Imię
    jest zbawieniem. Wielu z was chce wejść do rzeki, aby się oczyścić. Ale
    oczyszczajcie bez przerwy serca wypisując w nich miłością słowo "Bóg". Niech
    nie będzie kłamliwych modlitw. Nigdy praktyk z rutyny. Ale sercem, myślą,
    czynami, całym sobą wypowiadajcie to Imię - Bóg. Wymawiajcie je, abyście nie
    byli sami. Mówcie je, aby doznać wsparcia. Wypowiadajcie je dla uzyskania
    przebaczenia." (M. Valtorta. Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 88, Katowice
    1997, wyd. Vox Domini).
  • aniouek1 23.01.06, 23:35
    imienia Bożego

    Modlitwa daje nam okazję do wzywania imienia Bożego z miłością, szacunkiem
    i ufnością. Kontakt modlitewny ze Stwórcą stanowi fundament życia
    chrześcijańskiego.
  • aniouek1 23.01.06, 23:36
    Prawdziwi przyjaciele rozmawiają ze sobą. Chrystus stwierdza, że nie nazywa nas
    sługami, lecz swymi przyjaciółmi (por. J 15,15). Oparta na miłości przyjaźń z
    Bogiem powinna również wyrażać się w modlitewnym dialogu. Bóg mówi do nas przez
    słowa Pisma św., przez nauczanie kapłanów, katechetów i innych ludzi. Mówi też
    przez różne wydarzenia. Jego słów należy słuchać i rozważać je w głębi serca
    tak, jak czyniła to Maryja. Rozważanie słowa Bożego stanowi jedną z form
    modlenia się.

    Dialog wymaga zaangażowania się dwóch stron. Dotyczy to również dialogu
    modlitewnego. Człowiek więc ma nie tylko mówić do Boga, ale również Go słuchać,
    podobnie jak czyni to Bóg. On bowiem nie tylko mówi do nas, ale bardzo uważnie
    wsłuchuje się w każde nasze słowo skierowane do Niego, w każdej,
    najdrobniejszej nawet prośbie. „W tej samej chwili, gdy otwieracie usta, aby
    Mnie wezwać, przybiegam do was i przykładam Moje Ucho do waszych ust... a każde
    słowo, które wypowiadacie, pociesza Moje Serce i raduje Mnie”. (Vassula Ryden,
    Prawdziwe Życie w Bogu, Katowice 1997, s. 733. Orędzie z dnia 12.05.90)

    Słowne zwracanie się do Boga, podobnie jak słuchanie Go, jest modlitwą.
    Kontakt z Bogiem i myślenie o Nim nie może się ograniczać tylko do bezmyślnego
    i bezdusznego wyrecytowania jakiejś modlitewnej formuły. Przyjaźń to ciągłe
    myślenie o przyjacielu, to ustawiczna rozmowa z nim. Głęboka przyjaźń z Panem
    powinna wyrażać się w jak najczęstszej rozmowie z Nim.

    Modlitwa powinna splatać się z całym naszym działaniem. Ma ona być czymś, co
    stale towarzyszy naszej pracy, spotkaniom z ludźmi itp. W trudnych sytuacjach
    życiowych, wychowawczych, rodzinnych, osobistych i zawodowych, w naszej
    słabości należy kierować wzrok ku Chrystusowi, który pragnie wesprzeć nas swoją
    wszechmocą. Nawet nasze grzechy i słabości powinny stać się okazją do pełnej
    skruchy modlitwy o przebaczenie. Radość z codziennych darów Boga, którymi On
    obsypuje nas bez przerwy, ma zrodzić dziękczynienie i uwielbienie Stwórcy.

    Całe psalmy lub ich fragmenty mogą nam pomóc w modlitewnym dialogu z Bogiem.
    Warto więc zastanowić się, które z nich pasowałyby najbardziej do różnych
    sytuacji z mojego życia. Można nauczyć się na pamięć niektórych, bardzo
    bliskich naszemu sercu fragmentów psalmów, aby posłużyć się nimi w chwili
    modlitewnego zwracania się do Boga.

    Rozważanie wcielenia, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia Chrystusa
    może powiększyć naszą wdzięczność i pomóc w uwielbianiu nieskończonej miłości
    Bożej. Przez te bowiem zbawcze wydarzenia Chrystus otworzył nam drogę do
    wiecznego szczęścia.

    Modlitwą jest już sama świadomość obecności Boga, Jego bliskości i miłości,
    oraz trwanie przy Nim w głębokiej ciszy i uspokojeniu wewnętrznym.

    Katechizm przypomina nam też wartość znaku krzyża, który często wykonujemy przy
    okazji naszych modlitw. „Chrześcijanin rozpoczyna swój dzień, swoje modlitwy i
    działania znakiem krzyża: ‘W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen’.
    Ochrzczony poświęca cały swój dzień chwale Bożej i prosi Zbawiciela o łaskę,
    która pozwala mu działać w Duchu Świętym jako dziecku Ojca. Znak krzyża umacnia
    nas w chwilach pokus i trudności.” (KKK 2157)

    Dzięki modlitwie ulega przemianie całe nasze życie. Przebywanie z Bogiem pomaga
    nam upodobnić się do Niego, a więc uświęca nas. Przez modlitwę wyrażamy i
    rozwijamy naszą miłość do Boga. Kiedy wstawiamy się za bliźnich i wypraszamy
    dla nich różne łaski, wzrasta nasza miłość do nich.

    Niestety, człowiek nie zawsze spotyka się z Bogiem, nie zawsze się modli.
    Rozważmy różne przyczyny unikania modlitwy.
  • aniouek1 23.01.06, 23:37
    Niektóre wady w szczególny sposób skłaniają do unikania kontaktu z Bogiem.
    Do wad tych należy w szczególności lenistwo. Leniwy człowiek często rezygnuje
    z modlitwy, bo ta wymaga od niego wysiłku. Bywają ludzie, którzy oddają się
    modlitwie tak długo, jak długo sprawia im ona przyjemność. Z chwilą jednak
    kiedy rozmowa z Bogiem staje się uciążliwa, pełna oschłości i roztargnień,
    kiedy nie przynosi żadnej wewnętrznej pociechy, porzucają ją i oddają się
    innym, przyjemniejszym zajęciom. Ludzie tacy nie potrafią się modlić
    regularnie, gdyż kierują się egoistycznymi nastrojami. Modlą się zwłaszcza
    wtedy, gdy czegoś potrzebują, np. gdy zachorują lub gdy spotka ich jakieś
    nieszczęście, gdy zdają maturę lub inny egzamin.

    Chciwość, podobnie jak lenistwo, może sprawić, że człowiek "nie ma czasu" na
    modlitwę. Ponieważ życie takiego człowieka obraca się wokół zdobywania
    bogactwa, dlatego też szkoda mu poświęcić dla Boga nawet kilku krótkich chwil
    w ciągu dnia.

    Brak umiaru w jedzeniu i piciu może spowodować opuszczanie modlitw w wypadku,
    kiedy człowiek dotknięty przez tę wadę staje wobec wyboru: rozmowa z Bogiem lub
    uczestnictwo w przyjęciu z dobrym jedzeniem i piciem.

    Wypływający z pychy lęk przed ośmieszeniem się, przed narażeniem się na kpiny
    i posądzenia o "zacofanie" lub o "dewocję" sprawia, że niektórzy nie modlą się,
    gdy inni ich obserwują. Pyszny człowiek zaprzestaje modlitwy, ponieważ dumnie
    stwierdza, że jej "nie potrzebuje", bo jest wystarczająco wielki i mocny.

    Nieporządek moralny w dziedzinie seksualnej może nieraz skłaniać do unikania
    modlitwy, gdyż kontakt z Bogiem i refleksja nad własnym życiem doprowadziłyby
    człowieka do wyrzutów sumienia i ukazałyby konieczność podjęcia decyzji o
    zmianie dotychczasowego postępowania. Człowiek nie zawsze jednak tego chce ze
    względu na związane z tym wyrzeczenia.

    Wybuchy gniewu i wściekłości też nie sprzyjają modlitwie. Człowiek obrażony na
    wszystkich nie potrafi się modlić, gdyż czuje, że nie umie uczciwie
    wypowiedzieć słów: "Ojcze... odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy
    naszym winowajcom".

    Wady i nałogi nie tylko skłaniają do zaniedbywania rozmowy z Bogiem. Mogą one
    mieć też wpływ na jej treść i mogą ją zniekształcać. Rozważmy to zagadnienie.
  • aniouek1 23.01.06, 23:38
    Różne wady w różny sposób deformują modlitwę. Szczególnie pycha wpływa
    niekorzystnie na nasze odniesienie do Boga, również - modlitewne.

    Ze względu na zbyt wysokie mniemanie o sobie pyszna osoba ma trudności
    z uwielbianiem Boga. Trudno jej zachwycić się szczerze Stwórcą, skoro siebie
    tylko otacza autentycznym uwielbieniem.

    Prawdziwe dziękczynienie również nie przychodzi łatwo pysznemu człowiekowi.
    Aby dziękować, trzeba mieć świadomość otrzymanych darów. Trzymana w szponach
    pychy osoba zdaje sobie wprawdzie sprawę z tego, co posiada, jednak niechętnie
    godzi się z myślą, że Bóg jest ostatecznym źródłem posiadanych przez nią
    talentów i zdolności. Człowiek pyszny woli raczej sobie niż łasce przypisywać
    to, czego dokonuje. Odrzucanie myśli, że wszystko, co się posiada, pochodzi od
    Boga, powoduje zanik poczucia wdzięczności u osoby zniewolonej pychą.

    Przekonany o swej wyjątkowej wielkości człowiek zamiast dziękować za otrzymane
    dary i łaski, umie się zdobyć jedynie na faryzejską karykaturę modlitwy
    dziękczynnej; "Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy,
    oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję
    dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam" (Łk 18,11-12).

    Czasami bywa też tak, że pycha powstrzymuje człowieka przed wypraszaniem
    jakichś darów dla siebie. Pyszny człowiek sądzi bowiem, że pomoc Boża konieczna
    jest tylko dla ludzi słabych, do których on się nie zalicza. Wsparcia i łaski
    Bożej wymagają jedynie zwykli "śmiertelnicy" i grzesznicy, do których – jak
    sądzi – on nie należy. Z tego też powodu osoby zarozumiałe proszą Boga najwyżej
    o pomoc dla innych, rzadko zaś szukają wsparcia Bożego dla swojej słabości.

    Pycha może skłaniać człowieka do pouczania Boga, co powinien zrobić. Może też
    zrodzić przekonanie, że Bóg "musi" wysłuchiwać i spełniać wszystkie
    przedstawiane Mu żądania. Zarozumiali ludzie mają nieraz żal do Stwórcy o to,
    że ich nie wysłuchał, albo są nawet oburzeni na Niego.

    Pycha rodzi przecenianie swojej wiedzy i poznania. Z tego też powodu osoby
    przeceniające swoje umiejętności poznawcze nie potrafią poddać się na modlitwie
    woli Bożej. Człowiek taki nie potrafi uznać Bożej mądrości, która zawsze
    przewyższa ludzką. Kto uważa, że wszystko wie najlepiej, ten nigdy nie powie
    Bogu jak Chrystus w Ogrójcu: "Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się
    stanie" (Łk 22,44).

    Osoby pyszne o skłonnościach władczych, pragnące sobie wszystkich
    podporządkować, mogą ulegać pokusie narzucania Bogu swoich wymagań. Ludzie ci
    chcą podporządkować sobie nawet samego Stwórcę, który - według nich - ma być na
    ich usługi, ma spełniać ich polecenia.

    Pycha zdolna jest doprowadzić do takiego zaślepienia, że człowiek nie dostrzega
    w sobie żadnego zła. W takim stanie nie można się zdobyć na przepraszanie Boga.
    Aby bowiem żałować, trzeba mieć świadomość popełnionych przez siebie grzechów.

    Jeśli osoba chciwa modli się, to może prosić jedynie o to, by Bóg udzielił jej
    jak najwięcej dóbr, aby jej się szczęściło, aby ona była zdrowa, bogata itp.
    Silne pragnienie gromadzenia i posiadania pobudza do takiej właśnie modlitwy.
    Chciwiec usiłuje pozyskać sobie Boga, aby jeszcze więcej posiadać.

    Zazdrość zabija życzliwe usposobienie względem innych. Człowiek zazdrosny nie
    życzy nikomu żadnego dobra, bo uważa, że tylko jemu wszystko się należy. Pełna
    zawiści postawa może wpłynąć na sposób modlenia się. Zazdrość może skłaniać
    człowieka do wypraszania różnych dóbr wyłącznie dla siebie. Osoba zazdrosna
    niechętnie będzie się modliła o dobro, szczęście i pomoc dla innych, gdyż
    powstrzymywać ją będzie przed tym brak życzliwości wobec bliźnich. Może się
    nawet zdarzyć, że opanowany przez zazdrość człowiek będzie prosił Boga o jakieś
    nieszczęście dla innych ludzi, np. aby sąsiad stracił majątek, aby rozbił się
    jego nowy samochód, aby koleżanka nie cieszyła się wielką sympatią u innych itd.
  • aniouek1 23.01.06, 23:39
    Jezu Chryste, Ty uczyłeś Apostołów prawdziwej modlitwy. Naucz i mnie modlić
    się. Wyzwól mnie, Jezu, z pychy, abym przestał uwielbiać siebie i zaczął
    prawdziwie zachwycać się Tobą. Oświeć mnie, abym zrozumiał, że cokolwiek jest
    we mnie dobrego, od Ciebie, a nie tylko ode mnie pochodzi. Naucz mnie z
    radością i pokorą uwielbiać Ciebie i Tobie dziękować jak Maryja
    wołająca: "Wielbi dusza moja Pana!" Nie pozwól mi przechwalać się przed Tobą,
    Panie, który najlepiej mnie znasz. Daj mi zrozumieć, Zbawicielu, że tak jak
    wszyscy ludzie ja także potrzebuję Twojej pomocy, Twojego zbawienia, Twojej
    łaski, Twojego przebaczenia. Nie jestem wyjątkiem. Chroń mnie przed
    rozkazywaniem Tobie. Naucz mnie pokornego zdania się na Twoją wolę. Pozwól mi
    zrozumieć, że wszystko wiesz lepiej niż ja. Nie dozwól, Panie, abym
    kiedykolwiek chciał z Ciebie zrobić swojego potężnego Pomocnika, który będzie
    realizował moje plany i moje pomysły. Zniszcz moją pychę, abym umiał szczerze
    przyznać się do popełnianego zła i głęboko za nie żałować.

    Wyrwij mnie, jedyny mój Zbawicielu, z sideł chciwości i zazdrości, aby moja
    modlitwa nie ograniczała się do wypraszania wyłącznie dla mnie samego Twojej
    pomocy, darów i łask. Zniszcz we mnie zazdrość, abym nauczył się z wielką
    życzliwością myśleć o braciach żyjących blisko lub daleko ode mnie i abym
    wypraszał dla nich liczne dary. Naucz mnie myśleć o całym Twoim Kościele oraz
    o całej rodzinie ludzkiej potrzebującej mojej modlitwy. Nie pozwól, abym
    w zazdrości lub w gniewie życzył komuś zła lub, co gorsza, prosił o nie Ciebie,
    najlepszego naszego Przyjaciela.

    Uwolnij mnie, Panie, od lenistwa, które sprawia, że nie znajduję dla Ciebie
    czasu. Naucz mnie wytrwałej modlitwy nawet wtedy, kiedy nie przynosi mi ona
    żadnej pociechy ani radości. Umocnij we mnie przekonanie, że dzięki pomocy
    Ducha Świętego każda modlitwa ma sens. "Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak,
    jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można
    wyrazić słowami" (Rz 8,26).

    Spraw, abym modlił się zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę, kiedy
    rozmowa z Tobą przynosi mi zadowolenie. Wybaw mnie od egoizmu na modlitwie.
    Wzmocnij mnie, Chryste, swoją łaską, abym nie rezygnował z modlitewnego
    kontaktu z Tobą na rzecz rozrywek i przyjemności. Niech wytrwała modlitwa
    będzie wyrazem mojej stałej miłości do Ciebie. Amen.
  • aniouek1 23.01.06, 23:40
    dla Bożego imienia

    Kto kocha Boga, ten nie tylko z szacunkiem i miłością wzywa Jego imię w formie
    modlitwy, lecz stara się o to, aby było ono znane i wymawiane z wielką miłością
    przez ludzi na całym świecie. Aby tak było, człowiek taki mówi o Bogu, czyli
    ewangelizuje.
  • aniouek1 23.01.06, 23:41
    „Wierzący powinien świadczyć o imieniu Pańskim, odważnie wyznając swoją wiarę
    (Por. Mt 10, 32; 1 Tm 6, 12). Przepowiadanie i katecheza powinny być
    przeniknięte adoracją i szacunkiem dla imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa.”
    (KKK 2145)

    Dla kogo Bóg jest wszystkim, ten zrobi bardzo wiele, aby również inni poznali
    Jego imię, aby odkryli Boga zbawiającego człowieka. Osoba rozmiłowana w Panu
    będzie głosić innym Jego imię i Jego naukę. Przekazywanie Ewangelii jest -
    podobnie jak modlitwa - właściwym sposobem używania imienia Bożego.

    Głoszenie Ewangelii oraz modlitwa to dwa bardzo skuteczne środki prowadzące do
    odnowienia świata w miłości. Dzięki przekazywaniu słowa Bożego inni ludzie mogą
    poznać Ojca Niebieskiego i Jego Jedynego Syna - Jezusa Chrystusa. Zetknięcie
    się z głoszoną Ewangelią stanowi dla człowieka niezwykłą szansę: pozwala mu
    poznać i pokochać Chrystusa oraz osiągnąć zbawienie. Głoszenie słowa Bożego
    rozbudza również nadzieję na przyszłe spotkanie z Panem. Ewangelia nie tylko
    umożliwia człowiekowi poznanie Boga, lecz również wskazuje mu drogę
    postępowania oraz wyzwolenia się z niewoli zła. Dzięki przekazywaniu Ewangelii
    świat przekształca się w Królestwo Boże, w którym miłość zespoli wszystkich
    z Bogiem i między sobą.
  • aniouek1 23.01.06, 23:42
    Niektóre osoby z zazdrością patrzą na misjonarzy, na gorliwych kapłanów, same
    zaś nie robią nic, aby w ich środowisku lepiej znano Chrystusa. Wielu
    chrześcijan nie poczuwa się do obowiązku głoszenia Ewangelii i zostawiają tę
    sprawę wyłącznie kapłanom. Tymczasem obowiązek ten spoczywa na każdym
    przynależącym do Kościoła. Każdy powinien głosić Ewangelię nie tylko słowem,
    lecz również - swoim życiem. Ma ją głosić w rodzinie i w każdym innym
    środowisku, w którym się znajduje. Niestety, ulegając różnym wadom,
    chrześcijanin może uchylać się od tego obowiązku lub staje się głosicielem,
    który nie ukazuje swoim życiem tego, co głosi słowem. Rozważmy bliżej ten
    problem.
  • aniouek1 23.01.06, 23:43
    życiem

    Przekazywanie Ewangelii dokonuje się nie tylko słowem, lecz również -
    przykładem. Postawą szacunku i miłości objawia się innym prawdziwe oblicze Boga-
    Miłości. Poświęcenie się, bezinteresowność, oddanie się drugiemu człowiekowi na
    służbę, prawość, dobroć - wszystko to już w jakiś sposób ukazuje światu Boga
    dobrego i życzliwego. Chrześcijanin kształtujący swoje życie według nauki i
    przykładu Chrystusa nawet bez słów ukazuje, jak należy postępować, aby osiągnąć
    zbawienie wieczne. Od człowieka życzliwego łatwiej też przyjmuje się wymagania
    nauki Chrystusa niż od osoby lekceważącej albo nie wykazującej większego
    zainteresowania ewangelizowanym człowiekiem.

    Wszystkie wady i grzechy mogą stanowić przeszkodę w głoszeniu Ewangelii życiem.
    Otoczenie często gorszy się z powodu obłudy chrześcijan, ich chciwości,
    obojętności na los bliźnich itp. Szczególnie rażą wady tych, którzy słownie
    przekazują innym naukę Bożą, lecz nią nie żyją: głoszą bowiem to, czego sami
    nie czynią. Ludzie tacy podobni są do faryzeuszy, o których Chrystus
    powiedział: "Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków
    ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią" (Mt 23,3).
  • aniouek1 23.01.06, 23:45
    rodzinie

    Głoszenie Ewangelii powinno dokonywać się przede wszystkim w rodzinie
    chrześcijańskiej. Rodzice odpowiedzialni są za kształtowanie wiary swoich
    dzieci. Zaniedbanie tego obowiązku następuje zazwyczaj wskutek braku głębokiej
    wiary samych rodziców. Jeśli sami nie są przekonani do religii, jeśli Bóg jest
    dla nich pustym słowem, nie będą wprowadzać swoich dzieci w przyjaźń z
    Chrystusem, bo nie potrafią tego uczynić. Tacy rodzice nigdy. Tak postępują
    rodzice, którzy nigdy nie odkryli wartości przyjaźni z Chrystusem.

    Pod pozorem tolerancji i szanowania ludzkiej wolności niektórzy rodzice nie
    wychowują swoich dzieci w duchu religijnym. Jednak ta pozorna tolerancja i
    szacunek to w gruncie rzeczy brak wiary w Boga, w życie wieczne, w potrzebę
    łaski do zbawienia itp.

    Czasami do areligijnego wychowywania swoich dzieci przyczynia się pycha
    rodziców wzbudzająca przekonanie, że posługują się "współczesnymi" metodami
    wychowawczymi, które nie dopuszczają możliwości rozwijania wiary i miłości do
    Boga. Niektórzy zarozumiali rodzice, przekonani o swojej "postępowości",
    okradają dzieci z największej wartości, jaką jest przyjaźń z Chrystusem, Dawcą
    zbawienia wiecznego.

    Niszczą wiarę swoich dzieci także ci rodzice, których opanowała chciwość. Nie
    mają bowiem czasu na kontakt z Bogiem ani na rozmowy religijne ze swoimi
    dziećmi, bo są ustawicznie zajęci powiększaniem swojego majątku. Pracują nieraz
    od rana do nocy we wszystkie dni tygodnia, włącznie z niedzielą. Przez to nie
    znajdują czasu na pouczanie dzieci o Bogu, na ukazywanie Go im przez swój
    przykład wiary i prawdziwej miłości. Często swoje sumienie - wyrzucające im
    zaniedbywanie wychowywania religijnego dzieci – uspokajają tym, że nie
    przeszkadzają dzieciom uczestniczyć w katechizacji, np. w szkole. Swoje
    potomstwo uczą jednak tylko jednego dobrze: jak gromadzić pieniądze. Rodzice
    tacy – swoją obojętnością na sprawy Boże, swoim przykładem – deprawują dzieci
    i niszczą w nich to słowo Boże, które dotarło do nich poprzez katechetów
    i kapłanów lub innych ewangelizatorów.

    Konsumpcyjny styl życia rodziców - będący najczęściej rezultatem kierowania się
    chciwością oraz dążenia do zaznawania samych tylko przyjemności różnego typu,
    np. rozrywek, licznych podróży, zabaw, erotyzmu i wygód - kształtuje w ich
    dzieciach postawę egoizmu i nastawienie na branie. Takie zaś nastawienie na
    używanie i korzystanie może zrodzić niechęć do Ewangelii, która wymaga służby
    i poświęcania się. Wychowane w klimacie używania dzieci z łatwością mogą
    zaprzestać wszelkich praktyk religijnych, gdy te wymagać będą jakiegoś wysiłku.

    Zaniedbanie przez rodziców głoszenia Ewangelii słowem i przykładem może
    doprowadzić ich dzieci do obojętności religijnej lub nawet do ateizmu.
  • aniouek1 23.01.06, 23:46
    środowiskiem rodzinnym

    Każdy chrześcijanin ma obowiązek głoszenia słowa Bożego nie tylko w swojej
    rodzinie, ale i w każdym innym środowisku, w którym się znajduje, np. przez
    rozmowy religijne. Zobowiązanie to wypływa z faktu, że słowo Boże jest cennym
    darem dla każdego człowieka, dlatego powinno do niego dotrzeć. Ono pomaga
    przekształcać własne życie, świat, przede wszystkim zaś ukazuje drogę do nieba.
    Jednak zagrożony przez egoistyczne zniewolenia chrześcijanin może uchylać się
    od obowiązku przekazywania słowa Bożego.

    Wielu wierzących wstydzi się mówienia o Bogu, poruszania spraw dotyczących
    wiary, rozmów religijnych. Nieraz chrześcijanie milczą zamiast ewangelizować.
    Różne są powody zaniedbywania przekazywania Dobrej Nowiny i bronienia religii.

    Część wierzących nie ujawnia swoich przekonań religijnych z powodu lęku przed
    ośmieszeniem. Obawiają się, żeby nie nazwano ich "pobożnymi" lub "zacofanymi".
    Ambicja nie zezwala człowiekowi na narażenie się na podobne zarzuty, dlatego
    milczy tam, gdzie powinien wyznać swoją wiarę.

    Są ludzie, którzy nigdy nie przyznają się do swojej wiary pod pretekstom
    wielkiej tolerancji dla cudzych poglądów. Według tych ludzi już samo przyznanie
    się do Chrystusa byłoby narzucaniem innym swoich poglądów. Jeszcze inni z
    powodu próżności zaniedbują głoszenia Ewangelii, gdyż chcą uchodzić za
    osoby "inteligentne i postępowe", które odcinają się od wszelkiej "ciemnoty".

    Niektórzy ludzie nie przyznają się do nauki Chrystusa, gdyż obawiają się utraty
    dobrego stanowiska, które zajmują. U źródeł takiego zachowania może być
    chciwość. Np. ktoś nie ujawnia swoich przekonań religijnych, nie ewangelizuje,
    gdyż obawia się, że może być przesunięty na mniej płatne stanowisko.

    Inną przyczyną uchylania się od głoszenia Dobrej Nowiny może być brak odwagi,
    który sprawia, że ktoś nie broni atakowanej wiary, Chrystusa, Kościoła, chociaż
    powinien to uczynić.

    Czasami zwykłe lenistwo, zamiłowanie do wygody, do życia bez wysiłku staje się
    przyczyną zaniedbywania głoszenia Ewangelii. I tak np. ktoś nie broni wiary ani
    jej nie rozszerza, bo nie ma ochoty na pogłębianie znajomości swojej religii, a
    czuje, że byłoby to konieczne, gdyby zajął się poważnie ewangelizacją. Człowiek
    taki zdaje sobie sprawę, że gdyby zaczął głosić Słowo Boże innym, musiałby
    poświęcić część swego czasu na szukanie argumentów dla obrony religii przed
    atakami, na zastanowienie się, na dokształcanie się, na czytanie książek,
    słuchanie religijnych wykładów lub audycji radiowych, telewizyjnych itp.

    Nieraz człowiek wierzący woli nie przyznawać się do swoich przekonań
    religijnych, bo obawia się, że będzie obserwowany przez otoczenie i może ktoś
    zarzucić mu brak konsekwencji w wierze, rozdźwięk między przekonaniami a życiem
    itp.

    Pewną formą ucieczki od prawdziwego głoszenia Ewangelii jest też prowadzenie
    rozmów pozornie religijnych. Często bowiem mówi się o zewnętrznych przejawach
    życia kościelnego, o uroczystościach kościelnych, o znajomych księżach, o tym,
    kto odprawiał Mszę św. w niedzielę, jak śpiewał, gdzie papież udał się w podróż
    itp. W tych rozmowach nie ma mowy o Bogu, nie ma nic, co mogłoby otoczenie
    zapalić do Chrystusa, wzbudzić miłość do Niego, pogłębić wiarę.
  • aniouek1 23.01.06, 23:47
    Oprócz samego zaniedbywania głoszenia Ewangelii istnieje wiele form
    niewłaściwego jej przekazywania. Egoistyczne skłonności mogą zakłócać
    prawidłowe głoszenie słowa Bożego u tych, którzy zdecydowali się na
    przekazywanie jej innym. Przecenianie swojej osoby łączy się z wysuwaniem
    siebie na pierwszy plan w czasie głoszenia słowa Bożego, z niedocenianiem roli
    łaski, modlitwy i ofiary, a także z brakiem uznania wartości innych ludzi, co
    również wywiera niekorzystny wpływ na głoszenie słowa Bożego. Niewłaściwe
    widzenie siebie i innych ludzi rodzi nieraz fanatyzm, brak tolerancji
    i szacunku do innych, lekceważenie elementów dobra i prawdy, rozsianych
    w sercach ludzkich, niedocenianie pracy innych głosicieli Ewangelii, postawę
    zamknięcia się na słowo Boże lub też głoszenie go z niewłaściwą intencją.
    Rozważmy dokładniej niewłaściwe postawy głosicieli słowa Bożego, które mogą
    przyczyniać się do zmniejszenia skuteczności ewangelizowania.
  • aniouek1 23.01.06, 23:48
    Człowiek głoszący Bożą prawdę powinien pamiętać przede wszystkim o tym, że jest
    sługą Chrystusa, że ma mówić w Jego imię i głosić to, co sam Zbawiciel pragnie
    przekazać ludziom dla ich zbawienia. Głosiciel słowa Bożego powinien więc
    zapomnieć o sobie, a pamiętać o Chrystusie, o Bogu. Tymczasem w praktyce może
    być odwrotnie: głosiciel słowa Bożego może zapomnieć o Bogu, a pamiętać
    wyłącznie o sobie: może zamiast Boga siebie słuchać i siebie głosić. Na to
    niebezpieczeństwo narażeni są wszyscy, którzy oddają się apostolstwu, a nie
    kierują się wyłącznie miłością do Boga i do ludzi. "Człowiek jest uczyniony ze
    wspomnień, a najdobitniej odzywają się wspomnienia o własnym ja." (M. Valtorta.
    Poemat Boga-Człowieka, Księga trzecia, 29, Katowice 1997, wyd. Vox Domini).
    Oddany Bogu apostoł ma więc zapomnieć o sobie, kiedy głosi Chrystusa, a wtedy
    jego ewangelizacja przyniesie wiele owoców.

    Różne wady skłaniają do zapominania, że głoszenie Ewangelii ma być formą
    okazywania miłości bliźnim, że ma być traktowane jako obdarowywanie innych
    cennymi skarbami, mogącymi przyczynić się do odnowy człowieka i do jego
    wiecznego zbawienia.

    Kiedy człowiek pozwala się ogarnąć pysze, może nawet w czasie samego głoszenia
    słowa Bożego przykuwać całą uwagę do samego siebie, zamiast do Boga. Może
    zapomnieć, że jest tylko sługą Chrystusa, który ma pokornie przekazywać nie
    swoją, lecz Jego prawdę. Pyszny człowiek nie chce być niczyim sługą, dlatego
    czasami zapomina o tym, że powinien przekazywać nie swoją, lecz Chrystusową
    naukę. Zarozumiała osoba wyżej od Bożej nauki ceni swoją wiedzę i ją głosi
    zamiast Ewangelii.

    Pyszna osoba nie chce być też sługą swoich słuchaczy, dlatego głoszenie słowa
    Bożego traktuje nieraz nie jako posługę pomagającą w dojściu do głębokiej
    przyjaźni z Chrystusem, do zbawienia, do właściwego ułożenia swego życia, lecz
    jako okazję do zdobycia popularności, do zapanowania nad słuchaczami lub do
    narzucenia im swojego zdania. Pycha prowadzi nieraz do zapomnienia, że
    głoszenie Ewangelii ma być pełnym miłości odnawianiem człowieka w jego
    nastawieniu do Boga i do bliźniego.

    Pełen próżności głosiciel Ewangelii może wykorzystywać przekazywanie słowa
    Bożego do zdobycia rozgłosu, swojej popularności. Pragnienie zwrócenia na
    siebie uwagi może skłonić do przeceniania formy i stylu mówienia. Głoszący
    Ewangelię posługuje się wtedy błyskotliwym stylem, aby zaszokować słuchaczy i
    wzbudzić podziw dla swych oratorskich zdolności.

    Poniesiony ambicją i pychą człowiek nie zdobędzie się na postawę, którą miał
    św. Paweł, kiedy przemawiał w Koryncie: "Tak i ja przyszedłszy do was, bracia,
    nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością dawać wam świadectwo Boże.
    Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa
    Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i
    z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z
    uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy,
    aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej lecz na mocy Bożej" (1
    Kor 2,1-5).

    Człowiek nastawiony wobec siebie bezkrytycznie może też łatwo dojść do
    przekonania, że spełnia swoim życiem to, co głosi, chociaż w rzeczywistości tak
    nie jest. Pycha, pogarda wobec słuchaczy może też skłonić głosiciela słowa
    Bożego do poniżania ich. Wykazywanie innym ludziom, jakim są "bagnem moralnym",
    może wynikać nieraz nie z troski o zbawienie człowieka, lecz z potrzeby
    karmienia swojej pychy, która chętnie zestawia rzekomą własną wielkość
    człowieka z różnymi "podłościami" innych ludzi. Wykazując ludziom ich błędy,
    pyszny człowiek nie mówi tego z troski o nich, z miłości do nich, lecz dlatego
    że daje mu to odczuć własną wielkość, która jakby powiększa się przez
    zestawienie z "małością i nędzą" innych. Zarozumiały człowiek zapomina, że
    głoszone przez niego słowo w równej mierze odnosi się do niego, jak i do
    słuchaczy.

    Ogarnięty pychą człowiek głosi nieraz Ewangelię i nawraca innych nie po to, by
    doprowadzić ich do Chrystusa i ułatwić im zbawienie, lecz czyni to w tym celu,
    aby liczba wyznawców jego religii była jak największa i aby w ten sposób można
    było się szczycić przed światem jej potęgą. Może to być pewną formą pragnienia
    tryumfowania nad innymi i zapomnieniem o prawdziwym celu autentycznej
    ewangelizacji, którym jest zdobywanie serc dla Chrystusa, pozyskiwanie nowych
    przyjaciół dla Niego.
  • aniouek1 23.01.06, 23:50
    Zrodzona przez pychę pewność siebie sprawia nieraz, że człowiek nie widzi
    potrzeby dobrego przygotowywania się do przekazywania słowa Bożego. Wydaje mu
    się, że umie dobrze i ciekawie mówić, jest przekonany o swoim gruntownym
    wykształceniu teologicznym. Z tego też powodu nie pogłębia już swojej wiedzy
    religijnej przez lekturę, rozważanie, modlitwę.
  • aniouek1 23.01.06, 23:50
    Pycha prowadzi nie tylko do lekceważenia gruntownego studiowania słowa Bożego,
    które ma być przekazane innym. Jej następstwem może też być zaniedbywanie
    modlitwy i ofiary - dwóch potężnych środków, które przyczyniają się do
    owocności ewangelizacji. Pyszny człowiek nie widzi potrzeby modlitwy, tak jak
    nie dostrzega konieczności ofiary ani łaski do tego, by usłyszane słowo Boże
    przynosiło obfite owoce. Nie zauważa tego, gdyż jest przekonany o swoich
    zdolnościach, o swojej wiedzy, o umiejętnościach oratorskich, o swoim talencie
    przekonywania innych itp. Pewny siebie człowiek zapomina, że bez łaski, bez
    modlitwy, bez ofiary - bazując tylko na swoich naturalnych uzdolnieniach -
    w nikim nie wzbudzi wiary. Pewność siebie sprawia, że głoszący słowo Boże
    człowiek nie prosi Boga o pomoc ani dla siebie, ani dla tych, którym głosi
    Ewangelię.
  • aniouek1 23.01.06, 23:52
    Pycha rodzi pogardę i lekceważenie drugiego człowieka. Poczucie wyższości może
    doprowadzić do tego, że nie uznaje się żadnego dobra u innych. Przekonany
    o posiadaniu "całej" prawdy pyszny człowiek nie potrafi jej dostrzec w innych
    osobach. Pycha zamyka oczy na różne wartości tkwiące w odmiennych kulturach,
    narodowościach i wspólnotach religijnych. Poczucie wyższości i pogarda dla
    innych utrudnia niektórym przyjęcie nauki Soboru Watykańskiego II
    o "elementach" uświęcenia i prawdy znajdujących się poza obrębem Kościoła
    katolickiego (por. KK 8).

    Św. Paweł, pełen szacunku dla autentycznych wartości znajdujących się w różnych
    kulturach i religiach, wygłaszając swoje przemówienie na Areopagu, uznał, że
    ci, do których się zwraca, czcili już w jakiś sposób "Nieznanego Boga", który
    niedaleko jest od każdego człowieka, bo "w Nim żyjemy, poruszamy się i
    jesteśmy" (por. Dz 17,23-28).

    Łączące się z pychą i poczuciem wyższości przekonanie o wyłącznym posiadaniu
    całej prawdy rodzi zaślepienie na powszechnie występujące elementy dobra i
    prawdy pochodzące od Tego, który oświeca każdego człowieka przychodzącego na
    ten świat (por. J 1,9; KK 16).

    Kiedy pyszna osoba głosi słowo Boże, ma wrażenie, że zwraca się do ludzi, w
    których nie ma żadnej wiedzy, a może nawet - żadnego dobra ani działania łaski.
    Poczucie wyższości doprowadza zarozumiałe osoby do przekonania, że są jedynymi
    narzędziami w rękach Bożych, że Pan Stworzenia nie ma innego sposobu dotarcia
    do człowieka, jak tylko za ich pośrednictwem.

    Pyszny głosiciel Ewangelii nie potrafi dostrzec w drugim człowieku może słabego
    jeszcze, lecz autentycznego płomyka wiary, miłości ani wysiłków zmierzających
    do przemiany życia.
  • aniouek1 23.01.06, 23:53
    Osoba pyszna zapomina, że jej rola polega na kontynuowaniu tego, co Pan
    zapoczątkował przez swoją łaskę, lub tego, co inni ludzie już dokonali przez
    głoszenie Dobrej Nowiny. Pełen pychy głosiciel Ewangelii nie uświadamia sobie
    nieraz, że najczęściej nie jest pierwszą osobą, która niesie Chrystusa drugiemu
    człowiekowi. Nie dostrzega, że inni już przed nim coś zapoczątkowali, np.
    rodzice, katecheci i kapłani, którzy przekazywali słowo Boże. Pycha utrudnia
    dostrzeżenie tego, co zrobili inni (por. 1 Kor 3,1-17).
  • aniouek1 23.01.06, 23:53
    Pycha powoduje, że człowiek nieraz głosi słowo Boże innym, lecz sam go nie
    słucha. Przekonanie, że inni niewiele mogą nam przekazać, sprawia, że pyszna
    osoba dużo mówi, np. na kręgach biblijnych, w czasie dyskusji religijnych,
    innych zaś nie słucha lub nawet nie dopuszcza do głosu. Człowiek taki nie
    potrafi znaleźć równowagi między słuchaniem i mówieniem.

    Św. Paweł może być wzorem postępowania dla ludzi przekonanych o swej wielkiej
    wiedzy religijnej. Apostoł - mający wyjątkową znajomość Chrystusa i wyjątkową
    wiarę - widzi potrzebę ubogacenia i pokrzepienia siebie wiarą innych
    chrześcijan. Dlatego też pisze on do Rzymian: "Gorąco bowiem pragnę was
    zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest
    abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją" (Rz 1,11).
  • aniouek1 23.01.06, 23:54
    Jeśli głoszenie Ewangelii połączy się z pełnym pychy pragnieniem rządzenia
    i podporządkowywania sobie innych, może doprowadzić do fanatyzmu nie mającego
    szacunku dla ludzkiej wolności.

    Chrystus wiele czasu poświęcił na głoszenie Ewangelii, wyjaśniał ją, tłumaczył,
    zbliżał słuchaczom. Wykazywał się przy tym niezwykłą gorliwością i miłością,
    gdyż wiedział, że przekazuje innym słowa Prawdy dla ich dobra. Nie lekceważył
    przekazywania słów Życia, lecz nigdy też nikogo nie zmuszał do przyjęcia
    ofiarowanego przez siebie daru. Nie używał więc przemocy ani gwałtu.
    Przeciwnie, szanował ludzką decyzję. Widząc np. jak wielu odchodziło od Niego,
    ponieważ podał bardzo trudną do przyjęcia naukę o Eucharystii, zapytał swoich
    uczniów: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67).

    Człowiek pyszny i władczy nie szanuje ludzkiej wolności. Domaga się
    bezwzględnego przyjęcia przez słuchaczy tego, co mówi, wymaga od nich
    absolutnego podporządkowania się jemu. Człowiek taki nie potrafi poprzestać na
    wiernym przekazie Ewangelii, lecz usiłuje innych zmusić do jej przyjęcia.
    Pycha, przyjmująca formy bezwzględnego podporządkowywania sobie innych, nie zna
    szacunku dla ludzkiej wolności. Ten brak szacunku może w skrajnych przypadkach
    doprowadzić do nawracania ludzi siłą, do stosowania tortur itp.
  • aniouek1 23.01.06, 23:55
    Różne wady głosiciela Ewangelii mogą doprowadzić do tego, że nie będzie on
    przekazywał całej jej treści. Różne mogą być powody takiego postępowania.

    Istnieją ludzie pragnący uchodzić za "postępowych" i "nowoczesnych". Za tym
    pragnieniem kryje się płynąca z pychy chęć imponowania i wzbudzenia uznania dla
    własnej osoby. Gdy ludzie o takiej mentalności głoszą Ewangelię, przeplatają ją
    swoimi lub cudzymi opiniami, które uchodzą za najmodniejsze w danym czasie.
    Głosząc słowo Boże pomijają to, co mogłoby narazić ich na zarzut
    szerzenia "teologii tradycyjnej" itp. Unikają zatem głoszenia tego, co - choć
    prawdziwe - rodzi sprzeciw, opór, co spotyka się z krytyką, np. potępianie
    rozwodów, zabijania nienarodzonych dzieci, eutanazji itp.

    Na pomijanie pewnych partii Ewangelii narażone są również te osoby, które
    zawsze chcą być przez wszystkich lubiane. Lęk przed urażeniem kogoś lub przed
    możliwością utracenia czyjejś sympatii może skłaniać do głoszenia tylko
    tego, "co łechce ucho", i do pomijania surowych wymagań nauki Chrystusa. Osoby
    o takiej mentalności pragną bardziej przypodobać się ludziom niż Bogu.

    Innym powodem omijania niektórych tematów z Ewangelii może być brak ładu
    moralnego w życiu człowieka głoszącego słowo Boże. I tak np. chciwa osoba może
    opuszczać fragmenty nauczania Chrystusa mówiące o potrzebie ubóstwa, a człowiek
    nieczysty - to, co odnosi się do szóstego przykazania.

    Może jednak być zupełnie przeciwnie. Chęć usprawiedliwiania siebie we własnych
    oczach może skłonić kogoś do częstego poruszania tych problemów moralnych,
    które najmniej przestrzega we własnym życiu. Tak np. chciwy człowiek może
    często poruszać problem ubóstwa, aby w ten sposób uspokoić swoje sumienie
    wyrzucające mu rozrzutny tryb życia i przywiązanie do bogactwa.

    Wzorem dla wszystkich głosicieli Ewangelii jest sam Chrystus. W swym nauczaniu
    przekazywał On zarówno prawdy radosne, mówiące o wielkiej miłości Boga do
    człowieka, jak też twardą naukę o konieczności ciągłego nawracania się i
    niesienia codziennego krzyża. Zbawiciel przekazywał Ewangelię z gorliwością,
    lecz także z wielkim szacunkiem dla słuchaczy. Jezus nigdy nie nauczał dla
    zyskania popularności lub dla jakiejś doczesnej korzyści. Przekazując swoją
    naukę, miał On na uwadze jedynie dobro słuchaczy, których chciał doprowadzić do
    życia wiecznego.
  • aniouek1 23.01.06, 23:56
    Wady człowieka mogą wpłynąć na porzucenie właściwego motywu głoszenia słowa
    Bożego, którym powinno być pragnienie przyczynienia się do wzrostu chwały Bożej
    i udzielenie ludziom pomocy w osiągnięciu zbawienia. I tak chciwy człowiek może
    ewangelizować dla zysku materialnego, a skłonna do gniewu osoba może
    wykorzystać głoszenie słowa Bożego do mszczenia się na ludziach, do których ma
    jakiś żal. Może np. ich piętnować publicznie, straszyć, próbować pogrążyć
    w rozpaczy i beznadziejnym poczuciu winy itp.
  • aniouek1 23.01.06, 23:57
    Jezu Chryste, Ty głosiłeś Ewangelię, aby doprowadzić nas do zbawienia
    wiecznego. Spraw, byśmy poznanej nauki nie zatrzymywali nigdy dla siebie, lecz
    przekazywali ją innym, aby budziła wiarę w Ciebie, aby rozbudzała tęsknotę za
    Tobą i aby wskazywała bliźnim, jak mają kochać prawdziwą i bezinteresowną
    miłością. Amen.
  • aniouek1 24.01.06, 00:00
    Drugie przykazanie Dekalogu uczy szacunku dla Bożego imienia. Tym samym
    zakazuje wszystkiego, co byłoby sprzeczne z tym szacunkiem. Grzechem byłoby
    więc wymawianie imion świętych nadaremno, niepotrzebne przysięganie,
    bluźnierstwo, przekleństwo, krzywoprzysięstwo, wiarołomstwo.
  • aniouek1 24.01.06, 00:02
    Imię Boże lub świętych wymawiane jest nadaremno, kiedy nie pragnie się przez to
    wypowiadanie osiągnąć żadnego dobra. "Zrozumcie sens słowa Bożego na
    Synaju: ‘na próżno’. To oznacza, że wymawia się Imię ‘Bóg’ nie zamieniając go
    w dobro. Wtedy jest grzechem. Nie jest [wymawiane] ‘na próżno’, gdy uderzenia
    waszego serca w każdej minucie dnia, wszystkie szlachetne czyny, potrzeba,
    pokusa i cierpienie sprowadzają wam na wargi dziecięce słowo miłości i
    mówicie: ‘Przyjdź, mój Boże!’ Wtedy, zaprawdę, nie grzeszycie wymawiając święte
    Imię Boże." (M. Valtorta. Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 88, Katowice
    1997, wyd. Vox Domini).

    „Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego
    nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi
    Panny i wszystkich świętych.” (KKK 2146) Tym nieodpowiednim posługiwaniem się
    imionami świętymi byłoby wymawianie ich bez szacunku i miłości, przyzywanie
    Boga do błahych spraw, bez pragnienia zmiany życia, bez pragnienia osiągnięcia
    jakiegoś dobra. Człowiek wypowiada też imię Boga nadaremno, gdy nie ma w sobie
    szczerego pragnienia zmienienia swojego życia. „Drugie przykazanie zabrania
    także magicznego używania imienia Bożego.” (KKK 2149)
  • aniouek1 24.01.06, 00:04
    Naucz mnie, Chryste, mówić o Tobie, o Twoim Ojcu Niebieskim i o wszystkich
    świętych z wielkim szacunkiem i miłością, tak jak z wielką czcią mówi się
    o bliskich i ukochanych osobach. Niech się święci imię Twoje. Amen.
  • aniouek1 24.01.06, 00:05
    Nadużywa się imion świętych przez niepotrzebne przysięganie. „Jezus przypomniał
    drugie przykazanie w Kazaniu na Górze: "Słyszeliście... że powiedziano
    przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej
    przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie... Niech wasza mowa
    będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5,33-34.37;
    Por. Jk 5,12). Jezus uczy, że każda przysięga zawiera odniesienie do Boga i że
    obecność Boga oraz Jego prawdy powinna być czczona w każdym słowie.
    Powściągliwość w powoływaniu się na Boga w mowie jest znakiem wielkiego
    szacunku dla Jego obecności, zaświadczanej lub podważanej w każdym naszym
    stwierdzeniu.” (KKK 2153)

    „Powołując się na św. Pawła (Por. 2 Kor 1,23; Ga 1,20), tradycja Kościoła
    przejęła rozumienie słów Jezusa jako nie sprzeciwiających się przysiędze, jeśli
    składa się ją z ważnego i słusznego powodu (np. w sądzie). "Przysięga, to jest
    wezwanie imienia Bożego na świadka prawdy, może być składana tylko zgodnie z
    prawdą, rozwagą i sprawiedliwością" (KPK, kan. 1199, § 1). (KKK 2154)

    „Świętość imienia Bożego wymaga, by nie używać go do błahych spraw i nie
    składać przysięgi w sytuacjach, w których mogłoby to być interpretowane jako
    aprobowanie władzy, która by się tego niesłusznie domagała. Można odmówić
    złożenia przysięgi, jeżeli domaga się jej nielegalna władza świecka. Należy
    odmówić, gdy żąda się jej w celach przeciwnych godności osób lub komunii
    Kościoła.” (KKK 2155)
  • aniouek1 24.01.06, 00:06
    „Drugie przykazanie zabrania wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga.
    Bluźnierstwo polega na używaniu w sposób obraźliwy imienia Boga, Jezusa
    Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i świętych.” (KKK 2162)

    „Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na
    wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści,
    wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego
    w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego. Św. Jakub piętnuje tych,
    którzy "bluźnią zaszczytnemu Imieniu (Jezusa), które wypowiedziano nad (nimi)"
    (Jk 2,7). Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi
    Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym. Bluźniercze jest również nadużywanie
    imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów,
    torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu
    popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii. Bluźnierstwo sprzeciwia się
    szacunkowi należnemu Bogu i Jego świętemu imieniu. Ze swej natury jest grzechem
    ciężkim (por. KPK, kan. 1369). (KKK 2148)

    Często gniew przyczynia się do niewłaściwego posługiwania się imionami
    świętymi, np. gdy uniesiona złością osoba złorzeczy, miota bluźnierstwa.
    Nierzadko pycha staje się przyczyną kierowania bluźnierstw pod adresem Boga,
    Matki Najświętszej i świętych. Czasami pysznemu człowiekowi wydaje się, że może
    Stwórcy w czymś zaszkodzić lub zagrozić Mu, dlatego wyzywa Go, grozi Mu,
    znieważa Go słownie itp.
  • aniouek1 24.01.06, 00:07
    Przekleństwo, będące grzechem przeciwko drugiemu przykazaniu, polega na
    wypowiadaniu w gniewie i złości imion świętych. Przez przekleństwo rozumie się
    też złorzeczenie drugiemu człowiekowi, przeklinanie go, życzenie mu zła. Nieraz
    w gniewie ktoś prosi Boga o ukaranie osoby, na którą skierowane jest jego
    oburzenie. Każda forma używania imion świętych dla przeklinania jest grzesznym
    brakiem szacunku wobec Pana (por. KKK 2149)
  • aniouek1 24.01.06, 00:09
    Kolejnym grzechem niewłaściwego używania imion świętych jest
    krzywoprzysięstwo. „Krzywoprzysięstwo wzywa Boga, by był świadkiem kłamstwa”
    (KKK 2151). „Drugie przykazanie zakazuje krzywoprzysięstwa. Przysięgać lub
    uroczyście przyrzekać oznacza wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi.
    Oznacza odwoływanie się do prawdomówności Bożej jako do rękojmi swojej własnej
    prawdomówności. Przysięga angażuje imię Pańskie. "Będziesz się bał Pana, Boga
    swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał" (Pwt 6, 13).”
    (KKK 2150)
  • aniouek1 24.01.06, 00:10
    Wierność wymaga spełnienia danego słowa i obietnicy. To zobowiązanie jest tym
    większe, gdy ktoś obiecuje coś pod przysięgą albo bierze Boga na świadka, że
    dotrzyma przyrzeczenia. „Przyrzeczenia dawane innym w imię Boże angażują cześć,
    wierność, prawdomówność i autorytet Boga. Powinny one być dotrzymywane w duchu
    sprawiedliwości. Niewierność przyrzeczeniom jest nadużyciem imienia Bożego
    i w pewnym sensie czynieniem Boga kłamcą (Por. 1 J 1,10).” (KKK 2147)

    „Wiarołomcą jest ten, kto pod przysięgą składa obietnicę, której nie ma zamiaru
    dotrzymać, lub ten, kto złożywszy pod przysięgą obietnicę, nie dotrzymuje
    słowa. Wiarołomstwo jest poważnym brakiem szacunku względem Pana wszelkiego
    słowa. Zobowiązanie się pod przysięgą do dokonania złego czynu sprzeciwia się
    świętości imienia Bożego” (KKK 2152).
  • aniouek1 24.01.06, 00:13
    Drugie przykazanie przypomina nam o konieczności tak wielkiej miłości do Boga,
    żeby nawet Jego imię było otaczane wielką czcią. Właściwym sposobem
    posługiwania się imieniem Bożym jest modlitwa, czyli dialog z Panem. Wyrazem
    naszej miłości i przyjaźni z Bogiem ma też być szerzenie Jego imienia po całej
    ziemi. Mamy w każdym środowisku głosić Ewangelię. Modląc się i przekazując
    innym słowo Boże budujemy Królestwo Boże, przyczyniamy się do przekształcenia
    i odnowienia świata przez miłość do Boga i do bliźniego. Przez modlitwę i
    przekazywanie Ewangelii przyczyniamy się do wyzwolenia człowieka z niewoli zła
    i grzechu.

    Drugie przykazanie zabrania wypowiadania imion świętych nadaremno, przez
    wymawianie ich bez miłości i szacunku, bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś
    dobra, bez chęci nawrócenia się. Zakazuje również bluźnierstwa, przekleństwa,
    krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa.
  • aniouek1 24.01.06, 00:15
    Trzecie przykazanie przypomina o obowiązku święcenia dni świętych, głównie
    niedzieli. Dzień ten ma być dniem szczególnego spotkania się z Chrystusem
    zmartwychwstałym, który jest realnie i prawdziwie obecny wśród nas w
    Najświętszym Sakramencie Eucharystii. Wierni są zatem zobowiązani do
    uczestniczenia we Mszy św. Mają też w tym dniu szczególnie pogłębiać swoją
    wiarę, nadzieję i miłość do Boga i do bliźnich. Niedziela ma być także dniem
    radości i wypoczynku w Panu, dla odzyskania sił, aby służyć przez cały tydzień
    Bogu i człowiekowi. Niedziela i dni świąteczne stwarzają okazję do pogłębiania
    więzów rodzinnych. Spotykanie się z Chrystusem zmartwychwstałem w Eucharystii
    powinno też pobudzać wiernych do okazywania miłosierdzia wszystkim biednym,
    opuszczonym i cierpiącym.
  • aniouek1 24.01.06, 00:16
  • aniouek1 24.01.06, 00:18
    poświęconych Bogu

    Trzecie przykazanie Dekalogu przypomina nam, że jeden dzień tygodnia ma być
    w szczególny sposób poświęcony Bogu, naszemu Stwórcy i Zbawicielowi. „Istnieje
    porządek duchowy: praca jest święta; miłość – jeszcze świętsza; najświętszy
    jest Bóg. Pamiętaj zatem, aby przynajmniej jeden z siedmiu dni poświęcić
    naszemu dobremu i świętemu Ojcu, który nam dał życie i je utrzymuje. Dlaczego
    traktować Go gorzej niż ojca, niż dzieci, niż braci, niż małżonkę, niż własne
    ciało? Niech dzień Pana należy do Niego. O! co to za słodycz odnaleźć się po
    dniu pracy, wieczorem, w rodzinie pełnej ciepła! Jaka to słodycz odnaleźć się
    tam po długiej podróży! A dlaczego nie odnajdywać się po sześciu dniach pracy
    w domu Ojca? Dlaczego nie być jak syn, który powraca z sześciodniowej podróży
    i mówi: ”Oto przychodzę spędzić mój dzień odpoczynku z Tobą”?” (M. Valtorta,
    Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 92, Katowice 1997, wyd. Vox Domini)

    Niedziela ma być dniem naszego szczególnego spotkania się z Panem, takiego,
    jakie przeżyli uczniowie idący do Emaus (por. Łk 24,32nn). Mamy spotkać w tym
    dniu Tego, który przeszedł ze śmierci do życia. (por. J 20,19-23).
  • aniouek1 24.01.06, 00:20
    Dla chrześcijan dniem poświęconym w sposób wyjątkowy Bogu jest niedziela.
    Przypomina ona ważne wydarzenia zbawcze z przeszłości i zapowiada przyszłą
    pełnię zbawienia. Jest to więc dzień upamiętniający i zapowiadający.
  • aniouek1 24.01.06, 00:22
    W niedzielę przypominamy sobie w szczególny sposób naszego Ojca-Stwórcę, dzięki
    któremu istnieje otaczający nas świat, my i wszystko. To dzień upamiętniający
    dzieło stworzenia. Mamy więc świętować niedzielę, aby "w sposób zewnętrzny
    oddawać cześć Bogu dla upamiętnienia tego wielkiego, najpowszechniejszego
    dobrodziejstwa, jakim jest dzieło stworzenia świata" (Św. Tomasz z Akwinu,
    S. Th., II-II, 122, 4; por. KKK 2176).
  • aniouek1 24.01.06, 00:22
    Niedziela jest też pamiątką zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastąpiła ona
    pogański dzień słońca. Dla wierzących bowiem Chrystus jest prawdziwym Słońcem,
    które wzeszło, aby nie zachodzić i „zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci
    mieszkają» (por. Łk 1,78-79). Zajaśniało zaś szczególnym blaskiem w poranek
    Wielkanocny. Niedziela, świętowana przez chrześcijan w pogańskim dniu słońca,
    stała się upamiętnieniem tego wyjątkowego Wschodu niezwykłego Słońca. Św.
    Justyn pisze: „Nasze zgromadzenia dlatego odbywają się w dniu słońca, ponieważ
    jest to pierwszy dzień, w którym Bóg z ciemności wyprowadził materię i stworzył
    świat, a Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, w tym dniu zmartwychwstał (Św. Justyn,
    Apologiae, 1, 67; por. KKK 2174).

    Niedziela zastępuje starotestamentalny dzień szabatu. „Ci, którzy trwali
    w dawnym porządku, przeszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale
    święcą dzień Pański, dzień, w którym nasze życie zostało pobłogosławione przez
    Chrystusa i przez Jego śmierć” (Św. Ignacy Antiocheński, Epistula ad Magnesios,
    9, 1; KKK 2175)
  • aniouek1 24.01.06, 00:23
    Niedziela nie jest jednak powiązana tylko z przeszłą historią zbawienia, lecz
    ma ścisły związek także z przyszłym zbawieniem. Dzień Pański, którym jest
    niedziela, zapowiada ostateczny „dzień Pański”, na który czekamy. Zapowiada ona
    Paruzję, ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa i odnowienie wszystkiego.
    Niedziela jest „dniem, w którym z uwielbieniem i wdzięcznością wspominamy
    pierwszy dzień istnienia świata, a zarazem zapowiedzią «dnia ostatniego»,
    oczekiwanego z żywą nadzieją, w którym Chrystus przyjdzie w chwale (por. Dz
    1,11; 1 Tes 4,13-17) i Bóg «uczyni wszystko nowe» (por. Ap 21,5). (Jan Paweł
    II, Dies Domini 1.)
  • aniouek1 24.01.06, 00:25
    Papież Jan Paweł II nazywa niedzielę nie tylko „dniem Pańskim”, ale i „dniem
    daru Ducha Świętego” (por. Jan Paweł II, Dies Domini 28). “Ukazując się
    Apostołom wieczorem w dniu Paschy, Jezus tchnął na nich i
    powiedział: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im
    odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20,22-23). To tchnienie
    Ducha Świętego było wielkim darem, jaki Zmartwychwstały ofiarował swoim uczniom
    w wieczór niedzieli paschalnej” (Jan Paweł II, Dies Domini 28).

    „Również w niedzielę, pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu, Duch zstąpił z
    mocą — niczym «uderzenie gwałtownego wichru» i w postaci «języków ognia» (por.
    Dz 2,2-3) — na Apostołów zgromadzonych razem z Maryją”. (Jan Paweł II, Dies
    Domini 28)

    «Pascha tygodnia» staje się więc w pewien sposób «Pięćdziesiątnicą tygodnia»,
    w której chrześcijanie wciąż na nowo przeżywają radosne spotkanie Apostołów ze
    Zmartwychwstałym, a On ożywia ich tchnieniem swego Ducha.” (Jan Paweł II, Dies
    Domini 28)
  • aniouek1 24.01.06, 00:28
    Niedziela nie jest jedynym dniem, który powinien być świętowany zgodnie
    z trzecim przykazaniem Bożym. Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm poucza
    o innych jeszcze świętach. "Ponadto należy obchodzić dni Narodzenia Pana
    naszego Jezusa Chrystusa, Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia oraz
    Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Jej
    Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, Świętego Józefa, Świętych Apostołów
    Piotra i Pawła oraz Wszystkich Świętych" (KPK, kan. 1246, § 1; KKK 2177)
  • aniouek1 24.01.06, 00:31
    świątecznych przez udział w Eucharystii

    Ze względu na wyjątkowe znaczenie Eucharystii dla chrześcijanina, całego
    Kościoła i świata, wierni są zobowiązani do brania udziału we Mszy św. w dni
    nakazane. Rozważmy szczegółowo niektóre formy dobra, jakie powstaje
    z eucharystycznego spotkania z Chrystusem i z Kościołem.
  • aniouek1 24.01.06, 00:35
    Eucharystia to spotkanie i zjednoczenie się – głównie dzięki Komunii św. –
    z Chrystusem zmartwychwstałym, to udział w Jego zbawczej ofierze, to zetknięcie
    się z Jego ożywiającym słowem. Eucharystia jest także spotkaniem się ze
    wspólnotą Kościoła, która modli się, wyraża Bogu swe dziękczynienie,
    uwielbienie i skruchę.

    To spotkanie ze Zbawicielem i Jego Kościołem przynosi wielkie dobro każdemu
    wiernemu, całemu Kościołowi, światu, ludziom oddalonym od Boga i duszom
    w czyśćcu. Przez żywy udział we Mszy św. uczniowie Chrystusa przygotowują się
    też do zadań, jakie czekają ich w ciągu całego tygodnia. Rozważmy dokładniej te
    zagadnienia.
  • aniouek1 24.01.06, 00:36
    Dzięki Eucharystii możemy jak apostołowie spotkać się z żywym zmartwychwstałym
    Zbawicielem. „Właśnie bowiem podczas niedzielnej Mszy św. chrześcijanie
    szczególnie mocno przeżywają to, czego doświadczyli Apostołowie wieczorem
    w dniu Paschy, gdy Zmartwychwstały objawił się im wszystkim, zgromadzonym
    w jednym miejscu (por. J 20,19).” (Jan Paweł II, Dies Domini 33).

    W Eucharystii spotykamy się z Panem, który dzięki swemu zmartwychwstaniu jest
    prawdziwie obecny z nami aż do skończenia świata. „«Ja jestem z wami przez
    wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28,20). Te słowa Chrystusowej
    obietnicy nadal rozbrzmiewają w Kościele, to ona stanowi sekret jego żywotności
    i źródło jego nadziei. Jeżeli niedziela jest dniem zmartwychwstania, to nie
    tylko jako pamiątka wydarzenia z przeszłości, ale jako świętowanie żywej
    obecności Zmartwychwstałego pośród wierzących.” (Jan Paweł II, Dies Domini 31)

    Chociaż spotkanie ze Zbawicielem, w czasie Mszy św., jest prawdziwe, to jednak
    Go nie widzimy i często nie przeżywamy mocno emocjonalnie tego spotkania.
    Zmartwychwstałego Chrystusa można jednak dostrzec oczyma wiary. Każda Msza św.
    jest wezwaniem do ożywienia naszej wiary w obecność Pana pośród nas. „Stając
    przed Nim w niedzielnym zgromadzeniu, wierni słyszą wezwanie skierowane niegdyś
    do apostoła Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę
    i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» (J
    20,27)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 29)

    W zgromadzeniu Eucharystycznym każdy wierny jak Tomasz może stanąć przed
    zmartwychwstałym Chrystusem. Co więcej, może Go przyjąć w Komunii św. do
    swojego serca i zjednoczyć się z Nim. Może Go „dotknąć” jak Tomasz Apostoł
    i wraz z nim wyznać swoją wiarę. Uczestniczący we Mszy św. wierny,
    przyjmując „słowo i spożywając Ciało Pańskie, patrzy jakby w oczy samemu
    zmartwychwstałemu Jezusowi, obecnemu w «świętych znakach», i razem z apostołem
    Tomaszem wyznaje: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20,28)” (Jan Paweł II, Dies Domini 29)

    Spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem dokonuje się we wspólnocie
    Kościoła zgromadzonego na sprawowanie Eucharystii. Wspólnota ta dzieli radość
    Maryi, dla której zmartwychwstanie Jej Syna było końcem udręki Wielkiego Piątku
    i Wielkiej Soboty. Wierni razem z Maryją „przeżywają radość zmartwychwstania,
    wyrażając własne uczucia słowami hymnu Magnificat, opiewającego niewyczerpany
    dar Bożego miłosierdzia, które trwa mimo niepowstrzymanego upływu czasu: «a
    swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go
    boją» (Łk 1,50). (Jan Paweł II, Dies Domini 86)
  • aniouek1 24.01.06, 00:37
    Każda Msza św. jest wyjątkowym wydarzeniem w naszym życiu i w życiu świata.
    Dzięki niej Chrystus zmartwychwstały jest prawdziwie, realnie i w sposób trwały
    obecny pośród nas i w nas. Równocześnie stają się obecne zbawcze wydarzenia z
    przeszłości, szczególnie ofiara Jezusa Chrystusa.

    W Eucharystii najdoskonalej wyraża się i jest celebrowana tajemnica „kenosis,
    czyli ogołocenia, przez które Chrystus «uniżył samego siebie, stawszy się
    posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej» (Flp 2,8).” (Jan Paweł II,
    Dies Domini 43)

    Dzięki Eucharystii mamy udział w zbawczej ofierze Jezusa Chrystusa, która
    w prawdziwy sposób uobecnia się w każdym czasie istnienia Kościoła. „Msza św.
    bowiem jest żywym przedstawieniem ofiary Krzyża. Pod postaciami chleba i wina,
    nad którymi została wypowiedziana prośba o wylanie Ducha Świętego, działającego
    w sposób szczególnie skuteczny w słowach konsekracji, Chrystus składa samego
    siebie jako ofiarę Ojcu w tym samym akcie, w jakim ofiarował się na krzyżu.”
    (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

    Obecne ofiarowanie się Chrystusa dokonuje się w sposób bezkrwawy. Tę tradycyjną
    naukę Kościoła przypomina Jan Paweł II. «W tej Boskiej ofierze, dokonującej się
    we Mszy świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus,
    który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy» (Sobór Tryd.,
    Sesja XXII, Nauka o Najśw. Ofierze Mszy Świętej, II: DS 1743; por. Katechizm
    Kościoła Katolickiego, 1366). (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

    Dzięki uczestnictwu we Mszy św. całe nasze życie, wszystko co czynimy, może
    nabrać nowej wartości, tzn. może stać się działaniem broniącym przed piekłem
    i przynoszącym zbawienie nie tylko nam, ale i innym ludziom. Dzieje się tak
    wtedy, kiedy przez łaskę uświęcającą trwamy w nadprzyrodzonej łączności ze
    Zbawicielem i przez dobrowolny akt wolnej woli pozwalamy Chrystusowi złączyć
    nasze życie z Jego zbawczą ofiarą. «W Eucharystii ofiara Chrystusa staje się
    także ofiarą członków Jego Ciała. Życie wiernych, składane przez nich
    uwielbienie, ich cierpienia, modlitwy i praca łączą się z życiem, uwielbieniem,
    cierpieniami, modlitwami i pracą Chrystusa i z Jego ostatecznym ofiarowaniem
    się oraz nabierają w ten sposób nowej wartości» (Katechizm Kościoła
    Katolickiego, 1368). Ten udział całej wspólnoty staje się szczególnie widoczny
    w zgromadzeniu niedzielnym, które pozwala złożyć na ołtarzu miniony tydzień
    wraz z całym jego ładunkiem ludzkich spraw.” (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

    Udział w ofierze Chrystusa nie kończy się z momentem opuszczenia murów
    świątyni. Przeciwnie, składanie ofiary ma nadal trwać przez ciągłe spełnianie
    woli Bożej. „Kiedy po rozejściu się zgromadzenia uczeń Chrystusa powraca do
    swojego zwykłego środowiska, ma zadanie uczynić z całego swego życia dar,
    duchową ofiarę miłą Bogu” (por. Rz 12,1; Jan Paweł II, Dies Domini 45)
  • aniouek1 24.01.06, 00:38
    W zgromadzeniu Eucharystycznym spotykamy się nie tylko z Chrystusem
    zmartwychwstałym, lecz również z Jego Kościołem, który ujawnia się i umacnia.

    W czasie każdej Mszy św. ujawnia się wspólnota Kościoła podobna do tej, jaka
    istniała na początku chrześcijaństwa. Jezus Chrystus oddał życie, «by
    rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno» (J 11,52). „Stały się one «jednym»
    w Chrystusie (por. Ga 3,28) dzięki darowi Ducha Świętego. Ta jedność staje się
    widoczna, gdy chrześcijanie gromadzą się we wspólnocie: uświadamiają sobie
    wówczas i świadczą wobec świata, że są ludem odkupionych, złożonym z «[ludzi]
    z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu» (Ap 5,9). W zgromadzeniu uczniów
    Chrystusa trwa obraz pierwszej chrześcijańskiej wspólnoty, który Łukasz
    przedstawił w Dziejach Apostolskich jako przykład dla nas, pisząc, że pierwsi
    ochrzczeni «trwali w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba
    i w modlitwach» (2,42). (Jan Paweł II, Dies Domini 31)

    W Eucharystii ukazuje się i doznaje pogłębienia jedność w podwójnym wymiarze:
    zjednoczenie z Bogiem i zjednoczenie w braterskiej miłości z bliźnimi. (por.
    Jan Paweł II, Dies Domini 36)

    Eucharystia jest pokarmem umacniającym Kościół i więzy, które go zespalają.
    Sakrament ten tworzy najpełniejszą jedność Kościoła. „Eucharystia karmi i
    kształtuje Kościół: «Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy
    jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba» (1 Kor 10,17).
    Dzięki tej żywotnej więzi z Sakramentem Ciała i Krwi Pańskiej właśnie w
    Eucharystii można tę tajemnicę Kościoła najdoskonalej głosić, doświadczać i
    przeżywać (Por. Jan Paweł II, List apost. Vicesimus quintus annus (4 grudnia
    1988), 9: AAS 81 (1989), 905-906)” (Jan Paweł II, Dies Domini 32).

    Eucharystia scala też „kościoły domowe”, czyli rodziny. Dzieje się tak
    szczególnie wtedy, gdy rodzice wraz ze swoimi dziećmi przystępują wspólnie do
    Komunii św. Chrystus wówczas staje się fundamentem zespalającym
    rodziny, „kościoły domowe”, i dodaje im sił do dobrego wypełnienia swoich
    zadań. (Por. Jan Paweł II, Adhort. apost. Familiaris consortio 57. 61; Jan
    Paweł II, Dies Domini 36)
  • aniouek1 24.01.06, 00:39
    Dzięki niedzielnej i świątecznej Eucharystii wierni, oddani różnym zajęciom
    w ciągu tygodnia, mogą się spotkać razem, aby wspólnie uwielbiać Boga, zanosić
    do Niego swoje prośby i prosić o przebaczenie grzechów.

    Szczególnie zaś spotykają się w tym celu, by wspólnie wyrazić Bogu swoją
    wdzięczność. „W świątecznej atmosferze, towarzyszącej zgromadzeniu całej
    wspólnoty w «dniu Pańskim», Eucharystia ukazuje się, w sposób bardziej
    wyrazisty niż w inne dni, jako wielkie «dziękczynienie», poprzez które Kościół
    pełen Ducha Świętego zwraca się do Ojca, jednocząc się z Chrystusem i stając
    się głosem całej ludzkości. To cotygodniowe zgromadzenie jest sposobnością, aby
    ogarnąć wdzięczną pamięcią wydarzenia ostatnich dni, odczytać je w Bożym
    świetle, dziękować Stwórcy za niezliczone dary, wielbiąc Go «przez Chrystusa,
    z Chrystusem i w Chrystusie, w jedności Ducha Świętego». Dzięki temu
    chrześcijańska wspólnota uświadamia sobie na nowo, że wszystko zostało
    stworzone przez Chrystusa (por. Kol 1,16; J 1,3), oraz że w Nim — który
    przyszedł jako sługa, aby przyjąć i odkupić nasze człowieczeństwo — wszystko
    zostało na nowo zjednoczone (por. Ef 1,10), aby stać się ofiarą złożoną Bogu
    Ojcu, z którego wszystko bierze początek i życie.” (Jan Paweł II, Dies Domini
    42).
  • aniouek1 24.01.06, 00:40
    Zjednoczenie z Chrystusem – poprzez słowo i Komunię św. – i kontakt ze
    wspólnotą Kościoła umacnia duchowo każdego wiernego, cały Kościół.

    Spotkanie się wiernych na Mszy św. przyczynia się do umocnienia wiary, nadziei
    i miłości. Każdy bowiem potrzebuje umocnienia duchowego. Przekonanie, że nie
    jest się osamotnionym w swojej wierze, nadziei i miłości, stanowi duchowe
    wsparcie i umocnienie.

    „Uczestnictwo w niedzielę we wspólnej celebracji Eucharystii jest świadectwem
    przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła oraz wierności Chrystusowi
    i Kościołowi.” (KKK 2182). Głęboka wiara, nadzieja i miłość zgromadzonego
    Kościoła to świadectwo umacniające. Wierni umacniają się nawzajem „pod
    przewodnictwem Ducha Świętego”. (KKK 2182). Dzięki dawanemu świadectwu pogłębia
    się życie religijne wszystkich wiernych: ich wiara, nadzieja i miłość.
  • aniouek1 24.01.06, 00:41
    Msza św. daje nam okazję do zetknięcia się ze słowem Bożym, docierającym do nas
    poprzez czytanie Pisma św. i homilię. Kto słucha uważnie słowa Bożego, kto
    pragnie według niego ciągle kształtować swoje życie, ten pogłębia swoją wiarę.

    Liturgia nie jest samym tylko spotkaniem się z nauką Chrystusa, lecz z Nim
    samym – zmartwychwstałym i nauczającym. „to On sam przemawia, gdyż jest obecny
    w swoim słowie, «gdy w Kościele czyta się Pismo Święte» (Sobór Wat. II, Konst.
    o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, 7; por. 33; Jan Paweł II, Dies
    Domini 39)
  • aniouek1 24.01.06, 00:42
    Każda niedziela, a szczególnie żywy udział w zgromadzeniu Eucharystycznym, nie
    tylko pogłębia wiarę, lecz również umacnia naszą nadzieję. Niedziela bowiem,
    czyli dzień Pański, przypomina nam eschatologiczny „dzień Pański”, czyli dzień
    ostatecznego spotkania się z Chrystusem. Jan Paweł II zwraca uwagę na fakt, że
    w kolejne niedziele Kościół podąża „drogą wiodącą do ostatecznego «dnia
    Pańskiego», do niedzieli, która nigdy się nie skończy.” (Jan Paweł II, Dies
    Domini 37). Każda niedziela przypomina nam więc, że jako wspólnota Ludu Bożego
    jesteśmy w drodze, pielgrzymujemy do wiecznej ojczyzny (por. Jan Paweł II, Dies
    Domini 37).

    Przewodniczką w tym pielgrzymowaniu jest – jak to przypomina Jan Paweł II –
    Matka Najświętsza. „Maryja jest obecna w każdej niedzieli Kościoła, choć to
    w niczym nie umniejsza centralnej roli Chrystusa i Jego Ducha. Tej obecności
    domaga się sama tajemnica Chrystusa: czyż bowiem Ta, która jest Mater Domini
    i Mater Ecclesiae mogłaby nie być w szczególny sposób obecna w dniu, który jest
    zarazem dies Domini i dies Ecclesiae? (Jan Paweł II, Dies Domini 86) „Z
    niedzieli na niedzielę lud pielgrzymujący idzie śladami Maryi”. (Jan Paweł II,
    Dies Domini 86).

    Niedziela jest dniem zapowiadającym wieczność. „Św. Bazyli wyjaśnia, że
    niedziela jest znakiem tego naprawdę jedynego dnia, który nastąpi po obecnym
    czasie — dnia trwającego bez końca, nie znającego zmierzchu ani świtu,
    nieprzemijającej epoki, która nigdy się nie zestarzeje; niedziela jest
    nieustannym zwiastowaniem życia wiecznego, które podtrzymuje nadzieję
    chrześcijan i dodaje im sił w drodze” (Por. Św. Bazyli, De Spiritu Sancto, 27,
    66: SC 17, 484-485. Por. także Epistula Barnabae 15, 8-9: SC 172, 186-189; Św.
    Justyn, Dialogus cum Tryphone Iudaeo, 24. 138: PG 6,528.793; Orygenes, Hom.in
    psalmos, Psalm 118 (119), 1: PG 12,1588) (Jan Paweł II, Dies Domini 26)

    Chociaż żyjemy w doczesności, jednak nasze spojrzenie winno kierować się ku
    przyszłości. Eucharystia nam o tym przypomina, jak uczy Jan Paweł II: „Lud Boży
    kieruje spojrzenie wiary i nadziei ku przyszłości eschatologicznej, kiedy to
    Chrystus «przekaże królowanie Bogu i Ojcu (...), aby Bóg był wszystkim we
    wszystkich» (1 Kor 15,24.28)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 42

    Eucharystia, będąca spotkaniem ze Zbawicielem, ożywia radość i nadzieję na
    ostateczne, wieczne przebywanie z Chrystusem Oblubieńcem. „Oczekiwanie
    przyjścia Chrystusa – pisze Jan Paweł II – jest co prawda wpisane w samą
    tajemnicę Kościoła (Por. Sobór Wat. II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,
    48-51) i ujawnia się w każdej liturgii eucharystycznej, jednakże dzień Pański
    jako szczególna pamiątka chwały zmartwychwstałego Pana głębiej wyraża także
    przyszłą chwałę Jego «powrotu», co czyni z niedzieli dzień, w którym Kościół,
    objawiając wyraźniej swój charakter «oblubieńczy», staje się w pewien sposób
    zapowiedzią eschatologicznej rzeczywistości niebieskiego Jeruzalem. Gromadząc
    swoich synów we wspólnocie eucharystycznej i kształtując w nich postawę
    oczekiwania na «Boskiego Oblubieńca», Kościół niejako «ćwiczy się w pragnieniu»
    («Haec est vita nostra, ut desiderando exerceamur»: Św. Augustyn, In prima
    Ioan. tract. 4, 6: SC 75, 232), zaznając przedsmaku tej radości, którą
    przyniesie mu nowe niebo i nowa ziemia, gdy miasto święte, nowe Jeruzalem
    zstąpi od Boga z nieba, «przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla
    swego męża» (Ap 21, 2)” (Jan Paweł II, Dies Domini 37)

    Uczta eucharystyczna zapowiada inną, ostateczną ucztę, o której mówi
    Apokalipsa. „Udział w «wieczerzy Pańskiej» jest bowiem zapowiedzią
    eschatologicznej uczty «Godów Baranka» (Ap 19,9). Sprawując pamiątkę Chrystusa,
    który zmartwychwstał i wstąpił do nieba, chrześcijańska wspólnota «pełna
    nadziei oczekuje przyjścia naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa» (Mszał Rzymski,
    Embolizm po «Ojcze Nasz»wink. (Jan Paweł II, Dies Domini 38)

    Nadzieja ujawnia się między innymi w tęsknocie. Nadzieja chrześcijańska pobudza
    do tęsknoty za wiecznym spotkaniem z Chrystusem-Oblubieńcem. Duch Święty ożywia
    tę tęsknotę. „Duch Święty jest nieustannie obecny w każdym dniu Kościoła,
    przenika go swą mocą i obdarza hojnie darami, jednakże Kościół ze szczególną
    uwagą wsłuchuje się w Jego głos podczas zgromadzenia niedzielnego, gdy sprawuje
    cotygodniową Paschę, i wraz z Nim zwraca się do Chrystusa, oczekując z
    utęsknieniem Jego chwalebnego powrotu: «Duch i Oblubienica mówią: „Przyjdź!”»
    (Ap 22,17). (Jan Paweł II, Dies Domini 85)

    Tak więc niedziela jest „nie tylko dniem wiary, ale w takiej samej mierze dniem
    nadziei chrześcijańskiej.” (Jan Paweł II, Dies Domini 38)
  • aniouek1 24.01.06, 00:42
    Pełny, świadomy i aktywny udział we Mszy św. pogłębia miłość do Boga i do
    bliźninich. Dzieje się tak dlatego, że w Eucharystii spotykamy się z Bogiem,
    który jest miłością. Ponadto przez modlitwę, wdzięczność, uwielbienie i
    składanie Mu siebie w ofierze wyrażamy naszą miłość do Niego. Każdy zaś wyraz
    miłości powoduje umocnienie jej.

    Eucharystia pogłębia też miłość braterską, gdyż skłania do okazywania bliźnim
    pomocy przez modlitwę, składanie za nich Bogu ofiary, a także przez zbiórkę
    pieniężną dla materialnego ich wsparcia.
  • aniouek1 24.01.06, 00:43
    i) Pomaganie oddalonym od Boga i duszom czyśćcowym

    Udział we Mszy św. stanowi wielką pomoc dla tych wszystkich ludzi, których
    zbawienie jest zagrożone. Pomagamy im przez modlitwę powszechną, przez
    składanie najcenniejszej Ofiary Ojcu, którą jest Jezus Chrystus pod postaciami
    eucharystycznymi, przez rezygnację z własnej woli i układanie swego życia
    zgodnie w wolą Boga.

    Pomoc udzielana przez wspólnotę kościoła zebranego na Mszy św. obejmuje
    wszystkich potrzebujących całego świata, a równocześnie wykracza poza jego
    granice, udzielając pomocy kościołowi cierpiącemu, oczyszczającemu się
    w czyśćcu. Dzięki modlitwie i ofierze eucharystycznej wyzwalane są dusze
    z czyśćca.
  • aniouek1 24.01.06, 00:44
    Odnawianie wszystkiego ma źródło w Eucharystii. W niej obecny jest bowiem Ten,
    który ma moc wszystko uzdrowić, uleczyć i odnowić na zawsze. Dzięki Eucharystii
    może się odnowić życie ludzkie, rodzinne, społeczne. Chrystus odnawia nie na
    chwilę, lecz na wieczność. Zgromadzenie eucharystyczne to tylko nikła zapowiedź
    i obraz przyszłej wspólnoty zbawionych, zespolonej na wieki miłością. Dzięki
    eucharystii zapoczątkowuje się chwalebna przyszłość człowieka i Kościoła (por.
    Jan Paweł II, Dies Domini 39)

    Odradzanie się dobra, wszelka odnowa jest kontynuacją
    zmartwychwstania: „Istotnie, wszystko co nastąpi aż do końca świata, będzie
    jedynie rozszerzeniem i rozwinięciem tego, co dokonało się w dniu, gdy umęczone
    ciało Ukrzyżowanego zostało wskrzeszone mocą Ducha Świętego i samo stało się
    źródłem tego Ducha dla ludzkości. Chrześcijanin wie zatem, że nie musi
    oczekiwać innego czasu zbawienia, ponieważ świat — niezależnie od tego, jak
    długo będzie trwał — już teraz żyje w czasie ostatecznym. Uwielbiony Chrystus
    nieustannie podtrzymuje w istnieniu i prowadzi nie tylko Kościół, ale cały
    wszechświat. Pod działaniem tej żywotnej siły stworzenie, które «aż dotąd jęczy
    i wzdycha w bólach rodzenia» (Rz 8,22), zmierza do celu, jakim jest jego pełne
    odkupienie. Człowiek może mieć tylko mglistą świadomość tego procesu,
    chrześcijanie mają natomiast jego gwarancję i pewność, zaś świętowanie
    niedzieli jest istotnym świadectwem, jakie powinni dawać, aby ludzkie miary
    czasu miały zawsze oparcie w nadziei.” (Jan Paweł II, Dies Domini 75)

    Niedziela przypomina nam nie tylko o dziele stworzenia, ale też o nowym
    stworzeniu, czyli o odnowie wszystkiego, która została zapoczątkowana przez
    zmartwychwstanie Zbawiciela. „Chrystus, powstając z martwych jako «pierwszy
    spośród tych, co pomarli» (1 Kor 15,20), dał początek nowemu stworzeniu oraz
    zainicjował proces, który On sam doprowadzi do końca, gdy powróci w chwale
    i «przekaże królowanie Bogu i Ojcu (...), aby Bóg był wszystkim we wszystkich»
    (1 Kor 15,24.28)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 8)
  • aniouek1 24.01.06, 00:45
    Dla niektórych ludzi uczestnictwo we Mszy św. to strata czasu. Ludziom tym
    wydaje się, że tylko ich zewnętrzne działanie i aktywność posiada jakąś wartość
    dla świata. Tak jednak nie jest. Chociaż faktycznie działalność ludzka ma swoją
    wartość, to jednak nie jest jedyną formą udzielania pomocy ludzkości.

    Zgromadzeni na modlitwę i składanie ofiary eucharystycznej wierni nie mogą
    myśleć tylko o sobie. Chrystus złożył swoją ofiarę za zbawienie wszystkich
    ludzi, dlatego Jego uczniowie też mają myśleć o wszystkich. Przez swoją
    modlitwę i uczestniczenie w ofierze eucharystycznej mają się przyczynić do
    zjednoczenia w Chrystusie całego świata, aby w końcu stał się on jedną
    wspólnotą, prawdziwą rodziną dzieci tego samego Ojca. Kiedy wierni są
    zgromadzeni na sprawowaniu Eucharystii, by modlić się za wszystkich braci-
    ludzi, by za wszystkich składać Bogu ofiarę, wówczas Kościół ukazuje się
    wyraźnie jako sakrament, czyli jako znak i narzędzie „wewnętrznego zjednoczenia
    z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego» (Sobór Wat. II, Konst. dogm.
    o Kościele Lumen gentium, 1; por. Jan Paweł II, Enc. Dominum et Vivificantem,
    61-64; Jan Paweł II, Dies Domini 38)

    Dopóki żyjemy na tym świecie, dla uczniów Chrystusa nie może być obojętny los
    ich braci, ich radości i smutki. Wiara ukazuje nam potężny środek udzielania
    pomocy. Jest nim – oprócz ofiary – modlitwa. W czasie sprawowania Eucharystii
    wierni ogarniają swoją modlitwą cały świat. Modlitwa powszechna „ogarnia
    potrzeby nie tylko wspólnoty chrześcijańskiej, ale całej ludzkości, a Kościół,
    gromadząc się na liturgii eucharystycznej, daje w ten sposób świadectwo światu,
    że dzieli «radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych, zwłaszcza
    ubogich i wszystkich cierpiących» (Por. Sobór Wat. II, Konst. duszpast. o
    Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, 1). Jan Paweł II, Dies Domini
    38) Modlitwa i składanie ofiary za wszystkich ludzi to wyraz miłości
    i solidaryzowania się z wszystkimi radościami i smutkami świata.
  • aniouek1 24.01.06, 00:46
    Eucharystia stanowi uwieńczenie wszystkich innych działań chrześcijan, które
    zmierzają do zbudowania pełnej wspólnoty w Chrystusie, takich jak prace
    i codzienne zajęcia, połączone z dawaniem świadectwa, głoszeniem Ewangelii
    i praktykowaniem miłosierdzia (por. Jan Paweł II, Dies Domini 38). Przez
    udział w Eucharystycznej celebracji przygotowujemy się również do różnych
    swoich zadań.

    Uczestniczenie w Eucharystii nie wynika z pragnienia odizolowania się od ludzi
    i świata. Ma ono być pojmowane jako konieczne umocnienie się i przygotowywanie
    do całotygodniowych zadań stojących przed wiernymi. “Przyjmując Chleb życia,
    uczniowie Chrystusa czerpią moc ze Zmartwychwstałego i Jego Ducha, aby
    przygotować się do podjęcia zadań, które czekają ich w codziennym życiu. Dla
    chrześcijanina bowiem, który pojął sens sprawowanego obrzędu, celebracja
    eucharystyczna nie kończy się w świątyni. Podobnie jak pierwsi świadkowie
    zmartwychwstania, również chrześcijanie gromadzący się w każdą niedzielę, aby
    przeżywać i wyznawać obecność Zmartwychwstałego, są powołani, by w codziennym
    życiu być ewangelizatorami i świadkami. W tej perspektywie należy na nowo
    odkryć i mocniej podkreślić wymowę modlitwy po komunii oraz obrzędów końcowych —
    błogosławieństwa i rozesłania — aby uczestnicy Eucharystii głębiej uświadomili
    sobie odpowiedzialność, jaka została im powierzona.” (Jan Paweł II, Dies Domini
    45).

    Spotkanie ze zmartwychwstałym Panem nakłada obowiązek dzielenia się z innymi
    darami otrzymanymi w czasie tego spotkania. Uczeń Chrystusa czuje
    się „dłużnikiem swoich braci ze względu na to, co otrzymał podczas liturgii,
    podobnie jak uczniowie z Emaus, którzy rozpoznawszy zmartwychwstałego Chrystusa
    przy «łamaniu chleba» (por. Łk 24,30-32), zapragnęli natychmiast podzielić się
    z braćmi radością spotkania z Panem (por. Łk 24,33-35)”. (Jan Paweł II, Dies
    Domini 45).

    Uczeń Chrystusa powinien dzielić się z innymi swoją radością, umocnioną wiarą
    i nadzieją. Przez swoją dobroć i miłość ma się stać znakiem żywego Chrystusa,
    któremu pozwolił zamieszkać w sercu przez Komunię św.
  • aniouek1 24.01.06, 00:47
    pod grzechem ciężkim
  • aniouek1 24.01.06, 00:48
    Dla człowieka kochającego Boga uczestniczenie w Eucharystii jest czymś
    oczywistym. Wie on, że przez to może okazać miłość zarówno Chrystusowi jak
    i Jego Kościołowi. Jeśli bowiem kogoś kochamy, pragniemy się z nim spotykać.
    Również miłość do Boga powinna objawiać się w gorącym pragnieniu spotykania się
    z Nim. Takim zaś szczególnym spotkaniem z Bogiem i Kościołem jest udział we
    Mszy św.

    Pełne uczestnictwo we Mszy św. – polegające na przystępowaniu do Komunii św.,
    na uważnym słuchaniu i rozważaniu słowa Bożego, na wspólnotowej modlitwie oraz
    na ofiarowaniu siebie wraz z Chrystusem Ojcu Niebieskiemu dla zbawienia świata –
    stanowi nie tylko pełne wiary, miłości i zaufania przyjacielskie spotkanie ze
    Zbawicielem, lecz również przyczynia się do wyzwolenia świata z niewoli zła
    oraz do powszechnego odnowienia wszystkiego.

    Ze względu na to wielkie dobro wypływające z uczestniczenia we Mszy św. każdy
    wierny powinien czuć się zobowiązany w sumieniu do tego uczestnictwa. Kościół
    wielokrotnie przypominał i nadal przypomina o tym obowiązku zwłaszcza tym, w
    których zanikła wypływająca z miłości gorliwość i pojawiła się obojętność.

    Już List do Hebrajczyków przypomina: "Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań,
    jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem" (Hbr
    10,25). „Tradycja zachowuje wspomnienie wciąż aktualnego pouczenia: "Przyjść
    wcześnie do Kościoła, aby zbliżyć się do Pana i wyznać swoje grzechy, wzbudzić
    żal w modlitwie... Uczestniczyć w świętej i Boskiej liturgii, zakończyć
    modlitwę, nigdy nie wychodzić przed rozesłaniem... Często mówiliśmy: ten dzień
    jest wam dany na modlitwę i odpoczynek. Jest dniem, który Pan uczynił. Radujmy
    się w nim i weselmy" (Autor anonimowy, Sermo de die dominica: PG 86/I, 416 C;
    421 C.; KKK 2178)

    Jak przypomina papież Jan Paweł II, nakazy Kościoła mówią o poważnym obowiązku
    uczestniczenia we Mszy św. w niedziele i dni nakazane. „Wedle przyjmowanej
    zwykle interpretacji tego typu przepis nakłada poważny obowiązek: takie
    nauczanie zawarte jest również w Katechizmie Kościoła Katolickiego i nietrudno
    dostrzec jego zasadność, jeśli weźmie się pod uwagę znaczenie niedzieli w życiu
    chrześcijanina. (Jan Paweł II, Dies Domini 47).

    Katechizm wyraźnie przypomina, że uczestniczenie we Mszy św. w dni nakazane
    jest poważnym obowiązkiem wiernych, ci zaś, którzy się od niego uchylają bez
    powodu, popełniają ciężki grzech. „Eucharystia niedzielna uzasadnia i
    potwierdza całe działanie chrześcijańskie. Dlatego wierni są zobowiązani do
    uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla
    ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę
    od ich własnego pasterza (Por. KPK, kan. 1245). Ci, którzy dobrowolnie
    zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki.” (KKK 2181).
  • aniouek1 24.01.06, 00:50
    w Eucharystii

    Wierni powinni być obecni fizycznie i uczestniczyć w zgromadzeniu
    eucharystycznym. Tylko jeśli to nie jest możliwe, zaleca się udział w liturgii
    słowa, modlitwę indywidualną lub grupową albo włączanie się liturgię
    eucharystyczną dzięki radiu lub telewizji.

    "Nakazowi uczestniczenia we Mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej
    udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień
    świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego" (KPK, kan. 1248, § 1; KKK
    2180)

    Udziału w Eucharystii, zwłaszcza przystąpienia do Komunii św., nie może
    zastąpić żadne inne nabożeństwo, żadna modlitwa np. na łonie przyrody lub w
    domu, przy nastrojowej muzyce. Tam jednak gdzie uczestniczenie we Mszy św. jest
    niemożliwe, poleca się branie udziału w liturgii słowa lub modlitwę
    indywidualną albo w grupach. "Jeśli z braku świętego szafarza albo z innej
    poważnej przyczyny nie można uczestniczyć w Eucharystii, bardzo zaleca się,
    ażeby wierni brali udział w liturgii słowa, gdy jest ona odprawiana w kościele
    parafialnym lub innym świętym miejscu, według przepisów wydanych przez biskupa
    diecezjalnego, albo poświęcali odpowiedni czas na modlitwę indywidualną w
    rodzinie lub w grupach rodzin" (KPK, kan. 1248, § 2.; KKK 2183). Ci
    wierni „którzy z powodu choroby, niesprawności lub innej ważnej przyczyny nie
    mogą wziąć udziału w Eucharystii, winni dołożyć starań, aby jak najpełniej
    uczestniczyć z oddalenia w liturgii niedzielnej Mszy św., najlepiej przez
    lekturę czytań i modlitw mszalnych przewidzianych na ten dzień, a także przez
    wzbudzenie w sobie pragnienia Eucharystii.” (Jan Paweł II, Dies Domini 54)

    „W wielu krajach telewizja i radio dają możliwość zjednoczenia się z celebracją
    eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach
    świętych. Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście
    wypełnić obowiązku niedzielnego, to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci,
    którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość
    komunii eucharystycznej. Dla tych jednak, którzy z różnych przyczyn nie mogą
    uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego,
    transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc, zwłaszcza jeśli
    towarzyszy jej ofiarna posługa nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, którzy
    przynoszą ją chorym, a wraz z nią pozdrowienie i solidarność całej wspólnoty.
    W ten sposób również ci wierni mogą korzystać z obfitych owoców niedzielnej
    Mszy św. oraz przeżywać niedzielę jako prawdziwy «dzień Pański» i «dzień
    Kościoła» (Jan Paweł II, Dies Domini 54.
  • aniouek1 24.01.06, 00:51
    Wiara i miłość do Boga wymaga czegoś więcej niż samej tylko fizycznej obecności
    w kościele, w którym sprawowana jest Eucharystia, bez wewnętrznego
    zaangażowania się w liturgię eucharystyczną. Konieczny jest pełny w niej udział
    przez aktywną modlitwę we wspólnocie, słuchanie i rozważanie słowa Bożego,
    przez składanie siebie Bogu w ofierze dla zbawienia świata i przez
    przystępowanie do Komunii św.
  • aniouek1 24.01.06, 00:52
    Uczestnictwo we Mszy św. wymaga aktywnego i płynącego z serca włączenia się we
    wspólne modlitwy, aby razem ze wspólnotą Kościoła uwielbiać Boga, dziękować Mu,
    prosić Go, przepraszać Go i wynagradzać Mu za doznane zniewagi.

    Modlitwa w kościele, we wspólnocie, to coś więcej niż modlitwa w domu lub
    gdzieś na łonie przyrody. „Nie możesz modlić się w domu tak jak w kościele,
    gdzie jest wielka rzesza i gdzie wołanie do Boga unosi się z jednego serca.
    Jest w tym jeszcze coś więcej: zjednoczenie umysłów, zgodność dusz, więź
    miłości, modlitwy kapłanów (Św. Jan Chryzostom, De incomprehensibili Dei natura
    seu contra Anomaeos, 3, 6: PG 48, 725 D.; KKK 2179)

    Każdej indywidualnej i wspólnotowej modlitwie towarzyszy modlitwa Maryi. Dzięki
    Jej macierzyńskiemu wstawiennictwu – jak uczy Jan Paweł II – „modlitwa Kościoła
    do Przenajświętszej Trójcy staje się szczególnie gorąca i skuteczna.” (Jan
    Paweł II, Dies Domini 86)
  • aniouek1 24.01.06, 00:54
    nawrócenia się

    Aktywne uczestniczenie w celebracji eucharystycznej polega nie tylko na
    modlitwie, ale i na uważnym słuchaniu słowa Bożego, z gotowością ukształtowania
    całego swojego życia według jego wskazań.

    Liturgia słowa, będąca częścią celebracji eucharystycznej, umożliwia nam nie
    tylko pogłębienie wiary, ale i usłyszenie Bożego wezwania skierowanego do nas.
    Aby tak się stało, konieczne jest wewnętrzne wyciszenie, skupienie i rozważanie
    z wiarą słowa Bożego docierającego do nas przez czytania biblijne i homilię.

    Przykład takiego owocnego słuchania i medytacji daje nam Matka Najświętsza,
    która wszystko zachowywała i rozważała w swoim sercu (por. Łk 1,29;
    2,19). I nie tylko rozważała, lecz dokładnie wypełniała w całym swoim
    życiu. Dlatego też Jan Paweł II przypomina Jej postawę, aby od Niej nauczyć się
    właściwego podchodzenia do każdego słowa, które pochodzi z ust Bożych. „W
    Maryję wpatrują się wierni, gdy słuchają słowa głoszonego podczas niedzielnego
    zgromadzenia, ucząc się od Niej, jak je zachowywać i rozważać w sercu (por. Łk
    2,19).” (Jan Paweł II, Dies Domini 86).
  • aniouek1 24.01.06, 00:55
    zbawienia świata

    Czynny udział we Mszy św. polega też na składaniu Bogu zbawczej ofiary.
    Najcenniejszą ofiarą, jaką posiada Lud Boży, jest Chrystus w Eucharystii. Sobór
    Watykański II przypomina, że wszyscy wierni, na mocy swego kapłaństwa
    powszechnego, współdziałają w ofiarowaniu Eucharystii (por. KK 10; Jan Paweł
    II, Dies Domini 51). Lud Boży składa Ojcu Niebieskiemu tę ofiarę, aby Go
    uwielbić oraz aby przyczynić się do zbawienia świata, do powszechnej odnowy
    wszystkiego w Chrystusie.

    Składając Ojcu Niebieskiemu w ofierze Jego umiłowanego Syna, wierni mają
    również oddać siebie na „ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu” (por. Rz 12,1).
    Wszystko, co czynią chrześcijanie – uczy Sobór Watykański II – może być złożone
    Ojcu Niebieskiemu jako zbawcza ofiara duchowa. „Wszystkie bowiem ich uczynki,
    modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna
    praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia
    życia, jeśli cierpliwie są znoszone, stają się duchowymi ofiarami, miłymi Bogu,
    przez Jezusa Chrystusa” (KK 34)».

    Oddając Ojcu wraz z Chrystusem swoje życie, uczestniczący we Mszy św. powinni
    upodobnić się wewnętrznie do ofiarującego się Zbawiciela, tzn. powinni przyjąć
    postawę ufnej miłości i posłuszeństwa Ojcu Niebieskiemu w każdej sytuacji
    życiowej, w każdej godzinie dnia.

    Ta ofiarnicza postawa powinna trwać nie tylko w czasie samej Mszy św., lecz
    również po opuszczeniu murów świątyni. Wykonywanie codziennych zadań powinno
    łączyć się z postawą ustawicznego składania wszystkiego Bogu w ofierze, aby Go
    uwielbić, a światu pomóc w dojściu do oczekiwanej odnowy.

    Każde działanie w świecie, w rodzinie, powinno łączyć się z głębokim oddaniem
    się i zawierzeniem Bogu. Powierzanie siebie oraz swojej aktywności Ojcu
    Niebieskiemu powinno być ciągle ponawiane, aby przesycić naszą świadomość
    duchem miłości. Można też konkretne trudy życia, radości i kłopoty ofiarowywać
    w różnych intencjach, np. za ludzi nieszczęśliwych, za niewierzących itp.
    Dzięki tej ofierze świat będzie ustawicznie przekształcał się w Boże Królestwo
    dobra.

    Maryja ukazuje wszystkim wiernym, jak powinno wyglądać pełne ofiarowanie swego
    życia Bogu. „Od Maryi uczą się stać pod krzyżem, aby składać Ojcu ofiarę
    Chrystusa i łączyć z nią ofiarę własnego życia.” (Jan Paweł II, Dies Domini 86)
    Jej postępowanie uświadamia nam, w jaki sposób mamy w pełni zespolić swe życie
    z Chrystusem, aby włączyć się w Jego zbawczą ofiarę, uobecniającą się
    ustawicznie podczas sprawowania Eucharystii.

    Matka Najświętsza uczy skłania siebie w obierze przez kierowanie się miłością
    do Boga, przez stałe wypełnianie tylko Jego woli, i przez rezygnowanie ze
    swoich pragnień i ze swoich planów. Dlatego warto patrzeć na Tę, która w każdej
    chwili życia była miłą, świętą i czystą ofiarą składaną Bogu.
  • aniouek1 24.01.06, 00:56
    Do pełnego uczestnictwa w Mszy św. konieczne jest zjednoczenie się z Chrystusem
    i wspólnotą Kościoła poprzez Komunię św. W sakramencie tym umacnia się
    zapoczątkowana przez chrzest jedność z Jezusem Chrystusem i Jego Kościołem.

    Dzięki posilaniu się chlebem eucharystycznym następuje najgłębsze zjednoczenie
    się z Chrystusem ofiarującym się swemu Ojcu. „Uczestnictwo w Wieczerzy Pańskiej
    jest zawsze komunią z Chrystusem, który składa siebie Ojcu w ofierze za nas.”
    (Jan Paweł II, Dies Domini 44)

    Po wyjściu z kościoła Zbawiciel nadal jest obecny – i to w szczególny sposób –
    w tych, którzy zjednoczyli się z Nim przez Komunię św. Chrześcijanin może
    powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie
    Chrystus” (Ga 2,20). Eucharystia umożliwia nam najpełniejsze na ziemi spotkanie
    i zjednoczenie z Jezusem Chrystusem.

    Przez Komunię św. jednoczymy się też z całym Kościołem pielgrzymującym do domu
    Ojca na ziemi, z Kościołem oczyszczającym się w czyśćcu oraz z Kościołem
    w chwale, czyli ze zbawionymi w niebie.

    To wyjątkowe zjednoczenie z Chrystusem zmartwychwstałym, jakie dokonuje się
    przez Komunię św., stanowi zadatek przyszłego zmartwychwstania chwały (por.
    J 6,54), uwalnia nas od grzechów lekkich, chroni przed popadnięciem w grzechy
    ciężkie, pomaga nam owocować w dobre czyny, umacnia nas w drodze do nieba,
    rodzi pokój i wewnętrzną harmonię.

    Ponieważ każda Komunia św. jest wielkim dobrodziejstwem dla nas i dla całego
    Kościoła oraz świata, ponieważ sam Jezus Chrystus pragnie gorąco spotykać się
    z nami (por. Łk 22,15), dlatego nie należy rezygnować z niej bez powodu.
    Prawdziwą przeszkodą w przystępowaniu do niej jest trwanie w grzechu
    ciężkim. „...Kościół zaleca wiernym, aby przystępowali do komunii, gdy
    uczestniczą w Eucharystii, pod warunkiem, że są do tego należycie przygotowani,
    a jeśli są świadomi popełnionych grzechów ciężkich, uzyskali Boże przebaczenie
    w sakramencie pojednania, zgodnie z duchem napomnień, jakich św. Paweł udzielał
    wspólnocie korynckiej (por. 1 Kor 11,27-32).” (Jan Paweł II, Dies Domini 44)
  • aniouek1 24.01.06, 00:58
    Chociaż pełny udział w Eucharystii ma wielkie znaczenie dla zbawienia
    człowieka, to jednak wielu wierzących nie korzysta z tej wyjątkowej łaski
    i z łatwością rezygnuje z brania udziału we Mszy świętej. „Wydaje się, że wielu
    chrześcijan zatraca świadomość nie tylko centralnej roli Eucharystii, ale nawet
    tego, że powinni dziękować Bogu, modląc się wraz z innymi w łonie wspólnoty
    kościelnej”. (Jan Paweł II, Dies Domini 5)

    Z wielu przyczyn rezygnuje się z udziału w Mszy św. Jednym z głównych powodów –
    oprócz braku głębokiej wiary – może być lenistwo, niechęć do wysiłku, zwłaszcza
    gdy kościół jest daleko, a pogoda – brzydka. Kierowanie się w życiu
    przyjemnością powoduje, że człowiek wybierze raczej program telewizyjny, kino,
    spacer, udział w jakimś przyjęciu niż Mszę św., uznawaną często za coś
    bardzo „nudnego”.

    Lenistwo przyczynia się też do tego, że zamiast czynnie uczestniczyć w
    liturgii, chrześcijanin bierze w niej udział tylko zewnętrznie. Taki człowiek
    nie zadaje sobie trudu, by zastanowić się nad tym, że uczestniczy w wyjątkowym
    zbawczym wydarzeniu, nie koncentruje się na słowie Bożym, nie słucha go ani nie
    rozważa. Lenistwo i zamiłowanie do wygodnego życia przeszkadza mu też we
    włączaniu się w ofiarę Jezusa Chrystusa przez stałe rezygnowanie ze swojej
    woli, aby – tak jak Maryja – wypełniać tylko pragnienia Ojca.

    Nieraz też chciwość przeszkadza ludziom w uczestniczeniu w niedzielnej liturgii
    eucharystycznej. Pracują nawet w dniu Pańskim, aby mieć więcej pieniędzy. Z
    tego też powodu „brak im czasu” – jak mówią – na spotykanie się z Chrystusem na
    Mszy św. i w Komunii świętej.

    Przyczyną rezygnacji z udziału w ofierze eucharystycznej może być również pycha
    i próżność, np. ktoś uchodzący we własnych oczach za człowieka o silnej woli
    uważa, że nie jest mu potrzebna „żadna łaska, żadna Komunia św., żadna Msza
    św.”; kobieta próżna, pragnąca zwracać na siebie uwagę z łatwością opuszcza
    Mszę św., bo – jak twierdzi – „nie ma się w co ubrać.”

    Niektórzy nie uczestniczą we Mszy św., ponieważ brak im odwagi, by przyznać się
    do Chrystusa, albo obawiają się różnych przykrości, poniesienia strat itp.
    Jeszcze inni rezygnują z Mszy św., ponieważ każdy kontakt ze słowem Bożym
    przypomina im o konieczności zmiany swojego życia.

    Ulegając swojemu egoizmowi człowiek może dojść do przekonania, że czas
    poświęcony Bogu, Chrystusowi to czas stracony. Tak jednak nie jest. „Czas
    ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem,
    który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi
    i naszemu życiu.” (Jan Paweł II, Dies Domini 7)
  • aniouek1 24.01.06, 00:59
    Jezu Chryste, który oddałeś swe życie na krzyżu dla naszego zbawienia. Naucz
    nas wraz z Tobą składać w ofierze nasze życie Ojcu Niebieskiemu w czasie każdej
    Mszy św. oraz podczas spełniania różnych codziennych obowiązków. Pozwól nam
    przez naszą ofiarę uczestniczyć w dziele zbawiania świata. Daj nam tyle
    samozaparcia, byśmy jak najlepiej uczestniczyli w każdej Mszy św., i byśmy jej
    nigdy nie opuszczali bez poważnego powodu. Amen.
  • aniouek1 24.01.06, 01:00
  • aniouek1 24.01.06, 01:02
    wiary

    Świętowanie dnia Pańskiego nie ogranicza się do uczestnictwa we Mszy św. „Choć
    udział w Eucharystii jest sercem niedzieli, nie należy rozumieć, że na tym
    wyczerpuje się obowiązek «świętowania» tego dnia. Dzień Pański jest bowiem
    dobrze przeżyty, jeżeli cały jest przeniknięty wdzięczną i czynną pamięcią
    o zbawczych dziełach Boga.” (Jan Paweł II, Dies Domini 52.).

    Niedziela i inne dni świąteczne przypominają nam o różnych wydarzeniach
    zbawczych, np. o Narodzeniu Pańskim, o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa,
    o Jego Wniebowstąpieniu itd. Stają się przez to okazją do pogłębienia wiary
    i pobudzają do ożywienia naszego życia z Bogiem.

    W niedzielę i w inne święta powinniśmy więc w szczególny sposób przypominać
    dzieło stworzenia, zbawczą śmierć Jezusa Chrystusa i Jego zmartwychwstanie.
    Pamięć o tych zbawczych wydarzeniach ma pobudzać nas do dziękowania Bogu.

    Rozważanie tajemnic wiary, o których przypomina nam niedziela i poszczególne
    święta roku liturgicznego, przyczynia się do pogłębienia życia duchowego.
    Zwraca na to uwagę Katechizm, pouczając: „Niedziela jest czasem refleksji,
    ciszy, lektury i medytacji, które sprzyjają wzrostowi życia wewnętrznego
    i chrześcijańskiego.” (KKK 2186)

    Jan Paweł II proponuje przeznaczenie jakiegoś czasu w przeddzień niedzieli lub
    w godzinach popołudniowych na katechezę, „która przygotuje serca chrześcijan na
    przyjęcie samego daru Eucharystii i stanie się jej dopełnieniem”. (Por. Jan
    Paweł II, Dies Domini 52)
  • aniouek1 24.01.06, 01:03
    Niedziela daje rodzicom możliwość nie tylko przebywania z dziećmi, ale
    i przeprowadzenia głębszych rozmów mogących forować je. „Na przykład nawet
    zwykłe spotkanie rodziców i dzieci może stać się sposobnością nie tylko do
    wzajemnego otwarcia się na siebie i do dialogu, ale także do wspólnej, głębszej
    refleksji, która pozwala wprowadzić pewne elementy formacyjne.” (Jan Paweł II,
    Dies Domini 52)

    Rodzice mogą pomóc swoim dzieciom, zwłaszcza młodszym, pogłębiać w dni
    świąteczne wiarę i miłość do Boga, np. przez czytanie z nimi Pisma św.
    i dostosowanych do wieku książek religijnych. Pożyteczne dla małych dzieci może
    być oglądanie i omawianie z nimi obrazów i filmów religijnych, słuchanie
    z kaset magnetofonowych czytanych tekstów Pisma św. lub nagrań mogących
    pogłębiać wiarę. Niezwykle pożyteczną lekturą – mogącą pomóc w poznaniu Jezusa
    Chrystusa, Maryję, apostołów i Pisma św. – może być „Poemat Boga-Człowieka”
    Marii Valtorty (wyd. Vox Domini).

    Warto też zwrócić uwagę na fakt, że wiele dzieci lubi słuchać Pisma św.
    nagranego na kasety, np. Dziejów Apostolskich i Ewangelii, a nawet Apokalipsy,.
    lub oglądać wydania Biblii z licznymi ilustracjami dla dzieci a także słuchać
    czytanych wyjaśnień wydarzeń ukazanych na obrazkach. Młodszym dzieciom można
    też z wielką korzyścią duchową opowiadać swoimi słowami wydarzenia z życia
    Jezusa. Takie opowiadania zapadną w ich serca na całe życie i będą umacniać ich
    wiarę w Chrystusa.

    Rodzice powinni też nauczyć dzieci właściwego uczestnictwa w
    Eucharystii „Mówiąc o tym należy przypomnieć, że przede wszystkim sami rodzice
    mają wychowywać swoje dzieci do udziału we Mszy św. niedzielnej, korzystając
    z pomocy katechetów, którzy winni zadbać o to, aby program formacji dzieci
    powierzonych ich opiece obejmował przygotowanie do uczestnictwa we Mszy św.,
    oraz wyjaśnić im, jakie jest istotne uzasadnienie obowiązku niedzielnego. Może
    się do tego przyczynić — w sprzyjających okolicznościach — także celebracja
    Mszy św. dla dzieci w różnych formach przewidzianych przez przepisy
    liturgiczne. (Jan Paweł II, Dies Domini 36)
  • aniouek1 24.01.06, 01:03
    Niedziela powinna być też dniem szczególnej modlitwy indywidualnej, rodzinnej
    i wspólnej z Kościołem zgromadzonym na sprawowanie Eucharystii. Taki dzień
    modlitewny jest koniecznością dla rozwoju duchowego.

    W dniu Pańskim człowiek, uwieńczenie dzieła stworzenia, powinien w imieniu
    wszystkich stworzeń zwrócić się do Ich Stwórcy. „W rzeczywistości całe życie
    człowieka i cały ludzki czas powinien być przeżywany jako akt uwielbienia i
    dziękczynienia składanego Stwórcy. Jednakże więź człowieka z Bogiem musi się
    wyrażać także w chwilach szczególnej modlitwy, aby stawać się głębokim
    dialogiem, ogarniającym wszystkie wymiary osoby. «Dzień Pański» jest właśnie
    najbardziej odpowiednim dniem wyrażającym tę więź; w tym dniu człowiek wznosi
    swój głos do Boga, stając się rzecznikiem całego stworzenia” (Jan Paweł II,
    Dies Domini 15)

    Jan Paweł II proponuje także ludziom świeckim włączenie w modlitwy niedzielne
    uroczystych Nieszporów (por. Jan Paweł II, Dies Domini 52).
  • aniouek1 24.01.06, 01:04
    „Niedziela jest zaproszeniem do spojrzenia przed siebie, jest dniem, w którym
    chrześcijańska wspólnota woła do Jezusa: «Maranatha, przyjdź, o Panie!» (por.
    1 Kor 16,22). Wznosząc ten okrzyk nadziei i oczekiwania, wspólnota ta staje się
    uczestniczką nadziei ludzkości i oparciem dla niej. Oświecona blaskiem
    Chrystusa, przeżywa kolejne niedziele zmierzając ku wiekuistej niedzieli, jaka
    będzie świętowana w niebieskim Jeruzalem, kiedy to powstanie w pełnym kształcie
    mistyczne Miasto Boże, któremu «nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły,
    bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą — Baranek» (Ap 21,23)”. (Jan Paweł
    II, Dies Domini 54)
  • aniouek1 24.01.06, 01:05
    Jedną z właściwych i pożytecznych dla rozwoju duchowego formą spędzania
    niedzieli mogą być pielgrzymki do różnych sanktuariów. Jan Paweł II ukazuje
    wartość takiego organizowania czasu w dniu Pańskim, stwierdzając: „Na nowo
    odkrywa się wartość także dawnych przejawów religijności, takich jak
    pielgrzymka, i często wierni korzystając z niedzielnego odpoczynku udają się do
    sanktuariów, aby spędzić tam kilka godzin i przeżyć — czasem w gronie całej
    rodziny — głębsze doświadczenie wiary. Są to chwile przesycone szczególną
    łaską, którym winna towarzyszyć odpowiednia ewangelizacja i mądre kierownictwo
    duszpasterskie.” (Jan Paweł II, Dies Domini 52)
  • aniouek1 24.01.06, 16:12
  • aniouek1 24.01.06, 16:14
    Chrześcijanie nie mogli przeżywać początkowo niedzieli jako dnia wypoczynku,
    gdyż nie była ona dniem wolnym od pracy. Była więc dniem kultu i dniem radości.
    Źródłem tej radości było i ma ciągle być spotkanie ze zmartwychwstałym
    Chrystusem, przynoszącym zawsze pokój (por. J 14,27) i odnowę wszystkiego.
    Niedziela ma być dniem radości z dzieła stworzenia, z dzieła odkupienia
    i nowego stworzenia.

    Świąteczny charakter niedzielnej Eucharystii wyraża radość, jakiej Chrystus
    udziela swemu Kościołowi przez dar Ducha. Radość jest przecież jednym z owoców
    Ducha Świętego (por. Rz 14,17; Ga 5,22).” (Jan Paweł II, Dies Domini 56)

    Trwała radość ma swoje korzenie w Bogu. Autentyczna radość jest „udziałem w
    niezgłębionej radości, zarazem Boskiej i ludzkiej, jaka napełnia Serce Jezusa
    Chrystusa uwielbionego». (Por. Jan Paweł II, Dies Domini 58) Taką radość rodzi
    jedność z Chrystusem, miłość do Boga i do ludzi.

    Człowiek, niestety, często szuka radości nietrwałej, polegającej na szukaniu
    przyjemnych doznań. Tych przyjemnych doznań nie można jednak zachować na
    zawsze. Szybko przemijają, pozostawiając często niedosyt, rozczarowanie,
    niepokój. „Radość rozumiana po chrześcijańsku jest o wiele trwalsza i przynosi
    głębsze ukojenie: wedle świadectwa świętych potrafi przetrwać nawet ciemną noc
    cierpienia i w pewnym sensie jest «cnotą», którą należy rozwijać.” (Jan Paweł
    II, Dies Domini 57)

    Pełna i trwała radość ma swoje korzenie w Bogu. Drugim źródłem autentycznej
    radości są oparte na miłości relacje z bliźnimi, życie wspólnotowe. „Skoro jest
    to dzień radości – pisze Jan Paweł II – to chrześcijanin musi ukazywać przez
    konkretne postępowanie, że nie można być szczęśliwym «bez innych».” (Dies
    Domini 72)
  • aniouek1 24.01.06, 16:15
    prac

    Trzecie przykazanie Boże nakazuje powstrzymanie się od zbędnych prac, aby mieć
    czas dla Boga, dla ludzi i dla swojego rozwoju duchowego.
  • aniouek1 24.01.06, 16:16
    Nie wszystkie prace muszą być przerwane w niedziele i święta nakazane.
    Katechizm poucza, że „wierni powinni powstrzymać się od wykonywania prac lub
    zajęć, które przeszkadzają oddawaniu czci należnej Bogu, przeżywaniu radości
    właściwej dniowi Pańskiemu, pełnieniu uczynków miłosierdzia i koniecznemu
    odpoczynkowi duchowemu i fizycznemu (Por. KPK, kan. 1247).” (KKK 2185)

    Mogą, a nawet powinny być wykonywane prace konieczne dla rodziny i
    społeczeństwa. „Obowiązki rodzinne lub ważne zadania społeczne stanowią słuszne
    usprawiedliwienie niewypełnienia nakazu odpoczynku niedzielnego. Wierni powinni
    jednak czuwać, by uzasadnione powody nie doprowadziły do nawyków niekorzystnych
    dla czci Boga, życia rodzinnego oraz zdrowia.” (KKK 2185)

    Usprawiedliwione są te formy pracy, które dyktuje miłość, jak to wyraża św.
    Augustyn: „Umiłowanie prawdy szuka czasu wolnego, a potrzeba miłości podejmuje
    uzasadnioną pracę” (Św. Augustyn, De civitate Dei, 19,19; por. KKK 2185)
  • aniouek1 24.01.06, 16:17
    „Działanie Boga jest wzorem działania ludzkiego.Jeśli Bóg „odpoczął i wytchnął”
    w siódmym dniu (Wj 31,17), człowiek również powinien „zaprzestać pracy” i
    pozwolić innym – zwłaszcza ubogim – „odetchnąć” (Wj 23,12). Szabat nakazuje
    przerwać codzienne prace i pozwala odpocząć. Jest dniem sprzeciwienia się
    niewolnictwu pracy i ubóstwieniu pieniądza (Ne 13,15-22; 2 Krn 36,21).” (KKK
    2172). Chrześcijanom niedziela zastąpiła szabat. W dniu tym, naśladując Boga,
    który „odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął” (Rdz 2, 2),
    mamy powstrzymać się od pracy i właściwie wypoczywać.
  • aniouek1 24.01.06, 16:17
    Nie tylko Bóg lecz również cała przyroda poucza o potrzebie wypoczynku po
    pracy. „Ciało człowieka, kiedy jest zmęczone, potrzebuje odpoczynku, jak ciało
    każdego innego stworzenia. Również zwierzę odpoczywa i my mu na to pozwalamy,
    aby go nie stracić: wołu, który orze pola; osła, który nas nosi; owcy, która ma
    jagnię i daje nam mleko. Wypoczywa także – i pozwalamy jej wypocząć – ziemia na
    polu w miesiącach, kiedy nie jest obsiana. Ona żywi się, nasyca solami,
    spadającymi z nieba lub podnoszącymi się z podłoża. Odpoczywają – nawet nie
    pytając o nasze zdanie – zwierzęta, rośliny, gdyż są posłuszne odwiecznym
    prawom mądrej reprodukcji. Dlaczego więc człowiek nie chce naśladować Stwórcy,
    który odpoczął siódmego dnia, i niższych stworzeń roślinnych lub zwierzęcych,
    które, kierowane tylko instynktem, potrafią się mu podporządkować i go
    słuchać?” (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 92, Katowice 1997,
    wyd. Vox Domini)
  • aniouek1 24.01.06, 16:18
    Harmonijny rozwój człowieka wymaga znalezienia równowagi między pracą, modlitwą
    i wypoczynkiem. Ponieważ cały tydzień poświęcony jest zazwyczaj działalności
    zawodowej, dlatego dla równowagi niedziela powinna stać się dniem w szczególny
    sposób poświęconym Bogu, modlitwie, wypoczynkowi, życiu rodzinnemu, dziełom
    miłosierdzia itp. Niedziela powinna być dniem odzyskiwania sił do nowej pracy
    dla Boga i dla człowieka.
  • aniouek1 24.01.06, 16:20
    właściwy wypoczynek

    Powstrzymanie się od pracy nie jest celem samym w sobie. Czas wolny od zajęć ma
    być właściwie wykorzystany, aby stał się ubogaceniem duchowym i przyniósł
    pożytek także innym. Nie może być „jałową bezczynnością, która wywołuje uczucie
    nudy, musi być źródłem duchowego wzbogacenia, zapewniać większą wolność,
    umożliwiać kontemplację i sprzyjać braterskiej wspólnocie. Dlatego spośród
    różnych form ludzkiej kultury oraz rozrywek, jakie proponuje społeczeństwo,
    wierni winni wybierać te, które najbardziej odpowiadają życiu zgodnemu z
    nakazami Ewangelii.” (Jan Paweł II, Dies Domini 68)

    Wybór rozrywek – o którym wspomina Jan Paweł II – jest konieczny, bo nie
    wszystko, co określa się tym słowem, przynosi wypoczynek i duchową korzyść.
    Nieraz nadmierne szukanie wrażeń, przeżyć przyjemności doprowadza do znużenia,
    zmęczenia a nawet do rozdrażnienia.

    Z pewnością nie przynoszą pożytku rozrywki zabarwione erotyzmem lub połączone
    z przemocą i agresją. Dlatego też – jak poucza Katechizm – wierni „powinni
    czuwać z umiarkowaniem i miłością nad tym, by unikać nadużyć i przemocy, jakie
    rodzą niekiedy rozrywki masowe.” (KKK 2187). Nie wnoszą one koniecznego
    pokoju w życie ludzkie. Przeciwnie, podsycają agresję. Szukanie zaś
    różnego rodzaju rozrywek erotycznych rozbudza pożądliwości.

    Nie przyniesie korzyści duchowej nawet najlepszy wypoczynek, jeśli się go szuka
    kosztem uczestniczenia we Mszy św. Wierni – jak przypomina Jan Paweł II –
    „są w sumieniu zobowiązani do takiego zaplanowania odpoczynku niedzielnego,
    aby mogli uczestniczyć w Eucharystii" (Dies Domini 67).
  • aniouek1 24.01.06, 16:21
    W dniu Pańskim człowiek ma nie tylko obowiązek odpocząć tak, jak Bóg „odpoczął
    dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął” (Rdz 2, 2,), lecz ma
    uczestniczyć w wypoczynku Boga. W Nim ma znaleźć radość i
    wytchnienie. „Człowiek wierzący – pisze Jan Paweł II – ma odpoczywać nie tylko
    jak Bóg, ale także odpoczywać w Bogu, oddając Jemu całe stworzenie w postawie
    uwielbienia, dziękczynienia, synowskiego przywiązania i oblubieńczej
    przyjaźni.” (Dies Domini 16).

    Po dobrym wykonaniu całotygodniowej pracy człowiek „może wejść głęboko
    w wymiar «odpoczynku» Boga i mieć w nim udział, a dzięki temu przeżyć to samo
    radosne wzruszenie, jakiego zaznał Stwórca, gdy dokończywszy dzieła stworzenia
    zobaczył, że wszystko, co uczynił, «było bardzo dobre» (Rdz 1,31).” (Jan Paweł
    II, Dies Domini 17)

    Jezus Chrystus wzywa nas, byśmy przyszli do Niego i znaleźli wytchnienie
    i umocnienie przy Nim i w Jego Sercu: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy
    utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28). Nasz
    Zbawiciel ustawicznie wzywa każdego z nas: „Odpocznij i nasyć twą duszę
    w Źródłach Mojego Najświętszego Serca” (Vassula Ryden, Prawdziwe Życie w Bogu,
    28.01.97). „Zdaj się zatem całkowicie na Mnie, spraw Mi radość
    i powiedz: ‘Jezu, kocham Cię’. Uczyń Mnie szczęśliwym spontanicznymi, szczerymi
    słowami miłości wypływającymi z serca. Moje Najświętsze Serce jest twoim
    Schronieniem. Odpocznij we Mnie, przyjdź, zwiększ swoją miłość do Mnie...!”
    (Tamże 1.05.89).

    Człowiek właściwie wypocznie, jeśli – zwłaszcza w dniu świątecznym – będzie żył
    w obecności swego Stwórcy i Zbawiciela, jeśli będzie trwał przy Tym, który
    najlepiej wie, jak nam przywrócić siły po całotygodniowej pracy. Trwanie przy
    Bogu to modlitwa, medytacja, a przede wszystkim zjednoczenie z Nim przez łaskę
    uświęcającą i wierne wypełnianie pragnień Jego Serca, Jego woli. Żadna forma
    wypoczynku nie przyniesie człowiekowi radości i pełnego wytchnienia, jeśli nie
    będzie połączona z trwaniem w jedności z Bogiem i nie będzie przesycona
    wdzięcznością i uwielbianiem Go.
  • aniouek1 24.01.06, 16:22
    Powstrzymanie się od prac, refleksja i modlitwa, kontakt z przyrodą w dni
    świąteczne może nam pomóc odkryć na nowo, że wszystko jest dziełem Bożym i że
    Bóg, Stwórca jest ponad wszystkim. Przez pracę człowiek wprawdzie styka się
    z tym, co zostało stworzone przez Boga, lecz może o tym nie pamiętać.

    Dlatego wypoczynek jest konieczny i pożyteczny, a nawet jest „rzeczą «świętą»,
    pozwala bowiem człowiekowi wyrwać się z rytmu ziemskich zajęć, czasem nazbyt go
    pochłaniających, i na nowo sobie uświadomić, że wszystko jest dziełem Bożym.
    Człowiek, obdarzony przez Boga ogromną władzą nad stworzeniem, mógłby
    zapomnieć, że to Bóg jest Stwórcą, od którego wszystko zależy. Uznanie tej
    prawdy jest szczególnie konieczne w naszej epoce, w której dzięki nauce i
    technice rozszerzyła się niezmiernie władza, jaką człowiek sprawuje przez swoją
    pracę.” (Jan Paweł II, Dies Domini 65)

    W odkryciu Boga i równocześnie Jego stworzeń może pomóc kontakt z przyrodą.
    Wolny od pracy czas daje możliwość spotkania się z Bogiem poprzez piękno
    przyrody, bez rezygnowania oczywiście ze spotkania z Nim w Eucharystii. „Jako
    dzień, w którym człowiek zachowuje pokój z Bogiem, z samym sobą i z bliźnimi,
    niedziela staje się także momentem, kiedy, ogarniając odnowionym spojrzeniem
    cuda przyrody daje się on porwać tej wspaniałej i tajemniczej harmonii, która —
    mówiąc słowami św. Ambrożego — «na mocy nienaruszalnego prawa zgody i miłości»
    łączy różne elementy kosmosu «więzią jedności i pokoju». (Jan Paweł II, Dies
    Domini 67)
  • aniouek1 24.01.06, 16:23
    Chociaż praca posiada swoją wartość, jednak bez wypoczynku może doprowadzić do
    utraty właściwego spojrzenia na materię, ludzi, świat i siebie samego. Dlatego
    niezbędne jest przerwanie jej w dniu świątecznym, aby na nowo przemyśleć swoje
    życie, aby zastanowić się nad sensem swojej działalności, nad sposobem
    traktowania ludzi i Boga. „Odpoczynek niedzielny pozwala sprowadzić do
    właściwych proporcji codzienne troski i zajęcia: rzeczy materialne, o które tak
    bardzo zabiegamy, ustępują miejsca wartościom duchowym; osoby, wśród których
    żyjemy, odzyskują prawdziwe oblicze, gdy się z nimi spotykamy i nawiązujemy
    spokojną rozmowę.” (Jan Paweł II, Dies Domini 67)

    Przerwanie całotygodniowej pracy w niedzielę konieczne jest też dla
    przemyślenia przed Bogiem różnych problemów związanych ze swoim życiem i
    aktywnością. Skoro mamy budować Królestwo Boże, musimy ciągle zastanawiać się
    nad tym, jak je urzeczywistniać. Wypoczynek niedzielny powinien łączyć się z
    odczytywaniem tego, czego Bóg oczekuje od nas, do czego nas powołuje, jakie
    zadania wyznacza nam w życiu. Aktywizm – bez poświęcania czasu na refleksję –
    doprowadza do zagubienia się w nawale licznych zajęć.

    Przerwanie cyklu tygodniowej pracy potrzebne jest dla uzyskania wewnętrznej
    wolności. Można bowiem – nie zdając sobie z tego sprawy, stać się niewolnikiem
    swoich dążeń, ambicji, pragnień i pożądań. Można też zagubić się w wirze zajęć
    i nie wiedzieć już, do jakiego dobra powinny nas prowadzić.

    Czas wolny umożliwia przemyślenie motywów naszego działania i celów, do których
    przez cały tydzień dążymy: Czy są one całkowicie zgodne z Bożą wolą? Czy mają
    rzeczywiście na uwadze dobro innych, rodziny i także nasze autentyczne dobro?
    Jakie dobro chcemy zrealizować przez to, co każdego dnia robimy? Jak można
    wszystko udoskonalić? Jak wszędzie wprowadzać ducha radości, wspólnoty,
    życzliwości? Jak pobudzać do wiary, nadziei i miłości ludzi, z którym się
    spotykamy?
  • aniouek1 24.01.06, 16:24
    Katechizm poucza, że wolny czas dnia świątecznego można też poświęcić życiu
    kulturalnemu. (Por. KKK 2184, a także Sobór Watykański II, konst. Gaudium et
    spes, 67). Należy jednak wybierać takie formy życia kulturalnego, które nie
    odciągają od Boga, nie gorszą i nie pogłębiają zmęczenia.

    Kontakt ze sztuką ukazującą piękno może zbliżyć do Boga, który jest Pięknem
    i źródłem każdego piękna. Jednak sztuka nosząca na sobie piętno skażenia
    grzechem i pożądliwością ludzką może od Boga oddalać.
  • aniouek1 24.01.06, 16:25
    zbędnej pracy w niedzielę

    Różne egoistyczne skłonności mogą utrudniać człowiekowi właściwy wypoczynek
    niedzielny i odciągać go od poświęcenia czasu na zastanowienie się nad swoim
    życiowym powołaniem.

    Najczęstszym powodem tych zaniedbań bywa niepotrzebna praca w dniu Pańskim.
    Z różnych powodów pracują ludzie w niedzielę. Przyczyną może być chciwość lub
    zazdrość, gdy ktoś np. chce zarobić na takie same luksusowe meble i dywany,
    jakie posiada kolega. Czasami brak umiaru w jedzeniu i piciu skłania do
    zarabiania dodatkowych pieniędzy przez pracę niedzielną, by można było urządzać
    wystawne przyjęcia, kupować drogie alkohole itp. Innym powodem oddawania się
    pracy w niedzielę może też być pycha, np. gdy ktoś chce zarobić dużo pieniędzy
    na podróże zagraniczne, aby udowodnić znajomym, że jest kimś, kogo –
    w przeciwieństwie do nich – stać na spędzanie urlopu w luksusowych i drogich
    miejscach.

    Brak umiaru w korzystaniu z rozrywek – np. gdy ktoś od rana do wieczora ogląda
    telewizję – utrudnia zastanowienie się nad swoim życiem, nad wolą Bożą, nad
    czekającymi w ciągu tygodnia zadaniami, związanymi z przetwarzaniem świata
    w królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.
  • aniouek1 24.01.06, 16:25
    Jezu Chryste, naucz nas tak przeżywać niedzielę, aby przynosiła nam nowe siły
    do pracy dla Ciebie i dla bliźnich. Niech dzień święty będzie dla nas, Panie,
    dniem szczególnego kontaktu z Tobą oraz dniem odkrywania swoich zadań życiowych
    związanych z budowaniem Twojego Królestwa na świecie.
  • aniouek1 24.01.06, 16:27
    budowania wspólnoty

    Powstrzymanie się od całotygodniowych prac daje okazję do osobowego spotkania
    się z rodziną, krewnymi i przyjaciółmi w celu pogłębienia więzów wspólnotowych.
  • aniouek1 24.01.06, 16:28
    „Chrześcijanie powinni także świętować niedzielę, oddając swojej rodzinie
    i bliskim czas i staranie, o które trudno w pozostałe dni tygodnia” (KKK 2186).
    Potrzebny jest przynajmniej jeden dzień tygodnia, kiedy rodzina spotyka się
    razem, kiedy pogłębiają się więzy osobowe.

    „Przez sześć dni człowiek był zajęty przez wszystkich i wszystko. Uchwycony jak
    nić w mechanizmie warsztatu tkackiego chodził w górę i w dół, nie mogąc nigdy
    powiedzieć: „Teraz zajmuję się sobą i tymi, którzy są mi najdrożsi. Jestem
    ojcem i dzisiaj istnieją dla mnie dzieci. Jestem małżonkiem i dziś poświęcam
    się małżonce. Jestem bratem i cieszę się moim rodzeństwem. Jestem synem i
    troszczę się o moich starszych rodziców.” (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka,
    Księga druga 92, Katowice 1997, wyd. Vox Domini).
  • aniouek1 24.01.06, 16:29
    Spotkania – możliwe dzięki powstrzymaniu się od codziennych zajęć – mają
    przyczyniać się do budowania więzów braterstwa. Stanie się tak, gdy każda
    rozmowa i kontakt z bliźnim odbywać się będzie w atmosferze pokoju, szacunku
    i miłości. To zaś jest możliwe wtedy, gdy pozwalamy Duchowi Świętemu w nas
    działać, rozlewać w naszych sercach miłość Bożą (por. Rz 5,5), wraz z
    towarzyszącymi jej takimi owocami jak: „radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość,
    dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22n).

    Jan Paweł II przypomina, że „uczniowie Chrystusa powinni się starać, aby także
    inne wydarzenia dnia, nie mające charakteru liturgicznego — spotkania w gronie
    rodziny czy przyjaciół, różne formy rozrywki — odznaczały się pewnym stylem,
    który pomaga wyrażać pośród zwyczajnego życia pokój i radość
    Zmartwychwstałego.” (Dies Domini 52)
  • aniouek1 24.01.06, 16:32
    Przerwanie tygodniowego rytmu pracy umożliwia poświęcenie się dziełom
    dobroczynnym. „Niedziela powinna również być dniem, w którym wierni mogą się
    poświęcić dziełom miłosierdzia, działalności charytatywnej i apostolstwu.” (Jan
    Paweł II, Dies Domini 69)
  • aniouek1 24.01.06, 16:33
    Jezus Chrystus uzdrawiający w szabat daje nam przykład okazywania miłosierdzia
    w dniu poświęconym w wyjątkowy sposób Bogu. „Ewangelia przytacza wiele
    sytuacji, gdy oskarżano Jezusa o naruszenie prawa szabatu. Jednak Jezus nigdy
    nie narusza świętości tego dnia (Por. Mk 1, 21; J 9, 16). Wyjaśnia
    autorytatywnie jego autentyczne znaczenie: „To szabat został ustanowiony dla
    człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). Powodowany współczuciem
    Chrystus uznaje za dozwolone „w szabat uczynić coś dobrego (aniżeli) coś
    złego... życie ocalić (aniżeli) zabić” (Por. Mk 3,4). Szabat jest dniem Pana...
    miłosierdzia i czci Boga (Por. Mt 12,5; J 7,23). „Syn Człowieczy jest panem
    szabatu” (Mk 2,28). (KKK 2173)

    Uczeń Chrystusa ma naśladować swojego Nauczyciela, który „przyszedł «aby ubogim
    nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a niewidomym przejrzenie; aby
    uciśnionych odsyłać wolnymi, aby obwoływać rok łaski od Pana» (por. Łk 4,18-
    19). Ucząc się od Niego przez sprawowanie niedzielnej pamiątki Jego Paschy
    i pamiętając o Jego obietnicy: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam»
    (J 14,27), chrześcijanin sam staje się twórcą pokoju.
  • aniouek1 24.01.06, 16:37
    miłosierdzia

    Zwłaszcza Eucharystia powinna sposób pobudzać do miłosierdzia, pobożności
    i apostolstwa. Zwraca na to uwagę Jan Paweł II stwierdzając: „Tak więc
    niedzielna Eucharystia bynajmniej nie zwalnia wiernych z obowiązku
    miłosierdzia, ale przeciwnie — jeszcze bardziej przynagla ich do
    podejmowania «wszelkich dzieł miłości, pobożności i apostolstwa, aby one jasno
    świadczyły, że jakkolwiek chrześcijanie nie są z tego świata, są jednak
    światłością świata i oddają chwałę Bogu wobec ludzi». (Dies Domini 69)

    Spotkanie z Chrystusem w Komunii św. w słowie Bożym, na modlitwie i medytacji
    przyczynia się do wzrostu naszej miłości, mamy bowiem „głęboki udział w miłości
    pulsującej w Jego Sercu” (Jan Paweł II, Dies Domini 69). Ta umocniona miłość
    powinna się rozlewać na innych, zwłaszcza na ubogich i cierpiących.

    Miłość – pogłębiona i umocniona przez udział w Eucharystii – powinna się
    ujawnić między innymi w działalności charytatywnej. Samo spotkanie
    eucharystyczne skłania do myślenia o biednych i potrzebujących. Od
    najwcześniejszych czasów istnienia Kościoła gromadzący się na sprawowanie
    Eucharystii uczniowie Chrystusa przynosili dary dla ubogich.

    „Istotnie, już w czasach apostolskich zgromadzenie niedzielne było dla
    chrześcijan sposobnością do braterskiego dzielenia się dobrami materialnymi
    z uboższymi. «Niechaj pierwszego dnia tygodnia każdy z was coś odłoży według
    tego, co uzna za właściwe» (1 Kor 16,2). Św. Paweł mówi tutaj o zbiórce, jaką
    zorganizował na rzecz ubogich Kościołów w Judei: w Eucharystii niedzielnej
    serce chrześcijanina winno ogarniać cały Kościół.” (Jan Paweł II, Dies Domini
    70)

    Jan Paweł II przypomina ostrzeżenia przed upokarzaniem biednych. Nie można
    o nich zapominać ani ich upokarzać. „Trzeba dziś szczególnie uważnie wsłuchać
    się w słowa surowego napomnienia, jakiego udziela wspólnocie korynckiej, winnej
    tego, że upokarzała ubogich uczestników agapy, która towarzyszyła «wieczerzy
    Pańskiej»: «Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy
    Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak
    się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie
    domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać
    tych, którzy nic nie mają?» (1 Kor 11,20-22).” (Jan Paweł II, Dies Domini 70)

    Nie można też faworyzować bogatych kosztem ubogich. „Równie dobitnie brzmią
    słowa św. Jakuba: «Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek
    przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi
    w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: „Usiądź
    na zaszczytnym miejscu!”, do ubogiego zaś powiecie: „Stań sobie tam albo usiądź
    u podnóżka mojego!”, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się
    sędziami przewrotnymi?» (Jk 2,2-4)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 70)

    Posiadane bogactwo zobowiązuje do dzielenia się, do okazywania miłosierdzia
    względem biednych. Dzięki temu bogaty człowiek może się uświęcać i doskonalić
    w miłości. To dzielenie się jest konieczne i nie może go zastąpić samo
    chodzenie do kościoła. „Św. Ambroży karcił surowo bogaczy, którzy sądzili, że
    jeśli tylko uczęszczają do kościoła, wywiązują się ze swoich powinności, choć
    nie dzielą się swoją majętnością z ubogimi, a czasem nawet sami ich
    uciskają: «Czy słuchasz, bogaczu, co mówi Pan Bóg? I przychodzisz do kościoła
    nie po to, by dać coś ubogiemu, ale by samemu brać?» (Jan Paweł II, Dies Domini
    71)

    Spotkanie z Chrystusem w Eucharystii zobowiązuje do rozpoznawania Go we
    wszystkich ubogich i potrzebujących. Stanowi też wezwanie do udzielania pomocy
    Jezusowi cierpiącemu w ubogich członkach Kościoła. «Chcesz uczcić ciało
    Chrystusa? Nie gardź Nim, kiedy jest nagi. Nie oddawaj Mu czci tutaj, w
    świątyni, odzianemu w jedwabie, aby potem wzgardzić Nim na zewnątrz, gdzie
    cierpi głód i nagość. Ten kto powiedział: „To jest Ciało moje”, powiedział
    też: „Widzieliście Mnie głodnego i nie daliście Mi jeść” oraz: „Cokolwiek
    uczyniliście najmniejszemu z moich braci, Mnieście uczynili” (...). Cóż z tego,
    że stół eucharystyczny ugina się od złotych kielichów, skoro On umiera z głodu?
    Najpierw nakarm Go, gdy jest głodny, a potem możesz ozdobić ołtarz tym, co ci
    pozostanie». Te słowa św. Jana Chryzostoma przytacza Jan Paweł II. (Dies Domini
    71)

    „Chrystus dzięki hojności bogatych okazywanej uboższym, może w pewien sposób
    dokonywać wciąż na nowo cudu rozmnożenia chlebów” (Jan Paweł II, Dies Domini 71)

    Nie można traktować udziału we Mszy św. jako uspokojenia sumienia wyrzucającego
    obojętność na sprawy biednych i potrzebujących. Przeciwnie, rozbudzona w
    spotkaniu z Chrystusem miłość ma pobudzać do zaradzania nędzom i potrzebom
    ludzkim. „Eucharystia jest urzeczywistnieniem i zapowiedzią braterstwa. Msza
    św. niedzielna wzbudza falę miłosierdzia, które ma przeniknąć całe życie
    wiernych, przede wszystkim zaś kształtować sam sposób przeżywania pozostałej
    części niedzieli.” (Jan Paweł II, Dies Domini 72) Kto zatem autentycznie
    uczestniczy w liturgii eucharystycznej i przeżywa przed Bogiem i z Bogiem dzień
    święty, ten uwrażliwia się na potrzeby bliźnich.
  • aniouek1 24.01.06, 16:38
    doskonaliła się miłość

    Nie tylko Eucharystia, ale modlitwa, medytacja, refleksja, odpowiednia lektura,
    rozrywka i wszystko, co czynimy w niedzielę, ma stać się szkołą miłości
    i sprawiedliwości. Niedziela dobrze przeżyta pogłębia więź miłości z Bogiem,
    z Kościołem, z rodziną i wszystkimi ludźmi. „Obecność Zmartwychwstałego wśród
    nas staje się programem solidarnego działania, przynagla do wewnętrznej odnowy,
    każe zmieniać struktury grzechu, w które są uwikłani ludzie, społeczności,
    a czasem całe narody.” (Jan Paweł II, Dies Domini 73)

    Niedziela nie może być ucieczką od rzeczywistości, od ludzi, od ich trosk.
    Wypoczynek świąteczny, udział w liturgii eucharystycznej, a przede wszystkim
    różnego rodzaju rozrywki nie mogą nikogo izolować od bliźnich i czynić ślepym
    na jego potrzeby. Przypomina to Katechizm słowami: „Chrześcijanie dysponujący
    wolnym czasem powinni pamiętać o swoich braciach, którzy mają te same potrzeby
    i te same prawa, a którzy nie mogą odpoczywać z powodu ubóstwa i nędzy.
    W pobożności chrześcijańskiej niedziela jest tradycyjnie poświęcona na dobre
    uczynki i pokorne posługi względem ludzi chorych, kalekich i starszych.” (KKK
    2186)
  • aniouek1 24.01.06, 16:40
    Udzielanie pomocy potrzebującym bliźnim ma być szczere, wypływające
    z autentycznej miłości i poczucia sprawiedliwości. Miłość nie dopuszcza
    traktowania pomocy jako upokarzającego wsparcia, bardzo często wyrażającego też
    uzależnienie.

    Rozbudzona przez Chrystusa miłość ma być uważna i stała. Jan Paweł wzywa
    każdego wiernego do uwrażliwienia się na ludzkie nędze i do stałego udzielania
    pomocy: „Niech rozejrzy się dokoła, aby odszukać ludzi, którzy mogą potrzebować
    jego solidarności. Może się zdarzyć, że w jego najbliższym sąsiedztwie albo
    w kręgu znajomych są ludzie chorzy, starzy, dzieci, imigranci, którzy właśnie
    w niedzielę szczególnie boleśnie odczuwają swoją samotność, ubóstwo
    i cierpienie. Oczywiście, troska o nich nie może się wyrażać w sporadycznych
    działaniach, podejmowanych tylko w niedziele. Ale także wówczas, gdy jest to
    działalność bardziej systematyczna, czyż nie można uczynić z niedzieli dnia
    szczególnie poświęconego solidarności, wykorzystując wszelkie twórcze energie
    chrześcijańskiego miłosierdzia?” (Jan Paweł II, Dies Domini 72)

    Miłość do bliźnich musi być konkretna, wyrażająca się w czynach. Jan Paweł
    podsuwa różne formy okazywania miłosierdzia, które można praktykować nie tylko
    w dni świąteczne: „Zaprosić do wspólnego stołu osobę samotną, odwiedzić
    chorych, zdobyć żywność dla ubogiej rodziny, poświęcić kilka godzin jakiejś
    konkretnej formie wolontariatu i solidarności — wszystko to z pewnością może
    się stać sposobem realizacji w życiu miłości Chrystusa, zaczerpniętej przy
    eucharystycznym stole.” (Jan Paweł II, Dies Domini 72)
  • aniouek1 24.01.06, 16:40
    Prawdziwa miłość prowadzi do uświęcenia się, do rozwoju duchowego, a ponadto
    budzi radość. Radość ta stanowi pewnego rodzaju nagrodę za dobroć, za
    okazywanie serca, miłości i miłosierdzia. Dostępuje tej nagrody tylko ten, kto
    kocha, bo – jak przypomina Jan Paweł II – „nie ma radości bez miłości! Wyjaśnia
    to sam Jezus, wskazując na związek między «nowym przykazaniem» a darem
    radości: «Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać
    w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego
    miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza
    była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak
    Ja was umiłowałem» (J 15,10-12).
  • aniouek1 24.01.06, 16:44
    Ze względu na dobro osobiste, religijne i społeczne, jakie rodzi się
    z właściwie wykorzystanego czasu wolnego, odpowiednie ustalenia prawne powinny
    zapewniać spoczynek niedzielny i świąteczny.

    „Pomimo przymusu ekonomicznego – czytamy w Katechizmie – władze publiczne
    powinny czuwać nad zapewnieniem obywatelom czasu przeznaczonego na odpoczynek
    i oddawanie czci Bogu. Pracodawcy mają analogiczny obowiązek względem swoich
    pracowników.” (KKK 2187) „Dla chrześcijan nie jest to sytuacja normalna, gdy
    niedziela, dzień święta i radości, nie jest także dniem odpoczynku, a w każdym
    razie trudno im «świętować» niedzielę, jeśli nie dysponują odpowiednią ilością
    wolnego czasu.” (Jan Paweł II, Dies Domini 64)

    Ze względu na wielkie dobro, jakie rodzi się ustawowego zagwarantowania
    możliwości świętowania niedzieli, wierni powinni starać się o przyznanie im
    tego prawa. „W poszanowaniu wolności religijnej i dobra wspólnego wszystkich
    chrześcijanie powinni domagać się uznania niedziel i świąt kościelnych za
    ustawowe dni świąteczne.” (KKK 2188)

    „Jeśli ustawodawstwo kraju czy też inne powody zobowiązują do pracy
    w niedzielę, to niech ten dzień będzie jednak przeżywany jako dzień naszego
    wyzwolenia, które pozwala nam uczestniczyć w owym "uroczystym zebraniu",
    w Kościele "pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach" (Hbr 12,22-23)”.
  • aniouek1 24.01.06, 16:46
    Trzy pierwsze przykazania przypominają nam o konieczności zabiegania o to, aby
    Bóg był Kimś najważniejszym zarówno dla nas samych, jak i dla innych ludzi.
    Trzecie przykazanie Dekalogu, podobnie jak pierwsze i drugie, ukazuje nam
    sposoby okazywania Bogu miłości. Poucza ono, że Boga mamy czcić i miłować przez
    święcenie dnia świętego, którym dla chrześcijan jest przede wszystkim niedziela.

    Dzień będący pamiątką zmartwychwstania Chrystusa ma być poświęcony na spotkanie
    się z Nim w zgromadzeniu Eucharystycznym. Jest to również spotkanie się ze
    wspólnotą Kościoła.

    Właściwym sposobem świętowania dnia Pańskiego jest pełny udział we Mszy świętej
    przez modlitwę, słuchanie i medytowanie słowa Bożego, składanie Ojcu w ofierze
    Jezusa Chrystusa i siebie, przystępowanie do Komunii św.

    Niedziela i święta mają być dniami radości oraz wypoczynku, by nabrać sił do
    służenia Bogu i ludziom przez następne dni tygodnia, by należycie przygotować
    się do wypełnienia wszystkich swoich obowiązków rodzinnych, społecznych
    i religijnych w ciągu całego tygodnia.

    Niedziela ma być dniem szczególnego kontaktu z Bogiem, budowania więzów
    rodzinnych.

    Spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym w Eucharystii powinno pobudzać wiernych
    do takiej miłości i miłosierdzia, jakie cechuje Zbawiciela. Eucharystia ma więc
    pobudzać do solidaryzowania się z wszystkimi ubogimi, cierpiącymi i samotnymi
    ludźmi. To solidaryzowanie się powinno przyjąć konkretną formę udzielania
    pomocy ludziom znajdującym się w potrzebie, pokrzywdzonym i cierpiącym.
  • aniouek1 24.01.06, 16:50
    abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie” (Wj 20,12).

    Wprowadzenie

    Rodzina jest szczególnym darem Bożym, w niej bowiem może się właściwie
    kształtować i rozwijać poczęte życie. W rodzinie ma się formować i doskonalić
    miłość do Boga i miłość wzajemna wszystkich jej członków.

    Czwarte przykazanie stoi na straży miłości rodzinnej. Przypomina o obowiązku
    czczenia rodziców i miłowania ich przez dzieci. Mówi też o obowiązku kochania
    dzieci przez rodziców oraz okazywaniu sobie przez wszystkich miłości wzajemnej.

    Rodziną w szerszym znaczeniu jest również Kościół, ojczyzna i cała ludzkość.
    Chrześcijanin ma zatem troszczyć się o rozwój i umocnienie Kościoła. Powinien
    też wypełniać swoje obowiązki wobec ojczyzny i, według swoich możliwości,
    troszczyć się o los wszystkich ludzi zamieszkujących naszą planetę.
  • aniouek1 24.01.06, 16:52
    Bóg chce, aby człowiek kształtował się i rozwijał w rodzinie i dzięki
    rodzinie. „Aby nie być zawsze złym bratem, a któregoś dnia cudzołożnym
    współmałżonkiem, trzeba nauczyć od najwcześniejszych lat życia szacunku wobec
    rodziny: organizmu najmniejszego i największego na świecie. Jest on najmniejszy
    w porównaniu z organizmem miasta, regionu, państwa, kontynentu. Jest też
    największy, bo najstarszy, bo ustanowiony przez Boga. Gdy nie istniało jeszcze
    pojęcie ojczyzny, kraju, już żywe i aktywne było jądro rodziny, źródło dla
    pokoleń i ras, małe królestwo, w którym mąż jest królem, kobieta – królową,
    a dzieci – podwładnymi. Czy jakieś królestwo może przetrwać, jeśli pomiędzy
    zamieszkującymi je istnieje podział i nieprzyjaźń? Nie może przetrwać.
    I naprawdę rodzina nie utrzyma się bez posłuszeństwa, szacunku, oszczędności,
    dobrej woli, zamiłowania do pracy, uczucia.” (M. Valtorta, Poemat Boga-
    Człowieka, Księga druga 89, Katowice 1997, wyd. Vox Domini)
    Rodzina ma być wspólnotą odradzającą się w miłości, społecznością, w której
    króluje Bóg. Powinna być wspólnotą, w której kształtuje się Królestwo Boże.
    Rodziny, dzięki ustawicznemu wysiłkowi ich członków, powinny przekształcać się
    we wspólnoty, w których panuje porządek Królestwa Bożego, czyli:
    sprawiedliwość, miłość, pokój, dobroć.
    Czwarte przykazanie przypomina nam o miłości rodzinnej, która ma być
    pielęgnowana i rozwijana. Święta Rodzina stanowi doskonały przykład miłości
    i prawdziwej wspólnoty. Kochani i szanowani w rodzinie powinni być rodzice
    i dzieci. Kochany ma być współmałżonek i współmałżonka, a także wszyscy krewni.
    Rozważmy dokładniej problem szacunku i miłości w rodzinie.
  • aniouek1 24.01.06, 16:53
    Czwarte przykazanie mówi o konieczności okazywania miłości rodzicom przez
    dzieci.
  • aniouek1 24.01.06, 16:57
    Przez rodziców Bóg obsypuje nas wyjątkowymi darami: przez nich dał nam życie
    i przygotował nas do samodzielnego życia. Dlatego przykazanie Boże mówi: „Czcij
    ojca swego i matkę swoją”.

    «Cześć zakłada posłuszeństwo prawdziwe, miłość niezawodną, pełen ufności
    szacunek. Cześć łączy się również z pełną szacunku bojaźnią, która nie wyklucza
    zaufania, ale i nie pozwala nam traktować osób starszych, jak gdyby były
    niewolnikami i istotami niższymi. Trzeba je czcić, gdyż – po Bogu – nasi
    ojcowie i matki przekazali nam życie i przyszli nam z pomocą we wszystkich
    potrzebach materialnych. Byli pierwszymi nauczycielami i przyjaciółmi małej
    istoty, która przyszła na świat.

    Mówi się: 'Niech Bóg ci błogosławi'. Mówi się: 'dziękuję' komuś, kto podnosi
    przedmiot, który upadł lub kto nam daje kawałek chleba. A czyż nie powiemy
    z miłością: 'Niech Bóg ci błogosławi' i 'dziękuję' tym, którzy wyczerpują się
    przy pracy, by nas nasycić, utkać odzienie i utrzymać je w czystości; tym
    którzy wstają, by czuwać nad naszym snem; którzy odmawiają sobie spoczynku, by
    nas pielęgnować, dają nam posłanie na własnej piersi w [chwilach] naszego
    najbardziej bolesnego zmęczenia?

    To są nasi nauczyciele. Nauczyciela boimy się i szanujemy go. Ale nauczyciel
    zajmuje się nami wtedy, gdy już wiemy o tym, co niezbędne w odniesieniu do
    zachowania, do wyżywienia i wypowiadania rzeczy podstawowych, a opuszcza nas,
    gdy najtwardsza życiowa nauka, to znaczy nauka życia, jest jeszcze przed nami.
    I to [właśnie] ojciec i matka przygotowują nas najpierw do szkoły, a potem – do
    życia.

    To są nasi przyjaciele. Jakiż przyjaciel może być większym przyjacielem niż
    ojciec? Która przyjaciółka jest większą przyjaciółką niż matka? Czy możecie się
    ich lękać? Czy możecie powiedzieć: „On mnie zdradził, ona mnie
    zdradziła”? A jednak niemądry młody człowiek i niemądra młoda dziewczyna
    biorą sobie za przyjaciół obcych. Zamykają serca na ojca i matkę i wypaczają
    swego ducha i serce przez związki nieostrożne, aby nie powiedzieć – pełne winy
    z powodu łez ojca i matki: łez, które płyną jak krople roztopionego ołowiu na
    serce ich bliskich. Te łzy jednak – powiadam wam – nie padają w proch
    i w zapomnienie. Bóg je zbiera i liczy. Męczeństwo zdeptanego ojca zostanie
    wynagrodzone przez Pana. Męczarnie, zadawane ojcu przez syna, nie zostaną
    zapomniane, nawet jeśli ojciec i matka – w pełnej boleści miłości – błagają
    litości Bożej wobec ich grzesznego syna.” (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka,
    Księga druga 89, Katowice 1997, wyd. Vox Domini)

    Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina daną przez Boga obietnicę nagrody za
    okazywanie czci rodzicom. „Zachowywanie czwartego przykazania łączy się
    z nagrodą: "Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan,
    Bóg twój, da tobie" (Wj 20, 12; Pwt 5, 16). Poszanowanie tego przykazania
    zapewnia, wraz z owocami duchowymi, doczesne owoce pokoju i pomyślności.
    Natomiast niezachowywanie go przynosi wielkie szkody wspólnotom i osobom
    ludzkim. (KKK 2200)

    Nie tylko ziemską nagrodę otrzymają dzieci za okazywanie czci i miłości swoim
    rodzicom. Czeka je dodatkowo nagroda wieczna. „Zostało powiedziane: „Czcij ojca
    swego i matkę swoją, jeśli chcesz długo żyć na ziemi”. A Ja dorzucam: „i
    wiecznie w Niebie”. Zbyt lekką byłoby karą żyć krótko na ziemi za uchybienia
    wobec rodziców! Tamto życie nie jest wymysłem. Tam zostaniemy wynagrodzeni lub
    ukarani według życia, które prowadziliśmy na ziemi. Kto uchybia swemu ojcu,
    uchybia Bogu, gdyż Bóg dał na korzyść ojca przykazanie miłości. Kto zatem go
    nie kocha, ten grzeszy. Przez to traci on więcej niż tylko życie materialne:
    [traci] prawdziwe życie, o którym wam mówiłem. Idzie na spotkanie śmierci. Już
    jest martwy, bo jego dusza jest w niełasce u Pana. Ma już w sobie zbrodnię,
    rani bowiem miłość najświętszą po miłości do Boga. Nosi w sobie zarodki
    przyszłych cudzołóstw, gdyż nikczemny syn staje się przewrotnym małżonkiem.
    Posiada w sobie skłonności do zła społecznego, gdyż ze złego dziecka wyrasta
    przyszły złodziej, zabójca groźny i gwałtowny, zimny lichwiarz, zwodzący
    rozpustnik, cynik, korzystający z przyjemności życia, istota odpychająca,
    zdradzająca ojczyznę, przyjaciół, dzieci, współmałżonka, wszystkich. Czy
    możecie szanować i ufać komuś, kto nie zawahał się zdradzić miłości matki
    i zakpił z siwych włosów ojca?”» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga
    druga 89, Katowice 1997, wyd. Vox Domini)
  • aniouek1 24.01.06, 17:00
    Dojrzewająca młodzież może mieć wiele trudności z okazywaniem szacunku, miłości
    i posłuszeństwa rodzicom. Powodem tego mogą być różne trudności związane
    z silnym idealizmem i drażliwością charakterystyczną dla okresu dojrzewania.
    U młodych ludzi rodzi się szlachetne pragnienie zbudowania idealnego świata,
    lepszego niż ten, w którym żyją. Żywe pragnienie świata doskonałego rodzi
    jednak wielki krytycyzm wobec wszystkich jego braków obserwowanych na każdym
    kroku.

    To wyostrzone dostrzeganie różnych braków i niedoskonałości może skłaniać
    zarówno do zmieniania świata na lepsze, jak i do poprzestawania na samym tylko
    krytykowaniu wszystkiego. Niestety, nierzadko dzieje się tak, że młodzi ludzie
    stają się bezlitośni w krytykowaniu wad i słabości innych, zwłaszcza rodziców
    i osób starszych. Potrafią nieraz, bez odrobiny litości, wytykać najmniejsze
    nawet potknięcia innym osobom.

    Ten wyostrzony zmysł krytyczny młodego człowieka może go skłonić nawet do
    gardzenia starszym pokoleniem pełnym – według niego – wad i ugodowości; może
    zrodzić lekceważenie osób starszych, traktowanie ich jako „nic nie
    wiedzących”, „nie znających prawdziwego życia” itp.

    Silny krytycyzm doprowadza nieraz młodego człowieka do przejaskrawiania wad
    rodziców i starszego pokolenia oraz do tego, że nie dostrzega w nich żadnych
    zalet. Z tego powodu młoda osoba nie docenia nieraz wiedzy i doświadczenia
    ludzi starszych. To niedostrzeganie doświadczenia sprawia, że młody człowiek
    nie potrafi nieraz znieść denerwujących go uwag dawanych np. przez rodziców.
    Czasami chce on wręcz udowodnić im, że nic nie wiedza, na niczym się nie znają,
    niczego wielkiego nie dokonali itp.

    Nadmierny krytycyzm – połączony z pychą i poczuciem wyższości – rodzi liczne
    wykroczenia przeciw miłości do rodziców, takie jak np.: pogardę, bezlitosną
    krytykę, dokuczanie, poniżanie, lekceważenie, gardzenie ich radami,
    nieposłuszeństwo itp.

    Również brak doświadczenia dorastającego dziecka może doprowadzić do licznych
    konfliktów z rodzicami. I tak np. młoda osoba może kontaktować się z kolegami,
    którzy skłaniają ją do picia alkoholu, do zażywania narkotyków; może też być
    wciągana przez jakąś sektę, nie zdając sobie w pełni sprawy z grożącego jej
    niebezpieczeństwa. Niebezpieczne kontakty dziecka wzbudzają niepokój rodziców
    i skłaniają do udzielania wskazówek i uwag, które drażnią dojrzewające dziecko
    i doprowadzają je do wybuchów gniewu. Także różnica poglądów na temat życia
    seksualnego może wywołać liczne kłótnie pomiędzy rodzicami a ich dziećmi.

    Dojrzewanie łączy się z przeżywaniem różnych, nieraz bardzo przykrych stanów
    emocjonalnych, np. przygnębienia, rozdrażnienia, depresji, poczucia bezsensu
    życia itp. Te niemiłe uczucia mogą być źródłem wybuchów gniewu z powodu różnych
    drobiazgów, awantur, opryskliwości itp.

    Są jednak także okazją do wzrastania duchowego. Dzieje się tak wtedy, kiedy
    młody człowiek pracuje nad swoim charakterem, kiedy usiłuje rozwijać miłość,
    pokorę, posłuszeństwo, a opanowywać odruchy drażliwości, popęd seksualny,
    rodzące się lekceważenie starszego pokolenia. Jest to bardzo ważne, bo
    lekceważenie i pogarda dla innych może się utrwalić na całe życie i hamować
    rozwój prawdziwej miłości.

    Pomocą w rozwiązywaniu pojawiających się konfliktów może być życzliwa rozmowa
    dzieci z rodzicami. Taki dialog będzie uczył rozwiązywania przyszłych
    ewentualnych konfliktów, mogących się zrodzić w środowisku pracy lub
    w rodzinie, którą dziecko kiedyś samo założy.

    Pożyteczne jest również ćwiczenie się w szukaniu pozytywnych stron tych ludzi,
    którzy drażnią dojrzewającą młodzież. Dobrze jest – pomimo dostrzegania
    drażniących wad – szukać zalet, które niewątpliwie posiadają rodzice i starsze
    pokolenie, a także przełamywać się, aby wbrew rozdrażnieniu lub odczuwanej
    niechęci okazywać swoją wdzięczność, szacunek i miłość. Choć młodego człowieka
    rażą wady rodziców, powinien – w imię prawdy – uzmysławiać sobie wszystkie
    dary, jakie od nich otrzymał: życie, wychowanie, opiekę itd. Swoją wdzięczność
    powinien też okazywać rodzicom przez modlitwę za nich.
  • aniouek1 24.01.06, 17:02
    Jezu, który, chociaż byłeś Bogiem, okazywałeś posłuszeństwo, szacunek i miłość
    Maryi, Twojej Matce, oraz św. Józefowi, naucz nas szacunku do rodziców oraz
    prawdziwej miłości do nich. Nie dozwól, abyśmy widzieli w nich tylko wady,
    pomijając ich liczne zalety i wiele wyrazów miłości, jakie nam w życiu okazali.
    Chroń nas przed lekceważeniem ich doświadczenia. Ulecz nas z poczucia
    wyższości, które przeszkadza nam uznać czyjąś wielkość i utrudnia przyjmowanie
    dobrych rad dawanych z miłości. Pomóż nam zrozumieć, że możemy się mylić
    i potrzebujemy rad, pomocy i wskazówek doświadczonych ludzi.

    Dziękujemy Ci, Panie, za rodziców, przez których dałeś nam życie. Daj im
    nagrodę za wszystkie chwile, które nam poświęcili, za wszystkie trudy związane
    z naszym wychowaniem, za ich nie przespane noce i poniesione dla nas
    wyrzeczenia, za przykład ich bezinteresownej miłości. Udziel im, Panie,
    wiecznej nagrody za to, że współpracowali z Tobą. Amen.
  • aniouek1 24.01.06, 17:04
    Czwarte przykazanie Boże przypomina nie tylko o zobowiązaniach dzieci wobec
    rodziców, ale również o obowiązkach tych ostatnich wobec swego potomstwa.
    Te obowiązki przypomina fragment książki Poemat Boga-Człowieka: „Biada
    grzesznym dzieciom! Ale biada również winnym rodzicom! Działajcie tak, aby
    wasze dzieci nie mogły was krytykować ani was naśladować w złu. Dajcie się
    kochać dzięki miłości okazywanej wraz ze sprawiedliwością i miłosierdziem. Bóg
    jest Miłosierdziem. Rodzice, będący zaraz po Bogu, niech będą miłosierni.
    Bądźcie przykładem i umocnieniem waszych dzieci. Bądźcie ich pokojem i ich
    przewodnikami. Bądźcie ich pierwszą miłością. Matka jest zawsze pierwszym
    obrazem małżonki, którą będziecie mieć. Ojciec ma dla swych młodych córek
    oblicze, o którym marzą dla swego małżonka. Sprawcie, by wasi synowie i córki
    wybierali w sposób mądry przyszłych współmałżonków – myśląc o swej matce
    i o swym ojcu – i pragnąc w nich tego, co znajduje się w ich ojcu, w ich matce:
    prawdziwej cnoty.” (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 89,
    Katowice 1997, wyd. Vox Domini)
    Powołanie Boże do miłości rodzicielskiej zobowiązuje do przekazywania życia, do
    jego ochrony oraz do rozwijania go i doskonalenia przez wychowywanie
    i otaczanie opieką narodzonego dziecka.
  • aniouek1 24.01.06, 17:05
    Stwórca pragnie włączyć rodziców w swoje dzieło powoływania do istnienia
    człowieka. To On bowiem stwarza nieśmiertelną duszę każdego dziecka, któremu
    rodzice dają ciało. Działanie rodziców w dziedzinie prokreacji i wychowania
    jest odbiciem stwórczego dzieła Ojca. (por. KKK 2205)

    Powołanie rodziców do współdziałania ze Stwórcą nakłada obowiązek prowadzenia
    ciągłego dialogu z Bogiem, wymaga ustawicznego zastanawiania się nad Jego wolą
    odnoszącą się do ich rodziny.

    Małżonkowie mogą jednak zrezygnować ze współpracy z Bogiem i nie chcieć
    przekazywać życia. Swoje ograniczanie liczby dzieci najczęściej tłumaczą
    brakiem odpowiednich warunków. Prawdziwa przyczyna ograniczania potomstwa tkwi
    jednak zazwyczaj w czymś innym: w braku zaufania Bogu i w egoizmie rodziców.

    Kiedy nie ma ufności pokładanej w Bogu, w Jego miłości, potędze, w Jego
    opatrzności, wtedy rodzi się lęk przed posiadaniem dziecka. Rodzicom wydaje się
    wówczas, że nie zapewnią dziecku warunków koniecznych do życia i pełnego
    rozwoju.

    Egoistyczne skłonności rodziców, np. ich chciwość może sprawiać, że nie chcą
    się oni z nikim dzielić ani swoim szczęściem, ani tym, co sami już zdobyli.
    Czasami powodem wyrzekania się dzieci może być pycha nie zezwalająca na to, by
    dla nich zrezygnować z kariery zawodowej. Ta sama wada może sprawić, że ktoś
    wyklucza większą liczbę dzieci, ponieważ nie chce się narazić na drwiny
    otoczenia, które wyśmiewa rodziny wielodzietne.

    Innym powodem wyrzekania się potomstwa może być chęć wygodnego życia,
    przyzwyczajenie do komfortu, dobrego jedzenia, picia, przyjemności erotycznych
    i rozrywek. Lenistwo nie znosi żadnego trudu ani poświęcenia – także tego,
    którego bez wątpienia wymaga wielodzietna rodzina.

    Niechęć do posiadania dzieci może się zrodzić z zazdrości, która nie dopuszcza
    myśli, by można poziomem życia odbiegać od bogatych sąsiadów posiadających
    wielki majątek i żyjących w luksusach.
  • aniouek1 24.01.06, 17:05
    Rodzice mają nie tylko dać życie dziecku, lecz również je wychować. Tego wymaga
    prawdziwa miłość. W wychowaniu mają oni zwrócić szczególną uwagę na formowanie
    wiary, miłości i życia religijnego swoich dzieci. O tym obowiązku przypomina
    rodzicom Katechizm Kościoła Katolickiego.

    „Przez łaskę sakramentu małżeństwa rodzice otrzymali zadanie i przywilej
    ewangelizowania swoich dzieci. Możliwie jak najwcześniej powinni wprowadzać
    swoje dzieci w tajemnice wiary, której są dla nich "pierwszymi zwiastunami"
    (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 11; KPK, kan. 1246, § 1). Od
    wczesnego dzieciństwa powinni włączać je w życie Kościoła. Rodzinny styl życia
    może rozwijać zdolność do miłości, która na całe życie pozostanie autentycznym
    początkiem i podporą żywej wiary.” (KKK 2225)

    „Rodzice powinni rozpocząć wychowanie do wiary od wczesnego dzieciństwa.
    Zaczyna się ono już wtedy, gdy członkowie rodziny pomagają sobie wzrastać
    w wierze przez świadectwo życia chrześcijańskiego zgodnego z Ewangelią.
    Katecheza rodzinna poprzedza i ubogaca pozostałe formy nauczania wiary i
    towarzyszy im. Zadaniem rodziców jest nauczyć swoje dzieci modlitwy oraz pomóc
    im odkryć powołanie jako dzieci Bożych (Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen
    gentium, 11).” (KKK 2226)
  • aniouek1 24.01.06, 17:07
    Miłość do dzieci może jednak ulec silnemu osłabieniu wskutek różnorodnych wad
    posiadanych przez rodziców. Wady te mogą spowodować popełnianie różnych błędów
    wychowawczych. Oto kilka przykładów.

    Pyszni rodzice stawiają swoim dzieciom przesadne wymagania. Chcą bowiem
    szczycić się przed innymi ich inteligencją, umiejętnościami itp. Ta sama wada
    powoduje, że niektórzy wyznaczają dla swoich dzieci zawody cieszące się wielkim
    uznaniem społecznym, choć nie mają one żadnych uzdolnień do ich wykonywania.
    Próżna matka, chcąc przechwalać się swoim dzieckiem, kupuje mu drogie ubranka,
    wyprodukowane przez firmy uznawane za najlepsze. Skąpi rodzice natomiast nie
    kupią nic dla swojego dziecka.

    Istnieją rodzice, którzy na wszystko pozwalają swoim dzieciom. Różne są powody
    takiej postawy. Czasami przyczyną pobłażliwości jest przemęczenie różnymi
    koniecznymi zajęciami lub tymi, które narzuciła rodzicom chęć gromadzenia
    zbędnych bogactw lub ambicja, np. osiągnięcia sukcesów naukowych.

    Inną przyczyną zezwalania dziecku na wszystko może być silne pragnienie
    rodziców, żeby dziecko ich kochało i nie miało o nic żalu. Spragnieni uczuć
    dziecka rodzice nie mają odwagi niczego od niego wymagać ani się mu sprzeciwić.
    Tacy rodzice często kupują dziecku wszystko i niczego od niego nie wymagają. Ta
    pozorna miłość jest jednak egoistyczną troską o siebie.

    Czasami pragnienie miłości i uczucia dziecka łączy się z zazdrością i wtedy np.
    matka pyta ciągle je, kogo bardziej kocha: ją czy ojca.

    Istnieją rodzice uważający swoje dzieci za własność podobną do majątku, który
    tylko do nich należy. Tacy rodzice nie potrafią się pogodzić z faktem, że każde
    dziecko należy przede wszystkim do Boga, który jest jego Ojcem bardziej niż
    rodzice, gdyż to On stworzył jego nieśmiertelną duszę. Traktowanie dzieci jak
    swojej własności ujawnia się między innymi w tym, że rodzice sprzeciwiają się,
    aby ich dziecko mogło odejść od nich zawierając małżeństwo lub idąc do
    klasztoru albo decydując się na kapłaństwo.

    Skłonność do gniewu rodziców może łatwo przekształcić się w okrucieństwo wobec
    dziecka. Wada ta skłania do wyładowywania swej złości na dziecku lub do
    stosowania zbyt surowych kar.

    Lenistwo, pogoń za rozrywkami, przyjemnościami, nadmierne życie towarzyskie
    i zamiłowanie do różnych przyjęć może stać się przyczyną zaniedbywania swoich
    obowiązków wychowawczych przez rodziców.

    Chciwe dążenie do zdobycia majątku skłania rodziców do nadmiernej pracy i do
    pozostawiania dziecka bez opieki itp. Zmaterializowani rodzice uważają, że
    dobrze spełniają swoje rodzicielskie obowiązki, bo zabezpieczają dziecku jego
    materialną przyszłość. Tymczasem nie dają mu prawdziwych wartości, jeśli nie
    przekazują mu wiary, nie pomagają mu osiągnąć wiecznego zbawienia, jeśli nie
    troszczą się o to, aby potrafiło ono prawdziwie kochać i żyć dla innych.

    Rodzice swoim przykładem bardzo mocno oddziaływują na dzieci. Ten przykład może
    jednak być dobry lub zły. Dziecko, patrząc na rodziców, na ich wzajemne
    odnoszenie się do siebie i do Boga, uczy się miłości, szacunku, dobroci lub też
    od najmłodszych lat jest gorszone i deformowane. Jeśli więc rodzice chcą dobrze
    wychować swoje dzieci, powinni ustawicznie troszczyć się o swoją świętość.
    Wtedy bowiem swoim przykładem będą właściwie formować swoje potomstwo.
  • aniouek1 24.01.06, 17:08
    Jezu, wzorze miłości, naucz nas tak kochać Ciebie oraz ludzi, aby dzieci mogły
    nas bez zastrzeżeń naśladować. Niech nasze życie będzie dla nich wzorem, jak
    postępować, aby osiągnąć wieczne zbawienie. Amen
  • aniouek1 24.01.06, 17:09
    Kolejnym zobowiązaniem wypływającym z czwartego przykazania Bożego jest miłość
    małżeńska. Rodzice mają się doskonalić i uświęcać nie tylko przez miłość do
    dzieci, ale także przez okazywanie sobie wzajemnie miłości. Przez nią stale
    pogłębia się wspólnota małżeńska i rodzinna.
    Miłość ludzka musi jednak być stale umacniana i doskonalona przez miłość Bożą.
    Dokonuje się to wtedy, gdy małżonkowie i rodzice spotykają się z Bogiem-
    Miłością w sakramentach, szczególnie w sakramencie pojednania i w Komunii św.
    Miłość wzrasta też dzięki każdemu bezinteresownemu czynowi oraz wtedy, gdy
    usuwamy ze swego życia osłabiające ją wady.
  • aniouek1 24.01.06, 17:11
    Wady człowieka mają wpływ na wszystkie dziedziny jego życia, również na miłość
    między małżonkami. Mogą one doprowadzić do osłabienia jej lub do całkowitego
    zniszczenia, a tym samym spowodować zrujnowanie i rozpad życia małżeńskiego.
    Zastanówmy się nad tym, jak niektóre grzechy główne wpływają na wzajemne
    relacje między małżonkami.

    Uparte trzymanie się swojego zdania, bez umiejętności rozważenia argumentacji
    współmałżonka, rodzi wiele niesnasek i kłótnie. Szczególnie pycha prowadzi
    małżonków do nieustępliwości w różnych sprawach. Może np. wywołać kłótnię o to,
    co dziecko powinno robić w danym momencie, np. odrabiać zadania czy też iść
    bawić się z kolegami.

    Ta sama wada sprawia, że jeden ze współmałżonków chce górować nad drugim
    i podporządkowywać go sobie lub nawet poniżać, np. z powodu mniejszego
    wykształcenia. Brak miłości połączony z pychą może skłaniać do traktowania
    współmałżonka jak służącego, zobowiązanego do wyświadczania różnych usług.
    Podporządkowywanie sobie, wykorzystywanie, a zwłaszcza poniżanie, rodzi we
    współmałżonku poczucie krzywdy, rozżalenie i rozgoryczenie.

    Próżność może się czasem ujawnić w małżeństwie w formie niechęci do wykonywania
    niektórych prac domowych, np. zmywania naczyń, sprzątania – czynności uznanych
    np. za „niegodne mężczyzny”.

    Również chęć przypodobania się i imponowania innym może stać się powodem
    kłótni, zaniku miłości a nawet rozpadu małżeństwa, np. próżność żony, która
    lubi zwracać na siebie uwagę swoim wyglądem i ubiorem, może być powodem stałych
    pretensji do męża o jego zbyt mały zarobek. Podobne pretensje mogą być wywołane
    również przez zazdroszczenie np. drogiego ubioru i biżuterii jakiejś koleżance.

    Chciwość – skłaniająca do pracy bez wypoczynku – może wywołać przemęczenie
    i związaną z nim drażliwość, która sprzyja kłótniom. Ta sama chciwość staje się
    nieraz powodem niszczenia atmosfery rodzinnej przez ustawiczne i nieuzasadnione
    oskarżanie współmałżonka o „rozrzutność”.

    Jedność małżeńska może wiele ucierpieć wskutek zazdrości, gdy np. ktoś posądza
    żonę o zdradę, bo uśmiechnęła się do kogoś lub odwiedziła w szpitalu chorego
    znajomego.

    Bardzo często więzy miłości małżeńskiej są niszczone przez niewłaściwe
    współżycie seksualne, które nie wypływa z miłości, lecz z pożądania, np. przez
    współżycie, któremu nie towarzyszy delikatność, szacunek do drugiej osoby,
    poszanowanie jej sumienia, prawa Bożego i naturalnego.

    Wiele szkód wyrządza życiu małżeńskiemu i rodzinnemu alkoholizm. Czasem również
    nadmierne przywiązanie do jedzenia może niszczyć oparte na miłości życie
    rodzinne, np. gdy mąż ma stale pretensje do żony za to, że – jego zdaniem – źle
    gotuje, że nie przyrządza mu jego ulubionych potraw.

    Nieraz lenistwo niszczy życie małżeńskie i rodzinne, np. wtedy, gdy ktoś –
    zamiast zajmować się domem – spędza wiele czasu na próżnych rozmowach
    z sąsiadami; gdy ktoś nie pomoże pracującej zawodowo współmałżonce
    w prowadzeniu domu, tłumacząc swój brak miłości i lenistwo zmęczeniem po pracy.
  • aniouek1 24.01.06, 17:13
    małżeńskiej

    Miłość w małżeństwie wystawiona jest na różne niebezpieczeństwa. Każda wada
    może ją osłabiać i niszczyć. Złe przyzwyczajenia mogą stawać się przyczyną
    kłótni, poniżania drugiego, dokuczania i lekceważenia, mogą skłaniać do
    zadawania drugiemu cierpienia.

    Ponieważ miłość małżeńska i rodzinna jest ciągle zagrożona, dlatego trzeba ją
    umacniać potężną miłością dawaną przez Boga. Nieraz dla uleczenia z jakiejś
    choroby potrzebna jest transfuzja krwi. Przetacza się więc krew daną przez
    kogoś, aby przywrócić choremu zdrowie. Coś podobnego konieczne jest na
    płaszczyźnie duchowej. Trzeba leczyć i wzmacniać miłość, która ulega
    osłabieniu, wyczerpuje się i „choruje” z powodu grzechów. Tej nadprzyrodzonej
    transfuzji dokonuje Chrystus, który wlewa w nas swoją miłość. Dzięki niej
    miłość małżeńska może doznawać stałego uzdrawiania, umacniania i nie jest
    skazana na śmierć, czyli na zupełny zanik.

    Trzeba więc spotykać się z Dawcą Miłości – z Chrystusem. On przychodzi
    w Komunii św. do tych, którzy chcą Go przyjąć. On zbliża się do nas jako słowo
    Boże, które należy rozważać i wcielać w życie. Spotkaniem z Chrystusem
    umacniającym naszą miłość jest też każda modlitwa. Dlatego – jak przypomina
    Katechizm Kościoła Katolickiego – codzienna modlitwa i czytanie słowa Bożego
    umacniają miłość. (por. KKK 2205)

    Do niszczenia życia rodzinnego, a często także do rozpadu małżeństwa,
    przyczynia się narastające ustawicznie poczucie niechęci i żalu do
    współmałżonka. Ono skłania do kłótni i do dokuczania mu. Aby chronić małżeństwo
    od rozpadu, trzeba robić wszystko, aby rodzący się żal i pretensje do drugiego
    nie zniszczyły miłości.

    Przede wszystkim trzeba krytycznie patrzeć na samego siebie i zastanawiać się,
    czy nasze rozgoryczenie i odczuwanie zawodu – o które łatwo obwinia się
    współmałżonka – nie rodzi się przypadkiem z naszych nadmiernych oczekiwań,
    z naszego poczucia wielkości, z przewrażliwienia na punkcie własnej osoby,
    z domagania się przesadnej czci, szacunku, podziwu; czy nie rodzi się
    z zazdrości lub chciwości żądającej od drugiej osoby ciągłego zaspakajania
    tylko naszych potrzeb.

    Zdarza się, że nasze niewłaściwe zachowanie jest dla drugiego przykre
    i wywołuje jego gniew, staje się powodem kłótni i awantur. Trzeba więc
    zastanawiać się nad tym, w jakiej mierze my sami – naszymi złymi
    przyzwyczajeniami i wadami – możemy prowokować drugiego do zachowań, które
    odbieramy potem jako niemiłe, przykre, krzywdzące. Należy stale zastanawiać się
    nad tym, jak współmałżonek nas odbiera, co w nas jest dla niego miłe, a co –
    przykre. Musimy wiedzieć, jakie nasze wady najbardziej denerwują współmałżonka
    i powinniśmy je w sobie zwalczać. Praca nad swoimi wadami może skłonić
    współmałżonka do zwalczania swoich niedoskonałości. Wytykanie zaś błędów
    drugiemu pobudza go zazwyczaj do wytykania nam naszych wad.

    Aby stale pogłębiać miłość ważne jest dostrzeganie dobrych stron współmałżonka,
    a nie tylko jego ułomności i wad. Konieczne jest stałe przebaczanie doznanych
    krzywd – tak jak Bóg nam przebacza nasze grzechy – i wyraźne ujawnianie, że się
    naprawdę przebaczyło. Trzeba wracać we wspomnieniach do tego, co w małżeństwie
    było najlepsze, aby nie zagasło poczucie wdzięczności za doznane dobro od
    współmałżonka.

    Do wzrostu miłości przyczynia się okazywanie życzliwości, serdeczności
    i dobroci a także wynagradzanie za każdą krzywdę, wyrządzoną drugiemu nawet
    nieświadomie. Dobrocią należy naprawiać krzywdy, które wyrządzają rodzinie
    różne sprzeczki i kłótnie. Życzliwe słowo, drobny prezent, okazanie
    serdeczności, słowo przeproszenia może odrodzić na nowo miłość, osłabioną przez
    kłótnie, zdenerwowanie i dni milczenia z powodu obrażenia się na drugiego.
    Dobroć, życzliwość, serdeczność zaciera przykre uczucia, które mogą we
    współmałżonku rodzić nasze wady, słabości i złe postępowanie.

    Ważne jest też, by w sytuacjach konfliktowych wczuć się w sytuację drugiego,
    wysłuchać i próbować zrozumieć go i nie zaczynać rozmowy od przedstawiania
    swojego punktu widzenia, oczekiwań i pretensji.
  • aniouek1 24.01.06, 17:19
    Chryste, który miłujesz swoją Oblubienicę, Kościół! Naucz mnie prawdziwie
    kochać mojego współmałżonka. Pomóż mi odkrywać w nim Twoją obecność. Obdarz
    mnie wielkim szacunkiem do męża (żony). Jezu, który w każdym potrafiłeś
    doszukiwać się dobra, naucz mnie dostrzegać to, co jest najlepsze i
    najpiękniejsze w osobie, której przysięgałem miłość i wierność aż do końca
    życia.

    Wzmocnij, Panie, moją miłość i troskę o współmałżonka. Pomóż mi, Zbawicielu,
    uwolnić się z egoistycznych wad, zwłaszcza z pychy. Chroń mnie przed domaganiem
    się nadmiernego szacunku dla siebie. Pomóż mi nie koncentrować się na sobie,
    lecz na osobach, za które jestem odpowiedzialny, aby umieć im skutecznie
    pomagać.

    Pouczaj mnie, jak mam mojemu współmałżonkowi okazywać szacunek, cześć, miłość,
    uczucia, serdeczność, jak troszczyć się o jego szczęście, rozwój i wieczne
    zbawienie.

    Pomóż mi odkryć, Panie, jaka moja wada czyni mnie najbardziej drażliwym,
    pretensjonalnym, wymagającym, nienasyconym; jaka wada staje się najczęstszą
    przyczyną wybuchów gniewu, rodzi niezadowolenie, skłania do kłótni; jaka moja
    wada najbardziej drażni mojego współmałżonka. Udziel mi tyle sił, bym chętnie
    wyzbywał się tych form egoizmu, które najbardziej niszczą życie małżeńskie.

    Daj mi tyle pokornej miłości, abym potrafił zdobyć się na słowo przeproszenia,
    kiedy przez niewłaściwe zachowanie sprawiłem drugiemu ból. Pomóż mi wynagradzać
    życzliwością, serdecznością, dobrym słowem każdą przykrość, cierpkie słowo
    i zatruwanie życia współmałżonkowi. Naucz mnie rozumieć, zamiast szukać
    i domagać się zrozumienia.

    Naucz mnie, Wszechmogący Panie, ustawicznie zamieniać na czyny słowa, które
    kiedyś wypowiedziałem, składając przysięgę małżeńską: „Ślubuję ci miłość,
    wierność oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże
    w Trójcy wszechmogący. Amen.”
  • aniouek1 24.01.06, 17:16
    Każda rodzina jest częścią większej społeczności, w której żyje. Jest częścią
    społeczeństwa i wspólnoty kościelnej.

    Chociaż budowanie wspólnoty rodzinnej jest zasadniczym zadaniem wszystkich jej
    członków, to jednak rodzina nie może być zamknięta na problemy świata
    i Kościoła. Przeciwnie, uformowana w gronie rodzinnym wiara i miłość ma
    promieniować na otoczenie. „Rodzina chrześcijańska jest powołana do
    ewangelizacji i misji.” (KKK 2205)

    Rodzina jest też „wezwana do uczestnictwa w modlitwie i ofierze Chrystusa.”
    (KKK 2205) Oznacza to, że swoją modlitwą i ofiarami – złączonymi ze zbawczą
    ofiarą Jezusa Chrystusa – ma ona doskonalić Kościół i świat i przyczyniać się
    do zbawienia wszystkich ludzi.

    Przez różne formy angażowania się w życie Kościoła rodziny chrześcijańskie mają
    przyczyniać się do przekształcania środowiska, w którym żyją, w Królestwo Boże,
    tzn. w jedną wielką rodzinę, w której wszyscy będą się czuli braćmi
    i siostrami – dziećmi jedynego Ojca wszystkich. Rodziny mają pracować nad tym,
    aby wszyscy jej członkowie, a także spotykani przez nią ludzie, doszli w końcu
    do domu Ojca, w którym dla każdego jest przygotowane mieszkanie (por. J 14,2).
  • aniouek1 24.01.06, 17:21
    Czwarte przykazanie Boże nakazuje dzieciom okazywanie czci rodzicom. Stoi ono
    na straży miłości będącej fundamentem życia rodzinnego. Szacunek i miłość do
    rodziców ma być odpowiedzią na ich miłość okazywaną dzieciom. Ta miłość
    rodzicielska jest również obowiązkiem przypomnianym przez czwarte przykazanie.

    Naszą rodziną jest również Kościół i ojczyzna i cała ludzkość. I o tę rodzinę
    winniśmy się troszczyć.

    Troska o Kościół przejawia się umacnianiu go i rozszerzaniu na cały świat.
    Czynimy to przez uświęcanie siebie, życie sakramentalne, przez apostolstwo.
    Czwarte przykazanie przypomina również o obowiązkach każdego człowieka wobec
    ojczyzny i całej ludzkości, która jest dla niego rodziną w szerszym znaczeniu.
  • aniouek1 28.01.06, 10:28
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • aniouek1 28.01.06, 10:38
    Czwarte przykazanie Boże nakazuje dzieciom okazywanie czci rodzicom. Stoi ono
    na straży miłości będącej fundamentem życia rodzinnego. Szacunek i miłość do
    rodziców ma być odpowiedzią na ich miłość okazywaną dzieciom. Ta miłość
    rodzicielska jest również obowiązkiem przypomnianym przez czwarte przykazanie.

    Naszą rodziną jest również Kościół i ojczyzna i cała ludzkość. I o tę rodzinę
    winniśmy się troszczyć.

    Troska o Kościół przejawia się umacnianiu go i rozszerzaniu na cały świat.
    Czynimy to przez uświęcanie siebie, życie sakramentalne, przez apostolstwo.
    Czwarte przykazanie przypomina również o obowiązkach każdego człowieka wobec
    ojczyzny i całej ludzkości, która jest dla niego rodziną w szerszym znaczeniu.

  • aniouek1 24.01.06, 17:31
    "Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5,22).

    Wprowadzenie

    W piątym przykazaniu Bóg nakazuje nam stać na straży danego przez Niego daru
    życia. Przykazanie zakazuje nie tylko zabijać, lecz i szkodzić duszy i ciału
    człowieka. Zakazuje naruszania praw człowieka. Patrząc na przykazanie Boże od
    strony pozytywnej, to nakazuje ono troskę o życie, zdrowie i rozwój osobowy,
    nakazuje tworzenie takich warunków, aby każdy mógł żyć w pokoju i rozwijać
    wszystkie otrzymane od Boga talenty, aby nimi służyć w pełni innym.
  • aniouek1 24.01.06, 17:33
    Piąte przykazanie przypomina nam, że życie jest darem otrzymanym od Boga,
    którego nie wolno niszczyć na żadnym jego etapie. Nie wolno więc zabijać
    żadnego niewinnego człowieka: ani dziecka w łonie matki, ani umierającego
    starca.
  • aniouek1 24.01.06, 17:34
    „Każde życie ludzkie od chwili poczęcia aż do śmierci jest święte, ponieważ
    osoba ludzka była chciana dla niej samej na obraz i podobieństwo Boga żywego
    i świętego” (KKK 2319). Człowiek, dzięki swojej nieśmiertelnej duszy jest
    powołany do życia wiecznego. Ze względu na godność człowieka stworzonego przez
    Boga nie wolno niszczyć jego życia.

    Rozważmy obecnie grzechy przeciwko życiu ludzkiemu przypomniane przez Katechizm
    Kościoła Katolickiego.
  • aniouek1 24.01.06, 17:35
    Bóg jest Panem życia i śmierci, gdyż to on wszystko i wszystkich powołał do
    istnienia swoją mocą stwórczą. „W Jego ręku – tchnienie życia i dusza każdego
    człowieka” (Hi 12,10).

    Człowiek ma być w swoim postępowaniu podobny do Stwórcy, gdyż został stworzony
    na Jego obraz i podobieństwo. Jest zatem powołany przez Stwórcę do
    przekazywania i podtrzymywania życia ludzkiego. Ten nakaz Boży – jak przypomina
    Sobór Watykański II – wyklucza wszystko, co godzi w życie człowieka, jak
    wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazję
    i dobrowolne samobójstwo (por. KDK 27).
  • aniouek1 24.01.06, 17:37
    Grzechem przeciwko piątemu przekazaniu jest przede wszystkim zabójstwo. „Nikt,
    w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia
    niewinnej istoty ludzkiej" (Kongregacja Nauki Wiary, Instr. Donum vitae, Wstęp,
    5 – por. KKK 2258) „Piąte przykazanie zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa
    bezpośredniego i zamierzonego. Zabójca i ci, którzy dobrowolnie współdziałają
    w zabójstwie, popełniają grzech, który woła o pomstę do nieba. (Por. Rdz 4,
    10)” (KKK 2268). „Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca.” (KKK
    2258)

    Każda wada może stać się przyczyną zabójstwa. I tak np. gniew rodzący napady
    szału może doprowadzić do pozbawienia kogoś życia. Czasami ludzie mordują z
    powodu swojej pychy, chcą bowiem pozbyć się rywali zagrażających ich władzy,
    wielkości, popularności, zabijają ludzi krytykujących ich złe postępowanie.
    Przyczyną morderstwa może być również powstająca z nienawiści i pychy pogarda
    do ludzi.

    Chciwość doprowadza nieraz do zabójstwa na tle rabunkowym, do wojen, napadów
    itp. Nieczystość może doprowadzić do sadyzmu, gwałtu i zabójstwa. Istnieją też
    morderstwa z zazdrości.

    Zakaz zabijania wyrażony przez piąte przykazanie nie znosi prawa człowieka do
    obrony siebie i innych. „Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa,
    nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios” (KKK 2264).
    Obrona innych jest nie tylko dozwolona, lecz w wielu wypadkach staje się
    obowiązkiem. „Uprawniona obrona jest poważnym obowiązkiem tego, kto jest
    odpowiedzialny za życie drugiego człowieka lub za dobro wspólne.” (KKK 2321)

    Obrona siebie lub innych nie może się jednak nigdy łączyć się z nienawiścią lub
    z chęcią zemsty, gdyż Chrystus nakazał miłować nawet nieprzyjaciół. (por. Mt
    5,44)
  • aniouek1 24.01.06, 17:38
    Nie tylko zabójstwo jest grzechem. Także celowe działania, które mogą pośrednio
    doprowadzić do śmierci są niemoralne. Nie wolno narażać bez powodu na
    niebezpieczeństwo ani bliźnich, ani siebie. „Prawo moralne zakazuje narażania
    kogoś bez ważnego powodu na śmiertelne ryzyko oraz odmówienia pomocy osobie
    będącej w niebezpieczeństwie.” (KKK 2269)
  • aniouek1 24.01.06, 17:39
    Nie usprawiedliwia pozbawiania życia człowieka nawet pragnienie zmniejszenia
    jego cierpienia wywołanego przez chorobę lub starość. Piąte przykazanie
    zakazuje eutanazji, o czym jasno przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego.

    „Eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polega na położeniu
    kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających. Jest ona moralnie
    niedopuszczalna.” (KKK 2277) „Eutanazja zamierzona, niezależnie od jej form
    i motywów jest zabójstwem. Jest głęboko sprzeczna z godnością osoby ludzkiej
    i z poszanowaniem Boga żywego, jej Stwórcy.” (KKK 2324)

    „W ten sposób działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub
    w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo głęboko
    sprzeczne z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga żywego, jej
    Stwórcy.” (KKK 2277)

    Zdrowi nie powinni zabijać ludzi chorych i upośledzonych, lecz mają im
    pomagać. „Osoby, których sprawność życiowa jest ograniczona lub osłabiona,
    domagają się szczególnego szacunku. Chorzy lub upośledzeni powinni być
    wspierani, by mogli prowadzić, w takiej mierze, w jakiej to możliwe, normalne
    życie.” (KKK 2276)

    Szczególną troską powinni być otoczeni ludzie konający, którzy kończą swoje
    ziemskie życie, aby przejść do wieczności. Okres ziemskiego życia jest czasem
    przygotowywania się do wieczności. Tylko Bóg wie, ile czasu potrzeba na to
    przygotowanie się. On więc decyduje, kiedy ma nastąpić śmierć człowieka.
    W swojej wszechwiedzy dobry Ojciec wie, kiedy jego dziecko jest najlepiej
    przygotowane do swego wiecznego istnienia po śmierci. Ponieważ my nie znamy
    tego, dlatego nie wolno nam zadawać nikomu śmierci ani jej celowo przyśpieszać.

    Ponieważ moment śmierci ma decydujący wpływ na wieczność człowieka, dlatego
    trzeba konającym pomóc się przygotować na spotkanie z Panem. „Należy okazywać
    szacunek i troskę umierającym, by pomóc im przeżyć ostatnie chwile w godności
    i w pokoju. Powinna wspomagać ich modlitwa bliskich, którzy winni zatroszczyć
    się o to, by chorzy w odpowiedniej chwili przyjęli sakramenty, przygotowujące
    na spotkanie z Bogiem żywym.” (KKK 2299)

    Piąte przykazanie zakazuje zabijania lub celowego przyśpieszania śmierci. Może
    jednak zrodzić się pytanie, czy istnieje obowiązek moralny przedłużania za
    wszelką cenę ludzkiego życia. Czy można zaprzestać podtrzymywania życia różnymi
    środkami medycznymi?

    Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy odróżnić zwykłe środki od środków
    nadzwyczajnych stosowanych przez medycynę. Katechizm poucza, że zwykłych
    środków medycznych nie należy odmawiać człowiekowi nawet wtedy, kiedy jego
    śmierć jest pewna: „Nawet jeśli śmierć jest uważana za nieuchronną, zwykłe
    zabiegi przysługujące osobie chorej nie mogą być w sposób uprawniony
    przerywane.” (KKK 2279)

    Inaczej sprawa wygląda ze stosowaniem przez lekarzy środków nadzwyczajnych
    w celu przedłużania życia pacjenta. Katechizm poucza, że ich stosowanie nie
    zawsze jest obowiązkiem moralnym: „Zaprzestanie zabiegów medycznych
    kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych
    rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa "uporczywej terapii". Nie
    zamierza się w ten sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku
    nie można jej przeszkodzić. Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli
    ma do tego kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie – przez osoby
    uprawnione, zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów
    pacjenta.” (KKK 2278)

    Przykazanie: „Nie zabijaj” nie zakazuje leczenia i zmniejszania bólu chorego
    takimi środkami, które pobocznie mogą przyśpieszyć jego śmierć. „Stosowanie
    środków przeciwbólowych, by ulżyć cierpieniom umierającego, nawet za cenę
    skrócenia jego życia, może być moralnie zgodne z ludzką godnością, jeżeli
    śmierć nie jest zamierzona ani jako cel, ani jako środek, lecz jedynie
    przewidywana i tolerowana jako nieunikniona. Opieka paliatywna stanowi
    pierwszorzędną postać bezinteresownej miłości. Z tego tytułu powinna być
    popierana.” (KKK 2279)
  • aniouek1 24.01.06, 17:44
    Chociaż dziecko kształtuje się w łonie matki, jednak nie stanowi części jej
    organizmu jak ręka czy noga. Kościół uczy, że każde dziecko pochodzi nie tylko
    od rodziców, lecz i od Boga. On bowiem stwarza bezpośrednio nieśmiertelny
    element tworzący człowieka, który nazywamy duszą. Każde dziecko formuje się pod
    sercem matki zgodnie z ustalonymi przez Boga prawami rozwoju człowieka. To
    kształtowanie się nie jest dziełem przypadku, lecz procesem dobrze znanym Bogu,
    jak o tym mówi psalm: „Nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem,
    utkany w głębi ziemi” (Ps 139,15). Co więcej, człowiek zanim jeszcze został
    poczęty, został przez Boga przeznaczony do jakiegoś zadania: „Zanim
    ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat,
    poświęciłem cię” (Jr 1,5).

    Życie człowieka należy zatem do jego głównego Stwórcy – Boga. Nikt nie ma
    prawda uśmiercać niewinnej istoty, której nieśmiertelne „ja" zostało
    ukształtowane przez Boga.

    O tym, że dziecko nie jest częścią ciała matki lecz kształtującą się odrębną
    osobą świadczy między innymi fakt, że matka nie ma wglądu we wnętrze dziecka –
    w jego kształtującą się psychikę – tak jak potrafi to uczynić w stosunku do
    siebie. Dzięki posiadanej świadomości matka wie, co sama myśli, co czuje, co
    się z nią dzieje itp. Jej świadomość nie wnika jednak do wnętrza kształtującego
    się w jej łonie dziecka i nigdy w nie nie wniknie. W dziecku bowiem stopniowo
    formuje się odrębny wewnętrzny świat osobowy z własną świadomością.

    Dziecko jest nową formującą się osobą, noszącą w sobie nieśmiertelny element:
    duszę. Kościół przypomina więc, że jako osoba dziecko ma wszystkie prawa
    przysługujące osobom. „Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili
    poczęcia, powinno się bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć
    go jak każdą inną istotę ludzką.” (KKK 2323)

    Jako osoba dziecko od początku swego istnienia ma przede wszystkim prawo do
    życia, którego nikomu nie wolno naruszać. „Życie ludzkie od chwili poczęcia
    powinno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili
    swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby, wśród nich
    nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia” (KKK 2270).

    Zabójstwo dziecka jest krzywdą wyrządzoną dziecku. Polega ona nie tylko na
    pozbawieniu go życia. Przez zabójstwo odmawia mu się łask, które mogłoby
    otrzymać w sakramencie chrztu, w Komunii św. i dzięki innym sakramentom.

    Nieraz przedstawia się przerwanie ciąży jako dobrodziejstwo dla matki lub
    społeczeństwa. Tak jednak nie jest. Miłość bowiem kobiety może się rozwinąć
    dzięki macierzyństwu. Zabicie zaś dziecka w łonie matki pozbawia ją tej
    możliwości i staje się powodem jej wyrzutów sumienia oraz powracającego
    niepokoju.

    Zabójstwo nienarodzonego dziecka jest również złem społecznym. Każdy bowiem
    człowiek ma do spełnienia jakieś zadanie powierzone mu przez Boga. Zabicie
    dziecka jest zawsze pozbawieniem społeczeństwa jakiejś niepowtarzalnej osoby,
    która miała coś wnieść w życie świata, w jego historię. Wśród zabitych milionów
    dzieci z pewnością były takie, które według planu Bożego miały wynaleźć
    lekarstwa na nękające ludzkość choroby. Może niektóre z nich przewidziane były
    przez Boga na wynalazców jakichś środków, które powstrzymałyby kataklizmy takie
    jak trzęsienie ziemi, cyklony, powodzie, wulkany. Pomyślmy, ile szkód i
    cierpienia zaznaliby mieszkańcy ziemi, gdyby wynalazcę piorunochronów rodzice
    zabili przed jego narodzeniem!

    Kościół bardzo surowo osądza zło grzechu przerwania ciąży. Jest ono zabójstwem,
    za które spada za winnych tej zbrodni kara ekskomuniki. „Dziecko od chwili
    poczęcia ma prawo do życia. Bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone
    jako cel lub środek, jest "praktyką... haniebną" (Sobór Watykański II, konst.
    Gaudium et spes, 27), poważnie sprzeciwiającą się prawu moralnemu. Kościół
    nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu
    ludzkiemu.” (KKK 2322)

    Nauka Kościoła o grzeszności przerywania ciąży nie uległa zmianie, co bardzo
    wyraźnie potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego: "Kościół od początku
    twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. Nauczanie
    na ten temat nie uległo zmianie i pozostaje niezmienne. Bezpośrednie przerwanie
    ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z
    prawem moralnym.” (KKK 2271)

    Powody zabijania dzieci przed narodzeniem są różne. Zazwyczaj chęć wygodnego
    życia, bez wyrzeczeń – jakich wymaga wychowanie dziecka – skłania do
    przerywania ciąży. Ta niechęć do posiadania dzieci rodzi się nieraz z
    chciwości, np. ktoś chce zaoszczędzić na samochód, na kosztowne podróże,
    dlatego decyduje się na zabójstwo nienarodzonego dziecka. Lenistwo budzące
    niechęć do wysiłku może stać się również powodem usunięcia ciąży, czyli zabicia
    dziecka. Nawet zwykła próżność może nieraz skłonić do tego morderstwa, np. po
    to, by z powodu próżności i pragnienia wzbudzania podziwu nie utracić zgrabnej
    figury. Wstyd przed otoczeniem może skłonić do zabicia dziecka. A przecież
    kobieta może zawsze je urodzić i zgodzić się już w szpitalu, po porodzie, na
    zaadoptowanie go przez jakieś bezdzietne małżeństwo, które nieraz całymi latami
    bezskutecznie czeka na taką możliwość.

    Nieraz osoby z otoczenia matki w poważnym stopniu ponoszą winę za jej decyzję
    zabicia dziecka. np. mąż namawiający lub zmuszający swoją żonę do tego czynu;
    matka grożąca niezamężnej córce, że nie wpuści jej do domu, jeśli nie podda się
    zabiegowi aborcji; osoby wyśmiewające się z matki, która pragnie urodzić
    kolejne dziecko; lekarz bezpodstawnie straszący powikłaniami lub śmiercią matkę
    spodziewającą się dziecka albo zakładający z góry, że dziecko może się urodzić
    z jakąś wadą rozwojową.

    Choć otoczenie może w dużej mierzą ponosić współodpowiedzialność za przerwanie
    ciąży, jednak ostateczna decyzja należy do samej kobiety. Jeśli strach lub
    jakieś egoistyczne motywy – np. pragnienie bogactwa, wygody itp. – zagłuszą
    miłość macierzyńską do dziecka, wówczas zdecyduje się ona na przerwanie ciąży.

    Czynnikiem ułatwiającym zabicie nienarodzonego dziecka może być także brak
    wiary w Boga, w Jego ojcowską opatrzność i opiekę nad każdym stworzonym przez
    Niego człowiekiem. A przecież każde dziecko posiada bardzo świadomie stworzoną
    przez Niego duszę, przez co do Niego należy i On nim się opiekuje.

    Głęboka ufność w Bożą opiekę i wiara w możliwość wiecznego spotkania się ze
    swoim dzieckiem w niebie była powodem bohaterskiego poświęcenia swojego życia
    przez wiele matek stojących przed wyborem: ratować własne życie kosztem dziecka
    czy też umrzeć dla ocalenia jego życia. Przykładem może być lekarka Joanna
    Beretta-Molla, ogłoszona przez Jana Pawła błogosławioną.
  • aniouek1 24.01.06, 17:47
    Katechizm poucza, że współdziałanie w przerywaniu ciąży jest grzechem przeciwko
    życiu ludzkiemu i powoduje zaciągnięcie ekskomuniki: „Formalne współdziałanie
    w przerywaniu ciąży stanowi poważne wykroczenie. Kościół nakłada kanoniczną
    karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu. "Kto powoduje
    przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą
    samego prawa" (KPK, kan. 1398), "przez sam fakt popełnienia przestępstwa" (KPK,
    kan. 1314), na warunkach przewidzianych przez prawo (Por. KPK, kan. 1323-
    1324).” (KKK 2272)
  • aniouek1 24.01.06, 17:48
    Szanowanie życia człowieka od początku jego zaistnienia nakłada obowiązek
    leczenia embrionu, gdy zachodzi konieczność, i nie dopuszcza przeprowadzania
    eksperymentów genetycznych i takich ingerencji, które nie mają charakteru
    leczniczego.

    „Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się
    bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć go w miarę możliwości
    jak każdą inną istotę ludzką. Diagnostyka prenatalna jest moralnie dozwolona,
    jeśli „szanuje życie oraz integralność embrionu i płodu ludzkiego, dąży do jego
    ochrony albo do jego indywidualnego leczenia... Sprzeciwia się prawu moralnemu
    wtedy, gdy w zależności od wyników prowadzi do przerwania ciąży. Diagnostyka
    nie powinna pociągać za sobą wyroku śmierci" (Kongregacja Nauki Wiary, instr.
    Donum vitrae, I, 2.. KKK 2274)

    „Jak każdy zabieg medyczny na pacjencie, należy uznać za dopuszczalne zabiegi
    na embrionie ludzkim, pod warunkiem że uszanują życie i integralność embrionu,
    nie narażając go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie; gdy są podejmowane w
    celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowania zagrożonego życia”
    (Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitrae, I, 3.. KKK 2275)

    „Wytwarzanie embrionów ludzkich po to, aby były używane jako «materiał
    biologiczny», jest niemoralne” (Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitrae,
    I. 5.. KKK 2275).

    „Niektóre próby interwencji w dziedzictwo chromosomowe lub genetyczne nie mają
    charakteru leczniczego, lecz zmierzają do wytwarzania istot ludzkich o
    określonej płci lub innych wcześniej ustalonych właściwościach. Manipulacje te
    sprzeciwiają się również godności osobowej istoty ludzkiej, jej integralności
    i tożsamości” (Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitrae, I. 6.) jedynej,
    niepowtarzalnej” (KKK 2275)

    „Wytwarzanie embrionów ludzkich po to, aby były używane jako «materiał
    biologiczny», jest niemoralne” (Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitrae,
    I. 5.. KKK 2275)
  • aniouek1 24.01.06, 17:49
    Grzechem przeciwko piątemu przykazaniu jest również samobójstwo. „Każdy jest
    odpowiedzialny przed Bogiem za swoje życie, które od Niego otrzymał. Bóg
    pozostaje najwyższym Panem życia. Jesteśmy obowiązani przyjąć je
    z wdzięcznością i chronić je ze względu na Jego cześć i dla zbawienia naszych
    dusz. Jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami życia, które Bóg nam powierzył.
    Nie rozporządzamy nim.” (KKK 2280)

    Bóg, Dawca życia, ma decydować, kiedy człowiek przez śmierć ma przechodzić do
    wieczności. On wie, kiedy człowiek jest najbardziej dojrzały i przygotowany do
    życia wiecznego. Dobrowolne skracanie swojego życia pozbawia człowieka
    możliwości zasługiwania przez swoje czyny miłości na chwałę nieba.

    „Samobójstwo popełnione z zamiarem dania "przykładu", zwłaszcza ludziom młodym,
    nabiera dodatkowo ciężaru zgorszenia. Dobrowolne współdziałanie w samobójstwie
    jest sprzeczne z prawem moralnym.” (KKK 2282)

    Targnięcie się na swoje życie jest ciężkim przewinieniem, chociaż – jak
    w każdym innym grzechu – mogą zaistnieć czynniki zmniejszające stopień
    winy. „Ciężkie zaburzenia psychiczne, strach lub poważna obawa przed próbą,
    cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy.” (KKK
    2282)

    Chociaż samobójstwo jest grzechem ciężkim, nie oznacza to, że każdy, kto
    odebrał sobie życie otrzymuje karę potępienia, jak o tym uczy Katechizm: „Nie
    powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały
    sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego
    żalu. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie.” (KKK 2283) My
    również winniśmy modlić się za samobójców i za tych, którzy mogą popełnić ten
    grzech.

    Oprócz stanów chorobowych przyczyna targnięcia się na własne życie może leżeć
    w gniewie, np. gdy ktoś w porywie szału wyskakuje przez okno; w upojeniu
    alkoholowym, w zawodzie miłosnym, w chciwości, np. gdy ktoś stracił sens życia,
    bo zbankrutował.
  • aniouek1 24.01.06, 17:51
    Nie tylko życie fizyczne i ciało ma swoją wartość. Człowiek jest duchem
    przyobleczonym w ciało. Bóg obdarował nas nie tylko życiem fizycznym, którego
    nie wolno nam zabijać. Każdy człowiek posiada również duchową i rozumną duszę,
    stworzoną bezpośrednio przez Boga. Ta dusza może być ożywiona życiem Bożym
    nazywanym łaską uświęcającą. Piąte przykazanie nakazuje nam troskę nie tylko
    o życie fizyczne, ale także o życie duchowe i nadprzyrodzone. Człowiek ma się
    rozwijać wszechstronnie i pomagać tym również bliźnim. Zakaz: „Nie zabijaj”,
    odnosi się zarówno do życia fizycznego, jak również do życia duchowego
    i nadprzyrodzonego. Rozważmy obecnie to zagadnienie.
  • aniouek1 24.01.06, 17:52
    Stwórca pragnie ożywiać naszą duszę Swoim życiem. Daru życia Bożego udzielił
    nam w sakramencie chrztu. Życie Boże, nazywane łaską uświęcającą, upodabnia nas
    do Boga, daje nam udział w życiu Trójcy Świętej. Dar ten jest absolutnie
    konieczny do osiągnięcia zbawienia. Jak więc mamy obowiązek troszczyć się
    o życie fizyczne, tak obowiązek ten odnosi się również do życia Bożego w nas.
    To życie należy rozwijać w sobie i nigdy nie wolno go niszczyć przez grzechy.
  • aniouek1 24.01.06, 17:53
    Każdy naturalny i nadprzyrodzony dar Boży podobny jest do talentu
    z przypowieści Jezusa Chrystusa (por. Mt 25,14-30), który można powiększać lub
    go zmarnować. Odnosi się to również do daru życia Bożego, który otrzymaliśmy
    w sakramencie chrztu. Otrzymaną łaskę można powiększać przez każde
    bezinteresowne działanie, czyli przez każdą życzliwą myśl, dobre słowo i czyn
    wypływający z miłości. Życie Boże wzrasta w nas, kiedy spotykamy się
    w sakramentach z jego Dawcą – Jezusem Chrystusem. Szczególnym spotkaniem z Nim
    jest Komunia św. W Eucharystii, pod postaciami chleba i wina, jest On obecny
    realnie i prawdziwie jako człowiek i jako Bóg. Jest obecny z ciałem, krwią
    i duszą jako człowiek i ze swoją Boską naturą jako prawdziwy Bóg. Do wzrostu
    życia Bożego w nas przyczynia się też każda modlitwa, gdyż i ona jest
    spotkaniem z Bogiem.
  • aniouek1 24.01.06, 17:54
    Życie Boże udzielone w sakramencie chrztu może zostać zniszczone tak jak życie
    fizyczne. Piąte przykazanie stojące na straży każdej formy życia zakazuje
    zabijania tego życia w sobie i w innych ludziach. Grzech ciężki, nazywany też
    grzechem śmiertelnym jest nadprzyrodzonym zabójstwem. Wywołuje on prawdziwą
    śmierć życia Bożego, miłości Bożej, samego Boga w człowieku. Ta śmierć jest
    bardzo groźna, gdyż człowiek – choć jego nieśmiertelna dusza nigdy nie
    przestanie istnieć – może się w niej pogrążyć na całą wieczność.
  • aniouek1 24.01.06, 17:55
    Istnieje jeszcze jedna forma bardzo niebezpiecznego duchowego zabójstwa. Jest
    nim zabijanie sumienia, czyli przytępianie go. Rezultatem tego staje się
    niewrażliwość na popełniane przez siebie grzechy. „Zabija się braci na wiele
    sposobów: bronią, słowem lub złym czynem... przez doniesienie prześladowcy
    o kryjówce prześladowanego, przez odebranie nieszczęśliwemu miejsca, w którym
    znajduje ukojenie... O! Na ileż sposobów się zabija... Człowiek jednak nie
    odczuwa wyrzutów sumienia. Człowiek – a jest to znakiem jego duchowego upadku –
    zabił wyrzuty sumienia.» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga 187,
    Katowice 2000, wyd. Vox Domini)
  • aniouek1 24.01.06, 17:57
    Człowiek może nie tylko w sobie niszczyć życie Boże, czyli łaskę uświęcającą.
    Przez zgorszenie może przyczynić się do tego, że inni ludzie zniszczą ją
    również w sobie.

    „Zgorszenie jest postawą lub zachowaniem, które prowadzi drugiego człowieka do
    popełnienia zła. Ten, kto dopuszcza się zgorszenia, staje się kusicielem swego
    bliźniego. Narusza cnotę i prawość; może doprowadzić swego brata do śmierci
    duchowej. Zgorszenie jest poważnym wykroczeniem, jeśli uczynkiem lub
    zaniedbaniem dobrowolnie doprowadza drugiego człowieka do poważnego
    wykroczenia.” (KKK 2284)

    Ze względu na wielkie zło gorszących czynów Jezus Chrystus wypowiada surowe
    słowa ostrzeżenia: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych
    małych... temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi
    morza” (Mt 18,6; Por. 1 Kor 8, 10-13).

    „Zgorszenie jest szczególnie ciężkie, gdy szerzą je ci, którzy, z natury bądź
    z racji pełnionych funkcji, obowiązani są uczyć i wychowywać innych. Takie
    zgorszenie Jezus zarzuca uczonym w Piśmie i faryzeuszom, porównując ich do
    wilków przebranych za owce (Por. Mt 7,15).” (KKK 2285)

    „Zgorszenie może być spowodowane przez prawo lub instytucje, przez modę lub
    opinię publiczną. W ten sposób winni zgorszenia są ci, którzy ustanawiają prawa
    lub struktury społeczne prowadzące do degradacji obyczajów i rozkładu życia
    religijnego lub do "warunków społecznych, które, w sposób zamierzony czy nie,
    utrudniają albo praktycznie uniemożliwiają życie chrześcijańskie,
    zgodne z przykazaniami" (Pius XII, Przemówienie - 1 czerwca 1941). To
    samo dotyczy dyrektorów przedsiębiorstw, którzy wydają przepisy zachęcające do
    oszustwa, nauczycieli, którzy "pobudzają do gniewu... swoich... uczniów" (Por.
    Ef 6,4; Kol 3,21), lub tych, którzy manipulują opinią publiczną, odciągając ją
    od wartości moralnych.” (KKK 2286)
  • aniouek1 24.01.06, 17:58
    Kolejnym zobowiązaniem wynikającym z piątego przykazania jest troska o życie
    i zdrowie fizyczne i zakaz niszczenia go przez szkodzenie zdrowiu, ranienie,
    torturowanie itp. To zagadnienie zostanie obecnie omówione.
  • aniouek1 24.01.06, 18:00
    Człowiek został stworzony przez Boga jako istota złożona z dwóch elementów:
    materialnego, nazywanego ciałem, i duchowego, określanego jako dusza. O te dwa
    elementy powinien więc człowiek się troszczyć.

    „Życie i zdrowie fizyczne są cennymi dobrami powierzonymi nam przez Boga. Mamy
    się o nie rozsądnie troszczyć, uwzględniając potrzeby drugiego człowieka
    i dobra wspólnego.” (KKK 2288)

    Miłość do drugiego człowieka nie ogranicza się do powstrzymywania się od
    zabijania i niszczenia zdrowia. Prawdziwa miłość skłania do ustawicznej troski,
    by osobom – za które jesteśmy odpowiedzialni – zapewnić wszystko, co jest mi
    potrzebne do zachowania zdrowia oraz do wszechstronnego rozwoju
    osobowego. „Gdziekolwiek znajdują się ludzie – przypomina Sobór Watykański II –
    którym brak pokarmu i napoju, ubrania, mieszkania, lekarstw, pracy, oświaty,
    środków do prowadzenia życia godnego człowieka, ludzie nękani chorobami
    i przeciwnościami, cierpiący wygnanie i więzienie, tam miłość chrześcijańska
    winna ich szukać i znajdować, troskliwie pocieszać i wspierać" (DA 8).
  • aniouek1 24.01.06, 18:01
    Aby nie umrzeć, człowiek musi odżywiać się, a w razie choroby – leczyć się
    dostępnymi w sposób roztropny środkami. Ważne jest jednak, by troska o zdrowie
    fizyczne nie prowadziła do zaniku miłości, zgłasza do bliźnich, np. przez
    bezwzględne domaganie się od otoczenia opieki i zadręczanie bliźnich swoimi
    wymaganiami.
  • aniouek1 24.01.06, 18:03
    Dzięki badaniom naukowym można znajdować środki służące zdrowiu fizycznemu
    i psychicznemu człowieka. Takie badania są zgodne z piątym przykazaniem
    nakazującym stanie na straży życia i zdrowia ludzkiego. „Doświadczenia naukowe,
    medyczne lub psychologiczne na osobach lub grupach ludzkich mogą przyczyniać
    się do leczenia chorych i do poprawy zdrowia publicznego.” (KKK 2292)

    Kiedy jednak eksperymenty naukowe godzą w prawdziwe dobro człowieka, stają się
    niemoralne, a więc grzeszne. Zwraca na to uwagę Katechizm Kościoła
    Katolickiego: „Badania lub doświadczenia przeprowadzane na istocie ludzkiej nie
    mogą uzasadniać czynów samych w sobie sprzecznych z godnością osób i z prawem
    moralnym. Ewentualna zgoda osób poddawanych doświadczeniom nie usprawiedliwia
    takich czynów. Przeprowadzanie doświadczeń na istocie ludzkiej nie jest
    moralnie uzasadnione, jeżeli naraża jej życie lub integralność fizyczną
    i psychiczną na ryzyko niewspółmierne lub takie, którego dałoby się uniknąć.
    Przeprowadzanie doświadczeń na istotach ludzkich jest nie do pogodzenia
    z godnością osoby, szczególnie jeśli ma ono miejsce bez wyraźnej zgody danej
    osoby lub osób uprawnionych.” (KKK 2295)
  • aniouek1 24.01.06, 18:04
    Istnieje wiele grzechów przeciwko życiu i zdrowiu fizycznemu człowieka. Należy
    do nich niszczenie zdrowia, okaleczanie, torturowanie. Zagadnienie to zostanie
    omówione w tym paragrafie.
  • aniouek1 24.01.06, 18:05
    Piąte przykazanie zakazuje nieuzasadnionego niszczenia zdrowia własnego
    i innych ludzi. Uleganie różnym wadom często staje się przyczyną wykraczania
    przeciwko piątemu przykazaniu.

    I tak np. człowiek pyszny, pożerany przez próżne ambicje, mający różne plany,
    wykorzystuje nieraz innych ludzi do realizacji swoich zamierzeń, nie zezwalając
    im przy tym na konieczny wypoczynek.

    Także chciwość może rujnować zdrowie innych, np. ktoś wykorzystuje ludzi,
    zatrudnia w pracy dzieci, zleca innym niebezpieczne dla zdrowia zajęcia, płaci
    pracownikom tak mało, że nie wystarcza im na życie itp.

    Nieczystość może także prowadzić do rujnowania zdrowia fizycznego lub
    psychicznego, np. namawianie kogoś do zażywania różnych środków
    antykoncepcyjnych. Namówienie kogoś do przerwania ciąży może doprowadzić do
    odebrania tej osobie, na całe życie, spokoju sumienia, radości. Może nawet
    doprowadzić do choroby lub powikłań psychicznych. Nieraz współmałżonek, przez
    wymuszanie współżycia seksualnego niezgodnego z normami moralności, doprowadza
    swoją żonę do przeżywania ciągłych wyrzutów sumienia, do odczuwania ciągłego
    niepokoju, a nawet – do stanów nerwicowych.

    Zazdrość staje się nieraz powodem niszczenia zdrowia i pokoju wewnętrznego, np.
    z powodu zazdrości ktoś może zranić bliźniego, a przez szantażowanie go,
    rzucanie oszczerstw może spowodować, iż żyje on w ciągłym niepokoju. Pod
    wpływem zazdrości ktoś może zmuszać drugą osobę do nadmiernego, rujnującego jej
    zdrowie wysiłku, aby pozbawić ją zazdroszczonego dobrego samopoczucia, urody
    itp.

    „Cnota umiarkowania uzdalnia do unikania wszelkiego rodzaju nadużyć dotyczących
    pożywienia, alkoholu, tytoniu i leków.” (KKK 2290) Brak zaś umiaru w jedzeniu i
    piciu, palenie papierosów, rujnuje nie tylko własne zdrowie, lecz także osób
    zachęcanych lub zmuszanych do podobnych praktyk.

    Alkohol może stać się przyczyną wypadków. „Ci, którzy w stanie nietrzeźwym lub
    na skutek nadmiernego upodobania do szybkości zagrażają bezpieczeństwu drugiego
    człowieka i swemu własnemu – na drogach, na morzu lub w powietrzu – ponoszą
    poważną winę.” (KKK 2290) Alkoholizm rodziców może też spowodować upośledzenie
    fizyczne lub umysłowe ich potomstwa.

    Sprzecznym z piątym przykazaniem rujnowaniem zdrowia i życia jest też
    narkomania. „Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu
    ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ze wskazań ściśle
    lekarskich. (KKK 2291)

    Także wytwarzanie lub rozprowadzanie narkotyków jest grzechem przeciwko piątemu
    przykazaniu. „Nielegalna produkcja i przemyt narkotyków są działaniami
    gorszącymi; stanowią one bezpośredni współudział w działaniach głęboko
    sprzecznych z prawem moralnym, ponieważ skłaniają do nich.” (KKK 2291)

    Nieraz nadmierne szukanie rozrywek rujnuje zdrowie, doprowadza do przemęczenia
    i wyczerpania nerwowego, np. gdy ktoś bez umiaru, kosztem snu, ogląda programy
    telewizyjne; gdy ktoś niszczy słuch przez słuchanie – zwłaszcza przez
    słuchawki – zbyt hałaśliwej muzyki. Swoimi zabawami można też pozbawiać spokoju
    lub snu sąsiadów i przez to rujnować ich zdrowie.

    Zbytni aktywizm, bez wypoczynku, prowadzi do niszczenia zdrowia. Ale i lenistwo
    połączone z bezczynnością nie służy zdrowiu, może bowiem doprowadzić do
    poczucia znudzenia, bezsensu życia, może zabić w człowieku tak konieczną dla
    równowagi psychicznej radość i spokój wewnętrzny.
  • aniouek1 24.01.06, 18:06
    Grzechem przeciwko piątemu przykazaniu Dekalogu jest torturowanie fizyczne lub
    psychiczne, stosowanie przymusu psychicznego, zastraszanie, terroryzm,
    okaleczanie, ranienie itp. Poszanowanie godności ciała ludzkiego – które ma być
    świątynią Ducha Świętego (por. 1 Kor 6,19) – wyklucza takie działania.

    Żadne powody nie usprawiedliwiają praktyki tortur. „Stosowanie tortur,
    polegające na przemocy fizycznej lub moralnej w celu uzyskania zeznań, ukarania
    winnych, zastraszenia przeciwników, zaspokojenia nienawiści, jest sprzeczne
    z poszanowaniem osoby i godności ludzkiej.” (KKK 2297)

    Katechizm przyznaje, że Kościół nie zawsze zdecydowanie przeciwstawiał się
    stosowaniu tortur. „W czasach minionych te okrutne praktyki były powszechnie
    stosowane przez legalne rządy w celu utrzymania prawa i porządku, często bez
    sprzeciwu ze strony pasterzy Kościoła, którzy w swoim sądownictwie przyjęli
    przepisy prawa rzymskiego dotyczące tortur. Mimo tych godnych pożałowania
    faktów Kościół zawsze pouczał o obowiązku łagodności i miłosierdzia; zabraniał
    osobom duchownym przelewania krwi. W ostatnich czasach stało się oczywiste, że
    te okrutne praktyki nie były ani konieczne dla porządku publicznego, ani zgodne
    ze słusznymi prawami osoby ludzkiej. Przeciwnie – praktyki te prowadzą do
    jeszcze większych poniżeń. Powinno się działać w celu ich zniesienia. Trzeba
    modlić się za ofiary i za ich katów.” (KKK 2298)
  • aniouek1 24.01.06, 18:10
    Grzechem przeciwko piątemu przykazaniu są również wszelkie akty
    terroryzmu. „Terroryzm, który grozi, rani i zabija wszystkich bez różnicy, jest
    w głębokiej sprzeczności ze sprawiedliwością i miłością” (KKK 2297). Niemoralne
    jest też uprowadzanie i branie zakładników (por. KKK 2297)

    Nie tylko bezpośrednie ranienie, torturowanie, terroryzowanie innych narusza
    piąte przykazanie. Można bowiem skazać człowieka na udrękę i cierpienie także
    wtedy, gdy – dysponując odpowiednimi środkami – nie robi się nic, by poprawić
    jego nieludzkie warunki życia.

    Jan Paweł II w Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 2002 roku ukazał zło
    terroryzmu. Przypomniał jednak, że pomimo prawa do obrony przed nim, człowiek
    nie może stosować w walce z nim niemoralnych środków, takich jak wymierzanie
    kary bez udowodnienia winy oraz stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Aby
    skutecznie przeciwstawić się międzynarodowemu terroryzmowi, należy przede
    wszystkim likwidować niesprawiedliwość społeczną. Ona to rodzi ludzkie
    cierpienie i sprzyja aktom terroru. Aby jednak wprowadzić sprawiedliwość,
    nieodzowne staje się przebaczenie, Bez niego nie można odbudować społeczności,
    w której szanowane będą prawa wszystkich ludzi, ani też nie można zaprowadzić
    trwałego pokoju.
  • aniouek1 24.01.06, 18:11
    Piąte przykazanie zakazuje okaleczania ludzkiego ciała. Tylko względy medyczne
    mogą usprawiedliwić takie działania np. dokonywanie operacji. „Bezpośrednio
    zamierzone amputacje, okaleczenia ciała lub sterylizacje osób niewinnych są
    sprzeczne z prawem moralnym poza wskazaniami medycznymi o charakterze ściśle
    leczniczym.” (Por. Pius XI, enc. Casti connubii: DS 3722.. KKK 2297)
  • aniouek1 24.01.06, 18:13
    Przeszczepianie narządów może być naruszeniem prawa moralnego lub też czymś
    uprawnionym etycznie. Katechizm określa warunki, kiedy łamie się prawo moralne,
    a kiedy dokonuje się dobrego czynu: „Przeszczep narządów jest moralnie nie do
    przyjęcia, jeśli dawca lub osoby uprawnione nie udzieliły na niego wyraźnej
    zgody. Jest on natomiast zgodny z prawem moralnym i może zasługiwać na uznanie,
    jeśli zagrożenia i ryzyko fizyczne i psychiczne ponoszone przez dawcę są
    proporcjonalne do pożądanego dobra u biorcy. Jest rzeczą moralnie
    niedopuszczalną bezpośrednie powodowanie trwałego kalectwa lub śmierci jednej
    istoty ludzkiej, nawet gdyby to miało przedłużyć życie innych osób.” (KKK 2296)
  • aniouek1 24.01.06, 18:14
    Wyrażone negatywnie przykazanie: „Nie zabijaj” zawiera też pozytywne wezwanie
    do szanowania życia fizycznego, duchowego i nadprzyrodzonego człowieka. W tym
    wezwaniu zawiera się nakaz do budowania takiego świata, w którym każdy człowiek
    może żyć i rozwijać się zgodnie z zamierzeniem Stwórcy. Zanalizujmy dokładniej
    to zagadnienie.
  • aniouek1 24.01.06, 18:16
    Aby człowiek mógł się rozwijać, należy tworzyć społeczności, w których szanować
    się będzie godność i prawa drugiego człowieka. Zadaniem chrześcijanina jest
    zatem takie przetwarzanie swojego środowiska oraz struktur społecznych, aby
    wszędzie respektowano wielkość człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo
    Boże.

    Każdy uczeń Chrystusa powinien szanować godność i prawa drugiego człowieka,
    takie jak: prawo do godnego poziomu życia, do korzystania z wartości moralnych
    i kulturalnych, prawo do oddawania czci Bogu zgodnie z wymaganiami prawego
    sumienia, prawo do wyboru stanu i swobody życia rodzinnego, prawo do prawdy, do
    dobrego imienia itp. (por. Jan XXIII, encyklika "Pacem in terris").

    Przykazania Dekalogu stoją na straży praw osobowych, których nikomu nie wolno
    naruszać, np. prawa do wiary w Boga, do oddawania Mu czci, do świętowania dnia
    Pańskiego, prawa do szacunku ze strony swoich dzieci, prawa do życia, do
    nienaruszalności jedności i czystości małżeńskiej, do posiadania swojej
    własności, do prawdy itp.

    Wadą utrudniającą szanowanie bliźniego jest pycha. Rodzi ona tendencję do
    umniejszania wartości drugiego człowieka, do pozbawiania go różnych uprawnień,
    np. ludzi innych ras lub płci.

    Inne wady także mogą doprowadzić do naruszenia praw drugiego człowieka, np.
    zazdrość i chciwość może skłaniać do odmówienia drugiemu prawa do posiadania
    swojej własności; nieopanowany mąż może łamać prawo swojej żony do współżycia
    zgodnego z sumieniem; pod wpływem gniewu człowiek potrafi znieważyć lub nawet
    zabić drugiego, naruszając przez to jego prawo do dobrego imienia i do życia.
  • aniouek1 24.01.06, 18:17
    „Poszanowanie i rozwój życia ludzkiego domagają się pokoju.” (KKK 2304) Wojny
    są bezpośrednim zagrożeniem życia ludzkiego, dlatego moralnym obowiązkiem jest
    budowanie takiego świata, w którym nie będzie wojen. Katechizm szczegółowo
    omawia związaną z piątym przykazaniem problematykę troski o pokój i unikanie
    wojen. Poniżej zostaną przedstawione główne myśli dotyczące tego ważnego dla
    ludzkości zagadnienia.

    Do zachowania pokoju nie wystarczy polityczna równowaga sił, konieczne jest
    szanowanie się wzajemne narodów, stałe dążenie do braterstwa, szanowanie
    godności (por. KKK 2304)

    Trwały pokój można osiągnąć dzięki Chrystusowi. „Pokój ziemski jest obrazem i
    owocem pokoju Chrystusa, który jest mesjańskim "Księciem Pokoju" (Iz 9, 5).”
    (KKK 2305). „On... jest naszym pokojem” (Ef 2,14).

    Każdy człowiek przez swoje działanie i modlitwę ma zrobić wszystko, by unikać
    wojen. „Tak długo jednak jak "będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a
    równocześnie brakować będzie międzynarodowej władzy posiadającej niezbędne
    kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę... rządom nie można odmawiać prawa
    do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych
    rokowań" (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 79; KKK 2308).

    Naród może się bronić w przypadku zagrożenia. Katechizm zaznacza jednak, że
    należy „ściśle wziąć pod uwagę dokładne warunki usprawiedliwiające uprawnioną
    obronę z użyciem siły militarnej. Powaga takiej decyzji jest podporządkowana
    ścisłym warunkom uprawnienia moralnego. Potrzeba jednocześnie w tym przypadku:

    – aby szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów była
    długotrwała, poważna i niezaprzeczalna;

    – aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się
    nierealne lub nieskuteczne;

    – aby były uzasadnione warunki powodzenia;

    – aby użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu
    niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę
    współczesnych środków niszczenia.

    Są to elementy tradycyjnie wymieniane w teorii tzw. wojny sprawiedliwej.” (KKK
    2309)

    „Ci, którzy poświęcają się sprawie ojczyzny, służąc w wojsku, są sługami
    bezpieczeństwa i wolności narodów. Jeżeli wywiązują się należycie ze swojego
    zadania, prawdziwie przyczyniają się do dobra wspólnego narodu i utrwalenia
    pokoju” (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 79. KKK 2310).

    „Władze publiczne powinny uwzględnić przypadek tych, którzy z pobudek sumienia
    odmawiają użycia broni; są oni jednak zobowiązani w inny sposób służyć
    wspólnocie ludzkiej (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 79. KKK
    2311)

    Gdyby doszło do konfliktu zbrojnego, należy „szanować i traktować humanitarnie
    ludność cywilną, rannych żołnierzy i jeńców.” (KKK 2313)

    „Działania w sposób zamierzony sprzeczne z prawem narodów i jego powszechnymi
    zasadami, podobnie jak nakazujące je zarządzenia, są zbrodniami. Nie wystarczy
    ślepe posłuszeństwo, by usprawiedliwić tych, którzy się im podporządkowują.
    Zagłada ludu, narodu czy mniejszości etnicznej powinna być potępiona jako
    grzech śmiertelny. Istnieje moralny obowiązek stawiania oporu rozkazom, które
    nakazują ludobójstwo. (KKK 2313)

    „Wszelkie działania wojenne, zmierzające bez żadnej różnicy do zniszczenia
    całych miast lub też większych połaci kraju z ich mieszkańcami, są zbrodnią
    przeciw Bogu i samemu człowiekowi, zasługującą na stanowcze i natychmiastowe
    potępienie” (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 80.) Ryzykiem
    nowoczesnej wojny jest stwarzanie okazji posiadaczom broni masowej zagłady,
    zwłaszcza atomowej, biologicznej lub chemicznej, do popełniania takich
    zbrodni.” (KKK 2314)

    „Gromadzenie broni wydaje się wielu ludziom paradoksalnym sposobem
    powstrzymania ewentualnych przeciwników od wojny. Widzą w tym najbardziej
    skuteczny ze środków zdolnych zapewnić pokój między narodami. Wobec takiego
    odstraszającego zabiegu powinno się wysunąć poważne zastrzeżenia moralne.
    Wyścig zbrojeń nie zapewnia pokoju. Nie tylko nie eliminuje przyczyn wojny, ale
    może je jeszcze nasilić. Wydawanie ogromnych sum na produkcję ciągle nowych
    rodzajów broni uniemożliwia przyjście z pomocą głodującej ludności (Por. Paweł
    VI, enc. Populorum progressio, 53.), hamuje rozwój narodów. Nadmierne zbrojenia
    mnożą przyczyny konfliktów i zwiększają ryzyko ich rozprzestrzeniania się.”
    (KKK 2315) „Wyścig zbrojeń stanowi najgroźniejszą plagę ludzkości, a
    równocześnie nieznośną krzywdę dla ubogich" (Sobór Watykański II, konst.
    Gaudium et spes, 81; KKK 2329).

    „Produkcja broni i handel nią dotykają wspólnego dobra narodów i wspólnoty
    międzynarodowej. Władze publiczne mają więc prawo i obowiązek ich ustawowego
    uregulowania. Dążenie do doraźnych interesów prywatnych lub zbiorowych nie może
    usprawiedliwić przedsięwzięć, które podsycają przemoc i konflikty między
    narodami oraz naruszają międzynarodowy porządek prawny.” (KKK 2316)

    Troska o pokój spoczywa na władzach państwowych a także na każdym człowieku,
    który ma usuwać ze swego życia to, co jest korzeniem wszelkich zatargów między
    ludźmi. Każdy powinien niszczyć w sobie to, co stanowi źródło konfliktów
    zbrojnych: nienawiść, niezdrową ambicję, pogardę dla człowieka, zazdrość, chęć
    zagarnięcia cudzego dobra itp. „Niesprawiedliwości, nadmierne nierówności w
    porządku gospodarczym lub społecznym, zazdrość, podejrzliwość i pycha, które
    szkodliwie szerzą się między ludźmi i narodami, wciąż zagrażają pokojowi i
    powodują wojny. Wszystko, co czyni się, by zlikwidować te nieporządki,
    przyczynia się do budowania pokoju i unikania wojny." (KKK 2317)

    Szczególnie gniew i nienawiść niszczą dobre – oparte na szacunku,
    sprawiedliwości i miłości – relacje między ludźmi. Grzechy te leżą u źródeł
    wojen. Usuwanie gniewu i nienawiści ze swojego życia jest więc obowiązkiem
    ucznia Chrystusa.

    „Nasz Pan, przypominając przykazanie: "Nie zabijaj!" (Mt 5, 21), domaga się
    pokoju serca i piętnuje niemoralność zbrodniczego gniewu i nienawiści.” (KKK
    2302)

    Gniew to pragnienie odwetu, zemszczenia się. (por. KKK 2302) „Jeśli gniew
    posuwa się do dobrowolnego pragnienia zabójstwa lub ciężkiego zranienia
    bliźniego, stanowi poważne wykroczenie przeciw miłości; jest grzechem
    śmiertelnym. Pan mówi: "Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi"
    (Mt 5,22) (KKK 2302).

    Przede wszystkim nienawiść niszczy pokój i prowadzi do wojen. Jest ona
    przeciwieństwem miłości. „Nienawiść do bliźniego jest grzechem, gdy człowiek
    dobrowolnie chce dla niego zła. Nienawiść jest grzechem ciężkim, gdy
    dobrowolnie życzy się bliźniemu poważnej szkody. "A Ja wam powiadam: Miłujcie
    waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak
    będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie..." (Mt 5, 44-45). (KKK 2303)
  • aniouek1 24.01.06, 18:19
    Pokój może oznaczać brak wojny lub też atmosferę życzliwości, dobroci, miłości.
    Chrześcijanin ma starać się o to, by wszędzie istniał pokój w tym podwójnym
    znaczeniu, ma więc stać się również szerzycielem radości i pokoju. Uczeń
    Chrystusa ma przyczyniać się do budowania rodziny ludzkiej, w której zaistnieje
    atmosfera życzliwości, radości, zaufania i pokoju. Chrystus
    mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani
    synami Bożymi” (Mt 5,9).

    Budzenie radości i pokoju w sercach ludzkich to jeden z przejawów miłości.
    Miłość bowiem to coś więcej niż powstrzymywanie się od krzywdzenia i
    zastraszania bliźniego, od zadawania mu bólu, od ranienia go lub pozbawiania go
    życia. Miłość pragnie uszczęśliwiać, wnosić pokój i radość. Dlatego też uczeń
    Chrystusa powinien troszczyć się o to, aby wytwarzać wszędzie klimat Bożej
    radości i pokoju.

    Chrześcijanin będzie budować środowisko sprzyjające rozwojowi człowieka, o ile
    będzie się kierować w życiu miłością, o ile w jego życiu, działaniu, słowach
    i postawach ujawnią się takie owoce Ducha jak: radość, pokój, cierpliwość,
    uprzejmość, wierność, łagodność i opanowanie (por. Ga 5,22). Każdy z tych
    owoców ma on w sobie rozwijać i nie niszczyć go popełnianymi grzechami.
  • aniouek1 24.01.06, 18:20
    Kiedy Duch Święty mieszka w człowieku i kiedy człowiek poddaje się Jego
    kierownictwu, wówczas pojawiają się w nim owoce Jego obecności, do których
    należy między innymi radość i pokój. Tym pokojem i radością można się dzielić z
    innymi. Przez samą swoją obecność, słowa, gesty i czyny można wnosić Boży pokój
    i radość w serca bliźnich. Radość pobudza człowieka do czynienia dobra,
    pesymizm zaś i zgorzknienie rodzi zniechęcenie i dlatego przynosi mu szkodę.

    Każdy dar Boży można jednak umniejszyć lub nawet zupełnie zniszczyć. Dotyczy to
    również pokoju i radości. Gdy tak się stanie, zamiast wewnętrznego spokoju w
    człowieku pojawi się niepokój, który będzie się udzielał innym. Doprowadza do
    niego uleganie swoim różnym złym skłonnościom.

    Wiele czynników może stłumić autentyczną radość i pokój w człowieku i tym samym
    przeszkodzić w ich szerzeniu. Przede wszystkim grzechy tłumią radość i pokój.

    Prawdziwa radość zabijana jest przez pychę. Ambicja rodzi silny głód wielkości,
    którego nic nie jest w stanie zaspokoić: ani wyobraźnia, ani domaganie się od
    otoczenia wyrazów szacunku i podziwu. Przewrażliwiony na punkcie swojej
    wielkości człowiek ciągle czuje się przez kogoś urażony, nie doceniony; ciągle
    obawia się utracenia swojej wielkości, zbudowanej na kruchych fundamentach.
    Lęka się, że utraci swoją wielkość, pozycję, znaczenie, wpływy, sławę itp.

    Radość i pokój znika również z życia człowieka zazdrosnego, gdyż widok
    szczęścia innych, dobra bliźnich, ich talentów, uzdolnień rodzi w nim smutek,
    przygnębienie i rozgoryczenie.

    Nie ma w sobie radości również człowiek chciwy, ciągle bowiem wydaje mu się, że
    czegoś mu brak, nawet gdy posiada wielkie bogactwa. Ponadto żyje on w ciągłej
    obawie, że może utracić to, co tak gorliwie zbierał przez całe życie, że straci
    pieniądze, że zbankrutuje. Radość ginie w chciwym człowieku z powodu
    uświadamiania sobie zbliżającej się śmierci, która zmusi go do rozstania się
    z tym, co dla niego najdroższe: z bogactwem.

    Nieczystość, pogoń za przeżyciami seksualnymi, zamiast spodziewanego szczęścia,
    rodzi przesyt i znudzenie. Podobnie też pogoń za przyjemnościami smakowymi, za
    rozrywkami staje się przyczyną odczuwania głębokiej pustki wewnętrznej i nudy.

    Lenistwo i bezczynność zabijają w człowieku radość tworzenia czegoś
    wartościowego, działania dla dobra innych.

    Gniew i nienawiść zabijają w człowieku pokój i radość. Zamiast tych darów
    pojawia się oburzenie, żal do całego świata i złość.

    Popełniający grzechy człowiek niszczy radość i pokój nie tylko w sobie, lecz
    i w innych. Podobnie bowiem jak pokój również niepokój człowieka udziela się
    innym, np. rozgniewana osoba wprowadza wszędzie atmosferę rozdrażnienia.
    Nienawiść i kłótnie niszczą radość i atmosferę pokoju w każdym środowisku.

    Osoba pragnąca, aby wszyscy się nią zajmowali, może wprowadzać atmosferę
    nerwowości i niepokoju, bo ciągle wybucha gniewem, obmawia i krytykuje tych,
    którzy nie poświęcili jej swej uwagi. Złośliwy człowiek rozdrażnia innych przez
    swoje dokuczliwe uwagi, kpiny, wyśmiewanie się itp. Zarozumiały człowiek –
    chcący wykazać, że wszystko wie najlepiej – zanudza innych swoim przechwalaniem
    się. Awantury wywoływane przez chciwego ojca, którego zdaniem „nikt w domu nie
    oszczędza” mogą wytwarzać stałą atmosferę niepokoju, poczucie zagrożenia.

    Naszym zadaniem jest nie tylko unikanie rozdrażniania innych, lecz łagodzenie
    konfliktów, zatargów i sporów, jakie mogą się rodzić w naszym środowisku.
    Chrześcijanin powołany jest do stałej troski o to, by ludzie nie zadawali sobie
    bólu i nie zadręczali się wzajemnie. Uczeń Chrystusa ma ustawicznie dążyć do
    jedności, łagodzić spory i wszędzie wytwarzać atmosferę życzliwości i
    braterstwa.

    Nie każdy jednak chce leczyć trudną do zniesienia atmosferę, zrodzoną przez
    kłótnie i różne konflikty. Różne wady mogą przeszkadzać człowiekowi
    w angażowaniu się w dzieło łagodzenia sporów i jednoczenia ludzi. I tak np.
    człowiek pyszny, gardzący bliźnimi, cieszy się, gdy ludzie kłócą się
    i znieważają, ponieważ czuje wówczas swą przewagę nad nimi. Władczej jednostce
    kłótnie ułatwiają podporządkowywanie sobie ludzi, dlatego nie jest
    zainteresowana ich usuwaniem.

    Tak więc grzech niszczy pokój i rodzi różne formy niepokoju w tym, który go
    popełnia i w jego otoczeniu, dlatego powinien być ciągle usuwany. Jeśli więc
    ktoś szczerze pragnie posiadać w sobie pochodzącą od Ducha Świętego radość
    i dzielić się nią z innymi, powinien prosić Dawcę tego daru o udzielenie mu
    go w obfitości i równocześnie usuwać ze swojego życia wszelki grzech.
  • aniouek1 24.01.06, 18:22
    Cierpliwość jest kolejnym, rodzonym w nas przez Ducha Świętego owocem, który
    pomaga tworzyć atmosferę wspólnoty, życzliwości i miłości. Cierpliwość skłania
    do znoszenia przykrości i przeciwności losu i ułatwia łagodzenie wielu
    konfliktów.

    Przeciwieństwem cierpliwości jest niecierpliwość. Zniecierpliwienie jest pewną
    formą wzburzenia, rozdrażnienia. To wzburzenie pojawia się wówczas, gdy ktoś
    szybko chce zdobyć coś, na czym bardzo mu zależy, lecz nie udaje mu się tego
    natychmiast osiągnąć. Tym upragnionym celem może być nawet coś dobrego, np. gdy
    ktoś chce się stać doskonałym lub szybko ulepszyć cały świat.

    Niecierpliwe dążenie nawet do dobrego celu może przynosić wiele szkód.
    Przeanalizujmy niektóre z nich.

    Jednym ze szkodliwych następstw niecierpliwego dążenia do jakiegoś nawet
    dobrego celu jest rozdrażnienie, które niekorzystnie wpływa na otoczenie, gdyż
    niszczy klimat miłości, zaufania i braterstwa. Zniecierpliwienie udziela się
    otoczeniu i niszczy dobrą atmosferę. Np. ktoś pragnie w ciągu kilku dni nauczyć
    się języka obcego i denerwuje się, że mu to nie wychodzi; ktoś inny znów
    tłumaczy koledze jakieś trudne zagadnienie i z powodu niecierpliwego
    oczekiwania rezultatów swojego działania denerwuje się, że ten niczego szybko
    nie rozumie.

    Innym szkodliwym następstwem niecierpliwego dążenia do dobrego celu może być
    stosowanie niewłaściwych środków. I tak np. aby w krótkim czasie doprowadzić
    ludzi do pełnej doskonałości, ktoś wytyka im każdy ich błąd, każdą ich wadę,
    zastrasza, zmusza do czynienia dobra, narzuca im swoje "dobre rady", kontroluje
    i szpieguje, aby stwierdzić, czy stosują się do jego zaleceń itp. Stosowanie
    niewłaściwych środków może zniweczyć osiągnięcie zamierzonego celu, np. ktoś
    swoimi zbyt częstymi uwagami i wytykaniem błędów, zamiast spodziewanej zmiany
    w otoczeniu, wywołuje tylko zdenerwowanie i rozdrażnienie.

    Jeszcze innym szkodliwym owocem niecierpliwego dążenia do dobra może być
    zniechęcenie się i zaprzestanie szukania go, np. ktoś zniechęca się do pracy
    nad swoim charakterem, nie dąży do świętości, bo po kilku tygodniach walki ze
    swoimi grzechami stwierdził, że niewiele lub wcale się nie zmienił.

    Niecierpliwe dążenie do celu nieraz doprowadza do zrujnowania zdrowia własnego
    i bliźnich, np. ambitny dyrygent chóru, pragnący odnieść sukces, może
    przemęczyć śpiewaków zbyt długimi próbami, gdyż pragnie w jak najkrótszym
    czasie przygotować ich do występu. Kto chce w ciągu tygodnia wykonać pracę
    wymagającą na ukończenie przynajmniej miesiąca, ten nie tylko nie doprowadzi
    rozpoczętego dzieła do końca, lecz ponadto zniszczy swoje zdrowie.

    Tak więc jeśli człowiek zbyt szybko pragnie coś osiągnąć, to czasami w ogóle
    nie dochodzi do tego, co zamierzył zrealizować. Niecierpliwe dążenie do celu
    może też skłaniać do niedbałego wykonywania różnych prac i obowiązków.

    Powyżej zostały przedstawione szkodliwe skutki niecierpliwego dążenia do
    dobrego celu. Człowiek może też gorączkowo i z niecierpliwością dążyć do celu
    złego: do zaspokojenia swoich egoistycznych pragnień. Taka niecierpliwość
    przynosi wiele zła.

    Każda egoistyczna skłonność może spowodować swoiste zniecierpliwienie i
    rozdrażnienie. I tak np. ambicja może zrodzić gorączkowe dążenie do zaszczytów
    i sukcesów. Przekonanie o swej wyższości i prawie do różnych przywilejów może
    sprawić, iż ktoś niecierpliwi się i wybucha gniewem, bo nie został obsłużony
    poza kolejką. Władczy typ niecierpliwi się, gdy ktoś nie słucha go od razu, gdy
    odwleka wypełnienie jego poleceń, gdy nie zjawia się na każde jego zawołanie
    itp. Chciwy człowiek niecierpliwi się i denerwuje, gdy ktoś ze słusznego powodu
    opóźnia – choćby o jeden dzień – spłacenie długu lub gdy zbyt długo musi gościć
    u siebie jakiegoś krewnego. Zazdrosna osoba może się bardzo denerwować
    i niecierpliwić, że jej donos na bogatego sąsiada nie odniósł natychmiastowego
    skutku. Spragniony dobrego jedzenia i picia człowiek może się niecierpliwić
    i złościć, gdy zbyt długo musi czekać na to, by żona ugotowała mu wreszcie jego
    ulubioną potrawę. Osoba opanowana przez nieczystość może z niecierpliwością
    czekać na pożyczenie jej obiecanej kasety z filmem pornograficznym. Leniwy
    człowiek popada w zniecierpliwienie i w rozdrażnienie, gdy jakaś praca zbytnio
    się przedłuża, gdy trzeba długo kimś się opiekować, pielęgnować kogoś itp.

    Kiedy na egoistycznie nastawioną osobę spada jakieś cierpienie – np. choroba –
    może się pojawić u niej niecierpliwość bardzo dotkliwa dla otoczenia. W osobach
    takich może powstać przekonanie, że wszyscy powinni się nimi opiekować, być
    przy nich i śpieszyć im z pomocą. I tak np. egocentrycznie nastawiony chory
    niecierpliwi się i denerwuje, gdy pielęgniarka nie przychodzi na każde
    zawołanie, gdy podchodzi najpierw do innego chorego. Niecierpliwość
    w cierpieniu potęguje się wskutek braku wiary w zbawczy sens krzyża.
  • aniouek1 24.01.06, 18:39
    Inna postawa sprzyjająca wytwarzaniu klimatu ułatwiającego człowiekowi życie
    i rozwój to uprzejmość. Jest ona kolejnym owocem Ducha. Powstaje z głębokiego
    szacunku i miłości do drugiego człowieka. Uprzejmość ujawnia się w honorowaniu
    każdej osoby przez gesty, zachowanie i słowa, np. gościom daje się to, co
    najlepsze, traktuje się ich z szacunkiem i miłością.

    Wskutek ulegania przez człowieka różnym wadom może się pojawić nieuprzejme
    zachowanie. Postawa taka rodzi się głównie z pychy, gdyż przekonany o swej
    wyższości człowiek domaga się względów dla własnej osoby, przy równoczesnym
    lekceważeniu innych. Ambitny człowiek wymaga, aby inni zachowywali się
    uprzejmie wobec niego, aby mu ustępowali lepsze miejsca, wszędzie go
    przepuszczali, dawali we wszystkim pierwszeństwo, zawsze go honorowali. Sam zaś
    pomniejsza wartość innych ludzi, lekceważy ich, traktuje pogardliwie i
    wyniośle. Drażliwość na punkcie własnej osoby sprawia, że człowiek łatwo
    zapomina o potrzebie uprzejmości: w porywie złości – zamiast honorować –
    traktuje innych opryskliwie. Rodząca się z zazdrości niechęć do bliźnich
    również nie sprzyja autentycznej uprzejmości.

    Pragnienie osiągnięcia jakichś korzyści skłania niektóre osoby do uprzejmości
    fałszywej, przyjmującej postać pochlebiania, udawanej układności. Za taką
    postawą kryje się chęć zyskania czegoś, czego domagają się egoistyczne
    pragnienia, np. podwyżki płacy, otrzymania jakichś "godności" kościelnych,
    wpływowych stanowisk, pozyskania czyjejś sympatii, oszukania klienta itp.
    Swoistą formą zwodniczej uprzejmości jest uwodzenie drugiej osoby przy pomocy
    banalnych komplementów, wymuszanego uśmiechu i udawanego "zakochania się".
  • aniouek1 24.01.06, 18:42
    Duch Święty formuje w człowieku postawę dobroci i łagodności (por. Gal 5,22).
    Te dwie postawy mają wielki wpływ na przekształcanie otoczenia w świat bardziej
    ludzki, w królestwo miłości i pokoju.

    Egoizm może niszczyć i te dzieła Ducha Świętego. Zrodzona z pychy wyniosła
    postawa skłania bardziej do lekceważenia innych, niż do traktowania ich
    z dobrocią. Przewrażliwienie na punkcie swojego "ja" może ujawniać się
    w dokuczaniu za najmniejszą przykrość, zadaną nawet całkiem nieświadomie.
    Ambicja nie zna przebaczania innym, gdyż wyolbrzymia wszystkie doznane krzywdy.
  • aniouek1 24.01.06, 18:43
    Miłość – rozlana w sercach ludzkich przez Ducha Świętego – jest wierna.
    Człowiek kochający miłością stałą skutecznie przetwarza swoje środowisko,
    wprowadzając w nim porządek Królestwa Bożego.

    Przeciwieństwo wierności, niewierność, rodzi się z interesowności, z szukania
    swoich korzyści. Egoistycznie nastawiony człowiek interesuje się innymi ludźmi
    ze względu na spodziewane korzyści, kiedy zaś ich nie osiąga, znika też
    zainteresowanie bliźnim oraz okazywana mu pomoc. Np. ktoś opiekuje się chorą
    osobą aż do momentu, kiedy dowiaduje się, że nie odziedziczy po niej spadku;
    mąż porzuca żonę, gdy się zestarzała; ktoś przyjaźni się z jakąś osobą przez
    kilka miesięcy, następnie zrywa przyjaźń, gdyż nie znalazł oczekiwanego
    zainteresowania swoją osobą i znajomość przestała mu sprawiać przyjemność;
    jakaś osoba spotyka się z innymi, póki ci zapraszają na przyjęcia lub częstują
    alkoholem, rezygnuje natomiast ze znajomości, gdy hojni koledzy nie mają już za
    co "stawiać"; ktoś "chodzi z dziewczyną", gdyż może z nią potańczyć, iść do
    kina, udać się na dyskotekę, porzuca ją jednak, gdy ta przeżywa jakieś kłopoty
    i nie potrafi być wesoła jak dawniej; ktoś zrywa przyjaźń, gdyż nie chce mu się
    odpisywać na listy lub odwiedzać przyjaciela itp.
  • aniouek1 24.01.06, 18:44
    Do postaw sprzyjających wytwarzaniu właściwego klimatu we wspólnocie ludzkiej
    należy zaliczyć opanowanie, będące również owocem Ducha Świętego. Polega ono na
    zapanowaniu nad swoimi egoistycznymi odruchami, np. nad pragnieniem wywyższania
    się, poniżania innych, obmawiania, krytykowania, zagarniania wszystkiego dla
    siebie, zadawania innym cierpienia przez wybuchy gniewu, nad pragnieniem
    bezczynności, nieumiarkowanego jedzenia, picia i korzystania z rozrywek itp.
  • aniouek1 24.01.06, 18:45
    Św. Paweł wspomina, że miłość wszystkiemu wierzy (por. 1 Kor 13,7).
    Bezpodstawna nieufność i podejrzliwość niszczy życie wspólnotowe.

    Roztropność nakazuje przewidywać niebezpieczeństwa i liczyć się ze zmiennością
    a nawet złą ludzką wolą. Obawa przed ewentualnym zagrożeniem musi jednak
    opierać się na realnych fundamentach, na faktach. Wady ludzkie mogą stać się
    powodem przesadnej nieufności.

    I tak np. spragniony władzy człowiek wszędzie widzi spiskowców i rywali
    usiłujących pozbawić go wpływów i znaczenia; chciwiec na każdym kroku wyczuwa
    złodziei i oszustów mogących umniejszyć jego majątek; przesadne pragnienie
    ludzkich uczuć rodzi posądzenie o niewrażliwość, obojętność i okrucieństwo;
    zazdrosna żona może ciągle posądzać swego męża o zdradę; alkoholik pomawia
    swojego przyjaciela o nieżyczliwość, gdy ten nie chce mu pożyczyć pieniędzy na
    wódkę; mąż posądza żonę o romans z innym mężczyzną, ponieważ odmawia mu ona
    współżycia niezgodnego z zasadami moralnymi.

    Przesadna podejrzliwość może skłaniać do nadmiernego kontrolowania innych, do
    szpiegowania ich na każdym kroku, co wytwarza atmosferę nieufności. Taka zaś
    atmosfera niszczy życie wspólnotowe, gdyż jeden boi się drugiego.

    Miłość "we wszystkim pokłada nadzieję" (1 Kor 13,7). Ten będzie właściwie
    traktował ludzi – a tym samym przyczyniał się do tworzenia wspólnoty – kto
    wierzy w dobro, jakiego może dokonać drugi człowiek.

    Choć bliźni posiada nieraz wiele wad, trzeba wierzyć, że – z pomocą łaski
    Bożej – może on stale poprawiać się i rozwijać. Łaska Chrystusa bowiem
    potężniejsza jest od zła. Kto wierzy w możliwość przemiany drugiego, ten będzie
    się starał dopomóc mu w tym, np. przez modlitwę, przez zachętę, pochwałę lub
    też przez zwrócenie mu uwagi na niewłaściwość postępowania.

    Pycha niszczy wiarę w możliwość przemiany drugiego człowieka. Wada ta potrafi
    bowiem tak umniejszyć w naszych oczach możliwości drugiego i równocześnie tak
    wyolbrzymić jego wady, że stracimy wiarę w możliwość jakiegokolwiek rozwoju
    bliźniego.

    Brak wiary w możliwość przemiany życia drugiej osoby powoduje, że nie próbuje
    się jej pomagać. I tak np. zamiast zrobić coś, co ułatwiłoby bliźniemu
    przemianę życia – np. pożyczyć mu jakąś dobrą książkę, porozmawiać z nim,
    pomodlić się za niego, ofiarować Bogu w jego intencji jakieś swoje wyrzeczenia,
    trudy i kłopoty itp. – zaczyna się go obmawiać, krytykować, wyśmiewać jego wady
    i poniżać go.
  • aniouek1 24.01.06, 18:51
    Ogromne zniechęcenie i przygnębienie rodzi się z braku nadziei na zwycięstwo
    dobra. Dostrzegany ogrom zła może człowieka zniechęcać do walki z nim. Dlatego
    konieczne jest pielęgnowanie nadziei w sobie i budzenie jej w sercach bliźnich.

    Fundamentem nadziei jest niezłomna wiara w to, że ostatecznie zwycięży Bóg i
    dobro, że na wieki będzie istniała miłość, którą On zaszczepia w ludzkich
    sercach. Szatan i zło zostanie ostatecznie pokonane. Sąd ostateczny ujawni to.
    Okaże się wtedy, że każde, najmniejsze nawet dobro było tryumfem nad złem, bo
    rozpoczęło nowy łańcuch dobra, który – na przestrzeni dziejów ludzkich – ciągle
    wydłużał się o nowe ogniwa miłości i dobroci.
  • aniouek1 24.01.06, 19:08
    Aby zapewnić człowiekowi warunki umożliwiające mu pełny rozwój, trzeba tworzyć
    świat, w którym jak najmniej będzie zła, cierpienia poczucia osamotnienia.
    Zapoczątkowane przez Chrystusa Królestwo przekształci się na końcu dziejów
    w Królestwo Ojca, w którym nie będzie najmniejszego nawet zła dręczącego
    człowieka.

    Swoją aktywnością uczeń Chrystusa powinien zmniejszać istniejące na ziemi
    cierpienie, np. przez pomoc ludziom biednym i krajom rozwijającym się, przez
    niesienie ulgi chorym itp.

    Dużo form cierpienia istnieje na ziemi z powodu grzesznych zaniedbań. I tak np.
    wielu ludzi na świecie głoduje, żyje w nędzy, choruje, bo inni posiadający
    nadmierne bogactwa nie pomagają im.

    Sam człowiek cierpi z powodu popełnianego przez siebie grzechu np. gdy przez
    alkoholizm, zażywanie narkotyków zrujnował swoje zdrowie lub przez lekceważenie
    wypoczynku doprowadził do osłabienia swój organizm.

    Swoim grzesznym sposobem postępowania wywołuje się też cierpienie innych np.
    kobieta zażywająca środki antykoncepcyjne, paląca papierosy, pijąca alkohol nie
    tylko niszczy swoje zdrowie, lecz może także spowodować, że jej dziecko będzie
    przez całe życie w jakiś sposób upośledzone i cierpiące. Wiele cierpień spada
    na człowieka wskutek niewłaściwego postępowania innych, np. z powodu
    niewłaściwego traktowania go przez bliźnich, z powodu gniewu, złości, kłótni,
    zawiści, plotek itp.

    Skuteczną formą usuwania cierpienia jest ustawiczna praca nad rozwojem swojej
    miłości i miłosierdzia oraz niszczenie tego, co je ogranicza – każdej formy
    grzechu.
  • aniouek1 24.01.06, 20:06
    Osamotnienie jest jednym z najbardziej dotkliwych, a równocześnie jednym z
    najpowszechniejszych cierpień. Chrześcijanin powinien starać się wyzwalać
    innych z tego przykrego odczucia.

    Niektórzy – zwłaszcza ludzie starsi i chorzy – czują się osamotnieni, ponieważ
    nikt się nimi nie zajmuje, nie odwiedza ich. Tego rodzaju ludziom można pomóc
    odwiedzając ich i opiekując się nimi.

    Lenistwo może przeszkodzić w odwiedzaniu ludzi osamotnionych. Wada ta
    powstrzymuje przed jakimkolwiek wysiłkiem, np. przed wyjściem z domu, by kogoś
    odwiedzić. Innym powodem zaniedbania tego rodzaju pomocy może być pycha.
    Zarozumiały człowiek uważa nieraz zajmowanie się biednymi, opuszczonymi i
    słabymi za coś poniżającego. Podobnie nieśmiałość – za którą kryje się nieraz
    nieokreślony lęk przed kompromitacją, ośmieszeniem się lub jakąś pomyłką –
    także może utrudniać niesienie pomocy ludziom osamotnionym.

    Czasami jednak osamotnione osoby same sobie są winne. Nieraz ich osamotnienie w
    późnym wieku jest wynikiem ich stylu życia, egoizmu, izolowania się od ludzi i
    zajmowania się wyłącznie sobą. Niektórzy ludzie użalają się nad swoim
    odosobnieniem, skarżą się, że ich nikt nie odwiedza, a nie przyjdzie im na
    myśl, że mogliby sami pójść do kogoś, napisać list, zatelefonować, udzielić
    pomocy jakiemuś choremu itp.

    Istnieje jednak poczucie osamotnienia, które nie wynika z braku kontaktu z
    drugim człowiekiem. Są bowiem osoby, które czują się osamotnione chociaż
    mieszkają z ludźmi i ciągle z nimi przebywają. Ten rodzaj poczucia osamotnienia
    pojawia się wtedy, gdy człowiek nie czuje się kochany i ma wrażenie, że nikt go
    nie rozumie.

    Aby człowiek nie czuł się osamotniony, potrzebna mu jest nie tylko czyjaś
    fizyczna obecność, lecz bliskość kogoś życzliwego, kto autentycznie kocha, umie
    wysłuchać i zrozumieć.

    Bardzo często, w czasie rozmów, brakuje autentycznego słuchania i troski o
    zrozumienie drugiego. Brak słuchania objawia się najczęściej w równoczesnym
    odzywaniu się, gdy ktoś inny mówi; w ciągłym narzucaniu i zmienianiu tematu
    rozmowy; w ustawicznym zasypywaniu innych potokiem słów, bez zastanawiania się,
    czy słuchacza to interesuje i czy przynosi mu to jakąś korzyść; w przerywaniu
    innym ich wypowiedzi; w ironicznym i kpiącym podchodzeniu do cudzych
    wypowiedzi; w braku odczuwania tego, co rozmówca przeżywa i co chce przekazać.

    Aby inni nie czuli się osamotnieni, muszę stać się ich życzliwym słuchaczem,
    usiłującym zrozumieć nie tylko wypowiadane do mnie słowa, lecz przeżywane przez
    niego troski i radości. Aby po rozmowie ze mną ktoś nadal nie czuł się nie
    zrozumiany, muszę dołożyć starań, by pojąć, co wywołuje radość mojego rozmówcy
    lub na czym polegają konflikty i dramaty, które przeżywa. Aby moi bliźni nie
    czuli się zagubieni w świecie i osamotnieni, muszę starać się zrozumieć nie
    tylko ich słowa, lecz ich samych, ich odczucia i przeżycia; muszę – jak mówi
    św. Paweł – radować się z weselącymi się i płakać z tymi, którzy płaczą (por.
    Rz 12,15).

    Jakie są powody braku słuchania? Przyczyną zamykania się na innych jest
    egoistyczne zaabsorbowanie swoją osobą. Nie słucha się innych, kiedy pragnie
    się, aby bliźni nas słuchali, nami się zajmowali, nam współczuli, nas rozumieli
    itd. Ktoś może do tego stopnia być pochłonięty swoimi problemami osobistymi,
    trudnościami życiowymi, chorobami, że nie dociera do niego to, iż inni także
    mają kłopoty i troski, że też cierpią i potrzebują kogoś słuchającego i
    współczującego.

    Bardzo duży wpływ na formowanie się postawy zamknięcia się na drugiego
    człowieka ma pycha. Zrodzona z poczucia wyższości postawa sprawia, że człowiek
    nie słucha wewnętrznie drugiego, nie usiłuje sobie "wyobrazić" jego przeżyć,
    odczuć, gdyż inni go nie interesują. Poczucie wyższości sprawia, że człowieka
    nie interesuje wewnętrzny świat drugiej osoby: jej myśli, odczucia, przeżycia.
    Pycha sprawia, że człowiek nie potrafi fascynować się drugą osobą. Zarozumiały
    człowiek oczarowany jest tylko sobą. Pycha powoduje, że drugiego traktuje się
    jak przedmiot, mogący być czasami bardzo użyteczny dla osiągnięcia własnych
    celów. Przecenianie siebie połączone z niedocenianiem innych powoduje, że
    przebywający obok siebie ludzie traktują się wzajemnie jak przedmioty, jak
    rzeczy, w których nie ma świata wewnętrznego, duchowego, psychicznego. Nie
    interesują się sobą wzajemnie, nie usiłują zrozumieć, wniknąć w wewnętrzny
    świat drugiej osoby. Brak miłości, pycha i egoistyczne skoncentrowanie na
    własnej osobie sprawia, że to, co drugi mówi, myśli, czuje i przeżywa, wydaje
    się mało interesujące i niegodne uwagi. Rezultatem takiej postawy jest brak
    uważnego słuchania drugiego człowieka. Ponadto wada ta może skłaniać do
    szukania w drugim człowieku tego, co złe, do wyszukiwania w nim wad i
    ułomności. Postawa negatywnego patrzenia na bliźnich utrudni zainteresowanie
    się tym, co w nim najpiękniejsze.

    Często, w czasie rozmowy z drugim człowiekiem, zainteresowanie nim jest tylko
    częściowe. Ma to miejsce wówczas, gdy swoją uwagę koncentruje się jedynie na
    treści przekazywanych przez drugiego człowieka słów, a nie - na nim samym, na
    jego odczuciach, np. słucha się jego ciekawych opowiadań o podróżach lub o jego
    życiu prywatnym, bez nastawienia na jego radości i smutki.

    Poczucie osamotnienia i niezrozumienia rodzi się u drugiej osoby, gdy odczuwa
    ona brak naszej koncentracji na niej samej. Nie tylko pycha, lecz wszystkie
    pozostałe wady utrudniają autentyczne zainteresowanie się człowiekiem i jego
    przeżyciami. Każda bowiem wada zamyka nas na piękno osobowe drugiego człowieka
    i koncentruje naszą uwagę – zamiast na nim samym – na czymś, co nas interesuje
    lub może nam przynieść jakąś korzyść. Oto kilka przykładów.

    Chciwego człowieka nie interesuje osobowość bliźniego ani jego świat przeżyć,
    gdyż patrzy na niego pod kątem przydatności w robieniu interesów. W rozmowach
    zatem – zamiast wsłuchiwania się z zamiarem zrozumienia i udzielenia
    ewentualnej pomocy – może pojawić się np. wypytywanie o jego majątek, o to, jak
    go zdobył, o jego znaczących znajomych itp.

    Człowieka nieczystego nie interesuje dusza bliźniego, jego piękno duchowe,
    bogactwo jego przeżyć, radości i dramatów. Całą uwagę przykuwa wyłącznie ciało
    i przyjemności erotyczne, jakich może ono dostarczyć. To może stać się
    przedmiotem rozmów, w których nie będzie zainteresowania życiem drugiego
    człowieka, jego problemami, radościami i smutkami, jego zbawieniem.

    Zazdrość niszczy życzliwe nastawienie do człowieka, pragnienie pomagania mu w
    jego życiowych problemach. Może się to ujawnić również w czasie rozmowy z kimś,
    w formie braku zainteresowania kłopotami rozmówcy i chęci ich rozwiązania.

    Człowiek uniesiony gniewem, mający niechęć do bliźnich lub żywiący nienawiść do
    nich nie dostrzega ich duchowego piękna ani nie interesuje się ich przeżyciami,
    ich światem wewnętrznym. Rozgniewanego człowieka to nie interesuje, gdyż
    pragnie tylko dokuczyć bliźniemu i zemścić się za jakieś doznane lub wyobrażone
    sobie krzywdy.

    Skoncentrowanie swego życia na przyjemnościach, na jedzeniu i piciu czyni
    niewrażliwym na problemy ludzi, na ich cierpienia. Bliźni interesuje o tyle, o
    ile może być towarzyszem przy stole lub kimś, kto poczęstuje alkoholem itp.

    Lenistwo połączone z głodem rozrywek i przyjemności również może odwracać uwagę
    od życia duchowego innych, od tego, jakie mają kłopoty. Ludzi nastawionych na
    przyjemność nie interesują problemy innych. Wolą ich nie znać, gdyż musieliby
    zacząć pomagać, to zaś związane jest z wysiłkiem, którego nie chcą się podjąć z
    powodu lenistwa. Nie chcą poznawać trosk i cierpień bliźnich, zakłóciłoby to
    ich beztroski sposób życia, z którego nie chcą zrezygnować.

    Spragnioną rozrywek osobę drugi człowiek zainteresuje o tyle, o ile można się z
    nim zabawić, potańczyć
  • aniouek1 24.01.06, 20:47
    Spragnioną rozrywek osobę drugi człowiek zainteresuje o tyle, o ile można się z
    nim zabawić, potańczyć, spędzić mile czas, przyjemnie porozmawiać, pójść do
    kina itp. Jego życie, troski i problemy nie budzą zainteresowania, gdyż ich
    poznanie rozbudzałoby sumienie, budziłoby nakaz udzielenia pomocy. Nastawiony
    na przyjemności człowiek nie interesuje się zazwyczaj zbyt długo swoim bliźnim.
    Kiedy bowiem nasyci swoje pragnienie ciągle nowych przyjemnych wrażeń, zacznie
    szukać nowych „interesujących” ludzi.

    Tak więc egoistyczne skłonności na różne sposoby zamykają nas na innych, na ich
    świat osobowy, na ich przeżycia, radości, bóle i utrapienia. To zaś wewnętrzne
    zamknięcie się na życie bliźniego ujawnia się między innymi w naszym sposobie
    prowadzenia rozmów, w których nie ma troski o pełne zrozumienie drugiego
    człowieka, jego przeżyć, jego ducha. Nie ma troski o poznanie i pełne
    zrozumienie, bo nie ma autentycznej miłości, chęci udzielenia pomocy
    przynajmniej przez rozmowę. Jeśli rozmawiający z nami człowiek wyczuje w nas
    taką postawę, będzie po rozmowie z nami miał nadal poczucie niezrozumienia i
    osamotnienia. Jeśli w czasie rozmów nie będziemy wykazywać troski o zrozumienie
    tego, czym żyje rozmówca, co go cieszy i co go martwi, wtedy po spotkaniu z
    nami odejdzie z odczuciem, że znowu nic został zrozumiany. Nie opuści go
    poczucie osamotnienia i niezrozumienia.
  • aniouek1 24.01.06, 20:52
    Zbawicielu! Ty przyszedłeś na świat, aby doprowadzić człowieka do pełni
    szczęścia wiecznego: Ty wyzwalałeś z cierpienia, z grzechu i chorób. Pomóż mi
    otoczyć troską bliźnich, abym w miarę moich możliwości dostarczał im
    wszystkiego, co potrzebne im do życia, do ich rozwoju i do zbawienia wiecznego.

    Ustrzeż mnie, Panie, bym pod wpływem egoizmu nie rujnował, życia, zdrowia
    i szczęścia braci. Pomagaj mi, Jezu, przezwyciężyć lenistwo i brak
    zaangażowania się w sprawy bliźnich, aby z mojego powodu nie trwali przez całe
    życie w nędzy, osamotnieniu i przygnębieniu. Naucz mnie angażować się wraz z
    Tobą i całym Kościołem w to, co rozwija człowieka, co przynosi mu szczęście nie
    tylko doczesne, ale i wieczne, w to, co wyzwala go z niewoli zła, grzechu i
    cierpienia. Naucz mnie szanować prawa drugiej osoby oraz walczyć, by inni też
    je respektowali. Spraw, abym wszędzie tworzył atmosferę radości i pokoju. Amen.
  • aniouek1 24.01.06, 20:55
    Aby ułatwić człowiekowi życie i jego pełny rozwój, chrześcijanin powinien nie
    tylko przemieniać i ulepszać stosunki międzyludzkie, lecz ponadto ma tak
    przetwarzać świat materialny, aby ten służył każdemu i ułatwiał mu życie
    i realizowanie swojego powołania.

    Chrześcijanin już teraz powołany jest do tego, by przez swoją pracę usuwać zło
    istniejące na ziemi i zagrażające człowiekowi, np. jako lekarz ma usuwać
    cierpienia chorych przez leczenie ich.

    Człowiek ma tak przetwarzać ziemię, aby świat nie zagrażał człowiekowi, lecz
    służył mu, np. ma ujarzmiać żywioły, aby nie stanowiły zagrożenia dla
    człowieka. Bóg pragnie, aby świat tak był przetwarzany przez pracę ludzką, by
    służył człowiekowi oraz ułatwiał mu życie na ziemi i wypełnienie swojego
    powołania. Praca powinna być służbą człowiekowi, np. budowaniem dla niego
    domów, szpitali itp. Przez pracę fizyczną można tak przekształcać różne surowce
    materialne, by były bardziej użyteczne dla człowieka, np. z metalu można
    wykonać różne narzędzia, które bardziej są przydatne niż surowiec, z którego
    zostały one zrobione.

    Kiedy człowiekiem zawładnie egoizm, wówczas praca przestanie być służbą, stając
    się środkiem do realizacji egoistycznych zamierzeń. Wady czynią z pracy
    narzędzie egoistycznego służenia samemu sobie, np. chciwość czyni z niej środek
    do zdobywania majątku, pycha – kariery. Nienawiść – połączona z chęcią
    panowania nad innymi oraz z pragnieniem zagarniania cudzego mienia – może
    skłaniać np. do "pracowitego" wytwarzania różnego rodzaju broni. Lenistwo
    powoduje, że – zamiast uczciwej pracy – pojawia się niedbalstwo. Jeśli człowiek
    kocha drugiego, będzie się starał służyć mu swoją pracą, będzie ją też
    wykonywał jak najstaranniej, aby przynosiła innym korzyść.
  • aniouek1 24.01.06, 20:57
    Nie tylko żyjącemu człowiekowi należy okazywać cześć i szacunek i troszczyć się
    o jego życie duchowe i fizyczne. Ten szacunek jest obowiązkiem także w
    odniesieniu do ciał zmarłych. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina to
    zobowiązanie słowami: „Ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i
    miłością wypływającą z wiary i nadziei zmartwychwstania. Grzebanie zmarłych
    jest uczynkiem miłosierdzia względem ciała (por. Tb 1,16-18); jest uczczeniem
    dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego.” (KKK 2300)

    „Sekcja zwłok może być moralnie dopuszczalna dla celów dochodzenia sądowego lub
    badań naukowych. Bezpłatne przekazywanie narządów po śmierci jest dopuszczalne
    i może zasługiwać na uznanie. Kościół zezwala na kremację zwłok, jeśli nie jest
    ona przejawem podważania wiary w zmartwychwstanie ciała.” (Por. KPK, kan. 1176,
    § 3. KKK 2301)
  • aniouek1 24.01.06, 21:13
    Piąte przykazanie stoi na straży życia, które jest wielkim darem otrzymanym od
    Boga. Człowiek powinien być wdzięczny Stwórcy za ten dar, rozwijać go i
    doskonalić. Grzechami przeciwko piątemu przykazanie jest: zabójstwo, narażanie
    siebie lub innych bez powodu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia,
    eutanazja, zabójstwo dziecka w łonie matki, współdziałanie w przerywaniu ciąży,
    samobójstwo.

    Życie ludzkie nie ogranicza się jedynie do życia ciała. Człowiek posiada duszę
    nieśmiertelną, która może być ożywiana życiem Bożym, czyli łaską uświęcającą.
    Piąte przykazanie nakazuje troskę o życie duchowe i nadprzyrodzone. Mamy je
    rozwijać w sobie i w innych przez bezinteresowne czyny miłości, przez rozwój
    duchowy, uświęcanie siebie i bliźnich. Życie Boże nie może być zabijane w nas
    przez grzech ciężki. Nie należy też zabijać w sobie głosu sumienia, który
    pomaga nam się rozwijać duchowo. Piąte przykazanie zakazuje też zgorszenia,
    które może doprowadzić do zniszczenia życia Bożego w drugim człowieku, a więc
    jest duchowym „zabójstwem”.

    Ciało ludzkie i zdrowie jest darem Boga, dlatego człowiek powinien się
    troszczyć o ten dar środkami moralnie dobrymi. Może więc leczyć się i wskazane
    są badania naukowe mogące polepszyć zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka.
    Eksperymenty naukowe nie mogą jednak godzić w prawdziwe dobro człowieka, w jego
    godność i nie mogą być przeprowadzane wbrew jego woli.

    Piąte przykazanie zakazuje nieuzasadnionego niszczenia zdrowia, narkomanii,
    nadużywania alkoholu, okaleczania, torturowania człowieka. Sprzeczny z tym
    przykazaniem jest również terroryzm. Nie musi być niezgodne z piątym
    przykazaniem przeprowadzanie operacji i przeszczepianie narządów.

    W piątym przykazaniu Bóg nie tylko zakazuje człowiekowi niszczenia życia i
    zdrowia, lecz poleca mu tak przetwarzać społeczeństwo, w którym żyje, oraz
    materię, aby każda osoba ludzka mogła się właściwie rozwijać zarówno fizycznie,
    moralnie, jak i duchowo. Nakazana więc przez piąte przykazanie troska o dar
    życia ma skłaniać do tworzenia takich warunków, by człowiek mógł się w pełni
    rozwijać i osiągnąć wieczne zbawienie. Należy więc tworzyć klimat szanowania
    praw i godności ludzkiej, robić wszystko, by unikać wojen.

    Aby każdy człowiek mógł się rozwijać należy troszczyć się o wytwarzanie w swoim
    otoczeniu klimatu radości i pokoju przez ujawnianie w swoich postawach owoców
    Ducha, przez rozsądne ufanie i wierzenie człowiekowi oraz przez rozbudzanie
    nadziei na ostateczne i wieczne zwycięstwo dobra i prawdy. Chrześcijanin ma
    wytwarzać właściwy klimat zarówno w swojej rodzinie, jak i w społeczności,
    w której najczęściej przebywa. Wszędzie ma być budowany porządek Królestwa
    Bożego: królestwa sprawiedliwości, miłości i pokoju.

    Piąte przykazanie wzywa również do usuwania ludzkiego cierpienia, do wyzwalania
    człowieka z poczucia osamotnienia, do ulepszania świata przez pracę.
    Ze względu na godność człowieka szacunkiem ma być otaczane również ciało
    zmarłego.
  • aniouek1 24.01.06, 21:33
    „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto
    pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa”
    (Mt 5, 27-28).

    Wprowadzenie

    Szóste przykazanie stoi na straży miłości czystej i nierozerwalności
    małżeństwa. Domaga się złączenia sfery seksualnej z miłością do Boga i do
    człowieka, zakazuje zaś posługiwania się popędem seksualnym w sposób
    egoistyczny, bez liczenia się z prawem moralnym, naturą tego popędu i dobrem
    człowieka.
  • aniouek1 24.01.06, 21:37
    do człowieka

    Szóste przykazanie zachęca do rozwijania miłości doskonałej, znajdującej swój
    wyraz w przyjaźni i w czystej miłości małżeńskiej.
  • aniouek1 24.01.06, 21:39
    „Miłość jest... podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej”
    (Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 11).

    Miłość, do której został powołany każdy człowiek, powinna nim owładnąć, aby
    wszystkimi swoimi uzdolnieniami naturalnymi i nadprzyrodzonymi służył Bogu
    i ludziom. Również sfera seksualna człowieka musi być całkowicie
    podporządkowana tej miłości. Miłość służebna powinna stać się postawą całego
    człowieka. Wszystkie uzdolnienia ludzkie, w tym i sfera seksualna, mają być
    włączone w nurt miłości, która „nie szuka swego”, lecz służy innym. Każde
    działanie ludzkie powinno być inspirowane miłością, powinno być ukierunkowane
    na autentyczne dobro. Dzięki czystości sfera seksualna nie jest odłączona od
    miłości, nie jest traktowana jako zupełnie od niej niezależny przejaw życia
    i działania człowieka.

    Chrzest jest powołaniem do życia świętego, opartego na miłości. Jest również
    wezwaniem do miłości czystej. „W chwili chrztu chrześcijanin zobowiązał się do
    czystego przeżywania swojej uczuciowości.” (KKK 2348)
  • aniouek1 24.01.06, 21:43
    Często można się spotkać z ośmieszaniem czystości, ukazywanej jako naiwność,
    nieumiejętność korzystania w pełni z życia itp. Tymczasem czystość przynosi
    wielkie dobro. Rozważmy niektóre formy dobra powstającego dzięki czystości,
    takie jak: integracja osoby, wolność i pokój wewnętrzny, przyjaźń, możliwość
    głębokiego kontaktu z Bogiem.
  • aniouek1 24.01.06, 21:44
    Czystość przywraca jedność wewnętrzną, która po grzechu pierwotnym została
    zachwiana. Mówi o tym św. Paweł: „Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest
    w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre,
    ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło,
    którego nie chcę.” (Rz 7,18n)

    Między innymi popęd seksualny może skłaniać do działań nie wyrażających
    prawdziwej miłości do Boga i do człowieka, a więc do czynów sprzecznych
    z miłością. „Czystość integruje nas na nowo i prowadzi do jedności, którą
    utraciliśmy, rozpraszając się w wielości” (Św. Augustyn, Confessiones, X, 29,
    40, KKK 2340). „Cnota czystości pozostaje w zależności od kardynalnej cnoty
    umiarkowania, która zmierza do przeniknięcia rozumem uczuć i popędów ludzkiej
    zmysłowości.” (KKK 2341)

    Czystość wprowadza harmonię, jedność i ład wewnętrzny, integruje całego
    człowieka. „Osoba żyjąca w czystości zachowuje integralność obecnych w niej sił
    życia i miłości.” (KKK 2338)
  • aniouek1 24.01.06, 21:45
    Człowiek ma działać „ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od
    wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu
    wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego.” (KKK 2339)

    Tkwiąca we wnętrzu i rozbudzona jeszcze przez czyny sprzeczne za zasadami
    moralnymi pożądliwość zniewala człowieka, poddaje go pod swoje panowanie,
    narzuca mu postępowanie zgodne z jej wymaganiami.

    Dlatego też człowiek powinien dążyć do wolności, która polega na panowaniu nad
    sobą, to znaczy nad myślami, słowami, czynami, patrzeniem, słuchaniem.

    To panowanie nad sobą jest wolnością. „Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy
    uwalniając się od wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swojego celu drogą
    wolnego wyboru dobra oraz zapewnia sobie skutecznie i pilnie odpowiednie
    pomoce” (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes,17)
  • aniouek1 24.01.06, 21:46
    Kierowanie się w życiu nie egoistycznymi namiętnościami i pożądaniami lecz
    miłością rodzi pokój. Aby ten pokój osiągnąć, trzeba zapanować nad wszelkimi
    egoistycznymi pragnieniami: „albo człowiek panuje nad swoimi namiętnościami
    i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się
    nieszczęśliwy.” (Por. Syr 1, 22; KKK 2339)
  • aniouek1 24.01.06, 21:49
    Miłość czysta sprzyja rozwijaniu się głębokiej przyjaźni. Stanowi ona jej
    fundament. „Czystość przejawia się szczególnie w przyjaźni wobec bliźniego.
    Przyjaźń rozwijana między osobami tej samej płci bądź różnych płci stanowi
    wielkie dobro dla wszystkich. Prowadzi do wspólnoty duchowej.” (KKK 2347)

    Przykład takiej czystej, przyjacielskiej miłości zostawił nam Chrystus. On też
    wybrał nas na swoich przyjaciół (por. J 15,15). W przyjaźni z Nim formuje się
    i nasza czysta miłość.

    Także Maryja ukazuje, jak można wszystkich bez wyjątku ludzi kochać miłością
    czystą. Ponadto rozwijanie miłości do Maryi, Matki Jezusa Chrystusa i naszej,
    pomaga w formowaniu się czystości, kształtuje bowiem miłość podobną do tej,
    jaką dzieci mają do swoich matek – miłość absolutnie czystą. Maryja Dziewica –
    o której można myśleć tylko w sposób czysty – została nam dana między innymi
    po to, aby uczyć nas miłości duchowej i czystej.
  • aniouek1 24.01.06, 21:51
    „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).
    Czystość serca, myśli, pragnień jest miłością, która jednoczy z Bogiem. Dzięki
    tej miłości można osiągnąć zbawienie i oglądać Boga na zawsze. Czystość serca
    pozwala już tu na ziemi wnikać na modlitwie kontemplacyjnej w tajniki Bożej
    miłości.
  • aniouek1 24.01.06, 21:54
    Doskonałości w żadnej dziedzinie nie osiąga się od razu. Można się jednak do
    niej zbliżać. To samo dotyczy czystości. Jest ona doskonałością, do której
    trzeba dążyć.
  • aniouek1 25.01.06, 18:13
    Chociaż osiągnięcie pełnej czystości wymaga intensywnego wysiłku ludzkiego, to
    jednak nie jest ona wynikiem wyłącznie pracy nad sobą. „Jest ona również darem
    Bożym, łaską, owocem działania Ducha (por. Ga 5,22). Duch Święty uzdalnia
    odnowionego wodą chrztu do naśladowania czystości Chrystusa (por. 1 J 3, 3)”
    (KKK 2345).

    Aby więc dojść do miłości pełnej i czystej, trzeba o ten dar prosić Boga,
    a równocześnie przez swój wysiłek go rozwijać.
  • aniouek1 25.01.06, 18:36
    Czystość jest formą miłości, która obowiązuje wszystkich bez wyjątku uczniów
    Chrystusa, bez względu na to, w jakim stanie żyją: czy są osobami wolnymi,
    zamężnymi lub żonatymi, zakonnicami, zakonnikami lub kapłanami.

    Jak poucza Katechizm Kościoła Katolickiego, istnieją różne formy
    czystości: „Wszyscy ludzie powinni odznaczać się cnotą czystości stosownie do
    różnych stanów swego życia; jedni, przyrzekając Bogu dziewictwo lub święty
    celibat, w ten sposób mogąc łatwiej poświęcić się niepodzielnym sercem Bogu;
    inni natomiast prowadząc życie w taki sposób, jaki prawo moralne określa dla
    wszystkich, zależnie od tego, czy są związani małżeństwem, czy nie”
    (Kongregacja Nauki Wiary, dekl. Persona humana, 11). Osoby związane małżeństwem
    są wezwane do życia w czystości małżeńskiej; pozostali praktykują czystość we
    wstrzemięźliwości” (KKK 2349).

    Czystość obowiązuje również narzeczonych. „Narzeczeni są powołani do życia
    w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie,
    odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie
    siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni
    zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu
    w czystości.” (KKK 2350)
  • aniouek1 25.01.06, 18:37
    Posiadanie odpowiednich wzorców postępowania ułatwia nam dążenie do
    doskonałości. Zrządzeniem swojej Opatrzności Bóg dał nam dwa takie
    najdoskonalsze wzorce: swojego Syna, Jezusa Chrystusa, i Jego najświętszą Matkę
    Dziewicę.

    Przez chrzest zostaliśmy zjednoczeni z Jezusem Chrystusem, dlatego powinniśmy
    dążyć do takiej czystości, jaką On posiada. „Chrześcijanin „przyoblekł się
    w Chrystusa” (Ga 3,27), wzór wszelkiej czystości. Wszyscy wierzący w Chrystusa
    są powołani do życia w czystości zgodnie z różnymi stanami życia.” (KKK 2348)

    Oprócz Jezusa Chrystusa również Jego Matka stanowi dla nas wzór miłości
    czystej, całkowicie zwróconej do Boga i do człowieka, miłości, która „nie
    dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego.” (1 Kor 13,5)
  • aniouek1 25.01.06, 18:39
    Popęd seksualny nie powinien prowadzić do czynów sprzecznych z miłością do
    Boga, do drugiego człowieka i do siebie samego. Miłość powinna więc pobudzać do
    panowania nad sobą, aby człowiek mógł się stawać pełnym darem dla innych (por.
    KKK 2346). Potrzeba pracy nad opanowaniem popędu seksualnego nie wynika z
    pogardy dla ludzkiego ciała, lecz jest wymogiem miłości. „Czystość prowadzi
    tego, kto ją praktykuje, do stawania się wobec bliźniego świadkiem wierności
    i czułości Boga.” (KKK 2346)

    Od najmłodszych lat konieczna jest paca nad sobą i stosowanie środków, dzięki
    którym sfera seksualna nie będzie w człowieku czymś autonomicznym, nie
    związanym z prawdziwą miłością do Boga i do człowieka. „Kto chce pozostać
    wierny przyrzeczeniom chrztu i przeciwstawić się pokusom, podejmie w tym celu
    środki takie, jak: poznanie siebie, praktykowanie ascezy odpowiedniej do
    spotykanych sytuacji, posłuszeństwo przykazaniom Bożym, ćwiczenie się w cnotach
    moralnych i wierność modlitwie.” (KKK 2340)

    Dążenie do pełnej czystości wymaga wielkiej wytrwałości i cierpliwości. W tej
    pracy nie należy się zniechęcać, gdyż trwa ona przez całe życie. „Panowanie nad
    sobą jest zadaniem długotrwałym. Nigdy nie należy uważać, że zdobyło się je raz
    na zawsze. Zakłada ono wysiłek podejmowany we wszystkich okresach życia (por.
    Tt 2,1-6.). Wymagany wysiłek powinien być bardziej intensywny w pewnych
    okresach – gdy kształtuje się osobowość, w dzieciństwie i w młodości. (KKK
    2342) „Człowiek cnotliwy i czysty formuje się dzień po dniu, podejmując liczne
    i dobrowolne decyzje; dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio
    do etapów swojego rozwoju” (Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio,
    34; KKK 2343)

    Nie należy się też zrażać niepowodzeniami w pracy nad sobą i popełnianymi
    grzechami. W pracy nad sobą nie powinny nikogo zniechęcać pojawiające się
    trudności i ewentualne upadki. „W dziedzinie czystości znane są prawa wzrostu,
    który dokonuje się etapami naznaczonymi niedoskonałością i dość często
    grzechem.” (KKK 2343)
  • aniouek1