Dodaj do ulubionych

Wielki Post

01.03.06, 09:09
.......................................(1)

Wielki Post to czas pokuty, przygotowujący do przeżycia największych świąt
dla chrześcijan, Świąt Wielkanocnych.
Obejmuje on czterdzieści dni liczonych od Środy Popielcowej do początku Mszy
Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek.

W pierwszych wiekach Wielki Post obejmował tylko Wielki Piątek i Wielką
Sobotę. W III wieku poszczono już cały tydzień, zaś na początku IV wieku, na
pamiątkę czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni oraz czterdziestutu lat
wędrowania Izraelitów po ucieczce z Egiptu, został przedłużony do
czterdziestu dni.
W VII wieku, Kościół katolicki za początek postu przyjął szóstą niedzielę
przed Wielkanocą. Ponieważ niedziele wyłączone były z postu, aby zachować
40 dni pokutnych, ich początek przypadał na środę.
Od 1570 roku był to już zwyczaj powszechnie obowiązujący w Kościele.
W tym dniu na znak pokuty posypywano głowę popiołem.

Papieżowi św. Grzegorzowi I Wielkiemu przypisuje się wprowadzenie okresu
przygotowującego do Wielkiego Postu - Przedpościa (Czasu Siedemdziesiątnicy),
rozpoczynającego się na dziewięć tygodni przez Wielkanocą i obejmującego trzy
kolejne niedziele przed Środą Popielcową: Niedziela Siedemdziesiątnicy (zwana
także Niedzielą Starozapustną), Niedziela Sześćdziesiątnicy (zwana także
Niedzielą Mięsopustną) i Niedziela Pięćdziesiątnicy (zwana także Niedzielą
Zapustną). Aktualnie Przedpościa nie obchodzi się.

Wielki Post w Kościele jest traktowany jako czas pokuty i nawrócenia. Jego
zaleceniami są post, jałmużna i modlitwa.

.......................................(2)

Obchody Wielkanocy poprzedza Post zwany Wielkim. Pierwsze wzmianki źródłowe,
o Wielkanocy, które zawdzięczamy Tertulianowi, rzymskiemu pisarzowi
chrześcijańskiemu, żyjącemu w II w., dotyczą liturgii dwudniowego wówczas
postu (poprzedzającego Wielkanoc), obowiązującego w Wielką Środę i Wielki
Piątek. O tygodniowym Poście Wielkanocnym, odprawianym w Galii, ok.190r.,
pisał inny autor wczesnochrześcijański autor - św.Ireneusz.

W VII w. Środa Popielcowa wyznaczona została na pierwszy dzień liturgii
Wielkiego Postu, którego czas stale zwiększano.

Obecnie Wielki Post trwa pełne sześć tygodni, a niekiedy nieco dłużej i jak
wszystkie chrześcijańskie posty, ma znaczenie oczyszczające.

Zgodnie z nauką Kościoła Post Wielki powinien być czasem umartwień wzmożonej
pobożności.

Ma przybliżać wiernym najważniejsze tajemnice wiary i przygotować ich do
godnego uczestnictwa w wielkim święcie Zmartwychwstania Pańskiego.

---
"Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
Edytor zaawansowany
  • 01.03.06, 09:13
    Popielec (albo Środa Popielcowa) to w kalendarzu chrześcijańskim pierwszy
    dzień Wielkiego Postu.

    Jest to dzień pokuty przypadający 46 dni przed przed Wielkanocą.

    Wg obrzędów katolickich tego dnia kapłan czyni popiołem znak krzyża na głowie
    wiernego mówiąc jednocześnie: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz lub
    nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

    Tradycja posypywania głów popiołem na znak pokuty pojawiła się w VIII wieku.

    W XI wieku papież Urban II wprowadził go obowiązującym zwyczajem w całym
    Kościele.

    Wówczas postanowiono, że popiół będzie pochodził z palm poświęconych
    w Niedzielę Palmową z ubiegłego roku.

    Środa Popielcowa jest dniem postu ścisłego, co oznacza trzy posiłki bezmięsne
    w ciągu dnia, w tym jeden do syta.

    --
    pl.wikipedia.org/wiki/Popielec
  • 01.03.06, 09:15
    •Re: ...Środa Popielcowa-Popielec
    mala20033 28.02.06, 20:16 + odpowiedz


    Milo bylo sobie to przypomniec..
    --
  • 01.03.06, 09:16
    • Re: ...Środa Popielcowa - Popielec
    kendo 28.02.06, 20:53 + odpowiedz


    tu jakos tak cicho o tych tradycjach,
    ale z domciu pamietam .
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 01.03.06, 18:40
    • Re: ...Środa Popielcowa - Popielec
    kendo 01.03.06, 09:42 + odpowiedz
    --------------------------------------------------------------------------------

    czyli dzis w kosciolach bedzie sypanie popiolem po glowach tak?
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 01.03.06, 18:52
    • tak Kendo
    aniouek1 01.03.06, 10:00 + odpowiedz
    --------------------------------------------------------------------------------

    już było i jest i będzie aż do wieczora

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 01.03.06, 18:54
    • Re: tak Kendo
    mala20033 01.03.06, 17:03 + odpowiedz


    Co kraj to obyczaj...
    Tutaj jakos zycie sie toczy dalej tak samo...
    A Wam Aniolku i Kendusiu Dnia Milego..
    --
    ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
    Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
    sie na wszystko...Endre Ady

  • 02.03.06, 09:19
    Re: Poielcowa sroda
    kendo 01.03.06, 20:14 + odpowiedz
    --------------------------------------------------------------------------------

    a tak...teraz pamietam,tlum w kosciele wiernych,
    szedl ksiadz i kazdego popiolkiem po glowie dotykal....

    milego wieczoru zycze

    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 02.03.06, 09:20
    wink
    aniouek1 01.03.06, 20:24 + odpowiedz
    --------------------------------------------------------------------------------

    a pamiętasz po co?
  • 21.02.07, 06:14
    Pora główki schylić
    i pokutę czynić
    dla czyszczenia z trucizn
    mysli, duszy, ciała
    - jak ludziom kazała
    tradycyja święta
    z Biblii przez Bogu
    posłusznych wyjęta.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 01.03.06, 09:29
    ........................................(1)

    Kobiety na sześć tygodni zdobiły się czarnymi gagatami albo drobiazgami
    z hebanu i onyksu w srebrze.

    W czas postu nie wypadało grać skocznych polek i mazurków. Jeśli już, to smętne
    dumki i nokturny.

    Zdarzało się, iż w czas postu dzieciom chowano zabawki zostawiajac tylko te
    najbardziej zniszczone, a zamiast baśni czytano im żywoty świętych.

    Panowie musieli wyrzekać się alkoholu, cygara, a nawet przyjemności alkowy.

    ---
    pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Post
    ........................................(2)

    Podczas Wielkiego Postu wiele osób rezygnowało z picia alkoholu i palenia
    tytoniu. Fajki i woreczki z tytoniem lub machorka odkładano do schowków
    i sięgano po nie dopiero w Niedzielę Wielkanocną.

    Odkładano - i dla pewności zamykano na klucz - instrumenty muzyczne.
    Niedozwolona była muzyka, ustawały śpiewy, wszelkie zabawy i spotkania,
    a młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy i krzyki.

    Na całe sześć tygodni (z małymi tylko przerwami) ustawało życie towarzyskie.

    Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy, czasem - głównie na dworach -
    wspólna lektura pobożnych książek. Wszystkim tym rygorom ludzie poddawali się
    bez protestu i z wielką skwapliwością oddawali się wielkopostnym praktykom.

    Tę wielkopostną ciszę, spokój i powagę przerywały niegdyś, prawie już
    zapomniane, obchody półpościa. W dniu w którym przypadała połowa Wielkiego
    Postu, po ulicach wsi i miast biegali chłopcy, hałasując drewnianymi kołatkami
    i terkotkami, waląc z hukiem drewnianymi młotami, inaczej szlagami - co zwało
    się wybijaniem półpościa - i rozbijając gliniane garnki i czerepy wypełnione
    popiołem o drzwi domów, tych zwłaszcza, w których mieszkały panny na wydaniu.
    Wykrzykiwali przy tym głośno: półpoście, półpoście! Nawet bardzo pobożne osoby
    tolerowały te hałasy i psoty. Oznaczały one bowiem, że zbliżą się wesoły i suty
    czas świąteczny i że pora rozpoczynać wielkie, wiosenne porządki oraz inne
    przygotowania do świąt Wielkanocnych.

    ---
    "Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
  • 02.03.06, 12:25
    Jak wcześniej wspomniano:

    - czasie postu chleb smarowało się powidłem a nie masłem, lub maczano go
    w oliwie;
    - podawano śledzie bez śmietany, kawa również była bez śmietany i bez cukru,
    za to z palonych żołędzi;
    - pito herbatę lipową, zamiast deserów podawano mało słodkie ciastka
    zwane „wiekuistymi”, gdyż można je było jeść w pół roku po upieczeniu;
    - mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet cukier, miód i nabiał na całe sześć
    tygodni znikały ze stołów;
    - żywiono się głównie żurem postnym, kartoflami, gotowaną i surową kwaszoną
    kapustą, gotowaną brukwią, śliwkami suszonymi, rozgotowanymi na gęstą zupę,
    śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami, które skąpo kraszono olejem
    lnianym.

    Poza tym:

    - kobiety na sześć tygodni zdobiły się czarnymi gagatami albo drobiazgami
    z hebanu i onyksu w srebrze;

    - zdarzało się, iż w czas postu dzieciom chowano zabawki zostawiajac tylko
    te najbardziej zniszczone;
    - młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy i krzyki;
    - zamiast baśni czytano dzieciom żywoty świętych;

    - panowie musieli wyrzekać się alkoholu, cygara, a nawet przyjemności alkowy;

    - w czas postu nie wypadało grać skocznych polek i mazurków. Jeśli już, to
    smętne dumki i nokturny;ustawały śpiewy, wszelkie zabawy i spotkania
    towarzyskie;
    Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy, czasem - głównie na dworach -
    wspólna lektura pobożnych książek.

    Wszystkim tym rygorom ludzie poddawali się bez protestu i z wielką
    skwapliwością oddawali się wielkopostnym praktykom.

    O!
    Tyle historia naszych praprapradziadków, prapradzidków, pradziadków, dziadków,
    ojców a my?

    Czym nasze życie w okresie Wielkiego Postu różni się od tego, jakim jest
    w innych porach roku?
  • 02.03.06, 12:34
    Jestem mięsem armatnim
    Rozmowa z ojcem Stanisławem Jaroszem

    O kotletach, leniwym Jonaszu i umierającym Kościele
    --------------------------------------------------------------------------------

    Marcin Jakimowicz: Skąd mały Staś wiedział, że zaczyna się Wielki Post?

    O. Stanisław Jarosz: – U nas w domu, w górach, to było widać. Były różne takie
    dziwactwa. Konie nie nosiły na szyi dzwonków, tzw. turlików, bo były one
    symbolem radości. Nie grało się, nie muzykowało.

    M.J.:- I młodzi się tego trzymali? Nie graliście gdzieś po piwnicach?

    O. Stanisław Jarosz: – Nie. Ludzie mieli honor. To nie był jakiś zakazany owoc.
    Po prostu: jesteś facet, masz swój honor i nie będziesz robił z siebie kapcia,
    bo jest Wielki Post. Dotyczyło to też samego poszczenia, czyli ograniczenia
    michy. W zakonie tych postów „fizycznych” było mniej niż w rodzinnym domu
    (śmiech). Pościliśmy z konieczności, bo była bieda. I tu moja optyka postu
    sprowadziła się do pewnej rewolucji. Bo post to nie wstrzemięźliwość od mięsa.
    Ludzie czasami myślą: szkoda, że ten Pan Jezus umarł w piątek, bo bym się
    najadł mięsa, które tak lubię… Post jest odwróceniem takiego myślenia. Jezu,
    chcę być do Ciebie podobny i dlatego odmówię sobie czegoś, co sprawia mi
    przyjemność (a często jest moim zniewoleniem).

    M.J.:- A ojciec Jarosz lubi kotlety?

    O. Stanisław Jarosz: – Tak, wbrew nazwisku lubię tłuste rzeczy. Ale post to nie
    kwestia tego, co się je i pije. To ograniczenie na przykład gier komputerowych,
    telewizji, Internetu.

    M.J.:- Gdy spyta się przeciętnego Polaka, czy jest zniewolony telewizją, to
    oburzony zaprotestuje. A potem przez kilka godzin będzie gapił się w ekran…

    O. Stanisław Jarosz: – To jest pierwszy syndrom choroby alkoholowej: to nie ja,
    mnie to nie dotyczy. Ja jestem wolny.

    M.J.:- … a więzienia aż pękają w szwach od niewinnych ludzi.

    O. Stanisław Jarosz: – Tak. Post to doskonała okazja do poznania siebie. To
    początek nawrócenia. Jeśli nie uznasz, że jesteś grzesznikiem, to po co ci Pan
    Bóg? Przecież wszystko załatwią ci pieniądze, rodzina, praca, dobre zdrowie.

    M.J.:- Post w Biblii to często sprawa życia lub śmierci. Niniwa ocalała, bo jej
    mieszkańcy oblekli się w wory pokutne. Bóg mówi: nawróćcie się do mnie przez
    płacz i post, i lament…

    O. Stanisław Jarosz: – Ludzie w Biblii przekonali się na własnej skórze, jak
    skuteczne jest słowo Pana. Grzech rodzi śmierć. W Polsce mamy wtórne pogaństwo,
    a chrześcijaństwo straciło często swój smak, przestało być solą. I post jest
    postrzegany jako jakieś gusła. A przecież wołanie Boga: „Wróć do mnie!”
    pozostało. Mieszkańcy Niniwy przerazili się swego grzechu, zobaczyli, że on
    rzeczywiście zabija. A dziś ludzie mówią często: ja nie mam się z czego
    nawracać, jestem dobrym katolikiem i na dodatek jeszcze poszczę! I post staje
    się jakimś zabiegiem kosmetycznym religijności naturalnej, która nie ma nic
    wspólnego z chrześcijaństwem. On nie jest po to, by przypodobać się Panu Bogu.
    A może się łaskawie uśmiechnie i spełni moje prośby? A może będzie miał dla
    mnie więcej błogosławieństwa? Tak jakby go nie miał... Gdy ktoś mi mówi: muszę
    pościć, moja teściowa musi się nawrócić, mąż musi przestać pić, to odpowiadam:
    A może na odwrót? Może to ty masz się nawrócić, a wtedy mąż przestanie pić?

    M.J.:- Niniwa była miastem na trzy dni drogi, a Jonasz biegł przez nią jeden
    dzień. Nie zależało mu na uratowaniu miasta?

    O. Stanisław Jarosz: – On miał gotowe rozwiązanie: usiadł i czekał, aż z nieba
    spadnie ogień i pochłonie tych grzeszników. I był bardzo rozżalony, że Pan Bóg
    ich uratował. Ja jestem Jonaszem. Wiem lepiej, jak powinien zachować się Pan
    Bóg. Mówię: to niemożliwe, żebyś wysyłał mnie do tych goim – nieobrzezanych,
    okropnych grzeszników i byś miał dla nich miłosierdzie. Wiem lepiej. Gdy
    przychodzi ktoś i pyta: Czy mogę pościć? – odpowiadam: Nie. I patrzę na
    reakcję. I jeśli mówi: dobrze, będę posłuszny, to wiem, że może pościć. Ale
    jeżeli zaczyna mnie przekonywać, że koniecznie musi pościć, to wiem, do czego
    taki post służy.

    A on ma oczyszczać. Leżysz na łopatkach i mówisz: Panie, niech się stanie Twoja
    wola. Umierasz, a łaska wtedy płynie rzeką. Ogromną rzeką. I widzisz, że ludzie
    we wspólnocie nie są po to, by ci służyć, ale po to, byś zobaczył swój grzech.
    Tak samo w małżeństwie. Jak ono pomaga spokornieć! A dzieci? Pięknie wyżerają
    egoizm rodziców. To błogosławieństwo. Tak samo choroby, łóżko, starość. Czasami
    się śmieję, że niektórzy muszą na starość zdziecinnieć, żeby się zmieścić do
    królestwa. Post jest początkiem umierania. Czuję dyskomfort, bo jestem głodny.

    M.J.:- A facet jak głodny, to zły…

    O. Stanisław Jarosz: – Właśnie! Post pokazuje ci twoje prawdziwe uczucia. Bóg
    mówi: wyprowadziłem cię na pustynię, by okazało się, co naprawdę nosisz w
    sercu. Post jest takim przygotowaniem artyleryjskim do nawrócenia, pokazuje,
    co naprawdę we mnie siedzi. Widzisz swoje leniwe wnętrze, które nie akceptuje
    dyskomfortu i niewygody. Jesteś sam na sam z Bogiem. Dla mnie, Stanisława
    Jarosza, który bardzo lubi święty spokój, wygodę i komfort, post jest czasem
    wytrącenia, który pokazuje mi, co naprawdę mnie wkurza.

    M.J.:- Z pustyni wychodzi się wspartym na Oblubieńcu…

    O. Stanisław Jarosz: – O, widzisz. To kapitalna definicja tego, co daje post:
    odkrycie własnej bezsilności po to, by spocząć na ramieniu Boga. Sam miałem
    taki kryzys wiary i zastanawiałem się, dlaczego kilogramy Komunii świętej nie
    zmieniły mojego życia? Bo ja chciałem Chrystusa, ale nie chciałem mieć myśli
    Chrystusa, poglądów Chrystusa! Nie mówiłem: niech mi się stanie, jak Ty chcesz.
    A wiem, że we mnie dwóch wielkich się nie zmieści: ja i Pan Jezus. Ktoś musi
    ustąpić. Najczęściej On. Post powoduje, że puszczam stery. Mówię: działaj, jak
    chcesz.

    M.J.:- Dlaczego niektóre złe duchy „wyrzuca się tylko modlitwą i postem”?

    O. Stanisław Jarosz: – Demon boi się ludzi pokornych, którzy idą pod prąd jego
    ścieżek. A post upokarza. Na pustyni nic nie znaczą złote karty kredytowe, nie
    działają telefony komórkowe, nie liczy się, czy jesteś inżynierem czy
    biedaczyną. Pustynia ogołaca, stawia we właściwej proporcji do Boga. Pokazuje,
    że tylko w Nim znajdziesz ratunek. I widzisz, że jedynym wyjściem, byś się nie
    wściekł, jest modlitwa. Inaczej zwariujesz.

    Ktoś podchodzi i mówi: Ojcze, poszczę trzy razy w tygodniu! A ja mówię: a może
    lepiej, żebyś tego zaniechał i przestał obmawiać? Muzułmanie i Żydzi poszczą
    więcej niż my. Hindusi z postu uczynili prawie masakrę. Ale… nie są
    chrześcijanami!

    M.J.:- A jak poszczą chrześcijanie?

    O. Stanisław Jarosz: – Upodabniają się do Chrystusa. Słowo „chrześcijanin”
    pochodzi z Antiochii. Ludzie wołali: to chrześcijanie, czyli… to Chrystusy!
    Nie ma innej drogi. Tylko droga krzyża. Kiedy powiedziałem pewnemu zakonnikowi:
    życzę ci, abyś skończył jak Jezus, to prawie się na mnie obraził.

    M.J.:- Kto dobrowolnie chce iść na pustynię? Ojciec nie ma ochoty zwiać?

    O. Stanisław Jarosz: – Mam. Nie lubię pościć. Ale czytam słowa: „zaprzyj się
    samego siebie” i chcę je realizować. I wiem jak. Chłopie, zacznij pościć, a to
    zaparcie się siebie przyjdzie szybciutko! I okaże się, jak bardzo się buntujesz
    i jesteś obrażony na Pana Boga. Może zaskamlesz jak pies o pomoc?

    M.J.:- Idę na Drogę Krzyżową. Nad kim mam płakać: nad sobą, czy Jezusem?

    O. Stanisław Jarosz: – On sam powiedział: nie płaczcie nade mną, ale nad sobą.
    Nie chodzi o płacz nad Jezusem. Bo to będzie jak w tym dowcipie: – Kumoszko,
    skąd to idziecie? – A z rekolekcji! – A co godoł misjonarz? – A pięściami bił
    po kazalnicy, ze te Zydy Pana Jezusa ukzyzowały. – To po co Ło
  • 02.03.06, 13:55
    Nie ukrywam jestem łasuch, ale...NIC TO!

    W odstawkę całkowitą idzie cukier,czekoladki,ciastka, i z tej "półki" małmazyje;

    W odstawkę całkowitą idzie mięsko i wędlinki i tłuszcze zwierzęce - choć to
    myśli mi się nie będzie jak dla mnie coś równie trudnego jak odstawienie
    słodkości, ale mawiają, że "zakazany owoc kusi najbardziej" to niech będzie, że
    i to jest dla mnie zakazane i niech sobie kusi a ja powiem NIE! O! i JUŻ!

    Z przegryzajek zostają suszone owoce, a z tłuszczów oliwa.

    Niech będzie, że zostają powidełka, sery i jajka też, śledzie i inne ryby
    jadalne także samo, a poza tym: ziemniaki, kasze, grochy i kapusta pod każda
    postacią i owoce i jarzynki też zostają, bo ...cósik jeść trzeba wink

    Poza tym:

    - niech będzie treningiem mojej woli i pokonywaniem słabości i grzechu lenistwa
    codzienny obowiązek tuptania nogami chociaż pół godziny i tyle samo rowerkowania

    a reszta...- tym razem nie "dla kelnera" tylko "wyjdzie w praniu" wink

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 06.03.06, 21:28
    Wielki Post. Czas przygotowania na święta Zmartwychwstania Pańskiego. Okres
    rekolekcji, nabożeństw wielkopostnych, odnowy duchowej. O to, jak przeżywają
    Wielki Post, zapytaliśmy znane postacie świata kultury, polityki, sportu,
    a także duchownych.
    ---
    wiadomosci.onet.pl/1316744,240,kioskart.html
  • 06.03.06, 21:30
    O. Andrzej Artym, franciszkanin konwentualny z Elbląga

    – Wielki Post to szczególny czas w życiu Kościoła. Przede wszystkim czas
    pokuty, umartwienia i wdzięczności Jezusowi za Jego miłość okazaną przez
    dobrowolny wybór męki i śmierci. Ten okres skłania mnie do głębokiej refleksji
    nad wielką miłością Boga do człowieka okazaną w osobie Jezusa. I swoją posługą
    zakonną staram się na tę miłość odpowiedzieć. Jeżeli odprawiam Mszę św.,
    spowiadam, prowadzę nabożeństwa, głoszę rekolekcje – wszystko to robię z powodu
    miłości do Jezusa.

    Moim ulubionym nabożeństwem wielkopostnym jest, oczywiście, Droga Krzyżowa.
    Skłania mnie ona do wielkiej refleksji, zadumy i wdzięczności Jezusowi za to
    wszystko, co mi okazał.

    W okresie Wielkiego Postu jako wspólnota franciszkańska podejmujemy dodatkowo
    wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w środy. Na pewno w czasie Wielkiego
    Postu więcej od siebie wymagamy. Osobiście staram się też w ogóle mniej
    spożywać pokarmów i w ten sposób się umartwiać.

    Ale też w okresie tym więcej się modlę, a modlitwa jest gorliwsza i
    zdecydowanie głębiej ją przeżywam. To jest czas, kiedy dociera do mnie prawda,
    że mój Pan cierpi, że został wzgardzony przez ludzi. A to jest zawsze bardzo
    bolesne i rodzi wielkie współczucie. I ten ból zadany Jezusowi przez ludzi
    skłania mnie do refleksji, że człowiek potrafi pogardzić Bogiem, odrzucić Go
    i wybrać drogę łatwiejszą, która tak naprawdę prowadzi donikąd. Wielka miłość
    Boga do człowieka okazana w tym czasie jest bardzo konkretna i przemawiająca.
    ---
    Wysłuchał: Piotr Chmieliński
  • 06.03.06, 21:32
    Min. Witold Kołodziejski, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

    – Wielki Post jest dla mnie wyjściem na pustynię. W tym okresie staram się
    nabrać pewnego dystansu do rzeczywistości tego świata, aby jak najgłębiej
    wniknąć w siebie. Myślę, że szczególnie teraz, kiedy mam dużo pracy, staje się
    to bardzo potrzebne. Będzie to trudne, jednak jakoś postaram się odnaleźć tę
    swoją pustynię. Pewien dystans do tego, co dzieje się w mediach, będzie mi
    bardzo potrzebny. Postaram się znaleźć czas na chwilę skupienia, kiedy będę
    mógł sam w spokoju pomyśleć o sobie i swoim życiu.

    Szczególnym okresem jest dla mnie Wielki Tydzień. To kulminacja Wielkiego
    Postu – czas, kiedy szczególnie staram się zdystansować do tego świata. Od
    dzieciństwa Wielką Sobotę poświęcam na chodzenie po warszawskich świątyniach,
    nawiedzając Groby Pańskie. To jest dla mnie bardzo ważne. Nawiedzanie Grobów
    bardzo dobrze mnie nastraja i przygotowuje do przeżywania Wielkiej Nocy.
    Atmosfera Wielkiego Tygodnia bardzo pomaga w duchowym przygotowaniu.

    Wielki Post to również doskonały czas na porządny rachunek sumienia. Osobiście
    przygotowuję się do tego przez cały Wielki Post – to jest czas, kiedy
    szczególnie dobrze powinno się przemyśleć to, z czym się idzie do konfesjonału.
    Dzięki naszej postnej pustyni powinniśmy spojrzeć na siebie i otaczający nas
    świat z pewnym dystansem. Ten dystans jest również dobrym rachunkiem sumienia,
    a kulminacją naszego przygotowania do świąt powinna być właśnie jak najlepsza
    spowiedź.

    Tak jak już wcześniej mówiłem, ostatni okres w moim życiu był bardzo napięty.
    Mam bardzo wiele zajęć i pracy. Czasami brak mi również dystansu do samego
    siebie. Myślę, że ten Wielki Post będzie doskonałą okazją, aby troszeczkę z
    boku spojrzeć na samego siebie.
    ---
    Wysłuchał: Artur Stelmasiak
  • 06.03.06, 21:34
    Ewa Tomaszewska, Senator RP (Prawo i Sprawiedliwość)

    – W Wielkim Poście nie wyznaczam sobie żadnych szczególnych zadań, bo wiem, że
    wielu spraw nie jestem w stanie przewidzieć. One pojawiają się w życiu i trzeba
    wobec nich na bieżąco zajmować jakieś stanowisko, trzeba na nie reagować.

    Przyznam, że w tym roku Wielki Post zaczął się dla mnie trochę wcześniej.
    Współpracuję z Mokotowskim Hospicjum Świętego Krzyża, staram się je jakoś
    wspierać. Poza chorymi terminalnie w domach, pracownicy hospicjum zajmują się
    także osobami ubogimi, bezdomnymi. Organizują dożywianie ubogich rodzin. Wydają
    około 300 śniadań i 300 obiadów.

    Takim dramatycznym okresem jest zima. Dlaczego mówię, że Wielki Post zaczął się
    właśnie już na początku lutego? Do hospicjum trafił człowiek, którego nie
    przyjęto w „Markocie”, bo się kiwał i uznano wobec tego, że jest pijany.
    Później odmówiono mu pomocy w warszawskim szpitalu na Stępińskiej. Kiedy
    hospicjum zwróciło się do mnie w tej sprawie, skontaktowałam się ze znajomą
    lekarką z Polskiego Związku Kobiet Katolickich, która przyjęła go do swojego
    szpitala. Ale nogi chorego były już w takim stanie, że wymagały amputacji.
    I to szybko, inaczej by nie przeżył.

    Zaproponowałam senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej temat: Problem
    finansowania leczenia osób bezdomnych. W zeszłym roku bardzo wysokie kwoty
    zostały przeznaczone w budżecie na leczenie osób nieubezpieczonych – to są
    przede wszystkim bezdomni. Kwotę tę czterokrotnie obniżano w ciągu roku, bo nie
    była zużywana. Wykorzystano niecałe 6 proc. pierwotnej puli. Szpitale są
    trzymane w ryzach przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Według mojej wiedzy, jeśli
    chodzi o wydatki, nie mają informacji o tym, że są środki na leczenie osób
    bezdomnych i że te środki na pewno wpłyną. Niektórzy wiedzą, ale też dość
    skomplikowana jest procedura odzyskiwania tych pieniędzy. To powoduje, że
    bardzo często szpitale odmawiają przyjmowania osób bezdomnych – jako
    nieubezpieczonych, co kończy się ludzkimi tragediami. Produkujemy w ten sposób
    dramaty ludzkie i osoby zdrowe zamieniamy na osoby niepełnosprawne.

    Ja w Wielkim Poście nie muszę robić jakichś specjalnych postanowień.
    Zawsze powinnam być przygotowana na to, żeby po ludzku odnieść się do takich
    spraw, niezależnie od tego, czy to jest post czy karnawał.
    Można przyjąć postanowienie, że będzie się na te sprawy reagować. Ale to nie
    dotyczy wyłącznie Wielkiego Postu. Kandydując do Senatu, zobowiązałam się do
    pomocy ludziom biednym, poszkodowanym, niepełnosprawnym. Jeżeli jesteśmy ludźmi
    wiary chrześcijańskiej, to trzeba dawać dowody miłości bliźniego. W poprzednich
    latach bywało, że przygotowywałam tekst do jednej ze stacji Drogi Krzyżowej na
    pielgrzymkę świata pracy. Wielki Post to dla mnie okres skupienia, spojrzenia
    z perspektywy na to, co się robi. Czasem trzeba się zatrzymać i zastanowić.

    To tak, jak wędrówka przez gęsty las. Jak się nie wejdzie na drzewo i nie
    popatrzy wokół, można błądzić i przestać iść w kierunku, jaki się wybrało.
    Można wtedy nie dojść tam, gdzie się zamierza. Wielki Post pozwala nam na
    chwile zastanowienia, na wyjście z codziennego kołowrotka i skupienie się na
    własnym wnętrzu.

    Skupienie, modlitwa, refleksja – pozwalają na spojrzenie w perspektywie
    wielkiego cierpienia i szans na Zmartwychwstanie.
    -----
    Wysłuchała: Alicja Dołowska
  • 18.03.06, 07:49
    Nie chcieli takiego mesjasza

    Rozmowa z ojcem Adamem Piecuchem, paulinem

    Albo męka Jezusa jest prawdą o mnie, i mogę to udowodnić, albo niewiele mam
    wspólnego z tym przedsiębiorstwem z krzyżem na dachu. I chodzę na Msze jak do
    sklepu

    Marcin Jakimowicz: Czy czuł się kiedyś Ojciec opuszczony przez Boga? Krzyczał
    ojciec, a tu cisza, pustka...

    O. Adam Piecuch: – Nie przypominam sobie takiego stanu. Bardziej uświadamiam
    sobie inny: miałem w sobie tyle nienawiści, że czułem, że nie mogę z Nim
    rozmawiać. To ja Go opuszczałem, nie On mnie. Bo nie chciałem zrezygnować
    z nienawiści, uprzedzeń. To było najgorsze doświadczenie mojego życia.

    M.J.: W chwilach takiej ciemności pojawia się od razu pokusa: Bóg nie chce ze
    mną rozmawiać, brzydzi się mną, jest ostatnią osobą, do której mogę się
    zwrócić...

    O. Adam Piecuch: Tak. Ja jestem zakonnikiem. Nie sposób żyć przez kilka godzin
    bez kontaktu z Bogiem, co chwilkę są modlitwy. A Bóg jest jedyną Osobą, do
    której ma odniesienie wszystko, co robię. Ale w chwili ciemności jest pokusa:
    nie będę wysłuchany, „nie załatwię” z Bogiem tej sprawy. Przeżywałem też
    poczucie przekreślenia siebie.

    M.J.: „Czemuś mnie opuścił?”. Skąd u Jezusa tak dramatyczny krzyk?

    O. Adam Piecuch: Gdy szukałem w Starym Przymierzu najbardziej smutnego miejsca,
    najbardziej rozpaczliwej sytuacji, utknąłem na Psalmie 22: „Boże mój, czemuś
    mnie opuścił? Wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, wołam nocą, a nie zaznaję
    spokoju”. Przerażające. Ale jeśli słyszę ten sam krzyk w ustach Jezusa, to
    nabiera on całkowicie nowego wymiaru. Staje się niewiarygodną odwrotnością
    najgorszej rozpaczy.

    M.J.: To musiało być trzęsienie ziemi dla stojących pod krzyżem. Jak tu
    zachować wiarę w Mistrza, który przez całe życie był „jedno z Ojcem”, a teraz
    jest przez Niego opuszczony?

    O. Adam Piecuch: My mamy swoiste podejście do Chrystusa. Żydzi nie mogli
    uwierzyć, że jest on Synem Bożym, a my nie potrafimy uwierzyć, że był On
    człowiekiem. Dla nich to było oczywiste: słaby, zdenerwowany, głodny, zmęczony,
    płaczący, zdziwiony. On sam mówił o sobie: Syn Człowieczy. Ale kiedy Piotrowi
    zostaje objawiona tajemnica: – to jest Mesjasz, zaczynają się schodki. Bo
    takiego mesjasza... nie chciał nikt. Nikt Go nie zaakceptował. Do samego końca.
    Apostołowie odchodzą, uczniowie uciekają. To są Żydzi. Mają w rękach Torę,
    modlą się jej słowami, znają je na pamięć. Czekają na mesjasza. A tu skazaniec
    umierający poza miastem, wykrzykujący w niebo słowa psalmu: – Boże, czemuś mnie
    opuścił? Modlący się jak największy grzesznik, oddalony przez swe czyny od
    Boga. On nie udawał! To był wyraz osamotnienia, rozpaczy. Tu nie ma pretensji,
    jest sama żywa rozpacz. Ale, co najważniejsze, gdy Jezus wszedł w ten stan,
    przemienił go, uświęcił. I odtąd jest to stan wielkiej bliskości. Jezus wszedł
    w taką sytuację, więc i ja mogę w niej spotkać Boga.

    M.J.: Opowiadał mi znajomy: gdy byłem mały, opuścił nas ojciec. Nie potrafiłem
    mu tego przez lata wybaczyć. Gdy kiedyś usłyszałem słowa: „Czemuś mnie
    opuścił?”, rozpłakałem się. Zrozumiałem, że w takiej samej sytuacji był Jezus.
    Czuł się opuszczony przez własnego Ojca. Chłopak przebaczył. Więcej. Powiedział
    mi: A może to ze względu na mnie Jezus wołał z krzyża?

    O. Adam Piecuch: Nie ma już takiego zła, opuszczenia, dramatu, które byłoby
    poza Jezusem Chrystusem! To jest rzecz absolutnie gorsząca. Człowiek może być
    odrzucony przez najbliższych, krewnych, znajomych. Więcej: on musi być
    odrzucony! Zetknąłem się z młodym małżeństwem, które komuś żyrowało jakąś sporą
    sumę. Zostali oszukani. I całe życie przekreślone: ogromne długi, procenty,
    ojciec przynoszący do domu grosze, bo resztę zabiera państwo. Stał się dla
    rodziny ciężarem, dla znajomych naiwniakiem. Kto by chciał mieć takiego męża,
    syna, ojca? Ale chwileczkę: jeżeli o wiele bardziej zażyrował za mnie Jezus
    Chrystus? Jeśli stanął w sytuacji totalnego odrzucenia, to wszystko nabiera
    innej perspektywy.
    Twój Bóg przyznaje się do ciebie. A ty? Uciekasz od krzyża, od zła, tuszujesz
    grzech, składasz rączki, żeby podejść „z twarzą” do Pana Boga. A to nie tak!
    Nie uciekajmy od swojego krzyża, nie tuszujmy grzechu, nie udawajmy, że go nie
    ma, nie grajmy pobożnych!

    Miałem łaskę, że często spotykałem się z Janem Pawłem II i dzięki temu mogę
    uwierzyć świętym, że pisali prawdę. Opuszczenie było ich udziałem. Wszystkich,
    co do jednego.
  • 18.03.06, 07:50
    M.J.: Nie ma innej drogi? Tylko odrzucenie?

    O. Adam Piecuch: Jasne, można zakrzyknąć: mam lepszą drogę do Pana Boga niż
    Jezus Chrystus! Bez osamotnienia, cierpienia, bólu. Coś mi to przypomina.

    Modlitwa w Ogrójcu. Tak straszna, że aż do krwi. Może w sercu Jezusa tryskała
    ogromna chęć życia? Nie wiem. Wiem, jak potwornie się zmagał, by przyjąć wolę
    Ojca. A co było tą wolą? Krzyż. I tu już rozmijamy się z naszą pobożnością.
    Nawet sam zakochany w Mistrzu Piotr kręci głową: Niech Cię Bóg broni, nigdy to
    na Ciebie nie przyjdzie. I co słyszy? Zejdź mi, diable, z oczu! Myślisz o tym,
    co ludzkie, chcesz uciec od krzyża, jak każdy. A to w krzyżu jest zbawienie. To
    nie była przyjemna pogawędka.

    M.J.: A jak tu nie uciekać od swojego grzechu?

    O. Adam Piecuch: A jak święty Paweł mógł powiedzieć, że Bóg uczynił Jezusa...
    grzechem? „Bóg dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu”, a
    człowiek chciałby udawać przed Bogiem pobożnego, chciałby Mu udowodnić, że nie
    jest taki zły. I wypowiada słowa, które prowadzą wprost do ateizmu: Chrystus za
    mnie nie musiał umrzeć. Krzyż to nie jest prawda o mnie

    M.J.: Nie mam się z czego spowiadać...

    O. Adam Piecuch: Właśnie! A Bóg sam staje się twoim grzechem i idzie na śmierć.
    Nie ucieka. Wchodzi nawet w stan opuszczenia przez Ojca.

    M.J.: A Ojciec nie ucieka? Kto chce być poniżony, stracić dobre imię?

    O. Adam Piecuch: Ja napisałem sobie ostatnio na kartce przy łóżku jedną, jedyną
    prośbę: „Żebym nigdy nie zwątpił w Bożą miłość”, w to, że On kocha mnie w
    sposób niewyobrażalny.

    M.J.: Przychodzi cierpienie. Czy Ojciec oskarża o nie Boga? Czy nie pyta:
    dlaczego ja? Czy jestem jakimś królikiem doświadczalnym?

    O. Adam Piecuch: Reaguję wielką złością. Ale nie odnoszę jej do Pana Boga.
    Dawniej czułem niepokój nawet w największej radości. Bałem się, że ona zaraz
    się skończy. Pytałem: dajesz mi taką niewinną radość, więc pewnie zaraz spotka
    mnie krzyż. Tak myślałem. Ale przestawiło mi się. Dziś wiem, że nawet jeśli
    spotka mnie najgorsza sytuacja, to widocznie jest mi ona potrzebna. Krzyż nigdy
    nie jest bez sensu. Skoro wziął go sam Jezus? Skoro nawet On czuł się odrzucony
    przez Boga i wyszło to na dobre, nie mogę reagować na krzyż alergicznie. Wiem,
    że On przyznaje się do mojego krzyża, a nie do moich wzniosłych uniesień. Bo
    takie uniesienie mogę znacznie łatwiej zdobyć w innych religiach. Mogę nawet
    lewitować.

    To nie ja znalazłem Boga. To On mnie znalazł, i to w miejscu, od którego przez
    całe życie uciekałem. Chrystus przyznaje się do mojego odrzucenia, potępienia,
    do stanu gdy widzę, że nie mam już po ludzku u Boga żadnych szans. On się do
    tego przyznaje!
  • 18.03.06, 07:51
    M.J.: Studio telewizyjne po katastrofie w Katowicach. Ludzie mówią: Nie
    mieszajmy w nią Boga. A Ojciec mówi: Kto jest winien? Oczywiście Pan Bóg...

    O. Adam Piecuch: Tak. Bo On posłał w śmierć nawet swojego Syna. I dlatego
    wierzę, że w śmierci mogę spotkać samego Chrystusa. W Nowym Testamencie nie ma
    ani jednego słowa tragedia. Nie ma miejsca na to słowo, bo dla święcie
    wierzącego chrześcijanina jest ono nieprawdą. Tragedia nie istnieje.

    Skoro Bóg przyznaje się do mnie grzesznego, to przyznaje się też do kogoś, kim
    ja pomiatam, kogo poniżam. Paweł usłyszał: Dlaczego mnie prześladujesz? Kto
    jesteś, Panie? Dlaczego mnie prześladujesz? Nie jestem ideą błąkającą się po
    niebie, utożsamiam się z tymi, których niszczysz i wsadzasz do więzień. Odtąd,
    gdy Paweł zobaczył chrześcijanina, widział w nim Chrystusa. Nieważne, czy był
    to człowiek mądry, dobry, głupi, niepełnosprawny. To Chrystus.

    Bóg, patrząc na mnie, widzi swojego Syna. I mogę spotkać się z łajdakiem,
    zabójcą, bo wiem, że Bóg Ojciec szepcze: To moje dziecko. Pamiętam z
    dzieciństwa, jak ogromnym zgorszeniem było to, że jeden z katów Oświęcimia
    poprosił przed egzekucją o spowiedź i... dostał rozgrzeszenie.

    M.J.: Ale ja nie jestem katem Oświęcimia. Tamten zasłużył na szubienicę, ale
    ja?

    O. Adam Piecuch: Matka Teresa po odebraniu Nagrody Nobla otrzymała przywilej –
    mogła wejść do celi śmierci, w której skazańcy czekali w kolejce na krzesło
    elektryczne. Rozmawiała z nimi, a potem zrobiła coś wstrząsającego. Odwróciła
    się do strażników więziennych i powiedziała: Słuchajcie, panowie. Cokolwiek
    zrobicie jednemu z tych więźniów, zrobicie samemu Bogu. Tylko tyle. I poszła.

    Albo męka Jezusa jest prawdą o mnie i mogę to udowodnić, albo niewiele mam
    wspólnego z tym przedsiębiorstwem z krzyżem na dachu. I chodzę na Msze jak do
    sklepu. Wypełniam obowiązki jak w urzędzie. Jestem lojalny. Krzyż jest prawdą o
    mnie, o moich grzechach. Skoro Bóg wybaczył mi zdradę, to jak mógłbym milczeć?
    To jest wyznanie wiary.

    M.J.: Przerobił to Ojciec na własnej skórze?

    O. Adam Piecuch: Tak. Nigdy nie miałem problemu ze swym powołaniem. Wiedziałem,
    że będę kapłanem i robiłem wszystko, by być dobrym księdzem. Tylko o tym
    myślałem. I nagle wszystko się zawaliło: nie zostałem dopuszczony do święceń.
    Jak to przeżywałem! A moja rodzina? Dziś jestem pewny, że to odłożenie święceń
    było uzasadnione.

    M.J.: Myśl o kapłaństwie stała się bożkiem?

    O. Adam Piecuch: Pewnie tak. Gdyby nie to uderzenie, upokorzenie, nie miałbym
    tak osobistej relacji z Bogiem. Nie ja jestem tu najważniejszy. Co myślałem,
    gdy zostałem przeniesiony z Jasnej Góry do innego klasztoru? Przecież ja tam
    tyle zrobiłem, harowałem, odprawiałem Msze, godzinami spowiadałem, a przełożeni
    to powinni dbać tylko o to, żebym się im nie przeziębił. Dzięki tym
    doświadczeniom wiem, kim jestem. Nie dzielę ludzi na dobrych i złych. Nie
    walczę ze złem, walczę o dobro. Wiem, że w opuszczeniu można spotkać Boga.
    Nawet uderzenie w człowieka, który ma poczucie niewinności, jest wartościowe.
    Dopiero wtedy widzi się bliskość Chrystusa.

    ---
    Marcin Jakimowicz/15.03.2006 12:50 w „Gość Niedzielny”
    wiadomosci.onet.pl/1318921,240,1,kioskart.html
  • 01.03.06, 09:33
    ........................................(1)

    W czasie postu chleb smarowało się powidłem a nie masłem, lub maczano go
    w oliwie.
    Podawano śledzie bez śmietany, kawa również była bez śmietany i bez cukru,
    za to z palonych żołędzi.
    Pito herbatę lipową, zamiast deserów podawano mało słodkie ciastka
    zwane „wiekuistymi”, gdyż można je było jeść w pół roku po upieczeniu.
    ---
    pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Post
    ........................................(2)

    Przodkowie nasi, a zwłaszcza mieszkańcy wsi, przez wieki całe, bardzo gorliwie
    wypełniali zalecenia Kościoła na Wielki Post, zgodnie z przysłowiem, które
    powiadało, że: "Polak woli rękę stracić niż złamać post".

    W wielu domach szczególnie tych uboższych, mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet
    cukier, miód i nabiał na całe sześć tygodni znikały ze stołów.

    Żywiono się głównie żurem postnym, kartoflami, gotowaną i surową kwaszoną
    kapustą, gotowaną brukwią, śliwkami suszonymi, rozgotowanymi na gęstą zupę,
    śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami, które skąpo kraszono olejem
    lnianym.

    Tylko w niedzielę pozwalano sobie na trochę lepsze i obfitsze jadło.
    Poza tymi dniami, przez cały Post Wielki przykładnie suszono.

    Jedynie na magnackich i szlacheckich dworach i niektórych bogatych plebaniach
    i klasztorach post nie bywał zbyt dokuczliwy, bo spożywano tam wiele dań
    rybnych, przyrządzanych na różne sposoby (przez Kościół uznawanych
    i dozwalanych jako pokarmy postne) oraz dobre pieczywo, masło, jaja, mleko
    i sery.
    ---
    "Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
  • 01.03.06, 09:39
    We środę rozpoczyna się kolejny Wielki Post w naszym życiu - okres w liturgii
    Kościoła, w którym w sposób szczególny kierujemy naszą myśl na Jezusa
    cierpiącego, na Jego bolesną mękę oraz haniebną śmierć na krzyżu.

    Okazją do refleksji na ten temat są odpowiednie teksty mszalne, kazania
    pasyjne, nabożeństwa Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej /.../ i misteria Męki
    Pańskiej, które dostarczają wiele wewnętrznych przeżyć.

    Czemu mają służyć te nabożeństwa?
    Dlaczego mamy wracać myślą do tych smutnych chwil z życia naszego Zbawiciela?

    Rozważmy przynajmniej dwa powody, które wskazują na potrzebę takiej refleksji.

    Pierwszym jest fakt, że Chrystus przyszedł na ziemię dla człowieka, dla niego
    się narodził, znosił niedogodności życia, głosił dobrą nowinę o zbawieniu
    i wreszcie podjął okrutną mękę i oddał życie na krzyżu. Uczynił to wszystko,
    aby pojednać go z Bogiem i przywrócić mu pierwotną godność dziecka Bożego, jaka
    została utracona przez grzech pierwszych rodziców.
    Dzieło zbawcze Chrystusa było równocześnie Jego zadośćuczynieniem Ojcu
    Niebieskiemu za ludzkie grzechy.

    Być może w wirze codziennych obowiązków, trosk i kłopotów zapominamy nieraz
    o swoim chrześcijańskim powołaniu do świętości, odwracamy się od Boga, gardzimy
    Jego przykazaniami.

    Dlatego w Wielkim Poście Kościół daje nam okazję, abyśmy się oderwali od
    codzienności i znaleźli czas na refleksję.
    Zachęca nas, abyśmy się poważnie zastanowili nad tym, dokąd zmierzamy, jaki
    jest stan naszej duszy, czy nie pora zawrócić z dotychczasowej drogi, która nie
    ma jasno określonego celu. Rozważanie męki Jezusa ma być bodźcem do podjęcia
    takich przemyśleń.

    Refleksja ukierunkowana na mękę i śmierć Jezusa ma nam z jednej strony
    uświadomić, jak wielkim złem i nieszczęściem dla człowieka jest grzech, skoro
    potrzeba było tak wielkiej ofiary, aby go zgładzić, z drugiej zaś ma nam
    pokazać jak ogromna była miłość Boga do nas, że "... Syna swego Jednorodzonego
    dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J
    3,16).
    A była to miłość największa, o której Chrystus mówi: "Nikt nie ma większej
    miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

    Drugim powodem, podejmowania rozważania męki Chrystusa, jest fakt istnienia
    w życiu ludzkim cierpienia oraz potrzeba zrozumienie jego sensu. Cierpienie
    w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego z nas.
    Jest ono rzeczywistością, z którą spotykamy się niemal codziennie, a która
    nieraz rodzi bunt i stawia wiele znaków zapytania. Jeżeli spojrzymy na nie
    oczami wiary, jeżeli ujmiemy je niego w świetle męki i śmierci Chrystusa oraz
    Jego nauki, wówczas odkryjemy jego znaczenie.

    Jezus powiedział: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
    niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9,23). Skoro On,
    choć był bez grzechu, cierpiał, to my również powinniśmy przyjmować cierpienie,
    aby zadośćczynić za popełnione grzechy. Bóg nie dopuszcza cierpienia tylko po
    to, aby człowieka doświadczać. Niejednokrotnie cierpienie jest bodźcem do
    zastanowienia się, nawrócenia czy zmiany życia. Szczególnie zbawienne może
    okazać się cierpienie niewinnego dziecka.

    Mając na uwadze powyższe myśli, przeżyjmy ten Wielki Post na rozważaniu męki
    Chrystusa. Poprzez czynny udział w nabożeństwach wielkopostnych, jakie będą
    odprawiane w naszych świątyniach, wyrażajmy Bogu wdzięczność za to, że poprzez
    Jezusa dokonał dzieła naszego odkupienia.

    Dla niejednego z nas może to być ostatni Wielki Post i ostatnia okazja do
    zmiany życia. Nie zmarnujmy jej, by tego życia nie przegrać, bo od niego zależy
    nasza wieczność.

    o. Władysław Czarniak
  • 01.03.06, 09:54
    Zaczął się Wielki Post, a razem z nim nabożeństwa wielkopostne...

    DROGA KRZYŻOWA
    GORZKIE ŻALE
    GODZINKI O MĘCE PANA JEZUSA
  • 01.03.06, 14:00
    Droga Krzyżowa to w kościele katolickim piątkowe nabożeństwo wielkopostne
    o charakterze adoracyjnym, polegające na symbolicznym odtworzeniu drogi Jezusa
    Chrystusa na śmierć i złożenia go do grobu.

    Tradycja ta powstała w Jerozolimie.

    W średniowieczu rozpowszechnili ją franciszkanie, którzy oprowadzając pątników
    zatrzymywali się przy stacjach przedstawiających historię śmierci Jezusa.

    Liczba czternastu stacji ustaliła się w XVII wieku.

    W kościołach katolickich Droga Krzyżowa przedstawiana jest w formie czternastu
    obrazów lub rzeźb rozmieszczonych na ścianach bocznych świątyni.

    Stacje drogi krzyżowej to nie tylko odtworzenie wydarzeń z ostatnich dni
    Chrystusa. Mają one swą bogatą symbolikę.

    Dla katolików są również podstawą rozważań medytacyjnych dotyczących m.in.
    tego, czym jest prawda, miłość, cierpienie, śmierć.
  • 01.03.06, 14:03
    Papież Benedykt XVI jeszcze jako kard. Joseph Ratzinger przygotował rozważania
    do Drogi Krzyżowej w 2005 r. w Koloseum.
    Tradycyjnie odprawiono ją w Wielki Piątek 25 marca, ale po raz pierwszy od
    początku pontyfikatu fizycznie nie uczestniczył w niej Jan Paweł II.

    Rozważania pt. "Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze" a zwłaszcza fragmenty
    dotyczące grzechów Kościoła spotkały się z dużym oddźwiękiem. Oto pełny tekst
    dokumentu:

    Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze...

    Droga Krzyżowa - Koloseum 2005

    Myśl przewodnia tej Drogi Krzyżowej ukazana jest na początku w modlitwie
    wstępnej, a potem także przy stacji XIV. Jest nią słowo Jezusa wypowiedziane
    w Niedzielę Palmową, którym - bezpośrednio po swoim wejściu do Jerozolimy -
    odpowiada na pytanie pewnych Greków, którzy chcieli Go widzieć: "Jeśli ziarno
    pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostaje tylko samo; ale jeżeli obumrze,
    przynosi plon obfity" (J 12, 24). W ten sposób Pan tłumaczy całą swoją ziemską
    wędrówkę jako los ziarna pszenicy, które tylko poprzez śmierć osiąga to, że
    wydaje owoc. Tłumaczy On swoje życie ziemskie, swoją śmierć i swoje
    zmartwychwstanie ukierunkowując je ku najświętszej Eucharystii, w której
    streszcza się całe jego misterium. I tak jak On przeżywał swoją śmierć jako
    ofiarę z samego siebie, jako akt miłości, jego ciało zostało przekształcone
    w nowe życie w zmartwychwstaniu. Poprzez to On, Słowo Wcielone, stał się teraz
    naszym pokarmem, który prowadzi do prawdziwego życia, do życia wiecznego. Słowo
    Przedwieczne - stwórcza siła życia - zstąpiło z nieba, stało się w ten sposób
    prawdziwą manną, chlebem, który się przekazuje człowiekowi w wierze
    i w sakramencie.

    Tym sposobem Droga Krzyżowa staje się drogą wiodącą do wnętrza misterium
    eucharystycznego: pobożność ludowa i pobożność sakramentalna łączą się
    i stapiają. Modlitwę Drogi Krzyżowej można zrozumieć jako drogę, która prowadzi
    do głębokiej, duchowej jedności z Jezusem; jedności, bez której komunia
    sakramentalna pozostawałaby pusta. Droga Krzyżowa jawi się jako
    droga "mistagogiczna".

    Takiemu spojrzeniu przeciwstawia się rozumienie czysto uczuciowe Drogi
    Krzyżowej, na niebezpieczeństwo którego Pan wskazuje przy Stacji VIII kobietom
    jerozolimskim, gdy płaczą nad Nim. Samo uczucie nie wystarczy. Droga Krzyżowa
    powinna być szkołą wiary, tej wiary, która ze swej natury "działa poprzez
    miłość" (Gal 5, 6). To oczywiście nie oznacza, że trzeba wykluczyć uczucie.
    Dla Ojców Kościoła pierwszą przywarą pogan jest właśnie ich brak serca, dlatego
    Ojcowie podejmują wizję Ezechiela, który przekazuje Izraelowi obietnicę Boga
    dotyczącą usunięcia mu serca kamiennego i dania serca z ciała (Ez 11, 19).

    Droga Krzyżowa ukazuje Boga, który sam dzieli cierpienia ludzi, którego miłość
    nie zostaje nieczuła i daleka, ale schodzi pośród nas, aż do śmierci na krzyżu
    (Flp 2, 8). Bóg, który dzieli nasze cierpienia, Bóg, który stał się
    człowiekiem, aby nieść nasz krzyż, chce przekształcić nasze kamienne serce
    i wzywa nas do dzielenia cierpień innych ludzi. Chce dać nam "serce z ciała",
    które nie będzie nieczułe wobec cierpień innych ludzi, ale stanie się wrażliwe
    i poprowadzi do miłości, która uzdrawia i pomaga. To wszystko oznaczają słowa
    Jezusa o ziarnie pszenicy, które on sam przekształca w istotną formułę
    dotyczącą chrześcijańskiego życia: "Ten, kto miłuje swoje życie traci je,
    a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne" (J
    12, 25; Mt 16, 25; Mk 8, 35; Łk 9, 24; 17, 33: "Kto chce zachować swoje życie,
    straci je, a kto straci je, ten je zachowa"). W ten sposób tłumaczy też, co
    w Ewangeliach synoptycznych oznacza zdanie poprzedzające, będące słowem
    kluczowym jego przesłania: "Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech zaprze się
    samego siebie, weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje" (Mt 16, 24).
    Tymi wszystkimi słowami On sam daje interpretację "Drogi Krzyżowej", uczy jak
    mamy ją odprawiać i jak nią podążać: Droga Krzyżowa jest drogą zapomnienia
    o sobie, czyli drogą prawdziwej miłości. Na tej drodze On nas poprzedza, to
    jest droga, której chce nas nauczyć modlitwa Drogi Krzyżowej. To też ponownie
    nas prowadzi do ziarna pszenicy, do najświętszej Eucharystii, w której stale
    się uobecnia pośród nas owoc śmierci i zmartwychwstania Jezusa. W niej idzie
    On razem z nami, jak kiedyś z uczniami z Emaus, stając się wciąż na nowo naszym
    współczesnym.

    ---
    Watykan, 23.04.2005
  • 01.03.06, 14:05
    Panie Jezu Chryste, dla nas przyjąłeś los ziarna pszenicy, które pada w ziemię
    i obumiera by wydać plon obfity (J 12, 24). Zapraszasz nas byśmy kroczyli za
    Tobą tą drogą, gdy mówisz: "Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto
    nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne" (J 12, 25).
    My jednak jesteśmy przywiązani do naszego życia. Nie chcemy go porzucić, ale
    zachować je w całości dla siebie. Chcemy je posiąść, a nie ofiarować. Ty jednak
    nas poprzedzasz i ukazujesz, że możemy ocalić nasze życie jedynie ofiarując je.
    Poprzez nasze towarzyszenie Ci na Drodze Krzyżowej chcesz prowadzić nas drogą
    ziarna pszenicy, drogą sięgającej aż po wieczność płodności.

    Krzyż - ofiara z nas samych - bardzo nam ciąży. Jednak na Twej Drodze Krzyżowej
    poniosłeś także mój krzyż. I nie czyniłeś tego jedynie kiedyś, w przeszłości,
    gdyż Twoja miłość jest współczesna memu życiu. Dźwigasz go dzisiaj, ze mną
    i dla mnie. W przedziwny sposób pragniesz bym i ja teraz, jak niegdyś Szymon
    z Cyreny, niósł z Tobą Twój krzyż, a towarzysząc Ci, razem z Tobą ofiarował się
    dla odkupienia świata.

    Pomóż mi, by moja droga krzyżowa nie była jedynie pobożnym uczuciem chwili.
    Pomóż nam towarzyszyć Ci nie tylko szlachetnymi myślami, lecz przejść Twoją
    drogę sercem, nawet więcej: konkretnymi uczynkami codziennego życia. Dopomóż
    nam wejść na drogę krzyża całymi sobą i na zawsze pozostać na Twej drodze.
    Uwolnij nas od lęku przed krzyżem, ze strachu przed wyśmianiem przez innych,
    z obawy, że nasze życie może się nam wymknąć, jeśli nie chwycimy wszystkiego co
    niesie. Pomóż nam demaskować pokusy, które obiecują życie, lecz których ułudy
    zostawiają w nas ostatecznie pustkę i zawód. Pomóż nam nie chcieć zawładnąć
    życiem, ale je dawać. Dopomóż, abyśmy towarzysząc Ci na drodze pszenicznego
    ziarna, znaleźli w "traceniu życia" drogę miłości, drogę, która prawdziwie daje
    życie, życie w obfitości (J 10, 10).
  • 01.03.06, 14:07
    Mt 27, 22-23.26

    ROZWAŻANIE

    Sędzia świata, który pewnego dnia powróci by sądzić nas wszystkich stoi
    ogołocony, upokorzony i bezbronny wobec ziemskiego sędziego. Piłat nie jest
    jakimś nikczemnym potworem. Wie, że skazaniec jest niewinny; szuka sposobu, aby
    go uwolnić. Serce ma jednak podzielone. Ostatecznie nad prawem bierze górę jego
    zdanie, on sam. Także ludzie, którzy krzykiem domagają się śmierci Jezusa, nie
    są nikczemnymi potworami. Wielu z nich, w dniu Pięćdziesiątnicy "przejmie się
    do głębi serca" (Dz 2, 37), gdy Piotr im powie: "Jezusa Nazarejczyka, Męża,
    którego posłannictwo Bóg wam potwierdził... przybiliście rękami bezbożnych do
    krzyża i zabiliście" (Dz 2, 22n). W tej jednak chwili doświadczają atmosfery
    tłumu. Krzyczą, ponieważ krzyczą inni i krzyczą tak jak inni. W ten sposób
    sprawiedliwość deptana jest przez podłość, małoduszność, obawę przed dyktatem
    dominującej mentalności. Delikatny głos sumienia tłumiony jest krzykiem
    tłuszczy. Niezdecydowanie i wzgląd na człowieka przyznają siłę złu.

    MODLITWA

    Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ strach przed wzrokiem innych
    stłumił głos sumienia. Zawsze tak się dzieje, poprzez całą historię, że
    niewinnych się krzywdzi, skazuje, zabija. Ileż razy i my sukces przedkładaliśmy
    nad prawdę, własną reputację nad sprawiedliwość. Umocnij w naszym życiu
    delikatny głos sumienia, Twój głos. Spójrz na mnie tak jak spojrzałeś na Piotra
    po zaparciu się Ciebie. Spraw, aby Twoje spojrzenie przeniknęło nasze dusze
    i wskazało życiu kierunek. Tych, którzy w Wielki Piątek krzyczeli przeciw
    Tobie, w dniu Pięćdziesiątnicy obdarzyłeś przejęciem do głębi serca
    i nawróceniem. W ten sposób nam wszystkim dałeś nadzieję. Obdarzaj nas również,
    zawsze na nowo, łaską nawrócenia.

    ---
    Jezusa osądzali kolejno: Annasz, Kajfasz, Herod i Piłat. Pod zarzutem To jest
    Jezus Chrystus, Król Żydowski w domu Piłata zapadł wyrok. Tłum skazał Jezusa na
    śmierć przez ukrzyżowanie.
  • 01.03.06, 14:11
    Jezusa osądzali kolejno: Annasz, Kajfasz, Herod i Piłat. Pod zarzutem To jest
    Jezus Chrystus, Król Żydowski w domu Piłata zapadł wyrok. Tłum skazał Jezusa na
    śmierć przez ukrzyżowanie.
    ----------------------------------------

    Mt 27, 22-23.26

    ROZWAŻANIE

    Sędzia świata, który pewnego dnia powróci by sądzić nas wszystkich stoi
    ogołocony, upokorzony i bezbronny wobec ziemskiego sędziego. Piłat nie jest
    jakimś nikczemnym potworem. Wie, że skazaniec jest niewinny; szuka sposobu, aby
    go uwolnić. Serce ma jednak podzielone. Ostatecznie nad prawem bierze górę jego
    zdanie, on sam. Także ludzie, którzy krzykiem domagają się śmierci Jezusa, nie
    są nikczemnymi potworami. Wielu z nich, w dniu Pięćdziesiątnicy "przejmie się
    do głębi serca" (Dz 2, 37), gdy Piotr im powie: "Jezusa Nazarejczyka, Męża,
    którego posłannictwo Bóg wam potwierdził... przybiliście rękami bezbożnych do
    krzyża i zabiliście" (Dz 2, 22n). W tej jednak chwili doświadczają atmosfery
    tłumu. Krzyczą, ponieważ krzyczą inni i krzyczą tak jak inni. W ten sposób
    sprawiedliwość deptana jest przez podłość, małoduszność, obawę przed dyktatem
    dominującej mentalności. Delikatny głos sumienia tłumiony jest krzykiem
    tłuszczy. Niezdecydowanie i wzgląd na człowieka przyznają siłę złu.

    MODLITWA

    Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ strach przed wzrokiem innych
    stłumił głos sumienia. Zawsze tak się dzieje, poprzez całą historię, że
    niewinnych się krzywdzi, skazuje, zabija. Ileż razy i my sukces przedkładaliśmy
    nad prawdę, własną reputację nad sprawiedliwość. Umocnij w naszym życiu
    delikatny głos sumienia, Twój głos. Spójrz na mnie tak jak spojrzałeś na Piotra
    po zaparciu się Ciebie. Spraw, aby Twoje spojrzenie przeniknęło nasze dusze
    i wskazało życiu kierunek. Tych, którzy w Wielki Piątek krzyczeli przeciw
    Tobie, w dniu Pięćdziesiątnicy obdarzyłeś przejęciem do głębi serca
    i nawróceniem. W ten sposób nam wszystkim dałeś nadzieję. Obdarzaj nas również,
    zawsze na nowo, łaską nawrócenia.
  • 01.03.06, 14:14
    Został ubrany w szkarłatny płaszcz i koronę cierniową. Zanim wyruszył w drogę
    na Golgotę, żołnierze wyszydzali go, okładali biczami i pluli w twarz.
    ----------------------------------------

    Stacja II - Jezus obarczony krzyżem

    Mt 27, 27-31

    ROZWAŻANIE

    Jezus, skazany niczym król uzurpator, jest wyszydzony.
    Jednak właśnie w szyderstwie brutalnie jawi się prawda. Ileż razy insygnia
    władzy noszone przez możnych tego świata urągają prawdzie, sprawiedliwości
    i godności człowieka! Ileż razy ich rytuały i wielkie słowa nie są, doprawdy,
    niczym więcej, niż nadętym kłamstwem, karykaturą zadania, do którego są
    zobowiązani z racji sprawowanego urzędu, zadania służenia dobru. Jezus, który
    jest wyszydzony i na którego skroniach spoczywa korona cierpienia, właśnie
    dlatego jest prawdziwym królem. Jego berłem jest sprawiedliwość. Na tym świecie
    ceną sprawiedliwości jest cierpienie: On, prawdziwy król, nie panuje przemocą,
    lecz miłością, która cierpi dla nas i z nami. On niesie krzyż na swych
    ramionach, nasz krzyż, ciężar bycia człowiekiem, ciężar świata.
    To w ten sposób poprzedza nas i ukazuje nam, jak odnaleźć drogę do prawdziwego
    życia.

    MODLITWA

    Panie, pozwoliłeś, aby Cię wyszydzono i znieważono. Pomóż nam, byśmy nie
    dołączali do tych, którzy szydzą z cierpiących i słabych. Pomóż w upokorzonych
    i zepchniętych na margines rozpoznać Twe oblicze. Dopomóż nam nie zniechęcać
    się wobec kpin świata, gdy posłuszeństwo Twej woli jest ośmieszane. Dźwigałeś
    krzyż i wezwałeś nas do naśladowania Cię na tej drodze (Mt 10, 38). Pomóż nam
    przyjąć krzyż, nie uciekać od niego, nie użalać się i nie pozwolić, by nasze
    serca ustawały wobec trudów życia. Pomóż nam kroczyć drogą miłości
    i, w posłuszeństwie jej wymogom, osiągnąć prawdziwą radość.
  • 01.03.06, 14:16
    Otoczony żołnierzami i tłumem gapiów, dźwigając krzyż, Jezus wyruszył na
    Miejsce Czaszki, zwane w języku hebrajskim Golgotą. Razem z nim szli dwaj
    skazańcy. Nagle Jezus upadł pod ciężarem krzyża.
    Po chwili podniósł się i szedł dalej.
    ----------------------------------------

    Stacja III - Jezus upada po raz pierwszy

    Iz 53, 4-6

    ROZWAŻANIE

    Człowiek upadł i stale na nowo upada: ileż razy staje się karykaturą samego
    siebie, już nie obrazem Boga, lecz czymś, co wystawia Stwórcę na pośmiewisko.
    Czyż ten, który schodząc z Jerozolimy do Jerycha wpadł w ręce zbójców, którzy
    obdarli pozostawiając na wpół żywego, zakrwawionego na skraju drogi, nie jest
    może obrazem człowieka w pełnym tego słowa znaczeniu? Upadek Jezusa pod krzyżem
    nie jest tylko upadkiem Jezusa człowieka, już wycieńczonego biczowaniem. Tu
    jawi się coś głębszego, jak powiada święty Paweł w Liście do Filipian: "On,
    istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być
    z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi... uniżył samego
    siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,
    6-8). W upadku Jezusa pod ciężarem krzyża ukazuje się cała Jego droga:
    dobrowolne uniżenie się po to, by nas podźwignąć z naszej pychy. Równocześnie
    ukazuje się natura naszej pychy: hardość, przy pomocy której chcemy się uwolnić
    od Boga i być tylko sobą, hardość z którą sądzimy, że nie potrzeba nam wiecznej
    miłości i sami chcemy nadać kształt naszemu życiu. W tym buncie przeciwko
    prawdzie, w tej próbie przebóstwienia samych siebie, postawienia się w roli
    własnego stwórcy i sędziego, zmierzamy do samozagłady. Uniżenie się Jezusa jest
    przezwyciężeniem naszej buty: on podnosi nas przez swe uniżenie. Pozwólmy, aby
    nas podniósł. Zdziejmy z siebie naszą samowystarczalność, naszą mylną żądzę
    autonomii, natomiast uczmy się od tego, który się uniżył, odnajdywać prawdziwą
    wielkość, uniżając się i zwracając się do Boga i do krzywdzonych braci.

    MODLITWA

    Panie Jezu, ciężar krzyża powalił Cię na ziemię. Ciężar naszego grzechu, ciężar
    naszej pychy Cię powala. Jednak Twój upadek nie jest znakiem nieszczęsnego
    przeznaczenia, nie jest czystą i zwykłą słabością krzywdzonego człowieka.
    Zechciałeś wyjść naprzeciw nas, którzy z powodu pychy leżymy na ziemi. Buta
    myślenia, że jesteśmy w stanie wyprodukować człowieka spowodowała, że ludzie
    stali się rodzajem towaru, który można kupić i sprzedać, stali się niczym jakiś
    pojemnik z materiałem na nasze eksperymenty, dzięki którym sami mamy nadzieję
    przezwyciężyć śmierć, gdy tymczasem jedynie coraz głębiej upokarzamy godność
    człowieka. Panie, pomóż nam, bo upadliśmy. Pomóż nam odrzucić wyniszczającą
    pychę, i ucząc się Twej pokory, dać podnieść się na nowo.
  • 01.03.06, 14:19
    Matka cały czas szła w tłumie za Jezusem, ale dopiero teraz ją zauważył.
    Chyba nic nie powiedzieli do siebie, zresztą i tak nie usłyszeliby się we
    wrzawie tłumu. W oczach swoich widzieli strach i ból.
    ----------------------------------------

    Stacja IV - Jezus spotyka Matkę swoją

    Łk 2, 34-35.51

    ROZWAŻANIE

    Na Drodze Krzyżowej Jezusa jest również Maryja, jego Matka. Podczas jego
    publicznej działalności musiała usunąć się na bok, zrobić miejsce dla
    powstającej nowej rodziny Jezusa, rodziny Jego uczniów. Musiała słyszeć i te
    słowa: "Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? Kto pełni wolę Ojca
    mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką" (Mt 12, 48-
    50). Teraz widać, że ona nie tylko ciałem, ale i sercem jest Matką Jezusa.
    Jeszcze zanim poczęła go w ciele, dzięki swemu posłuszeństwu, poczęła go w
    sercu. Zostało jej powiedziane: "Oto poczniesz i porodzisz Syna... Będzie On
    wielki... a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida" (Łk 1, 31n). Niedługo
    potem usłyszała jednak z ust starca Symeona inne słowo: "A Twoją duszę miecz
    przeniknie" (Łk 2, 35). I tak przypomniała sobie przepowiednie
    proroków: "Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
    Jak baranek na rzeź prowadzony" (Iz 53, 7). To wszystko staje się teraz
    rzeczywistością. W swym sercu zawsze zachowywała słowo, które wypowiedział do
    niej anioł, gdy wszystko się zaczynało: "Nie bój się, Maryjo" (Łk 1, 30).
    Uczniowie uciekli, ona nie ucieka. Stoi z odwagą matki, z wiernością matki, z
    dobrocią matki i z wiarą, która trwa w ciemnościach: "Błogosławiona jesteś,
    któraś uwierzyła" (Łk 1, 45). "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na
    ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18, 8) Tak, w tym momencie On wie: znajdzie wiarę.
    W tej godzinie jest to dla niej wielkim pocieszeniem.

    MODLITWA

    Święta Maryjo, Matko Boża, pozostałaś wierna, kiedy uczniowie uciekli. Tak jak
    uwierzyłaś, gdy anioł zwiastował ci to, co było niewiarygodne - że staniesz się
    Matką Najwyższego - tak samo uwierzyłaś w godzinie Jego największego poniżenia.
    Właśnie tak, w godzinie krzyża, w godzinie najciemniejszej nocy świata, stałaś
    się Matką wierzących, Matką Kościoła. Prosimy cię: naucz nas wierzyć i pomóż,
    aby wiara stała się odwagą służby i gestem przychodzącej z pomocą miłości,
    zdolnej współuczestniczyć w cierpieniu.
  • 01.03.06, 14:23
    W tłumie szły także kobiety, które znały Jezusa. Weronika podchodzi do Jezusa,
    by chustą wytrzeć mu twarz.
    ----------------------------------------

    Stacja VI - Weronika ociera twarz Jezusowi

    Iz 53, 2-3; Ps 26 (27), 8-9

    ROZWAŻANIE

    "Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną"
    (Ps 27, 8-9). Weronika - według tradycji greckiej Berenike - uosabia to gorące
    pragnienie, wspólne wszystkim pobożnym ludziom Starego Testamentu, pragnienie
    wszystkich ludzi wierzących, by ujrzeć oblicze Boże. Tym niemniej, na Drodze
    Krzyżowej Jezusa, początkowo nie czyni ona nic ponad posługę kobiecej dobroci:
    ofiaruje Jezusowi chustę. Nie liczy się z brutalnością żołnierzy, nie
    obezwładnia jej też strach uczniów. Jest obrazem dobrej kobiety, która pośród
    niepokoju i zaćmienia serc zachowuje odwagę bycia dobrym, nie pozwala by jej
    serce się przyćmiło. "Błogosławieni czystego serca - powiedział Pan w Kazaniu
    na Górze - albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Początkowo Weronika widzi
    jedynie umęczone i naznaczone bólem oblicze. Uczynek miłości wyciska jednak
    w jej sercu prawdziwy obraz Jezusa: w Obliczu ludzkim, pełnym krwi i ran,
    dostrzega Oblicze Boga i jego dobroci, która jest z nami nawet w największym
    bólu. Tylko sercem możemy zobaczyć Jezusa. Tylko miłość pozwala nam widzieć
    i oczyszcza nas. Tylko miłość pozwala nam rozpoznać Boga, który sam jest
    miłością.

    MODLITWA

    Panie, daj nam niepokój serca, które szuka Twego oblicza. Chroń nas od
    zaćmienia serca, które widzi jedynie zewnętrzną stronę rzeczy. Obdarz nas
    szczerością i czystością, dzięki którym jesteśmy w stanie dostrzec Twoją
    obecność w świecie. Gdy nie stać nas na pełnienie wielkich czynów, daj nam
    odwagę pokornej dobroci. Wyryj swe oblicze w naszych sercach, tak byśmy mogli
    Cię spotkać i Twój obraz ukazać światu.
  • 01.03.06, 14:25
    Szymon Cyrenejczyk, zmęczony pracą w polu, mijał tłum.
    Żołnierze nakazali mu, aby pomógł nieść krzyż Jezusowi.
    Już do szczytu Golgoty Jezus i Szymon poszli razem.
    ----------------------------------------

    Stacja V - Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

    Mt 27, 32; 16, 24

    ROZWAŻANIE

    Szymon z Cyreny wraca z pracy, jest w drodze do domu, gdy trafia na ten smutny
    orszak skazańców. Dla niego, być może, zwyczajny to widok. Żołnierze korzystają
    z prawa przymusu i wkładają krzyż na barki jemu, mocnemu chłopu ze wsi. Cóż za
    przykrość musiał przeżywać, będąc niespodziewanie wciągniętym w los tych
    skazańców! Robi to, co musi robić, oczywiście z wielką niechęcią. Ewangelista
    Marek wraz z nim wymienia jednak i jego synów, którzy najwyraźniej byli znani
    jako chrześcijanie, jako członkowie tej wspólnoty (Mk 15, 21). Z niechcianego
    spotkania wypłynęła wiara. Towarzysząc Jezusowi i dzieląc ciężar krzyża
    Cyrenejczyk zrozumiał, że to była łaska wspólnego kroczenia z Ukrzyżowanym
    i pomagania mu. Tajemnica cierpiącego i milczącego Jezusa poruszyła jego serce.
    Jezus, którego Boska miłość mogła i może wyłącznie odkupić całą ludzkość, chce
    byśmy współuczestniczyli w Jego krzyżu, aby dopełnić to, czego jeszcze brak
    jego udrękom. (Kol 1, 24). Zawsze, gdy z dobrocią wychodzimy na spotkanie kogoś
    cierpiącego, kogoś prześladowanego i bezbronnego, dzieląc z nim jego
    cierpienie, pomagamy nieść krzyż Jezusowi. Przez to otrzymujemy zbawienie
    i sami możemy przyczynić się do zbawienia świata.

    MODLITWA

    Panie, Szymonowi z Cyreny otworzyłeś oczy i serce, obdarzając go, poprzez
    współuczestnictwo w krzyżu, łaską wiary. Pomóż nam opiekować się cierpiącym
    bliźnim, nawet gdyby to wezwanie pozostawało w sprzeczności z naszymi planami
    i ochotą. Pomóż nam dostrzec, że możliwość współuczestnictwa w krzyżu innych
    jest łaską oraz doświadczyć, że w ten sposób jesteśmy z Tobą w drodze. Daj nam
    z radością uznać, że właśnie poprzez współuczestnictwo w Twoim cierpieniu
    i cierpieniach tego świata, stajemy się sługami zbawienia, i że w ten sposób
    możemy pomóc budować Twoje Ciało, Kościół.
  • 01.03.06, 14:26
    W tłumie szły także kobiety, które znały Jezusa. Weronika podchodzi do Jezusa,
    by chustą wytrzeć mu twarz.
    ----------------------------------------

    Stacja VI - Weronika ociera twarz Jezusowi

    Iz 53, 2-3; Ps 26 (27), 8-9

    ROZWAŻANIE

    "Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną"
    (Ps 27, 8-9). Weronika - według tradycji greckiej Berenike - uosabia to gorące
    pragnienie, wspólne wszystkim pobożnym ludziom Starego Testamentu, pragnienie
    wszystkich ludzi wierzących, by ujrzeć oblicze Boże. Tym niemniej, na Drodze
    Krzyżowej Jezusa, początkowo nie czyni ona nic ponad posługę kobiecej dobroci:
    ofiaruje Jezusowi chustę. Nie liczy się z brutalnością żołnierzy, nie
    obezwładnia jej też strach uczniów. Jest obrazem dobrej kobiety, która pośród
    niepokoju i zaćmienia serc zachowuje odwagę bycia dobrym, nie pozwala by jej
    serce się przyćmiło. "Błogosławieni czystego serca - powiedział Pan w Kazaniu
    na Górze - albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Początkowo Weronika widzi
    jedynie umęczone i naznaczone bólem oblicze. Uczynek miłości wyciska jednak
    w jej sercu prawdziwy obraz Jezusa: w Obliczu ludzkim, pełnym krwi i ran,
    dostrzega Oblicze Boga i jego dobroci, która jest z nami nawet w największym
    bólu. Tylko sercem możemy zobaczyć Jezusa. Tylko miłość pozwala nam widzieć
    i oczyszcza nas. Tylko miłość pozwala nam rozpoznać Boga, który sam jest
    miłością.

    MODLITWA

    Panie, daj nam niepokój serca, które szuka Twego oblicza. Chroń nas od
    zaćmienia serca, które widzi jedynie zewnętrzną stronę rzeczy. Obdarz nas
    szczerością i czystością, dzięki którym jesteśmy w stanie dostrzec Twoją
    obecność w świecie. Gdy nie stać nas na pełnienie wielkich czynów, daj nam
    odwagę pokornej dobroci. Wyryj swe oblicze w naszych sercach, tak byśmy mogli
    Cię spotkać i Twój obraz ukazać światu.
  • 01.03.06, 14:28
    Ponownie Jezus upadł. A każdy upadek to nowy ból, nowe rany. Wstał z pomocą
    Szymona i ruszył w dalszą drogę.
    ----------------------------------------

    Stacja VII - Jezus upada po raz drugi

    Lm 3, 1-2.9.16

    ROZWAŻANIE

    Tradycja potrójnego upadku Jezusa i ciężaru krzyża przywołuje upadek Adama -
    nasze bycie istotami upadłymi - i tajemnicę uczestnictwa Jezusa w naszym
    upadku. W dziejach, upadek człowieka przyjmuje coraz to nowe formy. W swoim
    pierwszym Liście święty Jan mówi o potrójnym upadku człowieka: pożądliwości
    ciała, pożądliwości oczu i pysze żywota. W ten sposób, na tle przywar swego
    czasu, z wszystkimi jego zbytkami i wynaturzeniami, interpretuje upadek
    człowieka i ludzkości. W nieco bliższej historii możemy jednak pomyśleć, jak
    chrześcijaństwo, znużone wiarą, opuściło Pana: wielkie ideologie, niczym
    banalizacja człowieka, który w nic już nie wierzy i po prostu żyje nie
    przejmując się niczym, stworzyły nowe pogaństwo, pogaństwo gorsze, które chcąc
    ostatecznie usunąć Boga pozbyło się człowieka. I tak człowiek pełza w prochu.
    Pan dźwiga ten ciężar coraz to upadając, aby móc przyjść do nas; patrzy na nas,
    by obudziło się w nas serce; upada, aby nas podnieść.

    MODLITWA

    Panie Jezu Chryste, dźwigałeś nasz ciężar i nadal nas niesiesz. To nasz ciężar
    Cię przewraca. Ale to Ty nas podnieś, gdyż sami nie jesteśmy w stanie powstać
    z prochu. Wyzwól nas z mocy pożądliwości. W miejsce serca z kamienia daj nam
    nowe serce z ciała, serce zdolne widzieć. Zniszcz moc ideologii, tak, aby
    ludzie poznali, że utkane są z kłamstw. Nie dozwól by mur materializmu stał się
    nieprzezwyciężalny. Spraw, abyśmy pojęli Cię na nowo, byśmy trzeźwo i z uwagą
    zdołali stawić czoła siłom zła. Pomóż nam dostrzegać wewnętrzne i zewnętrzne
    potrzeby innych, aby przyjść im z pomocą. Dźwignij nas, byśmy mogli podnosić
    innych. W całą tę ciemność wlej nadzieję, abyśmy mogli nieść nadzieję światu.
  • 01.03.06, 14:32
    Im bliżej szczytu Golgoty, tym coraz więcej głosów współczucia i litości
    słychać było z tłumu. Jezus zwrócił się do idących obok niewiast, by płakały
    nad sobą, gdyż same są tylko gałązkami tego drzewa, którym jest Jezus.
    ----------------------------------------

    Stacja VIII - Jezus spotyka kobiety jerozolimskie, które płaczą nad nim

    Łk 23, 28-31

    ROZWAŻANIE

    Głos Jezusa napominający kobiety jerozolimskie, które podążają za Nim płacząc
    nad jego losem, skłania nas do refleksji. Jak to rozumieć? Czy nie jest to
    napiętnowanie litości czysto sentymentalnej, która nie przechodzi w nawrócenie
    i żywą wiarę? Na nic zdaje się opłakiwanie słowne i sentymentalne cierpień tego
    świata, kiedy prowadzimy nasze życie jak dotąd, bez zmian. Dlatego Pan
    przestrzega nas przed niebezpieczeństwem, w którym sami się znaleźliśmy.
    Ukazuje nam wagę grzechu i powagę sądu. Czyż nie jesteśmy, pomimo wszystkich
    naszych słów przestrachu wobec zła i cierpień niewinnych, zbyt skłonni do
    banalizowania tajemnicy zła? Czy ostatecznie w obrazie Boga i Jezusa nie
    uznajemy przypadkiem jedynie aspektu słodyczy i miłości, podczas gdy spokojnie
    wymazaliśmy aspekt sądu? Myślimy: jakże Bóg mógłby dramatyzować naszą słabość?
    Przecież zawsze jesteśmy tylko ludźmi! Patrząc jednak na cierpienia Syna
    widzimy całą powagę grzechu, widzimy jak do końca musi być odpokutowany, by
    został przezwyciężony. Zła nie można wciąż banalizować wobec obrazu cierpiącego
    Pana.

    On również do nas mówi:

    nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą... Bo jeśli z zielonym drzewem
    to czynią, cóż się stanie z suchym?

    MODLITWA

    Panie, płaczącym kobietom mówiłeś o pokucie, o dniu Sądu, kiedy staniemy wobec
    Twego oblicza, oblicza Sędziego świata. Wzywasz nas do porzucenia banalizacji
    zła, którą się uspokajamy, by móc żyć jak dotąd. Ukazujesz nam powagę naszej
    odpowiedzialności, niebezpieczeństwo uznania na Sądzie winnymi i bezowocnymi.
    Spraw, byśmy nie ograniczali się do kroczenia u Twego boku jedynie ze słowami
    współczucia. Nawróć nas i daj nam nowe życie; nie dopuść, abyśmy na końcu
    pozostali niczym suche drzewo, lecz spraw, byśmy stali się w Tobie żywymi
    latoroślami, prawdziwym krzewem winnym, i abyśmy wydali owoc na życie wieczne
    (por. J 15, 1-10).
  • 01.03.06, 14:34
    Trzeci upadek
    Droga na Golgotę dobiega kresu. Widać już miejsce egzekucji. Jezus upada
    jeszcze raz. Po chwili wstaje i niesie dalej swój krzyż.
    ----------------------------------------

    Stacja IX - Jezus upada po raz trzeci

    Lm 3, 27-32

    ROZWAŻANIE

    Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może każe nam myśleć
    o ogólnym upadku człowieka, o oddaleniu się wielu od Chrystusa, o wyborze
    sekularyzmu bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile
    Chrystus musiał wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu
    Jego obecności, w jaką pustkę i złość serca tak często on wchodzi! Ileż razy
    sprawujemy go tylko my sami, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego
    słowo jest przekręcane i nadużywane! Jakże mało wiary jest w tylu teoriach,
    ileż pustosłowia! Ile brudu jest w Kościele i to właśnie wśród tych, którzy
    poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy
    i samouwielbienia! Jakże mało cenimy sakrament pojednania, w którym On
    oczekuje, by nas podnieść z naszych upadków! To wszystko jest obecne w Jego
    męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością
    największym bólem Zbawiciela, który przeszywa Mu serce. Nie pozostaje nam nic
    innego jak zwrócić się ku Niemu z całej głębi duszy wołając: Kyrie, eleison,
    Panie, ratuj! (Mt 8, 25)

    MODLITWA

    Panie, tak często Twój Kościół wydaje się nam tonącym okrętem, łodzią, która ze
    wszystkich stron nabiera wody. Także na Twoich łanach widzimy więcej kąkolu niż
    zboża. Przeraża nas brud szaty i oblicza Twego Kościoła. Ale to my sami go
    zbrukaliśmy! To właśnie my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich
    wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także
    w jego wnętrzu, Adam upada ciągle na nowo. Naszym upadkiem powalamy Cię na
    ziemię. A Szatan ze śmiechem szydzi, mając nadzieję, że nie dasz już rady
    podnieść się z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła,
    pozostaniesz na ziemi, pokonany. Ty jednak powstaniesz. Powstałeś,
    zmartwychwstałeś i możesz dźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół.
    Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.
  • 01.03.06, 14:36
    10. Jezus z szat obnażony
    Żołnierze zdarli szaty z Jezusa i dzielili je między siebie. Zabrali mu
    wszystko, co miał.
    ----------------------------------------

    Stacja X - Jezus z szat obnażony

    Mt 27, 33-36

    ROZWAŻANIE

    Jezus zostaje obnażony ze swych szat. Ubranie wskazuje na pozycję społeczną
    człowieka. Daje mu miejsce w społeczeństwie, czyni go kimś. Bycie publicznie
    obnażonym oznacza, że Jezus jest już nikim, jest nikim innym jak zepchniętym na
    margines, wzgardzonym przez wszystkich. Moment odarcia z szat przypomina nam
    także wygnanie z raju: boska wspaniałość zmarniała w człowieku, który teraz
    goły, wystawiony na widok publiczny, obnażony - wstydzi się. Jezus w ten sposób
    jeszcze raz przyjmuje na siebie sytuację upadłego człowieka. Jezus obnażony
    przypomina nam fakt, że wszyscy utraciliśmy "pierwotną szatę" boskiej
    wspaniałości. Pod krzyżem żołnierze rzucają los o ten nędzny majątek szaty.
    Ewangeliści opowiadają to cytatem z Psalmu 22, oddając słowa, które Jezus
    skieruje do uczniów z Emaus: wszystko dokonało się według Pisma. Tutaj nie ma
    miejsca na zwykły zbieg okoliczności. Wszystko, co się dzieje zawarte jest
    w Słowie Bożym i wsparte Boskim planem. Pan doświadcza wszystkich stadiów
    i stopni ludzkiego zatracenia, a każdy z tych stopni, w swej goryczy, jest
    krokiem ku odkupieniu. To właśnie w ten sposób przynosi on do domu zagubioną
    owieczkę. Pamiętajmy też, co mówi Jan o owym przedmiocie losów, którym była
    tunika Jezusa: "cała tkana od góry do dołu". Możemy uznać to za nawiązanie do
    szaty najwyższego kapłana, utkanej z jednej nici, bez szwów. Ten Ukrzyżowany
    jest bowiem prawdziwym Najwyższym Kapłanem.

    MODLITWA

    Panie Jezu, zostałeś obnażony ze swych szat, wystawiony na wyszydzenie, wygnany
    ze społeczności. Wziąłeś na siebie hańbę Adama uzdrawiając go. Wziąłeś na
    siebie cierpienia i potrzeby ubogich, tych, którzy są wygnańcami świata. Ale
    właśnie w ten sposób wypełniasz słowo proroków. Właśnie tak nadajesz znaczenie
    temu, co wydaje się pozbawione znaczenia. Właśnie w ten sposób pozwalasz nam
    uznać, że Twój Ojciec dzierży w dłoniach Ciebie, nas i świat. Daj nam do głębi
    uszanować człowieka we wszystkich fazach jego istnienia i we wszystkich
    sytuacjach, w których go spotykamy. Daj nam szatę światłości Twej łaski.
  • 01.03.06, 14:38
    Aby ciężar skazańca utrzymać na krzyżu, przebito mu długimi gwoździami ręce
    i nogi. Był to kolejny, jeszcze większy ból. Na krzyżu zamieszczono tabliczkę
    z napisem To jest Jezus, Król Żydowski. Wyrok został wykonany.
    Obok Jezusa na krzyżu umierali dwaj skazańcy.
    ----------------------------------------

    Stacja XI - Jezus przybity do krzyża

    Mt 27, 37-42

    ROZWAŻANIE

    Jezus zostaje przybity do krzyża. Całun Turyński pozwala nam mieć pewne
    wyobrażenie o niewiarygodnym okrucieństwie tej procedury. Jezus nie przyjmuje
    podawanego mu napoju odurzającego. Świadomie bierze na siebie cały ból
    krzyżowania. Całe Jego ciało jest umęczone; spełniły się słowa Psalmu: "Ja zaś
    jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu... Jak
    ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony... Lecz On się obarczył naszym
    cierpieniem, On dźwigał nasze boleści" (Iz 53, 3n). Zatrzymajmy się przed tym
    obrazem bólu, naprzeciw cierpiącego Syna Bożego. Patrzmy na Niego w chwilach
    pychy i rozkoszy, tak byśmy nauczyli się szanować ograniczenia i widzieć
    powierzchowność wszystkich rzeczy materialnych. Patrzmy na Niego w chwilach
    nieszczęść i trwogi, aby uznać, że właśnie dzięki temu jesteśmy blisko Boga.
    Starajmy się rozpoznać Jego oblicze w tych, którymi wolelibyśmy wzgardzić.
    Przed skazanym Panem, który nie chciał użyć swej władzy by zstąpić z krzyża,
    ale raczej zniósł cierpienie krzyża aż do końca, może rozbłysnąć jeszcze jedna
    myśl. Ignacy Antiocheński - sam uwięziony z powodu wiary w Pana - chwalił
    chrześcijan Smyrny za ich niezłomną wiarę: powiada, że byli jakby przygwożdżeni
    z ciałem i krwią do krzyża Pana Jezusa Chrystusa. Pozwólmy się przygwoździć do
    niego. Nie ulegając żadnej pokusie, która mogłaby nas oderwać, ani nie
    ustępując drwinom, które chciałyby do tego doprowadzić.

    MODLITWA

    Panie Jezus Chryste, pozwoliłeś się przybić do krzyża przyjmując straszliwe
    okrucieństwo tego bólu, zniszczenie Twego ciała i Twej godności. Pozwoliłeś się
    przybić. Cierpiałeś nie szukając ucieczek ani kompromisów. Pomóż nam nie
    uciekać od tego, do czego jesteśmy wezwani. Pomóż nam przywiązać się ściśle do
    Ciebie. Pozwól nam zdemaskować tę fałszywą wolność, która chce nas oddalić od
    Ciebie. Pomóż nam przyjąć Twą związaną wolność i szukać w ścisłej więzi z Tobą
    prawdziwej wolności.
  • 01.03.06, 14:40
    Wisząc na krzyżu Jezus dusi się. Nabierając oddechu podciąga się na przebitych
    gwoździami nogach. W końcu jest już zbyt wyczerpany, aby jeszcze raz wziąć
    oddech. Umiera. Na pół godziny nad światem zapada ciemność.
    ----------------------------------------

    Stacja XII - Jezus umiera na krzyżu

    J 19, 25-27; Mt 27, 45-50.54

    ROZWAŻANIE

    Nad krzyżem Jezusa napisano w dwóch językach ówczesnego świata, po grecku
    i łacinie oraz w języku narodu wybranego, po hebrajsku, kim jest: Król
    Żydowski, przyrzeczony Syn Dawida. Piłat, niesprawiedliwy sędzia, stał się
    niechcący prorokiem. Wobec światowej opinii publicznej zostaje ogłoszona
    królewskość Jezusa. Sam Jezus nie zaakceptował tytułu Mesjasza, gdyż
    przypisywano mu błędne, ludzkie rozumienie zbawienia i władzy. Ale teraz ten
    tytuł może widnieć nad krzyżem. On naprawdę jest królem świata. Teraz jest
    naprawdę "wywyższony," w swym uniżeniu wznosi się. Teraz w radykalny sposób
    spełnił nakaz miłości, złożył ofiarę z samego siebie. Właśnie tak stał się
    objawieniem samego Boga, Boga miłości. Teraz wiemy, kim jest Bóg. Teraz wiemy,
    na czym polega prawdziwa królewskość. Jezus modli się Psalmem 22, który
    rozpoczyna się od słów "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił"? Bierze na
    siebie całego cierpiącego Izraela, całą cierpiącą ludzkość, dramat nieobecności
    Boga. Sprawia, że Bóg objawia się właśnie tam, gdzie wydaje się być
    definitywnie pokonany i nieobecny. Krzyż Jezusa jest wydarzeniem o charakterze
    kosmicznym. Gdy Syn Boży umiera, świat spowijają ciemności. Ziemia drży, a pod
    krzyżem bierze początek Kościół złożony z pogan. Rzymski setnik uznaje,
    pojmuje, że Jezus jest Synem Bożym. Z krzyża triumfuje wciąż na nowo.

    MODLITWA

    Panie Jezus Chryste, w godzinie Twojej śmierci słońce się zaćmiło. Wciąż na
    nowo jesteś przybijany do krzyża. Właśnie w tej godzinie dziejów przeżywamy
    nieobecność Boga. Ze względu na niezmierne cierpienie i ludzką przewrotność
    oblicze Boże, Twoje oblicze, wydaje się zasłonięte, nierozpoznawalne. Ale
    właśnie na krzyżu dałeś się poznać. To dlatego, że jesteś tym, kto cierpi
    i kocha, jesteś wywyższony. Właśnie stamtąd zatriumfowałeś. Pomóż nam rozpoznać
    Twe oblicze w tej godzinie ciemności i zamętu. Pomóż nam uwierzyć w Ciebie
    i iść za Tobą właśnie w godzinie ciemności i braku. Ukaż się na nowo światu
    w tej godzinie. Spraw, by Twe zbawienie się objawiło.
  • 01.03.06, 14:46
    Aby mieć pewność, że Jezus już nie żyje, jeden z żołnierzy przebił jego bok.
    Skazańcom, którzy przeżyli do wieczora, łamali kości, aby zdążyć pochować
    wszystkie ciała przed Szabatem.
    ----------------------------------------

    Stacja XIII - Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce

    Mt 27, 54-55

    ROZWAŻANIE

    Jezus umarł.
    Jego serce zostaje przebite włócznią rzymskiego żołnierza i wypływają zeń krew
    i woda: tajemniczy obraz rzeki sakramentów Chrztu i Eucharystii, z których,
    w mocy przebitego Serca Pana, Kościół odradza się wciąż na nowo. Nie połamano
    Mu nóg jak pozostałym dwóm ukrzyżowanym; w ten sposób objawia się On jako
    prawdziwy Baranek Paschalny, którego żadna kość nie może być złamana.
    A teraz, gdy wszystko zostało wypełnione, widać, że On, pomimo niepokoju serc,
    mimo mocy nienawiści i podłości, nie pozostał sam. Są wierni. Pod krzyżem
    stali: Maryja, Jego Matka, siostra Matki Jego, Maria, Maria Magdalena
    i umiłowany uczeń. Teraz przybywa także człowiek bogaty, Józef z Arymatei:
    bogacz znajduje sposób jak przejść przez ucho igielne, ponieważ Bóg daje mu ku
    temu łaskę. Składa Jezusa w swoim grobie jeszcze nie używanym, w ogrodzie. Tam
    gdzie zostaje pogrzebany Jezus cmentarz przemienia się w ogród; ogród, z
    którego został wygnany Adam, gdy oderwał się od pełni życia, swego Stwórcy.
    Grób w ogrodzie mówi nam, że panowanie śmierci ma się ku końcowi. Przychodzi
    także członek Sanhedrynu, Nikodem, któremu Jezus ogłosił tajemnicę powtórnego
    narodzenia się z wody i z ducha. Także w Sanhedrynie, który skazał go na
    śmierć, jest ktoś, kto wierzy, kto zna i uznaje Jezusa po Jego śmierci. Ponad
    godziną wielkiej żałoby, ciemności i rozpaczy w tajemniczy sposób rozbłyska
    nadzieja. Bóg ukryty pozostaje jednak Bogiem żyjącym i bliskim. Umarły Pan
    nadal pozostaje Panem i naszym Zbawicielem, także w noc śmierci. Kościół Jezusa
    Chrystusa, Jego nowa rodzina, zaczyna się formować.

    MODLITWA

    Panie, zszedłeś w ciemności śmierci. Jednak dobre ręce przejmują Twe ciało
    i spowijają w czyste płótno (Mt 27, 59). Wiara nie całkiem umarła, słońce nie
    całkiem zaszło. Ileż razy wydaje się, że śpisz. Jakże łatwo my, ludzie,
    oddalamy się i mówimy do siebie "Bóg umarł". Spraw, abyśmy w godzinie ciemności
    uznali, że Ty jednak tam jesteś. Nie zostawiaj nas samych, gdy zaczynamy tracić
    ducha. Pomóż nam nie zostawiać Cię samego. Daj nam wierność, która oprze się
    zagubieniu. Daj miłość, która przyjmie Cię w chwili największej Twej potrzeby,
    na wzór Twojej Matki, co przyjęła Cię na nowo w swe łono. Pomóż nam, pomóż
    ubogim i bogatym, prostaczkom i uczonym, widzieć mimo lęków i uprzedzeń. Daj
    ofiarować Ci nasze możliwości, serca i czas, byśmy w ten sposób przygotowali
    ogród, w którym wzejdzie zmartwychwstanie.
  • 01.03.06, 14:49
    Ciało Jezusa zdjęto z krzyża i owinięto w czyste płótno. Zostało złożone do
    grobu w skale. Przed wejściem położono duży kamień. Następnego dnia, gdy
    przypomniano sobie o proroctwie zmartwychwstania, przed grobem stanęły straże.
    ----------------------------------------

    Stacja XIV - Jezus złożony do grobu

    Mt 27, 59-61

    ROZWAŻANIE

    Jezus zhańbiony i znieważony zostaje pogrzebany z należną czcią w nowym grobie.
    Nikodem przynosi sto funtów mieszaniny mirry i aloesu, by wydawała cenną woń.
    Teraz w ofierze Syna objawia się, podobnie jak przy namaszczeniu w Betanii,
    pewien bezmiar,który przypomina nam o hojnej miłości Boga, o jej przeobfitości.
    Bóg hojnie składa samego siebie w ofierze. Jeśli miarą Boga jest przeobfitość,
    to i my nie powinniśmy znać miary tego, co ofiarujemy Bogu. Sam Jezus uczył nas
    tego w Kazaniu na Górze (Mt 5, 20). Ale trzeba także przypomnieć słowa świętego
    Pawła na temat Boga, który "pozwala nam roznosić po wszystkich miejscach woń
    Jego poznania. Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością Chrystusa" (2 Kor 2, 14n).
    W zgniliźnie ideologii nasza wiara powinna być nową wonią, prowadzącą na
    ścieżki życia.

    W chwili złożenia do grobu zaczyna wypełniać się słowo Jezusa: "Zaprawdę,
    zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze,
    zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity" (J 12, 24).

    Jezus jest pszenicznym ziarnem, które obumiera. Z obumarłego ziarna pszenicy
    bierze początek wielkie rozmnożenie chleba, które trwa aż do skończenia świata.
    On jest chlebem życia, zdolnym w przeobfity sposób zaspokoić głód całej
    ludzkości i dać jej życiowy pokarm - przedwieczne Słowo Boga, które dla nas
    stało się ciałem i chlebem poprzez krzyż i zmartwychwstanie. Nad pogrzebem
    Jezusa jaśnieje tajemnica Eucharystii.

    MODLITWA

    Panie Jezu Chryste, w złożeniu do grobu swą śmierć uczyniłeś pszenicznym
    ziarnem. Stałeś się obumarłym ziarnem pszenicy, które wydaje owoc z biegiem
    czasu, aż po wieczność. Od grobu po wszystkie czasy jaśnieje obietnica ziarna
    pszenicy. Opada niczym prawdziwa manna, chleb życia, w którym nam dajesz samego
    siebie. Przedwieczne Słowo, poprzez Wcielenie i Śmierć, stało się słowem
    bliskim. Dajesz się naszym dłoniom i sercom, aby Twe słowo wzrastało w nas
    i przynosiło owoc. Dajesz siebie przez obumieranie ziarna pszenicy, abyśmy
    także my nie bali się stracić życia, by je odnaleźć; abyśmy także my zaufali
    obietnicy pszenicznego ziarna. Pomóż nam coraz bardziej miłować twą
    eucharystyczną tajemnicę i czcić ją - żyć naprawdę Tobą, Chlebie z Nieba. Pomóż
    nam stawać się Twą wonią, aby w tym świecie wyczuwało się ślady Twego życia.
    Jak ziarno pszeniczne wschodzi z ziemi w postaci łodygi i kłosa, tak również Ty
    nie mogłeś pozostać w grobie: grób jest pusty, ponieważ On, Ojciec,
    nie "pozostawił Cię w Otchłani, ani Twe ciało nie uległo rozkładowi (Dz 2, 31;
    Ps 16,10 LXX). Nie, Ty nie doświadczyłeś rozkładu. Zmartwychwstałeś czyniąc
    miejsce dla ciała przemienionego w Sercu Boga. Dozwól nam radować się tą
    nadzieją i nieść ją radośnie w świat. Uczyń nas świadkami Twego
    zmartwychwstania.

    ------
    KAI (jp, tc, ak, RV //mr)
  • 01.03.06, 18:08
    "Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma
    już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla
    Boga" (Rz 6, 9-10). "A szło za Nim mnóstwo ludu, kobiet, które zawodziły i
    płakały nad Nim.

    Jezus zaś zwrócił sil do nich i rzekł: Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade
    Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi" (Łk 23, 27-28).

    Dlaczego więc rozważamy Męki Pańską?

    Ponieważ jesteśmy współwinni cierpień Chrystusa. On przecież cierpiał również
    za nas i z powodu nas, poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali
    postępować źle i czynili dobrze (por. 1 P 2,12-24).

    Chrystus uwielbiony nie cierpi, a jednak powiedział do Szawła (Pawła):
    "dlaczego mnie prześladujesz?" I powie na sądzie ostatecznym: "Byłem głodny,
    spragniony, nagi, chory, w więzieniu... Wszystko, co uczyniliście jednemu z
    tych braci moich, Mnieście uczynili... Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu
    z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili" (Mt 25, 35-45). Chrystus
    cierpi dalej w ludziach głodnych, chorych, prześladowanych i krzywdzonych -
    przez nas.

    Zadajmy więc sobie podstawowe pytanie: czy Chrystus cierpi obecnie w jakimś
    człowieku z powodu nas?
  • 01.03.06, 18:16
    I. Jezus na śmierć skazany.

    "Weźcie Go i sami ukrzyżujcie: Ja bowiem nie znajduję w Nim winy",
    a jednak "wydał Go im, aby Go ukrzyżowano" (por. J 19, 6 i 16).
    Niewinnego wydał na śmierć.

    I my czynimy tak samo, gdy wydajemy niesprawiedliwy sąd o bliźnim. A sąd ludzki
    jest zawsze niesprawiedliwy, bo człowiek nie wie wszystkiego o swoim bliźnim.
    Czasem fałszujemy umyślnie opinię o drugim człowieku, bo jesteśmy złośliwi. Nie
    wystarczy więc spowiadać się z kłamstw, oszczerstw, obmów i plotek. Trzeba
    krzywdy naprawić.

    II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.

    Piłat wydał im Jezusa, aby Go ukrzyżowano. Zabrali zatem Jezusa. A Jezus
    dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku
    nazywa się Golgota (por. J 19, 17). "Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia
    i kładą je ludziom na ramiona (por. Mt 23, 4).

    Gdy jestem ciężarem dla otoczenia, jestem nieznośnym, przykrym, uciążliwym dla
    najbliższych, dla współpracowników - z powodu mnie oni cierpią. Jestem dla nich
    krzyżem.

    III. Jezus upada pod krzyżem.

    Pierwszy upadek. Może droga była nierówna, może potknął sil o kamień, a może
    ktoś po prostu Go popchnął.

    Ile razy spowodowałem nieszczęście bliźniego, wypadek w wyniku brakoróbstwa,
    upadek z powodu złego przykładu, zgorszenia. Myślę, że mogę się z tego
    wyspowiadać i to wszystko. A skutki? One przecież zostaną i dalej moje konto
    obarczają. Pomóż mi Panie, naprawić zło wynikłe z moich lekkomyślności.

    IV. Jezus spotyka swoją Matkę.

    Spotkanie z Matką. Ona boleje nad męką Syna, niewinnie cierpiącego.

    Ile matek boleje, bo dzieci ich spotkało nieszczęście z mego powodu, z mojego
    braku obowiązkowości, z mojej bezmyślności. Ile matek boleje z powodu krzywdy,
    wyrządzonej im przez dzieci.

    V. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi.

    "I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufa, który wracał
    z pola i właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego" (Mk 15, 21). "Człowiek
    pewien wpadł w ręce zbójców, ci zostawiwszy go na pół umarłego, odeszli.
    Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął, Tak samo
    lewita; zobaczył go I minął". (por. Łk 10, 30-32).

    Ile razy postępowałem tak samo: zobaczyłem, wzruszyłem ramionami i poszedłem
    dalej. A przecież Pan powiedział: "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z
    tych najmniejszych, tegoście i mnie nie uczynili" (Mt 25, 35).

    VI. Weronika ociera twarz Jezusowi.

    Weronika, nie lamentuje jak inne kobiety, ale pomaga. Jest odważna, bo kocha.

    Nie pomagam, bo jestem tchórzem. Jestem tchórzem, bo nie kocham. I przy tym
    myślę może, że jestem pobożny. Lamentuję, że czasy, ludzie, młodzież jest
    niedobra, ale nic nie czynię, aby sytuacja się poprawiła. Taka pobożność jest
    pusta.

    VII. Jezus upada po raz drugi pod krzyżem.

    Jezus znowu upada pod krzyżem. Śmieją się z niego zamiast pośpieszyć z pomocą.

    Ile razy cieszyłem się z upadku, niepowodzenia, nieszczęścia, choroby drugiego
    człowieka. Ukrywałem swoją złośliwość pod pobożnym płaszczykiem mówiąc może, że
    bliźniego spotkała "kara Boska".
    Panie, udziel nam daru wrażliwości, abyśmy zauważali każdą nędzę ludzką i
    skutecznie starali się jej zaradzić.

    VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty.

    "A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim...
    Płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi" (Łk 23, 27-28).

    Lament bez niesienia pomocy pogarsza nieraz sytuacji cierpiącego. Aby przyjść
    bliźniemu z pomocą, trzeba stawić się w jego sytuację. Nawet samo uważne
    wysłuchanie skargi cierpiącego może stać się dla niego leczniczym balsamem.
    Spraw, Panie, abyśmy byli wszystkim dla wszystkich przez zatroskam miłość
    o drugiego człowieka.

    IX. Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.

    Trzeci upadek. To chyba już koniec. Po boleściach biczowania i cierniem
    koronowania trud wznoszącej się w górę drogi. "Dalej" - krzyczą oprawcy, bijąc
    i kopiąc swoją ofiarę.

    Bić leżącego, dobić tego, który upadł; odebrać nadzieje człowiekowi na jego
    powrót do normalnego życia, to tyle prawie, co go przekreślić. Zabić bowiem
    nadzieję, to zabić człowieka.

    X. Jezus z szat obnażony.

    "Rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy" (Mt 27,35).

    Przyszli sąsiedzi okradli chorego, przyszli koledzy i ograbili słabego,
    przyszły dzieci i zabrały staremu ojcu resztę jego mienia. "Byłem nagi, a nie
    przyodzialiście mnie" (Mt 25, 43).
    Przez Twoje na krzyżu ogołocenie naucz nas, Chryste, właściwej postawy wobec
    dóbr doczesnych oraz zrozumienia, na czym polega ubóstwo w duchu.

    XI. Jezus przybity do krzyża.

    "I ukrzyżowali Go" (Mk 15, 24).

    Już nie będzie chodził, nauczał, uzdrawiał, błogosławił dzieci. Już nie będzie
    nam dokuczał swoją prawdą i miłością. Wyrzuciliśmy Go z miasta na wzgórze
    straceń. Nie ma Go już w naszym mieszkaniu ani w sercach, ani w modlitwie,
    książce; nawet obrazu lub krzyża już nie posiadamy. Pozbyliśmy się Jego.
    Wystarczy, jeśli jest w kościele. Tam od czasu do czasu pójdziemy; dla
    formalności, dla zwyczaju.

    Nie dopuść, Panie, byśmy przedłużali ból Twego krzyżowania pozbywając się
    dziecka, człowieka chorego, starego, niewygodnego.

    XII. Jezus umiera na krzyżu.

    "A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha" (Mt 27, 50).

    Nareszcie pozbyli się Go. Tymczasem zabili dawcę życia, źródło błogosławieństwa.
    Nie pozwól, Panie, aby w naszym życiu powtórzyła się tragedia ludzi z Kalwarii
    przez wyrzucenie Boga z naszego życia.

    XIII. Zdjęcie z krzyża.

    Józef z Arymatei, uczeń Jezusa, i Nikodem zabrali ciało Jezusa i obwiązali
    je w płótno razem z mieszaniną mirry i aloesu (por. J 19, 38-40).

    Oto ci, którzy pomagają w nieszczęściu. W takich bowiem sytuacjach nie
    wystarczy współczucie, trzeba pomóc w załatwieniu licznych, koniecznych
    formalności związanych z pogrzebem.
    Spraw, Panie, byśmy chętnie służyli Tobie w potrzebującym pomocy człowieku.

    XIV. Jezus złożony do grobu.

    "Józef z Arymatei zabrał ciało i złożył w swoim nowym grobie wykutym w skale"
    (Mt 27, 60).

    Troska o pogrzeb, o grób, o groby opuszczone, mogiły poległych, to przejaw
    subtelnej miłości. Ożywiony tym uczuciem chrześcijanin pamięta o zmarłych
    w modlitwach, w czasie Mszy, w rocznicę urodzin, imienin, śmierci. Kto kocha,
    pamięta i pomaga. Miłość wierna, silniejsza jest od śmierci.

    Módlmy się za naszych zmarłych.
    Módlmy się za nas samych i naszych bliźnich

    O Jezu, połóż mękę, krzyż i śmierć Twoją pomiędzy sądem Twoim a duszą moją
    teraz i w godzinę śmierci mojej. Racz dać żywym i umarłym ochłody
    i przebaczenie. Kościół Twój obdarz pokojem i zgodą, nas grzeszników życiem
    i chwałą wieczną; który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha
    Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 15:06
    Pozdrawiam cię Gościu, który tu trafiasz i polecam się także twojej modlitwie.
    "Nic, absolutnie nic, nie jest w stanie nas odłaczyć od miłości Chrystusa"

    Wprowadzenie

    Gorzkie żale są popularnym zbiorem pieśni o męce Pańskiej śpiewanych we
    wszystkich kościołach w Polsce podczas Wielkiego Postu w ramach nabożeństwa
    pasyjnego, w miejsce nieszporów.
    Nabożeństwo zostało połączone z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, kazaniem
    pasyjnym i śpiewem suplikacji (Święty Boże).
    Pieśni powstałe w nurcie dawnych misteriów, czyli przedstawień męki Pańskiej,
    które w średniowieczu urządzano w kościołach.
    Autor Gorzkich żali jest nieznany.
    Po raz pierwszy ogłosił je drukiem ks. Wawrzyniec Benik, opiekun Bractwa Św.
    Rocha przy kościele Św. Krzyża w Warszawie, w r. 1707 pt. Snopek Myrry.
    Mirra to pachnąca żywica w proszku, jeden z darów, jaki trzej królowie złożyli
    Bożemu Dzieciątku.

    Dar mirry był zapowiedzią męki i śmierci zbawczej Chrystusa.

    Nazwa Gorzkie żale pochodzi od pierwszych wyrazów pieśni: „Gorzkie żale
    przybywajcie, serca nasze przenikajcie”.

    Konstrukcja modlitwy:

    Część pierwsza

    - Pobudka
    - Intencja
    - Hymn
    - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
    - Rozmowa duszy z Matką Bolesną

    Część druga

    - Pobudka
    - Intencja
    - Hymn
    - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
    - Rozmowa duszy z Matką Bolesną

    Część trzecia

    - Pobudka
    - Intencja
    - Hymn
    - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
    - Rozmowa duszy z Matką Bolesną
  • 01.03.06, 15:09
    POBUDKA

    Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
    Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
    Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
    Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
    Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
    Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
    Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
    Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
    Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
    Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

    INTENCJA

    Przy pomocy laski Bożej przystępujemy do rozważania Męki Pana naszego Jezusa
    Chrystusa. Ofiarować je będziemy Ojcu Niebieskiemu na cześć i chwałę Jego
    Boskiego majestatu, pokornie Mu dziękując za wielką i niepojętą miłość ku
    rodzajowi ludzkiemu, iż raczył zesłać Syna swego, aby za nas wycierpiał okrutne
    męki i śmierć podjął krzyżową. To rozmyślanie ofiarujemy również ku czci
    Najświętszej Maryi Panny, Matki Bolesnej oraz ku uczczeniu Świętych Pańskich,
    którzy wyróżniali się nabożeństwem ku Męce Chrystusowej. W pierwszej części
    będziemy rozważali, co Pan Jezus wycierpiał od modlitwy w Ogrójcu aż do
    niesłusznego przed sądem oskarżenia. Te zniewagi i zelżywości temuż Panu za nas
    bolejącemu ofiarujemy: za Kościół święty katolicki, za najwyższego Pasterza
    z całym duchowieństwem.

    HYMN

    Żal duszę ściska, serce boleść czuje, gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje.
    Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje, me serce mdleje.
    Pana świętości uczeń zły całuje, żołnierz okrutny powrózmi krępuje.
    Jezu tym więzom dla nas się poddaje, na śmierć wydaje.
    Bije, popycha tłum nieposkromiony, nielitościwie z tej i owej strony.
    Za włosy targa; znosi w cierpliwości, Król z wysokości.
    Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta, gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta.
    Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie, serca kochanie.
    Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało,
    Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.

    LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

    Jezu, na zabicie okrutne, cichy Baranku, od wrogów szukany, Jezu mój kochany!
    Jezu, za trzydzieści srebrników, od niewdzięcznego ucznia zaprzedany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, w ciężkim smutku żałością, jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany, Jezu
    mój kochany!
    Jezu, na modlitwie w Ogrójcu, strumieniem potu krwawego zalany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, całowaniem zdradliwym, od niegodnego Judasza wydany, Jezu mój kochany!
    Jezu, powrozami grubymi, od swawolnego żołdactwa związany, Jezu mój kochany!
    Jezu, od pospólstwa zelżywie, przed Annaszowym sądem znieważany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, przez ulice sromotnie, przed sąd Kajfasza za włosy targany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, od Malchusa srogiego, ręką zbrodniczą wypoliczkowany, Jezu mój kochany!
    Jezu, od fałszywych dwóch świadków, za zwodziciela niesłusznie podany, Jezu mój
    kochany!
    Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony! Dla nas zelżony i pohańbiony!
    Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

    ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

    Ach, ja Matka tak żałosna, boleść mnie ściska nieznośna, miecz me serce
    przenika.
    Czemuś, Matko ukochana, ciężko na sercu stroskana? Czemu wszystka truchlejesz?
    Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości, mówić nie mogę z żałości, Krew mi serce
    zalewa.
    Powiedz mi, o Panno moja, czemu blednieje twarz Twoja? Czemu gorzkie łzy lejesz?
    Widzę, że Syn ukochany, w Ogrójcu cały zalany, potu krwawym potokiem.
    O Matko! źródło miłości, niech czuję gwałt Twej żałości, dozwól mi z sobą
    płakać!
  • 01.03.06, 15:11
    POBUDKA

    Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
    Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
    Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
    Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
    Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
    Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
    Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
    Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
    Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
    Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

    INTENCJA

    W drugiej części rozmyślania Męki Pańskiej będziemy rozważać, co Pan Jezus
    wycierpiał od niesłusznego przed sądem oskarżenia aż do okrutnego cierniem
    ukoronowania. Te zaś rany, zniewagi i zelżywości temuż Jezusowi cierpiącemu
    wyrządzone ofiarujemy, prosząc Go o pomyślność dla Ojczyzny naszej, o pokój
    i zgodę dla wszystkich narodów, a dla siebie o odpuszczenie grzechów, oddalenie
    klęsk i nieszczęść doczesnych, a szczególnie zarazy, głodu, ognia i wojny.

    HYMN

    Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje, jako dla ciebie sobie nie folguje.
    Przecież Go bardziej niż katowska dręczy, złość twoja męczy.
    Stoi przed sędzią Pan wszego stworzenia, cichy Baranek, z wielkiego wzgardzenia.
    Dla białej szaty, którą jest odziany, głupim nazwany.
    Za moje złości grzbiet srodze biczują, pójdźmy grzesznicy, oto nam gotują.
    Ze krwi Jezusa dla serca ochłody, zdrój żywej wody.
    Pycha światowa niechaj, co chce, wróży, co na swe skronie wije wieniec z róży.
    W szkarłat na pośmiech, cierniem król zraniony, jest ozdobiony.
    Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało.
    Żal mi, ach żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.

    LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

    Jezu, od pospólstwa niewinnie, jako łotr godzien śmierci obwołany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, od złośliwych morderców, po ślicznej twarzy tak sprośnie zeplwany, Jezu
    mój kochany!
    Jezu, pod przysięgą od Piotra, po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany, Jezu
    mój kochany!
    Jezu, od okrutnych oprawców, na sąd Piłata jak zbójca szarpany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, od Heroda i dworzan, królu niebieski, zelżywie wyśmiany, Jezu mój kochany!
    Jezu, w białą szatę szydersko, na większy pośmiech i hańbę ubrany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, u kamiennego słupa, niemiłosiernie biczmi wysmagany, Jezu mój kochany!
    Jezu, przez szyderstwo okrutne, cierniowym wieńcem ukoronowany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, od żołnierzy niegodnie, na pośmiewisko purpurą odziany, Jezu mój kochany!
    Jezu, trzciną po głowie bity, Królu boleści, przez lud. wyszydzany, Jezu mój
    kochany!
    Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony! Dla nas zelżony, wszystek skrwawiony!
    Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

    ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

    Ach, widzę Syna mojego, przy słupie obnażonego, rózgami zsieczonego!
    Święta Panno, uproś dla mnie, bym ran Syna Twego znamię, miał na sercu wyryte.
    Ach, widzę jako niezmiernie, ostre głowę rani ciernie, dusza moja ustaje.
    O Maryjo, Syna swego, ostrym cierniem zranionego, podzielże ze mną mękę!
    Obym ja, Matka strapiona, mogła na swoje ramiona, złożyć krzyż Twój, Synu mój!
    Proszę, o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna, zawsze w sercu swym noszę!
  • 01.03.06, 15:13
    POBUDKA

    Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
    Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
    Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
    Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
    Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
    Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
    Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
    Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
    Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
    Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

    INTENCJA

    W tej ostatniej części będziemy rozważali, co Pan Jezus cierpiał od chwili
    ukoronowania aż do ciężkiego skonania na krzyżu. Te bluźnierstwa, zelżywości
    i zniewagi, jakie Mu wyrządzono, ofiarujemy za grzeszników zatwardziałych, aby
    Zbawiciel pobudził ich serca zbłąkane do pokuty i prawdziwej życia poprawy,
    oraz za dusze w czyśćcu cierpiące, aby im litościwy Jezus Krwią swoją świętą
    ogień zagasił; prośmy nadto, by i nam wyjednał na godzinę śmierci skruchę za
    grzechy i szczęśliwe w łasce Bożej wytrwanie.

    HYMN

    Duszo oziębła, czemu nie gorejesz? Serce me, czemu całe nie truchlejesz?
    Toczy twój Jezus z ognistej miłości, krew w obfitości.
    Ogień miłości, gdy Go tak rozpala, sromotne drzewo na ramiona zwala.
    Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka, jęczy i stęka.
    Okrutnym katom posłusznym się staje, ręce i nogi przebić sobie daje.
    Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi, nasz Zbawca drogi.
    O, słodkie drzewo, puśćże nam już Ciało, aby na tobie dłużej nie wisiało!
    My je uczciwie w grobie położymy, płacz uczynimy.
    Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało.
    Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.
    Niech Ci mój Jezu, cześć będzie w wieczności, za Twe obelgi, męki, zelżywości.
    Któreś ochotnie. Syn Boga Jedyny, cierpiał bez winy!

    LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

    Jezu, od pospólstwa niezbożnie, jako złoczyńca z łotry porównany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, od Piłata niesłusznie, na śmierć krzyżową od ludzi skazany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, srogim krzyża ciężarem, na Kalwaryjskiej drodze zmordowany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, do sromotnego drzewa, przytępionymi gwoźdźmi przykowany, Jezu mój kochany!
    Jezu, jawnie pośród dwu łotrów, na drzewie hańby ukrzyżowany, Jezu mój kochany!
    Jezu, od stojących wokoło, i przechodzących szyderczo wyśmiany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, bluźnierstwami od złego, współwiszącego łotra wyszydzany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, gorzką żółcią i octem, w wielkim pragnieniu swoim napawany, Jezu mój
    kochany!
    Jezu, w swej miłości niezmiernej, jeszcze po śmierci włócznią przeorany, Jezu
    mój kochany!
    Jezu, od Józefa uczciwie, i Nikodema w grobie pochowany, Jezu mój kochany!
    Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Dla nas zmęczony i krwią zbroczony.
    Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

    ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

    Ach, ja Matka boleściwa, pod krzyżem stoję smutliwa, serce żałość przejmuje.
    O Matko, niechaj prawdziwie, patrząc na krzyż żałośliwie, płaczę z Tobą
    rzewliwie!
    Jużci, już, moje Kochanie, gotuje się na skonanie, toć i ja z Nim umieram!
    Pragnę, Matko, zostać z Tobą, dzielić się Twoją żałobą, śmiercią Syna Twojego.
    Zamknął słodką Jezus mowę, już ku ziemi skłania głowę, żegna już Matkę swoją!
    O Maryjo, Ciebie proszę, niech Jezusa rany noszę, i serdecznie rozważam.
    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
    Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
  • 01.03.06, 15:43
    Godzinki - typowo polska modlitwa Kościoła katolickiego.
    Biorą w niej udział prowadzący (najczęściej ksiądz), oraz wierni.

    Do najpopularniejszych należą:

    Godzinki o Męce Pana Jezusa.
    Godzinki o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.
    Godzinki o Miłosiernym Zbawicielu.
    Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.
    Godzinki o św. Michale Archaniele.
    ---
    pl.wikipedia.org/wiki/Godzinki
  • 01.03.06, 17:09
    N A J U T R Z N I Ę
    N A P R Y M Ę
    N A T E R C J Ę
    N A S E K S T Ę
    N A N O N Ę
    N A N I E S Z P O R Y
    N A K O M P L E T Ę
    O F I A R O W A N I E G O D Z I N E K
    ---
    tekst i melodia wg tradycji klasztoru OO.Bernardynów w Leżajsku
    www.bernardyni.ofm.pl/post/godzinki.htm
  • 01.03.06, 17:11
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu w Ogrojcu w modłach krwią spocony,
    W wielkim smutku pociechą Anioła wzmocniony.

    Wydanego przez zdrajcę ucznie odstępują,
    Powrozami żydowie, jak zbójcę krępują.

    W dom Annasza zawiedzion - tam w twarz uderzony,
    I przed Radą żydowską na sąd postawiony.

    Piotr się trzykroć zapiera, że nie zna takiego,
    Gdy wrogowie skazują na śmierć Mistrza jego.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa.
    O. Teraz i na wieki wieków, Amen.
    W. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze,
    O. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

    Módlmy się:
    Jezu najdobrotliwszy! Któryś dla odkupienia świata i zbawienia grzeszników
    podjął mękę i śmierć haniebną, + nie dopuść, błagamy, * aby Krew i rany Twoje
    miały być na potępienie nędznym duszom naszym, dla wielkości grzechów naszych,
    + ale z nieskończonych zasług Twoich, najmiłosierniejszy Panie i Boże, racz nam
    darować choć jedną kropelkę Najdroższej Krwi Twojej, by dusze nasze zbawione
    były. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków.
    Amen.

    W. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze,
    O. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
    W. Błogosławmy Panu,
    O. Bogu chwała.
    W. A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju
    wiecznym,
    O. Amen.
  • 01.03.06, 17:13
    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.
    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.
    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu cierpliwy, rano prowadzony,
    Przed starostą Piłatem, jak zbrodniarz stawiony.

    Piłat winy w Jezusie żadnej nie znajduje,
    I do króla Heroda wieść Go rozkazuje.

    Herod cudów ciekawy pyta Pana hardo,
    Rozgniewany milczeniem odrzuca z pogardą.

    W białą szatę na pośmiech przyobleczonego,
    Piłatowi odsyła Baranka cichego.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:15
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    N A T E R C J Ę

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu niewinny, w ręce katom dany,
    Przywiązany do słupa i tam biczowany.

    Krwawe strugi pływają, gdy grzbiet sieką kaci,
    Tak za ludzką rozwiązłość Bóg Syn Ojcu płaci.

    W płaszcz Go stroją szkarłatny, cierniem wieńczą głowę,
    Berłem - trzcina, pień - tronem, już wszystko gotowe.

    Teraz biją pokłony, w twarz najświętszą plwają,
    "Witaj Królu żydowski" - tak drwiąc, pozdrawiają.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:17
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    N A S E K S T Ę

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu przed sądem znowu postawiony,
    Z Barabaszem zrównany, jak zbójca sądzony.

    Słyszy Piłat wrzask tłuszczy: "strać, ukrzyżuj Tego",
    Ręce myjąc skazuje na śmierć Niewinnego.

    Dźwiga Jezus z wysiłkiem ciężar krzyża srogi
    Choć Mu Szymon pomaga, upada wśród drogi.

    Od żołdaków i tłumu lżony, katowany,
    Na Golgotę wleczony, tam z szat obdzierany.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:19
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    N A N O N Ę

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu posłuszny, żółcią napawany,
    Na krzyż gwoźdźmi przykuty, wśród łotrów wieszany.

    Święte ręce i nogi srogie ostrza bodły,
    Pan do Ojca za katy zanosi swe modły.

    Raj łotrowi przyrzeka - taka w nim poprawa.
    W Janie całej ludzkości Swą Matkę oddawa.

    Woła: "Boże" i "pragnę", w końcu "wypełnione",
    Ducha Ojcu oddaje - męczarnie skończone.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:20
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    N A N I E S Z P O R Y

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu wiszący po swym świętym skonie,
    Jeszcze Serce nam dajesz na swym krzyża tronie.

    Do ostatniej kropelki krew Zbawcy wylana,
    Całopalna ofiara za świat dokonana.

    Józef wraz z Nikodemem Ciało z czcią spuszczają,
    Matce Najboleśniejszej wśród łez oddawają.

    Jej zaś Serce przenika bólu miecz na nowo,
    Męczenników pod krzyżem zostaje Królową.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:21
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    N A K O M P L E T Ę

    Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
    I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

    Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
    Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

    Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
    Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

    HYMN

    Witaj Jezu w pogrzebie rzewnie opłakany,
    W nowym grobie od wiernych Swych sług pochowany.

    Złość żydowska, rzecz dziwna, teraz trwogę czuje,
    By Zbawiciel nie powstał, grób Mu pieczętuje.

    Lecz i tu się spełniają Boskie tajemnice,
    Wstaje z grobu Bóg-człowiek, wszak dał obietnicę.

    Niech twe Jezu chwalebne z grobu zmartwychwstanie,
    Naszej chwały po śmierci zadatkiem się stanie.

    W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
    O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
  • 01.03.06, 17:23
    Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
    Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

    O F I A R O W A N I E G O D Z I N E K

    Przyjm o Jezu z pokłonem tych godzinek pienia,
    Na cześć męki okrutnej dla świata zbawienia.

    Przez Twe srogie katusze i przez ciężkie rany,
    Racz nam winy odpuścić, nasz Zbawco kochany.

    Daj abyśmy Cię całym sercem miłowali,
    I w tym życiu zasłużyć na Niebo zdołali.

    W. Zbawicielu Najdroższy, za nas umęczony,
    O. Bądź teraz i zawsze od nas pochwalony.

    Módlmy się:
    Jezu Chryste, Panie nasz, Baranku Boży, niewinna za grzech nasze ofiaro, który
    przez nieograniczoną ku ludziom miłość, poniosłeś mękę okrutną i haniebną
    śmierć na krzyżu; + Jezu Najsłodszy, którego Ciało święte ze czcią pogrzebane,
    do trzeciego dnia w grobie spoczywało, * racz sprawić łaską Twoją, abyśmy dla
    świata obumarłszy, Tobie jednemu zawsze się poświęcili i Twego przykazania
    z gorliwością strzegli. + Który żyjesz i królujesz w Trójcy Przenajświętszej
    Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

    ---
    www.bernardyni.ofm.pl/post/godzinki.htm
  • 26.02.07, 08:02
    wielkopostna.

    Nie wiem jak Wy, ale ja...nie mogę sie połapać z czasem.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 26.02.07, 11:59
    mi tez ,jakby czas miedzy palcami umykal....
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 30.03.07, 22:46
    przygotowywujecie palmy na tą niedziele?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 31.03.07, 08:51
    o!,szkoda,ze tu tego nie widac,lubilam te swieta w kraju,
    a idac do kosciola widzialo sie ludzikow z roznymi "wyadniami" palemek,
    pozniej widzialo sie je w domach w roznych miejscach,gdzie wierzenia mowily,ze
    palemka chroni dom od nieszczec.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 21.02.08, 23:24
    a ja dopiero dzisiaj dźwigam go w szufladzie do góry.
    Stydno miiiiiiii, że tak mnie tu dawniuśko nie było, ale...SłOWO - winną temu w
    żadnym razie nie była moja fanaberia
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 07.03.08, 08:30
    może pogaduszymy o tym, czym różni się nasza codzienność w Wielkim Poście od
    czasu poza Wielkim Postem?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 07.03.08, 11:16
    hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...
    moze jakbym dalej mieszkala w kraju widzialbym roznice,
    tu dzien do dnia podobny,
    udaje mi sie najczesciej,jakos instynktownie zajadac rybkowe dnaia
    lub bez miesne w glowne dni postowe.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 08.03.08, 23:43
    przepraszam za wypytywanie ale...po prostu ...ciekawa jestem jak święta
    Wielkanocne - łącznie z czasem oczekiwania na nie - TAM wyglądają.
    Czy w jakikolwiek sposób np. wyróżnia się w ciągu roku jakąś odmiennością Wielki
    Tydzień, czy celebrowana jest np....Niedziela Palnowa, czy uczesniczycie w
    ...uroczystości poświęcania potraw
    w Wielką Sobotę i czy np. Wielka Niedziela różni się czymś od innych niedziel w
    roku czy jest jak inne.

    Podejrzewam, że poza Polską nie są znane ani celebrowane np. ogniska
    Wielkanocne, ani psoty młodzieży, które tu charakteryzują noc
    z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny zwłaszcza, że
    i w Polsce mają miejsce w coraz bardziej ograniczonym zakresie.

    Niestety...także współczesne psoty...nie dorastają do pięt fantazją i kulturą i
    bogactwem rozmaitych przygotowań tym, które niegdyś bywały tego okresu
    przyrodzonym znakiem.

    Ot...znak czasu - wszechobecne lenistwo sprawia, że młodzieży się NIE CHCE nie
    tylko czegokolwiek własnoręcznie zrobić, ale nawet zdaje się, że ...myślenie ich
    boli.
    Znacznie łatwiej narzekać na nuuuudę i wskazywać poza sobą za tą nuuudę winnych.

    Niestety - nie dopuszczają do siebie oczywistej oczywistości, że...tylko nudni
    się nudzą i tkwią w mniemaniu że sami z siebie są bezcenną osobliwością
    wszechświata sad
  • 09.03.08, 17:22
    No i dodam do lenistwa-nieznajomość tradycji. Ja wyjechałam ze swoich rodzinnych
    stron jako osoba dorosła, moje dzieci urodziły się wśród braku tradycji
    lokalnych-kto miał im stare przekazać-brakowało "naturalnego łacznika"-pokolenia
    starszych kolegów. Tam skąd pochodze do dzis te tradycje choć w namiastce istnieja.
  • 09.03.08, 17:55
    W Niemczech (przynajmniej w tym rejonie gdzie jestem,w Westfalii)
    nie ma tradycji swiecenia potraw.Sa wprawdzie tzw."polskie" koscioly
    gdzie mozna przyniesc potrawy do poswiecenia.Nie wiem jak to wyglada
    na Bayerach gdzie wiekszosc jest katolikow.Moze tam istnieje taka
    tradycja.Tu ciezko znalezc kosciol gdzie msza niedzielna zaczyna sie
    przed 10 rano....A ja jakos lubie niedziele zaczynac msza o godzinie
    6-tej w moim kosciolku w moim miejscu na ziemi.No ale najpierw musze
    tam pojechac.To niestety 1300km.
  • 09.03.08, 18:39
    megxx napisała:

    > No i dodam do lenistwa-nieznajomość tradycji. Ja wyjechałam ze
    > swoich rodzinnych stron jako osoba dorosła, moje dzieci urodziły
    > się wśród braku tradycji lokalnych-kto miał im stare przekazać
    > -brakowało "naturalnego łacznika"-pokolenia starszych kolegów.
    > Tam skąd pochodzę do dzis te tradycje choć w namiastce istnieją.

    No i bardzo dobrze, że istnieją choć w namiastce.

    Ja Ci coś opowiem...pamiętam jak przy różnych okazjach spotykała się duża
    rodzina i dzieciaki mogły słuchać opowieści o tym jak to niegdyś bywało, jak np.
    spędzali jako dzieci czas adwentowy czy wielkopostny nasi dziadkowie, ale także
    i rodzice nasi swoje wspomnienia nam - dzieckom - przekazywali.
    RAZEM dziadkowie, rodzice, a nawet sąsiedzi jak zaszli w taki czas do domu to
    nie tylko opowiadali swoje wspomnienia ale tez pokazywali nam jak się np.
    pisanki robi, albo palmy, a w adwencie - ozdoby choinkowe, albo ktoś przyniósł
    gotowe orzechy pomalowane zlotolem co to tylko powiązać niteczki i wędrowały na
    choineczki.
    W Wielkim Poście mężczyźni znosili gałęzie np. wikliny czy wierzbiny, a kobiety
    i dziewczęta robiły w domach kwiatki z kolorowych bibułek.

    Powiedz..co w tym trudnego, żeby i dzisiaj wszystko jedno gdzie się mieszka, w
    ramach rodziny pielęgnować tego typu obyczaje jak np. zdobienie jajek czy domowe
    wykonywanie strojnych palm na Niedzielę Palmową?

    Mnie sie tak myśli, że nawet jeśli dorastający syn czy córka nie włącza sie
    teraz do inicjowanego przez rodziców dzieła, to przynajmniej zapamiętają, że coś
    takiego w określonym roku czasie się robiło i...może jestem naiwna optymistka
    ale...zdaje mi się, że kiedy sami zostaną rodzicami to będą bogatsi o to
    pamiętanie co umożliwi im opowiadanie czego byli świadkiem zanim rodzicami się
    stali.

    Myślicie że nie mam racji?


    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 09.03.08, 20:35
    no niestety,
    tubylcy sw.Wielkanocne uzywaja /uwazaja,jako mini urlop,wypelzaja do
    ogrodow i porzadki robia,sa tacy co swiateczny obiad maja calej
    rodziny/spacery....
    swieconki sa tylko w katolickim kosciele.
    z przygotowan swiatecznych,to drzewka przydomowe w formie dekoracji
    w piorka ubiora/wystawia wielkiego koguta-jak maja,w domu bukiecik z
    zonkili i baziow przystroja malymi jaieczkami/kurczaczkami,na drzwi
    powiesza wianuszek z pirek i wydmuszek

    Marucho,ale Cie daleko od domciu zanioslo,

    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 09.03.08, 20:40
    Kendus.....Ty tez nie masz blisko do Rodzinnego miasta.Chyba,ze tam
    gdzie jestes to juz Twoj dom.....Ja chyba sie nie nadaje na
    emigracje.Za krotkie korzenie.
  • 09.03.08, 21:29
    marucha1 napisał:

    mam dwa domy,ale cenie sobie najbardziej ten rodzinny,w km to
    niecale 500km samochodem,wliczajac plyniecie promem,
    chociaz,jak jestem u Mamy po dwoch tygodniach zaczynam tesknic za
    swym domkiem tu,a nieraz tak bywa,ze w plaw by sie chcialo do niego
    wracacwink)tz do Mamywink

    > Kendus.....Ty tez nie masz blisko do Rodzinnego miasta.Chyba,ze
    tam
    > gdzie jestes to juz Twoj dom.....Ja chyba sie nie nadaje na
    > emigracje.Za krotkie korzenie.


    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 09.03.08, 20:42
    dotyczy Szwedów, ale kiedyś pisałaś, że masz chyba Turków za sąsiadów. Pewnikiem
    Oni mają swojej kulturze właściwe święta i obyczaje. A mnie interesuje jak
    Polacy, którzy rozsypani są po świecie niczym korale mojej mamy pielęgnują w ich
    rodzinnych stronach właściwe obyczaje. Czy np. w Twoim domu jest bardziej po
    polskiemu czy po szwedzkiemu?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 09.03.08, 21:25
    oczywiscie ,Wielkanoc zawsze po polsku robie,moje kolezanki tez,w
    kosciele ,jak chca poswieca koszyczek z jadlem,nie pracujemy w
    ogrodach,zajadamy sie i odpoczywamywink
    Boze Narodzenie mieszam tradycje.

    teraz myslalam,ze pojade,dawno nie bylam na jajkowe swieta w
    kraju,ale siostra jedzie,

    sasiadow ma z Libanu,mowimy sobie tylko dziendobry,nie lubie ich,bo
    zawracajac samocodem zawsz na nasz podjazd wjezdzaja...wrrrrrrrr,
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 16.03.08, 12:23
    i na własne oczy widziałam, a nawet dotknąć mogłam taaakie wieeeelgaaaaachne palmy.

    pl.wikipedia.org/wiki/Palma_wielkanocna
    NASZA jest mniejsza bo tylko na ok. 2 m, ale...ładna jest i co najważniejsze
    wykonana własnoręcznie!
    Aaa...nawet nagrodę dostaliśMY! wink
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 17.03.08, 12:43
    oj widzialam wczoraj na wiadomosciach z polski,
    piekne te palmy,
    szkoda,ze tu nie maja tego zwyczaju,na pewno tez piekne by
    zrobili,bo maja dar kreatywnosci.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 25.02.09, 01:48
    zarchiwizowali, ale...WIELKI POST się ostał


    Zdrowego postowania Ludkowie i oby NAM na dobre wyszło
  • 25.02.09, 04:43
    Ciekawe czy post odnosi sie tylko do jedzenia? Mysle,ze nie.Jak ktos
    naprzyklad ogromnie duzo pracuje to tez powinien zaczac poscic.....z
    praca.Aby NAM na zdrowie wyszlo.
  • 25.02.09, 09:23
    dobrze,ze nastala odwilz Postowa,w srednioweieczu bylo grzechem
    podczas postu spelnianie obowiazkow malzenskich.

    wiec na obiadek rybka bedzie a sniadanko juz schapane z serkiemsmile
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 05.03.09, 20:46
    trwa! Dzis zyje serem bialym - jest pyszny no i nie jestem pewna czy
    w takim razie jest postny czy raczej rozpustny dla mojej osby bo dla
    podniebienia jest po prostu rajski i w zadnym razie nie przypomina
    zycia na pustyni w glodzie i pragnieniu
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 05.03.09, 21:40
    Fakt,ze serek napewno pyszny ale na tej pustyni to tez ani
    pragnienia ani glodu nie bylo.Codziennie byla manna do zebrania Ale
    tylko tyle ile kto zje....Nie wolno bylo robic zapasow bo sie
    psula.Jedynym wyjatkiem byl piatek kiedy wolno bylo nazbierac na
    Szabat,w ktory nie bylo manny z wiadomych wzgledow
    (swieto).Smacznego serkowania.
  • 06.03.09, 21:01
    mlekiem i miodem płynącej.

    Zaś potem Jezus chyba nie po to udał się na pustynię, żeby się manną
    dożywiać...
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 06.03.09, 22:45
    Przepraszam sad(,pomylily mi sie epoki.Bede bardziej uwazowal.
  • 06.03.09, 20:58
    biorąc pod uwagę, że tylko razóweczkę miałam czas skubnąć i czarną
    kawką - całkiem gorzką - ją do brzusia popchnąć.

    A czym Wy żyjecie przy pierwszym piątku w Wielki Post?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 17.02.10, 16:21
    Zaczyna się Wielki Post.
  • 12.03.10, 23:26
    wyplata Ktoś z Szufludków własnoręcznie obrzędowe palmy? robi kwiaty
    z bibuły?
  • 13.03.10, 20:26
    Nie robię. Źle odbieram niedziele palmową, zbyt radosna, jak na zbliżający się
    Wielki Tydzień.
  • 13.03.10, 20:32
    zwróć uwagę, że i w ludzkim wymiarze tak z radością bywa...ot...tak jest, że
    życie przeplatańcem jest smutków i radości, a stany pośrednie zdają się
    niezauważalne.

    Ja staram się wyplatać własnoręcznie palmę. Faktem jest, że z różnym efektem
    finalnym ale...może nawet nie to jest najistotniejsze w tym wyplataniu a właśnie
    samo wyplatanie?
  • 27.03.10, 23:28
    ja mam!

    wink
  • 28.03.10, 10:05
    Anioueczku..Ja zawsze mialem palme wink.Caluski
  • 02.04.10, 21:28
    drugi dzień Tridum Paschalnego.

    Jutro Wielka Sobota, modlitwa, czuwanie, zamyślenie i święcenie
    pokarmów, a także - od kilku lat - dzień konczący się mszą świętą
    Zmartwychwstania Pańskiego.

    Przyznaje się, że mnie jakoś te zmiany niezbyt odpowiadają. Odkąd
    pamiętam Wielka Niedziela była dniem wielkiego święta, poranna msza
    św. z uroczystą procesją, radosne dzwonki i pieśni w kościele, a
    potem świąteczne, uroczyste śniadanie wielkanocne "wyjmowane z
    koszyka"...
  • 20.02.11, 19:55

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 22.04.11, 19:26
    Piatek postny...ale rybka bylasmile
    --
    *
    Vistula
    *
    gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
  • 05.02.12, 11:32
    sa ludzie co go przestrzegaja.
    --
    *
    Vistula
    *
    gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
  • 21.02.12, 12:17
    jutro jemy wedlug bibilijnych recept.
    --
    *
    Vistula
    *
    gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
  • 02.02.13, 21:34

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
    Skrytka listów do ANIOUEK1

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.