• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Wielki Post Dodaj do ulubionych

  • 01.03.06, 09:09
    .......................................(1)

    Wielki Post to czas pokuty, przygotowujący do przeżycia największych świąt
    dla chrześcijan, Świąt Wielkanocnych.
    Obejmuje on czterdzieści dni liczonych od Środy Popielcowej do początku Mszy
    Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek.

    W pierwszych wiekach Wielki Post obejmował tylko Wielki Piątek i Wielką
    Sobotę. W III wieku poszczono już cały tydzień, zaś na początku IV wieku, na
    pamiątkę czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni oraz czterdziestutu lat
    wędrowania Izraelitów po ucieczce z Egiptu, został przedłużony do
    czterdziestu dni.
    W VII wieku, Kościół katolicki za początek postu przyjął szóstą niedzielę
    przed Wielkanocą. Ponieważ niedziele wyłączone były z postu, aby zachować
    40 dni pokutnych, ich początek przypadał na środę.
    Od 1570 roku był to już zwyczaj powszechnie obowiązujący w Kościele.
    W tym dniu na znak pokuty posypywano głowę popiołem.

    Papieżowi św. Grzegorzowi I Wielkiemu przypisuje się wprowadzenie okresu
    przygotowującego do Wielkiego Postu - Przedpościa (Czasu Siedemdziesiątnicy),
    rozpoczynającego się na dziewięć tygodni przez Wielkanocą i obejmującego trzy
    kolejne niedziele przed Środą Popielcową: Niedziela Siedemdziesiątnicy (zwana
    także Niedzielą Starozapustną), Niedziela Sześćdziesiątnicy (zwana także
    Niedzielą Mięsopustną) i Niedziela Pięćdziesiątnicy (zwana także Niedzielą
    Zapustną). Aktualnie Przedpościa nie obchodzi się.

    Wielki Post w Kościele jest traktowany jako czas pokuty i nawrócenia. Jego
    zaleceniami są post, jałmużna i modlitwa.

    .......................................(2)

    Obchody Wielkanocy poprzedza Post zwany Wielkim. Pierwsze wzmianki źródłowe,
    o Wielkanocy, które zawdzięczamy Tertulianowi, rzymskiemu pisarzowi
    chrześcijańskiemu, żyjącemu w II w., dotyczą liturgii dwudniowego wówczas
    postu (poprzedzającego Wielkanoc), obowiązującego w Wielką Środę i Wielki
    Piątek. O tygodniowym Poście Wielkanocnym, odprawianym w Galii, ok.190r.,
    pisał inny autor wczesnochrześcijański autor - św.Ireneusz.

    W VII w. Środa Popielcowa wyznaczona została na pierwszy dzień liturgii
    Wielkiego Postu, którego czas stale zwiększano.

    Obecnie Wielki Post trwa pełne sześć tygodni, a niekiedy nieco dłużej i jak
    wszystkie chrześcijańskie posty, ma znaczenie oczyszczające.

    Zgodnie z nauką Kościoła Post Wielki powinien być czasem umartwień wzmożonej
    pobożności.

    Ma przybliżać wiernym najważniejsze tajemnice wiary i przygotować ich do
    godnego uczestnictwa w wielkim święcie Zmartwychwstania Pańskiego.

    ---
    "Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
    Edytor zaawansowany
    • 01.03.06, 09:13
      Popielec (albo Środa Popielcowa) to w kalendarzu chrześcijańskim pierwszy
      dzień Wielkiego Postu.

      Jest to dzień pokuty przypadający 46 dni przed przed Wielkanocą.

      Wg obrzędów katolickich tego dnia kapłan czyni popiołem znak krzyża na głowie
      wiernego mówiąc jednocześnie: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz lub
      nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

      Tradycja posypywania głów popiołem na znak pokuty pojawiła się w VIII wieku.

      W XI wieku papież Urban II wprowadził go obowiązującym zwyczajem w całym
      Kościele.

      Wówczas postanowiono, że popiół będzie pochodził z palm poświęconych
      w Niedzielę Palmową z ubiegłego roku.

      Środa Popielcowa jest dniem postu ścisłego, co oznacza trzy posiłki bezmięsne
      w ciągu dnia, w tym jeden do syta.

      --
      pl.wikipedia.org/wiki/Popielec
      • 01.03.06, 09:15
        •Re: ...Środa Popielcowa-Popielec
        mala20033 28.02.06, 20:16 + odpowiedz


        Milo bylo sobie to przypomniec..
        --
      • 01.03.06, 09:16
        • Re: ...Środa Popielcowa - Popielec
        kendo 28.02.06, 20:53 + odpowiedz


        tu jakos tak cicho o tych tradycjach,
        ale z domciu pamietam .
        --
        Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
        nie gaś nigdy światła nadziei
        (Bob Dylan)
      • 01.03.06, 18:40
        • Re: ...Środa Popielcowa - Popielec
        kendo 01.03.06, 09:42 + odpowiedz
        --------------------------------------------------------------------------------

        czyli dzis w kosciolach bedzie sypanie popiolem po glowach tak?
        --
        Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
        nie gaś nigdy światła nadziei
        (Bob Dylan)
        • 01.03.06, 18:52
          • tak Kendo
          aniouek1 01.03.06, 10:00 + odpowiedz
          --------------------------------------------------------------------------------

          już było i jest i będzie aż do wieczora

          --
          prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
          - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
          • 01.03.06, 18:54
            • Re: tak Kendo
            mala20033 01.03.06, 17:03 + odpowiedz


            Co kraj to obyczaj...
            Tutaj jakos zycie sie toczy dalej tak samo...
            A Wam Aniolku i Kendusiu Dnia Milego..
            --
            ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
            Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
            sie na wszystko...Endre Ady

            • 02.03.06, 09:19
              Re: Poielcowa sroda
              kendo 01.03.06, 20:14 + odpowiedz
              --------------------------------------------------------------------------------

              a tak...teraz pamietam,tlum w kosciele wiernych,
              szedl ksiadz i kazdego popiolkiem po glowie dotykal....

              milego wieczoru zycze

              --
              Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
              nie gaś nigdy światła nadziei
              (Bob Dylan)
              • 02.03.06, 09:20
                wink
                aniouek1 01.03.06, 20:24 + odpowiedz
                --------------------------------------------------------------------------------

                a pamiętasz po co?
      • 21.02.07, 06:14
        Pora główki schylić
        i pokutę czynić
        dla czyszczenia z trucizn
        mysli, duszy, ciała
        - jak ludziom kazała
        tradycyja święta
        z Biblii przez Bogu
        posłusznych wyjęta.
        --
        prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
        - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
    • 01.03.06, 09:29
      ........................................(1)

      Kobiety na sześć tygodni zdobiły się czarnymi gagatami albo drobiazgami
      z hebanu i onyksu w srebrze.

      W czas postu nie wypadało grać skocznych polek i mazurków. Jeśli już, to smętne
      dumki i nokturny.

      Zdarzało się, iż w czas postu dzieciom chowano zabawki zostawiajac tylko te
      najbardziej zniszczone, a zamiast baśni czytano im żywoty świętych.

      Panowie musieli wyrzekać się alkoholu, cygara, a nawet przyjemności alkowy.

      ---
      pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Post
      ........................................(2)

      Podczas Wielkiego Postu wiele osób rezygnowało z picia alkoholu i palenia
      tytoniu. Fajki i woreczki z tytoniem lub machorka odkładano do schowków
      i sięgano po nie dopiero w Niedzielę Wielkanocną.

      Odkładano - i dla pewności zamykano na klucz - instrumenty muzyczne.
      Niedozwolona była muzyka, ustawały śpiewy, wszelkie zabawy i spotkania,
      a młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy i krzyki.

      Na całe sześć tygodni (z małymi tylko przerwami) ustawało życie towarzyskie.

      Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy, czasem - głównie na dworach -
      wspólna lektura pobożnych książek. Wszystkim tym rygorom ludzie poddawali się
      bez protestu i z wielką skwapliwością oddawali się wielkopostnym praktykom.

      Tę wielkopostną ciszę, spokój i powagę przerywały niegdyś, prawie już
      zapomniane, obchody półpościa. W dniu w którym przypadała połowa Wielkiego
      Postu, po ulicach wsi i miast biegali chłopcy, hałasując drewnianymi kołatkami
      i terkotkami, waląc z hukiem drewnianymi młotami, inaczej szlagami - co zwało
      się wybijaniem półpościa - i rozbijając gliniane garnki i czerepy wypełnione
      popiołem o drzwi domów, tych zwłaszcza, w których mieszkały panny na wydaniu.
      Wykrzykiwali przy tym głośno: półpoście, półpoście! Nawet bardzo pobożne osoby
      tolerowały te hałasy i psoty. Oznaczały one bowiem, że zbliżą się wesoły i suty
      czas świąteczny i że pora rozpoczynać wielkie, wiosenne porządki oraz inne
      przygotowania do świąt Wielkanocnych.

      ---
      "Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
      • 02.03.06, 12:25
        Jak wcześniej wspomniano:

        - czasie postu chleb smarowało się powidłem a nie masłem, lub maczano go
        w oliwie;
        - podawano śledzie bez śmietany, kawa również była bez śmietany i bez cukru,
        za to z palonych żołędzi;
        - pito herbatę lipową, zamiast deserów podawano mało słodkie ciastka
        zwane „wiekuistymi”, gdyż można je było jeść w pół roku po upieczeniu;
        - mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet cukier, miód i nabiał na całe sześć
        tygodni znikały ze stołów;
        - żywiono się głównie żurem postnym, kartoflami, gotowaną i surową kwaszoną
        kapustą, gotowaną brukwią, śliwkami suszonymi, rozgotowanymi na gęstą zupę,
        śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami, które skąpo kraszono olejem
        lnianym.

        Poza tym:

        - kobiety na sześć tygodni zdobiły się czarnymi gagatami albo drobiazgami
        z hebanu i onyksu w srebrze;

        - zdarzało się, iż w czas postu dzieciom chowano zabawki zostawiajac tylko
        te najbardziej zniszczone;
        - młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy i krzyki;
        - zamiast baśni czytano dzieciom żywoty świętych;

        - panowie musieli wyrzekać się alkoholu, cygara, a nawet przyjemności alkowy;

        - w czas postu nie wypadało grać skocznych polek i mazurków. Jeśli już, to
        smętne dumki i nokturny;ustawały śpiewy, wszelkie zabawy i spotkania
        towarzyskie;
        Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy, czasem - głównie na dworach -
        wspólna lektura pobożnych książek.

        Wszystkim tym rygorom ludzie poddawali się bez protestu i z wielką
        skwapliwością oddawali się wielkopostnym praktykom.

        O!
        Tyle historia naszych praprapradziadków, prapradzidków, pradziadków, dziadków,
        ojców a my?

        Czym nasze życie w okresie Wielkiego Postu różni się od tego, jakim jest
        w innych porach roku?
        • 02.03.06, 12:34
          Jestem mięsem armatnim
          Rozmowa z ojcem Stanisławem Jaroszem

          O kotletach, leniwym Jonaszu i umierającym Kościele
          --------------------------------------------------------------------------------

          Marcin Jakimowicz: Skąd mały Staś wiedział, że zaczyna się Wielki Post?

          O. Stanisław Jarosz: – U nas w domu, w górach, to było widać. Były różne takie
          dziwactwa. Konie nie nosiły na szyi dzwonków, tzw. turlików, bo były one
          symbolem radości. Nie grało się, nie muzykowało.

          M.J.:- I młodzi się tego trzymali? Nie graliście gdzieś po piwnicach?

          O. Stanisław Jarosz: – Nie. Ludzie mieli honor. To nie był jakiś zakazany owoc.
          Po prostu: jesteś facet, masz swój honor i nie będziesz robił z siebie kapcia,
          bo jest Wielki Post. Dotyczyło to też samego poszczenia, czyli ograniczenia
          michy. W zakonie tych postów „fizycznych” było mniej niż w rodzinnym domu
          (śmiech). Pościliśmy z konieczności, bo była bieda. I tu moja optyka postu
          sprowadziła się do pewnej rewolucji. Bo post to nie wstrzemięźliwość od mięsa.
          Ludzie czasami myślą: szkoda, że ten Pan Jezus umarł w piątek, bo bym się
          najadł mięsa, które tak lubię… Post jest odwróceniem takiego myślenia. Jezu,
          chcę być do Ciebie podobny i dlatego odmówię sobie czegoś, co sprawia mi
          przyjemność (a często jest moim zniewoleniem).

          M.J.:- A ojciec Jarosz lubi kotlety?

          O. Stanisław Jarosz: – Tak, wbrew nazwisku lubię tłuste rzeczy. Ale post to nie
          kwestia tego, co się je i pije. To ograniczenie na przykład gier komputerowych,
          telewizji, Internetu.

          M.J.:- Gdy spyta się przeciętnego Polaka, czy jest zniewolony telewizją, to
          oburzony zaprotestuje. A potem przez kilka godzin będzie gapił się w ekran…

          O. Stanisław Jarosz: – To jest pierwszy syndrom choroby alkoholowej: to nie ja,
          mnie to nie dotyczy. Ja jestem wolny.

          M.J.:- … a więzienia aż pękają w szwach od niewinnych ludzi.

          O. Stanisław Jarosz: – Tak. Post to doskonała okazja do poznania siebie. To
          początek nawrócenia. Jeśli nie uznasz, że jesteś grzesznikiem, to po co ci Pan
          Bóg? Przecież wszystko załatwią ci pieniądze, rodzina, praca, dobre zdrowie.

          M.J.:- Post w Biblii to często sprawa życia lub śmierci. Niniwa ocalała, bo jej
          mieszkańcy oblekli się w wory pokutne. Bóg mówi: nawróćcie się do mnie przez
          płacz i post, i lament…

          O. Stanisław Jarosz: – Ludzie w Biblii przekonali się na własnej skórze, jak
          skuteczne jest słowo Pana. Grzech rodzi śmierć. W Polsce mamy wtórne pogaństwo,
          a chrześcijaństwo straciło często swój smak, przestało być solą. I post jest
          postrzegany jako jakieś gusła. A przecież wołanie Boga: „Wróć do mnie!”
          pozostało. Mieszkańcy Niniwy przerazili się swego grzechu, zobaczyli, że on
          rzeczywiście zabija. A dziś ludzie mówią często: ja nie mam się z czego
          nawracać, jestem dobrym katolikiem i na dodatek jeszcze poszczę! I post staje
          się jakimś zabiegiem kosmetycznym religijności naturalnej, która nie ma nic
          wspólnego z chrześcijaństwem. On nie jest po to, by przypodobać się Panu Bogu.
          A może się łaskawie uśmiechnie i spełni moje prośby? A może będzie miał dla
          mnie więcej błogosławieństwa? Tak jakby go nie miał... Gdy ktoś mi mówi: muszę
          pościć, moja teściowa musi się nawrócić, mąż musi przestać pić, to odpowiadam:
          A może na odwrót? Może to ty masz się nawrócić, a wtedy mąż przestanie pić?

          M.J.:- Niniwa była miastem na trzy dni drogi, a Jonasz biegł przez nią jeden
          dzień. Nie zależało mu na uratowaniu miasta?

          O. Stanisław Jarosz: – On miał gotowe rozwiązanie: usiadł i czekał, aż z nieba
          spadnie ogień i pochłonie tych grzeszników. I był bardzo rozżalony, że Pan Bóg
          ich uratował. Ja jestem Jonaszem. Wiem lepiej, jak powinien zachować się Pan
          Bóg. Mówię: to niemożliwe, żebyś wysyłał mnie do tych goim – nieobrzezanych,
          okropnych grzeszników i byś miał dla nich miłosierdzie. Wiem lepiej. Gdy
          przychodzi ktoś i pyta: Czy mogę pościć? – odpowiadam: Nie. I patrzę na
          reakcję. I jeśli mówi: dobrze, będę posłuszny, to wiem, że może pościć. Ale
          jeżeli zaczyna mnie przekonywać, że koniecznie musi pościć, to wiem, do czego
          taki post służy.

          A on ma oczyszczać. Leżysz na łopatkach i mówisz: Panie, niech się stanie Twoja
          wola. Umierasz, a łaska wtedy płynie rzeką. Ogromną rzeką. I widzisz, że ludzie
          we wspólnocie nie są po to, by ci służyć, ale po to, byś zobaczył swój grzech.
          Tak samo w małżeństwie. Jak ono pomaga spokornieć! A dzieci? Pięknie wyżerają
          egoizm rodziców. To błogosławieństwo. Tak samo choroby, łóżko, starość. Czasami
          się śmieję, że niektórzy muszą na starość zdziecinnieć, żeby się zmieścić do
          królestwa. Post jest początkiem umierania. Czuję dyskomfort, bo jestem głodny.

          M.J.:- A facet jak głodny, to zły…

          O. Stanisław Jarosz: – Właśnie! Post pokazuje ci twoje prawdziwe uczucia. Bóg
          mówi: wyprowadziłem cię na pustynię, by okazało się, co naprawdę nosisz w
          sercu. Post jest takim przygotowaniem artyleryjskim do nawrócenia, pokazuje,
          co naprawdę we mnie siedzi. Widzisz swoje leniwe wnętrze, które nie akceptuje
          dyskomfortu i niewygody. Jesteś sam na sam z Bogiem. Dla mnie, Stanisława
          Jarosza, który bardzo lubi święty spokój, wygodę i komfort, post jest czasem
          wytrącenia, który pokazuje mi, co naprawdę mnie wkurza.

          M.J.:- Z pustyni wychodzi się wspartym na Oblubieńcu…

          O. Stanisław Jarosz: – O, widzisz. To kapitalna definicja tego, co daje post:
          odkrycie własnej bezsilności po to, by spocząć na ramieniu Boga. Sam miałem
          taki kryzys wiary i zastanawiałem się, dlaczego kilogramy Komunii świętej nie
          zmieniły mojego życia? Bo ja chciałem Chrystusa, ale nie chciałem mieć myśli
          Chrystusa, poglądów Chrystusa! Nie mówiłem: niech mi się stanie, jak Ty chcesz.
          A wiem, że we mnie dwóch wielkich się nie zmieści: ja i Pan Jezus. Ktoś musi
          ustąpić. Najczęściej On. Post powoduje, że puszczam stery. Mówię: działaj, jak
          chcesz.

          M.J.:- Dlaczego niektóre złe duchy „wyrzuca się tylko modlitwą i postem”?

          O. Stanisław Jarosz: – Demon boi się ludzi pokornych, którzy idą pod prąd jego
          ścieżek. A post upokarza. Na pustyni nic nie znaczą złote karty kredytowe, nie
          działają telefony komórkowe, nie liczy się, czy jesteś inżynierem czy
          biedaczyną. Pustynia ogołaca, stawia we właściwej proporcji do Boga. Pokazuje,
          że tylko w Nim znajdziesz ratunek. I widzisz, że jedynym wyjściem, byś się nie
          wściekł, jest modlitwa. Inaczej zwariujesz.

          Ktoś podchodzi i mówi: Ojcze, poszczę trzy razy w tygodniu! A ja mówię: a może
          lepiej, żebyś tego zaniechał i przestał obmawiać? Muzułmanie i Żydzi poszczą
          więcej niż my. Hindusi z postu uczynili prawie masakrę. Ale… nie są
          chrześcijanami!

          M.J.:- A jak poszczą chrześcijanie?

          O. Stanisław Jarosz: – Upodabniają się do Chrystusa. Słowo „chrześcijanin”
          pochodzi z Antiochii. Ludzie wołali: to chrześcijanie, czyli… to Chrystusy!
          Nie ma innej drogi. Tylko droga krzyża. Kiedy powiedziałem pewnemu zakonnikowi:
          życzę ci, abyś skończył jak Jezus, to prawie się na mnie obraził.

          M.J.:- Kto dobrowolnie chce iść na pustynię? Ojciec nie ma ochoty zwiać?

          O. Stanisław Jarosz: – Mam. Nie lubię pościć. Ale czytam słowa: „zaprzyj się
          samego siebie” i chcę je realizować. I wiem jak. Chłopie, zacznij pościć, a to
          zaparcie się siebie przyjdzie szybciutko! I okaże się, jak bardzo się buntujesz
          i jesteś obrażony na Pana Boga. Może zaskamlesz jak pies o pomoc?

          M.J.:- Idę na Drogę Krzyżową. Nad kim mam płakać: nad sobą, czy Jezusem?

          O. Stanisław Jarosz: – On sam powiedział: nie płaczcie nade mną, ale nad sobą.
          Nie chodzi o płacz nad Jezusem. Bo to będzie jak w tym dowcipie: – Kumoszko,
          skąd to idziecie? – A z rekolekcji! – A co godoł misjonarz? – A pięściami bił
          po kazalnicy, ze te Zydy Pana Jezusa ukzyzowały. – To po co Ło
        • 02.03.06, 13:55
          Nie ukrywam jestem łasuch, ale...NIC TO!

          W odstawkę całkowitą idzie cukier,czekoladki,ciastka, i z tej "półki" małmazyje;

          W odstawkę całkowitą idzie mięsko i wędlinki i tłuszcze zwierzęce - choć to
          myśli mi się nie będzie jak dla mnie coś równie trudnego jak odstawienie
          słodkości, ale mawiają, że "zakazany owoc kusi najbardziej" to niech będzie, że
          i to jest dla mnie zakazane i niech sobie kusi a ja powiem NIE! O! i JUŻ!

          Z przegryzajek zostają suszone owoce, a z tłuszczów oliwa.

          Niech będzie, że zostają powidełka, sery i jajka też, śledzie i inne ryby
          jadalne także samo, a poza tym: ziemniaki, kasze, grochy i kapusta pod każda
          postacią i owoce i jarzynki też zostają, bo ...cósik jeść trzeba wink

          Poza tym:

          - niech będzie treningiem mojej woli i pokonywaniem słabości i grzechu lenistwa
          codzienny obowiązek tuptania nogami chociaż pół godziny i tyle samo rowerkowania

          a reszta...- tym razem nie "dla kelnera" tylko "wyjdzie w praniu" wink

          --
          prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
          - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
        • 06.03.06, 21:28
          Wielki Post. Czas przygotowania na święta Zmartwychwstania Pańskiego. Okres
          rekolekcji, nabożeństw wielkopostnych, odnowy duchowej. O to, jak przeżywają
          Wielki Post, zapytaliśmy znane postacie świata kultury, polityki, sportu,
          a także duchownych.
          ---
          wiadomosci.onet.pl/1316744,240,kioskart.html
          • 06.03.06, 21:30
            O. Andrzej Artym, franciszkanin konwentualny z Elbląga

            – Wielki Post to szczególny czas w życiu Kościoła. Przede wszystkim czas
            pokuty, umartwienia i wdzięczności Jezusowi za Jego miłość okazaną przez
            dobrowolny wybór męki i śmierci. Ten okres skłania mnie do głębokiej refleksji
            nad wielką miłością Boga do człowieka okazaną w osobie Jezusa. I swoją posługą
            zakonną staram się na tę miłość odpowiedzieć. Jeżeli odprawiam Mszę św.,
            spowiadam, prowadzę nabożeństwa, głoszę rekolekcje – wszystko to robię z powodu
            miłości do Jezusa.

            Moim ulubionym nabożeństwem wielkopostnym jest, oczywiście, Droga Krzyżowa.
            Skłania mnie ona do wielkiej refleksji, zadumy i wdzięczności Jezusowi za to
            wszystko, co mi okazał.

            W okresie Wielkiego Postu jako wspólnota franciszkańska podejmujemy dodatkowo
            wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w środy. Na pewno w czasie Wielkiego
            Postu więcej od siebie wymagamy. Osobiście staram się też w ogóle mniej
            spożywać pokarmów i w ten sposób się umartwiać.

            Ale też w okresie tym więcej się modlę, a modlitwa jest gorliwsza i
            zdecydowanie głębiej ją przeżywam. To jest czas, kiedy dociera do mnie prawda,
            że mój Pan cierpi, że został wzgardzony przez ludzi. A to jest zawsze bardzo
            bolesne i rodzi wielkie współczucie. I ten ból zadany Jezusowi przez ludzi
            skłania mnie do refleksji, że człowiek potrafi pogardzić Bogiem, odrzucić Go
            i wybrać drogę łatwiejszą, która tak naprawdę prowadzi donikąd. Wielka miłość
            Boga do człowieka okazana w tym czasie jest bardzo konkretna i przemawiająca.
            ---
            Wysłuchał: Piotr Chmieliński
          • 06.03.06, 21:32
            Min. Witold Kołodziejski, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

            – Wielki Post jest dla mnie wyjściem na pustynię. W tym okresie staram się
            nabrać pewnego dystansu do rzeczywistości tego świata, aby jak najgłębiej
            wniknąć w siebie. Myślę, że szczególnie teraz, kiedy mam dużo pracy, staje się
            to bardzo potrzebne. Będzie to trudne, jednak jakoś postaram się odnaleźć tę
            swoją pustynię. Pewien dystans do tego, co dzieje się w mediach, będzie mi
            bardzo potrzebny. Postaram się znaleźć czas na chwilę skupienia, kiedy będę
            mógł sam w spokoju pomyśleć o sobie i swoim życiu.

            Szczególnym okresem jest dla mnie Wielki Tydzień. To kulminacja Wielkiego
            Postu – czas, kiedy szczególnie staram się zdystansować do tego świata. Od
            dzieciństwa Wielką Sobotę poświęcam na chodzenie po warszawskich świątyniach,
            nawiedzając Groby Pańskie. To jest dla mnie bardzo ważne. Nawiedzanie Grobów
            bardzo dobrze mnie nastraja i przygotowuje do przeżywania Wielkiej Nocy.
            Atmosfera Wielkiego Tygodnia bardzo pomaga w duchowym przygotowaniu.

            Wielki Post to również doskonały czas na porządny rachunek sumienia. Osobiście
            przygotowuję się do tego przez cały Wielki Post – to jest czas, kiedy
            szczególnie dobrze powinno się przemyśleć to, z czym się idzie do konfesjonału.
            Dzięki naszej postnej pustyni powinniśmy spojrzeć na siebie i otaczający nas
            świat z pewnym dystansem. Ten dystans jest również dobrym rachunkiem sumienia,
            a kulminacją naszego przygotowania do świąt powinna być właśnie jak najlepsza
            spowiedź.

            Tak jak już wcześniej mówiłem, ostatni okres w moim życiu był bardzo napięty.
            Mam bardzo wiele zajęć i pracy. Czasami brak mi również dystansu do samego
            siebie. Myślę, że ten Wielki Post będzie doskonałą okazją, aby troszeczkę z
            boku spojrzeć na samego siebie.
            ---
            Wysłuchał: Artur Stelmasiak
          • 06.03.06, 21:34
            Ewa Tomaszewska, Senator RP (Prawo i Sprawiedliwość)

            – W Wielkim Poście nie wyznaczam sobie żadnych szczególnych zadań, bo wiem, że
            wielu spraw nie jestem w stanie przewidzieć. One pojawiają się w życiu i trzeba
            wobec nich na bieżąco zajmować jakieś stanowisko, trzeba na nie reagować.

            Przyznam, że w tym roku Wielki Post zaczął się dla mnie trochę wcześniej.
            Współpracuję z Mokotowskim Hospicjum Świętego Krzyża, staram się je jakoś
            wspierać. Poza chorymi terminalnie w domach, pracownicy hospicjum zajmują się
            także osobami ubogimi, bezdomnymi. Organizują dożywianie ubogich rodzin. Wydają
            około 300 śniadań i 300 obiadów.

            Takim dramatycznym okresem jest zima. Dlaczego mówię, że Wielki Post zaczął się
            właśnie już na początku lutego? Do hospicjum trafił człowiek, którego nie
            przyjęto w „Markocie”, bo się kiwał i uznano wobec tego, że jest pijany.
            Później odmówiono mu pomocy w warszawskim szpitalu na Stępińskiej. Kiedy
            hospicjum zwróciło się do mnie w tej sprawie, skontaktowałam się ze znajomą
            lekarką z Polskiego Związku Kobiet Katolickich, która przyjęła go do swojego
            szpitala. Ale nogi chorego były już w takim stanie, że wymagały amputacji.
            I to szybko, inaczej by nie przeżył.

            Zaproponowałam senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej temat: Problem
            finansowania leczenia osób bezdomnych. W zeszłym roku bardzo wysokie kwoty
            zostały przeznaczone w budżecie na leczenie osób nieubezpieczonych – to są
            przede wszystkim bezdomni. Kwotę tę czterokrotnie obniżano w ciągu roku, bo nie
            była zużywana. Wykorzystano niecałe 6 proc. pierwotnej puli. Szpitale są
            trzymane w ryzach przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Według mojej wiedzy, jeśli
            chodzi o wydatki, nie mają informacji o tym, że są środki na leczenie osób
            bezdomnych i że te środki na pewno wpłyną. Niektórzy wiedzą, ale też dość
            skomplikowana jest procedura odzyskiwania tych pieniędzy. To powoduje, że
            bardzo często szpitale odmawiają przyjmowania osób bezdomnych – jako
            nieubezpieczonych, co kończy się ludzkimi tragediami. Produkujemy w ten sposób
            dramaty ludzkie i osoby zdrowe zamieniamy na osoby niepełnosprawne.

            Ja w Wielkim Poście nie muszę robić jakichś specjalnych postanowień.
            Zawsze powinnam być przygotowana na to, żeby po ludzku odnieść się do takich
            spraw, niezależnie od tego, czy to jest post czy karnawał.
            Można przyjąć postanowienie, że będzie się na te sprawy reagować. Ale to nie
            dotyczy wyłącznie Wielkiego Postu. Kandydując do Senatu, zobowiązałam się do
            pomocy ludziom biednym, poszkodowanym, niepełnosprawnym. Jeżeli jesteśmy ludźmi
            wiary chrześcijańskiej, to trzeba dawać dowody miłości bliźniego. W poprzednich
            latach bywało, że przygotowywałam tekst do jednej ze stacji Drogi Krzyżowej na
            pielgrzymkę świata pracy. Wielki Post to dla mnie okres skupienia, spojrzenia
            z perspektywy na to, co się robi. Czasem trzeba się zatrzymać i zastanowić.

            To tak, jak wędrówka przez gęsty las. Jak się nie wejdzie na drzewo i nie
            popatrzy wokół, można błądzić i przestać iść w kierunku, jaki się wybrało.
            Można wtedy nie dojść tam, gdzie się zamierza. Wielki Post pozwala nam na
            chwile zastanowienia, na wyjście z codziennego kołowrotka i skupienie się na
            własnym wnętrzu.

            Skupienie, modlitwa, refleksja – pozwalają na spojrzenie w perspektywie
            wielkiego cierpienia i szans na Zmartwychwstanie.
            -----
            Wysłuchała: Alicja Dołowska
        • 18.03.06, 07:49
          Nie chcieli takiego mesjasza

          Rozmowa z ojcem Adamem Piecuchem, paulinem

          Albo męka Jezusa jest prawdą o mnie, i mogę to udowodnić, albo niewiele mam
          wspólnego z tym przedsiębiorstwem z krzyżem na dachu. I chodzę na Msze jak do
          sklepu

          Marcin Jakimowicz: Czy czuł się kiedyś Ojciec opuszczony przez Boga? Krzyczał
          ojciec, a tu cisza, pustka...

          O. Adam Piecuch: – Nie przypominam sobie takiego stanu. Bardziej uświadamiam
          sobie inny: miałem w sobie tyle nienawiści, że czułem, że nie mogę z Nim
          rozmawiać. To ja Go opuszczałem, nie On mnie. Bo nie chciałem zrezygnować
          z nienawiści, uprzedzeń. To było najgorsze doświadczenie mojego życia.

          M.J.: W chwilach takiej ciemności pojawia się od razu pokusa: Bóg nie chce ze
          mną rozmawiać, brzydzi się mną, jest ostatnią osobą, do której mogę się
          zwrócić...

          O. Adam Piecuch: Tak. Ja jestem zakonnikiem. Nie sposób żyć przez kilka godzin
          bez kontaktu z Bogiem, co chwilkę są modlitwy. A Bóg jest jedyną Osobą, do
          której ma odniesienie wszystko, co robię. Ale w chwili ciemności jest pokusa:
          nie będę wysłuchany, „nie załatwię” z Bogiem tej sprawy. Przeżywałem też
          poczucie przekreślenia siebie.

          M.J.: „Czemuś mnie opuścił?”. Skąd u Jezusa tak dramatyczny krzyk?

          O. Adam Piecuch: Gdy szukałem w Starym Przymierzu najbardziej smutnego miejsca,
          najbardziej rozpaczliwej sytuacji, utknąłem na Psalmie 22: „Boże mój, czemuś
          mnie opuścił? Wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, wołam nocą, a nie zaznaję
          spokoju”. Przerażające. Ale jeśli słyszę ten sam krzyk w ustach Jezusa, to
          nabiera on całkowicie nowego wymiaru. Staje się niewiarygodną odwrotnością
          najgorszej rozpaczy.

          M.J.: To musiało być trzęsienie ziemi dla stojących pod krzyżem. Jak tu
          zachować wiarę w Mistrza, który przez całe życie był „jedno z Ojcem”, a teraz
          jest przez Niego opuszczony?

          O. Adam Piecuch: My mamy swoiste podejście do Chrystusa. Żydzi nie mogli
          uwierzyć, że jest on Synem Bożym, a my nie potrafimy uwierzyć, że był On
          człowiekiem. Dla nich to było oczywiste: słaby, zdenerwowany, głodny, zmęczony,
          płaczący, zdziwiony. On sam mówił o sobie: Syn Człowieczy. Ale kiedy Piotrowi
          zostaje objawiona tajemnica: – to jest Mesjasz, zaczynają się schodki. Bo
          takiego mesjasza... nie chciał nikt. Nikt Go nie zaakceptował. Do samego końca.
          Apostołowie odchodzą, uczniowie uciekają. To są Żydzi. Mają w rękach Torę,
          modlą się jej słowami, znają je na pamięć. Czekają na mesjasza. A tu skazaniec
          umierający poza miastem, wykrzykujący w niebo słowa psalmu: – Boże, czemuś mnie
          opuścił? Modlący się jak największy grzesznik, oddalony przez swe czyny od
          Boga. On nie udawał! To był wyraz osamotnienia, rozpaczy. Tu nie ma pretensji,
          jest sama żywa rozpacz. Ale, co najważniejsze, gdy Jezus wszedł w ten stan,
          przemienił go, uświęcił. I odtąd jest to stan wielkiej bliskości. Jezus wszedł
          w taką sytuację, więc i ja mogę w niej spotkać Boga.

          M.J.: Opowiadał mi znajomy: gdy byłem mały, opuścił nas ojciec. Nie potrafiłem
          mu tego przez lata wybaczyć. Gdy kiedyś usłyszałem słowa: „Czemuś mnie
          opuścił?”, rozpłakałem się. Zrozumiałem, że w takiej samej sytuacji był Jezus.
          Czuł się opuszczony przez własnego Ojca. Chłopak przebaczył. Więcej. Powiedział
          mi: A może to ze względu na mnie Jezus wołał z krzyża?

          O. Adam Piecuch: Nie ma już takiego zła, opuszczenia, dramatu, które byłoby
          poza Jezusem Chrystusem! To jest rzecz absolutnie gorsząca. Człowiek może być
          odrzucony przez najbliższych, krewnych, znajomych. Więcej: on musi być
          odrzucony! Zetknąłem się z młodym małżeństwem, które komuś żyrowało jakąś sporą
          sumę. Zostali oszukani. I całe życie przekreślone: ogromne długi, procenty,
          ojciec przynoszący do domu grosze, bo resztę zabiera państwo. Stał się dla
          rodziny ciężarem, dla znajomych naiwniakiem. Kto by chciał mieć takiego męża,
          syna, ojca? Ale chwileczkę: jeżeli o wiele bardziej zażyrował za mnie Jezus
          Chrystus? Jeśli stanął w sytuacji totalnego odrzucenia, to wszystko nabiera
          innej perspektywy.
          Twój Bóg przyznaje się do ciebie. A ty? Uciekasz od krzyża, od zła, tuszujesz
          grzech, składasz rączki, żeby podejść „z twarzą” do Pana Boga. A to nie tak!
          Nie uciekajmy od swojego krzyża, nie tuszujmy grzechu, nie udawajmy, że go nie
          ma, nie grajmy pobożnych!

          Miałem łaskę, że często spotykałem się z Janem Pawłem II i dzięki temu mogę
          uwierzyć świętym, że pisali prawdę. Opuszczenie było ich udziałem. Wszystkich,
          co do jednego.
          • 18.03.06, 07:50
            M.J.: Nie ma innej drogi? Tylko odrzucenie?

            O. Adam Piecuch: Jasne, można zakrzyknąć: mam lepszą drogę do Pana Boga niż
            Jezus Chrystus! Bez osamotnienia, cierpienia, bólu. Coś mi to przypomina.

            Modlitwa w Ogrójcu. Tak straszna, że aż do krwi. Może w sercu Jezusa tryskała
            ogromna chęć życia? Nie wiem. Wiem, jak potwornie się zmagał, by przyjąć wolę
            Ojca. A co było tą wolą? Krzyż. I tu już rozmijamy się z naszą pobożnością.
            Nawet sam zakochany w Mistrzu Piotr kręci głową: Niech Cię Bóg broni, nigdy to
            na Ciebie nie przyjdzie. I co słyszy? Zejdź mi, diable, z oczu! Myślisz o tym,
            co ludzkie, chcesz uciec od krzyża, jak każdy. A to w krzyżu jest zbawienie. To
            nie była przyjemna pogawędka.

            M.J.: A jak tu nie uciekać od swojego grzechu?

            O. Adam Piecuch: A jak święty Paweł mógł powiedzieć, że Bóg uczynił Jezusa...
            grzechem? „Bóg dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu”, a
            człowiek chciałby udawać przed Bogiem pobożnego, chciałby Mu udowodnić, że nie
            jest taki zły. I wypowiada słowa, które prowadzą wprost do ateizmu: Chrystus za
            mnie nie musiał umrzeć. Krzyż to nie jest prawda o mnie

            M.J.: Nie mam się z czego spowiadać...

            O. Adam Piecuch: Właśnie! A Bóg sam staje się twoim grzechem i idzie na śmierć.
            Nie ucieka. Wchodzi nawet w stan opuszczenia przez Ojca.

            M.J.: A Ojciec nie ucieka? Kto chce być poniżony, stracić dobre imię?

            O. Adam Piecuch: Ja napisałem sobie ostatnio na kartce przy łóżku jedną, jedyną
            prośbę: „Żebym nigdy nie zwątpił w Bożą miłość”, w to, że On kocha mnie w
            sposób niewyobrażalny.

            M.J.: Przychodzi cierpienie. Czy Ojciec oskarża o nie Boga? Czy nie pyta:
            dlaczego ja? Czy jestem jakimś królikiem doświadczalnym?

            O. Adam Piecuch: Reaguję wielką złością. Ale nie odnoszę jej do Pana Boga.
            Dawniej czułem niepokój nawet w największej radości. Bałem się, że ona zaraz
            się skończy. Pytałem: dajesz mi taką niewinną radość, więc pewnie zaraz spotka
            mnie krzyż. Tak myślałem. Ale przestawiło mi się. Dziś wiem, że nawet jeśli
            spotka mnie najgorsza sytuacja, to widocznie jest mi ona potrzebna. Krzyż nigdy
            nie jest bez sensu. Skoro wziął go sam Jezus? Skoro nawet On czuł się odrzucony
            przez Boga i wyszło to na dobre, nie mogę reagować na krzyż alergicznie. Wiem,
            że On przyznaje się do mojego krzyża, a nie do moich wzniosłych uniesień. Bo
            takie uniesienie mogę znacznie łatwiej zdobyć w innych religiach. Mogę nawet
            lewitować.

            To nie ja znalazłem Boga. To On mnie znalazł, i to w miejscu, od którego przez
            całe życie uciekałem. Chrystus przyznaje się do mojego odrzucenia, potępienia,
            do stanu gdy widzę, że nie mam już po ludzku u Boga żadnych szans. On się do
            tego przyznaje!
          • 18.03.06, 07:51
            M.J.: Studio telewizyjne po katastrofie w Katowicach. Ludzie mówią: Nie
            mieszajmy w nią Boga. A Ojciec mówi: Kto jest winien? Oczywiście Pan Bóg...

            O. Adam Piecuch: Tak. Bo On posłał w śmierć nawet swojego Syna. I dlatego
            wierzę, że w śmierci mogę spotkać samego Chrystusa. W Nowym Testamencie nie ma
            ani jednego słowa tragedia. Nie ma miejsca na to słowo, bo dla święcie
            wierzącego chrześcijanina jest ono nieprawdą. Tragedia nie istnieje.

            Skoro Bóg przyznaje się do mnie grzesznego, to przyznaje się też do kogoś, kim
            ja pomiatam, kogo poniżam. Paweł usłyszał: Dlaczego mnie prześladujesz? Kto
            jesteś, Panie? Dlaczego mnie prześladujesz? Nie jestem ideą błąkającą się po
            niebie, utożsamiam się z tymi, których niszczysz i wsadzasz do więzień. Odtąd,
            gdy Paweł zobaczył chrześcijanina, widział w nim Chrystusa. Nieważne, czy był
            to człowiek mądry, dobry, głupi, niepełnosprawny. To Chrystus.

            Bóg, patrząc na mnie, widzi swojego Syna. I mogę spotkać się z łajdakiem,
            zabójcą, bo wiem, że Bóg Ojciec szepcze: To moje dziecko. Pamiętam z
            dzieciństwa, jak ogromnym zgorszeniem było to, że jeden z katów Oświęcimia
            poprosił przed egzekucją o spowiedź i... dostał rozgrzeszenie.

            M.J.: Ale ja nie jestem katem Oświęcimia. Tamten zasłużył na szubienicę, ale
            ja?

            O. Adam Piecuch: Matka Teresa po odebraniu Nagrody Nobla otrzymała przywilej –
            mogła wejść do celi śmierci, w której skazańcy czekali w kolejce na krzesło
            elektryczne. Rozmawiała z nimi, a potem zrobiła coś wstrząsającego. Odwróciła
            się do strażników więziennych i powiedziała: Słuchajcie, panowie. Cokolwiek
            zrobicie jednemu z tych więźniów, zrobicie samemu Bogu. Tylko tyle. I poszła.

            Albo męka Jezusa jest prawdą o mnie i mogę to udowodnić, albo niewiele mam
            wspólnego z tym przedsiębiorstwem z krzyżem na dachu. I chodzę na Msze jak do
            sklepu. Wypełniam obowiązki jak w urzędzie. Jestem lojalny. Krzyż jest prawdą o
            mnie, o moich grzechach. Skoro Bóg wybaczył mi zdradę, to jak mógłbym milczeć?
            To jest wyznanie wiary.

            M.J.: Przerobił to Ojciec na własnej skórze?

            O. Adam Piecuch: Tak. Nigdy nie miałem problemu ze swym powołaniem. Wiedziałem,
            że będę kapłanem i robiłem wszystko, by być dobrym księdzem. Tylko o tym
            myślałem. I nagle wszystko się zawaliło: nie zostałem dopuszczony do święceń.
            Jak to przeżywałem! A moja rodzina? Dziś jestem pewny, że to odłożenie święceń
            było uzasadnione.

            M.J.: Myśl o kapłaństwie stała się bożkiem?

            O. Adam Piecuch: Pewnie tak. Gdyby nie to uderzenie, upokorzenie, nie miałbym
            tak osobistej relacji z Bogiem. Nie ja jestem tu najważniejszy. Co myślałem,
            gdy zostałem przeniesiony z Jasnej Góry do innego klasztoru? Przecież ja tam
            tyle zrobiłem, harowałem, odprawiałem Msze, godzinami spowiadałem, a przełożeni
            to powinni dbać tylko o to, żebym się im nie przeziębił. Dzięki tym
            doświadczeniom wiem, kim jestem. Nie dzielę ludzi na dobrych i złych. Nie
            walczę ze złem, walczę o dobro. Wiem, że w opuszczeniu można spotkać Boga.
            Nawet uderzenie w człowieka, który ma poczucie niewinności, jest wartościowe.
            Dopiero wtedy widzi się bliskość Chrystusa.

            ---
            Marcin Jakimowicz/15.03.2006 12:50 w „Gość Niedzielny”
            wiadomosci.onet.pl/1318921,240,1,kioskart.html
    • 01.03.06, 09:33
      ........................................(1)

      W czasie postu chleb smarowało się powidłem a nie masłem, lub maczano go
      w oliwie.
      Podawano śledzie bez śmietany, kawa również była bez śmietany i bez cukru,
      za to z palonych żołędzi.
      Pito herbatę lipową, zamiast deserów podawano mało słodkie ciastka
      zwane „wiekuistymi”, gdyż można je było jeść w pół roku po upieczeniu.
      ---
      pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Post
      ........................................(2)

      Przodkowie nasi, a zwłaszcza mieszkańcy wsi, przez wieki całe, bardzo gorliwie
      wypełniali zalecenia Kościoła na Wielki Post, zgodnie z przysłowiem, które
      powiadało, że: "Polak woli rękę stracić niż złamać post".

      W wielu domach szczególnie tych uboższych, mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet
      cukier, miód i nabiał na całe sześć tygodni znikały ze stołów.

      Żywiono się głównie żurem postnym, kartoflami, gotowaną i surową kwaszoną
      kapustą, gotowaną brukwią, śliwkami suszonymi, rozgotowanymi na gęstą zupę,
      śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami, które skąpo kraszono olejem
      lnianym.

      Tylko w niedzielę pozwalano sobie na trochę lepsze i obfitsze jadło.
      Poza tymi dniami, przez cały Post Wielki przykładnie suszono.

      Jedynie na magnackich i szlacheckich dworach i niektórych bogatych plebaniach
      i klasztorach post nie bywał zbyt dokuczliwy, bo spożywano tam wiele dań
      rybnych, przyrządzanych na różne sposoby (przez Kościół uznawanych
      i dozwalanych jako pokarmy postne) oraz dobre pieczywo, masło, jaja, mleko
      i sery.
      ---
      "Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska
    • 01.03.06, 09:39
      We środę rozpoczyna się kolejny Wielki Post w naszym życiu - okres w liturgii
      Kościoła, w którym w sposób szczególny kierujemy naszą myśl na Jezusa
      cierpiącego, na Jego bolesną mękę oraz haniebną śmierć na krzyżu.

      Okazją do refleksji na ten temat są odpowiednie teksty mszalne, kazania
      pasyjne, nabożeństwa Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej /.../ i misteria Męki
      Pańskiej, które dostarczają wiele wewnętrznych przeżyć.

      Czemu mają służyć te nabożeństwa?
      Dlaczego mamy wracać myślą do tych smutnych chwil z życia naszego Zbawiciela?

      Rozważmy przynajmniej dwa powody, które wskazują na potrzebę takiej refleksji.

      Pierwszym jest fakt, że Chrystus przyszedł na ziemię dla człowieka, dla niego
      się narodził, znosił niedogodności życia, głosił dobrą nowinę o zbawieniu
      i wreszcie podjął okrutną mękę i oddał życie na krzyżu. Uczynił to wszystko,
      aby pojednać go z Bogiem i przywrócić mu pierwotną godność dziecka Bożego, jaka
      została utracona przez grzech pierwszych rodziców.
      Dzieło zbawcze Chrystusa było równocześnie Jego zadośćuczynieniem Ojcu
      Niebieskiemu za ludzkie grzechy.

      Być może w wirze codziennych obowiązków, trosk i kłopotów zapominamy nieraz
      o swoim chrześcijańskim powołaniu do świętości, odwracamy się od Boga, gardzimy
      Jego przykazaniami.

      Dlatego w Wielkim Poście Kościół daje nam okazję, abyśmy się oderwali od
      codzienności i znaleźli czas na refleksję.
      Zachęca nas, abyśmy się poważnie zastanowili nad tym, dokąd zmierzamy, jaki
      jest stan naszej duszy, czy nie pora zawrócić z dotychczasowej drogi, która nie
      ma jasno określonego celu. Rozważanie męki Jezusa ma być bodźcem do podjęcia
      takich przemyśleń.

      Refleksja ukierunkowana na mękę i śmierć Jezusa ma nam z jednej strony
      uświadomić, jak wielkim złem i nieszczęściem dla człowieka jest grzech, skoro
      potrzeba było tak wielkiej ofiary, aby go zgładzić, z drugiej zaś ma nam
      pokazać jak ogromna była miłość Boga do nas, że "... Syna swego Jednorodzonego
      dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J
      3,16).
      A była to miłość największa, o której Chrystus mówi: "Nikt nie ma większej
      miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

      Drugim powodem, podejmowania rozważania męki Chrystusa, jest fakt istnienia
      w życiu ludzkim cierpienia oraz potrzeba zrozumienie jego sensu. Cierpienie
      w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego z nas.
      Jest ono rzeczywistością, z którą spotykamy się niemal codziennie, a która
      nieraz rodzi bunt i stawia wiele znaków zapytania. Jeżeli spojrzymy na nie
      oczami wiary, jeżeli ujmiemy je niego w świetle męki i śmierci Chrystusa oraz
      Jego nauki, wówczas odkryjemy jego znaczenie.

      Jezus powiedział: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
      niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9,23). Skoro On,
      choć był bez grzechu, cierpiał, to my również powinniśmy przyjmować cierpienie,
      aby zadośćczynić za popełnione grzechy. Bóg nie dopuszcza cierpienia tylko po
      to, aby człowieka doświadczać. Niejednokrotnie cierpienie jest bodźcem do
      zastanowienia się, nawrócenia czy zmiany życia. Szczególnie zbawienne może
      okazać się cierpienie niewinnego dziecka.

      Mając na uwadze powyższe myśli, przeżyjmy ten Wielki Post na rozważaniu męki
      Chrystusa. Poprzez czynny udział w nabożeństwach wielkopostnych, jakie będą
      odprawiane w naszych świątyniach, wyrażajmy Bogu wdzięczność za to, że poprzez
      Jezusa dokonał dzieła naszego odkupienia.

      Dla niejednego z nas może to być ostatni Wielki Post i ostatnia okazja do
      zmiany życia. Nie zmarnujmy jej, by tego życia nie przegrać, bo od niego zależy
      nasza wieczność.

      o. Władysław Czarniak
    • 01.03.06, 09:54
      Zaczął się Wielki Post, a razem z nim nabożeństwa wielkopostne...

      DROGA KRZYŻOWA
      GORZKIE ŻALE
      GODZINKI O MĘCE PANA JEZUSA
    • 01.03.06, 14:00
      Droga Krzyżowa to w kościele katolickim piątkowe nabożeństwo wielkopostne
      o charakterze adoracyjnym, polegające na symbolicznym odtworzeniu drogi Jezusa
      Chrystusa na śmierć i złożenia go do grobu.

      Tradycja ta powstała w Jerozolimie.

      W średniowieczu rozpowszechnili ją franciszkanie, którzy oprowadzając pątników
      zatrzymywali się przy stacjach przedstawiających historię śmierci Jezusa.

      Liczba czternastu stacji ustaliła się w XVII wieku.

      W kościołach katolickich Droga Krzyżowa przedstawiana jest w formie czternastu
      obrazów lub rzeźb rozmieszczonych na ścianach bocznych świątyni.

      Stacje drogi krzyżowej to nie tylko odtworzenie wydarzeń z ostatnich dni
      Chrystusa. Mają one swą bogatą symbolikę.

      Dla katolików są również podstawą rozważań medytacyjnych dotyczących m.in.
      tego, czym jest prawda, miłość, cierpienie, śmierć.
      • 01.03.06, 14:03
        Papież Benedykt XVI jeszcze jako kard. Joseph Ratzinger przygotował rozważania
        do Drogi Krzyżowej w 2005 r. w Koloseum.
        Tradycyjnie odprawiono ją w Wielki Piątek 25 marca, ale po raz pierwszy od
        początku pontyfikatu fizycznie nie uczestniczył w niej Jan Paweł II.

        Rozważania pt. "Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze" a zwłaszcza fragmenty
        dotyczące grzechów Kościoła spotkały się z dużym oddźwiękiem. Oto pełny tekst
        dokumentu:

        Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze...

        Droga Krzyżowa - Koloseum 2005

        Myśl przewodnia tej Drogi Krzyżowej ukazana jest na początku w modlitwie
        wstępnej, a potem także przy stacji XIV. Jest nią słowo Jezusa wypowiedziane
        w Niedzielę Palmową, którym - bezpośrednio po swoim wejściu do Jerozolimy -
        odpowiada na pytanie pewnych Greków, którzy chcieli Go widzieć: "Jeśli ziarno
        pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostaje tylko samo; ale jeżeli obumrze,
        przynosi plon obfity" (J 12, 24). W ten sposób Pan tłumaczy całą swoją ziemską
        wędrówkę jako los ziarna pszenicy, które tylko poprzez śmierć osiąga to, że
        wydaje owoc. Tłumaczy On swoje życie ziemskie, swoją śmierć i swoje
        zmartwychwstanie ukierunkowując je ku najświętszej Eucharystii, w której
        streszcza się całe jego misterium. I tak jak On przeżywał swoją śmierć jako
        ofiarę z samego siebie, jako akt miłości, jego ciało zostało przekształcone
        w nowe życie w zmartwychwstaniu. Poprzez to On, Słowo Wcielone, stał się teraz
        naszym pokarmem, który prowadzi do prawdziwego życia, do życia wiecznego. Słowo
        Przedwieczne - stwórcza siła życia - zstąpiło z nieba, stało się w ten sposób
        prawdziwą manną, chlebem, który się przekazuje człowiekowi w wierze
        i w sakramencie.

        Tym sposobem Droga Krzyżowa staje się drogą wiodącą do wnętrza misterium
        eucharystycznego: pobożność ludowa i pobożność sakramentalna łączą się
        i stapiają. Modlitwę Drogi Krzyżowej można zrozumieć jako drogę, która prowadzi
        do głębokiej, duchowej jedności z Jezusem; jedności, bez której komunia
        sakramentalna pozostawałaby pusta. Droga Krzyżowa jawi się jako
        droga "mistagogiczna".

        Takiemu spojrzeniu przeciwstawia się rozumienie czysto uczuciowe Drogi
        Krzyżowej, na niebezpieczeństwo którego Pan wskazuje przy Stacji VIII kobietom
        jerozolimskim, gdy płaczą nad Nim. Samo uczucie nie wystarczy. Droga Krzyżowa
        powinna być szkołą wiary, tej wiary, która ze swej natury "działa poprzez
        miłość" (Gal 5, 6). To oczywiście nie oznacza, że trzeba wykluczyć uczucie.
        Dla Ojców Kościoła pierwszą przywarą pogan jest właśnie ich brak serca, dlatego
        Ojcowie podejmują wizję Ezechiela, który przekazuje Izraelowi obietnicę Boga
        dotyczącą usunięcia mu serca kamiennego i dania serca z ciała (Ez 11, 19).

        Droga Krzyżowa ukazuje Boga, który sam dzieli cierpienia ludzi, którego miłość
        nie zostaje nieczuła i daleka, ale schodzi pośród nas, aż do śmierci na krzyżu
        (Flp 2, 8). Bóg, który dzieli nasze cierpienia, Bóg, który stał się
        człowiekiem, aby nieść nasz krzyż, chce przekształcić nasze kamienne serce
        i wzywa nas do dzielenia cierpień innych ludzi. Chce dać nam "serce z ciała",
        które nie będzie nieczułe wobec cierpień innych ludzi, ale stanie się wrażliwe
        i poprowadzi do miłości, która uzdrawia i pomaga. To wszystko oznaczają słowa
        Jezusa o ziarnie pszenicy, które on sam przekształca w istotną formułę
        dotyczącą chrześcijańskiego życia: "Ten, kto miłuje swoje życie traci je,
        a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne" (J
        12, 25; Mt 16, 25; Mk 8, 35; Łk 9, 24; 17, 33: "Kto chce zachować swoje życie,
        straci je, a kto straci je, ten je zachowa"). W ten sposób tłumaczy też, co
        w Ewangeliach synoptycznych oznacza zdanie poprzedzające, będące słowem
        kluczowym jego przesłania: "Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech zaprze się
        samego siebie, weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje" (Mt 16, 24).
        Tymi wszystkimi słowami On sam daje interpretację "Drogi Krzyżowej", uczy jak
        mamy ją odprawiać i jak nią podążać: Droga Krzyżowa jest drogą zapomnienia
        o sobie, czyli drogą prawdziwej miłości. Na tej drodze On nas poprzedza, to
        jest droga, której chce nas nauczyć modlitwa Drogi Krzyżowej. To też ponownie
        nas prowadzi do ziarna pszenicy, do najświętszej Eucharystii, w której stale
        się uobecnia pośród nas owoc śmierci i zmartwychwstania Jezusa. W niej idzie
        On razem z nami, jak kiedyś z uczniami z Emaus, stając się wciąż na nowo naszym
        współczesnym.

        ---
        Watykan, 23.04.2005
        • 01.03.06, 14:05
          Panie Jezu Chryste, dla nas przyjąłeś los ziarna pszenicy, które pada w ziemię
          i obumiera by wydać plon obfity (J 12, 24). Zapraszasz nas byśmy kroczyli za
          Tobą tą drogą, gdy mówisz: "Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto
          nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne" (J 12, 25).
          My jednak jesteśmy przywiązani do naszego życia. Nie chcemy go porzucić, ale
          zachować je w całości dla siebie. Chcemy je posiąść, a nie ofiarować. Ty jednak
          nas poprzedzasz i ukazujesz, że możemy ocalić nasze życie jedynie ofiarując je.
          Poprzez nasze towarzyszenie Ci na Drodze Krzyżowej chcesz prowadzić nas drogą
          ziarna pszenicy, drogą sięgającej aż po wieczność płodności.

          Krzyż - ofiara z nas samych - bardzo nam ciąży. Jednak na Twej Drodze Krzyżowej
          poniosłeś także mój krzyż. I nie czyniłeś tego jedynie kiedyś, w przeszłości,
          gdyż Twoja miłość jest współczesna memu życiu. Dźwigasz go dzisiaj, ze mną
          i dla mnie. W przedziwny sposób pragniesz bym i ja teraz, jak niegdyś Szymon
          z Cyreny, niósł z Tobą Twój krzyż, a towarzysząc Ci, razem z Tobą ofiarował się
          dla odkupienia świata.

          Pomóż mi, by moja droga krzyżowa nie była jedynie pobożnym uczuciem chwili.
          Pomóż nam towarzyszyć Ci nie tylko szlachetnymi myślami, lecz przejść Twoją
          drogę sercem, nawet więcej: konkretnymi uczynkami codziennego życia. Dopomóż
          nam wejść na drogę krzyża całymi sobą i na zawsze pozostać na Twej drodze.
          Uwolnij nas od lęku przed krzyżem, ze strachu przed wyśmianiem przez innych,
          z obawy, że nasze życie może się nam wymknąć, jeśli nie chwycimy wszystkiego co
          niesie. Pomóż nam demaskować pokusy, które obiecują życie, lecz których ułudy
          zostawiają w nas ostatecznie pustkę i zawód. Pomóż nam nie chcieć zawładnąć
          życiem, ale je dawać. Dopomóż, abyśmy towarzysząc Ci na drodze pszenicznego
          ziarna, znaleźli w "traceniu życia" drogę miłości, drogę, która prawdziwie daje
          życie, życie w obfitości (J 10, 10).
          • 01.03.06, 14:07
            Mt 27, 22-23.26

            ROZWAŻANIE

            Sędzia świata, który pewnego dnia powróci by sądzić nas wszystkich stoi
            ogołocony, upokorzony i bezbronny wobec ziemskiego sędziego. Piłat nie jest
            jakimś nikczemnym potworem. Wie, że skazaniec jest niewinny; szuka sposobu, aby
            go uwolnić. Serce ma jednak podzielone. Ostatecznie nad prawem bierze górę jego
            zdanie, on sam. Także ludzie, którzy krzykiem domagają się śmierci Jezusa, nie
            są nikczemnymi potworami. Wielu z nich, w dniu Pięćdziesiątnicy "przejmie się
            do głębi serca" (Dz 2, 37), gdy Piotr im powie: "Jezusa Nazarejczyka, Męża,
            którego posłannictwo Bóg wam potwierdził... przybiliście rękami bezbożnych do
            krzyża i zabiliście" (Dz 2, 22n). W tej jednak chwili doświadczają atmosfery
            tłumu. Krzyczą, ponieważ krzyczą inni i krzyczą tak jak inni. W ten sposób
            sprawiedliwość deptana jest przez podłość, małoduszność, obawę przed dyktatem
            dominującej mentalności. Delikatny głos sumienia tłumiony jest krzykiem
            tłuszczy. Niezdecydowanie i wzgląd na człowieka przyznają siłę złu.

            MODLITWA

            Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ strach przed wzrokiem innych
            stłumił głos sumienia. Zawsze tak się dzieje, poprzez całą historię, że
            niewinnych się krzywdzi, skazuje, zabija. Ileż razy i my sukces przedkładaliśmy
            nad prawdę, własną reputację nad sprawiedliwość. Umocnij w naszym życiu
            delikatny głos sumienia, Twój głos. Spójrz na mnie tak jak spojrzałeś na Piotra
            po zaparciu się Ciebie. Spraw, aby Twoje spojrzenie przeniknęło nasze dusze
            i wskazało życiu kierunek. Tych, którzy w Wielki Piątek krzyczeli przeciw
            Tobie, w dniu Pięćdziesiątnicy obdarzyłeś przejęciem do głębi serca
            i nawróceniem. W ten sposób nam wszystkim dałeś nadzieję. Obdarzaj nas również,
            zawsze na nowo, łaską nawrócenia.

            ---
            Jezusa osądzali kolejno: Annasz, Kajfasz, Herod i Piłat. Pod zarzutem To jest
            Jezus Chrystus, Król Żydowski w domu Piłata zapadł wyrok. Tłum skazał Jezusa na
            śmierć przez ukrzyżowanie.
          • 01.03.06, 14:11
            Jezusa osądzali kolejno: Annasz, Kajfasz, Herod i Piłat. Pod zarzutem To jest
            Jezus Chrystus, Król Żydowski w domu Piłata zapadł wyrok. Tłum skazał Jezusa na
            śmierć przez ukrzyżowanie.
            ----------------------------------------

            Mt 27, 22-23.26

            ROZWAŻANIE

            Sędzia świata, który pewnego dnia powróci by sądzić nas wszystkich stoi
            ogołocony, upokorzony i bezbronny wobec ziemskiego sędziego. Piłat nie jest
            jakimś nikczemnym potworem. Wie, że skazaniec jest niewinny; szuka sposobu, aby
            go uwolnić. Serce ma jednak podzielone. Ostatecznie nad prawem bierze górę jego
            zdanie, on sam. Także ludzie, którzy krzykiem domagają się śmierci Jezusa, nie
            są nikczemnymi potworami. Wielu z nich, w dniu Pięćdziesiątnicy "przejmie się
            do głębi serca" (Dz 2, 37), gdy Piotr im powie: "Jezusa Nazarejczyka, Męża,
            którego posłannictwo Bóg wam potwierdził... przybiliście rękami bezbożnych do
            krzyża i zabiliście" (Dz 2, 22n). W tej jednak chwili doświadczają atmosfery
            tłumu. Krzyczą, ponieważ krzyczą inni i krzyczą tak jak inni. W ten sposób
            sprawiedliwość deptana jest przez podłość, małoduszność, obawę przed dyktatem
            dominującej mentalności. Delikatny głos sumienia tłumiony jest krzykiem
            tłuszczy. Niezdecydowanie i wzgląd na człowieka przyznają siłę złu.

            MODLITWA

            Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ strach przed wzrokiem innych
            stłumił głos sumienia. Zawsze tak się dzieje, poprzez całą historię, że
            niewinnych się krzywdzi, skazuje, zabija. Ileż razy i my sukces przedkładaliśmy
            nad prawdę, własną reputację nad sprawiedliwość. Umocnij w naszym życiu
            delikatny głos sumienia, Twój głos. Spójrz na mnie tak jak spojrzałeś na Piotra
            po zaparciu się Ciebie. Spraw, aby Twoje spojrzenie przeniknęło nasze dusze
            i wskazało życiu kierunek. Tych, którzy w Wielki Piątek krzyczeli przeciw
            Tobie, w dniu Pięćdziesiątnicy obdarzyłeś przejęciem do głębi serca
            i nawróceniem. W ten sposób nam wszystkim dałeś nadzieję. Obdarzaj nas również,
            zawsze na nowo, łaską nawrócenia.
          • 01.03.06, 14:14
            Został ubrany w szkarłatny płaszcz i koronę cierniową. Zanim wyruszył w drogę
            na Golgotę, żołnierze wyszydzali go, okładali biczami i pluli w twarz.
            ----------------------------------------

            Stacja II - Jezus obarczony krzyżem

            Mt 27, 27-31

            ROZWAŻANIE

            Jezus, skazany niczym król uzurpator, jest wyszydzony.
            Jednak właśnie w szyderstwie brutalnie jawi się prawda. Ileż razy insygnia
            władzy noszone przez możnych tego świata urągają prawdzie, sprawiedliwości
            i godności człowieka! Ileż razy ich rytuały i wielkie słowa nie są, doprawdy,
            niczym więcej, niż nadętym kłamstwem, karykaturą zadania, do którego są
            zobowiązani z racji sprawowanego urzędu, zadania służenia dobru. Jezus, który
            jest wyszydzony i na którego skroniach spoczywa korona cierpienia, właśnie
            dlatego jest prawdziwym królem. Jego berłem jest sprawiedliwość. Na tym świecie
            ceną sprawiedliwości jest cierpienie: On, prawdziwy król, nie panuje przemocą,
            lecz miłością, która cierpi dla nas i z nami. On niesie krzyż na swych
            ramionach, nasz krzyż, ciężar bycia człowiekiem, ciężar świata.
            To w ten sposób poprzedza nas i ukazuje nam, jak odnaleźć drogę do prawdziwego
            życia.

            MODLITWA

            Panie, pozwoliłeś, aby Cię wyszydzono i znieważono. Pomóż nam, byśmy nie
            dołączali do tych, którzy szydzą z cierpiących i słabych. Pomóż w upokorzonych
            i zepchniętych na margines rozpoznać Twe oblicze. Dopomóż nam nie zniechęcać
            się wobec kpin świata, gdy posłuszeństwo Twej woli jest ośmieszane. Dźwigałeś
            krzyż i wezwałeś nas do naśladowania Cię na tej drodze (Mt 10, 38). Pomóż nam
            przyjąć krzyż, nie uciekać od niego, nie użalać się i nie pozwolić, by nasze
            serca ustawały wobec trudów życia. Pomóż nam kroczyć drogą miłości
            i, w posłuszeństwie jej wymogom, osiągnąć prawdziwą radość.
          • 01.03.06, 14:16
            Otoczony żołnierzami i tłumem gapiów, dźwigając krzyż, Jezus wyruszył na
            Miejsce Czaszki, zwane w języku hebrajskim Golgotą. Razem z nim szli dwaj
            skazańcy. Nagle Jezus upadł pod ciężarem krzyża.
            Po chwili podniósł się i szedł dalej.
            ----------------------------------------

            Stacja III - Jezus upada po raz pierwszy

            Iz 53, 4-6

            ROZWAŻANIE

            Człowiek upadł i stale na nowo upada: ileż razy staje się karykaturą samego
            siebie, już nie obrazem Boga, lecz czymś, co wystawia Stwórcę na pośmiewisko.
            Czyż ten, który schodząc z Jerozolimy do Jerycha wpadł w ręce zbójców, którzy
            obdarli pozostawiając na wpół żywego, zakrwawionego na skraju drogi, nie jest
            może obrazem człowieka w pełnym tego słowa znaczeniu? Upadek Jezusa pod krzyżem
            nie jest tylko upadkiem Jezusa człowieka, już wycieńczonego biczowaniem. Tu
            jawi się coś głębszego, jak powiada święty Paweł w Liście do Filipian: "On,
            istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być
            z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi... uniżył samego
            siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,
            6-8). W upadku Jezusa pod ciężarem krzyża ukazuje się cała Jego droga:
            dobrowolne uniżenie się po to, by nas podźwignąć z naszej pychy. Równocześnie
            ukazuje się natura naszej pychy: hardość, przy pomocy której chcemy się uwolnić
            od Boga i być tylko sobą, hardość z którą sądzimy, że nie potrzeba nam wiecznej
            miłości i sami chcemy nadać kształt naszemu życiu. W tym buncie przeciwko
            prawdzie, w tej próbie przebóstwienia samych siebie, postawienia się w roli
            własnego stwórcy i sędziego, zmierzamy do samozagłady. Uniżenie się Jezusa jest
            przezwyciężeniem naszej buty: on podnosi nas przez swe uniżenie. Pozwólmy, aby
            nas podniósł. Zdziejmy z siebie naszą samowystarczalność, naszą mylną żądzę
            autonomii, natomiast uczmy się od tego, który się uniżył, odnajdywać prawdziwą
            wielkość, uniżając się i zwracając się do Boga i do krzywdzonych braci.

            MODLITWA

            Panie Jezu, ciężar krzyża powalił Cię na ziemię. Ciężar naszego grzechu, ciężar
            naszej pychy Cię powala. Jednak Twój upadek nie jest znakiem nieszczęsnego
            przeznaczenia, nie jest czystą i zwykłą słabością krzywdzonego człowieka.
            Zechciałeś wyjść naprzeciw nas, którzy z powodu pychy leżymy na ziemi. Buta
            myślenia, że jesteśmy w stanie wyprodukować człowieka spowodowała, że ludzie
            stali się rodzajem towaru, który można kupić i sprzedać, stali się niczym jakiś
            pojemnik z materiałem na nasze eksperymenty, dzięki którym sami mamy nadzieję
            przezwyciężyć śmierć, gdy tymczasem jedynie coraz głębiej upokarzamy godność
            człowieka. Panie, pomóż nam, bo upadliśmy. Pomóż nam odrzucić wyniszczającą
            pychę, i ucząc się Twej pokory, dać podnieść się na nowo.
          • 01.03.06, 14:19
            Matka cały czas szła w tłumie za Jezusem, ale dopiero teraz ją zauważył.
            Chyba nic nie powiedzieli do siebie, zresztą i tak nie usłyszeliby się we
            wrzawie tłumu. W oczach swoich widzieli strach i ból.
            ----------------------------------------

            Stacja IV - Jezus spotyka Matkę swoją

            Łk 2, 34-35.51

            ROZWAŻANIE

            Na Drodze Krzyżowej Jezusa jest również Maryja, jego Matka. Podczas jego
            publicznej działalności musiała usunąć się na bok, zrobić miejsce dla
            powstającej nowej rodziny Jezusa, rodziny Jego uczniów. Musiała słyszeć i te
            słowa: "Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? Kto pełni wolę Ojca
            mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką" (Mt 12, 48-
            50). Teraz widać, że ona nie tylko ciałem, ale i sercem jest Matką Jezusa.
            Jeszcze zanim poczęła go w ciele, dzięki swemu posłuszeństwu, poczęła go w
            sercu. Zostało jej powiedziane: "Oto poczniesz i porodzisz Syna... Będzie On
            wielki... a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida" (Łk 1, 31n). Niedługo
            potem usłyszała jednak z ust starca Symeona inne słowo: "A Twoją duszę miecz
            przeniknie" (Łk 2, 35). I tak przypomniała sobie przepowiednie
            proroków: "Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
            Jak baranek na rzeź prowadzony" (Iz 53, 7). To wszystko staje się teraz
            rzeczywistością. W swym sercu zawsze zachowywała słowo, które wypowiedział do
            niej anioł, gdy wszystko się zaczynało: "Nie bój się, Maryjo" (Łk 1, 30).
            Uczniowie uciekli, ona nie ucieka. Stoi z odwagą matki, z wiernością matki, z
            dobrocią matki i z wiarą, która trwa w ciemnościach: "Błogosławiona jesteś,
            któraś uwierzyła" (Łk 1, 45). "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na
            ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18, 8) Tak, w tym momencie On wie: znajdzie wiarę.
            W tej godzinie jest to dla niej wielkim pocieszeniem.

            MODLITWA

            Święta Maryjo, Matko Boża, pozostałaś wierna, kiedy uczniowie uciekli. Tak jak
            uwierzyłaś, gdy anioł zwiastował ci to, co było niewiarygodne - że staniesz się
            Matką Najwyższego - tak samo uwierzyłaś w godzinie Jego największego poniżenia.
            Właśnie tak, w godzinie krzyża, w godzinie najciemniejszej nocy świata, stałaś
            się Matką wierzących, Matką Kościoła. Prosimy cię: naucz nas wierzyć i pomóż,
            aby wiara stała się odwagą służby i gestem przychodzącej z pomocą miłości,
            zdolnej współuczestniczyć w cierpieniu.
          • 01.03.06, 14:23
            W tłumie szły także kobiety, które znały Jezusa. Weronika podchodzi do Jezusa,
            by chustą wytrzeć mu twarz.
            ----------------------------------------

            Stacja VI - Weronika ociera twarz Jezusowi

            Iz 53, 2-3; Ps 26 (27), 8-9

            ROZWAŻANIE

            "Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną"
            (Ps 27, 8-9). Weronika - według tradycji greckiej Berenike - uosabia to gorące
            pragnienie, wspólne wszystkim pobożnym ludziom Starego Testamentu, pragnienie
            wszystkich ludzi wierzących, by ujrzeć oblicze Boże. Tym niemniej, na Drodze
            Krzyżowej Jezusa, początkowo nie czyni ona nic ponad posługę kobiecej dobroci:
            ofiaruje Jezusowi chustę. Nie liczy się z brutalnością żołnierzy, nie
            obezwładnia jej też strach uczniów. Jest obrazem dobrej kobiety, która pośród
            niepokoju i zaćmienia serc zachowuje odwagę bycia dobrym, nie pozwala by jej
            serce się przyćmiło. "Błogosławieni czystego serca - powiedział Pan w Kazaniu
            na Górze - albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Początkowo Weronika widzi
            jedynie umęczone i naznaczone bólem oblicze. Uczynek miłości wyciska jednak
            w jej sercu prawdziwy obraz Jezusa: w Obliczu ludzkim, pełnym krwi i ran,
            dostrzega Oblicze Boga i jego dobroci, która jest z nami nawet w największym
            bólu. Tylko sercem możemy zobaczyć Jezusa. Tylko miłość pozwala nam widzieć
            i oczyszcza nas. Tylko miłość pozwala nam rozpoznać Boga, który sam jest
            miłością.

            MODLITWA

            Panie, daj nam niepokój serca, które szuka Twego oblicza. Chroń nas od
            zaćmienia serca, które widzi jedynie zewnętrzną stronę rzeczy. Obdarz nas
            szczerością i czystością, dzięki którym jesteśmy w stanie dostrzec Twoją
            obecność w świecie. Gdy nie stać nas na pełnienie wielkich czynów, daj nam
            odwagę pokornej dobroci. Wyryj swe oblicze w naszych sercach, tak byśmy mogli
            Cię spotkać i Twój obraz ukazać światu.
          • 01.03.06, 14:25
            Szymon Cyrenejczyk, zmęczony pracą w polu, mijał tłum.
            Żołnierze nakazali mu, aby pomógł nieść krzyż Jezusowi.
            Już do szczytu Golgoty Jezus i Szymon poszli razem.
            ----------------------------------------

            Stacja V - Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

            Mt 27, 32; 16, 24

            ROZWAŻANIE

            Szymon z Cyreny wraca z pracy, jest w drodze do domu, gdy trafia na ten smutny
            orszak skazańców. Dla niego, być może, zwyczajny to widok. Żołnierze korzystają
            z prawa przymusu i wkładają krzyż na barki jemu, mocnemu chłopu ze wsi. Cóż za
            przykrość musiał przeżywać, będąc niespodziewanie wciągniętym w los tych
            skazańców! Robi to, co musi robić, oczywiście z wielką niechęcią. Ewangelista
            Marek wraz z nim wymienia jednak i jego synów, którzy najwyraźniej byli znani
            jako chrześcijanie, jako członkowie tej wspólnoty (Mk 15, 21). Z niechcianego
            spotkania wypłynęła wiara. Towarzysząc Jezusowi i dzieląc ciężar krzyża
            Cyrenejczyk zrozumiał, że to była łaska wspólnego kroczenia z Ukrzyżowanym
            i pomagania mu. Tajemnica cierpiącego i milczącego Jezusa poruszyła jego serce.
            Jezus, którego Boska miłość mogła i może wyłącznie odkupić całą ludzkość, chce
            byśmy współuczestniczyli w Jego krzyżu, aby dopełnić to, czego jeszcze brak
            jego udrękom. (Kol 1, 24). Zawsze, gdy z dobrocią wychodzimy na spotkanie kogoś
            cierpiącego, kogoś prześladowanego i bezbronnego, dzieląc z nim jego
            cierpienie, pomagamy nieść krzyż Jezusowi. Przez to otrzymujemy zbawienie
            i sami możemy przyczynić się do zbawienia świata.

            MODLITWA

            Panie, Szymonowi z Cyreny otworzyłeś oczy i serce, obdarzając go, poprzez
            współuczestnictwo w krzyżu, łaską wiary. Pomóż nam opiekować się cierpiącym
            bliźnim, nawet gdyby to wezwanie pozostawało w sprzeczności z naszymi planami
            i ochotą. Pomóż nam dostrzec, że możliwość współuczestnictwa w krzyżu innych
            jest łaską oraz doświadczyć, że w ten sposób jesteśmy z Tobą w drodze. Daj nam
            z radością uznać, że właśnie poprzez współuczestnictwo w Twoim cierpieniu
            i cierpieniach tego świata, stajemy się sługami zbawienia, i że w ten sposób
            możemy pomóc budować Twoje Ciało, Kościół.
          • 01.03.06, 14:26
            W tłumie szły także kobiety, które znały Jezusa. Weronika podchodzi do Jezusa,
            by chustą wytrzeć mu twarz.
            ----------------------------------------

            Stacja VI - Weronika ociera twarz Jezusowi

            Iz 53, 2-3; Ps 26 (27), 8-9

            ROZWAŻANIE

            "Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną"
            (Ps 27, 8-9). Weronika - według tradycji greckiej Berenike - uosabia to gorące
            pragnienie, wspólne wszystkim pobożnym ludziom Starego Testamentu, pragnienie
            wszystkich ludzi wierzących, by ujrzeć oblicze Boże. Tym niemniej, na Drodze
            Krzyżowej Jezusa, początkowo nie czyni ona nic ponad posługę kobiecej dobroci:
            ofiaruje Jezusowi chustę. Nie liczy się z brutalnością żołnierzy, nie
            obezwładnia jej też strach uczniów. Jest obrazem dobrej kobiety, która pośród
            niepokoju i zaćmienia serc zachowuje odwagę bycia dobrym, nie pozwala by jej
            serce się przyćmiło. "Błogosławieni czystego serca - powiedział Pan w Kazaniu
            na Górze - albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Początkowo Weronika widzi
            jedynie umęczone i naznaczone bólem oblicze. Uczynek miłości wyciska jednak
            w jej sercu prawdziwy obraz Jezusa: w Obliczu ludzkim, pełnym krwi i ran,
            dostrzega Oblicze Boga i jego dobroci, która jest z nami nawet w największym
            bólu. Tylko sercem możemy zobaczyć Jezusa. Tylko miłość pozwala nam widzieć
            i oczyszcza nas. Tylko miłość pozwala nam rozpoznać Boga, który sam jest
            miłością.

            MODLITWA

            Panie, daj nam niepokój serca, które szuka Twego oblicza. Chroń nas od
            zaćmienia serca, które widzi jedynie zewnętrzną stronę rzeczy. Obdarz nas
            szczerością i czystością, dzięki którym jesteśmy w stanie dostrzec Twoją
            obecność w świecie. Gdy nie stać nas na pełnienie wielkich czynów, daj nam
            odwagę pokornej dobroci. Wyryj swe oblicze w naszych sercach, tak byśmy mogli
            Cię spotkać i Twój obraz ukazać światu.
          • 01.03.06, 14:28
            Ponownie Jezus upadł. A każdy upadek to nowy ból, nowe rany. Wstał z pomocą
            Szymona i ruszył w dalszą drogę.
            ----------------------------------------

            Stacja VII - Jezus upada po raz drugi

            Lm 3, 1-2.9.16

            ROZWAŻANIE

            Tradycja potrójnego upadku Jezusa i ciężaru krzyża przywołuje upadek Adama -
            nasze bycie istotami upadłymi - i tajemnicę uczestnictwa Jezusa w naszym
            upadku. W dziejach, upadek człowieka przyjmuje coraz to nowe formy. W swoim
            pierwszym Liście święty Jan mówi o potrójnym upadku człowieka: pożądliwości
            ciała, pożądliwości oczu i pysze żywota. W ten sposób, na tle przywar swego
            czasu, z wszystkimi jego zbytkami i wynaturzeniami, interpretuje upadek
            człowieka i ludzkości. W nieco bliższej historii możemy jednak pomyśleć, jak
            chrześcijaństwo, znużone wiarą, opuściło Pana: wielkie ideologie, niczym
            banalizacja człowieka, który w nic już nie wierzy i po prostu żyje nie
            przejmując się niczym, stworzyły nowe pogaństwo, pogaństwo gorsze, które chcąc
            ostatecznie usunąć Boga pozbyło się człowieka. I tak człowiek pełza w prochu.
            Pan dźwiga ten ciężar coraz to upadając, aby móc przyjść do nas; patrzy na nas,
            by obudziło się w nas serce; upada, aby nas podnieść.

            MODLITWA

            Panie Jezu Chryste, dźwigałeś nasz ciężar i nadal nas niesiesz. To nasz ciężar
            Cię przewraca. Ale to Ty nas podnieś, gdyż sami nie jesteśmy w stanie powstać
            z prochu. Wyzwól nas z mocy pożądliwości. W miejsce serca z kamienia daj nam
            nowe serce z ciała, serce zdolne widzieć. Zniszcz moc ideologii, tak, aby
            ludzie poznali, że utkane są z kłamstw. Nie dozwól by mur materializmu stał się
            nieprzezwyciężalny. Spraw, abyśmy pojęli Cię na nowo, byśmy trzeźwo i z uwagą
            zdołali stawić czoła siłom zła. Pomóż nam dostrzegać wewnętrzne i zewnętrzne
            potrzeby innych, aby przyjść im z pomocą. Dźwignij nas, byśmy mogli podnosić
            innych. W całą tę ciemność wlej nadzieję, abyśmy mogli nieść nadzieję światu.
          • 01.03.06, 14:32
            Im bliżej szczytu Golgoty, tym coraz więcej głosów współczucia i litości
            słychać było z tłumu. Jezus zwrócił się do idących obok niewiast, by płakały
            nad sobą, gdyż same są tylko gałązkami tego drzewa, którym jest Jezus.
            ----------------------------------------

            Stacja VIII - Jezus spotyka kobiety jerozolimskie, które płaczą nad nim

            Łk 23, 28-31

            ROZWAŻANIE

            Głos Jezusa napominający kobiety jerozolimskie, które podążają za Nim płacząc
            nad jego losem, skłania nas do refleksji. Jak to rozumieć? Czy nie jest to
            napiętnowanie litości czysto sentymentalnej, która nie przechodzi w nawrócenie
            i żywą wiarę? Na nic zdaje się opłakiwanie słowne i sentymentalne cierpień tego
            świata, kiedy prowadzimy nasze życie jak dotąd, bez zmian. Dlatego Pan
            przestrzega nas przed niebezpieczeństwem, w którym sami się znaleźliśmy.
            Ukazuje nam wagę grzechu i powagę sądu. Czyż nie jesteśmy, pomimo wszystkich
            naszych słów przestrachu wobec zła i cierpień niewinnych, zbyt skłonni do
            banalizowania tajemnicy zła? Czy ostatecznie w obrazie Boga i Jezusa nie
            uznajemy przypadkiem jedynie aspektu słodyczy i miłości, podczas gdy spokojnie
            wymazaliśmy aspekt sądu? Myślimy: jakże Bóg mógłby dramatyzować naszą słabość?
            Przecież zawsze jesteśmy tylko ludźmi! Patrząc jednak na cierpienia Syna
            widzimy całą powagę grzechu, widzimy jak do końca musi być odpokutowany, by
            został przezwyciężony. Zła nie można wciąż banalizować wobec obrazu cierpiącego
            Pana.

            On również do nas mówi:

            nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą... Bo jeśli z zielonym drzewem
            to czynią, cóż się stanie z suchym?

            MODLITWA

            Panie, płaczącym kobietom mówiłeś o pokucie, o dniu Sądu, kiedy staniemy wobec
            Twego oblicza, oblicza Sędziego świata. Wzywasz nas do porzucenia banalizacji
            zła, którą się uspokajamy, by móc żyć jak dotąd. Ukazujesz nam powagę naszej
            odpowiedzialności, niebezpieczeństwo uznania na Sądzie winnymi i bezowocnymi.
            Spraw, byśmy nie ograniczali się do kroczenia u Twego boku jedynie ze słowami
            współczucia. Nawróć nas i daj nam nowe życie; nie dopuść, abyśmy na końcu
            pozostali niczym suche drzewo, lecz spraw, byśmy stali się w Tobie żywymi
            latoroślami, prawdziwym krzewem winnym, i abyśmy wydali owoc na życie wieczne
            (por. J 15, 1-10).
          • 01.03.06, 14:34
            Trzeci upadek
            Droga na Golgotę dobiega kresu. Widać już miejsce egzekucji. Jezus upada
            jeszcze raz. Po chwili wstaje i niesie dalej swój krzyż.
            ----------------------------------------

            Stacja IX - Jezus upada po raz trzeci

            Lm 3, 27-32

            ROZWAŻANIE

            Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może każe nam myśleć
            o ogólnym upadku człowieka, o oddaleniu się wielu od Chrystusa, o wyborze
            sekularyzmu bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile
            Chrystus musiał wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu
            Jego obecności, w jaką pustkę i złość serca tak często on wchodzi! Ileż razy
            sprawujemy go tylko my sami, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego
            słowo jest przekręcane i nadużywane! Jakże mało wiary jest w tylu teoriach,
            ileż pustosłowia! Ile brudu jest w Kościele i to właśnie wśród tych, którzy
            poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy
            i samouwielbienia! Jakże mało cenimy sakrament pojednania, w którym On
            oczekuje, by nas podnieść z naszych upadków! To wszystko jest obecne w Jego
            męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością
            największym bólem Zbawiciela, który przeszywa Mu serce. Nie pozostaje nam nic
            innego jak zwrócić się ku Niemu z całej głębi duszy wołając: Kyrie, eleison,
            Panie, ratuj! (Mt 8, 25)

            MODLITWA

            Panie, tak często Twój Kościół wydaje się nam tonącym okrętem, łodzią, która ze
            wszystkich stron nabiera wody. Także na Twoich łanach widzimy więcej kąkolu niż
            zboża. Przeraża nas brud szaty i oblicza Twego Kościoła. Ale to my sami go
            zbrukaliśmy! To właśnie my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich
            wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także
            w jego wnętrzu, Adam upada ciągle na nowo. Naszym upadkiem powalamy Cię na
            ziemię. A Szatan ze śmiechem szydzi, mając nadzieję, że nie dasz już rady
            podnieść się z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła,
            pozostaniesz na ziemi, pokonany. Ty jednak powstaniesz. Powstałeś,
            zmartwychwstałeś i możesz dźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół.
            Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.
          • 01.03.06, 14:36
            10. Jezus z szat obnażony
            Żołnierze zdarli szaty z Jezusa i dzielili je między siebie. Zabrali mu
            wszystko, co miał.
            ----------------------------------------

            Stacja X - Jezus z szat obnażony

            Mt 27, 33-36

            ROZWAŻANIE

            Jezus zostaje obnażony ze swych szat. Ubranie wskazuje na pozycję społeczną
            człowieka. Daje mu miejsce w społeczeństwie, czyni go kimś. Bycie publicznie
            obnażonym oznacza, że Jezus jest już nikim, jest nikim innym jak zepchniętym na
            margines, wzgardzonym przez wszystkich. Moment odarcia z szat przypomina nam
            także wygnanie z raju: boska wspaniałość zmarniała w człowieku, który teraz
            goły, wystawiony na widok publiczny, obnażony - wstydzi się. Jezus w ten sposób
            jeszcze raz przyjmuje na siebie sytuację upadłego człowieka. Jezus obnażony
            przypomina nam fakt, że wszyscy utraciliśmy "pierwotną szatę" boskiej
            wspaniałości. Pod krzyżem żołnierze rzucają los o ten nędzny majątek szaty.
            Ewangeliści opowiadają to cytatem z Psalmu 22, oddając słowa, które Jezus
            skieruje do uczniów z Emaus: wszystko dokonało się według Pisma. Tutaj nie ma
            miejsca na zwykły zbieg okoliczności. Wszystko, co się dzieje zawarte jest
            w Słowie Bożym i wsparte Boskim planem. Pan doświadcza wszystkich stadiów
            i stopni ludzkiego zatracenia, a każdy z tych stopni, w swej goryczy, jest
            krokiem ku odkupieniu. To właśnie w ten sposób przynosi on do domu zagubioną
            owieczkę. Pamiętajmy też, co mówi Jan o owym przedmiocie losów, którym była
            tunika Jezusa: "cała tkana od góry do dołu". Możemy uznać to za nawiązanie do
            szaty najwyższego kapłana, utkanej z jednej nici, bez szwów. Ten Ukrzyżowany
            jest bowiem prawdziwym Najwyższym Kapłanem.

            MODLITWA

            Panie Jezu, zostałeś obnażony ze swych szat, wystawiony na wyszydzenie, wygnany
            ze społeczności. Wziąłeś na siebie hańbę Adama uzdrawiając go. Wziąłeś na
            siebie cierpienia i potrzeby ubogich, tych, którzy są wygnańcami świata. Ale
            właśnie w ten sposób wypełniasz słowo proroków. Właśnie tak nadajesz znaczenie
            temu, co wydaje się pozbawione znaczenia. Właśnie w ten sposób pozwalasz nam
            uznać, że Twój Ojciec dzierży w dłoniach Ciebie, nas i świat. Daj nam do głębi
            uszanować człowieka we wszystkich fazach jego istnienia i we wszystkich
            sytuacjach, w których go spotykamy. Daj nam szatę światłości Twej łaski.
          • 01.03.06, 14:38
            Aby ciężar skazańca utrzymać na krzyżu, przebito mu długimi gwoździami ręce
            i nogi. Był to kolejny, jeszcze większy ból. Na krzyżu zamieszczono tabliczkę
            z napisem To jest Jezus, Król Żydowski. Wyrok został wykonany.
            Obok Jezusa na krzyżu umierali dwaj skazańcy.
            ----------------------------------------

            Stacja XI - Jezus przybity do krzyża

            Mt 27, 37-42

            ROZWAŻANIE

            Jezus zostaje przybity do krzyża. Całun Turyński pozwala nam mieć pewne
            wyobrażenie o niewiarygodnym okrucieństwie tej procedury. Jezus nie przyjmuje
            podawanego mu napoju odurzającego. Świadomie bierze na siebie cały ból
            krzyżowania. Całe Jego ciało jest umęczone; spełniły się słowa Psalmu: "Ja zaś
            jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu... Jak
            ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony... Lecz On się obarczył naszym
            cierpieniem, On dźwigał nasze boleści" (Iz 53, 3n). Zatrzymajmy się przed tym
            obrazem bólu, naprzeciw cierpiącego Syna Bożego. Patrzmy na Niego w chwilach
            pychy i rozkoszy, tak byśmy nauczyli się szanować ograniczenia i widzieć
            powierzchowność wszystkich rzeczy materialnych. Patrzmy na Niego w chwilach
            nieszczęść i trwogi, aby uznać, że właśnie dzięki temu jesteśmy blisko Boga.
            Starajmy się rozpoznać Jego oblicze w tych, którymi wolelibyśmy wzgardzić.
            Przed skazanym Panem, który nie chciał użyć swej władzy by zstąpić z krzyża,
            ale raczej zniósł cierpienie krzyża aż do końca, może rozbłysnąć jeszcze jedna
            myśl. Ignacy Antiocheński - sam uwięziony z powodu wiary w Pana - chwalił
            chrześcijan Smyrny za ich niezłomną wiarę: powiada, że byli jakby przygwożdżeni
            z ciałem i krwią do krzyża Pana Jezusa Chrystusa. Pozwólmy się przygwoździć do
            niego. Nie ulegając żadnej pokusie, która mogłaby nas oderwać, ani nie
            ustępując drwinom, które chciałyby do tego doprowadzić.

            MODLITWA

            Panie Jezus Chryste, pozwoliłeś się przybić do krzyża przyjmując straszliwe
            okrucieństwo tego bólu, zniszczenie Twego ciała i Twej godności. Pozwoliłeś się
            przybić. Cierpiałeś nie szukając ucieczek ani kompromisów. Pomóż nam nie
            uciekać od tego, do czego jesteśmy wezwani. Pomóż nam przywiązać się ściśle do
            Ciebie. Pozwól nam zdemaskować tę fałszywą wolność, która chce nas oddalić od
            Ciebie. Pomóż nam przyjąć Twą związaną wolność i szukać w ścisłej więzi z Tobą
            prawdziwej wolności.
          • 01.03.06, 14:40
            Wisząc na krzyżu Jezus dusi się. Nabierając oddechu podciąga się na przebitych
            gwoździami nogach. W końcu jest już zbyt wyczerpany, aby jeszcze raz wziąć
            oddech. Umiera. Na pół godziny nad światem zapada ciemność.
            ----------------------------------------

            Stacja XII - Jezus umiera na krzyżu

            J 19, 25-27; Mt 27, 45-50.54

            ROZWAŻANIE

            Nad krzyżem Jezusa napisano w dwóch językach ówczesnego świata, po grecku
            i łacinie oraz w języku narodu wybranego, po hebrajsku, kim jest: Król
            Żydowski, przyrzeczony Syn Dawida. Piłat, niesprawiedliwy sędzia, stał się
            niechcący prorokiem. Wobec światowej opinii publicznej zostaje ogłoszona
            królewskość Jezusa. Sam Jezus nie zaakceptował tytułu Mesjasza, gdyż
            przypisywano mu błędne, ludzkie rozumienie zbawienia i władzy. Ale teraz ten
            tytuł może widnieć nad krzyżem. On naprawdę jest królem świata. Teraz jest
            naprawdę "wywyższony," w swym uniżeniu wznosi się. Teraz w radykalny sposób
            spełnił nakaz miłości, złożył ofiarę z samego siebie. Właśnie tak stał się
            objawieniem samego Boga, Boga miłości. Teraz wiemy, kim jest Bóg. Teraz wiemy,
            na czym polega prawdziwa królewskość. Jezus modli się Psalmem 22, który
            rozpoczyna się od słów "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił"? Bierze na
            siebie całego cierpiącego Izraela, całą cierpiącą ludzkość, dramat nieobecności
            Boga. Sprawia, że Bóg objawia się właśnie tam, gdzie wydaje się być
            definitywnie pokonany i nieobecny. Krzyż Jezusa jest wydarzeniem o charakterze
            kosmicznym. Gdy Syn Boży umiera, świat spowijają ciemności. Ziemia drży, a pod
            krzyżem bierze początek Kościół złożony z pogan. Rzymski setnik uznaje,
            pojmuje, że Jezus jest Synem Bożym. Z krzyża triumfuje wciąż na nowo.

            MODLITWA

            Panie Jezus Chryste, w godzinie Twojej śmierci słońce się zaćmiło. Wciąż na
            nowo jesteś przybijany do krzyża. Właśnie w tej godzinie dziejów przeżywamy
            nieobecność Boga. Ze względu na niezmierne cierpienie i ludzką przewrotność
            oblicze Boże, Twoje oblicze, wydaje się zasłonięte, nierozpoznawalne. Ale
            właśnie na krzyżu dałeś się poznać. To dlatego, że jesteś tym, kto cierpi
            i kocha, jesteś wywyższony. Właśnie stamtąd zatriumfowałeś. Pomóż nam rozpoznać
            Twe oblicze w tej godzinie ciemności i zamętu. Pomóż nam uwierzyć w Ciebie
            i iść za Tobą właśnie w godzinie ciemności i braku. Ukaż się na nowo światu
            w tej godzinie. Spraw, by Twe zbawienie się objawiło.
          • 01.03.06, 14:46
            Aby mieć pewność, że Jezus już nie żyje, jeden z żołnierzy przebił jego bok.
            Skazańcom, którzy przeżyli do wieczora, łamali kości, aby zdążyć pochować
            wszystkie ciała przed Szabatem.
            ----------------------------------------

            Stacja XIII - Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce

            Mt 27, 54-55

            ROZWAŻANIE

            Jezus umarł.
            Jego serce zostaje przebite włócznią rzymskiego żołnierza i wypływają zeń krew
            i woda: tajemniczy obraz rzeki sakramentów Chrztu i Eucharystii, z których,
            w mocy przebitego Serca Pana, Kościół odradza się wciąż na nowo. Nie połamano
            Mu nóg jak pozostałym dwóm ukrzyżowanym; w ten sposób objawia się On jako
            prawdziwy Baranek Paschalny, którego żadna kość nie może być złamana.
            A teraz, gdy wszystko zostało wypełnione, widać, że On, pomimo niepokoju serc,
            mimo mocy nienawiści i podłości, nie pozostał sam. Są wierni. Pod krzyżem
            stali: Maryja, Jego Matka, siostra Matki Jego, Maria, Maria Magdalena
            i umiłowany uczeń. Teraz przybywa także człowiek bogaty, Józef z Arymatei:
            bogacz znajduje sposób jak przejść przez ucho igielne, ponieważ Bóg daje mu ku
            temu łaskę. Składa Jezusa w swoim grobie jeszcze nie używanym, w ogrodzie. Tam
            gdzie zostaje pogrzebany Jezus cmentarz przemienia się w ogród; ogród, z
            którego został wygnany Adam, gdy oderwał się od pełni życia, swego Stwórcy.
            Grób w ogrodzie mówi nam, że panowanie śmierci ma się ku końcowi. Przychodzi
            także członek Sanhedrynu, Nikodem, któremu Jezus ogłosił tajemnicę powtórnego
            narodzenia się z wody i z ducha. Także w Sanhedrynie, który skazał go na
            śmierć, jest ktoś, kto wierzy, kto zna i uznaje Jezusa po Jego śmierci. Ponad
            godziną wielkiej żałoby, ciemności i rozpaczy w tajemniczy sposób rozbłyska
            nadzieja. Bóg ukryty pozostaje jednak Bogiem żyjącym i bliskim. Umarły Pan
            nadal pozostaje Panem i naszym Zbawicielem, także w noc śmierci. Kościół Jezusa
            Chrystusa, Jego nowa rodzina, zaczyna się formować.

            MODLITWA

            Panie, zszedłeś w ciemności śmierci. Jednak dobre ręce przejmują Twe ciało
            i spowijają w czyste płótno (Mt 27, 59). Wiara nie całkiem umarła, słońce nie
            całkiem zaszło. Ileż razy wydaje się, że śpisz. Jakże łatwo my, ludzie,
            oddalamy się i mówimy do siebie "Bóg umarł". Spraw, abyśmy w godzinie ciemności
            uznali, że Ty jednak tam jesteś. Nie zostawiaj nas samych, gdy zaczynamy tracić
            ducha. Pomóż nam nie zostawiać Cię samego. Daj nam wierność, która oprze się
            zagubieniu. Daj miłość, która przyjmie Cię w chwili największej Twej potrzeby,
            na wzór Twojej Matki, co przyjęła Cię na nowo w swe łono. Pomóż nam, pomóż
            ubogim i bogatym, prostaczkom i uczonym, widzieć mimo lęków i uprzedzeń. Daj
            ofiarować Ci nasze możliwości, serca i czas, byśmy w ten sposób przygotowali
            ogród, w którym wzejdzie zmartwychwstanie.
          • 01.03.06, 14:49
            Ciało Jezusa zdjęto z krzyża i owinięto w czyste płótno. Zostało złożone do
            grobu w skale. Przed wejściem położono duży kamień. Następnego dnia, gdy
            przypomniano sobie o proroctwie zmartwychwstania, przed grobem stanęły straże.
            ----------------------------------------

            Stacja XIV - Jezus złożony do grobu

            Mt 27, 59-61

            ROZWAŻANIE

            Jezus zhańbiony i znieważony zostaje pogrzebany z należną czcią w nowym grobie.
            Nikodem przynosi sto funtów mieszaniny mirry i aloesu, by wydawała cenną woń.
            Teraz w ofierze Syna objawia się, podobnie jak przy namaszczeniu w Betanii,
            pewien bezmiar,który przypomina nam o hojnej miłości Boga, o jej przeobfitości.
            Bóg hojnie składa samego siebie w ofierze. Jeśli miarą Boga jest przeobfitość,
            to i my nie powinniśmy znać miary tego, co ofiarujemy Bogu. Sam Jezus uczył nas
            tego w Kazaniu na Górze (Mt 5, 20). Ale trzeba także przypomnieć słowa świętego
            Pawła na temat Boga, który "pozwala nam roznosić po wszystkich miejscach woń
            Jego poznania. Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością Chrystusa" (2 Kor 2, 14n).
            W zgniliźnie ideologii nasza wiara powinna być nową wonią, prowadzącą na
            ścieżki życia.

            W chwili złożenia do grobu zaczyna wypełniać się słowo Jezusa: "Zaprawdę,
            zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze,
            zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity" (J 12, 24).

            Jezus jest pszenicznym ziarnem, które obumiera. Z obumarłego ziarna pszenicy
            bierze początek wielkie rozmnożenie chleba, które trwa aż do skończenia świata.
            On jest chlebem życia, zdolnym w przeobfity sposób zaspokoić głód całej
            ludzkości i dać jej życiowy pokarm - przedwieczne Słowo Boga, które dla nas
            stało się ciałem i chlebem poprzez krzyż i zmartwychwstanie. Nad pogrzebem
            Jezusa jaśnieje tajemnica Eucharystii.

            MODLITWA

            Panie Jezu Chryste, w złożeniu do grobu swą śmierć uczyniłeś pszenicznym
            ziarnem. Stałeś się obumarłym ziarnem pszenicy, które wydaje owoc z biegiem
            czasu, aż po wieczność. Od grobu po wszystkie czasy jaśnieje obietnica ziarna
            pszenicy. Opada niczym prawdziwa manna, chleb życia, w którym nam dajesz samego
            siebie. Przedwieczne Słowo, poprzez Wcielenie i Śmierć, stało się słowem
            bliskim. Dajesz się naszym dłoniom i sercom, aby Twe słowo wzrastało w nas
            i przynosiło owoc. Dajesz siebie przez obumieranie ziarna pszenicy, abyśmy
            także my nie bali się stracić życia, by je odnaleźć; abyśmy także my zaufali
            obietnicy pszenicznego ziarna. Pomóż nam coraz bardziej miłować twą
            eucharystyczną tajemnicę i czcić ją - żyć naprawdę Tobą, Chlebie z Nieba. Pomóż
            nam stawać się Twą wonią, aby w tym świecie wyczuwało się ślady Twego życia.
            Jak ziarno pszeniczne wschodzi z ziemi w postaci łodygi i kłosa, tak również Ty
            nie mogłeś pozostać w grobie: grób jest pusty, ponieważ On, Ojciec,
            nie "pozostawił Cię w Otchłani, ani Twe ciało nie uległo rozkładowi (Dz 2, 31;
            Ps 16,10 LXX). Nie, Ty nie doświadczyłeś rozkładu. Zmartwychwstałeś czyniąc
            miejsce dla ciała przemienionego w Sercu Boga. Dozwól nam radować się tą
            nadzieją i nieść ją radośnie w świat. Uczyń nas świadkami Twego
            zmartwychwstania.

            ------
            KAI (jp, tc, ak, RV //mr)
      • 01.03.06, 18:08
        "Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma
        już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla
        Boga" (Rz 6, 9-10). "A szło za Nim mnóstwo ludu, kobiet, które zawodziły i
        płakały nad Nim.

        Jezus zaś zwrócił sil do nich i rzekł: Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade
        Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi" (Łk 23, 27-28).

        Dlaczego więc rozważamy Męki Pańską?

        Ponieważ jesteśmy współwinni cierpień Chrystusa. On przecież cierpiał również
        za nas i z powodu nas, poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali
        postępować źle i czynili dobrze (por. 1 P 2,12-24).

        Chrystus uwielbiony nie cierpi, a jednak powiedział do Szawła (Pawła):
        "dlaczego mnie prześladujesz?" I powie na sądzie ostatecznym: "Byłem głodny,
        spragniony, nagi, chory, w więzieniu... Wszystko, co uczyniliście jednemu z
        tych braci moich, Mnieście uczynili... Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu
        z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili" (Mt 25, 35-45). Chrystus
        cierpi dalej w ludziach głodnych, chorych, prześladowanych i krzywdzonych -
        przez nas.

        Zadajmy więc sobie podstawowe pytanie: czy Chrystus cierpi obecnie w jakimś
        człowieku z powodu nas?
        • 01.03.06, 18:16
          I. Jezus na śmierć skazany.

          "Weźcie Go i sami ukrzyżujcie: Ja bowiem nie znajduję w Nim winy",
          a jednak "wydał Go im, aby Go ukrzyżowano" (por. J 19, 6 i 16).
          Niewinnego wydał na śmierć.

          I my czynimy tak samo, gdy wydajemy niesprawiedliwy sąd o bliźnim. A sąd ludzki
          jest zawsze niesprawiedliwy, bo człowiek nie wie wszystkiego o swoim bliźnim.
          Czasem fałszujemy umyślnie opinię o drugim człowieku, bo jesteśmy złośliwi. Nie
          wystarczy więc spowiadać się z kłamstw, oszczerstw, obmów i plotek. Trzeba
          krzywdy naprawić.

          II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.

          Piłat wydał im Jezusa, aby Go ukrzyżowano. Zabrali zatem Jezusa. A Jezus
          dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku
          nazywa się Golgota (por. J 19, 17). "Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia
          i kładą je ludziom na ramiona (por. Mt 23, 4).

          Gdy jestem ciężarem dla otoczenia, jestem nieznośnym, przykrym, uciążliwym dla
          najbliższych, dla współpracowników - z powodu mnie oni cierpią. Jestem dla nich
          krzyżem.

          III. Jezus upada pod krzyżem.

          Pierwszy upadek. Może droga była nierówna, może potknął sil o kamień, a może
          ktoś po prostu Go popchnął.

          Ile razy spowodowałem nieszczęście bliźniego, wypadek w wyniku brakoróbstwa,
          upadek z powodu złego przykładu, zgorszenia. Myślę, że mogę się z tego
          wyspowiadać i to wszystko. A skutki? One przecież zostaną i dalej moje konto
          obarczają. Pomóż mi Panie, naprawić zło wynikłe z moich lekkomyślności.

          IV. Jezus spotyka swoją Matkę.

          Spotkanie z Matką. Ona boleje nad męką Syna, niewinnie cierpiącego.

          Ile matek boleje, bo dzieci ich spotkało nieszczęście z mego powodu, z mojego
          braku obowiązkowości, z mojej bezmyślności. Ile matek boleje z powodu krzywdy,
          wyrządzonej im przez dzieci.

          V. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi.

          "I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufa, który wracał
          z pola i właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego" (Mk 15, 21). "Człowiek
          pewien wpadł w ręce zbójców, ci zostawiwszy go na pół umarłego, odeszli.
          Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął, Tak samo
          lewita; zobaczył go I minął". (por. Łk 10, 30-32).

          Ile razy postępowałem tak samo: zobaczyłem, wzruszyłem ramionami i poszedłem
          dalej. A przecież Pan powiedział: "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z
          tych najmniejszych, tegoście i mnie nie uczynili" (Mt 25, 35).

          VI. Weronika ociera twarz Jezusowi.

          Weronika, nie lamentuje jak inne kobiety, ale pomaga. Jest odważna, bo kocha.

          Nie pomagam, bo jestem tchórzem. Jestem tchórzem, bo nie kocham. I przy tym
          myślę może, że jestem pobożny. Lamentuję, że czasy, ludzie, młodzież jest
          niedobra, ale nic nie czynię, aby sytuacja się poprawiła. Taka pobożność jest
          pusta.

          VII. Jezus upada po raz drugi pod krzyżem.

          Jezus znowu upada pod krzyżem. Śmieją się z niego zamiast pośpieszyć z pomocą.

          Ile razy cieszyłem się z upadku, niepowodzenia, nieszczęścia, choroby drugiego
          człowieka. Ukrywałem swoją złośliwość pod pobożnym płaszczykiem mówiąc może, że
          bliźniego spotkała "kara Boska".
          Panie, udziel nam daru wrażliwości, abyśmy zauważali każdą nędzę ludzką i
          skutecznie starali się jej zaradzić.

          VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty.

          "A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim...
          Płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi" (Łk 23, 27-28).

          Lament bez niesienia pomocy pogarsza nieraz sytuacji cierpiącego. Aby przyjść
          bliźniemu z pomocą, trzeba stawić się w jego sytuację. Nawet samo uważne
          wysłuchanie skargi cierpiącego może stać się dla niego leczniczym balsamem.
          Spraw, Panie, abyśmy byli wszystkim dla wszystkich przez zatroskam miłość
          o drugiego człowieka.

          IX. Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.

          Trzeci upadek. To chyba już koniec. Po boleściach biczowania i cierniem
          koronowania trud wznoszącej się w górę drogi. "Dalej" - krzyczą oprawcy, bijąc
          i kopiąc swoją ofiarę.

          Bić leżącego, dobić tego, który upadł; odebrać nadzieje człowiekowi na jego
          powrót do normalnego życia, to tyle prawie, co go przekreślić. Zabić bowiem
          nadzieję, to zabić człowieka.

          X. Jezus z szat obnażony.

          "Rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy" (Mt 27,35).

          Przyszli sąsiedzi okradli chorego, przyszli koledzy i ograbili słabego,
          przyszły dzieci i zabrały staremu ojcu resztę jego mienia. "Byłem nagi, a nie
          przyodzialiście mnie" (Mt 25, 43).
          Przez Twoje na krzyżu ogołocenie naucz nas, Chryste, właściwej postawy wobec
          dóbr doczesnych oraz zrozumienia, na czym polega ubóstwo w duchu.

          XI. Jezus przybity do krzyża.

          "I ukrzyżowali Go" (Mk 15, 24).

          Już nie będzie chodził, nauczał, uzdrawiał, błogosławił dzieci. Już nie będzie
          nam dokuczał swoją prawdą i miłością. Wyrzuciliśmy Go z miasta na wzgórze
          straceń. Nie ma Go już w naszym mieszkaniu ani w sercach, ani w modlitwie,
          książce; nawet obrazu lub krzyża już nie posiadamy. Pozbyliśmy się Jego.
          Wystarczy, jeśli jest w kościele. Tam od czasu do czasu pójdziemy; dla
          formalności, dla zwyczaju.

          Nie dopuść, Panie, byśmy przedłużali ból Twego krzyżowania pozbywając się
          dziecka, człowieka chorego, starego, niewygodnego.

          XII. Jezus umiera na krzyżu.

          "A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha" (Mt 27, 50).

          Nareszcie pozbyli się Go. Tymczasem zabili dawcę życia, źródło błogosławieństwa.
          Nie pozwól, Panie, aby w naszym życiu powtórzyła się tragedia ludzi z Kalwarii
          przez wyrzucenie Boga z naszego życia.

          XIII. Zdjęcie z krzyża.

          Józef z Arymatei, uczeń Jezusa, i Nikodem zabrali ciało Jezusa i obwiązali
          je w płótno razem z mieszaniną mirry i aloesu (por. J 19, 38-40).

          Oto ci, którzy pomagają w nieszczęściu. W takich bowiem sytuacjach nie
          wystarczy współczucie, trzeba pomóc w załatwieniu licznych, koniecznych
          formalności związanych z pogrzebem.
          Spraw, Panie, byśmy chętnie służyli Tobie w potrzebującym pomocy człowieku.

          XIV. Jezus złożony do grobu.

          "Józef z Arymatei zabrał ciało i złożył w swoim nowym grobie wykutym w skale"
          (Mt 27, 60).

          Troska o pogrzeb, o grób, o groby opuszczone, mogiły poległych, to przejaw
          subtelnej miłości. Ożywiony tym uczuciem chrześcijanin pamięta o zmarłych
          w modlitwach, w czasie Mszy, w rocznicę urodzin, imienin, śmierci. Kto kocha,
          pamięta i pomaga. Miłość wierna, silniejsza jest od śmierci.

          Módlmy się za naszych zmarłych.
          Módlmy się za nas samych i naszych bliźnich

          O Jezu, połóż mękę, krzyż i śmierć Twoją pomiędzy sądem Twoim a duszą moją
          teraz i w godzinę śmierci mojej. Racz dać żywym i umarłym ochłody
          i przebaczenie. Kościół Twój obdarz pokojem i zgodą, nas grzeszników życiem
          i chwałą wieczną; który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha
          Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.
    • 01.03.06, 15:06
      Pozdrawiam cię Gościu, który tu trafiasz i polecam się także twojej modlitwie.
      "Nic, absolutnie nic, nie jest w stanie nas odłaczyć od miłości Chrystusa"

      Wprowadzenie

      Gorzkie żale są popularnym zbiorem pieśni o męce Pańskiej śpiewanych we
      wszystkich kościołach w Polsce podczas Wielkiego Postu w ramach nabożeństwa
      pasyjnego, w miejsce nieszporów.
      Nabożeństwo zostało połączone z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, kazaniem
      pasyjnym i śpiewem suplikacji (Święty Boże).
      Pieśni powstałe w nurcie dawnych misteriów, czyli przedstawień męki Pańskiej,
      które w średniowieczu urządzano w kościołach.
      Autor Gorzkich żali jest nieznany.
      Po raz pierwszy ogłosił je drukiem ks. Wawrzyniec Benik, opiekun Bractwa Św.
      Rocha przy kościele Św. Krzyża w Warszawie, w r. 1707 pt. Snopek Myrry.
      Mirra to pachnąca żywica w proszku, jeden z darów, jaki trzej królowie złożyli
      Bożemu Dzieciątku.

      Dar mirry był zapowiedzią męki i śmierci zbawczej Chrystusa.

      Nazwa Gorzkie żale pochodzi od pierwszych wyrazów pieśni: „Gorzkie żale
      przybywajcie, serca nasze przenikajcie”.

      Konstrukcja modlitwy:

      Część pierwsza

      - Pobudka
      - Intencja
      - Hymn
      - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
      - Rozmowa duszy z Matką Bolesną

      Część druga

      - Pobudka
      - Intencja
      - Hymn
      - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
      - Rozmowa duszy z Matką Bolesną

      Część trzecia

      - Pobudka
      - Intencja
      - Hymn
      - Lament duszy nad cierpiącym Jezusem
      - Rozmowa duszy z Matką Bolesną
      • 01.03.06, 15:09
        POBUDKA

        Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
        Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
        Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
        Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
        Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
        Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
        Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
        Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
        Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
        Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

        INTENCJA

        Przy pomocy laski Bożej przystępujemy do rozważania Męki Pana naszego Jezusa
        Chrystusa. Ofiarować je będziemy Ojcu Niebieskiemu na cześć i chwałę Jego
        Boskiego majestatu, pokornie Mu dziękując za wielką i niepojętą miłość ku
        rodzajowi ludzkiemu, iż raczył zesłać Syna swego, aby za nas wycierpiał okrutne
        męki i śmierć podjął krzyżową. To rozmyślanie ofiarujemy również ku czci
        Najświętszej Maryi Panny, Matki Bolesnej oraz ku uczczeniu Świętych Pańskich,
        którzy wyróżniali się nabożeństwem ku Męce Chrystusowej. W pierwszej części
        będziemy rozważali, co Pan Jezus wycierpiał od modlitwy w Ogrójcu aż do
        niesłusznego przed sądem oskarżenia. Te zniewagi i zelżywości temuż Panu za nas
        bolejącemu ofiarujemy: za Kościół święty katolicki, za najwyższego Pasterza
        z całym duchowieństwem.

        HYMN

        Żal duszę ściska, serce boleść czuje, gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje.
        Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje, me serce mdleje.
        Pana świętości uczeń zły całuje, żołnierz okrutny powrózmi krępuje.
        Jezu tym więzom dla nas się poddaje, na śmierć wydaje.
        Bije, popycha tłum nieposkromiony, nielitościwie z tej i owej strony.
        Za włosy targa; znosi w cierpliwości, Król z wysokości.
        Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta, gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta.
        Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie, serca kochanie.
        Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało,
        Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.

        LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

        Jezu, na zabicie okrutne, cichy Baranku, od wrogów szukany, Jezu mój kochany!
        Jezu, za trzydzieści srebrników, od niewdzięcznego ucznia zaprzedany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, w ciężkim smutku żałością, jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany, Jezu
        mój kochany!
        Jezu, na modlitwie w Ogrójcu, strumieniem potu krwawego zalany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, całowaniem zdradliwym, od niegodnego Judasza wydany, Jezu mój kochany!
        Jezu, powrozami grubymi, od swawolnego żołdactwa związany, Jezu mój kochany!
        Jezu, od pospólstwa zelżywie, przed Annaszowym sądem znieważany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, przez ulice sromotnie, przed sąd Kajfasza za włosy targany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, od Malchusa srogiego, ręką zbrodniczą wypoliczkowany, Jezu mój kochany!
        Jezu, od fałszywych dwóch świadków, za zwodziciela niesłusznie podany, Jezu mój
        kochany!
        Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony! Dla nas zelżony i pohańbiony!
        Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

        ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

        Ach, ja Matka tak żałosna, boleść mnie ściska nieznośna, miecz me serce
        przenika.
        Czemuś, Matko ukochana, ciężko na sercu stroskana? Czemu wszystka truchlejesz?
        Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości, mówić nie mogę z żałości, Krew mi serce
        zalewa.
        Powiedz mi, o Panno moja, czemu blednieje twarz Twoja? Czemu gorzkie łzy lejesz?
        Widzę, że Syn ukochany, w Ogrójcu cały zalany, potu krwawym potokiem.
        O Matko! źródło miłości, niech czuję gwałt Twej żałości, dozwól mi z sobą
        płakać!
      • 01.03.06, 15:11
        POBUDKA

        Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
        Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
        Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
        Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
        Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
        Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
        Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
        Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
        Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
        Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

        INTENCJA

        W drugiej części rozmyślania Męki Pańskiej będziemy rozważać, co Pan Jezus
        wycierpiał od niesłusznego przed sądem oskarżenia aż do okrutnego cierniem
        ukoronowania. Te zaś rany, zniewagi i zelżywości temuż Jezusowi cierpiącemu
        wyrządzone ofiarujemy, prosząc Go o pomyślność dla Ojczyzny naszej, o pokój
        i zgodę dla wszystkich narodów, a dla siebie o odpuszczenie grzechów, oddalenie
        klęsk i nieszczęść doczesnych, a szczególnie zarazy, głodu, ognia i wojny.

        HYMN

        Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje, jako dla ciebie sobie nie folguje.
        Przecież Go bardziej niż katowska dręczy, złość twoja męczy.
        Stoi przed sędzią Pan wszego stworzenia, cichy Baranek, z wielkiego wzgardzenia.
        Dla białej szaty, którą jest odziany, głupim nazwany.
        Za moje złości grzbiet srodze biczują, pójdźmy grzesznicy, oto nam gotują.
        Ze krwi Jezusa dla serca ochłody, zdrój żywej wody.
        Pycha światowa niechaj, co chce, wróży, co na swe skronie wije wieniec z róży.
        W szkarłat na pośmiech, cierniem król zraniony, jest ozdobiony.
        Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało.
        Żal mi, ach żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.

        LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

        Jezu, od pospólstwa niewinnie, jako łotr godzien śmierci obwołany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, od złośliwych morderców, po ślicznej twarzy tak sprośnie zeplwany, Jezu
        mój kochany!
        Jezu, pod przysięgą od Piotra, po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany, Jezu
        mój kochany!
        Jezu, od okrutnych oprawców, na sąd Piłata jak zbójca szarpany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, od Heroda i dworzan, królu niebieski, zelżywie wyśmiany, Jezu mój kochany!
        Jezu, w białą szatę szydersko, na większy pośmiech i hańbę ubrany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, u kamiennego słupa, niemiłosiernie biczmi wysmagany, Jezu mój kochany!
        Jezu, przez szyderstwo okrutne, cierniowym wieńcem ukoronowany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, od żołnierzy niegodnie, na pośmiewisko purpurą odziany, Jezu mój kochany!
        Jezu, trzciną po głowie bity, Królu boleści, przez lud. wyszydzany, Jezu mój
        kochany!
        Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony! Dla nas zelżony, wszystek skrwawiony!
        Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

        ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

        Ach, widzę Syna mojego, przy słupie obnażonego, rózgami zsieczonego!
        Święta Panno, uproś dla mnie, bym ran Syna Twego znamię, miał na sercu wyryte.
        Ach, widzę jako niezmiernie, ostre głowę rani ciernie, dusza moja ustaje.
        O Maryjo, Syna swego, ostrym cierniem zranionego, podzielże ze mną mękę!
        Obym ja, Matka strapiona, mogła na swoje ramiona, złożyć krzyż Twój, Synu mój!
        Proszę, o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna, zawsze w sercu swym noszę!
      • 01.03.06, 15:13
        POBUDKA

        Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.
        Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice.
        Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
        Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
        Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
        Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
        Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
        Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
        Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
        Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

        INTENCJA

        W tej ostatniej części będziemy rozważali, co Pan Jezus cierpiał od chwili
        ukoronowania aż do ciężkiego skonania na krzyżu. Te bluźnierstwa, zelżywości
        i zniewagi, jakie Mu wyrządzono, ofiarujemy za grzeszników zatwardziałych, aby
        Zbawiciel pobudził ich serca zbłąkane do pokuty i prawdziwej życia poprawy,
        oraz za dusze w czyśćcu cierpiące, aby im litościwy Jezus Krwią swoją świętą
        ogień zagasił; prośmy nadto, by i nam wyjednał na godzinę śmierci skruchę za
        grzechy i szczęśliwe w łasce Bożej wytrwanie.

        HYMN

        Duszo oziębła, czemu nie gorejesz? Serce me, czemu całe nie truchlejesz?
        Toczy twój Jezus z ognistej miłości, krew w obfitości.
        Ogień miłości, gdy Go tak rozpala, sromotne drzewo na ramiona zwala.
        Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka, jęczy i stęka.
        Okrutnym katom posłusznym się staje, ręce i nogi przebić sobie daje.
        Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi, nasz Zbawca drogi.
        O, słodkie drzewo, puśćże nam już Ciało, aby na tobie dłużej nie wisiało!
        My je uczciwie w grobie położymy, płacz uczynimy.
        Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało.
        Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości.
        Niech Ci mój Jezu, cześć będzie w wieczności, za Twe obelgi, męki, zelżywości.
        Któreś ochotnie. Syn Boga Jedyny, cierpiał bez winy!

        LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

        Jezu, od pospólstwa niezbożnie, jako złoczyńca z łotry porównany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, od Piłata niesłusznie, na śmierć krzyżową od ludzi skazany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, srogim krzyża ciężarem, na Kalwaryjskiej drodze zmordowany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, do sromotnego drzewa, przytępionymi gwoźdźmi przykowany, Jezu mój kochany!
        Jezu, jawnie pośród dwu łotrów, na drzewie hańby ukrzyżowany, Jezu mój kochany!
        Jezu, od stojących wokoło, i przechodzących szyderczo wyśmiany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, bluźnierstwami od złego, współwiszącego łotra wyszydzany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, gorzką żółcią i octem, w wielkim pragnieniu swoim napawany, Jezu mój
        kochany!
        Jezu, w swej miłości niezmiernej, jeszcze po śmierci włócznią przeorany, Jezu
        mój kochany!
        Jezu, od Józefa uczciwie, i Nikodema w grobie pochowany, Jezu mój kochany!
        Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Dla nas zmęczony i krwią zbroczony.
        Bądź uwielbiony, bądź wysławiony! Boże nieskończony!

        ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

        Ach, ja Matka boleściwa, pod krzyżem stoję smutliwa, serce żałość przejmuje.
        O Matko, niechaj prawdziwie, patrząc na krzyż żałośliwie, płaczę z Tobą
        rzewliwie!
        Jużci, już, moje Kochanie, gotuje się na skonanie, toć i ja z Nim umieram!
        Pragnę, Matko, zostać z Tobą, dzielić się Twoją żałobą, śmiercią Syna Twojego.
        Zamknął słodką Jezus mowę, już ku ziemi skłania głowę, żegna już Matkę swoją!
        O Maryjo, Ciebie proszę, niech Jezusa rany noszę, i serdecznie rozważam.
        Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
        Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
        Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
    • 01.03.06, 15:43
      Godzinki - typowo polska modlitwa Kościoła katolickiego.
      Biorą w niej udział prowadzący (najczęściej ksiądz), oraz wierni.

      Do najpopularniejszych należą:

      Godzinki o Męce Pana Jezusa.
      Godzinki o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.
      Godzinki o Miłosiernym Zbawicielu.
      Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.
      Godzinki o św. Michale Archaniele.
      ---
      pl.wikipedia.org/wiki/Godzinki
      • 01.03.06, 17:09
        N A J U T R Z N I Ę
        N A P R Y M Ę
        N A T E R C J Ę
        N A S E K S T Ę
        N A N O N Ę
        N A N I E S Z P O R Y
        N A K O M P L E T Ę
        O F I A R O W A N I E G O D Z I N E K
        ---
        tekst i melodia wg tradycji klasztoru OO.Bernardynów w Leżajsku
        www.bernardyni.ofm.pl/post/godzinki.htm
        • 01.03.06, 17:11
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu w Ogrojcu w modłach krwią spocony,
          W wielkim smutku pociechą Anioła wzmocniony.

          Wydanego przez zdrajcę ucznie odstępują,
          Powrozami żydowie, jak zbójcę krępują.

          W dom Annasza zawiedzion - tam w twarz uderzony,
          I przed Radą żydowską na sąd postawiony.

          Piotr się trzykroć zapiera, że nie zna takiego,
          Gdy wrogowie skazują na śmierć Mistrza jego.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa.
          O. Teraz i na wieki wieków, Amen.
          W. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze,
          O. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

          Módlmy się:
          Jezu najdobrotliwszy! Któryś dla odkupienia świata i zbawienia grzeszników
          podjął mękę i śmierć haniebną, + nie dopuść, błagamy, * aby Krew i rany Twoje
          miały być na potępienie nędznym duszom naszym, dla wielkości grzechów naszych,
          + ale z nieskończonych zasług Twoich, najmiłosierniejszy Panie i Boże, racz nam
          darować choć jedną kropelkę Najdroższej Krwi Twojej, by dusze nasze zbawione
          były. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków.
          Amen.

          W. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze,
          O. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
          W. Błogosławmy Panu,
          O. Bogu chwała.
          W. A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju
          wiecznym,
          O. Amen.
        • 01.03.06, 17:13
          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.
          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.
          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu cierpliwy, rano prowadzony,
          Przed starostą Piłatem, jak zbrodniarz stawiony.

          Piłat winy w Jezusie żadnej nie znajduje,
          I do króla Heroda wieść Go rozkazuje.

          Herod cudów ciekawy pyta Pana hardo,
          Rozgniewany milczeniem odrzuca z pogardą.

          W białą szatę na pośmiech przyobleczonego,
          Piłatowi odsyła Baranka cichego.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:15
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          N A T E R C J Ę

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu niewinny, w ręce katom dany,
          Przywiązany do słupa i tam biczowany.

          Krwawe strugi pływają, gdy grzbiet sieką kaci,
          Tak za ludzką rozwiązłość Bóg Syn Ojcu płaci.

          W płaszcz Go stroją szkarłatny, cierniem wieńczą głowę,
          Berłem - trzcina, pień - tronem, już wszystko gotowe.

          Teraz biją pokłony, w twarz najświętszą plwają,
          "Witaj Królu żydowski" - tak drwiąc, pozdrawiają.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:17
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          N A S E K S T Ę

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu przed sądem znowu postawiony,
          Z Barabaszem zrównany, jak zbójca sądzony.

          Słyszy Piłat wrzask tłuszczy: "strać, ukrzyżuj Tego",
          Ręce myjąc skazuje na śmierć Niewinnego.

          Dźwiga Jezus z wysiłkiem ciężar krzyża srogi
          Choć Mu Szymon pomaga, upada wśród drogi.

          Od żołdaków i tłumu lżony, katowany,
          Na Golgotę wleczony, tam z szat obdzierany.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:19
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          N A N O N Ę

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu posłuszny, żółcią napawany,
          Na krzyż gwoźdźmi przykuty, wśród łotrów wieszany.

          Święte ręce i nogi srogie ostrza bodły,
          Pan do Ojca za katy zanosi swe modły.

          Raj łotrowi przyrzeka - taka w nim poprawa.
          W Janie całej ludzkości Swą Matkę oddawa.

          Woła: "Boże" i "pragnę", w końcu "wypełnione",
          Ducha Ojcu oddaje - męczarnie skończone.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:20
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          N A N I E S Z P O R Y

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu wiszący po swym świętym skonie,
          Jeszcze Serce nam dajesz na swym krzyża tronie.

          Do ostatniej kropelki krew Zbawcy wylana,
          Całopalna ofiara za świat dokonana.

          Józef wraz z Nikodemem Ciało z czcią spuszczają,
          Matce Najboleśniejszej wśród łez oddawają.

          Jej zaś Serce przenika bólu miecz na nowo,
          Męczenników pod krzyżem zostaje Królową.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:21
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          N A K O M P L E T Ę

          Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
          I wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.

          Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu
          Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.

          Jak była przed wiekami, tak i teraz wszędzie,
          Niech Bóg w Trójcy Jedyny zawsze chwalon będzie.

          HYMN

          Witaj Jezu w pogrzebie rzewnie opłakany,
          W nowym grobie od wiernych Swych sług pochowany.

          Złość żydowska, rzecz dziwna, teraz trwogę czuje,
          By Zbawiciel nie powstał, grób Mu pieczętuje.

          Lecz i tu się spełniają Boskie tajemnice,
          Wstaje z grobu Bóg-człowiek, wszak dał obietnicę.

          Niech twe Jezu chwalebne z grobu zmartwychwstanie,
          Naszej chwały po śmierci zadatkiem się stanie.

          W. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa,
          O. Teraz i na wieki wieków. Amen.
        • 01.03.06, 17:23
          Zacznijcie wargi nasze chwalić Pańskie rany,
          Pomnij duszo, jak Jezus był ukatowany.

          O F I A R O W A N I E G O D Z I N E K

          Przyjm o Jezu z pokłonem tych godzinek pienia,
          Na cześć męki okrutnej dla świata zbawienia.

          Przez Twe srogie katusze i przez ciężkie rany,
          Racz nam winy odpuścić, nasz Zbawco kochany.

          Daj abyśmy Cię całym sercem miłowali,
          I w tym życiu zasłużyć na Niebo zdołali.

          W. Zbawicielu Najdroższy, za nas umęczony,
          O. Bądź teraz i zawsze od nas pochwalony.

          Módlmy się:
          Jezu Chryste, Panie nasz, Baranku Boży, niewinna za grzech nasze ofiaro, który
          przez nieograniczoną ku ludziom miłość, poniosłeś mękę okrutną i haniebną
          śmierć na krzyżu; + Jezu Najsłodszy, którego Ciało święte ze czcią pogrzebane,
          do trzeciego dnia w grobie spoczywało, * racz sprawić łaską Twoją, abyśmy dla
          świata obumarłszy, Tobie jednemu zawsze się poświęcili i Twego przykazania
          z gorliwością strzegli. + Który żyjesz i królujesz w Trójcy Przenajświętszej
          Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

          ---
          www.bernardyni.ofm.pl/post/godzinki.htm
    • 26.02.07, 08:02
      wielkopostna.

      Nie wiem jak Wy, ale ja...nie mogę sie połapać z czasem.
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 26.02.07, 11:59
        mi tez ,jakby czas miedzy palcami umykal....
        --
        Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
        nie gaś nigdy światła nadziei
        (Bob Dylan)
    • 30.03.07, 22:46
      przygotowywujecie palmy na tą niedziele?
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 31.03.07, 07:37
        www.skrzacik.now.pl/palmowa.html
        --
        prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
        - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
        • 31.03.07, 08:51
          o!,szkoda,ze tu tego nie widac,lubilam te swieta w kraju,
          a idac do kosciola widzialo sie ludzikow z roznymi "wyadniami" palemek,
          pozniej widzialo sie je w domach w roznych miejscach,gdzie wierzenia mowily,ze
          palemka chroni dom od nieszczec.
          --
          Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
          nie gaś nigdy światła nadziei
          (Bob Dylan)
    • 21.02.08, 23:24
      a ja dopiero dzisiaj dźwigam go w szufladzie do góry.
      Stydno miiiiiiii, że tak mnie tu dawniuśko nie było, ale...SłOWO - winną temu w
      żadnym razie nie była moja fanaberia
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
    • 07.03.08, 08:30
      może pogaduszymy o tym, czym różni się nasza codzienność w Wielkim Poście od
      czasu poza Wielkim Postem?
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 07.03.08, 11:16
        hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...
        moze jakbym dalej mieszkala w kraju widzialbym roznice,
        tu dzien do dnia podobny,
        udaje mi sie najczesciej,jakos instynktownie zajadac rybkowe dnaia
        lub bez miesne w glowne dni postowe.
        --
        Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
        nie gaś nigdy światła nadziei
        (Bob Dylan)
        • 08.03.08, 23:43
          przepraszam za wypytywanie ale...po prostu ...ciekawa jestem jak święta
          Wielkanocne - łącznie z czasem oczekiwania na nie - TAM wyglądają.
          Czy w jakikolwiek sposób np. wyróżnia się w ciągu roku jakąś odmiennością Wielki
          Tydzień, czy celebrowana jest np....Niedziela Palnowa, czy uczesniczycie w
          ...uroczystości poświęcania potraw
          w Wielką Sobotę i czy np. Wielka Niedziela różni się czymś od innych niedziel w
          roku czy jest jak inne.

          Podejrzewam, że poza Polską nie są znane ani celebrowane np. ogniska
          Wielkanocne, ani psoty młodzieży, które tu charakteryzują noc
          z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny zwłaszcza, że
          i w Polsce mają miejsce w coraz bardziej ograniczonym zakresie.

          Niestety...także współczesne psoty...nie dorastają do pięt fantazją i kulturą i
          bogactwem rozmaitych przygotowań tym, które niegdyś bywały tego okresu
          przyrodzonym znakiem.

          Ot...znak czasu - wszechobecne lenistwo sprawia, że młodzieży się NIE CHCE nie
          tylko czegokolwiek własnoręcznie zrobić, ale nawet zdaje się, że ...myślenie ich
          boli.
          Znacznie łatwiej narzekać na nuuuudę i wskazywać poza sobą za tą nuuudę winnych.

          Niestety - nie dopuszczają do siebie oczywistej oczywistości, że...tylko nudni
          się nudzą i tkwią w mniemaniu że sami z siebie są bezcenną osobliwością
          wszechświata sad
          • 09.03.08, 17:22
            No i dodam do lenistwa-nieznajomość tradycji. Ja wyjechałam ze swoich rodzinnych
            stron jako osoba dorosła, moje dzieci urodziły się wśród braku tradycji
            lokalnych-kto miał im stare przekazać-brakowało "naturalnego łacznika"-pokolenia
            starszych kolegów. Tam skąd pochodze do dzis te tradycje choć w namiastce istnieja.
            • 09.03.08, 17:55
              W Niemczech (przynajmniej w tym rejonie gdzie jestem,w Westfalii)
              nie ma tradycji swiecenia potraw.Sa wprawdzie tzw."polskie" koscioly
              gdzie mozna przyniesc potrawy do poswiecenia.Nie wiem jak to wyglada
              na Bayerach gdzie wiekszosc jest katolikow.Moze tam istnieje taka
              tradycja.Tu ciezko znalezc kosciol gdzie msza niedzielna zaczyna sie
              przed 10 rano....A ja jakos lubie niedziele zaczynac msza o godzinie
              6-tej w moim kosciolku w moim miejscu na ziemi.No ale najpierw musze
              tam pojechac.To niestety 1300km.
            • 09.03.08, 18:39
              megxx napisała:

              > No i dodam do lenistwa-nieznajomość tradycji. Ja wyjechałam ze
              > swoich rodzinnych stron jako osoba dorosła, moje dzieci urodziły
              > się wśród braku tradycji lokalnych-kto miał im stare przekazać
              > -brakowało "naturalnego łacznika"-pokolenia starszych kolegów.
              > Tam skąd pochodzę do dzis te tradycje choć w namiastce istnieją.

              No i bardzo dobrze, że istnieją choć w namiastce.

              Ja Ci coś opowiem...pamiętam jak przy różnych okazjach spotykała się duża
              rodzina i dzieciaki mogły słuchać opowieści o tym jak to niegdyś bywało, jak np.
              spędzali jako dzieci czas adwentowy czy wielkopostny nasi dziadkowie, ale także
              i rodzice nasi swoje wspomnienia nam - dzieckom - przekazywali.
              RAZEM dziadkowie, rodzice, a nawet sąsiedzi jak zaszli w taki czas do domu to
              nie tylko opowiadali swoje wspomnienia ale tez pokazywali nam jak się np.
              pisanki robi, albo palmy, a w adwencie - ozdoby choinkowe, albo ktoś przyniósł
              gotowe orzechy pomalowane zlotolem co to tylko powiązać niteczki i wędrowały na
              choineczki.
              W Wielkim Poście mężczyźni znosili gałęzie np. wikliny czy wierzbiny, a kobiety
              i dziewczęta robiły w domach kwiatki z kolorowych bibułek.

              Powiedz..co w tym trudnego, żeby i dzisiaj wszystko jedno gdzie się mieszka, w
              ramach rodziny pielęgnować tego typu obyczaje jak np. zdobienie jajek czy domowe
              wykonywanie strojnych palm na Niedzielę Palmową?

              Mnie sie tak myśli, że nawet jeśli dorastający syn czy córka nie włącza sie
              teraz do inicjowanego przez rodziców dzieła, to przynajmniej zapamiętają, że coś
              takiego w określonym roku czasie się robiło i...może jestem naiwna optymistka
              ale...zdaje mi się, że kiedy sami zostaną rodzicami to będą bogatsi o to
              pamiętanie co umożliwi im opowiadanie czego byli świadkiem zanim rodzicami się
              stali.

              Myślicie że nie mam racji?


              --
              prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
              - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
              • 09.03.08, 20:35
                no niestety,
                tubylcy sw.Wielkanocne uzywaja /uwazaja,jako mini urlop,wypelzaja do
                ogrodow i porzadki robia,sa tacy co swiateczny obiad maja calej
                rodziny/spacery....
                swieconki sa tylko w katolickim kosciele.
                z przygotowan swiatecznych,to drzewka przydomowe w formie dekoracji
                w piorka ubiora/wystawia wielkiego koguta-jak maja,w domu bukiecik z
                zonkili i baziow przystroja malymi jaieczkami/kurczaczkami,na drzwi
                powiesza wianuszek z pirek i wydmuszek

                Marucho,ale Cie daleko od domciu zanioslo,

                --
                Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
                nie gaś nigdy światła nadziei
                (Bob Dylan)
                • 09.03.08, 20:40
                  Kendus.....Ty tez nie masz blisko do Rodzinnego miasta.Chyba,ze tam
                  gdzie jestes to juz Twoj dom.....Ja chyba sie nie nadaje na
                  emigracje.Za krotkie korzenie.
                  • 09.03.08, 21:29
                    marucha1 napisał:

                    mam dwa domy,ale cenie sobie najbardziej ten rodzinny,w km to
                    niecale 500km samochodem,wliczajac plyniecie promem,
                    chociaz,jak jestem u Mamy po dwoch tygodniach zaczynam tesknic za
                    swym domkiem tu,a nieraz tak bywa,ze w plaw by sie chcialo do niego
                    wracacwink)tz do Mamywink

                    > Kendus.....Ty tez nie masz blisko do Rodzinnego miasta.Chyba,ze
                    tam
                    > gdzie jestes to juz Twoj dom.....Ja chyba sie nie nadaje na
                    > emigracje.Za krotkie korzenie.


                    --
                    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
                    nie gaś nigdy światła nadziei
                    (Bob Dylan)
                • 09.03.08, 20:42
                  dotyczy Szwedów, ale kiedyś pisałaś, że masz chyba Turków za sąsiadów. Pewnikiem
                  Oni mają swojej kulturze właściwe święta i obyczaje. A mnie interesuje jak
                  Polacy, którzy rozsypani są po świecie niczym korale mojej mamy pielęgnują w ich
                  rodzinnych stronach właściwe obyczaje. Czy np. w Twoim domu jest bardziej po
                  polskiemu czy po szwedzkiemu?
                  --
                  prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
                  - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
                  • 09.03.08, 21:25
                    oczywiscie ,Wielkanoc zawsze po polsku robie,moje kolezanki tez,w
                    kosciele ,jak chca poswieca koszyczek z jadlem,nie pracujemy w
                    ogrodach,zajadamy sie i odpoczywamywink
                    Boze Narodzenie mieszam tradycje.

                    teraz myslalam,ze pojade,dawno nie bylam na jajkowe swieta w
                    kraju,ale siostra jedzie,

                    sasiadow ma z Libanu,mowimy sobie tylko dziendobry,nie lubie ich,bo
                    zawracajac samocodem zawsz na nasz podjazd wjezdzaja...wrrrrrrrr,
                    --
                    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
                    nie gaś nigdy światła nadziei
                    (Bob Dylan)
    • 16.03.08, 12:23
      i na własne oczy widziałam, a nawet dotknąć mogłam taaakie wieeeelgaaaaachne palmy.

      pl.wikipedia.org/wiki/Palma_wielkanocna
      NASZA jest mniejsza bo tylko na ok. 2 m, ale...ładna jest i co najważniejsze
      wykonana własnoręcznie!
      Aaa...nawet nagrodę dostaliśMY! wink
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 17.03.08, 12:43
        oj widzialam wczoraj na wiadomosciach z polski,
        piekne te palmy,
        szkoda,ze tu nie maja tego zwyczaju,na pewno tez piekne by
        zrobili,bo maja dar kreatywnosci.
        --
        Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
        nie gaś nigdy światła nadziei
        (Bob Dylan)
    • 25.02.09, 01:48
      zarchiwizowali, ale...WIELKI POST się ostał


      Zdrowego postowania Ludkowie i oby NAM na dobre wyszło
      • 25.02.09, 04:43
        Ciekawe czy post odnosi sie tylko do jedzenia? Mysle,ze nie.Jak ktos
        naprzyklad ogromnie duzo pracuje to tez powinien zaczac poscic.....z
        praca.Aby NAM na zdrowie wyszlo.
        • 25.02.09, 09:23
          dobrze,ze nastala odwilz Postowa,w srednioweieczu bylo grzechem
          podczas postu spelnianie obowiazkow malzenskich.

          wiec na obiadek rybka bedzie a sniadanko juz schapane z serkiemsmile
          --
          Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
          nie gaś nigdy światła nadziei
          (Bob Dylan)
    • 05.03.09, 20:46
      trwa! Dzis zyje serem bialym - jest pyszny no i nie jestem pewna czy
      w takim razie jest postny czy raczej rozpustny dla mojej osby bo dla
      podniebienia jest po prostu rajski i w zadnym razie nie przypomina
      zycia na pustyni w glodzie i pragnieniu
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 05.03.09, 21:40
        Fakt,ze serek napewno pyszny ale na tej pustyni to tez ani
        pragnienia ani glodu nie bylo.Codziennie byla manna do zebrania Ale
        tylko tyle ile kto zje....Nie wolno bylo robic zapasow bo sie
        psula.Jedynym wyjatkiem byl piatek kiedy wolno bylo nazbierac na
        Szabat,w ktory nie bylo manny z wiadomych wzgledow
        (swieto).Smacznego serkowania.
        • 06.03.09, 21:01
          mlekiem i miodem płynącej.

          Zaś potem Jezus chyba nie po to udał się na pustynię, żeby się manną
          dożywiać...
          --
          prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
          - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
          • 06.03.09, 22:45
            Przepraszam sad(,pomylily mi sie epoki.Bede bardziej uwazowal.
    • 06.03.09, 20:58
      biorąc pod uwagę, że tylko razóweczkę miałam czas skubnąć i czarną
      kawką - całkiem gorzką - ją do brzusia popchnąć.

      A czym Wy żyjecie przy pierwszym piątku w Wielki Post?
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
    • 17.02.10, 16:21
      Zaczyna się Wielki Post.
    • 12.03.10, 23:26
      wyplata Ktoś z Szufludków własnoręcznie obrzędowe palmy? robi kwiaty
      z bibuły?
      • 13.03.10, 20:26
        Nie robię. Źle odbieram niedziele palmową, zbyt radosna, jak na zbliżający się
        Wielki Tydzień.
        • 13.03.10, 20:32
          zwróć uwagę, że i w ludzkim wymiarze tak z radością bywa...ot...tak jest, że
          życie przeplatańcem jest smutków i radości, a stany pośrednie zdają się
          niezauważalne.

          Ja staram się wyplatać własnoręcznie palmę. Faktem jest, że z różnym efektem
          finalnym ale...może nawet nie to jest najistotniejsze w tym wyplataniu a właśnie
          samo wyplatanie?
          • 27.03.10, 23:28
            ja mam!

            wink
            • 28.03.10, 10:05
              Anioueczku..Ja zawsze mialem palme wink.Caluski
    • 02.04.10, 21:28
      drugi dzień Tridum Paschalnego.

      Jutro Wielka Sobota, modlitwa, czuwanie, zamyślenie i święcenie
      pokarmów, a także - od kilku lat - dzień konczący się mszą świętą
      Zmartwychwstania Pańskiego.

      Przyznaje się, że mnie jakoś te zmiany niezbyt odpowiadają. Odkąd
      pamiętam Wielka Niedziela była dniem wielkiego święta, poranna msza
      św. z uroczystą procesją, radosne dzwonki i pieśni w kościele, a
      potem świąteczne, uroczyste śniadanie wielkanocne "wyjmowane z
      koszyka"...
    • 20.02.11, 19:55

      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • 22.04.11, 19:26
        Piatek postny...ale rybka bylasmile
        --
        *
        Vistula
        *
        gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
        • 05.02.12, 11:32
          sa ludzie co go przestrzegaja.
          --
          *
          Vistula
          *
          gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
          • 21.02.12, 12:17
            jutro jemy wedlug bibilijnych recept.
            --
            *
            Vistula
            *
            gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
    • 02.02.13, 21:34

      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      Skrytka listów do ANIOUEK1
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.