Rozmowa z ojcem Adamem Piecuchem, paulinem Dodaj do ulubionych


Nie chcieli takiego mesjasza

Rozmowa z ojcem Adamem Piecuchem, paulinem

Albo męka Jezusa jest prawdą o mnie, i mogę to udowodnić, albo niewiele mam
wspólnego z tym przedsiębiorstwem z krzyżem na dachu. I chodzę na Msze jak do
sklepu

Marcin Jakimowicz: Czy czuł się kiedyś Ojciec opuszczony przez Boga? Krzyczał
ojciec, a tu cisza, pustka...

O. Adam Piecuch: – Nie przypominam sobie takiego stanu. Bardziej uświadamiam
sobie inny: miałem w sobie tyle nienawiści, że czułem, że nie mogę z Nim
rozmawiać. To ja Go opuszczałem, nie On mnie. Bo nie chciałem zrezygnować
z nienawiści, uprzedzeń. To było najgorsze doświadczenie mojego życia.

M.J.: W chwilach takiej ciemności pojawia się od razu pokusa: Bóg nie chce ze
mną rozmawiać, brzydzi się mną, jest ostatnią osobą, do której mogę się
zwrócić...

O. Adam Piecuch: Tak. Ja jestem zakonnikiem. Nie sposób żyć przez kilka godzin
bez kontaktu z Bogiem, co chwilkę są modlitwy. A Bóg jest jedyną Osobą, do
której ma odniesienie wszystko, co robię. Ale w chwili ciemności jest pokusa:
nie będę wysłuchany, „nie załatwię” z Bogiem tej sprawy. Przeżywałem też
poczucie przekreślenia siebie.

M.J.: „Czemuś mnie opuścił?”. Skąd u Jezusa tak dramatyczny krzyk?

O. Adam Piecuch: Gdy szukałem w Starym Przymierzu najbardziej smutnego miejsca,
najbardziej rozpaczliwej sytuacji, utknąłem na Psalmie 22: „Boże mój, czemuś
mnie opuścił? Wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, wołam nocą, a nie zaznaję
spokoju”. Przerażające. Ale jeśli słyszę ten sam krzyk w ustach Jezusa, to
nabiera on całkowicie nowego wymiaru. Staje się niewiarygodną odwrotnością
najgorszej rozpaczy.

M.J.: To musiało być trzęsienie ziemi dla stojących pod krzyżem. Jak tu
zachować wiarę w Mistrza, który przez całe życie był „jedno z Ojcem”, a teraz
jest przez Niego opuszczony?

O. Adam Piecuch: My mamy swoiste podejście do Chrystusa. Żydzi nie mogli
uwierzyć, że jest on Synem Bożym, a my nie potrafimy uwierzyć, że był On
człowiekiem. Dla nich to było oczywiste: słaby, zdenerwowany, głodny, zmęczony,
płaczący, zdziwiony. On sam mówił o sobie: Syn Człowieczy. Ale kiedy Piotrowi
zostaje objawiona tajemnica: – to jest Mesjasz, zaczynają się schodki. Bo
takiego mesjasza... nie chciał nikt. Nikt Go nie zaakceptował. Do samego końca.
Apostołowie odchodzą, uczniowie uciekają. To są Żydzi. Mają w rękach Torę,
modlą się jej słowami, znają je na pamięć. Czekają na mesjasza. A tu skazaniec
umierający poza miastem, wykrzykujący w niebo słowa psalmu: – Boże, czemuś mnie
opuścił? Modlący się jak największy grzesznik, oddalony przez swe czyny od
Boga. On nie udawał! To był wyraz osamotnienia, rozpaczy. Tu nie ma pretensji,
jest sama żywa rozpacz. Ale, co najważniejsze, gdy Jezus wszedł w ten stan,
przemienił go, uświęcił. I odtąd jest to stan wielkiej bliskości. Jezus wszedł
w taką sytuację, więc i ja mogę w niej spotkać Boga.

M.J.: Opowiadał mi znajomy: gdy byłem mały, opuścił nas ojciec. Nie potrafiłem
mu tego przez lata wybaczyć. Gdy kiedyś usłyszałem słowa: „Czemuś mnie
opuścił?”, rozpłakałem się. Zrozumiałem, że w takiej samej sytuacji był Jezus.
Czuł się opuszczony przez własnego Ojca. Chłopak przebaczył. Więcej. Powiedział
mi: A może to ze względu na mnie Jezus wołał z krzyża?

O. Adam Piecuch: Nie ma już takiego zła, opuszczenia, dramatu, które byłoby
poza Jezusem Chrystusem! To jest rzecz absolutnie gorsząca. Człowiek może być
odrzucony przez najbliższych, krewnych, znajomych. Więcej: on musi być
odrzucony! Zetknąłem się z młodym małżeństwem, które komuś żyrowało jakąś sporą
sumę. Zostali oszukani. I całe życie przekreślone: ogromne długi, procenty,
ojciec przynoszący do domu grosze, bo resztę zabiera państwo. Stał się dla
rodziny ciężarem, dla znajomych naiwniakiem. Kto by chciał mieć takiego męża,
syna, ojca? Ale chwileczkę: jeżeli o wiele bardziej zażyrował za mnie Jezus
Chrystus? Jeśli stanął w sytuacji totalnego odrzucenia, to wszystko nabiera
innej perspektywy.
Twój Bóg przyznaje się do ciebie. A ty? Uciekasz od krzyża, od zła, tuszujesz
grzech, składasz rączki, żeby podejść „z twarzą” do Pana Boga. A to nie tak!
Nie uciekajmy od swojego krzyża, nie tuszujmy grzechu, nie udawajmy, że go nie
ma, nie grajmy pobożnych!

Miałem łaskę, że często spotykałem się z Janem Pawłem II i dzięki temu mogę
uwierzyć świętym, że pisali prawdę. Opuszczenie było ich udziałem. Wszystkich,
co do jednego.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.