Dodaj do ulubionych

KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII

28.11.03, 21:12
W gronie Listopisów, są Szufludkowie, którzy z różnych powodów, mieszkają
poza swoim ojczystym krajem.

Jedni są z tego powodu zadowoleni bardziej, Ktoś mniej, a jeszcze Komuś
innemu tęsknota do rodzinnych stron boleśnie doskwiera.

Może zechcecie opowiedzieć o swoich emigracyjnych losach, doświadczeniach,
słowami Tym co TU, przybliżyć Wasze emigracyjne doświadczenia, czy wrażenia
ze spotkań z kulturami odmiennymi od rodzimej.

"Co kraj to obyczaj"... opowiedzcie o obyczajach krajów, w których obecnie
żyjecie, i jak żyjecie opowiedzcie,Kto zechce, a z całą pewnością Ktoś
z zainteresowaniem chętnie to przeczyta.

A może pomożecie Komuś własne wybrać miejsce na mapie świata?
A może to decyzja z kategorii DECYZJI ŻYCIOWYCH?

Wszystkich serduszkowo pozdrawiam smile
--
prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
- może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
Edytor zaawansowany
  • ellenai 28.11.03, 22:08
    anioouek1,przede wszystkim pragne podzekowac za zaproszenie mnie tutaj.Forum
    jest wasze jest wyjatkowe i piekne.Czuje sie zaszczycona tym ,ze moge tu
    przebywac z wamismile))))))
    Rozne sa powody emigracji, smutne,wesole,piekne,brzydkie ale emigracja jest
    wartosciowa rzecza ktora pozwala nauczyc sie wiele o sobie i innych.W pewnym
    momencie zycia podjelam taka decyzje i nie zaluje.Mimo to jednak jest
    trudno,ale to nauczylo mnie to docenic co mialam, to co bylo.Jezeli do czegos
    tesknie to tylko do tego czego juz nie ma,- do przeszloscismile))))))))ciekawa
    jestem jak inni"emigracyjni" patrza na swoje zyciesmile)))))pozdrawiamsmile)))

    --
    Prosto, dobitnie i z uczuciem-CMOK wszyskimsmile)))

    moje strony,Gorlice:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=455
    i Nowy Sacz:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=131
    zapraszam do dyskusjismile)))))
  • tradycja1 28.11.03, 22:14
    Ja jestem do tego stopnia rozdarta od lat, ze do dzis nie wiem gdzie jest moje
    miejsce.Jak jestem jakis czas w USA to ciagnie mnie niemilosiernie do Polski,
    jak do niej przylatuje to poczatkowe jest jakos dziwne, potem sie oswajam i
    jest normalnie swojsko i u siebie, potem jednak dopada mnie jakas nicosc i
    uciekam do USA.Tam wszystko wydaje sie niby prostsze, minie kilka miesiecy i
    zaczne sie dusic wtedy znowu lece do kraju nad Wisla.
    I byc tu madrym?
  • kendo 28.11.03, 22:24
    Witajcie Dziewczatka

    Tradycje,juz poznalam

    Ellenai ,Cie witam cieplutko ciesze sie ze bedziesz chciala byc z nami

    No ja wypadlam z kraju, raczej z nieplanowanego wyjazdu.
    Ciekawie bylo wyjechac na urlop
    do obcego kraju .
    teraz teskno ,jak Tradycji
    za wszystkim ,,,,to nie zycie uslane rozami,
    zyc i jesc trzeba....
    zyje juz wiecej za granica niz w kraju.

  • ellenai 28.11.03, 22:34
    kendo witam ciebiesmile))) tradycje tez znam z innych forowsmile))kochana
    witajsmile))))))obie emigrantki jestesmysmile)))eh zyciesmile)) nie zaluje go ,jest
    piekne, ale w kraju nie bylam od ponad trzech lat......jak bedzie jak pojade w
    odwiedziny to sobie nie wyobrazam,bedzie to szok!!!smile)))))
    --
    Prosto, dobitnie i z uczuciem-CMOK wszyskimsmile)))

    moje strony,Gorlice:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=455
    i Nowy Sacz:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=131
    zapraszam do dyskusjismile)))))
  • kendo 28.11.03, 22:43
    Ellenai
    ja bywam w kraju 2-3 razy do roku,
    za kazdym raze widze jakies zmiany,
    czasami cos przeocze,ale cos tam zauwaze,
    przewaznie w ludzkim zachowaniu,
    w sklepach-zaopatrzenie,
    ludziska sie buduja,
    no jest inaczej niz to co pamietam,
    jak opuscilam Polske

    Ellenai a mozna wiedziec w jakim kraju mieszkasz????(jak to nie tajemnica)
    ja w Szwecj,jak sie jeszcze nie zdazylas doczytac tu w tematach,
    a w kraju mieszkalam na Dolnym Slasku
  • tradycja1 28.11.03, 22:59
    Za kazdym razem jak planuje wyjazd do Polski to sobie obiecuje co ja zrobie,w
    jakie miejsca pojde....a jak juz jestem i mam to wszystko na wyciagniecie
    reki, to podchodzac do okna, mysle: eh jutro..albo pojutrze tam pojde...nie
    zawsze udaje mi sie dotrzymac sobie samej obietnicy.A potem wracam jakas
    niespelniona i mysle czy jade do domu czy dom zostawiam za soba....
  • kendo 28.11.03, 23:18
    Tradycjo
    ja tak niemam,wszedzie bym poszla a czasami niemam z kim
    bo jezdze sama,
    a nie zawsze samej jest dobrze gdzies isc
    teraz na Wszystkich Swietych bylo lepiej
    bo latem zmowilam sie ze znajomymi i bylo przyjemnie.
  • aniouek1 28.11.03, 22:59
    i jak Was nie kochać sercem całym, duszą całą?

    Dziewczyny jesteście po prostu wspaniałe! Bardzo się cieszę, że..KLUB jest WASZ!

    A może jakieś dyżurki sobie ustalicie?
    Gdzieś jest dzionek, słońce świeci, a gdzieś księżyc snów pilnuje, wiec...

    Życzę KLUBOWI żywotności i wielu, wielu miłych gości smile)))))
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 28.11.03, 23:14
    Ciebie Anioueczku zawsze bedziemy milusinsko witac i goscic,,,
    przeciez "wypozyczamy u Ciebie podloge"
    tak sie chyba mowi,jak cos sie w sklepie wynajmuje czy dzierzawi hi,hi,
    a dyzorow chyba nie bedzie trzeba ustalac,
    jak bedziemy wiedzic z jakiej stefy zegarowej jestesmy ,to sie napewno
    zejdziemy....PA;..
  • tradycja1 28.11.03, 23:24
    Ja jestem o 7h przed czasem w Polsce.
  • kendo 28.11.03, 23:27
    czyli u Ciebie jest teraz 17:25 a u mnie 23:25 czas europejski
  • tradycja1 28.11.03, 23:35
    16:40 - w tej chwili.
  • kendo 28.11.03, 23:40
    no,widzisz zle sobie na paluszkach obliczylam hi,hi,

    to gybys tak miala czas o tej godzinie lub wczesniej
    to zawsze sie tu spotkamy,,,,
    milego wieczoru/nocy zycze

    teraz ide nana=spac,bo cos z moimi oczetami sie dzieje
    poloze znow kompresiki z rumianku to przejdzie do jutra...PA;..
  • aniouek1 28.11.03, 23:41
    Nie wiem właściwie dlaczego, zakładając ten watek spodziewałam się, że od tego
    gdzie teraz jesteście rozpoczniecie w KLUBIE postowanie. Ale nie...
    Tym razem pomyliłam się moim przypuszczaniem, bo... Wasza opowieść
    w szufladowym Klubie od Waszych korzeni się rozpoczyna...TU, gdzie Wasi bliscy
    czy dalsi krewni, rodzinne domy, strony, ziemia i polski kawałek nieba.
    Wiecie co? Wzruszyłyście mnie i... muszę po Nictosiową kraciastą sięgnąć.
    Dziękuję że TAKIE jesteście jak jesteście i za wzruszenia dziękuję smile
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 28.11.03, 23:57
    nie rozrzewniaj sie Anioueczku....
    to chyba normala reakcja ,,,,
    przeciez, ze mieszkamy gdzie indziej
    zawsze w serduszkach naszych/moim jest wszystko to co zostawilam
    w kraju;tesknota za wszystkim
    rodzina,znajomymi,jedzeniem,zapachami,za kraiobrazem,za rzeczami,ktorch nieda
    sie zabrac za soba,o i wiele innych rzeczy a na koncu,
    smutne ale prawdziwe(i tu zakerci Ci sie lezka w oku naprawde)
    teskno za mogilami ,ze nie mozemy isci kiedy chcemy i zapalic swiatelka
    o! i mi tez perelki teraz polecialy.
  • tradycja1 29.11.03, 00:06

    Zdjecia utrwalaja nam wspomnienia.
    A kalendarz przypomina o kolejny okazjach by odwiedzic kraj.
  • aniouek1 29.11.03, 00:10
    piękniej i bezpieczniej?
    Oczywiście nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • tradycja1 29.11.03, 00:13
    piekniej w Polsce
    bezpieczniej w USA

    czyli ciag dalszy rozdarcia ehhh
  • aniouek1 29.11.03, 00:25
    ...boli Cię to rozdarcie... a ty gdzie czujesz się jak w domu, a gdzie jak
    w hotelowym pokoju?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 29.11.03, 00:42
    aniouek1 napisała:

    > ...boli Cię to rozdarcie...

    a ty gdzie czujesz się jak w domu, a gdzie jak
    > w hotelowym pokoju?
    ** jezeli moge to doloze swoje trzy grosze;;;;;

    ** nie mozna porownac chyba tak,
    ** obydwa domy sa nasze-tu jestesmy "bogatsi" ale nie w sensie materialnym

    **Dom Rodzinny bedzie zawsze ta "baza" naszym wlasnym,
    ** gdzie sa nasze wspomnienia/radosci/smutki/wszystko

    **dom drugi-pokoj hotelowy
    ** to tez nasz dom,urzadzony po naszemu
    ** z przerwa jakby w zyciorysie
    ** bez wspomnien/smotkow/radosci=dom "biedniejszy"

    niewiem czy dobrze to wyrazilam co chcialam,
    ale nie chciala bym byc zle zrozumiana....
  • tradycja1 29.11.03, 00:48
    Kendo,dziekuje za podpowiedz...wlasnie to nie czuje sie nigdzie jak w hotelu,
    to sa dwa domy bliskie mojemu sercu.
    Nie bede wam marudzic...moze we wlasciwym czasie sie odnajde.
  • kendo 29.11.03, 00:53
    Tradycjo,
    niemarudzisz wcale
    ciesze sie,ze mnie zrozumialas,myslimy tak samo
    ten drugi dom jest zawsze naszym i tez sie teskni do niego
    jak sie jest u swoich na urlopie....
    przeciez cieszylismy sie jak go zanlezlsmy,
    meblowali ,ustawiali dokupywali ...
  • aniouek1 29.11.03, 01:07
    Właściwy czas.. masz chyba rację. Wszystko ma sobie jakiś tam "właściwy czas".
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • tradycja1 29.11.03, 01:22
    Oby go tylko nie przegapic, albo sie zwyczajnie nie doczekac.
  • aniouek1 29.11.03, 01:05
    ze wszystkim - kwestia indywidualnych odczuć... bo ja wiem zresztą jak to
    nazwać?
    Kiedys KTOŚ powiedział do mnie, że Jego dom jest tam, gdzie jest Jego rodzina,
    nie myśląc - co na moją prośbę wyjaśnił - o swoim przodkach, rodzicach, ale
    o swojej żonie i swoich dzieciach.
    Ten sam człowiek absolutnie nie potrafił się odnieść do pojęcia typu patriotyzm.
    Nie jest Polakiem. Jest Romem i wspaniałym człowiekiem.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 29.11.03, 01:17
    chyba masz racje,
    ze to bardzo indywidualne,,,,
    w moim przypadku ,majac dwa domy,
    to jeden z nich bedzie tym nawiekszym skarbem,
    ktory oposcilam ,i tesknie ,i wracam caly czas
    mowiac,ze to MOJ DOM W MOIM KRAJU
  • aniouek1 29.11.03, 00:08
    dziękuję wink
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • aniouek1 29.11.03, 12:18
    w obcym sobie kulturowo środowisku?
    Jak "znajdowałyście się" w nim. Co Wam pomagało, a co przeszkadzało?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 29.11.03, 14:54
    O!!!!! temat bardzo szeroki....
    ciezko bylo na poczatku-bariera jezykowa,
    robilo sie smieszne pomylki,uczac sie zarazem nowych slow.
    Dzieci najszybciej asymiluja sie i ucza jezyka.
    Czasami dziecie moje bylo tlumaczem w sklepie.


    kultura rowniez ,tu nie mozna wpasci do kogos,
    * bo sie ma akurat ochote na ploteczki = trzeba dzwonic i sie umuwic.
    * po przyjeciu w innej szwedzkiej rodzinie
    ,gdy zostalo na stole naszego trunku,polskim zwyczajem idziemy do domu.
    Nastepnego dnia przysylaja swoje dziecie z butelka nasza bo jeszcze tam cosik
    zostalo,oni by zabrali reszte do domu.

    Przeszkadza mi w dalszym ciagu;
    ich zazdrosc
    i rywalizacja .
    brak uczuci miedzyludzkich-nie pomoga sami od siebie,tylko trzeba ich prosic i
    placic za pomoc-choc nie wszyscy tak robia,sa wyjatki.
    To jest u nich choroba nacji-sami mowia o tym.
  • aniouek1 30.11.03, 12:07
    kendo napisała:


    > * po przyjeciu w innej szwedzkiej rodzinie
    > ,gdy zostalo na stole naszego trunku,polskim zwyczajem idziemy do domu.
    > Nastepnego dnia przysylaja swoje dziecie z butelka nasza bo jeszcze tam cosik
    > zostalo,oni by zabrali reszte do domu.

    to mnie chyba najbardziej rozbawiło wink

    > To jest u nich choroba nacji-sami mowia o tym.

    niestety... wygląda na to, że zaraźliwa dla innych... u nast też staje się
    coraz jakby bardziej zauważalna sad

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • aniouek1 27.04.05, 22:07
    czas najwyzszy tu odkurzyc troszku...a może Polonusy zechcą to miejsce
    w Szuflandii sobą i swoimi myślami ubranymi w słowa wypełnić?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
  • mala20033 28.04.05, 03:28
    Oooo..to cusik dlamnie..dzis juz nic wiecej nie napisze bo mi oczki do snu
    kleja,ale jutro jak psiunke odbiore od lekarza to napisze...
    --
    Bo kochac znaczy tworzyc,
    poczac w barwie burzy
    rzezbe gwiazdy i ptaka
    w lun czerwonych marmurze.
  • kendo 28.04.05, 10:36
    najbardziej mnie irytuje nacja arabow,
    oni wogole sie niechca zaasymilowac do "europejskich"obyczajow,
    zyja wedlug swych tradycji,pomijam ich tu scisle tradycje religijne.
  • kendo 11.03.06, 11:20
    ostane sie sama od poniedzialku w Szufladunisad(
    malenka na wojaze do Europy sie wybiera....
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • odin-2 11.03.06, 12:18
    zapraszam na forum poloni szwedzkiej :-

    www.poloniainfo.se
    wiekszosc forumowiczów to ludzie mlodzi , z szwecji i z polski,
    ludzie szukajacy pracy,kontaktu etc.-jednym slowe "mydlo & powidlo".

    Najtrudniej maja polonusi po 50-tce odpowiednie,spokojne forum znalezdz
    moze "Szuflada Listopisów" ?

    Pzdr. Wsiech
  • kendo 11.03.06, 13:26
    a o vistuli zapomnial co??
    tez tam namy cichunio(bez pyskowek)i cieplunio osmile)
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • aniouek1 12.03.06, 22:26
    Kenduniu...pewnikiem Odinek nie zapomniał o Vistuli, bo to nie do pojęcia i nie
    do wiary żeby zapomnieć o takim urokliwym, cieplutkim miejscu jakim jest
    Vistula z Vistulankami i Vistulakami.
    Wszystkiego najlepszego Kenduniu smile

    P.S.
    nie udaj żeś zazdrosna wink
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • aniouek1 14.03.06, 21:53
    O tym się głośno nie mówi.

    Choroby psychiczne u emigrantów mogłyby zburzyć wiele polskich mitów
    o dobrodziejstwach czekających na Zachodzie

    Pakujemy swoje życie do walizek, wierząc że czeka na nas kraj spełniających się
    marzeń. Jesteśmy w stanie zmierzyć się ze wszystkim: nowym językiem, kulturą,
    klimatem. Tylko nie z samym sobą...

    Wszyscy wjeżdżamy do nowego kraju z bagażem pełnym nadziei. I nieważne, czy
    chcemy poprawić swoją sytuację ekonomiczną, jedziemy za „głosem serca“ czy
    podejmujemy naukę na zagranicznym uniwersytecie.

    Wprawdzie już w Polsce pojawiają się pierwsze obawy, ale skutecznie je od
    siebie odganiamy. W końcu nie jesteśmy pierwsi, nie ostatni.

    Na miejscu czeka nas wiele wrażeń. Chłoniemy z ciekawością nowy świat, uczymy
    się jego reguł. Wkrótce okres pierwszej fascynacji mija.

    Uświadamiamy sobie z niepokojem, że wciąż jesteśmy „tylko“ emigrantami.

    Przypominają nam o tym nieprzychylni obcokrajowcom tubylcy, bardziej
    skomplikowane dla naszego statusu prawnego sprawy urzędowe - jak posłanie
    dziecka do szkoły, wizyta u lekarza czy zdobycie legalnej pracy.

    - Założyłam konto w banku. Pan był bardzo miły, procedury proste. Problem
    pojawił się, kiedy chciałam wybrać w Polsce pieniądze. Bankomat odmawiał
    wypłaty. Ponownie zjawiłam się u miłego pana. Wyjaśnił mi, że po pierwsze
    dopiero po pół roku od założenia konta mogę wybierać pieniądze za granicą,
    ale ponieważ Polska nie jest w Unii mój okres karencyjny trwać będzie co
    najmniej rok. Zaprotestowałam, że przecież Polska jest w Unii, na co pan odparł
    z cierpkim uśmiechem, że jeszcze nie całkiem... A przecież moje pieniądze są
    takie same jak innych. Może to głupie, ale wyszłam z banku z płaczem.
    Poczuciem, że jestem kimś drugiej kategorii, To nie była pierwsza taka myśl,
    ale chyba o jedną za dużo…- wspomina Agnieszka.
    W jej przypadku szala goryczy przepełniła się po roku mieszkania w Austrii, ale
    jak wykazują badania, pierwsze uczucie zmęczenia i zniechęcenia może pojawić
    się już po kilku tygodniach, miesiącach, czasami latach.

    – Raz na ulicy zapytałem starszego człowieka o drogę. Źle wymówiłem nazwę
    ulicy. Ten Austriak potraktował mnie jak gówniarza, zaczął krzyczeć na mnie,
    że takiej ulicy nie ma i że powinienem się nauczyć mówić, zanim otworzę „gębę“.
    Ludzie się gapili, a ja czułem, że chcę zniknąć – wspomina Romek, który
    z Polski do Austrii wyemigrował 12 lat temu. Romek już nie prosi o pomoc
    nieznajomych. Przykry incydent zaowocował tygodniami nieprzespanych nocy
    i kolejnym kursem niemieckiego. Wciąż wierzy, wbrew opinii specjalistów,
    że zdoła się wtopić w tłum.

    – Weszłam z koleżanką do sklepu z kosmetykami. Chciałam kupić dobry krem.
    Rozmawiałyśmy po polsku. Kiedy stanęłam przy jednej z półek, poczułam na
    plecach wzrok sprzedawczyni.Niemal deptała nam po piętach, udając, że tak się
    troszczy o klientki. A tak naprawdę wciąż patrzyła nam na ręce. Wyszłam ze
    sklepu bez zakupów. Całą drogę do domu czułam, jak palę się ze wstydu
    i wściekłości. W życiu niczego nie ukradłam!- denerwuje się Dorota, która
    w Wiedniu stawia dopiero pierwsze kroki.

    Po setkach sytuacji podobnych do tych, jakich doświadczyli nasi bohaterowie,
    zaczynamy powoli rozumieć, że dom, przyjaciele, rodzina - wszystko zostało
    w Polsce. I że wcale nie jesteśmy „u siebie“...

    c.d.n.
    ----
    Artykuł "Chorzy na emigrację" Anna Gołębiowska w: Polonika z 02.11.2005 10:38
    wiadomosci.onet.pl/1257184,242,1,1,kioskart.html
  • aniouek1 14.03.06, 21:58
    - Kiedy o stresie emigracyjnym mówię do amerykańskiej publiczności, staram się
    uświadomić im, czym jest stres emigranta. Mówię wówczas: wyobraźcie sobie, że
    zostaliście wybrani do sztafety w stylu klasycznym na zawody, w których bierze
    udział wasz uniwersytet. Potraficie pływać tylko żabką, i to tylko tak sobie.
    Lub, że wasze magisterium zostało zignorowane i zaproponowano wam rozpoczęcie
    studiów licencjackich. Lub, że jesteście imigrantami w Stanach Zjednoczonych,
    którzy niedawno przybyli z Polski - tłumaczy profesor Janusz Wróbel.

    Stres, o którym mówi jest zdaniem specjalistów porównywalny do utraty kogoś
    bliskiego, w przypadku emigrantów tym bliskim jest cała jego przeszłość,
    tożsamość i znany porządek świata.

    Na początku naszego emigracyjnego życia staramy się zachować dwa światy - ten
    zostawiony w Polsce i ten, do którego przybyliśmy. Próbujemy tą „ziemię
    obiecaną”- Austrię, Amerykę, Anglię...- dopasować do naszych wyobrażeń, systemu
    wartości.

    Takie rozdwojenie bywa jednak niebezpieczne. Stajemy się coraz bardziej
    sfrustrowani, bowiem obrazy, które nosimy w sobie, nijak się mają do
    otaczającej rzeczywistości.

    Tak losy jednej z polskich rodzin opisuje Krystyna Piotrowska- Breger:

    „Wiśniewscy wygrali prawo stałego pobytu na loterii wizowej pięć lat temu.
    Sprzedali mieszkanie i samochód. Przylecieli do Nowego Jorku, gdzie stanęli
    w obliczu niewyobrażalnych problemów. Standard dotychczasowego życia w Polsce
    gwałtownie się obniżył, co dotkliwie odczuła cała rodzina. Rozdrażnienie
    rodziców, czujących się winnymi zaistniałej sytuacji, tak innej od wyobrażanej
    sobie w Polsce, udzielało się dzieciom. Z kochającej i szanującej się gromadki
    stali się sześciorgiem ludzi kłócących się i obwiniających za wszystko. Pan
    Wiśniewski wracał coraz częściej do domu pijany. U jego żony wystąpiły objawy
    nerwicy wymagającej leczenia. Jedno z dzieci weszło w konflikt z prawem. Ślady
    kochającej się rodziny pozostały tylko na zdjęciach.”

    Duże rozczarowanie emigracją przeżyła również Ewa, świeżo upieczona magister
    marketingu i zarządzania, która przyjechała do Wiednia za namową austriackiego
    przyjaciela.

    – Jak każda zakochana osoba bardzo optymistycznie patrzyłam w przyszłość.
    Po pół roku bezowocnego odpowiadania na oferty pracy w moim zawodzie,
    zatrudniłam się jako sprzątaczka. Nie mogłam już dłużej wytrzymać siedzenia
    w czterech ścianach i proszenia o każdy grosz. Pojawiły się problemy.
    Mój austriacki przyjaciel jest niezadowolony z tego, co robię. Ja też nie, ale
    staram się wytrzymać. Codzienne kłótnie w domu nie pomagają. Płaczę co noc. Mam
    ochotę spakować się i wyjść.
    Tylko dokąd?... Przecież zamknęłam za sobą w Polsce drzwi...- zastanawia się
    kobieta.

    Rozczarowanie zastaną rzeczywistością to tylko jeden z elementów, które atakują
    psychikę emigranta. Jak zauważa profesor Wróbel, niebagatelną rolę odgrywają
    również problemy komunikacyjne.

    –Podczas jednej z konferencji na tematy polskie, gdy doszło do pytań
    zgłaszanych z widowni, wystąpił mężczyzna, który obwieścił sali w języku
    angielskim, że, według jego żony, gdy wypowiada się w języku polskim, wydaje
    się być inteligentnym, elokwentnym i wykształconym dżentelmenem; podczas gdy
    wypowiadając się po angielsku, stwarza on wrażenie raczej prymitywnego
    ignoranta - wspomina profesor, pokazując tym samym jak wiele możemy stracić na
    swojej osobowości, posługując się językiem, który nie do końca czujemy.

    – Na początku śmiałam się z innymi, kiedy popełniłam „językowy lapsus”. Później
    to ciągłe nabijanie się ze mnie zaczynało mnie irytować. I te ekspedientki,
    które słysząc obcy akcent, traktowały mnie jak głuchą albo niedorozwiniętą.
    W Polsce byłam bardzo „wyszczekana”, rodzina wiedziała, że załatwię wszystko
    w urzędach, sklepach, w pracy. Tu nie mam ochoty otwierać ust. Niedouczony
    pijak wychodzi na bardziej elokwentnego niż ja...- ostro stwierdza Magda, która
    przyjechała trzy lata temu do Austrii, by podreperować rodzinny budżet.
    Dziewczyna najchętniej przebywa w otoczeniu Polaków. Nie ma już ochoty na
    nawiązywanie znajomości z „tubylcami”.

    Ale czy perfekcyjna znajomość języka jest w stanie zapewnić nam łagodne
    lądowanie na nowej ziemi?

    Teresa Podemska twierdzi, że nie. „Ani płynność i znajomość języka, ani stała
    praca na stanowisku odpowiadającym kwalifikacjom i wykształceniu, ani wejście
    w nowe społeczeństwo za pomocą małżeństwa z tubylcem (co w rzeczy samej wydaje
    się być wielką premią) nie zapewniają emigrantom pomyślnego życia na emigracji
    i tym bardziej nie gwarantują bezbolesnego przejścia z jednego społeczeństwa
    w drugie”.

    Musi boleć - jednogłośnie potwierdzają eksperci. Czasami ból ten jest jednak
    nie do opanowania...
  • aniouek1 14.03.06, 22:02
    „Najpierw emigrantom coraz bardziej obce staje się ciało; mają bóle w krzyżu,
    skurcze w mięśniach, kolki w piersiach. Miewają nieuzasadnione napady lęku,
    niepewności, obaw. Boli ich często głowa, przeziębiają się raz po raz, chorują
    na coś, o istnieniu czego dowiadują się po raz pierwszy od lekarza, który
    stawia diagnozę bez dokładnego przebadania. Nie pobiera krwi, nie osłuchuje
    klatki piersiowej, nie przepisuje żadnych lekarstw. Po wywiadzie środowiskowym
    lekarz, w zależności od danych jakie uzyskał, zaleca spokojny tryb życia, inną
    dietę, podjęcie aktywności zawodowej albo zaprzestanie niesatysfakcjonującej
    lub zbyt ciężkiej pracy. Zaleca konsultacje u psychologa lub psychiatry
    w poważniejszych przypadkach”- opisuje Podemska.

    Ból fizyczny bardzo często jest wynikiem stałego napięcia psychicznego, jakie
    towarzyszy nam w pokonywaniu trudów życia na emigracji. Często ten sygnał
    naszej duszy jest ignorowany lub źle interpretowany. Zaczynamy odwiedzać
    następnych lekarzy, po kolei oskarżając ich o dyletanctwo i niezrozumienie. -
    Przed wyjazdem byłem zdrowy jak koń. Tu posypało się wszystko. Przeziębienie
    goni przeziębienie, często mam zatrucia pokarmowe.

    Każdy wyjazd do Polski to pielgrzymka po lekarzach. Wracam obładowany lekami
    i historia znów się powtarza - opowiada Andrzej, stypendysta jednego
    z naukowych programów, który umożliwił mu zaliczenie semestru na Wiedeńskim
    Uniwersytecie. Andrzej nie myśli o wizycie u psychologa. Winą obarcza złą
    pogodę i nadmiar nauki. Wierzy, że poradzi sobie sam.

    Podobnego zdania jest Marta, chociaż ostatnio zaczyna w to wątpić. – Miałam
    wyjść po zakupy. Kiedy byłam już przy drzwiach, dopadł mnie jakiś irracjonalny
    lęk, że sobie nie poradzę. Stałam jak skamieniała, a przed oczami miałam obrazy
    tłumu przez jaki będę musiała się przecisnąć w tym sklepie. W końcu wysłałam
    sms do chłopaka, żeby zrobił zakupy, bo źle się czuję. Okłamałam go, że
    strasznie boli mnie żołądek. Chociaż nie miałam kolejnego „ataku” tego typu,
    wciąż boję się, że nadejdzie i już nie odpuści, a ja skończę w szpitalu dla
    psychicznie chorych...- zdradza swoją najskrytszą tajemnicę.

    Strach przed opuszczeniem mieszkania pojawił się również u jednej z bohaterek
    książki Krystyny Piotrowskiej- Breger. Pani Łącka wyjechała do Stanów z całą
    rodziną. Mąż od razu podjął pracę, ona miała najpierw zająć się urządzeniem
    domu i opieką nad dwójką dzieci. Kiedy wszystko układało się według planów
    i przyszedł czas na szukanie przez nią pracy, pojawił się ostry kryzys. „Coraz
    bardziej lekceważyła obowiązki domowe, zaniedbywała samą siebie, cierpiała na
    bóle głowy, których dotąd nie miała, zaczęła narzekać na bezsenność. Przestała
    jeść, bo uważała, że nie zasługuje na jedzenie. Wreszcie przestała wychodzić
    z łóżka.” Za namową męża trafiła w końcu do lekarza. Diagnoza była
    natychmiastowa- depresja.

    Depresja jest reakcją na stres, który pojawia się w wyniku intensywnego wysiłku
    fizycznego i psychicznego. Takim wysiłkiem jest organizowanie życia na
    emigracji, próba odnalezienia swojego miejsca. Każdy z nas ma inny próg
    odporności, a piętrzące się problemy, niepowodzenia po kolei pokonują kolejne
    tamy ochronne w naszej psychice.

    Dla innej bohaterki książki Ameryka to nie tak miało być powodem depresji stała
    się mało satysfakcjonująca praca. „Pani Sypniewska nie może zaakceptować faktu,
    że pracodawczynie traktują ją wyłącznie jako sprzątaczkę.
    Bierze czasem uspokajające leki, uczy się angielskiego, wraca myślami do
    warunków w Polsce. Nie lubi Ameryki, ale do Polski nie zamierza wracać.
    Przecież „wygrała los na loterii”.

    Los na loterii czy też przekleństwo?- chciałoby się zapytać. Niestety,
    pokutujące w Polsce przekonania o dobrobycie na Zachodzie czy też złotym śnie
    o Ameryce wciąż zbierają żniwo wśród słabszych psychicznie.

    Jak bowiem samemu obalić ten mit i wrócić do Polski?
    Jak dobrowolnie postawić się w roli nieudacznika, ofiary losu?

    Nie pomaga też w tym mieszkająca w Polsce rodzina, która bagatelizuje nasze
    problemy i kwituje je: „ Na pewno sobie poradzisz. Wiesz ile ludzi chciałoby
    być na twoim miejscu?”. Zapewne niewielu, ale tego mieszkający w Polsce nie
    chcą wiedzieć. Zamiast pocieszenia emigrant zostaje więc wręcz wypchany przez
    najbliższych w „krainę mlekiem i miodem płynącą”, z której najchętniej by
    uciekł, nie oglądając się za siebie. Na tym etapie przychodzi też nowa
    refleksja, że rodzina i przyjaciele z Polski już go nie rozumieją. Nie należy
    już do tamtej rzeczywistości, do tej również nie... Dla niektórych zaczyna się
    prawdziwy dramat: ”Dziewczynka większość czasu spędzała z matka. Była obecna
    przy różnych domowych czynnościach - gotowaniu, sprzątaniu, prasowaniu. Przy
    wszystkich tych i innych czynnościach towarzyszyła pani Kawkowej obsesyjna
    idea - zabić córkę. Nadawały się do tego wszystkie domowe sprzęty- sznur od
    żelazka - do jej uduszenia, nóż- do śmiertelnego ugodzenia, napuszczona do
    wanny woda- do jej utopienia. Po takim spokojnym wyjaśnieniu na jednej z sesji
    terapeutycznych, pani Kawkowa równie spokojnie stwierdziła, że nie wie,
    dlaczego dotąd tego nie zrobiła i nie wie też, dlaczego też chce to zrobić”-
    relacjonuje w swej książce Krystyna Piotrowska- Breger.
    Jak okazało się w trakcie terapii, pani Kawkowa podświadomie uznała, że
    mordując własną córkę, oszczędzi jej własnych cierpień, których doświadczała
    w obcym kraju...
  • kendo 14.03.06, 22:34
    duzo w tym prawdy,
    czesto slyszalam podobne opowiadania,
    choc tu 30 lat temu bylo zupelnie inaczej,tubylcy lubili "nowych"starali sie im
    pomoc,
    oczywisie duzo zalezy od nas samych ,jakie granice wytrzymalosci psychicznej i
    fizycznej posiadamy.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • aniouek1 14.03.06, 22:04
    Być może nie doszłoby do wielu tragedii, gdyby zarówno ci wyjeżdżający, jak
    i ich najbliżsi, którzy zostają w Polsce, zdali sobie sprawę z ceny, jaką musi
    zapłacić emigrant.

    Jak ostrzega Rene Dubos w książce Człowiek, środowisko, adaptacja : „emigranci
    stają w obliczu niemal wszystkich opisywanych w psychologii trudnych sytuacji,
    od zakłócenia normalnego dotąd trybu życia, zagrożenia swej zawodowej pozycji
    w nowym kraju, po szeroko rozumianą deprywację”.

    Takie zmiany nie pozostają bez wpływu na psychikę człowieka i prowadzą nie
    tylko do depresji czy innych rodzajów psychoz, ale także rozmaitych rodzajów
    nerwic, schizofrenii.

    A czasami wystarczyłaby sumienna „spowiedź” przed terapeutą. Wyrzucenie
    z siebie nagromadzonych żali, niespełnienia i strachu. Lekarz nie tylko
    obiektywniej jest w stanie ocenić naszą sytuację, ale pomóc również przejść
    przez okres żałoby za utraconą ojczyzną i docenić to, co oferuje nam emigracja.

    - Zacząć trzeba od przyznania się przed samym sobą i najbliższymi, że problem
    istnieje. Kolejnym ważnym etapem jest zrozumienie, że dezintegracyjny proces,
    któremu jest się poddanym, a który wyraża się kryzysami tożsamości,
    porozumiewania się i systemu wartości, jest nieunikniony i normalny, a jego
    brak byłby nienaturalny.
    Następnie należy uznać, że zmiana jest możliwa, czyli problem możliwy do
    pokonania. Trzeba jednak przyjąć do wiadomości, że nie da się zmienić ani
    otaczającej nas rzeczywistości, ani ludzi, z którymi przyszło nam żyć, ale że
    możemy zmienić siebie.
    Następny krok, to pogodzenie się z tym, że dokonanie zmiany wymaga determinacji
    i cierpliwości, i polega na pozytywnym, integracyjnym przystosowaniu się do
    nowej rzeczywistości, ale bez wyrzekania się najcenniejszych dla nas duchowych
    i etycznych wartości, które ukształtowały się przed wyemigrowaniem. Istotne
    jest tu zrozumienie, że pozyskanie nowego zwykle wiąże się z utratą starego.

    Trzeba pogodzić się z tym, że nie można tortu i mieć, i go zjeść - tłumaczy
    profesor Wróbel. Nam wypada uwierzyć mu na słowo. W końcu jesteśmy emigrantami
    i wygraliśmy „los na loterii”, czyż nie?

    Cytaty w tekście pochodzą z książek: Teresy Podemskiej, „Czym naprawdę jest
    emigracja?”, prof. Janusza Wróbla, „Emigracja musi boleć”, Krystyny
    Piotrowskiej- Breger, „Ameryka to nie tak miało być”.
    ---
    Artykuł Anny Gołębiowskiej w: Polonika z 02.11.2005 10:38
    wiadomosci.onet.pl/1257184,242,1,1,kioskart.html
  • aniouek1 16.03.06, 12:59
    po raz pierwszy wyjedzie z DOMU by ...zycie układać sobie (i nie tylko sobie)
    poza DOMEM.
    Co będzie dalej? Wróci? ...czy...polecą za nim inne ptaki z "gniazda"?
    Nie wiem.
    WIEM, że...smutno mi i niech tam...że perpektywy itd...mnie po prostu okropnie
    smutno i źle...a najbardziej przykro, że...mogę NIC sad
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 16.03.06, 13:35
    znam ten bol Anioueczku,
    gdy sie dzieciecia ma przy boku i nagle znikaja to boli serducho,
    nasze choc pare km od nas sie wyprowadzilo majac osiemnascie lat,powstala
    pustka straszna,przybywalo przez pare weekendow do domu na obiadki a pozniej
    coraz rzadziej pokazywalo sie w domku...przyzwyczailam sie do "pustki"
    niemniej jednak kontakt jest przez rozne komunikatory.
    zycze szczesliwosci na "obcej ziemi" bo to roznie moze byc.


    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • aniouek1 16.03.06, 17:18
    Kendo...dla mnie DOM to Polska, a "gniazdem" - rodzinny dom nazywam.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 16.03.06, 19:24
    tez tak mowie,o swoim rodzinnym i tu obecnym,
    tak samo tesknie do nich ,jak jestem w kraju i na odwrot.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • mala20033 17.03.06, 01:11
    Pada sniezek..jestem teraz w kraju..ide jutro a moze dzis do ksiegarni!
    --
    ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
    Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
    sie na wszystko...Endre Ady
  • aniouek1 17.03.06, 07:34
    tak miło Cię widzieć. Nie wiem w którym "pokoiku" mieszkasz, czy w centralnej,
    wschodniej, zachodniej, polnocnej czy poludniowej stronie DOMU, ale...ważne,
    że jesteś i że o Szuflandii pamiętałaś.
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • mala20033 17.03.06, 09:19
    Tam gdzie miasto ma dwa rynki..piekne...wiele fos..PIEKNE!
    Dzieki za tytul ksiazeczki...Cudnego Dnia,,
    --
    ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
    Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
    sie na wszystko...Endre Ady
  • kendo 04.02.07, 09:32
    no przybywajcie i szufladki sprzatajcie na powitanie wiosnysmile
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 1111zbe 06.02.07, 19:04
    Hej! to ja co z wlasnej woli opuscila kraj.
    Jest teskno i nostalgicznie ale jak sie powie: A....
    Mowia, ze cos za cos i dlatego wciaz szukam kontaktu z normalnymi ludzmi.
    Nasza szufladka jast dla mnie namiastka tego czego mi brak.
    Pozdrawiam wszystkich na obczyznie smile))
  • kendo 06.02.07, 19:52
    o!?,
    111zbe,
    to Cie tez wiatry rzucily na obca ziemie?
    ja to juz ponad trzydziesci lat....z roznymi uczuciami.

    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 1111zbe 06.02.07, 20:37
    Jestem tu od szesciu lat, ale wierze, ze to nie dozywocie.
    VIVA POLONIA!!! Na imie mam Basia smile)
  • aniouek1 06.02.07, 20:41
    Kendo na Północy a Ty gdzie?
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • 1111zbe 07.02.07, 19:38
    Tzn. za Odra, daleko pod holenderska granica. Jacy "oni" sa wszyscy wiemy. Na
    szczescie mam meza, co ma domieszke polskiej krwi i troszke rodziny przy sobie.
    Pozdrowionka tak cieplutkie jak powiew "naszego" wiaterkusmile)
  • aniouek1 07.02.07, 19:46
    jesteśmy w jednej SZUFLADZIE, a tu już tak daleko nie jest i...bardzo dobrze smile
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 07.02.07, 20:26
    porozrzucalo nas po swiecie...
    Basiu,ja na poludniu szwecji,jak to sie mowi,ze w dobra zime morza by Baltyk na
    lyzwach przemierzyc i juz w kraju sie jestwink)
    wspominasz o Odrze..czyli cos z dolnego slaska??,bylybysmy zatem sasiadkamismile

    pozdrawiam cieplutko.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 1111zbe 07.02.07, 21:30
    Jestem z kartoflandii, a dokladnie z Pily. Czy czujesz sie jeszcze obco czy
    moze to przechodzi z czasem??????????????? i kiedy bo nie wiem czy warto czekac.
  • kendo 07.02.07, 22:05
    1111zbe napisała:

    Czy czujesz sie jeszcze obco czy
    > moze to przechodzi z czasem??????????????? i kiedy bo nie wiem czy warto
    czekac
    > .
    nie bardzo zrozumialam o co Ci chodzi,
    ale sprobuje ....z chwila poznania jezyka i ich obyczajow/zwyczajow czuje
    sie,jak w domu,niemniej tesknota powraca za krajem zwlaszcza w nasze sw.Bozego
    Narodzenia/Wielkanocy.
    wiesz,kazdy moze sobie "stworzyc" swoje miejsce"w kaciku" danaego kraju i czuc
    sie dobrze,choc znam osoby mieszkajace niemal tal dlugo jak ja i w dalszym
    ciagu psiocza na wszystko i chca wracac,i jakos nie widac by czynili jakies ku
    temu kroki,bo przeciz trzeba zaczac od nowa zycie po powrocie,zmienilo sie tak
    duzo na roznych frontach.

    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 1111zbe 07.02.07, 22:58
    Dzieki, zrozumialas mnie dobrze.Ja tez wyscielilam sobie poslanko i ogrzewam
    sie dobrymi wspomnieniami.Jestem tu bo tak wybralam, czasami tylko wraca
    tesknota. Jeszcze raz dzieki, milych snow - dobranoc smile))
  • kendo 07.02.07, 23:02
    o! i jeszcze raz sprawdza sie moje zrozumienie ludzi na obczysniesmile)
    ja to sie zaczelam chwalic,ze mam "dwa domy"..a co??,tak jest naprawde,
    ten rodzinny w kraju i tu na obczyznie,
    o!,nawet jestesmy bogatsi w rozne doswiadczeniasmile

    pieknych snow zycze.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • rzulw 08.02.07, 02:55
    Dobry wieczór (noc właściwie)
    postanowiłem tutaj się przywitać. Znowu należę do grona polonusów, których
    pozdrawiam serdecznie - "normalnych" Polaków też pozdrawiam big_grin




    --
  • aniouek1 08.02.07, 07:40
    Rzulwik drogę do Szuflandii odnalazł!!!!!
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • kendo 08.02.07, 11:42
    ja tez zadziwiona wielce Rzulwiku ...ale milo bylo poczytac co i gdzie
    sie "obracasz",
    mam nadzieje,ze masz sobie dobrze tam gdzie jestes i nic Ci niebrakuje...no
    moze tylko tesknota za krajem drazy serducho....bo to dopada wszystkich poza
    krajem.
    miej sobie tam dobrze.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • 1111zbe 08.02.07, 19:10
    Witaj w polonijnym kaciku naszej przyjaznej szuflady. A gdzie cie wiatry
    rzucily??????
  • mala20033 08.02.07, 18:08
    To o mnie..
    Ja jestem poza Polska.
    Dzien Dobry Rzulwiku!
    --
    ....Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia !
    Szlachetność jest przereklamowana wink
  • aniouek1 08.02.07, 22:45
    <jupi>! <jupi>! <jupi>! <jupi>! <jupi>! <jupi>! <jupi>!
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • aniouek1 14.09.07, 23:58
    a w szufladzie...jak roznizane koraliki w mamusinej szkatułce
  • aniouek1 08.03.08, 23:14
    gdzie jest Mala? Tradycja? Basia?

    Ponoć tak wielu wyjechało z Polski ostatnimi laty, a do Klubu Polonii
    w Szuflandii jakoś nie trafiają sad
  • henryk245 10.03.08, 11:46
    henryk245@gazeta.pl

    .. taki sobie Bialy Mis
    polarny wolnomysliciel

    Pozdrawiam Wszystkich Forumowiczow
  • aniouek1 10.03.08, 12:52
    miło Cię "Misiu" widzieć!

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • henryk245 13.03.08, 18:23
    Misi wypelzl z gawry
    glodny i zly
    wiecej turystow prosze ...
    musze sie odezrec
  • kendo 15.03.08, 10:14
    : -)))))))))))))))))))))),
    mysle,ze juz wiecej nie potrzebujesz papusianiawink
    bo jak bys wygladal jeszcze lepiej odrzywiony??,
    wystarczy,ze wygladasz,jak wygladaszwink)
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
    nie gaś nigdy światła nadziei
    (Bob Dylan)
  • aniouek1 15.03.08, 16:13
    przynajmniej tak powinno być O! i JUZ!
    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • aniouek1 25.02.10, 23:32
    i gdzie TEN Klub? gdzie TA POLONIA?
  • kendo 03.03.10, 16:26
    smile)))))))))))))))))))))))
    ech,
    wszyscy jakos na rozjazdach ostaniowink
    tradycja/mala - no One powinny sie tu troszke poudzielacwink
    ja dolacze gdy wrocesmile
    --
    *

    Vistula

    *
    gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
  • aniouek1 20.02.11, 19:51

    --
    prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
    - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
  • marucha1 04.02.12, 07:37
    Trzeba chyba bedzie pomyslec o klubie dawnej szuflandii.
  • aniouek1 17.05.12, 21:34
    tak mi się myśli,że..Klubowicze stanowią trzon SZUFLADY i...chyba dobrze myślę wink
  • aniouek1 28.10.13, 02:57
    "posypał" się na amen?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.