Dodaj do ulubionych

Buractwo czy nowe obyczje?

02.12.07, 16:46
W ten weekend doznalam szoku. Slyszalam o przypadkach uciszania na kabatach
glosniejszych imprez przez wylewanie wody - czystej badz z octem - na ludzi
przebywajacych na "imprezowym balkonie" ale bylam przekonana ze to wymysly...
dopoki sama nie bylam swiadkiem takiej akcji.. sobota, impreza andrzejkowa,
bylo dosc kameralnie bez glosnej muzyki - po prostu pogaduch przy winie ...
palacze wychodzili na chmurke na balkon... zrobilo sie pozno, stoimy na
balkonie na dymku i nagle strumien wody leje sie na nas z gory... moze
faktycznie bylismy za glosno ale zeby w taki sposob uciszac impreze? mysle ze
naprawde wystarczylo zejsc pietro czy dwa nizej i po ludzku zwrocic uwage ze
jest za glosno a nie lac wode i w tym samym czasie dzwonic po policje... no
chyba ze takie czasy i tak obecnie buduje sie relacje z sasiadami? Smutne tosad
Edytor zaawansowany
  • 02.12.07, 18:27
    A po co ta woda była z octem?
  • 02.12.07, 20:53
    A czemu paliliście na balkonie ? To takie same buractwo jak polewanie wodą z
    góry. Trafił swój na swego, hehe wink
  • 02.12.07, 21:08
    dokładnie-dziwisz sie temu polewaniu, a ja dziwie sie paleniu na
    balkonie.

    smutne to sad
  • 02.12.07, 22:19
    Zgadzam się że zatruwanie sąsiadów z balkonu, to straszne buractwo.
    Słuszniejsze byłoby zadymianie własnego mieszkania, przy szczelnie zamkniętych
    oknach. Jak ktoś lubi, to niech sam śmierdzi.
  • 02.12.07, 22:45
    wypowiem sie odnosnie palenia na balkonie. to straszne buractwo oraz chamstwosmile
    hehe nie wpadlam tylko nigdy, zeby polewac kogos wodasmile choc jak mi smrod oknem
    do sypialni wlatuje, to az mnie nosi czasem...
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • 03.12.07, 09:00
    a w którym bloku na KD jeśli można wiedzieć takie atrakcje??
    super sąsiedzi, naprawdę pozazdrościć...ehh
    i przepraszam, ale nie rozumiem problemu z paleniem na balkonie, to trzeba komuś
    pod oknem palić żeby dym wleciał do mieszkania
  • 03.12.07, 10:21
    uciszanie czy zwracanie uwagi ludziom "pod wpływem" często nie ma
    sensu, bo do nich to nie dociera. Uciszą się na 3 min. Człowiek nie
    zdąży dotrzeć do swojego mieszkania jak tam od nowa się rozkręca
    głośność. Tak samo jest z paleniem na balkonie. Nie dość, że
    śmierdzi, bo dym z wiatrem wlatuje przez okno, to jeszcze trzeba
    wysłuchiwać jakichś dyrdymałów. A głos się niestety niesie w nocnej
    ciszy ...

    --
    Olusia
    My
  • 03.12.07, 10:26
    Nieprawda-gdy palisz na balkonie to dym wieje do sasiadów...

    chyba ze wiatr wieje inaczej ale ja bym na to nie liczyła...smrodz
    sobie w mieszkaniu, czemu mi smrodzisz?
  • 03.12.07, 12:09
    Wody lanie-nie pochwalam

    Ale palenie na balkonie, albo na klatce schodowej jest conajmniej
    tak samo niekulturalne. Nie mowiac o glosnym zachowywaniu sie noca.
    Mysle ze skoro rozmowy na balkonie zima, komus przeszkadzaly, to nie
    mogly to byc kulturalne rozmowy cichym glosem....Takie rozmowy przy
    zamknietych oknach raczej nie przeszkadzaja. Obawiam sie ze
    to "cos" na balkonie (nie mowiac o tym "czyms" w mieszkaniu
    przynalezacym do balkonu) musialo byc bardzo dokuczliwe skoro komus
    chcialo sie dokonywac takich sztuk (wylewanie wody) w srodku nocy.

    W moim bloku byli imprezowicze, ale juz ich nie ma. Sam wlasciciel
    mieszkania ich sie pozbyl (bo to byli wynajmowacze) kiedy dostal
    grzywne z sadu grodzkiego (udalo sie sprawe doprowadzic do konca).
    Ukarany zostal i wlasciciel i sam sprawca (bo do tego wszystkiego
    jeszcze pobil policjanta na sluzbie). Teraz mamy mloda rodzine z
    dwojka dzieci.
  • 03.12.07, 12:18
    metody nie pochwalam, ale musieliście nieźle dać do pieca, skoro ktoś się aż tak
    zdenerwował.
    Smród papierosów, hałasy. Wiem, co mi napiszesz, że nikt nie krzyczał. W nowym
    budownictwie, które na ogół, niestety, oparte jest na planie studni głos nawet o
    normalnym tonie słychać dużo, dużo bardziej wzmocniony. A alkohol , dodatkowo
    powoduje, że komuś, komu wydaje się, że nie podnosi głosu, tak się tylko wydaje.
    A można było wybrać się na imprezę w miejsca do tego przeznaczone, typu klub,
    gdzie można smrodzić papierochami i głosować, ile wlezie.
    Cóż, mam wrażenie, że pisząc post spodziewałaś się ataków na lejących wodę,
    dziwnym trafem jakoś nie widzę zwolenników imprezowiczów. Ale możesz przyjąć
    założenie, że takie tu u nas buractwo.
    --
    Japonia
  • 03.12.07, 17:15
    Niestety mogę tylko potwierdzić: Palenie na balkonie i przytruwanie
    sąsiadów to wkurzające ARCYBURACTWO.
  • 03.12.07, 19:02
    Sasiedzi mieszkajacy pode mna maja w zwyczaju palic na balkonie w
    czasie imprez (stadnie, oczywiscie). Caly dym wpada do mojego
    salonu, potem nawet do sypialni... Rozpacz sad
  • 03.12.07, 19:36
    Nie obraźcie się, ale ten wątek trąci problemami przyjezdnych w
    adaptacji do życia w mieście. Całe życie mieszkam w Warszawie, w
    blokach. Nauczyłem się jednego, to sztuka kompromisu. Co lokator, to
    inny problem. Dobrze się mieszkało w starych blokach na Pradze. Tam
    ludzie szanowali niepisane reguły. Przyjezdni tzw. talary, było ich
    mało, równali do większości i nie chcieli się wyróżniać. Dziś taki
    blok pełen talarów, a pełno ich na Kabatach, to tykająca bomba
    zegarowa.
  • 03.12.07, 19:55
    piękne!!! ładniej bym tego nie ujęła!!!
    Pozdrowienia dla prawdziwego Warszawiaka- Warszawianka.

    ps.talary uczcie się od Warszawy nie warszawianistów!!!
  • 03.12.07, 20:19
    Buractwo jest niezależne od pochodzenia.
    Warszawiak z dziada-pradziada nie jest NIKIM LEPSZYM od Warszawiaka
    z przeprowadzki.
  • 09.01.08, 10:48
    cotymowisz napisała:

    > piękne!!! ładniej bym tego nie ujęła!!!
    > Pozdrowienia dla prawdziwego Warszawiaka- Warszawianka.
    >
    > ps.talary uczcie się od Warszawy nie warszawianistów!!!


    no to jest przyklad kompletnego buractwa
    jak widac wiesni8actwo mentalne gniezdzi sie nawet w "prawdziwych
    warszawiakach z dziada pradziada i baby pra-baby"

    palenie na balkonie to chamstwo
    wiele wspolnot zakazuje tego w swoich regulaminach
    podobnie jak grilowania na balkonie i odpalanie petard z doniczek

    jezeli nie przeszkadza palaczom dym papierosowy to czemu wychodza na
    balkon

    polewanie woda moze nie jest najkulturalniejszym sposobem ale
    zwrocenie grzecze uwagi zazwyczaj konczy sie wyjatkowo chamskimi
    bluzgamni ze strony "kulturalnych palaczy" uncertain
  • 10.01.08, 13:33
    Popieram cotymowisz. Stwarzanie problemów, których nie ma. Jedni palą inni
    gotują smakołyki o wątpliwym zapachu do tego trzeba się poprostu przyzwyczaić.
    Ja całe życie mieszkam w pobliżu centrum i tutaj nie ma takich dziwnych
    problemów. Każdy z mieszkańców ma swoje przyzwyczajenia, każdy jest pod jakimś
    względem uciążliwy, ale nikt nie robi z tego problemu. Zycie w bloku wymaga
    poświęceń, a lanie wodą na sąsiadów nawet podczas imprezy to faktycznie
    buractwo. Jeśli mieszka się w bloku trzeba liczyć się z tym, że sąsiedzi mogą
    być różni, mogą być palaczami. Kupując mieszkanie musimy wziąć to pod uwagę.
    Palili na własnym balkonie nie na cudzym, więc mieli do tego prawo, a to, że
    czasem dym wpada do mieszkań sąsiadów - cóż taki urok mieszkania w bloku. Z
    resztą tak jak pisałam jedni palą co dostaje się być może do innych mieszkań, a
    inni mogą gotować coś o intensywnym, niekoniecznie przyjemnym zapachu co też
    może dostać się do mieszkania sąsiadów lub na klatkę schodową. Powtarzam jeśli
    ktoś zdecydował się na mieszkanie, a nie na domek musi ponosić tego konsekwencje.
  • 03.12.07, 20:20
    Nie wszyscy mamy ochotę na tolerowanie zwyczajów narzucanych przez lumpów z
    praskich ruder. Wbrew temu co o sobie mówią, są tylko niechlubnym marginesem,
    nie reprezentacją Warszawy.
  • 03.12.07, 20:30
    Po pierwsze uwazalabym z uzywaniem slow pt. lumpy z praskich ruder... chyba ze
    to rozmowa w stylu 'oczywista oczywistosc'
    Prawde mowiac kiedy rozpoczynalam watek mialam nikla nadzieje na to ze troche
    wiecej ludzi zrozumie na czym polega zycie w blokowisku - sorry ale kabaty to
    blokowisko... Wspolzycie w takiej spolecznosci to tak jak ktos powiedzial sztuka
    kompromisu... nie bede wnikac - bo po przeczytaniu powyzszych postow nie widze w
    tym sensu - ile ludzi bylo, ile alkoholu.. twierdze jedynie ze naprawde warto
    czasem sie wysilic i zwrocic uwage slownie, jesli to nie skutkuje wezwac policje
    a nie wylewac wode na ludzi - to trąci nieco kargulstwem... a jesli chodzi o
    palenie na balkonie - to tez cena mieszkania w bloku...
    pozdrowienia dla warszawiakow i talarow
  • 03.12.07, 20:47

    > wiecej ludzi zrozumie na czym polega zycie w blokowisku - sorry
    ale kabaty to
    > blokowisko... Wspolzycie w takiej spolecznosci to tak jak ktos
    powiedzial sztuk
    > a
    > kompromisu...



    Swiete Slowa !!!

    Tylko ja jako kompromis rozumiem nie robienie tego co innemu moze
    przeszkadzac np puszczanie glosnej muzyki, palenie na balkonie.
    Zachowujac sie kompromisowo nalezy brac pod uwage ze gdzies zasypia
    male dziecko, gdzies ktos choruje z goraczka 40 stopni, a gdzie
    idziej ktos wlasnie wrocil z lotu do USA i marzy o tym aby sie
    wreszcie wyspac. To jest mily sasiedzie KOMPROMIS.


    Miasta polskie to w duzej wiekszosci blokowiska, nie widze w tym
    okresleniu niczego pejoratywnego (choc rozumiem ze kolega chcial
    zrobic przykrosc tym wrednym mieszkancom Kabat, niech se nie mysla
    ze mieszkaja niewiadomo gdzie...). Pejoratywne nie jest samo
    mieszkanie w blokowisku (malo kulturalne jest wytykanie tego komus,
    to niewatpliwie), jest nim natomiast zachowanie "wolnosc Tomku..."-
    niezaleznie czy w blokowisku czy na swoim ranczo (bo nawet posidajac
    najwieksza posiadlosc jakis sasiadow sie ma...).

    Z sasiedzkim pozdrowieniem
    Mieszkanka blokowiska, od urodzenia Warszawianka (swoja droga jakos
    z okresleniem talar sie nie spotkalam, u mnie na mokotowskim
    podworku nie uzywano...)
  • 03.12.07, 21:00
    > Tylko ja jako kompromis rozumiem nie robienie tego co innemu moze
    > przeszkadzac np puszczanie glosnej muzyki, palenie na balkonie.
    > Zachowujac sie kompromisowo nalezy brac pod uwage ze gdzies zasypia
    > male dziecko, gdzies ktos choruje z goraczka 40 stopni, a gdzie
    > idziej ktos wlasnie wrocil z lotu do USA i marzy o tym aby sie
    > wreszcie wyspac. To jest mily sasiedzie KOMPROMIS

    Wszystko sie zgadza i nie zamierzam sie z tym spierać. Sama wychowalam sie w
    bloku i byly różne sytuacje - glosne imprezy gdzie glosne rozmowy na balkonie to
    bylo nic. Twierdze tylko ze czasem naprawde wystarczy zwrócic uwage i
    przypomniec rozentuzjazmowanemu towarzystwu, ze moze nie zwrócili uwagi ale jest
    pozno i niektorzy chca miec spokoj i spac a nie od razu lapac sie za radykalne
    sposoby pt. lanie wody. Ja taka metode (zastukanie do drzwi i zwrocenie uwagi
    gospodarzowi) praktykowałam i nigdy nie bylam zmuszona interweniowac ponownie
    ani wzywac policji. Tak sie sklada, ze w tym miejscu "imprezy" (w cudzysłowie bo
    to przypominało raczej posiadówke - pijacych malo bo glownie kierowcy) odbywaja
    sie sporadycznie... I tyle... czy naprawde trzeba od razu lac wode???
  • 03.12.07, 22:19
    Nie, nie trzeba. (swoja droga naprawde trzeba byc zdeterminowanym...)

    Jak przeczytasz dokladnie posty (w tym moj) nikt lania wody nie
    pochwala.

    Niemniej taka sama miara ocenilismy buractwo w postaci lania wody,
    jak i buractwo w postaci zaklocania miru domowego (jest cos takiego).
  • 04.12.07, 00:37
    nie to zebym tłumaczyła zachowanie sąsiadow polewajacych woda ale
    moze byla późna godzina i sasiedzi nie mieli ochoty biegać po
    schodach w piżamach? a moze wasze nocne party odbywało sie nie po
    raz pierwszy i byli zdesperowani? w kazdym razie ich interwencja,
    jak przypuszczam, byla skuteczna i o to chodziło. I powinno dac wam
    to do myslenia.
    A co do zycia w blokach to najbardziej sprawdza sie tu najprostsza
    formuła, w dodatku wszystkim znana "nie rób drugiemu co tobie
    niemiłe".
  • 03.12.07, 20:47
    A Ty znowu swoje. Nie masz pojęcia o Pradze, a odrazu urągasz całemu
    światu. I mojej skromnej osobie, praskiemu lumpowi z dyplomem i
    paroma innymi papierami. Twoja postawa to typowy talar. Wiedzący
    wszystko najlepiej, obrażony na cały świat pełen głupków, lumpów
    itp. A tak naprawdę zagubiony, przstraszony życiem w wielkim
    mieście, bojący się etykietki "wieśniaka", przygnieciony
    codziennością, kredytami, zyciem na pokaz, które dodatkowo męczy.
    Wyluzuj, zamów lornetę i meduzę, przytul się do kogoś. A jutro nie
    czekaj, powiedz pierwszy cieciowi "dzień dobry". Pewnie miotła
    wypadnie mu z ręki.
  • 03.12.07, 21:19
    kecajek2 napisał:
    > urągasz całemu światu. I mojej skromnej osobie, praskiemu lumpowi
    Uważasz się za cały świat? Co do twojej samo-oceny, współczuję.

    >Twoja postawa to typowy talar.
    Słownictwa i stosunku do innych - także.

    > A tak naprawdę zagubiony, przstraszony życiem w wielkim
    > mieście, bojący się etykietki "wieśniaka", przygnieciony
    > codziennością, kredytami, zyciem na pokaz, które dodatkowo męczy.
    > Wyluzuj, zamów lornetę i meduzę,

    A z czego wnioskujesz, że jestem przygnieciony kredytami, życiem na pokaz itp?
    Czyżby to były fobie które cię dręczą, a poczucie bycia "prawdziwym
    Warszawiakiem ze Szmulek", reakcja obronną?
    BTW: Twoja "lufa", nie rozwiąże twoich problemów. Co najwyżej na chwilę cię
    znieczuli. Znów uwierzysz że jesteś "całym światem" wink
  • 03.12.07, 21:26
    Pogardliwe mówienie o dozorcy - cieć, a o tych którzy przyjechali do Warszawy,
    kilkanaście lat później niż ty - talary, to objawy twojego luzu i
    "wykształcenia"? Gdzie zdobywa się taką kulturę?
  • 03.12.07, 21:43
    Janie W... chyba nie na miejscu jest wytykanie innym uzywanie słowa ciec zamiast
    dozorca kiedy samemu sąsiadów z drugiej strony Wisly nazywa sie lumpai..

    i dajcie spokoj z tymi wyzwiskami bo to do niczego nie prowadzi... wystarczy ze
    prezydent dzieli podwórka na lepsze i gorsze.
  • 03.12.07, 22:11
    Jest tu podstawowa różnica:
    Cieć - to pogardliwe określenie dozorcy, zwykle używane przez margines
    społeczny. Zwykłe, wulgarne wyzwisko.

    Lump - to postawa społeczna. Definicja z wikipedii:
    slang.pl/index.php/Lump jest wprawdzie bardzo zawężona, ale w odniesieniu
    do człowieka, który w wielu postach namawia: wypij setę, walnij lornetę, wypij
    setę itd itd - całkowicie pasująca.

    Pisząc lump, miałem na myśli przedstawiciela lumpenproletariatu:
    Cyt. "Cechuje go odrzucenie wartości wyższych, norm moralnych i obyczajowych,
    akceptacja działań poza prawem i na granicy prawa".

    Te cechy w tej i innych wypowiedziach w innych wątkach, Jacka vel kecajka, są
    wyraźnie widoczne.
  • 03.12.07, 22:30
    I dlatego bliżej mi do lumpa z Pragi, niż do Ciebie, Janku. On nie
    nasmrodzi mi pod domem podgrzewając silnik, nie obleje mnie wodą z
    octem, czy bez, nie będzie trzepał dywanu na balkonie, palił. Nie
    wezwie policji, straży miejskiej, powołując się na regulacje prawne.
    Po prostu zna znaczenie słowa kompromis. Miło się z Tobą gada, ale
    my to dwa światy. Ty nigdy nie zrozumiesz mnie, a ja Ciebie. A swoją
    drogą, emocje nie są Twoją silną stroną. Popracuj nad rozumieniem
    takich słów jak ironia, sarkazm, przenośnia. Musisz mieć jakieś
    problemy z alkoholem, upijasz się setą?
  • 03.12.07, 22:41
    Ciągle wmawiasz mi zmyślone rzeczy, które jak ci się wydaje mnie obrażą.
    Nie oblewam wodą ludzi, nie trzepię dywanów, nie muszę grzać silnika.
    Natomiast lumpów takich jak ty, tępię i wzywam policję, gdy łamią prawo. W
    przeciwieństwie do nich, cenię dobro nie tylko prywatne, ale także publiczne.
    Rzeczywiście, żyjemy w różnych światach. Ty jesteś niewolnikiem (znów wygrał
    twój ideał Putin). Ja - obywatelem.
  • 03.12.07, 23:06
    Ajak tępisz lumpów, kiedy nie łamią prawa? Wyrywasz chwasty,
    obywatelu?
    A Putin nie jest moim ideałem. Nic nie zrozumiałeś.
  • 04.12.07, 10:19
    sjp.pwn.pl/lista.php?co=cie%E6
    cieć pot. «dozorca»

    sjp.pwn.pl/lista.php?co=lumplump
    1. pogard. «człowiek z marginesu społecznego»
    2. daw. «nierób i hulaka»

    Wg mnie słownik języka polskiego PWN jest lepszym źródłem niż slang.pl. Warto
    też zerknąć na znaczenia słów 'pogardliwy' i 'potoczny' w razie wątpliwości.
    Na koniec dodatek:
    sjp.pwn.pl/lista.php?co=lumpenproletariat
    lumpenproletariat «najniższa warstwa społeczeństwa industrialnego, składająca
    się z ludzi bez zawodu i stałej pracy»
  • 04.12.07, 13:02
    SJP, jest bardzo skrótowy. W efekcie bywa wybiórczy. Można go traktować jako
    jedno ze źródeł, ale nie ostateczną wyrocznię.
  • 04.12.07, 13:30
    A co można traktować jako ostateczną wyrocznię?
  • 04.12.07, 13:40
    Niestety (na szczęście?), życie jest znacznie bardziej skomplikowane. Gdyby
    istniały ostateczne wyrocznie, nie byłyby potrzebne wybory, sądy, kolegia
    naukowe, interpretacje itp.
  • 04.12.07, 13:59
    Czy sugerujesz, żeby w sprawie sprawdzenia znaczenia dwóch słów zorganizować
    wybory, iść do sądu, uzyskać skądeś interpretację lub zgłosić się do jakowychś
    kolegiów naukowych?

    No, pożartowaliśmy, a istotą tego, dlaczego się w ogóle odezwałem było to, że
    przeciwstawiłeś pogardliwego ciecia niepogardliwemu lumpowi. A właściwie to, że
    twierdzisz, że nazywanie kogoś lumpem nie jest pogardliwe i w domyśle
    zdecydowanie kulturalniejsze niż nazywanie cieciem. Następnie twierdzisz, że SJP
    jest wybiórczy, samemu wcześniej powołując się na slang.pl, który zawiera 307
    haseł, a wśród nich to: slang.pl/index.php/Grzeg%C3%B3rzki_Stare .

    A ja uważam, że nazywanie kogoś lumpem jest równie niekulturalne co nazywanie
    cieciem, a także, że SJP jest świetnym słownikiem i warto z niego korzystać.
    Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to szkoda.
  • 04.12.07, 14:08
    Jak pisałem, życie nie jest takie proste.
    Jeśli nazwiesz sąsiadkę, małpą - jest to obraźliwe.
    Jeśli użyjesz tego słowa, w stosunku do małpy, nie obrazisz jej.
    Podobnie z lumpem.
  • 04.12.07, 14:25
    Rozumiem o co ci chodzi, ale brzmi to trochę jak wykręcanie się. Bo co prawda
    nie napisałeś tego wprost, ale zdecydowanie zasugerowałeś, że uważasz kecajka2
    za jednego z "lumpów z praskich ruder".
    W tej sytuacji (także zgodnie z twymi słowami o małpie):
    1. albo naprawdę wierzysz w to, że kecajek2 jest lumpem;
    2. albo to jednak miało być obraźliwe.
    Czytam cię od dłuższego czasu (zresztą trudno nie czytać na tym forum smile) i
    wydajesz się być inteligentną osobą, więc ciężko mi uwierzyć, że twoja opcja to
    numer 1.
  • 04.12.07, 14:46
    To mnie załatwiłeś/aś wink))
    Mimo wszystko - wierzę. Mam podstawy.
  • 04.12.07, 15:12
    Wybacz, ale przeczytałem chyba wszystkie wątki kecajka i stawiam na
    niego. Dlaczego?
    Wyzywanie kogoś od lumpów, buraków, niewolników świadczy o niskiej
    kulturze lub jej braku.
    Nie odpowiadasz na pytania konkretem, tylko inwektywami. Nawet w ty
    poscie. Jakie masz podstawy, znasz go, wiesz kto to, spotykasz się z
    nim? Konkretna odpowiedź brzmiałaby: Mam podstawy, bo go znam ciągle
    pije, lezy na chodniku, sika na trawniku. To lump.
    Natomiast, rzeczywiście, facet ma dużą wiedzę, w pełni zgadzam sie z
    nim na przykład na temat art. spożywczych. To moja branża zawodowa.
    Społeczeństwo jest zróżnicowane, nie wszyscy znają się na
    bankowości, usługach itd. Ty natomiast wszystko wiesz najlepiej, to
    bezustanne powoływanie się na źródła internetowe, żadnego kompromisu.
    Poza tym, chyba wogole nie masz poczucia humoru, facet wyraźnie
    żartuje.
    Jeśli miałbym możliwość wyboru sąsiada, to zdecydowanie kecajek2.
    Nie odpisuj mi, nie mam czasu na słowne przepychanki, a wrócę tu
    pewnie dopiero za pare dni. Poza tym uważam forum za bardzo ciekawe,
    taki obraz naszych czasów w miniaturze.
  • 04.12.07, 15:49
    re-n napisał:

    > Wybacz, ale przeczytałem chyba wszystkie wątki kecajka

    Wybaczam, ale wyraźnie nie przeczytałeś jego wszystkich postów.
    Obawiam się, że nawet pobieżnie.
  • 03.12.07, 21:57
    Zacznijmy od początku. Urodziłem sie w Warszawie, podobnie jak moi
    rodzice i dziadkowie. Nie stawia to mnie w szeregu jakiś lepszych
    warszawiaków, a pozwoliło na lepsze poznanie tego miasta. Jego
    historii. To długa opowieść.
    Potem niezła szkoła i studia. Ot taki lump z Pragi, tyle, że z
    dyplomem. Nie ze Szmulek, a Targówka. Emocjonalnie związany ze starą
    prawobrzeżną Warszawą. Bliżej jest mi tam kulturowo, niż do
    różnych "som" majom" "sorkom" "cool" i "trendy". Dlaczego? Bo jestem
    stąd. Ani zaleta, ani wada. Fakt i już.
    Pozostałe Twoje wywody to zwykły mechanizm projekcji, potwierdzający
    moją teorię na temat Twojej osoby.
    Nie "lufa" bo to plebejskie, a "lorneta".
    Ciecie od lat sami o sobie, tak mówią. Kanary też. To po prostu
    elemetnt subkultury. Coś tam było jeszcze, ale pisałeś w dwóch
    wątkach. Widzę tylko ten ostatni.
    Teraz oglądam jeden z głębszych inaczej amerykańskich gniotów, ale
    pisz. I uśmiechnij się.
  • 03.12.07, 22:24
    kecajek2 napisał:
    > Coś tam było jeszcze, ale pisałeś w dwóch
    > wątkach. Widzę tylko ten ostatni.

    Wątkach czy postach? Jeśli chodzi ci o wątki, pisałem w bardzo wielu.
    Jeśli o posty w tym wątku, wszyscy widzą dwa (moderatorzy także i mogą ci to
    poświadczyć).
    Nie pij więcej tego świństwa. Uszkadza wzrok i nie tylko.
    Miłego ogladania seriali argentyńskich wink
  • 03.12.07, 22:40
    Titanic jest argentyński? Nie wiedziałem. Myślałem, że amerykański.
    Jakie świństwo? Ok. Daniels obraziłby się. Choćbyś wydał mi
    certyfikat od trzech moderatorów, ja widzę tylko ten na który
    odpowiadam. Widocznie mój durnowaty laptop jest z Pragi, cholera
    pewnie podróba ze Stadionu. Wątki, posty, co za różnica, jak i tak
    wszystko co piszesz, pozbawione jest wiedzy. Elementarnej.
  • 03.12.07, 22:47
    kecajek2 napisał:
    > ja widzę tylko ten na który odpowiadam.
    To już ustaliliśmy wink)

    > Wątki, posty, co za różnica
    Już się wycofujesz z fałszywych zarzutów.

    > Jakie świństwo? Ok. Daniels obraziłby się
    Brawo wielki bogaty, panie. Pochwal sie jeszcze jaki masz samochód i gdzie
    jeździsz na wakacje. wink)

    BTW: Pożartować mogę z przyjaciółmi, nie z lumpami.


  • 03.12.07, 22:54
    Jeśli ich masz, Janku.
    Do czego potrzebne Ci są informacje na temat mojego samochodu i
    wakacji? Nie posuwasz się za daleko? Nie byliśmy nawet,
    przedstawieni sobie.
  • 06.01.08, 13:14
    na tym poziomie....przeczytałem dziś tą wymianę zdań i jestem nieco
    poruszony..pozdrawiam
  • 03.12.07, 22:44
    Są te durne reklamy, a tak napisałbym Ci coś.
  • 20.12.07, 14:10
    Od zawsze w Warszawie mówiło się na dozorcę - cieć. Jesli tego nie
    wiesz, znać, że chowałeś się gdzie indziej.
    --
    byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za PLATFORMĄ !
  • 20.12.07, 14:58
    szczurwa napisała:

    > Od zawsze w Warszawie mówiło się na dozorcę - cieć.
    Może w twoim środowisku. W moim mówi się i mówiło - dozorca.

    > Jesli tego nie wiesz, znać, że chowałeś się gdzie indziej.
    Jak wyżej wink
  • 20.12.07, 14:07
    100 % racji, niestety !
    --
    byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za PLATFORMĄ !
  • 04.12.07, 07:58
    Szanując prawa innych domagam sie, zeby szanowano takze i moje.
    Nie będe wzywała policji, polewała woda, rzucała k=====i itd (
    kompromis) nawet gdy impreza nie kończy się z wybiciem 22.00, ale
    domagam sie, aby szanowano takze moje. Mam prawo do niezasmrodzonego
    przez palaczy powietrza. To nie prawda, że dym nie dostaje się do
    mieszkania sąsiadów. Nie godze sie na dyktaturę palaczy.
    I nie ma to znaczenia kto gdzie mieszkał, kto gdzie się urodził, a
    nawet kto ma jakie wykształcene. To kwestia kultury.
    P.S. Bawią mnie podziały na Warszawiaków i "Talarów". Sama urodziłam
    sie w Warszawie całkiem, całkiem dawno, choc moi rodzice pochodzą z
    innych stron Polski. W Warszawie studiowali i nie były to pierwsze
    pokolenia dyplomów.
    Warszawiakom przypominam, że 4/5 mieszkańców NASZEGO miasta zginęło
    w czasie wojny. Tak więc gdyby nie "Talary" Warszawa liczyłaby
    kilkuset mieszkańców.
  • 04.12.07, 10:13
    Zupełna zgoda. Podzielam Twoje stanowisko w całości. Gdyby większość
    tak postrzegała życie w zbiorowości, w Warszawie żyłoby się lepiej,
    wygodniej, z uśmiechem. Reszta Polski może nawet by nas polubiła.
    A ja pewnie obejrzałbym kolejny raz Titanica,zamiast próbować
    dokonać niewykonalnego tzn. wywołać uśmiech na twarzy jana-w.
  • 04.12.07, 12:03
    Człowiek, który sięga po wodę i leje z góry na dość kulturalnie bawiących się
    własnych sąsiadów, też przecież ludzi - musi być leczony bo jest zwykłym chamem!
    Też potępiam palaczy, ale trochę inaczej niż wy tutaj piszecie.
    Zamknąłbym jako poszkodowany sąsiad okno, jeśli faktycznie czułbym dym,
    hipokryzja raczej w takich stwierdzeniach jest wielka, nakryłbym się poduszką i
    dałbym sobie siana.
    Potrafię się wyluzować i potrafię pozwolić moim sąsiadom dwa czy też trzy razy
    do roku na bezkarne zakłócenie mojego miru. Ludzie są tylko ludźmi i mają prawo
    do własnej zabawy, kilka razy do roku to oczywista dla wszystkich norma.
    Z sąsiadem powinno się żyć w zgodzie, i to absolutnej!
    Oczywistym faktem i objawem kultury jest to, by jeszcze przed imprezą ładnie
    się uśmiechnąć i poprosić sąsiada o wyrozumiałość - bo będę miała gości.
    Sądzę, że balkon został użyty tylko dlatego, że większa ilość palaczy nie
    pomieściłaby się np. w WC czy też w łazience.
    Oceniam jednak, że przypadek palenia papierosów na balkonie w grupie palaczy,
    nie jest notoryczny, i oburzenie piszącej jest właśnie dlatego.
    Nie wyobrażam sobie faktu, który zaczynacie sugerować, by wszyscy goście imprezy
    zrobiliby sobie sjestę papierosową w przysłowiowym kiblu.
    Chcą zapalić i pogadać. Gdzie mają to zrobić?
    Macie jakieś pomysły na określenie miejsca by wypalić kulturalnie fajeczkę i
    porozmawiać sobie przy paleniu?
    Dach? Piwnica? Garaż?
    Gdyby wszyscy stosowali prostą zasadę:
    "Szanuj sąsiada swojego bo możesz mieć jeszcze gorszego"
    nie doszłoby być może do tak drastycznych "dobrosąsiedzkich"smile zachowań jak w
    opowieści na wstępie.
    Będąc na miejscu monidanu, myślałbym już bardzo poważnie o przeprowadzce, bo
    własne zdrowie psychiczne jest najważniejsze.
    W końcu mieszkania w blokowiskach to zwykły towar, który można bez większych
    problemów zarówno sprzedać jak i kupić.
    Zgodnie z zasadą, że głupiemu trzeba raczej ustąpić, nie widzę lepszych
    rozwiązań. Sytuacja nie ulegnie poprawie!
    Sprawa jest oczywista.

    Nienawidzę mieszkać wśród zwykłych świrów i chamideł.
  • 04.12.07, 12:54
    Czytałam cały wątek i muszę przyznać, że powyższa wypowiedż Stefana
    jest najmądrzejszą z całego wątku. Zgadzam się z nim w 100 %.

    ps. Niektórzy chyba nie wiedzą co to znaczy kiepski sąsiad- oby się
    nigdy nie przekonali (ja się rok męczyłam).

    --
    a tu cię ugryzę
  • 04.12.07, 13:11
    Gdzie palić? ie na klatce schodowej, nie w windzie, nie na balkonie -
    gdyż nie są to miejsca będące własnością wyłącznie gospodarza
    imprezy.
    Jesli ktos chce palic niech pali przy stole w salonie jesli nie
    przeszkadza to innym imprezowiczom. Natomiast niech nie zmusza Bogu
    ducha winnych ludzi do wdychania papierosowego smrodu. Jest to takim
    samym chamstwem jak lanie na kogokolwiek wody!
  • 04.12.07, 13:37
    Znalezienie miejsca do palenia, to problem palaczy i właściciela lokalu.
    Tłumaczenie, że nie ma gdzie zapalić, przypomina usprawiedliwienia kierowców
    parkujących na trawnikach i ścieżkach rowerowych: A gdzie miałem zaparkować?
    Niech mi pan pokaże w pobliżu wolne miejsce!
  • 04.12.07, 13:58
    Jan-w w wątku "Dla dorosłych - czytaj póki masz szansę...skasują!"
    wyraził następującą opinię, cytat:
    "Czas żebyś już założył kolejny nick.
    Więcej luzu? A ty ofiaro, całą noc płakałeś że pognębiłem was
    buraków, w innym wątku i będziesz tworzył kolejne posty i zakładał
    kolejne nicki? Widać dobrze cię oceniłem, skoro jest to dla ciebie
    tak bolesne."
    Autor: jan-w☺ 04.12.07, 08:58

  • 04.12.07, 14:04
    Określanie siebie,pod swoimi kolejnymi nickami - forumowiczami, to niepokojący
    objaw. Cytowanie w całości postów z sąsiednich wątków - to brak obycia na forum.
  • 04.12.07, 14:10
    mam tylko jeden nick, spytaj moderatora. Wmawianie sobie kolejnych
    wrogów, to kreacja własnej rzeczywistości, słyszałeś o paranoi?
    Akurat ty nie wypowiadaj się o obyciu.
  • 04.12.07, 14:02
    Z wypowiedzi Stefana wynika, że palacze tak szanują się nawzajem lub
    szanują innych nie palących imprezowiczów, że wychodzą na balkon,
    żeby przytruć innych - czyt. obcych. A co! Swojego szanuję a obcy
    niech się dusi.

    Ja mam sąsiada piętro niżej, który urządza grilla na tarasie. Bo
    wychodzi z założenia, że to nie balkon i posiadanie 25 m tarasu
    upoważnia go do grillowania. To, że w mojej sypialni (gdzie śpi
    również małe dziecko) i salonie jest siwo od dymu i śmierdzi go nie
    interesuje. Bo przecież - jak mi powiedział - nie robi tego
    codziennie i oczywiście prosi o wyrozumiałość. Oczywiście na tarasie
    stoi stół i siedzą biesiadnicy a jak skończą jeść to wyciągają fajki
    i palą. O głośnych rozmowach nie wspomnę.
    Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
    I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.

    --
    Olusia
    My
  • 04.12.07, 14:50
    asinek68 napisała:

    > i palą. O głośnych rozmowach nie wspomnę.
    > Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
    > I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.
    >


    Bloki miru dla niepalących
    ==========================
    Każde szanujące się nowe większe osiedle, powinno posiadać takowy blok, w
    zależności od zapotrzebowania na "wiejską atmosferę" i "zerozapachowość".
    Ekskluzywne bloki powinny być oferowane dla tych ludzi, dla których życiową karą
    jest przymus mieszkania w mieście. Oni muszą tu mieszkać, bo przecież tylko
    tutaj i tylko dla nich, jest praca, metro, szkoły... i wygoda z dorastającymi
    dziećmi.
    No i za jakie grzechy muszą mieć oni sąsiada?

    Sądząc po kilku wypowiedziach, to chętnych na nową i idealną lokalizację
    własnego mieszkania, w tego typu enklawach "miru", by nie zabrakło.

    Bloki ciszy i spokoju powinny być odgrodzone od innych budynków, z uwagi na
    strefę ochronną przed palaczami i grillowcami.
    Powinny posiadać własny regulamin miru domowego z bezwzględną zasadą, że za
    każde złamanie miru, lejemy wodą lub bezpośrednio w "mordę".

    Byłbym chyba pierwszym pomysłodawcą, który spełniłby marzenia o przyjemnych
    mieszkankach w super dzielnicy, tak niby na bezzapachowej wsi i w absolutnej
    ciszy i spokoju, a jednak w mieście.

    Projekt regulaminu.
    ===================
    Totalny zakaz palenia papierosów.
    Z uwagi na możliwość usłyszenia płaczu, zakaz zamieszkiwania rodzinom z małymi
    dziećmi.
    Nie można w tym bloku pierdnąć za głośno, nie wolno chodzić po mieszkaniu w
    szpilkach, kategoryczny zakaz trzaskania drzwiami od windy lub drzwi
    wejściowych, zakaz imprez, zakaz używania WC w godzinach miru bo woda szumi,
    zalecanym jest by szafy koniecznie powinny pękać od nadmiaru pampersów i torebek
    foliowych ze specjalnym szczelnym zamknięciem dla dorosłych i dla dzieci, by
    nocą zbytnio nic nie śmierdziało i również po to, by natychmiast stłumić
    nadmiar zapachu, nie wolno poza tym nikomu mówić dzień dobry bo i niby po co?
    Blok musi być koniecznie ogrodzony przed nieproszonymi palaczami. Każdy papieros
    zapalony w strefie ochronnej, a napotkany w buzi najbliższego sąsiada, jednak
    palacza z nałogiem, musi powodować oczywiste obrzydzenie i ma się zakończyć
    natychmiastowym daniem mu w mordę, i to bez ostrzeżenia.
    Bo to jest dom miru i takie są nasze prawa.

    To tylko nieliczny wyciąg z pomysłu do regulaminu prawdziwego miru. Reszta w
    opracowaniu.

    Kultowe "Alternatywy" pójdą natychmiast do lamusa, jeśli nakręcą w przyszłości
    nowy film polski - "Miralternatywy" smile
  • 04.12.07, 15:11
    no cóż ... Zawsze myślałam, że na grilla to raczej jedzie się na
    działkę/zielona trawkę/itp. Wybacz ale to chyba lekkie przegięcie.
    Niektórzy lubią ziemniaki pieczone w ognisku. I co jak ktoś ognisko
    rozpali ? Czy to również da się wytrzymać w imię dobro sąsiedzkich
    stosunków ??? Piszesz takie bzdurne elaboraty, bo to nie Tobie
    grillują pod oknem ...
    --
    Olusia
    My
  • 04.12.07, 15:16
    asinek68 napisała:

    > Piszesz takie bzdurne elaboraty, bo to nie Tobie
    > grillują pod oknem ...

    Nie poznajesz mnie???
    Przecież jestem twoim sąsiadem smile
  • 04.12.07, 15:27
    jak miło !
    Kup sobie duży parasol, płaszcz p/deszczowy i kalosze wink I miłego
    grillowania!

    --
    Olusia
    My
  • 04.12.07, 15:40
    asinek68 napisała:

    > Bo przecież - jak mi powiedział - nie robi tego codziennie i
    > oczywiście prosi o wyrozumiałość. Oczywiście na tarasie
    > stoi stół i siedzą biesiadnicy


    A kto ma tam niby zasiąść? "Małpy w czerwonym"?

    > a jak skończą jeść to wyciągają fajki
    > i palą.

    A niby jeść je mają?


    > O głośnych rozmowach nie wspomnę.
    > Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
    > I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.

    Zawędzę cię za te słowa! Poczekajmy do kwietnia/maja smile


    asinek68 napisała:
    > jak miło !
    > Kup sobie duży parasol, płaszcz p/deszczowy i kalosze wink I miłego
    > grillowania!

    Kup sobie lepiej maskę gazową, nim po wiadro sięgnieszsmile
  • 04.12.07, 16:00
    Widzę, że jednak nie masz rozsądnych argumentów dlaczego trzeba
    palić na balkonie a nie u siebie w domu i dlaczego można wystawić
    stół na taras i urządzać imprezę pod chmurką z grillowaniem - jak na
    działce za miastem. Tylko, że to nie działka a BLOK.

    --
    Olusia
    My
  • 04.12.07, 16:14
    asinek68 napisała:

    > Widzę, że jednak nie masz rozsądnych argumentów dlaczego trzeba
    > palić na balkonie a nie u siebie w domu i dlaczego można wystawić
    > stół na taras i urządzać imprezę pod chmurką z grillowaniem - jak
    > na działce za miastem. Tylko, że to nie działka a BLOK.
    >

    Zróbmy doświadczenie. Wyjdę punktualnie o 18:00 zapalić sobie na taras.
    Otwórz po cichutku okno i sprawdź czy ty naprawdę czujesz dym papierosowy.
    Oby ci wiatry sprzyjały smile
  • 04.12.07, 16:34
    Jeśli wiatr nawieje dym w moje okno to na pewno!
    Tylko bąków nie puszczaj, bo tego już nie zdzierżę wink

    --
    Olusia
    My
  • 20.12.07, 14:18
    > Ja mam sąsiada piętro niżej, który urządza grilla na tarasie. Bo
    > wychodzi z założenia, że to nie balkon i posiadanie 25 m tarasu
    > upoważnia go do grillowania. To, że w mojej sypialni (gdzie śpi
    > również małe dziecko) i salonie jest siwo od dymu i śmierdzi go
    nie
    > interesuje.

    Typowy szczur ze wsi, grillował tak pod Skarżyskiem, grilluje na
    Kabatach.
    --
    byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za PLATFORMĄ !
  • 09.01.08, 10:53
    "Nienawidzę mieszkać wśród zwykłych świrów i chamideł."

    to dopiero kulturalna wypowiedz fju fju fju
    hahahahaha

    Chcą zapalić i pogadać. Gdzie mają to zrobić?
    > Macie jakieś pomysły na określenie miejsca by wypalić kulturalnie
    fajeczkę i
    > porozmawiać sobie przy paleniu?
    > Dach? Piwnica? Garaż?"

    w klubie?
    restauracji?
    w domu, gdzie trwa impreza?
    na dyskotece?
    w palarni?
    "
  • 04.12.07, 14:48
    .... nie palcie na balonie ( klatce, w windzie, na schodach), a my
    sąsiedzi przymkniemy oko na to, że jest impreza Andrzejkowa,
    Sylwestrowa, Walentynkowa, imieninowa itd . No oczywiście nie w
    każdą sobotę, ale trudno byc tak nietolerancyjnym, zeby robic draki
    gdy sąsiada odwiedzi kilka osób.
  • 04.12.07, 17:19
    czytając te i inne wątki jestem w szoku:
    ciesze się że nie należe do społeczności marud i dokopywaczy
    sąsiadce:
    -na trawnik trutkę będzie po psach bo robią kupkę
    -palczy wodą albo śmieciami
    -pan ze sklepu nie miły i żartuje
    -pani ze sklepu obok nie uśmiecha się i się mało odzywa
    -(i moje ulubione) SAMOLOTY LATAJĄ NAM NAD GŁOWAMI!!!

    ludzie zajmijcie się czymś a nie wymyślaniem problemów!!
    może postaraj się jutro powiedzieć pierwszy dzień dobry do sąsiada i
    uśmiechnij się przy tym. Może go bliżej poznasz i dowie się, że
    przeszkadza Ci jego palenie na balkonie! to nie takie trudne!tylko
    trzeba chcieć!





  • 04.12.07, 17:58
    Powiem tak ludzie wychowują ludzi.
    Moim zdaniem buractwo to to nie było skoro poleciała woda. Widocznie niektórzy
    dopiekli innym strasznie.( nie wiadomo czy się prosi o ściszenie muzyki czy
    czegoś tam innego). Ja również mieszkam w tgz studni ( te 18 na tarasach i
    balkonach do nad ranem mnie wykańczały) i co ubrałam sie poprosiłam o ciszę a Ci
    jeszcze huzia na juzia że to jest ich dom i będą się bawić.
    A palenie na balkonie mnie osobiście nie przeszkadza ( no chyba jak wiatr
    zawieje w inną stronę)Przeszkadzają urządzenia Grilla i darcie mordy pod balkonem.
    Więc najlepszą obroną jest atak
  • 04.12.07, 18:39
    Wprawdzie sama zapewne nie byłabym zachwycona gronem podchmielonych
    palaczy uskuteczniających nocne Polaków rozmowy na balkonie poniżej,
    ale jeżeli taka impreza odbywa się z częstotliwością dwa razy do
    roku to nie robię z tego problemu. Stosunki dobrosąsiedzkie nakazują
    organizatorowi imprezy grzecznie uprzedzić sąsiadów a sąsiadom nie
    robić z tego draki. Oczywiście mam na myśli imprezę kulturalną, a
    nie o szał ciał i rzyganie przez balkon do 6 nad ranem.
    Każdy z nas był niejednokrotnie w jakiś sposób uciążliwy dla
    sąsiadów. Wiercenie dziur w ścianach, lakierowaie podłóg,
    przesuwanie mebli, głośno nastawiony telewizor, ujadający pies,
    dzieci szalejące po mieszkaniu - to wszystko może komuś
    przeszkadzać. Dlatego może warto przymknąć oko na to, że dwa razy do
    roku goście sąsiadów palili na balkonie. No chyba, że tego rodzaju
    imprezy powtarzają się cyklicznie a prośby nic nie dają.

  • 05.12.07, 07:59
    Staram się byc tolerancyjna i dla robiących remont po 22 (
    oczywiście jeżeli nie wala przez tydzień cała noc), i dla
    imprezowiczów ( ludzie mają prawo do imienin, Sylwestra itd), ale
    nie pale, nie znoszę dymu z papierosów, i mam prawo do tego, aby nie
    siedziec w zamkniętym szczelnie mieszkaniu tylko dlatego, ze sąsiad
    pali na balkonie czy klatce schodowej.
    Oczywiście trzeba najpierw próbować się zaprzyjaźnić, poprosić,
    przedstawic swoje racje. Cóż- sympatyczni skądinąd sąsiedzi jesli
    chodzi o palenie wykazują skrany egoizm.
    Wielokrotnie prosiłam sąsiada, żeby nie palił na klatce.
    Wyprowadzając pas moze to uczynic 15 sekund póxniej na dworze (
    chociaż jeśli uwaza, że palenie jest nieszkodliwe czemu nie robi
    tego we własnym mieszkaniu?). Ale sąsiad jest jak beton. Co z tego,
    ze przytrzyma mi winde, ukłoni się, przepusci w drzwiach, skoro nie
    potrafi uszanowac mojego elementarnego prawa do niezasmrodzonych
    części wspólnych domu?
    Czy to ja jestem nietolerancyjna?
  • 05.12.07, 10:19
    Owszem, sąsiadów regularnie palących na klatce czy balkonie należy
    tępić. Mówię o tolerancji w przypadku gdy goście sąsiadów przy
    okazji imprezy zdarzającej się raz na pół roku wyjdą na balkon z
    papierosem.
  • 05.12.07, 21:11
    zgadzam się absolutnie, że klatka schodowa, winda to nie miejsce na palenie, ale
    czyż balkon nie należy do właściciela mieszkania? ja rozumiem że jak stoi grupa
    ludzi to dymu jest dużo i głosy niosą się po osiedlu,ale mi osobiście nigdy nie
    zdarzyło sie poczuć dymy u siebie w mieszkaniu , dlatego opinie osób
    krytykujących palaczy wydają mi się przesadzone,
    i warto chyba spróbować się dogadać z sąsiadem i jeżeli jego palenie
    rzeczywiście powoduje dym w naszym mieszkaniu to nie lepiej poprosić go żeby
    nie palił w pobliżu naszego okna?
  • 06.12.07, 08:00
    Mam duzy i ładny balkon, ale go nie uzywam, bo na sąsiednim stale
    ktos pali - sąsiad, żona sąsiada, czasem oboje, czasem ktoś z gości.
    Gdy pala mam zamknięte okno, bo w całym mieszkaniu smierdzi od dymu.
    Prosiłam, zeby nie palili - maja to w nosie. W domu nie chca, bo
    mają dziecko.
    Ostatnio usłyszałam, że nie chcą pozbawiac się JEDYNEJ w życiu
    przyjemności. W sumie im współczuje, ze 30-35 letni ludzie maja już
    tylko takie przyjemności. Mnie pozbawili możliwości korzystania z
    balkonu.
    Uważam, ze tak samo naganne jest palenie i zmuszanie do wdychania
    smrodu papierosowego innych ludzi jak np. grillowanie na balkonie
    czy inne utrudnianie zycia sąsiadom. Czy oni chcieliby, żebym ja np.
    trzymała na balkonie rozkładające się i cuchnące śmieci?
  • 06.12.07, 11:28
    protozoa napisała:

    > Czy oni chcieliby, żebym ja np.
    > trzymała na balkonie rozkładające się i cuchnące śmieci?

    Jeśli byś wynosiła cuchnące śmieci rzadko na balkon, a resztę czasu trzymała je
    w domu, i sprawiałoby ci to przyjemność, podobną do przyjemności palenia
    papierosów, to chyba nie mieliby sąsiedzi nic do gadania w tym temacie. Przecież
    to twój dom i balkon, za który przecież zapłaciłaś.
  • 06.12.07, 13:59
    Dlaczego rzadko? Codziennie!!! I trzymała je dowolnie długo. I
    pewnie, że miałabym przyemność - nie musiałabym raz dziennie ganiać
    z workiem. A sąsiad - będzie wychodził na dymka i miał
    antagonistyczny smród. Choć pewnie go nie wyczuje, bo papierosy
    uposledzają powonienie.
  • 09.12.07, 21:57
    Moi drodzy sąsiedzi z kabat - przesadzacie niestety w większości.

    Zszokował mnie fakt stawiania znaku równości pomiędzy paleniem na
    balkonie a wylewaniem komuś wody na głowę czy wręcz sugerowania, że
    owo wylewanie jest metodą jedyną, skuteczną czy w ogóle zachowaniem
    lepszym od palenia. Ja mówię jasno: dla mnie takie zachowanie to
    jest absolutny szczyt buractwa.

    Całe życie mieszkam w blokach i nie zdarzyło mi się, jak słowo daję,
    cierpieć z powodu dymu wpadającego przez okno. Rozgraniczmy pomiędzy
    sąsiadem palącym dzień w dzień centralnie pod naszym oknem a
    pojedynczym zdarzeniem na imprezie. Wystarczy zwrócić uwagę - w
    stanowczy sposób! Podobnie jest z imprezami jako takimi - również
    nigdy nie cierpiałam na ich nadmiar, choć było kilka "głośniejszych"
    nocy. Imprezy w mieszkaniach były, są i będą. Nie uchroni was przed
    tym fakt mieszkania na luksusowym strzeżonym osiedlu, przykro mi.
    Jak ktoś hałasuje co noc - rozumiem, że można sie zdenerwować.
    Niemniej jednak ja też mam prawo spotkać się ze znajomymi raz na
    dlugi czas u mnie w mieszkaniu i nie ma szans zeby tego akura dnia
    nikt nie chorowal, nie chcial spac czy nie byl zmeczony po dlugiej
    podrozy.
    Przykry jest ten caly watek - wiele wypowiedzi traci po pierwsze
    starczym zgorzknieniem - co dziwne bo kabaty to "mlode" osiedle a po
    drugie chamstwem zwyczajnym - i oto cala prawda na temat mieszkancow
    naszego luksusowego osiedla.

    nie pale i halas na dluzsza mete mi przeszkadza. ale mam w sobie ta
    odrobinke tolerancji.
  • 10.12.07, 08:11
    Czy jestem stara? Napewno dla kolegów moich dzieci i pewnie nie dla
    znajomych moich rodziców.
    Czy jestem zgorzkniała? Nie sądzę. Czasem też urządzam imprezę, ale
    po pierwsze uprzedzam o tym sąsiadow a po drugie staram się
    pamietac, że pode mną sa małe dzieci.
    Nie znosze dymu. Moi sąsiedzi na skos pala równo - rano babcia (
    przychodzi opiekowac sie potomstwem córki). Pali na balkonie, bo
    dzieciom szkodzi, po południu i w nocy ( tak w nocy!!)
    tzw. "młodzi".
    Dym z papierosow włazi mi do "centralnego" pokoju i kuchni. Jesli
    nie chce, aby buchał mi w nos nie moge uzywac balkonu.
    Sąsiedzi są nieugięci - pala i juz, maja prawo. Nie docieraja do
    nich jakiekolwiek argumenty - jestem czepliwą babą.
    Nie, nie oblałam ich wodą. Nie wystawiłam śmieci na balon, choć
    wiem, że czuliby ich zapach ( ja i tak mam balkon jedynie
    teoretycznie), nie użądzam grilla. I.... nie ja jestem burakiem.
    Nie domagam sie , chyba, specjalnie duzo. Proszę, aby balkon, klatka
    schodowa, winda były miejscami wolnymi od papierosów. Chcą - niech
    się truja, ale co winni są sąsiedzi?
    Jaka jest rada na palczy/?
    Jakie argunemty do nich przemówią?
  • 10.12.07, 11:21
    protozoa napisała:

    > Nie znosze dymu.

    I tu jest twój problem. Wystarczy, ze widzisz jak ktoś pali i natychmiast
    czujesz dym choćby nie wiem jak było od niego daleko.

    > Dym z papierosow włazi mi do "centralnego" pokoju i kuchni. Jesli
    > nie chce, aby buchał mi w nos nie moge uzywac balkonu.

    Buchał mi w nos smile Tu wychodzi baboględzenie, bo jak niby można dmuchać w nos
    będąc na sąsiednim balkonie?

    > Sąsiedzi są nieugięci - pala i juz, maja prawo.

    Niestety dla ciebie, ale tak. Zapłacili za swoje mieszkanie, a prawo nie
    zabrania palenia papierosów w domu czy też na własnym balkonie.


    > Nie docieraja do nich jakiekolwiek argumenty - jestem czepliwą
    > babą.

    To widać, ale nie masz się czego wstydzić. Większość malkontentów piszących w
    stylu "bucha mi w nos" jest taka sama. Więcej tolerancji poprawi atmosferę.

    > Nie, nie oblałam ich wodą. Nie wystawiłam śmieci na balon, choć
    > wiem, że czuliby ich zapach ( ja i tak mam balkon jedynie
    > teoretycznie), nie użądzam grilla. I.... nie ja jestem burakiem.

    To prawda, gadanie i marudzenie nie jest buractwem zbyt wielkich.
    Totalnym chamstwem i buractwem jest niestety zachowanie sąsiadów czyniących
    nieprawdopodobne złośliwości: woda, śmieci, gówna itp.
    Poziom epoki kamienia łupanego.
    Gdyby palący był tak głupi i nerwowy jak ci ludzie co polali wodą, to można by
    się spodziewać częstszych sensacyjnych wieści i nekrologów.

    > Nie domagam sie , chyba, specjalnie duzo. Proszę, aby balkon,
    > klatka schodowa, winda były miejscami wolnymi od papierosów.
    > Jakie argunemty do nich przemówią?

    Być może łagodniejszy ton wypowiedzi i uśmiech do sąsiadów, częstsze rozmowy,
    dzień dobry zamiast złości za każdym razem?
    Pokaż klasę.
    Pomoże to na pewno klatce i windzie, ale nie spodziewaj się że przestaną palić
    na balkonie, bo niestety nałóg działa i jest tak silny jak bomba wodorowa.


  • 11.12.07, 08:04
    Niestety mogą palić i z tego prawa korzystają- absolutnie nie licząc
    się z tym, ze komus moze to przeszkadzać nie lubic , szkodzić.
    Dlaczego mam byc miła, mam sie usmiechac do kogos kto ewidentnie mi
    szkodzi? Kto swoim nałogiem powoduje, że nie moge korzystac z
    balkonu itd?
    Oczywiście chamstwem jest trzymanie na balkonie śmieci, ale czasem
    nie ma na palacza innego sposobu. Jego nałóg - jego problem.
    Dlaczego inni maja wdychac papierosowe swiństwo?
    Wiem, że jako palacz nie zrozumiesz racji niepalących ( choc może
    się to zdarzyc gdy będziesz wił się z bólu umierając na raka płuc,
    trzustki (!), krtani). Tak tez bywa. Moja teściowa paliła jak smok.
    Wszędzie tylko nie u mnie w domu - tu miała zakaz palenia, więc
    bywała rzadkim gościem. Smiała się, ze to jej jedyna przyjemnośc, że
    ja umre zdrowsza itd. Do czasu. Razu pewnego poczuła się źle. Kaszel
    początkowo niewielki stał sie większy, potem stała się słabsza i ...
    diagnoza- rak płuc. Z dnia na dzień rzuciła palenie, ale było za
    póxno. Umierała w strasznych męczarniach przez kilka dni. Konając
    wyzeptała, że gdby wiedziała to nie tknęłaby tego świństwa, ze mnie
    przeprasza itd. Potem ataki duszności, respitator....
    I większość palących będzie miała podobny koniec. Nawet nie bardzo
    mi ich żal. Ich sprawa, ale po cholerę trują innych? Jest coś
    takiego jak bierne palenie.
  • 11.12.07, 08:46
    protozoa napisała:

    > Wiem, że jako palacz nie zrozumiesz racji niepalących ( choc może
    > się to zdarzyc gdy będziesz wił się z bólu umierając na raka płuc,
    > trzustki (!), krtani).

    Pogubiłaś się protooza.
    Ten wątek nie jest o szkodliwości palenia, tylko o chamstwie i o buractwie
    przekraczającym obowiązujące prawo.
    W którym miejscu oznajmiłem że ja palę? smile
    Dziękuję za życzenia. Miła jesteś.
  • 10.12.07, 15:08
    A dlaczego nietolerancja na to ze ktos nie lubi dymu papierosowego
    lub glosnej muzyki ma byc lepsza od nietolerancji na to ze ktos lubi
    sobie zapalic albo puscic glosna muzyke ?

    Moze poprostu odwrocic sprawe: palacze i balangowicze badzcie
    tolerancyjni dla tych ktorzy tego nie lubia- palcie tylko u siebie w
    domu, a imprezy wyprawiajcie w lokalach do tego przeznaczonych z
    milym usmiechem dla sasiada i tolerancja dla jego gdeliwosci i
    tetrycznosci.

    Grunt to tolerancja !!!!!!
  • 10.12.07, 18:38
    agatka_s napisała:

    > A dlaczego nietolerancja na to ze ktos nie lubi dymu papierosowego
    > lub glosnej muzyki ma byc lepsza od nietolerancji na to ze ktos
    > lubi sobie zapalic albo puscic glosna muzyke ?
    >

    Pani Agatko
    Ano dlatego, że minimum tysiąc razy częściej palacze sięgają po papierosa i jest
    to faktycznie plaga niż sąsiedzi puszczają głośną muzykę lub imprezują.
    Dlatego to nie jest ta sama miarka.
    Palacze palą odruchowo, nie bacząc gdzie się znajdują (balkon, mieszkanie,z boku
    koło przystanku, chodnik, ławka, knajpa itp.)i można mieć jedynie pretensje do
    nich tylko w przypadku palenia w miejscach niedozwolonych o ile "nie dmuchają
    komuś w twarz".
    Wtedy można chyba o nich powiedzieć "burak".
    Oni są uzależnieni i chorzy.
    Nie wszyscy chcą przyjąć tego faktu do swojej świadomości.
    Jak ktoś nie lubi aż do obsesji dymu papierosowego, to powinien być szczególnie
    przezorny i powinien zadbać o swoje zdrowie psychiczne w przyszłości. Wystarczy
    zadbać przed zakupem mieszkania o właściwy wybór miejsca.

    > Grunt to tolerancja !!!!!!

    Dopóki palenie papierosów nie będzie całkowicie zakazane, dopóty muszą być
    wszyscy, palący i nie, wobec siebie życzliwsi i bardziej tolerancyjni.

    Mam pytanie.
    A gdyby tak ktoś bez żadnego powodu, lub z powodu bardzo błahego, oblał swojego
    sąsiada z balkonu wodą i mu naubliżał, to co wtedy?
  • 10.12.07, 18:52
    ktos jest chory na palenie papierosow.

    a ktos jest chory od dymu papierosow.

    Czyja choroba jest wazniejsza ?


    Pan domaga sie tolerancji dla nalogowych palaczy (bo nalog itp)

    A ja domagam sie tolerancji dla nalogowych zwolennikow czystego
    powietrza. Prosze mi wierzyc to STRASZNY STRASZNY nalog, nie mozna
    sie powstrzymac zeby sie nie zaciagnac czystym powietrzem. Slowo,
    ja musze siegac po czyste powietrze jakies 60 razy na minute inaczej
    mam objawy odstawienia.


    Czy moge liczyc na Pana zrozumienie ?
  • 10.12.07, 19:26
    agatka_s napisała:

    > Czy moge liczyc na Pana zrozumienie ?

    Na moje zrozumienie może Pani liczyć zawszesmile.
    Ja nie mam opisywanych problemów w swoim mieszkaniu. Piszę o tolerancji bo ona
    jest lepsza od wodobicia, mordobicia itd. Wszyscy muszę się opanować dopóki
    będziemy mieli takie prawo jakie obecnie mamy.
  • 10.12.07, 19:40
    Ja wody nie wylalabym nigdy, bo poprostu chyba bym umarla ze strachu
    zanim bym te wode doniosla, pewnie rece by mi sie tak trzesly ze
    wylalabym polowe zanimdo balkonu bym dotarla, niewykluczone ze
    poslizgnelabym, sie na rozlanej wodzie i zlamala noge, a gdybym przy
    jakims splocie okolicznoisci do balkonu dotarla to pierwszy podmuch
    zimnego wiatru zaraz by przyprawil mnie o zapalenie pluc (bo noca to
    ja zazwyczaj spie, wiec mniemam ze wystepowalabym juz w jakims
    stroju nocnym). Dlatego wiedzac to nawet by mi do glowy nie
    przyszlo takie bohaterstwo.

    Niemniej wielokrotnie mialm ochote cos okropnego zrobic ludziom
    palacym bez brania pod uwage innych niepalacych. W myslach
    popelnilam juz tysiac razy gorsze czyny niz to lanie wody. Oj
    wyobraznia kobiety potrafi byc nieokielznana...

    I to jest wlasnie cala prawda o naszych rownych szansach: ja jako
    osoba kulturalna moge sobie tylko w myslach podgrazac sie takiemu
    palaczowi, niestety palacz dmucha mi dymem calkiem realnie i calkiem
    smierdzaco. Wiec jesli raz na milion ktos go oblal woda realnie, no
    coz statystycznie nie ma to zadnego znaczenia, a ta jedna wodna
    szkoda ma sie nijak do szkod jakie niepalacym czynia palacze...
    (choc oczywiscie na pytanie czy pochwalam i popieram takie
    oblewanie, moja odp jest stanowxczo nie !)
  • 10.12.07, 19:12
    Wygląda na to że zdanie Agatki i Protozoa, podzielają rządy większości państw
    UE. Demokratycznie wybrane przez tamtejsze narody. W coraz większej ilości
    państw UE, wprowadza się, lub wkrótce planuje wprowadzić, całkowity zakaz
    palenia tytoniu w miejscach publicznych. Już teraz w większości miejsc, jest
    zakaz (lotniska itp).
    Czy cała Europa (i nie tylko), to same stetryczałe baby, mające paranoiczny
    strach, na widok papierosa? Może jednak odwrotnie? Może to palacze, powinni
    dostosować się do zdrowej większości? Tak jak na lotniskach, mają wydzielone,
    szczelne klatki do palenia, podobnie w budynkach wielorodzinnych, powinni
    zamykać się ze swoim nałogiem, w swoich własnych mieszkaniach.
  • 11.12.07, 10:06
    raczej prędko nie będzie zakazu palenia na własnym balkonie.
    Generalnie wszyscy w tym wątku mocno przesadzają i przywołują
    argumenty od których brzuch mnie boli ze śmiechu.
    Na przykład pani powyżej uważa że mieszkając w Warszawie i nie
    czując dymu papierosowego będzie oddychac świeżym, czystym
    powietrzem....no to powodzenia życzę i wytrwałości w tym poglądzie
    (słyszała Pani o smogu itp???). Jak ktoś chce oddychać w miarę
    czystym poiwetrzem to niech się wyprowadzi na wieś.
    Generalnie rozumiem że dym papierosowy może przeszkadzać jak wpada
    do czyjegoś mieszkania. OK.
    ale powiem wam szczerze, że chyba nie tędy droga. Jeżeli ktoś wylewa
    na mnie wiadro wody (teoretycznie oczywiście i powód obojętny) to
    raczej przez to nie stanę się dla niego milsza i nie przestanę robić
    tego co robiłam. Bo gdyby ktoś mi grzecznie zwrócił uwagę, że coś mu
    przeszkadza ( a ja mogę być tego nieświadoma) to generalnie
    przeprosiłabym i starałabym się dostosować - bo mieszkam na Kabatach
    w bloskowisku a nie sama na wsi. Jendnak jeżeli ktoś wybiera krótszą
    drogą i polewa mnie wodą (lub jakikolwiek analogiczny sposób
    załatwienia problemu) to powiem szczerze, że w tym momencie..pik,
    pik, pik. I raczej nici z dobrosąsiedzkich układów kiedykowiek z
    taką osobą.

    I generalnie zgodzę się z poglądem, że kiedyś ludzie potrafili się
    dogadywać w blokach i nie było takich sytuacji. Sąsiedzi pożyczali
    sobie cukier itp. A teraz .....frustracja i chamstwo I tak naprawdę
    to po tym wątku widzę jak bardzo zmieniło się społeczeństwo-
    szczególnie w tzw. "dobrej dzielnicy " za jaką uważa się Kabaty.

    ps. I proszę mnie nie starszyć rakiem płuc, bo nigdzie w wątku nie
    napisałam że palę.

    --
    a tu cię ugryzę
  • 11.12.07, 11:01
    pomidorekk napisała:

    > Jeżeli ktoś wylewa na mnie wiadro wody (teoretycznie oczywiście i
    > powód obojętny) to raczej przez to nie stanę się dla niego milsza i > nie
    przestanę robić tego co robiłam.

    Dramat. Gdybym był gościem opisywanej imprezy, to pewnie znalazłbym się wśród
    oblanych. Palę jak smok, niestety.
    Nigdy jednak nie dmucham w twarz komuś, staram się pytać o zgodę na zapalenie,
    odchodzę w ustronne miejsca. Czasem jednak machinalnie wyjmuję fajkę i do mojej
    głowy nie dociera gdzie jestem, że coś jednak przesadziłem i znów się zapomniałem.
    To są właśnie te stany nieświadomości palaczy i pilnuję się by było ich coraz mniej.
    Tysiąc razy wypowiedziane przepraszam po takim incydencie oblania mnie wodą, nie
    przekonałoby mnie już nigdy do oczywistego faktu, że jednak powinienem z
    sąsiadem żyć w zgodzie.
    Z takim Burakiem?
    Toć to całe pole burakowe nade mną mieszka, a nie tylko Burak smile
    Oblać wodą?
    Niech siebie podleje, cham podły, by mu liście nie więdły.
    Mam szczęście, że nade mną nikt nie mieszka, a obecny sąsiad z dołu to
    przyjaciel jak brat od samego początku zamieszkiwania.

    > Bo gdyby ktoś mi grzecznie zwrócił uwagę, że coś mu
    > przeszkadza ( a ja mogę być tego nieświadoma) to generalnie
    > przeprosiłabym i starałabym się dostosować

    Dokładnie tak! Potrafię często zrezygnować wręcz ze swojej uciechy palenia, bo
    po takich grzecznych słowach i prośbach Szanuję takiego sąsiada, a w niejednym
    przez ostatnie trzydzieści lat mieszkałem już w Warszawie miejscu i tak właśnie
    było.
    Zachęcam jako palacz nałogowy do spróbowania odwrotności polewania wodą. Prośba
    i miła mina na zewnątrz w stosunku do złamanego dymem na chwilę serca, lepiej i
    skuteczniej poskutkuje.

    > I generalnie zgodzę się z poglądem, że kiedyś ludzie potrafili się
    > dogadywać w blokach i nie było takich sytuacji. Sąsiedzi pożyczali
    > sobie cukier itp. A teraz .....frustracja i chamstwo I tak naprawdę
    > to po tym wątku widzę jak bardzo zmieniło się społeczeństwo-
    > szczególnie w tzw. "dobrej dzielnicy " za jaką uważa się Kabaty.
    >

    W 100% mam dokładnie identyczne wrażenia. Mama pożyczała cukier, sąsiadka jajko,
    przyprawę itp, tyle tylko, że były to lata sześćdziesiąte i inne obyczaje.
  • 20.12.07, 14:27
    Jak ktoś chce oddychać w miarę
    > czystym poiwetrzem to niech się wyprowadzi na wieś.

    Bezczelność ! Jak można warszawiakowi (od trzech miesięcy)proponowac
    powrót na wieś !
    --
    byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za PLATFORMĄ !
  • 11.12.07, 09:57
    "Wystarczy zadbać przed zakupem mieszkania o właściwy wybór miejsca."

    A to dobre smile Jak do tej pory zaden developer nie dokonal podzialu
    domow na dwie strefy smile
    Jak wyobrazasz sobie zatem, Stefanie, ow wlasciwy wybor miejsca?
    Bardzom ciekawa.


    --
    Nasz syn
    Filon i Feliks
    moja fotografia
  • 11.12.07, 12:19
    claire_de_lune napisała:

    > A to dobre smile Jak do tej pory zaden developer nie dokonal podzialu
    > domow na dwie strefy smile

    To prawda.


    > Jak wyobrazasz sobie zatem, Stefanie, ow wlasciwy wybor miejsca?
    > Bardzom ciekawa.
    >

    Zakładam, że nie każdy kupuje od dewelopera. Przynajmniej w połowie przypadków
    zakupu, na wtórnym rynku, można pofatygować się przed podjęciem ostatecznej
    decyzji o zakupie i można rozeznać teren.
    Idąc głównie do przyszłych sąsiadów z dołu i po bokach.

    - Czy Państwo są palący, bo zamierzam kupić mieszkanie z bezdymnym balkonem?

    Jeśli ma być w przyszłości miło i z dobrym sąsiadem, to odpowiedzą szczerze i
    bez nerwów. Problem załatwiony, w końcu to tylko towar a od ofert jest przecież
    tysiące.
  • 11.12.07, 12:39
    Powiem tak: pomysl zeby byly budowane bloki tylko dla palacych, i
    takie gdzie obowiazuje calkowity zakaz palenia-jest bardzo dobry.
    SERIO

    Gdyby jakis deweloper wystapil z taka oferta, bylabym nia
    autentycznie zainteresowana. Naprawde duzo bardziej podoba mi sie
    zycie wsrod ludzi ktorzy nie pala i mysle ze wielu niepalacych
    byloby zaintersowanych. Tak samo palacze, pewnie byliby bardzo
    zainteresowani przebywaniem w strefie w ktorej nikt by ich nie gonil
    za palenie na korytarzach, w garazach i na balkonach.

    Co do stanu faktycznego, niestety nie da sie przewidziec z kim nam
    przyjdzie zamieszkac.

    -pytanie sasiadow o palenie zanim sie wprowadzimy jest dziwaczne, i
    conajmniej tak samo malo kulturalne jak lanie wody na glowe, juz
    sobie wyobrazam jak chodze i pytam "Dziendobry czy pan pali ?", i
    pierwsza odpowiedz ktora sie nasuwa "a g...no Pania to obchodzi"

    zaraz pojawil by sie tu post o nowym buractwie, ze chodza i wypytuja
    a tu przeciez wolnosc itd....

    -po drugie sasiedzi sie zmieniaja (na Kabatach z predkoscia
    swiatla), i nawet zalozmy ze dokonam starannej selekcji i ustale ze
    10 mieszkan wokol to strefa bezdymna-ale za rok, zmienia sie
    wynajmujacy obok, a 3 inne osoby wyprowadza sie do wiekszych
    mieszkan, i nagle strefa bezdymna robi sie niczym dymna...zaslona,
    bo ci nowi lokatorzy pala jak smoki.


    Moze raczej podejsc do tego na odwrot, jesli ktos planuje palic na
    balkonie niech zrobi rundke honorowa po sasiadach i zapyta sie czy
    im to nie bedzie przeszkadzac, jesli choc jedna osoba stwierdzi ze
    tak, no to sorry pozostaje palic tylko u siebie. Usmiech i dozgonna
    wdziecznosc niepalacych gwarantowana i nawet sol pozycza i moze psa
    popilnuja tak z tej wdziecznosci ze bierzecie ich preferencje co do
    dymu pod uwage....

    Cala sprawa polega na tym ze palacze powinni zrozumiec ze to oni sa
    tymi przeszkadzajacymi, i ze to oni powinni brac pod uwage ze ich
    palenie przeszkadza. Nie na odwrot ze to niepalacy powinni szukac
    miejsc dla siebie.... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
    rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.
  • 11.12.07, 12:49
    agatka_s napisała:

    > .... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
    > rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.

    O to jedno zdanie za dużo smile
    Udowodnij, że masz w swym stwierdzeniu wobec prawa świętą rację.
    Poza tym post całkiem rozsądny, tak do połowy.... smile

  • 11.12.07, 12:53
    stefan1970 napisał:

    > agatka_s napisała:
    >
    > > .... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
    > > rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.
    >
    > O to jedno zdanie za dużo smile
    > Udowodnij, że masz w swym stwierdzeniu wobec prawa świętą rację.
    > Poza tym post całkiem rozsądny, tak do połowy.... smile


    ...tak samo jak sasiadowi wolno lac wode z balkonu tylko wtedy jesli
    rzeczywiscie wie ze to nikomu nie przeszkadza.




  • 11.12.07, 13:06
    ..........".. sobota, impreza andrzejkowa, bylo dosc kameralnie bez glosnej
    muzyki - po prostu pogaduch przy winie ... palacze wychodzili na chmurke na
    balkon... zrobilo sie pozno, stoimy na balkonie na dymku i nagle strumien wody
    leje sie na nas z gory...".......

    agatka_s napisała:

    > ...tak samo jak sasiadowi wolno lac wode z balkonu tylko wtedy
    > jesli rzeczywiscie wie ze to nikomu nie przeszkadza.
    >

    A to, że było ciemno jest zapewne jego usprawiedliwieniem.
    Koniec dowodu smile
  • 11.12.07, 13:14
    a co usprawiedliwia tych ktorzy palili i halasowali?

    ciemnosc (nie zauwazyli ze wkolo mieszkaja inni ludzie)? upojenie
    alkoholowe ? wyssane z mlekiem matki buractwo ?

    a moze poprostu bardzo silne przekonanie: a co tam moje palenie moze
    komus szkodzic ? jak szkodzi to niech mi ktos zwroci uwage. Tak
    silne przekonanie ze nawet im do glowy nie przyszlo zeby poprostu
    nie palic i nie halasowac bo jednak komus to moze przeszkadzac....

    koniec dowodu


  • 12.12.07, 23:55
    Agatko droga,
    naprawde wiem co znaczy huczna impreza a co kameralne spotkanie i nie
    poruszalabym pewnie tego watku gdyby bylo bardzo glosno i gdybym miala
    swiadomosc ze grubo przegielismy. Niemniej jednak w dalszym ciagu uwazalabym ze
    wylewanie ludziom wodY na glowe to buractwo. Sama mieszkam w bloku, od dawna,
    sasiadow mam roznych, takze studentow. I nawet jesli robia imprezy, halasuja to
    nie leje wody - najzwyczajniej w swiecie pukam do drzwi i prosze zeby jednak sie
    opamietywali. To zazwyczaj skutkuje. A jesli by nie skutkowalo - to owszem,
    zadzwonilabym po policje... to kwestia najzwyklejszej w swiecie oglady i
    komunikacji z otoczeniem. Prosta zasada: ktos przegina - zwracasz uwage, nie
    dziala siegasz po inne srodki np. policja czy straz miejska...
    W moim przekonaniu ci ktorzy wylewaja wode czy cokolwiek innego bo ktos
    halasuje/pali/cokolwiek innego wystawiaja swiadectwo samemu sobie... bo jak mam
    postrzegac ludzi ktorzy w ten sposób komunikuja ze im cos przeszkadza??
    A apropos osiedli cichych, pachnacych fiolkai itd... bylo i chyba jest takie w
    Warszawie - imprezy i zaproszonych gosci trzeba zglaszac ochronie a imprezy maja
    sie konczyc o 22.00 - zlamanie zasad grozi mandatem, recydywa wyzszym...(ten
    ostry regulamin dotyczy nie tylko urzadzania imprez imieninowych ale i innych
    dziedzin zycia) o to wam chodzi??
    p.s. stefan zostanmy sasiadamiwink
  • 13.12.07, 00:24
    cotymowisz napisała:
    > p.s. stefan zostanmy sasiadamiwink

    smile)))) ale ja nie palę, to co będziemy robić? smile
  • 13.12.07, 22:02
    hmm jak to co - skoro ty nie palisz ja wyjdę na balkon..wink)))(tych bez poczucia
    humoru w obawie ze i tym razem nie zaiskrzy informuje ze to żart) chociaż pewnie
    raczej do ogrodu - jak juz sie przeprowadzac to do domu z ogródkiem, białym
    płotkiemwink
  • 13.12.07, 00:32
    cotymowisz napisała:
    > A apropos osiedli cichych, pachnacych fiolkai itd... bylo i chyba
    > jest takie w Warszawie - imprezy i zaproszonych gosci trzeba
    > zglaszac ochronie a imprezy maj a sie konczyc o 22.00 - zlamanie
    > zasad grozi mandatem, recydywa wyzszym...(ten
    > ostry regulamin dotyczy nie tylko urzadzania imprez imieninowych
    > ale i innych dziedzin zycia) o to wam chodzi??
    >

    Ożesz kurka, jak oni muszą cicho umierać!
    Współczuję mieszkańcom i tym recydywistom, którzy chcieliby czasem wynormalnieć smile
  • 11.12.07, 13:28
    agatka_s napisała:

    > Powiem tak: pomysl zeby byly budowane bloki tylko dla palacych, i
    > takie gdzie obowiazuje calkowity zakaz palenia-jest bardzo dobry.
    > SERIO
    >

    Ja też pisałem o tym na Serio.
    Taki zakaz powinien być wpisany na każdej klatce i na wszystkich drzwiach
    wejściowych na wieki wieków amen. Nowym kupującym powstały pustostan nie stałby
    się na pewno zawodowy palacz.
    Za żadne skarby świata!
    No chyba, że byłby to jakiś maniak płetwonurek albo zapalony wędkarz. Dość łatwo
    byłoby poznać w którym lokalu taki delikwent mieszka, bo latem ciągle by ciekło
    z jego balkonu, a zimą sople sięgałyby aż do ziemi.
    To taki fragment sztuki nowoczesnej, zgodnej z obowiązującym prawem przebywania
    w tym bloku.
    A tak na serio, to jestem przekonany, że już po pierwszym ogłoszeniu dewelopera
    o budowie "Las bez Nikotinos", ustawiłyby się kolejki po zakup, zupełnie jak do
    mięsnego w latach osiemdziesiątych.
    Zakaz palenia wpisywany byłby w każdy nowy akt notarialny.

  • 15.12.07, 08:38
    Lato 2029 roku.
    Do mieszkania bardzo bogatej, schorowanej i umierającej babci, mieszkającej w
    super ekskluzywnym, cichym i strzeżonym osiedlu "Mandaty i Kabaty", została
    wezwana rodzina.
    Przybyły wnuczęta, zjechały się zięciowie i córki.

    Z uwagi na zwołanie stypy, którą regulamin wspólnoty określił jako imprezę
    zbiorową, wszyscy w obowiązku zgłosili się do ochrony.
    Wnuczkom ochrona odebrała papierosy, zięciom nakazano oddać w depozyt alkohol.
    Kontrola zakończyła się rutynowym w przypadku odwiedzin u chorej babci,
    przejściem przez bramkę wykrywającą niebezpieczne i metalowe przedmioty.
    Przy łóżku ułożono ołtarz pełen kwiatów, zapalono zapachowe świece i gromnicę.
    Wianuszkiem zebrana rodzina modląc się przy łóżku babci oczekuje na ostatnią jej
    chwilę.
    Babcia ułożyła ręce i zamknęła już oczy.

    Na twarzach zebranych widać ogromne skupienie i doniosłość chwili.
    Duszność za oknem potworna, bo to pełnia lata.
    Wszyscy się modlą w skupieniu.

    Nagle, po dziesięciu minutach wspólnego oczekiwania na śmierć babci, przez
    uchylone okno balkonowe do mieszkania babci wleciała z kabackiego lasu Pani Osa.
    Krąży nad łóżkiem babci i krąży, bada co się tutaj dzieje, ale w końcu zmęczona
    usiadła na ścianie.
    Babcia ani mru mru.

    Pierwszy z zięciów zdjął kapcia, klapnął nim osę między oczy, trysnęło krwią po
    ścianie a na podwórku huknęło jak talala.
    Rodzina złapała się za głowy, babcia również.
    Co ty robisz chamie podły?!!!
    Ojej!!!
    Mandat dostaniemy jak nic!!!

    Kiedy już wszyscy pogodzili się z wymiarem kary i wszystko wróciło do stanu
    początkowego, po następnych dziesięciu minutach, z nieopodal znajdującego się
    gospodarstwa rolnego, reliktu genialnego planu zagospodarowania przestrzennego
    uchwalonego w 2008 roku, wpada zaciekawiona Mucha Kapustnica.

    Krąży nad łóżkiem babci i bzyczy jak cholera.
    W obawie przed kolejnym mandatem rodzina nie reaguje.
    Po pierwszej minucie wizyty Pani Muchy zniecierpliwiona babcia otwiera oczy i
    wodzi za jej lotem gałkami ocznymi.

    Zdenerwowany taką sytuacją zięć, podbiega nagle do babci, chwyta ją za pięknie
    ułożone ręce, delikatnie zamyka jej oczy i szepcze do ucha:

    - Niech się Babcia nie dekoncentruje.
    Ciiiiiii......, ciiiiiii....


  • 19.12.07, 11:44
    www.rzucpalenie.org/
    Po co pisać dziesiątki listów, dla uspokojenia swojego sumienia, jeśli sprawę
    można załatwić radykalnie i od ręki. Z korzyścią dla wszystkich, a największą
    dla siebie.
  • 20.12.07, 14:03
    żadne to wyjście...jak ktoś nie chce rzucić palenia to nikt go do
    tego nie zmusi.


    --
    a tu cię ugryzę
  • 20.12.07, 15:01
    Dla palacza, to najlepsze wyjście. Oczywiście że nikt go nie zmusi, ale może sam
    zrozumie. W Wielkiej Brytanii, nie wykonuje się zabiegów i operacji planowych
    palaczom. Zbyt duże ryzyko powikłań i koszty związane z dłuższym leczeniem.
  • 21.12.07, 09:58
    zależy co rozumiesz pod hasłem "najlepsze wyjście". Dla zdrowia z
    pewnością tak.
    Jednak wielu palaczy przedkłada relaks i przyjmność z puszczenia
    dymka nad swoje zdrowie. Poza tym są palacze i PALACZE...
    Wszyscy wiemy jakie są skutki palenia... no ale....generalnie samo
    życie jest niezdrowesmile
    Poza tym chyba jednak ten wątek żadnego palacza nie nawróci na drogę
    dobra...
    --
    a tu cię ugryzę
  • 07.01.08, 19:41
    Stefanie,
    pozostaje mi zadać fundamentalne pytanie : czy Babcia 21 lat temu
    paliła i czy ktoś nalał jej w kapcie powodując reumatyzm
    kostek? smilesmile
  • 07.01.08, 23:25
    Czytalam czytalam czytalam to wszystko i slabo mi sie robilo. Rany
    boskie gdzie ja mieszkam? Naprawde nigdy nie robiliscie imprezki a
    Wasi goscie nie wychodzili na balkon na papieroska? Mi nigdy nie
    przyszlo mi do glowy ze moze mi przeszkadzac dym z papierosow od
    sasiadow z dolu - ilez ten sasiad i w jakiej ilosci musialby zreszta
    palic, zeby to do mnie dolecialo?

    Ja to mam problem - sasiedzi o 7 rano wychodza z domu i od tej
    siodmej do mniej wiecej dziesiatej wyje ich pies. Co rano. Ale dla
    mnie to jakies normalne, ze jest to moj problem. Bo co zrobie? Poza
    tym gdybym to ja miala psa, ktory wyje?
    I NIGDY nie przyszloby mi do glowy, zeby sie np zaczaic i ich psa
    otruc np arszenikiem (metoda porownywalna z polaniem woda)

    Rany boskie, gdzie ja mieszkam... myslalabym sobie, gdyby nie tych
    kilka rozsadnych glosow np wlasnie Stefana 70 i chyba pomidorka i
    pewnie kogos pominelam, ale pozzdrawiam Was w Nowym Roku!!!!! Wasza
    sasiadka smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.