Dodaj do ulubionych

Buractwo czy nowe obyczje?

02.12.07, 16:46
W ten weekend doznalam szoku. Slyszalam o przypadkach uciszania na kabatach
glosniejszych imprez przez wylewanie wody - czystej badz z octem - na ludzi
przebywajacych na "imprezowym balkonie" ale bylam przekonana ze to wymysly...
dopoki sama nie bylam swiadkiem takiej akcji.. sobota, impreza andrzejkowa,
bylo dosc kameralnie bez glosnej muzyki - po prostu pogaduch przy winie ...
palacze wychodzili na chmurke na balkon... zrobilo sie pozno, stoimy na
balkonie na dymku i nagle strumien wody leje sie na nas z gory... moze
faktycznie bylismy za glosno ale zeby w taki sposob uciszac impreze? mysle ze
naprawde wystarczylo zejsc pietro czy dwa nizej i po ludzku zwrocic uwage ze
jest za glosno a nie lac wode i w tym samym czasie dzwonic po policje... no
chyba ze takie czasy i tak obecnie buduje sie relacje z sasiadami? Smutne tosad
Obserwuj wątek
      • jan-w Re: Buractwo czy nowe obyczje? 02.12.07, 22:19
        Zgadzam się że zatruwanie sąsiadów z balkonu, to straszne buractwo.
        Słuszniejsze byłoby zadymianie własnego mieszkania, przy szczelnie zamkniętych
        oknach. Jak ktoś lubi, to niech sam śmierdzi.
      • lesny_lud Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 09:00
        a w którym bloku na KD jeśli można wiedzieć takie atrakcje??
        super sąsiedzi, naprawdę pozazdrościć...ehh
        i przepraszam, ale nie rozumiem problemu z paleniem na balkonie, to trzeba komuś
        pod oknem palić żeby dym wleciał do mieszkania
        • asinek68 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 10:21
          uciszanie czy zwracanie uwagi ludziom "pod wpływem" często nie ma
          sensu, bo do nich to nie dociera. Uciszą się na 3 min. Człowiek nie
          zdąży dotrzeć do swojego mieszkania jak tam od nowa się rozkręca
          głośność. Tak samo jest z paleniem na balkonie. Nie dość, że
          śmierdzi, bo dym z wiatrem wlatuje przez okno, to jeszcze trzeba
          wysłuchiwać jakichś dyrdymałów. A głos się niestety niesie w nocnej
          ciszy ...

          --
          Olusia
          My
          • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 12:09
            Wody lanie-nie pochwalam

            Ale palenie na balkonie, albo na klatce schodowej jest conajmniej
            tak samo niekulturalne. Nie mowiac o glosnym zachowywaniu sie noca.
            Mysle ze skoro rozmowy na balkonie zima, komus przeszkadzaly, to nie
            mogly to byc kulturalne rozmowy cichym glosem....Takie rozmowy przy
            zamknietych oknach raczej nie przeszkadzaja. Obawiam sie ze
            to "cos" na balkonie (nie mowiac o tym "czyms" w mieszkaniu
            przynalezacym do balkonu) musialo byc bardzo dokuczliwe skoro komus
            chcialo sie dokonywac takich sztuk (wylewanie wody) w srodku nocy.

            W moim bloku byli imprezowicze, ale juz ich nie ma. Sam wlasciciel
            mieszkania ich sie pozbyl (bo to byli wynajmowacze) kiedy dostal
            grzywne z sadu grodzkiego (udalo sie sprawe doprowadzic do konca).
            Ukarany zostal i wlasciciel i sam sprawca (bo do tego wszystkiego
            jeszcze pobil policjanta na sluzbie). Teraz mamy mloda rodzine z
            dwojka dzieci.
    • chiara76 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 12:18
      metody nie pochwalam, ale musieliście nieźle dać do pieca, skoro ktoś się aż tak
      zdenerwował.
      Smród papierosów, hałasy. Wiem, co mi napiszesz, że nikt nie krzyczał. W nowym
      budownictwie, które na ogół, niestety, oparte jest na planie studni głos nawet o
      normalnym tonie słychać dużo, dużo bardziej wzmocniony. A alkohol , dodatkowo
      powoduje, że komuś, komu wydaje się, że nie podnosi głosu, tak się tylko wydaje.
      A można było wybrać się na imprezę w miejsca do tego przeznaczone, typu klub,
      gdzie można smrodzić papierochami i głosować, ile wlezie.
      Cóż, mam wrażenie, że pisząc post spodziewałaś się ataków na lejących wodę,
      dziwnym trafem jakoś nie widzę zwolenników imprezowiczów. Ale możesz przyjąć
      założenie, że takie tu u nas buractwo.
      --
      Japonia
    • kecajek2 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 19:36
      Nie obraźcie się, ale ten wątek trąci problemami przyjezdnych w
      adaptacji do życia w mieście. Całe życie mieszkam w Warszawie, w
      blokach. Nauczyłem się jednego, to sztuka kompromisu. Co lokator, to
      inny problem. Dobrze się mieszkało w starych blokach na Pradze. Tam
      ludzie szanowali niepisane reguły. Przyjezdni tzw. talary, było ich
      mało, równali do większości i nie chcieli się wyróżniać. Dziś taki
      blok pełen talarów, a pełno ich na Kabatach, to tykająca bomba
      zegarowa.
        • upl Re: Buractwo czy nowe obyczje? 09.01.08, 10:48
          cotymowisz napisała:

          > piękne!!! ładniej bym tego nie ujęła!!!
          > Pozdrowienia dla prawdziwego Warszawiaka- Warszawianka.
          >
          > ps.talary uczcie się od Warszawy nie warszawianistów!!!


          no to jest przyklad kompletnego buractwa
          jak widac wiesni8actwo mentalne gniezdzi sie nawet w "prawdziwych
          warszawiakach z dziada pradziada i baby pra-baby"

          palenie na balkonie to chamstwo
          wiele wspolnot zakazuje tego w swoich regulaminach
          podobnie jak grilowania na balkonie i odpalanie petard z doniczek

          jezeli nie przeszkadza palaczom dym papierosowy to czemu wychodza na
          balkon

          polewanie woda moze nie jest najkulturalniejszym sposobem ale
          zwrocenie grzecze uwagi zazwyczaj konczy sie wyjatkowo chamskimi
          bluzgamni ze strony "kulturalnych palaczy" uncertain
        • beti222 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.01.08, 13:33
          Popieram cotymowisz. Stwarzanie problemów, których nie ma. Jedni palą inni
          gotują smakołyki o wątpliwym zapachu do tego trzeba się poprostu przyzwyczaić.
          Ja całe życie mieszkam w pobliżu centrum i tutaj nie ma takich dziwnych
          problemów. Każdy z mieszkańców ma swoje przyzwyczajenia, każdy jest pod jakimś
          względem uciążliwy, ale nikt nie robi z tego problemu. Zycie w bloku wymaga
          poświęceń, a lanie wodą na sąsiadów nawet podczas imprezy to faktycznie
          buractwo. Jeśli mieszka się w bloku trzeba liczyć się z tym, że sąsiedzi mogą
          być różni, mogą być palaczami. Kupując mieszkanie musimy wziąć to pod uwagę.
          Palili na własnym balkonie nie na cudzym, więc mieli do tego prawo, a to, że
          czasem dym wpada do mieszkań sąsiadów - cóż taki urok mieszkania w bloku. Z
          resztą tak jak pisałam jedni palą co dostaje się być może do innych mieszkań, a
          inni mogą gotować coś o intensywnym, niekoniecznie przyjemnym zapachu co też
          może dostać się do mieszkania sąsiadów lub na klatkę schodową. Powtarzam jeśli
          ktoś zdecydował się na mieszkanie, a nie na domek musi ponosić tego konsekwencje.
        • monidanu Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 20:30
          Po pierwsze uwazalabym z uzywaniem slow pt. lumpy z praskich ruder... chyba ze
          to rozmowa w stylu 'oczywista oczywistosc'
          Prawde mowiac kiedy rozpoczynalam watek mialam nikla nadzieje na to ze troche
          wiecej ludzi zrozumie na czym polega zycie w blokowisku - sorry ale kabaty to
          blokowisko... Wspolzycie w takiej spolecznosci to tak jak ktos powiedzial sztuka
          kompromisu... nie bede wnikac - bo po przeczytaniu powyzszych postow nie widze w
          tym sensu - ile ludzi bylo, ile alkoholu.. twierdze jedynie ze naprawde warto
          czasem sie wysilic i zwrocic uwage slownie, jesli to nie skutkuje wezwac policje
          a nie wylewac wode na ludzi - to trąci nieco kargulstwem... a jesli chodzi o
          palenie na balkonie - to tez cena mieszkania w bloku...
          pozdrowienia dla warszawiakow i talarow
          • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 20:47

            > wiecej ludzi zrozumie na czym polega zycie w blokowisku - sorry
            ale kabaty to
            > blokowisko... Wspolzycie w takiej spolecznosci to tak jak ktos
            powiedzial sztuk
            > a
            > kompromisu...



            Swiete Slowa !!!

            Tylko ja jako kompromis rozumiem nie robienie tego co innemu moze
            przeszkadzac np puszczanie glosnej muzyki, palenie na balkonie.
            Zachowujac sie kompromisowo nalezy brac pod uwage ze gdzies zasypia
            male dziecko, gdzies ktos choruje z goraczka 40 stopni, a gdzie
            idziej ktos wlasnie wrocil z lotu do USA i marzy o tym aby sie
            wreszcie wyspac. To jest mily sasiedzie KOMPROMIS.


            Miasta polskie to w duzej wiekszosci blokowiska, nie widze w tym
            okresleniu niczego pejoratywnego (choc rozumiem ze kolega chcial
            zrobic przykrosc tym wrednym mieszkancom Kabat, niech se nie mysla
            ze mieszkaja niewiadomo gdzie...). Pejoratywne nie jest samo
            mieszkanie w blokowisku (malo kulturalne jest wytykanie tego komus,
            to niewatpliwie), jest nim natomiast zachowanie "wolnosc Tomku..."-
            niezaleznie czy w blokowisku czy na swoim ranczo (bo nawet posidajac
            najwieksza posiadlosc jakis sasiadow sie ma...).

            Z sasiedzkim pozdrowieniem
            Mieszkanka blokowiska, od urodzenia Warszawianka (swoja droga jakos
            z okresleniem talar sie nie spotkalam, u mnie na mokotowskim
            podworku nie uzywano...)
            • monidanu Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 21:00
              > Tylko ja jako kompromis rozumiem nie robienie tego co innemu moze
              > przeszkadzac np puszczanie glosnej muzyki, palenie na balkonie.
              > Zachowujac sie kompromisowo nalezy brac pod uwage ze gdzies zasypia
              > male dziecko, gdzies ktos choruje z goraczka 40 stopni, a gdzie
              > idziej ktos wlasnie wrocil z lotu do USA i marzy o tym aby sie
              > wreszcie wyspac. To jest mily sasiedzie KOMPROMIS

              Wszystko sie zgadza i nie zamierzam sie z tym spierać. Sama wychowalam sie w
              bloku i byly różne sytuacje - glosne imprezy gdzie glosne rozmowy na balkonie to
              bylo nic. Twierdze tylko ze czasem naprawde wystarczy zwrócic uwage i
              przypomniec rozentuzjazmowanemu towarzystwu, ze moze nie zwrócili uwagi ale jest
              pozno i niektorzy chca miec spokoj i spac a nie od razu lapac sie za radykalne
              sposoby pt. lanie wody. Ja taka metode (zastukanie do drzwi i zwrocenie uwagi
              gospodarzowi) praktykowałam i nigdy nie bylam zmuszona interweniowac ponownie
              ani wzywac policji. Tak sie sklada, ze w tym miejscu "imprezy" (w cudzysłowie bo
              to przypominało raczej posiadówke - pijacych malo bo glownie kierowcy) odbywaja
              sie sporadycznie... I tyle... czy naprawde trzeba od razu lac wode???
              • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 22:19
                Nie, nie trzeba. (swoja droga naprawde trzeba byc zdeterminowanym...)

                Jak przeczytasz dokladnie posty (w tym moj) nikt lania wody nie
                pochwala.

                Niemniej taka sama miara ocenilismy buractwo w postaci lania wody,
                jak i buractwo w postaci zaklocania miru domowego (jest cos takiego).
          • allija Re: Buractwo czy nowe obyczje? 04.12.07, 00:37
            nie to zebym tłumaczyła zachowanie sąsiadow polewajacych woda ale
            moze byla późna godzina i sasiedzi nie mieli ochoty biegać po
            schodach w piżamach? a moze wasze nocne party odbywało sie nie po
            raz pierwszy i byli zdesperowani? w kazdym razie ich interwencja,
            jak przypuszczam, byla skuteczna i o to chodziło. I powinno dac wam
            to do myslenia.
            A co do zycia w blokach to najbardziej sprawdza sie tu najprostsza
            formuła, w dodatku wszystkim znana "nie rób drugiemu co tobie
            niemiłe".
        • kecajek2 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 20:47
          A Ty znowu swoje. Nie masz pojęcia o Pradze, a odrazu urągasz całemu
          światu. I mojej skromnej osobie, praskiemu lumpowi z dyplomem i
          paroma innymi papierami. Twoja postawa to typowy talar. Wiedzący
          wszystko najlepiej, obrażony na cały świat pełen głupków, lumpów
          itp. A tak naprawdę zagubiony, przstraszony życiem w wielkim
          mieście, bojący się etykietki "wieśniaka", przygnieciony
          codziennością, kredytami, zyciem na pokaz, które dodatkowo męczy.
          Wyluzuj, zamów lornetę i meduzę, przytul się do kogoś. A jutro nie
          czekaj, powiedz pierwszy cieciowi "dzień dobry". Pewnie miotła
          wypadnie mu z ręki.
          • jan-w Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 21:19
            kecajek2 napisał:
            > urągasz całemu światu. I mojej skromnej osobie, praskiemu lumpowi
            Uważasz się za cały świat? Co do twojej samo-oceny, współczuję.

            >Twoja postawa to typowy talar.
            Słownictwa i stosunku do innych - także.

            > A tak naprawdę zagubiony, przstraszony życiem w wielkim
            > mieście, bojący się etykietki "wieśniaka", przygnieciony
            > codziennością, kredytami, zyciem na pokaz, które dodatkowo męczy.
            > Wyluzuj, zamów lornetę i meduzę,

            A z czego wnioskujesz, że jestem przygnieciony kredytami, życiem na pokaz itp?
            Czyżby to były fobie które cię dręczą, a poczucie bycia "prawdziwym
            Warszawiakiem ze Szmulek", reakcja obronną?
            BTW: Twoja "lufa", nie rozwiąże twoich problemów. Co najwyżej na chwilę cię
            znieczuli. Znów uwierzysz że jesteś "całym światem" wink
          • jan-w Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 21:26
            Pogardliwe mówienie o dozorcy - cieć, a o tych którzy przyjechali do Warszawy,
            kilkanaście lat później niż ty - talary, to objawy twojego luzu i
            "wykształcenia"? Gdzie zdobywa się taką kulturę?
            • monidanu Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 21:43
              Janie W... chyba nie na miejscu jest wytykanie innym uzywanie słowa ciec zamiast
              dozorca kiedy samemu sąsiadów z drugiej strony Wisly nazywa sie lumpai..

              i dajcie spokoj z tymi wyzwiskami bo to do niczego nie prowadzi... wystarczy ze
              prezydent dzieli podwórka na lepsze i gorsze.
              • jan-w Cieć, a lump. 03.12.07, 22:11
                Jest tu podstawowa różnica:
                Cieć - to pogardliwe określenie dozorcy, zwykle używane przez margines
                społeczny. Zwykłe, wulgarne wyzwisko.

                Lump - to postawa społeczna. Definicja z wikipedii:
                slang.pl/index.php/Lump jest wprawdzie bardzo zawężona, ale w odniesieniu
                do człowieka, który w wielu postach namawia: wypij setę, walnij lornetę, wypij
                setę itd itd - całkowicie pasująca.

                Pisząc lump, miałem na myśli przedstawiciela lumpenproletariatu:
                Cyt. "Cechuje go odrzucenie wartości wyższych, norm moralnych i obyczajowych,
                akceptacja działań poza prawem i na granicy prawa".

                Te cechy w tej i innych wypowiedziach w innych wątkach, Jacka vel kecajka, są
                wyraźnie widoczne.
                • kecajek2 Re: Cieć, a lump. 03.12.07, 22:30
                  I dlatego bliżej mi do lumpa z Pragi, niż do Ciebie, Janku. On nie
                  nasmrodzi mi pod domem podgrzewając silnik, nie obleje mnie wodą z
                  octem, czy bez, nie będzie trzepał dywanu na balkonie, palił. Nie
                  wezwie policji, straży miejskiej, powołując się na regulacje prawne.
                  Po prostu zna znaczenie słowa kompromis. Miło się z Tobą gada, ale
                  my to dwa światy. Ty nigdy nie zrozumiesz mnie, a ja Ciebie. A swoją
                  drogą, emocje nie są Twoją silną stroną. Popracuj nad rozumieniem
                  takich słów jak ironia, sarkazm, przenośnia. Musisz mieć jakieś
                  problemy z alkoholem, upijasz się setą?
                  • jan-w Re: Cieć, a lump. 03.12.07, 22:41
                    Ciągle wmawiasz mi zmyślone rzeczy, które jak ci się wydaje mnie obrażą.
                    Nie oblewam wodą ludzi, nie trzepię dywanów, nie muszę grzać silnika.
                    Natomiast lumpów takich jak ty, tępię i wzywam policję, gdy łamią prawo. W
                    przeciwieństwie do nich, cenię dobro nie tylko prywatne, ale także publiczne.
                    Rzeczywiście, żyjemy w różnych światach. Ty jesteś niewolnikiem (znów wygrał
                    twój ideał Putin). Ja - obywatelem.
                • mayi Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 10:19
                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=cie%E6
                  cieć pot. «dozorca»

                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=lumplump
                  1. pogard. «człowiek z marginesu społecznego»
                  2. daw. «nierób i hulaka»

                  Wg mnie słownik języka polskiego PWN jest lepszym źródłem niż slang.pl. Warto
                  też zerknąć na znaczenia słów 'pogardliwy' i 'potoczny' w razie wątpliwości.
                  Na koniec dodatek:
                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=lumpenproletariat
                  lumpenproletariat «najniższa warstwa społeczeństwa industrialnego, składająca
                  się z ludzi bez zawodu i stałej pracy»
                      • jan-w Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 13:40
                        Niestety (na szczęście?), życie jest znacznie bardziej skomplikowane. Gdyby
                        istniały ostateczne wyrocznie, nie byłyby potrzebne wybory, sądy, kolegia
                        naukowe, interpretacje itp.
                        • mayi Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 13:59
                          Czy sugerujesz, żeby w sprawie sprawdzenia znaczenia dwóch słów zorganizować
                          wybory, iść do sądu, uzyskać skądeś interpretację lub zgłosić się do jakowychś
                          kolegiów naukowych?

                          No, pożartowaliśmy, a istotą tego, dlaczego się w ogóle odezwałem było to, że
                          przeciwstawiłeś pogardliwego ciecia niepogardliwemu lumpowi. A właściwie to, że
                          twierdzisz, że nazywanie kogoś lumpem nie jest pogardliwe i w domyśle
                          zdecydowanie kulturalniejsze niż nazywanie cieciem. Następnie twierdzisz, że SJP
                          jest wybiórczy, samemu wcześniej powołując się na slang.pl, który zawiera 307
                          haseł, a wśród nich to: slang.pl/index.php/Grzeg%C3%B3rzki_Stare .

                          A ja uważam, że nazywanie kogoś lumpem jest równie niekulturalne co nazywanie
                          cieciem, a także, że SJP jest świetnym słownikiem i warto z niego korzystać.
                          Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to szkoda.
                          • jan-w Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 14:08
                            Jak pisałem, życie nie jest takie proste.
                            Jeśli nazwiesz sąsiadkę, małpą - jest to obraźliwe.
                            Jeśli użyjesz tego słowa, w stosunku do małpy, nie obrazisz jej.
                            Podobnie z lumpem.
                            • mayi Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 14:25
                              Rozumiem o co ci chodzi, ale brzmi to trochę jak wykręcanie się. Bo co prawda
                              nie napisałeś tego wprost, ale zdecydowanie zasugerowałeś, że uważasz kecajka2
                              za jednego z "lumpów z praskich ruder".
                              W tej sytuacji (także zgodnie z twymi słowami o małpie):
                              1. albo naprawdę wierzysz w to, że kecajek2 jest lumpem;
                              2. albo to jednak miało być obraźliwe.
                              Czytam cię od dłuższego czasu (zresztą trudno nie czytać na tym forum smile) i
                              wydajesz się być inteligentną osobą, więc ciężko mi uwierzyć, że twoja opcja to
                              numer 1.
                                • re-n Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 15:12
                                  Wybacz, ale przeczytałem chyba wszystkie wątki kecajka i stawiam na
                                  niego. Dlaczego?
                                  Wyzywanie kogoś od lumpów, buraków, niewolników świadczy o niskiej
                                  kulturze lub jej braku.
                                  Nie odpowiadasz na pytania konkretem, tylko inwektywami. Nawet w ty
                                  poscie. Jakie masz podstawy, znasz go, wiesz kto to, spotykasz się z
                                  nim? Konkretna odpowiedź brzmiałaby: Mam podstawy, bo go znam ciągle
                                  pije, lezy na chodniku, sika na trawniku. To lump.
                                  Natomiast, rzeczywiście, facet ma dużą wiedzę, w pełni zgadzam sie z
                                  nim na przykład na temat art. spożywczych. To moja branża zawodowa.
                                  Społeczeństwo jest zróżnicowane, nie wszyscy znają się na
                                  bankowości, usługach itd. Ty natomiast wszystko wiesz najlepiej, to
                                  bezustanne powoływanie się na źródła internetowe, żadnego kompromisu.
                                  Poza tym, chyba wogole nie masz poczucia humoru, facet wyraźnie
                                  żartuje.
                                  Jeśli miałbym możliwość wyboru sąsiada, to zdecydowanie kecajek2.
                                  Nie odpisuj mi, nie mam czasu na słowne przepychanki, a wrócę tu
                                  pewnie dopiero za pare dni. Poza tym uważam forum za bardzo ciekawe,
                                  taki obraz naszych czasów w miniaturze.
                                  • jan-w Re: Cieć, a lump. 04.12.07, 15:49
                                    re-n napisał:

                                    > Wybacz, ale przeczytałem chyba wszystkie wątki kecajka

                                    Wybaczam, ale wyraźnie nie przeczytałeś jego wszystkich postów.
                                    Obawiam się, że nawet pobieżnie.
            • kecajek2 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 03.12.07, 21:57
              Zacznijmy od początku. Urodziłem sie w Warszawie, podobnie jak moi
              rodzice i dziadkowie. Nie stawia to mnie w szeregu jakiś lepszych
              warszawiaków, a pozwoliło na lepsze poznanie tego miasta. Jego
              historii. To długa opowieść.
              Potem niezła szkoła i studia. Ot taki lump z Pragi, tyle, że z
              dyplomem. Nie ze Szmulek, a Targówka. Emocjonalnie związany ze starą
              prawobrzeżną Warszawą. Bliżej jest mi tam kulturowo, niż do
              różnych "som" majom" "sorkom" "cool" i "trendy". Dlaczego? Bo jestem
              stąd. Ani zaleta, ani wada. Fakt i już.
              Pozostałe Twoje wywody to zwykły mechanizm projekcji, potwierdzający
              moją teorię na temat Twojej osoby.
              Nie "lufa" bo to plebejskie, a "lorneta".
              Ciecie od lat sami o sobie, tak mówią. Kanary też. To po prostu
              elemetnt subkultury. Coś tam było jeszcze, ale pisałeś w dwóch
              wątkach. Widzę tylko ten ostatni.
              Teraz oglądam jeden z głębszych inaczej amerykańskich gniotów, ale
              pisz. I uśmiechnij się.
              • jan-w Re: Buractwo czy nowe obyczje? 20.12.07, 14:58
                szczurwa napisała:

                > Od zawsze w Warszawie mówiło się na dozorcę - cieć.
                Może w twoim środowisku. W moim mówi się i mówiło - dozorca.

                > Jesli tego nie wiesz, znać, że chowałeś się gdzie indziej.
                Jak wyżej wink
    • protozoa Re:Kompromis czy dyktatura ? 04.12.07, 07:58
      Szanując prawa innych domagam sie, zeby szanowano takze i moje.
      Nie będe wzywała policji, polewała woda, rzucała k=====i itd (
      kompromis) nawet gdy impreza nie kończy się z wybiciem 22.00, ale
      domagam sie, aby szanowano takze moje. Mam prawo do niezasmrodzonego
      przez palaczy powietrza. To nie prawda, że dym nie dostaje się do
      mieszkania sąsiadów. Nie godze sie na dyktaturę palaczy.
      I nie ma to znaczenia kto gdzie mieszkał, kto gdzie się urodził, a
      nawet kto ma jakie wykształcene. To kwestia kultury.
      P.S. Bawią mnie podziały na Warszawiaków i "Talarów". Sama urodziłam
      sie w Warszawie całkiem, całkiem dawno, choc moi rodzice pochodzą z
      innych stron Polski. W Warszawie studiowali i nie były to pierwsze
      pokolenia dyplomów.
      Warszawiakom przypominam, że 4/5 mieszkańców NASZEGO miasta zginęło
      w czasie wojny. Tak więc gdyby nie "Talary" Warszawa liczyłaby
      kilkuset mieszkańców.
      • kecajek2 Re:Kompromis czy dyktatura ? 04.12.07, 10:13
        Zupełna zgoda. Podzielam Twoje stanowisko w całości. Gdyby większość
        tak postrzegała życie w zbiorowości, w Warszawie żyłoby się lepiej,
        wygodniej, z uśmiechem. Reszta Polski może nawet by nas polubiła.
        A ja pewnie obejrzałbym kolejny raz Titanica,zamiast próbować
        dokonać niewykonalnego tzn. wywołać uśmiech na twarzy jana-w.
        • stefan1970 Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinowy... 04.12.07, 12:03
          Człowiek, który sięga po wodę i leje z góry na dość kulturalnie bawiących się
          własnych sąsiadów, też przecież ludzi - musi być leczony bo jest zwykłym chamem!
          Też potępiam palaczy, ale trochę inaczej niż wy tutaj piszecie.
          Zamknąłbym jako poszkodowany sąsiad okno, jeśli faktycznie czułbym dym,
          hipokryzja raczej w takich stwierdzeniach jest wielka, nakryłbym się poduszką i
          dałbym sobie siana.
          Potrafię się wyluzować i potrafię pozwolić moim sąsiadom dwa czy też trzy razy
          do roku na bezkarne zakłócenie mojego miru. Ludzie są tylko ludźmi i mają prawo
          do własnej zabawy, kilka razy do roku to oczywista dla wszystkich norma.
          Z sąsiadem powinno się żyć w zgodzie, i to absolutnej!
          Oczywistym faktem i objawem kultury jest to, by jeszcze przed imprezą ładnie
          się uśmiechnąć i poprosić sąsiada o wyrozumiałość - bo będę miała gości.
          Sądzę, że balkon został użyty tylko dlatego, że większa ilość palaczy nie
          pomieściłaby się np. w WC czy też w łazience.
          Oceniam jednak, że przypadek palenia papierosów na balkonie w grupie palaczy,
          nie jest notoryczny, i oburzenie piszącej jest właśnie dlatego.
          Nie wyobrażam sobie faktu, który zaczynacie sugerować, by wszyscy goście imprezy
          zrobiliby sobie sjestę papierosową w przysłowiowym kiblu.
          Chcą zapalić i pogadać. Gdzie mają to zrobić?
          Macie jakieś pomysły na określenie miejsca by wypalić kulturalnie fajeczkę i
          porozmawiać sobie przy paleniu?
          Dach? Piwnica? Garaż?
          Gdyby wszyscy stosowali prostą zasadę:
          "Szanuj sąsiada swojego bo możesz mieć jeszcze gorszego"
          nie doszłoby być może do tak drastycznych "dobrosąsiedzkich"smile zachowań jak w
          opowieści na wstępie.
          Będąc na miejscu monidanu, myślałbym już bardzo poważnie o przeprowadzce, bo
          własne zdrowie psychiczne jest najważniejsze.
          W końcu mieszkania w blokowiskach to zwykły towar, który można bez większych
          problemów zarówno sprzedać jak i kupić.
          Zgodnie z zasadą, że głupiemu trzeba raczej ustąpić, nie widzę lepszych
          rozwiązań. Sytuacja nie ulegnie poprawie!
          Sprawa jest oczywista.

          Nienawidzę mieszkać wśród zwykłych świrów i chamideł.
            • protozoa Re: Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinow 04.12.07, 13:11
              Gdzie palić? ie na klatce schodowej, nie w windzie, nie na balkonie -
              gdyż nie są to miejsca będące własnością wyłącznie gospodarza
              imprezy.
              Jesli ktos chce palic niech pali przy stole w salonie jesli nie
              przeszkadza to innym imprezowiczom. Natomiast niech nie zmusza Bogu
              ducha winnych ludzi do wdychania papierosowego smrodu. Jest to takim
              samym chamstwem jak lanie na kogokolwiek wody!
          • jan-w Re: Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinow 04.12.07, 13:37
            Znalezienie miejsca do palenia, to problem palaczy i właściciela lokalu.
            Tłumaczenie, że nie ma gdzie zapalić, przypomina usprawiedliwienia kierowców
            parkujących na trawnikach i ścieżkach rowerowych: A gdzie miałem zaparkować?
            Niech mi pan pokaże w pobliżu wolne miejsce!
            • kecajek2 jan-w o forumowiczach 04.12.07, 13:58
              Jan-w w wątku "Dla dorosłych - czytaj póki masz szansę...skasują!"
              wyraził następującą opinię, cytat:
              "Czas żebyś już założył kolejny nick.
              Więcej luzu? A ty ofiaro, całą noc płakałeś że pognębiłem was
              buraków, w innym wątku i będziesz tworzył kolejne posty i zakładał
              kolejne nicki? Widać dobrze cię oceniłem, skoro jest to dla ciebie
              tak bolesne."
              Autor: jan-w☺ 04.12.07, 08:58

            • asinek68 Re: Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinow 04.12.07, 14:02
              Z wypowiedzi Stefana wynika, że palacze tak szanują się nawzajem lub
              szanują innych nie palących imprezowiczów, że wychodzą na balkon,
              żeby przytruć innych - czyt. obcych. A co! Swojego szanuję a obcy
              niech się dusi.

              Ja mam sąsiada piętro niżej, który urządza grilla na tarasie. Bo
              wychodzi z założenia, że to nie balkon i posiadanie 25 m tarasu
              upoważnia go do grillowania. To, że w mojej sypialni (gdzie śpi
              również małe dziecko) i salonie jest siwo od dymu i śmierdzi go nie
              interesuje. Bo przecież - jak mi powiedział - nie robi tego
              codziennie i oczywiście prosi o wyrozumiałość. Oczywiście na tarasie
              stoi stół i siedzą biesiadnicy a jak skończą jeść to wyciągają fajki
              i palą. O głośnych rozmowach nie wspomnę.
              Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
              I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.

              --
              Olusia
              My
              • stefan1970 Bloki miru dla niepalących 04.12.07, 14:50
                asinek68 napisała:

                > i palą. O głośnych rozmowach nie wspomnę.
                > Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
                > I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.
                >


                Bloki miru dla niepalących
                ==========================
                Każde szanujące się nowe większe osiedle, powinno posiadać takowy blok, w
                zależności od zapotrzebowania na "wiejską atmosferę" i "zerozapachowość".
                Ekskluzywne bloki powinny być oferowane dla tych ludzi, dla których życiową karą
                jest przymus mieszkania w mieście. Oni muszą tu mieszkać, bo przecież tylko
                tutaj i tylko dla nich, jest praca, metro, szkoły... i wygoda z dorastającymi
                dziećmi.
                No i za jakie grzechy muszą mieć oni sąsiada?

                Sądząc po kilku wypowiedziach, to chętnych na nową i idealną lokalizację
                własnego mieszkania, w tego typu enklawach "miru", by nie zabrakło.

                Bloki ciszy i spokoju powinny być odgrodzone od innych budynków, z uwagi na
                strefę ochronną przed palaczami i grillowcami.
                Powinny posiadać własny regulamin miru domowego z bezwzględną zasadą, że za
                każde złamanie miru, lejemy wodą lub bezpośrednio w "mordę".

                Byłbym chyba pierwszym pomysłodawcą, który spełniłby marzenia o przyjemnych
                mieszkankach w super dzielnicy, tak niby na bezzapachowej wsi i w absolutnej
                ciszy i spokoju, a jednak w mieście.

                Projekt regulaminu.
                ===================
                Totalny zakaz palenia papierosów.
                Z uwagi na możliwość usłyszenia płaczu, zakaz zamieszkiwania rodzinom z małymi
                dziećmi.
                Nie można w tym bloku pierdnąć za głośno, nie wolno chodzić po mieszkaniu w
                szpilkach, kategoryczny zakaz trzaskania drzwiami od windy lub drzwi
                wejściowych, zakaz imprez, zakaz używania WC w godzinach miru bo woda szumi,
                zalecanym jest by szafy koniecznie powinny pękać od nadmiaru pampersów i torebek
                foliowych ze specjalnym szczelnym zamknięciem dla dorosłych i dla dzieci, by
                nocą zbytnio nic nie śmierdziało i również po to, by natychmiast stłumić
                nadmiar zapachu, nie wolno poza tym nikomu mówić dzień dobry bo i niby po co?
                Blok musi być koniecznie ogrodzony przed nieproszonymi palaczami. Każdy papieros
                zapalony w strefie ochronnej, a napotkany w buzi najbliższego sąsiada, jednak
                palacza z nałogiem, musi powodować oczywiste obrzydzenie i ma się zakończyć
                natychmiastowym daniem mu w mordę, i to bez ostrzeżenia.
                Bo to jest dom miru i takie są nasze prawa.

                To tylko nieliczny wyciąg z pomysłu do regulaminu prawdziwego miru. Reszta w
                opracowaniu.

                Kultowe "Alternatywy" pójdą natychmiast do lamusa, jeśli nakręcą w przyszłości
                nowy film polski - "Miralternatywy" smile
                • asinek68 Re: Bloki miru dla niepalących 04.12.07, 15:11
                  no cóż ... Zawsze myślałam, że na grilla to raczej jedzie się na
                  działkę/zielona trawkę/itp. Wybacz ale to chyba lekkie przegięcie.
                  Niektórzy lubią ziemniaki pieczone w ognisku. I co jak ktoś ognisko
                  rozpali ? Czy to również da się wytrzymać w imię dobro sąsiedzkich
                  stosunków ??? Piszesz takie bzdurne elaboraty, bo to nie Tobie
                  grillują pod oknem ...
                  --
                  Olusia
                  My
                      • stefan1970 Re: Bloki miru dla niepalących 04.12.07, 15:40
                        asinek68 napisała:

                        > Bo przecież - jak mi powiedział - nie robi tego codziennie i
                        > oczywiście prosi o wyrozumiałość. Oczywiście na tarasie
                        > stoi stół i siedzą biesiadnicy


                        A kto ma tam niby zasiąść? "Małpy w czerwonym"?

                        > a jak skończą jeść to wyciągają fajki
                        > i palą.

                        A niby jeść je mają?


                        > O głośnych rozmowach nie wspomnę.
                        > Następnym razem będę miała przygotowane wiadro z wodą.
                        > I nie przejmę się tym, że wyjdę na chamkę.

                        Zawędzę cię za te słowa! Poczekajmy do kwietnia/maja smile


                        asinek68 napisała:
                        > jak miło !
                        > Kup sobie duży parasol, płaszcz p/deszczowy i kalosze wink I miłego
                        > grillowania!

                        Kup sobie lepiej maskę gazową, nim po wiadro sięgnieszsmile
                        • asinek68 Re: Bloki miru dla niepalących 04.12.07, 16:00
                          Widzę, że jednak nie masz rozsądnych argumentów dlaczego trzeba
                          palić na balkonie a nie u siebie w domu i dlaczego można wystawić
                          stół na taras i urządzać imprezę pod chmurką z grillowaniem - jak na
                          działce za miastem. Tylko, że to nie działka a BLOK.

                          --
                          Olusia
                          My
                          • stefan1970 Re: Bloki miru dla niepalących 04.12.07, 16:14
                            asinek68 napisała:

                            > Widzę, że jednak nie masz rozsądnych argumentów dlaczego trzeba
                            > palić na balkonie a nie u siebie w domu i dlaczego można wystawić
                            > stół na taras i urządzać imprezę pod chmurką z grillowaniem - jak
                            > na działce za miastem. Tylko, że to nie działka a BLOK.
                            >

                            Zróbmy doświadczenie. Wyjdę punktualnie o 18:00 zapalić sobie na taras.
                            Otwórz po cichutku okno i sprawdź czy ty naprawdę czujesz dym papierosowy.
                            Oby ci wiatry sprzyjały smile
              • szczurwa Re: Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinow 20.12.07, 14:18
                > Ja mam sąsiada piętro niżej, który urządza grilla na tarasie. Bo
                > wychodzi z założenia, że to nie balkon i posiadanie 25 m tarasu
                > upoważnia go do grillowania. To, że w mojej sypialni (gdzie śpi
                > również małe dziecko) i salonie jest siwo od dymu i śmierdzi go
                nie
                > interesuje.

                Typowy szczur ze wsi, grillował tak pod Skarżyskiem, grilluje na
                Kabatach.
                --
                byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za PLATFORMĄ !
          • upl Re: Kompromis Andrzejkowy, Sylwestrowy, urodzinow 09.01.08, 10:53
            "Nienawidzę mieszkać wśród zwykłych świrów i chamideł."

            to dopiero kulturalna wypowiedz fju fju fju
            hahahahaha

            Chcą zapalić i pogadać. Gdzie mają to zrobić?
            > Macie jakieś pomysły na określenie miejsca by wypalić kulturalnie
            fajeczkę i
            > porozmawiać sobie przy paleniu?
            > Dach? Piwnica? Garaż?"

            w klubie?
            restauracji?
            w domu, gdzie trwa impreza?
            na dyskotece?
            w palarni?
            "
    • protozoa Re: Palacze .... 04.12.07, 14:48
      .... nie palcie na balonie ( klatce, w windzie, na schodach), a my
      sąsiedzi przymkniemy oko na to, że jest impreza Andrzejkowa,
      Sylwestrowa, Walentynkowa, imieninowa itd . No oczywiście nie w
      każdą sobotę, ale trudno byc tak nietolerancyjnym, zeby robic draki
      gdy sąsiada odwiedzi kilka osób.
    • cotymowisz Re: Buractwo czy nowe obyczje? 04.12.07, 17:19
      czytając te i inne wątki jestem w szoku:
      ciesze się że nie należe do społeczności marud i dokopywaczy
      sąsiadce:
      -na trawnik trutkę będzie po psach bo robią kupkę
      -palczy wodą albo śmieciami
      -pan ze sklepu nie miły i żartuje
      -pani ze sklepu obok nie uśmiecha się i się mało odzywa
      -(i moje ulubione) SAMOLOTY LATAJĄ NAM NAD GŁOWAMI!!!

      ludzie zajmijcie się czymś a nie wymyślaniem problemów!!
      może postaraj się jutro powiedzieć pierwszy dzień dobry do sąsiada i
      uśmiechnij się przy tym. Może go bliżej poznasz i dowie się, że
      przeszkadza Ci jego palenie na balkonie! to nie takie trudne!tylko
      trzeba chcieć!





      • syrena7 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 04.12.07, 17:58
        Powiem tak ludzie wychowują ludzi.
        Moim zdaniem buractwo to to nie było skoro poleciała woda. Widocznie niektórzy
        dopiekli innym strasznie.( nie wiadomo czy się prosi o ściszenie muzyki czy
        czegoś tam innego). Ja również mieszkam w tgz studni ( te 18 na tarasach i
        balkonach do nad ranem mnie wykańczały) i co ubrałam sie poprosiłam o ciszę a Ci
        jeszcze huzia na juzia że to jest ich dom i będą się bawić.
        A palenie na balkonie mnie osobiście nie przeszkadza ( no chyba jak wiatr
        zawieje w inną stronę)Przeszkadzają urządzenia Grilla i darcie mordy pod balkonem.
        Więc najlepszą obroną jest atak
    • anthonka Re: Buractwo czy nowe obyczje? 04.12.07, 18:39
      Wprawdzie sama zapewne nie byłabym zachwycona gronem podchmielonych
      palaczy uskuteczniających nocne Polaków rozmowy na balkonie poniżej,
      ale jeżeli taka impreza odbywa się z częstotliwością dwa razy do
      roku to nie robię z tego problemu. Stosunki dobrosąsiedzkie nakazują
      organizatorowi imprezy grzecznie uprzedzić sąsiadów a sąsiadom nie
      robić z tego draki. Oczywiście mam na myśli imprezę kulturalną, a
      nie o szał ciał i rzyganie przez balkon do 6 nad ranem.
      Każdy z nas był niejednokrotnie w jakiś sposób uciążliwy dla
      sąsiadów. Wiercenie dziur w ścianach, lakierowaie podłóg,
      przesuwanie mebli, głośno nastawiony telewizor, ujadający pies,
      dzieci szalejące po mieszkaniu - to wszystko może komuś
      przeszkadzać. Dlatego może warto przymknąć oko na to, że dwa razy do
      roku goście sąsiadów palili na balkonie. No chyba, że tego rodzaju
      imprezy powtarzają się cyklicznie a prośby nic nie dają.

      • protozoa Re: Buractwo czy nowe obyczje? 05.12.07, 07:59
        Staram się byc tolerancyjna i dla robiących remont po 22 (
        oczywiście jeżeli nie wala przez tydzień cała noc), i dla
        imprezowiczów ( ludzie mają prawo do imienin, Sylwestra itd), ale
        nie pale, nie znoszę dymu z papierosów, i mam prawo do tego, aby nie
        siedziec w zamkniętym szczelnie mieszkaniu tylko dlatego, ze sąsiad
        pali na balkonie czy klatce schodowej.
        Oczywiście trzeba najpierw próbować się zaprzyjaźnić, poprosić,
        przedstawic swoje racje. Cóż- sympatyczni skądinąd sąsiedzi jesli
        chodzi o palenie wykazują skrany egoizm.
        Wielokrotnie prosiłam sąsiada, żeby nie palił na klatce.
        Wyprowadzając pas moze to uczynic 15 sekund póxniej na dworze (
        chociaż jeśli uwaza, że palenie jest nieszkodliwe czemu nie robi
        tego we własnym mieszkaniu?). Ale sąsiad jest jak beton. Co z tego,
        ze przytrzyma mi winde, ukłoni się, przepusci w drzwiach, skoro nie
        potrafi uszanowac mojego elementarnego prawa do niezasmrodzonych
        części wspólnych domu?
        Czy to ja jestem nietolerancyjna?
        • anthonka Re: Buractwo czy nowe obyczje? 05.12.07, 10:19
          Owszem, sąsiadów regularnie palących na klatce czy balkonie należy
          tępić. Mówię o tolerancji w przypadku gdy goście sąsiadów przy
          okazji imprezy zdarzającej się raz na pół roku wyjdą na balkon z
          papierosem.
          • lesny_lud Re: Buractwo czy nowe obyczje? 05.12.07, 21:11
            zgadzam się absolutnie, że klatka schodowa, winda to nie miejsce na palenie, ale
            czyż balkon nie należy do właściciela mieszkania? ja rozumiem że jak stoi grupa
            ludzi to dymu jest dużo i głosy niosą się po osiedlu,ale mi osobiście nigdy nie
            zdarzyło sie poczuć dymy u siebie w mieszkaniu , dlatego opinie osób
            krytykujących palaczy wydają mi się przesadzone,
            i warto chyba spróbować się dogadać z sąsiadem i jeżeli jego palenie
            rzeczywiście powoduje dym w naszym mieszkaniu to nie lepiej poprosić go żeby
            nie palił w pobliżu naszego okna?
            • protozoa Re: Buractwo czy nowe obyczje? 06.12.07, 08:00
              Mam duzy i ładny balkon, ale go nie uzywam, bo na sąsiednim stale
              ktos pali - sąsiad, żona sąsiada, czasem oboje, czasem ktoś z gości.
              Gdy pala mam zamknięte okno, bo w całym mieszkaniu smierdzi od dymu.
              Prosiłam, zeby nie palili - maja to w nosie. W domu nie chca, bo
              mają dziecko.
              Ostatnio usłyszałam, że nie chcą pozbawiac się JEDYNEJ w życiu
              przyjemności. W sumie im współczuje, ze 30-35 letni ludzie maja już
              tylko takie przyjemności. Mnie pozbawili możliwości korzystania z
              balkonu.
              Uważam, ze tak samo naganne jest palenie i zmuszanie do wdychania
              smrodu papierosowego innych ludzi jak np. grillowanie na balkonie
              czy inne utrudnianie zycia sąsiadom. Czy oni chcieliby, żebym ja np.
              trzymała na balkonie rozkładające się i cuchnące śmieci?
              • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 06.12.07, 11:28
                protozoa napisała:

                > Czy oni chcieliby, żebym ja np.
                > trzymała na balkonie rozkładające się i cuchnące śmieci?

                Jeśli byś wynosiła cuchnące śmieci rzadko na balkon, a resztę czasu trzymała je
                w domu, i sprawiałoby ci to przyjemność, podobną do przyjemności palenia
                papierosów, to chyba nie mieliby sąsiedzi nic do gadania w tym temacie. Przecież
                to twój dom i balkon, za który przecież zapłaciłaś.
                • protozoa Re: Buractwo czy nowe obyczje? 06.12.07, 13:59
                  Dlaczego rzadko? Codziennie!!! I trzymała je dowolnie długo. I
                  pewnie, że miałabym przyemność - nie musiałabym raz dziennie ganiać
                  z workiem. A sąsiad - będzie wychodził na dymka i miał
                  antagonistyczny smród. Choć pewnie go nie wyczuje, bo papierosy
                  uposledzają powonienie.
                  • ding_yun Re: Buractwo czy nowe obyczje? 09.12.07, 21:57
                    Moi drodzy sąsiedzi z kabat - przesadzacie niestety w większości.

                    Zszokował mnie fakt stawiania znaku równości pomiędzy paleniem na
                    balkonie a wylewaniem komuś wody na głowę czy wręcz sugerowania, że
                    owo wylewanie jest metodą jedyną, skuteczną czy w ogóle zachowaniem
                    lepszym od palenia. Ja mówię jasno: dla mnie takie zachowanie to
                    jest absolutny szczyt buractwa.

                    Całe życie mieszkam w blokach i nie zdarzyło mi się, jak słowo daję,
                    cierpieć z powodu dymu wpadającego przez okno. Rozgraniczmy pomiędzy
                    sąsiadem palącym dzień w dzień centralnie pod naszym oknem a
                    pojedynczym zdarzeniem na imprezie. Wystarczy zwrócić uwagę - w
                    stanowczy sposób! Podobnie jest z imprezami jako takimi - również
                    nigdy nie cierpiałam na ich nadmiar, choć było kilka "głośniejszych"
                    nocy. Imprezy w mieszkaniach były, są i będą. Nie uchroni was przed
                    tym fakt mieszkania na luksusowym strzeżonym osiedlu, przykro mi.
                    Jak ktoś hałasuje co noc - rozumiem, że można sie zdenerwować.
                    Niemniej jednak ja też mam prawo spotkać się ze znajomymi raz na
                    dlugi czas u mnie w mieszkaniu i nie ma szans zeby tego akura dnia
                    nikt nie chorowal, nie chcial spac czy nie byl zmeczony po dlugiej
                    podrozy.
                    Przykry jest ten caly watek - wiele wypowiedzi traci po pierwsze
                    starczym zgorzknieniem - co dziwne bo kabaty to "mlode" osiedle a po
                    drugie chamstwem zwyczajnym - i oto cala prawda na temat mieszkancow
                    naszego luksusowego osiedla.

                    nie pale i halas na dluzsza mete mi przeszkadza. ale mam w sobie ta
                    odrobinke tolerancji.
                    • protozoa Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 08:11
                      Czy jestem stara? Napewno dla kolegów moich dzieci i pewnie nie dla
                      znajomych moich rodziców.
                      Czy jestem zgorzkniała? Nie sądzę. Czasem też urządzam imprezę, ale
                      po pierwsze uprzedzam o tym sąsiadow a po drugie staram się
                      pamietac, że pode mną sa małe dzieci.
                      Nie znosze dymu. Moi sąsiedzi na skos pala równo - rano babcia (
                      przychodzi opiekowac sie potomstwem córki). Pali na balkonie, bo
                      dzieciom szkodzi, po południu i w nocy ( tak w nocy!!)
                      tzw. "młodzi".
                      Dym z papierosow włazi mi do "centralnego" pokoju i kuchni. Jesli
                      nie chce, aby buchał mi w nos nie moge uzywac balkonu.
                      Sąsiedzi są nieugięci - pala i juz, maja prawo. Nie docieraja do
                      nich jakiekolwiek argumenty - jestem czepliwą babą.
                      Nie, nie oblałam ich wodą. Nie wystawiłam śmieci na balon, choć
                      wiem, że czuliby ich zapach ( ja i tak mam balkon jedynie
                      teoretycznie), nie użądzam grilla. I.... nie ja jestem burakiem.
                      Nie domagam sie , chyba, specjalnie duzo. Proszę, aby balkon, klatka
                      schodowa, winda były miejscami wolnymi od papierosów. Chcą - niech
                      się truja, ale co winni są sąsiedzi?
                      Jaka jest rada na palczy/?
                      Jakie argunemty do nich przemówią?
                      • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 11:21
                        protozoa napisała:

                        > Nie znosze dymu.

                        I tu jest twój problem. Wystarczy, ze widzisz jak ktoś pali i natychmiast
                        czujesz dym choćby nie wiem jak było od niego daleko.

                        > Dym z papierosow włazi mi do "centralnego" pokoju i kuchni. Jesli
                        > nie chce, aby buchał mi w nos nie moge uzywac balkonu.

                        Buchał mi w nos smile Tu wychodzi baboględzenie, bo jak niby można dmuchać w nos
                        będąc na sąsiednim balkonie?

                        > Sąsiedzi są nieugięci - pala i juz, maja prawo.

                        Niestety dla ciebie, ale tak. Zapłacili za swoje mieszkanie, a prawo nie
                        zabrania palenia papierosów w domu czy też na własnym balkonie.


                        > Nie docieraja do nich jakiekolwiek argumenty - jestem czepliwą
                        > babą.

                        To widać, ale nie masz się czego wstydzić. Większość malkontentów piszących w
                        stylu "bucha mi w nos" jest taka sama. Więcej tolerancji poprawi atmosferę.

                        > Nie, nie oblałam ich wodą. Nie wystawiłam śmieci na balon, choć
                        > wiem, że czuliby ich zapach ( ja i tak mam balkon jedynie
                        > teoretycznie), nie użądzam grilla. I.... nie ja jestem burakiem.

                        To prawda, gadanie i marudzenie nie jest buractwem zbyt wielkich.
                        Totalnym chamstwem i buractwem jest niestety zachowanie sąsiadów czyniących
                        nieprawdopodobne złośliwości: woda, śmieci, gówna itp.
                        Poziom epoki kamienia łupanego.
                        Gdyby palący był tak głupi i nerwowy jak ci ludzie co polali wodą, to można by
                        się spodziewać częstszych sensacyjnych wieści i nekrologów.

                        > Nie domagam sie , chyba, specjalnie duzo. Proszę, aby balkon,
                        > klatka schodowa, winda były miejscami wolnymi od papierosów.
                        > Jakie argunemty do nich przemówią?

                        Być może łagodniejszy ton wypowiedzi i uśmiech do sąsiadów, częstsze rozmowy,
                        dzień dobry zamiast złości za każdym razem?
                        Pokaż klasę.
                        Pomoże to na pewno klatce i windzie, ale nie spodziewaj się że przestaną palić
                        na balkonie, bo niestety nałóg działa i jest tak silny jak bomba wodorowa.


                        • protozoa Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 08:04
                          Niestety mogą palić i z tego prawa korzystają- absolutnie nie licząc
                          się z tym, ze komus moze to przeszkadzać nie lubic , szkodzić.
                          Dlaczego mam byc miła, mam sie usmiechac do kogos kto ewidentnie mi
                          szkodzi? Kto swoim nałogiem powoduje, że nie moge korzystac z
                          balkonu itd?
                          Oczywiście chamstwem jest trzymanie na balkonie śmieci, ale czasem
                          nie ma na palacza innego sposobu. Jego nałóg - jego problem.
                          Dlaczego inni maja wdychac papierosowe swiństwo?
                          Wiem, że jako palacz nie zrozumiesz racji niepalących ( choc może
                          się to zdarzyc gdy będziesz wił się z bólu umierając na raka płuc,
                          trzustki (!), krtani). Tak tez bywa. Moja teściowa paliła jak smok.
                          Wszędzie tylko nie u mnie w domu - tu miała zakaz palenia, więc
                          bywała rzadkim gościem. Smiała się, ze to jej jedyna przyjemnośc, że
                          ja umre zdrowsza itd. Do czasu. Razu pewnego poczuła się źle. Kaszel
                          początkowo niewielki stał sie większy, potem stała się słabsza i ...
                          diagnoza- rak płuc. Z dnia na dzień rzuciła palenie, ale było za
                          póxno. Umierała w strasznych męczarniach przez kilka dni. Konając
                          wyzeptała, że gdby wiedziała to nie tknęłaby tego świństwa, ze mnie
                          przeprasza itd. Potem ataki duszności, respitator....
                          I większość palących będzie miała podobny koniec. Nawet nie bardzo
                          mi ich żal. Ich sprawa, ale po cholerę trują innych? Jest coś
                          takiego jak bierne palenie.
                          • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 08:46
                            protozoa napisała:

                            > Wiem, że jako palacz nie zrozumiesz racji niepalących ( choc może
                            > się to zdarzyc gdy będziesz wił się z bólu umierając na raka płuc,
                            > trzustki (!), krtani).

                            Pogubiłaś się protooza.
                            Ten wątek nie jest o szkodliwości palenia, tylko o chamstwie i o buractwie
                            przekraczającym obowiązujące prawo.
                            W którym miejscu oznajmiłem że ja palę? smile
                            Dziękuję za życzenia. Miła jesteś.
    • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 15:08
      A dlaczego nietolerancja na to ze ktos nie lubi dymu papierosowego
      lub glosnej muzyki ma byc lepsza od nietolerancji na to ze ktos lubi
      sobie zapalic albo puscic glosna muzyke ?

      Moze poprostu odwrocic sprawe: palacze i balangowicze badzcie
      tolerancyjni dla tych ktorzy tego nie lubia- palcie tylko u siebie w
      domu, a imprezy wyprawiajcie w lokalach do tego przeznaczonych z
      milym usmiechem dla sasiada i tolerancja dla jego gdeliwosci i
      tetrycznosci.

      Grunt to tolerancja !!!!!!
      • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 18:38
        agatka_s napisała:

        > A dlaczego nietolerancja na to ze ktos nie lubi dymu papierosowego
        > lub glosnej muzyki ma byc lepsza od nietolerancji na to ze ktos
        > lubi sobie zapalic albo puscic glosna muzyke ?
        >

        Pani Agatko
        Ano dlatego, że minimum tysiąc razy częściej palacze sięgają po papierosa i jest
        to faktycznie plaga niż sąsiedzi puszczają głośną muzykę lub imprezują.
        Dlatego to nie jest ta sama miarka.
        Palacze palą odruchowo, nie bacząc gdzie się znajdują (balkon, mieszkanie,z boku
        koło przystanku, chodnik, ławka, knajpa itp.)i można mieć jedynie pretensje do
        nich tylko w przypadku palenia w miejscach niedozwolonych o ile "nie dmuchają
        komuś w twarz".
        Wtedy można chyba o nich powiedzieć "burak".
        Oni są uzależnieni i chorzy.
        Nie wszyscy chcą przyjąć tego faktu do swojej świadomości.
        Jak ktoś nie lubi aż do obsesji dymu papierosowego, to powinien być szczególnie
        przezorny i powinien zadbać o swoje zdrowie psychiczne w przyszłości. Wystarczy
        zadbać przed zakupem mieszkania o właściwy wybór miejsca.

        > Grunt to tolerancja !!!!!!

        Dopóki palenie papierosów nie będzie całkowicie zakazane, dopóty muszą być
        wszyscy, palący i nie, wobec siebie życzliwsi i bardziej tolerancyjni.

        Mam pytanie.
        A gdyby tak ktoś bez żadnego powodu, lub z powodu bardzo błahego, oblał swojego
        sąsiada z balkonu wodą i mu naubliżał, to co wtedy?
        • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 18:52
          ktos jest chory na palenie papierosow.

          a ktos jest chory od dymu papierosow.

          Czyja choroba jest wazniejsza ?


          Pan domaga sie tolerancji dla nalogowych palaczy (bo nalog itp)

          A ja domagam sie tolerancji dla nalogowych zwolennikow czystego
          powietrza. Prosze mi wierzyc to STRASZNY STRASZNY nalog, nie mozna
          sie powstrzymac zeby sie nie zaciagnac czystym powietrzem. Slowo,
          ja musze siegac po czyste powietrze jakies 60 razy na minute inaczej
          mam objawy odstawienia.


          Czy moge liczyc na Pana zrozumienie ?
          • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 19:26
            agatka_s napisała:

            > Czy moge liczyc na Pana zrozumienie ?

            Na moje zrozumienie może Pani liczyć zawszesmile.
            Ja nie mam opisywanych problemów w swoim mieszkaniu. Piszę o tolerancji bo ona
            jest lepsza od wodobicia, mordobicia itd. Wszyscy muszę się opanować dopóki
            będziemy mieli takie prawo jakie obecnie mamy.
            • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 10.12.07, 19:40
              Ja wody nie wylalabym nigdy, bo poprostu chyba bym umarla ze strachu
              zanim bym te wode doniosla, pewnie rece by mi sie tak trzesly ze
              wylalabym polowe zanimdo balkonu bym dotarla, niewykluczone ze
              poslizgnelabym, sie na rozlanej wodzie i zlamala noge, a gdybym przy
              jakims splocie okolicznoisci do balkonu dotarla to pierwszy podmuch
              zimnego wiatru zaraz by przyprawil mnie o zapalenie pluc (bo noca to
              ja zazwyczaj spie, wiec mniemam ze wystepowalabym juz w jakims
              stroju nocnym). Dlatego wiedzac to nawet by mi do glowy nie
              przyszlo takie bohaterstwo.

              Niemniej wielokrotnie mialm ochote cos okropnego zrobic ludziom
              palacym bez brania pod uwage innych niepalacych. W myslach
              popelnilam juz tysiac razy gorsze czyny niz to lanie wody. Oj
              wyobraznia kobiety potrafi byc nieokielznana...

              I to jest wlasnie cala prawda o naszych rownych szansach: ja jako
              osoba kulturalna moge sobie tylko w myslach podgrazac sie takiemu
              palaczowi, niestety palacz dmucha mi dymem calkiem realnie i calkiem
              smierdzaco. Wiec jesli raz na milion ktos go oblal woda realnie, no
              coz statystycznie nie ma to zadnego znaczenia, a ta jedna wodna
              szkoda ma sie nijak do szkod jakie niepalacym czynia palacze...
              (choc oczywiscie na pytanie czy pochwalam i popieram takie
              oblewanie, moja odp jest stanowxczo nie !)
        • jan-w Czyste powietrze to standard europejski. 10.12.07, 19:12
          Wygląda na to że zdanie Agatki i Protozoa, podzielają rządy większości państw
          UE. Demokratycznie wybrane przez tamtejsze narody. W coraz większej ilości
          państw UE, wprowadza się, lub wkrótce planuje wprowadzić, całkowity zakaz
          palenia tytoniu w miejscach publicznych. Już teraz w większości miejsc, jest
          zakaz (lotniska itp).
          Czy cała Europa (i nie tylko), to same stetryczałe baby, mające paranoiczny
          strach, na widok papierosa? Może jednak odwrotnie? Może to palacze, powinni
          dostosować się do zdrowej większości? Tak jak na lotniskach, mają wydzielone,
          szczelne klatki do palenia, podobnie w budynkach wielorodzinnych, powinni
          zamykać się ze swoim nałogiem, w swoich własnych mieszkaniach.
          • pomidorekk Re: Czyste powietrze to jest na wsi...może 11.12.07, 10:06
            raczej prędko nie będzie zakazu palenia na własnym balkonie.
            Generalnie wszyscy w tym wątku mocno przesadzają i przywołują
            argumenty od których brzuch mnie boli ze śmiechu.
            Na przykład pani powyżej uważa że mieszkając w Warszawie i nie
            czując dymu papierosowego będzie oddychac świeżym, czystym
            powietrzem....no to powodzenia życzę i wytrwałości w tym poglądzie
            (słyszała Pani o smogu itp???). Jak ktoś chce oddychać w miarę
            czystym poiwetrzem to niech się wyprowadzi na wieś.
            Generalnie rozumiem że dym papierosowy może przeszkadzać jak wpada
            do czyjegoś mieszkania. OK.
            ale powiem wam szczerze, że chyba nie tędy droga. Jeżeli ktoś wylewa
            na mnie wiadro wody (teoretycznie oczywiście i powód obojętny) to
            raczej przez to nie stanę się dla niego milsza i nie przestanę robić
            tego co robiłam. Bo gdyby ktoś mi grzecznie zwrócił uwagę, że coś mu
            przeszkadza ( a ja mogę być tego nieświadoma) to generalnie
            przeprosiłabym i starałabym się dostosować - bo mieszkam na Kabatach
            w bloskowisku a nie sama na wsi. Jendnak jeżeli ktoś wybiera krótszą
            drogą i polewa mnie wodą (lub jakikolwiek analogiczny sposób
            załatwienia problemu) to powiem szczerze, że w tym momencie..pik,
            pik, pik. I raczej nici z dobrosąsiedzkich układów kiedykowiek z
            taką osobą.

            I generalnie zgodzę się z poglądem, że kiedyś ludzie potrafili się
            dogadywać w blokach i nie było takich sytuacji. Sąsiedzi pożyczali
            sobie cukier itp. A teraz .....frustracja i chamstwo I tak naprawdę
            to po tym wątku widzę jak bardzo zmieniło się społeczeństwo-
            szczególnie w tzw. "dobrej dzielnicy " za jaką uważa się Kabaty.

            ps. I proszę mnie nie starszyć rakiem płuc, bo nigdzie w wątku nie
            napisałam że palę.

            --
            a tu cię ugryzę
            • garden2005 Re: Czyste powietrze to jest na wsi...może 11.12.07, 11:01
              pomidorekk napisała:

              > Jeżeli ktoś wylewa na mnie wiadro wody (teoretycznie oczywiście i
              > powód obojętny) to raczej przez to nie stanę się dla niego milsza i > nie
              przestanę robić tego co robiłam.

              Dramat. Gdybym był gościem opisywanej imprezy, to pewnie znalazłbym się wśród
              oblanych. Palę jak smok, niestety.
              Nigdy jednak nie dmucham w twarz komuś, staram się pytać o zgodę na zapalenie,
              odchodzę w ustronne miejsca. Czasem jednak machinalnie wyjmuję fajkę i do mojej
              głowy nie dociera gdzie jestem, że coś jednak przesadziłem i znów się zapomniałem.
              To są właśnie te stany nieświadomości palaczy i pilnuję się by było ich coraz mniej.
              Tysiąc razy wypowiedziane przepraszam po takim incydencie oblania mnie wodą, nie
              przekonałoby mnie już nigdy do oczywistego faktu, że jednak powinienem z
              sąsiadem żyć w zgodzie.
              Z takim Burakiem?
              Toć to całe pole burakowe nade mną mieszka, a nie tylko Burak smile
              Oblać wodą?
              Niech siebie podleje, cham podły, by mu liście nie więdły.
              Mam szczęście, że nade mną nikt nie mieszka, a obecny sąsiad z dołu to
              przyjaciel jak brat od samego początku zamieszkiwania.

              > Bo gdyby ktoś mi grzecznie zwrócił uwagę, że coś mu
              > przeszkadza ( a ja mogę być tego nieświadoma) to generalnie
              > przeprosiłabym i starałabym się dostosować

              Dokładnie tak! Potrafię często zrezygnować wręcz ze swojej uciechy palenia, bo
              po takich grzecznych słowach i prośbach Szanuję takiego sąsiada, a w niejednym
              przez ostatnie trzydzieści lat mieszkałem już w Warszawie miejscu i tak właśnie
              było.
              Zachęcam jako palacz nałogowy do spróbowania odwrotności polewania wodą. Prośba
              i miła mina na zewnątrz w stosunku do złamanego dymem na chwilę serca, lepiej i
              skuteczniej poskutkuje.

              > I generalnie zgodzę się z poglądem, że kiedyś ludzie potrafili się
              > dogadywać w blokach i nie było takich sytuacji. Sąsiedzi pożyczali
              > sobie cukier itp. A teraz .....frustracja i chamstwo I tak naprawdę
              > to po tym wątku widzę jak bardzo zmieniło się społeczeństwo-
              > szczególnie w tzw. "dobrej dzielnicy " za jaką uważa się Kabaty.
              >

              W 100% mam dokładnie identyczne wrażenia. Mama pożyczała cukier, sąsiadka jajko,
              przyprawę itp, tyle tylko, że były to lata sześćdziesiąte i inne obyczaje.
          • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 12:19
            claire_de_lune napisała:

            > A to dobre smile Jak do tej pory zaden developer nie dokonal podzialu
            > domow na dwie strefy smile

            To prawda.


            > Jak wyobrazasz sobie zatem, Stefanie, ow wlasciwy wybor miejsca?
            > Bardzom ciekawa.
            >

            Zakładam, że nie każdy kupuje od dewelopera. Przynajmniej w połowie przypadków
            zakupu, na wtórnym rynku, można pofatygować się przed podjęciem ostatecznej
            decyzji o zakupie i można rozeznać teren.
            Idąc głównie do przyszłych sąsiadów z dołu i po bokach.

            - Czy Państwo są palący, bo zamierzam kupić mieszkanie z bezdymnym balkonem?

            Jeśli ma być w przyszłości miło i z dobrym sąsiadem, to odpowiedzą szczerze i
            bez nerwów. Problem załatwiony, w końcu to tylko towar a od ofert jest przecież
            tysiące.
            • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 12:39
              Powiem tak: pomysl zeby byly budowane bloki tylko dla palacych, i
              takie gdzie obowiazuje calkowity zakaz palenia-jest bardzo dobry.
              SERIO

              Gdyby jakis deweloper wystapil z taka oferta, bylabym nia
              autentycznie zainteresowana. Naprawde duzo bardziej podoba mi sie
              zycie wsrod ludzi ktorzy nie pala i mysle ze wielu niepalacych
              byloby zaintersowanych. Tak samo palacze, pewnie byliby bardzo
              zainteresowani przebywaniem w strefie w ktorej nikt by ich nie gonil
              za palenie na korytarzach, w garazach i na balkonach.

              Co do stanu faktycznego, niestety nie da sie przewidziec z kim nam
              przyjdzie zamieszkac.

              -pytanie sasiadow o palenie zanim sie wprowadzimy jest dziwaczne, i
              conajmniej tak samo malo kulturalne jak lanie wody na glowe, juz
              sobie wyobrazam jak chodze i pytam "Dziendobry czy pan pali ?", i
              pierwsza odpowiedz ktora sie nasuwa "a g...no Pania to obchodzi"

              zaraz pojawil by sie tu post o nowym buractwie, ze chodza i wypytuja
              a tu przeciez wolnosc itd....

              -po drugie sasiedzi sie zmieniaja (na Kabatach z predkoscia
              swiatla), i nawet zalozmy ze dokonam starannej selekcji i ustale ze
              10 mieszkan wokol to strefa bezdymna-ale za rok, zmienia sie
              wynajmujacy obok, a 3 inne osoby wyprowadza sie do wiekszych
              mieszkan, i nagle strefa bezdymna robi sie niczym dymna...zaslona,
              bo ci nowi lokatorzy pala jak smoki.


              Moze raczej podejsc do tego na odwrot, jesli ktos planuje palic na
              balkonie niech zrobi rundke honorowa po sasiadach i zapyta sie czy
              im to nie bedzie przeszkadzac, jesli choc jedna osoba stwierdzi ze
              tak, no to sorry pozostaje palic tylko u siebie. Usmiech i dozgonna
              wdziecznosc niepalacych gwarantowana i nawet sol pozycza i moze psa
              popilnuja tak z tej wdziecznosci ze bierzecie ich preferencje co do
              dymu pod uwage....

              Cala sprawa polega na tym ze palacze powinni zrozumiec ze to oni sa
              tymi przeszkadzajacymi, i ze to oni powinni brac pod uwage ze ich
              palenie przeszkadza. Nie na odwrot ze to niepalacy powinni szukac
              miejsc dla siebie.... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
              rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.
              • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 12:49
                agatka_s napisała:

                > .... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
                > rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.

                O to jedno zdanie za dużo smile
                Udowodnij, że masz w swym stwierdzeniu wobec prawa świętą rację.
                Poza tym post całkiem rozsądny, tak do połowy.... smile

                • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 12:53
                  stefan1970 napisał:

                  > agatka_s napisała:
                  >
                  > > .... Palaczowi wolno palic tylko wtedy jesli
                  > > rzeczywiscie wie ze to nikomu poza nim nie przeszkadza.
                  >
                  > O to jedno zdanie za dużo smile
                  > Udowodnij, że masz w swym stwierdzeniu wobec prawa świętą rację.
                  > Poza tym post całkiem rozsądny, tak do połowy.... smile


                  ...tak samo jak sasiadowi wolno lac wode z balkonu tylko wtedy jesli
                  rzeczywiscie wie ze to nikomu nie przeszkadza.




                  • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 13:06
                    ..........".. sobota, impreza andrzejkowa, bylo dosc kameralnie bez glosnej
                    muzyki - po prostu pogaduch przy winie ... palacze wychodzili na chmurke na
                    balkon... zrobilo sie pozno, stoimy na balkonie na dymku i nagle strumien wody
                    leje sie na nas z gory...".......

                    agatka_s napisała:

                    > ...tak samo jak sasiadowi wolno lac wode z balkonu tylko wtedy
                    > jesli rzeczywiscie wie ze to nikomu nie przeszkadza.
                    >

                    A to, że było ciemno jest zapewne jego usprawiedliwieniem.
                    Koniec dowodu smile
                    • agatka_s Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 13:14
                      a co usprawiedliwia tych ktorzy palili i halasowali?

                      ciemnosc (nie zauwazyli ze wkolo mieszkaja inni ludzie)? upojenie
                      alkoholowe ? wyssane z mlekiem matki buractwo ?

                      a moze poprostu bardzo silne przekonanie: a co tam moje palenie moze
                      komus szkodzic ? jak szkodzi to niech mi ktos zwroci uwage. Tak
                      silne przekonanie ze nawet im do glowy nie przyszlo zeby poprostu
                      nie palic i nie halasowac bo jednak komus to moze przeszkadzac....

                      koniec dowodu


                      • cotymowisz Re: Buractwo czy nowe obyczje? 12.12.07, 23:55
                        Agatko droga,
                        naprawde wiem co znaczy huczna impreza a co kameralne spotkanie i nie
                        poruszalabym pewnie tego watku gdyby bylo bardzo glosno i gdybym miala
                        swiadomosc ze grubo przegielismy. Niemniej jednak w dalszym ciagu uwazalabym ze
                        wylewanie ludziom wodY na glowe to buractwo. Sama mieszkam w bloku, od dawna,
                        sasiadow mam roznych, takze studentow. I nawet jesli robia imprezy, halasuja to
                        nie leje wody - najzwyczajniej w swiecie pukam do drzwi i prosze zeby jednak sie
                        opamietywali. To zazwyczaj skutkuje. A jesli by nie skutkowalo - to owszem,
                        zadzwonilabym po policje... to kwestia najzwyklejszej w swiecie oglady i
                        komunikacji z otoczeniem. Prosta zasada: ktos przegina - zwracasz uwage, nie
                        dziala siegasz po inne srodki np. policja czy straz miejska...
                        W moim przekonaniu ci ktorzy wylewaja wode czy cokolwiek innego bo ktos
                        halasuje/pali/cokolwiek innego wystawiaja swiadectwo samemu sobie... bo jak mam
                        postrzegac ludzi ktorzy w ten sposób komunikuja ze im cos przeszkadza??
                        A apropos osiedli cichych, pachnacych fiolkai itd... bylo i chyba jest takie w
                        Warszawie - imprezy i zaproszonych gosci trzeba zglaszac ochronie a imprezy maja
                        sie konczyc o 22.00 - zlamanie zasad grozi mandatem, recydywa wyzszym...(ten
                        ostry regulamin dotyczy nie tylko urzadzania imprez imieninowych ale i innych
                        dziedzin zycia) o to wam chodzi??
                        p.s. stefan zostanmy sasiadamiwink
                          • monidanu Re: Buractwo czy nowe obyczje? 13.12.07, 22:02
                            hmm jak to co - skoro ty nie palisz ja wyjdę na balkon..wink)))(tych bez poczucia
                            humoru w obawie ze i tym razem nie zaiskrzy informuje ze to żart) chociaż pewnie
                            raczej do ogrodu - jak juz sie przeprowadzac to do domu z ogródkiem, białym
                            płotkiemwink
                        • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 13.12.07, 00:32
                          cotymowisz napisała:
                          > A apropos osiedli cichych, pachnacych fiolkai itd... bylo i chyba
                          > jest takie w Warszawie - imprezy i zaproszonych gosci trzeba
                          > zglaszac ochronie a imprezy maj a sie konczyc o 22.00 - zlamanie
                          > zasad grozi mandatem, recydywa wyzszym...(ten
                          > ostry regulamin dotyczy nie tylko urzadzania imprez imieninowych
                          > ale i innych dziedzin zycia) o to wam chodzi??
                          >

                          Ożesz kurka, jak oni muszą cicho umierać!
                          Współczuję mieszkańcom i tym recydywistom, którzy chcieliby czasem wynormalnieć smile
              • stefan1970 Re: Buractwo czy nowe obyczje? 11.12.07, 13:28
                agatka_s napisała:

                > Powiem tak: pomysl zeby byly budowane bloki tylko dla palacych, i
                > takie gdzie obowiazuje calkowity zakaz palenia-jest bardzo dobry.
                > SERIO
                >

                Ja też pisałem o tym na Serio.
                Taki zakaz powinien być wpisany na każdej klatce i na wszystkich drzwiach
                wejściowych na wieki wieków amen. Nowym kupującym powstały pustostan nie stałby
                się na pewno zawodowy palacz.
                Za żadne skarby świata!
                No chyba, że byłby to jakiś maniak płetwonurek albo zapalony wędkarz. Dość łatwo
                byłoby poznać w którym lokalu taki delikwent mieszka, bo latem ciągle by ciekło
                z jego balkonu, a zimą sople sięgałyby aż do ziemi.
                To taki fragment sztuki nowoczesnej, zgodnej z obowiązującym prawem przebywania
                w tym bloku.
                A tak na serio, to jestem przekonany, że już po pierwszym ogłoszeniu dewelopera
                o budowie "Las bez Nikotinos", ustawiłyby się kolejki po zakup, zupełnie jak do
                mięsnego w latach osiemdziesiątych.
                Zakaz palenia wpisywany byłby w każdy nowy akt notarialny.

                • stefan1970 Nowe obyczaje 2029 roku. 15.12.07, 08:38
                  Lato 2029 roku.
                  Do mieszkania bardzo bogatej, schorowanej i umierającej babci, mieszkającej w
                  super ekskluzywnym, cichym i strzeżonym osiedlu "Mandaty i Kabaty", została
                  wezwana rodzina.
                  Przybyły wnuczęta, zjechały się zięciowie i córki.

                  Z uwagi na zwołanie stypy, którą regulamin wspólnoty określił jako imprezę
                  zbiorową, wszyscy w obowiązku zgłosili się do ochrony.
                  Wnuczkom ochrona odebrała papierosy, zięciom nakazano oddać w depozyt alkohol.
                  Kontrola zakończyła się rutynowym w przypadku odwiedzin u chorej babci,
                  przejściem przez bramkę wykrywającą niebezpieczne i metalowe przedmioty.
                  Przy łóżku ułożono ołtarz pełen kwiatów, zapalono zapachowe świece i gromnicę.
                  Wianuszkiem zebrana rodzina modląc się przy łóżku babci oczekuje na ostatnią jej
                  chwilę.
                  Babcia ułożyła ręce i zamknęła już oczy.

                  Na twarzach zebranych widać ogromne skupienie i doniosłość chwili.
                  Duszność za oknem potworna, bo to pełnia lata.
                  Wszyscy się modlą w skupieniu.

                  Nagle, po dziesięciu minutach wspólnego oczekiwania na śmierć babci, przez
                  uchylone okno balkonowe do mieszkania babci wleciała z kabackiego lasu Pani Osa.
                  Krąży nad łóżkiem babci i krąży, bada co się tutaj dzieje, ale w końcu zmęczona
                  usiadła na ścianie.
                  Babcia ani mru mru.

                  Pierwszy z zięciów zdjął kapcia, klapnął nim osę między oczy, trysnęło krwią po
                  ścianie a na podwórku huknęło jak talala.
                  Rodzina złapała się za głowy, babcia również.
                  Co ty robisz chamie podły?!!!
                  Ojej!!!
                  Mandat dostaniemy jak nic!!!

                  Kiedy już wszyscy pogodzili się z wymiarem kary i wszystko wróciło do stanu
                  początkowego, po następnych dziesięciu minutach, z nieopodal znajdującego się
                  gospodarstwa rolnego, reliktu genialnego planu zagospodarowania przestrzennego
                  uchwalonego w 2008 roku, wpada zaciekawiona Mucha Kapustnica.

                  Krąży nad łóżkiem babci i bzyczy jak cholera.
                  W obawie przed kolejnym mandatem rodzina nie reaguje.
                  Po pierwszej minucie wizyty Pani Muchy zniecierpliwiona babcia otwiera oczy i
                  wodzi za jej lotem gałkami ocznymi.

                  Zdenerwowany taką sytuacją zięć, podbiega nagle do babci, chwyta ją za pięknie
                  ułożone ręce, delikatnie zamyka jej oczy i szepcze do ucha:

                  - Niech się Babcia nie dekoncentruje.
                  Ciiiiiii......, ciiiiiii....


                  • gwadelupa Re: Nowe obyczaje 2029 roku. 07.01.08, 23:25
                    Czytalam czytalam czytalam to wszystko i slabo mi sie robilo. Rany
                    boskie gdzie ja mieszkam? Naprawde nigdy nie robiliscie imprezki a
                    Wasi goscie nie wychodzili na balkon na papieroska? Mi nigdy nie
                    przyszlo mi do glowy ze moze mi przeszkadzac dym z papierosow od
                    sasiadow z dolu - ilez ten sasiad i w jakiej ilosci musialby zreszta
                    palic, zeby to do mnie dolecialo?

                    Ja to mam problem - sasiedzi o 7 rano wychodza z domu i od tej
                    siodmej do mniej wiecej dziesiatej wyje ich pies. Co rano. Ale dla
                    mnie to jakies normalne, ze jest to moj problem. Bo co zrobie? Poza
                    tym gdybym to ja miala psa, ktory wyje?
                    I NIGDY nie przyszloby mi do glowy, zeby sie np zaczaic i ich psa
                    otruc np arszenikiem (metoda porownywalna z polaniem woda)

                    Rany boskie, gdzie ja mieszkam... myslalabym sobie, gdyby nie tych
                    kilka rozsadnych glosow np wlasnie Stefana 70 i chyba pomidorka i
                    pewnie kogos pominelam, ale pozzdrawiam Was w Nowym Roku!!!!! Wasza
                    sasiadka smile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka