Nie znam, niestety, pana Kudinova, choć cenię astrologię rosyjską.
Zgadzam się, że astrologia nie jest w stanie wskazać, co dokładnie
przydarzy się człowiekowi podczas danego tranzytu. Wg mnie, zależy
to od poziomu świadomości danego człowieka. Horoskop nie pokazuje
naszego stanu świadomości, dlatego bezpośredni kontakt z drugim
człowiekiem (nawet telefoniczny) jest tak ważny w praktyce
astrologicznej. To dzięki owemu kontaktowi odczytujemy (najczęściej
nieświadomie) poziom świadomości drugiego człowieka. Oczywiście,
rozeznajemy się także w poziomie intelektualnym czy emocjonalnym
tego człowieka, ale to już możemy zrobić świadomie.
Człowiek przeszedł opozycję Plutona do Marsa, w tym samym czasie
koniunkcję Saturna do Saturna i kwadraturę Saturna do Marsa
(urodzeniowo Mars kwadrat Saturn). Progresywny Mars w kwadaturze do
Plutona. Brak aspektów wspierających. Wg reguł klasycznej
astrologii, powinien doświadczyć wszystkich nieszczęść świata.
Tymczasem - nic się nie wydarzyło! Nic nie wydarzyło się na planie
fizycznym, natomiast zaszły ogromne zmiany świadomości. Ten
konkretny człowiek ma akurat bardzo wysoki poziom świadomości,
dlatego bardzo szybko odbiera najdrobniejsze impulsy i reaguje na
nie, kiedy jeszcze się nie zmaterializują. Choroba odzwierciedla
problemy naszej psychiki - nie zareagowaliśmy właściwie na nie,
kiedy przejawiały się bardziej subtelnie, więc musimy doświadczyć
owych problemów bardziej bezpośrednio - a trudno o bardziej
bezpośrednie doświadczenie niż doświadczenie fizycznej
rzeczywistości.
"Załóżmy, że zaistnienie działania jakiegoś aspektu na danej
płaszczyźnie jednocześnie powoduje, że jego prawdopodobieństwo
wystąpienie na innej płaszczyźnie zdecydowanie maleje" - zgadzam
się. Jeśli zareagujemy na dany tranzyt w odpowiednim momencie, to
nie zrealizuje się on na płaszczyźnie fizycznej, lecz na
płaszczyźnie subtelniejszej. Niestety, wg mnie reakcja lękowa nie
jest prawidłową reakcją. Poprzez lęk próbujemy zamrozić
rzeczywistość, zablokować nieuniknione zmiany, tymczasem
rzeczywistości nie da się zamrozić. Co innego, kiedy omawiamy nasze
doświadczenia (intelekt), przeżywamy je (emocje) czy działamy
konstruktywnie. Lęk nie jest konstruktywny. Nie lubimy się bać, choć
jednocześnie wydaje się nam, że lęk uchroni nas przed zmianą.
Wybieramy lęk jako coś znanego, bo bardziej boimy się zmiany jako
czegoś nieznanego. Dlatego włączamy lęk, kiedy zmiany są już na
horyzoncie. W przypadku astrologów możemy ów lęk włączyć na kilka
lat naprzód (np. "za 7 lat będę miał Plutona w koniunkcji do
Kiężyca, już się boję"), co jest bardzo destruktywne i niczemu i
nikomu nie służy. Zamiast użyć astrologii jako narzędzia do
zwiększania świadomości, używamy jej jako narzędzia do zwiększania
lęku.
Wg mnie, próba wystraszenia kwerenta jako metoda rozwiązania jego
problemów jest bardzo dyskusyjna

Teza, że lęk jest sublimacją
(sublimacją czego?) jest jeszcze bardziej dyskusyjna. No, ale forum
jest po to, żeby dyskutować