W astrologii panuje jednak coś, co nazwiemy "co kraj to obyczaj". Korzystamy z
programów astrologicznych i czasem po prostu nie wiemy co one liczą. Zazwyczaj
sposób liczenia jest typowy dla zwyczaju kraju, z którego pochodzi autor
programu, a tu możemy mieć jakieś różnice. Np. w urodzeniach dziennych i nocnych.
Są osobne wzory dla urodzeń dziennych i nocnych, niektóre programy ich nie
uwzględniają, a inne tak. No i co zrobić, gdy Słońce leży idealnie na osi
horyzontu? Przecież nie znamy co do sekundy położenia osi.
Dlatego mam do Was pytanie - jak go liczycie.
U mnie punkt szczęścia (liczyłam go sobie gdy byłam na kursie podstawowym)
wypadł w Pannie w domu XI blisko Wenus, ale nie w koniunkcji. Jakoś nigdy się z
nim nie identyfikowałam. Od lat poczucie szczęścia przychodzi do mnie gdy pakuję
walizkę i przede mną jest wizja przygody w podróży - czyli jest to związane z
domifikacją mojego Słońca (IX).
Położenie P.Sz. w Pannie w domu XI, można zinterpretować jako służbę
społeczeństwu. W sumie nie jest to rzecz, od której uciekam, ale wcale nie daje
mi to poczucia spełnienia. Raczej chwilową przyjemność.
Dlatego przyznam, że dość ostrożnie podchodzę do punktu szczęścia. A może po
prostu należy do niego dorosnąć? Tylko kiedy?
--
Blog Anahelli
Tarocista
Forum dla astrologow