Dodaj do ulubionych

Dziś w "Uwadze" TVN

20.01.05, 21:54
Niewolnik czy pracownik?
www.uwaga.onet.pl/
czwartek 20 stycznia 2005

Okazuje się, że system wyzysku pracowników nie jest specyfiką tylko
prywatnych pracodawców. Na darmową pracę w nadgodzinach i dźwiganie
wielokilogramowych toreb z przesyłkami skarżą się pracownicy Poczty Polskiej.
– Listonosz to nie niewolnik, tylko pracownik. W piątek nie zdążyłam rozwieść
paczek, więc musiałam to zrobić w sobotę. Za darmo – mówi Renata Jankowiak,
pracownica poczty w Szamotułach pod Poznaniem. – To jest problem ogólnopolski.
Pani Renata opowiada, że torba, którą musiała dźwigać, ważyła 10 – 15 kg. Nie
działo się to sporadycznie, tak było codziennie.
– Kiedy wracałam do domu, nie mogłam od razu położyć się na łóżko. Najpierw
kładłam się na podłodze – opowiada listonoszka. – Tak bardzo plecy mnie
bolały.
Listonosze twierdzą, że pracują dużo dłużej niż wynika to z ewidencji czasu
pracy. Osobnym problemem jest zmuszanie ich do prenumeraty różnych czasopism
i wysyłanie przesyłek do siebie nawzajem, po to, żeby wykonać narzucony przez
kierownictwo plan.
– Jeśli się nie wykonało planu, urząd źle na to patrzył – mówi pracownica
Poczty Polskiej. – Zrzucaliśmy się więc na jakieś czasopismo i
prenumerowaliśmy je razem. Jeśli było mało przesyłek w danym miesiącu, to
wysyłałam do koleżanki poczteksem np. batonik.
Renata Jankowiak zaczęła walczyć o swoje prawa i przeciwstawiać się
kierownictwu poczty. Dyrekcja postanowiła pozbyć się niewygodnego pracownika.
Pretekstem był udział pani Renaty w castingu do kabaretu Zenona Laskowika. W
tym czasie listonoszka przebywała na przepustce ze szpitala. Żadnych
przeciwwskazań, aby pani Renata występowała w castingu, nie widział jednak
lekarz prowadzący.
Pokrzywdzona listonoszka wniosła sprawę do sądu o przywrócenie jej do pracy.
Wtedy pracodawca zawarł z nią ugodę. Zmieniono jednak jej miejsce pracy. Pani
Renata zaczęła pracować w placówce odległej od jej miejsca zamieszkania o 20
km.
– Nigdy nie mogłam zdążyć na ostatni autobus, odjeżdżający o 17-ej – mówi
zdenerwowana listonoszka.
Jej pracodawca, tę niekorzystną dla pani Renaty zmianę, tłumaczył tym, że
listonosze podpisali petycję, w której informowali, że nie chcą razem z nią
pracować. Jednak pół roku wcześniej ci sami pracownicy podpisali zupełnie
inną petycję. Domagali się przywrócenia ich koleżanki do pracy.
– Musieliśmy podpisać petycję, że nie chcemy pracować z Renatą. Musieliśmy to
zrobić wszyscy. Był strach, że stracimy pracę – tłumaczy listonosz.
Pani Renata przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim. Leczy się na depresję,
miała podejrzenie zawału.
– Na osoby, które mówią tak głośno jak ona, zawsze znajdzie się jakiś hak –
przekonuje pracownik Poczty Polskiej.

Całość: uwaga.onet.pl/1212502,1,archiwum.html
Pod artykułem jest wiele komentarzy, które potwierdzają to, co w PP jest
normą.
Edytor zaawansowany
  • altu 26.01.05, 10:48
    hm..
    ciekawa jestem, kiedy zaczna poruszac sprawe pan na okienkach, doreczycieli
    paczek, kierowcow, obsluge bankowozow i same centra rozdzielcze.
    przeciez tam jest jeszcze gorzej..

    moi znajomi mowia, ze za nic nie przypna sobie tej "bialej wstazki".
    kpina.

    --
    weekend coraz bliżejwink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka