Dodaj do ulubionych

Strajk listonoszy w Gdańsku

14.11.06, 20:14
W poniedziałek i wtorek strajkowali listonosze w Gdańsku.


ww6.tvp.pl/2910,20061113420586.strona
Strajk listonoszy
200 listonoszy z Wrzeszcza, Zaspy, Moreny, Przymorza i Stogów rozpoczęło
strajk. Chcą podwyżek, zwiększenia zatrudnienia oraz zwolnienia ich z
obowiązku roznoszenia ulotek i reklam.
Listonosze stanęli w obronie kolegi, którego dyrekcja wezwała "na dywanik" za
to, że odmówił roznoszenia wyborczych ulotek. Z protestującymi spotkała się
dyrekcja poczty. Listonosze są zdesperowani, twierdzą że nie opuszczą budynku
poczty póki dyrekcja nie uzna ich postulatów. Protest popiera
zakładowa "Solidarność". Doręczyciele liczą, że gdy o strajku dowiedzą się
ich koledzy w innych miastach to dołączą do protestu.

www.pb.pl/content.aspx?sid=2284&guid=2CEA207E-C097-47E9-AF7A-67D3D7852595
Strajk listonoszy w Gdańsku
2006-11-13 18:51
Prawie 300 listonoszy nie roznosiło w poniedziałek w Gdańsku korespondencji.
Protestujący chcą podwyżek płac i ograniczenia czasu pracy - poinformowali
pracownicy gdańskiej poczty. We wtorek ma dojść do spotkania listonoszy z
dyrekcją Poczty Polskiej w Gdańsku.
W poniedziałek listonosze złożyli petycję w dyrekcji zakładu. Domagają się
wyrównania płac nowych pracowników z pozostałą częścią załogi, a także
zaprzestania roznoszenia druków reklamowych, bądź otrzymywania za to
dodatkowego wynagrodzenia.
"Chcemy godnie pracować i dostawać za to godną pensję. Pracujemy po 10-12
godzin dziennie. Po pracy składamy ulotki, a za to nie dostajemy pieniędzy" -
powiedział PAP w poniedziałek jeden z gdańskich listonoszy. Dodał, że
roznoszenie ulotek wydłuża znacznie czas pracy.
Poinformował, że we wtorek rano dojdzie do spotkania z dyrekcją, a listonosze
do godz. 10. oczekują pisemnych gwarancji spełnienia postulatów.
Przedstawiciele gdańskich listonoszy poinformowali PAP, że dołączenia do
protestu nie wykluczają ich koledzy z Gdyni.
Rzecznik prasowy Poczty Polskiej w Gdańsku Jacek Przyborski potwierdził, że
we wtorek dojdzie do negocjacji z listonoszami. "Na razie nie liczymy strat,
a zastanawiamy się, jak rozwiązać problem" - dodał. W jego opinii, szanse na
rozwiązanie sporu są duże.
W Gdańsku pracuje ok. 310 listonoszy.
(PAP)
Edytor zaawansowany
  • sibeliuss 14.11.06, 20:15
    Już nie jestem sloggim - szkoda, że zapominasz o S@lonie sad
    --
    świat w zupełnie starym stylu
    ---------------
    "Wszyscy i wszystko inne srodze mnie zawiodło" Johan Julius Sibeliuss.
  • jarekl1 14.11.06, 20:29
    sibeliuss napisał:

    > Już nie jestem sloggim - szkoda, że zapominasz o S@lonie sad

    Wcale nie zapominam smile
    Tylko nie wiem, czemu już nie jesteś Sloggim i muszę to zaraz wyjaśnić.
  • jarekl1 15.11.06, 16:04
    Listonosze rzucili przeładowane torby
    miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,3736349.html
    Michał Tusk2006-11-14, ostatnia aktualizacja 2006-11-15 08:33

    W poniedziałek gdańscy listonosze nie przyszli do pracy. Zaprotestowali
    przeciwko ciężkim torbom, wypełnionym przez ostatnie tygodnie wyborczymi
    ulotkami. We wtorek zażądali także wyższych pensji. Strajk trwa.
    Problemy gdańskich doręczycieli nasiliły się w tygodniu przedwyborczym, kiedy
    znacznie wzrosła liczba tzw. druków bezadresowych, czyli potocznie mówiąc
    ulotek. Jeden z nich odmówił roznoszenia reklamówek. W poniedziałek wstawiło
    się za nim 200 z 300 listonoszy - od dwóch dni nie dostarczają mieszkańcom
    miasta żadnych przesyłek.

    - Mamy dość noszenia toreb wypełnionych reklamami - mówi Jacek Głogowski, jeden
    z protestujących. - Co dzień rano wychodzę obładowany trzydziestoma
    kilogramami, a po piętnastu latach dostaję na rękę 1100 złotych.

    Poprawienie warunków pracy i podwyżki to główne postulaty strajkujących. Na
    razie Poczta Polska jest gotowa do rozwiązania problemu reklamówek. -
    Zastanawiamy się nad wynajęciem podwykonawcy do roznoszenia ulotek - mówi Jacek
    Przyborski, rzecznik gdańskiego oddziału firmy.

    Same zapowiedzi nie wystarczają listonoszom, dlatego ani w poniedziałek, ani
    wczoraj nie doszło do porozumienia. - Chcemy, aby problem ulotek załatwiono raz
    na zawsze, tak jak to zrobiono w innych dużych miastach. Tam doręczyciele nie
    mają w torbach nawet pojedynczej ulotki, roznoszą jedynie, tak jak kiedyś,
    listy - mówi Głogowski.

    Co z postulatami płacowymi? - Do Gdańska przyjedzie jeden z dyrektorów firmy z
    Warszawy. Jutro będziemy rozmawiali o pieniądzach - twierdzi Przyborski.

    - Bez podwyżek jakość usług pocztowych będzie leciała na łeb na szyję - uważa
    Głogowski. - Początkujący listonosz zarabia 900 złotych na rękę. Ludzie
    wyjeżdżają na Zachód albo co chwila idą na chorobowe. Opóźnienia w doręczaniu
    listów sięgają dwóch tygodni! Jest nas za mało, tylko lepsze pensje zachęcą do
    pracy.

    Strajk odbija się na gdańszczanach: setka pracujących listonoszy musi przede
    wszystkim dostarczać przesyłki do firm - te mają priorytet nad zwykłymi
    listami. Dlatego np. emeryci i renciści, aby otrzymać świadczenia, muszą
    osobiście udać się do swoich urzędów pocztowych. Na razie nie ma możliwości
    odbioru w ten sposób listów.

    - Jeśli protest się przedłuży, podejmiemy odpowiednie działania, tak by listy
    dotarły do adresatów - zapewnia Przyborski. Poczta nie podaje na razie
    szczegółów planu awaryjnego.
  • jarekl1 20.11.06, 20:11
    Trwa strajk listonoszy.
    Poczta Polska Dyrektor apeluje o powrót do pracy, "S" o poparcie protestu.
    www.rzeczpospolita.pl/wydarzenia/061120_2.html
    (20.11.2006 aktualizacja 19:30)
    Barbara Stawarz, zyt, Polskie Radio, RMF FM, PAP

    W Warszawie zakończyły się rozmowy dyrekcji Poczty Polskiej z organizacją
    międzyzakładową NSZZ "Solidarność" Pracowników Poczty Polskiej. Niektóre
    centrale związkowe zgłosiły wejście w spór zbiorowy. Dyrektor zaapelował do
    protestujących o powrót do pracy. Przedstawiciele "Solidarności" wezwali innych
    związków do poparcia protestu i stworzenia wspólnej reprezentacji, która
    rozmawiałaby z dyrekcją poczty. Od kilku dni w stolicy i kilku miastach kraju
    listonosze strajkują, domagając się zmiany organizacji pracy i co najmniej 500
    złotych podwyżki.
    Dyrektor Generalny Poczty Polskiej Zbigniew Niezgoda zaapelował do
    protestujących pracowników o powrót do pracy na czas prowadzenia negocjacji.
    Dziś do strajkującej Warszawy dołączyli doręczyciele z Poznania, Elbląga,
    Krakowa, Zakopanego, Lublina i Trójmiasta. Na Dolnym Śląsku roznoszone były
    jedynie przesyłki polecone.
    Zbigniew Niezgoda twierdzi, że wynegocjowane w tym roku podwyżki były
    największe w ostatnich latach. Po spotkaniu poinformował, że poleci
    natychmiastowe przyspieszenie ich wypłacenia w tych placówkach, gdzie jeszcze
    tego nie wykonano. O dodatkowych postulatach płacowych powiedział, że możliwe
    są tylko decyzje uzasadnione stanem i możliwościami ekonomiczno-finansowymi
    przedsiębiorstwa.
    Dyrektor Generalny Poczty Polskiej Zbigniew Niezgoda przed negocjacjami
    powiedział, że tegoroczne podwyżki były najwyższe od czterech lat - na poziomie
    3,5 procent. Dyrektor zapowiedział też kolejne podwyżki. Dodał jednak, że
    przewidziane są one na przyszły rok, gdyż - jak powiedział - 'Pocztę czekają
    ogromne iwestycje'.
    Członek Komitetu Protestacyjnego listonosz Mirosław Dąbrowski nie wierzy w
    dobre intencje dyrekcji. Według jego informacji dyrektor rozesłał pismo do
    central związkowych z oświadczeniem, że protest listonoszy jest nielegalny.
    Prawdopodobnie dziś nie dojdzie do rozstrzygnięcia sporu. Dyrektor Poczty
    Polskiej zapowiedział bowiem na jutro kolejne rozmowy. Chce się, między innymi,
    spotkać z wszystkimi przedstawicielami głównych organizacji związkowych. Dodał,
    że chce rozmawiać z ramach sporu zbiorowego.

    Czego chcą listonosze.
    Wszyscy domagają się lepszej organizacji pracy i 300-400 złotych podwyżki.
    Dyrektor poczty Zbigniew Niezgoda obiecuje wprawdzie, że pensje podwyższy, ale
    najprawdopodobniej dopiero w przyszłym roku.
    Na razie nie wiadomo, jak na jego słowa zareagują związkowcy. Nie będą raczej
    zadowoleni, tym bardziej, że nie jest to jedyny postulat, z którym występują. O
    rozwiązaniu pozostałych bolączek listonoszy, dyrektor poczty na razie nie
    wspomniał. Listonosze żądają też określenia konkretnych godzin pracy. Nie chcą
    też roznosić ulotek reklamowych.
  • jarekl1 22.11.06, 12:37
    List, emerytura? Tylko na poczcie
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3748167.html
    Strajku generalnego nie ma, ale nadal nie dostaniemy listów, rent i emerytur do
    domów
    Krzysztof Katka, Gdańsk
    2006-11-22, ostatnia aktualizacja 2006-11-21 20:41

    Największy jest protest w Krakowie - strajkują wszyscy listonosze i część
    innych pracowników. Nie pracowały sortownie i okienkowi w 25 spośród 80
    krakowskich urzędów. Umówili się, że dyżurują tylko w jednym okienku.

    Kraków: worki pełne listów

    Na Poczcie Głównej w Krakowie strajkują niemal wszyscy. W dwóch okienkach
    wydawane są przesyłki awizowane jeszcze przed strajkiem oraz renty i emerytury.
    Do wybuchu strajku krakowscy listonosze roznieśli ich ok. 90 proc. Reszta osób
    musi je odebrać sama, m.in. 65-letnia Janina Kowalik.

    - Żyję od renty do renty. W piątek, gdy przyszedł listonosz, byłam u lekarza. W
    skrzynce zostało awizo. W poniedziałek nie dostałam pieniędzy. Nikt nie
    potrafił wytłumaczyć, co się dzieje. Miałam 10 zł i receptę do wykupienia. Nie
    mogłam spać. Teraz wypłaciłam pieniądze - opowiada Kowalik.

    Za nią do okienka podchodzi starsze małżeństwo. Czekają na ważny list. - Miał
    przyjść - tłumaczą.

    - Przykro mi. Muszą państwo na niego zaczekać do zakończenia strajku - wyjaśnia
    pracowniczka poczty.

    - A kiedy to będzie?

    - Tego to nie wiem - odpowiada.

    Podobną informację usłyszało wczoraj wielu krakowian. Ich przesyłki utknęły w
    workach w sortowniach. Część osób wychodziła z poczty, trzaskając drzwiami.
    Większość usprawiedliwiała listonoszy. - Inna forma protestu przeszłaby bez
    echa - mówi Janusz Ambroz, który przyszedł z żoną po list.

    Dziś związkowcy z Krakowa będą negocjować ze swoją dyrekcją lokalne postulaty.
    Chcą bonów na obiady i wypłaty ekwiwalentu za zniszczone w pracy buty.

    Listonosz: 15 lat pracy, 50 kg poczty, 1080 zł

    Przesyłek nie otrzymała wczoraj nadal także większość mieszkańców m.in.
    Trójmiasta, Warszawy, Zielonej Góry, Wrocławia, Białegostoku. Jednym z
    listonoszy, którzy nie pracowali, jest 39-letni Jarosław Formela z Gdańska.
    Roznosi pocztę od 15 lat. Średnio dziennie 300 listów zwykłych, 150 przesyłek
    formatu A4, 80 listów poleconych i do 50 przekazów pieniężnych. Często dochodzi
    do tego ok. 750 druków bezadresowych. - To nieraz trzy torby dziennie. Nie
    sposób tego zrobić w osiem godzin - mówi. Zarabia 1080 zł na rękę, marzy o 1800
    zł. - Z moimi dochodami trudno dostać kredyt - opowiada.

    Naczelnicy urzędów dostali z warszawskiej dyrekcji faks z poleceniem wysłania w
    teren pracowników biurowych. - U nas nikt nie poszedł, bo pismo przyszło
    niepodpisane - mówi gdański listonosz. - Gdzieniegdzie korzystamy z pomocy
    wynajętych osób, m.in. z agencji pracy tymczasowej - informuje rzecznik prasowy
    PP Radosław Kazimierski.

    Przedstawiciele strajkujących w poniedziałek rozmawiali z dyrekcją PP.
    Związkowcy z „S" i Komitet Protestacyjny Listonoszy domagali się m.in.: •
    pracy nie dłuższej niż osiem godzin, • pakietu socjalnego przewidującego
    gwarancje zatrudnienia lub odszkodowania w razie zwolnienia, • zmiany
    organizacji pracy, by torby były lżejsze, • podwyższenia płacy minimalnej
    listonosza do 1500 zł brutto i podwyżki dla pozostałych pracowników 300 zł
    brutto. Dyrekcja zaproponowała podniesienie najniższej płacy z 900 do 1110 zł
    brutto. Związkowcy propozycję odrzucili.

    Wczoraj Poczta rozmawiała z kolejnymi związkami: OPZZ, Związkiem Listonoszy i
    ZZ Straży Pocztowej. Porozumienia nie ma, ale oddaliła się groźba strajku
    generalnego. - Protest będzie trwał, ale decyzję o strajku generalnym
    odkładamy. W środę ponownie zasiadamy do stołu - mówi Paweł Jędrzejewski, p.o.
    przewodniczącego "S" PP.

    Kazimierski, rzecznik Poczty: - Jesteśmy w stanie zgodzić się na realne
    postulaty - pilnowanie, żeby dzień pracy nie przekraczał ośmiu godzin czy
    odciążenie listonoszy od noszenia druków bezadresowych. Żądanie podniesienia
    płacy minimalnej do 1500 zł jest nie do przyjęcia.

    Konkurencja nie śpi

    Sprawdziliśmy, czy niedostarczonymi przesyłkami martwią się stali się klienci
    poczty - banki. Uspokajają, że strajk - o ile się nie przedłuży - nie powinien
    zakłócić komunikacji z klientami. - W większym stopniu będziemy wykorzystywać
    usługi SMS, e-mail, telefon - mówi Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP.

    Co będzie, jeśli nie dojdzie do nas ponaglenie do zapłaty zaległości? - Termin
    spłaty w takim przypadkach liczy się od daty potwierdzenia odbioru -
    odpowiadają bankowcy.

    - Gdyby z powodu opóźnień wynikły jakieś problemy dla klientów, będziemy
    rozpatrywali takie przypadki indywidualnie - zapowiada Piotr Utrata, rzecznik
    ING Banku Śląskiego.


    Czy banki nie będą żądały odszkodowania od Poczty? - Nie rozważamy na razie
    takiej możliwości - mówi Tatiana Kuwak-Frentzel z biura prasowego Pekao SA.

    Małopolski NFZ wysyłał korespondencję do lekarzy i szpitali dotyczącą
    przyszłorocznych kontraktów. Termin ich podpisania - 30 listopada. - Utknęła
    gdzieś. Nie chcą nam jej zwrócić. Zastanawiamy się, czy do dostarczenia reszty
    dokumentów nie wynająć kogoś - mówi Maria Janusz, dyrektor małopolskiego NFZ.

    - Nasi klienci mogą ubiegać się o odszkodowania - informuje Kazimierski. -
    Jeśli złożą reklamację u nas i zostanie ona uwzględniona, to mają szansę
    otrzymać dziesięciokrotność wartości nadania przesyłki. Wyższe odszkodowanie
    można wywalczyć na drodze sądowej. Skarga złożona do Urzędu Regulacji
    Telekomunikacji i Poczty może skutkować nałożeniem grzywny na naszą firmę.

    Czy na strajku PP skorzystają powstające przedsiębiorstwa roznoszące listy? Na
    razie nie można stwierdzić, czy klienci zdecydują się odejść do firm, które nie
    mają jeszcze rozbudowanej sieci. Marek Sadowski z Polskiej Agencji Finansowej
    mówi tylko, że nie dziwi go strajk: - Fakt, że powstała konkurencja, do której
    można odejść, to dobry argument przetargowy. Nasi listonosze pracują pięć, a
    nie sześć dni w tygodniu. Nie muszą dodatkowo sprzedawać np. rajstop, jak to
    się zdarza wśród listonoszy w Poczcie Polskiej.

    Prywatny listonosz dostaje na rękę 1,2-1,5 tys. zł.
  • jarekl1 22.11.06, 12:43
    > Czy banki nie będą żądały odszkodowania od Poczty?

    Głupie to pytanie.

    > - Nasi klienci mogą ubiegać się o odszkodowania - informuje Kazimierski. -
    > Jeśli złożą reklamację u nas i zostanie ona uwzględniona, to mają szansę
    > otrzymać dziesięciokrotność wartości nadania przesyłki.

    Głupota totalna.

    > Wyższe odszkodowanie
    > można wywalczyć na drodze sądowej.

    Głupota jeszcze większa. Poczta odpowiada wyłącznie na zasadach określonych w
    ustawie - Prawo pocztowe.

    > Skarga złożona do Urzędu Regulacji
    > Telekomunikacji i Poczty może skutkować nałożeniem grzywny na naszą firmę.

    Bzdura. URTiP-u już dawno nie ma, jest Urząd Komunikacji Elektronicznej. Skargę
    można wnieść, ale Poczta i tak żadnej kary nie zapłaci bo UKE nie może jej
    ukarać.
  • margala 24.11.06, 15:15
    Skoro listonoszom nie podoba się roznoszenie ulotek, to dlaczego akcja
    protestacyjna nie ograniczyła się jedynie do zaprzestania ich roznoszenia?!?

    Dlaczego cierpieć muszą niewinni ludzie???


    --
    MojeZacisze
    NaszeZacisze
  • jarekl1 24.11.06, 21:31
    margala napisał:

    > Skoro listonoszom nie podoba się roznoszenie ulotek, to dlaczego akcja
    > protestacyjna nie ograniczyła się jedynie do zaprzestania ich roznoszenia?!?

    Mnie się wydaje, że problem jest bardziej złożony i narastał od kilkunastu lat,
    choć strajku w Poczcie Polskiej jak sięgam pamięcią (być może nawet od 1558
    roku) nie było. Ale kiedyś w końcu ta sprawa musiała rypnąć.
    Listonosze zarabiają gównianie pieniądze - na rękę dostają od 900 do 1200 zł, a
    praca jest naprawdę ciężka (oczywiście są różne rejony, ale zasadniczo tak). W
    większości przypadków przychodzą wcześnie rano do pracy - przed 7 (ale znam
    urzędy gdzie są już po 5) aby dzielić pocztę która nadeszła (gdyby przyszli wg
    grafika, pewnie nie wyszliby w rejon do popołudnia). I pracują często do
    wieczora, roznosząc kilogramy materiału. Gdy się rozliczą jest 17, 18 albo i
    19. Oczywiście płacone mają za 8 godzin.
    Uważam, że praca powinna być opłacana godziwie przez pracodawcę, a w przypadku
    listonoszy (którzy pracują ciężko, długo, ponosząc pełną odpowiedzialność
    materialną za ewentualne pomyłki, a także niebezpiecznie - napady na listonoszy
    się zdarzają i kończą różnie) po prostu nie jest. Oczywiście każdy wie, że
    listonosze otrzymują również napiwki - ale moim zdaniem to nie jest sprawa
    pracodawcy, to pracodawca sam powinien godziwie wynagradzać za wykonaną pracę.
    A ulotki - to tylko jeszcze jedna sprawa, która spowodowała strajki. Często do
    roznoszenie ulotek angażują rodzinę - w innym, wypadku nie wróciliby z rejonu w
    ciągu 24 godzin (nie da się przejść w jednym dniu typowego rejonu doreczając do
    każdego punktu ulotki i jednocześnie inne przesyłki zwykłe oraz
    przesyłki/przekazy wymagające stukania do drzwi adresatów - praktycznie nie ma
    nawet czasu na sprawdzanie tożsamości).

    Pomijam fakt, że Poczta lubi robić ludzi na szaro, np. zawierając w kółko umowy
    o pracę na czas określony przedzielane umowami z podstawioną firmą zewnętrzną
    (aby zaoszczędzić np. na dodatkach za staż, albo nie wypłacić rocznej premii,
    albo nie dać umundurowania itd.)

    Dodatkowo Poczta akurat ma pieniądze (zyski ją zaskakują) i marnotrawi ogromne
    kwoty na głupoty (np. na kolejne zmiany organizacyjne, które niczego nie
    wnoszą), dlatego moim zdaniem już lepiej, aby podwyższyła ludziom najniższe
    pensje.

    > Dlaczego cierpieć muszą niewinni ludzie???

    Tak to już bywa ze strajkami - gdy strajk jest dokuczliwy, wtedy ludzie go
    zauważają. Ponadto dokuczliwość strajku zwiększa szanse strajkujących w
    negociacjach z dyrekcją.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka