Dodaj do ulubionych

Moja przygoda z dietą kopenhaską

21.04.10, 16:41
40 lat, 180 cm wzrostu 97 kg.

Dzień pierwszy 21.04.2010

8.00 - Kawka z łyżeczką cukru na czczo wchodzi bez problemu. Piję takową już
kilka lat, mniej więcej o tej porze. W pracy czuję się troszkę jakby bardziej
podkręcony. Myślę, że to na samą myśl, że zacząłem pierwszą w swoim życiu
dietę. Do fajrantu dociągam na 2 szklankach herbatki.
W sklepie z mrożonkami krótki dylemat - kupić szpinak w wersji soute czy z tę
z sosem śmietanowym (i przy okazji troszku oszukać na wstępie). Na szczęście w
warzywniaku stoi pęczek świeżego i to on leci do gara. Do smaku wrzucam kilka
oliwek i łyżkę oliwy. Z jajkami i pomidorem wchodzi całkiem, całkiem.
To już 16.00, fiu fiu, jak ten czas leci. Przed Ligą Mistrzów trzasnę jeszcze
befsztyczek z sałatą. Zobaczymy co będzie jutro.
Obserwuj wątek
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (II) 22.04.10, 15:37
      Dzień drugi 22.04.2010

      7.50 - Kawa i taka jakaś pustka. Pięć kilometrów marszobiegu wystarczy, żeby na
      przyszłość sobie odpuścić. Przez najbliższe dwa tygodnie nie mam zamiaru katować
      się dodatkowo. Przed południem zaczął mnie boleć migdał. Wątpię, że to z powodu
      diety, bardziej z racji załamania się pogody. Przed obiadem już nie na żarty
      poczułem się głodny. Na szczęście befsztyk udał się świetnie, był o wiele
      smaczniejszy od wczorajszego. Mięso natarłem oliwą, pieprzem tymiankiem, dodałem
      parę ziarenek jałowca, a przed zjedzeniem pokropiłem połową cytryny. Drugą
      połówkę wdusiłem do sałaty.
      Wcześniej obiecałem sobie, że jeśli zauważę jakieś objawy chorobowe, to
      automatycznie rezygnuję z diety. Teraz zaczynam się obawiać, że jeśli nawet
      jakieś takowe się pojawią, to mogę je zlekceważyć.
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (II) 22.04.10, 20:52
        a mój befsztyk był kiepski za to jogurt i szynka pychota. I tak minął dzień
        drugi. Jeszcze tylko 11 dni. To juz prawie z górki. A w pierwszy post się chyba
        zbytnio nie wczytałam bo dopiero dziś zauważyłam żeś ty facet :)

        A faceci maja łatwiej. MÓj mąz np. w tamtym roku w ciagu m-ca zrzucił 16 kg a
        nie był bardzo jakiś gruby i to bez zadnej diety. po prostu zrezygnował z
        jednego śniadania czyli pochłaniał jedno a nie dwa, i nie jadł po 18 no chyba ze
        jabłko albo kefir. i tu uwazam ze nie ma sprawiedliwosci na świecie :(
        a ja przez 3 m-ce byłam na Dukanie, schudłam 8 kg bez chodzenia z pustym
        żoładkiem ale przez te cholerne problemy z hormonami tarczycy odzyskałam
        wszystko + gratis :(
        i po kilku miesięcznym leczeniu gdy sie trochę ustabilizowała tarczyca
        zdecydowałam sie własnie DK co by szybko efekt zobaczyć :) Wiem jednak od
        endokrynolog że teraz już muszę sie baaardzo pilnować i będe miała problem z
        chudnięciem. Eh kobiecy los....

        Kiedy masz zamiar się ważyć??
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (III) 24.04.10, 07:04
      Wstałem bez jakiegoś wyraźnie zlokalizowanego bólu, za to z ogólnym poczuciem
      fizycznego zniechęcenia. Tak jakby mój organizm wreszcie sobie uświadomił, że
      coś ściemniam żywieniowo, pozbawiając go śniadania czy ulubionych posiłków i
      obraził się na mnie. Na szczęście psychicznie czułem się wystarczająco dobrze,
      żeby mu nie ulegać czy się nad nim użalać. Jak już wspomniałem wcześniej - kawa
      bez grzanki, na obiad pierwsza modyfikacja - zamiast szpinaku zjadłem brokuły.
      Nie były specjalnie złe, ale następnym razem wrócę raczej do szpinaku, gdyż po
      brokułach pojawiło się coś w rodzaju krótkiego wzdęcia. O dziwo, resztki sałaty
      na kolację zjadałem z lekkim przymusem. Czułem się pełny po pierwszych kęsach.

      Pierwsze wnioski:
      - W pracy nie czuję (jeszcze) żadnego osłabienia, kawka jednak swoje robi.
      - Piję dwa termosy czerwonej herbaty dziennie.
      - Nie myślę o jedzeniu, czyli nie ma tego, czego się wcześniej najbardziej
      obawiałem - dojmującego uczucia straty:) Co prawda, w pierwszy dzień kilka razy
      pojawił mi się w myślach obraz porcji ruskich pierogów i lekki popłoch, że nie
      teraz, i raczej już nigdy, ale były to doświadczenia chwilowe, szybko wygaszone :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (IV) 24.04.10, 19:40
      Dzień czwarty 24.04.2010

      Zaczynam o 8.20, potem pomagałem w przeprowadzce, bo mam wolną sobotę. To
      kolejny nie najfortunniejszy pomysł. Szybko się męczyłem. Kiedy wróciłem,
      czułem, że mogę zjeść konia. Starłem trzy marchewki, no, i nie zjadłem nawet
      połowy. Reszta została na śniadanie.
      Kolacja - małe jabłko, pół pomarańczy, pół kiwi i banana (już wiem, że nie
      należy przesadzać z cytryną) ze szczyptą cynamonu - wystarczy. Raczej jest
      smaczniej, kiedy jogurt wchodzi oddzielnie. Po południu wcale nie czuję, że
      jestem na jakiejś diecie.
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (V) 25.04.10, 17:51
      Dzień piąty 25.04.2010

      Każdy ma swoje nieulubione. W moim przypadku są to ryby. Rybnego dnia obawiałem
      się najbardziej. Nigdy nie przyrządzałem i w zasadzie mdli mnie od smaku źle
      ugotowanej i doprawionej rybki. Przez chwilę nawet miałem zamiar pójść do knajpy
      na obiad lub zjeść coś innego. Ostatecznie wybrałem mrożone filety i jakoś poszło.

      Coraz bardziej przekonuję się do tego, że trzeba dużo pić (woda, herbata
      czerwona/zielona)i ograniczyć wysiłek. Początkowa lekkość i werwa szybko może
      ustąpić niepokojącemu osłabieniu. Dieta kopenhaska raczej powinna być odradzana
      osobom pracującym fizycznie.

      Marchewka na śniadanie to dobry wynalazek. W przyszłości będę z niego korzystał
      częściej :)
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (V) 25.04.10, 20:30
        Ja rybkę robiłam w piekarniku w foli z odrobiną soli. A i befsztyk był ok tylko
        zrobiłam inaczej niż ostatnio. A picia dużo u mnie w ciagu dnia: kubek kawy,
        witaminy rozpuszczane w szklance wody, 1,5 l wody, i od3-5 jeszcze napojów
        gorących typu zielona lub czerwona herbata. A przed dietą była tylko kawa i
        czarna herbata. plus tej diety że dużo pije :) a normalnie jakos nie mogłam się
        zmusić. Jeszcze tylko 8 dni
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VI) 26.04.10, 18:30
      Mój organizm zachowuje się jak dobrze ujeżdżony koń. Po początkowym okresie
      buntu pięknie znosi niedogodności jakie mu zafundowałem. Rano obudziłem się
      rześki i energiczny. Bez problemu dotrwałem do obiadu. Za kurczaka robiły mi dwa
      gotowane udka i kawałek piersi. Weszło jedno i ta pierś. Drugie zostanie
      obsmażone i posłuży za jutrzejszy kawałek zgrilowanego mięsa. Do kolacji
      zasiadałem z uczuciem sytości. Jajko jedno i gotowana marchewka zostały zjedzone
      nijako przez siłę.

      W tej chwili nie czuję się głodny, wręcz jestem obżarty jak na weselu. Z
      utęsknieniem czekam na jutrzejszy dzień prawdziwego postu. Zapowiada się hard
      core, bo w robocie zaliczam nadgodziny.
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VI) 26.04.10, 19:56
        i tak 6 dzień dobiega końca. Na obiad pierś gotowana nawet obiadłam sie. Jutro
        kawy bedzie brak. Czekam na dzien gdzie jogurt i szynka :)
        Współczuje nadgodzin :( jeszcze tylko 7 dni damy rade
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
        • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VII) 27.04.10, 10:32
          Hmm... kolejny dzień. Dziś mega brakuje mi kawy z cukrek. Jest mi
          słabo i głowa mnie boli. Nie mam ochoty na wodę i... jestem po
          prostu głodna. Po kawie tak nie mam. Ale moja bluzka ze służbowego
          stroju ma wyraźne luzy , nie opina się juz tak wstrętnie na brzuchu.
          To jest motywacja. Ale... najchętniej przespałabym ten dzień. Nadal
          czekam z utęsknieniem na dzień z jogurtem i szynką.
          Jak tobie minął dzień?? I napisz koniecznie jak dzisiaj po tych
          nadgodzinach i bez ostatniego posiłku. Czy ty masz fizyczna pracę?
          Ja pracuje niestety z klientami jako konsultant w Erze ale
          przynajmniej posiedzieć mogę sobie bo nie ma takiego ruchu.
          --
          pozdrawiam
          Sylwia
          jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VII) 27.04.10, 16:15
      Dzień siódmy 27.04.2010

      Najbardziej extremalny - tylko kawałek kurczaka na obiad i siedem bitych godzin
      zegarowych na pełnych obrotach w szkole. Na ten czas wyciągnąłem prawdziwą
      armatę witaminowo-energetyczną. Yerbę siorbię od kilku lat często robiąc
      kilkumiesięczne przerwy po to, by uniknąć tachyfilaksji. Wypicie mate raz na
      jakiś czas to jest to. Dzisiaj rano strzeliłem sobie porcyjkę i nic - żaden głód
      łaknienie czy coś nie były mi w stanie dokuczyć do piętnastej. Jednak po
      powrocie do domu wyraźnie zacząłem odczuwać brak cukru. "Obiad" nie za bardzo
      pomógł ... oj, nie jest lekko .. :)

      .. ps .. rano przeszyłem sobie guzik od rozporka, bo nie przepadam za paskami, a
      spodnie kompromitująco zsuwają mi się z bioder przy każdym kroku .. ;)))

      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VII) 27.04.10, 17:47
        haha ps. mi się podobało :) Też pijałam Yerbe swego czasu ale zapasy w domu się
        pokończyły bo męzulek ostatki spił. Muszę się zaopatrzyć i tez popijać znowu.
        Gdzie kupujesz Yerbe?? I którą najbardziej lubisz??
        Ja też bardzo odczułam bark kawy z cukrem. Bolała mnie głowa i trochę osłabiona
        jestem. Nie mogę zmusić się do wody. Moze to faktycznie wpływ księżyca.
        A do wieczora jeszcze daleko. Wolałabym ten dzień przespać. Ale zmusiłam sie do
        wyjścia na plac zabaw z dzieckiem a za chwile idziemy na ploty a córa pobawić
        sie do koleżanki.
        Czy w domu Cię wspieraja czy sam mieszkasz??
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (VIII) 28.04.10, 20:42
      Dzień ósmy 28.04.2010

      Dzisiaj urozmaiciłem sobie dietę dwoma ogórkami w occie. Świadomość, że to już z
      górki wprowadziło lekkie rozprzężenie. W zasadzie, to to, co najgorsze, zostało
      już odbębnione, organizm przywykł do nowego sposobu żywienia. Teraz nie ma obawy
      o zdrowie fizyczne czy o to, czy się wytrzyma, bo dietę kopenhaską można
      wytrzymać. Teraz należy się pilnować, żeby wszystko doprowadzić do końca jak
      należy, bo przekonanie o tym, że sukces jest na wyciągnięcie ręki, może
      spowodować, że pojawi się efekt odpuszczenia na ostatniej prostej (i cały efekt
      może szlak trafić).

      Ps - od jakiegoś czasu dodatkowo łykam po jednej tabletce calcium, witaminy c i
      skrzypowity, ot tak, profilaktycznie.
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (IX) 29.04.10, 07:28
        Wczoraj niestety jadłam pierwszy posiłek po kawie z opóźnieniem bo dopiero koło
        15:30. za późno bo do tej pory był w godzinach 13:30- 14:30. No ale tak wyszło.
        Witaminy też łykam. Ostatnie trzy dni spędze na wyjeździe u mojej siostry i wiem
        że nie bedzie lekko. Będą kiełbaski z grilla, pieczone ziemniaki. Bo rzadko się
        widujemy bo daleko mieszkają. I wahałam się czy jechać. Mam nadzieję że dam radę
        bo szkoda mi już przebytych dni ale łatwo nie będzie.
        Po porannym spacerku kawka będzie. Już nie mogę się doczekać. no i dziś mój
        wyczekiwany jogurt :)Wczoraj mniej wody piłam a więcej zielonej herbaty.
        Masz rację jak się osiągnęło już sukces i widać efekt łatwo to zaprzepaścić
        jakimś podjadaniem. Też muszę się pilnować a teraz jest to trudniejsze niż na
        początku diety.
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
        • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (IX) 29.04.10, 20:48
          i minął dzień kolejny. Najbardziej smakował mi jogurt z szynką. Szynkę wkroiłam
          do jogurtu mniam. Normalnie chyba by mi nie przyszło do głowy tak jeść. Jeszcze
          najgorsze 4 dni bo na wyjeżdzie trzy z nich. Ale omijaja mnie impreza urodzinowa
          u babci. Nie będe musiała się przed rodziną męza tłumaczyć czemu niczego nie jem
          tylko wode piję. Więc jest plus z tego wyjazdu :)
          --
          pozdrawiam
          Sylwia
          jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (IX) 29.04.10, 20:47
      Dzień dziewiąty 29.04.2010

      Powoli nie czuję tego, że jestem na diecie. Nie jestem głodny. Za to zauważam
      wyraźnie objawy niedocukrzenia - drży mi mięsień pod policzkiem i ręce, dwa razy
      wypadły mi z nich klucze, mam kłopot z nawleczeniem igły, zimne poty. Pojawiły
      się symptomy napięcia mięśniowego, zmęczenia, wczoraj przysnąłem na Lidze
      Mistrzów i zapewne dzisiaj też się kimnę na meczu. Na szczęście jutro owoc, oby
      był słodki ...
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (X) 30.04.10, 08:17
        Hejka
        Dziś śniadanie wypasione bo i kawusia i grzanka mniam.
        Takie objawy jako opisujesz to miałam stosujac w tamtym roku diete dukana i
        okazało się że to tarczyca dała o sobie znać. Teraz nic takiego mi się nie
        dzieje. Nie myślałes zeby zakończyć?? Zażywaj sobie magnez bo to też są objawy
        braku magnezu. Ja biore dwa razy dziennie. Trzymam kciuki że by wszystko dobrze
        się skończyło. A jaki owoc zjadasz?? Ja jabłko
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
        • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (X) 01.05.10, 09:33
          Owszem, masz rację z magnezem. Poza tym mój organizm potrzebuje większych dawek
          glukozy albo jakiegoś innego cukru, mam skłonności do hipoglikemii.

          O zakończeniu diety również myślałem, ale tylko przed jej rozpoczęciem. Liczyłem
          się z chwilowymi kryzysami oraz bólem, które mogą towarzyszyć odchudzaniu.
          Odtoxycznianie organizmu nie może przebiegać bezproblemowo, więc jeśli ból czy
          kłopot z organizmem pojawia się - znaczy to, że jest dobrze i wszystko przebiega
          prawidłowo. Żeby teraz zrezygnować musiałbym dostać jakiejś poważniejszej
          zapaści. Zaburzenia odżywiania to problem psychiki (o ile nie jest wynikiem
          choroby ciała), likwidowanie nadwagi czy otyłości może się łączyć z bólem (który
          jest reakcją ciała), ale nie powinno wywoływać cierpienia (związanego z
          psychiką). Taka jest moja bajka i ta mi pomaga.

          Z owoców pozwoliłem się uraczyć słodkim smakiem połowy dużej pomarańczy. :)
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (X) 01.05.10, 08:53
      Dzisiaj dopiero po 15 zjadłem pierwszy posiłek. Wcześniej nie czułem głodu.
      Pierwszy raz zamieniłem obiad z kolacją czyli najpierw zjadłem zestaw z jajkami,
      szynką i sałatą, a później ten ze szpinakiem. Czuję się wyśmienicie - fizycznie
      i psychicznie, m.in. z powodu dobrze wypełnianego obowiązku :). Chciałbym, żeby
      od wtorku jadłospis nie zmienił mi się za bardzo, chociaż wiem, że może być trudno.
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską 02.05.10, 07:22
      Dzień jedenasty 01.05.2010

      Zachęcony obiadową marchewką postanowiłem wybrać się na wycieczkę rowerową.
      Dieta nieuchronnie dąży do końca, więc w trakcie przejażdżki korciło mnie, żeby
      przyszarżować aby zrzucić dodatkowo jeszcze kilka dekagramów. Zrobiłem 20 km. Po
      powrocie podziobałem sałatkę (banan, kiwi, mandarynka), zarzuciłem dwie łychy
      jogurtu i wyczerpany poszedłem spać.

      W ostatnim dniu diety powtórzę wyprawę, chociaż 20 km to raczej za dużo.
    • trzeci_nick Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (XII) 03.05.10, 10:50
      Dzień dwunasty 2.05.2010

      Dieta przestaje być czymś wyjątkowym, podobnie jak jej składniki. Szpinak,
      marchewka, befsztyki, sałata stają się naturalnym pożywieniem. Pieczywo, pizza,
      pierogi, ciastka, piwo na dzień dzisiejszy już nie kuszą.

      Zauważam, że wystarcza mi połowa porcji zjadanych w pierwszym tygodniu. Jeśli
      najważniejszym efektem diety kopenhaskiej ma być pokarmowe uregulowanie
      ilościowo-jakościowe (wywołanie chęci korzystania ze zdrowych produktów w
      rozsądnych porcjach), to dieta sprawdza się świetnie.
      • zwierzaku Re: Moja przygoda z dietą kopenhaską (XIII) 04.05.10, 07:31
        hej efekt Twój chyba bardzo zadawalający :) A co teraz po diecie żeby wagę
        utrzymać??
        U mnie dieta na wyjeździe to nie najlepszy pomysł. W sobote grill na 15 osób u
        siostry. Jedzenie mnie nie kusił tylko obecność tam z jogurtem i setki pytań
        dlaczego nie jem dlaczego się nie napiję. To męczyło. W niedziele też spoko bo i
        ryba i befsztyk i znowu goscie u siostry z pytaniami a to się nie napijesz,
        czemu nie jesz i to męczyło najbardziej. Do jedzenia jakoś mnie nie ciągło.
        Jeszcze się nie ważyłam. Ale myśle że te 4 kg. Jeszcze ze 2 potrzebuję do
        szczęscia i pozbyć się skóry na brzuchu. Obiecuje sobie więcej ruchu. No i
        zastanawiam się jak teraz się żywić co by nie przytyć i jeszcze trochę zrzucić.
        Mam nadzieję ze do słodyczy nie wrócę.
        Będziesz tu zagladać i pisać jak Ci dalej idzie??
        --
        pozdrawiam
        Sylwia
        jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
        • zwierzaku do trzeci_nick 16.05.10, 09:13
          co tam u Ciebie?? trochę od zakończenia diety minęło. jak sobie radziś? Co
          wybrałeś po diecie? waga się utrzymuje??
          --
          pozdrawiam
          Sylwia
          jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można... :)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka