.Ńauczycielka oczywiście bardzo
> grzecznie prosi aby to narzędzie schował.....
To się w głowie nie mieści. Takie rzeczy mogły mieć miejsce w czasach przed reformą (pamiętam je dobrze, sam byłem wtedy w liceum), ale dotyczyły najgorszych zawodówek, gdzie uczęszczały największe śmiecie. Dziś te śmiecie idą do gimnazjów, zdają (lub nie) egzamin na koniec i... mają spokój. Nie dbają o nic, byle tylko dać się przechować w szkole. Zresztą, te trzy lata niczego tak naprawdę nie uczą, a 3-letnie liceum stanowi nie lada wyzwanie dla nauczycieli, którzy muszą zrobić materiał, normalnie zamykany w 4 lata (oczywiście, gimnazja to osobna jednostka, nie ma mowy, by przejąć część materiału od liceum). Chaos, syf, dno. Już pomijam, że w normalnej szkole sprzed 1999 roku gdyby uczeń wyjął nóż przy nauczycielu ten mógłby go odebrać, schować i zwrócić dopiero rodzicom, oczywiście wezwanym do szkoły. Sprawa otarłaby się o dyrektora i Radę Pedagogiczną, a groźba relegowania ze szkoły (jak to zapisane było w regulaminie szkolnym "przeniesienie do równoległrj klasy/ szkoły") byłaby całkiem realna.
--
Smells like 90's