Oczekiwania rodziców wobec dzieci Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jestem po dyskusji z koleżanka z pracy.
    Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?
    Koleżanka ma córkę, która usiłuje wychować "tak jak trzeba". Pytam ją córka
    jest taka jaką ona była i ta oczy w słup. Moja Mamęcja pamięta jaka była w
    młodości (a nie była grzeczną dziewczynką) i dlatego wychodziła z założenia,
    że ja też mogę takim być. Pozwalała mi na tyle, ile sama chciała w danym
    wieku od otoczenia. Zawsze dawała mi kredyt zaufania, ale też uczyła, że jest
    konsekwentna. No i przede wszystkim traktowaliśmy się i traktujemy jak równa
    z równym.
    Czasami tak jest, ze rodzice chcieliby uchronić dzieci przed błędami
    młodosci, które sami popełnili i to jest bzura. Jeśli się czegoś samemu nie
    doświadczy, to się tego nie zna. Do tego dochodzi pojęcie niezależności.
    Efekt tego to lalusiowate dzieci niegdyś odlotowych rodziców.
    Zapomniał wół jak cielęciem był.

    --
    W Anglii świat kręci się wokół filiżanki herbaty,
    w Salonie wokół kubka gorącej kawy.
    Sloggiego Salon Odrzuconych
    • Sloggy, a czy Ty masz dzieci? Bo jak ja nie miałam dziecka to teorię
      wychowania miałam opracowaną bardzo dobrze - tylko niestety w praktyce jest
      dużo gorzej.
      Z pierwszym Twoim zdaniem się zgadzam - każdy jest inny i nie można kształtować
      dzieci według swoich wyobrażeń. Ale co do daalszej części Twojej wypowiedzi to
      absolutnie się nie zgadzam - ale to moze dlatego, że jako matka mam trochę inne
      podejści do dziecka niż facet.



      • cóż...
        kiedyś na Salonie był taki wątek o niby bezstresowym wychowaniu dziecka,które
        ostatnimi czasy jest dosyć często "stosowane" (w cudzysłowiu,bo to tylko próba
        wcielenia w życie) przez nowoczesnych rodziców...
        Zgadzam się ze Sloggim-rodzice bardzo często chcą ochroinić dzieci przed ich
        błędami przeszłości, chcą je ochrionić przed złem tego świata. I jeżeli tak
        robią,to znaczy,że są dobrymi rodzicami bo spełniają funkcję rodzica! Przecież
        rodzic ma chronić, tłumaczyć wychowywać...
        ale jest druga strona medalu-zamknięcie dziecka pod kloszem,wyręczanie go i
        nadmierne chronienie-tworzy potwora nieprzystosowanego do życia, a nie człowieka...
        nie sądzisz?

        (P.S. Heh..dzieci nie planujęsmile to mogłoby być trudne,dlatego mogę sobie mówić
        o moich teoriach...poza tym-najlepiej wychowywuje się cudze dzieci,prawda?wink

        --
        "Najprościej jest wyjechać i powiedzieć,mam ten kraj gdzieś.Nic mi on nie
        daje,więc i ja mu nic nie dam.Ale na Boga-ile jeszcze stracimy inteligencji?Mało
        jej zginęło w czasie wojen i stalinizmu?Mało wyjechało za granicę w okresie
        stanu wojennego?"
        • Geograf napisał:

          > (P.S. Heh..dzieci nie planujęsmile

          Co Ty nie powiesz, zupełnie tak jak ja!

          Co ciekawe, jeszcze niedawno małe dzieci mnie drażniły.
          Obecnie całe swoje instynkty ojcowskie przekazuję dwójce dzieci przyjaciół i
          jest mi z tym dobrze smile

          > poza tym-najlepiej wychowywuje się cudze dzieci,prawda?wink

          Ano.
      • Dzieci mieć raczej nie będę, co nie znaczy że głupotę ludzką łatwo zauważyć.
        Jeśli ktoś sie nie oparzy, nie wie, że coś jest gorące. Mnie nie chowano pod
        kloszem i dzięki temu jakoś się trzymam.
        --
        W Anglii świat kręci się wokół filiżanki herbaty,
        w Salonie wokół kubka gorącej kawy.
        Sloggiego Salon Odrzuconych
    • Nooo, ja też grzeczna nie byłamsmile
      pamietam siebie doskonale z dzieciństwa i wieku, w ktorym teraz jest moja córka.
      Jest bardzo do mnie podobna, takie samo rozstzrepanie, bujanie w obłokach,
      wieczne zapominanie - słowem zero zorganizowania. A z drugiej strony - wieczne
      dyskusje - jej stały tekst " to niesprawiedliwe", naewt jeśli ma posprzątać swój
      pokój..Ale ogólnie jest mądra, zaradna i przy całym swoim roztargnieniu bardzo
      dobrze się uczy. Dlatego nie wymagam od niej pięknego pisma, idealnie starannego
      prowadzenia zeszytów,nie biega na tysiące zajęć dodatkowych, "pozwalam" jej
      czasem nie odrobić lekcji ( nie pytam czy odrobione i nie sprawdzam codziennie)
      czy spóźnić się do szkoły - niech się uczy jak sobie organizować czas, żeby ze
      wszystkim zdążyć...
      Dużo jeszcze przed nami, bo szczyt mojego buntu młodzieńczego to lata
      licealne..Ale dokładnie pamiętam jak było ze mną i pewnie też nie będe jej
      trzymała na smyczy.
      Oczekiwania wobec niej mam takie - niech będzie mądra i tak sobie ułoży życie,
      żeby przeżyła je dobrze
    • sloggi napisał:

      > Jestem po dyskusji z koleżanka z pracy.
      > Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?
      > Koleżanka ma córkę, która usiłuje wychować "tak jak trzeba". Pytam ją córka
      > jest taka jaką ona była i ta oczy w słup. Moja Mamęcja pamięta jaka była w
      > młodości (a nie była grzeczną dziewczynką) i dlatego wychodziła z założenia,
      > że ja też mogę takim być. Pozwalała mi na tyle, ile sama chciała w danym
      > wieku od otoczenia. Zawsze dawała mi kredyt zaufania, ale też uczyła, że jest
      > konsekwentna. No i przede wszystkim traktowaliśmy się i traktujemy jak równa
      > z równym.
      > Czasami tak jest, ze rodzice chcieliby uchronić dzieci przed błędami
      > młodosci, które sami popełnili i to jest bzura. Jeśli się czegoś samemu nie
      > doświadczy, to się tego nie zna. Do tego dochodzi pojęcie niezależności.
      > Efekt tego to lalusiowate dzieci niegdyś odlotowych rodziców.
      > Zapomniał wół jak cielęciem był.

      E Sloggi, wydaje mi sie, ze wol nie zapomnial, ale a to chce dziecko ochronic,
      a to po prostu dobrze wychowac...
      Ja pamietam doskonale jak bronilam sie przed wychowaniem rekami i nogami i
      probowalam byc niezalezna, co moj ojciec wybijal mi z glowy jednym "nie", nie
      stosujac nawet specjalnych argumentow. Argumentem mialo byc to, ze jest moim
      ojcem.
      Nie wiem czy jego zakazy byly spowodowane strachem o mnie, ale ja mimo tej
      negacji nie potrafie dac mojej corce tyle luzu ile sama chcialam miec wtedy. To
      sie po prostu nie da.
      Moja corka ma 10 lat i naprawde ta jej glowka jest troche jeszcze pusta, poza
      tym jest cieniutka jak przecinek i delikatna - boje sie o nia po prostu. Nie
      chcialabym aby zebrala jakies negatywne doswiadczenia. Sloggi, naprawde jak sie
      ma wlasne dzieci to nastawienie zmienia sie diametralnie.
      Poza tym jest jeszcze jedna sprawa - zalezy o jakim przedziale
      wiekowym "dzieci" mowisz. Tutaj w Austrii na przyklad idzie sie do gimnazjum
      gdy sie ma 11 lat. W tym wieku decyduje sie czy dziecko bedzie robilo mature i
      czy pojdzie w kierunku intelektualnym i czy sie wogole nadaje do nauki.
      Abstrahujac od tego, ze uwazam ze to bzdura, bo to po prostu za wczesnie (sama
      gdy mialam 15 lat nie wiedzialam co bede robic, wiec co mowic o 11-latku!?), to
      moim zdaniem bzdura jest danie w tym momencie wolnosci wyboru dziecku, bo ktore
      dziecko woli sie uczyc niz bawic. To naprawde jest rzadkosc. Uwazam ze to jesjt
      dobry przyklad aby Ci uswiadomic, ze mlodosc ma to do siebie, ze nie ma
      doswiadczenia zyciowego, wiec nie istnieje mozliwosc rozsadnego wyboru. Mlodosc
      nie kieruje sie rozsadkiem, nie uwazasz? Taki jest przywilej mlodosci i to
      wlasnie uwazam za piekne. Dlatego moim zadaniem jest pokierowanie (czy
      moze "nakierowanie" jesli bedziesz wiedzial o co mi chodzi) moim dzieckiem tak,
      by jego zycie mialo szanse byc udane. Oczywiscie teraz jest kwestia formy, ale
      stad sie bierze ze niektorzy rodzice posuwaja sie do narzedzi bardzo
      drastycznych. Czego oczywiscie nie popieram, ale chcialam wyrazic swoje zdanie
      SKAD to sie bierze.

      --
      *** Forum Francuskie ***
      • A ja jestem ojcem ośmiolatka i niedługo będę pisał pracę doktorską z wiedzy
        ogólnej smile))) No rany julek , po prostu muszę być alfą i omegą ponieważ mój
        młody zasypuje mnie miliardami pytań.
        Ale to fakt , że przelanie swoich niespełnionych ambicji na dziecko jest
        absolutnie niepotrzebne i może dzieciakowi wyrządzić krzywdę. Generalnie
        wszelkiego rodzaju decyzję co do np. chodzenia na piłkę nożną bądź inne
        wymagające ćwiczenia konsultuję z nim. Oczywiście , że gnojek o wszystkim
        decydować nie może , ale uznaję zasadę że "z niewolnika nie ma pracownika".
        Staram się go tak kształtowac , aby to co robi sprawiało mu przyjemność.

        Oo i tyle mądrości ludowej.
    • sloggi napisał:

      > Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?

      To proste smile Bo rodzicom się wydaje, że gdyby kiedyś tam zrobili to czy tamto
      inaczej, to w życiu mieliby lepiej. I tego "lepszego" chcą dla swojego dziecka.
      To nie jest złe. Bo nie może być złe to, że rodzice chcą dla swojego dziecka
      jak najlepiej. Tylko niektórzy nie przyjmują do wiadomości, że dziecko może
      chcieć zrobić co innego, tak samo dobrego, ale innego.
      Mam w domu ośmiolatka. Kiedyś miałam sporo teorii nt. wychowania. Teraz nie mam
      konkretnych. Chcę tylko, aby moje dziecko poradziło sobie w życiu i żeby było
      dobrym i szczęśliwym człowiekiem. To wszystko smile

      --
      Forum Mężczyźni
      lepsze, bo prywatne smile
      • sasha_m napisała:

        > Chcę tylko, aby moje dziecko poradziło sobie w życiu i żeby było
        > dobrym i szczęśliwym człowiekiem.

        A drogę, którą do tego dojdzie, wybierze sobie sam. Mnie jest wszysko jedno,
        byleby cel został osiągnięty smile


        --
        Forum Mężczyźni
        lepsze, bo prywatne smile
        • Nie pierniczkuj Sasza , że jest Ci wszystko jedno.
          Bo jak do osiągnięcia sczęścia będzie potrzebował kija bejzbolowego i grama
          koksu , to zapewne zadowolona nie będziesz.
          • Nie przeczytałeś uważnie, mój drogi wink Mój syn ma być też DOBRYM człowiekiem,
            a przykład który przytoczyłeś, wyklucza to smile
            --
            Forum Mężczyźni
            lepsze, bo prywatne smile
            • Ale dobrym w sensie subiektywnym czy obiektywnym ?
              Bo co jeżeli on będzie uważał się za dobrego człowieka , bo np. pomoże babci
              przejść przez ulicę , a to że komuś spuścił wpierdziel kijem uzna za to że mu
              się należało.
              Oczywiście ja wiem , że nic takiego nie będzie miało miejsca , ale ja jakoś
              wolę trzymać rękę na pulsie.
              • Dobroć to pojęcie szerokie i raczej obiektywne.
                Dobroć to m.in. nie wyrządzanie krzywdy innym smile
                I tysiące innych rzeczy.
                W tej kwestii niech będzie przynajmniej taki jak jego mama, a wszystko będzie
                ok smile))
                --
                Forum Mężczyźni
                lepsze, bo prywatne smile
                • Starszy okey , już można raczej określić jego chrakter , ale z młodszym to nie
                  tak do końca smile)))) A małe diablątko smile)) jest.
                  Kurde ja tam cały czas się niepokoję o losy młodego. Czasami mam takie lęki co
                  on będzie w życiu robił , jak sobie poradzi i inne takie małe fobie.
                  Też wiem , że będzie dobrym człowiekiem , bo złym być nie może i już. Tylko
                  żeby nie był przy okazji pierdołą. A taki delikatnie pierdółkowaty jest.
                  Bo niestety w czasach obecnych trzeba łokciami się rozpychać.
    • Trzy sprawy.

      Po pierwsze - dlaczego oczekuje duzo od dziecka i tylez wymagam. Otoz, wydaje
      mi sie, ze nie ma innego wyjscia. Chcialabym, zeby moja dziewiecioletnia
      coreczka (psychicznie baaaardzo dziecko jeszcze) miala mniej obowiazkow i
      wiecej wolnego czasu bez stresow. Nie da sie. Cztery jezyki, z zadnego nie
      mozna zrezygnowac, lekcje prywatne sa po prostu koniecznoscia, jesli ma
      utrzymac jaka taka srednia, zajecia dodatkowe z wych. fizycznego - relaksem i
      tez koniecznoscia (ilez mozna siedziec), ale tez pochlaniaja mnostwo czasu i w
      ten sposob moje dziecko jest bardzo obciazone obowiazkami. Nie wymaganie od
      niej pilnej nauki na miare jej mozliwosci laczy sie ze spadkiem wynikow w
      nauce, zaleglosciami, ktorych przy takim nawale materialu nie uda sie juz
      nadrobic i beda sie potem ciagnely za nia, poglebialy. Oczekuje dobrej nauki bo
      to jedyny potencjal na przyszlosc, ktory moge jej dac. Program szkolny jest
      przeladowany. Zapuszczenie sie w szkole laczy sie nie tylko ze spadkiem
      wynikow, ocen, ale rowniez z odrzuceniem przez grupe, w szkole, przynajmniej
      tej, do ktorej chodzi moja corka jest wspolzawodnictwo, szanuje sie tych,
      ktorzy cos umieja, ci, ktorzy sie zle ucza sa skazani na odrzucenie,
      poszturchiwanie. To wszystko nie jest takie czarno biale. Slabe oceniy dzisiaj
      (czwarta klasa) zaowocuja brakiem mozliwosci pojscia do dobrego liceum, na
      studia i w konsekwencji brakiem dobrej pracy w przyszlosci. To sa naczynia
      polaczone.

      Trudno tez wymagac od rodzicow, zeby nie chcieli uchronic swoich dzieci przed
      bledami, ktore sami popelnili. Jesli wiem, ze cos jest zle, jesli sie na tym
      sparzylam to naturalne, ze zrobie co sie da, zeby moje dziecko nie sparzylo sie
      rowniez. A to, ze najprawdopodobniej tez sie sparzy, ze nie uda mi sie go
      uchronic, to inna sprawa, ale przeciez nie moge powiedziec nie szkodzi, niech
      popelni wsyzstkie bledy, ktore ja popelnilam i jeszcze drugie tyle swoich
      wlasnych, co mnie to obchodzi.

      I trzecie sprawa - co to znaczy, ze byles traktowany przez Mame na rowni? Nie
      wiem, czy dobrze to zrozumialam, ale jesli traktuje sie dziecko jak kolege, czy
      kolezanke, jak kumpla, jak wspolodpowiedzialnego za problemy domu, jak
      doroslego po prostu, to nie jest to dobre ani dla tego dziecka, ani dla relacji
      dziecko - rodzic. Pewien dystans musi byc inaczej wejdzie ci na glowe. A poza
      tym dziecko ma prawo byc dzieckiem, a nie od razu doroslym, czy traktowanym jak
      dorosly. Ja uwazam, ze wlasnie taki blad zostal popelniony w moim przypadku -
      traktowano mnie bardzo na rowni, jako superodpowiedzialna, niczego mi nigdy nie
      zabroniono, ufano mi bezgranicznie. Sama o sobie decydowalam, nikt nie poczuwal
      sie do obowiazku podjecia za mnie zadnej decyzji. Fakt, ze rzeczywiscie nigdy
      nie zawiodlam zaufania rodzicow, ale co z tego, jaka ja z tego mialam korzysc?
      W efekcie tego partnerskiego traktowania popelnilam wiele bledow, przed ktorymi
      rodzice mogli mnie uchronic, mam do nich troche zalu o to. Sama widze, ze jesli
      zaczynam zbyt partnersko traktowac swoje dziecko, to wydaje mu sie, ze wszystko
      mu wolno, zaczyna mnie traktowac jak kolezanke, traci szacunek, wlazi na glowe,
      a ja uwazam, ze z rodzicem nie mozna sobie na wszystko pozwolic.


      --
      Za wszystkie literówki i brak polskich ogonków najmocniej przepraszam.
    • Niestety, Sloggi, to co wystarczało mojemu pokoleniu do zrobienia czegoś w
      rodzaju kariery, dziś, a zwłaszcza za parę-parfenaście lat nie wystarczy.
      Dlatego moja córcia będzie musiała umieć duuuużo więcej, niż ja umiałem w jej
      wieku. I tak się składa, że póki co, spełnia moje oczekiwania (choć nie we
      wszystkim, nie zawsze i nie zawsze tak, jak sobie to wyobrażałem).
      W 1980 roku biegła znajomość angielskiego wystarczała do kariery w
      budownictwie, bo znalezienie władającego angielskim inżyniera było w PRLu
      niemla niewykonalne. Dziś prawie każdy aboslwent IL PW mówi co najmniej
      przeciętnie po angielsku, a wielu całkiem dobrze. Ja znam biegle 2 języki obce
      (rosyjskiego nie liczę, bo zapomniałem, nie bez satysfakcji) - dziś wiem, że
      moja córcia będzie musiała znać co najmniej cztery. Oczywiście będzie jej o
      wiele łatwiej się uczyć - telewizja satelitarna zamiast trzeszczącego BBC World
      Service na krótkich falach, co roku wakacje za granicą, wyższy poziom szkół i
      kursów językowych, dostępność prasy, literatury itd itp. Ale ewidentny wzrost
      wymagań jest faktem.
      Co do studiów - oczywiście nie życzłbym mojej córce ukończenia inżynierii
      lądowej. To nie jest zawód dla dziewczyny. Ale, jeżeli zdolności jej pozwolą,
      nie będę się sprzeciwiał, gdy zdecyduje się na architekturę. Być może będę w
      stanie jej jakoś pomóc... ale jeśli wymarzy sobie jakikolwiek rozsądny kierunek
      studiów - będę zadowolony.
      Oczywiście spróbuję przekazać córci moje zainteresowania, tzn. żeglarstwo,
      turystykę rowerową, fotografowanie. Wierzę, że mając niewątpliwie dogodniejsze
      warunki polityczno-ekonomiczne osiągnie więcej, niż ja. Dla mnie żeglowanie po
      Morzu Śródziemnym było nieosiągalne, nawet Bałtyk okazał się trudny do
      zrealizowania, więc głównie pływałem po Mazurach i Zalewie. Dziś wykupienie
      dwutygodniowego czarteru jachtu na Adriatyku jest jak najbardziej wykonalne.
      Dzieci moich kolegów, nieco starsze od mojej Karolci organizują wyprawy
      rowerowe na Borcholm lub do Holandii, ja z konieczności musiałem "kręcić się"
      po Polsce... inna sprawa, że po PRL-u przy jgo prawie pustych szosach
      owerkowało się znacznie przyjemniej, niż obecnie po RP3, pozbawionej ścieżek
      rowerowych, za to z szosami wrogimi rowerzystom...

      --
      Salaamu Wa-alleikum

      Chaladia Bolandi
    • Czytam i czytam, i czytam.
      Ile głów, tyle zdań.
      I każdy ma rację.
      Pamiętacie (oczywiście rodzice) jak przygotowywaliście się do przywitania na
      tym świecie potomstwa? I co? Bo ja wiem, że byłem kompletnie zielony od
      początku... i jestem do dziśsmile
      Wychowujemy się nawzajem, my i dzieci. Dojrzewamy do kolejnych decyzji. Kilka
      lat temu widziałem rodzicielstwo inaczej niż teraz, za kilka lat pewnie będę
      myślał o nim w jeszcze inny sposób.
      Odpowiedzialność, mało modna, każe mi śledzić poczynania moich pociech. Może i
      one coś z tego podchwycą. Z drugiej strony, czy przekażę im przy okazji zwoje
      frustracje? Nie wiem.
      Wyścig szczurów, w którym bierzemy codziennie udział, jest nieunikniony, ale
      chya nie jest wartością samą w sobie. Współdecydowanie o pewnych sprawach
      przejdzie w samodzielność dorastających dzieciaków. Tempo zmian ustalamy
      doświadczalnie na styku autorytetu z buntem mlodego pokolenia.
      Czy to ma sens?
      Wierzę, że ma.
      Dziekuję za Wasze wypowiedzi. Dzięki nim patrzę na wychowanie mniej
      jednostronnie, mniej mojostronnie wink)

      Sloggi smile)
      --
      ...ale kogo to obchodzi...
    • Czytam Was i czytam i włosy na głowie mi dęba stają. Chyba nigdy się nie
      zdecyduję na dziecko...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.