Dodaj do ulubionych

Oczekiwania rodziców wobec dzieci

15.03.04, 12:57
Jestem po dyskusji z koleżanka z pracy.
Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?
Koleżanka ma córkę, która usiłuje wychować "tak jak trzeba". Pytam ją córka
jest taka jaką ona była i ta oczy w słup. Moja Mamęcja pamięta jaka była w
młodości (a nie była grzeczną dziewczynką) i dlatego wychodziła z założenia,
że ja też mogę takim być. Pozwalała mi na tyle, ile sama chciała w danym
wieku od otoczenia. Zawsze dawała mi kredyt zaufania, ale też uczyła, że jest
konsekwentna. No i przede wszystkim traktowaliśmy się i traktujemy jak równa
z równym.
Czasami tak jest, ze rodzice chcieliby uchronić dzieci przed błędami
młodosci, które sami popełnili i to jest bzura. Jeśli się czegoś samemu nie
doświadczy, to się tego nie zna. Do tego dochodzi pojęcie niezależności.
Efekt tego to lalusiowate dzieci niegdyś odlotowych rodziców.
Zapomniał wół jak cielęciem był.

--
W Anglii świat kręci się wokół filiżanki herbaty,
w Salonie wokół kubka gorącej kawy.
Sloggiego Salon Odrzuconych
Edytor zaawansowany
  • 15.03.04, 13:40
    Sloggy, a czy Ty masz dzieci? Bo jak ja nie miałam dziecka to teorię
    wychowania miałam opracowaną bardzo dobrze - tylko niestety w praktyce jest
    dużo gorzej.
    Z pierwszym Twoim zdaniem się zgadzam - każdy jest inny i nie można kształtować
    dzieci według swoich wyobrażeń. Ale co do daalszej części Twojej wypowiedzi to
    absolutnie się nie zgadzam - ale to moze dlatego, że jako matka mam trochę inne
    podejści do dziecka niż facet.



  • 15.03.04, 19:00
    cóż...
    kiedyś na Salonie był taki wątek o niby bezstresowym wychowaniu dziecka,które
    ostatnimi czasy jest dosyć często "stosowane" (w cudzysłowiu,bo to tylko próba
    wcielenia w życie) przez nowoczesnych rodziców...
    Zgadzam się ze Sloggim-rodzice bardzo często chcą ochroinić dzieci przed ich
    błędami przeszłości, chcą je ochrionić przed złem tego świata. I jeżeli tak
    robią,to znaczy,że są dobrymi rodzicami bo spełniają funkcję rodzica! Przecież
    rodzic ma chronić, tłumaczyć wychowywać...
    ale jest druga strona medalu-zamknięcie dziecka pod kloszem,wyręczanie go i
    nadmierne chronienie-tworzy potwora nieprzystosowanego do życia, a nie człowieka...
    nie sądzisz?

    (P.S. Heh..dzieci nie planujęsmile to mogłoby być trudne,dlatego mogę sobie mówić
    o moich teoriach...poza tym-najlepiej wychowywuje się cudze dzieci,prawda?wink

    --
    "Najprościej jest wyjechać i powiedzieć,mam ten kraj gdzieś.Nic mi on nie
    daje,więc i ja mu nic nie dam.Ale na Boga-ile jeszcze stracimy inteligencji?Mało
    jej zginęło w czasie wojen i stalinizmu?Mało wyjechało za granicę w okresie
    stanu wojennego?"
  • 15.03.04, 23:56
    Geograf napisał:

    > (P.S. Heh..dzieci nie planujęsmile

    Co Ty nie powiesz, zupełnie tak jak ja!

    Co ciekawe, jeszcze niedawno małe dzieci mnie drażniły.
    Obecnie całe swoje instynkty ojcowskie przekazuję dwójce dzieci przyjaciół i
    jest mi z tym dobrze smile

    > poza tym-najlepiej wychowywuje się cudze dzieci,prawda?wink

    Ano.
  • 15.03.04, 20:30
    Dzieci mieć raczej nie będę, co nie znaczy że głupotę ludzką łatwo zauważyć.
    Jeśli ktoś sie nie oparzy, nie wie, że coś jest gorące. Mnie nie chowano pod
    kloszem i dzięki temu jakoś się trzymam.
    --
    W Anglii świat kręci się wokół filiżanki herbaty,
    w Salonie wokół kubka gorącej kawy.
    Sloggiego Salon Odrzuconych
  • 15.03.04, 22:20
    Nooo, ja też grzeczna nie byłamsmile
    pamietam siebie doskonale z dzieciństwa i wieku, w ktorym teraz jest moja córka.
    Jest bardzo do mnie podobna, takie samo rozstzrepanie, bujanie w obłokach,
    wieczne zapominanie - słowem zero zorganizowania. A z drugiej strony - wieczne
    dyskusje - jej stały tekst " to niesprawiedliwe", naewt jeśli ma posprzątać swój
    pokój..Ale ogólnie jest mądra, zaradna i przy całym swoim roztargnieniu bardzo
    dobrze się uczy. Dlatego nie wymagam od niej pięknego pisma, idealnie starannego
    prowadzenia zeszytów,nie biega na tysiące zajęć dodatkowych, "pozwalam" jej
    czasem nie odrobić lekcji ( nie pytam czy odrobione i nie sprawdzam codziennie)
    czy spóźnić się do szkoły - niech się uczy jak sobie organizować czas, żeby ze
    wszystkim zdążyć...
    Dużo jeszcze przed nami, bo szczyt mojego buntu młodzieńczego to lata
    licealne..Ale dokładnie pamiętam jak było ze mną i pewnie też nie będe jej
    trzymała na smyczy.
    Oczekiwania wobec niej mam takie - niech będzie mądra i tak sobie ułoży życie,
    żeby przeżyła je dobrze
  • 18.03.04, 14:14
    sloggi napisał:

    > Jestem po dyskusji z koleżanka z pracy.
    > Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?
    > Koleżanka ma córkę, która usiłuje wychować "tak jak trzeba". Pytam ją córka
    > jest taka jaką ona była i ta oczy w słup. Moja Mamęcja pamięta jaka była w
    > młodości (a nie była grzeczną dziewczynką) i dlatego wychodziła z założenia,
    > że ja też mogę takim być. Pozwalała mi na tyle, ile sama chciała w danym
    > wieku od otoczenia. Zawsze dawała mi kredyt zaufania, ale też uczyła, że jest
    > konsekwentna. No i przede wszystkim traktowaliśmy się i traktujemy jak równa
    > z równym.
    > Czasami tak jest, ze rodzice chcieliby uchronić dzieci przed błędami
    > młodosci, które sami popełnili i to jest bzura. Jeśli się czegoś samemu nie
    > doświadczy, to się tego nie zna. Do tego dochodzi pojęcie niezależności.
    > Efekt tego to lalusiowate dzieci niegdyś odlotowych rodziców.
    > Zapomniał wół jak cielęciem był.

    E Sloggi, wydaje mi sie, ze wol nie zapomnial, ale a to chce dziecko ochronic,
    a to po prostu dobrze wychowac...
    Ja pamietam doskonale jak bronilam sie przed wychowaniem rekami i nogami i
    probowalam byc niezalezna, co moj ojciec wybijal mi z glowy jednym "nie", nie
    stosujac nawet specjalnych argumentow. Argumentem mialo byc to, ze jest moim
    ojcem.
    Nie wiem czy jego zakazy byly spowodowane strachem o mnie, ale ja mimo tej
    negacji nie potrafie dac mojej corce tyle luzu ile sama chcialam miec wtedy. To
    sie po prostu nie da.
    Moja corka ma 10 lat i naprawde ta jej glowka jest troche jeszcze pusta, poza
    tym jest cieniutka jak przecinek i delikatna - boje sie o nia po prostu. Nie
    chcialabym aby zebrala jakies negatywne doswiadczenia. Sloggi, naprawde jak sie
    ma wlasne dzieci to nastawienie zmienia sie diametralnie.
    Poza tym jest jeszcze jedna sprawa - zalezy o jakim przedziale
    wiekowym "dzieci" mowisz. Tutaj w Austrii na przyklad idzie sie do gimnazjum
    gdy sie ma 11 lat. W tym wieku decyduje sie czy dziecko bedzie robilo mature i
    czy pojdzie w kierunku intelektualnym i czy sie wogole nadaje do nauki.
    Abstrahujac od tego, ze uwazam ze to bzdura, bo to po prostu za wczesnie (sama
    gdy mialam 15 lat nie wiedzialam co bede robic, wiec co mowic o 11-latku!?), to
    moim zdaniem bzdura jest danie w tym momencie wolnosci wyboru dziecku, bo ktore
    dziecko woli sie uczyc niz bawic. To naprawde jest rzadkosc. Uwazam ze to jesjt
    dobry przyklad aby Ci uswiadomic, ze mlodosc ma to do siebie, ze nie ma
    doswiadczenia zyciowego, wiec nie istnieje mozliwosc rozsadnego wyboru. Mlodosc
    nie kieruje sie rozsadkiem, nie uwazasz? Taki jest przywilej mlodosci i to
    wlasnie uwazam za piekne. Dlatego moim zadaniem jest pokierowanie (czy
    moze "nakierowanie" jesli bedziesz wiedzial o co mi chodzi) moim dzieckiem tak,
    by jego zycie mialo szanse byc udane. Oczywiscie teraz jest kwestia formy, ale
    stad sie bierze ze niektorzy rodzice posuwaja sie do narzedzi bardzo
    drastycznych. Czego oczywiscie nie popieram, ale chcialam wyrazic swoje zdanie
    SKAD to sie bierze.

    --
    *** Forum Francuskie ***
  • 18.03.04, 14:29
    A ja jestem ojcem ośmiolatka i niedługo będę pisał pracę doktorską z wiedzy
    ogólnej smile))) No rany julek , po prostu muszę być alfą i omegą ponieważ mój
    młody zasypuje mnie miliardami pytań.
    Ale to fakt , że przelanie swoich niespełnionych ambicji na dziecko jest
    absolutnie niepotrzebne i może dzieciakowi wyrządzić krzywdę. Generalnie
    wszelkiego rodzaju decyzję co do np. chodzenia na piłkę nożną bądź inne
    wymagające ćwiczenia konsultuję z nim. Oczywiście , że gnojek o wszystkim
    decydować nie może , ale uznaję zasadę że "z niewolnika nie ma pracownika".
    Staram się go tak kształtowac , aby to co robi sprawiało mu przyjemność.

    Oo i tyle mądrości ludowej.
  • 18.03.04, 14:46
    sloggi napisał:

    > Dlaczego rodzice mają wymagania wobec dzieci takie, jakich sami niespełniliby?

    To proste smile Bo rodzicom się wydaje, że gdyby kiedyś tam zrobili to czy tamto
    inaczej, to w życiu mieliby lepiej. I tego "lepszego" chcą dla swojego dziecka.
    To nie jest złe. Bo nie może być złe to, że rodzice chcą dla swojego dziecka
    jak najlepiej. Tylko niektórzy nie przyjmują do wiadomości, że dziecko może
    chcieć zrobić co innego, tak samo dobrego, ale innego.
    Mam w domu ośmiolatka. Kiedyś miałam sporo teorii nt. wychowania. Teraz nie mam
    konkretnych. Chcę tylko, aby moje dziecko poradziło sobie w życiu i żeby było
    dobrym i szczęśliwym człowiekiem. To wszystko smile

    --
    Forum Mężczyźni
    lepsze, bo prywatne smile
  • 18.03.04, 14:50
    sasha_m napisała:

    > Chcę tylko, aby moje dziecko poradziło sobie w życiu i żeby było
    > dobrym i szczęśliwym człowiekiem.

    A drogę, którą do tego dojdzie, wybierze sobie sam. Mnie jest wszysko jedno,
    byleby cel został osiągnięty smile


    --
    Forum Mężczyźni
    lepsze, bo prywatne smile
  • 18.03.04, 14:52
    Nie pierniczkuj Sasza , że jest Ci wszystko jedno.
    Bo jak do osiągnięcia sczęścia będzie potrzebował kija bejzbolowego i grama
    koksu , to zapewne zadowolona nie będziesz.
  • 18.03.04, 14:58
    Nie przeczytałeś uważnie, mój drogi wink Mój syn ma być też DOBRYM człowiekiem,
    a przykład który przytoczyłeś, wyklucza to smile
    --
    Forum Mężczyźni
    lepsze, bo prywatne smile
  • 18.03.04, 15:13
    Ale dobrym w sensie subiektywnym czy obiektywnym ?
    Bo co jeżeli on będzie uważał się za dobrego człowieka , bo np. pomoże babci
    przejść przez ulicę , a to że komuś spuścił wpierdziel kijem uzna za to że mu
    się należało.
    Oczywiście ja wiem , że nic takiego nie będzie miało miejsca , ale ja jakoś
    wolę trzymać rękę na pulsie.
  • 18.03.04, 15:19
    Dobroć to pojęcie szerokie i raczej obiektywne.
    Dobroć to m.in. nie wyrządzanie krzywdy innym smile
    I tysiące innych rzeczy.
    W tej kwestii niech będzie przynajmniej taki jak jego mama, a wszystko będzie
    ok smile))
    --
    Forum Mężczyźni
    lepsze, bo prywatne smile
  • 18.03.04, 15:29
    Starszy okey , już można raczej określić jego chrakter , ale z młodszym to nie
    tak do końca smile)))) A małe diablątko smile)) jest.
    Kurde ja tam cały czas się niepokoję o losy młodego. Czasami mam takie lęki co
    on będzie w życiu robił , jak sobie poradzi i inne takie małe fobie.
    Też wiem , że będzie dobrym człowiekiem , bo złym być nie może i już. Tylko
    żeby nie był przy okazji pierdołą. A taki delikatnie pierdółkowaty jest.
    Bo niestety w czasach obecnych trzeba łokciami się rozpychać.
  • 18.03.04, 15:35
    Bo starszy jest mój, a młodszy mojego męża wink O to, jak sobie młodszy w życiu
    poradzi, jestem spokojna. Bardziej martwi mnie możliwość braku autorytetów sad
    Jakoś będę musiała to przeżyć...
    --
    Forum Mężczyźni
    lepsze, bo prywatne smile
  • 18.03.04, 15:52
    Trzy sprawy.

    Po pierwsze - dlaczego oczekuje duzo od dziecka i tylez wymagam. Otoz, wydaje
    mi sie, ze nie ma innego wyjscia. Chcialabym, zeby moja dziewiecioletnia
    coreczka (psychicznie baaaardzo dziecko jeszcze) miala mniej obowiazkow i
    wiecej wolnego czasu bez stresow. Nie da sie. Cztery jezyki, z zadnego nie
    mozna zrezygnowac, lekcje prywatne sa po prostu koniecznoscia, jesli ma
    utrzymac jaka taka srednia, zajecia dodatkowe z wych. fizycznego - relaksem i
    tez koniecznoscia (ilez mozna siedziec), ale tez pochlaniaja mnostwo czasu i w
    ten sposob moje dziecko jest bardzo obciazone obowiazkami. Nie wymaganie od
    niej pilnej nauki na miare jej mozliwosci laczy sie ze spadkiem wynikow w
    nauce, zaleglosciami, ktorych przy takim nawale materialu nie uda sie juz
    nadrobic i beda sie potem ciagnely za nia, poglebialy. Oczekuje dobrej nauki bo
    to jedyny potencjal na przyszlosc, ktory moge jej dac. Program szkolny jest
    przeladowany. Zapuszczenie sie w szkole laczy sie nie tylko ze spadkiem
    wynikow, ocen, ale rowniez z odrzuceniem przez grupe, w szkole, przynajmniej
    tej, do ktorej chodzi moja corka jest wspolzawodnictwo, szanuje sie tych,
    ktorzy cos umieja, ci, ktorzy sie zle ucza sa skazani na odrzucenie,
    poszturchiwanie. To wszystko nie jest takie czarno biale. Slabe oceniy dzisiaj
    (czwarta klasa) zaowocuja brakiem mozliwosci pojscia do dobrego liceum, na
    studia i w konsekwencji brakiem dobrej pracy w przyszlosci. To sa naczynia
    polaczone.

    Trudno tez wymagac od rodzicow, zeby nie chcieli uchronic swoich dzieci przed
    bledami, ktore sami popelnili. Jesli wiem, ze cos jest zle, jesli sie na tym
    sparzylam to naturalne, ze zrobie co sie da, zeby moje dziecko nie sparzylo sie
    rowniez. A to, ze najprawdopodobniej tez sie sparzy, ze nie uda mi sie go
    uchronic, to inna sprawa, ale przeciez nie moge powiedziec nie szkodzi, niech
    popelni wsyzstkie bledy, ktore ja popelnilam i jeszcze drugie tyle swoich
    wlasnych, co mnie to obchodzi.

    I trzecie sprawa - co to znaczy, ze byles traktowany przez Mame na rowni? Nie
    wiem, czy dobrze to zrozumialam, ale jesli traktuje sie dziecko jak kolege, czy
    kolezanke, jak kumpla, jak wspolodpowiedzialnego za problemy domu, jak
    doroslego po prostu, to nie jest to dobre ani dla tego dziecka, ani dla relacji
    dziecko - rodzic. Pewien dystans musi byc inaczej wejdzie ci na glowe. A poza
    tym dziecko ma prawo byc dzieckiem, a nie od razu doroslym, czy traktowanym jak
    dorosly. Ja uwazam, ze wlasnie taki blad zostal popelniony w moim przypadku -
    traktowano mnie bardzo na rowni, jako superodpowiedzialna, niczego mi nigdy nie
    zabroniono, ufano mi bezgranicznie. Sama o sobie decydowalam, nikt nie poczuwal
    sie do obowiazku podjecia za mnie zadnej decyzji. Fakt, ze rzeczywiscie nigdy
    nie zawiodlam zaufania rodzicow, ale co z tego, jaka ja z tego mialam korzysc?
    W efekcie tego partnerskiego traktowania popelnilam wiele bledow, przed ktorymi
    rodzice mogli mnie uchronic, mam do nich troche zalu o to. Sama widze, ze jesli
    zaczynam zbyt partnersko traktowac swoje dziecko, to wydaje mu sie, ze wszystko
    mu wolno, zaczyna mnie traktowac jak kolezanke, traci szacunek, wlazi na glowe,
    a ja uwazam, ze z rodzicem nie mozna sobie na wszystko pozwolic.


    --
    Za wszystkie literówki i brak polskich ogonków najmocniej przepraszam.
  • 18.03.04, 21:21
    Niestety, Sloggi, to co wystarczało mojemu pokoleniu do zrobienia czegoś w
    rodzaju kariery, dziś, a zwłaszcza za parę-parfenaście lat nie wystarczy.
    Dlatego moja córcia będzie musiała umieć duuuużo więcej, niż ja umiałem w jej
    wieku. I tak się składa, że póki co, spełnia moje oczekiwania (choć nie we
    wszystkim, nie zawsze i nie zawsze tak, jak sobie to wyobrażałem).
    W 1980 roku biegła znajomość angielskiego wystarczała do kariery w
    budownictwie, bo znalezienie władającego angielskim inżyniera było w PRLu
    niemla niewykonalne. Dziś prawie każdy aboslwent IL PW mówi co najmniej
    przeciętnie po angielsku, a wielu całkiem dobrze. Ja znam biegle 2 języki obce
    (rosyjskiego nie liczę, bo zapomniałem, nie bez satysfakcji) - dziś wiem, że
    moja córcia będzie musiała znać co najmniej cztery. Oczywiście będzie jej o
    wiele łatwiej się uczyć - telewizja satelitarna zamiast trzeszczącego BBC World
    Service na krótkich falach, co roku wakacje za granicą, wyższy poziom szkół i
    kursów językowych, dostępność prasy, literatury itd itp. Ale ewidentny wzrost
    wymagań jest faktem.
    Co do studiów - oczywiście nie życzłbym mojej córce ukończenia inżynierii
    lądowej. To nie jest zawód dla dziewczyny. Ale, jeżeli zdolności jej pozwolą,
    nie będę się sprzeciwiał, gdy zdecyduje się na architekturę. Być może będę w
    stanie jej jakoś pomóc... ale jeśli wymarzy sobie jakikolwiek rozsądny kierunek
    studiów - będę zadowolony.
    Oczywiście spróbuję przekazać córci moje zainteresowania, tzn. żeglarstwo,
    turystykę rowerową, fotografowanie. Wierzę, że mając niewątpliwie dogodniejsze
    warunki polityczno-ekonomiczne osiągnie więcej, niż ja. Dla mnie żeglowanie po
    Morzu Śródziemnym było nieosiągalne, nawet Bałtyk okazał się trudny do
    zrealizowania, więc głównie pływałem po Mazurach i Zalewie. Dziś wykupienie
    dwutygodniowego czarteru jachtu na Adriatyku jest jak najbardziej wykonalne.
    Dzieci moich kolegów, nieco starsze od mojej Karolci organizują wyprawy
    rowerowe na Borcholm lub do Holandii, ja z konieczności musiałem "kręcić się"
    po Polsce... inna sprawa, że po PRL-u przy jgo prawie pustych szosach
    owerkowało się znacznie przyjemniej, niż obecnie po RP3, pozbawionej ścieżek
    rowerowych, za to z szosami wrogimi rowerzystom...

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • 19.03.04, 08:58
    Czytam i czytam, i czytam.
    Ile głów, tyle zdań.
    I każdy ma rację.
    Pamiętacie (oczywiście rodzice) jak przygotowywaliście się do przywitania na
    tym świecie potomstwa? I co? Bo ja wiem, że byłem kompletnie zielony od
    początku... i jestem do dziśsmile
    Wychowujemy się nawzajem, my i dzieci. Dojrzewamy do kolejnych decyzji. Kilka
    lat temu widziałem rodzicielstwo inaczej niż teraz, za kilka lat pewnie będę
    myślał o nim w jeszcze inny sposób.
    Odpowiedzialność, mało modna, każe mi śledzić poczynania moich pociech. Może i
    one coś z tego podchwycą. Z drugiej strony, czy przekażę im przy okazji zwoje
    frustracje? Nie wiem.
    Wyścig szczurów, w którym bierzemy codziennie udział, jest nieunikniony, ale
    chya nie jest wartością samą w sobie. Współdecydowanie o pewnych sprawach
    przejdzie w samodzielność dorastających dzieciaków. Tempo zmian ustalamy
    doświadczalnie na styku autorytetu z buntem mlodego pokolenia.
    Czy to ma sens?
    Wierzę, że ma.
    Dziekuję za Wasze wypowiedzi. Dzięki nim patrzę na wychowanie mniej
    jednostronnie, mniej mojostronnie wink)

    Sloggi smile)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • 19.03.04, 09:38
    Czytam Was i czytam i włosy na głowie mi dęba stają. Chyba nigdy się nie
    zdecyduję na dziecko...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.