Dodaj do ulubionych

Po medlam Polsko - Rafał Stec

27.11.06, 20:52
Kocham, miłuje, podziwiam, cierpie z powodu piłki kopanej kończynami dolnymi.
Tym razem o tych, którzy odbijają nieco lzeższą piłke kończynamo
górnymi.....Nasi suatkarzesmile

Oto co o nich napisał Rafał Stec:

"Paradoks siatkarskich mistrzostw świata polega na tym, że można wygrać
siedem meczów bez straty seta i nie awansować do strefy medalowej. Jeśli
jednak Polska pokona Rosję, półfinał będzie nasz
Historyczna passa: Polska wciąż bez straty seta!

Pijani polscy kibice w Japonii

Wyniki i terminarz, tabele II rundy

Polska: 7 zwycięstw, 0 porażek. Serbia: 7 zwycięstw, 0 porażek. Rosja: 6
zwycięstw, 1 porażka. Wyobraźmy sobie, że reprezentacja Raula Lozano wygrywa
z Serbami, ale przegrywa z Rosją. Wtedy trzy drużyny będą miały taki sam
bilans i o tym, która dwójka awansuje do półfinału, zdecyduje stosunek małych
punktów. A ten Polska ma najgorszy. Na razie.

Jakie jest wyjście? Pokonać we wtorek Rosję. Do tej pory polscy siatkarze
mieli kompleks wschodnich sąsiadów, ale kto, jeśli nie grająca jak dotąd
perfekcyjnie reprezentacja Lozano, przełamie wreszcie tę passę. Argentyński
selekcjoner uważa jednak, że Polacy nie są faworytem. Dlaczego?

- Grają rewelacyjnie. Jestem przeszczęśliwy. Rozsądek każe mi jednak jeszcze
raz przypomnieć, że wspaniała seria zwycięstw nie czyni z nas faworytów w
meczach z Rosjanami i Serbami - opowiada Lozano.

- To rywale od dziesięciu lat przywożą medale ze wszystkich - podkreślam: ze
wszystkich - najważniejszych imprez, to oni są graczami światowej sławy.
Spójrzcie na bukmacherów, którzy muszą typować skutecznie, bo z tego żyją. My
zaczęliśmy turniej z notowaniami na mistrzostwo świata 30-1, teraz one się
poprawiły i można zarobić za nasze złoto tylko 10 zł za każdego postawionego.
To wynika z racjonalnej oceny sytuacji, zresztą jak rozmawiam ze znajomymi z
różnych krajów, zgadzają się, że uważanie Polaków, którzy nigdy niczego nie
wygrali, za faworytów byłoby trochę surrealistyczne. Passę była wspaniała,
ale nasza grupa jednak była najsłabsza.

Mówię to nie dlatego, że nie chcę medalu albo nie wierzę, że go zdobędziemy.
Przeciwnie, jestem optymistą, bo siatkarze - znów się powtórzę - grają
znakomicie. W reprezentacji w wewnętrznych rozmowach mierzymy zresztą w
wielkie cele. Nie chciałbym tylko, by w razie jakiegoś niepowodzenia przeszło
po nas tsunami, niewyobrażalna fala niesprawiedliwej krytyki. Dostaję SMS-y i
e-maile z Polski, więc wiem, jak rosną oczekiwania, w jakiej euforii są
kibice. Nie chcę zwiększać presji na zawodników, bo mam świadomość, że choć
stali się zupełnie inną drużyną, to mogą przegrać. Kraj jest
rozentuzjazmowany, bo kocha siatkówkę i życzy drużynie jak najlepiej. Nie
chcę usłyszeć, że nic się nie zmieniło, bo przegraliśmy jak zwykle z
odwiecznymi rywalami. Zmieniło się dużo, nigdy tak pewnie nie wygrywaliśmy.
Przede wszystkim potrafimy utrzymywać wysoki poziom przez wiele dni,
niezależnie od przeciwnika. Oni grają różnie, raz lepiej, raz gorzej, i to od
tego przede wszystkim zależą nasze wyniki. Gdyby porównać to do Formuły 1, to
nie pokonujemy jednego okrążenia w minutę, a następnego - w półtorej. Raz
jest 59 sekund, raz 61, ale większe odchylenia się nie zdarzają. I nie
zamierzamy się zatrzymywać.

Dotąd graliśmy z zespołami, które zawsze jakiś element gry opanowały nieco
słabiej, teraz trafimy na rywali doskonałych pod każdym względem. Dlatego mam
nadzieję, że najlepszy mecz na turnieju jest dopiero przed nami.

Powtórzę: nie postawcie przypadkiem mieszkania albo samochodu na nasze
zwycięstwo, to byłoby nierozsądne. Faworytami są rywale. Chociaż ja osobiście
stawiam na Polskę"

Mecz z Rosjanami jutro, transmisja na Polsacie otwartym o godzinie 7 rano i
na Polsacie Sportsmile

Pozdro
Krzysztof

--
Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18.
Przybywajciesmile
Edytor zaawansowany
  • kriss67 27.11.06, 20:56
    I jeszcze o siatkówce, ale i o piłce....

    "Nie ma się co oszukiwać, sportowcom niespecjalnie można wierzyć. Są takie
    nieśmiertelne frazy, które właściwie przestały być słyszalne, bo gdybyśmy się w
    nie wsłuchiwali, to natychmiast dostrzeglibyśmy też, jak ich autorom wydłużają
    się nosy.
    Wyniki i terminarz, tabele II rundy

    "Gramy przede wszystkim tylko dla kibiców, bez nich nic nie ma sensu" -
    zapewnia z poważną miną gwiazdor nad gwiazdorami, tak jakby nie grało się
    przede wszystkim dla siebie, czyli dla przyjemności, pieniędzy, by zaimponować
    fajnym laskom etc. "Rywala nie lekceważymy, dzisiaj nie ma już słabych" -
    wyznaje ten, co nie zauważył, że uprzejmy przeciwnik zawsze zabiera na boisko
    wór, by można weń załadować dowolną liczbę goli.

    Siatkarze też mają swoje ble-ble wywołujące bezwarunkowe przymrużenie oczu. Np.
    każdy, który fantastycznie zbija, serwuje lub blokuje i usadawia się w czołówce
    rankingu na najlepiej zbijającego, serwującego lub blokującego, przybiera po
    meczu ton możliwie najbardziej lekceważący i rzuca: "klasyfikacje indywidualne
    mnie nie interesują, liczą się wyłącznie zwycięstwa drużyny" (u piłkarzy chodzi
    wersja, że nieważne, kto strzela gole). Taaa, bujda na resorach. Szkoda, że
    taki altruista nie przyzna się jeszcze do marzeń, by cała hala skandowała
    nazwiska wszystkich kolegów, ale jego - nigdy."

    Pozdro
    Krzysztof

    Nie sugeruję oczywiście, że każdy wkuwa indywidualne rankingi na pamięć, choć
    kto ich tam wie, może niektórzy wkuwają? Mam nawet pewne podejrzenia, ale nie
    powiem, bo się wstydzę.

    Wstyd jest tym intensywniejszy, im częściej na mundialu oglądam takie akcje,
    jak wieńcząca mecz z Tunezją. Sebastian Świderski wybija się w powietrze,
    bierze zamach i... "opiera" piłkę o wyciągnięte dłonie rywali. Nie uderza z
    całej siły, nie chce zdobyć punktu za wszelką cenę, byle uciułać kolejny
    procencik w konkursie na najskuteczniej atakującego. Kombinuje, by piłka
    wróciła na polską stronę, żeby rozgrywający Paweł Zagumny posłał ją na
    przeciwległe skrzydło, a wisienkę na torcie umieścił Mariusz Wlazły. Tam bloku
    rywal nie ustawił, nad siatką wyrwa długa jak mur chiński, więc
    prawdopodobieństwo zdobycia punktu rośnie. Świderski płaci obniżeniem
    współczynnika w statystykach. Zarabia drużyna.

    Takich operacji przeprowadza reprezentacji Polski multum, znacznie więcej niż
    kiedykolwiek wcześniej. Nie tylko w ataku, przecież czasem lepiej nie upierać
    się przy bloku, lecz przepuścić piłkę na własną stronę, jeśli partnerzy
    przygotowali obronę.

    Rzecz nawet nie w tym, że siatkarze wyzbyli się egoizmu, a dotychczas każdy
    koncentrował się jedynie na czubku własnego nosa. Oni zaczęli myśleć. Trener
    Raul Lozano wytłumaczył im, dlaczego siatkówka uchodzi za grę dla
    inteligentnych. Podczas meczu neurony też muszą szaleć. Nie tylko mięśnie i
    emocje.

    Reprezentację Tunezji prowadzi włoski trener Antonio Giacobbe, który porównując
    faworytów naszej grupy, powiedział, że Polska jest "bardziej" drużyną niż
    Serbia i Rosja. Że nie odważyłby się typować wyników, ale tylko Polska
    wykorzystuje wszystkie swoje atuty, pozostaje niewrażliwa na kryzysy
    pojedynczych graczy, dysponuje imponującym bogactwem wariantów rozegrania akcji.

    Nie wiem, czy reprezentacja wdrapie się wreszcie na podium, ale dla kogoś, kto
    jeździ z nią na wszystkie najważniejsze turnieje ostatnich lat, podobne opinie
    brzmią wręcz szokująco. Dotąd nasłuchaliśmy się raczej westchnień - mało
    zresztą odkrywczych - iż znów przywieźliśmy zgraję odbijaczy piłki, którzy
    zdają się nie mieć pojęcia, że łączy ich wspólny cel, że ich interesy pozostają
    absolutnie zbieżne.

    Tak, niech wybrzmią fanfary, dzieje się historia, wreszcie mamy drużynę. Czy
    drużynę na medal? Wciąż torturują mnie wątpliwości, ale siatkarze sugerują, że
    to realne jak nigdy. I pierwszy raz aż chce się wierzyć im na słowo.
    --
    Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
    mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18. Przybywajciesmile
  • kriss67 28.11.06, 09:43
    Yes, yes,yessmile Polska w półfinale, strefa medalowa. Przegrywalismy juz 0-2, ale
    chłopaki nie pekli i pokonalismy Rosje 3-2smile Aje jazda.

    Andzia oglądała mecz na zywo. Napisz w paru słowach jak grali, Wlazły szalał?
    Rosjanie pewnie całkiem załamani, prowadzic 2 do kółka i przegrac.....
    Sankcje gospodarcze będa jak nic.......

    Pozdro
    Krzysztof



    --
    Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
    mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18. Przybywajciesmile
  • kriss67 28.11.06, 11:55
    Oto co napisał dzis na gorąco mój przyjaciel:

    Cieszy sie Polska, Polska sie cieszy,
    bo Moskal do domu niedługo pośpieszy.
    Dostali po dupie dziś od nas w siatkówce,
    te mendy okropne w meczu popierdułce.
    Zgubiła ich buta oraz słoma z buta,
    niewiele też warta jest ruska waluta.
    Za Lwów i za Wilno, za nasza niepodległość
    wyślemy ich w kosmos na znaczną odległość.
    Za Katyń, zabory i za polskie mięso
    dostaniesz po ryju sowiecki ciemiężco!
    Bo miłość do ruska jest taka Polaka,
    że trzeba doń strzelać jak strzela się do szpaka!

    Pozdro
    Krzysztof

    --
    Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
    mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18. Przybywajciesmile
  • skiela1 28.11.06, 14:42
    ciekawa ta miloscwink
  • kriss67 29.11.06, 09:45
    Niesamowici sa ci nasi chłopcy. Rozbili w pył pewnych siebie Serbów. Teraz na
    naszej drodze Bułgaria. Bosze, aż boje sie tak myslec, ale mam cicha nadzieje,
    że po Bułgarach zagramy o złotosmilesmilesmile

    Brawo polscy siatkarzesmilesmile
    Pozdro
    Krzysztof
    --
    Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
    mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18. Przybywajciesmile
  • kriss67 29.11.06, 12:50
    "Polska pobiła Rosję

    Siatkarze w półfinale mistrzostw świata! Pobili faworyzowaną Rosję, choć
    przegrywali 0:2 w setach. - Żadna inna drużyna świata, by się dzisiaj nie
    podniosła - wychrypiał Daniel Pliński. I stracił głos

    Środkowy reprezentacji już wcześniej raczej ruszał ustami, niż mówił, bo jego
    mięśnie i stawy heroiczny bój z Rosją wytrzymały, ale struny głosowe - nie.

    - Na początku wpierniczyli nam nieprawdopodobnie, a ja nie potrafiłem się z tym
    pogodzić - opowiadał. - Kiedy trener brał czas, po prostu wrzeszczałem. Tak
    pragnę medalu, że włożyłem w mecz wszystko, całą energię, jaka we mnie tkwiła.
    Może nawet więcej. 32 lata temu w finale igrzysk w Montrealu ZSRR też został
    pokonany 3:2 i ja wierzę, że teraz powtórzymy sukcesy drużyny Wagnera.

    Pliński pamiętać ich nie może. Urodził się w 1978 roku, cztery lata po złocie
    mistrzostw świata i dwa lata po złocie igrzysk olimpijskich legendarnej
    drużyny. Potem polska reprezentacja gasła. Na podium najważniejszych globalnych
    imprez nie stanęła już nigdy, zdołała jeszcze tylko zebrać kilka sreber
    mistrzostw Europy. Od 1983 roku nie zdobyła medalu na jakimkolwiek prestiżowym
    turnieju.

    Nie zabiją, to wzmocnią

    Teraz wreszcie polscy siatkarze dotarli - na razie - do półfinału, choć długo
    wydawało się, że sprawdzi się prognoza trenera Raula Lozano. Argentyński trener
    Polaków bał się, że w razie niepowodzenia drużynę zmiecie tsunami prasowej i
    kibicowskiej krytyki. Zanim ktokolwiek otworzył usta, ruszyła jednak nawałnica
    rosyjska. Serwuje Semen Połtawski, po polskiej stronie siatki demolka, 4:0 dla
    rywali. Zdeprymowany Michał Winiarski schodzi z boiska, zdaje się kompletnie
    rozbity psychicznie.

    Jeszcze wróci. I to z jaką pompą! Jego niepohamowana, obłędna radość pobudzi
    Polaków, a wytrąci z równowagi Rosjan.

    Na razie jednak trwała kanonada rywali. Oni nie zwykli trwonić czasu na
    subtelności, ich pomysł na siatkówkę jest prosty: grzmocić w piłkę, ile sił
    natura dała. A dała sporo, każdy Rosjanin to drągal nawet wśród siatkarzy. Oni,
    kiedy już dopadną słabszego, nie spuszczają mu zwykłego manta, lecz serwują
    chłostę. Kiedy zbijał wspomniany Połtawski, odgłos zetknięcia się dłoni z piłką
    przebijał się przez harmider biało-czerwonej ciżby kibiców.

    Zanosiło się na to co zwykle. Polacy rozpoczęli mistrzostwa znakomicie,
    pokonali tych, których mieli pokonać, a kiedy przyszło do starcia wagi
    ciężkiej, opuścili rękawice. Rok temu, podczas mistrzostw Europy w Rzymie, ich
    problem tak diagnozował słynny przed laty siatkarz Andrea Zorzi: Boją się.
    Wygrywają z teoretycznie słabszymi, bo nabrali pewności, że są lepsi. Z
    silniejszymi poddają się w szatni, bo czują się gorsi. Nie umieją przezwyciężyć
    siebie, swoich zahamowań i kompleksów.

    Wczoraj powtórzyli to oglądający mecz Polski z Rosją Serbowie. - My nie mamy
    graczy lepiej wyszkolonych niż wy, ale mocniejszych mentalnie. Waszym potrzeba
    medalu, jednego medaliku, małego sukcesiku, który przesunie im pewne rzeczy w
    głowach - pocieszali polskich dziennikarzy, kiedy Świderski i spółka cierpieli
    po rosyjskich razach.

    Ale cierpieć na boisku też trzeba umieć. Doskonale znane Raulowi Lozano
    hiszpańskie "sufrir" należy do kanonu nie tylko latynoskiego języka sportowego,
    a w prowadzonej przez Argentyńczyka reprezentacji Polski modne stało się
    motto "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". Kłopoty istnieją po to, by sobie z
    nimi radzić. - Była przerwa, a ja odszedłem na bok, bo szalałem z wściekłości -
    opowiadał Łukasz Kadziewicz. - Chciałem to przezwyciężyć, nie zarażać kolegów
    złą energią - dodał środkowy. On, kiedy się odrodził, został jednym z
    bohaterów, fantastycznie grając blokiem i wyblokiem.

    "Niemożliwe, co on wyrabiał..."

    Polacy pewnie sami nie mieli pewności, jak zareagują na zły moment, bo do
    wtorku w tych mistrzostwach to oni torturowali rywali, nikomu nie oddając ani
    seta. We wtorek wszystko przytrafiło im się na tych mistrzostwach po raz
    pierwszy - olbrzymia presja, przygnębiająco słaby początek meczu, miażdżąca
    przewaga sławniejszych rywali, konieczność zmian w składzie i zrzucenie
    odpowiedzialności na barki rezerwowych.

    Ale się udało. II trener Alojzy Świderek miał rację, pragnąc długiej batalii i
    dodając, że "nasi ludzie na pewno nie pękną". Lozano też miał rację, kiedy
    uspokajał, że przywiózł do Japonii 12 dobrze wytrenowanych i taktycznie
    przygotowanych atletów, że dzielenie grupy na gwiazdy i zaplecze byłoby
    sztuczne i niesprawiedliwe. Dotychczas fantastycznie spisywali się Mariusz
    Wlazły i Sebastian Świderski, wczoraj nad strzelisty rosyjski blok wzbili się
    Grzegorz Szymański i Piotr Gruszka. Ten pierwszy pokazał, że na rosyjski
    kaliber można odpowiedzieć wcale mu nie ustępującym polskim, a blokujące
    wielkoludy niekoniecznie imponują refleksem.

    - To niemożliwe, co on wyrabiał... Wciąż nie mogę wyjść z szoku. Stać dwa i pół
    seta wśród rezerwowych, wejść i rozwalić Rosjan? Grzesiek zagrał niesamowicie.
    Jestem w szoku, naprawdę - wyrzucał z siebie Wlazły, konkurent Szymańskiego na
    pozycji atakującego.

    Gruszka był cichym bohaterem, bo choć jego statystyki nie oszałamiają, to
    zdobywał punkty w istotnych akcjach, a kiedy miał marne szanse na skuteczne
    zbicie, zachowywał się bardzo rozważnie, trącając lekko piłkę, byle ją
    przerzucić nad siatką i nie oddać punktu za darmo. To przede wszystkim on,
    Szymański i Kadziewicz stopniowo uciszali rosyjskie tsunami, a w piątym secie
    proroczymi okazały się już typy japońskiej telewizji, że "Polacy staną się
    okiem cyklonu". I rzeczywiście, gracze Lozano spuszczających głowy rywali z
    boiska zdmuchnęli.

    Triumfujący Kadziewicz rzucił po meczu, że wtorkowa data przez następne 30 lat
    będzie miała czerwoną kartkę w kalendarzu. Oby się mylił. Przecież historia
    będzie się działa dopiero w niedzielę. Wtedy w Japonii rozdadzą medale."

    Pozdro
    Krzysztof
    --
    Tu, tam, patrze się wokoło, tu, tam, bam bam bam, patrze i widze, patrze i
    widze.... - Kult
  • kriss67 29.11.06, 20:28
    Kurdeeeee, co z Wami? Nikt z Salonu nie ogląda siatkówki w perfekcyjnym
    wykonaiu Polaków. Musze sam sobie watek ciagnać, hlip, hlip....

    Jagienka, gdzie sie podziewasz?????

    Pozdrówka
    Paganus
    --
    Warszawska Masa Krytycznasmile Przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzikowych
    mięśnismile Każdy ostatni piątek miesiąca. Plac Zamkowy, godzina 18. Przybywajciesmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka