Dodaj do ulubionych

I tak zadecyduje przypadek?

20.02.10, 15:32
Ja i mój kolega z ławki - poszliśmy do średniej szkoły gdzie na
połowie lekcji on spał a ja nic nie rozumiałam. Jemu dyrektor szkoły
w pierwszym tygodniu nauki dał szkolny aparat i mianował szkolnym
fotografem mnie nauczyciel od polskiego kazał napisać wiersz ( nigdy
wcześniej nie pisałam) i wysłać na konkurs. Ja publikuję mój
przyjaciel studiuje na filmówce. Odnoszę wrażenie że to właśnie jest
coś czego absolutnie nie da się uwzględnić przy wyborze szkoły. No bo
jakie jest prawdopodobieństwo że szkoła w ciągu jednego tygodnia
rozpozna w ludziach dwie pasje o których oni sami jeszcze nie wiedzą?

To takie rozważania na marginesie szukania najlepszej szkoły.
--
zpopk.blox.pl/html
Edytor zaawansowany
  • joa66 20.02.10, 15:58
    Może nie rozpozna pasje, ale ja rozbudzi?

    Może gdybys to Ty dostała aparat, to ty studiowałabyś teraz w
    filmówce?

    Oczywiście, że w wielu sprawach decyduje przypadek, ale - moim
    zdaniem - lepiej jest podejmować ważne decyzje po przemyśleniu i
    przeanalizowaniu "problemu".

  • myszmusia 20.02.10, 16:52
    No bo
    > jakie jest prawdopodobieństwo że szkoła w ciągu jednego tygodnia
    > rozpozna w ludziach dwie pasje o których oni sami jeszcze nie wiedzą?

    naprawde sadzisz,że ktokolwiek w tamtym momencie zwracal uwage na wasze pasje? szczerze watpie;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • ratyzbona 20.02.10, 18:16
    Cóż przecież ważne jest komu ten aparat dali - gdyby dali go mnie nie
    studiowałabym sztuki operatorskiej ale dali go temu uczniowi dla którego praca z
    kamerą jest teraz wszystkim. Myślę że właśnie o pasji a nie o czymś innym myślał
    mój nauczyciel od polskiego - przecież wiersza nie da się napisać bez pasji czy
    talentu. Po prostu to doświadczenie mnie nauczyło że szkoła czasem może zupełnie
    nie spodziewanie wpłynąć na życie - i tego nie ma w statystykach wyników matur.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 20.02.10, 18:25
    No nie sądze aby to był jakiś szczególny wpływ szkoły. W tym
    konkretnym przypadku to byli akurat nauczyciele, ale ten aparat równie
    dobrze mógł dać rodzic, albo dziadek....

    Całe życie jest dziełem przypadku. Gdyby szanowna mamusia z tatusiem
    nie spotkali się kiedyś, itd itp nie doszłoby w tym konkretnym momencie
    a nie 5 sekund później lub wcześniej, to raczej większości z nas nie
    byłoby na świecie. Tylko to (wiara że wszystko jest dziełem przypadku)
    absolutnie nie zwalnia nas ze starań aby te nasze życia choć ciut
    racjonalizować, np poprzez dokonywanie jakoś tam przemyślanych decyzji,
    chociażby w kwestii wyboru szkoły, miejsca zamieszkania, znajomych z
    jakimi się stykamy itp itd. Choć nawet nie wiem jakbysmy nie byli
    racjonalni, nie jest powiedziane że jutro nam sopel z dachu na łeb
    spadnie i "po ptokach".
  • verdana 20.02.10, 18:28
    Tak. W tym momencie dobrzy nauczyciele zwracali uwagę na pasje
    Ratyzbony i jej kolegów. Wiwersze pisała cała klasa - nauczyciel
    patrzał, kto to robi najlepiej i zachęcał. Aparat - niezwykle drogi -
    dano po starannym przeanalizowaniu komu go dać.
    Tylko to rodzicom wydaje się nieważne, bo ważne - jak widać z tego
    forum - są egzaminy i poziom zdecydowanie powyżej 80 punktów. Co
    bowiem komu po pasji, jesli nie dostanie się do dobrego liceum?
    O ile pamietam radzono nawet, aby na czas trzeciej klasy "zawiesić"
    swoje zainteresowania, bo liczy się egzamin.
    Cóż, trudno powiedzieć, jak potocza się losy tak odmiennie przeze
    mnie i przez Was wychowywanych ludzi. Ja jednak wolę slabe liceum,
    nawet slabe studia i pasję, niż najlepsze wykształcenie, przy ktorym
    na pasję czasu już nie starcza.
    Czasu mlodosci nie da się już "odrobić".

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 20.02.10, 18:31
    Chodzi mi o to że tutaj dyskutujemy na wiele stron jaką szkołę najlepszą wybrać
    dla dziecka - porównujemy wymagania i progi punktowe ale tak naprawdę w tej
    szkole może się liczyć co innego niż to czego nas nauczą. Nie piszę nigdzie że
    nie należy przykładać się do wyboru szkoły ale chce tylko pokazać że i tak o
    naszej przyszłości może zdecydować nie to czego uczono na lekcjach ale to co
    zdarzyło się pomiędzy nimi. Niestety tego nie da się ocenić bo szkoły nie
    powiedzą ci że nauczyciel od Polskiego szuka talentów poetyckich a dyrektor
    szkoły wspiera pasjonatów fotografii. chodzi mi o to że nie wszyscy dostaną się
    do świetnych szkół ale może się okazać że to wcale nie takie złe rozwiązanie
    biorąc pod uwagę że nawet w słabej szkole może znaleźć się ktoś kto znajdzie
    nasza pasję.

    Chodzi mi o to że o życiu waszych dzieci pewnie w większym stopniu zadecyduje
    jakiś nauczyciel czy inna osoba która rozbudzi ich pasję niż godziny lekcji
    przygotowujące do matury
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 20.02.10, 18:42
    verdano

    ale gwarantuje Ci że żeby realizować pasje naprawde nie TRZEBA chodzić
    do złego liceum. Pasje daje się też realizować w dobrej
    starannie wybranej szkole (o zgrozo, takiej wybranej nawet przy udziale
    w tym wyborze rodziców), jest nawet na to więcej czasu bo już nie
    trzeba chodzić na korepetycje, ani kursy doszkalajace.

    Bredzisz, i stosujesz jakiś czarno biały obraz: Dobra
    szkoła=frustracja i nieszczęśliwe dziecko, opresyjni rodzice. Zła
    szkoła=szczęśliwość ogólna wszem i wobec, pasje, talent i w ogóle
    rosnacy w przyszłości geniusz, a to za sprawą naprawde kochających
    rodziców którzy pozostawili młodego człowieka samego sobie przy
    wyborze.


    Czasem jak Cię czytam to mam wrażenie że koniecznie chcesz nas
    przekonać że i ty i Twoje dzieci dobrze robią chodząc do złych szkół.
    Ja już jestem przekonana. TWOJE dzieci dobrze zrobiły !!!!
  • myszmusia 20.02.10, 18:49
    agatka_s napisał(a):

    > verdano
    >
    > ale gwarantuje Ci że żeby realizować pasje naprawde nie TRZEBA chodzić
    > do złego liceum. Pasje daje się też realizować w dobrej
    > starannie wybranej szkole (o zgrozo, takiej wybranej nawet przy udziale
    > w tym wyborze rodziców), jest nawet na to więcej czasu bo już nie
    > trzeba chodzić na korepetycje, ani kursy doszkalajace.


    dokładnie tak:-) mało tego moze byc dobra szkoła ,która jest nakierowana z założenia na konkretne pasje.

    > Bredzisz, i stosujesz jakiś czarno biały obraz: Dobra
    > szkoła=frustracja i nieszczęśliwe dziecko, opresyjni rodzice. Zła
    > szkoła=szczęśliwość ogólna wszem i wobec, pasje, talent i w ogóle
    > rosnacy w przyszłości geniusz,
    a do tego pewnie jeszcze dobrze jakby w sasiedniej ławce miec jakis tzw "element" najlepiej zadeklarowanego narkomana;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • ratyzbona 20.02.10, 18:49
    Cóż mam wrażenie że verdana walczy przede wszystkim z wizją że jeśli nie zda się
    do dobrego liceum to trzeba się zwinąć w kłębek i powoli czekać na śmierć.
    Miałam okazję przez trzy miesiące praktykować w liceum z pierwszej dziesiątki
    szkół warszawskich i wiem jedno. Kiedy dorobię się dzieci zrobię wszystko by ich
    ambicją nie było pierwsze dziesięć szkół w Warszawie. Bo serio tam to nic tylko
    zwinąć się w kłębek i umrzeć
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 20.02.10, 18:55
    No przepraszam z tego co wiem to verdana daje dyspensę na Staszica.

    Śpię już spokojniej, bo to jedna ze szkół o której myśli moj syn. Jedna
    na trzy z błogosławieństwem verdany SUKCES !!!!, dzięki Bogu bo inaczej
    to tylko harakiri i skok do Wisły, bo nie zniosłabym wyrzutów sumienia
    że taka ze mnie wyrodna matka, pozwalam dziecku chcieć iść do dobrej
    szkoły. Chyba z rok u psychoanalityka bym się musiała leczyć...

  • ratyzbona 20.02.10, 19:00
    Powoli zaczynam dochodzić do wniosku że wyznajemy nieco inne zasady prowadzenia
    rozmowy. Cóż - forum to miejsce wymiany doświadczeń- nie chcesz słuchać o
    cudzych - ok ale czemu tak agresywnie?
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • agatka_s 20.02.10, 19:19
    Ironia to nie agresja (akurat humanista powinien takie środki
    stylistyczne znać).

    Poważnie:

    Też byłabym szczęsliwa gdyby ktoś (myślę tu o Tobie i Twojej mamie)
    przyjął argumenty , że dobra szkoła to nie musi być zła decyzja, a w
    starannym wybieraniu szkoły nawet jeśli jest ona z pierwszej dziesiatki
    nie ma nic złego. Wy macie taki obraz idealnego wychowania, inni (w tym
    ja) inny.

    Niestety też nie widzę abyś miała ochotę słuchać o doświadczeniach tych
    którzy z najlepszych warszawskich szkół są zadowoleni, a ze studiów
    zagranicznych przeszczęsliwi (ja słucham takich osób i znam ich wiele,
    z samą sobą na czele;-) ). Ja przyjmuję do wiadomości i naprawde
    wierze, że po skonczeniu kiepskiej szkoły i kiepskiego wydziału można
    wyjść na ludzi i żyć szczęśliwie(choć znam też przypadki ze niestety
    nie bardzo to wyszło, niestety w swojej własnej rodzinie, i to jest
    akurat osoba po liceum które chyba Ty kończyłaś, po Górskim), natomiast
    kompletnie nie widzę u Ciebie i verdany akceptacji faktu że, po dobrej
    szkole może się to też udać...A naprawde może i najczęściej się udaje,
    to że się nie udaje to są przypadki marginalne, którym pewnie z takich
    czy innych względów pewnie i tak by się nie udało niezależnie od tego
    do jakiej szkoły by nie chodzili.

    Pozwólcie ludziom chodzić do dobrych szkół i nie krytykujcie ich za
    to. Ja nie krytykuje nikogo że woli szkołę słabą (a co o tym myslę to
    już zostawie dla siebie), więc liczę na conajmniej wzajemność.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 21.02.10, 15:10
    agatka_s napisala:
    "> Pozwólcie ludziom chodzić do dobrych szkół i nie krytykujcie ich za
    > to. Ja nie krytykuje nikogo że woli szkołę słabą (a co o tym myslę to
    > już zostawie dla siebie), więc liczę na conajmniej wzajemność."

    Przylaczam sie do tej prosby.

  • Gość: ja IP: 195.150.84.* 22.02.10, 13:55
    > Cóż mam wrażenie że verdana walczy przede wszystkim z wizją że jeśli nie zda
    >się do dobrego liceum

    ... to nie znaczy, że ma się za dzieci tępe nieuki:)

    He, he, też mi wpadło w oko kilka wypowiedzi verdany.

    A w kwestii wątku - praca też często jest dziełem przypadku, i powodzenia
    życiowe, i kasa. Na szczęście są i te lepsze i gorsze licea, czyli dla każdego
    coś dobrego, wedle gustu, zdolności, światopoglądu ...:)

    Moje zdanie jest takie: kto jest zdolny, inteligentny, lubi się uczyć i
    przebywać w towarzystwie ludzi na poziomie, ten powinien jednak celować w lepsze
    szkoły. Komu nauka przychodzi trudniej i jest "zwykłym śmiertelnikiem", nie
    patrzy na zbytnią ogładę współtowarzyszy , temu wygodniej wybrać przeciętną
    szkołę, co wcale nie jest ani trochę jednoznaczne z jego klęską życiową i
    niepowodzeniem w przyszłości.
  • myszmusia 20.02.10, 18:44
    > Tylko to rodzicom wydaje się nieważne, bo ważne - jak widać z tego
    > forum - są egzaminy i poziom zdecydowanie powyżej 80 punktów. Co
    > bowiem komu po pasji, jesli nie dostanie się do dobrego liceum?
    > O ile pamietam radzono nawet, aby na czas trzeciej klasy "zawiesić"
    > swoje zainteresowania, bo liczy się egzamin.
    > Cóż, trudno powiedzieć, jak potocza się losy tak odmiennie przeze
    > mnie i przez Was wychowywanych ludzi. Ja jednak wolę slabe liceum,
    > nawet slabe studia i pasję, niż najlepsze wykształcenie, przy ktorym
    > na pasję czasu już nie starcza.


    no co dla mnie znaczy "dobre" to juz gdzies tu pisałam, wcale nie wysoko w rankingach, potrzebna nam specyficzna szkoła , nawet ktos sie dziwił,ze nie moge pańśtwowej odpowiedniej znaleśc.I jakkolwiek to zabrzmi - dobro, szczeście i właśnie zainteresowania i checi mojego dziecka sa w tym wszytkim najwazniejsze.wynik egzaminu jest istotny wyłącznie w takim kontekście w jakim pozwoli robic jej to co ONA chce
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 21.02.10, 14:39
    verdana napisala:
    > Cóż, trudno powiedzieć, jak potocza się losy tak odmiennie przeze
    > mnie i przez Was wychowywanych ludzi. Ja jednak wolę slabe liceum,
    > nawet slabe studia i pasję, niż najlepsze wykształcenie, przy ktorym
    > na pasję czasu już nie starcza.
    > Czasu mlodosci nie da się już "odrobić".

    Verdana, nie wiem czy prowokujesz, czy uruchomilas w sobie jakis rodzaj
    mechanizmow obronnych, ktore utrudniaja Ci racjonalne rozumowanie.
    Po prostu rece opadaja. Przytaczasz przyklad jakby wyjety z pozytywistycznej
    noweli (uczen, ktory dostal aparat od dyrektora szkoly) i probujesz uczynic z
    niego argument nie tyle ZA slabymi ("niskoprogowymi") szkolami, co PRZECIW
    szkolom, w ktorych ucza sie dzieci spelniajace najwyzsze wymagania rekrutacyjne.
    I dalej - probujesz przekonac, ze nauka w tych strasznych szkolach z 1
    dziesiatki rankingu to jakis koszmar, pozbawiajacy dziecko zainteresowan, pasji,
    ogolacajacy z resztek osobowosci itd.

    Oczywiscie, ze w takich szkolach nie kazdy dobrze sie czuje. Bo nie kazdy dobrze
    sobie radzi z sytuacja, gdzie cale zycie byl gwiazda (w domu, w szkole) a nagle
    okazuje, ze cala jego nowa klasa, a nawet szkola sklada sie z "gimnazjalnych
    geniuszy". Co wiecej - nielatwo tez zachwycic soba nowych nauczycieli. Bo oni
    nie takie juz cuda w zyciu widzieli. I dla czesci dzieci, o bardzo wysokim
    poziomie aspiracji, zwlaszcza aspiracji rodzicow, moze to byc malo komfortowa
    sytuacja. Ale to nie jest wina szkoly! Co wiecej, w szkole mojej corki duzo sie
    na ten temat mowi, informowani sa o tym rodzice - aby nie oczekiwali od dzieci,
    ze nadal beda "genialne" ze wszystkich przedmiotow.

    Moja corka nie uslyszala od swojej polonistki, ze powinna wyslac wiersz na
    konkurs, niestety. Bo poetow w jej liceum dostatek - co jeden, to wieksza
    indywidualnosc...Uslyszala natomiast, ze powinna pisac cokolwiek, byle pisac,
    doskonalic sie warsztatowo.
    W jej szkole bylby tez wielki problem z wreczeniem komus aparatu fotograficznego...
    W podobnej sytuacji sa dzieci w klasach o innych profilach. W ktorejs z nich
    polowa to olimpijczycy. Osoby, ktore przychodzac do liceum maja juz opanowany
    program liceum z wybranych przedmiotow.
    Kujony? Szczury? Ludzie bez pasji? Ofiary chorych ambicji swoich
    rodzicow?...Zalosne sa takie oceny.

    Moja corka w tej "strasznej szkole" jest bardzo szczesliwa. Oczywiscie, ze
    czasem dostaje szalu, bo wolalaby isc na randke z chlopakiem niz uczyc sie do
    klasowki ze starozytnosci - wykladanej na poziomie niemal uniwersyteckim.
    Czasami odgraza sie, ze bedzie pierwsza uczennica w historii tej szkoly, ktora
    nie zdala matury. Bo sie nie wyrabia, nie nadaza...Ale jak ma nadazac skoro
    wiekszosc jej nowych kolegow filozofii i laciny uczyla sie juz w gimnazjum, a
    poziom nauczania pozostalych przedmiotow w jej poprzedniej szkole moglby
    wyznaczyc nowe pojecie dna?

    Tylko ze kiedy proponuje jej,ze OK - przenosimy cie gdzie chcesz, do ktorej
    szkoly mam dzwonic - slysze: no co ty, ja zartowalam.
    Ona uwielbia swoja szkole i nie sadze, aby takie jej samopoczucie bylo efektem
    juz "spranego mozgu"...Stopnie ma takie sobie, ale stopnie nie sa jej
    priorytetem. Nie czuje sie z tego powodu ponizana.
    Nie slyszalam, aby miala jakies problemy z wyrazaniem swojej opinii w szkole. A
    opinii ma ona wiele i chetnie sie nimi dzieli:)
    Miala problemy z zaliczeniem 2 przedmiotow, ale dostala szanse - nauczyla sie i
    zaliczyla.
    Wbrew Twoim wyobrazeniom o zyciu uczniow w "szkolach z 1 dziesiatki" - moja
    corka nie zrezygnowala z ani jednej swojej pasji, co wiecej - rozwija je przy
    okazji roznych szkolnych przedsiewziec,nadal duzo czyta, rysuje, nalogowo oglada
    stare filmy...Dodatkowo zapisala sie na 3 jezyk, stala sie osoba bardzo
    towarzyska, chodzi na randki, na koncerty, do teatru i na obsmiane juz tu na
    forum przeglady kina "bez dzwieku i obrazu" dla snobujacej sie mlodziezy.
    Nie wiem wiec, o jakich stratach w mlodosci mojego dziecka mowisz i niby czego
    juz nie zdazy odrobic?





  • Gość: ja IP: 195.150.84.* 22.02.10, 14:05
    > verdana napisala:
    > Ja jednak wolę slabe liceum,
    > nawet slabe studia i pasję, niż najlepsze wykształcenie, przy ktorym
    > > na pasję czasu już nie starcza.

    Jak sobie już tak teoretyzujemy, to : ja wolę być i pięknym, i zdrowym, i
    bogatym, czyli ... dobre szkoła+pasja (to się jednak, nie wyklucza, przynajmniej
    czasami, czyż nie?)

    > Verdana, nie wiem czy prowokujesz, czy uruchomilas w sobie jakis rodzaj
    > mechanizmow obronnych, ktore utrudniaja Ci racjonalne rozumowanie.

    Z tego, co widzę - tak:)

    > Wbrew Twoim wyobrazeniom o zyciu uczniow w "szkolach z 1 dziesiatki" - moja
    > corka nie zrezygnowala z ani jednej swojej pasji, co wiecej - rozwija je przy
    okazji roznych szkolnych przedsiewziec,nadal duzo czyta, rysuje, nalogowo oglad
    a stare filmy...Dodatkowo zapisala sie na 3 jezyk, stala sie osoba bardzo>
    towarzyska, chodzi na randki, na koncerty, do teatru i na obsmiane juz tu na>
    forum przeglady kina "bez dzwieku i obrazu" dla snobujacej sie mlodziezy.> Nie
    wiem wiec, o jakich stratach w mlodosci mojego dziecka mowisz i niby czego juz
    nie zdazy odrobic?

    Mnie się wydaje, że verdanie po prostu żal, że jej dzieci są "tylko piękne" ...
  • myszmusia 20.02.10, 18:31
    przecież wiersza nie da się napisać bez pasji czy
    > talentu.

    to albo nie rozumiem twojego wpisu (bo dla mnie to o czym piszesz to przypadek kompletny - komus to dac musial - dali temu kto mu sie "nawinał";-)) albo gratuluje bo ten talent to musiał od ciebie bardzo promieniowac,że go nauczyciel natychmiast zauwazył;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • ratyzbona 20.02.10, 18:43
    Cóż- to nie do końca tak - nigdy wcześniej nie pisałam poezji -uważałam prawdę
    rzekłszy że to zabawa dla egzaltowanych panienek ale gdyby nie ten nauczyciel
    który nie tylko kazał mi coś napisać ale też zachęcił żeby to wysłać nigdy bym
    nie pomyślała że mogę pisać wiersze czy być w tym dobra. Pomijam fakt że przez
    trzy lata uczyłam się praktycznie wyłącznie interpretować poezję- chodzi o to że
    gdyby nie ten nauczyciel to niezależnie od talentu bym nie pisała. Czy uważasz
    za przypadek że nawinęłam się ja? Bo ja uważam to raczej dowód na to na jak
    dobrego nauczyciela trafiłam - nigdy wcześniej nikt nie wyłapał właśnie mnie.
    Wychodzicie z dość błędnego założenia że nauczyciele tak chętnie typują uczniów
    do konkursów których wyniki nie wpływają na pozycję szkoły w rankingu
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • joa66 20.02.10, 19:51
    verdano...nie wierzę Tobie.

    Z prostego powodu .... też myslisz o dobrej szkole dla syna (dobrej
    dla syna). Dlatego bierzesz pod uwagę szkołę prywatną jeżeli będzie
    taka konieczność. A przcież do JAKIEJŚ szkoły publicznej na pewno
    się dostanie.
  • Gość: kaja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.10, 22:53
    Przyznam, że jestem skołowana po waszych wypowiedziach. Pracuję w
    jednej ze skół z tej pierwszej dziesiątki, które tak nie podobają
    się niektórym z was. Na wynik rankingu składająsię przede wszystkim
    yniki matur, prawda? Każdemu uczniowi zależy na tym najbardziej w
    tym momencie rzecz jasna, jako że daje mu to możliwoć studiowania na
    wybranej uczelni i wydziale.Zdanie matury rozszerzonej na bardzo
    wysoki wynik, to z całą pewnocią nie jest wynik "kucia". To jednak
    pogłębianie zainteresowań, realizacja pasji. Często efekt zdolnosci
    i pracy. Zwłaszcza u olimpijczyków. To również zajęcia pozalekcyjne,
    korzystanie z wykładów pracowników naukowych. Zajęcia laboratoryjne,
    seminaria, warsztaty, obozy naukowe. I CO W TYM ZŁEGO? Wycig
    szczurów? Chyba jednak nie na tym etapie. I dlaczego absolwenci-
    stydenci przychodzą, odwiedzają, aranżują spotkania klasowe.
    Znauczycielami. A potem "przysyłają" swoje dzieci.
    A potem kilka pań lekką ręką wydaje opinie jak wyżej. Jestem
    rozżalona? Może byłam, jak zaczęłam pisać. Teraz jestem poirytowana.
    A itak nasza karawana pójdzie w tym samym kierunku.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 21.02.10, 15:51
    "Zdanie matury rozszerzonej na bardzo
    wysoki wynik, to z całą pewnocią nie jest wynik "kucia". To jednak
    pogłębianie zainteresowań, realizacja pasji. Często efekt zdolnosci
    i pracy. Zwłaszcza u olimpijczyków. To również zajęcia pozalekcyjne,
    korzystanie z wykładów pracowników naukowych. Zajęcia laboratoryjne,
    seminaria, warsztaty, obozy naukowe. I CO W TYM ZŁEGO? Wycig
    szczurów? Chyba jednak nie na tym etapie. I dlaczego absolwenci-
    stydenci przychodzą, odwiedzają, aranżują spotkania klasowe.
    Znauczycielami. A potem "przysyłają" swoje dzieci."

    Tymi argumentami nie przekonasz niestety nieprzekonanych, zwlaszcza na tym forum:)
    Szkoly publiczne z czolowki rankingu owiane sa zla slawa szkol autorytarnych,
    pozbawiajacych mlodziez osobowowsci, nerwicujacych, doprowadzajacych do depresji
    i samobojstw. (Od jakiegos czasu zaczynam podejrzewac, ze to efekt dzialan
    czarnego PR - lobby szkol prywatnych, zrecznie manipulujacych mediami albo
    osobiste porachunki dziennikarzy...)

    Ich sukcesy w wynikach maturalnych tlumaczone sa z kolei duzym potencjalem
    uczniow "na wejsciu" oraz swietnie rozwinietym w Warszawie rynkiem korepetycji.
    I ogolnie rzecz biorac - im wyzszy wynik szkoly, tym gorzej dla niej. A ze do
    szkoly trafiaja kolejne pokolenia rodzin? No coz. Jak komus dobrze spiora mozg,
    to i swoje dzieci posyla do tej samej "pralni"...

    Moim zdaniem prawda jest, ze szkoly bardzo sie roznia tym, co ogolnie mozna by
    nazwac "podejsciem do ucznia" a rodzice i uczniowie w roznym stopniu sa na ten
    czynnik wrazliwi. Ja akurat naleze do tych, ktorzy jako koszmar wspominaja lek
    przed nauczycielami z liceum i rozumiem obawy tych, ktorzy nie chca narazac na
    podbny stres swoich dzieci.
    Niemniej - zdumiewa mnie, kiedy slysze lub czytam, ze nie ma sensu posylac
    dziecka do dobrych szkol, (takze tych wyzszych) - bo tam czeka je tylko pieklo,
    w ktorym smaza sie szczury... A wszystko co najlepsze moze je spotkac, no nie
    wiem - w szkolach ponizej 100 punktow chyba...
    Rozumiem, ze tak uproszczona wizja rzeczywistosci moze czemus sluzyc, zaspokajac
    jakies potrzeby, ale kiedy przedstawia sie ja publicznie, warto pamietac o tym,
    ze ona moze byc w czyims odczuciu niesprawiedliwa, a nawet krzywdzacach. Bo
    kiedy osadza sie szkoly - osadza sie takze nauczycieli,dzieci i ich rodzicow.
  • ratyzbona 21.02.10, 23:16
    Hmm.. może zdanie starej matury z wybitnym wynikiem było związane z pasjami -
    dziś jednak zwłaszcza w przedmiotach humanistycznych to jednak przede wszystkim
    wyniki ,,kucia" - które z pasjami niewiele ma wspólnego. Oczywiście można
    powiedzieć że nauczyciele posyłają na olimpiady tylko uczniów u których znajdą
    pasję - ale część z nich robi to na wyraźne polecenie dyrekcji która oczekuje że
    za wysokie miejsce swoich olimpijczyków szkoła podskoczy w rankingu ( wiem że
    się tak robi bo między innymi tak było w jeden ze szkół do których chodziłam) -
    na samej Olimpiadze np. historycznej pasjonatów ułamek znikomy - większość jest
    tam żeby dostać się na prawo - nie podejżewam żeby ich wiedza nie była wynikiem
    kucia. Z resztą jeśli bierze się świetną młodzież do świetnej szkoły a potem
    stawia jej się same dwóje i tróje - bo niby nic nie umie - to jasne że zacznie
    się uzyskiwać w końcu świetne wyniki - tylko jakim kosztem? Wszystkie dobre
    szkoły mają swoich dobrych nauczycieli - mocno wierzę że są w nich tacy którzy
    uczą utalentowanych uczniów po lekcjach i przynoszą im materiały które
    wyszukiwali przez całą noc ale powiedzmy sobie szczerze - tacy nauczyciele
    znaleźć się mogą wszędzie ( temu między innymi służył mój przykład). po prostu
    nie jestem w stanie wyrzucić z pamięci ucznia któremu zadałam na lekcji pytanie
    - uczeń najpierw zdziwiony że w ogóle go pytam powiedział że nie wie ,
    powtórzyłam że chce odpowiedzi nawet jeśli nie będzie dobra - żeby tylko
    pomyślał. Ów uczeń patrząc na mnie jakbym była niespełna rozumu odpowiedział.
    Jego odpowiedź była może nie najlepsza ale poprawna. Pochwaliłam go. Takiego
    zdziwienia nigdy u nikogo nie widziałam. I tak patrząc na klasę uczniów którzy
    musieli wyjść ze swoich szkół jako prymusi a teraz siedzących i wolących milczeć
    niż odpowiedzieć poprawnie doszłam do wniosku że może jednak lepiej nie zawsze
    gonić za najlepszym wynikiem matury. Bo prawda jest taka że z młodego człowieka
    który jest zdolny da się wyciągnąć wszystko - tylko trzeba go najpierw złamać -
    przekonać że nic nie umie po to by pracował jak szalony i cieszył się z trójki.
    Wtedy może nauczyć się wszystkiego. Nie przeczę jest to metoda skuteczna. Ale
    trzeba pamiętać że po tej maturze są jeszcze studia. Studia na których bardziej
    niż umiejętność spędzenia wielu godzin na nauce jest jeszcze potrzebna odwaga by
    czasem odpowiedzieć źle i przekonanie o własnej wartości ( które w ogóle jest
    potrzebne by w życiu odnieść sukces).
    Za mną nikt nie stoi - może żal że nie skończyłam dobrej szkoły choć w sumie nie
    wiem co to znaczy bo wyniki matury miałam chyba trzecie w moim roku kiedy
    zdawałam na studia. Wiem że oszczędzono mi w życiu stresu związanego z tym że
    będąc osobą zdolną drżę o to że nie zdam z fizyki bo nikogo nie obchodzi że
    zdaję na historię ( to jedno z popularniejszych doświadczeń moich znajomych ze
    studiów którzy 90% czasu w liceum uczyli się przedmiotów które ich nie
    pasjonowały żeby zdać). Rozumiem że każdy chce dla dziecka jak najlepiej i nie
    radzę technikum budowlanego ale krótką refleksję że te 90% z matury może czasem
    być odkupione wysokim kosztem. Zbyt wysokim. Bądź co bądź nasze życie to nie
    tylko nauka. Paskudnej pracy w której dobrze się zarabia też bym nikomu nie
    polecała.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • Gość: dede IP: 217.11.129.* 22.02.10, 07:23
    Naprawdę myślisz, że można zostać laureatem olimpiady "na polecenie
    dyrekcji"?! Chyba jednak za mało orientujesz się. A w sądach jesteś
    arbitralna ...
  • joa66 22.02.10, 07:28
    ratyzbona-ale nauczycieli takich jakich opisałaś można spotkac w
    każdej szkole. Zapewniam Cię, że w szkołąch poza pierwszą 30 też są
    nauczyciele, u których trzeba zakuwać nielubianą fizykę, żeby w
    ogóle zdać. Tacy nauczyciele sa wszędzie. I wybacz, ale nikt nie
    uwierzy, że w szkołach na dalszych miejscach w rankingu uczniowie z
    radościa dyskutują z nauczycielemna lekcjach , nie boja sie pomyłek.

    Kolejna sprawa - to, że uczniowie przeżywają utratę statusu
    prymusa , to w największej częsci problem ich domów a nie szkoły.


    I ostatnia sprawa - cieszę się, że miałas bardzo dobre wyniki na
    maturze i rozwijałaś swoje pasje. Wyobraź sobie, że tacy ludzie sa
    także w liceach z pierwszej 10.

    Naprawdę podział na szkoły szczurów, nieszczące osobowość a na te
    wspomagające rozwój nie przebiega wg rankingu Perspektyw, co chyba
    starasz się udowodnić. O ile dobrze kojarzę żadna z nas nie buduje
    swojej opinii o szkole tylko na podstawie rankingu - gdyby tak było
    wszystko byłoby prostsze.
  • myszmusia 22.02.10, 07:37
    Zapewniam Cię, że w szkołąch poza pierwszą 30 też są
    > nauczyciele, u których trzeba zakuwać nielubianą fizykę, żeby w
    > ogóle zdać. Tacy nauczyciele sa wszędzie

    mało tego tacy nauczyciele sa nie tylko w panstwowych szkołach, a w państwowych tez sadze,że jest tak jak pisze joa666

    > Naprawdę podział na szkoły szczurów, nieszczące osobowość a na te
    > wspomagające rozwój nie przebiega wg rankingu Perspektyw, co chyba
    > starasz się udowodnić. O ile dobrze kojarzę żadna z nas nie buduje
    > swojej opinii o szkole tylko na podstawie rankingu - gdyby tak było
    > wszystko byłoby prostsze.
    do tego moim zdaniem taki podział moze byc równiez w ramach jakiejs jednej konkretnej szkoły (szczególnie jakiejs duzej) wystarczy trafic na inny zestaw pedagogów, albo na kiepski przypadkowy dobór uczniów, koledzy tez moga mocno "pomóc"w "niszczeniu osobowości"
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 13:13
    ratyzbona napisała:

    > Hmm.. może zdanie starej matury z wybitnym wynikiem było związane z pasjami -
    > dziś jednak zwłaszcza w przedmiotach humanistycznych to jednak przede wszystkim
    > wyniki ,,kucia" - które z pasjami niewiele ma wspólnego. Oczywiście można
    > powiedzieć że nauczyciele posyłają na olimpiady tylko uczniów u których znajdą
    > pasję - ale część z nich robi to na wyraźne polecenie dyrekcji która oczekuje ż
    > e
    > za wysokie miejsce swoich olimpijczyków szkoła podskoczy w rankingu ( wiem że
    > się tak robi bo między innymi tak było w jeden ze szkół do których chodziłam) -
    > na samej Olimpiadze np. historycznej pasjonatów ułamek znikomy - większość jest
    > tam żeby dostać się na prawo - nie podejżewam żeby ich wiedza nie była wynikiem
    > kucia."

    Hmm... Na Twoje hmmm odpowiem wlasnym hmmm...
    Pamietasz s.p. Macka Kuronia? Byl moim kolega, laureatem Olimpiady Historycznej.
    Nie dostal sie na Twoj ukochany Wydzial Historii UW. Brakowalo mu pasji????
    Wiesz, jak bardzo bylo przykro, ze nie mogl zostac naukowcem?
    Na ten sam wydzial nie dostalo sie dwoje innych moich przyjaciol. Do corki
    "opozycyjnego literata" osobiscie zadzwonil takze niezyjacy juz Waldemar Swirgon
    - jako historyk pewnie kojarzysz...Powiedzial, ze jego corka NIGDY nie dostanie
    sie na historie sztuki. NIGDY!!!
    Wiec po trzeciej probie wyjechala z Polski...
    Inny moj kolega - syn opozycjonisty- chyba ze 4 razy probowal- w koncu popadl w
    depresje, ale otrzasnal sie na szczescie i calkiem dobrze sobie radzi, bo na
    szczescie zmienil sie w Polsce ustroj...Ukochanych studiow historycznych jednak
    nie skonczyl.

    Nie dziw sie wiec, ze studia historyczne to nie jest szczyt marzen dla pokolenia
    dzieci, ktorych rodzice pamietaja, jak sie na tym wydziale robilo kariery.

    Co do studiow prawniczych - daja szanse na dobrze platny zawod, nie dziwie sie,
    ze laureaci olimpiady historycznej wybieraja akurat ten wydzial. Bo tam
    przynajmniej nikt nie wmawia studentom, ze umilowanie historii decyduje o ich
    przyszlych losach.
  • Gość: jeszcze raz IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 14:54
    Do corki
    > "opozycyjnego literata" osobiscie zadzwonil takze niezyjacy juz Waldemar Swirgo
    > n
    > - jako historyk pewnie kojarzysz...Powiedzial, ze jego corka NIGDY nie dostanie
    > sie na historie sztuki. NIGDY!!!

    Oczywiscie zadzwonil nie do corki, ale do jej OJCA.
    Moja licealna kolezanka, swietnie sobie dzis radzi jako profesor historii sztuki
    na jednym z najlepszych francuskich uniwersytetow.
    Miedzy innymi dlatego kiedy slysze o Historii UW zwyczajnie mdli mnie...

  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 15:20
    "Jeszcze raz" -to ja
    ;)
  • verdana 22.02.10, 19:37
    Hm..
    Od dzis przestne biadac nad żalosnym poziomem moich studentów, jesli
    chodzi o historię PRL-u, bo widze, zetaki jest po prostu poziom
    społeczeństwa.
    Na historii byli opozycjonisci i dzieci opozycjonistów. Bylo ich
    wiecej niż na wydziale budowy dróg i mostów czy na naukach
    politycznych - ten wydział, podobnie jak w 1968 filozofia
    (rozwiązana w całości), psychologia i kilka innych miał słusznie
    opinię opozycyjnego. Dlatego też władze pilnie sledziły co się tam
    dzieje.
    Tacy ludzie wyrzucani byli wowczas zewszad. Bo takie byly czasy. nie
    decydował dziekan, nie decydował rektor. Czesto decydowało Biuro
    Polityczne.
    Owszem, bywały wyjątkowe swołocze - niestety, na kazdym wydziale.
    Dziś też bywaja.
    Tak to jest, jak przykłada sie dzisiejszą miarkę do innych czasów -
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 20:29
    Verdana, po 68 roku na UW rozwiazano wydzial psychologii, matematyki oraz
    filozofii i socjologii. Historii- nie.

    W latach ok. 80. dzieci opozycjonistow na Historie i podlegle jej instytuty
    dzieci opzozycjonistow nie mialy wstepu. Multum ich wyladowalo na psychologii ,
    na ATK lub wyjechala za granice. Nie wiem jak z drogami i mostami; na nauki
    polityczne kierowala sie mlodziez z zupelnie innych srodowisk.
  • verdana 22.02.10, 20:51
    Oczywiste jest, ze wladze pilnowały historii, bo po historii - cóż,
    wiele osób idzie do szkół - tej historii uczyć. Stąd trzeba było
    bacznie uwazać, kto na nią idzie...
    Dziwne jest tylko to, ze w latach 80-tych niemal wszyscy absolwenci
    historii płci męskiej szli do obrony przeciwlotniczej - wiesz
    dlaczego? Aby nie mogli przejść na stronę wroga - tak byli
    prorządowi i prokomunistyczni.
    No i jak się wymienia opozycjonistów, to takie nazwiska jak Andrzej
    Friszke, Bronisław Komorowski, Mariusz Kamiński -powinny ci być
    znane.
    A poza wszystkim innym, o czym Ty własciwie mówisz? O wydziale
    historii sprzed 20-30 lat, a o ile rozumiem, dyskusja nie jest o
    tym - tylko o tym co jest dziś.
    Rozumujac w ten sposób, zaręczam, ze nie nalezy wybierać się na
    Iberystykę, to straszny wydział. Tam bowiem zostałam swego czasu
    dosyć brutalnie zatrzymana przez milicję wraz z całą grupą i
    prowadzacym, przesłuchana i na szczęście zwolniona. Adiunkt nie miał
    tyle szczęścia i przesiedział sobie parę dni - za czytanie ze
    studentami ulotek. Fakt, ze byly po hiszpansku i były ulotkami
    lewicy z lat 30-tych był ironią losu. Co gorsza, byłam jedyną osobą,
    ktora zgodziła się zeznawać w czasie procesu, do ktorego na
    szczęście nie doszło.
    Tylko czy wobec tego mam prawo twierdzić,że obecnie na Iberystykę
    strach iść, bo władze tego instytutu sa straszne????


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 21:16
    > A poza wszystkim innym, o czym Ty własciwie mówisz? O wydziale
    > historii sprzed 20-30 lat, a o ile rozumiem, dyskusja nie jest o
    > tym - tylko o tym co jest dziś."

    Masz racje, to zupelnie obok. Zareagowalam chyba na wypowiedz Ratyzbony - ze na
    olimpiade historyczna ida ludzie, ktorzy traktuja ja instrumentalnie tzn. bez
    pasji, za to w nadziei ze dostana sie na prawo. Ze niby to mniej ambitny od
    historii kierunek etc. Ale to jest OT i nie chce tego ciagnac.
  • nika_j 22.02.10, 14:43
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > A wszystko co najlepsze moze je spotkac, no nie
    > wiem - w szkolach ponizej 100 punktow chyba...

    A z tym się na tym forum nie spotkałam. Co najwyżej z opinią, że niekoniecznie
    droga edukacyjna dziecka typu: max punktów na sprawdzianie szóstoklasisty ->
    powyżej 90 pkt na egzaminie gimnazjalnym -> szkoła z pierwszej
    trójki/piątki/dziesiątki (w zależności od wielkości miasta) to JEDYNA SŁUSZNA
    droga do sukcesu dziecka. I że często dziecko nie uzyskujące max punktów z
    jakiegoś testu, za to mające pasje, często potwierdzone tytułami finalistów czy
    laureatów konkursów wcale nie ma gorszego startu w dorosłość/na studia niż to
    tłukące po drodze testy na max punktów. Na studiach, także na tych
    zagranicznych, nie wspominając już o UW, PW itp. o dziwo nie znajdują się tylko
    absolwenci szkół z pierwszej dziesiątki liceów warszawskich. I ci wcale nie
    radzą tam sobie gorzej, a nierzadko nawet lepiej.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 15:16
    A...no to moze jeszcze raz poczytaj wpisy na tym forum.. Ze zrozumieniem.
  • tukata 22.02.10, 15:28
    może dlatego, że pierwsza dziesiątka w Warszawie nie pokrywa sie
    zupełnie z pierwsza dziesiątką w kraju, a na uczelniach min
    warszawskich są ludzie z całej Polski. W pierwszej pięćdziesiątce
    krajowej jest raptem 5 liceów warszawskich.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 18:33
    "może dlatego, że pierwsza dziesiątka w Warszawie nie pokrywa sie
    zupełnie z pierwsza dziesiątką w kraju, a na uczelniach min
    warszawskich są ludzie z całej Polski. W pierwszej pięćdziesiątce
    krajowej jest raptem 5 liceów warszawskich. "

    W tak duzym kraju jak Polska nie powinno to nikogo dziwic.Poza tym ranking
    ogolnopolski tworzony jest w oparciu o liczbe olimpijczykow. W wielu warszwskich
    liceach matury wypadaja lepiej niz w szkolach z pierwszej olimpijskiej 50.
  • Gość: dede IP: 217.11.129.* 23.02.10, 07:49
    A skąd ta wiedza? Nigdzie nie widziałam opublikowanych wyników matur
    z innych niż warszawskie szkoły.
  • Gość: dede IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.10, 19:22
    Chyba nieudolna jakś jestem. Nie potrafię znaleźć. "Wyskakują" mi
    tylko ogólne dane.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 23.02.10, 19:42
    Bo to nie jest ranking, ale zestawienie danych z poszczegolnych wojewodztw.
    Za pomoca ctrF latwo mozesz znalezc konkretna szkole.

    Na przyklad woj- mazowieckie, miasto radom - ctrF :Kochanowski.
    I wyskakuja Ci dane najlepszej szkoly na Mazowszu tzn. m.in. wyniki maturalne.

    Nie wiem czego dokladnie szukasz, jesli jeszcze czegos - pytaj dalej.
  • lodewijk 24.02.10, 11:16
    Kierowanie się wysokimi wynikami matur ma duży sens w przypadku uczniów mało
    zdyscyplinowanych. Wysoki wynik całej szkoły wskazuje na to, że szkoła pilnuje,
    aby wszyscy jej uczniowie osiągali porównywalny, wysoki wynik. Jest to
    oczywiście zjawisko bardzo pozytywne, bo mozna być pewnym, że nawet jeśli nam
    się nie chce, to szkoła juz tak nas przypili, żebyśmy średniej szkoły nie
    zaniżali. Natomiast w przypadku uczniów zdecydowanych, bardzo dobrych, którzy
    nie potrzebują bata średni wynik szkoły nie musi być głównym kryterium,
    zwłaszcza jeśli np. jedna, interesująca go klasa w danej szkole ma wystarczająco
    dla niego wysoki poziom, podczas gdy reszta niekoniecznie. Znam szkołę, w której
    poziom matematyki jest świetny i uczniowie tej klasy zdają maturę rozszerzoną z
    matmy na średnio 90%, informatykę na powyżej 85%, podczas gdy średnia całej
    szkoły jest niższa (choć znów nie taka zła). Dla ucznia taka informacja może być
    myląca, bo przecież to, że średnio uczniowie w szkole zdobywają 75% nie znaczy
    to, że ambitny uczeń w tej szkole zdobywa tez 75%. Zwłaszcza jeśli szkoła ma np.
    w swojej ofercie klasę sportową, która z definicji ma średnią niższą niż
    funkcjonująca w tej samej szkole klasa "akademicka" pod patronatem uniwersytetu
    (znam taką szkołę). To są dość istotne niuanse, które sprawiają, że trzeba
    poznać pełną specyfikę danej szkoły, żeby podejmować decyzje np. na podstawie
    wyników matur czy pozycji w jakimkolwiek rankingu.
    Ale oczywiście zakładam, że każdy wie wszystko o szkole, do której startuje.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 24.02.10, 13:35
    lodewijk napisał:
    Wysoki wynik całej szkoły wskazuje na to, że szkoła pilnuje,
    > aby wszyscy jej uczniowie osiągali porównywalny, wysoki wynik."

    Z kolei przecietny sugeruje, ze szkola jest przecietna we wszystkim. Co nie musi
    byc prawda.
    Dlatego dziwi mnie, dlaczego tak niewiele szkol publikuje bardziej
    "zaawansowane" dane na temat swoich matur.
    Jesli dobrze pamietam, warszawski Cervantes na swoich stronach podal kiedys
    wyniki dla poszczegolnych klas. Szkola w okolicach 30 miejsca w rankingu - ale z
    dwiema swietnymi klasami: dwujezyczna hiszpanska i plastyczna. Bardzo dobrze
    wypada tam rowniez wos i historia, zwłaszcza w klasach spolecznych.
  • lodewijk 24.02.10, 23:32
    Otóż to. Jest sporo szkół, które specjalizując się np. w klasach ścisłych czy
    humanistycznych, mają jednocześnie szeroką ofertę dla pozostałych uczniów, co
    sprawia, że średnia szkoły jako takiej jest dość przeciętna. To samo dotyczy np.
    gimnazjów, które oprócz klas np. dwujęzycznych czy matematycznych prowadzą
    jednocześnie klasy rejonowe. Średni wynik takiej szkoły jest niższy niż
    gimnazjum prowadzącego same klasy dwujęzyczne o ostrej selekcji, co nie znaczy,
    ze uczniowie tych wyselekcjonowanych klas są w czymś gorsi. Nie mam zamiaru
    deprecjonować bardzo dobrych szkół, wręcz przeciwnie, po prostu warto spojrzeć
    nieco szerzej na te cyferki. Zwłaszcza mówienie o obcych szkołach (np. z innych
    miast), których specyfiki się nie zna, że są gorsze niż warszawskich gimnazjów,
    bo ich średni wynik jest taki a nie inny jest niepoważne. Progi też potrafią być
    mylące, bo poziom i popularność czasem nie są tożsame.
  • tukata 22.02.10, 15:44
    Do tej pory myslałam, że realizować swoje pasje mozna zarówno w
    bardzo dobrym jak i słabym liceum. I nijak do tego ma się wyscig
    szczurów. Poza tym nie bardzo rozumiem wyścig szczurów w liceum w
    obecnym systemie, gdzie części przedmiotów można się nie uczyć,
    wystarczy je zaliczyć. Wyścig szczurów jest według mnie w gimnazjum,
    gdzie rekrutacja narzuca posiadanie jak najlepszych ocen z każdego
    przedmiotu, bo liczą sie punkty, a punkty to oceny.
  • joa66 22.02.10, 15:51
    " Poza tym nie bardzo rozumiem wyścig szczurów w liceum w
    obecnym systemie, gdzie części przedmiotów można się nie uczyć,
    wystarczy je zaliczyć"

    Też tego nie rozumiem, próbowano wielokrotnie mi to wytłumaczyć, ale
    dalej jestem nieprzekonana:)

    Oczywiście zdaję sobie sprawę , że w KAżDEJ szkole, może trafić się
    nauczyciel, który wymaga wiedzy na poziomie uniwersytetu, żeby w
    ogóle zdać do następnej klasy, ale nie wierzę, że dzieje się to na
    skalę masową.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 16:14
    No i dobrze rozumujecie:)
    Oczywiscie, sa w liceach (tak jest w szkole mojej corki)dzieci, dla ktorych
    wazna jest "srednia" i "pasek" na koniec roku, ale w kazdej spolecznosci moga
    sie zdarzyc osoby dziwne:)
    Wiekszosc licealistow skoncentrowana jest na przedmiotach kierunkowych.

    Nie widze pola dla wyscigu szczurow, biorac pod uwage zewnetrzny system
    oceniania - istotny dla licealistow.
  • ratyzbona 22.02.10, 19:41
    ,, Większość licealistów skoncentrowanych jest na przedmiotach kierunkowych" -
    to mnie naprawdę rozbawiło bo prawda jest taka że w naszym pięknym kraju w
    którym człowiek może głosować ale nie może powiedzieć że nie chce się uczyć
    matematyki w trzeciej klasie liceum problem tego że trzeba poświęcać mnóstwo
    czasu na nie interesujące uczniów przedmioty jest problemem bardzo brardzo wielu
    uczniów zarówno dobrych jak i złych szkół.
    Ponadto chciałabym zauważyć że nigdzie nie napisałam że szkoły dzielą się jasno
    na złe z pierwszych miejsc i cudowne z ostatnich. Napisałam że w dobrych
    szkołach za bardzo dobre wyniki w nauce płaci się często strasznym stresem w
    nieprzyjemnym środowisku - serio widziałam to na własne oczy. Wiem że są licea z
    dołu rankingu w których fajnie nie jest ale po prostu pragnę od dłuższego czasu
    zwrócić waszą uwagę że posyłanie dziecka do najlepszej szkoły za wszelką cenę
    wcale nie jest koniecznie tym najlepszym dla niego wyjściem -część osób tu
    piszących kreauje wizję - najlepsza szkoła albo śmierć a przecież jest tyle
    innych dróg by osiągnąć sukces niekoniecznie męczenie się w szkole w której
    dostanie trójki uważa się za sukces niezależnie od tego ile by się człek uczył.
    Olimpijczykiem nie można zostać na polecenie dyrekcji ale można do niej
    przystąpić na polecenie dyrekcji a ponieważ ostatnimi czasy pierwszy etap
    olimpiady to poprostu test wiedzy łatwo przejść dalej jeśli jest sie zdolnym
    choć nie koniecznie pasjonującym się uczniem.

    A przy okazji menodo - bez pasji do historii można zostać prawnikiem ale
    historykiem się nie da - dlatego nam to się uświadamia
    A po drugie - twoje opinie na temat IH UW są naprawdę mocno przestarzałe z
    resztą jasne że wyrzucano z tego kierunku ludzi bo w przeciwieństwie do wielu to
    tu byli opozycjoniści i później ich dzieci. JA tam jestem z nich dumna bo mało
    który wydział może się pochwalić taką opozycyjną przeszłością
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • joa66 22.02.10, 20:04
    "posyłanie dziecka do najlepszej szkoły za wszelką cenę "

    za wszelką cenę?

    Mogłabyś rozwinąć?


    Wg mnie naturalna jest sytuacja, że po 9 latach nauki można mniej
    więcej założyć jaki wynik otrzyma uczeń na koniec nauki w gimnazjum.
    Robią to wszyscy nawet verdana, która zastanawia się czy jej syn
    będzie miał wystarczająco dużo punktów, żeby do wybranej szkoły się
    dostać.

    Kolejnym "etapem" jest określenie do jakich SZKÓŁ może się
    nastolatek dostać i z tych szkół, wybrac te , które się mu
    najbardziej podobają. Krótko mówiąc - jeżeli myślę, że osiągnę
    wynik 180 punktów (bo mam na przykład tytuł laureata) to ZACZYNAM
    poszukiwania szkoły od góry rankingu , jeżeli mam tych spodziewanych
    punktów mniej , szukam szkoły na odpowiednio dalszych miejscach.


    Co nie znaczy, że akceptuję KAŻDĄ szkołę.

    Prawdę mówiąc jestem już zmęczona argumentami typu " byłam na stażu
    i widziałam". Postaraj się mnie przekonać , że np. problem
    nieszczęsnego kucia wszystkich przedmiotów dotyczy tylko szkoł ze
    szczytu rankingu. Argumentami.
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 22.02.10, 22:01
    atyzbona napisała:

    > ,, Większość licealistów skoncentrowanych jest na przedmiotach kierunkowych" -
    > to mnie naprawdę rozbawiło bo prawda jest taka że w naszym pięknym kraju w
    > którym człowiek może głosować ale nie może powiedzieć że nie chce się uczyć
    > matematyki w trzeciej klasie liceum problem tego że trzeba poświęcać mnóstwo
    > czasu na nie interesujące uczniów przedmioty jest problemem bardzo brardzo wiel
    > u
    > uczniów zarówno dobrych jak i złych szkół."

    Pomijam dyskusyjna kwestie przywrocenia matematyki na maturze; ja zreszta jestem
    bardzo za.
    Natomiast kiedy rok temu interesowalam sie ogolniakami, przegladalam siatki
    godzin poszczegolnych przedmiotow w roznych liceach. I chyba w zadnym nie
    zauwazylam, aby w 3 klasie uczniowie uczyli sie przedmiotow innych niz
    kierunkowe.(chociaz chyba tak - w Poniatowskim)
    Zazwyczaj jest tak ze np. humanisci koncza biologie, chemie, fizyke czy
    geografie w drugiej klasie. Podobnie jak scislowcy - historie, wos, czasami
    takze drugi jezyk.

    Rzeczywiscie, jeszcze kilka lat temu pamietam, ze znajoma dziewczynka tuz przed
    matura w Staszicu zakuwala wos, majac na glowie mature rozszerzona z fizyki i
    informatyki. Dla mojego syna (na Bednarskiej ) byl to szok. Ale w miedzyczasie
    wiele szkol zmienilo plan godzin tak, aby w ostatniej klasie uczniowie uczyli
    sie glownie przedmiotow maturalnych.

    '
  • tukata 23.02.10, 10:17
    Napisałam że w dobrych
    > szkołach za bardzo dobre wyniki w nauce płaci się często strasznym
    stresem w
    > nieprzyjemnym środowisku - serio widziałam to na własne oczy

    rozumiem, że w szkołach "złych" środowisko jest przyjemne, a i
    stresu brak z powodu złych ocen
  • tukata 23.02.10, 10:19
    to był cytat ratyzbony

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka