Ile godzin gimnazjalista spędza w szkole? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Zastanawiamy się teraz z córką nad wyborem gimnazjum w Warszawie. Pytałam już
    swego czasu o Twardą i Batorego. Teraz przyglądam się dokładniej interesującym
    mnie szkołom i oglądam np. plan lekcji na Twardej:

    www.twardagim.edu.pl/index.php?srodek=uczniowie/klasy.inc
    Czy to jest normalne, że w dobrej szkole dziecko ma po 8 lekcji dziennie przez
    prawie cały tydzień? Szczerze mówiąc, jestem lekko zszokowana. Pamiętam z
    moich czasów licealnych, że 8 godzin miałam najwyżej jednego dnia w tygodniu i
    był to dzień strasznie męczący.

    Jakoś nie wyobrażam sobie po tym wszystkim solidnego odrobienia lekcji i dania
    sobie odrobiny wytchnienia.

    Zaczynam mieć też spore wątpliwości co do tego, że dobre szkoły tak strasznie
    wspierają uczniów z pasją. Wątpię, czy Młoda nauczyłaby się grać na gitarze z
    taki planem. A to jej marzenie na najbliższy rok :(

    No i jeśli w Batorym też tak jadą po uczniach 8 godzin/dzień i prawdą jest to,
    co słyszałam ostatnio - że ta szkoła mało uczy (nauczyciele dają z siebie
    mało), dużo wymaga, ale rozwija zainteresowania i ciekawość świata, to
    zaczynam wierzyć, że sporo uczniów musi się wspomagać nielegalnymi
    substancjami (niesprawdzona w sumie plotka z ostatniego spotkania z
    przyjaciółmi) :-( W końcu jak się nie uczą w szkole, muszą opanować materiał w
    domu.

    Załamałam się lekko.
    • Eeee spokojnie, nie jest tak źle.

      Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
      ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
      jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
      wszystko, na lekcje (fakt że w tygodniu odrabia to co musi, wieksze
      rzeczy to jednak w weekend) i na zajęcia dodatkowe i na sport i
      zainteresowania (np zeszły tydzień po szkole latał na Mistrzostwa
      Europy w badmintonie i lekcje odrabiał na hali sportowej) i na kino,
      no i na komputer (choć niewiele tyle co do swoich zainteresowań).
      Troche gorzej z kontaktami towarzyskimi (ale jak mówi mój syn to
      przez zimę, jak sięzrobi cieplej będzie można razem w piłke
      pograć...), ale nadrabiają np teraz bedąć na białej szkole (od
      niedzieli co noc mają imprezy...).

      Nie jest tak strasznie. Napewno nie ma żadnych wspomagaczy!!!!
      (jakaś bzdura), pracy jest sporo, ale bez przesady można sobie to
      wszystko poukładać. Akurat u nas szkoła nie jest jakoś bardzo
      absorbująca, może troche jak się zbliża koniec półrocza, to wtedy
      jest więcej pracy-po kilka klasówek na tydziń, jakieś poprawki itp
      itd, ale tak to zupełnie przyzwoicie. Przy czym mój syn się uczy i
      to systematycznie, nie robi sobie żadnych zaległości itp, więc nie
      ma jakis problemów. Myślę że jesli ktoś sobie z czymś "nagrabi"
      może być wtedy gorzej...wtedy rzeczywiscie zaczyna doby nie starczać
      • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 15:49
        > Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
        > ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
        > jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
        > wszystko,

        Agatko, z tego, co pisujesz wynika, że Twój syn jest bardzo zdolny i
        zorganizowany. Uważam, że 8-godz. obciążenie dziecka lekcjami - to dużo. Moje
        dziecię 3x o 14 jest już w domu (raz godz. wcześniej i raz później). Tak, ma
        czas, jednak gdy wraca raz po 7 godz o 15.30 jest już zmęczone. A gdyby było w
        szkole jak Twój syn, padałoby na twarz (chyba że odpuściłoby dodatkowe wyjścia i
        zadania), kwestia organizmu i predyspozycji.
        • no ale tu mówimy o Batorym, Twardej, Reytanie-czyli gimnazjach do
          których obowiązuje selekcja (nie chce pisać, że sami najzdolniejsi
          się dostają bo nie wszyscy zdolni startują, ale wyselekcjonowani
          jakoś z tych co próbują właśnie predyspozycjami do nauki). Te
          szkoły prowadzą klasy z założenia o większej ilości godzin i dużo
          większym "zasuwie" niż w innych szkołach, np mój syn oprócz typowych
          lekcji ma 6 h angielskiego, i jeszcze 2 godziny dodatkowe z bilogii
          i chemii finansowane z Rady Rodziców (kiedyś płaciła dzielnica, w
          tym roku nie dali), nie mówiąc o tym że część lekcji (geografia,
          biologia, chemia) jest po angielsku. Jeśli ktoś nie chce chodzić do
          takiej szkoły, nie musi, ale te dzieci które dostają się dają sobie
          radę. W klasie mojego syna nikt nie narzeka, a z tego co wiem
          dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne. Mój syn czasem
          narzeka, że wolałby chodzić do "normalnej" szkoły (szczególnie jak
          np nie może czegoś w TV zobaczyć bo musi iść do lekcji), ale
          jednocześnie jest bardzo zadowolony, że tak wybrał (bo ty był jego
          wybór, nawet trochę wbrew moim radom, bo ja też się ciut bałam czy
          sobie poradzi).

          Mój syn nie jest jakoś szczególnie zdolny, nie będzie np nigdy
          żadnym olimpijczykiem-nie ma takiego zacięcia do zgłębiania jakiejś
          dziedziny szkolnej. Jest za to bardzo sprawny intelektualnie, ma
          dobrą pamięć i łatwo mu wszystko w miarę przychodzi, wiedze łapie "z
          powietrza". Jest bardzo dobrze zorganizowany, ale to wynika z tego
          że szkoła go nie pasjonuje, odwala szybko co ma do zreobienia żeby
          móc poświęcić się temu co go naprawde bawi. No ale z drugiej strony
          jest rozsądny i np rozumie że niektóre rzeczy trzeba robić i już.
          Taka mieszanina rozsądku i chęci odwalenia obowiązków żeby móc robić
          to co się lubi daje dobre efekty. Moim zdaniem to że np dziewczynka
          chce się nauczyć grać na gitarze, może bardzo pomóc w dobrej nauce.
          Bedzie się mobilizowaćżeby mieć duzo czasu na gitarę.

          Jeśli dziecko męczy się szkołą i nie ma nawyku systematycznego
          uczenia się i dobrej organizacji, to odradzałabym taką szkołę bo
          może być zbyt trudno. W klasie syna jest jedna dziewczynka która
          sobie chyba nie bardzo radzi i chyab już się z tym pogodziła, to nie
          jest chyba przyjemna sytuacja, być zawsze tą "odstającą" od reszty.
          Myślę że dziecko to musi przeżywać.


          • a i jeszcze jedno. Ja jestem bardzo zadowolona z tego że w tej
            szkole udało się wyklarować zainteresowania syna. To że są bardzo
            wysokie wymagania, spowodowało że dzieci dosyć szybko zaczynają się
            orientować gdzie mają predyspozycje, z jakimi przedmiotami sobie
            dają radę bez problemu, a z czego niestety muszą obnizyć loty bo to
            nie jest "ich para kaloszy". Nie ma mowy żeby ze wszystkich
            przedmiotów być tak samo dobrym, to jest poprostu fizycznie
            niemożliwe (wtedy to chyba rzeczywiście trzeba coś łykać). W tej
            chwili w klasie już się w miarę utarło że np ktoś jest głównie
            biologiczny, ktoś humanistyczny, a połowa klasy nie daje sobie rady
            z matematyką, gdzie tylko kilkoro uczniów jest bardzo dobrych. Aha
            no i nauczyciele też tak do tego podchodzą, nie każdy musi mieć
            piątke z matematyki i to jest normalne (co nie było kiedy te dzieci
            przyszły z podstwówek, każdy z sz ostkami od góry do dołu...).

            Nie wiem czy każde gimnazjum pozwala to tak odkryć w taki naturalny
            sposób. Myślę że w "normalnych" gimnazjach dobrzy uczniowie są
            dobrzy ze wszystkiego do samego końca, nie mają możliwości zetknąć
            się z takimi wymaganiami z którymi nie poradzą sobie. "nasze" dzieci
            natomiast wiedzą że nie ma mowy aby być tak samo dobrym ze
            wszystkiego, myślę że nie będzie dla nich szoku w liceum, który jest
            udziałem wielu dobrych uczniów.
          • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 16:58
            Tak na zdrowy rozum, analizując.
            Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w domu o 16.30-17,
            po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
            >z tego co wiem
            > dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
            - mają czas na pasje

            Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
            wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)

            - uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając zadania
            Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną, zakładając
            jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.

            Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w sensie
            wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.

            • > Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
              > wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)

              No właśnie podobnie liczę :-|

              I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
              topowych z ich przeciwnikami. Wydaje mi się, że moje dziecko jest wydolne
              intelektualnie. Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle. Ona ma parcie na
              bardzo dobrą szkołę i ja jej pokażę dobre szkoły, a ona wybierze tę, do której
              chce chodzić.

              Ja się po prostu przeraziłam, co będzie z czasem, jak już się tam dostanie.

              BTW akurat Reytan sprawia na mnie bardzo fajne wrażenie, ale, niestety, nam
              kompletnie nie po drodze :-(
              • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 17:28
                > I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
                > topowych z ich przeciwnikami.

                Nie, absolutnie nie w tym rzecz. I takie, i siakie szkoły są potrzebne. Ja tylko
                występuję przeciwko generalizacji typu: spoko, nie ma się czym martwić, da sobie
                radę, bo ... moje daje, bez uszczerbku na ciele, umyśle i rozrywkach:)

                >Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle.

                Ja natomiast uważam, że czasami uda się przejść tę rekrutację, ale trzeba trochę
                refleksji nad własnym dzieckiem, czy oby warto.

                A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv (filmy, wiadomości)?

                • > A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
                  (filmy, wiadomośc
                  > i)?

                  Tak. Wiadomości-TVN+TVN24,zawsze przy jedzeniu. Filmy: Dr House (nie
                  bardzo rozumiem co mu odbiło, ale to jakaś ostatnia fascynacja,
                  chyba zbiorowa, w sensie że cała klasa to oglada) i jakieś konkretne
                  (np wszystkie Bondy nawet po raz 15-ty musi obejrzeć), sport w
                  każdej postaci (bo sport (obok motoryzacji) to największa pasja
                  mojego syna, gdyby nie musiał chodzić do szkoły to by 24 godziny na
                  dobęzajmował sie sportem, od jazdy szybkiej na lodzie po skoki
                  synchroniczne...)-musiałam wykupić wszystkie kanały sportowe, nie
                  mówiąc o prenumeracie fachowych czasopism poswięconych F1 i
                  samochodom...
                • "A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
                  (filmy, wiadomości'

                  tak , TVN 24, BBC, CNN czasami euronews i...dr Housa (!!! - nie wiem
                  co ludzie widzą w tym serialu!).

                  wiem, że to straszne ale często śniadanie je przy wiadomościach, ale
                  jestem wyrodna matka i rankami jest mi wszystko jedno.
            • Gość portalu: ja napisał(a):

              > Tak na zdrowy rozum, analizując.
              > Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w
              domu o 16.30-17
              > ,
              > po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
              > >z tego co wiem
              > > dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
              > - mają czas na pasje
              >
              > Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby
              starczyło na
              > wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)
              >
              > - uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając
              zadania
              > Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną,
              zakładając
              > jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.
              >
              > Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w
              sensie
              > wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.
              >
              Nie nic nie koloryzuje, slowo harcerza.

              Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu, nie wiem
              kiedy je robi dokładnie, częściowo pewnie już w szkole, czasem chyba
              jak jedzie metrem (jesli nie wraca z kolegami), zawsze jak np
              jedzemy ze szkoły samochodem (jak np jedziemy do lekarza itp), tak
              jak napisałam w hali sportowej podczas zawodów, gdze się da. A tak
              normalnie to wpada do domu-szybki look do komputera na swoje strony
              o F1 i strony Eurosport i jeśli musi (jeśli coś mu jeszcze zostało)
              to robi lekcje, ale tak pół godziny do godziny to max, chyba że ma
              coś dużego do zrobienia na następny dzień co wymaga np patrzenia w
              internet (ale np zawsze robi lekcje z włączonym radiem z komorki na
              uszach, co mnie doprowadza do szału, bo ja tego nie rozumiem jak
              można słuchać wiadomości i robić np zadania z matematyki w tym samym
              czasie ??? ale za to np ma bardzo dużo wiadomości, bo on ciągle
              słucha radia i myśle że dużo rzeczy wie z tego słuchania). 2 razy w
              tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30 (ale do budynku 10 m
              od naszego domu), raz na miesiąc na zajęcia na SGH (nie w tym
              semestrze bo nie dostał się bo rejestracja zakończyła się już w 7
              minucie od uruchomienia systemu a ja go zarejestrowałam w 30tej, ot
              taka ciekawostka apropos jak popularne jest zdobywanie wiedzy).
              Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu, w tym roku zrezygnował bo
              już mu się znudziło ( ja nie miałam nic przeciwko, chciałam tylko
              aby to sam załatwił-tzn pojechał i powiedział dyrygentowi o swojej
              decyzji, bo w końcu 7 lat w tymchórze był). W zeszłym roku chodził
              na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
              3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził, bo
              bardzo lubi tenis. Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla
              siebie, chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
              sprawy. Czyta (czyta w każdej sytuacji), robi coś w internecie (coś
              czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
              olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
              wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
              rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.

              Klasówki, i jakieś duże rzeczy załatwia w weekendy (ale nie całe). W
              piątek robi listę co musi zrobić w weekend i skreśla, aż wszystko
              zrobi. Czasem prosi mnie żeby go przepytać. Popołudnia weekendowe
              zazwyczaj spędza poza domem, jeżdzi na różne wydarzenia sportowe (np
              wyścigi na Karowej, albo jakieś mecze, kino albo Galeria handlowa z
              kolegami). No i jak jest ciepło to biega na zawodach, trenuje biegi
              na orientację-wtedy co któryś weekend ma prawie cały zajęty bo biega
              (a no właśnie czasem wraca ze szkoły później bo zostaje na
              treningi ,zapomniałam). No nie wiem jakoś daje rade. Nigdy za to
              nie słysze że się nudzi....


              Przy cym mój syn nie ma samych piątek. Piątki i szóstki ma z
              przedmiotów ścisłych, geografii,WF i WOS, reszta gorzej...ale to
              chwała Bogu.


              Obowiązki-ma, ale bez przesady-śmieci, sprzątanie, zakupy w sklepie
              obok, takie na 5 minut żeby sobie czasem zrobić przerwe w nauce.
              Były takie 2 miesiące gdy była u nas moja chora mama, wtedy miał
              dużo wiecej obowiązków, bo ja byłam zajęta, i też jakoś dawał radę.
              Jak byłam w szpitalu (miałam operację teraz na jesieni) to 2
              tygodnie był sam i przeżył, nic nie narozrabiał, ani ze szkołą ani w
              domu.

              No nie wiem jakoś naprawde daje rade.
              • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 18:07
                Oczy szeroko otwieram ze zdumienia. Powinnam nie komentować (czyt. docinać), bo
                nie mogę przecież zakładać, że bujasz. I nadludzie są wśród nas:) Ale błagam
                Cię, nie zakładaj, że to norma i 99 % zdolnych (w tym piątkowych na etapie
                podstawówki) tak pociągnie, dodatkowo przy założeniu, że "odpuszczenie" i
                nieprzejmowanie się polega na zejściu z ocenami do ... piątek/czwórek.

                > Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu,
                >tak pół godziny do godziny to max
                >2 razy w tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30
                > Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu,
                >W zeszłym roku chodził
                > na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
                > 3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził
                >Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla siebie, /wraca o 16.30/
                >chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
                > sprawy.

                >Czyta , robi coś w internecie (coś
                > czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
                > olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
                > wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
                > rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.
                >trenuje biegi na orientację

                Powoli rozumiem, czemu tak mało rodziców udziela sie na tym forum.

                > No nie wiem jakoś naprawde daje rade.

                Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
                Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu
                • wiesz co ale naprawde mój syn nie jest w swojej klasie jakimś
                  wyjątkiem -PRZYSIĘGAM, jest bardzo w normie, wszyscy raczej tacy są.

                  Jego kumpel uczy się japońskiego i chodzi na Tekwoondo (czy jak to
                  się pisze), kolezanka chodzi do szkoły muzycznej a pięć innych na
                  czymś gra (to akurat wiem bo robili (te kilka osób ze zdolnościami
                  muzycznymi) program kolędowy z którym występowali w hospicjum), inna
                  koleżanka gra "zawodowo" w snookera czy bilard, ma tam jakieś
                  miejsce w kraju. Inna koleżanka jeździ na zawody międzynarodowe
                  (całą rodziną) w jakiejś takiej dziwnej dyscyplinie podobnej do
                  biegów na orientację, tylko ze oni czegoś tam szukają, po
                  wskazówkach. Biegi na orientację mój syn trenuje razem z 10 innych
                  kolegów i koleżanek-nawet zdobyli jako szkoła 2gie miejsce w
                  Warszawie. Inna koleżanka jest jakąś obląkaną fanką siatkówki (wiem
                  o tym bo mój syn na lotnisku zdobył autografy naszej drużyny
                  siatkarskij i ta dziewczynka poprostu oszalała żeby on jej choć
                  pokazał te autografy).

                  Jeżdzą razem w lecie na kajaki, teraz są na białej szkole na której
                  jazda na nartach albo snowbordzie jest OBOWIAZKOWA (poza losowymi
                  przypadkami). Jednoczesnie tam w tych górach mają i lekcje (przed
                  wyjazdem mój syn musiał napisać pracę z geografii o Krynicy do
                  której pojechali) i rekolekcje (bo akurat wyjechali jak inni mają
                  rekolekcje, to pani Dyrektor zarządziła że ich katecheta dojedzie do
                  nich na jeden dzień żeby im nie przepadło (bo w tej szkole nie ma
                  prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN)...Za 2 tygodnie mają kolegów z
                  Francji, ale w tym czasie też normalne lekcje ...To że każde dziecko
                  uczy się 2 lub 3 językow to też jest raczej norma.

                  No poprostu tak jest, dużo zajęć, dużo zainteresowań, dużo rzeczy do
                  robienia, kupe pasji (nie szkolnych) i poprostu szkołę trzeba w tym
                  wszystkim jakoś zmieścić. Nie wiem jakoś wszystkim się to udaje
                  (poza jedną dziewczynką, ale to już napisałam)

                  Trudno mi mówić za inne dzieci, ale mój syn sam sobe reguluje to co
                  robi, ja go ani nie zmuszam, ani nie kontroluje (tak sobie teraz
                  myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ? taka możliwość też
                  istnieje w sumie, ja o ile pamiętam na etapie liceum bardzo często
                  nie odrabiałam prac domowych).



                  Za to "dla pocieszenia": nie mają sukcesów w konkursach. Nie wiem
                  może to jest jakoś symptomatyczne, jakoś mało tych laureatów, póki
                  co tylko jeden na cale 60 osób i 2 lata w gimnazjum, nie wiem może w
                  3 klasie ich będzie więcej.
                  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:16
                    > myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?

                    Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
                    Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
                    Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez to też ustne
                    przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego powinno zakończyć
                    się razem z podstawówką.

                    Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
                    >(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).

                    • Gość portalu: ja napisał(a):

                      > > myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?
                      >
                      > Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
                      > Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
                      > Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez
                      to też ustne
                      > przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego
                      powinno zakończy
                      > ć
                      > się razem z podstawówką.
                      >
                      > Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
                      > >(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).
                      >


                      A niech nie robi. To naprawde nie moja sprawa, jak on sobie to
                      organizuje. Dopóki nie jestem wzywana do szkoły (a póki co nie
                      miałam potrzeby rozmawiania z żadnym nauczycielem), a poziom ocen
                      nie obnizy się do nieakceptowalnego (dwóje ?) , to ja mam to
                      osobiście gdzieś. Tylko kiepskie oceny (czytaj tróje na półrocze) to
                      coś co uwiera samego syna, więc raczej moje interwencje są zbędne bo
                      on raczej prędzej sam coś z tym zrobi.


                      Dyrektorka jest naprawde fantastyczna. Dla mnie było to szczególne
                      odkrycie, bo przedtem mój syn chodził do szkoły społecznej gdzie
                      obowiązywała demokracja (a wręcz czasem anarchia) rodzicielska, a tu
                      poprostu "dyktatura", ale bardzo mądra, której całym sercem mam
                      ochotę się poddać, bo wiem że zasady nie są po to aby być opresyjne,
                      tylko po to aby nam wszystkim pomóc przebrnąć przez ten trudny bądź
                      co bądź okres w życiu naszych dzieci. Poza tym zebrania rodziców u
                      niej trwały 30 minut, i wszystko było powiedziane, załatwione (w
                      pierwszej klasie była naszą wychowawczynią). A ten niemiecki cytat
                      to celowo, bo pani Dyrektor uczy niemieckiego i to jej bardzo
                      pasuje....
                • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 19:00
                  "Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
                  Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu"

                  Tylko ze w naszym spoleczenstwie malo kto komu gratuluje takich dzieci.
                  Mam w najblizszej rodzinie chlopca, ktory uczy sie w najlepszej szkole hokejowej
                  w Kanadzie (placa za to rodzice). I jest tam gwiazda, bardzo mozliwe za kilka
                  lat Polacy kupia sobie szaliki, aby go witac na Okeciu.

                  Na koniec szostej klasy, mimo ze swietnie napisal test i mial bardzo dobre
                  stopnie, nie otrzymal swiadectwa z paskiem, bo mial tylko dobra ocene z
                  zachowania- "za brak osiagniec na rzecz szkoly".
                  • No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny, ani
                    nic takiego. Nie ma mi czego gratulować (to znaczy ja bardzo cenie
                    mojego syna, ale znowu nie przesadzajmy), ot poprostu w miarę dobrze
                    poukładany nastolatek, z dużą ilością zainteresowań (nie bardzo
                    szkolnych zresztą), mający szczęście że rodzic go wspiera w tych
                    zainteresowaniach (no bo gdybym ja nie wyłaziła z siebie żeby on
                    mógł realizować te swoje pasje itp, to pewnie by też to tak fajnie
                    się nie układało, a tak to jest sprzężenie zwrotne).

                    Ani ja, ani tym bardziej mój syn nie mamy poczucia że to jest coś
                    wyjątkowego. Ja też mam sporo zainteresowań i nie wszystkie są
                    bardzo "naukowe".

                    No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
                    o 15.00 do domu i co śpią ?

                    Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
                    chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
                    • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:25
                      agatka_s napisała:

                      > No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny,

                      Nie no, jasne, ci z drugiej dziesiątki na olimpiadzie w V. to też takie sobie
                      szaraczki, nic nadzwyczajnego;)

                      > No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
                      > o 15.00 do domu i co śpią ?>

                      Żyją:) Uczą się, oglądną film, gadają, "walczą" pomiędzy sobą, zerkną na
                      kompa, poplotkują ze znajomymi, czasami idą na zajęcia dodatkowe i ... ciągle
                      nie mają czasu, albo też odpuszczają i niewiele "pożytecznego" robią; w każdym
                      razie to nie działa tak na styk, jak Ty to wyliczyłaś (np zadania, mycie,
                      jedzenie, przygotowanie ubrań, sprzątnięcie - w przelocie bez zabierania czasu)

                      > Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
                      > chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
                      • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:41
                        Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę wyrównany
                        intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z lekcji. Niestety,
                        nie jest to regułą w polskich szkołach.
                        • Gość portalu: ja napisał(a):

                          > Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę
                          wyrównany
                          > intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z
                          lekcji. Niestety,
                          > nie jest to regułą w polskich szkołach.


                          No napewno-to że to są podobne dzieci powoduje że się pracuje dużo
                          sprawniej i łatwiej i daje się sporo zrobić w szkole. Niewykluczone
                          że ilość pracy w domu jest poprostu mniejsza niż gdzie indziej.
                          Jest jeszcze jeden element moim zdaniem niesłychanie ważny. Te
                          dzieci mają rodziców, którzy o nie bardzo dbają i którzy sami
                          włożyli sporo wysiłku w edukację i wychowanie dzieci (bo nie będę
                          ukrywała że np przejście przez taką rekrutację to też spory wysiłek
                          dla rodzica, a bez wsparcia rodziców to sie poprostu nie da). Nie
                          chce powioedzieć że inni rodzice o swoje dzieci nie dbają, ale
                          w "normalnych" szkołach rzadko jest tak że wszyscy rodzice tak samo
                          interesują się swoimi dziećmi, tak samo im bardzo zależy, i tak samo
                          wspierają dzieci w domu. W naszej klasie wszystkim zależy na mniej
                          więcej tym samym, co też powoduje że wiele spraw jest poprostu
                          łatwiejszych. Każdy pomysł, mający na celu rozwój naszych dzieci
                          jest przyjmowany entuzjastycznie, nawet jesli to wymaga jakiegoś
                          wysiłku chocby finansowego ze strony rodziców. Ba sami rodzice mają
                          czasem pomysły i o dziwo daje się je zrealizować. I jeszcze jedna
                          rzecz, o której nigdy nie pisałam, bo moze to nie poprawnie
                          politycznie, ale jak już tak szczrze rozmawiamy...

                          Dzieci w klasie mojego syna to są dzieci z bardzo dobrze sytuowanych
                          rodzin, zdecydowanie ponad przeciętną warszawską, myślę że to też ma
                          spory wpływ, bo pewne rzeczy są poprostu łatwiejsze w takim
                          homogenicznym środowisku, homogenicznym też pod kątem zamożności.


                          A tak w ogole to są to poprostu fajne dzieciaki. Ja bardzo bałam
                          się jak mojego syna czekała perspektywa chodzenia do klasy z samymi
                          kujonami z czerwonymi paskami-poprostu myśląłam że to będzie jakaś
                          jazda: 30 uczniów z których każdy był dotąd primadonną...ale nic z
                          tych rzeczy-fajne normalne dzieciaki, tyle że uczące się trochę
                          szybciej niż inne. W sumie jestem bardzo zadowolona że mój syn mnie
                          nie posłuchał i uparł się żeby do tej szkoły chodzić.



                          No nape
                      • Mój syn jest w domu między 16 a 17.00. Po powrocie przede wszystkim
                        siada, a potem je obiad, a potem idzie do swojego pokoju , gdzie
                        przeważnie czyta (książki i prasa, informacje , prasa w necie plus
                        szukanie informacji w necie na tematy , które go zaciekawiły, albo
                        były niejasne, udzielanie się na forum tematycznym, itp), czasami
                        lekcje bieżące (ale nigdy go na tym nie nakryłam;) ) Jeżlei spotyka
                        się z kolegami w tygodniu to zaraz po lekacjach i wtedy jest póxniej
                        w domu (ale to się rzadko zdarza), albo w weekend.

                        Po jakiś dwóch godzinach samotności u siebie w pokoju jest gotowy
                        do zaszczycenia nas rozmową z sobą ;) na tematy przerózne (a
                        powaznie, rozumiem, że po tylu godzinach w szkole, chce pobyc chwilę
                        sam), potem róznie.

                        Nie ma żadnych dodatkowych zajęć - nie ma zorganizowanych zajęc z
                        języków obcych poza szkołą - dodatkowe "ćwiczenia" polegają na
                        używaniu języka np. przegląd prasy, tv, lub nawet wymiana maili z
                        profesorem zachodniej uczelni na interesujący go temat (z czego
                        bardzo się cieszę)


                        Nie jest typem sportowym więc sportu mu nie brakuje ( w sensie
                        własnej potrzeby, a nie obiektywnej sytuacji)


                        Chodzi spac około 23.00


      • Gość: magda IP: *.ip.netia.com.pl 12.09.13, 09:45
        a moja córka ma 11 lekcji !!
    • Nie znam żadnej z wymienionych szkół, ale mój gimnazjalista też ma
      8, czasami 9 dziennie.

      Powiem ci jak to wygląda w praktyce:

      1) lekcja lekcji nie równa, niektóre lekcje to dyskusje, łażenie po
      klasie itp (uwaga - nie równa się "obijanie"). Nie wygląda to tak,
      że uczniowie siedzą "na baczność" przez 8-9 lekcji i skrzętnie
      notują.

      2) może to mieć wpływ na życie towarzyskie - po lekcjach nie chce
      się już spotykać z kumplami (tylko sporadyczne spotkania) zostają
      weekendy. U nas wpływ ma to, że najbliżsi koledzy mieszkają bardzo
      daleko.

      3)rozwijanie zainteresowań - u nas ok, ale dlatego, że
      zainteresowania mojego syna da się doskonale rozwijać w domu i
      samodzielnie.

      4) jest stosunkowo mało prac domowych (za to chyba więcej
      całościowych do opracowywania przez kilka tygodni/miesięcy)

      5) większość lekcji wykraczających poza programowe minimum to lekcje
      atrakcyjne i szkoda, żeby szkoła z nich rezygnowała

      i najważniejsze

      mimo tych wad..syn bardzo lubi chodzić do szkoły (oczywiście są dni
      kied posiedział sobie w domu i są teksty " dlaczego szkoła jest
      obowiązkowa", ale kiedy posiedzi chory 3 dni w domu to zaczyna
      tąsknić.




    • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 16:22
      Ja mam bardzo mieszane odczucia wobec doniesien o otym ze w najlepszych
      gimnazjach/liceach uczniowie musza sie "wspomagac".
      O narkotykach, alkoholu, papierosach czu acodinie slyszalam od uczniow z roznych
      szkol.

      Niemniej, uwazam, ze szkoly o bardzo wysokich wymaganiach nie nadaja sie dla
      kazdego. Uwazam, ze duza krzywde robia rodzice dziecku, ktore jest dobrym, ale
      wcale nienajzdolniejszym uczniem, do tego bardzo wrazliwym i nieodpornym na
      porazki - wywierajac na nim presje, aby umiescic je w topowej szkole. Nie ma
      sie co oszukiwac - szkoly wysokoprogowe to szkoly dla najsilniejszych zawodnikow.
      Dla jednych Batory, Twarda czy co tam jeszcze to wyscig szczurow i praca na
      granicy wytrzymalosci organizmu - inni smieja sie z tego i wzruszaja
      ramionami...Naprawde, znam kompletnie niezestresowanych absolwentow po Twardej
      i Batorym - z tym ze jak mowie, to nie sa zwyczajnie dobrzy uczniowie, kujony
      czy "szczury". Znam tez superpracowite myszki z poobgryzowanymi do krwi
      paznociami, ktore boja sie swojego cienia.Moja corka, ktora na co dzien spotyka
      sie z uczniami najlepszych (ale niekoniecznie) gimnazjow uwaza, ze czesc z nich
      ma po prostu "wieksze mozgi" PLUS wydolnosc organizmow na poziomie Justyny
      Kowalczyk.
      Ona sama szybko zaakceptowala swoje miejsce w szeregu, nie zamierza wspomagac
      sie niczym, aby im dorownac; stara sie raczej uczyc od najlepszych i rozwijac
      wlasne potencjaly, bo jak twierdzi - wierzy we wlasna inteligencje emocjonalna i
      w przyszlosci najwyzej bedzie sprzedawac to, co wymysla jej o wiele madzrejsi
      koledzy:)

      • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 16:47
        Bardzo mądrze napisane. Dla każdego - coś innego (dobrego)
        • Gość portalu: ja napisał(a):

          > Bardzo mądrze napisane. Dla każdego - coś innego (dobrego)

          Sam system rekrutacji do takich gimnazjów już jest stresujacy,
          trzeba sporej determinacji żeby przejść przez ten system
          (kilkuetapowy) i pokonać 6-7 kandydatów na jedno miejsce też
          próbujących, więc napewno to nie jest dobre dla każdego. Ale
          dobrze, że sa takie klasy, bo są dzieci które sobie w nich radzą bez
          problemu, choć nie wiem czy to jest kwestia mózgu ? Napewno dobrego
          zorganizowania, determinacji i niezbyt emocjonalnego podejścia do
          niepowodzeń (bo tych jest naprawde sporo). Jeśli ktoś ma tendencję
          do przezywania każdej gorszej oceny, albo niepochlebnej uwagi o
          sobie, to takich szkół nie polecam.

          Co do wspomagaczy, mogę ręczyć że w naszym gimnazjum nie istnieją.
          Przy naszej pani Dyrektor to nawet mysz sie nie prześliźnie, a co
          dopiero "takie rzeczy". Jest natomiast problem papierosów w liceum,
          i o tym się mówi głośno, jako o porażce bo nie da się tego w żaden
          sposób zwalczyć. Ale to chyba nie tylko problem tego liceum i to jak
          świat światem....
          • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 17:18
            "Co do wspomagaczy, mogę ręczyć że w naszym gimnazjum nie istnieją.
            Przy naszej pani Dyrektor to nawet mysz sie nie prześliźnie, a co
            dopiero "takie rzeczy".

            Czym zareczysz? ...To skad tylu palaczy i innych "wpomagajacych sie" osob juz na
            wyjazdach integracyjnych w najlepszych liceach? Zarazili sie czyms w czasie
            wakacji z rodzicami?











            /
            • Ja mogę żaręczyć za Reytana (za gimnazjum), bo tu naprawde Pani
              Dyrektor zna każdego ucznia (bo uczy, lub uczyła każdego) i nic się
              nie ukryje. Samo gimnazjum jest de facto bardzo kameralne, bo to
              raptem do 7 klas razem moze się uczyć (na wszystkich poziomach).
              Teraz jeden chłopiec, na prośbę 1 dziewczynki zajrzał do dziennika
              żeby jej sprawdzić ocenę, a 3 inne osoby były świadkami i jest spora
              awantura bo akurat zobaczyła to pani Dyrektor,i 5 osobom grozi
              obniżenie sprawowania (no moze się jakoś rozejdzie, ale każdego
              rodzic był zawiadomiony i pewnie bedzie sprawa na zebraniu). A
              jeśli ja nie zawiadomie szkoły że syna nie będzie danego dnia, to po
              godzinie mam telefon, czy o tym wiem. Przy czym to są zasady o
              których wszyscy wiedzą więc nie ma jakiś zaskoczeń. Szkoła ma
              dyscyplinę i ma zasady.

              Zasady w Reytanie są proste, jeden wybryk typu alkochol czy
              narkotyki i relegacja ze szkoły. Przed wyjazdem (np teraz na Białą
              szkołę) każdy gimnazjalista podpisuje zobowiązanie że będzie
              przestrzegać tych zasad (razem z rodzicem to podpisuje).

              Poza tym ja rozmawiam ze swoim dzieckiem i wiem,a rozmawialismy
              własnie np przed wyjazdem (bo nie zaszkodzi przypomnieć, że głupota
              to czasem kilka sekund a konsekwencje do końca życia) i poprostu
              wiem że w gimnazjum nie ma takich przypadków (a oni wszyscy naprawde
              dobrze się znają).
              • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 18:40
                Ja mogę żaręczyć za Reytana (za gimnazjum), bo tu naprawde Pani
                > Dyrektor zna każdego ucznia (bo uczy, lub uczyła każdego) i nic się
                > nie ukryje. Samo gimnazjum jest de facto bardzo kameralne, bo to
                > raptem do 7 klas razem moze się uczyć (na wszystkich poziomach)"

                Jezu, no ja nikogo o nic nie oskarzam! Moja corka jest alergikiem, od nadmiaru
                cukru groza jej pryszcze, wiec slodycze, a tym bardziej alkohol to jej wrog; w
                ogole cokolwiek, co mogloby zaszkodzic jej urodzie jest jej wrogiem:)
                Niemniej - nieustannie opowiada mi o nachlanych do nieprzymnosci dzieciakach w
                jej wieku, o ziolach albo acodinie - a to nie sa dzieci z jakiegos marginesu
                spolecznego, bo ona z takimi dziecmi nie ma kontaktu juz od podstawowki.
                Dlatego pytam - skad sie biora tacy licealisci w najlepszych szkolach?
                • Ja wiem że nie oskarżasz. Poprostu naprawde akurat w naszym
                  gimnazjum, to by nie przeszło.

                  A skąd się biorą takie problemy w liceum, ja nie wiem, ale nie sądze
                  aby to były akurat ofiary Twardej, Reytana, czy Batorego, bardziej
                  bym kojarzyła ze "zwykłymi" gimnazjami gdzie nikt tych dzieciaków
                  nie dopilnowywał i nikt im nie wytłumaczył jak wiele mają do
                  stracenia przez takie głupie próby (bo raczej myślę że to są wciąż
                  jakieś gó...arskie próby, a nie trwające uzależnienie czy używanie
                  wspomagaczy żeby poprawić wyniki w nauce).
        • Jest tez element..towarzyski. Jeżeli nastolatek lubi się uczyć, ma
          pasje, chce je rozwijać, jest w miarę zdolny i inteligentny...może
          lepiej znosić 40 godzin w szkole "nietypowej", mimo wysiłku i
          porażek od czasu do czasu, niż 25 godzin w szkole z dresiarzami. To
          oczywiście trochę uproszczone spojrzenie na sprawę, ale chciałam to
          przedstawić obrazowo;)
          • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:29
            joa66 napisała:

            > Jest tez element..towarzyski. Jeżeli nastolatek lubi się uczyć, ma
            > pasje, chce je rozwijać, jest w miarę zdolny i inteligentny...może
            > lepiej znosić 40 godzin w szkole "nietypowej", mimo wysiłku i
            > porażek od czasu do czasu, niż 25 godzin w szkole z dresiarzami. To
            > oczywiście trochę uproszczone spojrzenie na sprawę, ale chciałam to
            > przedstawić obrazowo;)

            TAK, TAK, dokładnie (jestem żywym tego przykładem:)
            • Mój syn wraca ze szkoly zwykle ok. 16, raz-dwa razy w tygodniu ma
              zajęcia dodatkowe (kółko filozoficzne, ITN, Ośrodek Promocji
              Talentów) i wtedy jest w domu ok. 17-17.30.
              Ma też zajęcia dodatkowe, niestety konieczne. I lekcje do
              odrobienia.
              Nie jest dobrym uczniem, zlym też nie - ot, takim sobie. Na pewno
              nie jest tytanem pracy (i dobrze, mam taka jedną i wcale się z tego
              nie cieszę). ma zdecydowanie za dużo zajęć - widze, ze gdy w II
              klasie miał mniej, intelektualnie rozwijał się bez porównania
              lepiej.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • Gość: Twarda IP: *.warszawa.vectranet.pl 20.03.14, 19:43
      Chodzę na Twardą i w 3 klasie mamy 40 godzin na tydzień. Niektóre przedmioty to czysta strata czasu (religia i filozofia, łącznie 5 godzin przez 3 lata (rozumiem, że religia czasem jest ważna, ale nie dla nas - dalibyśmy wszystko, by skończyć godzinę wcześniej)). Ja przyznam szczerze nie potrafiłam się zorganizować z nauką i zajęciami, a moja mam stwierdziła, że nie będę miała na nie czasu z góry i w gimnazjum na nic oprócz zbiórek nie chodziłam. Moja koleżanka zdaje szkołę muzyczną II st. i daje radę, więc to zależy od osoby. Twarda ma super atmosferę do nauki, a dla tych co chcą znajdą się i imprezy. Ja o nich nic nie powiem, bo na nie nie chodzę.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.