Zastanawiamy się teraz z córką nad wyborem gimnazjum w Warszawie. Pytałam już
swego czasu o Twardą i Batorego. Teraz przyglądam się dokładniej interesującym
mnie szkołom i oglądam np. plan lekcji na Twardej:
www.twardagim.edu.pl/index.php?srodek=uczniowie/klasy.inc
Czy to jest normalne, że w dobrej szkole dziecko ma po 8 lekcji dziennie przez
prawie cały tydzień? Szczerze mówiąc, jestem lekko zszokowana. Pamiętam z
moich czasów licealnych, że 8 godzin miałam najwyżej jednego dnia w tygodniu i
był to dzień strasznie męczący.
Jakoś nie wyobrażam sobie po tym wszystkim solidnego odrobienia lekcji i dania
sobie odrobiny wytchnienia.
Zaczynam mieć też spore wątpliwości co do tego, że dobre szkoły tak strasznie
wspierają uczniów z pasją. Wątpię, czy Młoda nauczyłaby się grać na gitarze z
taki planem. A to jej marzenie na najbliższy rok :(
No i jeśli w Batorym też tak jadą po uczniach 8 godzin/dzień i prawdą jest to,
co słyszałam ostatnio - że ta szkoła mało uczy (nauczyciele dają z siebie
mało), dużo wymaga, ale rozwija zainteresowania i ciekawość świata, to
zaczynam wierzyć, że sporo uczniów musi się wspomagać nielegalnymi
substancjami (niesprawdzona w sumie plotka z ostatniego spotkania z
przyjaciółmi) :-( W końcu jak się nie uczą w szkole, muszą opanować materiał w
domu.
Załamałam się lekko.
-
Eeee spokojnie, nie jest tak źle.
Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
wszystko, na lekcje (fakt że w tygodniu odrabia to co musi, wieksze
rzeczy to jednak w weekend) i na zajęcia dodatkowe i na sport i
zainteresowania (np zeszły tydzień po szkole latał na Mistrzostwa
Europy w badmintonie i lekcje odrabiał na hali sportowej) i na kino,
no i na komputer (choć niewiele tyle co do swoich zainteresowań).
Troche gorzej z kontaktami towarzyskimi (ale jak mówi mój syn to
przez zimę, jak sięzrobi cieplej będzie można razem w piłke
pograć...), ale nadrabiają np teraz bedąć na białej szkole (od
niedzieli co noc mają imprezy...).
Nie jest tak strasznie. Napewno nie ma żadnych wspomagaczy!!!!
(jakaś bzdura), pracy jest sporo, ale bez przesady można sobie to
wszystko poukładać. Akurat u nas szkoła nie jest jakoś bardzo
absorbująca, może troche jak się zbliża koniec półrocza, to wtedy
jest więcej pracy-po kilka klasówek na tydziń, jakieś poprawki itp
itd, ale tak to zupełnie przyzwoicie. Przy czym mój syn się uczy i
to systematycznie, nie robi sobie żadnych zaległości itp, więc nie
ma jakis problemów. Myślę że jesli ktoś sobie z czymś "nagrabi"
może być wtedy gorzej...wtedy rzeczywiscie zaczyna doby nie starczać
-
> Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
> ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
> jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
> wszystko,
Agatko, z tego, co pisujesz wynika, że Twój syn jest bardzo zdolny i
zorganizowany. Uważam, że 8-godz. obciążenie dziecka lekcjami - to dużo. Moje
dziecię 3x o 14 jest już w domu (raz godz. wcześniej i raz później). Tak, ma
czas, jednak gdy wraca raz po 7 godz o 15.30 jest już zmęczone. A gdyby było w
szkole jak Twój syn, padałoby na twarz (chyba że odpuściłoby dodatkowe wyjścia i
zadania), kwestia organizmu i predyspozycji.
-
no ale tu mówimy o Batorym, Twardej, Reytanie-czyli gimnazjach do
których obowiązuje selekcja (nie chce pisać, że sami najzdolniejsi
się dostają bo nie wszyscy zdolni startują, ale wyselekcjonowani
jakoś z tych co próbują właśnie predyspozycjami do nauki). Te
szkoły prowadzą klasy z założenia o większej ilości godzin i dużo
większym "zasuwie" niż w innych szkołach, np mój syn oprócz typowych
lekcji ma 6 h angielskiego, i jeszcze 2 godziny dodatkowe z bilogii
i chemii finansowane z Rady Rodziców (kiedyś płaciła dzielnica, w
tym roku nie dali), nie mówiąc o tym że część lekcji (geografia,
biologia, chemia) jest po angielsku. Jeśli ktoś nie chce chodzić do
takiej szkoły, nie musi, ale te dzieci które dostają się dają sobie
radę. W klasie mojego syna nikt nie narzeka, a z tego co wiem
dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne. Mój syn czasem
narzeka, że wolałby chodzić do "normalnej" szkoły (szczególnie jak
np nie może czegoś w TV zobaczyć bo musi iść do lekcji), ale
jednocześnie jest bardzo zadowolony, że tak wybrał (bo ty był jego
wybór, nawet trochę wbrew moim radom, bo ja też się ciut bałam czy
sobie poradzi).
Mój syn nie jest jakoś szczególnie zdolny, nie będzie np nigdy
żadnym olimpijczykiem-nie ma takiego zacięcia do zgłębiania jakiejś
dziedziny szkolnej. Jest za to bardzo sprawny intelektualnie, ma
dobrą pamięć i łatwo mu wszystko w miarę przychodzi, wiedze łapie "z
powietrza". Jest bardzo dobrze zorganizowany, ale to wynika z tego
że szkoła go nie pasjonuje, odwala szybko co ma do zreobienia żeby
móc poświęcić się temu co go naprawde bawi. No ale z drugiej strony
jest rozsądny i np rozumie że niektóre rzeczy trzeba robić i już.
Taka mieszanina rozsądku i chęci odwalenia obowiązków żeby móc robić
to co się lubi daje dobre efekty. Moim zdaniem to że np dziewczynka
chce się nauczyć grać na gitarze, może bardzo pomóc w dobrej nauce.
Bedzie się mobilizowaćżeby mieć duzo czasu na gitarę.
Jeśli dziecko męczy się szkołą i nie ma nawyku systematycznego
uczenia się i dobrej organizacji, to odradzałabym taką szkołę bo
może być zbyt trudno. W klasie syna jest jedna dziewczynka która
sobie chyba nie bardzo radzi i chyab już się z tym pogodziła, to nie
jest chyba przyjemna sytuacja, być zawsze tą "odstającą" od reszty.
Myślę że dziecko to musi przeżywać.
-
a i jeszcze jedno. Ja jestem bardzo zadowolona z tego że w tej
szkole udało się wyklarować zainteresowania syna. To że są bardzo
wysokie wymagania, spowodowało że dzieci dosyć szybko zaczynają się
orientować gdzie mają predyspozycje, z jakimi przedmiotami sobie
dają radę bez problemu, a z czego niestety muszą obnizyć loty bo to
nie jest "ich para kaloszy". Nie ma mowy żeby ze wszystkich
przedmiotów być tak samo dobrym, to jest poprostu fizycznie
niemożliwe (wtedy to chyba rzeczywiście trzeba coś łykać). W tej
chwili w klasie już się w miarę utarło że np ktoś jest głównie
biologiczny, ktoś humanistyczny, a połowa klasy nie daje sobie rady
z matematyką, gdzie tylko kilkoro uczniów jest bardzo dobrych. Aha
no i nauczyciele też tak do tego podchodzą, nie każdy musi mieć
piątke z matematyki i to jest normalne (co nie było kiedy te dzieci
przyszły z podstwówek, każdy z sz ostkami od góry do dołu...).
Nie wiem czy każde gimnazjum pozwala to tak odkryć w taki naturalny
sposób. Myślę że w "normalnych" gimnazjach dobrzy uczniowie są
dobrzy ze wszystkiego do samego końca, nie mają możliwości zetknąć
się z takimi wymaganiami z którymi nie poradzą sobie. "nasze" dzieci
natomiast wiedzą że nie ma mowy aby być tak samo dobrym ze
wszystkiego, myślę że nie będzie dla nich szoku w liceum, który jest
udziałem wielu dobrych uczniów.
-
agatkoIP: 195.150.83.*
Tak na zdrowy rozum, analizując.
Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w domu o 16.30-17,
po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
>z tego co wiem
> dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
- mają czas na pasje
Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)
- uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając zadania
Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną, zakładając
jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.
Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w sensie
wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.
-
> Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
> wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)
No właśnie podobnie liczę :-|
I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
topowych z ich przeciwnikami. Wydaje mi się, że moje dziecko jest wydolne
intelektualnie. Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle. Ona ma parcie na
bardzo dobrą szkołę i ja jej pokażę dobre szkoły, a ona wybierze tę, do której
chce chodzić.
Ja się po prostu przeraziłam, co będzie z czasem, jak już się tam dostanie.
BTW akurat Reytan sprawia na mnie bardzo fajne wrażenie, ale, niestety, nam
kompletnie nie po drodze :-(
-
> I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
> topowych z ich przeciwnikami.
Nie, absolutnie nie w tym rzecz. I takie, i siakie szkoły są potrzebne. Ja tylko
występuję przeciwko generalizacji typu: spoko, nie ma się czym martwić, da sobie
radę, bo ... moje daje, bez uszczerbku na ciele, umyśle i rozrywkach:)
>Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle.
Ja natomiast uważam, że czasami uda się przejść tę rekrutację, ale trzeba trochę
refleksji nad własnym dzieckiem, czy oby warto.
A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv (filmy, wiadomości)?
-
> A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
(filmy, wiadomośc
> i)?
Tak. Wiadomości-TVN+TVN24,zawsze przy jedzeniu. Filmy: Dr House (nie
bardzo rozumiem co mu odbiło, ale to jakaś ostatnia fascynacja,
chyba zbiorowa, w sensie że cała klasa to oglada) i jakieś konkretne
(np wszystkie Bondy nawet po raz 15-ty musi obejrzeć), sport w
każdej postaci (bo sport (obok motoryzacji) to największa pasja
mojego syna, gdyby nie musiał chodzić do szkoły to by 24 godziny na
dobęzajmował sie sportem, od jazdy szybkiej na lodzie po skoki
synchroniczne...)-musiałam wykupić wszystkie kanały sportowe, nie
mówiąc o prenumeracie fachowych czasopism poswięconych F1 i
samochodom...
-
"A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
(filmy, wiadomości'
tak , TVN 24, BBC, CNN czasami euronews i...dr Housa (!!! - nie wiem
co ludzie widzą w tym serialu!).
wiem, że to straszne ale często śniadanie je przy wiadomościach, ale
jestem wyrodna matka i rankami jest mi wszystko jedno.
-
Gość portalu: ja napisał(a):
> Tak na zdrowy rozum, analizując.
> Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w
domu o 16.30-17
> ,
> po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
> >z tego co wiem
> > dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
> - mają czas na pasje
>
> Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby
starczyło na
> wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)
>
> - uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając
zadania
> Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną,
zakładając
> jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.
>
> Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w
sensie
> wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.
>
Nie nic nie koloryzuje, slowo harcerza.
Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu, nie wiem
kiedy je robi dokładnie, częściowo pewnie już w szkole, czasem chyba
jak jedzie metrem (jesli nie wraca z kolegami), zawsze jak np
jedzemy ze szkoły samochodem (jak np jedziemy do lekarza itp), tak
jak napisałam w hali sportowej podczas zawodów, gdze się da. A tak
normalnie to wpada do domu-szybki look do komputera na swoje strony
o F1 i strony Eurosport i jeśli musi (jeśli coś mu jeszcze zostało)
to robi lekcje, ale tak pół godziny do godziny to max, chyba że ma
coś dużego do zrobienia na następny dzień co wymaga np patrzenia w
internet (ale np zawsze robi lekcje z włączonym radiem z komorki na
uszach, co mnie doprowadza do szału, bo ja tego nie rozumiem jak
można słuchać wiadomości i robić np zadania z matematyki w tym samym
czasie ??? ale za to np ma bardzo dużo wiadomości, bo on ciągle
słucha radia i myśle że dużo rzeczy wie z tego słuchania). 2 razy w
tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30 (ale do budynku 10 m
od naszego domu), raz na miesiąc na zajęcia na SGH (nie w tym
semestrze bo nie dostał się bo rejestracja zakończyła się już w 7
minucie od uruchomienia systemu a ja go zarejestrowałam w 30tej, ot
taka ciekawostka apropos jak popularne jest zdobywanie wiedzy).
Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu, w tym roku zrezygnował bo
już mu się znudziło ( ja nie miałam nic przeciwko, chciałam tylko
aby to sam załatwił-tzn pojechał i powiedział dyrygentowi o swojej
decyzji, bo w końcu 7 lat w tymchórze był). W zeszłym roku chodził
na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził, bo
bardzo lubi tenis. Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla
siebie, chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
sprawy. Czyta (czyta w każdej sytuacji), robi coś w internecie (coś
czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.
Klasówki, i jakieś duże rzeczy załatwia w weekendy (ale nie całe). W
piątek robi listę co musi zrobić w weekend i skreśla, aż wszystko
zrobi. Czasem prosi mnie żeby go przepytać. Popołudnia weekendowe
zazwyczaj spędza poza domem, jeżdzi na różne wydarzenia sportowe (np
wyścigi na Karowej, albo jakieś mecze, kino albo Galeria handlowa z
kolegami). No i jak jest ciepło to biega na zawodach, trenuje biegi
na orientację-wtedy co któryś weekend ma prawie cały zajęty bo biega
(a no właśnie czasem wraca ze szkoły później bo zostaje na
treningi ,zapomniałam). No nie wiem jakoś daje rade. Nigdy za to
nie słysze że się nudzi....
Przy cym mój syn nie ma samych piątek. Piątki i szóstki ma z
przedmiotów ścisłych, geografii,WF i WOS, reszta gorzej...ale to
chwała Bogu.
Obowiązki-ma, ale bez przesady-śmieci, sprzątanie, zakupy w sklepie
obok, takie na 5 minut żeby sobie czasem zrobić przerwe w nauce.
Były takie 2 miesiące gdy była u nas moja chora mama, wtedy miał
dużo wiecej obowiązków, bo ja byłam zajęta, i też jakoś dawał radę.
Jak byłam w szpitalu (miałam operację teraz na jesieni) to 2
tygodnie był sam i przeżył, nic nie narozrabiał, ani ze szkołą ani w
domu.
No nie wiem jakoś naprawde daje rade.
-
Oczy szeroko otwieram ze zdumienia. Powinnam nie komentować (czyt. docinać), bo
nie mogę przecież zakładać, że bujasz. I nadludzie są wśród nas:) Ale błagam
Cię, nie zakładaj, że to norma i 99 % zdolnych (w tym piątkowych na etapie
podstawówki) tak pociągnie, dodatkowo przy założeniu, że "odpuszczenie" i
nieprzejmowanie się polega na zejściu z ocenami do ... piątek/czwórek.
> Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu,
>tak pół godziny do godziny to max
>2 razy w tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30
> Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu,
>W zeszłym roku chodził
> na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
> 3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził
>Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla siebie, /wraca o 16.30/
>chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
> sprawy.
>Czyta , robi coś w internecie (coś
> czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
> olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
> wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
> rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.
>trenuje biegi na orientację
Powoli rozumiem, czemu tak mało rodziców udziela sie na tym forum.
> No nie wiem jakoś naprawde daje rade.
Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu
-
wiesz co ale naprawde mój syn nie jest w swojej klasie jakimś
wyjątkiem -PRZYSIĘGAM, jest bardzo w normie, wszyscy raczej tacy są.
Jego kumpel uczy się japońskiego i chodzi na Tekwoondo (czy jak to
się pisze), kolezanka chodzi do szkoły muzycznej a pięć innych na
czymś gra (to akurat wiem bo robili (te kilka osób ze zdolnościami
muzycznymi) program kolędowy z którym występowali w hospicjum), inna
koleżanka gra "zawodowo" w snookera czy bilard, ma tam jakieś
miejsce w kraju. Inna koleżanka jeździ na zawody międzynarodowe
(całą rodziną) w jakiejś takiej dziwnej dyscyplinie podobnej do
biegów na orientację, tylko ze oni czegoś tam szukają, po
wskazówkach. Biegi na orientację mój syn trenuje razem z 10 innych
kolegów i koleżanek-nawet zdobyli jako szkoła 2gie miejsce w
Warszawie. Inna koleżanka jest jakąś obląkaną fanką siatkówki (wiem
o tym bo mój syn na lotnisku zdobył autografy naszej drużyny
siatkarskij i ta dziewczynka poprostu oszalała żeby on jej choć
pokazał te autografy).
Jeżdzą razem w lecie na kajaki, teraz są na białej szkole na której
jazda na nartach albo snowbordzie jest OBOWIAZKOWA (poza losowymi
przypadkami). Jednoczesnie tam w tych górach mają i lekcje (przed
wyjazdem mój syn musiał napisać pracę z geografii o Krynicy do
której pojechali) i rekolekcje (bo akurat wyjechali jak inni mają
rekolekcje, to pani Dyrektor zarządziła że ich katecheta dojedzie do
nich na jeden dzień żeby im nie przepadło (bo w tej szkole nie ma
prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN)...Za 2 tygodnie mają kolegów z
Francji, ale w tym czasie też normalne lekcje ...To że każde dziecko
uczy się 2 lub 3 językow to też jest raczej norma.
No poprostu tak jest, dużo zajęć, dużo zainteresowań, dużo rzeczy do
robienia, kupe pasji (nie szkolnych) i poprostu szkołę trzeba w tym
wszystkim jakoś zmieścić. Nie wiem jakoś wszystkim się to udaje
(poza jedną dziewczynką, ale to już napisałam)
Trudno mi mówić za inne dzieci, ale mój syn sam sobe reguluje to co
robi, ja go ani nie zmuszam, ani nie kontroluje (tak sobie teraz
myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ? taka możliwość też
istnieje w sumie, ja o ile pamiętam na etapie liceum bardzo często
nie odrabiałam prac domowych).
Za to "dla pocieszenia": nie mają sukcesów w konkursach. Nie wiem
może to jest jakoś symptomatyczne, jakoś mało tych laureatów, póki
co tylko jeden na cale 60 osób i 2 lata w gimnazjum, nie wiem może w
3 klasie ich będzie więcej.
-
> myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?
Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez to też ustne
przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego powinno zakończyć
się razem z podstawówką.
Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
>(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).
-
Gość portalu: ja napisał(a):
> > myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?
>
> Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
> Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
> Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez
to też ustne
> przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego
powinno zakończy
> ć
> się razem z podstawówką.
>
> Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
> >(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).
>
A niech nie robi. To naprawde nie moja sprawa, jak on sobie to
organizuje. Dopóki nie jestem wzywana do szkoły (a póki co nie
miałam potrzeby rozmawiania z żadnym nauczycielem), a poziom ocen
nie obnizy się do nieakceptowalnego (dwóje ?) , to ja mam to
osobiście gdzieś. Tylko kiepskie oceny (czytaj tróje na półrocze) to
coś co uwiera samego syna, więc raczej moje interwencje są zbędne bo
on raczej prędzej sam coś z tym zrobi.
Dyrektorka jest naprawde fantastyczna. Dla mnie było to szczególne
odkrycie, bo przedtem mój syn chodził do szkoły społecznej gdzie
obowiązywała demokracja (a wręcz czasem anarchia) rodzicielska, a tu
poprostu "dyktatura", ale bardzo mądra, której całym sercem mam
ochotę się poddać, bo wiem że zasady nie są po to aby być opresyjne,
tylko po to aby nam wszystkim pomóc przebrnąć przez ten trudny bądź
co bądź okres w życiu naszych dzieci. Poza tym zebrania rodziców u
niej trwały 30 minut, i wszystko było powiedziane, załatwione (w
pierwszej klasie była naszą wychowawczynią). A ten niemiecki cytat
to celowo, bo pani Dyrektor uczy niemieckiego i to jej bardzo
pasuje....
Re: agatkoIP: *.ip.netia.com.pl
"Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu"
Tylko ze w naszym spoleczenstwie malo kto komu gratuluje takich dzieci.
Mam w najblizszej rodzinie chlopca, ktory uczy sie w najlepszej szkole hokejowej
w Kanadzie (placa za to rodzice). I jest tam gwiazda, bardzo mozliwe za kilka
lat Polacy kupia sobie szaliki, aby go witac na Okeciu.
Na koniec szostej klasy, mimo ze swietnie napisal test i mial bardzo dobre
stopnie, nie otrzymal swiadectwa z paskiem, bo mial tylko dobra ocene z
zachowania- "za brak osiagniec na rzecz szkoly".
-
No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny, ani
nic takiego. Nie ma mi czego gratulować (to znaczy ja bardzo cenie
mojego syna, ale znowu nie przesadzajmy), ot poprostu w miarę dobrze
poukładany nastolatek, z dużą ilością zainteresowań (nie bardzo
szkolnych zresztą), mający szczęście że rodzic go wspiera w tych
zainteresowaniach (no bo gdybym ja nie wyłaziła z siebie żeby on
mógł realizować te swoje pasje itp, to pewnie by też to tak fajnie
się nie układało, a tak to jest sprzężenie zwrotne).
Ani ja, ani tym bardziej mój syn nie mamy poczucia że to jest coś
wyjątkowego. Ja też mam sporo zainteresowań i nie wszystkie są
bardzo "naukowe".
No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
o 15.00 do domu i co śpią ?
Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
-
agatka_s napisała:
> No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny,
Nie no, jasne, ci z drugiej dziesiątki na olimpiadzie w V. to też takie sobie
szaraczki, nic nadzwyczajnego;)
> No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
> o 15.00 do domu i co śpią ?>
Żyją:) Uczą się, oglądną film, gadają, "walczą" pomiędzy sobą, zerkną na
kompa, poplotkują ze znajomymi, czasami idą na zajęcia dodatkowe i ... ciągle
nie mają czasu, albo też odpuszczają i niewiele "pożytecznego" robią; w każdym
razie to nie działa tak na styk, jak Ty to wyliczyłaś (np zadania, mycie,
jedzenie, przygotowanie ubrań, sprzątnięcie - w przelocie bez zabierania czasu)
> Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
> chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
-
Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę wyrównany
intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z lekcji. Niestety,
nie jest to regułą w polskich szkołach.
-
Gość portalu: ja napisał(a):
> Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę
wyrównany
> intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z
lekcji. Niestety,
> nie jest to regułą w polskich szkołach.
No napewno-to że to są podobne dzieci powoduje że się pracuje dużo
sprawniej i łatwiej i daje się sporo zrobić w szkole. Niewykluczone
że ilość pracy w domu jest poprostu mniejsza niż gdzie indziej.
Jest jeszcze jeden element moim zdaniem niesłychanie ważny. Te
dzieci mają rodziców, którzy o nie bardzo dbają i którzy sami
włożyli sporo wysiłku w edukację i wychowanie dzieci (bo nie będę
ukrywała że np przejście przez taką rekrutację to też spory wysiłek
dla rodzica, a bez wsparcia rodziców to sie poprostu nie da). Nie
chce powioedzieć że inni rodzice o swoje dzieci nie dbają, ale
w "normalnych" szkołach rzadko jest tak że wszyscy rodzice tak samo
interesują się swoimi dziećmi, tak samo im bardzo zależy, i tak samo
wspierają dzieci w domu. W naszej klasie wszystkim zależy na mniej
więcej tym samym, co też powoduje że wiele spraw jest poprostu
łatwiejszych. Każdy pomysł, mający na celu rozwój naszych dzieci
jest przyjmowany entuzjastycznie, nawet jesli to wymaga jakiegoś
wysiłku chocby finansowego ze strony rodziców. Ba sami rodzice mają
czasem pomysły i o dziwo daje się je zrealizować. I jeszcze jedna
rzecz, o której nigdy nie pisałam, bo moze to nie poprawnie
politycznie, ale jak już tak szczrze rozmawiamy...
Dzieci w klasie mojego syna to są dzieci z bardzo dobrze sytuowanych
rodzin, zdecydowanie ponad przeciętną warszawską, myślę że to też ma
spory wpływ, bo pewne rzeczy są poprostu łatwiejsze w takim
homogenicznym środowisku, homogenicznym też pod kątem zamożności.
A tak w ogole to są to poprostu fajne dzieciaki. Ja bardzo bałam
się jak mojego syna czekała perspektywa chodzenia do klasy z samymi
kujonami z czerwonymi paskami-poprostu myśląłam że to będzie jakaś
jazda: 30 uczniów z których każdy był dotąd primadonną...ale nic z
tych rzeczy-fajne normalne dzieciaki, tyle że uczące się trochę
szybciej niż inne. W sumie jestem bardzo zadowolona że mój syn mnie
nie posłuchał i uparł się żeby do tej szkoły chodzić.
No nape
-
Mój syn jest w domu między 16 a 17.00. Po powrocie przede wszystkim
siada, a potem je obiad, a potem idzie do swojego pokoju , gdzie
przeważnie czyta (książki i prasa, informacje , prasa w necie plus
szukanie informacji w necie na tematy , które go zaciekawiły, albo
były niejasne, udzielanie się na forum tematycznym, itp), czasami
lekcje bieżące (ale nigdy go na tym nie nakryłam;) ) Jeżlei spotyka
się z kolegami w tygodniu to zaraz po lekacjach i wtedy jest póxniej
w domu (ale to się rzadko zdarza), albo w weekend.
Po jakiś dwóch godzinach samotności u siebie w pokoju jest gotowy
do zaszczycenia nas rozmową z sobą ;) na tematy przerózne (a
powaznie, rozumiem, że po tylu godzinach w szkole, chce pobyc chwilę
sam), potem róznie.
Nie ma żadnych dodatkowych zajęć - nie ma zorganizowanych zajęc z
języków obcych poza szkołą - dodatkowe "ćwiczenia" polegają na
używaniu języka np. przegląd prasy, tv, lub nawet wymiana maili z
profesorem zachodniej uczelni na interesujący go temat (z czego
bardzo się cieszę)
Nie jest typem sportowym więc sportu mu nie brakuje ( w sensie
własnej potrzeby, a nie obiektywnej sytuacji)
Chodzi spac około 23.00
-
Nie znam żadnej z wymienionych szkół, ale mój gimnazjalista też ma
8, czasami 9 dziennie.
Powiem ci jak to wygląda w praktyce:
1) lekcja lekcji nie równa, niektóre lekcje to dyskusje, łażenie po
klasie itp (uwaga - nie równa się "obijanie"). Nie wygląda to tak,
że uczniowie siedzą "na baczność" przez 8-9 lekcji i skrzętnie
notują.
2) może to mieć wpływ na życie towarzyskie - po lekcjach nie chce
się już spotykać z kumplami (tylko sporadyczne spotkania) zostają
weekendy. U nas wpływ ma to, że najbliżsi koledzy mieszkają bardzo
daleko.
3)rozwijanie zainteresowań - u nas ok, ale dlatego, że
zainteresowania mojego syna da się doskonale rozwijać w domu i
samodzielnie.
4) jest stosunkowo mało prac domowych (za to chyba więcej
całościowych do opracowywania przez kilka tygodni/miesięcy)
5) większość lekcji wykraczających poza programowe minimum to lekcje
atrakcyjne i szkoda, żeby szkoła z nich rezygnowała
i najważniejsze
mimo tych wad..syn bardzo lubi chodzić do szkoły (oczywiście są dni
kied posiedział sobie w domu i są teksty " dlaczego szkoła jest
obowiązkowa", ale kiedy posiedzi chory 3 dni w domu to zaczyna
tąsknić.
-
Ja mam bardzo mieszane odczucia wobec doniesien o otym ze w najlepszych
gimnazjach/liceach uczniowie musza sie "wspomagac".
O narkotykach, alkoholu, papierosach czu acodinie slyszalam od uczniow z roznych
szkol.
Niemniej, uwazam, ze szkoly o bardzo wysokich wymaganiach nie nadaja sie dla
kazdego. Uwazam, ze duza krzywde robia rodzice dziecku, ktore jest dobrym, ale
wcale nienajzdolniejszym uczniem, do tego bardzo wrazliwym i nieodpornym na
porazki - wywierajac na nim presje, aby umiescic je w topowej szkole. Nie ma
sie co oszukiwac - szkoly wysokoprogowe to szkoly dla najsilniejszych zawodnikow.
Dla jednych Batory, Twarda czy co tam jeszcze to wyscig szczurow i praca na
granicy wytrzymalosci organizmu - inni smieja sie z tego i wzruszaja
ramionami...Naprawde, znam kompletnie niezestresowanych absolwentow po Twardej
i Batorym - z tym ze jak mowie, to nie sa zwyczajnie dobrzy uczniowie, kujony
czy "szczury". Znam tez superpracowite myszki z poobgryzowanymi do krwi
paznociami, ktore boja sie swojego cienia.Moja corka, ktora na co dzien spotyka
sie z uczniami najlepszych (ale niekoniecznie) gimnazjow uwaza, ze czesc z nich
ma po prostu "wieksze mozgi" PLUS wydolnosc organizmow na poziomie Justyny
Kowalczyk.
Ona sama szybko zaakceptowala swoje miejsce w szeregu, nie zamierza wspomagac
sie niczym, aby im dorownac; stara sie raczej uczyc od najlepszych i rozwijac
wlasne potencjaly, bo jak twierdzi - wierzy we wlasna inteligencje emocjonalna i
w przyszlosci najwyzej bedzie sprzedawac to, co wymysla jej o wiele madzrejsi
koledzy:)