Dodaj do ulubionych

Ile godzin gimnazjalista spędza w szkole?

02.03.10, 14:58
Zastanawiamy się teraz z córką nad wyborem gimnazjum w Warszawie. Pytałam już
swego czasu o Twardą i Batorego. Teraz przyglądam się dokładniej interesującym
mnie szkołom i oglądam np. plan lekcji na Twardej:

www.twardagim.edu.pl/index.php?srodek=uczniowie/klasy.inc
Czy to jest normalne, że w dobrej szkole dziecko ma po 8 lekcji dziennie przez
prawie cały tydzień? Szczerze mówiąc, jestem lekko zszokowana. Pamiętam z
moich czasów licealnych, że 8 godzin miałam najwyżej jednego dnia w tygodniu i
był to dzień strasznie męczący.

Jakoś nie wyobrażam sobie po tym wszystkim solidnego odrobienia lekcji i dania
sobie odrobiny wytchnienia.

Zaczynam mieć też spore wątpliwości co do tego, że dobre szkoły tak strasznie
wspierają uczniów z pasją. Wątpię, czy Młoda nauczyłaby się grać na gitarze z
taki planem. A to jej marzenie na najbliższy rok :(

No i jeśli w Batorym też tak jadą po uczniach 8 godzin/dzień i prawdą jest to,
co słyszałam ostatnio - że ta szkoła mało uczy (nauczyciele dają z siebie
mało), dużo wymaga, ale rozwija zainteresowania i ciekawość świata, to
zaczynam wierzyć, że sporo uczniów musi się wspomagać nielegalnymi
substancjami (niesprawdzona w sumie plotka z ostatniego spotkania z
przyjaciółmi) :-( W końcu jak się nie uczą w szkole, muszą opanować materiał w
domu.

Załamałam się lekko.
Edytor zaawansowany
  • 02.03.10, 15:17
    Eeee spokojnie, nie jest tak źle.

    Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
    ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
    jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
    wszystko, na lekcje (fakt że w tygodniu odrabia to co musi, wieksze
    rzeczy to jednak w weekend) i na zajęcia dodatkowe i na sport i
    zainteresowania (np zeszły tydzień po szkole latał na Mistrzostwa
    Europy w badmintonie i lekcje odrabiał na hali sportowej) i na kino,
    no i na komputer (choć niewiele tyle co do swoich zainteresowań).
    Troche gorzej z kontaktami towarzyskimi (ale jak mówi mój syn to
    przez zimę, jak sięzrobi cieplej będzie można razem w piłke
    pograć...), ale nadrabiają np teraz bedąć na białej szkole (od
    niedzieli co noc mają imprezy...).

    Nie jest tak strasznie. Napewno nie ma żadnych wspomagaczy!!!!
    (jakaś bzdura), pracy jest sporo, ale bez przesady można sobie to
    wszystko poukładać. Akurat u nas szkoła nie jest jakoś bardzo
    absorbująca, może troche jak się zbliża koniec półrocza, to wtedy
    jest więcej pracy-po kilka klasówek na tydziń, jakieś poprawki itp
    itd, ale tak to zupełnie przyzwoicie. Przy czym mój syn się uczy i
    to systematycznie, nie robi sobie żadnych zaległości itp, więc nie
    ma jakis problemów. Myślę że jesli ktoś sobie z czymś "nagrabi"
    może być wtedy gorzej...wtedy rzeczywiscie zaczyna doby nie starczać
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 15:49
    > Mój syn w gimnazjum dwujęzycznym, ma 4 razy po 7 lekcji , a raz 8,
    > ale kończy tak jak na Twardej bo lekcje zaczynają się 8,15. W domu
    > jest zazwyczaj 16.30. Ale to się da przeżyć, ma spokojnie czas na
    > wszystko,

    Agatko, z tego, co pisujesz wynika, że Twój syn jest bardzo zdolny i
    zorganizowany. Uważam, że 8-godz. obciążenie dziecka lekcjami - to dużo. Moje
    dziecię 3x o 14 jest już w domu (raz godz. wcześniej i raz później). Tak, ma
    czas, jednak gdy wraca raz po 7 godz o 15.30 jest już zmęczone. A gdyby było w
    szkole jak Twój syn, padałoby na twarz (chyba że odpuściłoby dodatkowe wyjścia i
    zadania), kwestia organizmu i predyspozycji.
  • 02.03.10, 16:17
    no ale tu mówimy o Batorym, Twardej, Reytanie-czyli gimnazjach do
    których obowiązuje selekcja (nie chce pisać, że sami najzdolniejsi
    się dostają bo nie wszyscy zdolni startują, ale wyselekcjonowani
    jakoś z tych co próbują właśnie predyspozycjami do nauki). Te
    szkoły prowadzą klasy z założenia o większej ilości godzin i dużo
    większym "zasuwie" niż w innych szkołach, np mój syn oprócz typowych
    lekcji ma 6 h angielskiego, i jeszcze 2 godziny dodatkowe z bilogii
    i chemii finansowane z Rady Rodziców (kiedyś płaciła dzielnica, w
    tym roku nie dali), nie mówiąc o tym że część lekcji (geografia,
    biologia, chemia) jest po angielsku. Jeśli ktoś nie chce chodzić do
    takiej szkoły, nie musi, ale te dzieci które dostają się dają sobie
    radę. W klasie mojego syna nikt nie narzeka, a z tego co wiem
    dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne. Mój syn czasem
    narzeka, że wolałby chodzić do "normalnej" szkoły (szczególnie jak
    np nie może czegoś w TV zobaczyć bo musi iść do lekcji), ale
    jednocześnie jest bardzo zadowolony, że tak wybrał (bo ty był jego
    wybór, nawet trochę wbrew moim radom, bo ja też się ciut bałam czy
    sobie poradzi).

    Mój syn nie jest jakoś szczególnie zdolny, nie będzie np nigdy
    żadnym olimpijczykiem-nie ma takiego zacięcia do zgłębiania jakiejś
    dziedziny szkolnej. Jest za to bardzo sprawny intelektualnie, ma
    dobrą pamięć i łatwo mu wszystko w miarę przychodzi, wiedze łapie "z
    powietrza". Jest bardzo dobrze zorganizowany, ale to wynika z tego
    że szkoła go nie pasjonuje, odwala szybko co ma do zreobienia żeby
    móc poświęcić się temu co go naprawde bawi. No ale z drugiej strony
    jest rozsądny i np rozumie że niektóre rzeczy trzeba robić i już.
    Taka mieszanina rozsądku i chęci odwalenia obowiązków żeby móc robić
    to co się lubi daje dobre efekty. Moim zdaniem to że np dziewczynka
    chce się nauczyć grać na gitarze, może bardzo pomóc w dobrej nauce.
    Bedzie się mobilizowaćżeby mieć duzo czasu na gitarę.

    Jeśli dziecko męczy się szkołą i nie ma nawyku systematycznego
    uczenia się i dobrej organizacji, to odradzałabym taką szkołę bo
    może być zbyt trudno. W klasie syna jest jedna dziewczynka która
    sobie chyba nie bardzo radzi i chyab już się z tym pogodziła, to nie
    jest chyba przyjemna sytuacja, być zawsze tą "odstającą" od reszty.
    Myślę że dziecko to musi przeżywać.


  • 02.03.10, 16:40
    a i jeszcze jedno. Ja jestem bardzo zadowolona z tego że w tej
    szkole udało się wyklarować zainteresowania syna. To że są bardzo
    wysokie wymagania, spowodowało że dzieci dosyć szybko zaczynają się
    orientować gdzie mają predyspozycje, z jakimi przedmiotami sobie
    dają radę bez problemu, a z czego niestety muszą obnizyć loty bo to
    nie jest "ich para kaloszy". Nie ma mowy żeby ze wszystkich
    przedmiotów być tak samo dobrym, to jest poprostu fizycznie
    niemożliwe (wtedy to chyba rzeczywiście trzeba coś łykać). W tej
    chwili w klasie już się w miarę utarło że np ktoś jest głównie
    biologiczny, ktoś humanistyczny, a połowa klasy nie daje sobie rady
    z matematyką, gdzie tylko kilkoro uczniów jest bardzo dobrych. Aha
    no i nauczyciele też tak do tego podchodzą, nie każdy musi mieć
    piątke z matematyki i to jest normalne (co nie było kiedy te dzieci
    przyszły z podstwówek, każdy z sz ostkami od góry do dołu...).

    Nie wiem czy każde gimnazjum pozwala to tak odkryć w taki naturalny
    sposób. Myślę że w "normalnych" gimnazjach dobrzy uczniowie są
    dobrzy ze wszystkiego do samego końca, nie mają możliwości zetknąć
    się z takimi wymaganiami z którymi nie poradzą sobie. "nasze" dzieci
    natomiast wiedzą że nie ma mowy aby być tak samo dobrym ze
    wszystkiego, myślę że nie będzie dla nich szoku w liceum, który jest
    udziałem wielu dobrych uczniów.
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 16:58
    Tak na zdrowy rozum, analizując.
    Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w domu o 16.30-17,
    po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
    >z tego co wiem
    > dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
    - mają czas na pasje

    Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
    wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)

    - uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając zadania
    Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną, zakładając
    jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.

    Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w sensie
    wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.

  • 02.03.10, 17:22
    > Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby starczyło na
    > wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)

    No właśnie podobnie liczę :-|

    I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
    topowych z ich przeciwnikami. Wydaje mi się, że moje dziecko jest wydolne
    intelektualnie. Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle. Ona ma parcie na
    bardzo dobrą szkołę i ja jej pokażę dobre szkoły, a ona wybierze tę, do której
    chce chodzić.

    Ja się po prostu przeraziłam, co będzie z czasem, jak już się tam dostanie.

    BTW akurat Reytan sprawia na mnie bardzo fajne wrażenie, ale, niestety, nam
    kompletnie nie po drodze :-(
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 17:28
    > I żeby było jasne: nie chciałam wzniecać wojny pomiędzy zwolennikami szkół
    > topowych z ich przeciwnikami.

    Nie, absolutnie nie w tym rzecz. I takie, i siakie szkoły są potrzebne. Ja tylko
    występuję przeciwko generalizacji typu: spoko, nie ma się czym martwić, da sobie
    radę, bo ... moje daje, bez uszczerbku na ciele, umyśle i rozrywkach:)

    >Jeśli nie - nie przejdzie rekrutacji i tyle.

    Ja natomiast uważam, że czasami uda się przejść tę rekrutację, ale trzeba trochę
    refleksji nad własnym dzieckiem, czy oby warto.

    A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv (filmy, wiadomości)?
  • 02.03.10, 18:00

    > A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
    (filmy, wiadomośc
    > i)?

    Tak. Wiadomości-TVN+TVN24,zawsze przy jedzeniu. Filmy: Dr House (nie
    bardzo rozumiem co mu odbiło, ale to jakaś ostatnia fascynacja,
    chyba zbiorowa, w sensie że cała klasa to oglada) i jakieś konkretne
    (np wszystkie Bondy nawet po raz 15-ty musi obejrzeć), sport w
    każdej postaci (bo sport (obok motoryzacji) to największa pasja
    mojego syna, gdyby nie musiał chodzić do szkoły to by 24 godziny na
    dobęzajmował sie sportem, od jazdy szybkiej na lodzie po skoki
    synchroniczne...)-musiałam wykupić wszystkie kanały sportowe, nie
    mówiąc o prenumeracie fachowych czasopism poswięconych F1 i
    samochodom...
  • 02.03.10, 19:30
    "A przy okazji, czy Wasi gimnazjaliści oglądają na co dzień tv
    (filmy, wiadomości'

    tak , TVN 24, BBC, CNN czasami euronews i...dr Housa (!!! - nie wiem
    co ludzie widzą w tym serialu!).

    wiem, że to straszne ale często śniadanie je przy wiadomościach, ale
    jestem wyrodna matka i rankami jest mi wszystko jedno.
  • 02.03.10, 17:44
    Gość portalu: ja napisał(a):

    > Tak na zdrowy rozum, analizując.
    > Uczeń (piszmy o zdolnym, nie wybitnym, nie przeciętnym), jest w
    domu o 16.30-17
    > ,
    > po 8 godz. pracy (nawet samo przebywanie w sali też męczy) i
    > >z tego co wiem
    > > dzieciaki mają bardzo bogate życie poza szkolne.
    > - mają czas na pasje
    >
    > Kiedy? Spróbuj tak rozpisać dzień powszedni od 17.30 do 20, aby
    starczyło na
    > wszystko (jakieś obowiązki domowe też chyba mają?)
    >
    > - uczą się na bieżąco, nie dopuszczając do zaległości, odrabiając
    zadania
    > Czyli 2 godz. dziennie muszą poświęcić na naukę indywidualną,
    zakładając
    > jeszcze, że uczą się intensywnie 2 jęz. obcych.
    >
    > Mój wniosek jest taki, albo mówimy o uczniach wybitnych (nawet w
    sensie
    > wydolności organizmu)albo pewne rzeczy są podkoloryzowane.
    >
    Nie nic nie koloryzuje, slowo harcerza.

    Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu, nie wiem
    kiedy je robi dokładnie, częściowo pewnie już w szkole, czasem chyba
    jak jedzie metrem (jesli nie wraca z kolegami), zawsze jak np
    jedzemy ze szkoły samochodem (jak np jedziemy do lekarza itp), tak
    jak napisałam w hali sportowej podczas zawodów, gdze się da. A tak
    normalnie to wpada do domu-szybki look do komputera na swoje strony
    o F1 i strony Eurosport i jeśli musi (jeśli coś mu jeszcze zostało)
    to robi lekcje, ale tak pół godziny do godziny to max, chyba że ma
    coś dużego do zrobienia na następny dzień co wymaga np patrzenia w
    internet (ale np zawsze robi lekcje z włączonym radiem z komorki na
    uszach, co mnie doprowadza do szału, bo ja tego nie rozumiem jak
    można słuchać wiadomości i robić np zadania z matematyki w tym samym
    czasie ??? ale za to np ma bardzo dużo wiadomości, bo on ciągle
    słucha radia i myśle że dużo rzeczy wie z tego słuchania). 2 razy w
    tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30 (ale do budynku 10 m
    od naszego domu), raz na miesiąc na zajęcia na SGH (nie w tym
    semestrze bo nie dostał się bo rejestracja zakończyła się już w 7
    minucie od uruchomienia systemu a ja go zarejestrowałam w 30tej, ot
    taka ciekawostka apropos jak popularne jest zdobywanie wiedzy).
    Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu, w tym roku zrezygnował bo
    już mu się znudziło ( ja nie miałam nic przeciwko, chciałam tylko
    aby to sam załatwił-tzn pojechał i powiedział dyrygentowi o swojej
    decyzji, bo w końcu 7 lat w tymchórze był). W zeszłym roku chodził
    na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
    3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził, bo
    bardzo lubi tenis. Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla
    siebie, chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
    sprawy. Czyta (czyta w każdej sytuacji), robi coś w internecie (coś
    czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
    olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
    wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
    rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.

    Klasówki, i jakieś duże rzeczy załatwia w weekendy (ale nie całe). W
    piątek robi listę co musi zrobić w weekend i skreśla, aż wszystko
    zrobi. Czasem prosi mnie żeby go przepytać. Popołudnia weekendowe
    zazwyczaj spędza poza domem, jeżdzi na różne wydarzenia sportowe (np
    wyścigi na Karowej, albo jakieś mecze, kino albo Galeria handlowa z
    kolegami). No i jak jest ciepło to biega na zawodach, trenuje biegi
    na orientację-wtedy co któryś weekend ma prawie cały zajęty bo biega
    (a no właśnie czasem wraca ze szkoły później bo zostaje na
    treningi ,zapomniałam). No nie wiem jakoś daje rade. Nigdy za to
    nie słysze że się nudzi....


    Przy cym mój syn nie ma samych piątek. Piątki i szóstki ma z
    przedmiotów ścisłych, geografii,WF i WOS, reszta gorzej...ale to
    chwała Bogu.


    Obowiązki-ma, ale bez przesady-śmieci, sprzątanie, zakupy w sklepie
    obok, takie na 5 minut żeby sobie czasem zrobić przerwe w nauce.
    Były takie 2 miesiące gdy była u nas moja chora mama, wtedy miał
    dużo wiecej obowiązków, bo ja byłam zajęta, i też jakoś dawał radę.
    Jak byłam w szpitalu (miałam operację teraz na jesieni) to 2
    tygodnie był sam i przeżył, nic nie narozrabiał, ani ze szkołą ani w
    domu.

    No nie wiem jakoś naprawde daje rade.
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 18:07
    Oczy szeroko otwieram ze zdumienia. Powinnam nie komentować (czyt. docinać), bo
    nie mogę przecież zakładać, że bujasz. I nadludzie są wśród nas:) Ale błagam
    Cię, nie zakładaj, że to norma i 99 % zdolnych (w tym piątkowych na etapie
    podstawówki) tak pociągnie, dodatkowo przy założeniu, że "odpuszczenie" i
    nieprzejmowanie się polega na zejściu z ocenami do ... piątek/czwórek.

    > Mój syn ma zazwyczaj lekcje zrobione już jak wraca do domu,
    >tak pół godziny do godziny to max
    >2 razy w tygodniu chodzi na angielski od 18.00 do 19.30
    > Kiedyś chodził na chór 2 razy w tygodniu,
    >W zeszłym roku chodził
    > na tenis, ale w tym roku godziny zmienili i nie pasowały, ale w
    > 3klasie (bo już nie będzie angielskiego) znów będzi chodził
    >Od 18.00 raczej zawsze ma już czas wolny dla siebie, /wraca o 16.30/
    >chodzi spać koło 23.00 czyli to jest wciąż 5 h na swoje
    > sprawy.

    >Czyta , robi coś w internecie (coś
    > czyli swoje F1, albo facebook), ogląda sport (teraz jak była
    > olimpiada to ogladał ciurkiem łącznie z curlingiem), oglada
    > wiadomosci w TVN (zazwyczaj podczas jedzenia), latem jeździ na
    > rowerze, rolkach, umawia się z kolegami na piłke.
    >trenuje biegi na orientację

    Powoli rozumiem, czemu tak mało rodziców udziela sie na tym forum.

    > No nie wiem jakoś naprawde daje rade.

    Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
    Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu
  • 02.03.10, 18:49
    wiesz co ale naprawde mój syn nie jest w swojej klasie jakimś
    wyjątkiem -PRZYSIĘGAM, jest bardzo w normie, wszyscy raczej tacy są.

    Jego kumpel uczy się japońskiego i chodzi na Tekwoondo (czy jak to
    się pisze), kolezanka chodzi do szkoły muzycznej a pięć innych na
    czymś gra (to akurat wiem bo robili (te kilka osób ze zdolnościami
    muzycznymi) program kolędowy z którym występowali w hospicjum), inna
    koleżanka gra "zawodowo" w snookera czy bilard, ma tam jakieś
    miejsce w kraju. Inna koleżanka jeździ na zawody międzynarodowe
    (całą rodziną) w jakiejś takiej dziwnej dyscyplinie podobnej do
    biegów na orientację, tylko ze oni czegoś tam szukają, po
    wskazówkach. Biegi na orientację mój syn trenuje razem z 10 innych
    kolegów i koleżanek-nawet zdobyli jako szkoła 2gie miejsce w
    Warszawie. Inna koleżanka jest jakąś obląkaną fanką siatkówki (wiem
    o tym bo mój syn na lotnisku zdobył autografy naszej drużyny
    siatkarskij i ta dziewczynka poprostu oszalała żeby on jej choć
    pokazał te autografy).

    Jeżdzą razem w lecie na kajaki, teraz są na białej szkole na której
    jazda na nartach albo snowbordzie jest OBOWIAZKOWA (poza losowymi
    przypadkami). Jednoczesnie tam w tych górach mają i lekcje (przed
    wyjazdem mój syn musiał napisać pracę z geografii o Krynicy do
    której pojechali) i rekolekcje (bo akurat wyjechali jak inni mają
    rekolekcje, to pani Dyrektor zarządziła że ich katecheta dojedzie do
    nich na jeden dzień żeby im nie przepadło (bo w tej szkole nie ma
    prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN)...Za 2 tygodnie mają kolegów z
    Francji, ale w tym czasie też normalne lekcje ...To że każde dziecko
    uczy się 2 lub 3 językow to też jest raczej norma.

    No poprostu tak jest, dużo zajęć, dużo zainteresowań, dużo rzeczy do
    robienia, kupe pasji (nie szkolnych) i poprostu szkołę trzeba w tym
    wszystkim jakoś zmieścić. Nie wiem jakoś wszystkim się to udaje
    (poza jedną dziewczynką, ale to już napisałam)

    Trudno mi mówić za inne dzieci, ale mój syn sam sobe reguluje to co
    robi, ja go ani nie zmuszam, ani nie kontroluje (tak sobie teraz
    myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ? taka możliwość też
    istnieje w sumie, ja o ile pamiętam na etapie liceum bardzo często
    nie odrabiałam prac domowych).



    Za to "dla pocieszenia": nie mają sukcesów w konkursach. Nie wiem
    może to jest jakoś symptomatyczne, jakoś mało tych laureatów, póki
    co tylko jeden na cale 60 osób i 2 lata w gimnazjum, nie wiem może w
    3 klasie ich będzie więcej.
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:16
    > myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?

    Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
    Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
    Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez to też ustne
    przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego powinno zakończyć
    się razem z podstawówką.

    Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
    >(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).

  • 02.03.10, 19:31
    Gość portalu: ja napisał(a):

    > > myśle że może on nie robi wszystkich lekcji ?
    >
    > Nie chciałam tak dosadnie, kawa na ławę ...:)
    > Ale z drugiej strony, czy to ma jakieś znaczenie?
    > Co więcej, odrabianie wszystkich lekcji (a rozumiem przez
    to też ustne
    > przygotowanie do lekcji) dla zdrowia psychicznego i fizycznego
    powinno zakończy
    > ć
    > się razem z podstawówką.
    >
    > Jednak, powiem szczerze, zazdroszczę Ci dyrektorki
    > >(bo w tej szkole nie ma> prawa nic przepaść ORDNUNG MUST SEIN).
    >


    A niech nie robi. To naprawde nie moja sprawa, jak on sobie to
    organizuje. Dopóki nie jestem wzywana do szkoły (a póki co nie
    miałam potrzeby rozmawiania z żadnym nauczycielem), a poziom ocen
    nie obnizy się do nieakceptowalnego (dwóje ?) , to ja mam to
    osobiście gdzieś. Tylko kiepskie oceny (czytaj tróje na półrocze) to
    coś co uwiera samego syna, więc raczej moje interwencje są zbędne bo
    on raczej prędzej sam coś z tym zrobi.


    Dyrektorka jest naprawde fantastyczna. Dla mnie było to szczególne
    odkrycie, bo przedtem mój syn chodził do szkoły społecznej gdzie
    obowiązywała demokracja (a wręcz czasem anarchia) rodzicielska, a tu
    poprostu "dyktatura", ale bardzo mądra, której całym sercem mam
    ochotę się poddać, bo wiem że zasady nie są po to aby być opresyjne,
    tylko po to aby nam wszystkim pomóc przebrnąć przez ten trudny bądź
    co bądź okres w życiu naszych dzieci. Poza tym zebrania rodziców u
    niej trwały 30 minut, i wszystko było powiedziane, załatwione (w
    pierwszej klasie była naszą wychowawczynią). A ten niemiecki cytat
    to celowo, bo pani Dyrektor uczy niemieckiego i to jej bardzo
    pasuje....
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 19:00
    "Podobnie jak J.Kowalczyk - też jakoś daje radę ...:)
    Niemniej: gratuluję syna, tacy ludzie potrzebni społeczeństwu"

    Tylko ze w naszym spoleczenstwie malo kto komu gratuluje takich dzieci.
    Mam w najblizszej rodzinie chlopca, ktory uczy sie w najlepszej szkole hokejowej
    w Kanadzie (placa za to rodzice). I jest tam gwiazda, bardzo mozliwe za kilka
    lat Polacy kupia sobie szaliki, aby go witac na Okeciu.

    Na koniec szostej klasy, mimo ze swietnie napisal test i mial bardzo dobre
    stopnie, nie otrzymal swiadectwa z paskiem, bo mial tylko dobra ocene z
    zachowania- "za brak osiagniec na rzecz szkoly".
  • 02.03.10, 19:13
    No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny, ani
    nic takiego. Nie ma mi czego gratulować (to znaczy ja bardzo cenie
    mojego syna, ale znowu nie przesadzajmy), ot poprostu w miarę dobrze
    poukładany nastolatek, z dużą ilością zainteresowań (nie bardzo
    szkolnych zresztą), mający szczęście że rodzic go wspiera w tych
    zainteresowaniach (no bo gdybym ja nie wyłaziła z siebie żeby on
    mógł realizować te swoje pasje itp, to pewnie by też to tak fajnie
    się nie układało, a tak to jest sprzężenie zwrotne).

    Ani ja, ani tym bardziej mój syn nie mamy poczucia że to jest coś
    wyjątkowego. Ja też mam sporo zainteresowań i nie wszystkie są
    bardzo "naukowe".

    No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
    o 15.00 do domu i co śpią ?

    Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
    chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:25
    agatka_s napisała:

    > No prosze "bez jaj", mój syn naprawde nie jest jakiś wybitny,

    Nie no, jasne, ci z drugiej dziesiątki na olimpiadzie w V. to też takie sobie
    szaraczki, nic nadzwyczajnego;)

    > No dobrze a Wasze dzieci to co nic nie robią po szkole ? Przychodzą
    > o 15.00 do domu i co śpią ?>

    Żyją:) Uczą się, oglądną film, gadają, "walczą" pomiędzy sobą, zerkną na
    kompa, poplotkują ze znajomymi, czasami idą na zajęcia dodatkowe i ... ciągle
    nie mają czasu, albo też odpuszczają i niewiele "pożytecznego" robią; w każdym
    razie to nie działa tak na styk, jak Ty to wyliczyłaś (np zadania, mycie,
    jedzenie, przygotowanie ubrań, sprzątnięcie - w przelocie bez zabierania czasu)

    > Przysięgam że pytam poważnie !!!! bo nie do końca rozumiem o co
    > chodzi. Co jest takiego wyjatkowego, że aż mi trzeba gratulować ?
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:41
    Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę wyrównany
    intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z lekcji. Niestety,
    nie jest to regułą w polskich szkołach.
  • 02.03.10, 20:16
    Gość portalu: ja napisał(a):

    > Agatko, na podstawie tego, co piszesz (dyscyplina + w miarę
    wyrównany
    > intelektualny poziom uczniów), wnioskuję, że sporo wynoszą z
    lekcji. Niestety,
    > nie jest to regułą w polskich szkołach.


    No napewno-to że to są podobne dzieci powoduje że się pracuje dużo
    sprawniej i łatwiej i daje się sporo zrobić w szkole. Niewykluczone
    że ilość pracy w domu jest poprostu mniejsza niż gdzie indziej.
    Jest jeszcze jeden element moim zdaniem niesłychanie ważny. Te
    dzieci mają rodziców, którzy o nie bardzo dbają i którzy sami
    włożyli sporo wysiłku w edukację i wychowanie dzieci (bo nie będę
    ukrywała że np przejście przez taką rekrutację to też spory wysiłek
    dla rodzica, a bez wsparcia rodziców to sie poprostu nie da). Nie
    chce powioedzieć że inni rodzice o swoje dzieci nie dbają, ale
    w "normalnych" szkołach rzadko jest tak że wszyscy rodzice tak samo
    interesują się swoimi dziećmi, tak samo im bardzo zależy, i tak samo
    wspierają dzieci w domu. W naszej klasie wszystkim zależy na mniej
    więcej tym samym, co też powoduje że wiele spraw jest poprostu
    łatwiejszych. Każdy pomysł, mający na celu rozwój naszych dzieci
    jest przyjmowany entuzjastycznie, nawet jesli to wymaga jakiegoś
    wysiłku chocby finansowego ze strony rodziców. Ba sami rodzice mają
    czasem pomysły i o dziwo daje się je zrealizować. I jeszcze jedna
    rzecz, o której nigdy nie pisałam, bo moze to nie poprawnie
    politycznie, ale jak już tak szczrze rozmawiamy...

    Dzieci w klasie mojego syna to są dzieci z bardzo dobrze sytuowanych
    rodzin, zdecydowanie ponad przeciętną warszawską, myślę że to też ma
    spory wpływ, bo pewne rzeczy są poprostu łatwiejsze w takim
    homogenicznym środowisku, homogenicznym też pod kątem zamożności.


    A tak w ogole to są to poprostu fajne dzieciaki. Ja bardzo bałam
    się jak mojego syna czekała perspektywa chodzenia do klasy z samymi
    kujonami z czerwonymi paskami-poprostu myśląłam że to będzie jakaś
    jazda: 30 uczniów z których każdy był dotąd primadonną...ale nic z
    tych rzeczy-fajne normalne dzieciaki, tyle że uczące się trochę
    szybciej niż inne. W sumie jestem bardzo zadowolona że mój syn mnie
    nie posłuchał i uparł się żeby do tej szkoły chodzić.



    No nape
  • 02.03.10, 19:43
    Mój syn jest w domu między 16 a 17.00. Po powrocie przede wszystkim
    siada, a potem je obiad, a potem idzie do swojego pokoju , gdzie
    przeważnie czyta (książki i prasa, informacje , prasa w necie plus
    szukanie informacji w necie na tematy , które go zaciekawiły, albo
    były niejasne, udzielanie się na forum tematycznym, itp), czasami
    lekcje bieżące (ale nigdy go na tym nie nakryłam;) ) Jeżlei spotyka
    się z kolegami w tygodniu to zaraz po lekacjach i wtedy jest póxniej
    w domu (ale to się rzadko zdarza), albo w weekend.

    Po jakiś dwóch godzinach samotności u siebie w pokoju jest gotowy
    do zaszczycenia nas rozmową z sobą ;) na tematy przerózne (a
    powaznie, rozumiem, że po tylu godzinach w szkole, chce pobyc chwilę
    sam), potem róznie.

    Nie ma żadnych dodatkowych zajęć - nie ma zorganizowanych zajęc z
    języków obcych poza szkołą - dodatkowe "ćwiczenia" polegają na
    używaniu języka np. przegląd prasy, tv, lub nawet wymiana maili z
    profesorem zachodniej uczelni na interesujący go temat (z czego
    bardzo się cieszę)


    Nie jest typem sportowym więc sportu mu nie brakuje ( w sensie
    własnej potrzeby, a nie obiektywnej sytuacji)


    Chodzi spac około 23.00


  • Gość: magda IP: *.ip.netia.com.pl 12.09.13, 09:45
    a moja córka ma 11 lekcji !!
  • 14.09.13, 07:40
    A to dopuszczalne? Wszystkie obowiązkowe?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 02.03.10, 15:56
    Nie znam żadnej z wymienionych szkół, ale mój gimnazjalista też ma
    8, czasami 9 dziennie.

    Powiem ci jak to wygląda w praktyce:

    1) lekcja lekcji nie równa, niektóre lekcje to dyskusje, łażenie po
    klasie itp (uwaga - nie równa się "obijanie"). Nie wygląda to tak,
    że uczniowie siedzą "na baczność" przez 8-9 lekcji i skrzętnie
    notują.

    2) może to mieć wpływ na życie towarzyskie - po lekcjach nie chce
    się już spotykać z kumplami (tylko sporadyczne spotkania) zostają
    weekendy. U nas wpływ ma to, że najbliżsi koledzy mieszkają bardzo
    daleko.

    3)rozwijanie zainteresowań - u nas ok, ale dlatego, że
    zainteresowania mojego syna da się doskonale rozwijać w domu i
    samodzielnie.

    4) jest stosunkowo mało prac domowych (za to chyba więcej
    całościowych do opracowywania przez kilka tygodni/miesięcy)

    5) większość lekcji wykraczających poza programowe minimum to lekcje
    atrakcyjne i szkoda, żeby szkoła z nich rezygnowała

    i najważniejsze

    mimo tych wad..syn bardzo lubi chodzić do szkoły (oczywiście są dni
    kied posiedział sobie w domu i są teksty " dlaczego szkoła jest
    obowiązkowa", ale kiedy posiedzi chory 3 dni w domu to zaczyna
    tąsknić.




  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 16:22
    Ja mam bardzo mieszane odczucia wobec doniesien o otym ze w najlepszych
    gimnazjach/liceach uczniowie musza sie "wspomagac".
    O narkotykach, alkoholu, papierosach czu acodinie slyszalam od uczniow z roznych
    szkol.

    Niemniej, uwazam, ze szkoly o bardzo wysokich wymaganiach nie nadaja sie dla
    kazdego. Uwazam, ze duza krzywde robia rodzice dziecku, ktore jest dobrym, ale
    wcale nienajzdolniejszym uczniem, do tego bardzo wrazliwym i nieodpornym na
    porazki - wywierajac na nim presje, aby umiescic je w topowej szkole. Nie ma
    sie co oszukiwac - szkoly wysokoprogowe to szkoly dla najsilniejszych zawodnikow.
    Dla jednych Batory, Twarda czy co tam jeszcze to wyscig szczurow i praca na
    granicy wytrzymalosci organizmu - inni smieja sie z tego i wzruszaja
    ramionami...Naprawde, znam kompletnie niezestresowanych absolwentow po Twardej
    i Batorym - z tym ze jak mowie, to nie sa zwyczajnie dobrzy uczniowie, kujony
    czy "szczury". Znam tez superpracowite myszki z poobgryzowanymi do krwi
    paznociami, ktore boja sie swojego cienia.Moja corka, ktora na co dzien spotyka
    sie z uczniami najlepszych (ale niekoniecznie) gimnazjow uwaza, ze czesc z nich
    ma po prostu "wieksze mozgi" PLUS wydolnosc organizmow na poziomie Justyny
    Kowalczyk.
    Ona sama szybko zaakceptowala swoje miejsce w szeregu, nie zamierza wspomagac
    sie niczym, aby im dorownac; stara sie raczej uczyc od najlepszych i rozwijac
    wlasne potencjaly, bo jak twierdzi - wierzy we wlasna inteligencje emocjonalna i
    w przyszlosci najwyzej bedzie sprzedawac to, co wymysla jej o wiele madzrejsi
    koledzy:)

  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 16:47
    Bardzo mądrze napisane. Dla każdego - coś innego (dobrego)
  • 02.03.10, 17:06
    Gość portalu: ja napisał(a):

    > Bardzo mądrze napisane. Dla każdego - coś innego (dobrego)

    Sam system rekrutacji do takich gimnazjów już jest stresujacy,
    trzeba sporej determinacji żeby przejść przez ten system
    (kilkuetapowy) i pokonać 6-7 kandydatów na jedno miejsce też
    próbujących, więc napewno to nie jest dobre dla każdego. Ale
    dobrze, że sa takie klasy, bo są dzieci które sobie w nich radzą bez
    problemu, choć nie wiem czy to jest kwestia mózgu ? Napewno dobrego
    zorganizowania, determinacji i niezbyt emocjonalnego podejścia do
    niepowodzeń (bo tych jest naprawde sporo). Jeśli ktoś ma tendencję
    do przezywania każdej gorszej oceny, albo niepochlebnej uwagi o
    sobie, to takich szkół nie polecam.

    Co do wspomagaczy, mogę ręczyć że w naszym gimnazjum nie istnieją.
    Przy naszej pani Dyrektor to nawet mysz sie nie prześliźnie, a co
    dopiero "takie rzeczy". Jest natomiast problem papierosów w liceum,
    i o tym się mówi głośno, jako o porażce bo nie da się tego w żaden
    sposób zwalczyć. Ale to chyba nie tylko problem tego liceum i to jak
    świat światem....
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 17:18
    "Co do wspomagaczy, mogę ręczyć że w naszym gimnazjum nie istnieją.
    Przy naszej pani Dyrektor to nawet mysz sie nie prześliźnie, a co
    dopiero "takie rzeczy".

    Czym zareczysz? ...To skad tylu palaczy i innych "wpomagajacych sie" osob juz na
    wyjazdach integracyjnych w najlepszych liceach? Zarazili sie czyms w czasie
    wakacji z rodzicami?











    /
  • 02.03.10, 18:21
    Ja mogę żaręczyć za Reytana (za gimnazjum), bo tu naprawde Pani
    Dyrektor zna każdego ucznia (bo uczy, lub uczyła każdego) i nic się
    nie ukryje. Samo gimnazjum jest de facto bardzo kameralne, bo to
    raptem do 7 klas razem moze się uczyć (na wszystkich poziomach).
    Teraz jeden chłopiec, na prośbę 1 dziewczynki zajrzał do dziennika
    żeby jej sprawdzić ocenę, a 3 inne osoby były świadkami i jest spora
    awantura bo akurat zobaczyła to pani Dyrektor,i 5 osobom grozi
    obniżenie sprawowania (no moze się jakoś rozejdzie, ale każdego
    rodzic był zawiadomiony i pewnie bedzie sprawa na zebraniu). A
    jeśli ja nie zawiadomie szkoły że syna nie będzie danego dnia, to po
    godzinie mam telefon, czy o tym wiem. Przy czym to są zasady o
    których wszyscy wiedzą więc nie ma jakiś zaskoczeń. Szkoła ma
    dyscyplinę i ma zasady.

    Zasady w Reytanie są proste, jeden wybryk typu alkochol czy
    narkotyki i relegacja ze szkoły. Przed wyjazdem (np teraz na Białą
    szkołę) każdy gimnazjalista podpisuje zobowiązanie że będzie
    przestrzegać tych zasad (razem z rodzicem to podpisuje).

    Poza tym ja rozmawiam ze swoim dzieckiem i wiem,a rozmawialismy
    własnie np przed wyjazdem (bo nie zaszkodzi przypomnieć, że głupota
    to czasem kilka sekund a konsekwencje do końca życia) i poprostu
    wiem że w gimnazjum nie ma takich przypadków (a oni wszyscy naprawde
    dobrze się znają).
  • Gość: menodo IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 18:40
    Ja mogę żaręczyć za Reytana (za gimnazjum), bo tu naprawde Pani
    > Dyrektor zna każdego ucznia (bo uczy, lub uczyła każdego) i nic się
    > nie ukryje. Samo gimnazjum jest de facto bardzo kameralne, bo to
    > raptem do 7 klas razem moze się uczyć (na wszystkich poziomach)"

    Jezu, no ja nikogo o nic nie oskarzam! Moja corka jest alergikiem, od nadmiaru
    cukru groza jej pryszcze, wiec slodycze, a tym bardziej alkohol to jej wrog; w
    ogole cokolwiek, co mogloby zaszkodzic jej urodzie jest jej wrogiem:)
    Niemniej - nieustannie opowiada mi o nachlanych do nieprzymnosci dzieciakach w
    jej wieku, o ziolach albo acodinie - a to nie sa dzieci z jakiegos marginesu
    spolecznego, bo ona z takimi dziecmi nie ma kontaktu juz od podstawowki.
    Dlatego pytam - skad sie biora tacy licealisci w najlepszych szkolach?
  • 02.03.10, 18:56
    Ja wiem że nie oskarżasz. Poprostu naprawde akurat w naszym
    gimnazjum, to by nie przeszło.

    A skąd się biorą takie problemy w liceum, ja nie wiem, ale nie sądze
    aby to były akurat ofiary Twardej, Reytana, czy Batorego, bardziej
    bym kojarzyła ze "zwykłymi" gimnazjami gdzie nikt tych dzieciaków
    nie dopilnowywał i nikt im nie wytłumaczył jak wiele mają do
    stracenia przez takie głupie próby (bo raczej myślę że to są wciąż
    jakieś gó...arskie próby, a nie trwające uzależnienie czy używanie
    wspomagaczy żeby poprawić wyniki w nauce).
  • 02.03.10, 19:26
    Jest tez element..towarzyski. Jeżeli nastolatek lubi się uczyć, ma
    pasje, chce je rozwijać, jest w miarę zdolny i inteligentny...może
    lepiej znosić 40 godzin w szkole "nietypowej", mimo wysiłku i
    porażek od czasu do czasu, niż 25 godzin w szkole z dresiarzami. To
    oczywiście trochę uproszczone spojrzenie na sprawę, ale chciałam to
    przedstawić obrazowo;)
  • Gość: ja IP: 195.150.83.* 02.03.10, 19:29
    joa66 napisała:

    > Jest tez element..towarzyski. Jeżeli nastolatek lubi się uczyć, ma
    > pasje, chce je rozwijać, jest w miarę zdolny i inteligentny...może
    > lepiej znosić 40 godzin w szkole "nietypowej", mimo wysiłku i
    > porażek od czasu do czasu, niż 25 godzin w szkole z dresiarzami. To
    > oczywiście trochę uproszczone spojrzenie na sprawę, ale chciałam to
    > przedstawić obrazowo;)

    TAK, TAK, dokładnie (jestem żywym tego przykładem:)
  • 04.03.10, 16:10
    Mój syn wraca ze szkoly zwykle ok. 16, raz-dwa razy w tygodniu ma
    zajęcia dodatkowe (kółko filozoficzne, ITN, Ośrodek Promocji
    Talentów) i wtedy jest w domu ok. 17-17.30.
    Ma też zajęcia dodatkowe, niestety konieczne. I lekcje do
    odrobienia.
    Nie jest dobrym uczniem, zlym też nie - ot, takim sobie. Na pewno
    nie jest tytanem pracy (i dobrze, mam taka jedną i wcale się z tego
    nie cieszę). ma zdecydowanie za dużo zajęć - widze, ze gdy w II
    klasie miał mniej, intelektualnie rozwijał się bez porównania
    lepiej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Twarda IP: *.warszawa.vectranet.pl 20.03.14, 19:43
    Chodzę na Twardą i w 3 klasie mamy 40 godzin na tydzień. Niektóre przedmioty to czysta strata czasu (religia i filozofia, łącznie 5 godzin przez 3 lata (rozumiem, że religia czasem jest ważna, ale nie dla nas - dalibyśmy wszystko, by skończyć godzinę wcześniej)). Ja przyznam szczerze nie potrafiłam się zorganizować z nauką i zajęciami, a moja mam stwierdziła, że nie będę miała na nie czasu z góry i w gimnazjum na nic oprócz zbiórek nie chodziłam. Moja koleżanka zdaje szkołę muzyczną II st. i daje radę, więc to zależy od osoby. Twarda ma super atmosferę do nauki, a dla tych co chcą znajdą się i imprezy. Ja o nich nic nie powiem, bo na nie nie chodzę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.