Dodaj do ulubionych

Kursy przygotowujące do...- chory system

18.03.10, 06:55
Wczoraj poszłam na zebranie informacyjne do jednego z liceów.
Większośc uczniów przyznała, że chodzą na kursy przygotowujące do
matury. To samo powiedzieli uczniowie innego liceum na targach
edukacyjnych.

Słyszę, że wielu gimnazjalistów chodzi na kursy przygotowujące do
egzaminów.

Mam wrażenie, że teraz korepetycje, kursy to nie jest ewentualny
dodatek do szkoły, ale równoległy i obowiązkowy świat edukacyjny.
Firmy "edukacyjne" powstają jak grzyby po deszczu , a uczeń nie
korzystające z ich usług ( a planujący studia) to gatunek
wymierający.

Kto nakręca tę machinę?


Edytor zaawansowany
  • myszmusia 18.03.10, 07:48
    dla mnei to jest totalna bzdura - tak byc nie powionno. NIe po to sie płaci za szkołe (za panstwowa tez wbrew pozorom "darmowosci" oświaty sie płaci) zeby chocdzic na kursy - przeceiz to jest prowadzone przez nauczycieli najczesciej - rożnego rodzaju szkoł czy uczelni ale nauczycieli. Dla mnie to jest nieetyczne - ze mozna nauczyc na kursach a nei mozna na lekcjach.
    MOi obydwoje rodzice sa (byli) nauczycielami - NIGDY nie dawali korepetycji a bardzo czesto siedzieli z uczniami "za bóg zapłac" zeby cos wytłumaczyc dodatkowo - z własnymi uczniami (a nie to co czeste - podsyłanie do kolegi/kolezanki na korepetycje , czy polecanie własnie jakistam kursów)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • Gość: filga IP: 217.11.129.* 18.03.10, 08:36
    Ale problem jest bardziej złożony. Nie zawsze jest tak, że "szkoła
    nie uczy". Dość często uczniowie nie korzystają z oferty szkoły,
    lekcji, dodatkowych lekcji, konsultacji. Wolą zamiast tego lekcje
    prywatne. A i u części rodziców jest głęboko zakorzenione
    przekonanie, że na korepetycjach będzie lepiej. Słuchałam dzisiaj w
    radio wypowiedzi korepetytorów z matematyki. Twierdzili stanowczo,
    że szkoła nie jest w stanie dobrze przygotować do matury na poziomie
    rozszerzonym. Trzeba brać korepetycje. To co robi rodzic? Łatwo
    zgadnąć. Nie wiem, czemu bardziej wierzy się temu, co mówią media
    niż szkole.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 09:39
    W klasie mojej corki w gimnazjum czesc dzieci chodzila na kursy juz od wrzesnia,
    nawet kilka razy w tygodniu! Z tej grupy najlepsi uczniowie zdali egzamin na
    poziomie klas dwujezycznych np. w Batorym,powyzej 90 pkt. Ale byli w niej takze
    tzw. slabi uczniowie - z wynikami jak na nie rewelacyjnymi- ok.80 pkt. Pozostala
    czesc klasy - tragedia;madre dzieciaki polegly na prostych zadaniach, bo
    zwyczajnie nie wycwiczyly sie w rozwiazywaniu testow.
    Moja corka dopiero w drugim semestrze zaczela chodzic na kurs z czesci
    mat.-przyr., a ze miala jeszcze final olimpiady (tydzien przed testem) - ten
    czas okazal sie za krotki, aby sie solidnie przygotowac. Z czesci "scislej"
    miala 35 punktow - przecietnie- ale jak twierdzi, co najmniej 10 pkt.zawdziecza
    kursowi.
    Do humanistycznej czesci podeszla "z marszu" - 45 pkt., troche zawiedziona, ale
    zal ma tylko do siebie,bo polonistka uczulala ja na pewne typy zadan,z ktorymi
    moze miec problemy.

    Slowem - mam wrazenie, ze w szkolach,w ktorych nauczyciele przygowtowuja uczniow
    do testow, nie sa potrzebne zadne kursy. Natomiast tam,gdzie jedynie
    "przerabiany jest program", kursy sa niezbedne.
  • joa66 18.03.10, 10:03
    "mam wrazenie, ze w szkolach,w ktorych nauczyciele przygowtowuja
    uczniow
    do testow, nie sa potrzebne zadne kursy. Natomiast tam,gdzie jedynie
    "przerabiany jest program", kursy sa niezbedne. "

    A wydawałoby się, że skoro za "przerabianie materiału" i za egzaminy
    odpowiedzialna jest jedna instytucja - MEN
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 11:05
    "A wydawałoby się, że skoro za "przerabianie materiału" i za egzaminy
    odpowiedzialna jest jedna instytucja - MEN "

    Tak by sie wydawalo. Ale doswiadczenie pokazuje, ze nawet przecietny uczen,jesli
    na kursach "potrzepie" troche testow - moze swietnie zdac egzamin gimnazjalny
    czy maturalny.
    Moj bardzo oczytany,ale niewybitny z polskiego syn, przed matura wymusil na
    mnie zakup brykow, bo jak sie gdzies dowiedzial, testy z polskiego ukladaja
    autorzy takich publikacji, wiec dobrze aby zapoznal sie z ich "mentalnoscia".
    Zdal swietnie, choc wynik z polskiego nie byl mu do niczego potrzebny. I bylo mu
    glupio wobec kolegow, przy ktorych nie smialby ust otworzyc w dyskusji o
    literaturze - a ktorzy mature napisali slabiej od niego,bo czytanie brykow
    "uwlaczalo ich godnosci".
  • nchyb 18.03.10, 11:24
    Tak skojarzyły mi się reportaże o edukacji w krajach Orientu.
    Edukacja (dobra edukacja) jest tam z z jednej strony trampoliną do
    kariery, a raczej odskocznią od wiejskiej biedy, z drugiej jednak
    strony, jest typowym obowiązkiem ucznia i to na najwyższym poziomie
    i najwyższym wysiłkiem.
    Szkoła nie wystarcza i wszyscy (WSZYSCY) uczniowie biorą dodatkowe
    korepetycje. Bo tylko tak mają szansę wykazać, że się angażują!
    Cóż, może powoli i my doganiamy Japonię ;-)
    --
    Kryminały i sensacje
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 11:46
    A mnie to naprawde dziwi.

    Zrobiłam (ja 42-latka, prawie ćwierć wieku po maturze) kilka
    matur,np z WOS, z angielskiego, z polskiego i byłam zdumiona jak
    banalne i proste są one obecnie(nie wypowiadam się o maturach z
    przedmiotów ścisłych, bo tu bez bicia pewnie bym poległa, ale jakbym
    się pouczyła trochę to pewnie bym dała radę). Naprawde trzeba być
    osłem nie lada aby tych matur nie zdać (po jakimś tam porzygotowaniu
    do nich), ba!!! nie zdać dobrze. Pamiętam że stara (moja) matura to
    było naprawde COŚ, tylko że ja w klasie maturalnej to poprostu non
    stop się uczyłam-spotykaliśmy się w domach i się uczylismy
    (równolegle z nauką do egzaminów wstępnych, które akurat dla mnie
    były z zupełnie innych przedmiotów niż moja matura). Przed samą
    maturą pamiętam jak dziś siedziałysmy z koleżankami w Łazienkach i
    bite 8 godzin pytałysmy się nawzajem (wcześniej to wszystko trzeba
    było spiasć, bo nie było takich kompendiów wiedzy jak teraz). Te
    testy, które są publikowane naprawde nie są trudne i wydaje mi się
    że choć przy odrobinie chęci nie jest to jakiś problem, je zdać.

    Tak się zastanawiam czego uczą szkoły jeśli korepetycje są potrzebne
    nawet do tak banalnego egzaminu ? Jak ta młodzież dałaby sobie radę
    z matura która była 25 lat temu ?


    Może te korepetycje to tylko jakaś moda, a nie rzeczywista
    konieczność. Może bardziej chodzi o to że młodzież nie umie się
    zmobilizować sama, i te kursy i korepetycje to bardziej chodzi o to
    zeby jednak się przyłożyć, a nie o to aby nadrabiać braki. Myślę że
    to czasem też czyste sumienie rodziców. Zamiast siąść z dzieckiem i
    go przepytać (tak robiła moja mama, tak robie czasem ja), wygodniej
    dać dziecko na korki, albo na kursy.

    Mój syn do egzaminu gimnazjalnego został przeze mnie wyposażony w
    róznego rodzaju vademecum, rózne płyty z testami, jakieś wydania
    specjalnie pod egzamin gimnazjalny itp itd-jestem pewna że gdyby
    zechciał je "przerobić" w całości to naprawde da sobie radę, bo tam
    wszystko jest. Nie wiem tylko czy zechce, bo narazie nie przejawia
    żadnych chęci....No ale to nie jest powód żeby mu fundować kursy.
  • lodewijk 18.03.10, 11:00
    To ja teraz juz wiem, dlaczego wyniki warszawskie tak bardzo odbiegaja w górę od
    reszty kraju. Zawsze zastanawiało mnie, czy to dzieci tam sa madrzejsze, czy
    nauczyciele genialni, a tu po prostu chodzi o nadrabianie pracy szkoły
    korepetycjami i kursami. Przyznam, że zdumiała mnie skala zjawiska. Ja znam
    pojedyncze przypadki osób korzystajacych z takich usług, na pewno gdzie indziej
    nie jest to normą. Ale rozumiem, że konkurencja do szkół wymusza takie
    zachowania. Mimo wszystko przerażające.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 18:42
    odewijk napisał:

    > To ja teraz juz wiem, dlaczego wyniki warszawskie tak bardzo odbiegaja w górę o
    > d
    > reszty kraju. Zawsze zastanawiało mnie, czy to dzieci tam sa madrzejsze, czy
    > nauczyciele genialni, a tu po prostu chodzi o nadrabianie pracy szkoły
    > korepetycjami i kursami. Przyznam, że zdumiała mnie skala zjawiska. Ja znam
    > pojedyncze przypadki osób korzystajacych z takich usług, na pewno gdzie indziej
    > nie jest to normą. Ale rozumiem, że konkurencja do szkół wymusza takie
    > zachowania. Mimo wszystko przerażające.

    Hehe. A cos Ty myslal? Ze warszwskie dzieci glownie bawia sie w klubach a potem
    ot tak maja nalepsze w Polsce wyniki na maturach, bo sa genialne i maja
    genialnych nauczycieli?
    Nie, nawet jesli sa czasem genialne i czasem maja genialnych nauczycieli, a i
    zdarza im sie czasem isc do klubu - przede wszystkim haruja, i to od 1 wrzesnia
    1 klasy. A w 3 klasie dodatkowo biora korepetycje albo chodza na kursy, nie
    wszystkie,moj syn nie chodzil, a mature zdal swietnie - ale skala tego zjawiska
    w Warszawie jest ogromna.
  • Gość: krysia IP: 80.54.28.* 18.03.10, 11:21
    ja nie wierze w kursy, swoje dziecko poslalam rok temu na korepetycje zeby latwoiej mu bylo w szkole i naprawde nie zaluje jedna lekcja 14zł w zaleznosci jeszcze od liczby godzin i lekcji solidne przygotowanie. polecam tez innym rodzicom platu . pl :)
  • claratrueba 18.03.10, 11:51
    To jest parę spraw. Testy są proste, matura też ale skonstruowane po prostu
    głupio (nasza dawna dyskusja o liczbie więźniów więźniarce i parę podobnych).
    Moim zdaniem, pokazuja bardziej czy kto umie rozwiązywac taki specyficzny test
    lub "odkryc co jest w kluczu" niz jaką faktycznie ma wiedze i zdolność analizy.
    A nauczyciel ma nie tylko wytresować do zdawania testów a przekazać konkretna
    wiedzę, chocby na teście była równie przydatna jak rybie parasol. I jednego i
    drugiego zrobic porządnie nie zdoła w przeciętnej szkole. W 'nieprzeciętnej"
    mojego syna, program właściwie został zrealizowany z wiekszości przedmiotów do
    ferii, teraz trenują "pod testy". W innych szkołach, z uczniami których mam
    kontakt nie tylko daleko do zrealizowania programu (prawdopodobnie nie zdążą-
    niektórzy w pierwszym półroczu robili jeszcze II klasę) ale o żadnym ćwiczeniu
    do testów nie ma mowy. Kto ambitny- kursy, korepetycje.
    Druga sprawa to ogromne zróżnicowanie uczniów w ramach jednej klasy. Nie da sie
    skutecznie uczyć uczniów o bardzo różnym poziomie umysłowym i bardzo różnym
    poziomie ambicji. Nie da się jednocześnie uczyć pamięciowca i anlityka. A
    gimnazjalista sam na ogół nie jest w stanie wypracować sobie własnej skutecznej
    metody. Raczej sie zniechęci do przedmiotu jesli sposób nauczania nie uwzględnia
    jego predyspozycji.
    Sprawa trzecia, nieco bolesna. Wielu rodziców myli bezwarunkową miłość do
    dziecka z bezkrytycznym spojrzeniem na jego możliwości. Wiele dzieci
    korzystających z kursów czy korepetycji jest po prostu mało zdolnych a ambicja
    rodziców, nierzadko chęć pochwalenia sie dzieckiem w jakiej to jest ho,ho
    szkole, powoduje zasypywanie coraz to nowymi "dokształcaczami". Dziecko kuje, bo
    musi. Satysfakcja z tego żadna. Poczucie winy wielkie- "tyle pieniędzy na mnie
    wydali". Jaką samoocenę może mieć dziecko, ktoremu kolejne korepetycje i kursy
    nie pomogły jednak dostac sie do upragnionego przez rodziców liceum wole nie
    myśleć. A to może być niezwykle wartościowy młody człowiek- intelekt to nie jest
    jedyna wartość.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 12:08
    U mojego syna w szkole tzw fakultety są od września w 3 klasie, ale
    po pierwsze są dla chętnych, po drugie są co kilka dni z różnych
    przedmiotów na tzw "zerówkach" (czyli o 7 rano), albo po lekcjach,
    po trzecie są finansowane z Rady Rodziców. Czyli jest to absolutnie
    coś extra poza normalną nauką, jeśli ktoś czuje taką potrzebę.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 12:30
    "U mojego syna w szkole tzw fakultety są od września w 3 klasie, ale
    po pierwsze są dla chętnych, po drugie są co kilka dni z różnych
    przedmiotów na tzw "zerówkach" (czyli o 7 rano), albo po lekcjach,
    po trzecie są finansowane z Rady Rodziców. Czyli jest to absolutnie
    coś extra poza normalną nauką, jeśli ktoś czuje taką potrzebę."

    Agatko, ale szkola Twojego syna jest szkola wyjatkowa, gdzie ucza sie
    wyselekcjonowane dzieci pod opieka wysokwalifikowanych fachowcow.
    W klasie mojej corki byly dzieci,ktore swietnie zdaly egzaminy do Batorego,
    Zmichowskiej czy na Twarda, ona sama lezala w szpitalu w czasie egzaminu do
    szkol dwujezycznych; dziewczynki chcialy byc razem - bo blizej, bo chcialy byc
    razem, bo pani dyrektor obiecywala, ze w tej wyselekcjonowanej klasie stworzy
    zdolnym dziecom swietne warunki. Ale nie wywiazala sie ze swoich obietnic - i
    gdyby rodzice nie wzieli odpowiedzialnosci za losy swoich dzieci, wyladowalyby
    nie wiem gdzie. Moja corka wygrala konkurs,inne dziewczynki chodzily na kursy -
    wszystkie dostaly sie tam, gdzie chcialy, ale nie zawdzieczaja tego szkole,
    tylko sobie i swoim rodzicom, korepetytorom i nauczycielom z drogich kursow.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 12:42
    Ja nie pisze o Reytanie żeby się chwalić, pisze żeby pokazać ze są
    różne dobre praktyki i np wiedząc o nich można podobnych rzeczy
    domagać się w "swoich" szkołach. Gdyby moje dziecko miało braki, to
    woalałabym aby chodziło na takie szkolne "douczki", niż gdybym miała
    mu fundować korepetycje. Myslę że taki system jest do skopiowania,
    tylko ktoś to musi zarganizować, jacyś nauczyciele muszą na te 7
    rano przyjść, i ktoś musi za to zapłacić. Ale jesli jest sprawna
    dyrekcja i fajni rodzice, to wszystko jest do załatwienia, i to tak
    aby normalne lekcje i uczniowie którzy nie potrzebują dodatkowych
    zajęć na tym nie ucierpiały.

    Fakultety z tego co wiem, były przede wszystkim dla dzieci z klas
    rejonowych, bo to głównie te klasy wypadają słabiej. Zobaczymy czy
    będą też w przyszłym roku, kiedy to będzie pierwszy
    rocznik "wyselekcjonowany" (swoją drogą też nie, że się chwalę !!!!,
    ale mój syn na próbnym, teraz w 2 klasie miał identyczne wyniki jak
    Twoja córka (prawie) tylko na odwrót 37 z human, a 44 z mat-przyr, i
    zostało to uznane przez nauczycieli za bardzo kiepski wynik (był
    jakoś w środku klasy) i mają się wziąć do roboty, ot taka
    ciekawostka).
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 12:59
    Agatko, ale gdybys zobaczyla jak wygladaja nauczucielki z bylego gimnazjum mojej
    corki (poza polonistka) - watpie, abys chciala, aby Twoj syn korzystal u nich z
    jakichkolwiek douczanek.

    Przypomina mi sie jak moj syn (po szkolach spolecznych) ogladal kiedys strajk
    ZNP w telewizji i nagle zbladl - o jezu, to sa nauczyciele?
    A moja corka - o co ci chodzi, ja mam z takimi osobnikami do czynienia na co
    dzien w swoim gimnazjum.
    Zgroza, ale nie dziwie sie sie, ze mozesz nie rozumiec o czym mowie, bo moja
    corka jest w tej chwili w szkole, gdzie nawet pani wozna jest osoba powszechnie
    szanowana z powodu wysokiej kultury osobistej i serdecznosci, ktora obdarowuje
    innych.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 13:19
    W Reytanie obecnie trwa zbiórka pieniędzy (zainicjowana przez
    społeczność szkolną) dla wieloletniego pana woźnego, którego dziecko
    zachorowało....

    Nie no nie wiem o czym mówisz, przyznaje się, to znaczy wyobrażam to
    sobie (bo np pamiętam swoja podstawówkę 40 lat temu), ale nigdy w
    praktyce obecnej nie zetknęłam się z czymś takim. Mój syn był w 2
    publicznych podstawówkach (niby ta sama, bo przeszedł z całą klasą i
    nauczycielką do nowootwartej szkoły), w 1 szkole STO i teraz w
    publicznym gimnazjum (wczesniej jeszcze w prywatnym przedszkolu
    sióstr zakonnych). Wszędzie nauczyciele byli super. Poza jednym
    przypadkiem katechetki-debilki (autentycznej), którą karnie
    relegowano ze szkoły (niestety do innej :-( ) wszyscy nauczyciele
    byli naprawde na poziomie i całkowicie angażujący się w to co robią,
    nigdy nie miałam żadnej spornej sytuacji z nauczycielami (no moze
    raz, gdy odmówiłam zapłaty za rozwaloną ścianę przez syna, bo
    kwestionowałam jakość ściany którą 10 latek może opierając się
    rozwalić).


    Wczoraj czy przedwczoraj w TVN widziałam reportaż o tym jak rodzice
    teraz decydują o posyłaniu 6-latków czy do zerówki, czy pierwszej
    klasy, jak szkoły zabiegają, jak kokietują, jak są otwarci. Ja
    zawsze wybierałam szkoły BARDZO DOKŁADNIE (czyli np odwiedzałam po
    kilka kilkanaście szkół-stad moze te wybory były takie dobre) ale
    nigdy nie spotykałam się z taka zyczliwoscią i taka otwartością
    (były nawet szkoły gdzie konczyłam na rozmowie z ochroną, bo wejscie
    było niemozliwe, "nielzia" i już). Bardzo zazdroszcze obecnym
    rodzicom, wydaje mi się że mają łatwiej, myślę że polska edukacja
    zmienia się i będzie się zmieniać-trzeba tylko egzekwować swoje
    prawa.


  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 13:13
    (swoją drogą też nie, że się chwalę !!!!,
    ale mój syn na próbnym, teraz w 2 klasie miał identyczne wyniki jak
    Twoja córka (prawie) tylko na odwrót 37 z human, a 44 z mat-przyr, i
    zostało to uznane przez nauczycieli za bardzo kiepski wynik (był
    jakoś w środku klasy) i mają się wziąć do roboty, ot taka
    ciekawostka)."

    Najwyzszy wynik w klasie mojej corki to 97 punktow. Dziewczynka,ktora pod koniec
    roku wygladala jakby czolg po niej przejechal. Rok chodzenia na kursy nie wiem
    ile razy w tygodniu,po dwoch latach straconych w beznadziejnym gimnazjum.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 13:33
    Nie wiem jaki był najwyższy wynik w klasie, pewnie dowiem się na
    zebraniu.

    Mój syn narazie poza zrobieniem kilku testów (i kilku matur, ale to
    kompletnie dla zabawy), nie zrobił nic w kierunku egzaminów (już
    bardziej w kierunku szóstek ze strategicznych przedmiotów, bo to
    wydaje się praca bardziej długofalowa, bo akurat szóstek to
    nauczyciele tak łatwo w Reytanie nie dają i trzeba nieźle
    pokombinować i pokazać że się zasłużyło, i egzaminu do ewentualnej
    klasy IB lub 2-jęz). Podejrzewam że w 3 klasie będzie tych testów
    robił wiecej, i pewnie trochę się pouczy (w sensie "pokuje"-tak
    pamięciowo) (mam nadzieję że książki co mu je kupiłam jednak
    wykorzysta). W Reytanie średnia z klas 2-jęz jest co roku w
    okolicach 90, więc mysle ze nie ma powodu aby i on takiego wyniku
    nie mógł osiagnąć, poprostu ciut się przykładając (ale przyłożyć
    trzeba się będzie, i on ma tego świadomość) w 3 klasie (przy czym 3
    lata to on się naprawde uczy, nie obija się ani troche nawet ze
    znienawidzonej biologii, a moze nawet przede wszystkim ;-).
    Kompletnie nie widzę potrzeby żadnych dodatkowych lekcji, wręcz
    odwrotnie w 3 klasie planujemy postawić na relaks i odpoczynek (zero
    dodatkowych zajęć typu jezyki, tylko sport, wyjazdy) żeby przeżyć to
    jak najmniej boleśnie.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 18.03.10, 11:52
    isiu, krysiu, aniu i jakkolwiek inaczej zechcesz się nazwać.

    Cóż za ordynarny spam, jak się spamuje to warto wiedzieć, że jest
    coś takiego jak numer IP....
  • claratrueba 18.03.10, 12:03
    jedna lekcja 14zł w

    Ciekawe. Kto też daje lekcje za taką cenę, za jaką w moim mieście można co
    najwyżej znaleźć pijaczka do kopania ogródka?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 12:10
    Gość portalu: agatka_s napisał(a):

    > isiu, krysiu, aniu i jakkolwiek inaczej zechcesz się nazwać.
    >
    > Cóż za ordynarny spam, jak się spamuje to warto wiedzieć, że jest
    > coś takiego jak numer IP...."

    Wyjelas mi to z ust...No ale sama widzisz, jak agresywny jest ten "marketing
    edukacyjny"...Fuj! Paszol won!
  • tukata 18.03.10, 13:14
    korepetycje, kursy -to jest jakieś chore zjawisko i faktycznie warto
    sobie zadać pytanie, kto to wszystko napędza. U mojej córki w szkole
    nikt z wyjątkiem jednej dość słabo uczącej się dziewczynki nie
    chodzi na żadne korepetycje. Gimnazjum jest świetne, wyniki są
    bardzo dobre, czyli szkoła jest w stanie przygotować do egzaminu,
    dzieci dostają sie do liceów tych co chcą. Dzieciaki wzajemnie sobie
    pomagają, jedno drugiemu jak trzeba coś tam wytłumaczy, w
    ostateczności nauczyciel potrafi zostać po lekcjach ( za darmo).
    Rozumiem, że szkoła jest społeczna, trochę mniejsze klasy (20-22
    uczniów), dzieci jakoś tam wyselekcjonowane, ale wasze dzieci też są
    bardzo dobre, a jednak posyłacie je na te kursy. Przecież średnio
    zdolne dziecko przerabiając te testy w domu jest w stanie się samo
    przygotować do egzaminu, więc po cholere napedzać tę machinę. Kiedyś
    ( za moich czasów) korepetycje brali uczniowie (nieliczni), którzy
    przygotowywali sie na ciężkie studia, typu medycyna. A dziś, to jest
    jakas moda, znam rodziców, którzy od I klasy szkoły podstawowej
    posyłają dzieci(dobrze uczące się, bez dysfunkcji) na dodatkowe
    lekcje. Przecież to jest chore. Pojawia się pytanie, co to znaczy
    dobra szkoła? Jeżeli wynik w rankingu nie jest zasługą szkoły, tylko
    korepetytorów, to cały ten system edukacji jest do d...py.
  • claratrueba 18.03.10, 13:25
    wynik w rankingu nie jest zasługą szkoły, tylko
    > korepetytorów, to cały ten system edukacji jest do d...py.

    No bo jest.
    Nasz był lepszy.
    Jam tam mojego nigdzie nie posyłam, bo szkoła jest b. bobra, w klasie aktualnie
    18 uczniów. Korepetycje bierze szt. 2- rzeczywiście słabi jak na tę szkołę.
    Jeden "odstający" przeniósł się do państwowej żeby mieć przyzwoitą średnią.
    Dobrze zrobił- zmiana z 2,3 na 4,4 a matka ubolewa, że "teraz to on już się
    zupełnie nie uczy". Dziwisz się, że rodzice dzieci z tego gimnazjum szukaja
    korepetycji dla dzieci z dobrymi ocenami?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 13:25
    U mojej córki w szkole
    > nikt z wyjątkiem jednej dość słabo uczącej się dziewczynki nie
    > chodzi na żadne korepetycje. Gimnazjum jest świetne, wyniki są
    > bardzo dobre, czyli szkoła jest w stanie przygotować do egzaminu,
    > dzieci dostają sie do liceów tych co chcą.

    Ale gimnazjum mojej corki nie bylo swietne. Moja corka w ciagu 3 lat miala
    chyba 3 nauczycieli od geografii, pani od biologii na lekcji czytala glownie
    podrecznik, fizyka-chemia to glownie kucie na pamiec i non stop karkowki z
    definicji i wzorow,pani od matematyki zostala zwolniona po 2 klasie po
    interwencjach w kuratorium rodzicow wszystkich klas,ktore uczyla....

    ale wasze dzieci też są
    > bardzo dobre, a jednak posyłacie je na te kursy.

    A co bys zrobila na moim miejscu? Ja i tak za pozno poslalam corke na kurs, w
    dodatku w tym samym czasie samodzielnie, bez jakiejkolwiek pomocy nauczyciela
    przygotowywala sie do olimpiady.

  • kmir 18.03.10, 13:29
    W kwestii kursów przygotopwawczych do matury pragnę dorzucić kilka
    uwag:

    1. Często osobami korzystającymi z takich kursów są osoby, które
    chcą na maturze zdawać egzamin (szczególnie na poziomie
    rozszerzonym) z przedmiotu realizowanego na poziomie podstawowym.
    Bywa to czasami efektem zmiany zainteresowań (planowanego kierunku
    studiów), ale moim zdaniem częściej jest to efektem złego wyboru
    klasy. Jeżeli uczeń jest zainteresowany rozszerzaniem matematyki i
    fizyki trafi do klasy matematyczno-geograficznej to bardzo często
    juz w klasie I zakłąda, że w klasie maturalnej będzie chodził na
    kursy (korepetycje). Moim zdaniem jest to założenie błędne bo
    kilkadziesiąt godzin kursu czy nawet 100 godzin korepetycji nie
    zastąpi trzech lat intensywnej nauki w klasie o odpowiednim profilu
    i nastawieniu ucznió i nauczyciela.

    2. Bywa tak, że do klasy z rozszerzoną matematyką trafia osoba,
    która ma olbrzymie zaległości. Czasami część winy za powstanie tych
    zaległości spoczywa na szkole podstawowej i gimnazjum. Ale nie
    zmienia to sytuacji, że nie da się dobrze zdać matury bez
    nadrobienia tych zaległości. A w liceum już nie bardzo jest na to
    czas.

    3. Nie da się całego cieżaru przygotowań do matury "przerzucić" na
    szkołę. Nauczyciele zadają uczniom prace domowe, polecają
    powtórzenie okreśłonych zagadnień itp. Uczeń w liceum powinien być
    dojrzały do samodzielnej pracy. Niestety w wielu szkołąch nie
    wszyscy to potrafią.
    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • claratrueba 18.03.10, 13:44
    Generalnie zgoda.
    Ale:
    Uczeń w liceum powinien być
    > dojrzały do samodzielnej pracy. Niestety w wielu szkołąch nie
    > wszyscy to potrafią.
    Nie zawsze jest to wina ucznia, często- szkoły, niestety. Jeśli zupełnie dobry
    uczeń nie ma zadawanych prac domowych w dostatecznej ilości (a jedna rozprawka w
    semestrze dla ucznia chcącego zdawać język rozszerzony to nie jest dostatecznie,
    no ale te rozprawki trzeba sprawdzać, skomentować, dać zalecenia...) to do
    samodzielnej pracy nie dojrzewa. Idzie na korepetycje, gdzie "nadzorcy
    niewolników" będzie się chciało i te rozprawki sprawdzać i wskazywac sposoby
    poprawy, podręczniki czy materiały odpowiednie dla konkretnego ucznia.
  • tukata 18.03.10, 14:47
    3. Nie da się całego cieżaru przygotowań do matury "przerzucić" na
    > szkołę.

    A kto ma przygotować do matury, jak nie szkoła? Korepetytorzy? Poza
    tym czym innym są korepetycje tuż przed maturą, a czym innym
    korepetycje np. 5 przedmiotów trwające latami, a zaczynające się juz
    na początku edukacji. Tak samo szkoła powinna przygotować do
    sprawdzianu po 6 klasie czy po gimnazjum. Kiedyś mówiło sie, że na
    korepetycje to chodzą osoby, które nie radzą sobie z nauką, dziś
    chodzą wszyscy łacznie z tymi bardzo zdolnymi. Przecież to absurd. A
    poza tym są szkoły (chociażby przykład szkoły córki), że "da się"
    bez korepetycji. Czy to wina systemu czy nauczycieli? Czy to
    przypadkiem, nie jest tak, że właśnie szkoła chce przerzucić
    odpowiedzialność na rodziców. I tworzą nam sie szkoły popołudniowe
    (szara strefa nauczycieli korepetytorów, którzy w szkole nie moga
    nauczyć, a już po szkole mogą). To tak jak z nauczycielem, u którego
    z klasówek są same jedynki. To kto jest beznadziejny dzieci, czy
    nauczyciel, który nie potrafi nauczyć(wytłumaczyć)?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 15:15
    tukata napisała:

    > 3. Nie da się całego cieżaru przygotowań do matury "przerzucić" na
    > > szkołę.
    >
    > A kto ma przygotować do matury, jak nie szkoła? Korepetytorzy?

    Na stronach wielu "firm edukacyjnych" mozna poczytac jak bardzo prestizowych
    maja wykladowcow - glownie z topowych warszawskich ogolniakow.Na stronach
    topowych ogolniakow z kolei mozna poczytac pytania uczniow - panie dyrektorze,co
    z nasza geografia, ile razy mamy powtarzac, ze pani profesor nie oddaje naszych
    prac juz od dwoch miesiecy? A prywatny kurs kosztuje u niej podobno 2 tys,...
  • verdana 18.03.10, 21:09
    Czyli dyrektor jednego z najlepszych liceów deklaruje "Nie liczcie
    na to, ze szkoła przygotuje do matury."
    Nasuwa się pytanie zatem, czy osiągniecia uczniów tej szkoły sa
    osiągnięciami szkoły... To nie jest to samo.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 21:41
    verdana napisała:

    > Czyli dyrektor jednego z najlepszych liceów deklaruje "Nie liczcie
    > na to, ze szkoła przygotuje do matury."
    > Nasuwa się pytanie zatem, czy osiągniecia uczniów tej szkoły sa
    > osiągnięciami szkoły... To nie jest to samo.
    >
    Gdyby moje dziecko przypadkiem znalazlo sie w Jezioranskim,po tej dyrektorskiej
    deklaracji - natychmiast zabralabym je z tej szkoly.
    Mam nadzieje, ze pani dyrektor szkoly, do ktorej chodzi moja corka,gdzie progi
    byly punktowe byly o kilkanscie punktow wyzsze niz do Jezioranskiego, ma
    odmienny poglad na kwestie odpowiedzialnosci szkoly za wyniki maturalne uczniow.
  • kmir 19.03.10, 11:50
    verdana napisała:
    > Czyli dyrektor jednego z najlepszych liceów deklaruje "Nie liczcie
    > na to, ze szkoła przygotuje do matury."

    Moim zdaniem szkoła ponadgimnazjalna jest powołana do tego, aby
    stworzyć uczniowi warunki do przygotowania do matury. Nauczyciel nie
    jest w stanie nauczyć się za ucznia - może i powinien wskazywać mu
    zagadnienia do opanowania, wyjaśniać wątpliwości, tłumaczyć
    niezrozumiałe zagadnienia itd. Natomiast nie jest w stanie robić
    zadań,czytać lektur, uczyć się obcego języka itd za ucznia.

    > Nasuwa się pytanie zatem, czy osiągniecia uczniów tej szkoły sa
    > osiągnięciami szkoły... To nie jest to samo.

    Tak zwane "osiągnięcia szkoły" są zawsze przede wszystkim
    osiągnięciami ucznia (absolwenta). Jedyną zasługą szkoły jest
    zmobilizowanie ucznia i ukierunkowanie jego pracy i jak to czasem
    żartem mówię nie przeszkadzanie mu w rozwoju.
    Ile razy miałem okazję odbierać wyróżnienia w rankingu tyle razy
    mówiłem o zasługach uczniów i ich ciężkiej pracy.
    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • morekac 18.03.10, 21:50
    A może to chodzi i o to, że takie kursy nieco ułatwiają powtarzanie wiedzy?
    Nieco systematyzują? Może niektórzy uczniowie bardziej mobilizują się do pracy?
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że nie mogę za
    mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 22:00
    morekac napisała:

    > A może to chodzi i o to, że takie kursy nieco ułatwiają powtarzanie wiedzy?
    > Nieco systematyzują? Może niektórzy uczniowie bardziej mobilizują się do pracy?

    Moze tak. Ale dlaczego nie moga tego robic w szkole- na lekcjach?
    Albo dlaczego uczniowie musza czekac tygodniami az nauczyciele sprawdza im
    klasowki - bo sa "zarobieni" na platnych kursach?













  • claratrueba 19.03.10, 08:06
    Nasuwa się pytanie zatem, czy osiągniecia uczniów tej szkoły sa
    osiągnięciami szkoły... To nie jest to samo.

    Tia, w jednym z liceów w moim mieści dyrekcja kiedys (tylko raz, pewnie nie
    podobały się wyniki) zrobiła anonimową ankietę dot. korepetycji. W mocno
    wyróżniających się klasach "korki" miało prawie 100%. U nauczycieli
    emerytowanych lub z innej szkoły, której uczniowie masowo brali korepetycje u
    nauczycieli emerytowanych lub z innej szkoły, której uczniowie itd. itd. I tak
    się to kręci.
    I będzie się kręcić. Nie ma co się łudzić- praca w szkole dla wielu nauczycieli
    to jest pensja, wakacje, prawo do urlopu i ZUS a zarobki realne to sa "korki" i
    kursy. Prace "państwową" stracić trudno, prywatną- łatwo- wystarczy nie miec
    wyników. Więc do której trzeba przyłożyć sie kosztem której?
  • Gość: aster IP: *.tvk.torun.pl 18.03.10, 22:10
    Jednego nie rozumiem - po co wybierać "topowe" liceum z kosmicznym progiem
    punktowym, jeśli potem i tak do matury się przygotowuje na kursach? I czy
    rzeczywiście te kursy są niezbędne? To jakieś szaleństwo, moim zdaniem.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 22:20
    aster napisał(a):

    > Jednego nie rozumiem - po co wybierać "topowe" liceum z kosmicznym progiem
    > punktowym, jeśli potem i tak do matury się przygotowuje na kursach? I czy
    > rzeczywiście te kursy są niezbędne? To jakieś szaleństwo, moim zdaniem.

    Dobre pytanie, ale jesli juz dziecko ma te 'kosmiczna' liczbe punktow, to co z
    nim zrobic? Myslisz, ze nietopowa szkola to jakis luksus?

    "



  • tukata 19.03.10, 09:57
    aster napisał(a):

    > Jednego nie rozumiem - po co wybierać "topowe" liceum z kosmicznym
    progiem
    > punktowym, jeśli potem i tak do matury się przygotowuje na
    kursach? I czy
    > rzeczywiście te kursy są niezbędne? To jakieś szaleństwo, moim
    zdaniem.
    No właśnie. Dobre pytanie. Szczególnie, że najwyższy próg punktowy
    nie jest równoznaczny z najwyższym wynikiem matury. Tak samo jak
    pozycja w rankingu nie jest odzwierciedleniem najlepszej matury.
    Zawsze myślałam, że dobra szkoła, to szkoła gdzie dzieci chodzą
    sporadycznie na korki czy jakieś tam kursy, bo właśnie szkoła uczy.
    I to na szkole spoczywa odpowiedzialność za przygotowanie do
    egzaminów. A jesli okazuje się, że większość dzieci chodzi się
    dokształcać, to dyrektor powinien bić się w piersi i zastanowić się,
    co zrobic, żeby to zmienić, a nie głośić, że to super, bo tak
    powinno być. Jestem mocno zawiedziona Panie Dyrektorze.
  • agatka_s 19.03.10, 10:44
    A ja jak zwykle, będe miała inne zdanie i wezme w obronę Pana
    Dyrektora.

    Szkoła to może brać odpowiedzialność za naukę 6-latków, no może
    jeszcze za całą podstawówkę. Ale umówmy się od gimnazjum, to
    dzieciaki nie uczą się dlatego że tak mówi pani, albo dlatego że jak
    się nie nauczą to pani wstawi jedynkę. No to wystawi, i co mi
    zrobisz ? Jeśli licealista nie ma własnej motywacji i nie ma chęci
    przyłożenia się, to choćby nie wiem jak genialna szkoła była, to nie
    może wziąć odpowiedzialności że takiemu delikwentowi zapewni
    maturę. To nie nauczyciel odpowiada, to UCZEŃ, bo to jego matura i
    jego życie (taka parafraza niektórych z Was co tak zżymają się że
    rodzice pomagają!! cytuje: to jego szkoła nie moja-to szkoła ucznia,
    nie nauczyciela). Zaraz uczelnia, czy ktoś oczekuje od uczelni
    Wyższej że zapewni studentowi tytuł magistra, uczelnia stwarza
    warunki ale niczego nie zapewnia (poza Wyższymi Uczelniami gotowania
    na kuchenkach gazowych-ale to osobna kwestia...) ?

    Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, jak napisałam że jak mój syn
    dostanie się do klasy bez rozszerzonej fizyki to chóralnie radzono
    mi aby zgłębiał fizykę na mieście (czyli de facto olał to co mu
    proponuje szkoła, a uczył się gdzie indziej)-dla wielu było to
    normalne i do zaakceptowania (dla mnie nie). No przepraszam, ale za
    takie sytuacje pan Dyrektor naprawde nie może ponosić
    odpowiedzialności. Szkoła to jest instytucja gdzie uczą się tysiace
    młodych ludzi i jeśli któryś robi głupoty, albo dokonuje złego
    wyboru to NA WŁASNĄ ODSPOWIEDZIALNOŚĆ, a nie na odpowiedzialność
    Pana Dyrektora. Oczywiście pan Dyrektor może starać się pomóc, może
    maksymalizować szanse, może wykazywać daleko idącą życzliwość,ale
    moim zdaniem to jest odpowiedzialność młodego człowieka i jeśli coś
    decyduje musi rozumieć konsekwencje. I tu bym stawiała na
    samodzielność i na branie odpowiedzialnośći, a nie pojmowała
    samodzielność i dojrzałość tym czy to dziecko czy jego mama wykona
    telefon do szkoły. Takie niby chcecie żeby Wasze dzieci były
    samodzielne, a oczekujecie że to Pan Dyrektor im zagwarantuje
    matury. Obłuda do kwadratu.
  • claratrueba 19.03.10, 10:50
    O ile dotychczasowe wyjasnienia P. dyrektora generalnie są dośc przekonujące, o
    tyle w odniesieniu do topowych liceów- nie.
    1. Topowe zbieraja "best of the best of the best" i większość zdolnej, dojrzałej
    młodzieży dokonuje złego wyboru klas?
    2. W topowych znajduje się młodzież z zaległościami z podstawówki i gimnazjum?
    3. Topowe zbierają laureatów konkursów i ci nie potrafią pracować samodzielnie
    oraz punkty 1 i 2?

    też ciekawa jestem (ewentualnej) odpowiedzi.

  • agatka_s 19.03.10, 11:01
    claratrueba napisała:

    > O ile dotychczasowe wyjasnienia P. dyrektora generalnie są dośc
    przekonujące, o
    > tyle w odniesieniu do topowych liceów- nie.
    > 1. Topowe zbieraja "best of the best of the best" i większość
    zdolnej, dojrzałe
    > j
    > młodzieży dokonuje złego wyboru klas?
    > 2. W topowych znajduje się młodzież z zaległościami z podstawówki
    i gimnazjum?
    > 3. Topowe zbierają laureatów konkursów i ci nie potrafią pracować
    samodzielnie
    > oraz punkty 1 i 2?
    >
    > też ciekawa jestem (ewentualnej) odpowiedzi.
    >
    Ja myśle że akurat Pan Dyrektor, to nie ma się z czego tłumaczyć.
    Proszę spojrzeć na wyniki matur tego Liceum i dosyć jednokierunkowe
    wybieranie studiów (UW+SGH)przez abiturientów, wyglada na to że
    akurat te ww kwestie kompletnie nie dotyczą szkoły Pana Dyrektora,
    bo to co pan Dyrektor oferuje (np na spotkaniach, albo piszac u nas)
    działa w praktyce. To czego Pan Dyrektor nie oferuje (np kierunk
    politechniczny, biologia) jest wiadome i jak widać wsród uczniów
    szkoły raczej nie ma tych błądzacych. Mnie się podoba to że Pan
    Dyrektor mówi o wielu sprawach konkretnie i otwarcie, i nie obiecuje
    czegoś czego obiecać nie może.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 11:28
    Agatko, a poczytalas moze forum Jezioranskiego?
    Tam nie wypowiadaja sie uczniowie,ktorzy maja waty ze szkola nie przygotowuje
    ich na ASP albo na medycyne.
  • agatka_s 19.03.10, 11:45
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Agatko, a poczytalas moze forum Jezioranskiego?
    > Tam nie wypowiadaja sie uczniowie,ktorzy maja waty ze szkola nie
    przygotowuje
    > ich na ASP albo na medycyne.


    Nie, nie czytałam (aż tak nie jestem szkołą zainteresowana), ale
    jakie to są zarzuty ?, takie że szkoła nie uczy i uczniowie muszą
    uczyć się poza szkołą ? Może poprostu nie muszą się wcale douczać,
    tylko muszą trochę bardziej "przysiąść fałd" (jak to kiedyś w
    zamierzchłych czasach określano), zwyczajnie popracować
    samodzielnie. Nie każdy uczeń który narzeka na forum (swoją drogą
    to chyba odważne ze strony szkoły, że takie forum jest , i że można
    ponarzekac nie tylko po kątach) to od razu dowód na to że szkoła źle
    uczy, czy źle przygotowuje do matury (swoją drogą kiedyś maturę
    nazywano "świadectwem dojrzałosci", co to za dojrzałość którą ma
    zagwarantować Dyrektor i nauczyciele, dojrzałość Dyrekcji ???).

    Jeśli są to jakieś pretensje do konkretnych nauczycieli, to pewnie
    jest to całkiem normalne. Ja też w liceum złościłam się na wielu
    nauczycieli, i obrzucałam ich epitetami i miałam szereg pretensji-
    zresztą bardzo doniosłych i odczuwałam każdą rzecz jako
    niesprawiedliwość tego świata na skalę gnębienia czarnych w USA
    (szczególnie pewną pania od chemii), szkoda że wtedy nie bło takich
    form wyrażenia swojej frustracji jak teraz-ja kilka razy przyszłam
    do domu i rzucałam książkami krzycząc że na lekcje do tej ....więcej
    nie pójde-teraz mogłabym to napisać (i może ona by to przecytała ?).
    Niemniej mimo wszystko dziś z perspektywy czasu widzę żw szkoła była
    bardzo dobra, a przede wszystkim nauczyła mnie własnie
    samodzielności.

    Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła nie
    odpowiada
    za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.
  • kmir 19.03.10, 11:54
    agatka_s napisała:

    > Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła nie
    > odpowiada
    za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    > uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    > niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.

    Dziękuję
    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 12:13
    agatka_s napisała:

    > Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła nie
    > odpowiada za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    > uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    > niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.

    Dziękuję

    Jezu, co za zenada. Wstyd i hanba.
  • jakw 19.03.10, 17:28
    agatka_s napisała:

    >
    > Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła nie
    > odpowiada
    za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    > uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    > niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.

    To właściwie za co odpowiada szkoła?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 18:01
    akw napisała:

    > agatka_s napisała:
    >
    > >
    > > Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła nie
    > > odpowiada
    za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    > > uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    > > niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.
    >
    > To właściwie za co odpowiada szkoła?"

    Za to co Pan Dyrektor mowi a agatka popiera.
  • agatka_s 19.03.10, 18:39
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > akw napisała:
    >
    > > agatka_s napisała:
    > >
    > > >
    > > > Ja uważam że to co napisał pan dyrektor to prawda: Szkoła
    nie
    > > > odpowiada
    za wyniki matur swoich uczniów. I chyba lepiej to
    > > > uświadomić dzieciom wczesniej, niż obarczać winą za potencjalne
    > > > niepowodzenia wszystkich świętych, tylko nie sibie.
    > >
    > > To właściwie za co odpowiada szkoła?"
    >
    > Za to co Pan Dyrektor mowi a agatka popiera.

    I znowu te wycieczki osobiste ? Czy ja cię menodo obrażam ? drwie
    z Ciebie, atakuje personalnie ?

    Szkoła odpowiada za stworzenie warunków aby uczniowie tę maturę jak
    najlepiej zadali. Stworzenie warunków-to pojęcie bardzo pojemne od
    logistyki, poprez zatrudnienie fachowców, realizację programu,
    system oceny, motywowanie młodych ludzi do nauki, aż wreszcie
    wychowywanie (też pojecie rzeka). Jednakże za ostateczny rezultat
    Iksińskiego na maturze odpowiada on sam i tylko on. Jeśli mimo
    stworzonych warunków nie zda matury, to konsekwencje tego nie
    poniesie ani żaden nawet nie wiem jak empatyczny Dyrektor, ani żaden
    nauczyciel-konsekwencje czyli odpowiedzialność poniesie sam uczeń i
    jego najbliżsi (jeśli się poczują do współodczuwania tego
    niepowodzenia, bo to też nie takie oczywiste, rodzice czasem mają to
    gdzieś czy dziecko zda czy nie). Fajnie że są nauczyciele,
    Dyrektorzy którzy deklarują że są odpowiedzialni za maturę ich
    uczniów, tylko co to oznacza w praktyce ? To oni będą tą maturę
    zdawać za rok, i nie dostaną się na studia jeśli uczniowi nie będzie
    się chciało uczyć? Ja też mogę deklarować że czuje się
    odpowiedzialna za to do jakiego liceum dostanie się mój syn za rok,
    no czuje się jak CHOLERA (niektórzy uważają że nawewt może za
    bardzo), ale to ja zdam za niego egzamin i zdobęde szóstki ??? To ja
    nie dostanę się do żadnego liceum jak się nie postram ???

    To nie chodzi o to że szkoła nie ma stanąć na rzęsach, aby uczeń
    zdał maturę jak najlepiej-ma i chyba dobre szkoły to robią, starają
    się każda w inny sposób, jedne lepiej inne gorzej. Ale jeśli sam
    uczeń na rzęsach nie stanie, to nikt nawet nie wiem jak genialny,
    doświadczony ze szkoły za niego tego nie zrobi. Na tym polega
    odpowiedzialność za maturę i na tym polega to że nazywana ona kiedyś
    była świadectwem dojrzałości.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 19:21
    I znowu te wycieczki osobiste ? Czy ja cię menodo obrażam ? drwie
    z Ciebie, atakuje personalnie ?"

    Ja Cie nie atakuje agatko. Ja po prostu nie moge wyjsc ze zdumienia jak tak
    inteligentna osoba jak Ty nie moze zrozumiec tego, co nie mniej inteligentne
    osoby na tym forum zrozumialy juz dawno.

  • agatka_s 19.03.10, 19:22
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > I znowu te wycieczki osobiste ? Czy ja cię menodo obrażam ? drwie
    > z Ciebie, atakuje personalnie ?"
    >
    > Ja Cie nie atakuje agatko. Ja po prostu nie moge wyjsc ze
    zdumienia jak tak
    > inteligentna osoba jak Ty nie moze zrozumiec tego, co nie mniej
    inteligentne
    > osoby na tym forum zrozumialy juz dawno.

    tzn co?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 19:48

    agatka_s napisała:

    > Gość portalu: menodo napisał(a):
    >
    > > I znowu te wycieczki osobiste ? Czy ja cię menodo obrażam ? drwie
    > > z Ciebie, atakuje personalnie ?"
    > >
    > > Ja Cie nie atakuje agatko. Ja po prostu nie moge wyjsc ze
    > zdumienia jak tak
    > > inteligentna osoba jak Ty nie moze zrozumiec tego, co nie mniej
    > inteligentne
    > > osoby na tym forum zrozumialy juz dawno.
    >
    > tzn co?

    No to, ze Jezioranski nie jest dobra szkola po prostu.
  • agatka_s 19.03.10, 20:01
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    >
    > agatka_s napisała:
    >
    > > Gość portalu: menodo napisał(a):
    > >
    > > > I znowu te wycieczki osobiste ? Czy ja cię menodo obrażam ?
    drwie
    > > > z Ciebie, atakuje personalnie ?"
    > > >
    > > > Ja Cie nie atakuje agatko. Ja po prostu nie moge wyjsc ze
    > > zdumienia jak tak
    > > > inteligentna osoba jak Ty nie moze zrozumiec tego, co nie mniej
    > > inteligentne
    > > > osoby na tym forum zrozumialy juz dawno.
    > >
    > > tzn co?
    >
    > No to, ze Jezioranski nie jest dobra szkola po prostu.

    Bo co ? Matury-super (mimo niskich progów na wejsciu), Dostawanie
    się na studia-super, Jasny kierunek specjalizacji szkoły (SGH, UW) i
    mówienie otwarcie kandydatom, że dla scisłowców to nie jest OK
    szkoła, Pan Dyrektor nie owija w bawełne i od początku mówi że uczeń
    Jeziorańskiego jak chce tu być tu musi pracować, i że jego wynik
    zależy od niego samego (mnie ta filozofia bardzo odpowiada, jest
    liberalno-protestancka), unikalny (inny niż gdzie indziej) system
    doboru przedmiotów, dodatkowe lekcje np języki finansowane przez
    rodziców, a dziś dowiedziałam się ze i matematyka dodatkowa dla tych
    z brakami, bardzo zadowoleni uczniowie (w każdym razie Ci z którymi
    ja rozmawiałam, z pierwszej klasy podczas spotkania). Absolwenci
    dostają celujacy na obronach prac magisterskich mimo dwój w szkole i
    absolwenci którzy według słów Twojego syna uwielbiają swoja szkołe.
    Fatalny budynek-tu zgoda 100%-beznadziejnie słaby punkt szkoły.

    No i Dyrektorem nie jest katechetka !!!!! ;-)

    To są konkrety.


    Jakie są konkrety, które przekonają mnie że szkoła jest zła ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 20:25
    agatka_s napisała:
    >
    >
    > Jakie są konkrety, które przekonają mnie że szkoła jest zła ?


    Zero wartosci. Kompletnie. Dla to wiocha totalna. Cos co oddala Polske od
    reszty Europy na Kaukaz. Owszem, po takiej szkole mozna sprzedawac Polakom
    mnostwo niepotrzebnych produktow. Trudniej juz konkurowac o przywodztwo w Unii
    Europejskiej z kolegami, ktorzy wyniesli ze swoich szkol poczucie wlasnej
    wartosci i wiare, a przede wszystkim potrzebe, ze moga zrobic cos dobrego dla
    innych ludzi.
  • agatka_s 19.03.10, 20:39
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > agatka_s napisała:
    > >
    > >
    > > Jakie są konkrety, które przekonają mnie że szkoła jest zła ?
    >
    >
    > Zero wartosci. Kompletnie. Dla to wiocha totalna. Cos co oddala
    Polske od
    > reszty Europy na Kaukaz. Owszem, po takiej szkole mozna sprzedawac
    Polakom
    > mnostwo niepotrzebnych produktow. Trudniej juz konkurowac o
    przywodztwo w Unii
    > Europejskiej z kolegami, ktorzy wyniesli ze swoich szkol poczucie
    wlasnej
    > wartosci i wiare, a przede wszystkim potrzebe, ze moga zrobic cos
    dobrego dla
    > innych ludzi.

    Ojej....

    Ale sprowadzając znów to na ziemie, czyli do konkretów. Skąd wiesz
    że w szkole jest zero wartości ? Byłaś na spotkaniu w szkole,
    pytałaś Pana Dyrektora o wartości szkoły, rozmawiałas z uczniami o
    tych wartościach ?

    Ja póki co wiem , że jest napewno przez szkołę promowana jedna
    wartość "Twój los zależy tylko od Ciebie" czyli tzw "self-made-
    man". Taką samą wartość promowano i w Staszicu i tfu tfu Batorym-
    tam też dyrektorzy mówili otwarcie: "My dajemy wedkę, dajemy
    najlepsze w Warszawie warunki nauki, ale od Was zależy czy to
    wykorzystacie, ostrzegamy u nas trzeba pracować ostro". Myślę że z
    takim podejscim to akurat w Unii można sporo zdziałać, nie mówiąc o
    USA i Kanadzie (która rozumiem jest Ci bliska). Raczej o tak
    wychowanych absolwentów bym się nie martwiła, będą sięgać gdzie
    wzrok nie sięga...


    O innych wartościach promowanych w Jeziorańskim nic nie wiem, ale
    może zapytaj się pana Dyrektora, może jednak jakieś wartosci się tam
    promuje ?



    A jakie wartości promuje Czacki ? Bednarska ? (byłam tylko na
    Raszyńskiej, te wartości akurat tam promowane nie bardzo mi
    przypadły do gustu, filantropia i pochylanie sie nad biednymi za
    pieniadze rodziców)
  • verdana 19.03.10, 21:16
    Ale twierdzenie "Twój los nalezy tylko od Ciebie" w dobrym liceum to
    a. nieprawda, b. hipokryzja, c. horror wychowawczy. Bowiem uczy
    mlodzież, ze kazdy, komu w zyciu się nie powiodło jest sam sobie
    winien, oraz ze oni nie sa nic winni nikomu. Brr....
    I mlodziez - wspierana finansowo przez rodziców, majaca wlasne
    pokoje, wakacje, kursy angielskiego za granicą wierzy, ze "wszystko
    zalezy tylko od nich" i ze wszystko zdobyli wlasną pracą? Jesli tak,
    to zgłupieja w szkole , zamiast zmądrzeć.
    Już wolę pochylanie się nad biednymi za pieniądze rodziców, niż nie
    zauwazanie, ze dzieki tym pieniądzom mozna "samemu wykuć swój los".

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • tukata 19.03.10, 11:40
    Wybacz agatko, ale ja zakładam, że to topowych liceów idą
    wyselekcjonowane dzieci, jesli chodzi o naukę. Wybierają profil
    klasy, w którym czują sie najlepiej. Oczywiście zdarzają się
    wyjatki, które tuż przed maturą zmienią zdanie i wtedy musza zasuwać
    na dodatkowych kursach. Ale to sa wyjątki i o nich nie mówię. I
    mówiąc, że to szkoła powinna przygotować do egzaminu, to oczywistym
    dla mnie jest to, że uczeń chce przynajmniej tak samo jak szkoła ten
    egzamin dobrze zdać. Nie zakładam, że uczeń jest lejem, któremu
    wszystko wisi, bo po cholerę by na te kursy chodził. Jak sie nie
    chce uczyć, to i kursy mu nie pomogą. Chodzi, bo szkoła nie
    wystarczająco przygotowuje. Powtórzę raz jeszcze, w dobrej szkole
    dzieci nie potrzebują korepetycji. I jesli chodzą na te korepetycje
    nieliczni, to nie jest problem, ale jesli chodzi zdecydowana
    większość to jest to ogromny problem. I rozwiązania tego problemu
    powinien szukać dyrektor.
  • agatka_s 19.03.10, 11:55
    A ja twierdzę że większość (poza naprawde nielicznymi przypadkami,
    gdie jest to koniecne) chodzi na korepetycje, bo to jest najmniejsza
    linia oporu i dla samych dzieciaków, i chyba PRZEDE WSZYSTKIM
    rodziców (bo to rodzice płacą). To jest takie same przenoszenie
    odpowiedzialnośći z siebie na innych, zatrudnie kogoś kto mi zapewni
    mature, to trochę podobne do zjawiska kupowania prezentacji
    maturalnych, kupowania prac itp-zamiast popracować samemu idzie się
    po najmniejszej lini oporu. Zamiast się wziąc do roboty, załatwia
    się sobie korki.

    Poza tym ja naprawde nie jestem przekonana że w dobrych szkołach
    korepetycje są masowe, moim zdaniem to mit (myślę że w gorszych
    szkołach, tak może być). Z tych dzieciaków, które ja znam, albo
    których rodziców znam (Twarda (gim), Batory, Poniatowski,
    Kochanowski,Reytan, Staszic) nikt na żadne korepetycje nie chodził i
    nie chodzi, ale to są dzieci które się uczą i zawsze uczyły,
    naprawde nie mają żadnych problemów w szkole. Owszem na zajęcia
    dodatkowe, nawet np z matematyki tak, ale nie na douczanie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 12:04
    O ile dotychczasowe wyjasnienia P. dyrektora generalnie są dośc przekonujące, o
    tyle w odniesieniu do topowych liceów- nie.
    1. Topowe zbieraja "best of the best of the best" i większość zdolnej, dojrzałej
    młodzieży dokonuje złego wyboru klas?
    2. W topowych znajduje się młodzież z zaległościami z podstawówki i gimnazjum?
    3. Topowe zbierają laureatów konkursów i ci nie potrafią pracować samodzielnie
    oraz punkty 1 i 2?

    też ciekawa jestem (ewentualnej) odpowiedzi.

    Jezioranski nie jest topowa szkola w sensie progow punktowych. Juz nie che mi
    sie tego mi sie tego sprawdzac, ale laureaci olimpiad, ktorzy sa krolami
    punktow, obdarowuja swoimi skarbami przede wszystkimi Czackiego i klasy IB w
    Koperniku i Batorym.
  • agatka_s 19.03.10, 12:14
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > O ile dotychczasowe wyjasnienia P. dyrektora generalnie są dośc
    przekonujące, o
    > tyle w odniesieniu do topowych liceów- nie.
    > 1. Topowe zbieraja "best of the best of the best" i większość
    zdolnej, dojrzałe
    > j
    > młodzieży dokonuje złego wyboru klas?
    > 2. W topowych znajduje się młodzież z zaległościami z podstawówki
    i gimnazjum?
    > 3. Topowe zbierają laureatów konkursów i ci nie potrafią pracować
    samodzielnie
    > oraz punkty 1 i 2?
    >
    > też ciekawa jestem (ewentualnej) odpowiedzi.
    >
    > Jezioranski nie jest topowa szkola w sensie progow punktowych. Juz
    nie che mi
    > sie tego mi sie tego sprawdzac, ale laureaci olimpiad, ktorzy sa
    krolami
    > punktow, obdarowuja swoimi skarbami przede wszystkimi Czackiego i
    klasy IB w
    > Koperniku i Batorym.

    To tym bardziej chwała szkole że z "tak nędznego" materiału na
    wejściu, potrafi tyle "wycisnąć" na wyjściu....;-)

    A tak poważnie, progi naprawde o niczym nie świadczą, ani ilości
    punktów zdobyte w postępowaniu kwalif. Tak naprawde jedynie
    obiektywna część to są punkty z zadań testowych na egzaminie.
    Reszta poczynająć od oceny wypowiedzi pisemnej, przez zadania mat
    (bo je też mozna ocenić w zależnosci od "humoru" oceniającego),
    przez przede wszystkim OCENY (to chyba kazdy wie że sa szkoły które
    dają szóstki za nic, a są szkoły gdzie żeby mieć dwóje trzeba mieć
    powyżej 50% np, a na 5 99,9%), dokonania (była tu o tym mowa), a
    nawet konkursy (których ocena też bywa uznaniowa, i o ile
    zrozumiałam to czasem dochodzi do "sekowania" uczniów danej szkoły,
    która jest np w jakimś konflikcie z komisją konkursową, bo np
    ośmieliła się skrytykować poziom danego konkursu)-te 200 pkt do
    zdobycia nie jest tak samo do zdobycia dla wszystkich. To mit że w
    wysokoprogowych szkołach uczą się sami geniusze, tak naprawde uczeń
    który ma 170 punktów moze się DIAMETRALNIE róznić od innego z taką
    samą punktacją.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 12:28
    Bylo cos o tym, ze Twoja corka zachwycila sie na targach Jezioranskim.
    Hehe. " Nie idzie ta droga". Sa szkoly, ktore czuja sie odpowiedzialne za to,
    kogo przyszlo im wyksztalcic i podejmuja to wyzwanie z korzyscia dla dzieci, bez
    bolesnych nokautow, z wielkich dla nich szacunkiem. Moj syn, ktory na co dzien
    ma do czynienia z absolwentami Jezioranskiego, nie moze wyjsc ze zdumienia - jak
    wielkim kosztem mozna zdac tak dobrze zdac mature, a jednoczesnie byc dumnym ze
    swojej szkoly.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 12:34
    Chcialam powiedziec - "Nie idzcie ta droga".
    Mam powazna wade wzroku i duzo z tym problemow.
  • agatka_s 19.03.10, 12:42
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Bylo cos o tym, ze Twoja corka zachwycila sie na targach
    Jezioranskim.
    > Hehe. " Nie idzie ta droga". Sa szkoly, ktore czuja sie
    odpowiedzialne za to,
    > kogo przyszlo im wyksztalcic i podejmuja to wyzwanie z korzyscia
    dla dzieci, be
    > z
    > bolesnych nokautow, z wielkich dla nich szacunkiem. Moj syn, ktory
    na co dzien
    > ma do czynienia z absolwentami Jezioranskiego, nie moze wyjsc ze
    zdumienia - ja
    > k
    > wielkim kosztem mozna zdac tak dobrze zdac mature, a jednoczesnie
    byc dumnym ze
    > swojej szkoly.


    A możesz mi wyjaśnić na czym ta odpowiedzialność polega (poza
    deklaracjami że się czują odpowiedzialne) ?

    Jak te szkoły podejmują "te wyzwania" ?

    Jaki to "wielki koszt" jaki ponoszą uczniowie JNJ (jak dużo większy
    jest to koszt niż ponoszą np uczniowie Czackiego ? czym to
    mierzysz ?)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 13:02
    "Jaki to "wielki koszt" jaki ponoszą uczniowie JNJ (jak dużo większy
    jest to koszt niż ponoszą np uczniowie Czackiego ? czym to
    mierzysz ?)"

    Ja na temat Czackiego,gdzie chodzi moje dziecko,chetnie wypowiem sie privie.
    Niemniej, przeraza mnie pan dyr. Mirowski, zwlaszcza ze Jana Nowaka
    Jezioranskiego znalam osobiscie, a nawet bylam z nim zaprzyjazniona.
  • agatka_s 19.03.10, 13:10
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > "Jaki to "wielki koszt" jaki ponoszą uczniowie JNJ (jak dużo
    większy
    > jest to koszt niż ponoszą np uczniowie Czackiego ? czym to
    > mierzysz ?)"
    >
    > Ja na temat Czackiego,gdzie chodzi moje dziecko,chetnie wypowiem
    sie privie.
    > Niemniej, przeraza mnie pan dyr. Mirowski, zwlaszcza ze Jana Nowaka
    > Jezioranskiego znalam osobiscie, a nawet bylam z nim
    zaprzyjazniona.


    ale czym konkretnie ??? abstrahujac od plotek "jedna mama, drugiej
    mamie", wypowiedzi kilku niezadowolonych uczniów na forum, i jednego
    artykułu w prasie (dla mnie osobiscie cała ta sprawa jest bardzo
    niejednoznaczna).

    Co konkretnie masz do zarzucenia panu Dyrektorowi ? że nie głaszcze
    po głowie i nie mówi że spowoduje że kazdy zda mature. Nie mówi, bo
    nie moze tego powiedzieć, ale jak widać każdy zdaje i to bardzo
    dobrze.

    Chętnie poznam zarzuty, ale MERYTORYCZNE i KONKRETNE, a nie stek
    jakiś legend o wielkich kosztach. JAKICH ????
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 14:02
    agatka_s napisala:
    Ale czym konkretnie ??? abstrahujac od plotek "jedna mama, drugiej
    mamie", wypowiedzi kilku niezadowolonych uczniów na forum, i jednego
    artykułu w prasie (dla mnie osobiscie cała ta sprawa jest bardzo
    niejednoznaczna).

    Co konkretnie masz do zarzucenia panu Dyrektorowi ? że nie głaszcze
    po głowie i nie mówi że spowoduje że kazdy zda mature. Nie mówi, bo
    nie moze tego powiedzieć, ale jak widać każdy zdaje i to bardzo
    dobrze.

    Chętnie poznam zarzuty, ale MERYTORYCZNE i KONKRETNE, a nie stek
    jakiś legend o wielkich kosztach. JAKICH ???? "

    Po co te pytania? Jestes wzorowa matka ucznia Jezioranskiego. Po co mam
    rozwiewac Twoje watpliwosci?
  • agatka_s 19.03.10, 14:17
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > agatka_s napisala:
    > Ale czym konkretnie ??? abstrahujac od plotek "jedna mama, drugiej
    > mamie", wypowiedzi kilku niezadowolonych uczniów na forum, i
    jednego
    > artykułu w prasie (dla mnie osobiscie cała ta sprawa jest bardzo
    > niejednoznaczna).
    >
    > Co konkretnie masz do zarzucenia panu Dyrektorowi ? że nie głaszcze
    > po głowie i nie mówi że spowoduje że kazdy zda mature. Nie mówi, bo
    > nie moze tego powiedzieć, ale jak widać każdy zdaje i to bardzo
    > dobrze.
    >
    > Chętnie poznam zarzuty, ale MERYTORYCZNE i KONKRETNE, a nie stek
    > jakiś legend o wielkich kosztach. JAKICH ???? "
    >
    > Po co te pytania? Jestes wzorowa matka ucznia Jezioranskiego. Po
    co mam
    > rozwiewac Twoje watpliwosci?

    Po to, że jak się rzuca publicznie "zarzuty" (i to bardzo poważne
    jak mniemam, skoro powołujesz się na pamięć o niezyjącym patronie,
    sugerujesz chyba conajmniej nieetyczne zachowanie) to trzeba te
    zarzuty po pierwsze sformułować konkretnie , po drugie uzasadnić.
    Inaczej to pomówienia i to wredne.


    Gwarantuje Ci, że jeśli ktoś będzie napadał na Bednarską albo
    Czackiego bez żadnych konkretów ani merytorycznych zarzutów, to tak
    samo będe bronić dobrego imienia tych szkół i ich Dyrektorów i
    protestować przeciwko takim praktykom.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 14:36
    "Gwarantuje Ci, że jeśli ktoś będzie napadał na Bednarską albo
    Czackiego bez żadnych konkretów ani merytorycznych zarzutów, to tak
    samo będe bronić dobrego imienia tych szkół i ich Dyrektorów i
    protestować przeciwko takim praktykom. "

    Na temat Bednarskiej,pogadaj sobie ze "znikomkiem" z sasiedniego watku.
    Z pania dyrektor Czackiego nigdy nie zamienilam slowa, nie sadze, aby udzielala
    sie na tym forum, bo jest zaharowana kobieta, dla ktorej mam wielki
    szacunek.Wszystko, czego doswiadcza moje dziecko w Czackim jest jednak swiatem z
    innej bajki niz to co, przedstawia dyr.Mirowski; stad moje glebokie zdumienie.
  • agatka_s 19.03.10, 14:55
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > "Gwarantuje Ci, że jeśli ktoś będzie napadał na Bednarską albo
    > Czackiego bez żadnych konkretów ani merytorycznych zarzutów, to tak
    > samo będe bronić dobrego imienia tych szkół i ich Dyrektorów i
    > protestować przeciwko takim praktykom. "
    >
    > Na temat Bednarskiej,pogadaj sobie ze "znikomkiem" z sasiedniego
    watku.
    > Z pania dyrektor Czackiego nigdy nie zamienilam slowa, nie sadze,
    aby udzielala
    > sie na tym forum, bo jest zaharowana kobieta, dla ktorej mam wielki
    > szacunek.Wszystko, czego doswiadcza moje dziecko w Czackim jest
    jednak swiatem
    > z
    > innej bajki niz to co, przedstawia dyr.Mirowski; stad moje
    glebokie zdumienie.

    Menodo !! Błagam daj mi choć jeden przykład tego "świata z innej"
    bajki !!! Ja naprawde chętnie się dowiem o dobrych praktykach w tej
    szkole!!!! Słowo. Cokolwiek konkretnego co ma miejsce w Czackim co
    przeciwstawisz temu koszmarowi z JNJ (tylko nie w sferze
    deklaratywnej, tylko praktycznych działań). Co się np robi w
    Czackim z uczniami którzy z gimnazjum przychodzą z ogromnymi
    brakami ? Jak im się pomaga ? Jak szkoła bierze odpowiedzialność za
    zdanie matury ?, na czym ta odpowiedzialność polega jak uczeń nie
    zda ? Pani Dyrektor się podda do dymisji, pójdzie do Canossy jak
    Iksiński nie będzie się uczył ?


    Naprawdę chciałabym zrozumieć te kolosalne różnice.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 15:16
    > Menodo !! Błagam daj mi choć jeden przykład tego "świata z innej"
    > bajki !!! Ja naprawde chętnie się dowiem o dobrych praktykach w tej
    > szkole!!!! Słowo. Cokolwiek konkretnego co ma miejsce w Czackim co
    > przeciwstawisz temu koszmarowi z JNJ (tylko nie w sferze
    > deklaratywnej, tylko praktycznych działań). Co się np robi w
    > Czackim z uczniami którzy z gimnazjum przychodzą z ogromnymi
    > brakami ? Jak im się pomaga ? Jak szkoła bierze odpowiedzialność za
    > zdanie matury ?, na czym ta odpowiedzialność polega jak uczeń nie
    > zda ? Pani Dyrektor się podda do dymisji, pójdzie do Canossy jak
    > Iksiński nie będzie się uczył "

    No przeciez juz podawalam taki przyklad- chlopca z mat.-inf,ktory dostal sie na
    SGH. A i moja corka z klasy humanistycznej rozwaza SGH i nie sadze, aby szkola
    zrobila jakies wielkie halo, jesli zdecyduje sie na rozszerona mature z
    matematyki. Bedzie chodzila na dodatkowe zajecia z matematyki organizowane przez
    szkole, po prostu.
  • agatka_s 19.03.10, 15:30
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > > Menodo !! Błagam daj mi choć jeden przykład tego "świata z innej"
    > > bajki !!! Ja naprawde chętnie się dowiem o dobrych praktykach w
    tej
    > > szkole!!!! Słowo. Cokolwiek konkretnego co ma miejsce w Czackim
    co
    > > przeciwstawisz temu koszmarowi z JNJ (tylko nie w sferze
    > > deklaratywnej, tylko praktycznych działań). Co się np robi w
    > > Czackim z uczniami którzy z gimnazjum przychodzą z ogromnymi
    > > brakami ? Jak im się pomaga ? Jak szkoła bierze odpowiedzialność
    za
    > > zdanie matury ?, na czym ta odpowiedzialność polega jak uczeń nie
    > > zda ? Pani Dyrektor się podda do dymisji, pójdzie do Canossy jak
    > > Iksiński nie będzie się uczył "
    >
    > No przeciez juz podawalam taki przyklad- chlopca z mat.-inf,ktory
    dostal sie na
    > SGH. A i moja corka z klasy humanistycznej rozwaza SGH i nie
    sadze, aby szkola
    > zrobila jakies wielkie halo, jesli zdecyduje sie na rozszerona
    mature z
    > matematyki. Bedzie chodzila na dodatkowe zajecia z matematyki
    organizowane prze
    > z
    > szkole, po prostu.

    Teraz zapytam absolutnie poważnie: jesteś pewna że to jest
    logistycznie możliwe ???



    Na wszystkich spotkaniach na których byłam (ponad 10 szkół, wydaje
    mi się że tak samo też mówiono w Czackim, ale szczerze nie pamiętam
    tak dokładnie), usłyszałam bardzo jasno: takie zmiany w 3 klasie to
    tylko na własną rękę zainteresowanego. Szkoła nie ma możliwości, bo
    zeby zrealizować program rozszerzony trzeba byłoby się "wrócić" do 1
    klasy i chodzić na wszystkie zajęcia od początku. To nie jest
    sprawa dodatkowych kilku lekcji, tylko realizacja zupełnie innych
    programów, z innycc podręczników, wersja podstawowa to nie jest to
    samo co rozszerzona tylko mniej intensywnie. Zajęcia dodatkowe są
    przeznaczone dla tych z profilu rozszerzonego, ale one odwołują się
    już do tego co się nauczyli, do znajomości zagadnień z programu
    rozszerzonego, których w klasach nie-mat-fiz poprosstu się nie
    porusza. Matematyka, fizyka-tu nie da się nauczyć czegoś bez
    wczesniejszego opanowania podstaw.
    Ja akurat bardzo się tą kwestią interesowałam bo mój syn jeszcze w
    zeszłym roku był taki pomiędzy SGH, prawem a politechniką i
    obawiałam się że może nie być wciąż przekonany. Niestety żadna ze
    szkół nie dała mi złudzeń ąby zmiana profilu była możliwa-tylko na
    właśną rękę. Właśnie JNJ był w tej kwestii najlepszy bo tu decyzja
    jest trochę odłożona w czasie.


    Jeśli córka naprawde myśli o zmianie to lepiej dowiedz się dokładnie
    jak to jest możliwe, moim zdaniem nie jest (chyba że zgłebi program
    rozszerzony sama, albo z jakimś nauczycielem).
  • verdana 19.03.10, 18:44
    Trochę OT.
    Rozwaliło mnie zdanie "dowiedz się , czy to jest mozliwe" - w
    odniesieniu do spraw szkolnych już nie 16, ale 17-czy 18 latki...
    Agatko, czy nie sadzisz, ze dzieci kiedyś jednak dorastają i nie
    potrzebują już wsparcia mamusi?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • agatka_s 19.03.10, 19:02
    verdana napisała:

    > Trochę OT.
    > Rozwaliło mnie zdanie "dowiedz się , czy to jest mozliwe" - w
    > odniesieniu do spraw szkolnych już nie 16, ale 17-czy 18 latki...
    > Agatko, czy nie sadzisz, ze dzieci kiedyś jednak dorastają i nie
    > potrzebują już wsparcia mamusi?

    No przecież właśnie pisze, że to uczniowie muszą odpowiadać za swoją
    maturę.

    Ja niestety nie mam przyjemności dyskutować z córką menodo, gdybym
    miała to moze poradziłabym jej bezposrednio, zeby się dowiedziała.
    To zwyczajnie z życzliwości, tak samo jakbym radziła osobie dorosłej
    żeby sprawdziła czy danym autobusem napewno dojedzie tam gdzie chce.

  • kmir 19.03.10, 15:32
    Gość portalu: menodo napisał(a):
    > A i moja corka z klasy humanistycznej rozwaza SGH i nie sadze, aby
    szkola
    > zrobila jakies wielkie halo, jesli zdecyduje sie na rozszerona
    mature z
    > matematyki. Bedzie chodzila na dodatkowe zajecia z matematyki
    organizowane przez
    > szkole, po prostu.

    W LXVII LO też nie zrobimy wielkiego halo, jak ktoś chce zdawać na
    maturze biologię, chemię czy fizykę mimo, że w maturalnej klasie nie
    ma tych przedmiotów (takie przypadki trafiają się co jakiś czas).
    Natomiast w przypadku analogicznym do Pani córki w LXVII LO moim
    zdaniem jest lepiej - bo jest możliwe zmienienie grupy z jednego
    przedmiotu (bez zmiany klasy). W przypadku matematyki byłoby to 6
    godzin tygodniowo w grupie rozszerzonej nastawionej na przygotowanie
    do matury rozszerzonej. (Domyślam się, że w swojej szkole córka poza
    3-4 godzinami matematyki w klasie humanistycznej, a więc na poziomie
    matury podstawowej może dodatkowo chodzić na zajęcia fakultatywne -
    pewnie 2 godziny tygodniowo)


    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • verdana 19.03.10, 16:45
    ja akurat znam kilku absolwentów Nowaka-Jeziorańskiego. dziewczyne z
    dwóją na świadectwie z angielskiego, ktora w zeszłym tygodniu
    obronila na anglistyce pracę na "celujacy" i zapropotnowano jej
    doktorat (nie miała żadnej przerwy miedzy szkołą a studiami, czyli
    angielski musiała równie dobrze znać w szkole, co na maturze...) i
    córkę mojego przyjaciela, ktora ledwo zdawała z klasy do klasy, a
    olimpiade zrobila "z palcem w nosie". To jeden zarzut.
    Drugi - to fakt, ze szkoła nie czuje się odpowiedzialna za uczniów.
    Matura - to ich sprawa. Po cóż w takim razie szkoła? Od szkoly
    oczekuję, ze potrafi przygotować do matury zdolne i pracowite
    dzieci, "elitę" jak twierdzi sam dyrektor. Czyli z gimnazjum braków
    nie ma (w Czackim zresztą też nie...). A jeśli ktoreś dziecko z tak
    wyselekcjonowanych ma kłopoty, to nie powinno się "nie brać
    odpowiedzialnosci" - tylko przeciwnie - zainteresować się, cóż
    takiego dzieje się z uczniem, ze ma problemy.
    Hydraulik, lekarz, szewc - wszyscy biora odpowiedzialność za wynik
    swojej pracy. Nauczyciele nie.
    Po trzecie - sama obecność dyrektora szkoły na tym forum mnie
    zniechęca. To utrudnia dyskusję i o tej szkole i o innych także,
    sprawia tez wrazenie nachalnego marketingu.
    Po czwarte - strona szkoły i lojalka podpisana przez uczniów, w
    obronie nauczycieli, którzy zostali oskarzeni o niekompetencję
    (zdaniem mojego kolegi, profesora - bardzo zresztą słusznie). Taka
    lojalka to dla mnie przyklad jak nie nalezy wychowywać.


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • agatka_s 19.03.10, 18:57
    yverdana napisała:

    > ja akurat znam kilku absolwentów Nowaka-Jeziorańskiego. dziewczyne
    z
    > dwóją na świadectwie z angielskiego, ktora w zeszłym tygodniu
    > obronila na anglistyce pracę na "celujacy" i zapropotnowano jej
    > doktorat (nie miała żadnej przerwy miedzy szkołą a studiami, czyli
    > angielski musiała równie dobrze znać w szkole, co na maturze...) i
    > córkę mojego przyjaciela, ktora ledwo zdawała z klasy do klasy, a
    > olimpiade zrobila "z palcem w nosie". To jeden zarzut.

    Ale czego zarzut to jest konkretnie ? Ja miałam trójki w liceum, a
    na studiach piatki od gory do dołu, ITS, stypendium i pracować
    zaczełam na 3 roku od razu na cały etat. Moja mama oblała maturę,
    potem ją zdała, dostała się na medycynę , zrobiła 2 specjalizackje,
    i była przez 40 lat ordynatorem szpitala (a też miała same dwóje w
    liceum ).
    > Drugi - to fakt, ze szkoła nie czuje się odpowiedzialna za uczniów.

    Szkoła czuje się chyba odpowiedzialna za uczniów (w każdym razie ja
    nigdzie nie czytałam aby pan Dyrektor powiedział ze nie czuje się
    odpowiedzialny za swoich uczniów). Szkoła (a konkretnie pan
    Dyrektor) tylko mówi wprost-wynik Twojej matury zależy przede
    wszystkim od Ciebie. My stworzymy Ci warunki, a co ty z nimi
    zrobisz "your choice".

    > Matura - to ich sprawa.

    Nie matura to ich sprawa, tylko to jaki wynik z matury osiagną to
    ich sprawa. Szkoła stworzy możliwie dobre warunki, a jak oni je
    wykorzystają to ich sprawa. To jest moim zdaniem kolosalna
    różnica. To tak jak z tą wędką i rybą.


    Po cóż w takim razie szkoła? Od szkoly
    > oczekuję, ze potrafi przygotować do matury zdolne i pracowite
    > dzieci, "elitę" jak twierdzi sam dyrektor. Czyli z gimnazjum
    braków
    > nie ma (w Czackim zresztą też nie...). A jeśli ktoreś dziecko z
    tak
    > wyselekcjonowanych ma kłopoty, to nie powinno się "nie brać
    > odpowiedzialnosci" - tylko przeciwnie - zainteresować się, cóż
    > takiego dzieje się z uczniem, ze ma problemy.

    Ale to (zainteresowanie, pomoc) chyba też powinni robić rodzice.
    Jeśli uczeń ma problemy to należy mu pomóc, ale sama szkoła tego nie
    zrobi, bo rzadko kiedy problemy dobrych uczniów pojawiaja się tak
    nagle bez konkretnej przyczyny, często przyczyna tkwi w jakiś
    wydarzeniach, np sytuacji w domu, rozwód, choroba itp. Ale to są
    raczej jakieś jednostkowe sytuacje.
    > Hydraulik, lekarz, szewc - wszyscy biora odpowiedzialność za wynik
    > swojej pracy. Nauczyciele nie.

    Nauczyciele chyba też. Wydaje mi się że cały system
    sprawozdawczosci itp itd służy temu aby nauczycieli rozliczać.
    Nigdy nie byłam nauczycielem, ale wydaje mi się że z rezultatów
    pracy są rozliczani i to bardzo dokładnie, nie wiem tylko czy akurat
    mierzy się to tym jaki wynik matury osiagnie Iksiński, chyba aż tak
    trywialne to rozliczanie nie jest.
    > Po trzecie - sama obecność dyrektora szkoły na tym forum mnie
    > zniechęca. To utrudnia dyskusję i o tej szkole i o innych także,
    > sprawia tez wrazenie nachalnego marketingu.



    No ale to nie jest zarzut że pan Dyrektor tu pisze. Pan Dyrektor ma
    prawo pisać, szczególnie że wiele razy udzielił bardzo cennych
    (akurat nie dla mnie) rad osobom niezorientowanym.

    > Po czwarte - strona szkoły i lojalka podpisana przez uczniów, w
    > obronie nauczycieli, którzy zostali oskarzeni o niekompetencję
    > (zdaniem mojego kolegi, profesora - bardzo zresztą słusznie).
    Taka
    > lojalka to dla mnie przyklad jak nie nalezy wychowywać.
    >




    Ale to Pan Dyrektor im kazał tę lojalke jak to nazywasz napisać ?
    To co miał zabronić ? Jesus, to by było dopiero ze w JNJ jest
    cenzura i Dyrektor zabrania Samorzadowi się wypowiedzieć.
    No wtedy to już by chyba rozjechano i szkołe i pana Dyrektora.
  • verdana 19.03.10, 21:57
    Agatko, pomysl proszę przez chwilę. Jesli dziewczyna z dwóją na
    świadectwie zdaje maturę z angielskiego tak, ze dostaje się bez
    problemow na anglistyke - to cos jest nie tak ze szkolnym systemem
    oceniania. To jest inna sytuacja niż oceny na studiach, ktore sa z
    zupełnie czego innego. Tu dwa razy oceniano szkolną wiedzę - i jakos
    dziwnie to wypadło.
    jesli chodzi o wynik matury, to nie jest prawdą, zę zalezy przede
    wszystkim od ucznia - w nie mniejszym stopniu w szkole, gdzie leniwi
    i niezdolnie się nie dostaną zależy od poziomu nauczycieli i tego,
    czego potrafią nauczyć. Warunki to za mało - tak naprawdę
    uczeń "wybrany" powinien nauczyć się w szkole do matury, a nie uczyć
    się do matury poniekad sam. Szkoła jak najbardziej ma pomoc uczniom
    z klopotami, choćby dlatego, ze spora część tych klopotów rodzi się
    właśnie w domu. Nie rodzice, a szkoła maja wspierać ucznia w nauce.
    Nie wpada Ci do głowy, ze rodzice mogą tego nie umieć, bo uklonczyli
    zawodówkę, albo i to nie? Z takich rodzin tez wywodza się bardzo
    zdolne dzieci. Problemy w domu miało (wg. ankiety) 65% moich
    uczniów - niemalo , prawda?
    Prawdziwy wychowawca widzac lojalkę, ma być może satysfakcję, ale
    ukrywa ją przed uczniami, omawia z nimi temat pt. "wolność
    wypowiedzi jest dobrem tak cennym, ze popieramy ją także u naszych
    wrogów", a nie umieszcza tąże na stronie szkoly.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 19.03.10, 16:16
    agatko - to ja przypomne, mimo wdziecznosci za wiele konkretbych
    nodpowiedzi pana dyrektora.

    W liceum lamano prawo (nie honorowano zwolnien lekarskich).

    Pan Dyrektor NIGDY temu nie zaprzeczyl. Choc mial szanse.

    Ja tez o tym pisalam. Ot, wybiorcz pamiec.

    to nie sa plotki
  • agatka_s 19.03.10, 19:21
    joa66 napisała:

    > agatko - to ja przypomne, mimo wdziecznosci za wiele konkretbych
    > nodpowiedzi pana dyrektora.
    >
    > W liceum lamano prawo (nie honorowano zwolnien lekarskich).
    >
    > Pan Dyrektor NIGDY temu nie zaprzeczyl. Choc mial szanse.
    >
    > Ja tez o tym pisalam. Ot, wybiorcz pamiec.
    >
    > to nie sa plotki


    Joa, niestety już drugi raz o tym piszesz, a ja drugi raz musze
    powiedzieć że zwyczajnie nie ma m na ten temat zadnej wiedzy.
    Jeśli zostało prawo złamane, to źle i tak nie powinno być, ale ja
    nic o tej sprawie nie wiem, więc trudno mi się ustosunkować. Ale
    jako skrajna legalistka deklaruje potępienie dla wszelkich działań
    niezgodnych z prawem jeśli są one udowodnione, a sprawca miał szansę
    obrony.
  • joa66 19.03.10, 23:58
    Wyszlam z zalozenia, ze skoro od tego zaczela sie awantura i Pan
    dyrektor poddawal w watpliwosc wiarygodnosc zarowno artykulu jak i
    zamieszanych wsprawe uczniow (plus rodzica), ale nigdy nie
    skomentowal (ani w artykule ani na forum) faktu nie uznawania
    zwolnien lekarskich, to jednak jest to prawda. Pan Dyrektor jest
    obecny na forum , odpowiada rzeczowo na wiele naszych pytan, jednak
    te jedna sprawe pozostawia bez komentarza.
  • tukata 19.03.10, 14:28
    > agatka_s napisala:
    > Co konkretnie masz do zarzucenia panu Dyrektorowi ?
    To, że zrzuca z siebie(szkoły) odpowiedzialność.
    Jako uczeń chciałaby usłyszeć od dyrektora: jeżeli będziecie się
    solidnie uczyć, to będziecie świetnie przygotowaani do matury i nie
    będa wam potrzebne żadne korepetycje, kursy i cos tam jeszcze. Tylko
    tyle. Nie wiem jaka jest skala tego zjawiska w Jeziorańskim czy w
    Czackim, ale ogólnie w liceach(i gimnazjach)jest ogromna. I to jest
    do zmiany. Trzeba sobie głośno powiedzieć, jeśli tak jest, to jest
    źle. A nie opowiadać, że kursy, że braki, że trzeba uzupełniać
    wiedzę i inne farmazony.
  • agatka_s 19.03.10, 14:45
    tukata napisała:

    > > agatka_s napisala:
    > > Co konkretnie masz do zarzucenia panu Dyrektorowi ?
    > To, że zrzuca z siebie(szkoły) odpowiedzialność.

    Nie zrzuca !! Mówi że zdanie matury to odpowiedzialność ucznia, a
    nie szkoły. Twoim zdaniem jest na odwrót ? To szkoła odpowiada za
    zadanie matury przez Iksińskiego ?

    > Jako uczeń chciałaby usłyszeć od dyrektora: jeżeli będziecie się
    > solidnie uczyć, to będziecie świetnie przygotowaani do matury i
    nie
    > będa wam potrzebne żadne korepetycje, kursy i cos tam jeszcze.
    Tylko
    > tyle.


    No to przecież to Pan Dyrektor mówi !!! Mówi: musicie się solidnie
    uczyć, bo to od waszej solidnej nauki zależy jak zdacie. Szkoła
    stworzy Wam najlepsze warunki do nauki, ale jak to wykorzystacie to
    WASZA SPRAWA i WASZA ODPOWIEDZIALNOŚĆ.




    Nie wiem jaka jest skala tego zjawiska w Jeziorańskim

    Pan Dyrektor napisał (a ja nie mam żadnych podstaw aby mu nie
    wierzyć),że korepetycje w jegop szkole to margines-dotyczy tych
    uczniów z zaległosciami z poprzednich szkół, oraz tych co dokonali
    nie tego wyboru rozszerzeń co trzeba (im trzeba) i muszą przed
    maturą nadganiać na własną ręke.


    czy w
    > Czackim, ale ogólnie w liceach(i gimnazjach)jest ogromna.

    możliwe że jest ogromna, a możliwe ze nie jest. Ja żadnych danych
    nie posidam, a z moich doswiadczeń wynika że to margoines, ale moim
    zdaniem nawet jeśli to masowe zjawisko to dlatego że na to decyduja
    się sami zaintersowani, a robia tak bo jest to najłatwiejsze i
    wymaga najmniej wysiłku, wystarczy zapłacic i problem z głowy (już o
    tym pisałam, nie będe powtarzać)



    I to jest
    > do zmiany. Trzeba sobie głośno powiedzieć, jeśli tak jest, to jest
    > źle. A nie opowiadać, że kursy, że braki, że trzeba uzupełniać
    > wiedzę i inne farmazony.


    Ale Pan Dyrektor opowiada o kursach ? Pan Dyrektor o ile
    zrozumiałam jest im przeciwny poza ewidentnie wyjatkowymi
    przypadkami gdzie uczeń dla własnego dobra musi uzupełnić braki
    (patrz wyżej).




    Moim zdaniem lepiej apelować do rodziców, aby jeśli nie uważają
    korepetycji za coś pozytywnego poprostu na nie dzieci nie posyłali.
  • tukata 19.03.10, 13:24
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Bylo cos o tym, ze Twoja corka zachwycila sie na targach
    Jezioranskim.
    Tak, faktycznie bardzo jej sie podobała, ale po rozmowie z uczniami
    tej szkoły. Może gdyby rozmawiała z dyrektorem, jej zachwyt nie
    byłby już tak wielki.

    > Hehe. " Nie idzie ta droga".
    I znowu przekonuję się, że to nie jest właściwa droga. Spotkanie w
    dniu otwartym jeszcze przed nami. Pójdziemy popytamy uczniów, jak to
    jest z tymi kursami i korkami. Na szczęście mamy jeszcze rok.
  • kmir 19.03.10, 12:35
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > 1. Topowe zbieraja "best of the best of the best" i większość
    > zdolnej, dojrzałej młodzieży dokonuje złego wyboru klas?

    Zdecydowanie nie można mówić o większości, ale całkiem sporo uczniów
    rozpoczynających naukę w dobrych liceach (także moim) ma wypaczony
    obraz własnych zdolności i możliwości. Wynika to z zawyżania ocen
    końcowych przez gimnazja.

    > 2. W topowych znajduje się młodzież z zaległościami z podstawówki
    i gimnazjum?

    TAK. Przykładowo w obecnych klasach I w LXVII LO ponad 20% uczniów
    ma niezaliczoną klasówkę z chemii z zadań na stężenie procentowe
    (klasówka była pod koniec grudnia, od tego czasu były już trzy
    terminy popraw). Podstawową przyczyną niezaliczenia jest brak
    umiejętności dotyczących przekształcania stosunkowo prostych wzorów
    matematycznych. Niestety są to zaległości z poprzednich etapów
    kształcenia. Problem jest poważny nie ze wzgledu na chemię (tutaj
    zadania rachunkowe nie są wcale najważniejsze), ale ze względu na
    pespektywę obowiązkowej matury z matematyki.
    Uprzedzając "pytania co szkoła robi..." wyjaśniam, że ponieważ fakt,
    że część uczniów ma kłopoty z matematyką nie jest dla nas
    zaskoczeniem (zjawisko występuje od lat) to zwiększyliśmy wymiar
    godzin matematyki w grupach podstawowych (o 2 godziny tygodniowo) na
    wszystkich poziomach (klasy I - III), pozostawiając uczniom prawo
    decyzji, czy chcą z tych dodatkowych godzin skorzystać.

    > 3. Topowe zbierają laureatów konkursów i ci nie potrafią pracować
    samodzielnie oraz punkty 1 i 2?

    Wśród laureatów konkursów są także tacy, którzy uczciwie przyznają,
    że wcale ich dany przedmiot nie interesuje w szczególnym stopniu,
    ale nauczyli się go, żeby bez problemu dostać się do liceum

    > Jezioranski nie jest topowa szkola w sensie progow punktowych.

    Tak jest od lat - wiem o tym. I tym bardziej się cieszę, że naszym
    absolwentom udaje się lepiej zdawać maturę niż ich kolegom ze szkół
    o wyższych progach.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 12:48
    > Jezioranski nie jest topowa szkola w sensie progow punktowych.

    Tak jest od lat - wiem o tym. I tym bardziej się cieszę, że naszym
    absolwentom udaje się lepiej zdawać maturę niż ich kolegom ze szkół
    o wyższych progach."

    Jakie to ma znaczenie, czy na dany kierunek ktos sie dostal z piatym czy
    pietnastym wynikiem? Dla pozniejszego rozwoju mlodego czlowieka, o wiele wieksze
    znaczenia ma to,jakie ma poczucie wlasne wartosci, czy potrafi nawiazywac
    relacje miedzykudzkie, czy radzi sobie stresem, a przede wszystkim- czy jest
    szczesliwym czlowiekiem.

  • agatka_s 19.03.10, 12:56
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > > Jezioranski nie jest topowa szkola w sensie progow punktowych.
    >
    > Tak jest od lat - wiem o tym. I tym bardziej się cieszę, że naszym
    > absolwentom udaje się lepiej zdawać maturę niż ich kolegom ze szkół
    > o wyższych progach."
    >
    > Jakie to ma znaczenie, czy na dany kierunek ktos sie dostal z
    piatym czy
    > pietnastym wynikiem? Dla pozniejszego rozwoju mlodego czlowieka, o
    wiele wieksz
    > e
    > znaczenia ma to,jakie ma poczucie wlasne wartosci, czy potrafi
    nawiazywac
    > relacje miedzykudzkie, czy radzi sobie stresem, a przede wszystkim-
    czy jest
    > szczesliwym czlowiekiem.
    >
    Menodo, Ty chyba naprawde jesteś jakaś "zaślepiona" albo celowo
    manipulujesz i jak nie możesz skrytykować za progi (niskie) to
    krytykujesz za wyniki matutr (wysokie), przecież wynik matury nie
    jest TYLKO po to żeby się dostać na studia. Wynik matury (sama
    zresztą przywiązujesz do niego ogromną wagę, wypowiadałaś się wręcz
    z pogardą o Reytanie, który ma moim zdaniem bardzo dobre wyniki, ty
    twierdziłaś, że kiepskie, i twierdziłaś że wszystko poniżej wyników
    maturalnych z pierwszej 10, to żenada...)świadczy o tym czego dany
    człowiek się nauczył, co umie (już nie będę wchodzić w dyskusje na
    ile matura jest obiektywna, ale załóżmy że jest). Jeśli szkoła mimo
    nizszych progów ma pierwsze czy drugie wyniki matur, to nawet nie
    wiem jak szkoły się nie lubi, trzeba przyznać że to zasługuje na
    szacunek.

  • lodewijk 19.03.10, 13:22
    Tu mnie Pan zastrzelił ta klasówka z chemii, bo wydawałoby się, że uczniowie,
    którzy z egzaminu gimnazjalnego mieli prawdopodobnie blisko max punktów i
    zapewne świetne oceny z matematyki (pomijam chemię, bo ta się pewnie nie liczy w
    punktacji), nie są w stanie obliczać procentów. Pytanie - jak ktoś z takimi
    brakami mógł sie prześlizgnąć przez (zapewne) topowe gimnazjum i uzyskać
    (zapewne) świetny wynik na egzaminie. Mnie, jako chemika, to zawsze zastanawia.
    No chyba że jest tak, że uczeń owszem, procenty umie liczyć, ale na matematyce,
    ale tego samego na chemii już nie umie. I to jest chyba jeszcze bardziej
    przerażające.
  • agatka_s 19.03.10, 13:56
    lodewijk napisał:

    > Tu mnie Pan zastrzelił ta klasówka z chemii, bo wydawałoby się, że
    uczniowie,
    > którzy z egzaminu gimnazjalnego mieli prawdopodobnie blisko max
    punktów i
    > zapewne świetne oceny z matematyki (pomijam chemię, bo ta się
    pewnie nie liczy
    > w
    > punktacji), nie są w stanie obliczać procentów. Pytanie - jak ktoś
    z takimi
    > brakami mógł sie prześlizgnąć przez (zapewne) topowe gimnazjum i
    uzyskać
    > (zapewne) świetny wynik na egzaminie. Mnie, jako chemika, to
    zawsze zastanawia.
    > No chyba że jest tak, że uczeń owszem, procenty umie liczyć, ale
    na matematyce,
    > ale tego samego na chemii już nie umie. I to jest chyba jeszcze
    bardziej
    > przerażające.

    Nie wiem czy zaległości z poprzednich szkół, to taka obecna
    specjalność. Kiedyś było tak samo.


    Do dziś pamiętam że na pierwszej lekcji w liceum nasza chemiczka
    zrobiła nam kartkówkę z wzorów soli (jak tam się te cyferki
    stawia). Tylko jedna dziewczyna, na nas 30 dostała pozytywną ocenę,
    bo ona te cholerne sole przerabiała w swojej podstwówce, reszta nie,
    same dwóje. Za tydzień miała być poprawa tej pracy, nauczycielka
    rzuciła tylko "jak nie umiecie to macie się nauczyć" i tyle. Całe
    30osobowa klasa uczyła się od tej dziewczyny jak te wzory się
    tworzy, siedzieliśmy u niej w mieszkaniu (swoją drogą nadal
    podziwiam jej mamę za cierpliwość), a potem ćwiczyłam te sole nocą i
    dniem.... Pamiętam do dziś, nawet pamiętam że dostałam 3 z dwoma i
    była to najlepsza nagroda jaka mi się trafiła...


    Jak byłam w Zamoyskim (już współcześnie) na spotkaniu to pani od
    matematyki mówiła że różnice pomiędzy uczniami są dramatyczne, jako
    przyklad podawała ze są kwiatki ze uczniowie nie znają wzorów
    skróconego mnożenia, działań na procentach, ułamkach....To co zrobić
    z takimi uczniami ? Kto ma z nimi nadrobić te zaległosci i kiedy ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 14:18
    agatka_s napisala:
    Do dziś pamiętam że na pierwszej lekcji w liceum nasza chemiczka
    > zrobiła nam kartkówkę z wzorów soli (jak tam się te cyferki
    > stawia). Tylko jedna dziewczyna, na nas 30 dostała pozytywną ocenę,
    > bo ona te cholerne sole przerabiała w swojej podstwówce, reszta nie,
    > same dwóje. Za tydzień miała być poprawa tej pracy, nauczycielka
    > rzuciła tylko "jak nie umiecie to macie się nauczyć" i tyle. Całe
    > 30osobowa klasa uczyła się od tej dziewczyny jak te wzory się
    > tworzy, siedzieliśmy u niej w mieszkaniu (swoją drogą nadal
    > podziwiam jej mamę za cierpliwość), a potem ćwiczyłam te sole nocą i
    > dniem.... Pamiętam do dziś, nawet pamiętam że dostałam 3 z dwoma i
    > była to najlepsza nagroda jaka mi się trafiła..."

    Jezu, na tym forum najwieksza inteliegencje jezykowa i odwage spoleczna zarazem
    ma kkokos. Ja odpadam, nie potrafie skomentowac tej wypowiedzi. Dla mnie SZOK.

    >
  • kmir 19.03.10, 14:21
    agatka_s napisała:
    > Do dziś pamiętam że na pierwszej lekcji w liceum nasza chemiczka
    > zrobiła nam kartkówkę z wzorów soli (jak tam się te cyferki
    > stawia).

    Zwracam uwagę, że klasówka, o której napisalem była z chemii, ale
    uczniowie nie zaliczyli jej z powodu matematyki. I to o
    nieznajomość matematyki chodzi ...

    > Jak byłam w Zamoyskim (już współcześnie) na spotkaniu to pani od
    > matematyki mówiła że różnice pomiędzy uczniami są dramatyczne,
    jako
    > przyklad podawała ze są kwiatki ze uczniowie nie znają wzorów
    > skróconego mnożenia, działań na procentach, ułamkach.... To co
    zrobić
    > z takimi uczniami ? Kto ma z nimi nadrobić te zaległosci i kiedy ?

    Bardzo trafna uwaga "uczniowie nie znają wzorów skróconego
    mnożenia .. ". A powinni znać! Czyli muszą się nauczyć. Jak maja to
    zrobić? Tak samo jak się uczą słowek z obcego języka, czyli na
    pamięć.
    Nauczyciel w liceum powinien jak najwcześniej wykryć te zaległości i
    wskazać uczniowi książkę, z której może to uczeń uzupełnić
    (przeważnie podręczik z gimnazjum), a następnie sprawdzić, czy efekt
    jest zadawalający.
    (Uwaga: nauczyciel w liceum nie ma możliwości realizowania na
    lekcjach programu gimnazjum, bo wtedy nie zrealizuje obowiązującego
    programu liceum)


    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • kmir 19.03.10, 12:12
    tukata napisała:
    > A jesli okazuje się, że większość dzieci chodzi się
    > dokształcać, to dyrektor powinien bić się w piersi i zastanowić
    się,
    > co zrobic, żeby to zmienić, a nie głośić, że to super, bo tak
    > powinno być. Jestem mocno zawiedziona Panie Dyrektorze.

    Uczniowie LXVII LO nie muszą się dokształcać poza szkołą - i
    zdecydowana większośc tego nie robi. I to właśnie jest super i tak
    powinno być :)
    Gdyby to dokształcanie poza szkołą decydowało o wynikach matury to
    nie rozumiem dlaczego akurat moja szkoła ma najwyższe w Warszawie
    wyniki z matury na poziomie rozszerzonym z następujących przedmiotów
    (dane z Perspektyw - dotyczą matury 2009):
    geografia (wskaźnik 1,44, średnia warszawska 61,83%)
    historia (wskaźnik 1,40, średnia warszawska 52,74%)
    język angielski (wskaźnik 1,18, średnia warszawska 77,67%)
    oraz jedne z najwyższych wskaźników z matematyki i wos-u.
    (podane wskaźniki są stosunkiem średniego wyniku egzaminu w LXVII LO
    do średniej "warszawskiej")

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Krzysztof Mirowski
    dyrektor LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
  • tukata 19.03.10, 13:15
    Uczniowie LXVII LO nie muszą się dokształcać poza szkołą - i
    > zdecydowana większośc tego nie robi. I to właśnie jest super i tak
    > powinno być :)

    Jeśli to prawda to też uważam, że super

    > Gdyby to dokształcanie poza szkołą decydowało o wynikach matury to
    > nie rozumiem dlaczego akurat moja szkoła ma najwyższe w Warszawie
    > wyniki z matury na poziomie rozszerzonym
    Chyba wszyscy na tym forum przeanalizowali wyniki szkół wszelakich,
    ja również, nawet ze zrobieniem sobie tabelek, więc autopromocję
    zostawmy.
    A może na to dokształcanie poza szkołą ( w pańskiej szkole)jest
    jakis szczególny nacisk...
  • claratrueba 19.03.10, 14:19
    Uczniowie LXVII LO nie muszą się dokształcać poza szkołą - i
    > > zdecydowana większośc tego nie robi. I to właśnie jest super i tak
    > > powinno być :)

    Czy ma Pan na to dane? Bo dokładnie taka opinię wyrażał dyrektor jednego z
    liceów w moim mieście, forum lokalne zawrzało, zrobił ankietę i ..zonk - prawie
    100%.

    Gdyby to dokształcanie poza szkołą decydowało o wynikach matury to
    > > nie rozumiem dlaczego akurat moja szkoła ma najwyższe w Warszawie
    > > wyniki z matury na poziomie rozszerzonym
    Wystarczy by nauczyciel stawiali wysokie wymagania uczniom, a niekoniecznie, by
    dobrze wykładali. Włożą korepetytorzy. Znam takich sytuacji aż nadto.
    Nie kwestionuję, że LXVII LO może być rzeczywiście bardzo dobą szkołą. Szczerze
    gratuluję wyników. Ale ja znam sprawę dokładnie od drugiej strony- za to co ja i
    tacy jak robią ze swoimi uczniami prywatnie, nauczyciele i szkoły zbierają
    laury. I raczej o nas nie wiedzą, uczeń nie może się przecież przyznać do
    korepetycji otwarcie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 20:50
    Agatko, wartosci to nie sa sprawy ktore trzeba sprowadzac na ziemie.
    Z panem Mirowskim nie jest mi po drodze i ciesze sie, ze nasze drogi sie nie
    krzyzuja. Blizej mi na Bednarska i do Czackiego, ale prosze zwolnij mnie z
    obowiazku tlumaczenia sie - dlaczego.
  • agatka_s 19.03.10, 21:07
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Agatko, wartosci to nie sa sprawy ktore trzeba sprowadzac na
    ziemie.
    > Z panem Mirowskim nie jest mi po drodze i ciesze sie, ze nasze
    drogi sie nie
    > krzyzuja. Blizej mi na Bednarska i do Czackiego, ale prosze
    zwolnij mnie z
    > obowiazku tlumaczenia sie - dlaczego.


    Aaaaaa no widzisz, to jest zuełnie inna rzecz. Ta szkoła nie musi
    Ci się podobać i ja to rozumiem. Ba !!! ona jest specyficzna (tyle
    że o tej specyfice mówi się otwarcie) i nawet nie ma prawa się
    podobać wszystkim. Mnie nie podobał się Czacki (dlaczego napisałam
    Ci myślę konkretnie, z częścią rzeczy nawet zgodziłas się), ale
    rozumiem że Tobie i Twojej córce podoba się bardzo. Nie obrażaj i
    nie oskarżaj człowieka, który kieruje jedną z najlepszych szkół w
    Warszawie (z ewidentnym sukcesem, tym bardziej że to szkoła bardzo
    młoda porównujac z takim Czackim, Batorym, Reytanem), tylko dlatego
    że coś o tej szkole, gdzieś słyszałaś, i że nie spodobały Ci się
    wypowiedzi pana Dyrektora (mogły nie spodobać, ale rozmawiajmy
    merytorycznie co Ci się nie spodobało, a nie oskarżajmy bez pokrycia
    i szafujmy autorytetem zmarłych żeby zasugerować że tam jakieś
    straszne rzeczy odchodzą-to było moim zdaniem wyjątkowo podłe.


    Dyskutujmy o szkołach, krytykujmy, postulujmy zmiany (np sama
    chętnie bym si e zaangażowała w walkę z systemem korepetycji, sama
    zresztą deklaruje że nigdy poza sytuacją jakiegoś nieszczęscia
    choroba itp, nie pośle dziecka na korepetycje, bo uważam je za chore
    i myślę że to my sami rodzice dajemy na to przyzwolenie)ale na
    argumenty merytoryczne a nie typu że Dyrektorka jest zakonnicą, a
    syn gdzieś tam słyszał że uczniowie szkoły X ponoszą ogromne koszty
    że szkoła ma dobrą pozycje.


    Szkoła JNJ, ani mnie ziębi ani grzeje. Pan Dyrektor ani mi brat ani
    swat. Ale nienawidzę jak ktoś szerzy uprzedzenia i pomówienia nie
    poparte żadnymi konkretami.
  • verdana 19.03.10, 21:18
    Ja mam poparte konkretami - znam szereg osób bardzo niezadowolonych,
    niebezpodstawnie z tej szkoly. Tylko tego nie chcesz zauwazyć.
    Konkretem jest również obecność dyrektora na forum, gdzie nie
    powinien być stroną, oraz wiernopoddańcze pismo uczniów,
    zamieszczone na stronie internetowej szkoły.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kkokos 20.03.10, 12:38
    erdana napisała:

    > Ja mam poparte konkretami - znam szereg osób bardzo niezadowolonych,
    > niebezpodstawnie z tej szkoly. Tylko tego nie chcesz zauwazyć.
    > Konkretem jest również obecność dyrektora na forum, gdzie nie
    > powinien być stroną, oraz wiernopoddańcze pismo uczniów,
    > zamieszczone na stronie internetowej szkoły.
    >

    nie rozumiem zarzutu co do obecności dyrektora na tym forum

    też mnie pan dyrektor w gruncie rzeczy ani grzębi, ani zieje, a szkoła tym
    bardziej (także dlatego, że pozostaje poza zasięgiem mojego syna) i nawet nie
    chce mi się dociekać, czy świetna jest, czy wręcz przeciwnie. ale:

    człowiek się ujawnił, wchodzi w merytoryczne dyskusje, a nie w lanie wody (jak
    np. niegdysiejszy ekspert tego forum), chyba raz tylko tej dyskusji nie podjął
    (usprawiedliwienia lekarskie).

    tak, oczywiście uprawia w ten sposób działania marketingowe, tym sprytniejsze,
    że połączone z doraźną pomocą zrozumienia zasad rekrutacji - która to pomoc paru
    osobom się przydało i pewnie jeszcze przyda. ja go rozumiem, uważam, że to w
    miarę czysty marketing, stosunkowo nienachalny, zupełnie inna klasa niż
    działania kretynki/kretyna od korepetycji, i nie widzę w tym nic szczególnie
    zdrożnego.

    że to ogranicza wolność dyskusji o jeziorańskim? to znaczy, że lepiej i
    uczciwiej by było, gdyby się dyrektor był nie ujawnił, podczytywał z cicha, a
    verdana zrelacjonowałaby tu wspomniane żale uczniów byłych i obecnych, bo nie
    miałaby świadomości(którą ma teraz), że kogoś może wkopać?
    pewności, ze nie czytają tego forum dyrektorzy/nauczyciele innych obgadywanych
    szkół nie ma (choć oczywiście nic nie wskazuje też, że czytają). paru
    nauczycieli całkiem anonimowo choćby w wątku o korepetycjach się wypowiedziało -
    być może są oni ze szkół, w które celują nasze dzieci. to ich też pogońmy?
    ale i nie zauważyłam, by obecność dyrektora, zwłaszcza w okresie po ukazaniu się
    pamiętnego artykułu, jakoś powstrzymywała wymianę opinii o szkole (i o tej sprawie).
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 20.03.10, 13:54
    kkokos napisala:
    "ale i nie zauważyłam, by obecność dyrektora, zwłaszcza w okresie po ukazaniu się
    pamiętnego artykułu, jakoś powstrzymywała wymianę opinii o szkole (i o tej
    sprawie). "

    Mnie tez obecnosc dyrektora kompletnie nie przeszkadza, marketing uprawiany
    przez niego uwazam za uczciwy i w dobrym stylu.
    Przeszkadza mi natomiast to, ze np.dla Agatki Pan Dyrektor ma tu jakis specjalny
    status - nie wiem- ViP- a i w zwiazku z tym poucza innych jak maja z nim
    dyskutowac i na czym opierac swoje opinie.
    Ja na przyklad spotkalam sie z zarzutem, ze zachowalam sie PODLE, ze obrazam i
    atakuje PANA DYREKTORA - mimo ze nie napisalam niczego, co lamie zasady netykiety.
    Tymczasem w sasiednim watku znikomek nazwal dyrektora Bednarskiej "malym
    ksieciem chalturnikow" - i tam juz agatka nie interweniowala, nie zapytala co to
    sa "aferki z dzieciakami" itd.

    Slowem - mnie obecnosc pana Mirowskiego w niczym nie przeszkadza, to jest
    otwarte forum internetowe, a nie proszony obiad. Przeszkadza mi natomiast
    upominanie mnie, jak mam z panem Mirowskim dyskutowac albo czy jakis poglad
    wolno mi wyglosic czy nie, bo moze nie wypada....
  • agatka_s 20.03.10, 16:08
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > kkokos napisala:
    > "ale i nie zauważyłam, by obecność dyrektora, zwłaszcza w okresie
    po ukazaniu s
    > ię
    > pamiętnego artykułu, jakoś powstrzymywała wymianę opinii o szkole
    (i o tej
    > sprawie). "
    >
    > Mnie tez obecnosc dyrektora kompletnie nie przeszkadza, marketing
    uprawiany
    > przez niego uwazam za uczciwy i w dobrym stylu.
    > Przeszkadza mi natomiast to, ze np.dla Agatki Pan Dyrektor ma tu
    jakis specjaln
    > y
    > status - nie wiem- ViP- a i w zwiazku z tym poucza innych jak maja
    z nim
    > dyskutowac i na czym opierac swoje opinie.
    > Ja na przyklad spotkalam sie z zarzutem, ze zachowalam sie PODLE,
    ze obrazam i
    > atakuje PANA DYREKTORA - mimo ze nie napisalam niczego, co lamie
    zasady netykie
    > ty.
    > Tymczasem w sasiednim watku znikomek nazwal dyrektora
    Bednarskiej "malym
    > ksieciem chalturnikow" - i tam juz agatka nie interweniowala, nie
    zapytala co t
    > o
    > sa "aferki z dzieciakami" itd.
    >
    > Slowem - mnie obecnosc pana Mirowskiego w niczym nie przeszkadza,
    to jest
    > otwarte forum internetowe, a nie proszony obiad. Przeszkadza mi
    natomiast
    > upominanie mnie, jak mam z panem Mirowskim dyskutowac albo czy
    jakis poglad
    > wolno mi wyglosic czy nie, bo moze nie wypada....


    Podłym nazwałam powoływanie się przez Ciebie na zmarłego Jana
    Nowaka Jeziorańskiego, w kontekście insuowania jakiś strasznych
    rzeczy Panu Mirowskiemu. I to chyba bardziej podłym s tosunku do
    zmarłego niż samego Dyrektora.


    Niestety nie czytam wszystkich wątków i nie wiem o jakich aferkach z
    jakim znikomkiem piszesz, więc przepraszam ale nie mam możliwości
    się ustosunkować. Niemniej jeśli ktoś stosuje insynuacje a ja to
    przeczytam to będe nim tak samo przeciwna jak np wobec Dyrektor
    Batorego (która też mnie ani ziębi a ni grzeje), SŁOWO HARCERZA !!!
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.10, 17:22
    "Podłym nazwałam powoływanie się przez Ciebie na zmarłego Jana
    Nowaka Jeziorańskiego, w kontekście insuowania jakiś strasznych
    rzeczy Panu Mirowskiemu. I to chyba bardziej podłym s tosunku do
    zmarłego niż samego Dyrektora."

    Nie widze niczego podlego w odwolywaniu sie do wartosci, ktore uosabia postac
    patrona szkoly w dyskusji z dyrektorem tej szkoly.

    Mozesz nie zrozumiec, co mialam na mysli, aczkolwiek nie bylo w tym zadnych
    insynuacji ani osobistych wycieczek zwlaszcza.

    Niemniej,musze przyznac, ze po przeczytaniu wypowiedzi dyr.Mirowskiego na tym
    forum, nie dziwia mnie stosunkowo niskie progi do Jezioranskiego, mimo ze jest
    to szkola "z pierwszej dwojki" warszawskiego rankingu. Dotychczas wydawalo mi
    sie, ze to efekt "czarnego PR" jaki szkole zrobil artykul w wyborczej. Ale teraz
    mysle, ze niekoniecznie. Po prostu - wielu mlodych ludzi oczekuje od liceum
    czegos wiecej niz "skutecznego przygotowania" do matury. I nie sa to ludzie malo
    ambitni, niesamodzielni a zwlaszcza "majacy powazne braki z gimnazjum lub nawet
    z podstawowki".
    Popatrz w tabelki z progami punktowymi, bo wiem, ze lubisz konktrety.
    Z jakiegos powodu tlumy chetnych na UW czy SGH olimpijczykow nie podjaraly sie
    faktem, ze moga chodzic do liceum, ktore najskuteczniej przygotowuje do
    studiow na "prestizowych kierunkach".




  • agatka_s 22.03.10, 09:18
    Gość portalu: menodo napisał(a):


    > forum, nie dziwia mnie stosunkowo niskie progi do Jezioranskiego,
    mimo ze jest
    > to szkola "z pierwszej dwojki" warszawskiego rankingu. Dotychczas
    wydawalo mi
    > sie, ze to efekt "czarnego PR" jaki szkole zrobil artykul w
    wyborczej. Ale tera
    > z
    > mysle, ze niekoniecznie. Po prostu - wielu mlodych ludzi oczekuje
    od liceum
    > czegos wiecej niz "skutecznego przygotowania" do matury. I nie sa
    to ludzie mal
    > o
    > ambitni, niesamodzielni a zwlaszcza "majacy powazne braki z
    gimnazjum lub nawe
    > t
    > z podstawowki".
    > Popatrz w tabelki z progami punktowymi, bo wiem, ze lubisz
    konktrety.
    > Z jakiegos powodu tlumy chetnych na UW czy SGH olimpijczykow nie
    podjaraly si
    > e
    > faktem, ze moga chodzic do liceum, ktore najskuteczniej
    przygotowuje do
    > studiow na "prestizowych kierunkach".
    >
    >
    >
    >

    Progi średnie do klas human (bo najbardziej porównywalne do JNJ) w
    2009:


    Batory 165,5
    Poniatowski 159
    JNJ 170
    Czacki ? nie wiem
    Zamoyski 159
    Reytan 166
    Dąbrowski 158

    Staszic (klasa mat-fiz, ale nie matex) 176



    Naprawde nie uważam aby średni próg do Jeziorańskiego 170, był
    zenująco niski....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 09:55
    Prog do Jezioranskiego w zeszlym roku to 152,27.
    Ale porownywalnymi klasami dla tej szkoly nie sa klasy humanistyczne, lecz
    "spoleczne" - mat.hist.geo.wos. I do takich klas punktowanymi przedmiotami sa
    zazwyczaj polski, matematyka,historia i geografia. W JNJ -polski, matematyka,
    angielski i DO WYBORU historia lub geografia. (pomijam juz ze w Koperniku,
    Czackim czy Batorym w gre wchodzi biologia). Slowem - niemal kazdy kandydat do
    dobrych szkol w Warszawie ma 5 lub 6 z angielskiego. Jesli chce zalapac sie do
    superszkoly gwarantujacej mu supermature i 2 super jezyki - po co startuje do
    szkol slabszych i jeszcze zdaje dodatkowe egzaminy, i jeszcze stara sie o dobre
    stopnie z przedmiotow, ktore w tej superszkole nie sa punktowane?

    Dyskusja o obnizeniu progow do Jezioranskiego byla juz chyba na tym forum,a
    takze na stronach tej szkoly.
    Zwroc tez uwage, ze sa w niej wolne miejsca - w I i II klasie. Czy odeszli z
    niej uczniowie z "potwornymi zaleglosciami z gimnazjum"?





    www.egzaminy.edu.pl/component/option,com_schoolexams/task,progi/rok,2009/miejsce,1/Itemid,8/limit,25/limitstart,50/
  • agatka_s 22.03.10, 10:20
    Odpowiednikiem minimum (choć dla mnie minimum, nie jest
    miarodajne,wole średnią, albo nawet coś co się nazywa "wynikiem
    topowym" w zestawieniu na stranach Biura Edukacji, ale tam są progi
    po rekrutacjach usupełnijących, co już w ogóle zamazuje obraz,
    minimum jest kompletnie przypadkowe, no ale niech bedzie...) 152 w
    JNJ, jest np 157 w Batorym (klasa pol-his-wos). To taka ŻENUJĄCA
    róznica ? 5 pkt ?

    Ile było w Czackim ?

    Nie wiem o co Ci chodzi naprawde i co chcesz udowodnić ?



    Może Cię zaskoczę, ale mnie JNJ KOMPLETNIE SIĘ NIE PODOBA.

    Mnie JNJ nie podoba się ale z merytorycznych powodów
    (choć nie przeczę że subiektywnych, wynikających z preferencji
    mojego dziecka):

    -ścisła specjalizacja, nam akurat nie po drodze z tymi
    specjalizacjami
    -fatalne warunki lokalowe (to nie że ciasno, to poprostu brak w
    miarę normalnych klas-już nawet w naszej społecznej podstawówce było
    lepiej, a bardzo to było niewygodne)
    -brak zajęć dodatkowych np zero ofert sportowej w ramach szkoły (w
    Straszicu kajaki, Drużyna Harcerska jeżdząca po górach świata,
    Reytan narty itp itd),
    -zero oferty kulturowej obecnej nawet w tak ścisłym liceum jak
    Staszic, typu festiwale filmowe, teatralne itp itd
    -brak oferty typu wymiany, wycieczki (jest jeden wyjazd
    integracyjny), projekty pozwalajace uczniom coś np poza Warszawa
    zobaczyć itp
    -brak współpracy z uczelniami (to akurat berziej dotyczy przedmiotów
    ścisłych, ale Reytan np współpracuje z Wydziałem filozofii)
    -konieczność opłaty za języki (ja akurat nie mam ochoty, bo w swoje
    dziecko już inwestowałam wczesniej, nie widzę już takiej potrzeby).

    I z tych MERYTORYCZNYCH powodów nie podoba mi się JNJ (jest też
    kilka rzeczy które mi się podobają, głownie realizowanie przedmiotów
    nie w klasach), ale rozumiem że komuś o innych priorytetach może się
    bardzo podobać. Resztę poruszanych tu spraw, uważam za manipulacje,
    pomówienia i zwyczajnie informacje nieprawdziwe (np to ze progi są
    ŻENUJĄCO noiskie, nie SĄ !!!).


    I tyle w tym temacie.
  • agatka_s 22.03.10, 10:30
    tam miało być "wynikiem TYPOWYM" nie topowym !!!
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 11:47
    Kurcze, ale ja mowie, ze odpowiednikiem dla Jezioranskiego sa klasy spoleczne, a
    nie humanistyczne, wiec co mi pokazujesz humana z Batorego. Zobacz tam klase
    mat- geo, a zwlaszcza dwujezyczna mat.-geo, gdzie dzieciaki musialy zdac egzamin
    z angielskiego a do punktacji przedstawic historie ORAZ geografie.
    W czackim wiesz przeciez jakie byly progi - nie wrabiaj mnie w role osoby, ktora
    zajmuje sie piarem tej szkoly. Moja corka miala 165 pkt.nie dostalaby sie do
    klasy spolecznej w swojej szkole, bo miala "tylko" 5 z geografii i "tylko" 80
    pkt. z testu; zreszta w ogole jej na takiej klasie nie zalezalo. Do JNJ mialaby
    o 13 pkt. "za duzo", a osoby ktore mialy 152 pkt. w jezioranskim nawet z szostka
    z biologii nie zalapalyby sie na prog w jej klasie.
    Wolalam, aby poszla sciezka IB,bo zwyczajnie nie przepadam za systemem polskiej
    edukacji.
    Zalapala sie do czackiego, chodzi, narzeka, bo nauka nie jest obecnie
    najwazniejsza sprawa w jej zyciu:), ale w porownaniu z jej gimnazjum to przepasc
    cywilizacyjna i na razie nie widze powodow, aby ja z tej szkoly zabierac. Zrobie
    to, jesli uznam, ze dzieje jej sie tam krzywda, ale na razie docieraja do mnie
    sygnaly wrecz przeciwne.

    Wracajac do naszych baranow - probuje udowodnic Ci, ze progi do Jezioranskiego
    SA relatywnie niskie, biorac pod uwage pozycje tej szkoly w rankingu wynikow
    maturalnych. Ale nie docieraja do Ciebie moje argumenty, co mnie dziwi, bo
    wydaje mi sie, ze jestes w stanie zrozumiec jak wazne w statystyce jest
    porownywanie tych samych populacji.
    A to juz uniemozliwia mozliwosc zaakceptowania wspolnej plaszczyzny dla
    interpretacji tego zjawiska.

  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 22.03.10, 12:39

    nie wiem czemu koniecznie mat-geo, jeśli targetem Jeziorańskiego
    obok SGH jest UW, wydział prawa ? ja bym jednak brała pod uwagę
    klasy pol-hist-wos. No ale niech Ci będzie weźmy klase mat-geo w
    Batorym. Tu progi zawierają też punkty z egzaminu wstępnego z
    języka, bo to jest klasa dwujęzyczna, więc zupełnie nie są "tą samą
    płaszczyzną". Robiłam kiedyś zabawę ile by ten próg wyniosł bez
    tego egzaminu i wyszło że wtedy trzeba odjąc minimum 14 pkt (bo tyle
    jest minimum z egzaminu mniej więcej), czyli jak by nie liczyć
    wychodzi koło 150 pkt, nawet w klasie społecznej jak ty to
    nazywasz. W Batorym też są przedmioty do wyboru, to akurat uważam
    ze jest dobre, czemu kandydat nie może sobie wybrać tego w czym jest
    dobry?

    Przysięgam, że nie znam progów Czackiego z zeszłego roku SŁOWO
    HARCERZA (tych z rekrutacji komputerowej, bo te po uzupełniajacej
    mogę sobie sprawdzić, ale to nie są te miarodajne)!!!! naprawde nie
    mam żadnych złych intencji ale poprostu Czacki mnie nie interesuje
    jako szkoła potencjalnie dla mojego syna, stąd sobie tych progów nie
    zapisałam.


    Mnie naprawde ani Czacki ani JNJ kompletnie nie interesują, ani to
    czy są to dobre czy nie szkoły. W obu byłam osobiście (ty chyba w
    żadnej?) na spotkaniach dla kandydatów, obie MI (ale to MI !!!!)
    zupełnie się nie spodobały. I mam to naprawde w nosie czy Czacki
    jest lepszy, czy JNJ, czy Batory ? (który akurat jako szkoła mi się
    podoba). Nawet konkurencja Czackiego ze Staszicem czy Reytanem
    (który Ty uważasz za żenujaco beznadziejny) czyli szkołami które
    interesują moje dziecko, kompletnie mnie nie obchodzi.


    Mogę nawet napisać 100 razy: Czacki to najlepsza szkoła pod
    słońcem !!!

    Mnie intersuje aby szkoła była w porządku dla mojego syna, a może
    tak być że inne szkoły są lepsze obiektywnie i mają wyższe progi i
    lepsze matury, to akurat mnie kompletnie nie frustruje.

    Protestuje natomiast przeciwko pisaniu źle o jakiejś szkole na
    podstawie jakiś pojedyńczych przypadków (co mnie obchodzi że ktoś
    miał dwóje z angielskiego,a potem szóstke ? w klasie mojego syna
    jest dziewczynka która ma jedynki, no i co z tego ? może w liceum
    będzie mieć same szóstki), albo jakiś niesprawdzonych historii
    (artykuły prasowe nie zawsze są wzorem obiektywizmu), albo
    manipulacji, albo nieprawdy lub półprawdy, jakiś sugestii.
    Protestuje ze względów na moje wartości (chyba lubisz to
    pojęcie), tak samo jak bym protestowała przeciwko mówieniu źle o
    kimkolwiek bez oparcia w faktach.

    Jak szkoła Ci się nie podoba to napisz dlaczego, ale konkretnie i na
    podstawie sprawdzonych (choćby obecnością na spotkaniach dla
    kandydatów) faktów, a nie sugeruj że tam niewiadomo co się dzieje bo
    2 osoby odeszły i są wolne miejsca. Może odeszły bo np miały
    wypadek, a może się przeniosły do innego miasta, a może narozrabiały
    i zostały poproszone o zminę szkoły, a moze, a może, a moze.... A
    może szkoła okazała się dla nich zbyt wymagająca (no cóż zdarza
    się). Rzucasz też ot tak sobie, że progi są żenujaco niskie, a
    wcale nie są (są trochę nizsze, ale bez przesady, tak samo jak
    wyniki matur Reytana są żenujaco beznadziejne-w obu przypadkach
    naprawde nie są), i co najważniejsze są mniej więcej takie same od
    lat, co pokazuje w miarę stabilna pozycję szkoły, a nie jak Ty to
    sugerujesz jakiś exodus i odwrócenie się od szkoły.


    Naprawde nie chce już mi się o tym gadać. Proszę tylko o obiektywne
    ocenianie szkół (WSZYSTKICH!!!) i ostrożne szafowanie epitetami
    typu "żenujace", nawet jak się komuś nie podobają, a może tym
    bardziej jeśli subiektywnie nie są to szkoły z naszej bajki.
    Podobać się nie muszą, ale używajmy argumentów dlaczego się coś nie
    podoba, a nie fantazji i tego co się komuś wydaje.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 13:09
    > Naprawde nie chce już mi się o tym gadać. Proszę tylko o obiektywne
    > ocenianie szkół (WSZYSTKICH!!!) i ostrożne szafowanie epitetami
    > typu "żenujace", nawet jak się komuś nie podobają, a może tym
    > bardziej jeśli subiektywnie nie są to szkoły z naszej bajki.
    > Podobać się nie muszą, ale używajmy argumentów dlaczego się coś nie
    > podoba, a nie fantazji i tego co się komuś wydaje. "

    Ale Ty nie chcesz obiektywnie gadac. Po prostu nie przyjmujesz argumentow albo
    interpretujesz je tak, by pasowaly do Twoich zalozen.Nawet punkty do
    dwujezycznej klasy w Batorym zliczasz w sposob, ktory budzi moje wspolczucie.
    Sorry, ale nie chce mi sie juz o tymgadac. Lepiej zapytaj pana Mirowskiego co
    tam ze zwolnieniami lekarskimi w INJ i co slychac u jego Legii Cudzoziemskiej.
  • agatka_s 22.03.10, 13:29
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > > Naprawde nie chce już mi się o tym gadać. Proszę tylko o
    obiektywne
    > > ocenianie szkół (WSZYSTKICH!!!) i ostrożne szafowanie epitetami
    > > typu "żenujace", nawet jak się komuś nie podobają, a może tym
    > > bardziej jeśli subiektywnie nie są to szkoły z naszej bajki.
    > > Podobać się nie muszą, ale używajmy argumentów dlaczego się coś
    nie
    > > podoba, a nie fantazji i tego co się komuś wydaje. "
    >
    > Ale Ty nie chcesz obiektywnie gadac. Po prostu nie przyjmujesz
    argumentow albo
    > interpretujesz je tak, by pasowaly do Twoich zalozen.Nawet punkty
    do
    > dwujezycznej klasy w Batorym zliczasz w sposob, ktory budzi moje
    wspolczucie.

    Ale co budzi Twoje współczucie ? W Staszicu próg do matex jest 500
    (to dopiero może budzić frustracje, co tam 170 do Czackiego przy
    500 w Staszicu ;-)), bo dodają punty z egzaminu mat, w Modrzewskim
    próg jest ponad 200 bo dodają punkty z egzaminu (tu jest jakoś dużo
    tych punktów z egzaminu), W Batorym do klas IB i dwujęzycznych progi
    też są zawyżone o wynik egzaminu z ang (to wiem ze spotkania w
    Batorym, a nie bo tak sobie wymyśliłam, tak samo jak i wyliczenie 14
    punktów które wynikają z minimum % które pozwala egzamin z ang w
    Batorym zaliczyć razy punkty które się zdobywa-czyli nikt poniżej 14
    pkt z ang nie miał prawa dostać się do tych klas). To nie są
    moje "obliczenia"tylko fakty i to fakty które podają dyrektorzy na
    spotkaniach.


    > Sorry, ale nie chce mi sie juz o tymgadac. Lepiej zapytaj pana
    Mirowskiego co
    > tam ze zwolnieniami lekarskimi w INJ i co slychac u jego Legii
    Cudzoziemskiej.

    Nie wiem o czym mówisz, znów coś sugerujesz, coś insynuujesz i
    jeszcze na dodatek mnie samej (chyba mi się rykoszetem dostało za
    niewinność. Chcesz jakoś udowodnić że jestem "po stronie" Dyr
    Mirowskiego i chyba jestem już współwinna (przy najmniej go kryje).
    Pewnie zaraz się okaze że jak tak samo za te wszystkie straszne
    rzeczy w tym okropnym liceum odpowiadam....
  • joa66 22.03.10, 12:10
    A nie przeszkadza Ci, że nie honorują tam zwolnien lekarskich?;)
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 22.03.10, 12:53
    joa !!! Matko Święta, aleś nudna, ile razy mam Ci mówić, że ja nic o
    tym nie wiem.

    Ty mówisz, ze nie honorują, i to wszystko co na ten temat ja wiem.
    Trochę za mało (nawet jeśli Cię lubie i wielu sprawach myślę tak
    samo jak Ty !!!!) aby potępiać szkołę i Dyrektora i rzucać tu
    kalumniami jakie bezprawie tam odchodzi.

    Ja mogę powiedzieć że w Reytanie biją i gwałcą. No i co ? Potępisz
    tu publicznie Dyrektora Szatkowskiego z Reytana ?

    Teraz w klasie mojego syna mamy afere, i też w jakimś sensie chodzi
    o nieobecność na lekcji. Są 3 strony konfliktu, 1 grupa uczniów,
    2ga grupa uczniów i nauczyciel. Chyba będą rodzice którzy
    usprawiedliwią nieobecność swoim dzieciom, choć ewidentnie skłamią
    (ja mam dylemat, bo nie chce kłamać, ale tez nie chce aby moje
    dziecko było jedyną ofiarą bezkompromisowości swojej matki), choć
    dzieci de facto naprawde nie są winne (rodzice skłamią aby dzieci
    nie poczuły się skrzywdzone za ewidentną niesprawiedliwość). Każdy
    prezentuje inną wersję zdarzeń i wygląda na to że nam się w klasie
    szykuje duży konflikt etyczny (w sumie najgorsze że o totalną bzdurę
    niewartą tego co się szykuje). Szkoła to nie jest takie
    jednoznaczne miejsce gdzie wszystko jest takie czarno-białe. Ja nie
    mam odwagi ocenić tej naszej sytuacji, o której sporo wiem
    oddziecka,od innych rodziców-ale nie potrafie jednoznacznie
    powiedzieć kto zachowuje się nieetycznie i źle, skąd mam wobec tego
    mieć odwagę oceniać sytuację o której nie wiem praktycznie nic.



  • joa66 22.03.10, 13:11
    A dlaczego Twoim zdaniem dyrektor NIGDY temu nie zaprzeczył chociaz
    miał tyle okazji?;)

    A jestem nudna, bo mnie bawi taka wybiórczość :)
  • agatka_s 22.03.10, 13:38
    joa66 napisała:

    > A dlaczego Twoim zdaniem dyrektor NIGDY temu nie zaprzeczył
    chociaz
    > miał tyle okazji?;)
    >
    > A jestem nudna, bo mnie bawi taka wybiórczość :)


    Nie wiem czemu nie zaprzeczył (póki co to nie ma jeszcze takiego
    obowiązku aby zaprzeczać pomówieniom). Może nie zaprzeczył, bo to
    właśnie nie jest taka ewidentna sprawa i nie daje się jej
    przedstawić w takich jednoznacznych kategoriach, a gdyby miał się do
    niej odnosić to może wymagałoby przedstawienia wielu szczegółów,
    kontekstu sytuacji, o których nie chce mówić (np żeby ochronić kogoś
    dobra osobiste). Może sprawa jest w toku (np w prokuraturze ?) i
    panu Dyrektorowi nie wolno się wypowiadać o sprawie? Może została
    zawarta ugoda z zainteresowanymi, i warunkiem ugody jest niewracanie
    do tej sprawy publicznie. Może uznał że nie będzie zaprzeczał, bo
    nie będzie udawadniał, że nie jest wielbładem ? Nie wiem, powodów
    moze być naprawde dużo.


    Ale może jeśli to jest dla Ciebie tak ważne poprostu napisz do pana
    Mirowskiego na jego mail.
  • joa66 22.03.10, 13:47
    Nie jest to dla mnie ważna sprawa:)

    To po prostu zwykłe zaciekawienie światem - jak można byc ślepym na
    argumenty nie pasujące do tezy.


    Taaak, oczywiście. Na pewno to była umowa dżentelmeńska o
    milczeniu;).

    Plus lojalka, która dla niektórych lojalką nie jest
    ( www.sjp.pl/co/lojalka )...


    Ale faktycznie to dobry trening dla kasjerów z supermarketów lub
    pracowników niektórych korporacji - tam też nie respektują praw
    pracowniczych. (oczywiście dyrekcja różnych biedronek się nie
    wypowiada, bo nie ma zwyczaju dyskutowac z pomówieniami;) )

    Wiem, można i tak.
  • agatka_s 22.03.10, 14:06
    joa66 napisała:

    > Nie jest to dla mnie ważna sprawa:)
    >
    > To po prostu zwykłe zaciekawienie światem - jak można byc ślepym
    na
    > argumenty nie pasujące do tezy.
    >
    >
    > Taaak, oczywiście. Na pewno to była umowa dżentelmeńska o
    > milczeniu;).
    >
    > Plus lojalka, która dla niektórych lojalką nie jest
    > ( www.sjp.pl/co/lojalka )...
    >
    >
    > Ale faktycznie to dobry trening dla kasjerów z supermarketów lub
    > pracowników niektórych korporacji - tam też nie respektują praw
    > pracowniczych. (oczywiście dyrekcja różnych biedronek się nie
    > wypowiada, bo nie ma zwyczaju dyskutowac z pomówieniami;) )


    To jest właśnie manipulacja, czystej wody. Skąd wiesz że
    jakiekolwiek prawa zostały w Jeziorańskim złamane ????

    > Wiem, można i tak.


    Matko. Ja nie mówie że tak było. Może jest tak że doszło do
    złamania prawa, a może nie. Może pan Dyrektor ma coś na sumieniu, a
    może nie. Ale ja tego poprostu nie wiem, i nie oskarże
    człowieka o coś o czym nie wiem.

    Nie znam się na lojalkach, ale lojalka to chyba coś co się pisze pod
    dyktando, albo zeby mieć z tego jakiś interes. Co sugerujesz ? Że
    Dyrektor kazał, czy że młodzież cxhciała się podlizać ? Nie mam
    ZADNEGO dowodu, aby przypuszczać że za tym pismem stał pan
    Dyrektor. Ty masz ? (No i tak samo: może to pan Dyrektor kazał to
    napisać i to pod groźbą obnizenia ocen, móze tak było. Ale ja nie
    oskarże o to pana Dyrektora bo nic o tym nie wiem). Nie mam też
    żadnej wiedzy na temat młodzieży która ten list napisała, ani tym
    bardziej pobudek jakimi się kierowała list ten pisząc (raczej śmiem
    twierdzić że były szlachetne).


    Uczeń liceum Reytana miesiac temu napisał na murze Kochanowskiego
    (te 2 licea konkurują ze sobą, jak widać czasem beznadziejnie
    głupio) bardzo niecenzuralny napis. Też zostało wydane oświadczenie
    ze strony społeczności Reytana, przepraszajace Kochanowskiego i
    obiecujace wykrycie sprawcy i ukaranie. Uczeń został znaleziony
    (sam się znalazł, bo się pochwalił tym w internecie) i ukarany. Też
    myslisz że to Dyrektor kazał przepraszać (sam przeprosił też) i
    zmobilizował uczniów do wykrycia sprawcy? Ja nie wiem czy kazał,
    ale mam nadzieję że młodzież czasem potrafi sama ocenić sytuację, i
    coś zrobić sama z siebie, a nie dlatego ze się im każe. Mam taką
    głęboką wiarę.
  • joa66 22.03.10, 14:10
    "Uczeń liceum Reytana miesiac temu napisał na murze Kochanowskiego
    (te 2 licea konkurują ze sobą, jak widać czasem beznadziejnie
    głupio) bardzo niecenzuralny napis. Też zostało wydane oświadczenie
    ze strony społeczności Reytana, przepraszajace Kochanowskiego i
    obiecujace wykrycie sprawcy i ukaranie. Uczeń został znaleziony
    (sam się znalazł, bo się pochwalił tym w internecie) i ukarany. Też
    myslisz że to Dyrektor kazał przepraszać (sam przeprosił też) i
    zmobilizował uczniów do wykrycia sprawcy? Ja nie wiem czy kazał,
    ale mam nadzieję że młodzież czasem potrafi sama ocenić sytuację, i
    coś zrobić sama z siebie, a nie dlatego ze się im każe. Mam taką
    głęboką wiarę. "

    Naprawdę widzisz podobieństwo między tymi sytuacjami?:)
  • agatka_s 22.03.10, 14:28
    joa66 napisała:

    > "Uczeń liceum Reytana miesiac temu napisał na murze Kochanowskiego
    > (te 2 licea konkurują ze sobą, jak widać czasem beznadziejnie
    > głupio) bardzo niecenzuralny napis. Też zostało wydane
    oświadczenie
    > ze strony społeczności Reytana, przepraszajace Kochanowskiego i
    > obiecujace wykrycie sprawcy i ukaranie. Uczeń został znaleziony
    > (sam się znalazł, bo się pochwalił tym w internecie) i ukarany.
    Też
    > myslisz że to Dyrektor kazał przepraszać (sam przeprosił też) i
    > zmobilizował uczniów do wykrycia sprawcy? Ja nie wiem czy kazał,
    > ale mam nadzieję że młodzież czasem potrafi sama ocenić sytuację,
    i
    > coś zrobić sama z siebie, a nie dlatego ze się im każe. Mam taką
    > głęboką wiarę. "
    >
    > Naprawdę widzisz podobieństwo między tymi sytuacjami?:)

    Całą sprawę "z Alanem" znam tylko z artykułu. Nie jestem pewna czy
    artykuł był obiektywny (może był, ale moze nie jak to z artykułami
    bywa). Wierze , że uczniowie szkoły mimo wszystko mają większą
    wiedzę na temat tego co zaszło niż np osoby które w szkole nawet
    nigdy nie były, a ich (uczniów) oświadczenie było zgodne z ich
    sumieniem i najlepszym możliwie ogladem sytuacji (nie mam prawa
    myśleć że działali wbrew swojemu sumieniu).


    Myślę że gdyby się ktoś uparł (np gdyby rodzice sprawcy chcieli) to
    o sprawie w Reytanie też można by było napisać artykuł (bo np można
    byłoby spróbować udowodnić że chłopiec został kozłem ofiarnym bo
    Dyrektor chciał naprawić na gwałt stosunki z Kochanowskim i szybko
    znaleziono sprawce i zrobiono pokazówke) i potem wywodzić z tego
    jakieś wnioski i roztrząsać na forach, jaką to paskudną i niegodną
    patrona szkoła jest Reytan (swoją drogą Reytan już został pomówiony
    w zeszłym roku przez dziennikarzy, że to tu było fałszerstwo wycieku
    pytań, tylko dlatego że szkoła o którą chodziło też mieściła się na
    Wiktorskiej ulicy). Myslę że media mają wielką władzę i czasem z
    niej korzystają niezbyt etycznie, dlatego ja wolę sama sobie
    wyrabiać poglady bez ślepej wiary w to co mi nawet bardzo
    sympatyczne internautki które czytają gazety mówią....
  • joa66 22.03.10, 17:28
    Ja nie wyrobiłam sobie zdania na podstawie artykułu, tylko na
    podstawie reakcji (jej braku )dyrektora tutaj na forum, tudzież na
    podstawie lojalki na stronie, którą widziałam na własne oczy.
  • agatka_s 22.03.10, 18:14
    joa66 napisała:

    > Ja nie wyrobiłam sobie zdania na podstawie artykułu, tylko na
    > podstawie reakcji (jej braku )dyrektora tutaj na forum, tudzież na
    > podstawie lojalki na stronie, którą widziałam na własne oczy.


    Joa możesz mi znaleźć gdzie jest o tych zwolnieniach, o co chodzi
    tak naprawde z tymi zwolnieniami (ponieważ sama mam problem z
    usprawiedliwieniem, to tym bardziej się zainteresowałam tematem) i
    co takiego bulwersującego mówił pan Dyrektor ?

    Jedyny wątek o JNJ, to ten tutaj, ale mimo ze go przeczytałam nic o
    zwolnieniach tam nie ma:

    forum.gazeta.pl/forum/w,1129,93107567,,liceum_przy_Mokotowskiej.html?v=2


    Będe wdzięczna
  • joa66 22.03.10, 18:24
    wyborcza.pl/1,76842,6409094,Niewychowanie_obywatelskie.html
    "Na WOS jeszcze inaczej: za trzy nieobecności, nawet
    usprawiedliwione, ocena semestralna leci o cały stopień w dół.
    Minusy można też dostać za złą odpowiedź (na każdej lekcji każdy
    uczeń dostaje pytanie) albo za spóźnienie"

    "Alan był pierwszym, który odważył się powiedzieć głośno, że mu się
    system nie podoba.

    Petycja

    System na WOS nie jest zgodny z prawem oświatowym. Według
    rozporządzenia MEN z 30 kwietnia 2007 roku "W sprawie warunków i
    sposobu oceniania..." nieobecności mają wpływ na ocenę, ale tylko z
    zachowania. Albo w sytuacji, gdy uczeń opuści ponad połowę zajęć
    (nawet przez chorobę), można go nie klasyfikować. Czyli nie
    przepuścić do następnej klasy"


    Od tego się zaczęło. Ale dalsze dyskusje dotyczyły już tego co się
    działo potem.

    Nie podobała mi się początkowa reakcja dyrektora, który przesuwał
    środek cięzkości problemu na ojca ucznia, uciekając konsekwentnie od
    problemu, który spowodował całą sytuację.



    Nie podobało mi się dalsze rozegranie sytuacji, ale można uznac, że
    to moje osobiste upodobania. Natomiast zwolnienia to jest konkret.
  • agatka_s 22.03.10, 18:47
    Nie, to to jest co innego, to nie jest bezprawne nieuwzględnianie
    PRZEZ PANA DYREKTORA zwolnień lekarskich jako usprawiedliwień (o
    którym cały czas piszesz). Bo usprawiedliwione obecności były
    (swoją drogą usprawiedliwia nieobecności chyba wychowawca, nie
    Dyrektor, ani nauczyciel). To był niezgodny z prawem (tak jak pisze
    petycja zresztą) system oceniania stosowany przez konkretną
    nauczycielkę. Rozumiem że reakcja była taka że owa nauczycielka
    system ten zmieniła, czyli przyznała że nie był prawidłowy. Dotąd
    wszystko chyba byłoby bez zarzutu, i postawa Alana i postawa
    nauczycielki, jak potrafiła przyznać się do błędu.


    Schody zaczęły się chyba rzeczywiście później.
  • joa66 22.03.10, 18:57
    Aaaaa...... faktycznie! No tak to nie było nieuwzględnianie zwolnień
    lekarskich przez dyrektora tylko niezgodny z prawem system oceniania
    stosowany przez jedną nauczycielkę! Która potem szybko i bez
    kłopotów wycofała się z niego!

    No tak...teraz jest już uczciwie.
  • agatka_s 22.03.10, 19:11
    No jest chyba uczciwe nazwać sytuację precyzyjnie.

    Wierze, że Pan Dyrektor do momentu petycji, nie miał świadomości
    systemu oceniania przez nauczycielkę. Chyba każdy nauczyciel ma
    autonomie w tym względzie i chyba Dyrektor nie musi być świadomy
    takich szczegółów, jak stawia sie stopnie na przedmiocie X. Tak mi
    się wydaje. Oczywiście jako Dyrektor ponosi odpowiedzialność za to
    co się w szkole dzieje, ale to jest tzw odpowiedzialność moralna
    jako Dyrektor, a nie prawna za postępowanie konkretnego
    nauczyciela. Jeśli coś było niezgodne z prawem, to postępowanie tej
    nauczycielki, nie pana Dyrektora (a cały czas sugerowałaś że to pan
    Dyrektor postąpił niezgodnie z prawem). To jest jednak moim zdaniem
    różnica.

    Może powinien donieść do prokuratury na nauczycielkę że złamała
    prawo. Może prawnie to byłoby OK, ale moralnie właśnie chyba nie
    bardzo, tak donosić na swojego pracownika (mnie to by nie bardzo się
    podobało w każdym razie). Myślę że gdyba sprawa w tym momencie się
    skończyła to wszystkim dałaby możliwość satysfakcji. Niestety o ile
    pamiętam był i ciąg dalszy, dużo mniej optymistyczny.
  • joa66 22.03.10, 19:02
    Prawdę mówiąc mnie już ten problem nudzi, zafascynowało mnie tylko
    interpretacja słowa "uczciwość" i brak akceptacji dla braku
    uczciwości (temat o meldunkach) oraz stosunek do uczciwości w
    problemie z liceum JNJ.
  • agatka_s 23.03.10, 08:55
    joa66 napisała:

    > Prawdę mówiąc mnie już ten problem nudzi, zafascynowało mnie tylko
    > interpretacja słowa "uczciwość" i brak akceptacji dla braku
    > uczciwości (temat o meldunkach) oraz stosunek do uczciwości w
    > problemie z liceum JNJ.

    Chciałam sprostować: jak pisałaś o bezprawnym nieuznaniu zwolnień
    lekarskich przez Dyrektora, ja byłam przekonana ze to chodzi o jakąś
    inną sprawę, polegająca na tym że pan Dyrektor (np podejrzewajac ze
    zwolnienie lewe) nie usprawiedliwił komuś nieobecności, co np
    doprowadziło do relegowania ze szkoły itp. Myśłałam że gdzieś o
    takiej historii napisano, usłyszano, nie skojarzyłam że mówisz o
    systemie oceniania nauczycielki Wos. Myślałam ze chodzi tu a jakiś
    inny konflikt.

    Stad moje wszelkie wypowiedzi (np czemu pan Dyrektor nie prostuje
    itp) dotyczyły jakiejś hipotetycznej sprawy o której nic nie
    wiedziłam (no bo nie mogłam wiedzieć , bo jej nie było). Dla mnie
    sprawa z artykułu to tak jak napisałam bezprawny system oceniania,
    nie bezprawne nieuwzględnianie zwolnień, stad pewnie to
    niezrozumienie się.

    A co do samego "systemu". Uważam to co stosowała pani Dybowska za
    złe i niedopuszczalne. Nie tylko dlatego że nie zgodne z prawem (bo
    jest ewidentnie, i tu nie ma żadnej dyskusji), ale:

    -nieskuteczne-bo do młodzieży w tym wieku należy docierać inaczej
    nie przez niskie uczucia typu strach. Idea z kóra się zgodziłam, a
    którą prezentował pan Dyrektor: "Wynik matury zależy od samego
    ucznia" jest moim zdaniem w sprzeczności z tym systemem, bo tu
    właśnie nie pozwolono przejąć odpowiedzialności przez ucznia tylko
    właśnie szkoła przejmowała odpowiedzialność tworząc system
    opresyjny, który karał za coś na co uczeń de facto wpływu nie ma.
    Gdyby stawiano wysoką poprzeczkę i rozliczano z wiedzy, nawet bardzo
    ostro-OK, zgoda, ale karanie za nieobecności to już moim zdaniem
    terror, który niczego pożytecznego nie przynosi.

    -niebezpieczna-jako matka nie chaciłabym aby moje dziecko w poczuciu
    strachu szło na lekcje z gorączką. Poprostu uważam to za stwarzanie
    ryzyka dla jego zdrowia i bezpieczeństwa (no bo jakby mu się
    pogorszyło nagle ?). Ja rozumiem że nikt tych dzieci nie zmusza aby
    szły z gorączką, ale jednak wywieranie takiej presji jest szkodliwe
    i nawet sama "pokusa" to już jest zło. Szkoła powinna raczej
    młodych ludzi zachęcać o dbanie o swoje zdrowie i unikanie zachowań
    ryzykownych (jakim jest ignorowanie choroby) a nie na odwrót-
    promować takie zachowania, moim zdaniem poprostu GŁUPIE.

    Ja uważam że taki system powinien zostać wycofany. I chyba była na
    to szansa-można było jakoś z tego wybrnąć, z tzw twarzą dla
    wszystkich. Niestety doszło chyba potem do osobistego potraktowania
    sprawy przez nauczycielkę, który zamiast z godnością przyznać rację
    (i pewnie tym pani by sobie zdobyła szacunek, bo to sztuka umieć
    przyznać się do błędu, szczególnie przed nieletnimi), pani się
    poczuła obrażona i osobiście dotknieta. No i potem to już potoczyła
    się lawina....



    To tyle tytułem spójności moich poglądów i zasad.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 14:41
    "Uczeń liceum Reytana miesiac temu napisał na murze Kochanowskiego
    (te 2 licea konkurują ze sobą, jak widać czasem beznadziejnie
    głupio) bardzo niecenzuralny napis. Też zostało wydane oświadczenie
    ze strony społeczności Reytana, przepraszajace Kochanowskiego i
    obiecujace wykrycie sprawcy i ukaranie. Uczeń został znaleziony
    (sam się znalazł, bo się pochwalił tym w internecie) i ukarany. Też
    myslisz że to Dyrektor kazał przepraszać (sam przeprosił też) i
    zmobilizował uczniów do wykrycia sprawcy? Ja nie wiem czy kazał,
    ale mam nadzieję że młodzież czasem potrafi sama ocenić sytuację, i
    coś zrobić sama z siebie, a nie dlatego ze się im każe. Mam taką
    głęboką wiarę. "

    Slyszalam. Totalny obciach. Nic dziwnego, ze dyr. Reytana przepraszal. Moja
    corka ma znajomych i w Reytanie, i w Kochanowskim. Pelna zgoda - ze taki koles
    to porazka. Dobre ogolniaki to nie sa kluby pilkarskie i w przypadku zachowan z
    poziomu "bydla" - normalne dzieci, dyrekcje, nauczyciele i rodzice sa solidarni
    w zwalczaniu patologii.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 14:19
    joa66 napisala:
    "Ale faktycznie to dobry trening dla kasjerów z supermarketów lub
    > pracowników niektórych korporacji - tam też nie respektują praw
    > pracowniczych. (oczywiście dyrekcja różnych biedronek się nie
    > wypowiada, bo nie ma zwyczaju dyskutowac z pomówieniami;) )"

    Hehe, kto nie maszerue, ten ginie, zwlaszcza w legii cudzoziemskiej lub innej
    biedronce. a maszerowanie dla dyr. Mirowskiego jest symbolem rozwoju...Jezu!!!
    Patrz ponizej:
    forum.gazeta.pl/forum/w,427,26046254,26257302,do_Majki.html
  • agatka_s 22.03.10, 14:50
    Sam pogląd i idea nie podoba mi się i nie tak wyobrażam sobie
    idealną szkołę, myślę że z młodzieżą można równie wiele a może i
    więcej osiagnąć bez "maszerowania i ginięcia". (dużo bardziej mi się
    podoba idea, że za wynik matury odpowiada sam maturzysta, bo ja wolę
    odwoływać się do dobrych cech i instynktów młodego człowieka, w tym
    poczucia odpowiedzialności za siebie i dojrzałości już od możliwie
    najmłodszych lat-i to mimo tego że paradoksalnie verdana mi zarzuca
    coś kompletnie na odwrót).

    Ale podoba mi się że Pan Dyrektor mówi o tym otwarcie i wprost (też
    tak mówił na spotkaniu, tak samo jak o innych rzeczach specyficznych
    dla szkoły), nie ściemnia, nie owija w bawełne, nie kokietuje, nie
    obiecuje czegoś czego w szkole nie ma-to moim zdaniem jako
    stosunek "do klienta" należy pochwalić. To jest specyficzna szkoła
    dla specyficznej publiczności, która jeśli chce się uczyć w JNJ musi
    takie zasady zaakceptować, "widziały gały co brały" po prostu. Przy
    czym obowiązku tu uczyć się nie ma.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 15:13
    agatka_s napisała:

    > Sam pogląd i idea nie podoba mi się i nie tak wyobrażam sobie
    > idealną szkołę, myślę że z młodzieżą można równie wiele a może i
    > więcej osiagnąć bez "maszerowania i ginięcia". (dużo bardziej mi się
    > podoba idea, że za wynik matury odpowiada sam maturzysta, bo ja wolę
    > odwoływać się do dobrych cech i instynktów młodego człowieka, w tym
    > poczucia odpowiedzialności za siebie i dojrzałości już od możliwie
    > najmłodszych lat-i to mimo tego że paradoksalnie verdana mi zarzuca
    > coś kompletnie na odwrót).
    >
    > Ale podoba mi się że Pan Dyrektor mówi o tym otwarcie i wprost (też
    > tak mówił na spotkaniu, tak samo jak o innych rzeczach specyficznych
    > dla szkoły), nie ściemnia, nie owija w bawełne, nie kokietuje, nie
    > obiecuje czegoś czego w szkole nie ma-to moim zdaniem jako
    > stosunek "do klienta" należy pochwalić. To jest specyficzna szkoła
    > dla specyficznej publiczności, która jeśli chce się uczyć w JNJ musi
    > takie zasady zaakceptować, "widziały gały co brały" po prostu. Przy
    > czym obowiązku tu uczyć się nie ma."

    No to nieco sie zblizylysmy w pogladach.
    Ale co to znaczy "widzialy galy co braly". Przecietny rodzic nie sledzi
    wypowiedzi dyrektorow szkol w internecie i ma prawo wierzyc,ze jesli posyla
    dziecko do szkoly publicznej, jest to szkola "normalna" a nie jakas legia
    cudzoziemska. Tylko nieliczni wiedza,co co to znaczy poslac dziecko do
    Jezioranskiego.
    Zwlaszcza ze to nie jest jakis zwykly publiczny ogolniak. Skladka na rade rade
    rodzicow czy tam sowe kosztuje 200 zl miesiecznie.












    >
    >
  • agatka_s 22.03.10, 15:35
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > agatka_s napisała:
    >
    > > Sam pogląd i idea nie podoba mi się i nie tak wyobrażam sobie
    > > idealną szkołę, myślę że z młodzieżą można równie wiele a może i
    > > więcej osiagnąć bez "maszerowania i ginięcia". (dużo bardziej mi
    się
    > > podoba idea, że za wynik matury odpowiada sam maturzysta, bo ja
    wolę
    > > odwoływać się do dobrych cech i instynktów młodego człowieka, w
    tym
    > > poczucia odpowiedzialności za siebie i dojrzałości już od
    możliwie
    > > najmłodszych lat-i to mimo tego że paradoksalnie verdana mi
    zarzuca
    > > coś kompletnie na odwrót).
    > >
    > > Ale podoba mi się że Pan Dyrektor mówi o tym otwarcie i wprost
    (też
    > > tak mówił na spotkaniu, tak samo jak o innych rzeczach
    specyficznych
    > > dla szkoły), nie ściemnia, nie owija w bawełne, nie kokietuje,
    nie
    > > obiecuje czegoś czego w szkole nie ma-to moim zdaniem jako
    > > stosunek "do klienta" należy pochwalić. To jest specyficzna
    szkoła
    > > dla specyficznej publiczności, która jeśli chce się uczyć w JNJ
    musi
    > > takie zasady zaakceptować, "widziały gały co brały" po prostu.
    Przy
    > > czym obowiązku tu uczyć się nie ma."
    >
    > No to nieco sie zblizylysmy w pogladach.
    > Ale co to znaczy "widzialy galy co braly". Przecietny rodzic nie
    sledzi
    > wypowiedzi dyrektorow szkol w internecie i ma prawo wierzyc,ze
    jesli posyla
    > dziecko do szkoly publicznej, jest to szkola "normalna" a nie
    jakas legia
    > cudzoziemska. Tylko nieliczni wiedza,co co to znaczy poslac
    dziecko do
    > Jezioranskiego.
    > Zwlaszcza ze to nie jest jakis zwykly publiczny ogolniak. Skladka
    na rade rade
    > rodzicow czy tam sowe kosztuje 200 zl miesiecznie.
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    > >
    > >
    Ale podczas spotkań (na których są uczniowie,a spotkania są 2 na
    sezon, tak że każdy zainteresowany może dać radę przyjść) jest o tym
    mowa. O tym że nie ma szansy na niektóre przedmioty, o tym że
    szkoła jest częściowo odpłatna, o tym że jak młody człowiek się nie
    uczy to wylatuje i o samej logistyce szkoły która jest bardzo
    odmienna (logistyka). Pan Dyrektor długo to wszystko tłumaczył.
    Były też pytania o zajęcia dodatkowe (brak), o wycieczki (brak), o
    inne przyjemności (brak). To jest szkoła która uczy specyficznie,
    ale klient zostaje o tym poinformowany, jeszcze zanim się na nią
    zdecyduje.


    Nie zauważyłam natomiast nic nieetycznego, czy wychowawczo
    niepokojącego. Pamiętam nawet że zaraz po spotkaniu ktoś na forum
    (a było to zaraz po artykule, więc modne było po szkole jechać jak
    po łtsej kobyle)zarzycał że na spotkaniu Pan Dyrektor wręcz
    szantażował młodzież ze jak skrytykuje coś to bedzie mieć klasówke z
    chemii, a pech chciał że ja byłam na tym spotkaniu i było coś
    takiego ale to były takie żarty i przekomarzanie się. Wtedy też
    zaprotestowałam, bo ja chronicznie nie znoszę jak się komuś robi
    gębe. Ogólnie odniosłam wrażenie bardzo dobrego kontaktu pana
    Dyrektora z młodzieżą, tyle że ta młodzież była bardzo
    zdeterminowana na naukę, co było też bardzo widoczne szczególnie
    jedna dziewczynka się wyrózniała. Aha o ile pamiętam w szkole jest
    dużo osób z poza Warszawy, to chyba też specyfika tej szkoły-ktoś
    mieszkał na stancji-co dla mnie jako matki pierwszoklasisty
    gimnazjum było szokujące-choć dziś rok później już dużo mniej (chyba
    też w Staszicu jest taka sytuacja o ile pamietam że są dzieci z
    całej Polski).




    Ja szanuje tych co i mnie szanują i mówią prawde, nawet jeśli to co
    mówią nie podoba mi się, wolę tak niż to jak ktoś dla marketingu
    tworzy te rózne klasy dziennikarskie i obiecuje gruszki na wierzbie
    (choć akurat nie chciałabym aby mój symn maszerował i ginął,
    szczególnie ginął...). Myśle że np Staszic, Poniatowski może się
    pochwalić podobnymi rezultatami końcowymi a tam jest kompletnie inna
    idea jak do tego dojść (choć uczyć i to dużo trzeba i tam).
    Bardziej partnerski stosunek z młodzieżą, który mi dużo bardziej
    trafia do serca i jak znam swoje dziecko jest skuteczniejszy. Ale
    wiem że są dzieci które potrzebują tego marszu i ginięcia, bo
    inaczej naprawde zginą. Dlatego uważam że szkoła o takich zasadach
    też jest potrzebna.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 15:49
    "Ale
    wiem że są dzieci które potrzebują tego marszu i ginięcia, bo
    inaczej naprawde zginą. Dlatego uważam że szkoła o takich zasadach
    też jest potrzebna. "

    A ja nie zycze sobie aby w moim kraju istnialy szkoly, w ktorym 'dzieci
    maszeruja i gina".
    Nie zycze sobie, aby jakikolwiek promil z mojego naprawde wysokiego mojego
    podatku preznaczany byl na taka szkole.A juz kompletnie nie wyobrazam sobie,
    abym miala doplacac do niej 200 zl miesiecznie z wlanej kieszeni.
  • agatka_s 22.03.10, 16:04
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > "Ale
    > wiem że są dzieci które potrzebują tego marszu i ginięcia, bo
    > inaczej naprawde zginą. Dlatego uważam że szkoła o takich zasadach
    > też jest potrzebna. "
    >
    > A ja nie zycze sobie aby w moim kraju istnialy szkoly, w
    ktorym 'dzieci
    > maszeruja i gina".
    > Nie zycze sobie, aby jakikolwiek promil z mojego naprawde
    wysokiego mojego
    > podatku preznaczany byl na taka szkole.A juz kompletnie nie
    wyobrazam sobie,
    > abym miala doplacac do niej 200 zl miesiecznie z wlanej kieszeni.

    Przesadzasz, ta szkoła naprawde nie robi nic złego. Dobrze że są
    rózne szkoły o róznych podejściach i metodach dochodzenia do celu
    (szczególnie że szkoła ponadgimnazjalna nie jest obowiązkowa).
    System polegający na stawianiu wysokich wymagań i ich egzekwowaniu,
    z konsekwencją że jesli delikwent nie sprosta wymaganiom wylatuje,
    nie jest jakimś odkryciem Dyrektora Mirowskiego. Ja to np bardzo
    chętnie leczyłabym się u lekarzy którzy tak byliby uczeni, albo
    jeździłabym po drogach budowanych przez tak uczonych inżynierów.
    Myślę że gdyby kilku gości w naszym kraju z liceum wyrzucono, nie
    byłoby to takie złe dla Twoich podatków....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 16:30
    "Ja to np bardzo
    chętnie leczyłabym się u lekarzy którzy tak byliby uczeni, albo
    jeździłabym po drogach budowanych przez tak uczonych inżynierów.
    Myślę że gdyby kilku gości w naszym kraju z liceum wyrzucono, nie
    byłoby to takie złe dla Twoich podatków...."

    A ja juz wczesniej mowilam ze jestes idealna matka ucznia jezioranskiego, wiec
    polemika nie ma sensu.
    Niemniej, chron mnie panie boze przed legia cudzoziemska!
  • agatka_s 22.03.10, 18:00
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > >
    > A ja juz wczesniej mowilam ze jestes idealna matka ucznia
    jezioranskiego, wiec
    > polemika nie ma sensu.
    > Niemniej, chron mnie panie boze przed legia cudzoziemska!


    Oto Twój wpis mniej więcej sprzed roku:

    Re: WOS=szkoła?IP: *.adsl.inetia.pl
    Gość: menodo 25.03.09, 09:40 Odpowiedz Warto zwrocic uwage na
    drobny szczegol- bohater artykulu wybiera sie wlasnie do
    jednego z wiodacych liceow spolecznych...Ciekawe do ktorego? Moze na
    Bednarska?...To moze by o relacjach nauczyciel(ka)- uczen w tej
    szkole GW cos
    ciekawego napisala?
    Artykul zniesmaczyl mnie bardzo. Teraz poprosze o tekst na temat
    terroru w
    Uniwersytecie Warszawskim, gdzie frekwencja na zajeciach czesto
    decyduje o byc
    albo nie byc studentem. A na studiach medycznych? Tam dopiero gwalci
    sie
    niewinne duszyczki naszych milusinskich!
    Drogie Mamusie! Od razu mówie, że nie zamierzam posylac swojego
    dziecka na
    Mokotowska, glownie z powodu niemieckiego. Ale prosze o troche
    szacunku dla
    szkoly, w ktorej chce sie ludziom pracowac - i nauczycielom, i
    uczniom...W
    naszej polskiej rzeczywistosci to naprawde niecodzienne zjawisko.Za
    to typowo
    polskie - wdeptywanie w bloto tych, ktorym cokolwiek sie udalo. "





    Przysięgam ,że nie śledze co piszesz, ale wróciłam do tego wątku,
    żeby poczytać co tam było o tych zwolnieniach lekarskich apropos
    watku joa, bo naprawde nie wiem o co chodzi, przeczytałam co
    powyżej.....


    No widać że rok temu też byłas "idealną matką" Jeziorańskiego....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 18:21
    Agatko, nie jestes wredna. jesli chodzi o sprawe alana czy jak mu tam- nadal
    uwazam, ze GW zachowala sie bardzo nieprofesjonalnie i nieieetycznie wobec
    Jezieranskiego. Tej szkole mozna stawiac zupelnie inne zarzuty, ktore stawiam ja
    oraz wiele innych matek na tymforum.
  • kkokos 22.03.10, 19:04
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > "Ale
    > wiem że są dzieci które potrzebują tego marszu i ginięcia, bo
    > inaczej naprawde zginą. Dlatego uważam że szkoła o takich zasadach
    > też jest potrzebna. "
    >
    > A ja nie zycze sobie aby w moim kraju istnialy szkoly, w ktorym 'dzieci
    > maszeruja i gina".
    > Nie zycze sobie, aby jakikolwiek promil z mojego naprawde wysokiego mojego
    > podatku preznaczany byl na taka szkole.A juz kompletnie nie wyobrazam sobie,
    > abym miala doplacac do niej 200 zl miesiecznie z wlanej kieszeni.


    no teraz to mi kapcie spadły :(
  • tukata 22.03.10, 13:01
    Progi średnie do klas human (bo najbardziej porównywalne do JNJ) w
    > 2009:
    >
    >
    > Batory 165,5
    > Poniatowski 159
    > JNJ 170
    > Czacki ? nie wiem
    > Zamoyski 159
    > Reytan 166
    > Dąbrowski 158
    >
    > Staszic (klasa mat-fiz, ale nie matex) 176
    >
    >
    >
    > Naprawde nie uważam aby średni próg do Jeziorańskiego 170, był
    > zenująco niski....

    cóż, nie wiem, gdzie sprawdzałaś, ale jescze o takim (wysokim)
    progu nie słyszałam w Jeziorańskim, na ogół jest to na poziomie 150-
    155, w roku 2009 był 152,20. W Czackim - 163, 25 -wyjątkowo niski,bo
    klasa w WOkie, jest oblegana i często jest to bliżej 170 pkt.
    No i jest róznica w ilości chętnych , do Jeziorańskiego nie walą
    drzwiami i oknami, natomiast do Czackiego owszem.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 22.03.10, 13:08
    to są progi ŚREDNIE (dla wszystkich cytowanych szkół), i są to progi
    wynikające z rekrutacji systemem komputerowym (bez rekrutacji
    dodatkowej, uzupełniającej itp). Próg minimum JNJ był 152,27.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 13:30
    "cóż, nie wiem, gdzie sprawdzałaś, ale jescze o takim (wysokim)
    progu nie słyszałam w Jeziorańskim, na ogół jest to na poziomie 150-
    155, w roku 2009 był 152,20. W Czackim - 163, 25 -wyjątkowo niski,bo
    klasa w WOkie, jest oblegana i często jest to bliżej 170 pkt.
    No i jest róznica w ilości chętnych , do Jeziorańskiego nie walą
    drzwiami i oknami, natomiast do Czackiego owszem. "

    Klasa kulturowa w Czackim nijak sie ma do Jezioranskiego! Jesli chce sie
    porownywac obie te szkoly, to pod uwage mozna brac wylacznie "spolka" w Czackim
    (gdzie brana jest do punktacji i historia, i gegrafia) - a tam prog byl 169
    pkt. W klasie kulturowej (polski,matematyka, historia i BIOLOGIA LUB GEOGRAFIA)
    prog byl taki jak mowisz, ale to jakis dla koszmar dla humanisty aby uzbierac
    163 punkty z takich przedmiotow. Nie latwiej by mu bylo startowac to
    Jezioranskiego, gdzie i prog nizszy, i przedmioty blizsze sercu?
  • verdana 20.03.10, 14:56
    Mnie nie ogranicza, bo syn do Jeziorańskiegio się nie wybiera. Ale
    osobom, ktore mysla o tej szkole - bardzo ogranicza. Trudno na
    wstepie narazić się dyrektorowi, albo nawet z nim polemizować,
    prawda?
    Podczytywanie - trudno, pewnie nie jeden dyrektor podczytuje. Ale
    fakt, że wiadomo, ze dyrektor uwaznie czyta dyskusje o swojej
    szkole, komentuje - na pewno zamyka usta osobom rozwazającym wybór
    tej szkoly.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • myszmusia 20.03.10, 15:22
    na pewno zamyka usta osobom rozwazającym wybór
    > tej szkoly.

    naprawde sadzisz,ze komukolwiek chciałby sie analizowac wypowiedzi zeby wyłapac z tego potencjalnych uczniów? ja nie sądze. Własnym nazwiskiem to sie tu wyłacznie własnie dyrektor JNJ podpisuje - i dobrze. Faktycznie poudzielał mnówstwo merytorycznych odpowiedzi i bardzo dobrze to o nim świadczy,ze nie robi tego anonimowo
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 20.03.10, 15:30
    "Mnie nie ogranicza, bo syn do Jeziorańskiegio się nie wybiera. Ale
    osobom, ktore mysla o tej szkole - bardzo ogranicza. Trudno na
    wstepie narazić się dyrektorowi, albo nawet z nim polemizować,
    prawda? "

    Eeee, nie sadze, aby dyrektor sledzil wypowiedzi matek kandydatow na forum, aby
    potem krzywdzic ich w Jezioranskim? Zreszta ktos, komu wizja tej szkoly
    kompletnie nie odpowiada (jak mnie na przyklad) nigdy nie posle tam swojego
    dziecka. A poza tym-zobacz forum na stronach Jezioranskiego; tam uczniowie dosc
    swobodnie sie wypowiadaja i raczej nic im za to nie jest. Akurat z wolnoscia
    slowa nie jest tam zle; trzeba to uczciwie przyznac.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 21:27
    Agatko, czym innym jest jest ciasnota na korytarzu i niewystarczajca dla Ciebie
    elokwencja skadinad niezwykle inteligentnej pani dyrektor, a co innego -
    deklaracje pana dyrektora na forum,ktore swiadcza o tym,czym dla niego jest
    szkola i kim sa dla niego uczniowie w tej szkole. Mnie sie nie podoba ta wizja,
    nie chcialabym, aby moja corka chodzila do Jezioranskiego. Tobie moze sie
    podobac,ale ja nie mowie o korytarzach w Jezioranskim,ja mowie o stosunku
    dyrektora tej szkoly do uczniow, deklarowanym na tym forum.
  • Gość: ell32 IP: 80.50.130.* 20.04.10, 15:16
    no ja yez chodzilam prze 2 tygodnie na takie kursy, ale szybko zrezygnowalam bo nic sie nie nauczylam. Zaryzykowalam i poszlam do platu n akorkiz matematyki i zaplacilam 14zł za godzine i chodze do tej pory i umiem duzo wiecej.
  • Gość: roza IP: 80.50.130.* 23.04.10, 13:02
    ja nie wiem co ludzie widza w tych kursach. Moje dziecko chodzi do 3 gim i naprawde osobiscie wolalbym wyslac dziecko na koreptycje niz na jakies kursy ktore watpie czy cos ucza...
  • Gość: karina IP: *.aster.pl 27.04.10, 13:02
    Mysle ze to jest naprawde dobry sposób ,zwłaszcza ze na takich
    korepetycjach nasze dzieci ucza sie jednak od fachowców,którzy
    podaja im wiedze jakiej brakuje w szkole.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka